Oparzenie

Okładka książki Oparzenie
Wasilij Aksionow Wydawnictwo: Amber Seria: Złota Seria literatura piękna
527 str. 8 godz. 47 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Złota Seria
Tytuł oryginału:
Oжoг
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
527
Czas czytania
8 godz. 47 min.
Język:
polski
ISBN:
8372453306
Tłumacz:
Sławomir Kędzierski
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oparzenie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Oparzenie

Średnia ocen
6,4 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
538
431

Na półkach:

Trudna wymagająca książka, jedno czytanie nie wystarczy. Chwilami bardzo mocna, nagłe przeskoki czasowe, które sprawiały, że miałem wrażenie jakbym czytał książkę, pisaną przez kogoś wstanie wskazującym, ale też hipnotyzująca, nie pozwalająca się od niej oderwać. Warto przeczytać i to nie raz, żeby lepiej zrozumieć.

Trudna wymagająca książka, jedno czytanie nie wystarczy. Chwilami bardzo mocna, nagłe przeskoki czasowe, które sprawiały, że miałem wrażenie jakbym czytał książkę, pisaną przez kogoś wstanie wskazującym, ale też hipnotyzująca, nie pozwalająca się od niej oderwać. Warto przeczytać i to nie raz, żeby lepiej zrozumieć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

70 użytkowników ma tytuł Oparzenie na półkach głównych
  • 40
  • 28
  • 2
15 użytkowników ma tytuł Oparzenie na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Oparzenie

Inne książki autora

Okładka książki Frygijskie bławatki Wasilij Aksionow, Wasilij Biełow, Nodar Culejskiri, Grigor Dżanikian, Regina Ezera, Aleksander Filippowicz, Achat Gaffar, Inna Goff, Georgij Gulia, Wasilij Jurowskich, Rimma Kowalenko, Igor Kuwszynow, Iwan Łaskow, Leonid Lencz, George Menjuk, Wacław Michalski, Manuk Mnacakanian, Junna Moric, Wardkes Petrosjan, Aleksander Prochanow, Georgij Siemionow, Witalij Siomin, Andriej Skałon, Jurij Szczerbak, Alim Teppiejew, Gleb Tiekotiew, Wiktoria Tokariewa, Aleś Żuk
Ocena 0,0
Frygijskie bławatki Wasilij Aksionow, Wasilij Biełow, Nodar Culejskiri, Grigor Dżanikian, Regina Ezera, Aleksander Filippowicz, Achat Gaffar, Inna Goff, Georgij Gulia, Wasilij Jurowskich, Rimma Kowalenko, Igor Kuwszynow, Iwan Łaskow, Leonid Lencz, George Menjuk, Wacław Michalski, Manuk Mnacakanian, Junna Moric, Wardkes Petrosjan, Aleksander Prochanow, Georgij Siemionow, Witalij Siomin, Andriej Skałon, Jurij Szczerbak, Alim Teppiejew, Gleb Tiekotiew, Wiktoria Tokariewa, Aleś Żuk
Wasilij Aksionow
Wasilij Aksionow
Jeden z największych współczesnych prozaików rosyjskich- pisarz, dramaturg filmowy, scenarzysta. Syn pisarki Jewgieniji Giznburg. Jego rodzice byli ofiarami stalinowskich represji. Matka, profesor uniwersytetu w Kazaniu, spędziła kilkanaście lat w obozach pracy. Głośne stały się jej wspomnienia więzienno-obozowe Stroma droga, tłumaczone na wiele języków zachodnich, wydane również w Polsce w drugim obiegu. Wasilij mieszkał z matką tylko w latach 1948-50, kiedy osiedliła się w Magadanie. Jego proza stawała się coraz bardziej krytyczna wobec radzieckiej rzeczywistości, nawet jej forma kłóciła się z obowiązującymi kanonami. Aksionow eksperymentował, sięgał po nowe środki wyrazu, po fantastykę, groteskę. Coraz ostrzejsze szykany sprawiły, że w r. 1980 wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Twórczość Aksionowa rozwijała się w opozycji do dziedzictwa epoki stalinizmu, była wyrazem sprzeciwu wobec form życia radzieckiego, jego instytucji, etyki, obyczajowości, sztuki i literatury, skrępowanej socrealistycznymi zakazami i nakazami. Do najbardziej znanych należą głośne powieści poświęcone moralnym dylematom młodego pokolenia (Koledzy, Gwiaździsty bilet, Apiesiny iż Marokko) i opowiadania zebrane w tomach Katapulta, W pół drogi do księżyca. Na emigracji powstały m.in. powieści Ostrow Krym, Bumażnyj piejzaż. Głośna trylogia Moskiewska saga, epicka opowieść o moskiewskiej rodzinie inteligenckiej w latach stalinizmu, z siłą tołstojowskiej narracji i emocjonalnym bogactwem Doktora Żywago ukazuje historię ludzi walczących o przetrwanie. Porównywane z Wojną i pokojem tomy Pokolenie zimy, Wojna i więzienie, Więzienie i pokój okrzyknięto najgłośniejszym wydarzeniem literackim ostatniego dziesięciolecia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oblężenie Krisznapuru J. G. Farrell
Oblężenie Krisznapuru
J. G. Farrell
