Kolejne spotkanie z grupą miernych agentów trzyma poziom. Tym razem intryga dotyczy rodziny Rivera.
W porównaniu z poprzednimi częściami tempo wydarzeń jest nieco wolniejsze.
Kolejne spotkanie z grupą miernych agentów trzyma poziom. Tym razem intryga dotyczy rodziny Rivera.
W porównaniu z poprzednimi częściami tempo wydarzeń jest nieco wolniejsze.
Maestro Herron poszedł tym razem bardziej w akcję niż w bezlitosne obnażanie mechanizmów władzy i miernoty narcyzów, ktorzy ją sprawują. Ale i tak warto! Czyta się świetnie . I niegłupio :)
Maestro Herron poszedł tym razem bardziej w akcję niż w bezlitosne obnażanie mechanizmów władzy i miernoty narcyzów, ktorzy ją sprawują. Ale i tak warto! Czyta się świetnie . I niegłupio :)
Napędzana serialem, czytam serię z patologicznym napędem. Jackson Lamb, bynajmniej nie słodkie jagniątko, mimo swej flejowatej obleśności jest moim nowym bohaterem pozytywnym. Super rozrywka.
Napędzana serialem, czytam serię z patologicznym napędem. Jackson Lamb, bynajmniej nie słodkie jagniątko, mimo swej flejowatej obleśności jest moim nowym bohaterem pozytywnym. Super rozrywka.
⭐️ 5/5
Najlepsza część! 🤩 Ale to żadna niespodzianka – pewnie o następnej powiem to samo, haha. W tej serii każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. 👌🏻
⭐️ 5/5
Najlepsza część! 🤩 Ale to żadna niespodzianka – pewnie o następnej powiem to samo, haha. W tej serii każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. 👌🏻
Po przeczytaniu kilku powieści Herrona, a przeczytałem wszystkie pięć dotychczas przetłumaczone na polski, dostrzega się pewien manieryzm w języku i sposobie opowiadania pisarza o swoich bohaterach oraz - w niektórych miejscach - dość dyskusyjne poczucie humoru, które mogą nawet irytować.
Nie zmienia to wszakże tego faktu, że
- po pierwsze - bohaterowie Herrona, te wszystkie jego Kulawe Konie, są bardzo wyraziści, a ich problemy emocjonalne, uzależnienia, fobie.. dodają nie tylko kolorytu postaciom, a jeszcze czynią je bardziej pełnowymiarowymi i takimi bardziej ludzkimi;
- po drugie - mimo specyficznego, a niekiedy - o czym napomknąłem - wątpliwej jakości, humoru i sposobu obrazowania ujmuje mnie i literacko przekonuje ten typ opowiadania, bardzo oryginalny, wolny od patosu i wyolbrzymiania profesjonalizmu tajnych służb;
- po trzecie - trafia mi do przekonania zjadliwa ironia i dystans, z jakimi Mick Herron traktuje tzw.tajne służby, ich umiejętności, miejsce w systemie państwa [w tym wypadku brytyjskiego]. Demitologizacja służb to silna strona wszystkich powieści Herrona.
- i wreszcie - pisarz potrafi utrzymać przez całą powieść odpowiednie napięcie, wywołujące nieustanne zainteresowanie czytelnika, umiejętnie dokonuje zwrotów akcji, zaskakuje i bawi.
Czyż to nie wystarczy, aby powieści Herrona zachwycały?
Po przeczytaniu kilku powieści Herrona, a przeczytałem wszystkie pięć dotychczas przetłumaczone na polski, dostrzega się pewien manieryzm w języku i sposobie opowiadania pisarza o swoich bohaterach oraz - w niektórych miejscach - dość dyskusyjne poczucie humoru, które mogą nawet irytować.
Nie zmienia to wszakże tego faktu, że
- po pierwsze - bohaterowie Herrona, te...
Poprzednie trzy części cyklu bardzo mi się podobały (szczególnie „Prawdziwe tygrysy”). Sięgnąłem więc po kolejną. „Ulica szpiegów” zasadniczo nie różni się od wcześniejszych tomów. To nadal swoiste przygody podpadniętych brytyjskich agentów, którzy próbują udowodnić, iż nadal są przydatni. Tym razem przychodzi im się mierzyć ze zjawiskiem terroryzmu. Ale mamy też nowe wątki. W tym przypadku jest to postać nowego tzw. Pierwszego Biurka.
„Ulica szpiegów” potwierdza, że Mick Herron jak mało kto zna brytyjskie służby specjalne. I potrafi tę wiedzę wykorzystać do pisania ciekawych książek. Realistycznych, ale nie pozbawionych humoru.
Miłośnikom tego typu literatury „Ulicy szpiegów” nie trzeba polecać. Ale pozostali czytelnicy powinni wziąć ją pod rozwagę.
Poprzednie trzy części cyklu bardzo mi się podobały (szczególnie „Prawdziwe tygrysy”). Sięgnąłem więc po kolejną. „Ulica szpiegów” zasadniczo nie różni się od wcześniejszych tomów. To nadal swoiste przygody podpadniętych brytyjskich agentów, którzy próbują udowodnić, iż nadal są przydatni. Tym razem przychodzi im się mierzyć ze zjawiskiem terroryzmu. Ale mamy też nowe...
