Rzecz dzieje się w 1944 roku w Sławie nad "śląskim morzem". Znowu spotykamy się z Franciszką, poznajemy jej losy. Dość rozbudowane tło historyczne - obóz Hitlerjugend, prace nad nadludźmi, stosunek Niemców do Polaków. Zakończenie niesatysfakcjonujące.
Rzecz dzieje się w 1944 roku w Sławie nad "śląskim morzem". Znowu spotykamy się z Franciszką, poznajemy jej losy. Dość rozbudowane tło historyczne - obóz Hitlerjugend, prace nad nadludźmi, stosunek Niemców do Polaków. Zakończenie niesatysfakcjonujące.
Dość fajnie książka oddaje klimat Niemców względem Polaków. Dodam, że tak samo traktowali Polaków również do lat 2000, bez zmian z pogardą. Zmiany nadeszły dopiero z nowym pokoleniem z rocznika 80 czyli, gdy wymarli typowi naziści dziadkowie. Osoby niemieckie powyżej 50 roku życia, nadal gardzą Polakami bo to dzieci i wnuki nazistów i cicho, ale faktycznie nadal akceptowanej ideologi.
Książka całkiem ciekawa. Widać, że to koniec wojny bo już rozprężenie w absolutnym terrorze. Autor dobrze to opisał.
Dość fajnie książka oddaje klimat Niemców względem Polaków. Dodam, że tak samo traktowali Polaków również do lat 2000, bez zmian z pogardą. Zmiany nadeszły dopiero z nowym pokoleniem z rocznika 80 czyli, gdy wymarli typowi naziści dziadkowie. Osoby niemieckie powyżej 50 roku życia, nadal gardzą Polakami bo to dzieci i wnuki nazistów i cicho, ale faktycznie nadal...
Hmmm mam bardzo mieszane uczucia. wszystko było idealnie do pewnego momentu, potem... Jakby ta ksiazka sklejona byla z dwoch fragmentow, pisanych przez dwie osoby, ktore nawzajem nie znały swoich tekstow. I szkoda tez, ze nie dano pozyc Antonowi jeszcze kilka miesiecy, mogl poprowadzic jeszcze kilka sledztw.....
Hmmm mam bardzo mieszane uczucia. wszystko było idealnie do pewnego momentu, potem... Jakby ta ksiazka sklejona byla z dwoch fragmentow, pisanych przez dwie osoby, ktore nawzajem nie znały swoich tekstow. I szkoda tez, ze nie dano pozyc Antonowi jeszcze kilka miesiecy, mogl poprowadzic jeszcze kilka sledztw.....
Do trzech razy sztuka. Trzecia przeczytana książka tego autora i więcej nie dam już mu szansy. Za każdym razem to samo, niby coś fajnego wymyśla, jest jakaś tam akcja ale to wszystko do niczego nie prowadzi, nic się ze sobą nie wiąże. Zakończenia za każdym razem są nijakie, płytkie i napisane tak jakby autor chciał mieć książkę jak najszybciej z głowy.
Do trzech razy sztuka. Trzecia przeczytana książka tego autora i więcej nie dam już mu szansy. Za każdym razem to samo, niby coś fajnego wymyśla, jest jakaś tam akcja ale to wszystko do niczego nie prowadzi, nic się ze sobą nie wiąże. Zakończenia za każdym razem są nijakie, płytkie i napisane tak jakby autor chciał mieć książkę jak najszybciej z głowy.
"Furia..." to powieść łącząca w sobie wątki kryminalne, szpiegowskie i regionalistyczne. Akcja rozgrywa się nad "śląskim morzem" w z pozoru spokojnym kurorcie Sława. Głównymi bohaterami są śledczy nowicjusz, któremu powierzono sprawę dziwnego morderstwa, oraz ekscentryczna hrabina, która wypoczywa w okolicy. Sama powieść jest nierówna, ma bardzo dobre fragmenty, ma przestoje i ma słabe zakończenie. No właśnie, zakończenie. Im dalej w las, tym mroczniej i ciekawiej, napięcie rośnie, wraz z oczekiwaniami, a dostajemy niewypał...
Przyjemna, lekka lektura przy której bawiłem się dobrze, ale już po dwóch tygodniach zaciera się w pamięci.
Czas nadrobić zaległości z końca kwietnia...
"Furia..." to powieść łącząca w sobie wątki kryminalne, szpiegowskie i regionalistyczne. Akcja rozgrywa się nad "śląskim morzem" w z pozoru spokojnym kurorcie Sława. Głównymi bohaterami są śledczy nowicjusz, któremu powierzono sprawę dziwnego morderstwa, oraz ekscentryczna hrabina, która wypoczywa w okolicy. Sama powieść jest...
Akcja tej powieści rozgrywa się w Sławie na przełomie sierpnia i września 1944 r. Przysłany z Głogowa i związany z NSDAP asystent kryminalny Anton Habicht wspólnie z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem musi rozwikłać sprawę serii tajemniczych morderstw, których ofiarą padają młode dziewczęta. Liczy przy tym, że śledztwo pozwoli mu uzyskać awans w policji. Okazuje się, że w zbrodnię mogą być zamieszani kadeci z okolicznej Marine Hitlerjugend. Niebawem jednak śledztwem zaczyna interesować się kierujący tajną grupą "G" Carl Düchter. Na zlecenie Himmlera w miejscowym pałacu wraz ze swoim zespołem prowadzi badania nad okultyzmem, telepatią czarną magią oraz procesami czarownic. Celem tych badań ma być stworzenie broni, która pozwoli Niemcom na odwrócenie losów II wojny światowej. Ponadto Habicht i Düchter zaczynają mocno interesować się losami Franciszki von Hӓften, wdowy po hrabim, który zginął na froncie wschodnim oraz osoby współpracującej z polskim wywiadem.
"Furia rodzi się w Sławie", jest to kryminał retro autorstwa Krzysztofa Koziołka, pisarza i dziennikarza oraz absolwenta politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim. Jest to powieść pełna grozy, okrucieństwa oraz tajemnic z kilkoma zwrotami akcji. Autor w szczegółach przybliża czytelnikom historię Sławy i okolic, umiejętnie wplatając ją w treść książki. W rejonie tym hitlerowcy prowadzili eksperymenty na ludziach i pracowali nad stworzeniem broni masowej zagłady mającej przynieść im zwycięstwo w wojnie. Pojawia się tutaj również postać samego Heinricha Himmlera i jego sekretarki.
Choć początkowo ciężko było mi się wczuć w klimat tej powieści, to z czasem wgłębiłem się w jej treść i czytałem ją z wypiekami na twarzy, zastanawiając się, co dalej się wydarzy. Uważam, że jest to całkiem przyzwoita książka, którą warto jest się zainteresować.
Akcja tej powieści rozgrywa się w Sławie na przełomie sierpnia i września 1944 r. Przysłany z Głogowa i związany z NSDAP asystent kryminalny Anton Habicht wspólnie z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem musi rozwikłać sprawę serii tajemniczych morderstw, których ofiarą padają młode dziewczęta. Liczy przy tym, że śledztwo pozwoli mu uzyskać awans w policji....
Jak zwykle Krzysztof Koziołek w swoich książkach przemyca sporo informacji o regionie. Kto tego nie lubi, nie będzie zachwycony, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię się czegoś dowiedzieć niejako "przy okazji". O okolicach Sławy nic nie wiedziałam do tej pory, choć od mojego miejsca zamieszkania niezbyt tam daleko.
Trochę na początku się nudziła, ale książka się rozkręciła i całkiem dobrze się czytała. Miałabym może zastrzeżenia do zakończenia, ale specjalnie czepiać się nie będę.
Jak zwykle Krzysztof Koziołek w swoich książkach przemyca sporo informacji o regionie. Kto tego nie lubi, nie będzie zachwycony, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię się czegoś dowiedzieć niejako "przy okazji". O okolicach Sławy nic nie wiedziałam do tej pory, choć od mojego miejsca zamieszkania niezbyt tam daleko.
Trochę na początku się nudziła, ale książka się rozkręciła i...
Do przeczytania książki Krzysztofa Koziołka ,, Furia rodzi się w Sławie ‘’ zachęciła mnie ( przyznam z pewną dozą wstydu ….) intrygująca okładka oraz wysokie recenzje na portalu lubimy czytać.
Spodziewałem się zatem przedniej lektury okraszonej klimatycznym smaczkiem. Niestety muszę przyznać z przykrością, że niestety, ale lektura nie spełniła moich oczekiwań. Początek wydaje się dość ciekawy co prawda, ale od samego początku coś mi nie pasuje w stylu pisarza. Pisze jakbym to mógł określić zbyt oględnie , zbyt mocno trzyma się tego co przeciętny Polak wie o II WŚ, Niemcach, nazistach ect. Usilnie próbuje ( takie odniosłem wrażenie ) jakby na nowo odkryć przed czytelnikiem to co już praktycznie ( chyba, że ktoś spał na lekcji historii ) przeciętny Kowalski wie. .Książka zawiera wszystkie elementy dotyczące działań, wierzeń Niemców podczas drugiej wojny światowej. Mamy tutaj szukanie tajemnych mocy, nadprzyrodzonych, które pomogą wygrać wojnę i stać się jedynym i niepodważalnym, mocarnym panem świata. Pisarz nie zapomniał także o szajce szpiegów. Nie zapomniał niestety o niczym, dlaczego piszę w ten sposób ? Ponieważ osobiście ta książka przypomina mi nie dobry kryminał retro, ale raczej przepisany podręcznik do historii ze wszystkim elementami dotyczącymi nazistów. Jest tutaj i charakterystyka poszczególnych formacji, opis ich brutalności, opis dokładny charakterów rasy panów, wszystkie te elementy zlewają się w bezkształtną masę. Projekt Lebensborn także znalazł się poniekąd jako zachęta ? Czy to kolejny element przeciążenia materiału. Mamy taki Misz masz. Autor opisuje wszystko tak dokładnie, że przypomina to podręcznik z cyklu ,, moje pierwsze czytanie o działaniu i wierzeniach Niemiec w czasie drugiej wojny światowej ‘’. Pytam się po co to wszystko ? Jest i SS i Gestapo. Katowanie ludzi / przesłuchanie stolarza /, jest i podziemne przejście z zamku do kościoła i na odwrót ? Czyżby autor grał kiedyś w Medal of Honor jak ja w 2005 roku ? Tam coś podobnego było. Konspiracja podobna. Mamy zdradę. Mamy zakamuflowanego pięknego szpiega…..mamy tajny niemiecki projekt. Mamy brutalność. Mamy opis Hitlerjugend. Mamy wiwaty, marsze, hailowanie…..mamy także pochody tych pięknych blondynków o niebieskich oczach ulicami i dziewczęta wpatrzone w nich jak w święte obrazki. Mamy tutaj także odwieczne obżarstwo, nadmierną konsumpcję i bekanie po piwie jak przystało na Niemca wyjętego z podręcznika, któren to podręcznik pisano jakby na zamówienie…..zaczynał mnie po prostu i nudzić i po czasie denerwować. Nic nie robili tylko żerli i chlali. Tylko o mały włos te obżartuchy z wurstami w ustach mało co nie zostali panami świata niszcząc nas Polaków i inne słowiańskie / i nie tylko / narody, zmiatając nas niepotrzebnych z powierzchni ziemi.
Książka Koziołka jest zbyt przewidywalna, przypomina kiepski serial za publiczne pieniądze pokazywany w tvp 1 w godzinach największej oglądalności. Akcja praktycznie nie istnieje. Pisze według wytartych schematów. Zlepia wszystkie posiadane wiadomości o drugiej wojnie światowej w jedną masę. Bezkształtna bryła. Koziołek Wołoszańskim nie jest na pewno, ale przynajmniej liczyłem na dobry lub też bardzo dobry kryminał retro osadzony w bardzo nieciekawych czasach, jednak w bardzo ciekawym miejscu/ otoczeniu.
Są dwie niejasności dotyczące książki. Jeżeli ja się mylę to proszę i mnie poprawić.
1. Jeżeli aptekarz miał żonę żydówkę , która pojechała do Auschwitz do dlaczego on się został i jakby nigdy nic prowadził sobie aptekę , a córcia żydówki piekła sobie placki, które to wystawiała w konkursach.
2. Zdrada Józefa. Jeżeli by zdradził to po co inwigilacja wysoko postawionych służb względem hrabiny ? Jeżeli jest kret , który wyśpiewał wszystko i znał większość / jak nie wszystkie / tajemnice to po co zabawy w przesłuchanie i wyciągniecie informacji ? Jak wszystko wiedzieli. Przemawia za tym fakt nieudana próba złapania kolejnego polskiego agenta/ tego który rozgryza cyjanek. Z tym cyjankiem to też ciekawa rzecz. Muszę doczytać czy nasi szpiedzy mieli takową rzecz u ustach . A raczej w zębach. Czy to przypadkiem nie kolejne konfabulacje pisarza.
Przekombinowane to wszystko. Książka nijaka. Mogła mieć potencjał, ale sam pomysł to za mało. Tam jest dosłownie wszystko , ale niestety nie to co powinno charakteryzować dobry kryminał, a nie mówiąc już o kryminale retro. Który to jest moim skromnym zdaniem czytelnika trudniejszą sztuką.
Nie sprostał autor moim oczekiwaniom. Czy sięgnę po inne dzieła Krzysztofa Koziołka ? Nie wiem. Na razie będę omijał szerokim łukiem jego dzieła literackie.
Sam koniec też nie powoduje euforii. Kończy się nijako. Przez większość , prawie przez cała książkę toczy się to wszystko leniwie…….aż człowiek momentami przysypia, żeby na koniec szybko jak pośpieszny zakończyć cała książkę. Zabili go i uciekł. A nie nie zabili jej. Uciekła. Silna kobieta, silniejsza niż te cwaniaczki wymuskane z Hitlerjugend……. Jest słabo. Bardzo słabo.
Do przeczytania książki Krzysztofa Koziołka ,, Furia rodzi się w Sławie ‘’ zachęciła mnie ( przyznam z pewną dozą wstydu ….) intrygująca okładka oraz wysokie recenzje na portalu lubimy czytać.
Spodziewałem się zatem przedniej lektury okraszonej klimatycznym smaczkiem. Niestety muszę przyznać z przykrością, że niestety, ale lektura nie spełniła moich oczekiwań. Początek...
"Furia rodzi się w Sławie" wywarła na mnie piorunująco dobre wrażenie. Warstwa historyczna i fabularna świetnie się uzupełniają. Moc emocji i napięcia w trakcie toczącego się śledztwa oraz zaskakujące zakończenie są autem tej książki.
Franciszka von Haften od teraz dołączy do grona moich ulubionych kobiecych literackich postaci.
"Furia rodzi się w Sławie" wywarła na mnie piorunująco dobre wrażenie. Warstwa historyczna i fabularna świetnie się uzupełniają. Moc emocji i napięcia w trakcie toczącego się śledztwa oraz zaskakujące zakończenie są autem tej książki.
Franciszka von Haften od teraz dołączy do grona moich ulubionych kobiecych literackich postaci.
„Furia rodzi się w Sławie” to kolejny kryminał retro, który potwierdził moją przychylność do twórczości Krzysztofa Koziołka. Mimo, że książka powstała przed najnowszym kryminałem p.t. „Wzgórze Piastów”, to przedstawia późniejsze wydarzenia 1944 roku. Tym sposobem – przypadkowo – poznałam chronologicznie historię hrabiny Franziski von Häften – głównej postaci „Wzgórza Piastów” i jak się szybko okazało również jednej z ważniejszych postaci „Furii”. Muszę przyznać, że ta bohaterka ponownie wywarła na mnie największe wrażenie i wzbudziła wielka sympatię. Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się na kartkach literatury Koziołka. Dodam jeszcze, że akcja naprawdę nabrała tempa kiedy wątek hrabiny zaczął być rozwijany – fabuła bardzo na tym zyskała!
Wróćmy jednak do „Furii”. Akcja książki tym razem dzieje się w innym miasteczku województwa lubuskiego – mianowicie w tytułowej Sławie – uzdrowisku położonym nad tzw. „Śląskim Morzem”. Z książki dowiemy się naprawdę sporo ciekawostek dotyczących tego miejsca, co jest ogromną zaletą tej (jak i innych) książki Koziołka. Przyznam, że chętnie odwiedziłabym to miasto i podążyła śladami zarówno hrabiny jak i Antona Habichta – asystenta kryminalnego (brzmi znajomo?) – który może nie wzbudził tak wielkiej sympatii, ale jest mimo wszystko postacią interesującą.
Otóż Habicht otrzymuje zadanie wydające się przekraczać jego kompetencje zawodowe i z Głogowa trafia do Sławy, by rozwiązać zagadkę brutalnych morderstw młodych dziewcząt. Przełożeni motywują go jednak obietnicą awansu w przypadku pomyślnego zakończenia śledztwa. Nadzieja, że w uzdrowisku będzie mógł trochę pobumelować i nacieszyć się specyficznym mikroklimatem, pryska dość szybko jak bańka mydlana. Habicht z coraz większym zaangażowaniem pracuje nad sprawą odkrywając coraz to nowe fakty, aż pewnego razu – chyba ku zaskoczeniu mocodawców przez których został wybrany do tego zadania – poznaje o „jeden fakt za dużo”…
Jak skończy się śledztwo Habichta? Co naprawdę dzieje się w Sławskim Pałacu? Nad czym pracują Niemcy i jakie zdanie ma grupa Hitler Jugend stacjonująca w pobliskiej marinie? W końcu jaką rolę tym razem odegra hrabina von Häften i co w Sławie będzie robić sam Himmler? Odpowiedzi na te pytania poznacie po przeczytaniu książki.
Ciekawa zagadka, stopniowane napięcie, lekkie pióro, ciekawe postacie oraz bogato przedstawione tło obyczajowe i historyczne historii to zdecydowane zalety kryminału „Furia rodzi się w Sławie”. Polecam ponownie i mam nadzieję, że Krzysztof Koziołek wkrótce należeć będzie przynajmniej do piątki najpoczytniejszych polskich autorów kryminałów. Dobra literatura, na dobrym poziomie!
„Furia rodzi się w Sławie” to kolejny kryminał retro, który potwierdził moją przychylność do twórczości Krzysztofa Koziołka. Mimo, że książka powstała przed najnowszym kryminałem p.t. „Wzgórze Piastów”, to przedstawia późniejsze wydarzenia 1944 roku. Tym sposobem – przypadkowo – poznałam chronologicznie historię hrabiny Franziski von Häften – głównej postaci „Wzgórza...
przeczytałam i daję plusa za wspaniale ukazane tło historyczne i liczne wstawki geograficzno- krajoznawcze....sama akcja- dość ciekawa, przyczepię sie tylko do zbyt otwartego zakończenia, no cóż nie ma nic idealnego..
przeczytałam i daję plusa za wspaniale ukazane tło historyczne i liczne wstawki geograficzno- krajoznawcze....sama akcja- dość ciekawa, przyczepię sie tylko do zbyt otwartego zakończenia, no cóż nie ma nic idealnego..
Śmiało mógłby to napisać Pan Marek Krajewski, dodatkowo w książce są scenki podszyte humorem. Dodatkowy plus dla Autora za wnikliwą dokumentację historyczną.
Śmiało mógłby to napisać Pan Marek Krajewski, dodatkowo w książce są scenki podszyte humorem. Dodatkowy plus dla Autora za wnikliwą dokumentację historyczną.
