Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę

Okładka książki Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę
Hampton Sides Wydawnictwo: Czarne Seria: Seria Amerykańska reportaż
520 str. 8 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Seria Amerykańska
Tytuł oryginału:
Hellhound on His Trail: The Stalking of Martin Luther King, Jr. and the International Hunt for His Assassin
Data wydania:
2017-09-06
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-06
Liczba stron:
520
Czas czytania
8 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380495654
Tłumacz:
Tomasz Bieroń
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę i

Koniec pięknego snu



1955 14 299

Oceny książki Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę

Średnia ocen
8,1 / 10
379 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
204
97

Na półkach:

Bardzo nierówna książka stanowiąca kompleksowy opis istotnego wydarzenia.

Pierwsze 15 rozdziałów jest rozwleczone do granic możliwości. Można by je streścić w jednym, góra dwóch i książka tylko by na tym zyskała. Gdy akcja zaczyna przyspieszać, to mamy do czynienia z naprawdę fascynującą, a przy tym świetnie napisaną opowieścią. Niestety, pod koniec akcja znowu zaczyna zwalniać, a interesujące wątki przeplatane są stanowczo przydługimi opisami mało istotnych zdarzeń.

Można odnieść wrażenie, że honorarium autora było uzależnione od liczby stron.

Bardzo nierówna książka stanowiąca kompleksowy opis istotnego wydarzenia.

Pierwsze 15 rozdziałów jest rozwleczone do granic możliwości. Można by je streścić w jednym, góra dwóch i książka tylko by na tym zyskała. Gdy akcja zaczyna przyspieszać, to mamy do czynienia z naprawdę fascynującą, a przy tym świetnie napisaną opowieścią. Niestety, pod koniec akcja znowu zaczyna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1406 użytkowników ma tytuł Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę na półkach głównych
  • 957
  • 436
  • 13
212 użytkowników ma tytuł Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę na półkach dodatkowych
  • 131
  • 26
  • 14
  • 11
  • 10
  • 10
  • 10

