Gdyby ta książka skończyła się po pierwszym akcie, byłaby 8/10. Fabuła nie dowozi, to co krzyczy do człowieka z okładki, czyli szermierka, od aktu drugiego schodzi na trzeci plan. Ja się spodziewałem, że pod koniec Janna chociaż będzie się pojedynkować z jakimś nazistą czy coś w tym stylu, a ostatecznie nie dostałem niczego w tym rodzaju. Nie uważam, żeby romans w tej książce był jakimś wielkim problemem sam w sobie, raczej w ten sposób, że strąca z podium to co zdawało się być w pierwszym akcie najważniejsze, czyli szermierkę i klimat zmian politycznych po dojściu Hitlera do władzy. Ten aspekt książki właśnie został tu bardzo ciekawie przedstawiony, z perspektywy spokojnej wsi i zwyczajnych ludzi, którzy dopiero wyrabiają sobie swoje opinie. To, plus faktycznie dobra proza i wiele zapadających w pamięć metafor, sprawia, że daję tej książce 6/10 a nie 4/10.
Gdyby ta książka skończyła się po pierwszym akcie, byłaby 8/10. Fabuła nie dowozi, to co krzyczy do człowieka z okładki, czyli szermierka, od aktu drugiego schodzi na trzeci plan. Ja się spodziewałem, że pod koniec Janna chociaż będzie się pojedynkować z jakimś nazistą czy coś w tym stylu, a ostatecznie nie dostałem niczego w tym rodzaju. Nie uważam, żeby romans w tej...
To głównie powieść formacyjna, o dorośnięciu młodej dziewczyny w dość krótkim czasie w 1936 roku.
Holenderska dziewczyna Janna, przyjeżdża na nauki do Niemca Egona, dawnego podopiecznego/przyjaciela? jej ojca. W drugiej warstwie to powieść o tym, czy wojenne rany mogą się zabliźnić. Egon został ciężko ranny na początku I wojny światowej. Rany fizyczne to jedno, ale czy psychikę można uratować? W tle mamy oczywiście także coraz bardziej podnoszący łeb nazizm, ale na razie jeszcze tylko trochę zarysowany, jeszcze w miarę daleki.
Polecam!
To głównie powieść formacyjna, o dorośnięciu młodej dziewczyny w dość krótkim czasie w 1936 roku.
Holenderska dziewczyna Janna, przyjeżdża na nauki do Niemca Egona, dawnego podopiecznego/przyjaciela? jej ojca. W drugiej warstwie to powieść o tym, czy wojenne rany mogą się zabliźnić. Egon został ciężko ranny na początku I wojny światowej. Rany fizyczne to jedno, ale czy...
Czytaliście kiedyś coś tak kiepskiego, że aż kiepskiego? Jeśli macie ochotę, to mogę Wam polecić "Holenderską dziewczynę". Opis z okładki nie pozostawia miejsca na domysły: wiadomo, że trzymamy w dłoni romans historyczny, z wyświechtanym jak spodnie chłopa małorolnego motywem romansu młodej dziewczyny ze starszym facetem. On jest tajemniczy i uosabia trop "tall, dark and handsome", ona jest śliczna, chociaż nie zależy jej na wyglądzie, bo jest inna niż wszystkie dziewczyny™ i jej prawdziwą pasją jest szermierka. Bo nie jest jak inne dziewczyny, rozumiecie, jest ponad konwencjonalnie pojmowana kobiecość i zamiast sukienek woli strój do walki, a zamiast zakochać się w jednym z przystojnych nastolatków, uparcie fascynuje się podstarzałym huzarem z nieprzerobioną traumą wojenną i mroczną blizną na szlachetnym obliczu.
Przez pierwsze kilka stron widać potencjał na całkiem przyjemny romans historyczny, ale po pierwszym rozdziale trzeba porzucić próżne nadzieje. Za dużo tutaj bezsensownych, prowadzących donikąd wątków i nachalnego wrzucania elementów wielkiej historii, by się to przyjemnie czytało. Fanki (i fani) fragmentów o wybuchach dzikiego pożądania również nie będą usatysfakcjonowani - między głównymi bohaterami nie ma żadnej namiętności ani porozmienia, nie potrafią się zupełnie dogadać w prozaicznym sprawach. Wielka tajemnica tajemnicą nie jest, a jedyna ciekawa postać i jej refleksja o kobietach podczas I wojny światowej przedstawiona jest jako ględzenie oszalałej zazdrością, amoralnej intrygantki. Postaci poboczne są zarysowane o wiele ciekawej niż głowni bohaterowie - chociażby vampowata kochanka mrocznego huzara czy służący w dworze: politykujący mąż i żona, która stara się temperować brunatne zapędy małżonka, zadowolić wszystko dookoła i przetrwać w zmieniającej się rzeczywistości.
Oceniam na 2/10 i pół paczki gwoździ.
Czytaliście kiedyś coś tak kiepskiego, że aż kiepskiego? Jeśli macie ochotę, to mogę Wam polecić "Holenderską dziewczynę". Opis z okładki nie pozostawia miejsca na domysły: wiadomo, że trzymamy w dłoni romans historyczny, z wyświechtanym jak spodnie chłopa małorolnego motywem romansu młodej dziewczyny ze starszym facetem. On jest tajemniczy i uosabia trop "tall, dark...
HOLENDERSKA DZIEWCZYNA
"Subtelna opowieść o bliznach zostawiona przez wojnę"
Dziś zachęcam Was do poznania historii Janny, młodej kobiety której przyszło zderzyć się z hitlerowską rzeczywistością.
Nastolatka wkracza w świat dorosłych z niepewną przyszłością.
Miłość💗, sport🤺, codzienne dylematy oraz to co najbardziej fascynuje w tej 📖 tajemnice.
Doskonale pokazany obraz zmieniającej się młodej damy.
P. S. Czytanie cudzych listów nie służy niczym dobrym😁
Bardzo DZIĘKUJĘ
@wydawnictworelacja za wspaniałą, pełną przemyśleń lekturę i miło niespodziankę o której na pewno wspomnę w najbliższym czasie 🙂
HOLENDERSKA DZIEWCZYNA
"Subtelna opowieść o bliznach zostawiona przez wojnę"
Dziś zachęcam Was do poznania historii Janny, młodej kobiety której przyszło zderzyć się z hitlerowską rzeczywistością.
Nastolatka wkracza w świat dorosłych z niepewną przyszłością.
Miłość💗, sport🤺, codzienne dylematy oraz to co najbardziej fascynuje w tej 📖 tajemnice.
Doskonale pokazany obraz...
Czy Janna na pewno była dziewicą?
Czy nie za bardzo rozbrykane i przyklejone są do siebie bliźniaki?
Czy oni muszą bez przerwy jeść, albo żarcie szykować?
Listy – jako kolejny wątek? Może wystarczyłby jeden, dwa? I krócej.
Za mało grozy nazizmu.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, była w niej jakaś ulotność, nawet pomyślałem, że w takiej dziewczynie mógłbym się zakochać. Ale potem zdecydowanie musiałbym się odkochać.
Czy Janna na pewno była dziewicą?
Czy nie za bardzo rozbrykane i przyklejone są do siebie bliźniaki?
Czy oni muszą bez przerwy jeść, albo żarcie szykować?
Listy – jako kolejny wątek? Może wystarczyłby jeden, dwa? I krócej.
Za mało grozy nazizmu.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, była w niej jakaś ulotność, nawet pomyślałem, że w takiej dziewczynie mógłbym się...
"Holenderska dziewczyna" - w czym tkwi jej fenomen?
Młoda Holenderka pasjonuje się szermierką, w związku z tym z inicjatywy swego ojca lekarza trafia do niejakiego arystokraty o imieniu Egon, żeby móc nabrać większej wprawy w sztuce fechtunku. Z czasem okazuje się, że wybór takiego, a nie innego mistrza do kształcenia córki w tej trudnej sztuce nie był przypadkowy. Egona i ojca Janny łączy wspólna powojenna przeszłość. Dziewczyna początkowo podchodzi z dużym dystansem do swego nauczyciela i pewną dozą odrazy. Jego widoczne na twarzy blizny wywołują u Janny uczucie wstrętu. Egon jako nauczyciel jest bardzo konkretny, wymagający i nieznoszący sprzeciwu. Ceni sobie ludzi, którzy mierzą bardzo wysoko i mają swoje ambicje. Dzięki temu Janna szybko ulega fascynacji osobą Egona i choć ma on wiele rzeczy do ukrycia i jest bardzo skryty oddaje mu swoją niewinność. Historia Janny to nie tylko opowieść o miłości, nieposkromionych żądzach i tajemnicy, poznanie której żadnemu z bohaterów powieści nie przynosi oczyszczenia. "Holenderska dziewczyna" to także opowieść o bardzo konkretnym momencie dziejowym. Obserwujemy w niej przemiany jakie zachodzą w państwie niemieckim niejako w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej. To czas pełen napięć, niepewności oraz niepokoju o nadchodzące jutro.
Tytuł ten, jak na książkę nagrodzoną, w moim odczuciu jest bardzo mierny. Owszem jest to powieść napisana w bardzo literacki sposób, który niewątpliwie zwraca uwagę czytelnika, ale pod względem fabularnym raczej słabszy. Portrety bohaterów niedopracowane, intrygi brak, a także jest tu dostrzegalny chaos w prezentacji poszczególnych wątków. Mnóstwo w niej wtrętów bez znaczenia, które na domiar złego irytują swoją obecnością. Główni bohaterowie bez kompletnych zahamować, rozwiąźli i nie wiem czy w grę może tutaj wchodzić sformułowanie, że są oni pełni dylematów moralnych... Dla mnie to twór o bardzo dziwnym charakterze. Taki obyczaj z zupełnie niedopracowanym tłem historycznym, który na dodatek nie doczekał się konkretnego zakończenia i już. W sumie cóż, strata czasu. Jej fenomen dla mnie wprost niepojęty. Nie polecam.
"Holenderska dziewczyna" - w czym tkwi jej fenomen?
Młoda Holenderka pasjonuje się szermierką, w związku z tym z inicjatywy swego ojca lekarza trafia do niejakiego arystokraty o imieniu Egon, żeby móc nabrać większej wprawy w sztuce fechtunku. Z czasem okazuje się, że wybór takiego, a nie innego mistrza do kształcenia córki w tej trudnej sztuce nie był przypadkowy. Egona i...
Po tej książce spodziewałam się o wiele więcej, stąd tylko pięć gwiazdek. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób autorka oddała atmosferę zagrożenia i niepewności lat trzydziestych. Na tym tle rozwija się pierwsza fascynacja miłosna i erotyczna młodej dziewczyny - do swojego nauczyciela szermierki, człowieka , który nigdy nie uporał się z traumą pierwszej wojny światowej.
Po tej książce spodziewałam się o wiele więcej, stąd tylko pięć gwiazdek. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób autorka oddała atmosferę zagrożenia i niepewności lat trzydziestych. Na tym tle rozwija się pierwsza fascynacja miłosna i erotyczna młodej dziewczyny - do swojego nauczyciela szermierki, człowieka , który nigdy nie uporał się z traumą pierwszej wojny...
Na plus - tło schyłku epoki i zmian cywilizacyjnych w Niemczech, w przeddzień drugiej wojny światowej i atmosfera zbliżającej się katastrofy; Ekscentryczny arystokrata, który kultywuje sztukę szermierki i marzy o odkryciu tajemnicy nietykalności na polu bitwy, naprzeciw podporządkowanym ideologii i wierzącym w porządek i dyscyplinę prostaczkom.
Na minus - fabuła. Dziewczyna jest, mam wrażenie, tylko po to, aby przechodzić od jednej sceny do drugiej i lepiej zrozumieć innych, ciekawszych bohaterów. To co ona sama wyczynia raczej kupy się nie trzyma i generalnie donikąd nie prowadzi. Wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością a jawa ze snem, tak że chwilami nie wiadomo, co się dzieje - czasem aż trąci grafomanią (ewentualnie jest to tak głębokie, że aż nie ogarniam).
Książka z cyklu można, ale po co.
Na plus - tło schyłku epoki i zmian cywilizacyjnych w Niemczech, w przeddzień drugiej wojny światowej i atmosfera zbliżającej się katastrofy; Ekscentryczny arystokrata, który kultywuje sztukę szermierki i marzy o odkryciu tajemnicy nietykalności na polu bitwy, naprzeciw podporządkowanym ideologii i wierzącym w porządek i dyscyplinę prostaczkom.
Spora reklama wydawcy sprawiła, że bez zbytniego wahania sięgnąłem po te pozycję. Niestety, nie była to lektura, jaką chciałoby się powtórzyć, tym bardziej zapamiętać. Owszem, napisana bez zarzutu pod względem warsztatu pisarskiego, ale niewiele poza tym. Momentami robiło się ciekawie, lecz chwilę później wiało nudą i przydługimi opisami nie wiadomo czego dotyczącymi. Krótko mówiąc - dla wytrwałych.
Spora reklama wydawcy sprawiła, że bez zbytniego wahania sięgnąłem po te pozycję. Niestety, nie była to lektura, jaką chciałoby się powtórzyć, tym bardziej zapamiętać. Owszem, napisana bez zarzutu pod względem warsztatu pisarskiego, ale niewiele poza tym. Momentami robiło się ciekawie, lecz chwilę później wiało nudą i przydługimi opisami nie wiadomo czego dotyczącymi....
Narastająca atmosfera nazizmu w Niemczech ukazana w oparach miłości i nauki fechtunku. Plus dwuznacznościa podszyta rywalizacja dwóch dawnych znajomych.
Narastająca atmosfera nazizmu w Niemczech ukazana w oparach miłości i nauki fechtunku. Plus dwuznacznościa podszyta rywalizacja dwóch dawnych znajomych.
Zachęcona opisem na okładce sięgnęłam po "Holenderską dziewczynę" i dziś z ulgą przeczytałam ostatnią stronę. Rozumiem, że nagroda Unii Europejskiej przyznana autorce świadczy o wysokim poziomie tego utworu, ale ja go nie potrafię dostrzec. Owszem, doceniam piękny język i misternie dopracowane zdania, które tworzą duszną i gęstą od emocji atmosferę, ale gdybym miała odpowiedzieć na pytanie o temat tej książki, to chyba miałabym problem.
Fabuła jest i jej nie ma. Oto młoda Holenderka Janna zostaje wysłana przez ojca do Niemiec do jego dawnego przyjaciela arystokraty Egona, aby pod jego okiem doskonalić się w fechtunku. Jest to mężczyzna nękany powojenną traumą i fizycznie oszpecony, co ma związek z ojcem dziewczyny. Oczywiście próbuje ona odkryć tajemnicę, jednocześnie przeżywając pierwszą erotyczną fascynację. W zamku Egona przebywają też dwaj synowie jego kochanki Julii- bliźniacy. To chłopcy w wieku przejściowym między dzieciństwem a męskością- raz bawią się dręczeniem świniaka, by za chwilę rywalizować o względy Janny. Wszyscy bohaterowie tej książki są jacyś niejednoznaczni- służąca i jej mąż, którzy niby są lojalni i wdzięczni za możliwość pracy, ale drzemią w nich rewolucyjne zapędy, Julia, która wydaje się być rozwiązła, ale marzy o miłości i sama Janna, która czuje do swego gospodarza jednocześnie obrzydzenie i czułość.
