rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Cienie z Donlonu

Średnia ocen
7,3 / 10
1067 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
452
375

Na półkach:

W świecie, gdzie fantasy coraz częściej serwuje czytelniczkom eskapizm w czystej postaci - magię błyszczącą, miłość oczywistą, zło pokonane w ostatnim rozdziale - Magdalena Kubasiewicz robi coś przewrotnego. Ona pokazuje, że magia może mieć ciemną stronę. Że bywa brudna i nieobliczalna a jej użytkowanie ma swoją cenę. Cienie z Donlonu to kolejny dowód na to, że autorka nie zamierza nikomu ułatwiać życia - ani swoim bohaterom, ani czytelniczkom.
Zacznijmy od tego, co w tej książce uderza najmocniej i najszybciej: od miejsca. Donlon to miasto zbudowane z mgły, cienia i tajemnicy. To nie jest scenografia przyklejona do fabuły - to przestrzeń, która oddycha, która ma własną logikę i własne sekrety. Osiem donlońskich budynków, każdy skrywający fragment większej prawdy o źródłach tutejszej magii, to pomysł, który daje narracji kręgosłup. Nie chodzi tylko o to, co się wydarzy - chodzi o to, co miasto skrywa i dlaczego tak długo chciano to zachować w tajemnicy.
Avallen, szkoła będąca centrum wydarzeń, to miejsce szczególne. Autorka nie popada w schemat magicznej akademii z ciepłymi salami i przyjacielską rywalizacją. Avallen jest niepokojące. Uczniowie mają koszmary, zachowują się dziwnie, a mury szkoły zdają się wiedzieć więcej niż powinny. To klimat budowany cierpliwie, cegła po cegle, i trzeba przyznać, że efekt jest tego warty.
Sama Głowna bohaterka - Ava to postać ciekawa, choć nie zawsze łatwa w odbiorze. Władanie cieniami to moc, która pasuje do jej osobowości: nieoczywista, operująca na granicy widzialności, nie tak spektakularna jak ogień czy błyskawica, ale za to precyzyjna i jak się okazuje wyjątkowo przydatna, gdy świat zaczyna się rwać w szwach.
Jej pozycja w donlońskim Scotland Yardzie dodaje historii warstwę, która zdecydowanie działa na plus. Cienie z Donlonu mają w sobie vibe kryminału osadzonego w fantastycznych dekoracjach: jest zaginięcie, jest śmierć, jest śledztwo prowadzone przez kogoś, kto zna miasto od środka, ale wciąż nie odkrył jeszcze wszystkich jego sekretów. To napędza narrację i nadaje jej tempo, które sprawia, że strony same się przewracają.
Największą siłą Magdaleny Kubasiewicz jest jednak jej konsekwencja w pokazywaniu ciemnej strony magii i ludzkiej natury. Nie ma tu lukrowania, nie ma bezpiecznych zakończeń serwowanych po to, żeby czytelnik wyszedł z lektury z uśmiechem. Magia w Donlonie ma cenę i autorka ani przez chwilę nie pozwala o tym zapomnieć. To jest coś, za co ją cenię i dlaczego wracam do jej książek, nawet gdy wiem, że nie będzie łatwo.
Ale - i tu muszę być uczciwa bywają momenty, w których ta konsekwencja zaczyna działać przeciwko samej narracji.
Mrok może być narzędziem. Może budować napięcie, pogłębiać postacie, czynić historię prawdziwszą. Ale mrok może też stać się ścianą. I w Cieniach z Donlonu są fragmenty, w których czułam, że ta ściana narasta zbyt szybko i zbyt wysoko, że kolejne warstwy przygnębienia, kolejne odsłony brzydkiej strony świata dociskają do ziemi tak mocno, że zupełnie zapominałam, że ta książka miała w sobie kiedyś coś lekkiego. Że był w niej oddech, był moment, gdy Donlon błyszczał czymś więcej niż tylko ostrzeżeniem.
To nie jest zarzut o brak happy endu - tego od Magdaleny Kubasiewicz wcale nie oczekuję. To zarzut o proporcje. Kiedy ciemność jest wszędzie i przez cały czas, paradoksalnie traci swoją siłę rażenia. Przestaje być kontrastem, a staje się tłem - a tło, z definicji, przestaje się zauważać.
Po lekturze kolejnej powieści autorki mam takie przemyślenie, że do książek Kubasiewicz trzeba dojrzeć.
I to jest zdanie, które chcę napisać wyraźnie, bo myślę, że wiele osób odkłada jej książki z poczuciem, że „to nie dla mnie" - podczas gdy prawda jest inna: to nie dla mnie w tej chwili. Bo jak mówi piosenka: „do wszystkiego trzeba mieć nastrój”.
I twórczość Kubasiewicz wymaga własnie odpowiedniego nastroju. Wymaga czytelnika, który jest gotowy wejść w mroczny świat bez gwarancji, że stamtąd wyjdzie cały i zdrowy. Jej proza nie jest trudna językowo, ale jest wymagająca emocjonalnie i nastrojowo. Kiedy trafisz na nią w złym momencie - gdy szukasz ucieczki, lekkości, czegoś, co po prostu będzie przyjemne - możesz odejść rozczarowany. Kiedy trafisz w odpowiednim momencie - gdy jesteś gotowy na coś, co ugryzie i przestraszy - zostaniesz z nią na długo.
Cienie z Donlonu to właśnie taka książka. Nie wchodzi w drzwi z uśmiechem. Wchodzi z cieniem za plecami i pytaniami, na które nie masz pewności, czy chcesz znać odpowiedź.
Oceniam 7/10. Magdalena Kubasiewicz jest autorką z wyraźnym głosem i konsekwentną wizją. Jej Cienie z Donlonu to trochę mroczna, miejscami dusząca opowieść o magii, która nie pyta o zgodę i o tajemnicach, których odkrywanie zawsze ma swoje bolesne konsekwencje.
Jeśli jesteś gotowa na fantasy bez lukru, na magię, która ma swoją cenę, i na miasto, które żyje i oddycha niczym świadomy organizm - to jest właściwy wybór.

W świecie, gdzie fantasy coraz częściej serwuje czytelniczkom eskapizm w czystej postaci - magię błyszczącą, miłość oczywistą, zło pokonane w ostatnim rozdziale - Magdalena Kubasiewicz robi coś przewrotnego. Ona pokazuje, że magia może mieć ciemną stronę. Że bywa brudna i nieobliczalna a jej użytkowanie ma swoją cenę. Cienie z Donlonu to kolejny dowód na to, że autorka nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
645
285

Na półkach:

audiobook

audiobook

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
55
14

Na półkach:

postanowiłam sobie skończyć. i powiem tak- no świetna jest! po prostu jestem zachwycona poziomem damskiej fantastyki:) byłam rozczarowana informacją, że nie będzie dalszych części o Wilczej Jagodzie, ale na serio, po tym tomie, jestem gotowa rzucić sie jak pies na kości, do Donlonu. i strasznie sie cieszę, że świeża zakupiony tom drugi właśnie wylądował w moim czytniczku. mam w odwłoku jakieś tam minusy... potrzebuje zachwytu i go otrzymałam. uwielbiam kryminały, uwielbiam fantastyke... moje, póki co, dwie ulubione polskie mistrzyni, Pani Jadowska i Pani Kubasiewicz mi to zapewniają.musze kiedyś się na poważnie wziąć za serie o Polanii:) 7 z duzym plusem!

postanowiłam sobie skończyć. i powiem tak- no świetna jest! po prostu jestem zachwycona poziomem damskiej fantastyki:) byłam rozczarowana informacją, że nie będzie dalszych części o Wilczej Jagodzie, ale na serio, po tym tomie, jestem gotowa rzucić sie jak pies na kości, do Donlonu. i strasznie sie cieszę, że świeża zakupiony tom drugi właśnie wylądował w moim czytniczku....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
438
108

