Nowomowa i ciągi dalsze

Okładka książki Nowomowa i ciągi dalsze
Michał Głowiński Wydawnictwo: Universitas językoznawstwo, nauka o literaturze
268 str. 4 godz. 28 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
268
Czas czytania
4 godz. 28 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nowomowa i ciągi dalsze w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nowomowa i ciągi dalsze

Średnia ocen
7,1 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
956
939

Na półkach:

[...]
Czytam zbiór esejów Głowińskiego Nowomowa i ciągi dalsze, obejmujący teksty od końca lat siedemdziesiątych i jeszcze dobitniej widzę, jak partia w deklaracjach postkomunistyczna czerpie garściami z tradycji komunistów. Zdaje się, że to kolejny dowód na to, że wszystko co robią należy traktować jak odbicie w krzywym zwierciadle, począwszy od nazwy “prawo i sprawiedliwość”.

Słucham wypowiedzi premiera Mazowieckiego o odwołaniu Mejzy:

Wiem, że w tym tygodniu postęp tych wyjaśnień ma być niejako dostrzeżony i myślę, że wtedy wszelkie decyzje będą zapadały

I widzę w tym, to wszystko co pisze Głowiński o tekstach pozbawionych treści. O owej odwołującym się do Ważyka (Poemat dla dorosłych) “pustce wielkich słów”. I znów brakuje mi dziennikarza, który nie będzie stał i udawał, że rozumie ten pozbawiony treści bełkot, tylko będzie naciskał, na precyzję wypowiedzi, na konkret.


[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/nowomowa-i-ciagi-dalsze/

[...]
Czytam zbiór esejów Głowińskiego Nowomowa i ciągi dalsze, obejmujący teksty od końca lat siedemdziesiątych i jeszcze dobitniej widzę, jak partia w deklaracjach postkomunistyczna czerpie garściami z tradycji komunistów. Zdaje się, że to kolejny dowód na to, że wszystko co robią należy traktować jak odbicie w krzywym zwierciadle, począwszy od nazwy “prawo i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

48 użytkowników ma tytuł Nowomowa i ciągi dalsze na półkach głównych
  • 27
  • 21
12 użytkowników ma tytuł Nowomowa i ciągi dalsze na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nowomowa i ciągi dalsze