Chyba najsłabsza część z cyklu jaką do tej pory czytałam co nie zmienia faktu że i tak jestem zakochana w Kulawych Koniach. Minus za dość prostą akcję której rozwiązania domyśliłam się już w połowie książki. Lamb jak zwykle najlepszy ;)
Chyba najsłabsza część z cyklu jaką do tej pory czytałam co nie zmienia faktu że i tak jestem zakochana w Kulawych Koniach. Minus za dość prostą akcję której rozwiązania domyśliłam się już w połowie książki. Lamb jak zwykle najlepszy ;)
Herron trzyma poziom.
Co w tym gatunku literatury łatwe nie jest.
Brawo!
Wisienką na torcie jest mieć w głowie Jacksona Lamba w interpretacji Gary'ego Oldmana!
Majstersztyk godny Oscara (gdyby ta nagroda jeszcze coś znaczyła).
Herron trzyma poziom.
Co w tym gatunku literatury łatwe nie jest.
Brawo!
Wisienką na torcie jest mieć w głowie Jacksona Lamba w interpretacji Gary'ego Oldmana!
Majstersztyk godny Oscara (gdyby ta nagroda jeszcze coś znaczyła).
Jak dla mnie najlepsza część jak dotąd. Co ciekawe, aktualnie uważam, że cykl ten jest o pracy w korporacji.
Zwroty akcji są jak dotąd najbardziej dramatyczne, a stawka rzadko kiedy w tym cyklu była tak wysoka. Ciekawe nowe nabytki do obsady, i jak zawsze intrygujący Lamb.
Jak dla mnie najlepsza część jak dotąd. Co ciekawe, aktualnie uważam, że cykl ten jest o pracy w korporacji.
Zwroty akcji są jak dotąd najbardziej dramatyczne, a stawka rzadko kiedy w tym cyklu była tak wysoka. Ciekawe nowe nabytki do obsady, i jak zawsze intrygujący Lamb.
Uwielbiam ten cykl i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią coraz bardziej. Dlaczego? Na pewno sporo robi tutaj styl pisania Herrona, gość naprawdę ma pomysł na serię o szpiegach wyrzutkach, wie jakie informacje chce przekazać czytelnikowi i kiedy. Kilka scen wypada nieco teatralnie, ale w tym przypadku jest to zaletą. Autor bawi się językiem, postaciami, fabułą i dostarcza świetnej rozrywki czytelnikowi. Ponownie przypominam, że w tym cyklu mimo iż w każdym tomie mamy do czynienia z prowadzeniem jakiejś sprawy kryminalnej lub terrorystycznej, to nie jest to główny trzon fabuły.
Bardzo podoba mi się gra polityczna prowadzona przez Ragent's Park, Herron świetnie przedstawia te intrygi. I moim zdaniem naprawdę oklaski należą się za kreację najbardziej odpychającej sylwetki z jaką spotkałam się na przestrzeni lat w najróżniejszych powieściach i... z jakichś powodów darzę tego Lamba sympatią.
Uwielbiam ten cykl i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią coraz bardziej. Dlaczego? Na pewno sporo robi tutaj styl pisania Herrona, gość naprawdę ma pomysł na serię o szpiegach wyrzutkach, wie jakie informacje chce przekazać czytelnikowi i kiedy. Kilka scen wypada nieco teatralnie, ale w tym przypadku jest to zaletą. Autor bawi się językiem, postaciami, fabułą i...
W Slough House – czyścu dla skompromitowanych szpiegów, dzieją się dziwne rzeczy. Roddy Ho ma dziewczynę (a przynajmniej tak twierdzi). Catherine Standish odchodzi na emeryturę. Jackson Lamb się śmieje! I w dodatku zaprasza na kolację swoją nową sekretarkę! Gdyby tylko wcześniej nie był wezwany do identyfikacji zwłok Rivera Cartwrighta...
Bo prawie zapomniałem: SD (Stary Drań) – dziadek domniemanego nieboszczyka i legenda wywiadu, stracił rozum. Co zatem począć ze zdemenciałym, uzbrojonym agentem, którego skołowana głowa jest pełna supertajnych tajemnic? Czy są domy starców dla emerytowanych szpiegów?
Ach, jeszcze taka drobnostka – ktoś wysadził się w powietrze w centrum handlowym, wabiąc tam wcześniej tłum dzieciaków pod pretekstem flash moba. I tak się składa, że ten ktoś nigdy nie istniał w rzeczywistym świecie – był tożsamością stworzoną na potrzeby MI5. No cóż, bałagan jest całkiem realny.
„Ulica szpiegów“ to kolejna odsłona serii Micka Herona o kulawych koniach. Udana intryga, dynamiczna akcja, wciągająca fabuła, ciekawe postacie. Londyn niczym żywa tkanka będąca pożywką dla całej historii. Otwarcie narracji na szerszy świat i pogłębienie przeszłości głównych bohaterów. Do tego brytyjski, cierpki niczym pierdy Lamba humor i błyskotliwe spostrzeżenia autora ożywiają skostniałą formułę szpiegowskich opowieści.
Kolejny tom już czeka na półce...
W Slough House – czyścu dla skompromitowanych szpiegów, dzieją się dziwne rzeczy. Roddy Ho ma dziewczynę (a przynajmniej tak twierdzi). Catherine Standish odchodzi na emeryturę. Jackson Lamb się śmieje! I w dodatku zaprasza na kolację swoją nową sekretarkę! Gdyby tylko wcześniej nie był wezwany do identyfikacji zwłok Rivera Cartwrighta...
Bo prawie zapomniałem: SD (Stary...
Po nieco nużącym tomie trzecim "Ulica szpiegów" od pierwszych stron porywa dynamicznym tempem. Stawka jest dużo wyższa, całość jest też o wiele krwawsza, ale fabularnie (na całe szczęście) jest też prostsza. Pewnym minusem jest konieczność znajomości poprzednich tomów - autor często odwołuje się do wydarzeń z dotychczasowych części, co może mylić bardziej zapominalskiego czytelnika.