Czy można, napisać powieść o tragicznych wydarzeniach, która skrzy się humorem, dodajmy typowo brytyjskim humorem, a jednocześnie, nie dopuścić, aby ten humor ujemnie, wpływał na warstwę dramatyczno - epicką utworu? Ta powieść, udowadnia, że jak najbardziej, można. Książka, bardzo przypomina, w tym względzie, dzieła Sienkiewicza, tylko tutaj, mamy więcej klimatu w stylu Zagłoby, niż u naszego wieszcza. Poczucia humoru zaś, dramatycznie brakuje, współczesnym powieściopisarzom, mym zdaniem, powiązane jest to, z dominującym wśród twórców obecnych, światopoglądem lewicowo - liberalnym, ideologia ta uznaje, śmiech za coś niebezpiecznego, nigdy nie wiadomo, z której mniejszości, bądź grupy społecznej, w następnym sezonie literackim, śmianie się będzie surowo wzbronionym. Autor, kilka razy puszcza oczko, do współczesnego sobie, hipisowskiego, czytelnika, Anno Domini 1973, w którym roku, powieść ta ukazała się, nie robi jednak tego tak nachalnie, jak dzisiejsi literaccy troglodyci. Akcja powieści, dzieje się w 1857 roku, podczas powstania Sipajów, to jest hinduskich formacji zbrojnych, pod brytyjskim dowództwem wojskowym. Nieliczny garnizon brytyjski, oraz liczni cywile pod jego ochroną, zostaje oblężonym w tytułowym Krisznapurze. Oblężenie te, jako żywo, przypomina obronę Zbaraża w Trylogii. Tutaj znowu, nasuwa się myśl, iż pisarz musiał znać dzieła Sienkiewicza, który był, przecież chętnie tłumaczonym, na język angielski twórcą. Podobieństw, jest tu zbyt wiele, aby był to przypadek. Najsilniejszym atutem książki, jest realistyczne oddanie mentalności, ludzi XIX stulecia. To nie są, jak we współczesnych, pseudo powieściach historycznych, współcześni autorom, ludzie ubrani, tylko niczym aktorzy na scenie w historyczne kostiumy, tutaj każdy myśli i działa, jak ludzie innej, odleglej epoki historycznej: „Kobiety są słabe, zawsze będziemy musieli opiekować się nimi, tak samo jak i krajowcami. Z pewnością trafiają się wyjątki, na przykład taka panna Florence Nightingale, ale, może na szczęście, moja żona i córki nie należą do tej nielicznej kategorii… Nawet za sto lat (pan Hopkins próbował nieudolnie wyobrazić sobie świat w 1957 roku) nic się pod tym względem nie zmieni. Kobiety są ulepione z miększej gliny. Budzą w nas pożądanie, ale nie są nam równe”. Gdyby pisarz, dziś, tak się wczuł w mentalność, roku 1857, zaraz, mało inteligentni lewicowi aktywiści, a takich jest większość, bo aby płynąc w głównym nurcie, trzeba być skrajnym konformistą, konformizm zaś, zwykle wyklucza najlepsze przymioty charakteru, takie jak inteligencja, czy odwaga cywilna, okrzyknęliby go antyfeministą, i paliliby jego książki, jak to już robiono, np w Kanadzie, z dziełami, pisarzy nie dosyć, wyczulonymi na nowe doktryny neokomunistyczne.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 10 1 rok temu
Nocowała ongi chmurka złota Anatolij Pristawkin
Nocowała ongi chmurka złota
Anatolij Pristawkin
Wykopaliska archeologiczne: "Nocowała ongi chmurka złota" - Anatolij Pristawkin, PIW, seria Współczesna Proza Światowa, tłumaczenie Eugeniusz Piotr Melech Historia rozgrywa się w 1944 roku. W podmoskiewskim domu dziecka poznajemy parę bliźniaków: Kolkę i Saszkę Kuźmionyszów. Dwie pary rąk, cztery oczy, ale jedna dusza, są nierozłączni. W domu dziecka panują fatalne warunki, bieda i głód. Największym marzeniem podopiecznych jest dostać się do krajalni chleba, żeby w końcu najeść się do syta. Trzeba kraść, inaczej się nie da przeżyć, "co ukradniemy to nasze" to dewiza życiowa bliźniaków. Na szczęście z pomocą przychodzi genialny Dobry Wujaszek Stalin. W czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, gdy Niemcy zajęli Kaukaz, niektóre grupy Czeczenów i Inguszów poszły na współpracę z nimi, upatrując w tym szansę na odzyskanie niepodległości. W odwecie Stalin nakazał likwidację Czeczeńsko-Inguskiej ASRR i zastosował zbiorową odpowiedzialność wobec ludności cywilnej, wysiedlając (prawie) wszystkich do Kazachstanu i na Syberię. Na ich miejsce wysyłano rosyjskich osadników, w tym również sieroty, których pełno było w rosyjskich domach dziecka. To jednym z takich transportów bracia Kuźmionysze dotarli na Kaukaz. W ten sposób dostają się w tryby wielkiej historii. Czeczeni, którzy nie zostali zabici lub wywiezieni uciekają w góry, mszczą się na nowo przybyłych mieszkańcach ich ziemi i ich domów. W takim świecie przyszło im żyć... Nie chcę zdradzać za dużo, ale bardzo poruszyła mnie ta historia. Tym bardziej, że przeszłość na Kaukazie jest cały czas obecna, genialne plany Stalina nadal owocują tym, że cierpią i giną niewinni, w tym dzieci (np. szkoła w Biesłanie). Książka po części autobiograficzna, napisana w 1981 roku, za którą autor dostał w 1988 roku Nagrodę Państwową ZSRR.