Na półkach: ,

Uwielbiam styl pisania Kubasiewicz więc i tą serię czytało mi się świetnie. Podobał mi się ten klimat szkoły magii, ale z punktu widzenia nauczyciela. Śledztwo było wciągające przez fakt że każda z nie znamy prawdziwych intencji żadnej z postaci i każdy może kłamać.
Całość podobała mi się jednak mniej niż przygody Jagody. Przeszkadzało mi trochę umiejscowienie akcji. W poprzedniej serii czuć było że jest to urban fantasy i akcja dzieje się w Warszawie jednak tutaj chciaż mamy Londyn tak naprawdę cała akcja dzieje się w Donlonie a angielskości w postaciach nie czuć ani trochę. Za każdym razem gdy Ava mówiła coś w stylu "służę całej Anglii" przypominałam sobie nagle że to przecież prawdziwy świat a nie zwykle fantasy i wybijał mnie to z klimatu. Mam też mieszane uczucia co do spojlerowania akcji z poprzedniej serii. Jak ktoś nie czytał to czuć że coś cię omija a jak się czytało to czuć że niektóre informacje są pomijane. Jak się czytało ale ma, tak jak ja, pamięć złotej rybki to czuć lekką irytację przez całą książkę.

Uwielbiam styl pisania Kubasiewicz więc i tą serię czytało mi się świetnie. Podobał mi się ten klimat szkoły magii, ale z punktu widzenia nauczyciela. Śledztwo było wciągające przez fakt że każda z nie znamy prawdziwych intencji żadnej z postaci i każdy może kłamać.
Całość podobała mi się jednak mniej niż przygody Jagody. Przeszkadzało mi trochę umiejscowienie akcji. W...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
989
561

Na półkach: ,

Książka Cienie z Donlonu to udane połączenie urban fantasy z wątkiem kryminalnym, osadzone w magicznym świecie inspirowanym Londynem. Autorka stworzyła intrygujący świat, w którym magia przenika codzienność, a tajemnice kryją się za każdym rogiem. Styl pisania Kubasiewicz jest lekki i przystępny, co sprawia, że powieść czyta się szybko i płynnie.
Główna bohaterka, Ava Carey, to policjantka z magicznego Scotland Yardu, która wraca do szkoły magii Avallen jako tajna agentka. Jej zadaniem jest rozwiązanie zagadki zaginięcia nauczycielki, a prywatnie jej przyjaciółki. Świat Donlonu jest pełen magii, ale nie jest to magia spokojna - jest niespokojna, rozedrgana, jakby miasto samo w sobie żyło i oddychało. Autorka świetnie oddaje atmosferę tajemniczości i napięcia, a opisy są sugestywne i pobudzają wyobraźnię.
Ava Carey jest postacią poprawną, ale momentami mało wyrazistą. Jej dar - Cienie, które są narzędziem, a nie źródłem grozy - jest ciekawym elementem, ale sama bohaterka nie zawsze wzbudza silne emocje. Inne postacie również bywają jednowymiarowe, np. rodziny opisane przez stereotypowe cechy.
Wątek kryminalny jest solidnym fundamentem powieści. Śmierć ucznia, zniknięcie nauczycielki, anomalie magiczne - wszystko to tworzy spójną i wciągającą zagadkę. Magia w Donlonie jest nieprzewidywalna i pełna tajemnic, co dodaje historii głębi.
Styl Kubasiewicz jest prosty i przystępny, co sprawia, że książkę czyta się szybko. Chociaż świat mógłby być bogatszy, a postacie bardziej złożone.
Cienie z Donlonu to obiecujący początek serii, pełen potencjału i intrygujących pomysłów.

Książka Cienie z Donlonu to udane połączenie urban fantasy z wątkiem kryminalnym, osadzone w magicznym świecie inspirowanym Londynem. Autorka stworzyła intrygujący świat, w którym magia przenika codzienność, a tajemnice kryją się za każdym rogiem. Styl pisania Kubasiewicz jest lekki i przystępny, co sprawia, że powieść czyta się szybko i płynnie.
Główna bohaterka, Ava...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
229
202

Na półkach:

Fani serii o Wilczej Jagodzie nie będą zawiedzeni lekturą.

Cienie z Donlonu dzieją się bezpośrednio po wydarzeniach z Zaklęcia dla czarownika. Miejscem akcji jest znana z wcześniejszej książki magiczna enklawa ukryta w stolicy Wielkiej Brytanii. W Avallen, tamtejszej magicznej szkole, dochodzi do zagadkowej śmierci ucznia, niedługo potem znika również jedna z nauczycielek. Zagadkę postara się rozwiązać funkcjonariuszka donlońskiej policji – Avalon Carey, która ma dar panowania nad magią cieni.

Jeśli czytaliście wcześniej inne książki od autorki, to mniej więcej wiecie czego się spodziewać. Przede wszystkim na kartach powieści spotykamy porządnie wykreowanych bohaterów, nie zawodzą również interakcje między nimi. Intryga wymyślona przez autorkę okazała się całkiem interesująca, nie zabrakło również kilku scen akcji. Dodam również, że pomysł na magię, której używa nasza bohaterka jest naprawdę ciekawy i jakże odmienny od klątw stosowanych przez Wilczą Jagodę.

Muszę pochwalić worldbuilding. Na samym początku świat przedstawiony w tym uniwersum nie wydawał mi się szczególnie innowacyjny, niemniej autorka z tomu na tom coraz bardziej go rozbudowuje i zaczynam się do niego przekonywać. Sam Donlon jako miejsce akcji też ma swój własny charakter.

Ciężko mi wskazać jakieś konkretne wady tej powieści. Przyznam jednak, że w zestawieniu z poprzednimi książkami od autorki tutaj fabuła wydawała mi się mniej wciągająca. Ponadto, póki co Avalon Carey jako protagonistka wydaje mi się dużo mniej interesującą bohaterką niż Jagoda Wilczek. Nie wykluczam jednak, że moja opinia zmieni się po przeczytaniu następnych tomów.

Czas na podsumowanie. Uważam, że Cienie z Donlonu to powieść nie tak dobra jak książki z wcześniejszego cyklu, niemniej nadal bawiłem się dobrze podczas czytania. Mam nadzieję, że intryga ciekawie rozwinie się w następnym tomie. Ode mnie 7/10.

P.S. Odradzam czytanie tej pozycji przed zakończeniem serii o Wilczej Jagodzie, jej finał jest tutaj od razu zaspoilerowany.

Fani serii o Wilczej Jagodzie nie będą zawiedzeni lekturą.

Cienie z Donlonu dzieją się bezpośrednio po wydarzeniach z Zaklęcia dla czarownika. Miejscem akcji jest znana z wcześniejszej książki magiczna enklawa ukryta w stolicy Wielkiej Brytanii. W Avallen, tamtejszej magicznej szkole, dochodzi do zagadkowej śmierci ucznia, niedługo potem znika również jedna z nauczycielek....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
283
169

Na półkach: , ,

Nowa bohaterka w uniwersum Jagody Wilczek. Uwielbiam ten świat i czekanie na kolejną opowieść bardzo się dłużyło, ale Careyówna wszystko wynagradza. Ciekawy pomysł, intryga i bohaterowie. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Nowa bohaterka w uniwersum Jagody Wilczek. Uwielbiam ten świat i czekanie na kolejną opowieść bardzo się dłużyło, ale Careyówna wszystko wynagradza. Ciekawy pomysł, intryga i bohaterowie. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6
1

Na półkach: ,

Krótko mówiąc: Podobała mi się ta książka i to BARDZO. Z chęcią sięgnę po kolejny tom.

Ava to cudowna bohaterka, polubiłem ją. Myślę, że jednak Patience będzie moją ulubioną postacią, może to moja "słabość" do leczenia 😭🤚

Rola supporta zawsze ze mną ✨🤚

Krótko mówiąc: Podobała mi się ta książka i to BARDZO. Z chęcią sięgnę po kolejny tom.