W powieści widać także świat w momencie rozłamu. Jeszcze żywe są w Niemczech stare tradycje i zasady, ale brutalna rzeczywistość już puka do drzwi zamku Egona. Naziści, którzy już doszli do władzy poczynają sobie coraz śmielej. Arystokrata próbuje odpychać od siebie prawdę o zmieniającym się świecie, ale on wpycha się do jego życia i każe mu się ze sobą zmierzyć. Egon musi pożegnać swojego znajomego uciekającego do Francji przed antysemickimi prześladowaniami, jego dom odwiedza i demoluje gromada młodych faszystów, a ogrodnik coraz śmielej wypowiada swoje poglądy.
Pobyt na zamku Egona jest dla bohaterki doświadczeniem inicjacyjnym. Jej błogie dzieciństwo zostaje brutalnie przerwane, a ona sama dowiaduje się wiele o świecie dorosłych, do którego zmuszona jest wejść. Wyjedzie zupełnie odmieniona.
Czytając "Holenderską dziewczynę" bardzo trudno było mi skupić się na wydarzeniach- miałam wrażenie chaosu, poszarpania fabuły i braku konsekwencji w kreowaniu bohaterów. Nie udało mi się w pełni zrozumieć, na czym polegała wina ojca Janny, która spowodowała oddalenie od siebie współtowarzyszy broni.
Wydaje mi się, że autorka chciała zbyt wiele treści upchnąć w niewielkich rozmiarów utworze i stąd to wrażenie nieuporządkowania.
Językowo wysmakowana powieść, ale tylko dla cierpliwych.
Zachęcona opisem na okładce sięgnęłam po "Holenderską dziewczynę" i dziś z ulgą przeczytałam ostatnią stronę. Rozumiem, że nagroda Unii Europejskiej przyznana autorce świadczy o wysokim poziomie tego utworu, ale ja go nie potrafię dostrzec. Owszem, doceniam piękny język i misternie dopracowane zdania, które tworzą duszną i gęstą od emocji atmosferę, ale gdybym miała...
"Holenderska dziewczyna" nie jest z pewnością książką lekką, nadającą się do przeczytania w jeden wieczór. Przedstawia losy z jakimi mierzyli się nie tylko główni bohaterowie, lecz również ludzie żyjący w tamtejszych czasach. Wojna odcisnęła po sobie ślady, jednakże nie tylko fizyczne. Wyczuwalna jest tutaj złowroga atmosfera, rustykalny, gotycki klimat i przebrzmiały szyk dawnych, lepszych czasów.
"Wystarczy ustawić naprzeciw siebie dwa lustra, a będą odbijały siebie nawzajem. Coraz mniejsze i mniej wyraźne, lecz jedno nie zniknie sprzed drugiego. Tak samo jest z pewnymi wspomnieniami. Nie potrafią uciec od pierwszego wrażenia, z którym powiązane jest to straszne wspomnienie".
Od samego początku autorka posługuje się wysublimowanym językiem, co dodaje powieści wyjątkowości. Jednak można odnieść wrażenie, iż z czasem pojawia się tutaj zbyt wiele opisów wydarzeń, nowych wątków, a także postaci, niestety nie wnoszących zbyt wiele wartości do dalszego przebiegu akcji. Niemniej jednak warto wyrobić sobie o niej własne zdanie.
"Holenderska dziewczyna" nie jest z pewnością książką lekką, nadającą się do przeczytania w jeden wieczór. Przedstawia losy z jakimi mierzyli się nie tylko główni bohaterowie, lecz również ludzie żyjący w tamtejszych czasach. Wojna odcisnęła po sobie ślady, jednakże nie tylko fizyczne. Wyczuwalna jest tutaj złowroga atmosfera, rustykalny, gotycki klimat i przebrzmiały szyk...
Ładny język nie wystarczy, jeśli nie wyraża niczego ciekawego. I tak właśnie jest z tą powieścią. O czym to w ogóle jest? Niby o szermierce, ale tak naprawdę o dorastaniu młodej dziewczyny, czy o wojennej traumie jej mistrza? Pomieszanie z poplątaniem, mnóstwo słów, z których niewiele wynika, a na pewno nie wyłania się z nich żadna ciekawa historia. Nie lubię, kiedy w powieści znajdują się fragmenty kompletnie nic nie wnoszące, np. długie wspomnienia snów, czy jakieś niepotrzebne dygresje. A tu takich rzeczy jest mnóstwo. O okropnosściach I wojny światowej czytałam już dużo lepsze książki, to samo o narastającejj atmosferze przed kolejną wojną. Bohaterowie tej książki są bardzo niestarannie nakreśleni, trudno ich polubić, czy wykrzesać w stosunku do nich w ogóle jakieś emocje. Finał jest niezrozumiały. A wszystko razem okropnie nudne.
Ładny język nie wystarczy, jeśli nie wyraża niczego ciekawego. I tak właśnie jest z tą powieścią. O czym to w ogóle jest? Niby o szermierce, ale tak naprawdę o dorastaniu młodej dziewczyny, czy o wojennej traumie jej mistrza? Pomieszanie z poplątaniem, mnóstwo słów, z których niewiele wynika, a na pewno nie wyłania się z nich żadna ciekawa historia. Nie lubię, kiedy w...
powieść historyczna? ni to powieść, ni to historyczna. Kilka luźnych wtrętów nie czyni jeszcze, że książka jest historyczną, a jednowątkowość wyklucza ją z grona powieści. Postaci mdłe, bez wyrazu. Główna bohaterka z cyklu "niemych" i hmm, mało lotnych. Nic z tej książki nie wynika.
powieść historyczna? ni to powieść, ni to historyczna. Kilka luźnych wtrętów nie czyni jeszcze, że książka jest historyczną, a jednowątkowość wyklucza ją z grona powieści. Postaci mdłe, bez wyrazu. Główna bohaterka z cyklu "niemych" i hmm, mało lotnych. Nic z tej książki nie wynika.
Trochę mi zajęło zanim napisałam tę recenzję, bo... nie wiedziałam jakie emocje wywołała we mnie książka.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa @wydawnictworelacja miałam możliwość przeczytania "Holenderskiej dziewczyny".
Jakie zrobiła na mnie wrażenie? Mieszane...
Ale od początku.. Główna bohaterka to młoda dziewczyna, której pasją jest szermierka. Trafia ona pod skrzydła starszego arystokraty Egona, który ma być jej nauczycielem. Historia szybkiego dorastania z cieniem Pierwszej Wojny Światowej i perspektywą nadchodzącej kolejnej wojny to przepis na sukces literacki... a przynajmniej teoretycznie.
Tyyyyle wątków, tyle informacji i emocji znalazło sie w tej książce, że odniosłam wrażenie, iż autorka została przez nie przygnieciona. Główna bohaterka, Janna, zrobiła na mnie wrażenie bardzo naiwnej dziewczyny. Mimo to wzbudziła moją sympatię i ciekawość, ale uważam, że jej pokłady emocji mogły zostać lepiej opisane.
Tło historyczne, tak bogate i dynamiczne, też zostało potraktowane po łebkach.
Ogólnie uważam, że jest tu za dużo wszystkiego przez co książka zgubiła swoją głębię i potencjał. Czasem mniej znaczy lepiej... i w mojej opinii właśnie tu taka zasada powonna być zastosowana.
Książkę czyta się dość dobrze, ale nie wciągnęła mnie znacząco. Przyznam, że pominęłam kilka stron. W przeciwnym razie całość wylądowała by na półce i musiała trochę odczekać na swoją kolej 😒
Trochę mi zajęło zanim napisałam tę recenzję, bo... nie wiedziałam jakie emocje wywołała we mnie książka.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa @wydawnictworelacja miałam możliwość przeczytania "Holenderskiej dziewczyny".
Jakie zrobiła na mnie wrażenie? Mieszane...
Ale od początku.. Główna bohaterka to młoda dziewczyna, której pasją jest szermierka. Trafia ona pod skrzydła...
Czytanie "Holenderskiej dziewczyny" przypominało borowanie zębów bez znieczulenia. Bolesne i wykańczające. Ów ból nie brał się bynajmniej z obcowania z czymś pięknym, wręcz przeciwnie. Powieść jest okropnie, wręcz paraliżująco nudna, tak dalece wyprana z jakichkolwiek emocji, że można popaść w stupor.
O czym jest "Holenderska dziewczyna"? Zastrzelcie mnie, ale nie mam pojęcia. Myślałam, zastanawiałam się, jednak do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszłam. Najogólniej to jest to mętny wywód o traumie pierwszej wojny światowej, rodzącej się fascynacji Hitlerem i erotycznych przeżyciach infantylnej nastolatki, której rzeczywistość myli się z mrzonkami o byciu seksualną boginią. Nie wiem, co autorka chciała przekazać tą powieścią, gdzie tu jakaś ukryta mądrość, co tu jest odkrywczego czy choćby wyjątkowego? Nawet piękny język nie robi wrażenia kiedy wszystko tonie w natłoku absurdalnych zdarzeń, dziwacznych bohaterów, przeskoków w czasie i całkowitej dezorientacji czytelnika.
Z niesamowitą ulgą dobrnęłam do końca i nie sądzę bym chciała jeszcze kiedyś mieć do czynienia z twórczością Marente de Moor. To nie dla mnie.
Czytanie "Holenderskiej dziewczyny" przypominało borowanie zębów bez znieczulenia. Bolesne i wykańczające. Ów ból nie brał się bynajmniej z obcowania z czymś pięknym, wręcz przeciwnie. Powieść jest okropnie, wręcz paraliżująco nudna, tak dalece wyprana z jakichkolwiek emocji, że można popaść w stupor.
O czym jest "Holenderska dziewczyna"? Zastrzelcie mnie, ale nie mam...
Mam wrażenie, że liczba nagród literackich, które można zdobyć w tym czy innym kraju, lekko zdewaluowała ich znaczenie. Kilka z nich wciąż budzi emocje (niewątpliwie Literacka Nagroda Nobla), wiele wywołuje delikatne zainteresowanie, ale sporo brzmi obco. Coraz częściej wydaje mi się, że im bardziej skomplikowana historia, tym większe prawdopodobieństwo przyznania takiej czy innej nagrody, której symbolem będzie można w przyszłości ozdobić okładkę kolejnego wydania. Zdarza się, że zastanawiam się wtedy, czy to ja czegoś nie zrozumiałam, czy jury miało mocno wysublimowane poczucie tego, co dobre. Nie staję z nimi w szranki, nie mam szans. A jednak nie wszystko to, co kapituła nagradza, jestem w stanie docenić.
„Holenderska dziewczyna” Marente de Moor stała się dla mnie wyzwaniem. Nagrodzona AKO Literature Prize oraz Nagrodą Literacką Unii Europejskiej z założenia miała być powieścią na kilka wieczorów, lekkostrawną i przyjemną, choć ważną i ukazującą wojnę z zupełnie innego punktu widzenia. Okazała się wymagającą i zbyt abstrakcyjną powieścią.
Gdy osiemnastoletnia Janna zostaje wysłana przez ojca do znajomego nauczyciela szermierki Egona von Böttichera, nie spodziewa się tego, co zadzieje się w jej życiu w najbliższym czasie. Powiem więcej – żaden czytelnik się nie spodziewa. Podczas pobytu w domu tajemniczego i absolutnie nieprzewidywalnego arystokraty z młodej dziewczyny wkraczającej w dorosłość przemienia się w infantylną, ale jednak kobietę pełną żądzy oraz pragnącej miłości i bycia ta jedyną. Obserwująca swojego nauczyciela najpierw z bezpiecznej odległości Janna, stara się zrozumieć jego postępowanie i doszukać w nim sensu. Nie jest łatwo – również dla czytelnika. Skracając dystans niczym prawdziwy szermierz atakujący przeciwnika, odkrywa tajemnice mężczyzny, jednocześnie rozumiejąc coraz więcej (choć czasami miałam wrażenie, że to tylko złudzenie). Jej emocjonalnemu dojrzewaniu towarzyszy polityka, która jest głównym tematem rozmów gości przybywających do posiadłości von Böttichera. Gości dziwnych, wielbiących Hitlera, totalnie zapatrzonych w obietnice, którymi ten mamił ludzi.
Tym, co niewątpliwie przyciąga do „Holenderskiej dziewczyny” jest piękny język, którym posługuje się autorka. Ta powieść jest gęsta od zdań pełnych znaczenia. Jednak to, co pierwotnie zachwyca, z czasem staje się męczące. Liczba wątków i postaci, często niewiele wnoszących do „akcji” książki, powoduje znużenie. Cudzysłów nie jest tutaj przypadkowy, bowiem książka de Moor jest do bólu statyczna. To nie jest tak, że w niej nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, dzieje się tyle, że trudno nadążyć. Trudno jest również powiązać wątki, polubić bohaterów i choć na chwilę przystanąć. Ta książka jest duszna od chęci powiedzenia wielu rzeczy przy jednoczesnym ograniczeniu się do minimum. I wierzę, że dla Holendrów może być to ważna lektura, bo pewnie w poszczególnych scenach znajdą więcej sensu. Dla mnie ta lektura była spotkaniem z piękną prozą zaburzoną przez sposób prowadzenia narracji.
Naprawdę trudno ocenić mi „Holenderską dziewczynę”. Mogłaby to być naprawdę wspaniała, poruszająca i emocjonująca powieść, ale zjadł ją trochę wymuszony mrok rzucony na całą fabułę oraz bohaterowie, którzy okazali się irytujący i w zasadzie w wielu przypadkach niepotrzebni. Dlatego też ocenę zostawiam Wam – czytelnikom, którzy zdecydują się na lekturę tej książki.
Mam wrażenie, że liczba nagród literackich, które można zdobyć w tym czy innym kraju, lekko zdewaluowała ich znaczenie. Kilka z nich wciąż budzi emocje (niewątpliwie Literacka Nagroda Nobla), wiele wywołuje delikatne zainteresowanie, ale sporo brzmi obco. Coraz częściej wydaje mi się, że im bardziej skomplikowana historia, tym większe prawdopodobieństwo przyznania takiej...
Po "Dwadzieścia jeden uderzeń serca" i "Najeźdźcach" wydawnictwo proponuje kolejną pozycję, która może poszczycić się wieloma nagrodami oraz wyróżnieniami.
I to potwierdza, że ilu odbiorców w postaci czytelników oraz krytyków, którzy z namaszczeniem wertują kolejne pozycje literackie tyle wrażeń i zdań o książce. "Holenderska dziewczyna" nie należy do książek, które trafią w gusta łaknących relaksu czytelników. To książka i wymagająca, bogata w doskonałe dobrane słownictwo, ale nie można nie wspomnieć o minusach.
Na początku nieco z fabuły: tytułowa bohaterka zakochana w szermierce po jednym z pojedynków, gdzie zwyciężyła jej rówieśnica pragnie rozwijać się w tym sporcie. Po namowie ojca Janna zamieszkuje w posiadłości arystokraty, który ma doskonalić dziewczynę w sztuce szermierki. Perturbacje, jakich doświadcza Holenderka przypominają nieco wątki z "Tajemniczego ogrodu", "Lolity", ubarwione są gwałtownym wkroczeniem w dorosłość, a to wszystko przeplata się z wspomnieniami z okresu pierwszej wojny światowej, gdy na horyzoncie pojawia się widmo kolejnej. Ściera się tutaj komunistyczny socjalizm, nazizm, pan kontra służba; ściera się beztroski czas dzieciństwa z krytyczną dorosłością, a nawet znajduje się miejsce dla wojennego pola walki i zaburzeń psychicznych, do jakich może doprowadzić żołnierzy kocioł wojenny. Sporo tego, chyba nawet ciut za dużo.
