Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima

Okładka książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima
Tom TaylorTirso Wydawnictwo: Story House Egmont komiksy
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Data wydania:
2026-02-11
Data 1. wyd. pol.:
2026-02-11
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328173330
Tłumacz:
Marek Starosta
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima

Średnia ocen
7,1 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
571
571

Na półkach:

Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść.

Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”. Deathstroke w postaci nordyckiego wilka jest postacią obarczoną brzemieniem własnej winy, próbującym odnaleźć sens w tym pełnym goryczy świecie, gdzie sumienia nie zawsze są kompasem moralnym.

Komiks nie jest zbliżony dynamiką do typowych superbohaterskich albumów, tutaj jest pewna rozwaga, namysł i to dobrze wpisuje się w przedstawiony nordycki klimat. Przedstawiony świat pełen goryczy ma zdecydowanie bardziej refleksyjny wymiar i ciężar emocjonalny niż w klasycznych komiksach, a grac „ciszą i pustką” potęguje ten efekt. Spodobały mi się odwołania do mitologii nordyckiej, co widać zwłaszcza we fragmentach dotyczących konfliktu Jarlów, gdzie duma i brutalność zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan.

Graficznie jest zupełnie inaczej niż zazwyczaj, tutaj dominują ciemne barwy podkręcane bladą czerwienia i chłodną bielą. Po postaciach widać ciężar doświadczeń, a monumentalizm scenerii dodaje tej opowieści jakiejś podniosłości.

Album zaskoczył mnie swoją refleksyjnością i wysunięciem ciszy na pierwszy plan. Komiks dla mnie okazał się niezwykle intymny i ponury, chociaż do ponurych albumów jestem przyzwyczajona. To bardziej opowieści o wzniecaniu iskry nadziei niż zapiski o bohaterach.

Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść.

Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28 użytkowników ma tytuł Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima na półkach głównych
  • 17
  • 11
17 użytkowników ma tytuł Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Batman - Detective Comics: Elixir Lee Garbett, Mikel Janin, Tom Taylor
Ocena 0,0
Batman - Detective Comics: Elixir Lee Garbett, Mikel Janin, Tom Taylor
Okładka książki Tytani: Mroczna królowa Adriano Lucas, Lucas Meyer, Tom Taylor
Ocena 7,6
Tytani: Mroczna królowa Adriano Lucas, Lucas Meyer, Tom Taylor
Okładka książki Injustice Gods Among Us - Compendium Vol. 2 Daniel Sampere, Tom Taylor
Ocena 0,0
Injustice Gods Among Us - Compendium Vol. 2 Daniel Sampere, Tom Taylor
Okładka książki Nightwing: Upadek Graysona Adriano Lucas, Bruno Redondo, Tom Taylor
Ocena 8,4
Nightwing: Upadek Graysona Adriano Lucas, Bruno Redondo, Tom Taylor
Okładka książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Yasmine Putri, Tom Taylor
Ocena 7,8
Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Yasmine Putri, Tom Taylor
Okładka książki Tytani: Świat Bestii. Tom 2 Lucas Meyer, Travis Moore, Ivan Reis, Tom Taylor
Ocena 7,3
Tytani: Świat Bestii. Tom 2 Lucas Meyer, Travis Moore, Ivan Reis, Tom Taylor