Lubię książki które skłaniają mnie do poszerzania wiedzy. Zazwyczaj tę rolę w moim przypadku spełniają lektury z półki "historia" ale miło jest gdy taka inspiracja przychodzi z zupełnie niespodziewanego źródła.
Dlatego też od dawna cenię sobie kryminały retro. Bo oprócz samej zagadki (która często jest gdzieś w tle) mogę poznawać historię miast które do tej pory były tylko dla mnie punktami na mapie. Zaczęło się oczywiście od Krajewskiego, potem był Wroński i jego książki które skłoniły mnie do wizyty w Lublinie i zwiedzenia miasta a teraz, dzięki książce Pana Koziołka, mam kolejny cel podróży przed sobą.
"Furia rodzi się w Sławie" to powieść której akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej. Niemcy jednak nie chcą przyjąć do wiadomości nieuchronnej klęski i wszelkimi sposobami, nie stroniąc od okultyzmu i wiedzy ezoterycznej, starają się stworzyć "broń" która rozstrzygnie losy wojny na ich korzyść.
Prowadzą więc tajne badania w Sławie (miasto w woj. lubuskim nad jeziorem Sławskim), przed wojną i w trakcie wojny popularnym kurorcie wypoczynkowym.
Wojenną codzienność przerywa seria tajemniczych morderstw młodych dziewcząt. Do rozwiązania zagadki kryminalnej zostają oddelegowani szef lokalnego komisariatu i przedstawiciel policji kryminalnej z Głogowa. Szybko okazuje się że w zdarzenia te w jakiś sposób są wplątani młodzi kadeci z Hitlerjugend którzy w Sławie mają swoje centrum szkoleniowe.
Mamy więc zagadkę kryminalną z wojną w tle, wyrazistych bohaterów, polski wywiad i przepiękne krajobrazy. Wszystko to sprawia że książkę czyta się niezwykle sprawnie i z dużą przyjemnością.
Zawiodą się Ci którzy liczą na zawiłą intrygę i rozwiązanie zapierające dech w piersiach (u mnie wywołało ono raczej uśmiech na twarzy). To co jest siłą tej książki to pokazanie małego miasteczka na tle wielkiej historii tak że chce się tam pojechać aby wszystko zobaczyć na własne oczy.
Mnie autor zachęcił do odwiedzenia Sławy i okolic.
Lubię książki które skłaniają mnie do poszerzania wiedzy. Zazwyczaj tę rolę w moim przypadku spełniają lektury z półki "historia" ale miło jest gdy taka inspiracja przychodzi z zupełnie niespodziewanego źródła.
Dlatego też od dawna cenię sobie kryminały retro. Bo oprócz samej zagadki (która często jest gdzieś w tle) mogę poznawać historię miast które do tej pory były...
Pewnie wielu z Was słyszało o tym, iż Hitler i jego najbliższy oraz zaufany współpracownik, czyli Himmler, interesowali się okultyzmem, czarną magią i innego tego typu tematyką. Czy wiecie jednak o tym, że to właśnie w Polsce, na Ziemi Lubuskiej, nad jeziorem Sławskim, w czasach II wojny światowej, znajdowało się miejsce, w którym to trzymano tony księgozbiorów poświęconych właśnie tym zagadnieniom? I właśnie w tym miejscu akcję swojego kryminału umieścił Krzysztof Koziołek. Nie mogło więc być nudno.
Krzysztof Koziołek, rocznik 1978 to absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, który mieszka obecnie w Nowej Soli. Jest dziennikarzem i pisarzem, a także pasjonatem górskich wędrówek i kibicem żużla. Autor zadebiutował w 2007 r. powieścią sensacyjną pt. "Droga bez powrotu", jest częstym gościem bibliotek w całej Polsce.
Sierpień 1944 r., mieszkańcami Sławy, czyli miasteczka będącego kurortem za Ziemi Lubuskiej wstrząsa okrutne morderstwo czternastoletniej Stanisławy, przy której ciele znaleziono jedynie biały proszek. Śledztwo prowadzi asystent kryminalny Anton Habicht, członek NSDAP, zapalony nazista. Morderca nie zaprzestaje na jednej ofierze, a do śledztwa włącza się Sturmbannführer SS Carl Düchter, naukowiec prowadzący tajne badania na terenie sławskiego pałacu. Jak okazuje się, nie bez przyczyny...
Odkryłam kolejnego pisarza, który tworząc dość trudną odmianę kryminału, jakim jest kryminał retro, potrafi wymierzyć odpowiednią proporcję pomiędzy warstwą typowo kryminalną, a historyczną. W utworze tym bowiem, wartka akcja wraz z tajemnicą dziwnych morderstw, doskonale współgra z tłem historycznym, w którym to liczne elementy niedopowiedzenia, wywołują pożądany efekt ciekawości. Krzysztof Koziołek z mistrzowską precyzją odmalowuje skalę i przede wszystkim siłę nazistowskiej propagandy w 1944 r., stosunek Niemców do faszyzmu, a także wzajemne stosunki Polaków i Niemców zamieszkujących te właśnie ziemie. Do tego wszystkiego, autor zaskakuje ciekawostkami, jak chociażby szokująca dla mnie wiadomość o szyciu eleganckich mundurów dla nazistów przez znaną nam współcześnie firmę odzieżową – Hugo Boss. Pisarz stara się wplatać fakty historyczne w akcję powieści i zazwyczaj wychodzi mu to całkiem nieźle, poza nielicznymi wyjątkami. Po lekturze tego kryminału można więc śmiało powiedzieć, że autor przygotował się świetnie pod względem merytorycznym, aby odmalować klimat tamtych, strasznych lat. Udało mu się to z widoczną skutecznością.
Krzysztof Koziołek pozwolił czytelnikowi ujrzeć wykreowane przez niego wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów. Antoni Habicht, niezaprzeczalnie czarny charakter powieści, postać, która wzbudza wiele złych emocji. Jego światopogląd i karierowiczowskie zapędy pozwalają czytelnikowi ujrzeć w pełnym świetle skutki i przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec faszystowskiej ideologii. Hrabina Franziska von Häften, piękna, niezależna i odważna Polka, pracująca dla polskiego wywiadu to postać nieszablonowa, dla której postawy można poczuć jedynie wielki podziw i szacunek. Poczet bohaterów, jaki zaserwował czytelnikom autor jest oczywiście o wiele bardziej obszerniejszy i mocno zróżnicowany pod względem portretów psychologicznych. To niemal idealne odwzorowanie postaw etycznych z tamtych lat.
Wątek tajnych badań faszystów na zjawiskami paranormalnymi w okresie II Wojny Światowej to motyw, który do tej pory rozpala wyobraźnię amatorów historii, jak i samych historyków. Krzysztof Koziołek miał dość ciekawy pomysł na jego zaakcentowanie. Pomysł, który w pewnym momencie wywołał dreszcze na moim ciele. Wątek ten skłania do poszukania w innych źródłach informacji na ten temat. Nie mogę jednak przetrawić do tej pory jednego, czyli otwartego zakończenia, które zostało niemalże "ucięte" w strategicznym dla fabuły miejscu. Nie wiem dlaczego, autor zrobił taką niezbyt miłą niespodziankę czytelnikom. Wiem jedynie, że musi po prostu powstać kolejna część.
Mroczna okładka pod postacią ślicznej kobiety oraz odbicia w lustrze przedstawiającego nazistę z okropną twarzą i z wymownymi symbolami w oczodołach, zwiastuje kwintesencję tego kryminału. Pełnokrwistego kryminału retro, którego przeczytałam w jeden wieczór. Miłośników gatunku na pewno nie rozczaruje.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Mundur należy zapinać do ostatniego guzika".
Pewnie wielu z Was słyszało o tym, iż Hitler i jego najbliższy oraz zaufany współpracownik, czyli Himmler, interesowali się okultyzmem, czarną magią i innego tego typu tematyką. Czy wiecie jednak o tym, że to właśnie w Polsce, na Ziemi Lubuskiej, nad jeziorem Sławskim, w czasach II wojny światowej, znajdowało się miejsce, w...
Ta książka to strzał w dziesiątkę. Nie przegadana, mimo opisów, one tylko dodają smaczku, dobre tempo, ciekawi bohaterowie. Przy czym uruchamia szare komórki. Czytasz i kombinujesz, co może wydarzyć się dalej? Fabuła tej książki to silny wir wciągający czytelnika w tajemniczą serię morderstw.
Ta książka to strzał w dziesiątkę. Nie przegadana, mimo opisów, one tylko dodają smaczku, dobre tempo, ciekawi bohaterowie. Przy czym uruchamia szare komórki. Czytasz i kombinujesz, co może wydarzyć się dalej? Fabuła tej książki to silny wir wciągający czytelnika w tajemniczą serię morderstw.
Są takie książki, które wzbudzają mój mimowolny respekt, jeszcze zanim otworzę i zacznę czytać. Gdy czytam opis lub zerknę na kategorię i widzę książkę historyczną, mam ochotę pogratulować odwagi. Nieważne, czy książka została napisana dobrze, czy kuleje i męczy Czytelnika – sam fakt podjęcia próby napisania jest wart pochwał. Mając jakieś pojęcie o pisaniu dłuższych form wypowiedzi, wiem na własnej skórze, jak ciężkie jest prowadzenie akcji w normalnych okolicznościach. Jeśli dodamy tło, musimy je dokładnie zbadać. Jeśli jest to miejsce, które istnieje, nie można przedobrzyć i opisać je wbrew realiom. A książki historyczne wymagają bardzo dokładnej analizy zdarzeń, miejsc i ludzi. Są bardzo drobiazgowe i choć fikcja literacka daje szerokie pole manewru, to jednak trzeba zachować realizm. Czy ta książka sprostała mym skromnym wymaganiom recenzenta? Hm… zobaczmy.
Koniec sierpnia 1944 roku. W Sławie, uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem, dochodzą do siebie niemieccy żołnierze ranni na frontach oraz stacjonuje tu jednostka „Marine Hitlerjugend”, gdzie młodzi mężczyźni są szkoleni do walk na froncie i w wodzie. Cały spokój tego miejsca i okolicy, burzy morderstwo młodej Polki pracującej wraz z najbliższymi u niemieckiej rodziny. Dziewczyna, którą brutalnie pozbawiono życia, ściąga na Sławę zainteresowanie policji kryminalnej. I tak w tej urokliwej miejscowości pojawia się asystent kryminalny Anton Habicht, człowiek, który karierę w policji zawdzięcza członkostwu w NSDAP i którego największym dotychczasowym sukcesem jest zlikwidowanie nielegalnej gorzelni. Oczywiście sam o sobie ma bardzo wysokie mniemanie i już niedługo później rozstawia po kątach cały posterunek sławskiej policji. Początkowo śledztwo nie przynosi nic nadzwyczajnego, a policjanci drepczą wokół nie wiedząc, czego szukać.
Ofiar przybywa. Kolejna młoda dziewczyna, Niemka, przynosi więcej niewiadomych, jednak ujawnia tym samym kilka poszlak. Habicht jednak ma za mało dowodów, by jednoznacznie kogokolwiek pozwać. Mąka rozsypana w obu miejscach zbrodni? To za mało. Wiek ofiar? Tym bardziej. Fascynacja młodymi chłopcami z Hitlerjugend? Nic nadzwyczajnego. Niedługo później Habicht dostaje nakaz powiadamiania o postępach w sprawie Sturmbannführera SS Carla Düchtera, szefa naukowców, którzy stacjonują w sławskim pałacu, prowadząc supertajne badania. Wtedy asystent kryminalny zaczyna czuć presję, która wcale nie jest motywująca…
W tym samym uzdrowisku wypoczywa pewna wdowa po niemieckim inżynierze, Franziska von Häften. Przeurocza kobieta, do której wzdycha znaczna ilość mężczyzn. Wdówka od początku budzi niejaką rewelację. Wyzwolona, swobodna i bardzo ciekawska, lubuje się w spacerach z kijkami i w ornitologii… I nie tylko…
Są takie książki, które wzbudzają mój mimowolny respekt, jeszcze zanim otworzę i zacznę czytać. Gdy czytam opis lub zerknę na kategorię i widzę książkę historyczną, mam ochotę pogratulować odwagi. Nieważne, czy książka została napisana dobrze, czy kuleje i męczy Czytelnika – sam fakt podjęcia próby napisania jest wart pochwał. Mając jakieś pojęcie o pisaniu dłuższych form...
Sława, czy raczej Schlesiersee, to miasteczko i kurort na Ziemi Lubuskiej, położone nad pięknym jeziorem Sławskim, zwanym również Morzem Śląskim. To tu w czasach II wojny światowej w zamku Haugwitzów swoją rezydencję miał minister spraw wewnętrznych Rzeszy Heinrich Himmler. To tu znajdował się również VII Oddział Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. To tu trzymał swoje księgozbiory Reichführer SS; księgozbiory poświęcone okultyzmowi, procesom czarownic, czarnej magii i masonerii. To tu wreszcie umieścił akcję swojej najnowszej powieści „Furia rodzi się w Sławie” Krzysztof Koziołek.
Ostatnie dni sierpnia roku 1944. Powoli zbliża się koniec III Rzeszy, choć naziści nadal nie dają za wygraną i ciągle wierzą w wynalezienie cudownej broni, która pozwoli im przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W Sławie wypoczywają niemieccy żołnierze, którzy odnieśli rany walcząc na froncie; swój krótki dwudniowy niby-urlop spędza tu również asystent kryminalny policji z Głogowa Anton Habicht. Niestety, ma biedak pecha, bo nie jest mu dane nacieszyć się wolnymi dniami. W niedalekiej osadzie – Cegłówce, dokonano bowiem bestialskiego mordu na czternastoletniej córce polskich robotników przymusowych Stanisławie Derlizkiej. I właśnie Habicht, mimo braku doświadczenia, ma zająć się, wraz z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem, wykryciem sprawcy morderstwa.
Gdyby nie to tragiczne wydarzenie, asystent kryminalny mógłby spędzić swój urlop zupełnie inaczej. Może podziwiałby codzienne marsze chłopców z Marine Hitlerjugend, którzy stacjonowali w Sławie i przygotowywali się tu do służenia ojczyźnie; może odwiedziłby plażę i tam zabawiłby się w ostatnie godziny swojego pobytu; może skorzystałby z rejsu „Potsdamem” po jeziorze, gdzie miałby możliwość poznać piękną hrabinę Franziskę von Hӓften, wdowę po hrabim Aleksandrze von Hӓften, który zginął na froncie wschodnim.
Habicht jednakże dostał wielką szansę od swojego przełożonego – miał pozostać w Sławie i kontynuować śledztwo. Czy uda mu się wykryć mordercę?
Sprawa wydaje się być bardzo ważna, bo swoje zainteresowanie nią okazał mieszkający w pałacu i kierujący pracami tajnej grupy „G” Sturmbannführer SS Carl Düchter. Trochę to dziwne, że wiadomość o śmierci prostej, polskiej robotnicy przymusowej dotarła aż tak wysoko, ale Habicht pochłonięty myślą o awansie, nie przejął się tym i nie wykazał zdziwienia.
Wkrótce sprawa komplikuje się, bo giną kolejne dziewczynki i do tego pochodzenia niemieckiego. Co łączy te morderstwa? Czy w Sławie działa seryjny zabójca? Jaki związek z dziewczynkami miał oficer SS rezydujący w zamku i zajmujący się zupełnie innymi problemami? Co robi w Sławie piękna hrabina Franziska? Zapraszam do lektury…
„Furia rodzi się w Sławie”, to jak nietrudno się domyślić kryminał, do tego utrzymujący się w tak popularnej ostatnio konwencji - kryminału retro. Spełnia on wszelkie wymagania stawiane powieściom z tego gatunku, a więc fabuła opiera się na zbrodniach, opisuje okoliczności, w jakich do nich doszło, przedstawia dochodzenie i ujawnia w końcu sprawcę. Do tego rzecz dzieje się w przeszłości – może niezbyt odległej, ale schyłek II wojny światowej jest bardzo lubianym przez czytelników okresem w historii - w położonym nad jeziorem kurorcie, gdzie spotyka się towarzystwo multikulturowe – prości żołnierze, młodzieńcy z Hitlerjugend, arystokracja, władze miasta, oficerowie SS, policja kryminalna, żandarmeria, robotnicy przymusowi, zwykli niemieccy obywatele miasta i wielu, wielu innych. Gdy dodamy jeszcze ciekawie skonstruowanego bohatera prowadzącego śledztwo, wyrazistego, niepokornego, nieco zagubionego, ambitnego, jakim jest Habicht i interesującą zagadkę kryminalną, z pewną dawką dekadencji, mistycyzmu i mrocznej tajemnicy, to otrzymamy przepis na kryminał retro w wykonaniu Krzysztofa Koziołka, urodzonego w 1978 mieszkającego w Nowej Soli, zielonogórzanina. Pan Krzysztof jest absolwentem politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, jednak zajął się nie polityką, lecz dziennikarstwem i pisarstwem. „Furia rodzi się w Sławie” to Jego dziewiąta powieść.
Zadebiutował w roku 2007 powieścią sensacyjną „Droga bez powrotu”, w 2009 wydał kryminał typu skandynawskiego „Święta tajemnica”, a w 2010 powieść sensacyjno-przygodową „Miecz zdrady”. Obie książki zostały nominowane do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego, a za „Miecz zdrady” autor został zgłoszony do Paszportu Polityki 2010. W kolejnym roku p. Krzysztof otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza i wydał kolejne książki – thriller „Premier musi zginąć” i „Trzy dni Sokoła”. Pozostałe tytuły pisarza to: „Bóg nie weźmie w tym udziału”, „Instrukcja 0066” i „Ława przysięgłych”.
W życiu prywatnym Krzysztof Koziołek pasjonuje się wędrówkami po górach, żużlem i serialem „Na południe”.
Nie wyczytałam tego w żadnej dostępnej w internecie notce biograficznej, ale Krzysztof Koziołek jest zapewne również pasjonatem historii, a już na pewno tej związanej z II wojną światową na terenach położonych w niedalekiej odległości od Zielonej Góry. To zainteresowanie tym okresem widać bowiem na każdej niemalże stronie Furii… . W fabułę powieści wpleciona jest tak olbrzymia ilość detali historycznych, że chwilami miałam wrażenie, że czytam jakiś bardzo interesujący podręcznik historii, z którego wiedzę można czerpać garściami. Przyznam się, że nie do końca potrafiłam odróżnić, co tak naprawdę jest tu fikcją, a co prawdą historyczną, szczególnie że historia ziemi lubuskiej nie jest moją mocną stroną. Dzięki „Furii…” miałam możliwość poznania bardzo barwnego fragmentu z dziejów Polski oraz atrakcyjne tereny, na których odbywa się cała akcja książki.
Sława nie jest już dla mnie miastem obcym. Sugestywne opisy kamieniczek, ulic, jadłodajni, jeziora, okolicznych gospodarstw, hoteli pomogły mi poznać ten wojenny kurort na tyle, że gdyby jakiś wehikuł czasu mnie tam przeniósł, to na pewno bym się nie zgubiła i od razu odnalazła szukane miejsce. Myślę, że nie byłoby też problemów z rozpoznaniem bohaterów powieści. Pisarz poświęcił bowiem sporo miejsca na scharakteryzowanie wyglądu zewnętrznego swoich postaci, a także cech wyróżniających ich od innych. Na pewno opisy okolicy oraz kreacja bohaterów – wielowymiarowych, barwnych, zróżnicowanych jest bardzo dużym atutem tego kryminału.