Akcja pozbawiona jest szybkiego tempa. Dochodzenie do perfekcji w upragnionej sztuce walki, relacje mistrz-uczennica, sielanka na dworze - to wszystko nieśpiesznie toczy się w swoim, monotonnym tempie. Mnogość wydarzeń pozbawiona jest głębszego tła - wątków jest sporo, ale są one pozbawione silniejszych emocji. Zaś osoba samej bohaterki klaruje się jako nieco naiwna, zagubiona, niepozbawiona fantazji i mrzonek dziewczyna. Nawiązanie do pierwszej wojny światowej jest skromne, ubogie i pozbawione potencjału, który ewidentnie został niewykorzystany. A szkoda, bo zamiast trosk, dylematów i historii, która kończy się zasadniczo bez żadnej puenty można było stworzyć dobrą międzywojenna powieść.
Biorąc pod uwagę liczne nagrody można podejrzewać, że skupiono się w głównej mierze na pięknym języku, którym dość płynnie autorka włada. Stąd wniosek inny niż dotychczas: pomysł niestety kiepski, wykonanie poprawne i nietuzinkowe.
Po "Dwadzieścia jeden uderzeń serca" i "Najeźdźcach" wydawnictwo proponuje kolejną pozycję, która może poszczycić się wieloma nagrodami oraz wyróżnieniami.
I to potwierdza, że ilu odbiorców w postaci czytelników oraz krytyków, którzy z namaszczeniem wertują kolejne pozycje literackie tyle wrażeń i zdań o książce. "Holenderska dziewczyna" nie należy do książek, które trafią...
Sporych rozmiarów posiadłość Raeren w Akwizgranie, do której prowadzi zardzewiała brama i kasztanowa aleja. To tutaj trafia Janna - młoda holenderka, która ma trenować szermierkę pod okiem Egona von Böttichera, dawnego znajomego jej ojca. Jest rok 1936 roku, Hitler coraz bardziej panoszy się w Europie, świat jeszcze nie wie, że stoi u progu wojny.
„- (…) Na słabe źrebaki nie ma co tracić czasu. Musimy być równie okrutni, jak natura, inaczej czeka nas śmierć. Wiesz, kto to powiedział? (..) - Führer. Państwo nie powinno być organizacją gospodarczą, tylko żywym, narodowym organizmem, który utrzymuje swój własny rodzaj porządku.”
Powieść Marente de Moor aż kipi od emocji i hormonów dorastającej młodzieży. Bo w „Holenderskiej dziewczynie” Jannie towarzyszyć będą w treningach bracia bliźniacy (Friedrich i Siegbert). To w Raeren odkryją smak pierwszych pocałunków i dotyku rozgrzanej latem skóry.
Choć młodzież większość czasu spędza na treningach w powietrzu wisi złowroga atmosfera. Właściciel posiadłości i trener - Egon - sprawia wrażenie aroganckiego i lekko zdystansowanego. Jako Maître rządzi twardą ręką, wprowadzając sztywny harmonogram dnia. Janna jako dobrze zapowiadająca się florecistką jest też czynnym świadkiem historii. Szermierka jest jednak ważniejsza, ważniejsze są tajemnicze listy splatające losy jej ojca z Egonem, w końcu ważniejsze jest odkrywanie własnej kobiecości. Bliźniacy to osoby o narcystycznych tendencjach, w których relacjach dominuje pierwiastek erotyczności. Ich matka ceni dobre jedzenie, aromatyczne wino, żyje przeszłością. Służba Raeren, która niby z oddaniem zajmuje się tą dziwną posiadłością, niby jest wierna Egonowi, ale w gruncie rzeczy staje pierwsza w szeregu do rewolucyjnych akcji.
„Że floret nie jest po to, by kogoś zabijać. Że to tylko taka broń ćwiczebna, sportowy wynalazek, nigdy nieużywany na polu bitwy. Że klinga się wygina, by uniemożliwić śmiertelne pchnięcia, że nie obcina się nim kończyn, polem trafienia może być tylko tułów, a swoja nazwę zawdzięcza tępej końcówce, która przypomina pak kwiatu.”
Co wyróżnia „Holenderską dziewczynę” to kształtne zdania i bogaty język. To jedna z tych powieści, przy której nie wskazany jest pośpiech, a delektowanie się każdym słowem. Dużym plusem jest fakt, że przedstawia rzeczywistość z holenderskiej perspektywy. Książka to opowieść o dojrzewaniu i miłości, obraz niespokojnej atmosfery, czyhające za rogiem zmiany w historii, Marente de Moor ujmuje czas pełen niepewności i napięcia. Czytelnik ma łatwiej, bo wie co się stało i jak wydarzenia po wrześniu 1939 roku wpłynęły na świat. Janna i bliżniacy tego nie wiedzą, dlatego z pasją trenują i biorą udział w pojedynkach. Nie wie tego też Egon, dlatego beztrosko brodzi w skąpanej letnim deszczem trawie, poluje na jelenie i konno przemierza należące do posiadłości pola.
Na „Holenderską dziewczynę” był pomysł. Jednak finalnie zabrakło głębi w powieści. Zabrakło jakiejś puenty. Historia zgubiła się w monotonii narracji Janny. Dziewczyna jest młoda i naiwna, co w miarę zrozumiałe. Jednak wszystko czego dotyka i czym się zajmuje jest jakby… pozbawione kolorów. Rozwikłanie zagadki dotyczącej przeżyć jej ojca i Egona zajmuje jej większość czasu, niby ją to pochłania, ale w praktyce całość sprowadza się do czytania ukrytych listów i miętoszenia wyblakłego zdjęcia. Nie docieka, nie analizuje, nie konfrontuje. Końcowe odkrycie jest wstrząsające tylko dla niej, dla czytelnika jest jakie jest. Dominuje wrażenie, że ogrom wiadomości zostało zlekceważonych, potraktowanych za lekko i błaho. Nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam książkę, ot taki mało znaczący finał.
Jakby zabrakło kartek, jakby zabrakło pomysłu.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Sporych rozmiarów posiadłość Raeren w Akwizgranie, do której prowadzi zardzewiała brama i kasztanowa aleja. To tutaj trafia Janna - młoda holenderka, która ma trenować szermierkę pod okiem Egona von Böttichera, dawnego znajomego jej ojca. Jest rok 1936 roku, Hitler coraz bardziej panoszy się w Europie, świat jeszcze nie wie, że stoi u progu wojny.
"Ale wy, doktorzy, nic z tego nie rozumiecie. Wszystko musi się zawsze idealnie zagoic, zupełnie jakby doświadczenie było bez znaczenia. Jakby życie nie miało prawa pozostawić na człowieku żadnych śladów. Dzisiaj są nawet doktorzy, którzy potrafią oczyścić człowieka nawet z ran psychicznych. Zabieracie się do pracy jak zapamiętałe gospodynie domowe: czy w środku, czy na zewnątrz - nic nie ujdzie waszej żądzy porządkowania."
Niemcy, rok 1936. Naziści dochodzą do władzy. Janna, młoda Holenderka, zostaje wysłana przez ojca do rozgoryczonego arystokraty Egona von Bottichera, który ma ją trenować w szermierce. To mężczyzna dręczony wojenną przeszłością, w która również zamieszany jest ojciec Janny. Złowroga atmosfera, moralne dylematy, szalone namiętności, wszystko to ujęte w pięknie wyrzeźbione zdania. Książka to opowieść o miłości jak i utracie niewinności, obraz niespokojnej atmosfery zmian w historii, pełen niepewności i napięcia poprzedzającego II wojnę światową. Powiem szczerze, że książka bardzo mi się spodobała. Od pierwszych stron wciąga, czyta się ją bardzo szybko. Bohaterowie, a w szczególności arogancki, nieco zdystansowany, ale i przez to bardzo tajemniczy arystokrata Egon robią bardzo dobre wrażenie i idealnie wpasowuja się w całość. Podkreśliłam sobie kilka bardzo ciekawych i wnikliwych cytatów (jeden z nich na początku recenzji), których jest naprawdę dużo - piękny i oryginalny język tekstu. Historia, jakiej nie słyszałam nigdy wcześniej, napisana w bardzo ciekawy sposób. Książka naprawdę daje do myślenia. Nie jest to pozycja, którą się pochłania. Myślę, że należy się nią delektować, kartka po kartce, zdanie po zdaniu, by nie przegapić istotnych prawd i przesłań, które za sobą niesie. Jest to bardzo wartościowa lektura mimo, iż może po opisie wydaje się może lekka, łatwa i przyjemna. To taka książka, którą prawdopodobnie można przeczytać kilka razy, a każdy kolejny raz będzie niczym ten pierwszy. Naprawdę polecam Wam zapoznać się z treścią tej książki. W mój gust czytelniczy wpasowała się idealnie.
"Ale wy, doktorzy, nic z tego nie rozumiecie. Wszystko musi się zawsze idealnie zagoic, zupełnie jakby doświadczenie było bez znaczenia. Jakby życie nie miało prawa pozostawić na człowieku żadnych śladów. Dzisiaj są nawet doktorzy, którzy potrafią oczyścić człowieka nawet z ran psychicznych. Zabieracie się do pracy jak zapamiętałe gospodynie domowe: czy w środku, czy na...
Janna, córka lekarza, wyjeżdża trenować szermierkę do dawnego znajomego ojca, Egona von Böttichera, do Akwizgranu. Dzięki wyjazdowi ma polepszyć swoje umiejętności, ojciec chce także by dziewczyna przekazała arystokracie listy. Pobyt w najgorszym wypadku ma być nudny, tak przynajmniej sądzi Janna.
Tyle że do Niemiec wyjeżdża w 1936 roku. Kraj buzuje od napięcia, dwie sprzeczne siły ze sobą walczą, a jedna – faszystowska umacnia się z każdym dniem. Pozory normalności zakłócają dobiegające do posiadłości informacje o polityce III Rzeszy, kolejne zarządzenia czy ograniczenia. Miejsce będące ostoją tradycji, rządzone przez zgorzkniałego arystokratę zmaga się z niespokojnymi zmianami zapowiadającymi wojnę.
„Holenderska dziewczyna” Marente de Moor zdobyła Nagrodę Literacką Unii Europejskiej i AKO Literature Prize, a w Holandii okazała się sukcesem wydawniczym. Została także doceniona poza Europą, zbierając świetne recenzje – Kirkus Reviews porównało ją choćby do powieści sióstr Brontë: „Wichrowych wzgórz” czy „Dziwnych losów Jane Eyre”. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie zmienia to faktu, że można mieć co najmniej mieszane uczucia względem „Holenderskiej dziewczyny”.
Z pewnością ciekawym pomysłem było umieszczenie akcji w ponurej, podupadłej posiadłości, z dala od ludzi. Dzięki temu choć Janna styka się z zapowiedziami II Wojny Światowej, choć styka się z rządami Hitlera, to dzieje się to mimochodem, na drugim planie, w rozmowach dorosłych. Wypada to naturalniej, szczególnie że nastolatka nie przyjechała do Niemiec, by stać się czynnym świadkiem historii. Dla Janny ważniejsza jest szermierka, ważniejsza jest tajemnica splatająca losy jej ojca z Egonem, ważniejsze w końcu jest odkrywanie swojej kobiecości i efektu, jaki wywołuje wokół.
Jednak w historię, jaką tworzy tu de Moor, wpisane zostało zbyt wiele bezbarwnych postaci. Owszem, przez karty powieści przewijają się kolejni, dziwni ludzie, jakby nieprzynależący do rzeczywistości, z której pochodzi Janna. Są bliźniacy o narcystycznych tendencjach, z których relacji wybrzmiewa pierwiastek erotyczności, jest ich matka, zdrajczyni, która została zdradzona, jest służba, która niby się tą potworną posiadłością zajmuje, niby jest wierna, ale w których buzują rewolucyjne zapędy. Są więc dziwni, ale bez żadnego uzasadnienia, tak po prostu zgodnie z wolą autorki, która postanowiła zgromadzić pod jednym dachem jak najwięcej ludzi, których charakterystyka brzmiałaby specyficznie. Wszyscy oni gubią się pod monotonią powieści, pod dość specyficzną narracją prowadzoną z punktu widzenia Janny, która owszem przywołuje dziwne zachowania otoczenia, ale w sposób najbardziej nieciekawy.
Problemem jest więc sama narracja powieści. Janna jest naiwna – i jasne, taka mogłaby być, jest wszak wchodzącą w świat nastolatką, ale odbija się to na wydźwięku wszystkich zdarzeń. Wszystko jest blade, Janna nie kwestionuje niczego – ani mistrza, który ją wykorzystuje, ani obecności w domu innych ludzi, ani kolejnych wydarzeń w domu. Niby próbuje rozwikłać zagadkę dotyczącą przeżyć jej ojca i Egona, niby ją to pochłania, ale tak naprawdę całość sprowadza się do czytania listów i oglądania zdjęć – nie rozmyśla, o tym, co oznaczają nowe informacje, nie konfrontuje ich z niczym. Końcowe odkrycie jest wstrząsające tylko dlatego że Janna sama tak je nazywa – ale żadne miejsce w powieści tego nie sugeruje, nie wpływa ono także na finał. Po prostu jest. Tak jak i sama książka.
„Holenderska dziewczyna” to powieść o ciekawym koncepcie, który jednak gdzieś po drodze staje się dla autorki raczej przeszkodą, aniżeli pomocą. Czy warta jest uwagi? Jak na powieść historyczną, można było wymagać od niej więcej. Jeśli czymś może przyciągnąć, to perspektywą – rzadko się bowiem zdarza, by była ona holenderska. Lecz poza tym może rozczarować.
Opinia także na: https://natemat.pl/blogi/recenzjeksiazek/314993,holenderska-dziewczyna?_ga=2.61152812.1456847071.1594839293-187466110.1589736957
Janna, córka lekarza, wyjeżdża trenować szermierkę do dawnego znajomego ojca, Egona von Böttichera, do Akwizgranu. Dzięki wyjazdowi ma polepszyć swoje umiejętności, ojciec chce także by dziewczyna przekazała arystokracie listy. Pobyt w najgorszym wypadku ma być nudny, tak przynajmniej sądzi Janna.
Tyle że do Niemiec wyjeżdża w 1936 roku. Kraj buzuje od napięcia, dwie...
Zastanawiałam się jak ugryźć tę historię wplątaną w życie międzywojenne. Opowiada ona o losach Janna, która ma doskonalić swe zdolności szermiercze u starego przyjaciela jej ojca. On jest trudnych doświadczeń więźniem. A jego wyrachowanie i zachowanie wobec dziewczynki rzuca w nią wiele z tłumionych od lat w nim uczuć. Dziewczyna ma w sobie gotowość do odkrycia tajemnic chama i egoisty. Nie spodziewa się jednak, że cena prawdy może ją wiele kosztować. Pokłosie I Wojny Światowej odczuwa tu się każdą komórką ciała. Nie inaczej jest z wybuchającą jak gejzer głupią namiętnością.