Ava to cudowna bohaterka, polubiłem ją. Myślę, że jednak Patience będzie moją ulubioną postacią, może to moja "słabość" do leczenia 😭🤚

Rola supporta zawsze ze mną ✨🤚

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
82
80

Na półkach:

W literaturze „miejskiej magii” uwielbiam moment, kiedy miasto przestaje być tylko przestrzenią, a zaczyna żyć własnym oddechem. Donlon Kubasiewicz właśnie tak działa: jakby za zwykłą londyńską mgłą kryły się szepty, sekrety i historie, które pragną, by ktoś wreszcie je wysłuchał. Ava Carey, młoda detektyw władająca Cieniami, słyszy je najgłośniej – choć paradoksalnie sama budzi najmniej emocji.

Choć Ava posiada niezwykły dar, jej Cienie są bardziej narzędziem niż źródłem grozy: „cienie Avy, zamiast sprowadzać strach i koszmary, stały się szpiegami i poszukiwaczami.” To właśnie one prowadzą ją w sam środek zagadki Avallen – szkoły, która nigdy nie była spokojna, nawet jeśli ktoś próbował ją za taką uważać.

Bo przecież jak trafnie zauważa sama bohaterka: „Spokojne? Avallen? […] Musiało wiele się tutaj zmienić, od kiedy byłam uczennicą, bo trochę inaczej to zapamiętałam.” I trzeba przyznać: w tym zdaniu jest cały duch tej powieści. Donlon jest pełen magii, ale to magia niespokojna, rozedrgana, pękająca jak szyba pod emo­cjonalnym ciśnieniem.

Świat przedstawiony jest jednocześnie prosty w konstrukcji i sugestywny w nastroju. Kubasiewicz nie buduje architektury na trzy strony opisu, a jednak każdy z ośmiu donlońskich budynków emanuje własnym charakterem.

Moją wyobraźnię szczególnie poruszył Tower z Kruczarką – mroczne miejsce, które wręcz domaga się, by o nim pisać. Dynamiczny opis wizji jasnowidzenia jest jednym z najmocniejszych fragmentów książki: „Tower. Kruki, fruwające wokół budynku i postać w ciemnej sukni, stojąca w bramie. […] Big Ben. Wyłaniający się z mgły. […] Tamiza. Osiem osób odbijających się w wodzie, ale tylko dwie – w tym znów Kruczarka – stojące nad brzegiem.”

Ten króciutki akapit ma w sobie coś filmowego – jakby zapowiedź większego spektaklu. I faktycznie, zagadka Avallen jest jedynie „kolejnym aktorem bardzo długiego przedstawienia”; preludium do czegoś, co sięga dużo głębiej niż jedno zaginione dziecko i jedna zaginiona nauczycielka.

Wątek śledczy to fundament tej opowieści – śmierć ucznia, zniknięcie Malory, anomalie, lunatykujący chłopcy, pękające szyby, szwankujące magiczne oświetlenie. Jednak to, co naprawdę wciąga, to poczucie, że to dopiero początek. W tle majaczy historia Założycieli, echo legendy Merlina i zagadka księcia Yorku, w której splatają się dwa Donlony. To świetny koncept – jeden z najbardziej nośnych i obiecujących elementów całego uniwersum.

Choć powieść ma duży potencjał emocjonalny, nie każda postać jest w stanie go udźwignąć. Ava – choć posługuje się efektowną magią – pozostaje bohaterką, z którą trudno się zżyć. Jest poprawna, momentami ciekawa, ale wciąż zaskakująco mało wyrazista. Podobnie jest z innymi – często jednowymiarowymi, uproszczonymi „typami” przypisanymi do rodzin. Przykłady? Chociażby stwierdzenia, że „ludzie tacy jak Careyowie – dla których sprawiedliwość i porządek były bogami” albo że Layamontowie to ród, którego ulubionymi słowami są „nepotyzm” i „symonia”. Owszem, bywa to zabawne – przy Layamontach parsknęłam śmiechem – ale też trochę spłaszcza potencjał bohaterów.

Paradoksalnie to właśnie najmniej scharakteryzowana postać – tajemniczy chłopiec z Pogorzeliska – stała się moim ulubieńcem. Może dlatego, że wokół niego jest najwięcej ciszy, niedopowiedzeń i przestrzeni na własną interpretację.

Styl Kubasiewicz jest niezwykle przystępny – lekki, prosty, miejscami aż za prosty. Świat mógłby być bogatszy, bardziej rozwinięty, bo jego szkicowanie krótkimi pociągnięciami pióra zostawia czytelnika z poczuciem niedosytu.

Z drugiej strony lekkość ta sprawia, że książkę czyta się szybko, niemal płynnie, a niektóre zdania – jak to o naturze magii – po prostu zostają w pamięci: „Magia jest jak morze, jak niebo, jak głębiny ziemi, jak piaski pustyni. Ludzie nigdy nie zdołają jej zbadać i zawsze będzie w niej coś do odkrycia.” I chyba właśnie o to chodzi: o niedopowiedzenia, które migocą niczym cienie za rogiem.

Jeśli kochasz miejskie fantasy z lekką kryminalną otoczką, jeśli lubisz zanurzać się w mgłę pełną sekretów, jeśli szukasz historii, która dopiero rozstawia pionki na planszy – ta książka ma Ci coś do zaoferowania. Nie jest to opowieść idealna: bohaterowie byliby ciekawsi, gdyby otrzymali więcej warstw, a styl miejscami aż prosi się o odrobinę większej literackiej śmiałości. Ale… Donlon ma w sobie potencjał.

W literaturze „miejskiej magii” uwielbiam moment, kiedy miasto przestaje być tylko przestrzenią, a zaczyna żyć własnym oddechem. Donlon Kubasiewicz właśnie tak działa: jakby za zwykłą londyńską mgłą kryły się szepty, sekrety i historie, które pragną, by ktoś wreszcie je wysłuchał. Ava Carey, młoda detektyw władająca Cieniami, słyszy je najgłośniej – choć paradoksalnie sama...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
168
45

Na półkach:

Brakuje "tego czegoś" co miała seria o Wilczej Jagodzie, lecz wciąż była to przyjemna pozycja i z pewnością sięgnę po kolejną część. Chociaż raz to główna bohaterka włada cieniami, a nie jej obiekt westchnień.

Brakuje "tego czegoś" co miała seria o Wilczej Jagodzie, lecz wciąż była to przyjemna pozycja i z pewnością sięgnę po kolejną część. Chociaż raz to główna bohaterka włada cieniami, a nie jej obiekt westchnień.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1178
650

Na półkach:

Sięgnęłam po tą serie wiedziona ciekawością , czy będzie kontynuacją serii o Wiedźmie klątw. Nie jest. Zbyt dużo zbytecznej (moim zdaniem) rozkminy głównej bohaterki. Nuży to. Nie zassała mnie tak jak poprzednia.

Sięgnęłam po tą serie wiedziona ciekawością , czy będzie kontynuacją serii o Wiedźmie klątw. Nie jest. Zbyt dużo zbytecznej (moim zdaniem) rozkminy głównej bohaterki. Nuży to. Nie zassała mnie tak jak poprzednia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
73
21

Na półkach: , ,

[Stara opinia pod spodem] Minęło prawie pół roku, więc przeczytałam oba tomy Avy Carey jeszcze raz "na chłodno", żeby się przekonać czy te dobre momenty faktycznie były takie dobre, a te złe takie złe. Niestety "Cieniom" to nie pomogło. Książka jest po prostu źle napisana slash puszczona do druku w stanie kompletnie surowym. Styl jest nie do obronienia. Zdania albo zbędne, albo bez sensu, powtórzeń masa, a jednocześnie ilość słów, które wyglądają jakby na siłę został znalezione w słowniku synonimów, razi w oczy - z tym, że w większości tych przypadków zwykły zaimek by wystarczył, jeśli nie wycięcie całego fragmentu. Króluje tu tell don't show, ale od września zdążyłam się zapoznać z innymi pozycjami z dorobku pani Kubasiewicz i Donlon nie jest niestety przypadkiem odosobnionym, chociaż chyba to tutaj jest to najbardziej uderzające.