Jednakże w każdym kryminale najważniejszym elementem jest intryga kryminalna. Musi być interesująca, trzymać w napięciu, charakteryzować się licznymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i zaskakującym zakończeniem. Jak to jest w przypadku „Furii…” ?
Pomysł na fabułę jest bardzo błyskotliwy i innowacyjny. Lubię kryminały, przeczytałam ich sporo w swoim życiu i jak do tej pory nie spotkałam się z taką koncepcją na intrygę kryminalną. Tajemnicze morderstwa, które w zasadzie niewiele miały ze sobą wspólnego; detektyw (w tej roli asystent kryminalny Anton Habicht) – człowiek bez doświadczenia, za którego nikt nie dałby nawet centa, a jednak potrafiący myśleć, dedukować i w końcu rozwiązać tę zagadkę. A wierzcie mi, nie należała ona do najłatwiejszych. Habicht dochodząc powoli do wykrycia mordercy, przeprowadził nas przez meandry różnych koncepcji i doprowadził do niekonwencjonalnego finału. Byłam zaskoczona, a to już na pewno dobrze świadczy o powieści kryminalnej. Ale… mimo wszystko czegoś mi zabrakło. Może odrobiny więcej napięcia – akcja toczy się niespiesznie, co doskonale charakteryzuje senne życie kurortu, ale nie do końca satysfakcjonuje czytelnika nastawionego na dynamiczny wątek kryminalny. Może wodzenia za nos i szerszego kręgu podejrzanych – pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie typowałam zabójcy i nie dlatego, że było mi wszystko jedno, kto dokonał mordów, tylko po prostu zabrakło mi kandydata, którego mogłabym podejrzewać. A może po prostu kryminału w kryminale – „Furia rodzi się w Sławie” jest bowiem powieścią wielowątkową i oprócz intrygi kryminalnej spotykamy się tu również z wątkiem historycznym, szpiegowskim, romantycznym, obyczajowym, a nawet fantastycznym. Nie można zarzucić Autorowi, że nie potrafił powiązać tych historii w spójną całość, bo zrobił to perfekcyjnie. Niemniej jednak wydaje mi się, że większe skupienie się na części typowo kryminalnej uczyniłoby powieść bardziej atrakcyjną.
Mam również pewne zastrzeżenia do języka utworu. O ile narracja mnie zachwyciła, o tyle dialogi raziły mnie pewną dozą sztuczności. Styl narratora – niezależnego obserwatora wydarzeń jest rzeczowy, chwilami beznamiętny, chłodny, lakoniczny, kiedy indziej pełen emocji, entuzjastyczny, ożywiony, ale zawsze bezstronny. Autor nie ocenia, tylko przedstawia fakty – nam pozostawiając wyciąganie wniosków, analizę i interpretację. I tak poprowadzona narracja jest najbardziej przeze mnie w kryminałach lubiana. Trochę gorzej rzecz ma się z dialogami. Panował w nich lekki chaos i brak porządku, który prowadził do dezorientacji. Chwilami musiałam zastanawiać się, kto daną kwestię wygłosił, bo Autor tego wyraźnie nie zaznaczył. Utrudniało to zdecydowanie czytanie i zrozumienie utworu, zmuszało niejednokrotnie do powrotu do wcześniejszych kwestii i „wyliczenia”, kto daną myśl wygłasza. Brakowało mi zróżnicowania języka poszczególnych postaci oraz naturalności dialogów. Jest to na pewno pewien mankament powieści, ale nie zmienia to faktu, że i tak mam dużą ochotę na poznanie wcześniejszej twórczości pana Krzysztofa.
Na koniec chciałam zwrócić uwagę na piękne wydanie książki. Klimatyczna okładka utrzymana w tonacji sepii, z piękną kobietą na pierwszym planie i odbiciem w lustrze przedstawiającym nazistę o nieco zniekształconej twarzy i swastykach zamiast oczu. Robi to niesamowite, nieco przerażające wrażenie i od razu kojarzy się z problematyką utworu. Bardzo pomocna jest również mapka okolic znajdująca się na wewnętrznej stronie okładki, pozwalająca zorientować się w topografii terenu. Całość mocno przyciąga wzrok i wabi czytelnika.
Czy „Furia rodzi się w Sławie” jest mimo swoich mankamentów książką godną polecenia? Według mnie jak najbardziej. Polecam ją zarówno miłośnikom historii prawdziwej, jak i fikcji historycznej; miłośnikom kryminałów i opowieści niesamowitych; zainteresowanych okresem II wojny światowej oraz mrocznych tajemnic, jakie kryją się na polskiej ziemi. To lektura, która bawi, ale również dostarcza olbrzymiej wiedzy; lektura, która wciąga, zaciekawia i przenosi w świat rodem ze „Stawki większej niż życie”. Polecam !
Sława, czy raczej Schlesiersee, to miasteczko i kurort na Ziemi Lubuskiej, położone nad pięknym jeziorem Sławskim, zwanym również Morzem Śląskim. To tu w czasach II wojny światowej w zamku Haugwitzów swoją rezydencję miał minister spraw wewnętrznych Rzeszy Heinrich Himmler. To tu znajdował się również VII Oddział Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. To tu trzymał swoje...
Kryminał retro przeżywa prawdziwy renesans. Lecz istotną ideą różniącą go od zwykłego, współczesnego kryminału jest właśnie tło historyczne, logika, zamysł akcji ,a nie epatowanie makabrą czy postacią psychopata-mordercy.
Kryminał z tłem historycznym, jest dużym wyzwaniem dla pisarza. Trzeba dokładnie przygotować warsztat, ugruntować wiedzę, sięgnąć do archiwów, poszperać w książkach i porozmawiać z ludźmi, pasjonatami tematu. Wydaje się, że kryminał to lekka lektura i tym łatwiej jest ją stworzyć. Tak naprawdę aby napisać oryginalny kryminał, który wciągnie całkowicie czytelnika, trzeba włożyć zarówno wiele serca jak i czasu. „Furia rodzi się w Sławie” Krzysztofa Koziołka to przykład wysmakowanej powieści, osadzonej w czasach wojennej zawieruchy. A w roli detektywa występuje bardzo niejednoznaczna postać – hitlerowiec, inspektor kryminalny – Anton Habicht.
W niewielkim miasteczku, w Sławie dochodzi do morderstwa. Aby wykryć zbrodniarza, do miejscowości przybywa Habicht, spragniony awansu za wszelką cenę pragnie odnaleźć sprawcę jak i wypocząć . Z racji swojego stanowiska, może korzystać z najlepszego hotelu, restauracji. Habicht oprócz ciągłego podjadania i rozkazywania podwładnym, poznaje mieszkańców oraz tajemniczego bibliotekarza i naukowca Sturmbannführera SS Carla Düchtera, który chce wiedzieć wszystko na temat prowadzonego śledztwa. Habicht dowiaduje się, że w pałacu w Sławie, SS prowadzi jakieś tajne badania, które mają przysłużyć się państwu niemieckiemu. Pałacem zdaje się również interesować piękna hrabina – Franziska von Häften. Kobieta uwielbia szybkie samochody, inteligentnych rozmówców, stając się obiektem zainteresowania niemieckich żołnierzy.
Kiedy ginie kolejna kobieta, a na miejscu zbrodni śledczy odnajdują znowu ślady mąki, sytuacja zdaje się komplikować, ale Habicht wpada na pewne poszlaki. Niestety nie mogę więcej zdradzić , bo autor naprawdę zaskakuje czytelnika, a bohaterowie jego powieści nie mają lekko…
Krzysztof Koziołek wprowadza czytelnika do jaskini lwa. Z niewiarygodną realnością pokazuje stosunki polsko-niemieckie w 1944 roku, nazistowską propagandę oraz samych Niemców, zanurzonych w faszyzmie, gotowych wiele poświęcić dla sławy, uznania, władzy. Habicht całkowicie poddany zwierzchnikom okazuje się być wnikliwym obserwatorem, ale i pionkiem w dużo ważniejszej grze. Tu nie chodzi już o wykrycie zbrodniarza, ale zdemaskowanie prawdziwego zła. Autor tworzy bohaterów oryginalnych, krwistych, którzy budzą wiele sprzecznych emocji – od pogardy po szacunek. Pisarz miejscami ironizuje, wprowadza elementy czarnego humoru, co jeszcze bardziej zaskakuje czytelnika. Zazwyczaj powieść kryminalna jest ukazywana z perspektywy głównego bohatera, z którym czytelnik się utożsamia. Postać posiada wysokie wartości moralne i bezsprzecznie stoi po stronie prawa. Krzysztof Koziołek, mający już sporo powieści na swoim koncie, odwraca schematy, szokuje, zmusza czytelnika do trudnych ćwiczeń umysłowych, pokazując Sławę z perspektywy kilku bohaterów, różnych charakterów.
Kryminał „Furia rodzi się w Sławie” ma kilka wątków, które logicznie się zazębiają. Mimowolnie przychodzi skojarzenie filmowej postaci Hansa Klossa z uwodzicielską Franziską, która jest silną, niezależną kobietą, tajemniczą, chociaż jak się okazuje nie dla wszystkich… Jest ona jedną z ciekawszych postaci, o rysach buntowniczki, feministki, zapalczywej indywidualistki. Podobnie Düchter jest dość kontrowersyjną postacią, miłośnik książek i szef tajnej grupy „G”, pod maską mola książkowego skrywa wiele twarzy, lecz nie można odmówić mu błyskotliwości i diabelskiej inteligencji.
Krzysztof Koziołek dba o detale, opisy miejsc, a historyczne-obyczajowe tło jest jedną z zalet tej opowieści. Miejsca mają swoje historie, autor skrupulatnie nam je przybliża. I na tym właśnie polega idea kryminału retro – zbrodnia to pretekst do pokazania przeszłości. Pomocna jest również mapka Sławy z niemieckimi odpowiednikami nazw miejsc.
Motto Nietzschego „Ziemia ma skórę , a ta skóra ma choroby. Jedną z nich jest człowiek” , które przyświeca powieści realizuje się w wielu momentach literackiej historii, znajdując odbicie w postaciach, ich zachowaniu, nawet w słowach, pełnych nienawiści i nieufności. Każdy z bohaterów zdaje się być otoczony mrokiem, igrając ze złem. Można obarczyć wojenną rzeczywistość za taki stan rzeczy, ale to człowiek stworzył diabelską machinę wojny.
„Furia rodzi się w Sławie” to prawdziwy wehikuł czasu, który przenosi czytelnika w świat, w którym roi się od niebezpieczeństw, tropów, ludzi, którym nie można ufać oraz szpiegów. Zakończenie każe utrzymywać czytelnika w ogromnej niepewności, ale może dzięki temu ta historia zapada tak bardzo w naszej pamięci, rodząc tak wiele pytań, scenariuszy dalszych losów bohaterów. Powieść Krzysztofa Koziołka to rewelacyjna umysłowa przygoda, wypełniona smakowitymi opisami miejsc i różnymi odcieniami roku 1944.
PS. O fenomenie kryminału retro pojawiła się świetna audycja w radiowej dwójce : „Kryminały retro.Czytelnik na równi z detektywem”. Koniecznie do posłuchania !
Kryminał retro przeżywa prawdziwy renesans. Lecz istotną ideą różniącą go od zwykłego, współczesnego kryminału jest właśnie tło historyczne, logika, zamysł akcji ,a nie epatowanie makabrą czy postacią psychopata-mordercy.
Kryminał z tłem historycznym, jest dużym wyzwaniem dla pisarza. Trzeba dokładnie przygotować warsztat, ugruntować wiedzę, sięgnąć do archiwów, poszperać...
Początek z tą książką nie był łatwy. Pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron czytałam trochę ze zgrzytaniem zębami, nie całkiem przekonana do sposobu pisania, do zarysowanego klimatu i bohaterów. I później, dość niespodziewanie, stało się to, co tak lubię w czytaniu książek - wkręciłam się niesamowicie i zdałam sobie sprawę z tego, że to, co jeszcze chwilę temu mi przeszkadzało, teraz okazuje się być plusem. Najpierw więc klimat! Akcja osadzona została w Sławie, w niezwykle cichym miejscu położonym z daleka od armatnich wybuchów. Wraz z przewracaniem stron książki w mojej głowie tworzyła się coraz dokładniejsza wizja tego skrawka świata, zarysowana najpierw w czerni i bieli, później w pożółkłych, smutnych od upływu czasu barwach, a na końcu w kolorach pełnych życia, w filmowym blasku. Nie stało się tak natychmiast. Dopiero po dwusetnej stronie zrozumiałam, że bardzo chciałabym obejrzeć tę książkę na dużym ekranie. Widzę ją w filmowych klatkach i pojedynczych scenach, ale widzę ją też jako całość. I tu wspomnieć muszę o bohaterach. Nie wiem, czy któregoś z nich lubię. Nie jest to takie proste, bo w każdym są rzeczy, które mi nie pasują, które denerwują. Jednak Habicht, członek NSDAP i policjant prowadzący sprawę dotyczącą morderstw, jak i Franziska, dość ekscentryczna hrabina niezwykle istotna dla fabuły powieści, stali się dla mnie w czasie czytania powieści niezwykle interesującymi elementami konstrukcji świata przedstawionego. Coś w nich jest, coś, co chce się czytać, poznawać i co chce się zderzyć z wydarzeniami rozgrywającymi się w miasteczku. Nie zawiedziemy się też bohaterami drugoplanowymi, choć w niektórych momentach było mi trudno odnaleźć się w niemieckich nazwiskach, tytułach i stopniach. Postaci są różne, nie ugładzone i często wchodzące z sobą w konflikty. Dużą część dialogów okraszono ciętymi ripostami, a im dalej w książkę, tym lepiej prezentują się rozmowy oraz tym więcej wiemy o myślach i opiniach bohaterów. Świat stworzony przez autora z biegiem czytania zaczynał być coraz bardziej namacalny, a jednocześnie kiełkowało coraz więcej tajemnic, których rozwiązania chciałam doczekać.
Odnoszę wrażenie, że Furia to dość klasyczny kryminał retro, choć nie mam oczywiście porównania i chętnie wysłucham opinii innych. Jeśli jednak przeanalizować podstawowe elementy, oddają one to, czego po kryminale retro się spodziewałam, nie mając go wcześniej przed sobą. Morderstwom i poszukiwaniu sprawców towarzyszy odpowiednio silny wątek szpiegowski oraz wtrącane łagodnie akapity dotyczące historii Sławy lub poszczególnych kwestii dotyczących wojny. Podobało mi się to, że w niektórych momentach narracja wychodziła z ram historycznych, ujawniając rąbka historii późniejszej, tej, która nie dotyczy bezpośrednio bohaterów, ale może zainteresować miłośników czasów wojny. Objętościowo jednak książka nie przeraża i nie wystraszy także sposób, w jaki została napisana.
Początek z tą książką nie był łatwy. Pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron czytałam trochę ze zgrzytaniem zębami, nie całkiem przekonana do sposobu pisania, do zarysowanego klimatu i bohaterów. I później, dość niespodziewanie, stało się to, co tak lubię w czytaniu książek - wkręciłam się niesamowicie i zdałam sobie sprawę z tego, że to, co jeszcze chwilę temu mi...
Porządna rzemieślnicza robota nie ma do czego się przyczepić ani w warstwie fabularnej ani stylistycznej, zresztą to raczej nie powinno dziwić autor wydał już kilka książek z różnych gatunków, zatem porządny pisarski warsztat miał sobie kiedy wyrobić. Ta akurat pozycja to kryminał retro , którego akcja rozgrywa się latem 44 roku w wypoczynkowej miejscowości Sławna zwanej „Śląskim morzem”. Książka niewielka objętościowo ot tak akurat na dwa dni sympatycznej rozrywki .
Miałabym może tylko dwa maleńkie "ale" -pierwsze to postać pięknej hrabiny szpiega to trochę zgrana karta w typie Mati Hari tak jakby brzydka hrabina szpieg była mniej skuteczna w zdobywaniu tajnych informacji a przecież tajne informacje zdobywa się za pomocą pomysłowości, inteligencji a czasem nawet tupetu natomiast wielka uroda moim zdaniem natychmiast wzbudza podejrzenia – przynajmniej w powieściach „ piękna hrabina aha! To na pewno będzie szpiegiem” :)
Druga rzecz to zakończenie odniosłam wrażenie , że ta powieść została urwana w połowie fabuły nigdzie o tym nie napisano ale może to część pierwsza jakieś dłuższej serii? Jeśli tak to rozumiem, że pewne wątki nie zostały zakończone aby autor mógł je rozwinąć w kolejnym tomie, jeśli to jednak samodzielna powieść to czuję się porzucona w połowie opowieści.
Porządna rzemieślnicza robota nie ma do czego się przyczepić ani w warstwie fabularnej ani stylistycznej, zresztą to raczej nie powinno dziwić autor wydał już kilka książek z różnych gatunków, zatem porządny pisarski warsztat miał sobie kiedy wyrobić. Ta akurat pozycja to kryminał retro , którego akcja rozgrywa się latem 44 roku w wypoczynkowej miejscowości Sławna zwanej...
- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
- Nie to miałem na myśli – zazgrzytał zębami.
- Majtki miała podciągnięte – szef żandarmerii wznosił się na wyżyny dedukcji.
- Oh mein Gott… - westchnął głęboko. (...)”
Krzysztof Koziołek – zielonogórzanin z urodzenia, obecnie mieszka w Nowej Soli. Absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, z zawodu pisarz i dziennikarz. Pasjonat górskich wędrówek, zapalony kibic żużla i fan serialu "Na południe". W 2007 r. zadebiutował powieścią sensacyjną "Droga bez powrotu", w 2009 r. wydał kryminał skandynawski "Święta tajemnica" (nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego), w 2010 r. ukazała się powieść sensacyjno-przygodowa "Miecz zdrady". Za tę ostatnią autor został zgłoszony do Paszportu Polityki 2010 i nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. W 2011 roku Krzysztof Koziołek otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza. W tym samym roku ukazały się kolejne książki: thriller "Premier musi zginąć" oraz "Trzy dni Sokoła" (trzy powieści w odcinkach pisane do tygodników lokalnych i na stronę internetową autora w jednej książce) [notka pochodzi ze strony Lubimy Czytać].
"Furia rodzi się w sławie" to bardzo dobry, prosto napisany kryminał retro. Wartka akcja, tło historyczne, czarny humor, wiedźmy, potajemne spotkania kochanków to przedsmak tego, co czeka Was w książce. Utwór ten spodoba się na pewno 'smakoszom' tego gatunku. Wymagane jest od nas intensywne myślenie, gdy czytamy książkę. Przeczytanie pierwszych czterdziestu stron szło mi bardzo ciężko, jednak potem wciągnąłem się w akcję na dobre. Autor zadbał o najmniejszy szczegół w opisywaniu otoczenia. Na początku książki znajdziemy mapę Sławy, zaś na końcu indeks nazw topograficznych. Bohaterowie są bardzo charyzmatyczni i wyraziści. Od początku polubiłem Antona Habichta (jednego z głównych postaci), choć czasem wkurzał mnie swoim zachowaniem.