Pavvvel - awatar Pavvvel
ocenił na 8 6 lat temu
W krasie lilii John Updike
W krasie lilii
John Updike
Zawsze w trakcie czytania zastanawiam się, jaki był pomysł na tę książkę. Z pomysłu dużo rzeczy się może urodzić, ale pomijając taśmowych kryminalistów, których pomysłem na nową książkę jest dobrze ją sprzedać, powodem powstania książek jest jakiś zwerbalizowany nastrój, jakaś dookreślona sytuacja, może jakaś parabola, takie uchwycone epifanie że-coś-jest-jak-coś-innego. Pamiętam do dziś, jak Szczepan Twardoch pisał o "Morfinie", że wzięła się z próby opisania takiego opioidowego snucia się po okupowanej warszawie przez oficera przegranej kampanii wrześniowej. Bez względu na własne wrażenia z lektury "Morfiny", zrozumiałem od razu jak fascynującą musiała się jawić taka wizja, gdybym ją doświadczył, pewnie też chciałbym napisać o niej książkę. A piszę o tym dlatego, że nie umiem wyobrazić sobie tej wizji Updike'a która go popchnęła do napisania "W krasie lilii". Na wstępie powiem: to jest fantastyczna książka, wielka panorama ameryki, drobiazgowa, doszlifowana w każdym ornamencie, napisana żywym, rozbuchanym, ale mistrzowsko kontrolowanym językiem, zaczynająca się od purytańskiej religijności początku wieku, kończąca na hedonistycznych latach 80-tych, z kryzysem tychże włącznie. Ale nie rozumiem potrzeby z której powstała. Tworzyłem sobie w trakcie lektury jakieś analogie, jawiły mi się porównania kina do religii, czy może jak te dwie wielkie pasje się łączą, rywalizują ze sobą, przeplatają w dziejach ludzkości, jedno i drugie to był jakiś wspólny mianownik większości postaci. Ale - zabrakło mi w tym jakiejś bardziej oczywistej puenty. Muszę też przyznać, że sam ostatni segment Clarka, czyli moment kiedy książka powinna się zamknąć narracyjną klamrą, był dla mnie najsłabszy. Nie zaufałem mu na tyle, żeby uwierzyć w jego przemianę, nie poczułem jego motywacji ani do tego co zrobił najpierw, ani do tego co zrobił potem. Prorok Jesse zaś był taką kiepską kalką wielebnego Moona i jego czterystu naśladowców, szeleścił podczas lektury, taki był papierowy. Książka dla mnie w tym odcinku wytraciła dotychczasowy impet, nie miałem katharsis po ostatnim zdaniu. Niemniej, kawał dobrej sagi rodzinnej, wehikuł czasu przez dzieje tego dziwnego kraju. Ale z sag rodzinnych chyba nadal wolę Manna i Faulknera.
iHS - awatar iHS
ocenił na 7 2 lata temu
Speranza Sven Delblanc
Speranza
Sven Delblanc
Przepełniony oświeceniowymi ideałami młody arystokrata wierzy w rozum i wolną wolę człowieka, ale coś od początku mówi, że to wstęp do czegoś złego podczas jego podróży niewolniczym statkiem do Indii Zachodnich w 1794 r. Smutna a prawdziwa książka o naturze człowieka przy zderzeniu ideałów – deklarowanych, dodajmy, bo bynajmniej nie uwewnętrznionych - z brutalną rzeczywistością. Przypowieść jest lekko a perfidnie stylizowana na oświeceniową powiastkę o starym, jak sam świat schemacie: najpierw bunt, racjonalizacja, słabnięcie sprzeciwu, w końcu przystosowanie i współudział. Uniwersalny mechanizm wszelkich ludzkich podłości w działaniu. Początkowo Malte Moritz von Putbus jest oburzony niewolnictwem, potem stopniowo przestaje widzieć w nieszczęśnikach ludzi. Tak bardzo dostosowuje się do sytuacji, że nie cofa się przed przemocą seksualną wobec czarnej niewolnicy, która mu wpadła oko, co jest wstępem do… Ale to już trzeba samemu doczytać, by przekonać się, ze moralna degrengolada nie ma dna nawet na najgłębszym oceanie. Niezwykle wartościowa to książka (choć na pewno nie dla wszystkich), zwłaszcza ze nie epatuje łatwym moralizatorstwem w stylu późnego Zanussiego. Pomijamy tu oczywiście naiwne złudzenia wobec samego siebie, które – na początku - żywi bohater. Notabene szybko daje się on poznać jako wybitny kabotyn. Jego famulusi jeszcze lepsi, świetne są ich tylko lekko zarysowane postacie. Nie do zapomnienia rola hiszpańskiego zakonnika (kojarzył mi się ze swym odpowiednikiem z „Imienia róży”). W swej przemyślnie skonstruowanej powieści – ma ona formę pamiętnika naszego arystokraty - Sven Delblanc wielu rzeczy nie dopowiada, każąc nam się ich domyślać, co jeszcze mocniej wpływa na jej odbiór. Na mnie wywarła ona olbrzymie wrażenie, a wszak nie jestem odbiorcą „utulających” książek. Wiele, wiele lat temu słuchałem tej pozycji, gdy ją fragmentami czytano w „Trójce” - przez te wszystkie lata jakoś nie było okazji, by po nią sięgnąć. A warto było. Cytaty tylko takie do strawienia….. „Hołdowaliśmy zasadom rewolucji francuskiej, takim, jak wyglądały one w pierwszych dniach upojenia wolnością, zanim zaczęto się skłaniać do pewnych naruszeń w kwestii prawa prywatnej własności i cielesnego bezpieczeństwa wielkich osobistości”. „Wysłano mnie na rok wygnania do Indii Zachodnich. O szaleństwo! Czy myśleli może, że nowy klimat przytłumi mój płomień wolności? Ach, nie. Widzę w tej podróży tylko pożądaną próbę”. „O, jaka błogość być młodym w świetle poranka na morzu! Doprawdy, to wielka rzecz żyć i płynąć pod wypełnionymi sztormem żaglami do kraju wolności!”. „O, jakim arcydziełem jest człowiek! Jak szlachetnym w rozumie! Jak nieskończonym w swoich uzdolnieniach! W swoich czynach jak podobnym do anioła, w swoich myślach jak podobnym do Boga!”. „I wtedy właśnie poczułem pierwszy raz odór buchający z ładowni Speranzy, niczym zepsuty oddech z czworokątnej gardzieli, dziwną i przerażającą woń zgnilizny, ludzkich odchodów i śmierci”. „Straszliwa prawda sprawiła, że stałem jak skamieniały (…). To więc było celem mojego pragnienia wolności – by płynąć na pływającym więzieniu niewoli. Statek niewolniczy. Było to uczucie bolesne ponad wszelkie opisy”. „ - Nie chcemy mieć nic do czynienia ze Speranzą. Płyniemy, ale zakładamy protest! - Popatrzcie, to brzmi wygodnie dla sumienia, on płynie, ale zakłada protest…. A pan hrabia jest równie godny szacunku? - Łatwo kpić, panie nadlekarzu, ale tak się zdarzyło, że ja już jestem na Speranzy i nie mam wyboru. - (…) Te lube słowa, jak balsam na sumienie: nie mam wyboru. (…) Zawsze ma się wybór. Nie ma niczego, na co można zwalać winę. (…) A teraz wyczekuje pan tylko na stosowną okazję, żeby wyskoczyć za burtę, aby przez to wykazać swoją surową moralność”. „Chcę zwrócić niewolnikom wolność. To prawda, moja sytuacja pieniężna jest bardzo napięta, ale w najgorszym razie będą musieli wziąć rewers na brakującą sumę.