Na próżno tu szukać wartkiej akcji. Bohaterowie nie licząc Egona (przyjaciela ojca Jane) są właściwie bezbarwni. Irytowało mnie również podejście wkraczającej w dorosłość kobiety, jej naiwność. Zdecydowanie jest to jedna z lektur której trzeba poświęcić czas pomimo jej dość krótkiej objętości. Nie brak tu i momentów powodujących złość czy takich które nużą. Jeśli miałabym tutaj znaleźć coś pozytywnego, stanowiłyby to opisy związane z I Wojną Światową i bogactwo języka tu ferowanego. Zakończenie psuje odbiór całości. Ciągle miałam z tyłu głowy przeświadczenie, że jest tutaj ogrom wiadomości zlekceważonych, potraktowanych ze zbyt dużą lekkością. Skoro już mowa o wojnach i bliznach które zostawiają po sobie, to wypadałoby temat w przypadku II Wojny Światowej pociągnąć dalej , a miejsca na to zabrakło. Oczywiście motyw walki jest tutaj przewodnikiem. Niestety, sama opowieść jest naiwna i przewidywalna. Od powieści historycznej wymagam więcej.
Zastanawiałam się jak ugryźć tę historię wplątaną w życie międzywojenne. Opowiada ona o losach Janna, która ma doskonalić swe zdolności szermiercze u starego przyjaciela jej ojca. On jest trudnych doświadczeń więźniem. A jego wyrachowanie i zachowanie wobec dziewczynki rzuca w nią wiele z tłumionych od lat w nim uczuć. Dziewczyna ma w sobie gotowość do odkrycia tajemnic...
Niemcy, 1936 rok, osiemnastoletnia Jane zostaje wysłana przez swojego ojca do jego przyjaciela jeszcze z czasów I wojny światowej Egona von Böttichera, do jego posiadłości w Akwizgranie. Ten ma doskonalić ją w szermierce. Jana to bardzo spokojna i grzeczna dziewczyna, panienka z dobrego domu. Jej miłością i pasją jest szermierka, marzy o sportowej karierze. Trafia do von Böttichera, człowieka bardzo specyficznego, mocno okaleczonego fizycznie i psychicznie przez przeżycia z I wojny światowej. Jest on osobą ponurą, rozgoryczoną, przy tym wyrachowaną, gruboskórną i bardzo wymagającą w stosunku do Jane. Głęboko ukryte przeżycia i tajemnice z jego przeszłości mają związek z ojcem Jane. Dziewczyna będzie próbowała odkryć spowite mrokiem sekrety. Czy ten pewny siebie, antypatyczny człowiek wykorzysta naiwność i niewinność Jane?
Akcja powieści toczy się swoim rytmem, niczego nie przyspiesza, jest bardzo wyważona i emocjonalna. Fabuła ukazuje trudne relacje naszych bohaterów, a tło stanowi przejmujący obraz historyczny i społeczne nastroje związane z nazizmem, nieuchronne widmo wojny. Niepodważalnym atutem powieści jest język, jakim posługuje się autorka. Bardzo piękny, lekki, przejmujący. Początkowa beztroska i jakby wyciszenie, są bardzo pozorne. Napięcie wzrasta wraz z przerzucanymi kartkami, nieustannie miałam wrażenie, że zaraz coś złego się wydarzy dało się.
Głęboko ukryte tajemnice, czy w końcu ujrzą światło dzienne? Samotność, silne zderzenie starości z pełną energii i wewnętrznego wigoru młodością. Trudne dylematy moralne, ciężki gotycki klimat. Pasja i miłość do szermierki. Pierwsza miłość, pierwsze porywy namiętności, dorosłość. Dzika, nienasycona namiętność. Trudne, złowrogie czasy. Powieść pozytywnie mnie zaskoczyła, delektowałam się nią. Nie jest to lektura lekka, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
http://tatiaszaaleksiej.pl/?p=3025
„W naturze człowiek nigdy nie jest samotny”.
Niemcy, 1936 rok, osiemnastoletnia Jane zostaje wysłana przez swojego ojca do jego przyjaciela jeszcze z czasów I wojny światowej Egona von Böttichera, do jego posiadłości w Akwizgranie. Ten ma doskonalić ją w szermierce. Jana to bardzo spokojna i grzeczna dziewczyna, panienka z dobrego domu. Jej miłością i pasją jest...
Janna ze spokojnej holenderskiej rzeczywistości trafia do Niemiec 1936 roku, gdy naziści doszli do władzy. Ojciec wysyła ją do starego przyjaciela, Egona von Böttichera, by ten uczył ją szermierki. Robi to w dobrej wierze, chcąc zakopać stare spory i pomóc córce w spełnieniu marzenia o zostaniu najlepszą szermierką. Przebieg jej wyjazdu oraz jego priorytety szybko ulegają jednak zmianie, gdy dziewczyna zakochuje się w swoim sporo starszym nauczycielu.
Cenię sobie lektury, które zmuszają do myślenia. Przy których chwila nieuwagi może sprawić, że umknie nam coś istotnego. Takie, dla których musimy wygospodarować czas nie tylko na czytanie, ale również na przemyślenia, których mamy pełną głowę. „Holenderska dziewczyna” okazała się być właśnie taką powieścią. Pełna napięcia atmosfera, mroczny klimat, zbrukana niewinność i moralność, o której można dyskutować godzinami. To opowieść o bliznach, które pozostały w ludziach, którym przyszło żyć w czasach pochłoniętych przez wojnę (wojnę, którą nazywano ostateczną, choć wkrótce miało nadejść coś znacznie gorszego). Opowieść o zderzeniu starych poglądów i nowych idei. O zakazanej, brudnej miłości, która nie przynosi niczego dobrego. O sytuacji politycznej Niemiec w okresie dzisiaj nazywanym dwudziestoleciem międzywojennym, która stanowi jedynie tło. Pozornie niewinne tło ledwie dostrzegane przez nastolatkę, która odkrywa szarości świata. Która zbyt lekkomyślnie porzuca swoją niewinność – fizyczną oraz psychiczną – czego później żałuje.
A wszystko to dostajemy opisane pięknym stylem autorki, który oczarowuje czytelnika od pierwszych stron.
Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Janna, która wychodzi spod bezpiecznych skrzydeł rodziców, by brutalnie zetknąć się z rzeczywistością. W nowym miejscu czuje się początkowo samotna i zagubiona, ale jej serce wypełnia miłość do szermierki. Gdy jednak wdziera się do niego Egon, jej poprzednia miłość przestaje mieć znaczenie. Dziewczyna całą swoją energię i uwagę poświęca jego osobie, chcąc odkryć, co kryje się w jego głowie. Co zaszło między nim i jej ojcem, czemu jest tak nieprzyjemny w obyciu, skąd wzięły się jego blizny... Egon stanowi postać wyrazistą, acz na tyle tajemniczą, że nawet do samego końca nie udaje nam się go całkowicie poznać. Wiemy, że mężczyzna walczył podczas pierwszej wojny światowej, na której poniósł ogromne rany fizyczne oraz psychiczne. Trauma odcisnęła na nim swoje piętno i go ukształtowała. Patrzymy na niego przez pryzmat uczuć zakochanej nastolatki i nie chcemy spojrzeć na niego inaczej w obawie, że okaże się być jedynie cieniem wojny.
Autorka powoli kreśli nam jego osobę, ale nie pozwala nam w pełni go poznać. Pokazuje nam realia tamtych lat i stopniowo zmieniające się nastroje polityczne, ale nie na tym się skupia. Bawi się dorastającą dziewczyną, która zbiera nowe doświadczenia, ale jednocześnie pozwala sobie na kilka niedopowiedzeń i niejasności. Daje nam wszystko i nic jednocześnie.
Po skończeniu książki czuję wiele, ale zupełnie nie potrafię nazwać uczuć, które mnie opanowały. Czuję się pełna, ale nie wiem, co mnie wypełnia. To przedziwny stan, ale bardzo miły dla mojego serca. Równie miły jak ta lektura.
„Holenderska dziewczyna” nie jest powieścią łatwą. Czyta się ją powoli i równie powoli tonie się w świecie kreowanym przez autorkę. Nim zdążymy się zorientować, nasze płuca już wypełnione są wodą i toniemy, przed czym nie ma już ratunku. Jest to lektura, która zostaje w człowieku i nie chce opuścić jego serca pomimo mijających dni. Czytelnik dzięki niej biegnie za tak wieloma myślami, że może nawet nie udać mu się złapać żadnej z nich. To taka książka, którą prawdopodobnie można przeczytać kilka razy, a każdy raz będzie niczym pierwszy. W mój gust czytelniczy wpasowała się idealnie.
Janna ze spokojnej holenderskiej rzeczywistości trafia do Niemiec 1936 roku, gdy naziści doszli do władzy. Ojciec wysyła ją do starego przyjaciela, Egona von Böttichera, by ten uczył ją szermierki. Robi to w dobrej wierze, chcąc zakopać stare spory i pomóc córce w spełnieniu marzenia o zostaniu najlepszą szermierką. Przebieg jej wyjazdu oraz jego priorytety szybko ulegają...
To bardzo mroczna i gęsta od emocji powieść, której motywem przewodnim jest walka, początkowo tylko sportowa, czysta idealnie elegancka jak choćby szermierka.
Tylko, że broń sportowa to przecież także broń. I to w jakimś sensie jest w tej książce bardzo ważne.
Opowieść zaczyna się dość niewinnie.
Pogranicze holendersko niemieckie i dziwne czasy.
W sercach i w pamięci dudnią jeszcze echa ostatniej wojny, tej pierwszej, światowej. Bohaterowie jeszcze nie nadali jej „numeru”, nie wiedzą, że nadchodzi kolejna, choć wszystko się gmatwa i kotłuje.
W posiadłości barona Egona przyjaciela ojca i mistrza fechtunku, do którego na nauki wysłał ją ojciec, główna bohaterka czuje się jak w szklanej bańce, i bezpieczna i zarazem bardzo nie na swoim miejscu, odrzucona, niechciana, odizolowana, a dookoła Niemcy lat trzydziestych. Narodowy socjalizm wdziera się do świadomości i pochłania kolejne dziedziny życia, jest 1936 rok Hitler już umocnił swoją władzę i wszystko zaczyna się przewartościowywać.
Wszyscy czują nadchodzącą śmierć, jest obecna we wszystkim, w listach, tych wysłanych i tych niewysłanych, które doskonale choć w specyficzny sposób opowiadają o tym co się zdarzyło i co jeszcze może się zdarzyć.
Wojna, która skończyła się tak niedawno pokazała niebywale okrutne oblicze.
I zmieniła wszystko. Nikt nie był na nią przygotowany, postrzega się ją jako cywilizacyjny koniec człowieka i człowieczeństwa.
W posiadłości barona wciąż jednak panują pozory spokoju i bezpieczeństwa, oraz dość szczególnej bliskości, a nawet intymności, która łączy mistrza i uczennicę.
Ale i tam nie jest łatwo.
Samotność, zdrada, niezgoda na świat, wszystko to wpływa na relacje wewnątrz szklanej bańki posiadłości Egona, do której poprzez dziwnych gości przenika świat zewnętrzny naznaczony już swastykami i „nowym”.
Wszystko tu jest tymczasowe, dziwne, nieuchwytne. Sam baron także.
I z jednej strony jest walka jako sport z całym pięknem i idealistycznym do niej podejściem z drugiej wojna i „prawdziwi mężczyźni”, wojownicy, którzy nie kryją się za metalowym pancerzem.
To bardzo mroczna i gęsta od emocji powieść, której motywem przewodnim jest walka, początkowo tylko sportowa, czysta idealnie elegancka jak choćby szermierka.
Tylko, że broń sportowa to przecież także broń. I to w jakimś sensie jest w tej książce bardzo ważne.
Holenderska dziewczyna miała wczoraj swoją premierę!
Zdecydowanie nie należy do łatwej literatury. Sposób w jaki jest napisana idealnie komponuje się z latami, w których toczy się akcja.
Fabuła książki bardzo mnie wciągnęła, gdyż dotyczyła zupełnie innej tematyki, niż ta którą czytam zazwyczaj. Joanna młoda Holenderka zostaje wysłana przez swojego ojca do arystokraty Egona von Bottichera. Wymieniony arystokrata, ma bowiem udzielać dziewczynie nauki w szermierce. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, z tego iż interesy jej ojca oraz jej trenera krzyżowały się że sobą, stąd ich znajomość. Z czasem prócz trenowania, dziewczyna zaczyna zaznawać miłości, zrzucając tym samym swój cień niewinności... Co z tego wyjdzie?
Jak już wspomniałam wcześniej Holenderska dziewczyna nie jest łatwą literaturą. Przede wszystkim styl pisania autorki, był dla mnie trudny w pokonaniu. Wykreowane postaci zostały prawidłowo osadzone w przedstawianych zdarzeniach, jednak czasem wydawało mi się jakby ich reakcje były nieco przesadzone lub nieadekwatne do wieku w którym toczyła się akcja. Niewątpliwie głównym tematem była szermierka i bardzo podobało mi się to że autorka nie odeszła od założonego tematu książki. Odniosłam wrażenie jakby początek książki był skrupulatnie zaplanowany i przemyślany, natomiast ostatnia część książki była jakby napisana w pośpiechu. Bardzo zaskoczyły mnie opisy oraz uczucia towarzyszące bohaterce podczas porzucania jej niewinności, troszkę nieadekwatne do wieku bohaterki oraz do lat w których toczyła się akcja. Książka przejawiała przeze mnie wiele emocji począwszy od radości kończąc na zaskoczeniu. Jest to całkowicie inny styl pisania do którego przywykłam, mimo wszystko podobał mi się ponieważ wymagał wytężenia umysłu.
Holenderska dziewczyna miała wczoraj swoją premierę!
Zdecydowanie nie należy do łatwej literatury. Sposób w jaki jest napisana idealnie komponuje się z latami, w których toczy się akcja.
Fabuła książki bardzo mnie wciągnęła, gdyż dotyczyła zupełnie innej tematyki, niż ta którą czytam zazwyczaj. Joanna młoda Holenderka zostaje wysłana przez swojego ojca do arystokraty Egona...
1936 rok. Holenderka Janna zostaje wysłana przez swojego ojca do Niemca Egona, którego poznał z trakcie I wojny światowej. Ma u niego uczyć się szermierki. Zakochała się w tym sporcie po obejrzeniu igrzysk olimpijskich. Egon jest człowiekiem fizycznie i psychicznie wykończonym po wojnie. Szczególnie boli go utrata swojego konia, nie wie co się z nim stało... Ojciec Janny i Niemiec pozostają w konflikcie, bohaterka pragnie dowiedzieć się dlaczego, a jednocześnie coraz bardziej zakochuje się w swoim mentorze.
Jednak jeśli przyciągnie was wzmianka o romansie to nie tej powieści szukacie. Cała książka jest w klimacie gotyckim. Posiadłość Egona wydaje się być nawiedzona, a tajemnice otaczają ją z każdej strony. Do tego dochodzi zbliżająca się wojna. Książka może przypominać atmosferą „Jane Eyre” albo „Wichrowe wzgórza”, ale jest jednocześnie całkiem inna. Nie jest też książką, którą się pochłania, tutaj można delektować się każdym zdaniem. Absolutnie wyjątkowa.
1936 rok. Holenderka Janna zostaje wysłana przez swojego ojca do Niemca Egona, którego poznał z trakcie I wojny światowej. Ma u niego uczyć się szermierki. Zakochała się w tym sporcie po obejrzeniu igrzysk olimpijskich. Egon jest człowiekiem fizycznie i psychicznie wykończonym po wojnie. Szczególnie boli go utrata swojego konia, nie wie co się z nim stało... Ojciec...