Po nieco nużącym tomie trzecim "Ulica szpiegów" od pierwszych stron porywa dynamicznym tempem. Stawka jest dużo wyższa, całość jest też o wiele krwawsza, ale fabularnie (na całe szczęście) jest też prostsza. Pewnym minusem jest konieczność znajomości poprzednich tomów - autor często odwołuje się do wydarzeń z dotychczasowych części, co może mylić bardziej zapominalskiego...
W "Ulicy szpiegów" Mick Herron kontunuuje formułę obraną na samym początku serii. Jest to tom mniej sensacyjny od "Prawdziwych tygrysów", ale też bardziej dynamiczny od rozkręcających się powoli "Martwych lwów".
Wreszcie nie myliły mi się postaci. Autor co prawda nie rozwija zbytnio bohaterów powiązanych ze Slough House, na szczęście kilka zręcznie podanych szczegółów pozwala ich wystarczająco scharakteryzować. Dzięki temu nie miałam problemu z powrotem do cyklu po dłuższej przerwie (a odniesień do wydarzeń z wcześniejszych tomów jest tu całkiem sporo).
Najbardziej podobał mi się humor, stężenie trafnych obserwacji i ciętych ripost jest tu wybitnie wysokie. Dominuje pod tym względem oczywiście obrzydliwie charyzmatyczny Lamb, ciekawym zabiegiem są też oderwane od rzeczywistości "refleksje" Ho.
Trochę gorzej wypada fabuła. Jestem w stanie wybaczyć kilka zbiegów okoliczności i mało zaskakujące zwroty akcji (bo są bardzo logiczne), ale już nie brak bardziej zajmującego pomysłu na zakończenie tej odsłony. Herron próbuje co prawda podbić stawkę, niestety, wątek jednej postaci z ekipy naszych szpiegów wypada tu szalenie pretekstowo.
Nadal ubolewam, że od czasów "Prawdziwych tygrysów" nie pojawiają się już audiobooki, interpretacja rewelacyjnego Krzysztofa Gosztyły wzbogacała odbiór dwóch pierwszych tomów. Nie jest to może cykl mojego życia, ani nawet moja ulubiona jak dotąd jego odsłona, cenię jednak sposób, w jaki autor unika serwowania nam powtórki z rozrywki i jak z tomu na tom rozwija swój warsztat. Po "Londyńskie zasady" sięgnę pewnie niedługo.
W "Ulicy szpiegów" Mick Herron kontunuuje formułę obraną na samym początku serii. Jest to tom mniej sensacyjny od "Prawdziwych tygrysów", ale też bardziej dynamiczny od rozkręcających się powoli "Martwych lwów".
Wreszcie nie myliły mi się postaci. Autor co prawda nie rozwija zbytnio bohaterów powiązanych ze Slough House, na szczęście kilka zręcznie podanych szczegółów...
No dojechałem do 79 strony, naprawdę starałem się. Może ja jestem niecierpliwy ale w końcu poległem. Może wrócę na emeryturze to jakoś łatwiej się wkręcę. Na razie basta
No dojechałem do 79 strony, naprawdę starałem się. Może ja jestem niecierpliwy ale w końcu poległem. Może wrócę na emeryturze to jakoś łatwiej się wkręcę. Na razie basta
Rewelacja.
Zgodnie z twierdzeniem Hitchcocka, zaczęło się od zafundowania czytelnikowi zawału serca, a potem było tylko lepiej :)
Zdecydowanie polecam!
Rewelacja.
Zgodnie z twierdzeniem Hitchcocka, zaczęło się od zafundowania czytelnikowi zawału serca, a potem było tylko lepiej :)
Zdecydowanie polecam!
Powrót do Kulawych Koni i ich szefa mogę zaliczyć do badzzo udanych. W tej części nie tylko odkrywamy tajemnice stare jak dziadek Rivera Cartwrighta, ale również przeszłość samego Rivera. Nad którymi nigdy się nie zastanawiałam. A ta część pokazuje że może powinnam.
Sama seria jest ogromnym powiewem świeżości w kategorii kryminał/sensacja/thriller. Bo jednak na pozór zwykle zagadki, to jednak żadna inna ksiazka nie ma Jacksona Lamba. Który jest irytujący jak nie wiem co, ale po przerwie można przyznać, że brakowało takiego bohatera. Znacie powiedzenie "słodko-pierdzący"? Lamb jest tylko tym drugim (dosłownie).
Bardzo niesamowita i wciągająca część.
Powrót do Kulawych Koni i ich szefa mogę zaliczyć do badzzo udanych. W tej części nie tylko odkrywamy tajemnice stare jak dziadek Rivera Cartwrighta, ale również przeszłość samego Rivera. Nad którymi nigdy się nie zastanawiałam. A ta część pokazuje że może powinnam.
Sama seria jest ogromnym powiewem świeżości w kategorii...
Kolejna dobra książka cyklu. Autor potrafi ciekawie prowadzić akcję, stwarzać napięcie, mieszając zarówno cięty humor , jak i tragedię. Minus za pomysł, że MI5 ponownie rozwiązuje problemy, które samo stwarza. Czy to jakaś polityczna poprawność,że wszyscy są fajni i nikt nie zagraża bezpieczeństwu UK? Wniosek - zlikwidować MI5, a Zjednoczone Królestwo będzie bezpieczniejsze ?!