(…) Będą musieli całkiem po prostu zawrócić Speranzę i wrócić do Afryki, by potem wypuścić niewolników na wolność. „- Nie może pan przecież odrzucić ludzkiej tęsknoty do wolności… - Madonna! Tak, jakby ludzka tęsknota do podporządkowania się i niewolnictwa nie była równie potężną siłą”. „Muszę zobaczyć to nieszczęście, muszę patrzeć i patrzeć. I dziwna rzecz - człowiek się przyzwyczaja! Gdy już przezwyciężyłem pierwszą odrazę, te sceny zaczęły mnie frapować niezwykłością! Nic, co ludzkie, nie powinno być mi obce. Nie wolno mi zamykać oczu na rzeczywistość. Muszę widzieć”. „Nieczystość ludzkich małp drażni mi nozdrza zapachem śmierci, wzbudza obrzydzenie i grozę, nadżera coraz bardziej moje człowieczeństwo. Te istoty nie są już ludźmi, zmieniają się pod moim wzrokiem w zwierzęta i trzeba zaiste boskiej miłości, by życzyć im tej wolności, której oni sami wydają się już nie pragnąć”. „Nic nie jest stałe. Nawet gwiaździste niebo nad moją głową. Nie ma niczego stałego”. „Wszystko ucichło, z wyjątkiem podziemnych westchnień niewolników, odległych jak odgłos dalekiego przyboju”. „Hoffmann przyprowadził ją tu o zmierzchu, była naga, odziana tylko w żółtą chustkę na głowie, Eva, Afrodyta nocy, nareszcie moja własność, nareszcie moja…”. „Rozkosz ponad wszelkie opisanie…. Jestem wreszcie mężczyzną! Zabrano ją o północy. I dobrze się stało. Nie do pomyślenia, żeby mogła mieszkać tu, w kajucie. „Kiedy wówczas bredziłem o wolności, nie miałem doprawdy pojęcia o tej bardzo skomplikowanej rzeczywistości, którą znajdę tu, na Speranzy. Teraz dojrzałem”. „Wolność, równość i braterstwo, hasła, które być może mogą obowiązywać w uporządkowanym społeczeństwie, takie to hasła chce on wciągnąć jak flagę na Speranzę. To więcej niż głupie, to zagraża życiu!”. „Bunt zaczął się podczas psiej wachty, kiedy Speranza była słabo obsadzona załogą. (…) Okrucieństwo? Tak, bezsprzecznie. Ale jak okazywać miłosierdzie w czasach takich, jak te? Miłosierdzie, gdy społeczność znajduje się w kryzysie i walczy o życie? (…) Będzie czas na łagodność, kiedy zostanie przywrócony porządek”. „Ale nawet miłosierdzie może być przecież przesadne”. „Musi być jakiś sens w tym, co się dzieje tu, na Speranzy, sens wszystkich tych ofiar. Bez nadziei, że coś ma sens, nie mogę żyć”. „To nie był przypadek, że Evę wybrano jako jedną z trzech ofiar, to głowa wiedźmy spadła pod toporem, poniosła ona zasłużoną karę”. „Nie jestem już więcej sam, nie jestem kimś innym, nie, teraz jestem jednym z nich, jednym z nas!”. „Nadzwyczaj trudno rozważyć między surowością, która karze i oczyszcza, a taką, która tylko zgładza”. „Może najlepiej jest tak, jak jest. Nie rezonować”. „Prowiant kończy się. (…) Kapitan Ferreo przygotował nas na pewne niezwykłe środki zaopatrzenia. Ważne jest zwalczanie starych przesądów. (…) Przymusowe karmienie, jeśli nie można inaczej. Smak jest mdły, ale można go łatwo znieść”. „Jak mogłem żyć tam niegdyś i jak mogłem tęsknić, aby tam wrócić. No, teraz nie ma już żadnego powrotu. Kto raz wszedł na pokład Speranzy, nigdy nie wraca”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Delikatność kobiet J.G. Ballard
Delikatność kobiet
J.G. Ballard
Delikatność kobiet - J.G. Ballard: Recenzja Autobiograficzna powieść J.G. Ballarda zabiera nas w podróż do powojennej Anglii. Wraz z narratorem, Jimem Grahamem, doświadczamy życia studenta medycyny w Cambridge, pilota RAF-u w Kanadzie, aż do późniejszych etapów życia naznaczonych stratą i refleksją. Powieść jest wielowymiarowym portretem świata po wojnie. Ballard kreśli obraz społeczeństwa borykającego się z traumami i szukającego nowego miejsca w zmienionej rzeczywistości. Obserwujemy przemiany obyczajowe, rosnącą rolę kobiet i ewolucję męskich ról. Siła książki tkwi w jej intymności i szczerości. Ballard nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak śmierć, samotność, czy seksualność. Pisze o swoich doświadczeniach z dużą wrażliwością i wnikliwością. Delikatność kobiet to również powieść o fascynacji. Ballard z obsesją opisuje kobiece ciała i osobowości. Podziwia siłę i niezależność kobiet, ale też dostrzega ich kruchość i delikatność. Należy jednak wspomnieć, że styl Ballarda nie jest dla każdego. Autor często stosuje surrealistyczne opisy i metafory, co może utrudniać odbiór tekstu. Ponadto, niektóre wątki powieści są niedokończone, co może frustrować czytelników. Podsumowując, Delikatność kobiet to książka warta przeczytania. Jest to intymna i poruszająca opowieść o dorastaniu, miłości i stracie w czasach wielkich przemian. Choć nie jest to łatwa lektura, z pewnością na długo pozostanie w pamięci.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na 8 2 lata temu
Dziwne spotkanie Susan Hill
Dziwne spotkanie
Susan Hill
To jest literatura a nie czytadło, jednak literatura raczej słaba według mnie, którą trudno mi polecić... Mimo, że akcja przebiega na froncie I wojny światowej, to od strony fabularnej dzieje się niewiele. Punkt centralny stanowi relacja dwóch mężczyzn, oficerów, których zbliżają do siebie okoliczności wspólnej służby i walki - obaj z odmiennych środowisk rodzinnych, obaj bardzo różni osobowościowo a jednak zbliżają się do siebie, wspierają i rodzi się między nimi silna więź. Niestety, Susan Hill nie przedstawiła ciekawego tematu w ciekawy sposób. Całość jest nudnawa i monotonna, mimo że pomysł był interesujący i miał potencjał. Rzecz cała kończy się w momencie i okolicznościach tego rodzaju, że aż się prosi druga część tej książki wychodząca od sytuacji, która daje wspaniały punkt startowy do tworzenia literatury - no, ale jeśli miałaby to być równie słaba literatura jak książka o której mowa w mojej opinii, to może i dobrze, że ta druga część nie powstała... Szkoda, że autorka nie potrafiła zajrzeć głęboko, wnikliwie i w rozbudowany sposób w wewnętrzny świat swoich bohaterów - w taki sposób, by płynęła z tej powieści jakaś energia pobudzająca czytelnika duchowo - niestety nie płynie, bo całość jest wątła, rozwodniona, nudnawa a fajny pomysł zrealizowany bez polotu. Może zabrakło talentu... a może temat jej nie wciągnął - bo pisać, według mnie, umie.