Sierpień 1944 roku, III Rzesza wyraźnie chyli się ku upadkowi. W Sławie, uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem, w ciszy i spokoju, z daleka od zmagań wojennych, kurują się niemieccy żołnierze ranni na różnych frontach. Nagle miasteczkiem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni. Śledztwo w tej sprawie prowadzi asystent kryminalny Anton Habicht, człowiek, który karierę policji zawdzięcza dzięki członkostwu w NSDAP, i którego największym dotychczasowym sukcesem jest zlikwidowanie nielegalnej gorzelni. Początkowo wszystko wskazuje na to, że ofiary wybrano przypadkowo, wkrótce jednak pojawia się pewien łączący je trop. Sytuacja komplikuje się, kiedy śledztwem zaczyna interesować się Sturmbannführer SS Carl Düchter, szef naukowców, którzy w sławskim pałacu – na rozkaz samego Heinricha Himmlera – prowadzą tajne badania nad procesami czarownic. Efekty tych prac mają odwrócić losy wojny [opis pochodzi z okładki książki].
Podsumowując, bardzo polecam Wam tę książkę. Książka jest bardzo dobrze napisana, a bohaterowie są świetni. Mam nadzieję, że tą krótką recenzją zachęciłem Was do sięgnięcia po ten utwór.
Tytuł: "Furia rodzi się w sławie"
Autor: Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Projekt okładki: Kamil Pietruczynik
Korekta: Daniel Lesiewicz
Wydanie: I
Oprawa: miękka (ze skrzydełkami)
Data wydania: 5 sierpnia 2015
Liczba stron (tylko tekstu): 281
ISBN: 978-83-934831-8-1
- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
-...
Kolejny retro kryminał na mojej półce, który gorąco mogę polecić. Wyśmienicie napisany, inteligentny, dla czytelnika wymagającego i oczytanego. Jeśli więc lubisz kryminały, a historia jest dziedziną, która Cię interesuje (albo przynajmniej nie odrzuca), to jest to książka dla Ciebie.
Akcja najnowszej powieści Krzysztofa Koziołka toczy się na przełomie sierpnia i września 1944 roku. Miejsce: tytułowa Sława, czyli po niemiecku Schlesiersee. Tam właśnie znajduje się uzdrowisko, do którego chętnie zaglądają ranni niemieccy żołnierze. Nieopodal można się natknąć na ośrodek szkoleniowy Hitlerjugend, natomiast w sławskim pałacu urzęduje specjalna grupa SS, która bada... procesy czarownic i próbuje stworzyć żołnierza doskonałego.
Cicha, spokojna mieścina nad tzw. Śląskim Morzem, na pozór z dala od wojennych działań jest na dodatek – co nie powinno dziwić – miejscem, w którym walkę przychodzi stoczyć wywiadom, polskiemu i niemieckiemu. Podoba Wam się? A to dopiero początek.
Pod koniec sierpnia w Cegłówce, pobliskiej miejscowości, dochodzi do morderstwa. Choć władze starają się ukryć ten fakt przed okoliczną ludnością, ciężko jest zaprzeczyć temu, że młodziutka dziewczyna, polska robotnica przymusowa, została brutalnie zamordowana. Jakby tego było mało, była w ciąży, a ojciec pozostaje nieznany. Sprawą zajmują się miejscowy żandarm Reiner oraz przedstawiciel Policji Kryminalnej z Głogowa, Habicht. Choć mają współpracować, każdy z nich ukrywa przed drugim swoje odkrycia i stara się za wszelką cenę rozwikłać paskudną kryminalną zagadkę na własną rękę. Dodatkowym "problemem" okazuje się również konieczność raportowania o postępach śledztwa Sturmbannführerowi SS Düchterowi, który rezyduje w pałacu i nadzoruje pracami grupy specjalnej.
Wiele się w tej powieści dzieje, aż trudno uwierzyć, że na tak niewielu stronach Autorowi udało się stworzyć tak przekonujących bohaterów, zarysować naprawdę interesującą i wciągającą akcję i jeszcze w genialny sposób przedstawić jej miejsce. Koziołek świetnie poradził sobie z narracją, dzięki czemu opisy miejsc i sytuacji geopolitycznej są wplecione w fabułę i ani trochę nie nudzą, ani nie wydają się tam na siłę wciśnięte. Wszystko jest na swoim miejscu, a na dodatek Autor serwuje jeszcze czytelnikowi kilka wyśmienitych twistów. Zakończenia, moim zdaniem, nie da się przewidzieć.
Cała recenzja znajduje się na Dune Fairytales pod adresem: http://dune-fairytales.blogspot.com/
Kolejny retro kryminał na mojej półce, który gorąco mogę polecić. Wyśmienicie napisany, inteligentny, dla czytelnika wymagającego i oczytanego. Jeśli więc lubisz kryminały, a historia jest dziedziną, która Cię interesuje (albo przynajmniej nie odrzuca), to jest to książka dla Ciebie.
Akcja najnowszej powieści Krzysztofa Koziołka toczy się na przełomie sierpnia i września...
- OTCHŁAŃ ŚLĄSKIEGO MORZA SKRYWA MROCZNĄ TAJEMNICĘ -
27 sierpnia 1944 roku ma miejsce brutalne morderstwo czternastoletniej Stanisławy. Jako, że pochodziła ona z polskiej rodziny będącej na przymusowych robotach, wydarzenie to nie bardzo wstrząsnęło niemieckim, policyjnym światem. Do czasu kolejnego morderstwa, tym razem niemieckiej, także młodej dziewczyny. Początkowo morderca zadaje ciosy nosem w brzuch, jednak przy kolejnych ofiarach posuwa się znacznie dalej, a na miejscu zbrodni pozostawia biały proszek, który okazuje się być zwykłą mąką. Tylko co ona ma wspólnego z tym całym, sławskim "bałaganem"?
"- Co pan robi?!
- Do każdej muszli zajrzeć trzeba, ale nie w każdej siedzi perła - rzucił Reiner filozoficznie. - Majtki co prawda opuszczone, ale śladów używania nie widać.
- A pan znowu, Herr Hauptwachtmeister, taki ekspert od śladów gwałtu?!
- Znam się co nieco na kobietach - odparł dumnie... "
Sprawa nabiera poważniejszego charakteru. Do śledztwa zostaje powołany asystent kryminalny Anton Habicht, dla którego może to być duża szansa na awans. Tylko czy brak doświadczenia można zastąpić wielogodzinną dedukcją?
Jest jeszcze Franziska von Häften - miłośniczka kapeluszy i długich spacerów z kijkami od nart. Hrabina korzysta z uzdrowiskowego działania Sławy, tylko czy jest to jedyny powód jej pobytu w mieście?
I gdzie w tym wszystkim miejsce dla kadetów z Marine Hitlerjugend oraz tajnych badań nad procesami czarownic, które mają odwrócić losy wojny?
* * * *
Furia rodzi się w Sławie to najnowsza - już dziewiąta - powieść Krzysztofa Koziołka. Tym razem autor próbował swoich sił w kryminale retro. Dotychczas nie miałam styczności z takim gatunkiem, a samego autora nie znałam. Jako, że lubię poznawać nowe rzeczy, z chęcią zabrałam się za tą pozycję.
Akcja została umiejscowiona w latach wojennych, w polskim mieście o nazwie Sława. Poznajemy ją dość dokładnie, bo autor nie szczędzi nam opisów miasta, kamienic, gospodarstw, jadłodajni i tym podobnych miejsc (przypomina mi to nieco weneckie opisy Jolanty Kosowskiej). Nawet z przodu książki dołączona została mapa miasta. Bardzo się cieszę, że Pan Krzysztof chce podkreślić, iż polskie ziemie, architektura, czy zbiorniki wodne są piękne. Jednak zbyt opasłe opisy po prostu mnie nużą.
Trzeba przyznać, że autor ma dość osobliwy styl pisarski, bowiem kryminał ten czytało się zupełnie inaczej niż wszystkie inne książki razem wzięte, które miałam do tej pory okazję przeczytać. Nie, nie twierdzę, że to źle. Inaczej, nie znaczy gorzej. Po prostu nazwijmy to znakiem charakterystycznym dla twórczości Pana Koziołka.
Nawiązując do tematu trudności, takowe również się tutaj znalazły. Dla zachowania realizmu sytuacji wplecione zostało niemieckie słownictwo (co zapewne zauważyliście w przytoczonym cytacie). Zabieg ten w połączeniu z długimi opisami miejsc i typowym kunsztem pisarskim, początkowo sprawiły mi trudność, a samo czytanie szło mi mozolnie. Jednak po kilkudziesięciu stronach przyzwyczaiłam się, wciągnęłam w historię i z ciekawością dobrnęłam do samego końca. Co prawda tempo akcji nie jest zawrotne. Poza momentami kulminacyjnymi ogarniał nas spokój. Brakowało mi tutaj napięcia pomiędzy kolejnymi morderstwami.
Furia rodzi się w Sławie to dość intrygująca pozycja. Kreacja bohaterów jest przeciętna, jednak plusem jest obiektywne podejście do niemieckich reali, NSDAP itp.
Do gustu nie przypadł mi również wątek związany z czarownicami. Jakoś gryzło mi się to z całością klimatu powieści.
Czarny humor, intrygi, mylne tropy to nie wszystko co możecie znaleźć w Furii... Jest to kryminał wielowątkowy, a autor genialnie łączy wszystko w spójną całość. Chwilowo dość zaskakującą, jak np los asystenta kryminalnego Habicht'a.
Samo zakończenie książki nasuwa na myśl pytanie o kontynuację, gdyż kilka wątków nie zostało wyjaśnionych.
A szkoda, bo jestem ich ciekawa :D
- OTCHŁAŃ ŚLĄSKIEGO MORZA SKRYWA MROCZNĄ TAJEMNICĘ -
27 sierpnia 1944 roku ma miejsce brutalne morderstwo czternastoletniej Stanisławy. Jako, że pochodziła ona z polskiej rodziny będącej na przymusowych robotach, wydarzenie to nie bardzo wstrząsnęło niemieckim, policyjnym światem. Do czasu kolejnego morderstwa, tym razem niemieckiej, także młodej dziewczyny. Początkowo...
Co powiecie na kryminał retro? I to nie taki, gdzie miejsce zbrodni jest w jakimś odległym kurorcie. Pan Krzysztof zaprasza mnie, jak i was do Sławy. Dla mnie to bardzo duży plus, że nie wyjeżdżamy wyobraźnią gdzieś za granicę, przecież w naszym kraju jest wiele urokliwych miejsc. Tylko czy pisząc o zbrodniach, da się wybrać odpowiednie miejsce?
Furia rodzi się w Sławie dostarcza czytelnikowi wiele emocji, ponieważ podczas jej czytania czuć, że Autor przyłożył się do teorii danego miejsca i przygotował się w pełni, by urozmaicić historię w niecodziennej odsłonie. Chociaż było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autora, to muszę przyznać, że właśnie te dopracowanie detali, wyszukiwanie przez niego informacji historycznych, było dla mnie nie lada gratką. Właśnie po tym można poznać dobrego Autora; wykorzystuje fakty, dokłada swoją historię i bum, mamy dobrą literaturę.
Jak dobrze wiecie lub nie wiecie, nie przepadam za historią naszego kraju, nawet w kryminalnym wydaniu. Ale muszę stwierdzić, że chyba powoli zaczynam się przekonywać do treści, które sięgają garściami z przeszłości. Dlatego sądzę, że ta recenzja może być dla sceptyków historycznych bardzo ważna, ponieważ to pokazuje, że nie możecie ciągle mówić, że to nie jest gatunek, w którym się zagłębiacie. Biję was po rękach i mówię: bierz tę książkę i nie marudź.
Na samym początku książki historia powoli oplata nasze umysły. Nie ma wielkiego wybuchu, który nagle by zaznajomił swoją obecność. Właśnie powoli wkraczamy do tej kryminalnej przeszłości i to bardzo mi się podobało. Jest w niej kilka punktów kulminacyjnych, ale nie stwierdziłabym, że ciągle historia wbija w fotel. Czasem Autor zwalnia tempo, przedstawiając nam okolice Sławy, czy dokładnie opisując dane budynki, co tutaj niezbyt przypadło mi do gustu. Ale to tylko takie moje odczucie, bo jednak nie przepadam za takimi zwolnieniami, ale szanuję Autora za nawet tak drobne dopracowanie detali tej książki. W końcu, który mężczyzna wie jak dobrze i w wyrafinowany sposób opisać wybór przepięknych kapeluszy przez damy tamtych czasów? A właśnie Pan Krzysztof umie.
Wątek kryminalny jest bardzo ciekawy i ma tę cząstkę, którą wszyscy czytelnicy kryminalni poszukują: na własną rękę zaczynamy mieć podejrzenia co do sprawcy makabrycznych zabójstw. Muszę przyznać, że i ja byłam kilka razy wyrzucona w pole z moimi typami, ale to rzecz jak najbardziej na tak. Autor potrafi wodzić nas za nos, a dodatkowo nie boi się rzucać swoim bohaterom kłód pod nogi.
Dodatkowym atutem, który przemówił w moim mniemaniu na plus, to wielowątkowość. Z jednej strony historia jest spójna, ale to właśnie różne wydarzenia w Sławie, mają wpływ na całość. Bardzo polubiłam asystenta kryminalnego Antona Habichta, chociaż chyba nie powinnam… W końcu jak można polubić kogoś z NSDAP? Oceniając go wyłącznie jako bohatera literackiego, został wykreowany genialnie.
Czy polecam? Oczywiście, że tak. Ten kryminał w stylu retro na długo zapisze się w mojej pamięci. Nawet jeżeli nie przepadacie za takim gatunkiem, to nie macie prawa mi wmówić, że tylko z tego powodu po nią nie sięgniecie, bo to byłby karygodny błąd w waszym życiu czytelniczym.
www.ujrzecslowa.pl
Co powiecie na kryminał retro? I to nie taki, gdzie miejsce zbrodni jest w jakimś odległym kurorcie. Pan Krzysztof zaprasza mnie, jak i was do Sławy. Dla mnie to bardzo duży plus, że nie wyjeżdżamy wyobraźnią gdzieś za granicę, przecież w naszym kraju jest wiele urokliwych miejsc. Tylko czy pisząc o zbrodniach, da się wybrać odpowiednie miejsce?
„Furia rodzi się w Sławie”, to najnowsze dzieło Krzysztofa Koziołka, który na swoim koncie posiada już osiem powieści, jednak kryminał retro jest jego pierwszą książką w tym gatunku. Moim skromnym zdaniem, jest to bardzo udana lektura, która w krótkim czasie znajdzie swoich zwolenników.
„Widok okaleczonego ciała był tak wstrząsający, że asystent kryminalny Anton Habicht w okamgnieniu oprzytomniał, błogość porannego zaspania zostawiając hen, na plaży Śląskiego Morza, skąd na miejscu zbrodni dowieziono go automobilem burmistrza. W ułamku sekundy dotarło do niego, że sielanka urlopu, która jeszcze na dobra się nie rozpoczęła, właśnie definitywnie dobiegła końca.”
Akcja powieści toczy się na przełomie sierpnia i września 1944 roku. 22 sierpnia w Sławie - uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem - zostaje znalezione ciało młodej kobiety. Czternastoletnia Stanisława Derlizka w nocy została zadźgana nożem, jedyny dowód jaki zostaje odnaleziony to...proszek, który wyglądem przypomina mąkę. Jak się później okazuje, rzeczywiście była to mąka. Do zadania zostaje przydzielony asystent kryminalny Anton Habitch, który posiada niemalże zerowe doświadczenie w sprawach przestępczych. W krótkim czasie giną kolejne dziewczynki, okazuje się, że w Sławie grasuje seryjny morderca, a przynajmniej tak twierdzi Habitch. Kolejnym wątkiem w powieści jest hrabina Franziska von Häften, wdowa po Aleksandrze von Häftenie, który zginął na wojnie. Niby kobieta, której tylko kapelusze w głowie, a jednak ukrywa swoje drugie oblicze.
Kim tak naprawdę jest hrabina Franziska? Co wspólnego mają ze sobą czarownice, tajne badania, Zamek Haugwitza, kadeci sławskiej Marine Hitlerjugend, bóle głowy oraz mąka? Tego dowiecie się czytając książkę.
Po przeczytaniu kilku stron przeszło mi przez myśl czy ja przez to przebrnę do końca? Jednak skoro zaczęłam to wypadałoby skończyć. Przyznaję, że początkowo czytanie szło mi bardzo opornie jednak po kilkudziesięciu stronach wdrożyłam się tak bardzo w całą historię, że wręcz nie mogłam się od niej oderwać.
Fabuła książki jest niezwykle intrygująca. Charakterystyka postaci jest dobra, ale nic poza tym. Autor zadbał o detale, bowiem opisy otoczenia były bardzo szczegółowe ( jak dla mnie niektóre aż nazbyt). Ogromnym atutem jest także umieszczenie na początku książki mapy Sławy, z kolei na tyle czytelnik znajdzie Indeks nazw topograficznych. Jeżeli chodzi o oprawę graficzną, to mnie się podoba, ale ilu ludzi tyle opinii. Zakończenie nieprzewidywalne, nasuwa się jedynie pytanie, czy autor zamierza napisać kontynuację historii?
Co jeszcze znajdziecie w książce? Otóż idealne połączenie wartkiej akcji z tłem historycznym, czarny humor, szpiegostwo, potajemne spotkania kochanków, czarownice i wiele, wiele innych.
„- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
- Nie to miałem na myśli – zazgrzytał zębami.
- Majtki miała podciągnięte – szef żandarmerii wznosił się na wyżyny dedukcji.
- Oh mein Gott… - westchnął głęboko. (...)”
Książkę „Furia rodzi się w Sławie” śmiało można zaliczyć do lektur bardziej ambitnych, które wymagają intensywnego myślenia, tak aby nie pogubić się w całej historii. Polecam ją zwolennikom gatunku. Ogromnie się cieszę, że mogłam bliżej poznać ten tytuł, a tym samym zapoznać się z twórczością autora, bowiem było to moje pierwsze spotkanie z prozą Koziołka. Książka niesamowicie mnie wciągnęła, czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Polecam.
„Furia rodzi się w Sławie”, to najnowsze dzieło Krzysztofa Koziołka, który na swoim koncie posiada już osiem powieści, jednak kryminał retro jest jego pierwszą książką w tym gatunku. Moim skromnym zdaniem, jest to bardzo udana lektura, która w krótkim czasie znajdzie swoich zwolenników.
„Widok okaleczonego ciała był tak wstrząsający, że asystent kryminalny Anton Habicht w...
Takie sobie. Do słuchania w aucie jak najbardziej. Nie wymaga dużego skupienia. Mam wrażenie że trochę słabsza od poprzedniej.
Takie sobie. Do słuchania w aucie jak najbardziej. Nie wymaga dużego skupienia. Mam wrażenie że trochę słabsza od poprzedniej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz dzieje się w 1944 roku w Sławie nad "śląskim morzem". Znowu spotykamy się z Franciszką, poznajemy jej losy. Dość rozbudowane tło historyczne - obóz Hitlerjugend, prace nad nadludźmi, stosunek Niemców do Polaków. Zakończenie niesatysfakcjonujące.
Rzecz dzieje się w 1944 roku w Sławie nad "śląskim morzem". Znowu spotykamy się z Franciszką, poznajemy jej losy. Dość rozbudowane tło historyczne - obóz Hitlerjugend, prace nad nadludźmi, stosunek Niemców do Polaków. Zakończenie niesatysfakcjonujące.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDość fajnie książka oddaje klimat Niemców względem Polaków. Dodam, że tak samo traktowali Polaków również do lat 2000, bez zmian z pogardą. Zmiany nadeszły dopiero z nowym pokoleniem z rocznika 80 czyli, gdy wymarli typowi naziści dziadkowie. Osoby niemieckie powyżej 50 roku życia, nadal gardzą Polakami bo to dzieci i wnuki nazistów i cicho, ale faktycznie nadal akceptowanej ideologi.