Tagi i tematy do książki Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę

Inne książki autora

Hampton Sides
Hampton Sides
Hampton Sides, urodzony w 1962 roku w Memphis, jest historykiem, pisarzem i redaktorem magazynu outdoorowego „Outside”. Publikował w „National Geographic”, „New Yorkerze”, „Esquire” oraz „Washington Post”. Za artykuły w czasopismach nagrodzony został National Magazine Award, odpowiednikiem Nagrody Pulitzera w świecie periodyków. Autor bestsellerowych powieści Hellhound on his Trail, Blood and Thunder oraz Żołnierze widma. Mieszka w Nowym Meksyku z żoną i trójką synów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce Jill Leovy
Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce
Jill Leovy
a jak słuchałem rapu, to #muzyka #westcoast gościła non stop w moich słuchawkach. słoneczna #Kalifornia przedstawiana w tekstach piosenek przez gangsterów, ujmowała mnie swoją surowością, dzikością i chropowatością. nigdy jednak nie zdołałem sprawdzić wiarygodności tych wszystkich Murzyńskich anegdot o narkotykach, zabójstwach, ciężkim życiu na dzielni w #southcentral #watts #inglewood #compton i nie wiem czy kiedykolwiek zdołam. postanowiłem jednak zaspokoić przynajmniej duchową ciekawość sięgając ostatnio po książkę #wszyscywiedzą #JillLeovy nie jest to jednak #książka o rapie tym bardziej o kulturze #hiphop to raczej taki trochę #kryminał trochę #reportaż o tym dlaczego Czarni giną z rąk Czarnych na ulicach miasta aniołów. historia traktuje o białym policjancie, który zmaga się z zagadką zabójstwa Czarnego nastolatka - syna gliniarza. robi to z ogromnym zaangażowaniem, mimo że wielu jego kolegów w tego typu sprawach nie ma cierpliwości. w książce trup ściele się gęsto, opisy, a w zasadzie dane statystyczne na temat morderstw powtarzają się w prawie każdym rozdziale. głęboko wierzę, że Biała autorka, chciała zwrócić uwagę przede wszystkim Białym ludziom na problemy Czarnych w Ameryce. jeśli chodzi o #losangeles to Jill nie wysiliła się zanadto. zdawko, lapidarnie, siermiężnie wręcz oddała klimat miasta. A tak się cieszyłem, że w jakiś substytucyjny sposób zaspokoję swoją ciekawość o #la niestety, chyba będę musiał sam się przekonać jak tam jest naprawdę i uzbierać/zaoszczędzić na wyjazd w tamtą stronę świata.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na 6 4 miesiące temu
Bracia Wright David McCullough
Bracia Wright
David McCullough
17 grudnia 1903 roku Wilbur Wrighr dokonał pierwszego lotu samolotem napędzanym silnikiem mechanicznym. Książka ta opowiada o rodzinie Wrightów, początkach lotnictwa, ale także o kulisach ich lotów i pokazów. Autor dość sporo miejsca poświęca czterem osobom z familii Wright, bracia Orville i Wilbur, siostra Katherine oraz ojciec Milton tworzyli barwną ekipę - biskup (załapał się na lot po osiemdziesiątce), właściciele sklepu rowerowego oraz nauczycielka. W tym środowisku narodził się z jeden z najważniejszych wynalazków w dziejach ludzkości, czyli samolot silnikowy nazwany "Flyer". Narracja jest prowadzona w interesujący sposób, bo jak wspomina autor, po Wrightach zachowała się całkiem spora spuścizna w postaci listów, pamiętników, ksiąg, dokumentów, ofert. Obserwujemy ich poczynania, obserwacje, podróże, wymianę myśli między sobą czy z innymi wynalazcami. Ciekawe jest też szersze tło wydarzeń i rodząca się rywalizacja między pilotami. Śledzimy Wrightów i ich loty oraz pokazy, których dokonywali w Ameryce i w Europie, gdzie zabierali na pokład różnych pasażerów, w tym pierwszą kobietę (Edith Berg). Także pierwszy lotniczy wypadek śmiertelny w historii należy do Orville'a, który akurat w tym wypadku mocno się potłukł, za to jego pasażer miał mniej szczęścia. Spoglądamy w końcu też na inne wielkie wydarzenia lotnicze, które dokonywały się w tamtym okresie jak przelot Bleriota nad kanałem La Manche czy lot hrabiego de Lambert nad Paryżem. Ta książka ma, jakby to powiedzieć, taką pozytywną aurę. Bo to opowieść o przełamywaniu barier przez człowieka, przesuwaniu granic, biciu rekordów. Trudno też nie darzyć Wrightów sympatią, którzy dogadują się ze sobą bez jakichś większych dram. Do tego ta droga od braku wiary, nieufności dziennikarzy poprzez pokazy, które obserwowały tysiące ludzi aż po zainteresowanie wojska i dalszy rozwój lotnictwa to coś fascynującego. Dużo jest takich uroczych fragmentów jak ten, gdzie bracia znajdują odpowiedni teren do lotów i tam zjednują sobie miejscową ludność albo jak ten gdzie Wilbur sobie chodzi po Paryżu i odwiedza Luwr. A przecież co chwilę ryzykowali życiem latając maszyną zbudowaną w szopie. Na plus również bogaty materiał ilustracyjny.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 8 7 dni temu
Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Tom Clavin
Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów
Tom Clavin Bob Drury
„Czerwona Chmura prawdopodobnie nigdy nie był w stanie zrozumieć o co tym białym chodziło: nie rozumiał ich motywów, chciwości, nienasyconych pragnień. Gdyby umiał czytać, może uzyskałby jakąś odpowiedź, ale nie jest powiedziane, że by go przekonała.” Zachwycający reportaż i jego tytuł „Serce wszystkiego co istnieje” odnosi się do pasma górskiego na pograniczu stanów Dakota Południowa i Wyoming w USA, zwanego po angielsku Black Hills, po polsku Góry Czarne, a przez Indian północnoamerykańskich przez wieki uważanego za święte Paha Sapa. Na okładce widnieje postać nieprzypadkowego, dumnego wodza plemienia Oglalów z ludu Lakota należącego do Siuksów – Czerwonej Chmury. Ta historia jest o nim i o jego niestrudzonej próbie, walce, aby zrozumieć, przejrzeć, pokonać, a później aby żyć obok białego człowieka w rezerwacie Pine Ridge. Życie Czerwonej Chmury rozpoczęło się w 1822 roku i trwało 88 lat. Przez ten czas m.in. przeminęła tzw. Mała Epoka Lodowcowa związana z ociepleniem i osuszaniem się klimatu na Wielkich Równinach, wyginęły – zgładzone przez ludzi - ostatnie bizony, wybudowano wielką trasę kolejową Union Pacific, a Indianie zostali zmuszeni do zamieszkania w rezerwatach. Książka traktuje o tych wszystkich wydarzeniach, a także o ważnych potyczkach o panowanie nad regionem Gór Czarnych. Jak zauważają autorzy, starcia z Indianami, biali przybysze ze wschodu zwykli nazywać bitwami lub masakrami, w zależności od tego czy były dla nich zwycięskie czy przegrane. Amerykańscy przywódcy walk na Wielkich Równinach przez dekady kreowali i narzucali opinii publicznej swój obraz tamtych wydarzeń. Wodzowie rdzennych ludów nie mieli na to szansy chociażby z tego względu, że byli niepiśmienni. Ze stron reportażu wyłania się nadzwyczajne źródło wiedzy o życiu i obyczajach Indian, jak się okazuje pod koniec, w dużym stopniu pochodzące z bezpośredniego przekazu słownego wodza Czerwonej Chmury.
bookovsky2020 - awatar bookovsky2020
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej
S. C. Gwynne
Wrzask rebeliantów to całkiem udana pozycja na styku biografii i historii powszechnej. Teoretycznie przedmiotem zainteresowania autora jest Thomas "Stonewall" Jackson, jednak w praktyce jest to także specyficzna, szczątkowa quasibiografia szeregu generałów wojny secesyjnej - zarówno konfederackich, jak i federalnych - z niesławnym McClellanem na czele, przez Pope'a, Longsteeta, Banksa i szereg innych, a na Robercie Lee kończąc. We Wrzasku rebeliantów mgła wojny rozwiewa się przed czytelnikiem wszędzie tam, gdzie pojawia się Jackson, zawiera zaś w nieprzenikniony całun tam, gdzie "Stonewalla" nie ma, oferując mnóstwo wiedzy i ciekawe interpretacje wydarzeń ograniczonych jednak czasoprzestrzennie do "okolic" generała Jacksona. Rzecz jest napisana sprawnie, a przy tym całkiem nieźle na poziomie literackim. Dobrze się to czyta, momentami wręcz jak powieść sensacyjną. Biografie rządzą się nieco innymi prawami niż klasyczne monografie, więc jest to rzecz wybaczalna, a nawet mile widziana. Pewnym problemem jest to, że Gwynn do postaci Jacksona podszedł ciut zbyt czołobitnie. "Stonewall" przedstawiony na kartach tej książki nie jest do końca spójny ze "Stonewallem" w jakiego wierzy autor. Jackson bywał szalenie niekonsekwentny - potrafił naciągać otrzymane rozkazy, czy wręcz posuwać się do niesubordynacji, jeśli mu to pasowało, tylko po to by w innych sytuacjach trzymać się litery poleceń ściśle i bez zastrzeżeń, nawet jeśli nie miało to sensu (a mogłoby pomóc innemu generałowi lub nawet wygrać bitwę). Autor wszystko to opisuje uczciwie, jednak koniec końców zamiata pod dywan. Zawsze ma jakieś usprawiedliwienie