MarekFeliks - awatar MarekFeliks
ocenił na 6 1 rok temu
Wyspa Krym Wasilij Aksionow
Wyspa Krym
Wasilij Aksionow
Genialna lektura, miejscami trąci Orwellem, ale jest to zdecydowanie na plus. Stał się cud ! Podczas wojny domowej w Rosji, półwysep krymski ocalił - poprzez bardzo szczęśliwy przebieg wojny - niezależność od bolszewickiej Rosji. W tej niezależności przetrwał przez stalinizm, interwencję w Czechosłowacji i dotrwał gdzieś w okolice „środkowego Breżniewa”, oczywiście w roli genseka. To prężny kapitalistyczny kraj, gdzie panuje pełen pluralizm polityczny i gospodarczy dobrobyt. Główny bohater Andriej Łucznikow to redaktor poczytnej gazety, playboy, propagator i twórca Idei Wspólnego Losu, która jest ZA przyłączeniem Krymu do Rosji i podzielenie przez mieszkańców półwyspu losu 250 milionów obywateli Rosji budujących z trudem socjalizm ! Lenin byłby z niego na pewno dumny, wg jego nomenklatury, to nikt inny tylko „pożyteczny idiota” i to najwyższych lotów, do tego z dobrej rodziny, z możliwością oddziaływania poprzez swoją gazetę na opinię publiczną, mający szerokie wpływy polityczne i kulturalne, wielokrotnie bywały w całym świecie i w „ojczyźnie”. I co? Był, rozmawiał, nic mu się nie stało, ma swobodne kontakty zarówno z komunistycznym establishmentem jak i artystycznym udergroundem (nie trzeba chyba dodawać, że zinfiltrowanym przez „służby”). Dla Rosji do pewnego momentu to wygodny człowiek, tworzy dobry grunt na przyszłość, nieoceniony wprost tymczasowy sojusznik. W książce nie ma słowa o tym, że jest to agent służb rosyjskich - wręcz przeciwnie lansuje się na idealistę - więc sam do końca nie wiem, co powoduje człowiekiem, że pcha ku zagładzie swoich współobywateli. Jest to albo pycha i przekonanie o własnej nieomylności, albo naiwność, albo jedno i drugie. Jako osoba „bywała” widział różnice między życiem codziennym w „Sojuzie” i na Krymie, tym bardziej uważam go za wyjątkowego szkodnika, niedojrzałego podstarzałego faceta, który „wie lepiej” jaką przyszłość zgotować obywatelom wolnego państwa i (nie)świadomie pcha ich ku zagładzie. Nawiasem mówiąc podobną naiwnością wykazało się większość ludzi z establishmentu wolnego Krymu („koledzy z klasy” Andriuszy – ludzie wpływowi sprawujący ważne urzędy i piastujący odpowiedzialne stanowiska). Prawdopodobnie wynika to albo z braku wiedzy albo zwykłej łatwowierności, a może po prostu głupoty. Biorąc pod uwagę konwencję książki opinia publiczna, a rządzący już na pewno, nie mogli nie wiedzieć o tym jak przebiegał stalinizm w Rosji, ile milionów ofiar pochłonął. Nie ma o tym mowy, ale zakładam, że i informacje o czystkach, wielkim głodzie, pakcie Ribentropp – Mołotow, agresji na Polskę, a potem Finlandię, aneksji państw bałtyckich i Besarabii od Rumunii dotarły do Krymu wszak utrzymuje doskonałe relacje z całym światem. Zastanawia mnie czy z upływem czasu, nie trzeba by dodać do lektury wstępu dla coraz to młodszych rocznikowo czytelników czym było imperium sowieckie, ilu własnych obywateli wymordowało, jaki był los podbitych przez nie narodów, jak wyglądały interwencje w innych krajach w ramach "pomocy międzynarodowej". Świta mi, że ktoś mógłby pomyśleć czytając tą lekturę, że to co stanie się na koniec to fikcja literacka. W aspekcie podziału terytorialnego i niezależności Krymu książka jest oczywiście fikcją, natomiast jeżeli chodzi o przebieg zdarzeń to może poza tym, że końcówka jest nieco - jak na to, że sąsiadem Krymu jest jednak Kraj Rad, a pisał to syn Jewgieni Ginzburg - zbyt łagodna, to po przeczytaniu początku książki końcowy przebieg scenariusza pojawił się w moich myślach jako niemal pewny, chyba tylko z tą różnicą, że podejrzewałem, że przebiegnie bardziej brutalnie typowo po radziecku. Gorąco polecam.