Gdyby ta książka skończyła się po pierwszym akcie, byłaby 8/10. Fabuła nie dowozi, to co krzyczy do człowieka z okładki, czyli szermierka, od aktu drugiego schodzi na trzeci plan. Ja się spodziewałem, że pod koniec Janna chociaż będzie się pojedynkować z jakimś nazistą czy coś w tym stylu, a ostatecznie nie dostałem niczego w tym rodzaju. Nie uważam, żeby romans w tej książce był jakimś wielkim problemem sam w sobie, raczej w ten sposób, że strąca z podium to co zdawało się być w pierwszym akcie najważniejsze, czyli szermierkę i klimat zmian politycznych po dojściu Hitlera do władzy. Ten aspekt książki właśnie został tu bardzo ciekawie przedstawiony, z perspektywy spokojnej wsi i zwyczajnych ludzi, którzy dopiero wyrabiają sobie swoje opinie. To, plus faktycznie dobra proza i wiele zapadających w pamięć metafor, sprawia, że daję tej książce 6/10 a nie 4/10.
Gdyby ta książka skończyła się po pierwszym akcie, byłaby 8/10. Fabuła nie dowozi, to co krzyczy do człowieka z okładki, czyli szermierka, od aktu drugiego schodzi na trzeci plan. Ja się spodziewałem, że pod koniec Janna chociaż będzie się pojedynkować z jakimś nazistą czy coś w tym stylu, a ostatecznie nie dostałem niczego w tym rodzaju. Nie uważam, żeby romans w tej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNuda straszna
Nuda straszna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo głównie powieść formacyjna, o dorośnięciu młodej dziewczyny w dość krótkim czasie w 1936 roku.
Holenderska dziewczyna Janna, przyjeżdża na nauki do Niemca Egona, dawnego podopiecznego/przyjaciela? jej ojca. W drugiej warstwie to powieść o tym, czy wojenne rany mogą się zabliźnić. Egon został ciężko ranny na początku I wojny światowej. Rany fizyczne to jedno, ale czy psychikę można uratować? W tle mamy oczywiście także coraz bardziej podnoszący łeb nazizm, ale na razie jeszcze tylko trochę zarysowany, jeszcze w miarę daleki.
Polecam!
To głównie powieść formacyjna, o dorośnięciu młodej dziewczyny w dość krótkim czasie w 1936 roku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHolenderska dziewczyna Janna, przyjeżdża na nauki do Niemca Egona, dawnego podopiecznego/przyjaciela? jej ojca. W drugiej warstwie to powieść o tym, czy wojenne rany mogą się zabliźnić. Egon został ciężko ranny na początku I wojny światowej. Rany fizyczne to jedno, ale czy...
Czytaliście kiedyś coś tak kiepskiego, że aż kiepskiego? Jeśli macie ochotę, to mogę Wam polecić "Holenderską dziewczynę". Opis z okładki nie pozostawia miejsca na domysły: wiadomo, że trzymamy w dłoni romans historyczny, z wyświechtanym jak spodnie chłopa małorolnego motywem romansu młodej dziewczyny ze starszym facetem. On jest tajemniczy i uosabia trop "tall, dark and handsome", ona jest śliczna, chociaż nie zależy jej na wyglądzie, bo jest inna niż wszystkie dziewczyny™ i jej prawdziwą pasją jest szermierka. Bo nie jest jak inne dziewczyny, rozumiecie, jest ponad konwencjonalnie pojmowana kobiecość i zamiast sukienek woli strój do walki, a zamiast zakochać się w jednym z przystojnych nastolatków, uparcie fascynuje się podstarzałym huzarem z nieprzerobioną traumą wojenną i mroczną blizną na szlachetnym obliczu.
Przez pierwsze kilka stron widać potencjał na całkiem przyjemny romans historyczny, ale po pierwszym rozdziale trzeba porzucić próżne nadzieje. Za dużo tutaj bezsensownych, prowadzących donikąd wątków i nachalnego wrzucania elementów wielkiej historii, by się to przyjemnie czytało. Fanki (i fani) fragmentów o wybuchach dzikiego pożądania również nie będą usatysfakcjonowani - między głównymi bohaterami nie ma żadnej namiętności ani porozmienia, nie potrafią się zupełnie dogadać w prozaicznym sprawach. Wielka tajemnica tajemnicą nie jest, a jedyna ciekawa postać i jej refleksja o kobietach podczas I wojny światowej przedstawiona jest jako ględzenie oszalałej zazdrością, amoralnej intrygantki. Postaci poboczne są zarysowane o wiele ciekawej niż głowni bohaterowie - chociażby vampowata kochanka mrocznego huzara czy służący w dworze: politykujący mąż i żona, która stara się temperować brunatne zapędy małżonka, zadowolić wszystko dookoła i przetrwać w zmieniającej się rzeczywistości.
Oceniam na 2/10 i pół paczki gwoździ.
Czytaliście kiedyś coś tak kiepskiego, że aż kiepskiego? Jeśli macie ochotę, to mogę Wam polecić "Holenderską dziewczynę". Opis z okładki nie pozostawia miejsca na domysły: wiadomo, że trzymamy w dłoni romans historyczny, z wyświechtanym jak spodnie chłopa małorolnego motywem romansu młodej dziewczyny ze starszym facetem. On jest tajemniczy i uosabia trop "tall, dark...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHOLENDERSKA DZIEWCZYNA
"Subtelna opowieść o bliznach zostawiona przez wojnę"
Dziś zachęcam Was do poznania historii Janny, młodej kobiety której przyszło zderzyć się z hitlerowską rzeczywistością.
Nastolatka wkracza w świat dorosłych z niepewną przyszłością.
Miłość💗, sport🤺, codzienne dylematy oraz to co najbardziej fascynuje w tej 📖 tajemnice.
Doskonale pokazany obraz zmieniającej się młodej damy.
P. S. Czytanie cudzych listów nie służy niczym dobrym😁
Bardzo DZIĘKUJĘ
@wydawnictworelacja za wspaniałą, pełną przemyśleń lekturę i miło niespodziankę o której na pewno wspomnę w najbliższym czasie 🙂
HOLENDERSKA DZIEWCZYNA
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Subtelna opowieść o bliznach zostawiona przez wojnę"
Dziś zachęcam Was do poznania historii Janny, młodej kobiety której przyszło zderzyć się z hitlerowską rzeczywistością.
Nastolatka wkracza w świat dorosłych z niepewną przyszłością.
Miłość💗, sport🤺, codzienne dylematy oraz to co najbardziej fascynuje w tej 📖 tajemnice.
Doskonale pokazany obraz...
Czy Janna na pewno była dziewicą?
Czy nie za bardzo rozbrykane i przyklejone są do siebie bliźniaki?
Czy oni muszą bez przerwy jeść, albo żarcie szykować?
Listy – jako kolejny wątek? Może wystarczyłby jeden, dwa? I krócej.
Za mało grozy nazizmu.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, była w niej jakaś ulotność, nawet pomyślałem, że w takiej dziewczynie mógłbym się zakochać. Ale potem zdecydowanie musiałbym się odkochać.
Czy Janna na pewno była dziewicą?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy nie za bardzo rozbrykane i przyklejone są do siebie bliźniaki?
Czy oni muszą bez przerwy jeść, albo żarcie szykować?
Listy – jako kolejny wątek? Może wystarczyłby jeden, dwa? I krócej.
Za mało grozy nazizmu.
Pierwsza część bardzo mi się podobała, była w niej jakaś ulotność, nawet pomyślałem, że w takiej dziewczynie mógłbym się...
"Holenderska dziewczyna" - w czym tkwi jej fenomen?
Młoda Holenderka pasjonuje się szermierką, w związku z tym z inicjatywy swego ojca lekarza trafia do niejakiego arystokraty o imieniu Egon, żeby móc nabrać większej wprawy w sztuce fechtunku. Z czasem okazuje się, że wybór takiego, a nie innego mistrza do kształcenia córki w tej trudnej sztuce nie był przypadkowy. Egona i ojca Janny łączy wspólna powojenna przeszłość. Dziewczyna początkowo podchodzi z dużym dystansem do swego nauczyciela i pewną dozą odrazy. Jego widoczne na twarzy blizny wywołują u Janny uczucie wstrętu. Egon jako nauczyciel jest bardzo konkretny, wymagający i nieznoszący sprzeciwu. Ceni sobie ludzi, którzy mierzą bardzo wysoko i mają swoje ambicje. Dzięki temu Janna szybko ulega fascynacji osobą Egona i choć ma on wiele rzeczy do ukrycia i jest bardzo skryty oddaje mu swoją niewinność. Historia Janny to nie tylko opowieść o miłości, nieposkromionych żądzach i tajemnicy, poznanie której żadnemu z bohaterów powieści nie przynosi oczyszczenia. "Holenderska dziewczyna" to także opowieść o bardzo konkretnym momencie dziejowym. Obserwujemy w niej przemiany jakie zachodzą w państwie niemieckim niejako w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej. To czas pełen napięć, niepewności oraz niepokoju o nadchodzące jutro.
Tytuł ten, jak na książkę nagrodzoną, w moim odczuciu jest bardzo mierny. Owszem jest to powieść napisana w bardzo literacki sposób, który niewątpliwie zwraca uwagę czytelnika, ale pod względem fabularnym raczej słabszy. Portrety bohaterów niedopracowane, intrygi brak, a także jest tu dostrzegalny chaos w prezentacji poszczególnych wątków. Mnóstwo w niej wtrętów bez znaczenia, które na domiar złego irytują swoją obecnością. Główni bohaterowie bez kompletnych zahamować, rozwiąźli i nie wiem czy w grę może tutaj wchodzić sformułowanie, że są oni pełni dylematów moralnych... Dla mnie to twór o bardzo dziwnym charakterze. Taki obyczaj z zupełnie niedopracowanym tłem historycznym, który na dodatek nie doczekał się konkretnego zakończenia i już. W sumie cóż, strata czasu. Jej fenomen dla mnie wprost niepojęty. Nie polecam.
"Holenderska dziewczyna" - w czym tkwi jej fenomen?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMłoda Holenderka pasjonuje się szermierką, w związku z tym z inicjatywy swego ojca lekarza trafia do niejakiego arystokraty o imieniu Egon, żeby móc nabrać większej wprawy w sztuce fechtunku. Z czasem okazuje się, że wybór takiego, a nie innego mistrza do kształcenia córki w tej trudnej sztuce nie był przypadkowy. Egona i...
Po tej książce spodziewałam się o wiele więcej, stąd tylko pięć gwiazdek. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób autorka oddała atmosferę zagrożenia i niepewności lat trzydziestych. Na tym tle rozwija się pierwsza fascynacja miłosna i erotyczna młodej dziewczyny - do swojego nauczyciela szermierki, człowieka , który nigdy nie uporał się z traumą pierwszej wojny światowej.
Po tej książce spodziewałam się o wiele więcej, stąd tylko pięć gwiazdek. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób autorka oddała atmosferę zagrożenia i niepewności lat trzydziestych. Na tym tle rozwija się pierwsza fascynacja miłosna i erotyczna młodej dziewczyny - do swojego nauczyciela szermierki, człowieka , który nigdy nie uporał się z traumą pierwszej wojny...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa plus - tło schyłku epoki i zmian cywilizacyjnych w Niemczech, w przeddzień drugiej wojny światowej i atmosfera zbliżającej się katastrofy; Ekscentryczny arystokrata, który kultywuje sztukę szermierki i marzy o odkryciu tajemnicy nietykalności na polu bitwy, naprzeciw podporządkowanym ideologii i wierzącym w porządek i dyscyplinę prostaczkom.
Na minus - fabuła. Dziewczyna jest, mam wrażenie, tylko po to, aby przechodzić od jednej sceny do drugiej i lepiej zrozumieć innych, ciekawszych bohaterów. To co ona sama wyczynia raczej kupy się nie trzyma i generalnie donikąd nie prowadzi. Wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością a jawa ze snem, tak że chwilami nie wiadomo, co się dzieje - czasem aż trąci grafomanią (ewentualnie jest to tak głębokie, że aż nie ogarniam).
Książka z cyklu można, ale po co.
Na plus - tło schyłku epoki i zmian cywilizacyjnych w Niemczech, w przeddzień drugiej wojny światowej i atmosfera zbliżającej się katastrofy; Ekscentryczny arystokrata, który kultywuje sztukę szermierki i marzy o odkryciu tajemnicy nietykalności na polu bitwy, naprzeciw podporządkowanym ideologii i wierzącym w porządek i dyscyplinę prostaczkom.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa minus - fabuła....
Przeciętna książka.
Przeciętna książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpora reklama wydawcy sprawiła, że bez zbytniego wahania sięgnąłem po te pozycję. Niestety, nie była to lektura, jaką chciałoby się powtórzyć, tym bardziej zapamiętać. Owszem, napisana bez zarzutu pod względem warsztatu pisarskiego, ale niewiele poza tym. Momentami robiło się ciekawie, lecz chwilę później wiało nudą i przydługimi opisami nie wiadomo czego dotyczącymi. Krótko mówiąc - dla wytrwałych.
Spora reklama wydawcy sprawiła, że bez zbytniego wahania sięgnąłem po te pozycję. Niestety, nie była to lektura, jaką chciałoby się powtórzyć, tym bardziej zapamiętać. Owszem, napisana bez zarzutu pod względem warsztatu pisarskiego, ale niewiele poza tym. Momentami robiło się ciekawie, lecz chwilę później wiało nudą i przydługimi opisami nie wiadomo czego dotyczącymi....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarastająca atmosfera nazizmu w Niemczech ukazana w oparach miłości i nauki fechtunku. Plus dwuznacznościa podszyta rywalizacja dwóch dawnych znajomych.
Narastająca atmosfera nazizmu w Niemczech ukazana w oparach miłości i nauki fechtunku. Plus dwuznacznościa podszyta rywalizacja dwóch dawnych znajomych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachęcona opisem na okładce sięgnęłam po "Holenderską dziewczynę" i dziś z ulgą przeczytałam ostatnią stronę. Rozumiem, że nagroda Unii Europejskiej przyznana autorce świadczy o wysokim poziomie tego utworu, ale ja go nie potrafię dostrzec. Owszem, doceniam piękny język i misternie dopracowane zdania, które tworzą duszną i gęstą od emocji atmosferę, ale gdybym miała odpowiedzieć na pytanie o temat tej książki, to chyba miałabym problem.
Fabuła jest i jej nie ma. Oto młoda Holenderka Janna zostaje wysłana przez ojca do Niemiec do jego dawnego przyjaciela arystokraty Egona, aby pod jego okiem doskonalić się w fechtunku. Jest to mężczyzna nękany powojenną traumą i fizycznie oszpecony, co ma związek z ojcem dziewczyny. Oczywiście próbuje ona odkryć tajemnicę, jednocześnie przeżywając pierwszą erotyczną fascynację. W zamku Egona przebywają też dwaj synowie jego kochanki Julii- bliźniacy. To chłopcy w wieku przejściowym między dzieciństwem a męskością- raz bawią się dręczeniem świniaka, by za chwilę rywalizować o względy Janny. Wszyscy bohaterowie tej książki są jacyś niejednoznaczni- służąca i jej mąż, którzy niby są lojalni i wdzięczni za możliwość pracy, ale drzemią w nich rewolucyjne zapędy, Julia, która wydaje się być rozwiązła, ale marzy o miłości i sama Janna, która czuje do swego gospodarza jednocześnie obrzydzenie i czułość.
W powieści widać także świat w momencie rozłamu. Jeszcze żywe są w Niemczech stare tradycje i zasady, ale brutalna rzeczywistość już puka do drzwi zamku Egona. Naziści, którzy już doszli do władzy poczynają sobie coraz śmielej. Arystokrata próbuje odpychać od siebie prawdę o zmieniającym się świecie, ale on wpycha się do jego życia i każe mu się ze sobą zmierzyć. Egon musi pożegnać swojego znajomego uciekającego do Francji przed antysemickimi prześladowaniami, jego dom odwiedza i demoluje gromada młodych faszystów, a ogrodnik coraz śmielej wypowiada swoje poglądy.