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Tom Taylor
Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw
Tom Taylor Yasmine Putri
Atrakcyjność komiksów zaliczanych do elseworldów zasadza się przede wszystkim na odmienności od klasycznych historii superbohaterskich. Autorzy nadal opowiadają na ich łamach o postaciach, które czytelnicy kochają, ale wrzucają je w nowe, zazwyczaj niecodzienne okoliczności. Jest to najczęściej na tyle interesujące, że rzadko potrzeba czegoś więcej, by tego typu album zebrał dobre opinie. Czy tak właśnie rzecz ma się z „Mrocznymi Rycerzami ze stali”? Superman, Batman, Wonder Woman to ikony superbohaterskiego komiksu. Kojarzymy ich przede wszystkim z wielkomiejską scenerią i technologią. A co, gdyby herosi objawili się w zupełnie innym otoczeniu i czasie? Czy mieliby równie duży wpływ na świat? Bohaterowie „Mrocznych Rycerzy ze stali” to te same postaci, które doskonale znamy, jednak Tom Taylor przekształcił zarówno ich wizerunek, jak i całą opowieść na wzór historii fantasy ulokowanej w quasiśredniowiecznym anturażu. Nie wydaje się to szczególnie oryginalne, bo manewr jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Można odnieść wrażenie, że podczas tworzenia konceptu ktoś powiedział: „Hej, wrzućmy znane postaci w inne otoczenie i sprawdźmy co się stanie!”. Oryginalność nie jest jednak elementem, który cechuje nurt superbohaterski, istotniejsze jest to, czy wszystko działa na płaszczyźnie samej opowieści. A tu odpowiedź jest, na szczęście, twierdząca. Autor w kreatywny sposób podchodzi do protagonistów. W tym celu manipuluje ich originami, zmieniając przeszłość właściwie każdego z nich i dodając do niej elementy redefiniujące ich osobowość. W efekcie nikt nie jest do końca taki, jakim znamy go z regularnych cykli. Czy to dobry manewr? W mojej opinii tak, a to z tego względu, że zachowując najgłębsze, najbardziej ikoniczne cechy charakteru danego bohatera, Taylor subtelnie modyfikuje wizerunek każdego z nich, a to nadaje postaciom nowych odcieni. To cenna rzecz i lekki, absolutnie niepretendujący do miana rewolucyjnego powiew świeżości. Dobrym wyborem było przekształcenie świata przedstawionego, opartego na lubianych superbohaterach, w przestrzeń wypełnioną politycznymi knowaniami, różnego rodzaju napięciami i wszechobecnymi sekretami. Akcja toczy się kilkutorowo (sprawne łączenie wątków w głowie czytającego wymaga skupienia), a my mamy okazję zajrzeć za kulisy każdego z królestw biorących udział w konflikcie i dobrze poznać mechanizmy władzy a także genezę napięcia i zależności zarówno między jednostkami, jak i państwami. To interesujący obraz, który warto docenić zwłaszcza w kontekście tego, że na co dzień Uniwersum DC nie oferuje zbyt wielu opowieści w tym klimacie. Pod względem wizualnym album wypada dobrze. Rysowników jest kilkoro, ale pierwsze skrzypce gra Yasmine Putri. Pochodząca z Indonezji artystka tworzy kadry przejrzyste i nowoczesne, które są przede wszystkim po prostu ładne. Momentami mogą sprawiać wrażenie nieco zbyt sterylnych, ale nie jest to mankament, który jakoś znacząco obniżałby ocenę tego elementu albumu. „Mroczni Rycerze ze stali” jawią się jako rzetelnie zrealizowany elseworld, czerpiący z uznanych wzorców w sposób sprawny i fachowy. To komiks oferujący rozrywkę na poziomie, który z pewnością usatysfakcjonuje wielu fanów superhero. Przy lekturze trzeba mieć, rzecz jasna, świadomość, że nie jest to żaden kamień milowy, ale też chyba nikt czegoś takiego nie oczekiwał. Ostatecznie lektura przynosi sporo frajdy, a to jest w tego typu komiksie najważniejsze. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/03/mroczni-rycerze-ze-stali-wojna-trzech.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0uQB6rNWMf41o493Q4DBAE66GfDupG2zvhSiVYAagXTBGD3xGUpLUfkGqXaQuETxtl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 7 29 dni temu
Miły dom nad morzem. Tom 1 James Tynion IV
Miły dom nad morzem. Tom 1
James Tynion IV Álvaro Martínez Bueno