dla swojego bohatera, zwykle kierujące ostrze winy i odpowiedzialności ku innym. Trudno też nie zauważyć jak duża część triumfów Jacksona była w rzeczy samej dyskusyjna o tyle, że albo były odniesione ogromnym kosztem, albo nie przyniosły wymiernego sukcesu. I to sprowadza się do kwestii tego co mi brakuje: twardej, inteligentnej analizy. Na ile błędy Jacksona wynikały z czynników obiektywnych (faktem jest, że wszyscy generałowie uczyli się wtedy wojny na nowo, skoro był to konflikt toczony według zupełnie innych standardów niż dotychczasowe), a na ile z tego, że jednak nie był geniuszem? Nie chcę kwestionować legendy wielkiego generała, jednak sądzę, że praca naukowa mu poświęcona powinna podejść do sprawy bez różowych okularów, a nawet wręcz kwestionować i kontestować. Oczywiście powyższe to uwaga, na którą należy spojrzeć z pewnej perspektywy. Wojna Secesyjna to w ogóle bardzo szczególny konflikt i aby realnie ocenić jakość jakiegokolwiek generała należałoby najpierw dojść do porozumienia co było ważniejsze: wygrywanie bitew (lub, częściej, ich nieprzegrywanie) czy raczej oszczędzanie zasobów ludzkich (zwłaszcza z perspektywy Konfederacji). Jackson krwawił swoimi armiami i przy ponad dwukrotnej przewadze przeciwnika ponosił zwykle straty niewiele mniejsze od niego, co w ogólnym rozrachunku czyni jego zwycięstwa - dość dosłownie - pyrrusowymi ("Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni"). Last but not least - mapki - dość słabe. Pojedyncze szkice taktyczne poświęcone np. bitwie pod Antientam nie są w stanie nawet w przybliżeniu ukazać złożonych działań prowadzonych podczas tej bitwy. Koniec końców, to tylko drobiazgi, które nie pomniejszają wartości dzieła. Subiektywna czołobitność autora wobec Jacksona też jest do wybaczenia, zwłaszcza że Gwynn choć stara się manipulować wnioskami, to nie manipuluje faktami: te podaje dość klarownie i uczciwie. Chciałbym też przy tej okazji podkreślić, że ogrom informacji dostarczonych przez autora jest naprawdę unikalnych. Reasumując: Wrzask rebeliantów nie jest ani klasyczną monografią, ani biografią, raczej interesującą hybrydą biograficzno-monograficzną poświęconą zarówno Wojnie Secesyjnej jako takiej, jak i Thomasowi "Stonewall" Jacksonowi i, gratisowo, szeregowi innych generałów. Dzieło napisane jest językiem literackim, więc czyta się je dobrze i przyjemnie. Nie jest to pozycja bezwzględnie wybitna, ale zasługuje na uwagę, a jej zalety przewyższają wady. Do kultowego dzieła McPhersona tej pozycji brakuje dość dużo, jednak nie sądzę by Gwynn w ogóle próbował nawiązać starcie z Battle Cry of Freedom. Dobrze znalazł się w wybranym przez siebie temacie i zaprezentował go wystarczająco wyczerpująco i ciekawie. Ocena ciut na wyrost, ale uznałem, że 7 byłoby jednak niezasłużoną karą.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na 8 2 miesiące temu
Granice marzeń. O państwach nieuznawanych Tomasz Grzywaczewski
Granice marzeń. O państwach nieuznawanych
Tomasz Grzywaczewski
Granice marzeń. O państwach nieuznawanych Autor: Tomasz Grzywaczewski Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆ (8/10) „Granice marzeń. O państwach nieuznawanych” to bardzo udana i wciągająca książka, podejmująca temat rzadko poruszany w polskiej literaturze reportażowej. Tomasz Grzywaczewski zabiera czytelnika w podróż po miejscach, które formalnie nie istnieją na mapach świata, a mimo to funkcjonują jako realne byty polityczne, społeczne i kulturowe. Największą zaletą tej publikacji jest jej tematyka — autor z dużą swobodą i reporterskim wyczuciem opisuje losy państw, narodów i społeczności żyjących w zawieszeniu pomiędzy marzeniem o suwerenności a twardą rzeczywistością geopolityki. Grzywaczewski nie ogranicza się jedynie do faktografii; równie ważne są dla niego ludzkie historie, codzienne życie mieszkańców oraz ich poczucie tożsamości, często budowane wbrew międzynarodowym układom i decyzjom wielkich mocarstw. Forma książki jest bardzo przystępna — narracja wciąga, reportaże czyta się płynnie, a całość została napisana klarownym, dynamicznym językiem. Autor potrafi tłumaczyć skomplikowane zagadnienia polityczne i historyczne w sposób zrozumiały, nie popadając przy tym w nadmierne uproszczenia. Dzięki temu książka trafia zarówno do czytelników zainteresowanych geopolityką, jak i do osób, które dopiero zaczynają zgłębiać tę tematykę. „Granice marzeń” to również ważna refleksja nad pojęciem państwowości, granic oraz prawa do samostanowienia. Publikacja uświadamia, jak krucha i umowna bywa mapa świata oraz jak bardzo losy całych społeczności zależą od decyzji podejmowanych daleko poza ich granicami. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę — to solidny, interesujący reportaż, który poszerza horyzonty i skłania do myślenia. 📖 21:54 · 02.01.2026 · 1/2026 · (P)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 3 miesiące temu