Inne książki autora

Okładka książki Czas nieprzewidziany Rozmowa rzeka Michał Głowiński, Grzegorz Wołowiec
Ocena 6,9
Czas nieprzewidziany Rozmowa rzeka Michał Głowiński, Grzegorz Wołowiec
Okładka książki Hortus (In)Conclusus. Polska i Ukraina: rozmowy o filozofii i literaturze, pod red. Antona Marczyńskiego Marek Bieńczyk, Józef Bremer SJ, Anna Dziedzic, Mateusz Falkowski, Tadeusz Gadacz, Michał Głowiński, Dorota Hall, Zbigniew Kloch, Andrzej Kołakowski, Julia Marczyńska, Anton Marczyński, Zbigniew Mikołejko, Monika Milewska, Adam Pomorski, Jerzy Prokopiuk, Barbara Skarga, Władysław Stróżewski, Tomas Venclova, Jan Woleński, Arkadiusz Żychliński
Ocena 8,0
Hortus (In)Conclusus. Polska i Ukraina: rozmowy o filozofii i literaturze, pod red. Antona Marczyńskiego Marek Bieńczyk, Józef Bremer SJ, Anna Dziedzic, Mateusz Falkowski, Tadeusz Gadacz, Michał Głowiński, Dorota Hall, Zbigniew Kloch, Andrzej Kołakowski, Julia Marczyńska, Anton Marczyński, Zbigniew Mikołejko, Monika Milewska, Adam Pomorski, Jerzy Prokopiuk, Barbara Skarga, Władysław Stróżewski, Tomas Venclova, Jan Woleński, Arkadiusz Żychliński
Michał Głowiński
Michał Głowiński
Polski teoretyk literatury i znawca nowszych dziejów literatury polskiej, autor lektur polonistycznych, a także prozy wspomnieniowej i esejów. Autor licznych prac poświęconych językowi w czasach PRL, szczególnie zjawisku nowomowy. Profesor Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek PAU. Jest jednym z uratowanych dzieci z warszawskiego getta przez Irenę Sendlerową. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie w 1955 roku uzyskał stopień magistra. Debiutował w 1954 roku, recenzją o Manfredzie Adolfa Rudnickiego opublikowaną w "Życiu Literackim". W latach 1955-1958 pracował jako stypendysta w Katedrze Teorii Literatury pod kierunkiem prof. Kazimierza Budzyka. Równocześnie rozwijał działalność krytyczną, recenzując głównie tomy poezji m.in. w "Życiu Literackim" i "Twórczości". Od 1958 roku w Instytucie Badań Literackich PAN. Habilitowany w 1967 roku na podstawie rozprawy pt. "Cykl studiów z historii i teorii polskiej powieści". W 1986 roku został profesorem zwyczajnym. Od 1990 roku przewodniczy Radzie Naukowej Instytutu. Jest członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W 2010 roku ukazała się powieść autobiograficzna Michała Głowińskiego pt. „Kręgi obcości”, w której ujawnił swoją homoseksualną orientację. 23 kwietnia 2001 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Adama Mickiewicza, a 10 marca 2003 Uniwersytetu Opolskiego. W 2004 laureat nagrody im. Herdera przyznawanej przez fundację Alfreda Toepfera w Hamburgu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krowy, świnie, wojny i czarownice: zagadki kultury Marvin Harris
Krowy, świnie, wojny i czarownice: zagadki kultury
Marvin Harris
Znakomita książka amerykańskiego antropologa kultury. W popularnonaukowy sposób autor de-konstruuje powszechne mity świadczące o zacofaniu, duchowości, sacrum, misterium, tajemnicy, prymitywizmie. Dodatkowo w dużym stopniu pokazuje styk idei „duchowych” (religia, mitologia) z polityką. Niby nic nowego, ale ciekawie i przekonywająco oraz w oparciu o dyskusyjne i budzące emocje przykłady. Podtytuł zagadki kultury jest całkowicie trafny. Marvin Harris udowadnia, że kult świętych krów, wstręt lub afirmacja wieprzowiny w różnych kulturach czy ostentacyjna konsumpcja (u ludów pierwotnych potlacz) są logicznie wytłumaczalne. Co więcej, były uzasadnione w momencie ukształtowania się tych instytucji, w historii jaki nierzadko obecnie, ale tu już z innych przyczyn. Odrębna historia to racjonalizacja (aczkolwiek budząca oczywisty sprzeciw) polowań na czarownice w końcu średniowiecza i w pierwszej połowie okresu nowożytnego. Tym bardziej, że w środkowym okresie średniowiecza (ok. 1000 roku) kościół odżegnywał się od takich praktyk. Sprzeciw wynika a faktu, że inne było uzasadnienie oficjalne tworzenia histerii dotyczącej owych kobiet, a inne faktyczne, ujawnione przez autora. Ciekawa jest także interpretacja wydarzeń