Piotrek - awatar Piotrek
ocenił na 8 4 lata temu
Wóz ognisty Patrick White
Wóz ognisty
Patrick White
Kto jedzie wozem ognistym i czy ktoś się tego dowie? Wieczór był ciepły, bezwietrzny. Liście odpoczywały przytulone do siebie. Panna Hare - dziwaczka, spadkobierczyni podupadłej fortuny, której symbolem dom z kamienia i złota nazwany przez ojca ponurego ekscentryka Xanadu, w którego salonie nie sposób było niemal rozróżnić, gdzie kończy się szkło a zaczyna światło, teraz rudera, pełna ptasich gniazd i kwitnących gałązek - powracała o zmierzchu do domu ulubioną ścieżką jej tylko znaną, tak zarośniętą, że trzeba się było czołgać jak w tunelu, po aksamicie zbutwiałych liści, w oddechu ziemi, zapachu grzybów i kiełkujących roślin. Powiadali też, że raz wprost na kolana Panny Hare spadło pisklę, trzymała je przy piersi pod bluzką i karmiła ustami jego dziobek, a pisklę wyrosło na gołębia, który odleciał, lecz często wracał by ją odwiedzać. A gwiazdy spływały ku jej wyciągniętym rękom. Potężne zady koni czekały ogonami omiatając wieczne przestworze. Koła wozu były z kutego złota, mocno osadzone na osiach jak należało się spodziewać. A był to jeden z najpogodniejszych dni wiosny odkąd pojawiła się świeża trawa. Zdawało się, że pod trawą tętni życie świata. I z ciała trawy sączyło się zielonkawe światło przymglone żółtym oparem. I rosła tam w dzikim sadzie śliwa, największa chyba na świecie. Zbita masa bieli śmiało współzawodniczyła z zielenią trawy i podkreślała błękit nieba. I powróciło słońce i zapanowało nad światem, zatknąwszy roziskrzoną chorągiew w koronie drzewa. Tam poznała Himmelfarba, starego Żyda, doktora literatury angielskiej w przedwojennych Niemczech. Wysłany przez żonę do księgarni po książkę kucharską natrafił na pisma hebrajskie, zwoje uszkodzonych pergaminów, dzieła kabalistyczne z pewnego księgozbioru w Pradze. Odtąd zasiadał samotnie wieczorami w pokoju nad starymi księgami. Czytał, rysował, obracał w palcach rozmaite przedmioty albo nasłuchiwał głosu ciszy. To co narysował to był Wóz, choć sam nie był do końca pewien co przedstawia, tak wiele widział jego postaci, a wszystkie bogate w mnóstwo ukrytych znaczeń. Tron Boga, wóz ze złota, chalcedonu i jaspisu, wóz Odkupienia, niejasny, intrygujący szczególny. I twarze w wozie niedostrzegalne nawet mgliście. Potem nastąpiła wiadoma Gehenna. Pewnego wieczoru opuściwszy kryjówkę, gotowy na wszystko szedł przez miasto podczas nalotu. Zerwał się wiatr rozwiewając poły jego palta i szarpiąc rondem kapelusza. Wtem usłyszał terkot zbliżających się kół. Teraz koła już muskały czarną łupinę miasta, konie rżały głośno, cwałując przez jadowitą zieleń nieba. Konie wyciągały błoniaste szyje, nozdrza ich lśniły mosiądzem w blasku ognia. A Żyd oszołomiony, szedł pod kołami wozu nietknięty. W Australii najął się w fabryce rowerowych latarek, bo proste czynności wykonywane codziennie są najpewniejszą obroną przed złem. Popołudnie rozszerzyło granice nieba. Niespodziewanie przez trawę nadszedł ktoś i stanął za nim. Obejrzał się i zobaczył kobietę. Nie od razu przerwał ciszę, jakby z szacunku dla jej godności. Pani Godbold, miejscowa praczka, matka sześciu córek, żona potwora. W młodości w Anglii pewnego dnia wstąpiła z młodszym rodzeństwem do Katedry. Otoczył ich w krąg olbrzymi las, kamienne konary sklepiały się ponad ich głowami na firmamencie z błękitu i czerwieni, a spod niego spływało przesiane, przyćmione światło, czy też muzyka. Organy wciąż grały, łączyły akordy w jednolite błyszczące rusztowanie dźwięków. Złociste drabiny wciąż rosły i rosły jak gdyby miały dosięgnąć okna płonącego domu. Nie było jednak pożaru tylko błogi spokój wznoszący się falą coraz wyżej, a dziewczyna wspinała się po niebiańskim rusztowaniu i dodawała coraz to nowe drabiny, żeby dotrzeć dalej wzwyż. Zabrakło jej odwagi pod samym szczytem. Przez mgnienie oka kołysała się w chmurze niepewności, podtrzymywana nieskończenie łagodnymi palcami. Później już w Australii na służbie, stawała w drzwiach frontowych jak gdyby wyglądała na wiejską drogę, na ganku pod drzewem magnoliowym, a kiedy szczegóły jej postaci i stroju od skrzydeł wykrochmalonego czepeczka aż po czubki białych pantofli, zacierały się w mroku, można by pomyśleć, że to jakaś odmiana ćmy, czy też opiekuńczy duch spoczywa na magnolii i za chwilę uleci z wielkim trzepotem skrzydeł. Pani Godbold lubiła śpiewać przy prasowaniu w swoim baraku, dookoła niej wianuszek dzieci: Patrz Zwycięzca tryumf święci, uczcij go w królewskiej chwale, Wóz ognisty ku niebiosom po chmur toczy się