„Ciosy Zagłady” to brutalne przypomnienie, że dobra literatura nie musi mieć 1000 stron i trzech tomów wstępu, żeby powiedzieć coś sensownego (tak, Sanderson — to do Ciebie). Nayler w niecałych 100 stronach robi więcej fabularnej i ideowej roboty niż wielu autorów, którzy mylą epickość z rozwlekaniem się.
To proza bez znieczulenia: ludzkość jako gatunek okrutny, krótkowzroczny i systematycznie niszczący wszystko, czego dotknie - bez prób wybielania, bez moralnych wymówek. Część pomysłów została później rozwinięta w „Gdzie zakopano topór” (polecam, jeśli ktoś potrzebuje więcej „ciosów”), ale już tutaj Nayler trafia celnie i boleśnie. Nic dziwnego, że książka zbiera negatywne opinie od osób, które wolą udawać, że eksploatacja zwierząt i środowiska to „złożony temat”, a nie nasza codzienna praktyka. Prawda w oczy kole, szczególnie tych, którzy najusilniej je zamykają...
„Ciosy Zagłady” to brutalne przypomnienie, że dobra literatura nie musi mieć 1000 stron i trzech tomów wstępu, żeby powiedzieć coś sensownego (tak, Sanderson — to do Ciebie). Nayler w niecałych 100 stronach robi więcej fabularnej i ideowej roboty niż wielu autorów, którzy mylą epickość z rozwlekaniem się.
To proza bez znieczulenia: ludzkość jako gatunek okrutny,...
Bardzo podoba mi się pióro tego pisarza. Że jego książki budzą do refleksji, są naprawdę dobrze napisane. Już wiem, że co ten Pan nie napisze, ja będę kupował. Jego książki się wyróżniają. Gorąco polecam.
Bardzo podoba mi się pióro tego pisarza. Że jego książki budzą do refleksji, są naprawdę dobrze napisane. Już wiem, że co ten Pan nie napisze, ja będę kupował. Jego książki się wyróżniają. Gorąco polecam.
Gdyby ta nowela ożyła, ociekałaby krwią — i za chwilę wyjaśnię dlaczego.
Autor przedstawił swoją wizję, odpowiadając na pytanie: „co by się stało, gdyby obsesja na punkcie kości słoniowej była tak ogromna, że słonie trzymano by w niewoli pod ścisłym nadzorem, a mamuty zostałyby natomiast wskrzeszone z wymarcia?”. Było to interesujące tylko do pewnego momentu, zwłaszcza ze względu na problemy związane z de-ekstynkcją i motywacje ekologiczne, które w rzeczywistości są faktycznie brane pod uwagę przez naukowców.
Ostatecznie jednak historia nie miała sensu. Skoro panowała gorączka kości słoniowej, to przywracanie do życia tych zwierząt byłoby szaleństwem, biorąc pod uwagę to, co spotkało wcześniejsze trąbowce. Co więcej, nie ma tu zakończenia - jest jedynie gwałtowne przerwanie wydarzeń, pozostawiające aluzje zdolne rozpalić wyobraźnię co do tego, co mogłoby wydarzyć się później.
Wśród postaci nie było ponadto ani jednej istotnej, która nie brałaby udziału — bezpośrednio lub pośrednio — w zabiciu innej istoty żywej. Tylko jedna wzbudzała moją sympatię i była w pewien sposób urocza: chłopak, optymistyczny marzyciel. Niestety również jego niewinność została skażona… W każdym z nich tkwiła jakaś forma żądzy, która czyniła z człowieka, jako gatunku, potwora, budząc we mnie niechęć.
Jeśli chodzi o pomysł kopiowania umysłu i umieszczania go w innym ciele, nie jest on dla mnie nowy. Natomiast to, w jakim ciele — to było już bardzo oryginalne. Tego, czego mi zabrakło, była eksploracja kwestii tożsamości, która, moim zdaniem, mogłaby być interesująca. Może bez wchodzenia w filozoficzny ton, ale pośród licznych nostalgicznych dygresji związanych z pamięcią bohaterów znalazłoby się miejsce, by ją poruszyć, nadając zwłaszcza większą głębię postaci, u której doszło do transferu.
Można by sądzić, że przy istnieniu takiej technologii pojawiłyby się także inne, równie niezwykłe. A jednak nie. Fabuła rozgrywa się już w przyszłości, lecz nawet po kolejnych stu latach wydało mi się niewiarygodne, by technologia była niemal identyczna z tą, którą mamy obecnie.
I tu dochodzę do głównego problemu noweli: jest w niej zbyt wiele treści i zbyt wiele rzezi, co sprawiało, że czytało mi się ją ciężko. Wspomniane dygresje nie czyniły postaci bardziej ludzkimi, służyły jedynie jako przerwa, a ich treść była mi obojętna, ponieważ postacie nie zrobiły nic, by mnie zaangażować. Z wyjątkiem tych, które dotyczyły chłopaka.
Podsumowując, nowela mogłaby być doskonałym punktem wyjścia do przekształcenia jej w książkę, poprzez rozwinięcie niektórych aspektów i złagodzenie innych. Pesymistyczna wizja człowieka jest w świecie zachodnim wyświechtana do znudzenia i osobiście odbieram ją właśnie w ten sposób.
Gdyby ta nowela ożyła, ociekałaby krwią — i za chwilę wyjaśnię dlaczego.
Autor przedstawił swoją wizję, odpowiadając na pytanie: „co by się stało, gdyby obsesja na punkcie kości słoniowej była tak ogromna, że słonie trzymano by w niewoli pod ścisłym nadzorem, a mamuty zostałyby natomiast wskrzeszone z wymarcia?”. Było to interesujące tylko do pewnego momentu, zwłaszcza ze...
“Ciosy Zagłady”, to krótka nowelka nawet nie na jeden, a połowę wieczoru. Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem fanem takich zeszycikowych wydań - dużo bardziej te 96 stron pasowałoby dołączyć do jakiegoś zbioru bądź innej powieści Naylera w UW. Niemniej ostatecznie nie o ilość stron się rozchodzi, a o treść. Ta na wstępie była całkiem interesująca, choć wydawnictwo MAG w blurbie spoileruje praktycznie wszystko co najważniejsze i co mogłoby czytelnika zaskoczyć.
To moje pierwsze spotkanie z Naylerem i na pewno sięgnę po kolejne książki ze względu na dwie sprawy - pierwsza, nietypowy pomysł na fabułę, a druga bardzo sprawny i dość złożony język. Same “Ciosy Zagłady” można by skrócić do zdania - kłusownictwo jest be i niedobre. To nowelka spod szyldu ekologizmu, poruszająca wątek ludzkiej chciwości oraz destrukcyjności. Z jednej strony udało się autorowi na tych niespełna 100 stronach ująć wiele, z drugiej czuć że zabrakło miejsca na rozwinięcie przy skądinąd dużej ilości postaci i wątków. Mimo, że jest to krótkie, to uważna lektura zdecydowanie wskazana bo wcale nie czyta się tego lekko.
Mnie osobiście ta opowiastka nie poruszyła, choć na pewno pomysł jest oryginalny. Prawdopodobnie nie jestem targetem bądź przez moją nieuwagę inne, głębsze przesłanie mi umknęło. Niemniej przy ilości czasu jakiej ona wymaga i tak nie ma co żałować.
“Ciosy Zagłady”, to krótka nowelka nawet nie na jeden, a połowę wieczoru. Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem fanem takich zeszycikowych wydań - dużo bardziej te 96 stron pasowałoby dołączyć do jakiegoś zbioru bądź innej powieści Naylera w UW. Niemniej ostatecznie nie o ilość stron się rozchodzi, a o treść. Ta na wstępie była całkiem interesująca, choć wydawnictwo...
Minipowieść osadzona w niedalekiej przyszłości, traktująca o ekologii, szacunku do zwierząt i ich miejsca w środowisku, niepohamowanej chciwości człowieka, bezsensownej żądzy destrukcji i brutalności ugruntowanej głęboko w ludzkiej psychice, ale także o nadziei i wytrwałości w dążeniu do celu, chociaż jego osiągnięcie wydaje się spisane na straty – analizując postać Damiry ciężko nie odnieść wrażenia, że cechuje ją archetypiczny tragizm; książka porusza też w ciekawy sposób temat transhumanizmu z aspektem ksenogenicznego przeszczepienia ludzkiej świadomości do układu nerwowego zwierzęcia.
Autor ujął całą historię w formie dość krótkiej, natomiast wychodzi to utworowi na dobre – historia jest zwięzła, dobrze przemyślana, nie zdążyła mnie zmęczyć, do czego, obawiam się, mogłoby dojść w przypadku przeciągania niektórych wątków.
Literacko jest poprawnie – i tyle; warsztat autora nie wydaje się być wybitny, natomiast czyta się to przyjemnie.
Książka ciekawa, warta, moim zdaniem, poświęcenia jej jednego wieczoru.
Minipowieść osadzona w niedalekiej przyszłości, traktująca o ekologii, szacunku do zwierząt i ich miejsca w środowisku, niepohamowanej chciwości człowieka, bezsensownej żądzy destrukcji i brutalności ugruntowanej głęboko w ludzkiej psychice, ale także o nadziei i wytrwałości w dążeniu do celu, chociaż jego osiągnięcie wydaje się spisane na straty – analizując postać Damiry...
Ot, przyzwoita nowela, bo powieścią tego maleństwa nie sposób nazwać. Zaangażowana ekologicznie i ciekawa tematem, z wydatnie emocjonalnym zakończeniem. A jednak średnio zachwycająca.
Z jednej strony - przez dość tępe tłumaczenie, przez pierwszych kilka-kilkanaście stron powodujące, że książeczkę czyta się ciężko. Co, tak notabene, wynika też z irytującego, a nie sprytnego, mieszania narracji przez samego autora. Przez to trudno połapać się na początku, o co tak w ogóle tam chodzi.