Kolejna dobra książka cyklu. Autor potrafi ciekawie prowadzić akcję, stwarzać napięcie, mieszając zarówno cięty humor , jak i tragedię. Minus za pomysł, że MI5 ponownie rozwiązuje problemy, które samo stwarza. Czy to jakaś polityczna poprawność,że wszyscy są fajni i nikt nie zagraża bezpieczeństwu UK? Wniosek - zlikwidować MI5, a Zjednoczone Królestwo będzie bezpieczniejsze ?!
Lubię powieści Micka Herrona, które są antytezą tych wszystkich zabójczych dżentelmenów w styju Jamesa Bonda czy Jasona Bourne'a. Lubię je za nietuzinkowych bohaterów, anty-szpiegów, bezpretensjonalność i wartką akcję, ale, głównie, za rewelacyjne dialogi i humor, który niezmiennie mnie bawi.
Ot, chociażby dialog wewnętrzny Roddy'ego, jednego z nieudaczników, erotomanów - marzycieli: "...musiał trzymać Louisę na dystans. Było jasne że wpadł jej w oko; trochę to żenujące ale tak właśnie było. Nie żeby była zupełnie beznadziejna. We właściwym świetle rzucała całkiem ładny cień, ale była stara, po trzydziestce, a kiedy kobiety wkraczają w ten wiek, pojawia się w nich jakiś rodzaj desperacji. Wystarczy na chwilę okazać słabość a zaraz będą wybierać firanki i proponować spędzenie spokojnego wieczoru w domu. Ale nie tak gra w tę grę Roderick Ho. A więc sayonara, laseczki. Będąc z natury taktownym, przekazał jej jakoś, nie musząc tego wyraźnie artykułować, że Roddy jest poza jej zasięgiem; że klejnoty Roddy’ego nie są jej pisane. I trzeba jej przyznać, że jakoś się z tym pogodziła, nie robiąc z całej sprawy zbyt wielkiego halo - z wyjątkiem rzucanych od czasu do czasu tęsknych spojrzeń. W innych okolicznościach, pomyślał, nie byłoby w tym nic złego - przelecieć raz na jakiś czas samotną kobietę to przecież akt miłosierdzia - ale regularne dymanko z Roddym nie wchodziło w grę, a okrucieństwem byłoby rozbudzić w niej nadzieję.”
Lubię powieści Micka Herrona, które są antytezą tych wszystkich zabójczych dżentelmenów w styju Jamesa Bonda czy Jasona Bourne'a. Lubię je za nietuzinkowych bohaterów, anty-szpiegów, bezpretensjonalność i wartką akcję, ale, głównie, za rewelacyjne dialogi i humor, który niezmiennie mnie bawi.
Ot, chociażby dialog wewnętrzny Roddy'ego, jednego z nieudaczników, erotomanów -...
Z przyjemnością zatopiłem się w kolejną pozycję z serii "Slough House" Micka Herrona. Tym razem główny bohater musi stanąć twarzą w twarz z blaknącą legendą dzieciństwa. Umysł jego dziadka nieuchronnie pogrąża się w ciemności. Jak sobie poradzić nie tylko ze starością ale i tajemnicami, które nagle mogą wypłynąć na powierzchnię umysłu jak bąbelki powietrza w mętnej rzece?
Nieodmiennie pociąga mnie atmosfera budowana przez autora oraz obraz Londynu jako organizmu, na którym odbijają się opisywane wydarzenia napędzane mechanizmami rządzącymi światem szpiegów. Może tym razem pomysł nie był tak ciekawy jak w poprzednich tomach, ale książka się broni dzięki stylowi i narracji.
Z przyjemnością zatopiłem się w kolejną pozycję z serii "Slough House" Micka Herrona. Tym razem główny bohater musi stanąć twarzą w twarz z blaknącą legendą dzieciństwa. Umysł jego dziadka nieuchronnie pogrąża się w ciemności. Jak sobie poradzić nie tylko ze starością ale i tajemnicami, które nagle mogą wypłynąć na powierzchnię umysłu jak bąbelki powietrza w mętnej...
Tom 4 - coraz mniej lambizmu (lambistości? lambowatości?) za to intryga klasy C czyli coraz dalej od rzeczywistości, a przewidywalna w swojej nieprzewidywalności. W następnej już albo kosmici, albo reptilianie...
Tom 4 - coraz mniej lambizmu (lambistości? lambowatości?) za to intryga klasy C czyli coraz dalej od rzeczywistości, a przewidywalna w swojej nieprzewidywalności. W następnej już albo kosmici, albo reptilianie...
Kolejne spotkanie z grupą miernych agentów trzyma poziom. Tym razem intryga dotyczy rodziny Rivera.
W porównaniu z poprzednimi częściami tempo wydarzeń jest nieco wolniejsze.
Kolejne spotkanie z grupą miernych agentów trzyma poziom. Tym razem intryga dotyczy rodziny Rivera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW porównaniu z poprzednimi częściami tempo wydarzeń jest nieco wolniejsze.
Maestro Herron poszedł tym razem bardziej w akcję niż w bezlitosne obnażanie mechanizmów władzy i miernoty narcyzów, ktorzy ją sprawują. Ale i tak warto! Czyta się świetnie . I niegłupio :)
Maestro Herron poszedł tym razem bardziej w akcję niż w bezlitosne obnażanie mechanizmów władzy i miernoty narcyzów, ktorzy ją sprawują. Ale i tak warto! Czyta się świetnie . I niegłupio :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapędzana serialem, czytam serię z patologicznym napędem. Jackson Lamb, bynajmniej nie słodkie jagniątko, mimo swej flejowatej obleśności jest moim nowym bohaterem pozytywnym. Super rozrywka.