Pobyt na zamku Egona jest dla bohaterki doświadczeniem inicjacyjnym. Jej błogie dzieciństwo zostaje brutalnie przerwane, a ona sama dowiaduje się wiele o świecie dorosłych, do którego zmuszona jest wejść. Wyjedzie zupełnie odmieniona.
Czytając "Holenderską dziewczynę" bardzo trudno było mi skupić się na wydarzeniach- miałam wrażenie chaosu, poszarpania fabuły i braku konsekwencji w kreowaniu bohaterów. Nie udało mi się w pełni zrozumieć, na czym polegała wina ojca Janny, która spowodowała oddalenie od siebie współtowarzyszy broni.
Wydaje mi się, że autorka chciała zbyt wiele treści upchnąć w niewielkich rozmiarów utworze i stąd to wrażenie nieuporządkowania.
Językowo wysmakowana powieść, ale tylko dla cierpliwych.
Zachęcona opisem na okładce sięgnęłam po "Holenderską dziewczynę" i dziś z ulgą przeczytałam ostatnią stronę. Rozumiem, że nagroda Unii Europejskiej przyznana autorce świadczy o wysokim poziomie tego utworu, ale ja go nie potrafię dostrzec. Owszem, doceniam piękny język i misternie dopracowane zdania, które tworzą duszną i gęstą od emocji atmosferę, ale gdybym miała...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Holenderska dziewczyna" nie jest z pewnością książką lekką, nadającą się do przeczytania w jeden wieczór. Przedstawia losy z jakimi mierzyli się nie tylko główni bohaterowie, lecz również ludzie żyjący w tamtejszych czasach. Wojna odcisnęła po sobie ślady, jednakże nie tylko fizyczne. Wyczuwalna jest tutaj złowroga atmosfera, rustykalny, gotycki klimat i przebrzmiały szyk dawnych, lepszych czasów.
"Wystarczy ustawić naprzeciw siebie dwa lustra, a będą odbijały siebie nawzajem. Coraz mniejsze i mniej wyraźne, lecz jedno nie zniknie sprzed drugiego. Tak samo jest z pewnymi wspomnieniami. Nie potrafią uciec od pierwszego wrażenia, z którym powiązane jest to straszne wspomnienie".
Od samego początku autorka posługuje się wysublimowanym językiem, co dodaje powieści wyjątkowości. Jednak można odnieść wrażenie, iż z czasem pojawia się tutaj zbyt wiele opisów wydarzeń, nowych wątków, a także postaci, niestety nie wnoszących zbyt wiele wartości do dalszego przebiegu akcji. Niemniej jednak warto wyrobić sobie o niej własne zdanie.
"Holenderska dziewczyna" nie jest z pewnością książką lekką, nadającą się do przeczytania w jeden wieczór. Przedstawia losy z jakimi mierzyli się nie tylko główni bohaterowie, lecz również ludzie żyjący w tamtejszych czasach. Wojna odcisnęła po sobie ślady, jednakże nie tylko fizyczne. Wyczuwalna jest tutaj złowroga atmosfera, rustykalny, gotycki klimat i przebrzmiały szyk...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŁadny język nie wystarczy, jeśli nie wyraża niczego ciekawego. I tak właśnie jest z tą powieścią. O czym to w ogóle jest? Niby o szermierce, ale tak naprawdę o dorastaniu młodej dziewczyny, czy o wojennej traumie jej mistrza? Pomieszanie z poplątaniem, mnóstwo słów, z których niewiele wynika, a na pewno nie wyłania się z nich żadna ciekawa historia. Nie lubię, kiedy w powieści znajdują się fragmenty kompletnie nic nie wnoszące, np. długie wspomnienia snów, czy jakieś niepotrzebne dygresje. A tu takich rzeczy jest mnóstwo. O okropnosściach I wojny światowej czytałam już dużo lepsze książki, to samo o narastającejj atmosferze przed kolejną wojną. Bohaterowie tej książki są bardzo niestarannie nakreśleni, trudno ich polubić, czy wykrzesać w stosunku do nich w ogóle jakieś emocje. Finał jest niezrozumiały. A wszystko razem okropnie nudne.
Ładny język nie wystarczy, jeśli nie wyraża niczego ciekawego. I tak właśnie jest z tą powieścią. O czym to w ogóle jest? Niby o szermierce, ale tak naprawdę o dorastaniu młodej dziewczyny, czy o wojennej traumie jej mistrza? Pomieszanie z poplątaniem, mnóstwo słów, z których niewiele wynika, a na pewno nie wyłania się z nich żadna ciekawa historia. Nie lubię, kiedy w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo topowieść historyczna? ni to powieść, ni to historyczna. Kilka luźnych wtrętów nie czyni jeszcze, że książka jest historyczną, a jednowątkowość wyklucza ją z grona powieści. Postaci mdłe, bez wyrazu. Główna bohaterka z cyklu "niemych" i hmm, mało lotnych. Nic z tej książki nie wynika.
powieść historyczna? ni to powieść, ni to historyczna. Kilka luźnych wtrętów nie czyni jeszcze, że książka jest historyczną, a jednowątkowość wyklucza ją z grona powieści. Postaci mdłe, bez wyrazu. Główna bohaterka z cyklu "niemych" i hmm, mało lotnych. Nic z tej książki nie wynika.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę mi zajęło zanim napisałam tę recenzję, bo... nie wiedziałam jakie emocje wywołała we mnie książka.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa @wydawnictworelacja miałam możliwość przeczytania "Holenderskiej dziewczyny".
Jakie zrobiła na mnie wrażenie? Mieszane...
Ale od początku.. Główna bohaterka to młoda dziewczyna, której pasją jest szermierka. Trafia ona pod skrzydła starszego arystokraty Egona, który ma być jej nauczycielem. Historia szybkiego dorastania z cieniem Pierwszej Wojny Światowej i perspektywą nadchodzącej kolejnej wojny to przepis na sukces literacki... a przynajmniej teoretycznie.
Tyyyyle wątków, tyle informacji i emocji znalazło sie w tej książce, że odniosłam wrażenie, iż autorka została przez nie przygnieciona. Główna bohaterka, Janna, zrobiła na mnie wrażenie bardzo naiwnej dziewczyny. Mimo to wzbudziła moją sympatię i ciekawość, ale uważam, że jej pokłady emocji mogły zostać lepiej opisane.
Tło historyczne, tak bogate i dynamiczne, też zostało potraktowane po łebkach.
Ogólnie uważam, że jest tu za dużo wszystkiego przez co książka zgubiła swoją głębię i potencjał. Czasem mniej znaczy lepiej... i w mojej opinii właśnie tu taka zasada powonna być zastosowana.
Książkę czyta się dość dobrze, ale nie wciągnęła mnie znacząco. Przyznam, że pominęłam kilka stron. W przeciwnym razie całość wylądowała by na półce i musiała trochę odczekać na swoją kolej 😒
Trochę mi zajęło zanim napisałam tę recenzję, bo... nie wiedziałam jakie emocje wywołała we mnie książka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzięki uprzejmości wydawnictwa @wydawnictworelacja miałam możliwość przeczytania "Holenderskiej dziewczyny".
Jakie zrobiła na mnie wrażenie? Mieszane...
Ale od początku.. Główna bohaterka to młoda dziewczyna, której pasją jest szermierka. Trafia ona pod skrzydła...
Czytanie "Holenderskiej dziewczyny" przypominało borowanie zębów bez znieczulenia. Bolesne i wykańczające. Ów ból nie brał się bynajmniej z obcowania z czymś pięknym, wręcz przeciwnie. Powieść jest okropnie, wręcz paraliżująco nudna, tak dalece wyprana z jakichkolwiek emocji, że można popaść w stupor.
O czym jest "Holenderska dziewczyna"? Zastrzelcie mnie, ale nie mam pojęcia. Myślałam, zastanawiałam się, jednak do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszłam. Najogólniej to jest to mętny wywód o traumie pierwszej wojny światowej, rodzącej się fascynacji Hitlerem i erotycznych przeżyciach infantylnej nastolatki, której rzeczywistość myli się z mrzonkami o byciu seksualną boginią. Nie wiem, co autorka chciała przekazać tą powieścią, gdzie tu jakaś ukryta mądrość, co tu jest odkrywczego czy choćby wyjątkowego? Nawet piękny język nie robi wrażenia kiedy wszystko tonie w natłoku absurdalnych zdarzeń, dziwacznych bohaterów, przeskoków w czasie i całkowitej dezorientacji czytelnika.
Z niesamowitą ulgą dobrnęłam do końca i nie sądzę bym chciała jeszcze kiedyś mieć do czynienia z twórczością Marente de Moor. To nie dla mnie.
Czytanie "Holenderskiej dziewczyny" przypominało borowanie zębów bez znieczulenia. Bolesne i wykańczające. Ów ból nie brał się bynajmniej z obcowania z czymś pięknym, wręcz przeciwnie. Powieść jest okropnie, wręcz paraliżująco nudna, tak dalece wyprana z jakichkolwiek emocji, że można popaść w stupor.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO czym jest "Holenderska dziewczyna"? Zastrzelcie mnie, ale nie mam...
Mam wrażenie, że liczba nagród literackich, które można zdobyć w tym czy innym kraju, lekko zdewaluowała ich znaczenie. Kilka z nich wciąż budzi emocje (niewątpliwie Literacka Nagroda Nobla), wiele wywołuje delikatne zainteresowanie, ale sporo brzmi obco. Coraz częściej wydaje mi się, że im bardziej skomplikowana historia, tym większe prawdopodobieństwo przyznania takiej czy innej nagrody, której symbolem będzie można w przyszłości ozdobić okładkę kolejnego wydania. Zdarza się, że zastanawiam się wtedy, czy to ja czegoś nie zrozumiałam, czy jury miało mocno wysublimowane poczucie tego, co dobre. Nie staję z nimi w szranki, nie mam szans. A jednak nie wszystko to, co kapituła nagradza, jestem w stanie docenić.
„Holenderska dziewczyna” Marente de Moor stała się dla mnie wyzwaniem. Nagrodzona AKO Literature Prize oraz Nagrodą Literacką Unii Europejskiej z założenia miała być powieścią na kilka wieczorów, lekkostrawną i przyjemną, choć ważną i ukazującą wojnę z zupełnie innego punktu widzenia. Okazała się wymagającą i zbyt abstrakcyjną powieścią.
Gdy osiemnastoletnia Janna zostaje wysłana przez ojca do znajomego nauczyciela szermierki Egona von Böttichera, nie spodziewa się tego, co zadzieje się w jej życiu w najbliższym czasie. Powiem więcej – żaden czytelnik się nie spodziewa. Podczas pobytu w domu tajemniczego i absolutnie nieprzewidywalnego arystokraty z młodej dziewczyny wkraczającej w dorosłość przemienia się w infantylną, ale jednak kobietę pełną żądzy oraz pragnącej miłości i bycia ta jedyną. Obserwująca swojego nauczyciela najpierw z bezpiecznej odległości Janna, stara się zrozumieć jego postępowanie i doszukać w nim sensu. Nie jest łatwo – również dla czytelnika. Skracając dystans niczym prawdziwy szermierz atakujący przeciwnika, odkrywa tajemnice mężczyzny, jednocześnie rozumiejąc coraz więcej (choć czasami miałam wrażenie, że to tylko złudzenie). Jej emocjonalnemu dojrzewaniu towarzyszy polityka, która jest głównym tematem rozmów gości przybywających do posiadłości von Böttichera. Gości dziwnych, wielbiących Hitlera, totalnie zapatrzonych w obietnice, którymi ten mamił ludzi.
Tym, co niewątpliwie przyciąga do „Holenderskiej dziewczyny” jest piękny język, którym posługuje się autorka. Ta powieść jest gęsta od zdań pełnych znaczenia. Jednak to, co pierwotnie zachwyca, z czasem staje się męczące. Liczba wątków i postaci, często niewiele wnoszących do „akcji” książki, powoduje znużenie. Cudzysłów nie jest tutaj przypadkowy, bowiem książka de Moor jest do bólu statyczna. To nie jest tak, że w niej nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, dzieje się tyle, że trudno nadążyć. Trudno jest również powiązać wątki, polubić bohaterów i choć na chwilę przystanąć. Ta książka jest duszna od chęci powiedzenia wielu rzeczy przy jednoczesnym ograniczeniu się do minimum. I wierzę, że dla Holendrów może być to ważna lektura, bo pewnie w poszczególnych scenach znajdą więcej sensu. Dla mnie ta lektura była spotkaniem z piękną prozą zaburzoną przez sposób prowadzenia narracji.
Naprawdę trudno ocenić mi „Holenderską dziewczynę”. Mogłaby to być naprawdę wspaniała, poruszająca i emocjonująca powieść, ale zjadł ją trochę wymuszony mrok rzucony na całą fabułę oraz bohaterowie, którzy okazali się irytujący i w zasadzie w wielu przypadkach niepotrzebni. Dlatego też ocenę zostawiam Wam – czytelnikom, którzy zdecydują się na lekturę tej książki.
Mam wrażenie, że liczba nagród literackich, które można zdobyć w tym czy innym kraju, lekko zdewaluowała ich znaczenie. Kilka z nich wciąż budzi emocje (niewątpliwie Literacka Nagroda Nobla), wiele wywołuje delikatne zainteresowanie, ale sporo brzmi obco. Coraz częściej wydaje mi się, że im bardziej skomplikowana historia, tym większe prawdopodobieństwo przyznania takiej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo "Dwadzieścia jeden uderzeń serca" i "Najeźdźcach" wydawnictwo proponuje kolejną pozycję, która może poszczycić się wieloma nagrodami oraz wyróżnieniami.
I to potwierdza, że ilu odbiorców w postaci czytelników oraz krytyków, którzy z namaszczeniem wertują kolejne pozycje literackie tyle wrażeń i zdań o książce. "Holenderska dziewczyna" nie należy do książek, które trafią w gusta łaknących relaksu czytelników. To książka i wymagająca, bogata w doskonałe dobrane słownictwo, ale nie można nie wspomnieć o minusach.
Na początku nieco z fabuły: tytułowa bohaterka zakochana w szermierce po jednym z pojedynków, gdzie zwyciężyła jej rówieśnica pragnie rozwijać się w tym sporcie. Po namowie ojca Janna zamieszkuje w posiadłości arystokraty, który ma doskonalić dziewczynę w sztuce szermierki. Perturbacje, jakich doświadcza Holenderka przypominają nieco wątki z "Tajemniczego ogrodu", "Lolity", ubarwione są gwałtownym wkroczeniem w dorosłość, a to wszystko przeplata się z wspomnieniami z okresu pierwszej wojny światowej, gdy na horyzoncie pojawia się widmo kolejnej. Ściera się tutaj komunistyczny socjalizm, nazizm, pan kontra służba; ściera się beztroski czas dzieciństwa z krytyczną dorosłością, a nawet znajduje się miejsce dla wojennego pola walki i zaburzeń psychicznych, do jakich może doprowadzić żołnierzy kocioł wojenny. Sporo tego, chyba nawet ciut za dużo.