biblijnych i około-biblijnych w rozdziałach poświęconych prorokom i mesjanizmowi religijno - ... militarnemu. Daleki o oficjalnych wykładni kościelnych, marksistowskich i innych, motywowanych religijnie bądź światopoglądowo. Oczywiście są to konstatacje autora, z którymi inni mogą polemizować (tak jak on sam z Ruth Benedict). Tym niemniej nie sposób zapomnieć jego argumentów i wyjaśnień oraz przykładów. Szkoda tylko, że niewielkiej bibliografii nie uzupełniono o pozycje wydane po polsku lub chociażby przetłumaczone na nasz język. Tym niemniej książka do polecenia wszystkim zainteresowanym szeroko rozumianą kulturą, w tym społeczną i historią, a przede wszystkim antropologią kulturową.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 2 miesiące temu
Płacz generała. Eseje o wojnie Maria Janion
Płacz generała. Eseje o wojnie
Maria Janion
Po co pisać o wojnie? - to z reguły zasadne pytanie dla tych, którzy wojny nigdy nie doświadczyli. W historii Polski mało było pokoleń, które mogły o sobie tak powiedzieć. Nasza nowożytna historia usłana była kolejnymi konfliktami i powstaniami, a kult bohaterstwa wojennego stał się jednym z ulubionych tematów naszych pisarzy. Z czasem etos bohaterstwa i ułańskiej fantazji przybrał kształt narodowego paradygmatu, z którym polemika nie tylko była trudna, ale nawet w jakimś sensie niebezpieczna. Romantyczny kult bohaterstwa oraz nierozerwalnie związana z nim wojenna dola Polaków jest tematem zbioru esejów Marii Janion. „Płacz generała. Eseje o wojnie” to próba obiektywnego i wielostronnego przeanalizowania zjawiska wojny w kulturowym życiu narodu polskiego. Zbiór esejów dotyka przede wszystkim zagadnień związanych z II wojną światową. Trudno, aby było inaczej, gdy weźmiemy pod uwagę skalę strat, jakie poniosła Polska w czasie jej trwania. Jak każde wielkie wydarzenie historyczne, także i ta wojna musiała zostać „przetrawiona” przez wytwórców kultury oraz pisarzy. Autorka pochyla się nad najgłośniejszymi nazwiskami powojennego, literackiego rozliczenia z przeszłością – Miłosz, Broniewski, Borowski, Białoszewski, Wyka, Andrzejewicz itd. Analizuje poglądy, naświetla spory, ale przede wszystkim stawia pytania o kształt polskiej mentalności, w której wiekowe wybijanie się na niepodległość pozostawiło wyraźne ślady w postaci szaleńczej wręcz brawury, ogromnej zdolności do poświęcenia, ale także - jakże często - nieliczenia się z własnymi możliwościami i skalą skutków wywołanych przez siebie działań. Jest to zatem zasadnicze pytanie o nasze mit narodowe, w których autorka dopatruje się ciągle żywych romantycznych korzeni, pielęgnowanych następnie i „podlewanych słowem” przez kolejnych pisarzy i poetów. „Płacz generała” daje nam, współczesnym, poczucie polemiki, która toczyła się wokół wydarzeń z lat 1939-45. Ideowy spór wokół sensu oporu i poniesionych z tego tytułu ofiar przybierał nieraz bardzo radykalne rozmiary. Maria Janion dopatruje się w tym właśnie przejawu dominacji w polskim życiu intelektualnym dogmatu o sensowności, a nawet nieuniknioności walki zbrojnej w wrogami wolności. Walki prowadzonej w każdych okolicznościach i za każdą cenę. To ideologia czynu, w której zdroworozsądkowe głosy opamiętania i minimalizacji strat traktowane są w kategoriach zdrady narodowej. Warto zauważyć, że trauma II wojny światowej w Polsce była „rozliczana” niejako na raty, a takie daty jak 1956, 1970, 1989 (czy nawet stosunkowo niedawna rehabilitacja podziemia antykomunistycznego) stanowią wymowne punkty graniczne. Eseje Marii Janion o znaczeniu wojny w polskim życiu zbiorowym, jak zwykle w wypadku tej autorki, to głębokie i wszechstronne spojrzenie na zagadnienie. To nie tylko popis znajomości literatury poświęconej temu zagadnieniu, ale także wyczucie grających nam w duszy wartości. Maria Janion wyłapuje każdy fałszywy ton (czym naraża się na zajadłą krytykę i oskarżenia swoich adwersarzy), każdą przesadnie patetyczną nutę. A wszystko to po to, aby nakłonić nas do próby przewartościowania nie tylko stosunku do własnej przeszłości, ale