Napędzana serialem, czytam serię z patologicznym napędem. Jackson Lamb, bynajmniej nie słodkie jagniątko, mimo swej flejowatej obleśności jest moim nowym bohaterem pozytywnym. Super rozrywka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSeria nie przestaje mnie zaskakiwać. Cudowne i zaskakujące zwroty akcji, świetnie się to czyta.
Seria nie przestaje mnie zaskakiwać. Cudowne i zaskakujące zwroty akcji, świetnie się to czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzacun, Panie Herron. Mam nadzieję, że do zobaczenia na jakimś spotkaniu autorskim, jeśli będzie w Nottingham albo okolicach.
Szacun, Panie Herron. Mam nadzieję, że do zobaczenia na jakimś spotkaniu autorskim, jeśli będzie w Nottingham albo okolicach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJackson Lamb jak zwykle w formie🙂
Na Jacksona zawsze można liczyć 😀😀😀
Jackson Lamb jak zwykle w formie🙂
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa Jacksona zawsze można liczyć 😀😀😀
Kryminał. Czwarta część serii. Niezły, choć jakoś nie mogłem do końca zaangażować się w losy bohaterów.
Kryminał. Czwarta część serii. Niezły, choć jakoś nie mogłem do końca zaangażować się w losy bohaterów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to⭐️ 5/5
Najlepsza część! 🤩 Ale to żadna niespodzianka – pewnie o następnej powiem to samo, haha. W tej serii każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. 👌🏻
⭐️ 5/5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajlepsza część! 🤩 Ale to żadna niespodzianka – pewnie o następnej powiem to samo, haha. W tej serii każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej. 👌🏻
Niezła. Jak cała seria, dość przewidywalna i powtarzalna. Ale wciąż niezła...
Niezła. Jak cała seria, dość przewidywalna i powtarzalna. Ale wciąż niezła...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przeczytaniu kilku powieści Herrona, a przeczytałem wszystkie pięć dotychczas przetłumaczone na polski, dostrzega się pewien manieryzm w języku i sposobie opowiadania pisarza o swoich bohaterach oraz - w niektórych miejscach - dość dyskusyjne poczucie humoru, które mogą nawet irytować.
Nie zmienia to wszakże tego faktu, że
- po pierwsze - bohaterowie Herrona, te wszystkie jego Kulawe Konie, są bardzo wyraziści, a ich problemy emocjonalne, uzależnienia, fobie.. dodają nie tylko kolorytu postaciom, a jeszcze czynią je bardziej pełnowymiarowymi i takimi bardziej ludzkimi;
- po drugie - mimo specyficznego, a niekiedy - o czym napomknąłem - wątpliwej jakości, humoru i sposobu obrazowania ujmuje mnie i literacko przekonuje ten typ opowiadania, bardzo oryginalny, wolny od patosu i wyolbrzymiania profesjonalizmu tajnych służb;
- po trzecie - trafia mi do przekonania zjadliwa ironia i dystans, z jakimi Mick Herron traktuje tzw.tajne służby, ich umiejętności, miejsce w systemie państwa [w tym wypadku brytyjskiego]. Demitologizacja służb to silna strona wszystkich powieści Herrona.
- i wreszcie - pisarz potrafi utrzymać przez całą powieść odpowiednie napięcie, wywołujące nieustanne zainteresowanie czytelnika, umiejętnie dokonuje zwrotów akcji, zaskakuje i bawi.
Czyż to nie wystarczy, aby powieści Herrona zachwycały?
Po przeczytaniu kilku powieści Herrona, a przeczytałem wszystkie pięć dotychczas przetłumaczone na polski, dostrzega się pewien manieryzm w języku i sposobie opowiadania pisarza o swoich bohaterach oraz - w niektórych miejscach - dość dyskusyjne poczucie humoru, które mogą nawet irytować.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zmienia to wszakże tego faktu, że
- po pierwsze - bohaterowie Herrona, te...
Poprzednie trzy części cyklu bardzo mi się podobały (szczególnie „Prawdziwe tygrysy”). Sięgnąłem więc po kolejną. „Ulica szpiegów” zasadniczo nie różni się od wcześniejszych tomów. To nadal swoiste przygody podpadniętych brytyjskich agentów, którzy próbują udowodnić, iż nadal są przydatni. Tym razem przychodzi im się mierzyć ze zjawiskiem terroryzmu. Ale mamy też nowe wątki. W tym przypadku jest to postać nowego tzw. Pierwszego Biurka.
„Ulica szpiegów” potwierdza, że Mick Herron jak mało kto zna brytyjskie służby specjalne. I potrafi tę wiedzę wykorzystać do pisania ciekawych książek. Realistycznych, ale nie pozbawionych humoru.
Miłośnikom tego typu literatury „Ulicy szpiegów” nie trzeba polecać. Ale pozostali czytelnicy powinni wziąć ją pod rozwagę.