Akcja pozbawiona jest szybkiego tempa. Dochodzenie do perfekcji w upragnionej sztuce walki, relacje mistrz-uczennica, sielanka na dworze - to wszystko nieśpiesznie toczy się w swoim, monotonnym tempie. Mnogość wydarzeń pozbawiona jest głębszego tła - wątków jest sporo, ale są one pozbawione silniejszych emocji. Zaś osoba samej bohaterki klaruje się jako nieco naiwna, zagubiona, niepozbawiona fantazji i mrzonek dziewczyna. Nawiązanie do pierwszej wojny światowej jest skromne, ubogie i pozbawione potencjału, który ewidentnie został niewykorzystany. A szkoda, bo zamiast trosk, dylematów i historii, która kończy się zasadniczo bez żadnej puenty można było stworzyć dobrą międzywojenna powieść.
Biorąc pod uwagę liczne nagrody można podejrzewać, że skupiono się w głównej mierze na pięknym języku, którym dość płynnie autorka włada. Stąd wniosek inny niż dotychczas: pomysł niestety kiepski, wykonanie poprawne i nietuzinkowe.
Po "Dwadzieścia jeden uderzeń serca" i "Najeźdźcach" wydawnictwo proponuje kolejną pozycję, która może poszczycić się wieloma nagrodami oraz wyróżnieniami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI to potwierdza, że ilu odbiorców w postaci czytelników oraz krytyków, którzy z namaszczeniem wertują kolejne pozycje literackie tyle wrażeń i zdań o książce. "Holenderska dziewczyna" nie należy do książek, które trafią...
Sporych rozmiarów posiadłość Raeren w Akwizgranie, do której prowadzi zardzewiała brama i kasztanowa aleja. To tutaj trafia Janna - młoda holenderka, która ma trenować szermierkę pod okiem Egona von Böttichera, dawnego znajomego jej ojca. Jest rok 1936 roku, Hitler coraz bardziej panoszy się w Europie, świat jeszcze nie wie, że stoi u progu wojny.
„- (…) Na słabe źrebaki nie ma co tracić czasu. Musimy być równie okrutni, jak natura, inaczej czeka nas śmierć. Wiesz, kto to powiedział? (..) - Führer. Państwo nie powinno być organizacją gospodarczą, tylko żywym, narodowym organizmem, który utrzymuje swój własny rodzaj porządku.”
Powieść Marente de Moor aż kipi od emocji i hormonów dorastającej młodzieży. Bo w „Holenderskiej dziewczynie” Jannie towarzyszyć będą w treningach bracia bliźniacy (Friedrich i Siegbert). To w Raeren odkryją smak pierwszych pocałunków i dotyku rozgrzanej latem skóry.
Choć młodzież większość czasu spędza na treningach w powietrzu wisi złowroga atmosfera. Właściciel posiadłości i trener - Egon - sprawia wrażenie aroganckiego i lekko zdystansowanego. Jako Maître rządzi twardą ręką, wprowadzając sztywny harmonogram dnia. Janna jako dobrze zapowiadająca się florecistką jest też czynnym świadkiem historii. Szermierka jest jednak ważniejsza, ważniejsze są tajemnicze listy splatające losy jej ojca z Egonem, w końcu ważniejsze jest odkrywanie własnej kobiecości. Bliźniacy to osoby o narcystycznych tendencjach, w których relacjach dominuje pierwiastek erotyczności. Ich matka ceni dobre jedzenie, aromatyczne wino, żyje przeszłością. Służba Raeren, która niby z oddaniem zajmuje się tą dziwną posiadłością, niby jest wierna Egonowi, ale w gruncie rzeczy staje pierwsza w szeregu do rewolucyjnych akcji.
„Że floret nie jest po to, by kogoś zabijać. Że to tylko taka broń ćwiczebna, sportowy wynalazek, nigdy nieużywany na polu bitwy. Że klinga się wygina, by uniemożliwić śmiertelne pchnięcia, że nie obcina się nim kończyn, polem trafienia może być tylko tułów, a swoja nazwę zawdzięcza tępej końcówce, która przypomina pak kwiatu.”
Co wyróżnia „Holenderską dziewczynę” to kształtne zdania i bogaty język. To jedna z tych powieści, przy której nie wskazany jest pośpiech, a delektowanie się każdym słowem. Dużym plusem jest fakt, że przedstawia rzeczywistość z holenderskiej perspektywy. Książka to opowieść o dojrzewaniu i miłości, obraz niespokojnej atmosfery, czyhające za rogiem zmiany w historii, Marente de Moor ujmuje czas pełen niepewności i napięcia. Czytelnik ma łatwiej, bo wie co się stało i jak wydarzenia po wrześniu 1939 roku wpłynęły na świat. Janna i bliżniacy tego nie wiedzą, dlatego z pasją trenują i biorą udział w pojedynkach. Nie wie tego też Egon, dlatego beztrosko brodzi w skąpanej letnim deszczem trawie, poluje na jelenie i konno przemierza należące do posiadłości pola.
Na „Holenderską dziewczynę” był pomysł. Jednak finalnie zabrakło głębi w powieści. Zabrakło jakiejś puenty. Historia zgubiła się w monotonii narracji Janny. Dziewczyna jest młoda i naiwna, co w miarę zrozumiałe. Jednak wszystko czego dotyka i czym się zajmuje jest jakby… pozbawione kolorów. Rozwikłanie zagadki dotyczącej przeżyć jej ojca i Egona zajmuje jej większość czasu, niby ją to pochłania, ale w praktyce całość sprowadza się do czytania ukrytych listów i miętoszenia wyblakłego zdjęcia. Nie docieka, nie analizuje, nie konfrontuje. Końcowe odkrycie jest wstrząsające tylko dla niej, dla czytelnika jest jakie jest. Dominuje wrażenie, że ogrom wiadomości zostało zlekceważonych, potraktowanych za lekko i błaho. Nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam książkę, ot taki mało znaczący finał.
Jakby zabrakło kartek, jakby zabrakło pomysłu.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Sporych rozmiarów posiadłość Raeren w Akwizgranie, do której prowadzi zardzewiała brama i kasztanowa aleja. To tutaj trafia Janna - młoda holenderka, która ma trenować szermierkę pod okiem Egona von Böttichera, dawnego znajomego jej ojca. Jest rok 1936 roku, Hitler coraz bardziej panoszy się w Europie, świat jeszcze nie wie, że stoi u progu wojny.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„- (…) Na słabe źrebaki...
"Ale wy, doktorzy, nic z tego nie rozumiecie. Wszystko musi się zawsze idealnie zagoic, zupełnie jakby doświadczenie było bez znaczenia. Jakby życie nie miało prawa pozostawić na człowieku żadnych śladów. Dzisiaj są nawet doktorzy, którzy potrafią oczyścić człowieka nawet z ran psychicznych. Zabieracie się do pracy jak zapamiętałe gospodynie domowe: czy w środku, czy na zewnątrz - nic nie ujdzie waszej żądzy porządkowania."
Niemcy, rok 1936. Naziści dochodzą do władzy. Janna, młoda Holenderka, zostaje wysłana przez ojca do rozgoryczonego arystokraty Egona von Bottichera, który ma ją trenować w szermierce. To mężczyzna dręczony wojenną przeszłością, w która również zamieszany jest ojciec Janny. Złowroga atmosfera, moralne dylematy, szalone namiętności, wszystko to ujęte w pięknie wyrzeźbione zdania. Książka to opowieść o miłości jak i utracie niewinności, obraz niespokojnej atmosfery zmian w historii, pełen niepewności i napięcia poprzedzającego II wojnę światową. Powiem szczerze, że książka bardzo mi się spodobała. Od pierwszych stron wciąga, czyta się ją bardzo szybko. Bohaterowie, a w szczególności arogancki, nieco zdystansowany, ale i przez to bardzo tajemniczy arystokrata Egon robią bardzo dobre wrażenie i idealnie wpasowuja się w całość. Podkreśliłam sobie kilka bardzo ciekawych i wnikliwych cytatów (jeden z nich na początku recenzji), których jest naprawdę dużo - piękny i oryginalny język tekstu. Historia, jakiej nie słyszałam nigdy wcześniej, napisana w bardzo ciekawy sposób. Książka naprawdę daje do myślenia. Nie jest to pozycja, którą się pochłania. Myślę, że należy się nią delektować, kartka po kartce, zdanie po zdaniu, by nie przegapić istotnych prawd i przesłań, które za sobą niesie. Jest to bardzo wartościowa lektura mimo, iż może po opisie wydaje się może lekka, łatwa i przyjemna. To taka książka, którą prawdopodobnie można przeczytać kilka razy, a każdy kolejny raz będzie niczym ten pierwszy. Naprawdę polecam Wam zapoznać się z treścią tej książki. W mój gust czytelniczy wpasowała się idealnie.
"Ale wy, doktorzy, nic z tego nie rozumiecie. Wszystko musi się zawsze idealnie zagoic, zupełnie jakby doświadczenie było bez znaczenia. Jakby życie nie miało prawa pozostawić na człowieku żadnych śladów. Dzisiaj są nawet doktorzy, którzy potrafią oczyścić człowieka nawet z ran psychicznych. Zabieracie się do pracy jak zapamiętałe gospodynie domowe: czy w środku, czy na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJanna, córka lekarza, wyjeżdża trenować szermierkę do dawnego znajomego ojca, Egona von Böttichera, do Akwizgranu. Dzięki wyjazdowi ma polepszyć swoje umiejętności, ojciec chce także by dziewczyna przekazała arystokracie listy. Pobyt w najgorszym wypadku ma być nudny, tak przynajmniej sądzi Janna.
Tyle że do Niemiec wyjeżdża w 1936 roku. Kraj buzuje od napięcia, dwie sprzeczne siły ze sobą walczą, a jedna – faszystowska umacnia się z każdym dniem. Pozory normalności zakłócają dobiegające do posiadłości informacje o polityce III Rzeszy, kolejne zarządzenia czy ograniczenia. Miejsce będące ostoją tradycji, rządzone przez zgorzkniałego arystokratę zmaga się z niespokojnymi zmianami zapowiadającymi wojnę.
„Holenderska dziewczyna” Marente de Moor zdobyła Nagrodę Literacką Unii Europejskiej i AKO Literature Prize, a w Holandii okazała się sukcesem wydawniczym. Została także doceniona poza Europą, zbierając świetne recenzje – Kirkus Reviews porównało ją choćby do powieści sióstr Brontë: „Wichrowych wzgórz” czy „Dziwnych losów Jane Eyre”. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie zmienia to faktu, że można mieć co najmniej mieszane uczucia względem „Holenderskiej dziewczyny”.
Z pewnością ciekawym pomysłem było umieszczenie akcji w ponurej, podupadłej posiadłości, z dala od ludzi. Dzięki temu choć Janna styka się z zapowiedziami II Wojny Światowej, choć styka się z rządami Hitlera, to dzieje się to mimochodem, na drugim planie, w rozmowach dorosłych. Wypada to naturalniej, szczególnie że nastolatka nie przyjechała do Niemiec, by stać się czynnym świadkiem historii. Dla Janny ważniejsza jest szermierka, ważniejsza jest tajemnica splatająca losy jej ojca z Egonem, ważniejsze w końcu jest odkrywanie swojej kobiecości i efektu, jaki wywołuje wokół.
Jednak w historię, jaką tworzy tu de Moor, wpisane zostało zbyt wiele bezbarwnych postaci. Owszem, przez karty powieści przewijają się kolejni, dziwni ludzie, jakby nieprzynależący do rzeczywistości, z której pochodzi Janna. Są bliźniacy o narcystycznych tendencjach, z których relacji wybrzmiewa pierwiastek erotyczności, jest ich matka, zdrajczyni, która została zdradzona, jest służba, która niby się tą potworną posiadłością zajmuje, niby jest wierna, ale w których buzują rewolucyjne zapędy. Są więc dziwni, ale bez żadnego uzasadnienia, tak po prostu zgodnie z wolą autorki, która postanowiła zgromadzić pod jednym dachem jak najwięcej ludzi, których charakterystyka brzmiałaby specyficznie. Wszyscy oni gubią się pod monotonią powieści, pod dość specyficzną narracją prowadzoną z punktu widzenia Janny, która owszem przywołuje dziwne zachowania otoczenia, ale w sposób najbardziej nieciekawy.
Problemem jest więc sama narracja powieści. Janna jest naiwna – i jasne, taka mogłaby być, jest wszak wchodzącą w świat nastolatką, ale odbija się to na wydźwięku wszystkich zdarzeń. Wszystko jest blade, Janna nie kwestionuje niczego – ani mistrza, który ją wykorzystuje, ani obecności w domu innych ludzi, ani kolejnych wydarzeń w domu. Niby próbuje rozwikłać zagadkę dotyczącą przeżyć jej ojca i Egona, niby ją to pochłania, ale tak naprawdę całość sprowadza się do czytania listów i oglądania zdjęć – nie rozmyśla, o tym, co oznaczają nowe informacje, nie konfrontuje ich z niczym. Końcowe odkrycie jest wstrząsające tylko dlatego że Janna sama tak je nazywa – ale żadne miejsce w powieści tego nie sugeruje, nie wpływa ono także na finał. Po prostu jest. Tak jak i sama książka.
„Holenderska dziewczyna” to powieść o ciekawym koncepcie, który jednak gdzieś po drodze staje się dla autorki raczej przeszkodą, aniżeli pomocą. Czy warta jest uwagi? Jak na powieść historyczną, można było wymagać od niej więcej. Jeśli czymś może przyciągnąć, to perspektywą – rzadko się bowiem zdarza, by była ona holenderska. Lecz poza tym może rozczarować.
Opinia także na: https://natemat.pl/blogi/recenzjeksiazek/314993,holenderska-dziewczyna?_ga=2.61152812.1456847071.1594839293-187466110.1589736957
Janna, córka lekarza, wyjeżdża trenować szermierkę do dawnego znajomego ojca, Egona von Böttichera, do Akwizgranu. Dzięki wyjazdowi ma polepszyć swoje umiejętności, ojciec chce także by dziewczyna przekazała arystokracie listy. Pobyt w najgorszym wypadku ma być nudny, tak przynajmniej sądzi Janna.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTyle że do Niemiec wyjeżdża w 1936 roku. Kraj buzuje od napięcia, dwie...
Zastanawiałam się jak ugryźć tę historię wplątaną w życie międzywojenne. Opowiada ona o losach Janna, która ma doskonalić swe zdolności szermiercze u starego przyjaciela jej ojca. On jest trudnych doświadczeń więźniem. A jego wyrachowanie i zachowanie wobec dziewczynki rzuca w nią wiele z tłumionych od lat w nim uczuć. Dziewczyna ma w sobie gotowość do odkrycia tajemnic chama i egoisty. Nie spodziewa się jednak, że cena prawdy może ją wiele kosztować. Pokłosie I Wojny Światowej odczuwa tu się każdą komórką ciała. Nie inaczej jest z wybuchającą jak gejzer głupią namiętnością.
Na próżno tu szukać wartkiej akcji. Bohaterowie nie licząc Egona (przyjaciela ojca Jane) są właściwie bezbarwni. Irytowało mnie również podejście wkraczającej w dorosłość kobiety, jej naiwność. Zdecydowanie jest to jedna z lektur której trzeba poświęcić czas pomimo jej dość krótkiej objętości. Nie brak tu i momentów powodujących złość czy takich które nużą. Jeśli miałabym tutaj znaleźć coś pozytywnego, stanowiłyby to opisy związane z I Wojną Światową i bogactwo języka tu ferowanego. Zakończenie psuje odbiór całości. Ciągle miałam z tyłu głowy przeświadczenie, że jest tutaj ogrom wiadomości zlekceważonych, potraktowanych ze zbyt dużą lekkością. Skoro już mowa o wojnach i bliznach które zostawiają po sobie, to wypadałoby temat w przypadku II Wojny Światowej pociągnąć dalej , a miejsca na to zabrakło. Oczywiście motyw walki jest tutaj przewodnikiem. Niestety, sama opowieść jest naiwna i przewidywalna. Od powieści historycznej wymagam więcej.