przede wszystkim podejścia do przyszłości, która bezpośrednio wynika z historycznych ocen. Patrząc z perspektywy czasu, który upłynął od wydania tekstów umieszczonych w książce, wyzwanie rzucone przez autorkę jest nadal aktualne. Historia Polski w czasie II wojny światowej nadal bowiem podlega przewartościowaniom, najczęściej w tyrtejskim duchu bohaterstwa i żołnierskiego obowiązku, spychając na margines cywilny aspekt zagadnienia. Książka ta zatem porusza wiele ważnych tematów i jednocześnie stanowi świetne źródło inspiracji dla dalszych lektur. Wiele wymienionych w niej autorów jest zapewne dobrze znanych, ale są i tacy, których autorka dopiero odkrywa przed swoimi czytelnikami. „Płacz generała. Eseje o wojnie” to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się zagadnieniem II wojny światowej w literaturze i nie tylko.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 9 5 lat temu
Regiony wielkiej herezji i okolice Jerzy Ficowski
Regiony wielkiej herezji i okolice
Jerzy Ficowski
Jerzy FICOWSKI - "Regiony wielkiej herezji i okolice" Bruno Schulz i jego mitologia UWAGA!! WYBITNE DZIEŁO !! To wybitne dzieło nie ma ani jednej opinii na LC, a Schulz jest jednym z trzech moich "wielkich", których najlepiej można poznać: Gombrowicza z jego "Dziennika", Witkacego z publikacji Jana Błońskiego, a Schulza - właśnie z tych zebranych prac Ficowskiego. To muszę napisać parę słów, bo ten brak zawstydza. Ficowski (1924 -2006) stworzył wybitne dzieło, obalając po drodze szkodliwe mity (szczególnie się uwziął na Artura Sandauera), bo stał się pasjonatem Bruna Schulza. W starych swoich notatkach znajduję "B. dobre, jednakże F. chyba przesadził z bałwochwalstwem B.S., jak i z gnojeniem Sandauera, chyba za robienie z B.S. komunisty. Zastanawiający KOBOLD o B.S. w ustach narzeczonej". Faktycznie twierdząc, że Schulz jest „duchowo” komunistą, Sandauer zdobywał argument dla apologii tego systemu. Była narzeczona Schulza Józefina Szelińska w liście do Ficowskiego tak to widziała (s. 419): „Sympatie lewicowe w czasach zaostrzającego się nacjonalizmu i hitleryzmu, to przecież nie komunizm. I jeśli Sandauer przypisuje go Schulzowi, to raczej jest to kokietowanie wysokich gwiazd naszego reżimu, wskazywanie, że już wówczas wybitne jednostki hołdowały tak wzniosłej jak komunizm ideologii”. Nim przejdę do książki jeszcze ciekawostka: Janusz Palikot ufundował tablicę pamiątkową projektu Andrzeja A. Widelskiego odsłoniętą w 2006 r., w Drohobyczu z napisem w językach polskim i ukraińskim: "W tym miejscu 19 listopada 1942 roku został zastrzelony przez gestapowca Wielki Artysta Drohobyczanin Bruno Schulz" Ficowski zaczyna opowieść opisem swojej długoletniej fascynacji „Sklepami cynamonowymi” i trudności w publikowaniu czegokolwiek o Schulzu, z „przyczyn taktycznych”. Przechodząc do biografii już na pierwszej stronie mianuje Schulza herezjarchą czyli kacerzem (s. 17): „12 lipca 1892 roku w kupieckiej rodzinie Schulzów urodził się najmłodszy syn, trzecie z kolei i ostatnie dziecko, najwątlejsze z rodzeństwa. Dano mu imię Bruno... ..Z takiego to właśnie rodu drobnych kupców żydowskich wywodzi się wielki herezjarcha - Bruno Schulz..”. Książka ta wykracza poza ramy standardowej biografii, bo obok przedstawienia faktów z życia oraz dzieł, tak malarskich jak pisarskich, Ficowski drąży duszę artysty, stara się poznać i opisać jego nieprzeciętną osobowość. Już oceniając jego zachowanie w okresie szkolnym wysnuwa odważne wnioski (str.23): „Niezwykła osobowość Schulza, jego wyróżniająca się indywidualność duchowa - jak gdyby nie mogąc pomieścić się w wątłym ciele - emanowała wokół, powiększając dystans między młodocianym samotnikiem i marzycielem a jego otoczeniem, zarazem napełniała kolegów jakimś zabobonnym szacunkiem, kładącym tamę koleżeńskim poufałościom. On sam stronił od gromady, ale nie kierowało nim bynajmniej poczucie własnej wyższości czy pogarda dla otoczenia, przeciwnie: czuł się gorszym, niepełnowartościowym kompanem, zazdrościł kolegom sił witalnych, wstydził się swych słabości