Książka całkiem ciekawa. Widać, że to koniec wojny bo już rozprężenie w absolutnym terrorze. Autor dobrze to opisał.
Dość fajnie książka oddaje klimat Niemców względem Polaków. Dodam, że tak samo traktowali Polaków również do lat 2000, bez zmian z pogardą. Zmiany nadeszły dopiero z nowym pokoleniem z rocznika 80 czyli, gdy wymarli typowi naziści dziadkowie. Osoby niemieckie powyżej 50 roku życia, nadal gardzą Polakami bo to dzieci i wnuki nazistów i cicho, ale faktycznie nadal...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHmmm mam bardzo mieszane uczucia. wszystko było idealnie do pewnego momentu, potem... Jakby ta ksiazka sklejona byla z dwoch fragmentow, pisanych przez dwie osoby, ktore nawzajem nie znały swoich tekstow. I szkoda tez, ze nie dano pozyc Antonowi jeszcze kilka miesiecy, mogl poprowadzic jeszcze kilka sledztw.....
Hmmm mam bardzo mieszane uczucia. wszystko było idealnie do pewnego momentu, potem... Jakby ta ksiazka sklejona byla z dwoch fragmentow, pisanych przez dwie osoby, ktore nawzajem nie znały swoich tekstow. I szkoda tez, ze nie dano pozyc Antonowi jeszcze kilka miesiecy, mogl poprowadzic jeszcze kilka sledztw.....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo trzech razy sztuka. Trzecia przeczytana książka tego autora i więcej nie dam już mu szansy. Za każdym razem to samo, niby coś fajnego wymyśla, jest jakaś tam akcja ale to wszystko do niczego nie prowadzi, nic się ze sobą nie wiąże. Zakończenia za każdym razem są nijakie, płytkie i napisane tak jakby autor chciał mieć książkę jak najszybciej z głowy.
Do trzech razy sztuka. Trzecia przeczytana książka tego autora i więcej nie dam już mu szansy. Za każdym razem to samo, niby coś fajnego wymyśla, jest jakaś tam akcja ale to wszystko do niczego nie prowadzi, nic się ze sobą nie wiąże. Zakończenia za każdym razem są nijakie, płytkie i napisane tak jakby autor chciał mieć książkę jak najszybciej z głowy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzas nadrobić zaległości z końca kwietnia...
"Furia..." to powieść łącząca w sobie wątki kryminalne, szpiegowskie i regionalistyczne. Akcja rozgrywa się nad "śląskim morzem" w z pozoru spokojnym kurorcie Sława. Głównymi bohaterami są śledczy nowicjusz, któremu powierzono sprawę dziwnego morderstwa, oraz ekscentryczna hrabina, która wypoczywa w okolicy. Sama powieść jest nierówna, ma bardzo dobre fragmenty, ma przestoje i ma słabe zakończenie. No właśnie, zakończenie. Im dalej w las, tym mroczniej i ciekawiej, napięcie rośnie, wraz z oczekiwaniami, a dostajemy niewypał...
Przyjemna, lekka lektura przy której bawiłem się dobrze, ale już po dwóch tygodniach zaciera się w pamięci.
Czas nadrobić zaległości z końca kwietnia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Furia..." to powieść łącząca w sobie wątki kryminalne, szpiegowskie i regionalistyczne. Akcja rozgrywa się nad "śląskim morzem" w z pozoru spokojnym kurorcie Sława. Głównymi bohaterami są śledczy nowicjusz, któremu powierzono sprawę dziwnego morderstwa, oraz ekscentryczna hrabina, która wypoczywa w okolicy. Sama powieść jest...
Akcja tej powieści rozgrywa się w Sławie na przełomie sierpnia i września 1944 r. Przysłany z Głogowa i związany z NSDAP asystent kryminalny Anton Habicht wspólnie z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem musi rozwikłać sprawę serii tajemniczych morderstw, których ofiarą padają młode dziewczęta. Liczy przy tym, że śledztwo pozwoli mu uzyskać awans w policji. Okazuje się, że w zbrodnię mogą być zamieszani kadeci z okolicznej Marine Hitlerjugend. Niebawem jednak śledztwem zaczyna interesować się kierujący tajną grupą "G" Carl Düchter. Na zlecenie Himmlera w miejscowym pałacu wraz ze swoim zespołem prowadzi badania nad okultyzmem, telepatią czarną magią oraz procesami czarownic. Celem tych badań ma być stworzenie broni, która pozwoli Niemcom na odwrócenie losów II wojny światowej. Ponadto Habicht i Düchter zaczynają mocno interesować się losami Franciszki von Hӓften, wdowy po hrabim, który zginął na froncie wschodnim oraz osoby współpracującej z polskim wywiadem.
"Furia rodzi się w Sławie", jest to kryminał retro autorstwa Krzysztofa Koziołka, pisarza i dziennikarza oraz absolwenta politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim. Jest to powieść pełna grozy, okrucieństwa oraz tajemnic z kilkoma zwrotami akcji. Autor w szczegółach przybliża czytelnikom historię Sławy i okolic, umiejętnie wplatając ją w treść książki. W rejonie tym hitlerowcy prowadzili eksperymenty na ludziach i pracowali nad stworzeniem broni masowej zagłady mającej przynieść im zwycięstwo w wojnie. Pojawia się tutaj również postać samego Heinricha Himmlera i jego sekretarki.
Choć początkowo ciężko było mi się wczuć w klimat tej powieści, to z czasem wgłębiłem się w jej treść i czytałem ją z wypiekami na twarzy, zastanawiając się, co dalej się wydarzy. Uważam, że jest to całkiem przyzwoita książka, którą warto jest się zainteresować.
Akcja tej powieści rozgrywa się w Sławie na przełomie sierpnia i września 1944 r. Przysłany z Głogowa i związany z NSDAP asystent kryminalny Anton Habicht wspólnie z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem musi rozwikłać sprawę serii tajemniczych morderstw, których ofiarą padają młode dziewczęta. Liczy przy tym, że śledztwo pozwoli mu uzyskać awans w policji....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna pozycja. Super się czyta. Bardzo dobra dla miłośników II wojny światowej połączona z kryminałem.
Świetna pozycja. Super się czyta. Bardzo dobra dla miłośników II wojny światowej połączona z kryminałem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMały + za przybliżenie historii miejsca, reszta przeciętna.
Mały + za przybliżenie historii miejsca, reszta przeciętna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak zwykle Krzysztof Koziołek w swoich książkach przemyca sporo informacji o regionie. Kto tego nie lubi, nie będzie zachwycony, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię się czegoś dowiedzieć niejako "przy okazji". O okolicach Sławy nic nie wiedziałam do tej pory, choć od mojego miejsca zamieszkania niezbyt tam daleko.
Trochę na początku się nudziła, ale książka się rozkręciła i całkiem dobrze się czytała. Miałabym może zastrzeżenia do zakończenia, ale specjalnie czepiać się nie będę.
Jak zwykle Krzysztof Koziołek w swoich książkach przemyca sporo informacji o regionie. Kto tego nie lubi, nie będzie zachwycony, ale mnie to nie przeszkadza. Lubię się czegoś dowiedzieć niejako "przy okazji". O okolicach Sławy nic nie wiedziałam do tej pory, choć od mojego miejsca zamieszkania niezbyt tam daleko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę na początku się nudziła, ale książka się rozkręciła i...
Do przeczytania książki Krzysztofa Koziołka ,, Furia rodzi się w Sławie ‘’ zachęciła mnie ( przyznam z pewną dozą wstydu ….) intrygująca okładka oraz wysokie recenzje na portalu lubimy czytać.
Spodziewałem się zatem przedniej lektury okraszonej klimatycznym smaczkiem. Niestety muszę przyznać z przykrością, że niestety, ale lektura nie spełniła moich oczekiwań. Początek wydaje się dość ciekawy co prawda, ale od samego początku coś mi nie pasuje w stylu pisarza. Pisze jakbym to mógł określić zbyt oględnie , zbyt mocno trzyma się tego co przeciętny Polak wie o II WŚ, Niemcach, nazistach ect. Usilnie próbuje ( takie odniosłem wrażenie ) jakby na nowo odkryć przed czytelnikiem to co już praktycznie ( chyba, że ktoś spał na lekcji historii ) przeciętny Kowalski wie. .Książka zawiera wszystkie elementy dotyczące działań, wierzeń Niemców podczas drugiej wojny światowej. Mamy tutaj szukanie tajemnych mocy, nadprzyrodzonych, które pomogą wygrać wojnę i stać się jedynym i niepodważalnym, mocarnym panem świata. Pisarz nie zapomniał także o szajce szpiegów. Nie zapomniał niestety o niczym, dlaczego piszę w ten sposób ? Ponieważ osobiście ta książka przypomina mi nie dobry kryminał retro, ale raczej przepisany podręcznik do historii ze wszystkim elementami dotyczącymi nazistów. Jest tutaj i charakterystyka poszczególnych formacji, opis ich brutalności, opis dokładny charakterów rasy panów, wszystkie te elementy zlewają się w bezkształtną masę. Projekt Lebensborn także znalazł się poniekąd jako zachęta ? Czy to kolejny element przeciążenia materiału. Mamy taki Misz masz. Autor opisuje wszystko tak dokładnie, że przypomina to podręcznik z cyklu ,, moje pierwsze czytanie o działaniu i wierzeniach Niemiec w czasie drugiej wojny światowej ‘’. Pytam się po co to wszystko ? Jest i SS i Gestapo. Katowanie ludzi / przesłuchanie stolarza /, jest i podziemne przejście z zamku do kościoła i na odwrót ? Czyżby autor grał kiedyś w Medal of Honor jak ja w 2005 roku ? Tam coś podobnego było. Konspiracja podobna. Mamy zdradę. Mamy zakamuflowanego pięknego szpiega…..mamy tajny niemiecki projekt. Mamy brutalność. Mamy opis Hitlerjugend. Mamy wiwaty, marsze, hailowanie…..mamy także pochody tych pięknych blondynków o niebieskich oczach ulicami i dziewczęta wpatrzone w nich jak w święte obrazki. Mamy tutaj także odwieczne obżarstwo, nadmierną konsumpcję i bekanie po piwie jak przystało na Niemca wyjętego z podręcznika, któren to podręcznik pisano jakby na zamówienie…..zaczynał mnie po prostu i nudzić i po czasie denerwować. Nic nie robili tylko żerli i chlali. Tylko o mały włos te obżartuchy z wurstami w ustach mało co nie zostali panami świata niszcząc nas Polaków i inne słowiańskie / i nie tylko / narody, zmiatając nas niepotrzebnych z powierzchni ziemi.
Książka Koziołka jest zbyt przewidywalna, przypomina kiepski serial za publiczne pieniądze pokazywany w tvp 1 w godzinach największej oglądalności. Akcja praktycznie nie istnieje. Pisze według wytartych schematów. Zlepia wszystkie posiadane wiadomości o drugiej wojnie światowej w jedną masę. Bezkształtna bryła. Koziołek Wołoszańskim nie jest na pewno, ale przynajmniej liczyłem na dobry lub też bardzo dobry kryminał retro osadzony w bardzo nieciekawych czasach, jednak w bardzo ciekawym miejscu/ otoczeniu.
Są dwie niejasności dotyczące książki. Jeżeli ja się mylę to proszę i mnie poprawić.
1. Jeżeli aptekarz miał żonę żydówkę , która pojechała do Auschwitz do dlaczego on się został i jakby nigdy nic prowadził sobie aptekę , a córcia żydówki piekła sobie placki, które to wystawiała w konkursach.
2. Zdrada Józefa. Jeżeli by zdradził to po co inwigilacja wysoko postawionych służb względem hrabiny ? Jeżeli jest kret , który wyśpiewał wszystko i znał większość / jak nie wszystkie / tajemnice to po co zabawy w przesłuchanie i wyciągniecie informacji ? Jak wszystko wiedzieli. Przemawia za tym fakt nieudana próba złapania kolejnego polskiego agenta/ tego który rozgryza cyjanek. Z tym cyjankiem to też ciekawa rzecz. Muszę doczytać czy nasi szpiedzy mieli takową rzecz u ustach . A raczej w zębach. Czy to przypadkiem nie kolejne konfabulacje pisarza.
Przekombinowane to wszystko. Książka nijaka. Mogła mieć potencjał, ale sam pomysł to za mało. Tam jest dosłownie wszystko , ale niestety nie to co powinno charakteryzować dobry kryminał, a nie mówiąc już o kryminale retro. Który to jest moim skromnym zdaniem czytelnika trudniejszą sztuką.
Nie sprostał autor moim oczekiwaniom. Czy sięgnę po inne dzieła Krzysztofa Koziołka ? Nie wiem. Na razie będę omijał szerokim łukiem jego dzieła literackie.
Sam koniec też nie powoduje euforii. Kończy się nijako. Przez większość , prawie przez cała książkę toczy się to wszystko leniwie…….aż człowiek momentami przysypia, żeby na koniec szybko jak pośpieszny zakończyć cała książkę. Zabili go i uciekł. A nie nie zabili jej. Uciekła. Silna kobieta, silniejsza niż te cwaniaczki wymuskane z Hitlerjugend……. Jest słabo. Bardzo słabo.
Do przeczytania książki Krzysztofa Koziołka ,, Furia rodzi się w Sławie ‘’ zachęciła mnie ( przyznam z pewną dozą wstydu ….) intrygująca okładka oraz wysokie recenzje na portalu lubimy czytać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałem się zatem przedniej lektury okraszonej klimatycznym smaczkiem. Niestety muszę przyznać z przykrością, że niestety, ale lektura nie spełniła moich oczekiwań. Początek...
"Furia rodzi się w Sławie" wywarła na mnie piorunująco dobre wrażenie. Warstwa historyczna i fabularna świetnie się uzupełniają. Moc emocji i napięcia w trakcie toczącego się śledztwa oraz zaskakujące zakończenie są autem tej książki.
Franciszka von Haften od teraz dołączy do grona moich ulubionych kobiecych literackich postaci.
"Furia rodzi się w Sławie" wywarła na mnie piorunująco dobre wrażenie. Warstwa historyczna i fabularna świetnie się uzupełniają. Moc emocji i napięcia w trakcie toczącego się śledztwa oraz zaskakujące zakończenie są autem tej książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFranciszka von Haften od teraz dołączy do grona moich ulubionych kobiecych literackich postaci.
„Furia rodzi się w Sławie” to kolejny kryminał retro, który potwierdził moją przychylność do twórczości Krzysztofa Koziołka. Mimo, że książka powstała przed najnowszym kryminałem p.t. „Wzgórze Piastów”, to przedstawia późniejsze wydarzenia 1944 roku. Tym sposobem – przypadkowo – poznałam chronologicznie historię hrabiny Franziski von Häften – głównej postaci „Wzgórza Piastów” i jak się szybko okazało również jednej z ważniejszych postaci „Furii”. Muszę przyznać, że ta bohaterka ponownie wywarła na mnie największe wrażenie i wzbudziła wielka sympatię. Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się na kartkach literatury Koziołka. Dodam jeszcze, że akcja naprawdę nabrała tempa kiedy wątek hrabiny zaczął być rozwijany – fabuła bardzo na tym zyskała!
Wróćmy jednak do „Furii”. Akcja książki tym razem dzieje się w innym miasteczku województwa lubuskiego – mianowicie w tytułowej Sławie – uzdrowisku położonym nad tzw. „Śląskim Morzem”. Z książki dowiemy się naprawdę sporo ciekawostek dotyczących tego miejsca, co jest ogromną zaletą tej (jak i innych) książki Koziołka. Przyznam, że chętnie odwiedziłabym to miasto i podążyła śladami zarówno hrabiny jak i Antona Habichta – asystenta kryminalnego (brzmi znajomo?) – który może nie wzbudził tak wielkiej sympatii, ale jest mimo wszystko postacią interesującą.
Otóż Habicht otrzymuje zadanie wydające się przekraczać jego kompetencje zawodowe i z Głogowa trafia do Sławy, by rozwiązać zagadkę brutalnych morderstw młodych dziewcząt. Przełożeni motywują go jednak obietnicą awansu w przypadku pomyślnego zakończenia śledztwa. Nadzieja, że w uzdrowisku będzie mógł trochę pobumelować i nacieszyć się specyficznym mikroklimatem, pryska dość szybko jak bańka mydlana. Habicht z coraz większym zaangażowaniem pracuje nad sprawą odkrywając coraz to nowe fakty, aż pewnego razu – chyba ku zaskoczeniu mocodawców przez których został wybrany do tego zadania – poznaje o „jeden fakt za dużo”…
Jak skończy się śledztwo Habichta? Co naprawdę dzieje się w Sławskim Pałacu? Nad czym pracują Niemcy i jakie zdanie ma grupa Hitler Jugend stacjonująca w pobliskiej marinie? W końcu jaką rolę tym razem odegra hrabina von Häften i co w Sławie będzie robić sam Himmler? Odpowiedzi na te pytania poznacie po przeczytaniu książki.
Ciekawa zagadka, stopniowane napięcie, lekkie pióro, ciekawe postacie oraz bogato przedstawione tło obyczajowe i historyczne historii to zdecydowane zalety kryminału „Furia rodzi się w Sławie”. Polecam ponownie i mam nadzieję, że Krzysztof Koziołek wkrótce należeć będzie przynajmniej do piątki najpoczytniejszych polskich autorów kryminałów. Dobra literatura, na dobrym poziomie!
„Furia rodzi się w Sławie” to kolejny kryminał retro, który potwierdził moją przychylność do twórczości Krzysztofa Koziołka. Mimo, że książka powstała przed najnowszym kryminałem p.t. „Wzgórze Piastów”, to przedstawia późniejsze wydarzenia 1944 roku. Tym sposobem – przypadkowo – poznałam chronologicznie historię hrabiny Franziski von Häften – głównej postaci „Wzgórza...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toprzeczytałam i daję plusa za wspaniale ukazane tło historyczne i liczne wstawki geograficzno- krajoznawcze....sama akcja- dość ciekawa, przyczepię sie tylko do zbyt otwartego zakończenia, no cóż nie ma nic idealnego..
przeczytałam i daję plusa za wspaniale ukazane tło historyczne i liczne wstawki geograficzno- krajoznawcze....sama akcja- dość ciekawa, przyczepię sie tylko do zbyt otwartego zakończenia, no cóż nie ma nic idealnego..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚmiało mógłby to napisać Pan Marek Krajewski, dodatkowo w książce są scenki podszyte humorem. Dodatkowy plus dla Autora za wnikliwą dokumentację historyczną.
Śmiało mógłby to napisać Pan Marek Krajewski, dodatkowo w książce są scenki podszyte humorem. Dodatkowy plus dla Autora za wnikliwą dokumentację historyczną.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię książki które skłaniają mnie do poszerzania wiedzy. Zazwyczaj tę rolę w moim przypadku spełniają lektury z półki "historia" ale miło jest gdy taka inspiracja przychodzi z zupełnie niespodziewanego źródła.