Zastanawiałam się jak ugryźć tę historię wplątaną w życie międzywojenne. Opowiada ona o losach Janna, która ma doskonalić swe zdolności szermiercze u starego przyjaciela jej ojca. On jest trudnych doświadczeń więźniem. A jego wyrachowanie i zachowanie wobec dziewczynki rzuca w nią wiele z tłumionych od lat w nim uczuć. Dziewczyna ma w sobie gotowość do odkrycia tajemnic...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„W naturze człowiek nigdy nie jest samotny”.
Niemcy, 1936 rok, osiemnastoletnia Jane zostaje wysłana przez swojego ojca do jego przyjaciela jeszcze z czasów I wojny światowej Egona von Böttichera, do jego posiadłości w Akwizgranie. Ten ma doskonalić ją w szermierce. Jana to bardzo spokojna i grzeczna dziewczyna, panienka z dobrego domu. Jej miłością i pasją jest szermierka, marzy o sportowej karierze. Trafia do von Böttichera, człowieka bardzo specyficznego, mocno okaleczonego fizycznie i psychicznie przez przeżycia z I wojny światowej. Jest on osobą ponurą, rozgoryczoną, przy tym wyrachowaną, gruboskórną i bardzo wymagającą w stosunku do Jane. Głęboko ukryte przeżycia i tajemnice z jego przeszłości mają związek z ojcem Jane. Dziewczyna będzie próbowała odkryć spowite mrokiem sekrety. Czy ten pewny siebie, antypatyczny człowiek wykorzysta naiwność i niewinność Jane?
Akcja powieści toczy się swoim rytmem, niczego nie przyspiesza, jest bardzo wyważona i emocjonalna. Fabuła ukazuje trudne relacje naszych bohaterów, a tło stanowi przejmujący obraz historyczny i społeczne nastroje związane z nazizmem, nieuchronne widmo wojny. Niepodważalnym atutem powieści jest język, jakim posługuje się autorka. Bardzo piękny, lekki, przejmujący. Początkowa beztroska i jakby wyciszenie, są bardzo pozorne. Napięcie wzrasta wraz z przerzucanymi kartkami, nieustannie miałam wrażenie, że zaraz coś złego się wydarzy dało się.
Głęboko ukryte tajemnice, czy w końcu ujrzą światło dzienne? Samotność, silne zderzenie starości z pełną energii i wewnętrznego wigoru młodością. Trudne dylematy moralne, ciężki gotycki klimat. Pasja i miłość do szermierki. Pierwsza miłość, pierwsze porywy namiętności, dorosłość. Dzika, nienasycona namiętność. Trudne, złowrogie czasy. Powieść pozytywnie mnie zaskoczyła, delektowałam się nią. Nie jest to lektura lekka, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia. Nie da się przejść obok niej obojętnie.
http://tatiaszaaleksiej.pl/?p=3025
„W naturze człowiek nigdy nie jest samotny”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiemcy, 1936 rok, osiemnastoletnia Jane zostaje wysłana przez swojego ojca do jego przyjaciela jeszcze z czasów I wojny światowej Egona von Böttichera, do jego posiadłości w Akwizgranie. Ten ma doskonalić ją w szermierce. Jana to bardzo spokojna i grzeczna dziewczyna, panienka z dobrego domu. Jej miłością i pasją jest...
Janna ze spokojnej holenderskiej rzeczywistości trafia do Niemiec 1936 roku, gdy naziści doszli do władzy. Ojciec wysyła ją do starego przyjaciela, Egona von Böttichera, by ten uczył ją szermierki. Robi to w dobrej wierze, chcąc zakopać stare spory i pomóc córce w spełnieniu marzenia o zostaniu najlepszą szermierką. Przebieg jej wyjazdu oraz jego priorytety szybko ulegają jednak zmianie, gdy dziewczyna zakochuje się w swoim sporo starszym nauczycielu.
Cenię sobie lektury, które zmuszają do myślenia. Przy których chwila nieuwagi może sprawić, że umknie nam coś istotnego. Takie, dla których musimy wygospodarować czas nie tylko na czytanie, ale również na przemyślenia, których mamy pełną głowę. „Holenderska dziewczyna” okazała się być właśnie taką powieścią. Pełna napięcia atmosfera, mroczny klimat, zbrukana niewinność i moralność, o której można dyskutować godzinami. To opowieść o bliznach, które pozostały w ludziach, którym przyszło żyć w czasach pochłoniętych przez wojnę (wojnę, którą nazywano ostateczną, choć wkrótce miało nadejść coś znacznie gorszego). Opowieść o zderzeniu starych poglądów i nowych idei. O zakazanej, brudnej miłości, która nie przynosi niczego dobrego. O sytuacji politycznej Niemiec w okresie dzisiaj nazywanym dwudziestoleciem międzywojennym, która stanowi jedynie tło. Pozornie niewinne tło ledwie dostrzegane przez nastolatkę, która odkrywa szarości świata. Która zbyt lekkomyślnie porzuca swoją niewinność – fizyczną oraz psychiczną – czego później żałuje.
A wszystko to dostajemy opisane pięknym stylem autorki, który oczarowuje czytelnika od pierwszych stron.
Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Janna, która wychodzi spod bezpiecznych skrzydeł rodziców, by brutalnie zetknąć się z rzeczywistością. W nowym miejscu czuje się początkowo samotna i zagubiona, ale jej serce wypełnia miłość do szermierki. Gdy jednak wdziera się do niego Egon, jej poprzednia miłość przestaje mieć znaczenie. Dziewczyna całą swoją energię i uwagę poświęca jego osobie, chcąc odkryć, co kryje się w jego głowie. Co zaszło między nim i jej ojcem, czemu jest tak nieprzyjemny w obyciu, skąd wzięły się jego blizny... Egon stanowi postać wyrazistą, acz na tyle tajemniczą, że nawet do samego końca nie udaje nam się go całkowicie poznać. Wiemy, że mężczyzna walczył podczas pierwszej wojny światowej, na której poniósł ogromne rany fizyczne oraz psychiczne. Trauma odcisnęła na nim swoje piętno i go ukształtowała. Patrzymy na niego przez pryzmat uczuć zakochanej nastolatki i nie chcemy spojrzeć na niego inaczej w obawie, że okaże się być jedynie cieniem wojny.
Autorka powoli kreśli nam jego osobę, ale nie pozwala nam w pełni go poznać. Pokazuje nam realia tamtych lat i stopniowo zmieniające się nastroje polityczne, ale nie na tym się skupia. Bawi się dorastającą dziewczyną, która zbiera nowe doświadczenia, ale jednocześnie pozwala sobie na kilka niedopowiedzeń i niejasności. Daje nam wszystko i nic jednocześnie.
Po skończeniu książki czuję wiele, ale zupełnie nie potrafię nazwać uczuć, które mnie opanowały. Czuję się pełna, ale nie wiem, co mnie wypełnia. To przedziwny stan, ale bardzo miły dla mojego serca. Równie miły jak ta lektura.
„Holenderska dziewczyna” nie jest powieścią łatwą. Czyta się ją powoli i równie powoli tonie się w świecie kreowanym przez autorkę. Nim zdążymy się zorientować, nasze płuca już wypełnione są wodą i toniemy, przed czym nie ma już ratunku. Jest to lektura, która zostaje w człowieku i nie chce opuścić jego serca pomimo mijających dni. Czytelnik dzięki niej biegnie za tak wieloma myślami, że może nawet nie udać mu się złapać żadnej z nich. To taka książka, którą prawdopodobnie można przeczytać kilka razy, a każdy raz będzie niczym pierwszy. W mój gust czytelniczy wpasowała się idealnie.
Janna ze spokojnej holenderskiej rzeczywistości trafia do Niemiec 1936 roku, gdy naziści doszli do władzy. Ojciec wysyła ją do starego przyjaciela, Egona von Böttichera, by ten uczył ją szermierki. Robi to w dobrej wierze, chcąc zakopać stare spory i pomóc córce w spełnieniu marzenia o zostaniu najlepszą szermierką. Przebieg jej wyjazdu oraz jego priorytety szybko ulegają...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita. Zostaje w czytelniku na długo po lekturze....
Znakomita. Zostaje w czytelniku na długo po lekturze....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo bardzo mroczna i gęsta od emocji powieść, której motywem przewodnim jest walka, początkowo tylko sportowa, czysta idealnie elegancka jak choćby szermierka.
Tylko, że broń sportowa to przecież także broń. I to w jakimś sensie jest w tej książce bardzo ważne.
Opowieść zaczyna się dość niewinnie.
Pogranicze holendersko niemieckie i dziwne czasy.
W sercach i w pamięci dudnią jeszcze echa ostatniej wojny, tej pierwszej, światowej. Bohaterowie jeszcze nie nadali jej „numeru”, nie wiedzą, że nadchodzi kolejna, choć wszystko się gmatwa i kotłuje.
W posiadłości barona Egona przyjaciela ojca i mistrza fechtunku, do którego na nauki wysłał ją ojciec, główna bohaterka czuje się jak w szklanej bańce, i bezpieczna i zarazem bardzo nie na swoim miejscu, odrzucona, niechciana, odizolowana, a dookoła Niemcy lat trzydziestych. Narodowy socjalizm wdziera się do świadomości i pochłania kolejne dziedziny życia, jest 1936 rok Hitler już umocnił swoją władzę i wszystko zaczyna się przewartościowywać.
Wszyscy czują nadchodzącą śmierć, jest obecna we wszystkim, w listach, tych wysłanych i tych niewysłanych, które doskonale choć w specyficzny sposób opowiadają o tym co się zdarzyło i co jeszcze może się zdarzyć.
Wojna, która skończyła się tak niedawno pokazała niebywale okrutne oblicze.
I zmieniła wszystko. Nikt nie był na nią przygotowany, postrzega się ją jako cywilizacyjny koniec człowieka i człowieczeństwa.
W posiadłości barona wciąż jednak panują pozory spokoju i bezpieczeństwa, oraz dość szczególnej bliskości, a nawet intymności, która łączy mistrza i uczennicę.
Ale i tam nie jest łatwo.
Samotność, zdrada, niezgoda na świat, wszystko to wpływa na relacje wewnątrz szklanej bańki posiadłości Egona, do której poprzez dziwnych gości przenika świat zewnętrzny naznaczony już swastykami i „nowym”.
Wszystko tu jest tymczasowe, dziwne, nieuchwytne. Sam baron także.
I z jednej strony jest walka jako sport z całym pięknem i idealistycznym do niej podejściem z drugiej wojna i „prawdziwi mężczyźni”, wojownicy, którzy nie kryją się za metalowym pancerzem.
Więcej: https://iwonabanach.blogspot.com/2020/06/holenderska-dziewczyna.html
To bardzo mroczna i gęsta od emocji powieść, której motywem przewodnim jest walka, początkowo tylko sportowa, czysta idealnie elegancka jak choćby szermierka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTylko, że broń sportowa to przecież także broń. I to w jakimś sensie jest w tej książce bardzo ważne.
Opowieść zaczyna się dość niewinnie.
Pogranicze holendersko niemieckie i dziwne czasy.
W sercach i w...
Holenderska dziewczyna miała wczoraj swoją premierę!
Zdecydowanie nie należy do łatwej literatury. Sposób w jaki jest napisana idealnie komponuje się z latami, w których toczy się akcja.
Fabuła książki bardzo mnie wciągnęła, gdyż dotyczyła zupełnie innej tematyki, niż ta którą czytam zazwyczaj. Joanna młoda Holenderka zostaje wysłana przez swojego ojca do arystokraty Egona von Bottichera. Wymieniony arystokrata, ma bowiem udzielać dziewczynie nauki w szermierce. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, z tego iż interesy jej ojca oraz jej trenera krzyżowały się że sobą, stąd ich znajomość. Z czasem prócz trenowania, dziewczyna zaczyna zaznawać miłości, zrzucając tym samym swój cień niewinności... Co z tego wyjdzie?
Jak już wspomniałam wcześniej Holenderska dziewczyna nie jest łatwą literaturą. Przede wszystkim styl pisania autorki, był dla mnie trudny w pokonaniu. Wykreowane postaci zostały prawidłowo osadzone w przedstawianych zdarzeniach, jednak czasem wydawało mi się jakby ich reakcje były nieco przesadzone lub nieadekwatne do wieku w którym toczyła się akcja. Niewątpliwie głównym tematem była szermierka i bardzo podobało mi się to że autorka nie odeszła od założonego tematu książki. Odniosłam wrażenie jakby początek książki był skrupulatnie zaplanowany i przemyślany, natomiast ostatnia część książki była jakby napisana w pośpiechu. Bardzo zaskoczyły mnie opisy oraz uczucia towarzyszące bohaterce podczas porzucania jej niewinności, troszkę nieadekwatne do wieku bohaterki oraz do lat w których toczyła się akcja. Książka przejawiała przeze mnie wiele emocji począwszy od radości kończąc na zaskoczeniu. Jest to całkowicie inny styl pisania do którego przywykłam, mimo wszystko podobał mi się ponieważ wymagał wytężenia umysłu.
Holenderska dziewczyna miała wczoraj swoją premierę!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie nie należy do łatwej literatury. Sposób w jaki jest napisana idealnie komponuje się z latami, w których toczy się akcja.
Fabuła książki bardzo mnie wciągnęła, gdyż dotyczyła zupełnie innej tematyki, niż ta którą czytam zazwyczaj. Joanna młoda Holenderka zostaje wysłana przez swojego ojca do arystokraty Egona...
1936 rok. Holenderka Janna zostaje wysłana przez swojego ojca do Niemca Egona, którego poznał z trakcie I wojny światowej. Ma u niego uczyć się szermierki. Zakochała się w tym sporcie po obejrzeniu igrzysk olimpijskich. Egon jest człowiekiem fizycznie i psychicznie wykończonym po wojnie. Szczególnie boli go utrata swojego konia, nie wie co się z nim stało... Ojciec Janny i Niemiec pozostają w konflikcie, bohaterka pragnie dowiedzieć się dlaczego, a jednocześnie coraz bardziej zakochuje się w swoim mentorze.
Jednak jeśli przyciągnie was wzmianka o romansie to nie tej powieści szukacie. Cała książka jest w klimacie gotyckim. Posiadłość Egona wydaje się być nawiedzona, a tajemnice otaczają ją z każdej strony. Do tego dochodzi zbliżająca się wojna. Książka może przypominać atmosferą „Jane Eyre” albo „Wichrowe wzgórza”, ale jest jednocześnie całkiem inna. Nie jest też książką, którą się pochłania, tutaj można delektować się każdym zdaniem. Absolutnie wyjątkowa.
1936 rok. Holenderka Janna zostaje wysłana przez swojego ojca do Niemca Egona, którego poznał z trakcie I wojny światowej. Ma u niego uczyć się szermierki. Zakochała się w tym sporcie po obejrzeniu igrzysk olimpijskich. Egon jest człowiekiem fizycznie i psychicznie wykończonym po wojnie. Szczególnie boli go utrata swojego konia, nie wie co się z nim stało... Ojciec...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to