Z drugiej strony - autorowi chyba trochę zabrakło i wyobraźni, i oczytania. Wyobraźni, bo dość odległa mimo wszystko przyszłość (coś koło stu lat do przodu) serwuje technikę i mentalność niemalże analogiczne do naszej, a oczytania, bo już ze trzy czy cztery dekady temu walczono z kłusownikami mordującymi słonie dla kłów poprzez... odpiłowywanie tymże słoniom kłów. Bo bez kłów słoń sobie poradzi, a dla kłusownika jest wówczas bezużyteczny. Tu jednak nikt nawet nie bąknął o tej metodzie, a wszyscy czekali z załamanymi rękami, aż amatorzy kłów zaczną napadać też na ogrody zoologiczne. Innymi słowy - sporo rzeczy w tej nowelce, napisanej przez Naylera przecież świeżutko, bo w zeszłym roku, jest trochę palcem na wodzie pisanych.
Idea jest jednak słuszna, a koncept ciekawy.
Ot, przyzwoita nowela, bo powieścią tego maleństwa nie sposób nazwać. Zaangażowana ekologicznie i ciekawa tematem, z wydatnie emocjonalnym zakończeniem. A jednak średnio zachwycająca.
Z jednej strony - przez dość tępe tłumaczenie, przez pierwszych kilka-kilkanaście stron powodujące, że książeczkę czyta się ciężko. Co, tak notabene, wynika też z irytującego, a nie...
Szukając czegoś pod wrześniowe bingo Bookmenki, zrobiłam spore rozeznanie w stosach moich nieprzeczytanych książek zalegających na moich półkach. I tak oto w oczy rzuciła mi się mała, niepozorna książeczka, którą dostałam w tym roku na urodziny.
„Ciosy zagłady” to krótki thriller science fiction, który niesie ze sobą pewne ważne przesłanie. Ale po kolei.
Damira to naukowczyni, która z całą mocą walczy z kłusownikami, którzy na potęgę zabijają słonie w Afryce. Kobieta jest ekspertką od życia tych zwierząt i nie godzi się na to, aby brutalnie je mordowane dla ich kości.
Wiele, wiele lat później. Nastoletni Swiatosław wraz z ojcem i jego kamratami jest w trakcie polowania gdzieś na dalekiej Syberii. Mężczyźni liczą na zdobycie fortuny za dostarczenie klientom najcenniejszego kruszcu na całej ziemi – ciosów stworzenia, które kiedyś wymarło, ale od kilku dekad naukowcy stopniowo przywracają do życia jego populację. Kłusownicy polują na mamuty.
Władimir i jego mąż Anthony też wybierają się na polowanie. Obłędnie bogaty partner Rosjanina zapłacił niemałą fortunę za możliwość zastrzelenia mamuta. Mężczyzna nie robi tego jednak dla ich ciosów, a dla momentu dzikiej satysfakcji i poczucia dominacji, które odczuwa, stojąc nad zwłokami martwych zwierząt. Władimir czuje, że ich szczęśliwy związek zakończy się podczas tej wyprawy, bo on sam zupełnie nie rozumie tego, jak i dlaczego ktoś mógłby zabić żywe stworzenie z tak niskich pobudek.
Wszyscy ci mężczyźni nie wiedzą jednak jeszcze, że przyjdzie im się zmierzyć z ogromnym niebezpieczeństwem w trakcie ich wypraw. Stado mamutów jest bowiem prowadzone przez dziką, agresywną mamucicę, która będzie walczyć do ostatka o każdego osobnika. Tak, jak to robiła, kiedy była jeszcze człowiekiem.
Choć książka jest krótka i sporo można znaleźć głosów o tym, że autor nie wykorzystał pełnego potencjału tej opowieści, to dla mnie była to pyszna zabawa gatunkami z nienachalnym, a bardzo ważnym przesłaniem ekologicznym.
Główny element napięcia budują w tej powiastce oczywiście sceny spotkań mamutów z ludźmi oraz momenty, kiedy ci drudzy nie wiedzą jeszcze, że zagrożenie się zbliża, choć my – czytelnicy – jesteśmy już tego świadomi. Autor jednak funduje nam też jednak garść przemyśleń o ekologii, znaczeniu roli człowieka i jego miejsca w łańcuchu pokarmowym całego ekosystemu oraz o…życiu. Ciężko bowiem nie odnaleźć siebie w licznych retrospekcjach, które ma Damira, a które dotykają takich tematów jak choćby relacja dziecko-rodzic, w którym to pierwsze przez wykształcenie oraz zmianę swojej pozycji społecznej kompletnie odsuwa się od matki lub ojca i przestaje mieć z nim cokolwiek wspólnego poza krwią.
Autorowi świetnie udało się też zawrzeć w książce pewną prawdę, która istnieje, a o której nie lubimy myśleć. Jaką? Wszystko rozbija się o pieniądze. Nayler słusznie zauważa w swojej historii, że pewnie, gdyby udało nam się wskrzesić najbardziej spektakularne stworzenia, które kiedyś chodziły po naszej planecie, to wcześniej czy później ponownie zaczęto by je zabijać dla potencjalnych materialnych korzyści, jakie może to ze sobą przynieść. Po co więc wskrzeszać zgładzone stworzenia, by zwyczajnie zgładzić je ponownie?
Nayler w swojej ocenie jest brutalny – na szczycie łańcucha pokarmowego znajduje się człowiek, który gotów jest zabić każdą istotę, jeśli tylko przyniesie mu to zysk. To przykra konkluzja, ale prawdziwa.
Gorąco polecam Wam tę historię, choć jeśli nastawiacie się na mocne sci-fi, trzymający za gardło thriller, to może niekoniecznie będzie to dobry kierunek. Zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę z „czystą głową”, bez żadnych oczekiwań, a być może mile się zaskoczycie – jak ja.
Szukając czegoś pod wrześniowe bingo Bookmenki, zrobiłam spore rozeznanie w stosach moich nieprzeczytanych książek zalegających na moich półkach. I tak oto w oczy rzuciła mi się mała, niepozorna książeczka, którą dostałam w tym roku na urodziny.
„Ciosy zagłady” to krótki thriller science fiction, który niesie ze sobą pewne ważne przesłanie. Ale po kolei.
Czy to faktycznie mikropowieść, czy jednak dłuższe opowiadanie? Chyba coś pomiędzy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza kupowanie 90 stronnicowej książki, jest to bardzo przyjemna, choć trochę zakręcona lektura.
I lepiej czytać Ciosy przed Gdzie zakopano topór, gdyż ta druga bazuje na głównym pomyśle s-f tej mikropowieści.
Czy to faktycznie mikropowieść, czy jednak dłuższe opowiadanie? Chyba coś pomiędzy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza kupowanie 90 stronnicowej książki, jest to bardzo przyjemna, choć trochę zakręcona lektura.
I lepiej czytać Ciosy przed Gdzie zakopano topór, gdyż ta druga bazuje na głównym pomyśle s-f tej mikropowieści.
Ciekawy pomysł – mamuty, ekologia i wizja przyszłości – ale całość wypada jak rozdmuchane opowiadanie. Początek obiecujący, jednak krótkie rozdziały, skakanie między postaciami i dłużyzny (m.in. we wspomnieniach czy pobocznych wątkach) osłabiają efekt. Autor ma wiedzę i dobry język, ale końcówka rozczarowuje. Interesująca ciekawostka, lecz niewiele więcej.
Ciekawy pomysł – mamuty, ekologia i wizja przyszłości – ale całość wypada jak rozdmuchane opowiadanie. Początek obiecujący, jednak krótkie rozdziały, skakanie między postaciami i dłużyzny (m.in. we wspomnieniach czy pobocznych wątkach) osłabiają efekt. Autor ma wiedzę i dobry język, ale końcówka rozczarowuje. Interesująca ciekawostka, lecz niewiele więcej.
Nowelka idealnie pasująca do Uczty Wyobraźni. Do mocno eksploatowanej tematyki starała się na niewielu stronach wnieść coś nowego i się to udało. Na swój sposób stara się też otworzyć oczy na świat, o którym na co dzień zapominamy.
Nie wszystko jest idealne, na przykład zupełnie nierealistyczna wydaje się relacja Damiry z matką (choć poświęcono temu może z dwa akapity), zwłaszcza gdy się zna mnóstwo podobnych przypadków. Wiadomo też, że ciężko dobrze rozwinąć wątki na tak małej liczbie stron.
Wielką gafę strzeliło wydawnictwo zdradzając cały sens powieści w nocie wydawcy. Główną przyjemność sprawiło mi stopniowe odkrywanie tajemnicy, tutaj wywalili maksymalny spojler i niskie oceny książki pewnie w dużym stopniu wynikają z tego, że ludzie mieli już zepsutą lekturę. Jak po skończeniu książki zobaczyłem opis okładki to złapałem się za głowę - a zdawałoby się, że to doświadczony wydawca.
Nowelka idealnie pasująca do Uczty Wyobraźni. Do mocno eksploatowanej tematyki starała się na niewielu stronach wnieść coś nowego i się to udało. Na swój sposób stara się też otworzyć oczy na świat, o którym na co dzień zapominamy.
Nie wszystko jest idealne, na przykład zupełnie nierealistyczna wydaje się relacja Damiry z matką (choć poświęcono temu może z dwa akapity),...
Czy autorowi udało się na raptem 94 stronach nowelki pomieścić wielowątkową narrację, pełną bardzo ciekawych konceptów? Niespecjalnie…
Twórczość Raya Naylera była mi znana już wcześniej, kilka miesięcy temu przeczytałem jego powieść pt. Góra pod morzem. Tytuł ten spodobał mi się, choć nieco narzekałem na długość książki, w mojej ocenie wiele z wątków można tam było spokojnie rozwinąć.