Dlatego też od dawna cenię sobie kryminały retro. Bo oprócz samej zagadki (która często jest gdzieś w tle) mogę poznawać historię miast które do tej pory były tylko dla mnie punktami na mapie. Zaczęło się oczywiście od Krajewskiego, potem był Wroński i jego książki które skłoniły mnie do wizyty w Lublinie i zwiedzenia miasta a teraz, dzięki książce Pana Koziołka, mam kolejny cel podróży przed sobą.
"Furia rodzi się w Sławie" to powieść której akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej. Niemcy jednak nie chcą przyjąć do wiadomości nieuchronnej klęski i wszelkimi sposobami, nie stroniąc od okultyzmu i wiedzy ezoterycznej, starają się stworzyć "broń" która rozstrzygnie losy wojny na ich korzyść.
Prowadzą więc tajne badania w Sławie (miasto w woj. lubuskim nad jeziorem Sławskim), przed wojną i w trakcie wojny popularnym kurorcie wypoczynkowym.
Wojenną codzienność przerywa seria tajemniczych morderstw młodych dziewcząt. Do rozwiązania zagadki kryminalnej zostają oddelegowani szef lokalnego komisariatu i przedstawiciel policji kryminalnej z Głogowa. Szybko okazuje się że w zdarzenia te w jakiś sposób są wplątani młodzi kadeci z Hitlerjugend którzy w Sławie mają swoje centrum szkoleniowe.
Mamy więc zagadkę kryminalną z wojną w tle, wyrazistych bohaterów, polski wywiad i przepiękne krajobrazy. Wszystko to sprawia że książkę czyta się niezwykle sprawnie i z dużą przyjemnością.
Zawiodą się Ci którzy liczą na zawiłą intrygę i rozwiązanie zapierające dech w piersiach (u mnie wywołało ono raczej uśmiech na twarzy). To co jest siłą tej książki to pokazanie małego miasteczka na tle wielkiej historii tak że chce się tam pojechać aby wszystko zobaczyć na własne oczy.
Mnie autor zachęcił do odwiedzenia Sławy i okolic.
Lubię książki które skłaniają mnie do poszerzania wiedzy. Zazwyczaj tę rolę w moim przypadku spełniają lektury z półki "historia" ale miło jest gdy taka inspiracja przychodzi z zupełnie niespodziewanego źródła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlatego też od dawna cenię sobie kryminały retro. Bo oprócz samej zagadki (która często jest gdzieś w tle) mogę poznawać historię miast które do tej pory były...
"Mundur należy zapinać do ostatniego guzika".
Pewnie wielu z Was słyszało o tym, iż Hitler i jego najbliższy oraz zaufany współpracownik, czyli Himmler, interesowali się okultyzmem, czarną magią i innego tego typu tematyką. Czy wiecie jednak o tym, że to właśnie w Polsce, na Ziemi Lubuskiej, nad jeziorem Sławskim, w czasach II wojny światowej, znajdowało się miejsce, w którym to trzymano tony księgozbiorów poświęconych właśnie tym zagadnieniom? I właśnie w tym miejscu akcję swojego kryminału umieścił Krzysztof Koziołek. Nie mogło więc być nudno.
Krzysztof Koziołek, rocznik 1978 to absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, który mieszka obecnie w Nowej Soli. Jest dziennikarzem i pisarzem, a także pasjonatem górskich wędrówek i kibicem żużla. Autor zadebiutował w 2007 r. powieścią sensacyjną pt. "Droga bez powrotu", jest częstym gościem bibliotek w całej Polsce.
Sierpień 1944 r., mieszkańcami Sławy, czyli miasteczka będącego kurortem za Ziemi Lubuskiej wstrząsa okrutne morderstwo czternastoletniej Stanisławy, przy której ciele znaleziono jedynie biały proszek. Śledztwo prowadzi asystent kryminalny Anton Habicht, członek NSDAP, zapalony nazista. Morderca nie zaprzestaje na jednej ofierze, a do śledztwa włącza się Sturmbannführer SS Carl Düchter, naukowiec prowadzący tajne badania na terenie sławskiego pałacu. Jak okazuje się, nie bez przyczyny...
Odkryłam kolejnego pisarza, który tworząc dość trudną odmianę kryminału, jakim jest kryminał retro, potrafi wymierzyć odpowiednią proporcję pomiędzy warstwą typowo kryminalną, a historyczną. W utworze tym bowiem, wartka akcja wraz z tajemnicą dziwnych morderstw, doskonale współgra z tłem historycznym, w którym to liczne elementy niedopowiedzenia, wywołują pożądany efekt ciekawości. Krzysztof Koziołek z mistrzowską precyzją odmalowuje skalę i przede wszystkim siłę nazistowskiej propagandy w 1944 r., stosunek Niemców do faszyzmu, a także wzajemne stosunki Polaków i Niemców zamieszkujących te właśnie ziemie. Do tego wszystkiego, autor zaskakuje ciekawostkami, jak chociażby szokująca dla mnie wiadomość o szyciu eleganckich mundurów dla nazistów przez znaną nam współcześnie firmę odzieżową – Hugo Boss. Pisarz stara się wplatać fakty historyczne w akcję powieści i zazwyczaj wychodzi mu to całkiem nieźle, poza nielicznymi wyjątkami. Po lekturze tego kryminału można więc śmiało powiedzieć, że autor przygotował się świetnie pod względem merytorycznym, aby odmalować klimat tamtych, strasznych lat. Udało mu się to z widoczną skutecznością.
Krzysztof Koziołek pozwolił czytelnikowi ujrzeć wykreowane przez niego wydarzenia z perspektywy kilku bohaterów. Antoni Habicht, niezaprzeczalnie czarny charakter powieści, postać, która wzbudza wiele złych emocji. Jego światopogląd i karierowiczowskie zapędy pozwalają czytelnikowi ujrzeć w pełnym świetle skutki i przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec faszystowskiej ideologii. Hrabina Franziska von Häften, piękna, niezależna i odważna Polka, pracująca dla polskiego wywiadu to postać nieszablonowa, dla której postawy można poczuć jedynie wielki podziw i szacunek. Poczet bohaterów, jaki zaserwował czytelnikom autor jest oczywiście o wiele bardziej obszerniejszy i mocno zróżnicowany pod względem portretów psychologicznych. To niemal idealne odwzorowanie postaw etycznych z tamtych lat.
Wątek tajnych badań faszystów na zjawiskami paranormalnymi w okresie II Wojny Światowej to motyw, który do tej pory rozpala wyobraźnię amatorów historii, jak i samych historyków. Krzysztof Koziołek miał dość ciekawy pomysł na jego zaakcentowanie. Pomysł, który w pewnym momencie wywołał dreszcze na moim ciele. Wątek ten skłania do poszukania w innych źródłach informacji na ten temat. Nie mogę jednak przetrawić do tej pory jednego, czyli otwartego zakończenia, które zostało niemalże "ucięte" w strategicznym dla fabuły miejscu. Nie wiem dlaczego, autor zrobił taką niezbyt miłą niespodziankę czytelnikom. Wiem jedynie, że musi po prostu powstać kolejna część.
Mroczna okładka pod postacią ślicznej kobiety oraz odbicia w lustrze przedstawiającego nazistę z okropną twarzą i z wymownymi symbolami w oczodołach, zwiastuje kwintesencję tego kryminału. Pełnokrwistego kryminału retro, którego przeczytałam w jeden wieczór. Miłośników gatunku na pewno nie rozczaruje.
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Mundur należy zapinać do ostatniego guzika".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewnie wielu z Was słyszało o tym, iż Hitler i jego najbliższy oraz zaufany współpracownik, czyli Himmler, interesowali się okultyzmem, czarną magią i innego tego typu tematyką. Czy wiecie jednak o tym, że to właśnie w Polsce, na Ziemi Lubuskiej, nad jeziorem Sławskim, w czasach II wojny światowej, znajdowało się miejsce, w...
Nie sądziłam, ale tak, książka bardzo mi się spodobała. Jedyny mankament opisy. Na szczęście nie przytłaczają historii kryminalnej.
Nie sądziłam, ale tak, książka bardzo mi się spodobała. Jedyny mankament opisy. Na szczęście nie przytłaczają historii kryminalnej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka to strzał w dziesiątkę. Nie przegadana, mimo opisów, one tylko dodają smaczku, dobre tempo, ciekawi bohaterowie. Przy czym uruchamia szare komórki. Czytasz i kombinujesz, co może wydarzyć się dalej? Fabuła tej książki to silny wir wciągający czytelnika w tajemniczą serię morderstw.
Ta książka to strzał w dziesiątkę. Nie przegadana, mimo opisów, one tylko dodają smaczku, dobre tempo, ciekawi bohaterowie. Przy czym uruchamia szare komórki. Czytasz i kombinujesz, co może wydarzyć się dalej? Fabuła tej książki to silny wir wciągający czytelnika w tajemniczą serię morderstw.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą takie książki, które wzbudzają mój mimowolny respekt, jeszcze zanim otworzę i zacznę czytać. Gdy czytam opis lub zerknę na kategorię i widzę książkę historyczną, mam ochotę pogratulować odwagi. Nieważne, czy książka została napisana dobrze, czy kuleje i męczy Czytelnika – sam fakt podjęcia próby napisania jest wart pochwał. Mając jakieś pojęcie o pisaniu dłuższych form wypowiedzi, wiem na własnej skórze, jak ciężkie jest prowadzenie akcji w normalnych okolicznościach. Jeśli dodamy tło, musimy je dokładnie zbadać. Jeśli jest to miejsce, które istnieje, nie można przedobrzyć i opisać je wbrew realiom. A książki historyczne wymagają bardzo dokładnej analizy zdarzeń, miejsc i ludzi. Są bardzo drobiazgowe i choć fikcja literacka daje szerokie pole manewru, to jednak trzeba zachować realizm. Czy ta książka sprostała mym skromnym wymaganiom recenzenta? Hm… zobaczmy.
Koniec sierpnia 1944 roku. W Sławie, uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem, dochodzą do siebie niemieccy żołnierze ranni na frontach oraz stacjonuje tu jednostka „Marine Hitlerjugend”, gdzie młodzi mężczyźni są szkoleni do walk na froncie i w wodzie. Cały spokój tego miejsca i okolicy, burzy morderstwo młodej Polki pracującej wraz z najbliższymi u niemieckiej rodziny. Dziewczyna, którą brutalnie pozbawiono życia, ściąga na Sławę zainteresowanie policji kryminalnej. I tak w tej urokliwej miejscowości pojawia się asystent kryminalny Anton Habicht, człowiek, który karierę w policji zawdzięcza członkostwu w NSDAP i którego największym dotychczasowym sukcesem jest zlikwidowanie nielegalnej gorzelni. Oczywiście sam o sobie ma bardzo wysokie mniemanie i już niedługo później rozstawia po kątach cały posterunek sławskiej policji. Początkowo śledztwo nie przynosi nic nadzwyczajnego, a policjanci drepczą wokół nie wiedząc, czego szukać.
Ofiar przybywa. Kolejna młoda dziewczyna, Niemka, przynosi więcej niewiadomych, jednak ujawnia tym samym kilka poszlak. Habicht jednak ma za mało dowodów, by jednoznacznie kogokolwiek pozwać. Mąka rozsypana w obu miejscach zbrodni? To za mało. Wiek ofiar? Tym bardziej. Fascynacja młodymi chłopcami z Hitlerjugend? Nic nadzwyczajnego. Niedługo później Habicht dostaje nakaz powiadamiania o postępach w sprawie Sturmbannführera SS Carla Düchtera, szefa naukowców, którzy stacjonują w sławskim pałacu, prowadząc supertajne badania. Wtedy asystent kryminalny zaczyna czuć presję, która wcale nie jest motywująca…
W tym samym uzdrowisku wypoczywa pewna wdowa po niemieckim inżynierze, Franziska von Häften. Przeurocza kobieta, do której wzdycha znaczna ilość mężczyzn. Wdówka od początku budzi niejaką rewelację. Wyzwolona, swobodna i bardzo ciekawska, lubuje się w spacerach z kijkami i w ornitologii… I nie tylko…
Pełna recenzja na:
http://moznaprzeczytac.pl/furia-rodzi-sie-w-slawie-krzysztof-koziolek/
Są takie książki, które wzbudzają mój mimowolny respekt, jeszcze zanim otworzę i zacznę czytać. Gdy czytam opis lub zerknę na kategorię i widzę książkę historyczną, mam ochotę pogratulować odwagi. Nieważne, czy książka została napisana dobrze, czy kuleje i męczy Czytelnika – sam fakt podjęcia próby napisania jest wart pochwał. Mając jakieś pojęcie o pisaniu dłuższych form...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSława, czy raczej Schlesiersee, to miasteczko i kurort na Ziemi Lubuskiej, położone nad pięknym jeziorem Sławskim, zwanym również Morzem Śląskim. To tu w czasach II wojny światowej w zamku Haugwitzów swoją rezydencję miał minister spraw wewnętrznych Rzeszy Heinrich Himmler. To tu znajdował się również VII Oddział Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. To tu trzymał swoje księgozbiory Reichführer SS; księgozbiory poświęcone okultyzmowi, procesom czarownic, czarnej magii i masonerii. To tu wreszcie umieścił akcję swojej najnowszej powieści „Furia rodzi się w Sławie” Krzysztof Koziołek.
Ostatnie dni sierpnia roku 1944. Powoli zbliża się koniec III Rzeszy, choć naziści nadal nie dają za wygraną i ciągle wierzą w wynalezienie cudownej broni, która pozwoli im przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W Sławie wypoczywają niemieccy żołnierze, którzy odnieśli rany walcząc na froncie; swój krótki dwudniowy niby-urlop spędza tu również asystent kryminalny policji z Głogowa Anton Habicht. Niestety, ma biedak pecha, bo nie jest mu dane nacieszyć się wolnymi dniami. W niedalekiej osadzie – Cegłówce, dokonano bowiem bestialskiego mordu na czternastoletniej córce polskich robotników przymusowych Stanisławie Derlizkiej. I właśnie Habicht, mimo braku doświadczenia, ma zająć się, wraz z szefem sławskiego posterunku żandarmerii Reinerem, wykryciem sprawcy morderstwa.
Gdyby nie to tragiczne wydarzenie, asystent kryminalny mógłby spędzić swój urlop zupełnie inaczej. Może podziwiałby codzienne marsze chłopców z Marine Hitlerjugend, którzy stacjonowali w Sławie i przygotowywali się tu do służenia ojczyźnie; może odwiedziłby plażę i tam zabawiłby się w ostatnie godziny swojego pobytu; może skorzystałby z rejsu „Potsdamem” po jeziorze, gdzie miałby możliwość poznać piękną hrabinę Franziskę von Hӓften, wdowę po hrabim Aleksandrze von Hӓften, który zginął na froncie wschodnim.
Habicht jednakże dostał wielką szansę od swojego przełożonego – miał pozostać w Sławie i kontynuować śledztwo. Czy uda mu się wykryć mordercę?
Sprawa wydaje się być bardzo ważna, bo swoje zainteresowanie nią okazał mieszkający w pałacu i kierujący pracami tajnej grupy „G” Sturmbannführer SS Carl Düchter. Trochę to dziwne, że wiadomość o śmierci prostej, polskiej robotnicy przymusowej dotarła aż tak wysoko, ale Habicht pochłonięty myślą o awansie, nie przejął się tym i nie wykazał zdziwienia.
Wkrótce sprawa komplikuje się, bo giną kolejne dziewczynki i do tego pochodzenia niemieckiego. Co łączy te morderstwa? Czy w Sławie działa seryjny zabójca? Jaki związek z dziewczynkami miał oficer SS rezydujący w zamku i zajmujący się zupełnie innymi problemami? Co robi w Sławie piękna hrabina Franziska? Zapraszam do lektury…
„Furia rodzi się w Sławie”, to jak nietrudno się domyślić kryminał, do tego utrzymujący się w tak popularnej ostatnio konwencji - kryminału retro. Spełnia on wszelkie wymagania stawiane powieściom z tego gatunku, a więc fabuła opiera się na zbrodniach, opisuje okoliczności, w jakich do nich doszło, przedstawia dochodzenie i ujawnia w końcu sprawcę. Do tego rzecz dzieje się w przeszłości – może niezbyt odległej, ale schyłek II wojny światowej jest bardzo lubianym przez czytelników okresem w historii - w położonym nad jeziorem kurorcie, gdzie spotyka się towarzystwo multikulturowe – prości żołnierze, młodzieńcy z Hitlerjugend, arystokracja, władze miasta, oficerowie SS, policja kryminalna, żandarmeria, robotnicy przymusowi, zwykli niemieccy obywatele miasta i wielu, wielu innych. Gdy dodamy jeszcze ciekawie skonstruowanego bohatera prowadzącego śledztwo, wyrazistego, niepokornego, nieco zagubionego, ambitnego, jakim jest Habicht i interesującą zagadkę kryminalną, z pewną dawką dekadencji, mistycyzmu i mrocznej tajemnicy, to otrzymamy przepis na kryminał retro w wykonaniu Krzysztofa Koziołka, urodzonego w 1978 mieszkającego w Nowej Soli, zielonogórzanina. Pan Krzysztof jest absolwentem politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, jednak zajął się nie polityką, lecz dziennikarstwem i pisarstwem. „Furia rodzi się w Sławie” to Jego dziewiąta powieść.
Zadebiutował w roku 2007 powieścią sensacyjną „Droga bez powrotu”, w 2009 wydał kryminał typu skandynawskiego „Święta tajemnica”, a w 2010 powieść sensacyjno-przygodową „Miecz zdrady”. Obie książki zostały nominowane do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego, a za „Miecz zdrady” autor został zgłoszony do Paszportu Polityki 2010. W kolejnym roku p. Krzysztof otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza i wydał kolejne książki – thriller „Premier musi zginąć” i „Trzy dni Sokoła”. Pozostałe tytuły pisarza to: „Bóg nie weźmie w tym udziału”, „Instrukcja 0066” i „Ława przysięgłych”.
W życiu prywatnym Krzysztof Koziołek pasjonuje się wędrówkami po górach, żużlem i serialem „Na południe”.
Nie wyczytałam tego w żadnej dostępnej w internecie notce biograficznej, ale Krzysztof Koziołek jest zapewne również pasjonatem historii, a już na pewno tej związanej z II wojną światową na terenach położonych w niedalekiej odległości od Zielonej Góry. To zainteresowanie tym okresem widać bowiem na każdej niemalże stronie Furii… . W fabułę powieści wpleciona jest tak olbrzymia ilość detali historycznych, że chwilami miałam wrażenie, że czytam jakiś bardzo interesujący podręcznik historii, z którego wiedzę można czerpać garściami. Przyznam się, że nie do końca potrafiłam odróżnić, co tak naprawdę jest tu fikcją, a co prawdą historyczną, szczególnie że historia ziemi lubuskiej nie jest moją mocną stroną. Dzięki „Furii…” miałam możliwość poznania bardzo barwnego fragmentu z dziejów Polski oraz atrakcyjne tereny, na których odbywa się cała akcja książki.
Sława nie jest już dla mnie miastem obcym. Sugestywne opisy kamieniczek, ulic, jadłodajni, jeziora, okolicznych gospodarstw, hoteli pomogły mi poznać ten wojenny kurort na tyle, że gdyby jakiś wehikuł czasu mnie tam przeniósł, to na pewno bym się nie zgubiła i od razu odnalazła szukane miejsce. Myślę, że nie byłoby też problemów z rozpoznaniem bohaterów powieści. Pisarz poświęcił bowiem sporo miejsca na scharakteryzowanie wyglądu zewnętrznego swoich postaci, a także cech wyróżniających ich od innych. Na pewno opisy okolicy oraz kreacja bohaterów – wielowymiarowych, barwnych, zróżnicowanych jest bardzo dużym atutem tego kryminału.