Książka wciąż ratuje się jedynie bohaterami i możliwościami gdybania na ich temat, ewentualnie przebłyskami świata przedstawionego. Jednak to jak jest napisana sprawia, że polecić się tego nie da, bo skazuje się czytającego na mękę.

[recenzja oryginalna]

Za sprawą newsletteru SQN "Cienie" były na moim radarze już od premiery. Pamiętam, że podobała mi się okładka, a i sam pomysł na magic school boarding mystery, choć nie nowy, to mnie ciekawił. No ale w żadnej pobliskiej lub mniej dalekiej bibliotece tej książki nie było, a nie lubię kupować w ciemno, więc zapomniałam o niej na prawie rok, aż tu nagle natknęłam się na nią w taniej książce za dychę. I jak to dobrze, że była tylko za dychę.

To ostatnie pewnie nie brzmi zachęcająco, ale po kolei. Z twórczością pani Kubasiewicz nie spotkałam się wcześniej, więc do innych (jak się okazuje, wielu) jej serii i ich poziomu odnieść się nie mogę. Wiem tylko tyle, ile znalazłam w dwóch tomach o Avie. Do rzeczy.

(Dodatkowym słowem wstępu, żyłam rok w przekonaniu, że tytuł to "Cienie Donlonu" a nie " Cienie Z Donlonu". Trochę nie rozumiem tego zabiegu. Po angielsku "Shadows of Donlon" też brzmi lepiej niż "Shadows from Donlon". Ale gusta i guściki. Nie wiem tylko dlaczego są tu dwa podtytuły.)

Na początku ta książka wywoływała we mnie stałą dezorientację. Niby wiedziałam, co się dzieje i co czytam, ale i tak nie mogłam się w ogóle wgryźć ani w świat, ani w bohaterów, ani w opisywane wydarzenia. Teraz już wiem, że to najpewniej za sprawą niezwykle niezręcznej prozy. Dawno nie widziałam tak dziwnie złożonych zdań. Co parę akapitów autorka wydaje się silić na poetycko-podobny styl, tylko, że... czy było to w ogóle potrzebne? Że nie wyszło, generalnie widać, ale mimo wszystko akcja jest osadzona we współczesności. Bohaterowie jeżdżą samochodami i mają komórki. Uderzanie w baśniowo-podniosły ton nie wydaje mi się konieczne, nawet jeśli to fantasy.

Do tego dochodzi dosyć wattpadowe wtrącanie co chwila określeń postaci innych niż imię - szczególnie jeśli chodzi o Avę. Wszystko odbywa się z jej punktu widzenia (choć trzecioosobowego), więc chyba nie trzeba co i rusz zaznaczać kim jest? Mniej imion, nazwisk, zdrobnień (niektórych utworzonych wbrew zasadom logiki, ale o tym później), więcej zaimków. Po co pisać "na biurku Careyówny" (okropnie to wygląda swoją drogą. Skoro to Brytyjczycy, to już napiszmy "panna Carey" jeśli trzeba), jak można napisać "na jej biurku". Pomimo takiego "urozmaicenia" w kwestii imion, jest tu sporo powtórzeń. I nie takich jak nas straszono w podstawówce, że się słowo nie może powtarzać w akapicie, ale takich naprawdę elementarnych, jak użycie "w zakresie" dwa razy w tym samym zdaniu.

Dużo jest też tutaj kalek z angielskiego. A przynajmniej odnoszę takie wrażenie, bo brałam czasem dziwne zdanie, tłumaczyłam łopatologicznie na angielski, i jakby się zapalała lampka. Nagle całość brzmiała, jeśli nie lepiej, to przynajmniej normalnie. Biorąc pod uwagę świat przedstawiony, mógł to być zabieg celowy. Nie powiem, żebym była fanką.

W kwestii angielskości, czy też brytyjskości (ciężko stwierdzić czy autorka rozróżnia jedno od drugiego). Osadzenie praktycznie całej akcji w zamkniętej lokacji działa na plus, ponieważ poza nim... Nie można powiedzieć, żeby świat przedstawiony istniał. Pojawiają się próby światotwórstwa, utrudnione może, bo dla wszystkich bohaterów to po prostu codzienność, więc nie ma żadnych powodów, dla których mieliby czytelnikom cokolwiek tłumaczyć (a jednak i narracja i dialogi to robią, trochę na chama, choć przyznam, że niezbyt często). Trzeba się zadowolić niewyjaśnionymi nazwami i przebłyskami rzucanymi tu i ówdzie - generalnie lubię jak się mnie wrzuca do istniejącego świata fantastycznego i w trakcie czytania muszę się po trochu połapać jakie prawidła nim rządzą. Została tu podjęta taka próba, ze skutkiem lepszym lub gorszym, ten aspekt oceniam więc neutralnie. "Istotniejsze" rzeczy i tak są nam podane przez ekspozycję. Przykład: nie ma chyba żadnego konkretnego powodu, dla którego Ava miałaby rozmyślać nad społecznym przyzwoleniem na nadużycie władzy przez policję - skoro jest policjantką z dziada pradziada w takim właśnie świecie, powinna to chyba postrzegać raczej w kategoriach "tak być musi i tak jest sprawiedliwie"? Ava nie okazuje żadnych oznak wątpliwości w słuszność istnienia Scotland Yardu ani swoich własnych metod, więc te początkowe wstawki brzmią trochę raczej jak wymówki ze strony autorki "tak, to jest złe, ale widzicie dla nich to normalne". Każdy chyba ma tego świadomość, a już na pewno jak się ma styczność z kryminałem to oczywistym jest, że bohaterowie-policjanci muszą być bardziej cool niż moralni. Ale może szukam tu nie tego gatunku, co trzeba. Tak jak powiedziałam - fantastyczne światotwórstwo samo w sobie, w tym tomie oceniam neutralnie. Podoba mi się pomysł magicznie żyjącego miasta i szkoły, choć mógł być pociągnięty dalej.

Inaczej jest z drugą stroną medalu. To nie jest Londyn. Ani Anglia. Właściwie to nie jest żadne konkretne miejsce. Poza rozpoznawalnymi budowlami nie ma w tym świecie nic brytyjskiego. W trakcie lektury zażartowałam do znajomych, że to taki Londyn kręcony na planie w Krakowie i właściwie wciąż uważam, że dużo w tym prawdy. Nie chodzi mi tu o to, że brakuje tu epatowania sztampowymi nawiązaniami, że bohaterowie mają jeść codziennie na śniadanie beans on toast, ale jeśli czytam książkę osadzoną w realnym kraju, nawiązania kulturowe są moim zdaniem potrzebne. Jedynym jaki był obecny to wspomnienie Davida Beckhama jako idola młodzieży. W książce na 360 stron. Odrobina researchu czy też postawienia się na miejscu tych rzekomo brytyjskich bohaterów też by nie zaszkodziła. Tam szkoły z internatem to naprawdę wciąż jest "norma", element społeczeństwa. Patience nie byłaby ubrana w "elegancki komplet rodem z seriali o brytyjskich placówkach edukacyjnych z internatem" (dlaczego też nie napisać "szkoła" zamiast tego wszystkiego? Nie rozumiem) tylko byłaby ubrana w... elegancki komplet. Ewentualnie "elegancki komplet pasujący dyrektorce". Dla nich to nie jest zmyślony świat z telewizji, cały ich rząd jest po takich szkołach. A nawet jeśli by był, to dla bohaterów nie jest - wszyscy są absolwentami tej samej szkoły.