Problem ten dotyczy Ciosów zagłady w znacznie większym stopniu. Autor zaprezentował w swojej nowelce masę bardzo fascynujących konceptów. Mamy tu choćby sklonowane mamuty, motywy dotyczące ekologii i kłusownictwa, czy kopiowanie i transferowanie umysłów. Do tego dochodzą wątki osobiste różnych bohaterów. Niestety, zwyczajnie brakuje czasu, aby tak dużą ich ilość dobrze zaprezentować. Materiału jest tutaj nie na dłuższe opowiadanie, a raczej 300 stronicową powieść.
Pewną wadą okazało się dla mnie również zachowanie Damiry pod koniec nowelki, było ono zwyczajnie głupie. Zamiast chronić mamuty, swoją gwałtowną i impulsywną decyzją prawie na pewno doprowadziła do ich ponownej zagłady.
Nie mogę powiedzieć, abym źle się bawił podczas lektury, niemniej mocno odczuwam niewykorzystany potencjał. Ode mnie 6,5/10.
Czy autorowi udało się na raptem 94 stronach nowelki pomieścić wielowątkową narrację, pełną bardzo ciekawych konceptów? Niespecjalnie…
Twórczość Raya Naylera była mi znana już wcześniej, kilka miesięcy temu przeczytałem jego powieść pt. Góra pod morzem. Tytuł ten spodobał mi się, choć nieco narzekałem na długość książki, w mojej ocenie wiele z wątków można tam było...
Trudno uwierzyć, że w tak krótkiej formie (niespełna 100 stron) autorowi udało się ująć tak wiele tematów i nie odniosłam wrażenia, że coś się nie klei. Akcja powieści dzieje się w przyszłości i w związku z tym zawiera futurystyczne elementy (cyfrowa świadomość czy wskrzeszenie mamutów), ale niesie echa ludzkich przywar związanych ze współczesną ochroną dzikich zwierząt – chciwości i bezsensownego zabijania dla dreszczyku emocji. Od pierwszych zdań już wiadomo, że treść będzie dość smutna, ale w moim ogólnym odczuciu pozostawiła słodko-gorzkie wrażenie. Styl również jest dopracowany, ale bez niepotrzebnych udziwnień, wyważony, ale też poruszający.
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem uważam za bardzo udane i na tej jednej książce nie poprzestanę. Samą książkę bardzo polecam – czyta się bardzo szybko i nie pozostawia czytelnika obojętnym.
Trudno uwierzyć, że w tak krótkiej formie (niespełna 100 stron) autorowi udało się ująć tak wiele tematów i nie odniosłam wrażenia, że coś się nie klei. Akcja powieści dzieje się w przyszłości i w związku z tym zawiera futurystyczne elementy (cyfrowa świadomość czy wskrzeszenie mamutów), ale niesie echa ludzkich przywar związanych ze współczesną ochroną dzikich zwierząt –...
Aby sprawiedliwie ocenić tę książkę, podzieliłabym ją na dwie części.
Pierwsza połowa była bardzo ciekawa i inspirująca. Podobało mi się rozwinięcie problemu kłusownictwa i omówienie konsekwencji wymierania gatunków w przyrodzie.
Druga połowa książki była dość irytująca. Zachowanie głównej bohaterki nie skłaniało mnie do empatii do niej, a narrator sam sugerował, że jej decyzje nie były zdrowe i dobre dla mamutów. Wątku z homoseksualnym małżeństwem nawet nie skomentuje. Był tak kiepski i niepotrzebny, że szkoda gadać.
Myślę, że 5 gwiazdek, to jest idealna ilość dla tej książki. Idealnie pokazuje, że tylko połowicznie podobała mi się ta pozycja.
Aby sprawiedliwie ocenić tę książkę, podzieliłabym ją na dwie części.
Pierwsza połowa była bardzo ciekawa i inspirująca. Podobało mi się rozwinięcie problemu kłusownictwa i omówienie konsekwencji wymierania gatunków w przyrodzie.
Druga połowa książki była dość irytująca. Zachowanie głównej bohaterki nie skłaniało mnie do empatii do niej, a narrator sam sugerował, że jej...
Czy ktoś pokusił się oprawienie w twardą oprawę książki na 92 strony? Być może. Ja z reguły czytam wszystko na czytniku, więc myślałem, że przesłany plik albo licznik czasu się popsuł. A tu taka niespodzianka.
Sama historia ciekawa, choć potraktowana nieco po macoszemu. Świetne motywy: w miarę zdatne do odniesienia i odnalezienia się w stylu pluszowego słonia będącego kanwą zainteresowań naukowych głównej bohaterki; z drugiej strony zagadnienia całkowicie kosmiczne, dotyczące ożywiania wyginiętych gatunków czy transferu świadomości. A to wszystko w sosie futurystycznej Rosji, gdzie wszystko jest możliwe (choć w złym znaczeniu tego wyrażenia). Szkoda tylko, że na 92 stronach.
Bardziej przystawka niż stek z mamuta.
Czy ktoś pokusił się oprawienie w twardą oprawę książki na 92 strony? Być może. Ja z reguły czytam wszystko na czytniku, więc myślałem, że przesłany plik albo licznik czasu się popsuł. A tu taka niespodzianka.
Sama historia ciekawa, choć potraktowana nieco po macoszemu. Świetne motywy: w miarę zdatne do odniesienia i odnalezienia się w stylu pluszowego słonia będącego...
Krótka, ale bardzo dobra książka. Opowieść na kilka głosów o ludzkiej chciwości, prowadzącej do zagłady gatunków. Historia, w której zdecydowanie nie kibicuje się gatunkowi ludzkiemu, ale odrodzonym sztucznie mamutom. Jeśli czytaliście "Szóste wymieranie" i książka wami wstrząsnęła, tym bardziej polecam wam "Ciosy zagłady".
Krótka, ale bardzo dobra książka. Opowieść na kilka głosów o ludzkiej chciwości, prowadzącej do zagłady gatunków. Historia, w której zdecydowanie nie kibicuje się gatunkowi ludzkiemu, ale odrodzonym sztucznie mamutom. Jeśli czytaliście "Szóste wymieranie" i książka wami wstrząsnęła, tym bardziej polecam wam "Ciosy zagłady".
Po dobrej "Górze pod morzem" ochoczo zabrałem się za "Ciosy zagłady". Niestety muszę stwierdzić, że mój zapał został bardzo szybko ostudzony, bowiem książeczka jest w mojej ocenie przekombinowana.
Najlepiej książkę jeszcze przed lekturą podsumowała moja żona po przeczytaniu blurb'a: "wydaje się dużo jak na te 90 stron". Autor chciał przekazać bardzo dużo treści, jednak zdecydowanie nie dostosował jej do objętości. Lekko licząc mamy 4 wątki, które uznać można za te główne, którym zwyczajnie w świecie brakuje czasu.
Trochę szkoda, bo pomysł wydawał się ciekawy.
Po dobrej "Górze pod morzem" ochoczo zabrałem się za "Ciosy zagłady". Niestety muszę stwierdzić, że mój zapał został bardzo szybko ostudzony, bowiem książeczka jest w mojej ocenie przekombinowana.
Najlepiej książkę jeszcze przed lekturą podsumowała moja żona po przeczytaniu blurb'a: "wydaje się dużo jak na te 90 stron". Autor chciał przekazać bardzo dużo treści, jednak...
Dobrze, że mam w zwyczaju nie czytać opisu książek z tyłu okładki - dzięki temu stale jestem zaskakiwany historiami, po które być może bym nie sięgnął. Tak jest i tym razem - Ciosy Zagłady to ciekawa i dająca do myślenia historia. W ogólnym założeniu jest dość prosta, ale pozostawia w umyśle kilka ziaren, które na stałe kiełkują i dają do myślenia. Moja ocena to 6 - czyli według tutejszej skali - jest to pozycja dobra. I na szczęście jest dość krótka i nie rozwleczona - to zaledwie 100 stron. I fajnie.
Dobrze, że mam w zwyczaju nie czytać opisu książek z tyłu okładki - dzięki temu stale jestem zaskakiwany historiami, po które być może bym nie sięgnął. Tak jest i tym razem - Ciosy Zagłady to ciekawa i dająca do myślenia historia. W ogólnym założeniu jest dość prosta, ale pozostawia w umyśle kilka ziaren, które na stałe kiełkują i dają do myślenia. Moja ocena to 6 - czyli...
Ilość emocji jakich mi dostarczyło to niewielkie dzieło, była tak ogromna, że musiałem dozować sobie lekturę.
Jest to książka mnóstwa kontrastów.
Raz mamy przedstawionych chciwych i tępych ludzi, którzy doprowadzają do wyginięcia niektórych gatunków ludzi, by zaraz potem poznać innych, którzy poświęcają życie aby odtworzyć gatunki, które już dawno wymarły.
Z jednej strony mamy do czynienia z krezusami, którzy zapłacą każdą cenę, aby spełnić swoje chore marzenia, a z drugiej poznajemy losy biedaków, którzy myślą, że dzięki kłusownictwu wyrwą się z tego błędnego koła.
Ciężka lecz godna uwagi pozycja, przy której możemy się zastanowić nad mentalnością człowieka, który zaślepiony tym co jest tu i teraz, nawet przez chwilę się nie zastanowi nad jakąkolwiek przyszłością.
Ilość emocji jakich mi dostarczyło to niewielkie dzieło, była tak ogromna, że musiałem dozować sobie lekturę.
Jest to książka mnóstwa kontrastów.
Raz mamy przedstawionych chciwych i tępych ludzi, którzy doprowadzają do wyginięcia niektórych gatunków ludzi, by zaraz potem poznać innych, którzy poświęcają życie aby odtworzyć gatunki, które już dawno wymarły.