i chorób, na które często zapadał. Głęboki kompleks niższości towarzyszył mu przez całe życie i dopiero twórczość miała mu być częściową odtrutką, choć bynajmniej nie wyzwoleniem. Powierzchowność Brunona, mimo niepozorności, zgodna z jego treścią duchową, potęgowała jeszcze zjawiskowość, niepozorowaną demoniczność, odczuwaną przez wszystkich, którzy się z nim zetknęli...” Nie każdy musi podzielać fascynację Ficowskiego Schulzem i szukać usprawiedliwień dla jego trudnej osobowości. Narzeczona nazwała go złośliwym koboldem, choć on w liście do Romany Halpern tego nie akceptował (s. 329): „Ona, moja narzeczona, stanowi mój udział w życiu, za jej pośrednictwem jestem człowiekiem, a nie tylko lemurem i koboldem...”. Bruno był zdominowany przez ojca, którego bałwochwalczo uwielbiał. Śmierć jego w 1915 roku, gdy Schulz miał 23 lata plus pożar ich starej kamienicy, spowodował, że (s.24): „Bruno Schulz rozpoczął jego odbudowę - w mitologii. Jedną z pierwszych prób pisarskich... ..było mityczne wskrzeszenie ojca, patrona dzieciństwa. W wymiarach niemal biblijnych, w skali nowo kreowanej mitologii postać ojca ze 'Sklepów cynamonowych' i 'Sanatorium pod Klepsydrą' jest nieustannie rewindykowana życiu - poprzez wcielanie się w świat rzeczy otaczających, jak wypchany ptak, futro pulsujące jego oddechem, krab ugotowany, ale jeszcze zdolny do udanej ucieczki... Duch ojca zmienia maski, przechodzi przez różne inkarnacje, dzięki którym istnieje nadal, mimo swej pozornej nieobecności....”. Przytoczmy jeszcze wyznanie Schulza w liście do krytyka Andrzeja Pleśniewicza w 1936 roku, ujmujące idee fixe jego zamierzeń twórczych (str. 29): „To, co Pan mówi o naszym sztucznie przedłużonym dzieciństwie - o niedojrzałości - dezorientuje mnie trochę. Gdyż zdaje mi się, że ten rodzaj sztuki, jaki mi leży na sercu, jest właśnie regresją, jest powrotnym dzieciństwem. Gdyby można było uwstecznić rozwój, osiągnąć jakąś okrężną drogą powtórnie dzieciństwo, jeszcze raz mieć jego pełnie i bezmiar - to byłoby to ziszczeniem się 'genialnej epoki', 'czasów mesjaszowych', które nam przez wszystkie mitologie są przyrzeczone i zaprzysiężone. Moim ideałem jest 'dojrzeć' do dzieciństwa.. To by dopiero była prawdziwa dojrzałość”. Książka jest bogato ilustrowana szkicami Schulza, więc proszę brać się do lektury, bo warto
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 10 10 lat temu
Śladami Wokulskiego. Przewodnik literacki po warszawskich realiach „Lalki” Henryk Markiewicz
Śladami Wokulskiego. Przewodnik literacki po warszawskich realiach „Lalki”
Henryk Markiewicz Stefan Godlewski Ludwik Bohdan Grzeniewski
Spoglądając na stos przeczytanych książek zauważam, że ostatnio dominują w nim produkty wytworzone na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia. A gdzie miejsce na publikacje z ubiegłego stulecia? (wiem, zabrzmiało to bardzo staromodnie :-) Ale prawda jest też taka: ilość wydawanych i wznawianych obecnie tytułów jest ogromna, rzadziej sięga się po książki z antykwariatu, czy bookcrossingu. Tymczasem na koniec roku, jako nieodrodny „lalkolog”, sięgnąłem po książkę w wieku prawdziwie emerytalnym: „Śladami Wokulskiego”. Rok wydania: grudzień 1957 (tak, tak 65 lat minęło). Miękka broszurowa oprawa z obwolutą, w opracowaniu graficznym Andrzeja Heidricha (tak, projektanta znaczków pocztowych i banknotów) oraz wkładką ilustracyjną. Nakład: zaledwie 10.185 egzemplarzy (tęsknię za dokładnymi stopkami redakcyjnymi, które dawno odeszły w cień…) To intrygująca zabawa literacka, polegająca na odszukaniu tropów literackich słynnej powieści związanych z budynkami usytuowanymi w Warszawie. Bolesław Prus przykładał dużą wagę do topografii i umiejscowienia akcji powieści, był też pilnym obserwatorem życia codziennego Warszawy. Nie dziwi więc, że wiele elementów prawdziwych wplótł w narrację „Lalki”. Początki badań nad „Lalką” pod kątem tła akcji powieści, to w zasadzie lata 30-te XX wieku, którym przesłużył się Pan Stefan Godlewski – pośrednio jeden ze współautorów tego tomiku. Jego dorobek