Kwestia imion. W niektórych przypadkach zastanawiałam się czy autorka googlowała chociaż to co jej przyszło do głowy. Albo skąd w ogóle brała imiona/nazwiska. Znajdywała "na dziko"? Nie sprawdzała etymologii, popularnych form zapisu? Polecam wyszukać sobie "Irlandia Cromwell" razem. Jeśli autorka to sprawdziła, to już nie wiem, co myśleć. Wyboru "Ravensbruk" też nie rozumiem. Skojarzenie z tym mam tylko jedno i pozostawia ono niesmak. To nawet nie jest angielskie nazwisko. Jeśli to był zabieg celowy to też zastanawia mnie powód.
Jeśli chodzi o to jak postacie zwracają się do siebie nawzajem. Nigdy nie widziałam tylu różnych zdrobnień, z których tak niewiele miałoby jakikolwiek sens. Samo "Ava" jak się okazuje jest zdrobnieniem od "Avalon". "Avie" rozumiem, ale "Av"? Skracanie w angielskim nie jest takie intuicyjne jak w polskim. Chociaż, jeśli chodzi o Avę to moim głównym pytaniem jest "po co". To i tak jest już krótkie imię. Najdziwniejsze rzeczy się działy z Percivalem. "Perc" ani dobrze nie wygląda, ani się tak tego imienia nie dzieli na sylaby, ani nie jest to coś co by londyńczyk po angielsku wymówił. Jestem w stanie się domyślić, o co autorce chodziło ("pers" najpewniej) i tak, polski to piękny język z jednolitą wymową, ale angielski nie. Nie rozumiem, dlaczego nie zrobić z tego "Percy"? Istniejące i wymawialne imię. Arthur dostał "Artu" raz i nie wiem czy to literówka i miało być "Art" (normalne) czy to "Perc" 2.0.

I ostatni problem w tej długiej litanii, bliski mi samej. Donlon jest niestety zaludniony prawie wyłącznie przez bladych blondynów (i może dwóch brunetów). Gdy zaczęłam czytać zrobiłam sobie licznik blond postaci dla śmiechu, chociaż im głębiej w las tym mniej mi było zabawnie. Nie lubię tego słowa jako tako, ale "różnorodności" jest w tej książce jak na lekarstwo. A to jednak jest Londyn. Po drugiej stronie, ale Londyn. Są trzy wyjątki potwierdzające regułę. Pierwszym jest Patience, jedyna opisana bez dziwnego meandrowania, ale szybko relegowana do roli healerki w tle lub ekspozycji. Drugim jest Coleen "o azjatyckich korzeniach", czyli w sumie nie wiemy jak wygląda. I ostatni jest nieszczęsny Luca "o rysach zdradzających mieszane pochodzenie etniczne". Czyli jakie? I co ważniejsze - kto tak mówi? Akapit dalej jego skóra jest i tak opisana jako ciemna, więc dało się powiedzieć jak wygląda? Dało się. Jakoś Ava nigdy nie jest opisana jako posiadająca rysy etnicznej anglosaski, tylko normalnie się dowiadujemy, że ma zmierzwione blond włosy, niebieskie oczy, jest średniego wzrostu... Eh, trzeba się śmiać, bo inaczej można tylko płakać.

Ale, ale, czy jest coś, czym się ta książka ratuje. Ano jest kilka takich rzeczy, inaczej ocena nie byłaby aż sześć [co to były za czasy...]. Mimo całego mojego narzekania, uważam że bohaterowie, czy też może raczej relacje między nimi, są jedną z nich. Wciągnęło mnie to rozgrzebywanie przeszłości, ta niezręczność (tym razem w pozytywnym znaczeniu) między wszystkimi, to uczucie, że nikt nie wie co ze sobą zrobić, każdy tęskni za czymś, co nie wróci. Ava pokazywała się od najlepszej strony kiedy chodziło o Malory, Percivala chciało się kopać i patrzeć jak leży, Patience chciało się więcej . Arthur, który, jak to w kryminałach bywa, wydawał mi się typowym szefem od przeszkadzania, na sam koniec skradł moje serce i wyobraźnię. William był niesamowicie wkurzający, ale w sposób, który idealnie pasował do całokształtu.

Fabuła też ostatecznie przypadła mi do gustu. Nie jest to kryminał wysokich lotów, ale wiadomo, zagadki trudno się piszę, a ta historia właściwie bardziej stoi bohaterami i tym jak sobie z tą zagadką radzą. Ale szukanie tropów było, przesłuchiwanie świadków było, Ava robiła co mieści się w zakresie jej obowiązków. Ostatecznie rozwiązanie (czy też dwa) trzymały sie kupy i trzymały w napięciu. Podobało mi się jakby odwrócenie formuły powieści młodzieżowej. Zamiast brawurowych nastolatków wymykających się dorosłym, którzy ich nie rozumieją, mamy dorosłych próbujących nie dopuścić, żeby się dzieciaki w swej niepełnej wiedzy pozabijały.
Przez to, że worldbuilding był traktowany dośc ostrożnie, te parę elementów, którym poświęcono więcej niż jedno zdanie intrygowały. Żyjąca szkoła, zdestabilizowana magia, uczucie nadciągającego "czegoś" sprawiały, że trybiki kręciły mi się w głowie szybciej.

To wszystko może nie skutkuje tym, że zapominam o wadach tej pozycji, ale jestem w stanie je wybaczyć. No może przymknąć oko. Czy ją polecam? Z czystym sumieniem tego zrobić nie mogę. Bohaterowie i główny wątek fabularny zamieniają ją z czegoś nie do czytania w książkę, którą da się (lub ja jestem w stanie) lubić, ale nie wiem czy te plusy przesłaniają dostatecznie minusy. Jestem kimś, kto się czasem lubi katować książkami średnich lotów dla przyjemności. Mogę tylko powiedzieć, że tak, lektura tomu pierwszego sprawiła, że chciałam przeczytać kolejny.

A potem na swoje nieszczęście faktycznie to zrobiłam. Ale o tym, gdzie indziej.

[Stara opinia pod spodem] Minęło prawie pół roku, więc przeczytałam oba tomy Avy Carey jeszcze raz "na chłodno", żeby się przekonać czy te dobre momenty faktycznie były takie dobre, a te złe takie złe. Niestety "Cieniom" to nie pomogło. Książka jest po prostu źle napisana slash puszczona do druku w stanie kompletnie surowym. Styl jest nie do obronienia. Zdania albo zbędne,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1327
181

Na półkach: , ,

#WyzwanieLC2025 na październik: przeczytam książkę z wątkiem szkoły lub uniwersytetu.

"Placówka- łącząca w sobie szkołę średnią oraz college, jedyna taka w mieście i jedna z zaledwie dwóch w całej Anglii- stała na terenach Donlonu, enklawy skrytej w sercu Londynu..."

Duża ilość osób. Nie wciągnęła mnie na tyle, żeby czytać dalsze części.
Miejscami się wynudziłam.

#WyzwanieLC2025 na październik: przeczytam książkę z wątkiem szkoły lub uniwersytetu.

"Placówka- łącząca w sobie szkołę średnią oraz college, jedyna taka w mieście i jedna z zaledwie dwóch w całej Anglii- stała na terenach Donlonu, enklawy skrytej w sercu Londynu..."

Duża ilość osób. Nie wciągnęła mnie na tyle, żeby czytać dalsze części.
Miejscami się wynudziłam.

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5813
4753

Na półkach: ,

Lubię głos Laury Breszki.

Lubię głos Laury Breszki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
274
35

Na półkach:

Pozycja na zaleczenie 'kaca' po Harrym Potterze, będąc dorosłym. Oczywiście dużo powiedziane, ale na jesień, na potrzebę odrobiny magii, na świetną rozrywkę - idealne.