Lżejsze i prostsze konstrukcyjnie od "Góry pod morzem", tematycznie i stylistycznie klimaty podobne (environmental sf + temat umysłów ludzkich i nieludzkich), ale zasięg wizji tym razem zdecydowanie skromniejszy - analogicznie zresztą do niewielkiej objętości książ(ecz)ki. Centralne zagadnienie hybrydy umysłu człowieka i mamuta stawia przed autorem trudności metodologiczne w zupełnie innej skali niż temat świadomości ośmiornic z "Góry..." (o których jest cała literatura). Nyler mam wrażenie że średnio radzi sobie z tym wyzwaniem - odpływa w luźne impresje o płynności wspomnień tworzących tożsamość i tego jak bardzo zależą one od zmysłów w jakie jesteśmy wyposażeni. Czyta się dobrze, to są ładne poetyckie kawałki, ale zostaje pewien niedosyt.
Lżejsze i prostsze konstrukcyjnie od "Góry pod morzem", tematycznie i stylistycznie klimaty podobne (environmental sf + temat umysłów ludzkich i nieludzkich), ale zasięg wizji tym razem zdecydowanie skromniejszy - analogicznie zresztą do niewielkiej objętości książ(ecz)ki. Centralne zagadnienie hybrydy umysłu człowieka i mamuta stawia przed autorem trudności metodologiczne...
Krótka, ale emocjonalna historia, która jak dla mnie lawiruje między solarpunkiem a dystopią. Opowieść o starciu natury z ludzką chciwością, z jednej strony dająca nadzieje, z drugiej pokazuje, że nasza przeszłość podała wynik tego starcia już dawno. Kilka wyrazistych postaci, każda że swoją historią, ze swoimi motywacjami, fajne, refleksyjne, napisane przystępnym językiem.:)
Krótka, ale emocjonalna historia, która jak dla mnie lawiruje między solarpunkiem a dystopią. Opowieść o starciu natury z ludzką chciwością, z jednej strony dająca nadzieje, z drugiej pokazuje, że nasza przeszłość podała wynik tego starcia już dawno. Kilka wyrazistych postaci, każda że swoją historią, ze swoimi motywacjami, fajne, refleksyjne, napisane przystępnym językiem.:)
--- Osiemdziesiąt kilka stron, na których autor zmieścił tyle zaskakującej treści, że jestem pod wrażeniem. Zaczynamy od myślącego mamuta, przez wybitną i kontrowersyjną rosyjską działaczkę na rzecz zwierząt (zagrożonych wyginięciem słoni w Afryce) do kłusowników, których jedynym zajęciem jest planowanie, wyprawy i polowanie na rzadkie okazy zwierząt, + background ich sytuacji i życiowych wyborów (i to wszystko na kilku stronach tekstu!) czy wreszcie poznajemy dzieło życia doktora Asłanowa w różnych punktach czasowych. Mamy motyw klonowania osobowości, personifikację mamuta i jego (jej) punkt widzenia, opis próby odtworzenia wymarłego gatunku, żonglowanie czasem, perspektywami i dużo więcej...
--- Jestem pod wrażeniem skondensowania i doniosłości tej niewielkiej książeczki, przy lekturze której nie sposób się nudzić... Brak tu też naukowego bełkotu, dłużyzn, niezrozumienia (zupełne przeciwieństwo króciutkiej, ale zawiłej "Poklatkowej rewolucji"). Niemniej nie jest to łatwa proza - ta z gatunku wymagających pełnego skupienia i częstego wracania do niektórych już przeczytanych fragmentów. Warto!
--- Osiemdziesiąt kilka stron, na których autor zmieścił tyle zaskakującej treści, że jestem pod wrażeniem. Zaczynamy od myślącego mamuta, przez wybitną i kontrowersyjną rosyjską działaczkę na rzecz zwierząt (zagrożonych wyginięciem słoni w Afryce) do kłusowników, których jedynym zajęciem jest planowanie, wyprawy i polowanie na rzadkie okazy zwierząt, + background ich...
Raya Naylera poznałem przy okazji "Góry pod morzem", gdzie kluczową rolę odegrały ośmiornice. Tym razem centrum historii są mamuty. By wskrzesić wymarły gatunek, nie wystarczy DNA... By pomóc urodzonym przez słoniowe surogatki mamutom nauczyć się bycia mamutami, rosyjscy naukowcy wgrywają świadomość ekspertki do umysłu jednego z mamutów...
"Ciosy zagłady" mają niecałe 100 stron a mimo tego mieszczą ciekawych bohaterów niebanalne przemyślenia, różne perspektywy i ciekawe wątki. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że jeśli idzie o ilość zagadnień i obserwacji, to "Ciosy..." zawierają ich chyba więcej niż "Góra...".
Brawurowy pomysł, świetnie wykorzystany. Bardziej niż transhumanizm ma tu znaczenie wielość perspektyw i nie chodzi tu tylko o ludzi i mamuty. Jest też Światosław czy duet Władimir i Anthony... Brawo dla Naylera, czekam na jego kolejne książki.
Raya Naylera poznałem przy okazji "Góry pod morzem", gdzie kluczową rolę odegrały ośmiornice. Tym razem centrum historii są mamuty. By wskrzesić wymarły gatunek, nie wystarczy DNA... By pomóc urodzonym przez słoniowe surogatki mamutom nauczyć się bycia mamutami, rosyjscy naukowcy wgrywają świadomość ekspertki do umysłu jednego z mamutów...
"Ciosy zagłady" mają niecałe 100...
"Zrobiła pani wszystko, co w pani mocy. Poświęciła swoje życie. Ale tak, nie udało się. Ludzkości się nie udało." - s. 32
Czy zaledwie 87-stronicowa nowelka o przywracaniu mamutów do ekosystemu może być warta 25zł? Ta jest. Temat dający do myślenia, bardzo ciekawie zarysowani bohaterowie, których backstory rzuci sporo światła na motywy ich postępowania oraz poglądy, zgrabna językowo (zaczynam już rozpoznawać indywidualny głos autora) i pobudzająca wyobraźnie. Szybkie skakanie po kilku perspektywach nie pozostawia chwili na znużenie. Technologiczna otoczka świata przedstawionego bardzo przypomina tą z "Góry pod Morzem" tego samego autora. Przekaz jest mocny i czytelny, choć nie wiem, czy przekona się nieprzekonanych co do tego, że zabijanie zwierząt dla jakiś świecidełek, trofeów czy zwykłej rozrywki jest niemoralne. Dodatkowo jest kilka scen/mini-historyjek pobocznych, które dawały do myślenia lub powoływały bohaterów do życia. Dla mnie to jest spore zaskoczenie, że na tak małej ilości papieru udało się Naylerowi poruszyć tyle interesujących zagadnień stricte humanistycznych.
Największe wrażenie zrobiły na mnie postacie, ponieważ z wielkim zainteresowaniem śledziłem ich rozumowanie oraz retrospekcje. Poza tym pierwsze rozdziały miały bardzo dobre otwarcia, jak w prawdziwie dobrym kinie, gdzie kamera powoli najeżdża na obiekt wyjaśniający scenę. Albo bliski plan przechodzi w szeroki i pomalutku się orientujemy, na co patrzymy. Tak samo jest w początkowych rozdziałach tej nowelki i dlatego rekomenduję nie czytać opisu okładkowego ani recenzji zdradzających główny twist fabularny w 1/3 objętości nowelki. Wejście w ciemno dostarcza dodatkowych wrażeń.
Nie ukrywam, zakończenie trochę rozczarowało. Chociaż może dlatego, że rzeczywistość walki o ochronę zagrożonych gatunków ma gorzki posmak, gdy jedyne co możemy powiedzieć to "okej, spróbujemy. Raczej się nie uda, bo pieniądze, w ten czy inny sposób, staną nam na drodze, ale spróbujemy". Czytelnik chciałby usłyszeć rozwiązanie, oczekuje happy endu dla mamutów, ale czy go dostanie? Rozejrzyjcie się po ludziach, po świecie ekonomii nastawionej na profit i poszukajcie odpowiedzi na własną rękę.
Bardzo się cieszę, że Mag wydaje Raya Naylera. Gość ma coś istotnego do powiedzenia, czerpie garściami z własnego doświadczenia i wykształcenia, więc łatwo uwierzyć w opowiadane przez niego historie. Czekam na "Where the axe is buried"", które Mag planuje wydać w 2025 roku.
"Zrobiła pani wszystko, co w pani mocy. Poświęciła swoje życie. Ale tak, nie udało się. Ludzkości się nie udało." - s. 32
Czy zaledwie 87-stronicowa nowelka o przywracaniu mamutów do ekosystemu może być warta 25zł? Ta jest. Temat dający do myślenia, bardzo ciekawie zarysowani bohaterowie, których backstory rzuci sporo światła na motywy ich postępowania oraz poglądy,...
"Proponuję zrobić z pani matronę, głowę grupy. Przenieść pani umysł do umysłu mamucicy. Pani je poprowadzi. Pani je nauczy, jak być mamutami. Pod pani przewodnictwem one rozkwitną."
Tak właśnie taki pomysł kieruje tą całą opowieścią. Jest to jeden z elementów fantastycznych, właściwie to chyba jedyny. Przede wszystkim jest tutaj dużo smutku opartego na świadomości. I właśnie za tą świadomość bardziej niż za cały pomysł należy się szacunek.
Nie jest to lektura dla czytelników lubiących zwykłą akcję i zwykłe historie. Spodziewałam się troszeczkę czegoś bardziej tajemniczego i mniej może rzeczywistego? O wiele bardziej podobała mi się poprzednia powieść autora może właśnie przez wzgląd na tematykę. Jednakże chyba stwierdzam że lubię opowieści tego autora.
Są zupełnie inne.
"Ile jeszcze mogło zostać z jej człowieczeństwa?"
"Proponuję zrobić z pani matronę, głowę grupy. Przenieść pani umysł do umysłu mamucicy. Pani je poprowadzi. Pani je nauczy, jak być mamutami. Pod pani przewodnictwem one rozkwitną."
Tak właśnie taki pomysł kieruje tą całą opowieścią. Jest to jeden z elementów fantastycznych, właściwie to chyba jedyny. Przede wszystkim jest tutaj dużo smutku opartego na świadomości. I...