Zgubiłem się w tym domu, ale miłe to było, przyznaję. „Miły dom nad morzem” to kontynuacja cenionej serii „Miły dom nad jeziorem” pisanej przez Jamesa Tyniona IV - gościa, którego znam tylko z „Dewianta”, ale też znam go aż z „Dewianta”, bo „Dewiant” był świetny. Także, jak łatwo wywnioskować, oryginalnej serii nie czytałem. Czy był to problem? Otóż trochę tak, ale narzekać przesadnie nie będę. O co tu chodzi? No więc nie wiem do końca, sytuacja należy do skomplikowanych. Otóż Walter, lubiany chłopaczyna, okazał się kosmitą który zniszczył świat. Ale grupkę swoich znajomych oszczędził i mieszkają teraz w domku. Gdzie? Nie mam pojęcia, czy to jakaś symulacja? Nie mam pojęcia. Natomiast okazuje się, że domów jest więcej, co najmniej dwa - ten drugi zamieszkuje grupą celebrytów, artystów, generalnie Elita. A, Walter został zabity przez swoich przyjaciół. Ale chyba go wciąż trochę lubią. Nadążacie? Ja też nie do końca. Zapowiada się to na potyczkę tych dwóch domów, bo Przetrwać Może Tylko Jeden. Narracja jest nieoczywista, informacji dostajemy wciąż za mało, kreacja świata jest co najmniej nieoczywista. “Nieoczywisty” to w ogóle słowo, które dominowało w mojej głowie podczas lektury. Spodziewałem się typowego horroru, ale daleko mu do takiego. To jest cała złożona koncepcja świata, kreacja wewnętrznej dynamiki i nieoczywistych zależności między postaciami i zdarzeniami. Faktem jest, że pan Tynion Czwarty pisze cholernie przekonujące postaci, a mnóstwo dzieje się tu właśnie w relacjach między bohaterami, ich wspomnieniach z czasów licealnych, ich sprzecznych emocjach. Do tego dochodzi wyborna oprawa graficzna, przybrudzona, trochę malarska, rozmyta, panele często są komponowane nie w ramach strony, ale obu sąsiadujących stron, dzięki czemu bardziej to filmowe i jakieś takie otwarte. W skrócie - ambitny to koncept i tęga rozkmina o relacjach międzyludzkich. Idę w to dalej i chętnie się cofnę do poprzedniej serii. Za egzemplarz dziękuję ślicznie Wydawnictwu! Po więcej recenzji zapraszam na Instagram @traczytanko https://www.instagram.com/traczytanko/
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 18 dni temu
Moon Knight. Tom 2 Jed Mackay
Moon Knight. Tom 2
Jed Mackay
Moon Knight zajmuje w uniwersum Marvela miejsce dość szczególne. To bohater stojący gdzieś na granicy świata superbohaterów i mroczniejszych, bardziej przyziemnych opowieści o przemocy, wierze i tożsamości. Marc Spector, były najemnik działający jako awatar egipskiego boga Khonshu, nie jest klasycznym herosem – jego historię od początku naznacza trauma, zaburzenie dysocjacyjne i ciągła walka z samym sobą. Jed MacKay w swojej serii mocno akcentuje te elementy, jednocześnie budując wokół postaci spójne, bogate zaplecze fabularne. Drugi tom, zbierający wydarzenia z amerykańskich albumów „Halfway to Sanity” i „Road to Ruin”, pokazuje, że autor nie tylko dobrze rozumie tę postać, ale konsekwentnie rozwija jej mitologię, stawiając bohatera przed kolejnymi próbami. Po uporaniu się z poprzednimi zagrożeniami Marc Spector staje w obliczu nowych problemów, tym razem związanych z rosnącą w siłę organizacją wampirów działających w Nowym Jorku. Trop prowadzi go do tajemniczej struktury, która próbuje budować siatkę wpływów, a jednocześnie zleca zabójstwa, by usunąć Moon Knighta z drogi. W międzyczasie bohater zmaga się z własną naturą, relacjami ze swoimi osobowościami i konsekwencjami służby dla Khonshu, musi też stoczyć kilka starć z dawnymi przeciwnikami. Całość tworzy rozbudowaną opowieść o człowieku, który nieustannie balansuje między rolą obrońcy i bezwzględnego łowcy. Największa siła tej serii to sposób, w jaki MacKay prowadzi głównego bohatera. Jego Moon Knight jest bezkompromisowy, brutalny i pewny swoich racji, ale jednocześnie stale rozdarty między różnymi aspektami własnej osobowości. Autor dość sprawnie wykorzystuje motyw zaburzenia dysocjacyjnego, nie popadając przy tym w chaos narracyjny, który bywał problemem we wcześniejszych interpretacjach postaci. Steven Grant i Jake Lockley nie są jedynie ciekawostką z przeszłości, lecz realnie wpływają na działania Marca, pomagając mu w zbieraniu informacji i podejmowaniu decyzji. Ważną rolę odgrywa też Hunter's Moon, którego podejście do służby Khonshu stanowi kontrast dla głównego bohatera. To starcie dwóch systemów wartości dodaje opowieści dodatkowej głębi i podkreśla, że wiara w egipskiego boga może oznaczać zupełnie różne rzeczy. Pod względem fabularnym omawiany tom rozwija kilka wątków