publikatorski, dotyczący zwłaszcza poszukiwań miejsc, gdzie mogły znajdować sklepy Wokulskiego oraz mieszkania Rzeckiego zaowocowały ufundowaniem pamiątkowych tablic na Krakowskim Przedmieściu w 1937 roku. Potem przyszła wojna i świat zmienił się całkowicie; Godlewski ginie w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, Warszawa legła w gruzach… Ta niezbyt duża książka przynosi ciekawe podsumowanie rozważań topograficznych z perspektywy z lat 50-tych ubiegłego stulecia, kiedy stolica ledwo podnosiła się z gruzów, a poszukiwanie śladów postaci literackich mogło być traktowane jako zajęcie z lekka niepoważne. Przyznam, że na wiele szczegółów nie zwróciłem uwagi w trackie lektury „Lalki”. Tymczasem redaktor tomu (na karcie tytułowej widnieje pyszne sformułowanie „książkę skomponował”) – Pan Ludwik Grzeniewski, pomimo młodego podówczas wieku, potrafił wyjść poza schemat adresów i kartografii. Nakreślił obraz Warszawy z XIX wieku, przedwojennej, powojennej, sięgał po szczegóły biografii bohaterów powieści Prusa. Przede wszystkim jednak zgromadził dorobek poprzednika, który jako pierwszy rozważał, gdzie znajdowało się mieszkanie Wokulskiego. W niniejszym tomiku został umieszczony aforyzm nieznanego autorstwa: „Jeśli książki jakiejś nie można przeczytać kilkakrotnie, najlepszy to dowód, że nie była warta jednorazowego czytania”. Jeżeli chodzi o „Śladami Wokulskiego”, to jest ona godna, aby do niej powracać.
Kedar - awatar Kedar
ocenił na 8 3 lata temu
Światło obrazu. Uwagi o fotografii Roland Barthes
Światło obrazu. Uwagi o fotografii
Roland Barthes
studium - to, co w zdjęciu jest kulturowe, ogólne, „dla wszystkich”: temat, kompozycja, kontekst historyczny... --vs-- punctum — element, który „kłuje”, porusza indywidualnie, wywołuje emocję, często niezamierzony przez fotografa... *** "Fotografia pokazuje to, co godne uwagi, ale wkrótce, na zasadzie znanego odwrócenia, dekretuje, że godne uwagi jest to, co ona fotografuje." *** "Innym sposobem ugrzecznienia Fotografii jest spojrzenie na nią przez to, co ogólne, co stadne, sprowadzenie jej do banału, tak, żeby nie było już naprzeciw niej żadnego obrazu, wobec którego mogłaby zaznaczyć swą odrębność i szczególność, swój status skandalu i szaleństwa. To właśnie dzieje się w naszym społeczeństwie, gdzie Fotografia miażdży tyranicznie inne obrazy: nie ma więc już sztychów, malarstwa figuratywnego, poza zafascynowanymi (i pragnącymi fascynować) przez poddanie się fotograficznemu modelowi." *** "A jednak, jak mi się zdaje, to nie za pośrednictwem Malarstwa Fotografia styka się ze sztuką, ale poprzez Teatr. U narodzin zdjęcia umieszcza się zawsze Niepce'a i Daguerre'a (jeśli nawet przyjąć, że ten drugi trochę uzurpował sobie miejsce pierwszego). Otóż Daguerre, gdy zawładnął wynalazkiem Niepce'a, otworzył na placu du Château (przy République) teatr panoram, ożywionych za pomocą ruchu i gry świateł. W sumie więc camera obscura dała jednocześnie obraz z perspektywą, Fotografię i Dioramę; wszystkie trzy należą do sztuki scenicznej. Ale jeśli Zdjęcie zdaje mi się bliższe Teatru, to ze względu na szczególnego pośrednika (być może tylko ja to zauważyłem): Śmierć. Znamy pierwotny związek teatru i kultu Zmarłych: pierwsi aktorzy odróżniali się od zbiorowości, grając role Zmarłych. Ucharakteryzować się, pomalować znaczyło określić się jako ciało jednocześnie żywe i martwe. To właśnie oznacza pomalowany na biało tors ludzki teatru totemicznego, człowiek z pomalowaną twarzą w teatrze chińskim, makijaż sporządzany z papki ryżowej w indyjskim Katha Kali, maska japońskiego teatru No. I ten sam związek odnajduję w Zdjęciu. Zdjęcie, tak podobne, że usiłuje się je ożywić (zaciekłość, aby "uczynić żywym", może być tylko zaprzeczeniem mitycznym przerażenia śmiercią) - jest jak teatr pierwotny, jak Żywy Obraz, uosobieniem nieruchomej i pomalowanej twarzy, pod jaką kryją się dla nas umarli."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Nowomowa i ciągi dalsze

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nowomowa i ciągi dalsze