powale. Była najłagodniejsza wieczorna pora, światło zasypywało podłogi złocistymi sztyletami. W fabryce latarek rowerowych Himmelfarb poznał tubylca, Alfa Dubbo - leniwy drań jak twierdzili wszyscy. Żyd nawiązał z nim przedziwną nie-znajomość. Ilekroć mijali się, balsam kojący maścił ich rany. Alf wychował się nad rzeką, przygarnięty przez wielebnego Calderona i jego owdowiałą siostrę. Kochał rzekę, rankiem siedział pod drzewem przez ten krótki czas gdy słońce łudzi złotem, zbierał tam kamienie. Popołudniami tonął w oceanie trawy i wydawał swe ciało na łup olbrzymiej soczewce nieba. O zmroku pomarańczowe zgrubienia na wielkich bambusach odcinały się jaskrawiej, a błyszczące liście drzew zdawały się ociekać głębszą zielenią. Mgła opadała płatami a ciemna rzeka przecinała wieczór lśniącym ostrzem. Nie rozumiał nauk pastora jakby ten sobie życzył, pokochał malarstwo przez jego siostrę By otrzymać farby olejne, które ujrzał w starej skrzynce pewnego dnia w pokoju Pani Pask, skłamał, że pragnie namalować Chrystusa. Kolory na starych deskach dziko buchały. Ogień i światło to ruch. I Kolory. Tułał się później od miasta do miasta z kuferkiem wypełnionym farbami i starymi deseczkami. I czytał biblię i książki o sztuce i namalował Płonący Piec i naszkicował Wóz: I widziałem, a oto wiatr gwałtowny nadciągnął od północy i obłok wielki, i ogień skłębiony, a jasność wokół niego, a spośród niego wyglądał jakby mosiądz, to jest spośród ognia. A w środku niego podobieństwo czterech zwierząt, a ta postać ich: podobieństwo człowieka w nich. Cztery oblicza u każdego i cztery skrzydła u każdego, dwa skrzydła każdego łączyły się, a dwa skrzydła zakrywały ciała ich. A gdy chodziły zwierzęta, chodziły również i koła obok nich, a gdy się podnosiły zwierzęta, podnosiły też się i koła. A podobieństwo sklepienia było nad głowami zwierząt jak wygląd kryształu strasznego i rozciągniętego nad głowami ich w górze. Dzień się już chylił ku wieczorowi. We wnętrzu brokatowego namiotu śliwy, cienie leżały jak zwinięte w kłębek ociężałe zwierzęta. Potęgujący się ruch i śpiew wiatru odświeżał wiotkie zasłony gałęzi, przeciskał się wśród dusznych gąszczów, obmywając powierzchnię liści i wreszcie głaszcząc twarze dwojga rozbitków usadowionych u korzeni drzewa. W każdym pokoleniu jak mówią u nas - rzekł Himmelfarb - jest trzydziestu sześciu ukrytych cadyków, którzy chodzą po świecie nie rozpoznani, leczą, wyjaśniają prawdę i spełniają dobre uczynki. Z wolna rumieniec wpłynął na policzki panny Hare - mówią też, że twórcze światło Boga napełniło cadyków, że to oni są jego Wozem.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 11 miesięcy temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Lekcja niemieckiego Siegfried Lenz
Lekcja niemieckiego
Siegfried Lenz
A ja jestem zachwycony. Oraz zmieszany i ciekawy. Zachwycony: Począwszy od treści, gdzie wybija się oczywiście niemieckość jako obciążenie i problem, i wstyd, ale nie wyłącznie, bo mamy tu miks nieoczywistych postaw i konfliktów, tak różnych jak postacie i całe generacje odmalowane tu – „odmalowane”, słowo klucz, bo to o malarzu - z naprawdę epickim rozmachem i wielką zręcznością, poprzez warstwową konstrukcję przyjemnie angażującą szare komórki, aż po bogactwo narracyjnych pomysłów. Dawno nie miałem takiej przyjemności z czytania. Zmieszany: Po lekturze z niemieckej Wikipedii dowiedziałem się, że postać malarza, Nansena, jest wzorowana na niemieckim ekspresjoniście Emilu Nolde. To jego obrazy opisuje Lenz, on też tworzył obrazy nienamalowane, mieszkał na zadupiu przy granicy z Danią itd. O ile jednak powieściowy Nansen tylko w jakiś bardzo niekreślony sposób, trochę na zasadzie „dawno temu i nieprawda” miał jakieś związki z nazistowską władzą, tak Nolde był nawet członkiem NSDAP, a swoje przekonanie o wyższości sztuki niemieckiej, niższości rasowej Żydów itd. wygłaszał wielokrotnie i zdecydowanie. Zaskoczyło go więc bardzo, że mimo sympatii Geobbelsa czy Speera jego twórczość zaliczono do „sztuki zdegenerowanej”, jednak on mógł sobie pozwolić na odwołania, a do popularyzacji mitu o „zakazie malowania” przyczynił się między innymi… Lenz. Niemiecka Wiki pisze wręcz o „wiktymizacji Noldego”… Ciekawy: Kim jest tłumacz, Andrzej Ściegienny? To mistrz słowa, bez dwóch zdań, ale nie umiem namierzyć jakiegoś innego jego translatorskiego dzieła poza "Lekcją niemieckiego". Czy może to być ta sama osoba, która poświęciła się głównie filozofii, prześladowana po 1968 wyjechała do Francji, gdzie później zmieniła nazwisko na Seguenny? Czy ktoś wie?