„Ciosy Zagłady” to brutalne przypomnienie, że dobra literatura nie musi mieć 1000 stron i trzech tomów wstępu, żeby powiedzieć coś sensownego (tak, Sanderson — to do Ciebie). Nayler w niecałych 100 stronach robi więcej fabularnej i ideowej roboty niż wielu autorów, którzy mylą epickość z rozwlekaniem się.
To proza bez znieczulenia: ludzkość jako gatunek okrutny, krótkowzroczny i systematycznie niszczący wszystko, czego dotknie - bez prób wybielania, bez moralnych wymówek. Część pomysłów została później rozwinięta w „Gdzie zakopano topór” (polecam, jeśli ktoś potrzebuje więcej „ciosów”), ale już tutaj Nayler trafia celnie i boleśnie. Nic dziwnego, że książka zbiera negatywne opinie od osób, które wolą udawać, że eksploatacja zwierząt i środowiska to „złożony temat”, a nie nasza codzienna praktyka. Prawda w oczy kole, szczególnie tych, którzy najusilniej je zamykają...
„Ciosy Zagłady” to brutalne przypomnienie, że dobra literatura nie musi mieć 1000 stron i trzech tomów wstępu, żeby powiedzieć coś sensownego (tak, Sanderson — to do Ciebie). Nayler w niecałych 100 stronach robi więcej fabularnej i ideowej roboty niż wielu autorów, którzy mylą epickość z rozwlekaniem się.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo proza bez znieczulenia: ludzkość jako gatunek okrutny,...
Bardzo podoba mi się pióro tego pisarza. Że jego książki budzą do refleksji, są naprawdę dobrze napisane. Już wiem, że co ten Pan nie napisze, ja będę kupował. Jego książki się wyróżniają. Gorąco polecam.
Bardzo podoba mi się pióro tego pisarza. Że jego książki budzą do refleksji, są naprawdę dobrze napisane. Już wiem, że co ten Pan nie napisze, ja będę kupował. Jego książki się wyróżniają. Gorąco polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby ta nowela ożyła, ociekałaby krwią — i za chwilę wyjaśnię dlaczego.
Autor przedstawił swoją wizję, odpowiadając na pytanie: „co by się stało, gdyby obsesja na punkcie kości słoniowej była tak ogromna, że słonie trzymano by w niewoli pod ścisłym nadzorem, a mamuty zostałyby natomiast wskrzeszone z wymarcia?”. Było to interesujące tylko do pewnego momentu, zwłaszcza ze względu na problemy związane z de-ekstynkcją i motywacje ekologiczne, które w rzeczywistości są faktycznie brane pod uwagę przez naukowców.
Ostatecznie jednak historia nie miała sensu. Skoro panowała gorączka kości słoniowej, to przywracanie do życia tych zwierząt byłoby szaleństwem, biorąc pod uwagę to, co spotkało wcześniejsze trąbowce. Co więcej, nie ma tu zakończenia - jest jedynie gwałtowne przerwanie wydarzeń, pozostawiające aluzje zdolne rozpalić wyobraźnię co do tego, co mogłoby wydarzyć się później.
Wśród postaci nie było ponadto ani jednej istotnej, która nie brałaby udziału — bezpośrednio lub pośrednio — w zabiciu innej istoty żywej. Tylko jedna wzbudzała moją sympatię i była w pewien sposób urocza: chłopak, optymistyczny marzyciel. Niestety również jego niewinność została skażona… W każdym z nich tkwiła jakaś forma żądzy, która czyniła z człowieka, jako gatunku, potwora, budząc we mnie niechęć.
Jeśli chodzi o pomysł kopiowania umysłu i umieszczania go w innym ciele, nie jest on dla mnie nowy. Natomiast to, w jakim ciele — to było już bardzo oryginalne. Tego, czego mi zabrakło, była eksploracja kwestii tożsamości, która, moim zdaniem, mogłaby być interesująca. Może bez wchodzenia w filozoficzny ton, ale pośród licznych nostalgicznych dygresji związanych z pamięcią bohaterów znalazłoby się miejsce, by ją poruszyć, nadając zwłaszcza większą głębię postaci, u której doszło do transferu.
Można by sądzić, że przy istnieniu takiej technologii pojawiłyby się także inne, równie niezwykłe. A jednak nie. Fabuła rozgrywa się już w przyszłości, lecz nawet po kolejnych stu latach wydało mi się niewiarygodne, by technologia była niemal identyczna z tą, którą mamy obecnie.
I tu dochodzę do głównego problemu noweli: jest w niej zbyt wiele treści i zbyt wiele rzezi, co sprawiało, że czytało mi się ją ciężko. Wspomniane dygresje nie czyniły postaci bardziej ludzkimi, służyły jedynie jako przerwa, a ich treść była mi obojętna, ponieważ postacie nie zrobiły nic, by mnie zaangażować. Z wyjątkiem tych, które dotyczyły chłopaka.
Podsumowując, nowela mogłaby być doskonałym punktem wyjścia do przekształcenia jej w książkę, poprzez rozwinięcie niektórych aspektów i złagodzenie innych. Pesymistyczna wizja człowieka jest w świecie zachodnim wyświechtana do znudzenia i osobiście odbieram ją właśnie w ten sposób.
Gdyby ta nowela ożyła, ociekałaby krwią — i za chwilę wyjaśnię dlaczego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor przedstawił swoją wizję, odpowiadając na pytanie: „co by się stało, gdyby obsesja na punkcie kości słoniowej była tak ogromna, że słonie trzymano by w niewoli pod ścisłym nadzorem, a mamuty zostałyby natomiast wskrzeszone z wymarcia?”. Było to interesujące tylko do pewnego momentu, zwłaszcza ze...
“Ciosy Zagłady”, to krótka nowelka nawet nie na jeden, a połowę wieczoru. Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem fanem takich zeszycikowych wydań - dużo bardziej te 96 stron pasowałoby dołączyć do jakiegoś zbioru bądź innej powieści Naylera w UW. Niemniej ostatecznie nie o ilość stron się rozchodzi, a o treść. Ta na wstępie była całkiem interesująca, choć wydawnictwo MAG w blurbie spoileruje praktycznie wszystko co najważniejsze i co mogłoby czytelnika zaskoczyć.
To moje pierwsze spotkanie z Naylerem i na pewno sięgnę po kolejne książki ze względu na dwie sprawy - pierwsza, nietypowy pomysł na fabułę, a druga bardzo sprawny i dość złożony język. Same “Ciosy Zagłady” można by skrócić do zdania - kłusownictwo jest be i niedobre. To nowelka spod szyldu ekologizmu, poruszająca wątek ludzkiej chciwości oraz destrukcyjności. Z jednej strony udało się autorowi na tych niespełna 100 stronach ująć wiele, z drugiej czuć że zabrakło miejsca na rozwinięcie przy skądinąd dużej ilości postaci i wątków. Mimo, że jest to krótkie, to uważna lektura zdecydowanie wskazana bo wcale nie czyta się tego lekko.
Mnie osobiście ta opowiastka nie poruszyła, choć na pewno pomysł jest oryginalny. Prawdopodobnie nie jestem targetem bądź przez moją nieuwagę inne, głębsze przesłanie mi umknęło. Niemniej przy ilości czasu jakiej ona wymaga i tak nie ma co żałować.
“Ciosy Zagłady”, to krótka nowelka nawet nie na jeden, a połowę wieczoru. Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem fanem takich zeszycikowych wydań - dużo bardziej te 96 stron pasowałoby dołączyć do jakiegoś zbioru bądź innej powieści Naylera w UW. Niemniej ostatecznie nie o ilość stron się rozchodzi, a o treść. Ta na wstępie była całkiem interesująca, choć wydawnictwo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMinipowieść osadzona w niedalekiej przyszłości, traktująca o ekologii, szacunku do zwierząt i ich miejsca w środowisku, niepohamowanej chciwości człowieka, bezsensownej żądzy destrukcji i brutalności ugruntowanej głęboko w ludzkiej psychice, ale także o nadziei i wytrwałości w dążeniu do celu, chociaż jego osiągnięcie wydaje się spisane na straty – analizując postać Damiry ciężko nie odnieść wrażenia, że cechuje ją archetypiczny tragizm; książka porusza też w ciekawy sposób temat transhumanizmu z aspektem ksenogenicznego przeszczepienia ludzkiej świadomości do układu nerwowego zwierzęcia.
Autor ujął całą historię w formie dość krótkiej, natomiast wychodzi to utworowi na dobre – historia jest zwięzła, dobrze przemyślana, nie zdążyła mnie zmęczyć, do czego, obawiam się, mogłoby dojść w przypadku przeciągania niektórych wątków.
Literacko jest poprawnie – i tyle; warsztat autora nie wydaje się być wybitny, natomiast czyta się to przyjemnie.
Książka ciekawa, warta, moim zdaniem, poświęcenia jej jednego wieczoru.
Minipowieść osadzona w niedalekiej przyszłości, traktująca o ekologii, szacunku do zwierząt i ich miejsca w środowisku, niepohamowanej chciwości człowieka, bezsensownej żądzy destrukcji i brutalności ugruntowanej głęboko w ludzkiej psychice, ale także o nadziei i wytrwałości w dążeniu do celu, chociaż jego osiągnięcie wydaje się spisane na straty – analizując postać Damiry...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOt, przyzwoita nowela, bo powieścią tego maleństwa nie sposób nazwać. Zaangażowana ekologicznie i ciekawa tematem, z wydatnie emocjonalnym zakończeniem. A jednak średnio zachwycająca.
Z jednej strony - przez dość tępe tłumaczenie, przez pierwszych kilka-kilkanaście stron powodujące, że książeczkę czyta się ciężko. Co, tak notabene, wynika też z irytującego, a nie sprytnego, mieszania narracji przez samego autora. Przez to trudno połapać się na początku, o co tak w ogóle tam chodzi.