Jednakże w każdym kryminale najważniejszym elementem jest intryga kryminalna. Musi być interesująca, trzymać w napięciu, charakteryzować się licznymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i zaskakującym zakończeniem. Jak to jest w przypadku „Furii…” ?
Pomysł na fabułę jest bardzo błyskotliwy i innowacyjny. Lubię kryminały, przeczytałam ich sporo w swoim życiu i jak do tej pory nie spotkałam się z taką koncepcją na intrygę kryminalną. Tajemnicze morderstwa, które w zasadzie niewiele miały ze sobą wspólnego; detektyw (w tej roli asystent kryminalny Anton Habicht) – człowiek bez doświadczenia, za którego nikt nie dałby nawet centa, a jednak potrafiący myśleć, dedukować i w końcu rozwiązać tę zagadkę. A wierzcie mi, nie należała ona do najłatwiejszych. Habicht dochodząc powoli do wykrycia mordercy, przeprowadził nas przez meandry różnych koncepcji i doprowadził do niekonwencjonalnego finału. Byłam zaskoczona, a to już na pewno dobrze świadczy o powieści kryminalnej. Ale… mimo wszystko czegoś mi zabrakło. Może odrobiny więcej napięcia – akcja toczy się niespiesznie, co doskonale charakteryzuje senne życie kurortu, ale nie do końca satysfakcjonuje czytelnika nastawionego na dynamiczny wątek kryminalny. Może wodzenia za nos i szerszego kręgu podejrzanych – pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie typowałam zabójcy i nie dlatego, że było mi wszystko jedno, kto dokonał mordów, tylko po prostu zabrakło mi kandydata, którego mogłabym podejrzewać. A może po prostu kryminału w kryminale – „Furia rodzi się w Sławie” jest bowiem powieścią wielowątkową i oprócz intrygi kryminalnej spotykamy się tu również z wątkiem historycznym, szpiegowskim, romantycznym, obyczajowym, a nawet fantastycznym. Nie można zarzucić Autorowi, że nie potrafił powiązać tych historii w spójną całość, bo zrobił to perfekcyjnie. Niemniej jednak wydaje mi się, że większe skupienie się na części typowo kryminalnej uczyniłoby powieść bardziej atrakcyjną.
Mam również pewne zastrzeżenia do języka utworu. O ile narracja mnie zachwyciła, o tyle dialogi raziły mnie pewną dozą sztuczności. Styl narratora – niezależnego obserwatora wydarzeń jest rzeczowy, chwilami beznamiętny, chłodny, lakoniczny, kiedy indziej pełen emocji, entuzjastyczny, ożywiony, ale zawsze bezstronny. Autor nie ocenia, tylko przedstawia fakty – nam pozostawiając wyciąganie wniosków, analizę i interpretację. I tak poprowadzona narracja jest najbardziej przeze mnie w kryminałach lubiana. Trochę gorzej rzecz ma się z dialogami. Panował w nich lekki chaos i brak porządku, który prowadził do dezorientacji. Chwilami musiałam zastanawiać się, kto daną kwestię wygłosił, bo Autor tego wyraźnie nie zaznaczył. Utrudniało to zdecydowanie czytanie i zrozumienie utworu, zmuszało niejednokrotnie do powrotu do wcześniejszych kwestii i „wyliczenia”, kto daną myśl wygłasza. Brakowało mi zróżnicowania języka poszczególnych postaci oraz naturalności dialogów. Jest to na pewno pewien mankament powieści, ale nie zmienia to faktu, że i tak mam dużą ochotę na poznanie wcześniejszej twórczości pana Krzysztofa.
Na koniec chciałam zwrócić uwagę na piękne wydanie książki. Klimatyczna okładka utrzymana w tonacji sepii, z piękną kobietą na pierwszym planie i odbiciem w lustrze przedstawiającym nazistę o nieco zniekształconej twarzy i swastykach zamiast oczu. Robi to niesamowite, nieco przerażające wrażenie i od razu kojarzy się z problematyką utworu. Bardzo pomocna jest również mapka okolic znajdująca się na wewnętrznej stronie okładki, pozwalająca zorientować się w topografii terenu. Całość mocno przyciąga wzrok i wabi czytelnika.
Czy „Furia rodzi się w Sławie” jest mimo swoich mankamentów książką godną polecenia? Według mnie jak najbardziej. Polecam ją zarówno miłośnikom historii prawdziwej, jak i fikcji historycznej; miłośnikom kryminałów i opowieści niesamowitych; zainteresowanych okresem II wojny światowej oraz mrocznych tajemnic, jakie kryją się na polskiej ziemi. To lektura, która bawi, ale również dostarcza olbrzymiej wiedzy; lektura, która wciąga, zaciekawia i przenosi w świat rodem ze „Stawki większej niż życie”. Polecam !
Sława, czy raczej Schlesiersee, to miasteczko i kurort na Ziemi Lubuskiej, położone nad pięknym jeziorem Sławskim, zwanym również Morzem Śląskim. To tu w czasach II wojny światowej w zamku Haugwitzów swoją rezydencję miał minister spraw wewnętrznych Rzeszy Heinrich Himmler. To tu znajdował się również VII Oddział Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. To tu trzymał swoje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKryminał retro przeżywa prawdziwy renesans. Lecz istotną ideą różniącą go od zwykłego, współczesnego kryminału jest właśnie tło historyczne, logika, zamysł akcji ,a nie epatowanie makabrą czy postacią psychopata-mordercy.
Kryminał z tłem historycznym, jest dużym wyzwaniem dla pisarza. Trzeba dokładnie przygotować warsztat, ugruntować wiedzę, sięgnąć do archiwów, poszperać w książkach i porozmawiać z ludźmi, pasjonatami tematu. Wydaje się, że kryminał to lekka lektura i tym łatwiej jest ją stworzyć. Tak naprawdę aby napisać oryginalny kryminał, który wciągnie całkowicie czytelnika, trzeba włożyć zarówno wiele serca jak i czasu. „Furia rodzi się w Sławie” Krzysztofa Koziołka to przykład wysmakowanej powieści, osadzonej w czasach wojennej zawieruchy. A w roli detektywa występuje bardzo niejednoznaczna postać – hitlerowiec, inspektor kryminalny – Anton Habicht.
W niewielkim miasteczku, w Sławie dochodzi do morderstwa. Aby wykryć zbrodniarza, do miejscowości przybywa Habicht, spragniony awansu za wszelką cenę pragnie odnaleźć sprawcę jak i wypocząć . Z racji swojego stanowiska, może korzystać z najlepszego hotelu, restauracji. Habicht oprócz ciągłego podjadania i rozkazywania podwładnym, poznaje mieszkańców oraz tajemniczego bibliotekarza i naukowca Sturmbannführera SS Carla Düchtera, który chce wiedzieć wszystko na temat prowadzonego śledztwa. Habicht dowiaduje się, że w pałacu w Sławie, SS prowadzi jakieś tajne badania, które mają przysłużyć się państwu niemieckiemu. Pałacem zdaje się również interesować piękna hrabina – Franziska von Häften. Kobieta uwielbia szybkie samochody, inteligentnych rozmówców, stając się obiektem zainteresowania niemieckich żołnierzy.
Kiedy ginie kolejna kobieta, a na miejscu zbrodni śledczy odnajdują znowu ślady mąki, sytuacja zdaje się komplikować, ale Habicht wpada na pewne poszlaki. Niestety nie mogę więcej zdradzić , bo autor naprawdę zaskakuje czytelnika, a bohaterowie jego powieści nie mają lekko…
Krzysztof Koziołek wprowadza czytelnika do jaskini lwa. Z niewiarygodną realnością pokazuje stosunki polsko-niemieckie w 1944 roku, nazistowską propagandę oraz samych Niemców, zanurzonych w faszyzmie, gotowych wiele poświęcić dla sławy, uznania, władzy. Habicht całkowicie poddany zwierzchnikom okazuje się być wnikliwym obserwatorem, ale i pionkiem w dużo ważniejszej grze. Tu nie chodzi już o wykrycie zbrodniarza, ale zdemaskowanie prawdziwego zła. Autor tworzy bohaterów oryginalnych, krwistych, którzy budzą wiele sprzecznych emocji – od pogardy po szacunek. Pisarz miejscami ironizuje, wprowadza elementy czarnego humoru, co jeszcze bardziej zaskakuje czytelnika. Zazwyczaj powieść kryminalna jest ukazywana z perspektywy głównego bohatera, z którym czytelnik się utożsamia. Postać posiada wysokie wartości moralne i bezsprzecznie stoi po stronie prawa. Krzysztof Koziołek, mający już sporo powieści na swoim koncie, odwraca schematy, szokuje, zmusza czytelnika do trudnych ćwiczeń umysłowych, pokazując Sławę z perspektywy kilku bohaterów, różnych charakterów.
Kryminał „Furia rodzi się w Sławie” ma kilka wątków, które logicznie się zazębiają. Mimowolnie przychodzi skojarzenie filmowej postaci Hansa Klossa z uwodzicielską Franziską, która jest silną, niezależną kobietą, tajemniczą, chociaż jak się okazuje nie dla wszystkich… Jest ona jedną z ciekawszych postaci, o rysach buntowniczki, feministki, zapalczywej indywidualistki. Podobnie Düchter jest dość kontrowersyjną postacią, miłośnik książek i szef tajnej grupy „G”, pod maską mola książkowego skrywa wiele twarzy, lecz nie można odmówić mu błyskotliwości i diabelskiej inteligencji.
Krzysztof Koziołek dba o detale, opisy miejsc, a historyczne-obyczajowe tło jest jedną z zalet tej opowieści. Miejsca mają swoje historie, autor skrupulatnie nam je przybliża. I na tym właśnie polega idea kryminału retro – zbrodnia to pretekst do pokazania przeszłości. Pomocna jest również mapka Sławy z niemieckimi odpowiednikami nazw miejsc.
Motto Nietzschego „Ziemia ma skórę , a ta skóra ma choroby. Jedną z nich jest człowiek” , które przyświeca powieści realizuje się w wielu momentach literackiej historii, znajdując odbicie w postaciach, ich zachowaniu, nawet w słowach, pełnych nienawiści i nieufności. Każdy z bohaterów zdaje się być otoczony mrokiem, igrając ze złem. Można obarczyć wojenną rzeczywistość za taki stan rzeczy, ale to człowiek stworzył diabelską machinę wojny.
„Furia rodzi się w Sławie” to prawdziwy wehikuł czasu, który przenosi czytelnika w świat, w którym roi się od niebezpieczeństw, tropów, ludzi, którym nie można ufać oraz szpiegów. Zakończenie każe utrzymywać czytelnika w ogromnej niepewności, ale może dzięki temu ta historia zapada tak bardzo w naszej pamięci, rodząc tak wiele pytań, scenariuszy dalszych losów bohaterów. Powieść Krzysztofa Koziołka to rewelacyjna umysłowa przygoda, wypełniona smakowitymi opisami miejsc i różnymi odcieniami roku 1944.
PS. O fenomenie kryminału retro pojawiła się świetna audycja w radiowej dwójce : „Kryminały retro.Czytelnik na równi z detektywem”. Koniecznie do posłuchania !
Kryminał retro przeżywa prawdziwy renesans. Lecz istotną ideą różniącą go od zwykłego, współczesnego kryminału jest właśnie tło historyczne, logika, zamysł akcji ,a nie epatowanie makabrą czy postacią psychopata-mordercy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKryminał z tłem historycznym, jest dużym wyzwaniem dla pisarza. Trzeba dokładnie przygotować warsztat, ugruntować wiedzę, sięgnąć do archiwów, poszperać...
Początek z tą książką nie był łatwy. Pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron czytałam trochę ze zgrzytaniem zębami, nie całkiem przekonana do sposobu pisania, do zarysowanego klimatu i bohaterów. I później, dość niespodziewanie, stało się to, co tak lubię w czytaniu książek - wkręciłam się niesamowicie i zdałam sobie sprawę z tego, że to, co jeszcze chwilę temu mi przeszkadzało, teraz okazuje się być plusem. Najpierw więc klimat! Akcja osadzona została w Sławie, w niezwykle cichym miejscu położonym z daleka od armatnich wybuchów. Wraz z przewracaniem stron książki w mojej głowie tworzyła się coraz dokładniejsza wizja tego skrawka świata, zarysowana najpierw w czerni i bieli, później w pożółkłych, smutnych od upływu czasu barwach, a na końcu w kolorach pełnych życia, w filmowym blasku. Nie stało się tak natychmiast. Dopiero po dwusetnej stronie zrozumiałam, że bardzo chciałabym obejrzeć tę książkę na dużym ekranie. Widzę ją w filmowych klatkach i pojedynczych scenach, ale widzę ją też jako całość. I tu wspomnieć muszę o bohaterach. Nie wiem, czy któregoś z nich lubię. Nie jest to takie proste, bo w każdym są rzeczy, które mi nie pasują, które denerwują. Jednak Habicht, członek NSDAP i policjant prowadzący sprawę dotyczącą morderstw, jak i Franziska, dość ekscentryczna hrabina niezwykle istotna dla fabuły powieści, stali się dla mnie w czasie czytania powieści niezwykle interesującymi elementami konstrukcji świata przedstawionego. Coś w nich jest, coś, co chce się czytać, poznawać i co chce się zderzyć z wydarzeniami rozgrywającymi się w miasteczku. Nie zawiedziemy się też bohaterami drugoplanowymi, choć w niektórych momentach było mi trudno odnaleźć się w niemieckich nazwiskach, tytułach i stopniach. Postaci są różne, nie ugładzone i często wchodzące z sobą w konflikty. Dużą część dialogów okraszono ciętymi ripostami, a im dalej w książkę, tym lepiej prezentują się rozmowy oraz tym więcej wiemy o myślach i opiniach bohaterów. Świat stworzony przez autora z biegiem czytania zaczynał być coraz bardziej namacalny, a jednocześnie kiełkowało coraz więcej tajemnic, których rozwiązania chciałam doczekać.
Odnoszę wrażenie, że Furia to dość klasyczny kryminał retro, choć nie mam oczywiście porównania i chętnie wysłucham opinii innych. Jeśli jednak przeanalizować podstawowe elementy, oddają one to, czego po kryminale retro się spodziewałam, nie mając go wcześniej przed sobą. Morderstwom i poszukiwaniu sprawców towarzyszy odpowiednio silny wątek szpiegowski oraz wtrącane łagodnie akapity dotyczące historii Sławy lub poszczególnych kwestii dotyczących wojny. Podobało mi się to, że w niektórych momentach narracja wychodziła z ram historycznych, ujawniając rąbka historii późniejszej, tej, która nie dotyczy bezpośrednio bohaterów, ale może zainteresować miłośników czasów wojny. Objętościowo jednak książka nie przeraża i nie wystraszy także sposób, w jaki została napisana.
Pełna opinia: http://pannakac-pisze.blogspot.com/2015/08/furia-rodzi-sie-w-sawie-krzysztof.html
Początek z tą książką nie był łatwy. Pierwsze dwadzieścia-trzydzieści stron czytałam trochę ze zgrzytaniem zębami, nie całkiem przekonana do sposobu pisania, do zarysowanego klimatu i bohaterów. I później, dość niespodziewanie, stało się to, co tak lubię w czytaniu książek - wkręciłam się niesamowicie i zdałam sobie sprawę z tego, że to, co jeszcze chwilę temu mi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPorządna rzemieślnicza robota nie ma do czego się przyczepić ani w warstwie fabularnej ani stylistycznej, zresztą to raczej nie powinno dziwić autor wydał już kilka książek z różnych gatunków, zatem porządny pisarski warsztat miał sobie kiedy wyrobić. Ta akurat pozycja to kryminał retro , którego akcja rozgrywa się latem 44 roku w wypoczynkowej miejscowości Sławna zwanej „Śląskim morzem”. Książka niewielka objętościowo ot tak akurat na dwa dni sympatycznej rozrywki .
Miałabym może tylko dwa maleńkie "ale" -pierwsze to postać pięknej hrabiny szpiega to trochę zgrana karta w typie Mati Hari tak jakby brzydka hrabina szpieg była mniej skuteczna w zdobywaniu tajnych informacji a przecież tajne informacje zdobywa się za pomocą pomysłowości, inteligencji a czasem nawet tupetu natomiast wielka uroda moim zdaniem natychmiast wzbudza podejrzenia – przynajmniej w powieściach „ piękna hrabina aha! To na pewno będzie szpiegiem” :)
Druga rzecz to zakończenie odniosłam wrażenie , że ta powieść została urwana w połowie fabuły nigdzie o tym nie napisano ale może to część pierwsza jakieś dłuższej serii? Jeśli tak to rozumiem, że pewne wątki nie zostały zakończone aby autor mógł je rozwinąć w kolejnym tomie, jeśli to jednak samodzielna powieść to czuję się porzucona w połowie opowieści.
Porządna rzemieślnicza robota nie ma do czego się przyczepić ani w warstwie fabularnej ani stylistycznej, zresztą to raczej nie powinno dziwić autor wydał już kilka książek z różnych gatunków, zatem porządny pisarski warsztat miał sobie kiedy wyrobić. Ta akurat pozycja to kryminał retro , którego akcja rozgrywa się latem 44 roku w wypoczynkowej miejscowości Sławna zwanej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
- Nie to miałem na myśli – zazgrzytał zębami.
- Majtki miała podciągnięte – szef żandarmerii wznosił się na wyżyny dedukcji.
- Oh mein Gott… - westchnął głęboko. (...)”
Krzysztof Koziołek – zielonogórzanin z urodzenia, obecnie mieszka w Nowej Soli. Absolwent politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, z zawodu pisarz i dziennikarz. Pasjonat górskich wędrówek, zapalony kibic żużla i fan serialu "Na południe". W 2007 r. zadebiutował powieścią sensacyjną "Droga bez powrotu", w 2009 r. wydał kryminał skandynawski "Święta tajemnica" (nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego), w 2010 r. ukazała się powieść sensacyjno-przygodowa "Miecz zdrady". Za tę ostatnią autor został zgłoszony do Paszportu Polityki 2010 i nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego. W 2011 roku Krzysztof Koziołek otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza. W tym samym roku ukazały się kolejne książki: thriller "Premier musi zginąć" oraz "Trzy dni Sokoła" (trzy powieści w odcinkach pisane do tygodników lokalnych i na stronę internetową autora w jednej książce) [notka pochodzi ze strony Lubimy Czytać].
"Furia rodzi się w sławie" to bardzo dobry, prosto napisany kryminał retro. Wartka akcja, tło historyczne, czarny humor, wiedźmy, potajemne spotkania kochanków to przedsmak tego, co czeka Was w książce. Utwór ten spodoba się na pewno 'smakoszom' tego gatunku. Wymagane jest od nas intensywne myślenie, gdy czytamy książkę. Przeczytanie pierwszych czterdziestu stron szło mi bardzo ciężko, jednak potem wciągnąłem się w akcję na dobre. Autor zadbał o najmniejszy szczegół w opisywaniu otoczenia. Na początku książki znajdziemy mapę Sławy, zaś na końcu indeks nazw topograficznych. Bohaterowie są bardzo charyzmatyczni i wyraziści. Od początku polubiłem Antona Habichta (jednego z głównych postaci), choć czasem wkurzał mnie swoim zachowaniem.