Będę kontynuować!

Pozycja na zaleczenie 'kaca' po Harrym Potterze, będąc dorosłym. Oczywiście dużo powiedziane, ale na jesień, na potrzebę odrobiny magii, na świetną rozrywkę - idealne.

Będę kontynuować!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
382
223

Na półkach: , , , , , ,

„Cienie z Donlonu” historia Avy gotowej poświęcić wszystko, aby odkryć prawdę.

Magia wypełnia cały magiczny Londyn. Jest jej niezwykle dużo, równie dużo co mgły i tajemnic. Cienie skrywają się gotowe ukryć wszytskie sekrety przed niewłaściwymi osobami. Tylko, że mało kto wie, że Ava Carey włada cieniami.
Jednak nawet i to może być zamalo, gdy w grę wchodzi śledztwo w magicznej szkole, która rządzi się swoimi własnymi prawami. Mimo to Avy jest gotowa poświęcić wszystko i jeszcze trochę, aby rozwiązać sprawę zaginięcia swojej przyjaciółki, która tam uczy. Do tego co raz większa liczba niespotykanych anomalii zaczyna budzić bezpieczne miasto. Czy to znaczy, że Donlan zanika? Czy to już jego koniec?
Avy dostaje się do szkoły jako nowa nauczycielka i jednocześnie ogarniając dzieci prowadzi śledztwoz które nie raz, nie dwa wpakuje ją w poważne kłopoty.
Wie, że koszmary uczniów, ale także jej i innych nauczycieli, są powiązane z jej śledztwem oraz cudownym dzieciakiem - Williamem Doe. Tylko w czym takim on maczał palce? Czmeu wszystkie ślady prowadzą do niego i jego przyjaciół? Kim on tak naprawdę jest? Dyrektor też nie pomaga jej w pracy. Jej dawny przyjaciel, a teraz całkiem obca osoba. Niby nic się nie zmieniło, ale jednak. Już nie są dziećmi. Już nie są tak blisko ze sobą jak kiedyś. Już nie ma i nie będzie tego kiedyś.
Ava ma dużo na głowie. Pytanie czy uda jej się rozwiązać sprawę? Czy może świat się właśnie kończy, a ona znajduje się w jego centrum? Jakie sekrety musi jeszcze poznać? I kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za te nieszczęśliwe wypadki?

„Cienie z Donlonu” historia Avy gotowej poświęcić wszystko, aby odkryć prawdę.

Magia wypełnia cały magiczny Londyn. Jest jej niezwykle dużo, równie dużo co mgły i tajemnic. Cienie skrywają się gotowe ukryć wszytskie sekrety przed niewłaściwymi osobami. Tylko, że mało kto wie, że Ava Carey włada cieniami.
Jednak nawet i to może być zamalo, gdy w grę wchodzi śledztwo w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
201
41

Na półkach:

Książka w pełni spełniła moje oczekiwania i miło spędziłam z nią czas. Biorę się za następną!

Książka w pełni spełniła moje oczekiwania i miło spędziłam z nią czas. Biorę się za następną!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
64
44

Na półkach:

Ja, jako ta która prawie popłakała się dowiedziawszy się o braku kontynuacji przygód Wilczej Jagody.. Kiedy dowiedziałam się o powstawaniu kolejnej "serii" Magdy Kubasiewicz osadzonym w Tym uniwersum od razu ją pochłonęłam... może opinia nie jest zbyt obiektywna gdyż ale UWIELBIAM I POLECAM

Ja, jako ta która prawie popłakała się dowiedziawszy się o braku kontynuacji przygód Wilczej Jagody.. Kiedy dowiedziałam się o powstawaniu kolejnej "serii" Magdy Kubasiewicz osadzonym w Tym uniwersum od razu ją pochłonęłam... może opinia nie jest zbyt obiektywna gdyż ale UWIELBIAM I POLECAM

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
313
235

Na półkach:

To taki Hogwart w domu i bynajmniej nie jest to obelga. Bohaterowie dorastają psychiką do swojego wieku, zmieniają się, a przede wszystkim ich relacje dynamicznie się zmieniają. Sama intryga nie do końca mnie zainteresowała, ale chętnie wrócę do tego świata.

To taki Hogwart w domu i bynajmniej nie jest to obelga. Bohaterowie dorastają psychiką do swojego wieku, zmieniają się, a przede wszystkim ich relacje dynamicznie się zmieniają. Sama intryga nie do końca mnie zainteresowała, ale chętnie wrócę do tego świata.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
91
33

Na półkach:

To była pierwsza książka o magii, którą czytałam od czasów "Harrego Pottera". To jeszcze w połączeniu z wątkiem kryminalnym - wow, to musiało być dobre. Nie zawiodłam się, na pewno sięgnę po kolejne część. Na minus - rozdziały były baaaardzo długie, co mnie trochę męczyło, bo miały nawet i ponad 40 stron. Pojawił się też odpowiednik Voldemorta, nieco zabrakło mi wątku miłosnego, ale nie musi być obecny w każdej przecież książce.

To była pierwsza książka o magii, którą czytałam od czasów "Harrego Pottera". To jeszcze w połączeniu z wątkiem kryminalnym - wow, to musiało być dobre. Nie zawiodłam się, na pewno sięgnę po kolejne część. Na minus - rozdziały były baaaardzo długie, co mnie trochę męczyło, bo miały nawet i ponad 40 stron. Pojawił się też odpowiednik Voldemorta, nieco zabrakło mi wątku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
240
14

Na półkach:

Nudna jak flaki z olejem! W połowie dalej czekałam, aż się rozwinie akcja, a tu nic 😂

Nudna jak flaki z olejem! W połowie dalej czekałam, aż się rozwinie akcja, a tu nic 😂

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
524
148

Na półkach: ,

Szkoła dla czarodziejów, zagadki kryminalne i dla odmiany, dorosła główna bohaterka – brzmi trochę jak lepszy Harry Potter, co?
„Cienie z Donlonu” to pierwszy tom z serii Cienie Avy Carey, drugiej serii zaraz po Wilczej Jagodzie dziejącej się w tym samym uniwersum. Ale w przeciwieństwie do serii o Jagodzie, akcja rozgrywa się w Donlonie, czyli magicznym Londynie, ale jeśli chcielibyśmy być bardziej precyzyjni – w magicznej szkole, Avallen. Jest to typowe urban fantasy nastawione na magiczną zagadkę kryminalną.
Akcja opiera się o przygody policjantki, Avy Carey, pochodzącej ze znamienitej rodziny policjantów – jeśli w magicznym Scotland Yardzie krzykniecie „Carey!”, na pewno odwróci się przynajmniej kilka głów. Ava ma do rozwiązania w zasadzie dwie zagadki. W magicznej donlońskiej szkole zginął uczeń – co samo w sobie jest zaskakujące, gdyż magia szkoły nie powinna na to pozwolić, i zaginęła przyjaciółka bohaterki, nauczycielka. Aby rozwiązać tę zagadkę Ava musi zająć miejsce przyjaciółki i dowiedzieć się, co się dzieje w szkole.
Kiedy w serii o Jagodzie autorka zbudowała głównie magiczny świat w Warszawie i lekko zarysowała inną enklawę, czyli właśnie Donlon, w tej książce bardzo ciekawie rozbudowuje, w zasadzie rozkładając nieco podstawy magicznego świata na elementy pierwsze – mamy tutaj dużo odniesień do historii Donlonu i mam wrażenie, że będzie tego jeszcze więcej. Być może ta enklawa jest bardzo tajemnicza i trudno ją objąć umysłem, ale to, co o niej wiemy (a zarazem wie o niej bohaterka), jest ciekawym światem, o którym chcesz dowiedzieć się więcej.
Motywy nie są zaskakujące – magiczny kryminał, szkoła magii ukryta przed oczami zwykłych ludzi, tajemnice, wybraniec – jest tutaj wszystko to, czego byśmy oczekiwali po takiej książce i to się sprawdza, choć może nie każdy z tych motywów jest poprowadzony tak, jakbyśmy się tego spodziewali.
Bohaterowie są ciekawie zarysowani, ale nie wyłącznie oni, ale również relacje między nimi. Trudno odkryć, kto stoi po której stronie. Myślę, że bohaterowie w książkach Kubasiewicz są bardzo mocną stroną – tak jak w przypadku serii o Jagodzie. Czuć bohaterów z krwi i kości, ale jednocześnie, mimo że sami bohaterowie wspominają o nawiązaniu do wybrańców typu Potter i tym, jak to oni sobie świetnie radzą, unikając dorosłych… Nastoletni bohaterowie nie do końca przypominają mi nastolatków, a bardziej młodych dorosłych.
„Cienie z Donlonu” to lekko i przyjemnie napisana powieść. Ma wszystko to, czego oczekujemy po takim typowym, kryminalnym urban fantasy. Świat jest dobrze zarysowany, a bohaterowie potrafią urzec. Do tego zagadka – bardzo dobre otwarcie do kolejnych książek z serii.