Z drugiej strony - autorowi chyba trochę zabrakło i wyobraźni, i oczytania. Wyobraźni, bo dość odległa mimo wszystko przyszłość (coś koło stu lat do przodu) serwuje technikę i mentalność niemalże analogiczne do naszej, a oczytania, bo już ze trzy czy cztery dekady temu walczono z kłusownikami mordującymi słonie dla kłów poprzez... odpiłowywanie tymże słoniom kłów. Bo bez kłów słoń sobie poradzi, a dla kłusownika jest wówczas bezużyteczny. Tu jednak nikt nawet nie bąknął o tej metodzie, a wszyscy czekali z załamanymi rękami, aż amatorzy kłów zaczną napadać też na ogrody zoologiczne. Innymi słowy - sporo rzeczy w tej nowelce, napisanej przez Naylera przecież świeżutko, bo w zeszłym roku, jest trochę palcem na wodzie pisanych.
Idea jest jednak słuszna, a koncept ciekawy.
Ot, przyzwoita nowela, bo powieścią tego maleństwa nie sposób nazwać. Zaangażowana ekologicznie i ciekawa tematem, z wydatnie emocjonalnym zakończeniem. A jednak średnio zachwycająca.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ jednej strony - przez dość tępe tłumaczenie, przez pierwszych kilka-kilkanaście stron powodujące, że książeczkę czyta się ciężko. Co, tak notabene, wynika też z irytującego, a nie...
Szukając czegoś pod wrześniowe bingo Bookmenki, zrobiłam spore rozeznanie w stosach moich nieprzeczytanych książek zalegających na moich półkach. I tak oto w oczy rzuciła mi się mała, niepozorna książeczka, którą dostałam w tym roku na urodziny.
„Ciosy zagłady” to krótki thriller science fiction, który niesie ze sobą pewne ważne przesłanie. Ale po kolei.
Damira to naukowczyni, która z całą mocą walczy z kłusownikami, którzy na potęgę zabijają słonie w Afryce. Kobieta jest ekspertką od życia tych zwierząt i nie godzi się na to, aby brutalnie je mordowane dla ich kości.
Wiele, wiele lat później. Nastoletni Swiatosław wraz z ojcem i jego kamratami jest w trakcie polowania gdzieś na dalekiej Syberii. Mężczyźni liczą na zdobycie fortuny za dostarczenie klientom najcenniejszego kruszcu na całej ziemi – ciosów stworzenia, które kiedyś wymarło, ale od kilku dekad naukowcy stopniowo przywracają do życia jego populację. Kłusownicy polują na mamuty.
Władimir i jego mąż Anthony też wybierają się na polowanie. Obłędnie bogaty partner Rosjanina zapłacił niemałą fortunę za możliwość zastrzelenia mamuta. Mężczyzna nie robi tego jednak dla ich ciosów, a dla momentu dzikiej satysfakcji i poczucia dominacji, które odczuwa, stojąc nad zwłokami martwych zwierząt. Władimir czuje, że ich szczęśliwy związek zakończy się podczas tej wyprawy, bo on sam zupełnie nie rozumie tego, jak i dlaczego ktoś mógłby zabić żywe stworzenie z tak niskich pobudek.
Wszyscy ci mężczyźni nie wiedzą jednak jeszcze, że przyjdzie im się zmierzyć z ogromnym niebezpieczeństwem w trakcie ich wypraw. Stado mamutów jest bowiem prowadzone przez dziką, agresywną mamucicę, która będzie walczyć do ostatka o każdego osobnika. Tak, jak to robiła, kiedy była jeszcze człowiekiem.
Choć książka jest krótka i sporo można znaleźć głosów o tym, że autor nie wykorzystał pełnego potencjału tej opowieści, to dla mnie była to pyszna zabawa gatunkami z nienachalnym, a bardzo ważnym przesłaniem ekologicznym.
Główny element napięcia budują w tej powiastce oczywiście sceny spotkań mamutów z ludźmi oraz momenty, kiedy ci drudzy nie wiedzą jeszcze, że zagrożenie się zbliża, choć my – czytelnicy – jesteśmy już tego świadomi. Autor jednak funduje nam też jednak garść przemyśleń o ekologii, znaczeniu roli człowieka i jego miejsca w łańcuchu pokarmowym całego ekosystemu oraz o…życiu. Ciężko bowiem nie odnaleźć siebie w licznych retrospekcjach, które ma Damira, a które dotykają takich tematów jak choćby relacja dziecko-rodzic, w którym to pierwsze przez wykształcenie oraz zmianę swojej pozycji społecznej kompletnie odsuwa się od matki lub ojca i przestaje mieć z nim cokolwiek wspólnego poza krwią.
Autorowi świetnie udało się też zawrzeć w książce pewną prawdę, która istnieje, a o której nie lubimy myśleć. Jaką? Wszystko rozbija się o pieniądze. Nayler słusznie zauważa w swojej historii, że pewnie, gdyby udało nam się wskrzesić najbardziej spektakularne stworzenia, które kiedyś chodziły po naszej planecie, to wcześniej czy później ponownie zaczęto by je zabijać dla potencjalnych materialnych korzyści, jakie może to ze sobą przynieść. Po co więc wskrzeszać zgładzone stworzenia, by zwyczajnie zgładzić je ponownie?
Nayler w swojej ocenie jest brutalny – na szczycie łańcucha pokarmowego znajduje się człowiek, który gotów jest zabić każdą istotę, jeśli tylko przyniesie mu to zysk. To przykra konkluzja, ale prawdziwa.
Gorąco polecam Wam tę historię, choć jeśli nastawiacie się na mocne sci-fi, trzymający za gardło thriller, to może niekoniecznie będzie to dobry kierunek. Zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę z „czystą głową”, bez żadnych oczekiwań, a być może mile się zaskoczycie – jak ja.
Szukając czegoś pod wrześniowe bingo Bookmenki, zrobiłam spore rozeznanie w stosach moich nieprzeczytanych książek zalegających na moich półkach. I tak oto w oczy rzuciła mi się mała, niepozorna książeczka, którą dostałam w tym roku na urodziny.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Ciosy zagłady” to krótki thriller science fiction, który niesie ze sobą pewne ważne przesłanie. Ale po kolei.
Damira to...
Czy to faktycznie mikropowieść, czy jednak dłuższe opowiadanie? Chyba coś pomiędzy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza kupowanie 90 stronnicowej książki, jest to bardzo przyjemna, choć trochę zakręcona lektura.
I lepiej czytać Ciosy przed Gdzie zakopano topór, gdyż ta druga bazuje na głównym pomyśle s-f tej mikropowieści.
Czy to faktycznie mikropowieść, czy jednak dłuższe opowiadanie? Chyba coś pomiędzy. Jeśli jednak komuś nie przeszkadza kupowanie 90 stronnicowej książki, jest to bardzo przyjemna, choć trochę zakręcona lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI lepiej czytać Ciosy przed Gdzie zakopano topór, gdyż ta druga bazuje na głównym pomyśle s-f tej mikropowieści.
Ciekawy pomysł – mamuty, ekologia i wizja przyszłości – ale całość wypada jak rozdmuchane opowiadanie. Początek obiecujący, jednak krótkie rozdziały, skakanie między postaciami i dłużyzny (m.in. we wspomnieniach czy pobocznych wątkach) osłabiają efekt. Autor ma wiedzę i dobry język, ale końcówka rozczarowuje. Interesująca ciekawostka, lecz niewiele więcej.
Ciekawy pomysł – mamuty, ekologia i wizja przyszłości – ale całość wypada jak rozdmuchane opowiadanie. Początek obiecujący, jednak krótkie rozdziały, skakanie między postaciami i dłużyzny (m.in. we wspomnieniach czy pobocznych wątkach) osłabiają efekt. Autor ma wiedzę i dobry język, ale końcówka rozczarowuje. Interesująca ciekawostka, lecz niewiele więcej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNowelka idealnie pasująca do Uczty Wyobraźni. Do mocno eksploatowanej tematyki starała się na niewielu stronach wnieść coś nowego i się to udało. Na swój sposób stara się też otworzyć oczy na świat, o którym na co dzień zapominamy.
Nie wszystko jest idealne, na przykład zupełnie nierealistyczna wydaje się relacja Damiry z matką (choć poświęcono temu może z dwa akapity), zwłaszcza gdy się zna mnóstwo podobnych przypadków. Wiadomo też, że ciężko dobrze rozwinąć wątki na tak małej liczbie stron.
Wielką gafę strzeliło wydawnictwo zdradzając cały sens powieści w nocie wydawcy. Główną przyjemność sprawiło mi stopniowe odkrywanie tajemnicy, tutaj wywalili maksymalny spojler i niskie oceny książki pewnie w dużym stopniu wynikają z tego, że ludzie mieli już zepsutą lekturę. Jak po skończeniu książki zobaczyłem opis okładki to złapałem się za głowę - a zdawałoby się, że to doświadczony wydawca.
Nowelka idealnie pasująca do Uczty Wyobraźni. Do mocno eksploatowanej tematyki starała się na niewielu stronach wnieść coś nowego i się to udało. Na swój sposób stara się też otworzyć oczy na świat, o którym na co dzień zapominamy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wszystko jest idealne, na przykład zupełnie nierealistyczna wydaje się relacja Damiry z matką (choć poświęcono temu może z dwa akapity),...
Czy autorowi udało się na raptem 94 stronach nowelki pomieścić wielowątkową narrację, pełną bardzo ciekawych konceptów? Niespecjalnie…
Twórczość Raya Naylera była mi znana już wcześniej, kilka miesięcy temu przeczytałem jego powieść pt. Góra pod morzem. Tytuł ten spodobał mi się, choć nieco narzekałem na długość książki, w mojej ocenie wiele z wątków można tam było spokojnie rozwinąć.