Empe - awatar Empe
ocenił na 9 2 miesiące temu
Przepaska z liści Patrick White
Przepaska z liści
Patrick White
Pierwsze moje zetknięcie się z prozą White'a. Ten utwór czyta się powoli i to jest jego zaleta, a nie wada. Dlaczego? Z prostego powodu, to jest pastisz powieści dziewiętnastowiecznej. Klasyczna fabula, z zakończeniem sugerującym czytelnikowi dalsze losy Pani Roxburgh. Powieść White'a , z narratorem wszechwiedzącym ( znowu tradycyjny jej model znany z powieści angielskiej) to opowieść o człowieku i granicy jaką może przejść, by stracić swoje człowieczeństwo na rzecz przystosowania do warunków życia, żeby przetrwać. Natura człowieka jest nieodgadniona, co siedzi w nas dowiadujemy się dopiero w ekstremalnych warunkach. Nie trzeba wojny, wystarczy katastrofa morska. Fabuła tej książki jest jej atutem. Poznajmy wiele szczegółów, obrazów, myśli bohaterów. W innej fabule, gdzie zdarzenia da opisywane tylko w zarysie ( powieść i film współczesny) nie ma miejsce na "oddech czytelniczy", szybko się toczy akcja i tylko ona jest głównym bohaterem nie postaci czy charaktery ludzkie. Dobra literatura to taka , która potrafi czytelnika trzymać za słowo i emocje. Taka jest, przynajmniej w tej powieści. To gotowy scenariusz na film. Miałem wrażenie, że jako odbiorca jestem okiem kamery. Jest też to proza, która pokazuje jak życie różni się od fikcji. Jak sami tworzymy fikcję. Pan Roxburgh maniak - czytelnik ma kłopoty w normalnym świecie ( trochę przypomina romantycznego bohatera), nie odróżnia fikcji od życia. Natomiast jego żona stąpa po ziemi twardo. Pan Roxburgh przypomina męski odpowiednik pani Bovary. White wykorzystuje w tej książce wiele elementów gatunków literackich, np.: powieśći psychologicznej powieśći przygodowej czy powieśći o dojrzewaniu. To książka do wielokrotnego czytania, do odkrywania zamierzeń literackich autora. Do odkrywania nowych szczegółów. Nie jest to "potrawa literacka" rodem z McDonalda., którą można szybko skonsumować i nie poczuć nic. Warto po nią sięgnąć.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na 7 23 dni temu
Ravelstein Saul Bellow
Ravelstein
Saul Bellow
Amerykański profesor filozofii politycznej, Abe Ravelstein, osiąga międzynarodowy sukces, publikując za namową swojego przyjaciela, Chicka, książkę prezentującą swoje poglądy. Bestseller zapewnia mu wielki przypływ pieniędzy, profesor żyje w zbytku, jego mieszkanie staje się miejscem spotkań śmietanki intelektualnej, a ciągle dzwoniący byli studenci piastujący wysokie stanowiska państwowe na bieżąco informują Ravelsteina o kwestiach zza kulis amerykańskiej polityki. Jedynie podczas wycieczek do Paryża w domu cichnie. Jednak w ostatnich latach życia energia Ravelsteina słabnie a jego ciało zaczynają wyniszczać choroby, wtedy wyznacza Chicka jako osobę godną napisania jego biografii. Ostatnia powieść Saula Bellowa dostarcza czytelnikowi wszelkich motywów już wcześniej obecnych w jego twórczości. Mamy środowisko amerykańskich intelektualistów, centralną postać, wokół której kręci się cała opowieść, kwestię funkcjonowania Żydów w amerykańskim społeczeństwie, zatem osoby po lekturze "Herzoga" czy "Daru Humboldta" nie będą zaskoczone poruszanymi w "Ravelsteinie" kwestiami. To, co natomiast warto mieć na uwadzę przy lekturze, to fakt, że mamy do czynienia z powieścią z kluczem, a tytułowy bohater wzorowany był na amerykańskim filozofie politycznym Allanie Bloomie, autorze bestsellerowego "Zamkniętego umysłu". Wybór takiego pierwowzoru tłumaczy wszelkie uporczywe nawiązania do klasyków i historycznych wydarzeń, a także staje się uzasadnieniem dla intelektualnego tonu i przyjmowanej przez głównego bohatera optyki w sprawach kondycji uniwersytetu czy historii. Na plus zdecydowanie zasługuje styl, który choć obfituje w mnogość nawiązań i refleksji, to jest zaskakująco lekki i powieść czyta się sprawnie. Ludzie przyzwyczajeni do klasycznej linearnej narracji mogą jednak napotkać pewien opór: akcja w powieści jest szczątkowa, narrator opisuje pojedyncze wydarzenia, a większość powieści zdominowana jest przez refleksje i wnioski Chicka. Toteż błyskawicznie skaczemy między różnymi faktami, a wątki ulegają urwaniu. Również wszelkie nawiązania i smaczki są dobrane na tyle dobrze, że czytelnik orientujący się nieco we współczesnej filozofii politycznej, któremu nazwiska Straussa, Kojeve'a czy Blooma nie są obce, będzie w stanie domyślić się, co jest grane. Na minus płytkość i powtarzalność samych nawiązań, rzucająca się w oczy nawet przy tak krótkiej powieści. Platon, Tukidydes czy Machiavelli przewijają się do znudzenia. Podobnie się rzecz ma z refleksjami narratora, który ma tendencje do formułowania tych samych myśli w paru różnych zdaniach w obrębie akapitu. Takie ciągłe przypominanie i dookreślanie może nie przeszkadzało by osobie nieobeznanej z pierwowzorem Ravelsteina, natomiast w przypadku zorientowanych może to wydać się nieumiejętnym budowaniem wizerunku postaci, szczególnie, że Bellow nie daje wielu szczegółow w kwestii poglądów profesora (co przynajmniej niejako uzasadnił fabularnie, czyniąc narratorem postać otwarcie przyznającą swój brak wiedzy w kwestiach filozofii i polityki). Powieść jest ciekawą mieszanką amerykańskiego luzu i erudycyjnego popisu, której tonacja zmienia się w trakcie i z zabawnej przechodzi w przygnębiającą, kiedy Ravelstein i Chick podupadają na zdrowiu. Brakuje jednak jej nieco bogatszej treści, powtarzalność sytuacji i nawiązań doskwiera nawet przy tak małej objętości, a także sama zabawa zależna po części jest od znajomości Allana Blooma i jego intelektualnej ścieżki (co można by po części rozwiązać dobrym posłowiem, jednakże polskie wydanie takowego nie posiada)
Monaca - awatar Monaca
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Oparzenie

Więcej
Wasilij Aksionow Oparzenie Zobacz więcej
Wasilij Aksionow Oparzenie Zobacz więcej
Wasilij Aksionow Oparzenie Zobacz więcej
Więcej