Ekspedycja. Historia mojej miłości Bea Uusma
Ekspedycja. Historia mojej miłości
Bea Uusma
Bea Uusma po kolei stara się zbadać wszystkie teorie i ocenić ich prawdopodobieństwo. Autorka nie jest pisarką ani dziennikarką, lecz lekarzem (nie dziwi biorąc pod uwagę, że napisała w dzieciństwie piosenkę o włosieniach). Książkę o wyprawie decyduje się napisać, bo sprawa ją od lat fascynuje, jest jej cesarstwem rzymskim. Co uderza mocno od samego początku, to niedostępność Wyspy. Dysponując wszystkimi możliwościami współczesnej techniki Uusma próbuje dotrzeć na Wyspę kilka razy, i nawet dzisiaj jest to miejscami niewykonalne ze względu na pokrywę lodową. Andrée nie miał połowy tego, co mamy dzisiaj – klimatyzacji, ogrzewania, lodołamaczy, odzieży termicznej, komunikacji radiowej. Miał konserwy, balon, który przeciekał i rękawiczki robione na drutach. Morfinę, opium i haftowane ręczniczki. Książka opublikowana w Polsce przez wydawnictwo Marginesy jest graficznie dopieszczona, miejscami nie przypomina nawet książki a album, scrapbook, teczkę z wycinkami. Zapomnijcie o reportażach drukowanych na brzydkim, ekologicznym papierze „toaletowym” i rozpadających się w dłoniach, chropowatych okładkach (do ciebie piję, Czarne!). Ekspedycję można miętosić, rozkładać, odwracać do góry nogami, a w środku są nie tylko zdjęcia, lecz także ilustracje, tabele, reprodukcja 1:1 dziennika Andréego i wiele różnych ciekawych rzeczy. To estetyczne cudeńko, które warto wziąć do rąk choćby dla przyjemności przekartkowania. Niektórzy zarzucają Ekspedycji, że ma przerost formy nad treścią. Że wyłącznie buduje napięcie, a ostatecznie nie daje nam rozwiązań. Czy to prawda? Trochę tak, bo nie dostajemy wytłumaczenia co się naprawdę stało na Wyspie Białej. Ale z drugiej strony, czy można mieć o to do Uusmy pretensje? Pozostali autorzy publikacji o tej wyprawie, których zresztą autorka skwapliwie wymienia, stawiają teorie z bardzo dużą dozą przekonania, że wszystko wiedzą. Teoria o włosieniu funkcjonuje obecnie jako oficjalna wersja. Uusma nie ma w sobie tyle pewności siebie, żeby upierać się, że wie. Owszem, podważa istniejące teorie i poddaje je w wątpliwość, ale nie mówi, że na pewno ma rację i że wie co tam się zadziało. Raczej podsumowuje stan badań na dziś. Czy daje to poczucie niedosytu? Owszem. Czy irytuje? Tak. Ale też Uusma jest uczciwa. Nazwała swoją książkę Historia mojej miłości, więc pisze o tym, co wie i co ją interesuje. Jedyne o co naprawdę mam pretensje, to idiotyczna akcja z wróżką. Jeśli zajmujemy się nauką, to nie brudźmy sobie rąk w takim czymś.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe Barbara Seidler
Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe
Barbara Seidler
Klasyka reportażu sądowego, który niestety na moich oczach umarł śmiercią - chciałem napisać - naturalną, ale raczej nie przypadkiem gazety same zrezygnowały z tego gatunku. To także te czasy, kiedy głośne w danym środowisku czy też powszechnie, procesy przyciągały dziesiątki czy nawet widzów wysiadujących na rozprawach. Tego też już nie ma - telenowele ciekawsze… Tym samym ta książka jawi mi się jako dokument historii. Dziś już nie ma dziennikarstwa sądowego w takim mistrzowskim wydaniu. Jeśli nawet coś bywa w mediach, to zazwyczaj nieosadzone w żadnym kontekście szybkie relacje, krótkie wypowiedzi oskarżonego, ciach, adwokata, ciach, prokuratora, a najlepiej pokrzywdzonych - koniecznie jak najbardziej emocjonalne. I sam wyrok, jak najbardziej skrótowo. Koniec. A przecież przez lata, co sam świetnie pamiętam, obszerne relacje z ważnych procesów wypełniały całe łamy najważniejszych