Problem ten dotyczy Ciosów zagłady w znacznie większym stopniu. Autor zaprezentował w swojej nowelce masę bardzo fascynujących konceptów. Mamy tu choćby sklonowane mamuty, motywy dotyczące ekologii i kłusownictwa, czy kopiowanie i transferowanie umysłów. Do tego dochodzą wątki osobiste różnych bohaterów. Niestety, zwyczajnie brakuje czasu, aby tak dużą ich ilość dobrze zaprezentować. Materiału jest tutaj nie na dłuższe opowiadanie, a raczej 300 stronicową powieść.
Pewną wadą okazało się dla mnie również zachowanie Damiry pod koniec nowelki, było ono zwyczajnie głupie. Zamiast chronić mamuty, swoją gwałtowną i impulsywną decyzją prawie na pewno doprowadziła do ich ponownej zagłady.
Nie mogę powiedzieć, abym źle się bawił podczas lektury, niemniej mocno odczuwam niewykorzystany potencjał. Ode mnie 6,5/10.
Czy autorowi udało się na raptem 94 stronach nowelki pomieścić wielowątkową narrację, pełną bardzo ciekawych konceptów? Niespecjalnie…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTwórczość Raya Naylera była mi znana już wcześniej, kilka miesięcy temu przeczytałem jego powieść pt. Góra pod morzem. Tytuł ten spodobał mi się, choć nieco narzekałem na długość książki, w mojej ocenie wiele z wątków można tam było...
Trudno uwierzyć, że w tak krótkiej formie (niespełna 100 stron) autorowi udało się ująć tak wiele tematów i nie odniosłam wrażenia, że coś się nie klei. Akcja powieści dzieje się w przyszłości i w związku z tym zawiera futurystyczne elementy (cyfrowa świadomość czy wskrzeszenie mamutów), ale niesie echa ludzkich przywar związanych ze współczesną ochroną dzikich zwierząt – chciwości i bezsensownego zabijania dla dreszczyku emocji. Od pierwszych zdań już wiadomo, że treść będzie dość smutna, ale w moim ogólnym odczuciu pozostawiła słodko-gorzkie wrażenie. Styl również jest dopracowany, ale bez niepotrzebnych udziwnień, wyważony, ale też poruszający.
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem uważam za bardzo udane i na tej jednej książce nie poprzestanę. Samą książkę bardzo polecam – czyta się bardzo szybko i nie pozostawia czytelnika obojętnym.
Trudno uwierzyć, że w tak krótkiej formie (niespełna 100 stron) autorowi udało się ująć tak wiele tematów i nie odniosłam wrażenia, że coś się nie klei. Akcja powieści dzieje się w przyszłości i w związku z tym zawiera futurystyczne elementy (cyfrowa świadomość czy wskrzeszenie mamutów), ale niesie echa ludzkich przywar związanych ze współczesną ochroną dzikich zwierząt –...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAby sprawiedliwie ocenić tę książkę, podzieliłabym ją na dwie części.
Pierwsza połowa była bardzo ciekawa i inspirująca. Podobało mi się rozwinięcie problemu kłusownictwa i omówienie konsekwencji wymierania gatunków w przyrodzie.
Druga połowa książki była dość irytująca. Zachowanie głównej bohaterki nie skłaniało mnie do empatii do niej, a narrator sam sugerował, że jej decyzje nie były zdrowe i dobre dla mamutów. Wątku z homoseksualnym małżeństwem nawet nie skomentuje. Był tak kiepski i niepotrzebny, że szkoda gadać.
Myślę, że 5 gwiazdek, to jest idealna ilość dla tej książki. Idealnie pokazuje, że tylko połowicznie podobała mi się ta pozycja.
Aby sprawiedliwie ocenić tę książkę, podzieliłabym ją na dwie części.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza połowa była bardzo ciekawa i inspirująca. Podobało mi się rozwinięcie problemu kłusownictwa i omówienie konsekwencji wymierania gatunków w przyrodzie.
Druga połowa książki była dość irytująca. Zachowanie głównej bohaterki nie skłaniało mnie do empatii do niej, a narrator sam sugerował, że jej...
Czy ktoś pokusił się oprawienie w twardą oprawę książki na 92 strony? Być może. Ja z reguły czytam wszystko na czytniku, więc myślałem, że przesłany plik albo licznik czasu się popsuł. A tu taka niespodzianka.
Sama historia ciekawa, choć potraktowana nieco po macoszemu. Świetne motywy: w miarę zdatne do odniesienia i odnalezienia się w stylu pluszowego słonia będącego kanwą zainteresowań naukowych głównej bohaterki; z drugiej strony zagadnienia całkowicie kosmiczne, dotyczące ożywiania wyginiętych gatunków czy transferu świadomości. A to wszystko w sosie futurystycznej Rosji, gdzie wszystko jest możliwe (choć w złym znaczeniu tego wyrażenia). Szkoda tylko, że na 92 stronach.
Bardziej przystawka niż stek z mamuta.
Czy ktoś pokusił się oprawienie w twardą oprawę książki na 92 strony? Być może. Ja z reguły czytam wszystko na czytniku, więc myślałem, że przesłany plik albo licznik czasu się popsuł. A tu taka niespodzianka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama historia ciekawa, choć potraktowana nieco po macoszemu. Świetne motywy: w miarę zdatne do odniesienia i odnalezienia się w stylu pluszowego słonia będącego...
Krótka, ale bardzo dobra książka. Opowieść na kilka głosów o ludzkiej chciwości, prowadzącej do zagłady gatunków. Historia, w której zdecydowanie nie kibicuje się gatunkowi ludzkiemu, ale odrodzonym sztucznie mamutom. Jeśli czytaliście "Szóste wymieranie" i książka wami wstrząsnęła, tym bardziej polecam wam "Ciosy zagłady".
Krótka, ale bardzo dobra książka. Opowieść na kilka głosów o ludzkiej chciwości, prowadzącej do zagłady gatunków. Historia, w której zdecydowanie nie kibicuje się gatunkowi ludzkiemu, ale odrodzonym sztucznie mamutom. Jeśli czytaliście "Szóste wymieranie" i książka wami wstrząsnęła, tym bardziej polecam wam "Ciosy zagłady".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo dobrej "Górze pod morzem" ochoczo zabrałem się za "Ciosy zagłady". Niestety muszę stwierdzić, że mój zapał został bardzo szybko ostudzony, bowiem książeczka jest w mojej ocenie przekombinowana.
Najlepiej książkę jeszcze przed lekturą podsumowała moja żona po przeczytaniu blurb'a: "wydaje się dużo jak na te 90 stron". Autor chciał przekazać bardzo dużo treści, jednak zdecydowanie nie dostosował jej do objętości. Lekko licząc mamy 4 wątki, które uznać można za te główne, którym zwyczajnie w świecie brakuje czasu.
Trochę szkoda, bo pomysł wydawał się ciekawy.
Po dobrej "Górze pod morzem" ochoczo zabrałem się za "Ciosy zagłady". Niestety muszę stwierdzić, że mój zapał został bardzo szybko ostudzony, bowiem książeczka jest w mojej ocenie przekombinowana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajlepiej książkę jeszcze przed lekturą podsumowała moja żona po przeczytaniu blurb'a: "wydaje się dużo jak na te 90 stron". Autor chciał przekazać bardzo dużo treści, jednak...
Dobrze, że mam w zwyczaju nie czytać opisu książek z tyłu okładki - dzięki temu stale jestem zaskakiwany historiami, po które być może bym nie sięgnął. Tak jest i tym razem - Ciosy Zagłady to ciekawa i dająca do myślenia historia. W ogólnym założeniu jest dość prosta, ale pozostawia w umyśle kilka ziaren, które na stałe kiełkują i dają do myślenia. Moja ocena to 6 - czyli według tutejszej skali - jest to pozycja dobra. I na szczęście jest dość krótka i nie rozwleczona - to zaledwie 100 stron. I fajnie.
Dobrze, że mam w zwyczaju nie czytać opisu książek z tyłu okładki - dzięki temu stale jestem zaskakiwany historiami, po które być może bym nie sięgnął. Tak jest i tym razem - Ciosy Zagłady to ciekawa i dająca do myślenia historia. W ogólnym założeniu jest dość prosta, ale pozostawia w umyśle kilka ziaren, które na stałe kiełkują i dają do myślenia. Moja ocena to 6 - czyli...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIlość emocji jakich mi dostarczyło to niewielkie dzieło, była tak ogromna, że musiałem dozować sobie lekturę.
Jest to książka mnóstwa kontrastów.
Raz mamy przedstawionych chciwych i tępych ludzi, którzy doprowadzają do wyginięcia niektórych gatunków ludzi, by zaraz potem poznać innych, którzy poświęcają życie aby odtworzyć gatunki, które już dawno wymarły.
Z jednej strony mamy do czynienia z krezusami, którzy zapłacą każdą cenę, aby spełnić swoje chore marzenia, a z drugiej poznajemy losy biedaków, którzy myślą, że dzięki kłusownictwu wyrwą się z tego błędnego koła.
Ciężka lecz godna uwagi pozycja, przy której możemy się zastanowić nad mentalnością człowieka, który zaślepiony tym co jest tu i teraz, nawet przez chwilę się nie zastanowi nad jakąkolwiek przyszłością.
Ilość emocji jakich mi dostarczyło to niewielkie dzieło, była tak ogromna, że musiałem dozować sobie lekturę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to książka mnóstwa kontrastów.
Raz mamy przedstawionych chciwych i tępych ludzi, którzy doprowadzają do wyginięcia niektórych gatunków ludzi, by zaraz potem poznać innych, którzy poświęcają życie aby odtworzyć gatunki, które już dawno wymarły.
Z jednej...