Poprzednie trzy części cyklu bardzo mi się podobały (szczególnie „Prawdziwe tygrysy”). Sięgnąłem więc po kolejną. „Ulica szpiegów” zasadniczo nie różni się od wcześniejszych tomów. To nadal swoiste przygody podpadniętych brytyjskich agentów, którzy próbują udowodnić, iż nadal są przydatni. Tym razem przychodzi im się mierzyć ze zjawiskiem terroryzmu. Ale mamy też nowe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba najsłabsza część z cyklu jaką do tej pory czytałam co nie zmienia faktu że i tak jestem zakochana w Kulawych Koniach. Minus za dość prostą akcję której rozwiązania domyśliłam się już w połowie książki. Lamb jak zwykle najlepszy ;)
Chyba najsłabsza część z cyklu jaką do tej pory czytałam co nie zmienia faktu że i tak jestem zakochana w Kulawych Koniach. Minus za dość prostą akcję której rozwiązania domyśliłam się już w połowie książki. Lamb jak zwykle najlepszy ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHerron trzyma poziom.
Co w tym gatunku literatury łatwe nie jest.
Brawo!
Wisienką na torcie jest mieć w głowie Jacksona Lamba w interpretacji Gary'ego Oldmana!
Majstersztyk godny Oscara (gdyby ta nagroda jeszcze coś znaczyła).
Herron trzyma poziom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo w tym gatunku literatury łatwe nie jest.
Brawo!
Wisienką na torcie jest mieć w głowie Jacksona Lamba w interpretacji Gary'ego Oldmana!
Majstersztyk godny Oscara (gdyby ta nagroda jeszcze coś znaczyła).
Jak dla mnie najlepsza część jak dotąd. Co ciekawe, aktualnie uważam, że cykl ten jest o pracy w korporacji.
Zwroty akcji są jak dotąd najbardziej dramatyczne, a stawka rzadko kiedy w tym cyklu była tak wysoka. Ciekawe nowe nabytki do obsady, i jak zawsze intrygujący Lamb.
Jak dla mnie najlepsza część jak dotąd. Co ciekawe, aktualnie uważam, że cykl ten jest o pracy w korporacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZwroty akcji są jak dotąd najbardziej dramatyczne, a stawka rzadko kiedy w tym cyklu była tak wysoka. Ciekawe nowe nabytki do obsady, i jak zawsze intrygujący Lamb.
Uwielbiam ten cykl i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią coraz bardziej. Dlaczego? Na pewno sporo robi tutaj styl pisania Herrona, gość naprawdę ma pomysł na serię o szpiegach wyrzutkach, wie jakie informacje chce przekazać czytelnikowi i kiedy. Kilka scen wypada nieco teatralnie, ale w tym przypadku jest to zaletą. Autor bawi się językiem, postaciami, fabułą i dostarcza świetnej rozrywki czytelnikowi. Ponownie przypominam, że w tym cyklu mimo iż w każdym tomie mamy do czynienia z prowadzeniem jakiejś sprawy kryminalnej lub terrorystycznej, to nie jest to główny trzon fabuły.
Bardzo podoba mi się gra polityczna prowadzona przez Ragent's Park, Herron świetnie przedstawia te intrygi. I moim zdaniem naprawdę oklaski należą się za kreację najbardziej odpychającej sylwetki z jaką spotkałam się na przestrzeni lat w najróżniejszych powieściach i... z jakichś powodów darzę tego Lamba sympatią.
Uwielbiam ten cykl i mam wrażenie, że z każdą kolejną częścią coraz bardziej. Dlaczego? Na pewno sporo robi tutaj styl pisania Herrona, gość naprawdę ma pomysł na serię o szpiegach wyrzutkach, wie jakie informacje chce przekazać czytelnikowi i kiedy. Kilka scen wypada nieco teatralnie, ale w tym przypadku jest to zaletą. Autor bawi się językiem, postaciami, fabułą i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacja, autor nie obniża lotów
Rewelacja, autor nie obniża lotów
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLamb to mój idol! Sceny z jego udziałem zamiatają :)
Lamb to mój idol! Sceny z jego udziałem zamiatają :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW Slough House – czyścu dla skompromitowanych szpiegów, dzieją się dziwne rzeczy. Roddy Ho ma dziewczynę (a przynajmniej tak twierdzi). Catherine Standish odchodzi na emeryturę. Jackson Lamb się śmieje! I w dodatku zaprasza na kolację swoją nową sekretarkę! Gdyby tylko wcześniej nie był wezwany do identyfikacji zwłok Rivera Cartwrighta...
Bo prawie zapomniałem: SD (Stary Drań) – dziadek domniemanego nieboszczyka i legenda wywiadu, stracił rozum. Co zatem począć ze zdemenciałym, uzbrojonym agentem, którego skołowana głowa jest pełna supertajnych tajemnic? Czy są domy starców dla emerytowanych szpiegów?
Ach, jeszcze taka drobnostka – ktoś wysadził się w powietrze w centrum handlowym, wabiąc tam wcześniej tłum dzieciaków pod pretekstem flash moba. I tak się składa, że ten ktoś nigdy nie istniał w rzeczywistym świecie – był tożsamością stworzoną na potrzeby MI5. No cóż, bałagan jest całkiem realny.
„Ulica szpiegów“ to kolejna odsłona serii Micka Herona o kulawych koniach. Udana intryga, dynamiczna akcja, wciągająca fabuła, ciekawe postacie. Londyn niczym żywa tkanka będąca pożywką dla całej historii. Otwarcie narracji na szerszy świat i pogłębienie przeszłości głównych bohaterów. Do tego brytyjski, cierpki niczym pierdy Lamba humor i błyskotliwe spostrzeżenia autora ożywiają skostniałą formułę szpiegowskich opowieści.
Kolejny tom już czeka na półce...