Sierpień 1944 roku, III Rzesza wyraźnie chyli się ku upadkowi. W Sławie, uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem, w ciszy i spokoju, z daleka od zmagań wojennych, kurują się niemieccy żołnierze ranni na różnych frontach. Nagle miasteczkiem wstrząsa seria makabrycznych zbrodni. Śledztwo w tej sprawie prowadzi asystent kryminalny Anton Habicht, człowiek, który karierę policji zawdzięcza dzięki członkostwu w NSDAP, i którego największym dotychczasowym sukcesem jest zlikwidowanie nielegalnej gorzelni. Początkowo wszystko wskazuje na to, że ofiary wybrano przypadkowo, wkrótce jednak pojawia się pewien łączący je trop. Sytuacja komplikuje się, kiedy śledztwem zaczyna interesować się Sturmbannführer SS Carl Düchter, szef naukowców, którzy w sławskim pałacu – na rozkaz samego Heinricha Himmlera – prowadzą tajne badania nad procesami czarownic. Efekty tych prac mają odwrócić losy wojny [opis pochodzi z okładki książki].
Podsumowując, bardzo polecam Wam tę książkę. Książka jest bardzo dobrze napisana, a bohaterowie są świetni. Mam nadzieję, że tą krótką recenzją zachęciłem Was do sięgnięcia po ten utwór.
Tytuł: "Furia rodzi się w sławie"
Autor: Krzysztof Koziołek
Wydawnictwo: Manufaktura Tekstów
Projekt okładki: Kamil Pietruczynik
Korekta: Daniel Lesiewicz
Wydanie: I
Oprawa: miękka (ze skrzydełkami)
Data wydania: 5 sierpnia 2015
Liczba stron (tylko tekstu): 281
ISBN: 978-83-934831-8-1
- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
-...
Kolejny retro kryminał na mojej półce, który gorąco mogę polecić. Wyśmienicie napisany, inteligentny, dla czytelnika wymagającego i oczytanego. Jeśli więc lubisz kryminały, a historia jest dziedziną, która Cię interesuje (albo przynajmniej nie odrzuca), to jest to książka dla Ciebie.
Akcja najnowszej powieści Krzysztofa Koziołka toczy się na przełomie sierpnia i września 1944 roku. Miejsce: tytułowa Sława, czyli po niemiecku Schlesiersee. Tam właśnie znajduje się uzdrowisko, do którego chętnie zaglądają ranni niemieccy żołnierze. Nieopodal można się natknąć na ośrodek szkoleniowy Hitlerjugend, natomiast w sławskim pałacu urzęduje specjalna grupa SS, która bada... procesy czarownic i próbuje stworzyć żołnierza doskonałego.
Cicha, spokojna mieścina nad tzw. Śląskim Morzem, na pozór z dala od wojennych działań jest na dodatek – co nie powinno dziwić – miejscem, w którym walkę przychodzi stoczyć wywiadom, polskiemu i niemieckiemu. Podoba Wam się? A to dopiero początek.
Pod koniec sierpnia w Cegłówce, pobliskiej miejscowości, dochodzi do morderstwa. Choć władze starają się ukryć ten fakt przed okoliczną ludnością, ciężko jest zaprzeczyć temu, że młodziutka dziewczyna, polska robotnica przymusowa, została brutalnie zamordowana. Jakby tego było mało, była w ciąży, a ojciec pozostaje nieznany. Sprawą zajmują się miejscowy żandarm Reiner oraz przedstawiciel Policji Kryminalnej z Głogowa, Habicht. Choć mają współpracować, każdy z nich ukrywa przed drugim swoje odkrycia i stara się za wszelką cenę rozwikłać paskudną kryminalną zagadkę na własną rękę. Dodatkowym "problemem" okazuje się również konieczność raportowania o postępach śledztwa Sturmbannführerowi SS Düchterowi, który rezyduje w pałacu i nadzoruje pracami grupy specjalnej.
Wiele się w tej powieści dzieje, aż trudno uwierzyć, że na tak niewielu stronach Autorowi udało się stworzyć tak przekonujących bohaterów, zarysować naprawdę interesującą i wciągającą akcję i jeszcze w genialny sposób przedstawić jej miejsce. Koziołek świetnie poradził sobie z narracją, dzięki czemu opisy miejsc i sytuacji geopolitycznej są wplecione w fabułę i ani trochę nie nudzą, ani nie wydają się tam na siłę wciśnięte. Wszystko jest na swoim miejscu, a na dodatek Autor serwuje jeszcze czytelnikowi kilka wyśmienitych twistów. Zakończenia, moim zdaniem, nie da się przewidzieć.
Cała recenzja znajduje się na Dune Fairytales pod adresem: http://dune-fairytales.blogspot.com/
Kolejny retro kryminał na mojej półce, który gorąco mogę polecić. Wyśmienicie napisany, inteligentny, dla czytelnika wymagającego i oczytanego. Jeśli więc lubisz kryminały, a historia jest dziedziną, która Cię interesuje (albo przynajmniej nie odrzuca), to jest to książka dla Ciebie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja najnowszej powieści Krzysztofa Koziołka toczy się na przełomie sierpnia i września...
- OTCHŁAŃ ŚLĄSKIEGO MORZA SKRYWA MROCZNĄ TAJEMNICĘ -
27 sierpnia 1944 roku ma miejsce brutalne morderstwo czternastoletniej Stanisławy. Jako, że pochodziła ona z polskiej rodziny będącej na przymusowych robotach, wydarzenie to nie bardzo wstrząsnęło niemieckim, policyjnym światem. Do czasu kolejnego morderstwa, tym razem niemieckiej, także młodej dziewczyny. Początkowo morderca zadaje ciosy nosem w brzuch, jednak przy kolejnych ofiarach posuwa się znacznie dalej, a na miejscu zbrodni pozostawia biały proszek, który okazuje się być zwykłą mąką. Tylko co ona ma wspólnego z tym całym, sławskim "bałaganem"?
"- Co pan robi?!
- Do każdej muszli zajrzeć trzeba, ale nie w każdej siedzi perła - rzucił Reiner filozoficznie. - Majtki co prawda opuszczone, ale śladów używania nie widać.
- A pan znowu, Herr Hauptwachtmeister, taki ekspert od śladów gwałtu?!
- Znam się co nieco na kobietach - odparł dumnie... "
Sprawa nabiera poważniejszego charakteru. Do śledztwa zostaje powołany asystent kryminalny Anton Habicht, dla którego może to być duża szansa na awans. Tylko czy brak doświadczenia można zastąpić wielogodzinną dedukcją?
Jest jeszcze Franziska von Häften - miłośniczka kapeluszy i długich spacerów z kijkami od nart. Hrabina korzysta z uzdrowiskowego działania Sławy, tylko czy jest to jedyny powód jej pobytu w mieście?
I gdzie w tym wszystkim miejsce dla kadetów z Marine Hitlerjugend oraz tajnych badań nad procesami czarownic, które mają odwrócić losy wojny?
* * * *
Furia rodzi się w Sławie to najnowsza - już dziewiąta - powieść Krzysztofa Koziołka. Tym razem autor próbował swoich sił w kryminale retro. Dotychczas nie miałam styczności z takim gatunkiem, a samego autora nie znałam. Jako, że lubię poznawać nowe rzeczy, z chęcią zabrałam się za tą pozycję.
Akcja została umiejscowiona w latach wojennych, w polskim mieście o nazwie Sława. Poznajemy ją dość dokładnie, bo autor nie szczędzi nam opisów miasta, kamienic, gospodarstw, jadłodajni i tym podobnych miejsc (przypomina mi to nieco weneckie opisy Jolanty Kosowskiej). Nawet z przodu książki dołączona została mapa miasta. Bardzo się cieszę, że Pan Krzysztof chce podkreślić, iż polskie ziemie, architektura, czy zbiorniki wodne są piękne. Jednak zbyt opasłe opisy po prostu mnie nużą.
Trzeba przyznać, że autor ma dość osobliwy styl pisarski, bowiem kryminał ten czytało się zupełnie inaczej niż wszystkie inne książki razem wzięte, które miałam do tej pory okazję przeczytać. Nie, nie twierdzę, że to źle. Inaczej, nie znaczy gorzej. Po prostu nazwijmy to znakiem charakterystycznym dla twórczości Pana Koziołka.
Nawiązując do tematu trudności, takowe również się tutaj znalazły. Dla zachowania realizmu sytuacji wplecione zostało niemieckie słownictwo (co zapewne zauważyliście w przytoczonym cytacie). Zabieg ten w połączeniu z długimi opisami miejsc i typowym kunsztem pisarskim, początkowo sprawiły mi trudność, a samo czytanie szło mi mozolnie. Jednak po kilkudziesięciu stronach przyzwyczaiłam się, wciągnęłam w historię i z ciekawością dobrnęłam do samego końca. Co prawda tempo akcji nie jest zawrotne. Poza momentami kulminacyjnymi ogarniał nas spokój. Brakowało mi tutaj napięcia pomiędzy kolejnymi morderstwami.
Furia rodzi się w Sławie to dość intrygująca pozycja. Kreacja bohaterów jest przeciętna, jednak plusem jest obiektywne podejście do niemieckich reali, NSDAP itp.
Do gustu nie przypadł mi również wątek związany z czarownicami. Jakoś gryzło mi się to z całością klimatu powieści.
Czarny humor, intrygi, mylne tropy to nie wszystko co możecie znaleźć w Furii... Jest to kryminał wielowątkowy, a autor genialnie łączy wszystko w spójną całość. Chwilowo dość zaskakującą, jak np los asystenta kryminalnego Habicht'a.
Samo zakończenie książki nasuwa na myśl pytanie o kontynuację, gdyż kilka wątków nie zostało wyjaśnionych.
A szkoda, bo jestem ich ciekawa :D
http://books-culture.blogspot.com/2015/08/furia-rodzi-sie-w-sawie-k-kozioek.html
- OTCHŁAŃ ŚLĄSKIEGO MORZA SKRYWA MROCZNĄ TAJEMNICĘ -
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to27 sierpnia 1944 roku ma miejsce brutalne morderstwo czternastoletniej Stanisławy. Jako, że pochodziła ona z polskiej rodziny będącej na przymusowych robotach, wydarzenie to nie bardzo wstrząsnęło niemieckim, policyjnym światem. Do czasu kolejnego morderstwa, tym razem niemieckiej, także młodej dziewczyny. Początkowo...
www.ujrzecslowa.pl
Co powiecie na kryminał retro? I to nie taki, gdzie miejsce zbrodni jest w jakimś odległym kurorcie. Pan Krzysztof zaprasza mnie, jak i was do Sławy. Dla mnie to bardzo duży plus, że nie wyjeżdżamy wyobraźnią gdzieś za granicę, przecież w naszym kraju jest wiele urokliwych miejsc. Tylko czy pisząc o zbrodniach, da się wybrać odpowiednie miejsce?
Furia rodzi się w Sławie dostarcza czytelnikowi wiele emocji, ponieważ podczas jej czytania czuć, że Autor przyłożył się do teorii danego miejsca i przygotował się w pełni, by urozmaicić historię w niecodziennej odsłonie. Chociaż było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autora, to muszę przyznać, że właśnie te dopracowanie detali, wyszukiwanie przez niego informacji historycznych, było dla mnie nie lada gratką. Właśnie po tym można poznać dobrego Autora; wykorzystuje fakty, dokłada swoją historię i bum, mamy dobrą literaturę.
Jak dobrze wiecie lub nie wiecie, nie przepadam za historią naszego kraju, nawet w kryminalnym wydaniu. Ale muszę stwierdzić, że chyba powoli zaczynam się przekonywać do treści, które sięgają garściami z przeszłości. Dlatego sądzę, że ta recenzja może być dla sceptyków historycznych bardzo ważna, ponieważ to pokazuje, że nie możecie ciągle mówić, że to nie jest gatunek, w którym się zagłębiacie. Biję was po rękach i mówię: bierz tę książkę i nie marudź.
Na samym początku książki historia powoli oplata nasze umysły. Nie ma wielkiego wybuchu, który nagle by zaznajomił swoją obecność. Właśnie powoli wkraczamy do tej kryminalnej przeszłości i to bardzo mi się podobało. Jest w niej kilka punktów kulminacyjnych, ale nie stwierdziłabym, że ciągle historia wbija w fotel. Czasem Autor zwalnia tempo, przedstawiając nam okolice Sławy, czy dokładnie opisując dane budynki, co tutaj niezbyt przypadło mi do gustu. Ale to tylko takie moje odczucie, bo jednak nie przepadam za takimi zwolnieniami, ale szanuję Autora za nawet tak drobne dopracowanie detali tej książki. W końcu, który mężczyzna wie jak dobrze i w wyrafinowany sposób opisać wybór przepięknych kapeluszy przez damy tamtych czasów? A właśnie Pan Krzysztof umie.
Wątek kryminalny jest bardzo ciekawy i ma tę cząstkę, którą wszyscy czytelnicy kryminalni poszukują: na własną rękę zaczynamy mieć podejrzenia co do sprawcy makabrycznych zabójstw. Muszę przyznać, że i ja byłam kilka razy wyrzucona w pole z moimi typami, ale to rzecz jak najbardziej na tak. Autor potrafi wodzić nas za nos, a dodatkowo nie boi się rzucać swoim bohaterom kłód pod nogi.
Dodatkowym atutem, który przemówił w moim mniemaniu na plus, to wielowątkowość. Z jednej strony historia jest spójna, ale to właśnie różne wydarzenia w Sławie, mają wpływ na całość. Bardzo polubiłam asystenta kryminalnego Antona Habichta, chociaż chyba nie powinnam… W końcu jak można polubić kogoś z NSDAP? Oceniając go wyłącznie jako bohatera literackiego, został wykreowany genialnie.
Czy polecam? Oczywiście, że tak. Ten kryminał w stylu retro na długo zapisze się w mojej pamięci. Nawet jeżeli nie przepadacie za takim gatunkiem, to nie macie prawa mi wmówić, że tylko z tego powodu po nią nie sięgniecie, bo to byłby karygodny błąd w waszym życiu czytelniczym.
www.ujrzecslowa.pl
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo powiecie na kryminał retro? I to nie taki, gdzie miejsce zbrodni jest w jakimś odległym kurorcie. Pan Krzysztof zaprasza mnie, jak i was do Sławy. Dla mnie to bardzo duży plus, że nie wyjeżdżamy wyobraźnią gdzieś za granicę, przecież w naszym kraju jest wiele urokliwych miejsc. Tylko czy pisząc o zbrodniach, da się wybrać odpowiednie miejsce?
Furia...
„Furia rodzi się w Sławie”, to najnowsze dzieło Krzysztofa Koziołka, który na swoim koncie posiada już osiem powieści, jednak kryminał retro jest jego pierwszą książką w tym gatunku. Moim skromnym zdaniem, jest to bardzo udana lektura, która w krótkim czasie znajdzie swoich zwolenników.
„Widok okaleczonego ciała był tak wstrząsający, że asystent kryminalny Anton Habicht w okamgnieniu oprzytomniał, błogość porannego zaspania zostawiając hen, na plaży Śląskiego Morza, skąd na miejscu zbrodni dowieziono go automobilem burmistrza. W ułamku sekundy dotarło do niego, że sielanka urlopu, która jeszcze na dobra się nie rozpoczęła, właśnie definitywnie dobiegła końca.”
Akcja powieści toczy się na przełomie sierpnia i września 1944 roku. 22 sierpnia w Sławie - uzdrowisku położonym nad Śląskim Morzem - zostaje znalezione ciało młodej kobiety. Czternastoletnia Stanisława Derlizka w nocy została zadźgana nożem, jedyny dowód jaki zostaje odnaleziony to...proszek, który wyglądem przypomina mąkę. Jak się później okazuje, rzeczywiście była to mąka. Do zadania zostaje przydzielony asystent kryminalny Anton Habitch, który posiada niemalże zerowe doświadczenie w sprawach przestępczych. W krótkim czasie giną kolejne dziewczynki, okazuje się, że w Sławie grasuje seryjny morderca, a przynajmniej tak twierdzi Habitch. Kolejnym wątkiem w powieści jest hrabina Franziska von Häften, wdowa po Aleksandrze von Häftenie, który zginął na wojnie. Niby kobieta, której tylko kapelusze w głowie, a jednak ukrywa swoje drugie oblicze.
Kim tak naprawdę jest hrabina Franziska? Co wspólnego mają ze sobą czarownice, tajne badania, Zamek Haugwitza, kadeci sławskiej Marine Hitlerjugend, bóle głowy oraz mąka? Tego dowiecie się czytając książkę.
Po przeczytaniu kilku stron przeszło mi przez myśl czy ja przez to przebrnę do końca? Jednak skoro zaczęłam to wypadałoby skończyć. Przyznaję, że początkowo czytanie szło mi bardzo opornie jednak po kilkudziesięciu stronach wdrożyłam się tak bardzo w całą historię, że wręcz nie mogłam się od niej oderwać.
Fabuła książki jest niezwykle intrygująca. Charakterystyka postaci jest dobra, ale nic poza tym. Autor zadbał o detale, bowiem opisy otoczenia były bardzo szczegółowe ( jak dla mnie niektóre aż nazbyt). Ogromnym atutem jest także umieszczenie na początku książki mapy Sławy, z kolei na tyle czytelnik znajdzie Indeks nazw topograficznych. Jeżeli chodzi o oprawę graficzną, to mnie się podoba, ale ilu ludzi tyle opinii. Zakończenie nieprzewidywalne, nasuwa się jedynie pytanie, czy autor zamierza napisać kontynuację historii?
Co jeszcze znajdziecie w książce? Otóż idealne połączenie wartkiej akcji z tłem historycznym, czarny humor, szpiegostwo, potajemne spotkania kochanków, czarownice i wiele, wiele innych.
„- Czy na miejscu zbrodni rzuciło się panu w oczy coś charakterystycznego?
- Cyce – wypalił Reiner.
- Że co?!
- Cyce – powtórzył w zamyśleniu. - Dziewczyna miała pełne, ponętne piersi. Aż by się je chciało pomiętosić. Oczywiście, gdyby żyła – dodał szybko widząc zdumione spojrzenie asystenta kryminalnego. - I oczywiście, gdyby była nieco starsza – doprecyzował natychmiast.
- Nie to miałem na myśli – zazgrzytał zębami.
- Majtki miała podciągnięte – szef żandarmerii wznosił się na wyżyny dedukcji.
- Oh mein Gott… - westchnął głęboko. (...)”
Książkę „Furia rodzi się w Sławie” śmiało można zaliczyć do lektur bardziej ambitnych, które wymagają intensywnego myślenia, tak aby nie pogubić się w całej historii. Polecam ją zwolennikom gatunku. Ogromnie się cieszę, że mogłam bliżej poznać ten tytuł, a tym samym zapoznać się z twórczością autora, bowiem było to moje pierwsze spotkanie z prozą Koziołka. Książka niesamowicie mnie wciągnęła, czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Polecam.
„Furia rodzi się w Sławie”, to najnowsze dzieło Krzysztofa Koziołka, który na swoim koncie posiada już osiem powieści, jednak kryminał retro jest jego pierwszą książką w tym gatunku. Moim skromnym zdaniem, jest to bardzo udana lektura, która w krótkim czasie znajdzie swoich zwolenników.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Widok okaleczonego ciała był tak wstrząsający, że asystent kryminalny Anton Habicht w...