Lżejsze i prostsze konstrukcyjnie od "Góry pod morzem", tematycznie i stylistycznie klimaty podobne (environmental sf + temat umysłów ludzkich i nieludzkich), ale zasięg wizji tym razem zdecydowanie skromniejszy - analogicznie zresztą do niewielkiej objętości książ(ecz)ki. Centralne zagadnienie hybrydy umysłu człowieka i mamuta stawia przed autorem trudności metodologiczne w zupełnie innej skali niż temat świadomości ośmiornic z "Góry..." (o których jest cała literatura). Nyler mam wrażenie że średnio radzi sobie z tym wyzwaniem - odpływa w luźne impresje o płynności wspomnień tworzących tożsamość i tego jak bardzo zależą one od zmysłów w jakie jesteśmy wyposażeni. Czyta się dobrze, to są ładne poetyckie kawałki, ale zostaje pewien niedosyt.
Lżejsze i prostsze konstrukcyjnie od "Góry pod morzem", tematycznie i stylistycznie klimaty podobne (environmental sf + temat umysłów ludzkich i nieludzkich), ale zasięg wizji tym razem zdecydowanie skromniejszy - analogicznie zresztą do niewielkiej objętości książ(ecz)ki. Centralne zagadnienie hybrydy umysłu człowieka i mamuta stawia przed autorem trudności metodologiczne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrótka, ale emocjonalna historia, która jak dla mnie lawiruje między solarpunkiem a dystopią. Opowieść o starciu natury z ludzką chciwością, z jednej strony dająca nadzieje, z drugiej pokazuje, że nasza przeszłość podała wynik tego starcia już dawno. Kilka wyrazistych postaci, każda że swoją historią, ze swoimi motywacjami, fajne, refleksyjne, napisane przystępnym językiem.:)
Krótka, ale emocjonalna historia, która jak dla mnie lawiruje między solarpunkiem a dystopią. Opowieść o starciu natury z ludzką chciwością, z jednej strony dająca nadzieje, z drugiej pokazuje, że nasza przeszłość podała wynik tego starcia już dawno. Kilka wyrazistych postaci, każda że swoją historią, ze swoimi motywacjami, fajne, refleksyjne, napisane przystępnym językiem.:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to--- Osiemdziesiąt kilka stron, na których autor zmieścił tyle zaskakującej treści, że jestem pod wrażeniem. Zaczynamy od myślącego mamuta, przez wybitną i kontrowersyjną rosyjską działaczkę na rzecz zwierząt (zagrożonych wyginięciem słoni w Afryce) do kłusowników, których jedynym zajęciem jest planowanie, wyprawy i polowanie na rzadkie okazy zwierząt, + background ich sytuacji i życiowych wyborów (i to wszystko na kilku stronach tekstu!) czy wreszcie poznajemy dzieło życia doktora Asłanowa w różnych punktach czasowych. Mamy motyw klonowania osobowości, personifikację mamuta i jego (jej) punkt widzenia, opis próby odtworzenia wymarłego gatunku, żonglowanie czasem, perspektywami i dużo więcej...
--- Jestem pod wrażeniem skondensowania i doniosłości tej niewielkiej książeczki, przy lekturze której nie sposób się nudzić... Brak tu też naukowego bełkotu, dłużyzn, niezrozumienia (zupełne przeciwieństwo króciutkiej, ale zawiłej "Poklatkowej rewolucji"). Niemniej nie jest to łatwa proza - ta z gatunku wymagających pełnego skupienia i częstego wracania do niektórych już przeczytanych fragmentów. Warto!
--- Osiemdziesiąt kilka stron, na których autor zmieścił tyle zaskakującej treści, że jestem pod wrażeniem. Zaczynamy od myślącego mamuta, przez wybitną i kontrowersyjną rosyjską działaczkę na rzecz zwierząt (zagrożonych wyginięciem słoni w Afryce) do kłusowników, których jedynym zajęciem jest planowanie, wyprawy i polowanie na rzadkie okazy zwierząt, + background ich...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRaya Naylera poznałem przy okazji "Góry pod morzem", gdzie kluczową rolę odegrały ośmiornice. Tym razem centrum historii są mamuty. By wskrzesić wymarły gatunek, nie wystarczy DNA... By pomóc urodzonym przez słoniowe surogatki mamutom nauczyć się bycia mamutami, rosyjscy naukowcy wgrywają świadomość ekspertki do umysłu jednego z mamutów...
"Ciosy zagłady" mają niecałe 100 stron a mimo tego mieszczą ciekawych bohaterów niebanalne przemyślenia, różne perspektywy i ciekawe wątki. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że jeśli idzie o ilość zagadnień i obserwacji, to "Ciosy..." zawierają ich chyba więcej niż "Góra...".
Brawurowy pomysł, świetnie wykorzystany. Bardziej niż transhumanizm ma tu znaczenie wielość perspektyw i nie chodzi tu tylko o ludzi i mamuty. Jest też Światosław czy duet Władimir i Anthony... Brawo dla Naylera, czekam na jego kolejne książki.
Raya Naylera poznałem przy okazji "Góry pod morzem", gdzie kluczową rolę odegrały ośmiornice. Tym razem centrum historii są mamuty. By wskrzesić wymarły gatunek, nie wystarczy DNA... By pomóc urodzonym przez słoniowe surogatki mamutom nauczyć się bycia mamutami, rosyjscy naukowcy wgrywają świadomość ekspertki do umysłu jednego z mamutów...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Ciosy zagłady" mają niecałe 100...
"Zrobiła pani wszystko, co w pani mocy. Poświęciła swoje życie. Ale tak, nie udało się. Ludzkości się nie udało." - s. 32
Czy zaledwie 87-stronicowa nowelka o przywracaniu mamutów do ekosystemu może być warta 25zł? Ta jest. Temat dający do myślenia, bardzo ciekawie zarysowani bohaterowie, których backstory rzuci sporo światła na motywy ich postępowania oraz poglądy, zgrabna językowo (zaczynam już rozpoznawać indywidualny głos autora) i pobudzająca wyobraźnie. Szybkie skakanie po kilku perspektywach nie pozostawia chwili na znużenie. Technologiczna otoczka świata przedstawionego bardzo przypomina tą z "Góry pod Morzem" tego samego autora. Przekaz jest mocny i czytelny, choć nie wiem, czy przekona się nieprzekonanych co do tego, że zabijanie zwierząt dla jakiś świecidełek, trofeów czy zwykłej rozrywki jest niemoralne. Dodatkowo jest kilka scen/mini-historyjek pobocznych, które dawały do myślenia lub powoływały bohaterów do życia. Dla mnie to jest spore zaskoczenie, że na tak małej ilości papieru udało się Naylerowi poruszyć tyle interesujących zagadnień stricte humanistycznych.
Największe wrażenie zrobiły na mnie postacie, ponieważ z wielkim zainteresowaniem śledziłem ich rozumowanie oraz retrospekcje. Poza tym pierwsze rozdziały miały bardzo dobre otwarcia, jak w prawdziwie dobrym kinie, gdzie kamera powoli najeżdża na obiekt wyjaśniający scenę. Albo bliski plan przechodzi w szeroki i pomalutku się orientujemy, na co patrzymy. Tak samo jest w początkowych rozdziałach tej nowelki i dlatego rekomenduję nie czytać opisu okładkowego ani recenzji zdradzających główny twist fabularny w 1/3 objętości nowelki. Wejście w ciemno dostarcza dodatkowych wrażeń.
Nie ukrywam, zakończenie trochę rozczarowało. Chociaż może dlatego, że rzeczywistość walki o ochronę zagrożonych gatunków ma gorzki posmak, gdy jedyne co możemy powiedzieć to "okej, spróbujemy. Raczej się nie uda, bo pieniądze, w ten czy inny sposób, staną nam na drodze, ale spróbujemy". Czytelnik chciałby usłyszeć rozwiązanie, oczekuje happy endu dla mamutów, ale czy go dostanie? Rozejrzyjcie się po ludziach, po świecie ekonomii nastawionej na profit i poszukajcie odpowiedzi na własną rękę.
Bardzo się cieszę, że Mag wydaje Raya Naylera. Gość ma coś istotnego do powiedzenia, czerpie garściami z własnego doświadczenia i wykształcenia, więc łatwo uwierzyć w opowiadane przez niego historie. Czekam na "Where the axe is buried"", które Mag planuje wydać w 2025 roku.
"Zrobiła pani wszystko, co w pani mocy. Poświęciła swoje życie. Ale tak, nie udało się. Ludzkości się nie udało." - s. 32
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy zaledwie 87-stronicowa nowelka o przywracaniu mamutów do ekosystemu może być warta 25zł? Ta jest. Temat dający do myślenia, bardzo ciekawie zarysowani bohaterowie, których backstory rzuci sporo światła na motywy ich postępowania oraz poglądy,...
"Proponuję zrobić z pani matronę, głowę grupy. Przenieść pani umysł do umysłu mamucicy. Pani je poprowadzi. Pani je nauczy, jak być mamutami. Pod pani przewodnictwem one rozkwitną."
Tak właśnie taki pomysł kieruje tą całą opowieścią. Jest to jeden z elementów fantastycznych, właściwie to chyba jedyny. Przede wszystkim jest tutaj dużo smutku opartego na świadomości. I właśnie za tą świadomość bardziej niż za cały pomysł należy się szacunek.
Nie jest to lektura dla czytelników lubiących zwykłą akcję i zwykłe historie. Spodziewałam się troszeczkę czegoś bardziej tajemniczego i mniej może rzeczywistego? O wiele bardziej podobała mi się poprzednia powieść autora może właśnie przez wzgląd na tematykę. Jednakże chyba stwierdzam że lubię opowieści tego autora.
Są zupełnie inne.
"Ile jeszcze mogło zostać z jej człowieczeństwa?"
"Proponuję zrobić z pani matronę, głowę grupy. Przenieść pani umysł do umysłu mamucicy. Pani je poprowadzi. Pani je nauczy, jak być mamutami. Pod pani przewodnictwem one rozkwitną."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak właśnie taki pomysł kieruje tą całą opowieścią. Jest to jeden z elementów fantastycznych, właściwie to chyba jedyny. Przede wszystkim jest tutaj dużo smutku opartego na świadomości. I...