gazet i czasopism. Dziennikarze sądowi reprezentowali niebotyczny poziom wobec dzisiejszych "media workerów". A jedną z najlepszych była, a przecież jest, 96-letnia Barbara Seidler. Odpowiada mi jej styl narracji. Z reguły jest ona relacyjna, zewnętrzna wobec opisywanych zdarzeń. Czasem Autorka pozwala sobie na własne komentarze, czy nawet odczucia. Ale nawet wtedy jest obiektywna. W tym zbiorku zwraca uwagę nie tylko wybitny profesjonalizm Autorki. Inną jej cechą jest niebywała empatia - jakkolwiek to by brzmiało - nie tylko wobec ofiar, jak np. w przypadku zakatowanego chłopczyka - ale także, a może i głównie: dla podsądnych, którzy w pewnym sensie też są “ofiarami”, choćby samych siebie, a często: najbliższych, otoczenia społecznego, własnych nałogów i charakterów. Dobrym przykładem jest właśnie sprawa z lat 80. śmierci 6-letniego pasierba z rąk kobiety, która, jak kilkanaście lat temu ujawnił Mariusz Szczygieł, po odbyciu 10 lat więzienia (wyrok opiewał na 15), była ekspertką MEN. Ta sprawa poraża ładunkiem zła, jakie może władać człowiekiem - bynajmniej nie z marginesu. Cytaty tylko te łagodniejsze: “– Czy tym pasem oskarżona biła Daniela? – Różne pasy wpadały mi w rękę. – A ranę zabliźnioną na głowie od czego miał? – Rozbiłam mu talerz na głowie, bo źle go umył. Tylko podstawił pod kran i chciał odstawić”. “Danielowi krzyczeć i płakać nie było wolno, bo wówczas razy liczono od nowa, za najmniejszy krzyk bicie zaczynało się od początku”. “– Czasem bił Daniela Janek, mały wolał być bity przez ojca, bo Janek trzymał się regulaminu. Ja biłam najpierw lżej, potem coraz mocniej, traciłam panowanie. Czasem biliśmy razem. Tak, czasem robiliśmy to razem”. “– Renata biła tylko Daniela; psa, którego mieliśmy na Żoliborzu, nie biła. Ona go mocno biła, zawsze kazała mu się rozebrać, położyć. Bo, Wysoki Sądzie, przecież nie można bić inaczej. Trzeba, aby się dziecko rozebrało i położyło”. A mimo wszystko, Autorka nie podkręca naszych emocji, bo wie, że opisane fakty, bez komentarza, same w sobie wystarczą. To znaczy: wystarczały, wtedy… Dziś media mają raczej odwrotną “misję”.... Ale od tamtej sprawy jest - kto wie, czy nawet nie mocniejsza - i inna: skazania na karę śmierci w tzw. aferze mięsnej w latach 60. (przez osławionego stalinowskiego sędziego Romana Kryże, który ma swój cmentarzyk z lat 50. ludzi potem “zrehabilitowanych”). Empatia bowiem milion razy trudniejsza wobec skazanych w aferze mięsnej, bo rzeczywiście przywłaszczali sobie ówczesne (!) miliony. I pisze Autorka: “W zdrętwiałą ciszę sali padają słowa prokuratorskiego wnioskowania: – dla Wawrzeckiego, Witowskiego i Fabisiaka żąda kary śmierci, dla Gradowskiego, i Skowrońskiego – dożywotniego więzienia, dla Woźnicy, Balczarka i Zawadzkiego - 15 lat, dla Walendziuka -14 lat, dla Stokłosińskiego – 13 lat. Potem starałam się nie widzieć i nie słyszeć już nic”. “– Panowie sędziowie, jeśli po wszystkim co zostało tu powiedziane, z ust waszych padło by słowo +śmierć+– tu [adwokat] wyciągnął przed siebie rękę, rozcapierzył palce i trwając w tym geście obrony i sprzeciwu, schrypniętym głosem wykrzyczał: – to pamiętajcie, że byłem przeciw! przeciw! przeciw!”. “Na ławie oskarżonych siedzieli dziś, z głowami wciśniętymi w ramiona, Wawrzecki i Witowski, siedział kredowobiały, z pustymi oczami, kamienny Fabisiak. Ludzkie strzępy i kamień z oszalałym, tłukącym sercem. Wewnątrz tych strzępów, wewnątrz tego kamienia – coś o niewymiernej, nieprzeliczalnej wartości: życie ludzkie. Złamani, skończeni ludzie. W obliczu grożących im kar – najsurowszych – nie mogli zebrać myśli, nie potrafili się opanować. Strzępy”. “Jestem gorącą przeciwniczką kary śmierci. Szczególnie drastyczne wydaje mi się kojarzenie tej kary z przestępstwem złodziejstwa”. “Nie wydaje mi się, aby potrzeba nam było szubienic jako gwarancji ładu i przestrzegania norm prawnych”. “Jakie mamy wreszcie prawo skazywać na śmierć jednych, aby nastraszyć lub poprawić drugich? I czy szalę ludzkiego życia mogą przechylić najcięższe nawet miliony”. “Potępienie społeczne przestępców w rodzaju mięsnych aferzystów jest ogromne.(...) Tylko czy to potępienie nie wykracza poza bariery humanizmu?”