W Slough House – czyścu dla skompromitowanych szpiegów, dzieją się dziwne rzeczy. Roddy Ho ma dziewczynę (a przynajmniej tak twierdzi). Catherine Standish odchodzi na emeryturę. Jackson Lamb się śmieje! I w dodatku zaprasza na kolację swoją nową sekretarkę! Gdyby tylko wcześniej nie był wezwany do identyfikacji zwłok Rivera Cartwrighta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo prawie zapomniałem: SD (Stary...
Po nieco nużącym tomie trzecim "Ulica szpiegów" od pierwszych stron porywa dynamicznym tempem. Stawka jest dużo wyższa, całość jest też o wiele krwawsza, ale fabularnie (na całe szczęście) jest też prostsza. Pewnym minusem jest konieczność znajomości poprzednich tomów - autor często odwołuje się do wydarzeń z dotychczasowych części, co może mylić bardziej zapominalskiego czytelnika.
Po nieco nużącym tomie trzecim "Ulica szpiegów" od pierwszych stron porywa dynamicznym tempem. Stawka jest dużo wyższa, całość jest też o wiele krwawsza, ale fabularnie (na całe szczęście) jest też prostsza. Pewnym minusem jest konieczność znajomości poprzednich tomów - autor często odwołuje się do wydarzeń z dotychczasowych części, co może mylić bardziej zapominalskiego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW "Ulicy szpiegów" Mick Herron kontunuuje formułę obraną na samym początku serii. Jest to tom mniej sensacyjny od "Prawdziwych tygrysów", ale też bardziej dynamiczny od rozkręcających się powoli "Martwych lwów".
Wreszcie nie myliły mi się postaci. Autor co prawda nie rozwija zbytnio bohaterów powiązanych ze Slough House, na szczęście kilka zręcznie podanych szczegółów pozwala ich wystarczająco scharakteryzować. Dzięki temu nie miałam problemu z powrotem do cyklu po dłuższej przerwie (a odniesień do wydarzeń z wcześniejszych tomów jest tu całkiem sporo).
Najbardziej podobał mi się humor, stężenie trafnych obserwacji i ciętych ripost jest tu wybitnie wysokie. Dominuje pod tym względem oczywiście obrzydliwie charyzmatyczny Lamb, ciekawym zabiegiem są też oderwane od rzeczywistości "refleksje" Ho.
Trochę gorzej wypada fabuła. Jestem w stanie wybaczyć kilka zbiegów okoliczności i mało zaskakujące zwroty akcji (bo są bardzo logiczne), ale już nie brak bardziej zajmującego pomysłu na zakończenie tej odsłony. Herron próbuje co prawda podbić stawkę, niestety, wątek jednej postaci z ekipy naszych szpiegów wypada tu szalenie pretekstowo.
Nadal ubolewam, że od czasów "Prawdziwych tygrysów" nie pojawiają się już audiobooki, interpretacja rewelacyjnego Krzysztofa Gosztyły wzbogacała odbiór dwóch pierwszych tomów. Nie jest to może cykl mojego życia, ani nawet moja ulubiona jak dotąd jego odsłona, cenię jednak sposób, w jaki autor unika serwowania nam powtórki z rozrywki i jak z tomu na tom rozwija swój warsztat. Po "Londyńskie zasady" sięgnę pewnie niedługo.
W "Ulicy szpiegów" Mick Herron kontunuuje formułę obraną na samym początku serii. Jest to tom mniej sensacyjny od "Prawdziwych tygrysów", ale też bardziej dynamiczny od rozkręcających się powoli "Martwych lwów".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWreszcie nie myliły mi się postaci. Autor co prawda nie rozwija zbytnio bohaterów powiązanych ze Slough House, na szczęście kilka zręcznie podanych szczegółów...
No dojechałem do 79 strony, naprawdę starałem się. Może ja jestem niecierpliwy ale w końcu poległem. Może wrócę na emeryturze to jakoś łatwiej się wkręcę. Na razie basta
No dojechałem do 79 strony, naprawdę starałem się. Może ja jestem niecierpliwy ale w końcu poległem. Może wrócę na emeryturze to jakoś łatwiej się wkręcę. Na razie basta
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNadal trzyma poziom, plus kilka zwrotów akcji, polecam.
Nadal trzyma poziom, plus kilka zwrotów akcji, polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacja.
Zgodnie z twierdzeniem Hitchcocka, zaczęło się od zafundowania czytelnikowi zawału serca, a potem było tylko lepiej :)
Zdecydowanie polecam!
Rewelacja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZgodnie z twierdzeniem Hitchcocka, zaczęło się od zafundowania czytelnikowi zawału serca, a potem było tylko lepiej :)
Zdecydowanie polecam!
Czy to miała być parodia?
Napisana bogato, aż do przeładowania, problemami jakby trochę z sufitu...
Czy to miała być parodia?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisana bogato, aż do przeładowania, problemami jakby trochę z sufitu...
Ładnie napisana, przyjemnie się czyta.
Ładnie napisana, przyjemnie się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo niesamowita i wciągająca część.
Powrót do Kulawych Koni i ich szefa mogę zaliczyć do badzzo udanych. W tej części nie tylko odkrywamy tajemnice stare jak dziadek Rivera Cartwrighta, ale również przeszłość samego Rivera. Nad którymi nigdy się nie zastanawiałam. A ta część pokazuje że może powinnam.
Sama seria jest ogromnym powiewem świeżości w kategorii kryminał/sensacja/thriller. Bo jednak na pozór zwykle zagadki, to jednak żadna inna ksiazka nie ma Jacksona Lamba. Który jest irytujący jak nie wiem co, ale po przerwie można przyznać, że brakowało takiego bohatera. Znacie powiedzenie "słodko-pierdzący"? Lamb jest tylko tym drugim (dosłownie).