Szkoła dla czarodziejów, zagadki kryminalne i dla odmiany, dorosła główna bohaterka – brzmi trochę jak lepszy Harry Potter, co?
„Cienie z Donlonu” to pierwszy tom z serii Cienie Avy Carey, drugiej serii zaraz po Wilczej Jagodzie dziejącej się w tym samym uniwersum. Ale w przeciwieństwie do serii o Jagodzie, akcja rozgrywa się w Donlonie, czyli magicznym Londynie, ale jeśli...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
966
667

Na półkach: ,

W magicznym mieście coraz częściej dochodzi do anomalii. W szkole do której kiedyś chodziła Ava dochodzi do tragedii. Jeden z uczniów ginie a tamtejsza nauczycielka a zarazem najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki zaginęła.

Ava jako policjantka zostaje wysłana do szkoły jako nowa nauczycielka aby zbadać co tam naprawdę się dzieje, dlaczego sama szkoła wariuje i chyba już nie chroni swoich uczniów oraz co się stało z Malory ,która przepadła bez wieści.

Ale się to rewelacyjnie czytało. Oba tomy przeczytałam ciągiem jednej nocy bo tak się wkręciłam w akcje i losy tych bohaterów. Autorka nie tylko wykreowała świat pełny nieprzewidywalnej magii ale całe miasto, które aż bije po oczach swoją mocą i nieprzewidywalnością.

Motywy kryminalne były rewelacyjne, jednak to ta w pierwszym tomie mnie bardziej urzekła. Jakby miała porównywać to chyba jednak ten pierwszy tom podobał mi się trochę bardziej, ale za to w drugim pojawiła się na trochę Wilcza Jagoda co też zaplusowało.

Główna bohaterka jest rewelacyjna. Silna, pewna siebie, mocno nieprzewidywalna i pełna pomysłów, które nie raz pakują ją w kłopoty i narażają jej życie. Uwielbiam ją w roli nauczycielki i jak sprawie i ciekawie podeszła do szukania winnego morderstwa i zniknięcia nauczycielki.

W obu tomach nie byłam w stanie przewidzieć rozwiązań i zwrotów akcji co mnie ogromnie cieszy. Pojawiają się wątki romantyczne ale są na tak dalekim planie, co mnie cieszy bo w tych książkach to Donlon i Ava są na pierwszym planie.
Uwielbiam rodzinę głównej bohaterki i ich powiązania z miastem.

W magicznym mieście coraz częściej dochodzi do anomalii. W szkole do której kiedyś chodziła Ava dochodzi do tragedii. Jeden z uczniów ginie a tamtejsza nauczycielka a zarazem najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki zaginęła.

Ava jako policjantka zostaje wysłana do szkoły jako nowa nauczycielka aby zbadać co tam naprawdę się dzieje, dlaczego sama szkoła wariuje i chyba już...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1621
465

Na półkach:

Pani Kubasiewicz stworzyła niesamowicie wciągający świat, a lekka zmiana scenerii wyszła nowej serii tylko na dobre. Główna bohaterka jest przesympatyczna, a jednocześnie ma swoje zdanie i jest bardzo konsekwentnie kreowana. Intryga kryminalna nie jest wybitna, ale wystarczająco dobra by dać się historii porwać.
Historia ma swoje wady jak specyficzne powtórzenia (szczególnie na początku) i znów boleśnie stereotypowy potencjalny amant (ale dużo lepszy niż Caleb z poprzedniej serii). Mimo tych wad znów bawiłam się wyśmienicie podczas czytania, a Pani Kubasiewicz utwierdziła mnie w przekonaniu, że tworzy jedne z najprzyjemniejszych w lekturze urban fantasy w Polsce. Cudowna rozrywka, polecam.

Pani Kubasiewicz stworzyła niesamowicie wciągający świat, a lekka zmiana scenerii wyszła nowej serii tylko na dobre. Główna bohaterka jest przesympatyczna, a jednocześnie ma swoje zdanie i jest bardzo konsekwentnie kreowana. Intryga kryminalna nie jest wybitna, ale wystarczająco dobra by dać się historii porwać.
Historia ma swoje wady jak specyficzne powtórzenia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
220
161

Na półkach:

Świetna książka, fajnie napisana i super się ja słucha. Jednak nazwiska jak dla mnie są trudne do ogarnięcia.

Świetna książka, fajnie napisana i super się ja słucha. Jednak nazwiska jak dla mnie są trudne do ogarnięcia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
9
5

Na półkach:

Mocny początek serii – wciągająca fabuła, ciekawie zbudowany świat i bohaterowie, których łatwo polubić. Świetnie pokazane przenikanie się Londynu i magicznego Donlonu nadaje historii wyjątkowego klimatu. Magia wpleciona jest naturalnie, a miasto żyje własnym rytmem; trudno się oderwać

Mocny początek serii – wciągająca fabuła, ciekawie zbudowany świat i bohaterowie, których łatwo polubić. Świetnie pokazane przenikanie się Londynu i magicznego Donlonu nadaje historii wyjątkowego klimatu. Magia wpleciona jest naturalnie, a miasto żyje własnym rytmem; trudno się oderwać

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4168
2158

Na półkach: ,

Wyobraźcie sobie miasto wiecznie spowite mgłą. Donlon – pulsujące cieniem, zmęczone własną przeszłością, pełne tajemnic i magii. W to tło wrzucamy Avę Carey – detektyw z pazurem, która nie boi się stawić czoła ani żywym, ani martwym. Tak zaczyna się „Cienie z Donlonu”, pierwszy tom nowego cyklu Magdaleny Kubasiewicz.


Nie jest to typowe fantasy. To raczej kryminał z elementami magii, podszyty melancholią i nutą gotyku. Kiedy w szkole Avallen ginie uczeń, a nauczycielka znika bez śladu, Ava zostaje wezwana na miejsce. Choć nie powinna angażować się osobiście, sprawa dotyka ją zbyt głęboko. To, co miało być rutyną, szybko przeradza się w śledztwo, które prowadzi przez zakamarki zarówno miasta, jak i dusz.
Największą siłą książki są bohaterowie. Ava Carey nie jest superbohaterką – ma swoje traumy, braki i lęki. Ale jednocześnie jest piekielnie inteligentna, ironiczna i autentyczna. Jej relacje z innymi postaciami, jak młody William Doe czy chłodny Fitzroy, są pełne napięcia, niedopowiedzeń i emocji. To właśnie ich interakcje nadają opowieści głębi.
Magdalena Kubasiewicz stworzyła przestrzeń, która żyje własnym życiem. Donlon nie jest tylko tłem – to bohater drugoplanowy. Miasto mgliste, przesycone magią, duszne od sekretów. Przypomina trochę Londyn z powieści urban fantasy, ale z polską wrażliwością i własnym sznytem.
Styl Kubasiewicz jest elegancki, momentami oszczędny, ale pełen smaczków. Nie ma tu zbędnego patosu ani epickich tyrad. Zamiast tego – konkretne dialogi, trafne obserwacje, lekko podszyta humorem narracja. Pisarka zgrabnie dawkuje informacje, dzięki czemu historia wciąga, ale nie przytłacza.