. “Spróbujmy zadać sobie pytanie: czy wyrok śmierci powstrzyma innych, następnych? Bo jeśli tak, to afera mięsna powinna być ostatnią aferą gospodarczą, która trafia na salę sądową”. “Z rozmów z innymi ludźmi: – To potworne. To chyba niemożliwe, żeby ich powiesili. – Dobrze im tak, najpierw kradli, a teraz płaczą. – Trzeba wieszać, bo jak sobie dać radę z tym złodziejstwem? – Za pieniądze - kara śmierci? – Dokąd będziemy pozwalać się okradać? – Pani, to kozły ofiarne. Ileż to ludzi kradnie... – W cywilizowanym państwie za przestępstwa przeciw własności?”. I jeszcze coś, co wydaje się wręcz niewiarygodne: adwokat zwraca się do dziennikarki z czymś takim! “Mecenas Bieńkowski pytał, jak mu radzę, czy ma iść na egzekucję swojego klienta, bo właśnie dostał zawiadomienie, że Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski i +to+ odbędzie się jutro. Nie umiem sobie przypomnieć, co mu odpowiedziałam”. “Przyszedł klawisz i powiedział +Wawrzecki, zbieraj się+. Wawrzecki wstał z pryczy, to było wielkie, silne chłopisko, wyciągnął do mnie rękę i wychrypiał "Daj się sztachnąć+. On nie palił. Ale wiedziałem że jest w potrzebie. Odwróciłem się na chwilę, żeby znaleźć paczkę, a gdy znów spojrzałem na Wawrzeckiego, miał siwe włosy. (...) W sekundę osiwiał”. Albo sprawa zabicia młodego chłopaka w dawnym “E. Wedel, ZPC im. 22 lipca” przez starszego mistrza, który w nim się zadurzył. “Gdy wyprowadzano go z sali rozpraw, tłum rzucił się na niego. Szarpali go i lżyli, ciągnęli za włosy i nawet dwóch milicjantów nie mogło dać sobie rady z rozwydrzonym tłumem, który nie chciał spokojnie poczekać na wyrok. Homoseksualizm jest dla niego większą zbrodnią niż zamordowanie człowieka”. “W fabryce Wedla, w Karczewie i w Halinowie te rzeczy uważa się widać za większe zło niż chwytanie za młotek i zadawanie ciosów bez opamiętania. (...) Bo sędzia, tak jak i ja, wie doskonale, że żądali jego śmierci nie dlatego, że zamordował człowieka, a dlatego, że był inny, że faworyzował młodych chłopców, nie zachowywał się tak jak oni wszyscy”. “Publiczność, która tu przyszła - z Pragi, Skarszewa i z Halinowa – już wydała wyrok. Ale do tej sali nie przeniknie żadna opinia. Tu sąd sprawiedliwie, w majestacie prawa dochodzić będzie prawdy materialnej (..). Tu się nie zakłada nawet tego, że jest winny, i dlatego później, w czasie pytań świadków, sędzia upomni młodego człowieka: – Dlaczego świadek mówi, że oskarżony zamordował, czy świadek to widział?” Kolejny wybitny tekst to "Mrok" - o tzw. "sprawie Orzechowskiej". Chodzi o słynne zabójstwo matki z lat 70. w Warszawie przez nastolatkę. Po wszystkim ją pokroiła w kawałki, które umieściła w torbach przechowalni bagażu na Dworcu Centralnym - sam pamiętam, jak mówiła o tym "cala Warszawa", jak i ogłoszenie w prasie z fotografiami tych walizek. Matka, niestety była potworem, która od dawna psychicznie "zabijała" córkę. Dlatego otrzymała ona najniższy możliwy wyrok - 8 lat... Albo “piekielne” mieszkanie, gdzie żyją trzy rodziny ze wspólną ubikacją i zlewem oraz przechodnim, zamieszkanym pokojem. “Wspólna gehenna” dodaje Autorka. “Zaciekłość, zacietrzewienie, wszystkie złe ludzkie instynkty i moce bielmem położyły się tym ludziom na oczy”. Wytaczają oni sobie wzajemnie sprawy sądowe o wszystko. Właśnie trwa 27. proces między pięcioma osobami….. Niesamowita historia próby ucieczki z szpitala więzienia na Rakowieckiej grupy kryminalistów, którzy wielokrotnie dokonywali samookaleczeń. “Przeciął sobie wyostrzonym żelaznym guzikiem powłoki brzuszne, poplątał kiszki i tylko dlatego że współpacjent prosił: +Nie wieszaj flaków na klamce, bo mi się robi niedobrze+, udało się Miroszewskiego uratować po operacji trwającej ponad 10 godzin”. Inny przypadek samookaleczenia– wbicia gwoździa w serce. “Gwóźdź przewędrował przez tętnicę aż do tętnicy piszczelowej, gdzie spowodował zatkanie tętnicy, niedokrwienie goleni lewej, zakażenie tkanek. Otwierają w tym miejscu ognisko ropne, napotkano gwóźdź i usunięto go. Nie udało się jednak opanować zakażenia ogólnego, posocznicy i ropowicy i mimo intensywnego leczenia pacjent zmarł”. Inne cytaty: “Przyjaźnił się z utalentowanym młodym prozaikiem. Tamten też pił. Nie znalazł dla siebie miejsca w dalekim świecie. Był na wskroś Polski. Tylko tu, nad Wisłą, mógł przeżywać ósme dni tygodnia. Znaleziono go w brudnym hotelu hotelowym pokoju, w dalekim, obcym mieście”. “Nie miał woli. Toczył się. Przez życie, przez czas obojętny, który mijał obok niego. Dlaczego? Dlaczego się poddawał?”