Bardzo niesamowita i wciągająca część.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowrót do Kulawych Koni i ich szefa mogę zaliczyć do badzzo udanych. W tej części nie tylko odkrywamy tajemnice stare jak dziadek Rivera Cartwrighta, ale również przeszłość samego Rivera. Nad którymi nigdy się nie zastanawiałam. A ta część pokazuje że może powinnam.
Sama seria jest ogromnym powiewem świeżości w kategorii...
Kolejna dobra książka cyklu. Autor potrafi ciekawie prowadzić akcję, stwarzać napięcie, mieszając zarówno cięty humor , jak i tragedię. Minus za pomysł, że MI5 ponownie rozwiązuje problemy, które samo stwarza. Czy to jakaś polityczna poprawność,że wszyscy są fajni i nikt nie zagraża bezpieczeństwu UK? Wniosek - zlikwidować MI5, a Zjednoczone Królestwo będzie bezpieczniejsze ?!
Kolejna dobra książka cyklu. Autor potrafi ciekawie prowadzić akcję, stwarzać napięcie, mieszając zarówno cięty humor , jak i tragedię. Minus za pomysł, że MI5 ponownie rozwiązuje problemy, które samo stwarza. Czy to jakaś polityczna poprawność,że wszyscy są fajni i nikt nie zagraża bezpieczeństwu UK? Wniosek - zlikwidować MI5, a Zjednoczone Królestwo będzie bezpieczniejsze ?!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię powieści Micka Herrona, które są antytezą tych wszystkich zabójczych dżentelmenów w styju Jamesa Bonda czy Jasona Bourne'a. Lubię je za nietuzinkowych bohaterów, anty-szpiegów, bezpretensjonalność i wartką akcję, ale, głównie, za rewelacyjne dialogi i humor, który niezmiennie mnie bawi.
Ot, chociażby dialog wewnętrzny Roddy'ego, jednego z nieudaczników, erotomanów - marzycieli: "...musiał trzymać Louisę na dystans. Było jasne że wpadł jej w oko; trochę to żenujące ale tak właśnie było. Nie żeby była zupełnie beznadziejna. We właściwym świetle rzucała całkiem ładny cień, ale była stara, po trzydziestce, a kiedy kobiety wkraczają w ten wiek, pojawia się w nich jakiś rodzaj desperacji. Wystarczy na chwilę okazać słabość a zaraz będą wybierać firanki i proponować spędzenie spokojnego wieczoru w domu. Ale nie tak gra w tę grę Roderick Ho. A więc sayonara, laseczki. Będąc z natury taktownym, przekazał jej jakoś, nie musząc tego wyraźnie artykułować, że Roddy jest poza jej zasięgiem; że klejnoty Roddy’ego nie są jej pisane. I trzeba jej przyznać, że jakoś się z tym pogodziła, nie robiąc z całej sprawy zbyt wielkiego halo - z wyjątkiem rzucanych od czasu do czasu tęsknych spojrzeń. W innych okolicznościach, pomyślał, nie byłoby w tym nic złego - przelecieć raz na jakiś czas samotną kobietę to przecież akt miłosierdzia - ale regularne dymanko z Roddym nie wchodziło w grę, a okrucieństwem byłoby rozbudzić w niej nadzieję.”
Lubię powieści Micka Herrona, które są antytezą tych wszystkich zabójczych dżentelmenów w styju Jamesa Bonda czy Jasona Bourne'a. Lubię je za nietuzinkowych bohaterów, anty-szpiegów, bezpretensjonalność i wartką akcję, ale, głównie, za rewelacyjne dialogi i humor, który niezmiennie mnie bawi.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOt, chociażby dialog wewnętrzny Roddy'ego, jednego z nieudaczników, erotomanów -...
Z przyjemnością zatopiłem się w kolejną pozycję z serii "Slough House" Micka Herrona. Tym razem główny bohater musi stanąć twarzą w twarz z blaknącą legendą dzieciństwa. Umysł jego dziadka nieuchronnie pogrąża się w ciemności. Jak sobie poradzić nie tylko ze starością ale i tajemnicami, które nagle mogą wypłynąć na powierzchnię umysłu jak bąbelki powietrza w mętnej rzece?
Nieodmiennie pociąga mnie atmosfera budowana przez autora oraz obraz Londynu jako organizmu, na którym odbijają się opisywane wydarzenia napędzane mechanizmami rządzącymi światem szpiegów. Może tym razem pomysł nie był tak ciekawy jak w poprzednich tomach, ale książka się broni dzięki stylowi i narracji.
Z przyjemnością zatopiłem się w kolejną pozycję z serii "Slough House" Micka Herrona. Tym razem główny bohater musi stanąć twarzą w twarz z blaknącą legendą dzieciństwa. Umysł jego dziadka nieuchronnie pogrąża się w ciemności. Jak sobie poradzić nie tylko ze starością ale i tajemnicami, które nagle mogą wypłynąć na powierzchnię umysłu jak bąbelki powietrza w mętnej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom 4 - coraz mniej lambizmu (lambistości? lambowatości?) za to intryga klasy C czyli coraz dalej od rzeczywistości, a przewidywalna w swojej nieprzewidywalności. W następnej już albo kosmici, albo reptilianie...
Tom 4 - coraz mniej lambizmu (lambistości? lambowatości?) za to intryga klasy C czyli coraz dalej od rzeczywistości, a przewidywalna w swojej nieprzewidywalności. W następnej już albo kosmici, albo reptilianie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to