Choć książka jest mocna, można by chcieć więcej. Więcej świata, więcej przeszłości Avy, więcej Donlonu. Czasem miałem wrażenie, że opowieść jest zbyt krótka na potencjał, który w niej drzemał. Dla niektórych przeszkodą mogą być też aluzje do wcześniejszej serii („Wilcza Jagoda”) – nieznajomość jej nie przeszkadza, ale można odczuć pewien kontekst, którego się nie łapie.

„Cienie z Donlonu” to książka subtelna, klimatyczna i pełna emocji. Nie epatuje fajerwerkami, ale zamiast tego snuje opowieść, która zostaje w pamięci. Daje czytelnikowi więcej niż tylko rozrywkę – zostawia z pytaniami, z refleksją, z pragnieniem, by wrócić do tego mgliście pięknego miasta.

Wyobraźcie sobie miasto wiecznie spowite mgłą. Donlon – pulsujące cieniem, zmęczone własną przeszłością, pełne tajemnic i magii. W to tło wrzucamy Avę Carey – detektyw z pazurem, która nie boi się stawić czoła ani żywym, ani martwym. Tak zaczyna się „Cienie z Donlonu”, pierwszy tom nowego cyklu Magdaleny Kubasiewicz.


Nie jest to typowe fantasy. To raczej kryminał z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
310
213

Na półkach:

"Cienie z Donlonu" Magdaleny Kubasiewicz to mglista i duszna, pełna rodowych sekretów i rosnących cieni historia o anomaliach w londyńskiej, magicznej enklawie po Czerwonym Poniedziałku, kontynuującą wydarzenia po serii o Jagodzie Wilczek, ale z innymi bohaterami.

"Tamiza lśniła. Odbijała blask gwiazd i księżyca, ale błyszczała i od magii, mieniąc się kolorami. Był to widok piękny i fascynujący, a jednak Ava Carey czuła, że coś jest w nim nie tak. Myśli plątały się, trudne do zebrania, wspomnienia umykały i nie umiała powiedzieć, jak się tu znalazła, co tutaj właściwie robi – i  nic z  tego nie
zdawało się jej dziwne."

Tamte 4 książki z serii "Wilcza Jagoda" postawiły wysoko poprzeczkę - pokochałam główną bohaterkę, tematykę, nawiązania do baśni, więzi rodzinne. Jednak ta historia dorównuje tamtej, w klimacie, chaosie w Scotland Yardzie, gdzie brakuje ludzi do pracy, gdzie wątek kryminalny skupia się wokół szkoły Avallen, która rządzi się swoimi prawami. Na uwagę zasługuje też Ava Carey, która sprawia wrażenie radosnej, gadatliwej, pakującej się w kłopoty, ale to tylko pozory, bo jest też bardzo przenikliwa, inteligenta, skryta.

"Taka magia nie istnieje, miała ochotę powiedzieć Ava, ale przypomniała sobie, co kiedyś powiedziała jej babka.
To, że na coś się nie natknęłaś, kochanie, nie znaczy, że to nie istnieje. Magia jest jak morze, jak niebo, jak głębiny ziemi, jak piaski pustyni. Ludzie nigdy nie zdołają jej zbadać i zawsze będzie w niej coś do odkrycia."

Na początku trochę myliły mi się postacie uczniów, zażyłości między nimi i konflikty. Mimo to, całość pochłonęłam w jeden wieczór i nie mogę się doczekać drugiego tomu - sporo rzeczy pozostaje jeszcze niewyjaśnionych, a emocje i uprzedzenia tylko się wzmacniają, kumulują i nie wiadomo komu ufać. Ja jestem zaintrygowana i czuję ten mroczny, deszczowy, mglisty klimat, gdzie słońce rzadko wychodzi zza chmur.

"– Zawsze byłaś najjaśniejsza – powiedział, cofając rękę."

"Cienie z Donlonu" Magdaleny Kubasiewicz to mglista i duszna, pełna rodowych sekretów i rosnących cieni historia o anomaliach w londyńskiej, magicznej enklawie po Czerwonym Poniedziałku, kontynuującą wydarzenia po serii o Jagodzie Wilczek, ale z innymi bohaterami.

"Tamiza lśniła. Odbijała blask gwiazd i księżyca, ale błyszczała i od magii, mieniąc się kolorami. Był to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
317
230

Na półkach:

Przepadam za książkami Magdaleny Kubasiewicz coraz bardziej. Mam już pewność, że ilekroć pojawi się jej nowa powieść, będzie mi się ją czytało co najmniej dobrze i że przy okazji będzie to idealna lektura na deszczowy dzień. Bo będzie mieć wciągającą fabułę, postacie, którym można kibicować, bo będzie lekka, ale nie odmóżdżająca - z tym czymś, co sprawia, że i świat budowany przez autorkę nas urzeka, i dylematy bohaterów nie wydają się przypadkowe i nieistotne, sprawiają, że angażujemy się w ich emocje, proces decyzyjny, śledztwo, które prowadzą... W przypadku tej książki tak właśnie jest - bardzo się cieszę, że to wszystko jest osadzone w świecie, który znam z poprzednich ksiażek pisarki, a świat ten jest sensownie i sugestywnie pogłębiany i wzbogacany.
Na poprawę humoru (pomimo tego, że główna bohaterka prowadzi śledztwo w sprawie śmierci jednej i zaginięcia drugiej osoby...) i totalny relaks od trosk codziennych.

Przepadam za książkami Magdaleny Kubasiewicz coraz bardziej. Mam już pewność, że ilekroć pojawi się jej nowa powieść, będzie mi się ją czytało co najmniej dobrze i że przy okazji będzie to idealna lektura na deszczowy dzień. Bo będzie mieć wciągającą fabułę, postacie, którym można kibicować, bo będzie lekka, ale nie odmóżdżająca - z tym czymś, co sprawia, że i świat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
670
331

Na półkach: ,

Magiczna szkoła (serio, wciąga tak dobrze pewien zamek w Szkocji).
Zabójstwo + zaginięcie – dwie sprawy, zero czasu.
Magia cieni i mgła gęstsza niż poranna kawa.


Brzmi dobrze? A to dopiero początek! Kubasiewicz pisze lekko, dowcipnie, a jednocześnie potrafi przycisnąć emocjonalnie. 330 stron wciągnęłam praktycznie na jedno posiedzenie (Legimi rulez ✌️).

✍️ Szybkie podsumowanie

📖 Długość: idealna na dwa deszczowe wieczory (albo jeden, jeśli wsiąkniesz).

🧙 Klimat: mroczna magia + szkoła z tajemnicą = złoto.

🔪 Wątek kryminalny: trzyma w napięciu, nie zgadniesz zakończenia.

💬 Styl: lekki, bez przegadania, mocne dialogi

Magiczna szkoła (serio, wciąga tak dobrze pewien zamek w Szkocji).
Zabójstwo + zaginięcie – dwie sprawy, zero czasu.
Magia cieni i mgła gęstsza niż poranna kawa.


Brzmi dobrze? A to dopiero początek! Kubasiewicz pisze lekko, dowcipnie, a jednocześnie potrafi przycisnąć emocjonalnie. 330 stron wciągnęłam praktycznie na jedno posiedzenie (Legimi rulez ✌️).

✍️ Szybkie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to