. “Tylko jeden podsądny sprawia wrażenie absolutnie obojętnego, nie reaguje na to, o czym mówi się na tej sali, a zapytany przez sędziego, co mu jest, odpowiada: – Bo to jest przykre. – Co jest przykre? – No ten proces”. “Doktor Kaczanowski musi tłumaczyć wysokiemu sądowi, że dokonywane przez psychopatów akty samoagresji świadczą, że jest to jedyna forma protestu w stosunku do sytuacji, z którą nie mogą się uporać. Zdają sobie sprawę, że igrają ze swoim zdrowiem i życiem, a jednak uszkadzają się w sposób okrutny. Mogą łykać metalowe pręty i zgięte pałąki od wiader, bo zniesiony mają odruch bólu.(...) Już dzisiaj nie mogę dłużej siedzieć na tej sali. Muszę wyjść na ulicę, wmieszać się w tłum”. “Przyznaję, że polubiłam już tych podsądnych psychopatów. Nie kłamią przed sądem, nie wykręcają się głupio, odpowiadają chętnie na pytania, Potem wszystko potwierdza się w zadaniach świadków(a na sąsiedniej sali, do której raz po raz muszę wracać, młot młody człowiek, student, któremu akt oskarżenia zarzuca czy ohydny, nie przyznaje się do winy. Zwyczajnie kłamie. Zimny i obojętny na wszystko, co nie dotyczy jego przyszłej życiowej kariery. Powinnam zachować maksimum obiektywizmu. To jest mój obowiązek. Obowiązek reportera sali sądowej. Ale przecież nie mogę. Wiem że nie potrafię. Z jakąż ulgą wracam do tych recydywistów, samouszkodzeniowców!” “Samouszkodzeniowcy, którzy połykają pałąki od kubłów, gdy im +szok+, nie są w stanie połknąć cieniutkiej rurki do sondowania żołądka”. PS I coś jeszcze, co się zmieniło, akurat na korzyść prawa i sprawiedliwości. Dziś podawanie nazwisk podsądnych bez ich zgody skończyłoby się wyrokami w procesach cywilnych. A już za ujawnienie szczegółów z opinii sądowo-lekarskiej o tym, kto z nich na jaką chorobę ciała i duszy cierpi - jak i u Seidler - zasądzano by niemałe pieniądze…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 7 dni temu
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców Ben Rawlence
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców
Ben Rawlence
Ben Rawlence „Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców”. Mogłoby się wydawać, że palący to temat ostatniej dekady – uchodźcy, migracje, kryzys humanitarny, ale gdy przekroczymy Morze Śródziemne i wejdziemy w głąb Afryki, okaże się, że tam jest to problem mający już blisko 30 lat. Ben Rawlence w „Miastu cierni” ukazuje okrutną, szokującą i na pewno niewygodną prawdę o miejscu, które w swoim założeniu – miało pomagać tym najbardziej potrzebującym, ale koniec końców stało się istnym gettem dla tysięcy ludzi. Róg Afryki opisany przez Bena Rawlenca jest miejscem, które pewnie byśmy skojarzyli z lekcji geografii, bo wystarczyło na lekcjach słuchać i zapamiętać gdzie leży Somalia i Kenia. Pewnie jednak wiele mniej osób wie o istnieniu obozu dla uchodźców. Miejsce które miało być wybawieniem dla tysięcy istnień ludzkich przed wojną, okazuje się pułapką bez wyjścia. Historie spisane przez brytyjskiego reportera opowiadają historie tych, którym przyszło żyć na terenach Daadab, ale i jak funkcjonuje sam obóz. Ten reportaż przygnębia, bowiem wyraźnie pokazuje że na prawdziwym dobru uchodźców nikomu nie zależy, a prowizorka w postaci obozu jest tylko powierzchownym zamaskowaniem głębi problemu. Głosy mieszkańców Daadab ukazane przez Rawlenca, to ludzie którzy wiedzą o swoim położeniu, dla których celem nie zawsze jest ucieczka z obozu (chociaż i tacy są), ale po prostu oczekiwanie na pracę, narodziny dzieci… Mozaika ludzkich historii jest przerażająca, składają się na jakże przejmujący obraz biedy, głodu i terroru fundowanego przez Asz-Szabab, w Afryce. Obraz chorej polityki, niezrozumiałych decyzji, które przede wszystkim dotyka najbardziej potrzebujących. Przerażające to świadectwo życia, które nas ma szczęście omijać, a przypomina jedynie o bezwzględności polityki. Polecam 7/10
zaczytanaOna - awatar zaczytanaOna
oceniła na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę

Więcej
Hampton Sides Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę Zobacz więcej
Więcej