jednocześnie, co działa zarówno na jego korzyść, jak i momentami mu szkodzi. Z jednej strony mamy wyraźnie zarysowany główny konflikt z wampirzą organizacją, z drugiej zaś historie poboczne i pojedyncze epizody, które rozszerzają świat przedstawiony. W niektórych momentach można odnieść wrażenie, że to raczej etap przejściowy, przygotowujący grunt pod coś większego. Tempo bywa nierówne – sceny akcji są dynamiczne i brutalne, ale przeplatają się z dłuższymi dialogami i bardziej statycznymi fragmentami, które nie każdemu przypadną do gustu. Jednocześnie to właśnie w tych spokojniejszych partiach MacKay buduje osobowość bohatera i pokazuje, że jego największą bronią wcale nie jest siła fizyczna, ale nieprzewidywalność i determinacja. Komiks jest mocno osadzony w szerszym kontekście Uniwersum Marvela, ale w sposób przystępny również dla nowych czytelników. Powracają postacie znane z wcześniejszych przygód protagonisty, pojawiają się dawne zagrożenia, jest nawet miejsce na gościnne występy znanych bohaterów, co sprawia, że świat Moon Knighta wydaje się żywy i spójny. Jednocześnie autor chętnie sięga po elementy z przeszłości Spectora, przypominając o jego historii i relacjach, które nie zawsze należą do łatwych. Ciekawie wypada także motyw nieśmiertelności i pytania o to, czy jest ona darem, czy raczej przekleństwem wynikającym z kaprysu Khonshu. To wątki, które nie dominują całkowicie nad akcją, ale nadają jej bardziej refleksyjny charakter i sprawiają, że opowieść potrafi wykroczyć poza prostą historię o walce dobra ze złem. Warstwa graficzna stoi na wysokim poziomie i dobrze współgra z klimatem historii. Alessandro Cappuccio oraz Federico Sabbatini tworzą spójny, mroczny świat pełen cieni, dynamicznych ujęć i mocnych kontrastów. Szczególnie dobrze wypadają sceny akcji, w których ruch postaci bywa niemal rozmyty, co podkreśla brutalność starć i nieprzewidywalność bohatera. Rysownicy umiejętnie operują perspektywą i światłem, budując atmosferę zagrożenia i nadnaturalności. Ten efekt dodatkowo wzmacniają kolory Rachelle Rosenberg, które nadają całości chłodny, momentami wręcz niepokojący ton. Oprawa świetnie oddaje charakter postaci i sprawia, że nawet spokojniejsze sceny mają odpowiednią dramaturgię. Druga odsłona tej wersji przygód Moon Knighta to kolejny tom potwierdzający, że seria znajduje się obecnie w dobrej formie. Choć momentami można odczuć, że jest to bardziej etap przejściowy niż kulminacyjny punkt opowieści, to nadal dostajemy wciągającą historię z wyrazistym bohaterem i mocnym klimatem. Największym atutem pozostaje tu konsekwentne rozwijanie postaci Marca Spectora oraz jego relacji z otoczeniem, a także umiejętne łączenie akcji z psychologicznym zapleczem. Nie wszystko działa idealnie, bo niektóre fragmenty są przegadane, a tempo bywa nierówne, ale ogólne wrażenie pozostaje pozytywne. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/04/moon-knight-tom-2-recenzja.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid02CU4m2zmzYjXgm8YENABkjcABXCXSf7aHottv8MyHKtdydUTWcvLB7aKwg97A1Pwml
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 7 2 dni temu
Bitter Root, tom 1: Rodzinny Interes Sanford Greene
Bitter Root, tom 1: Rodzinny Interes
Sanford Greene David F. Walker Chuck Brown
“Bitter Root” to komiks s z a ł o w y. I byłem prawie pewien, że mi się nie spodoba. Nie zrozumcie mnie źle, w teorii nie brzmi źle. Szczególnie setting: Nowy Jork w latach dwudziestych, Harlem nawiedzany przez ludzi dosłownie przemienionych w monstra przez nienawiść i rasizm, rodzina czarnoskórych łowców potworów, no czad. Z drugiej strony - to jest Totalnie Komiks Akcji. A takowych fanem nie jestem. A jak to wypada w praktyce? Otóż setting na pierwszy rzut oka wydaje się dość umowny, nie odetchniemy tym miastem i tymi czasami, nie usłyszymy jazzu na ulicach, nie poczujemy dymu papierosów w nozdrzach. Co więcej, socjologicznie też nie jest to żaden kompleksowy traktat o rasizmie. Elementy kontekstu historyczno-kulturowego zostały użyte jako narzędzie fabularne, punkt wyjścia dla szalonej wyobraźni. Dopiero gdy człowiek się przyjrzy bliżej, swoje doczyta, wtedy zauważy smaczki i bogactwo kulturowe obecne w tym komiksie, ale nie dominujące go jako jego główna i jedyna wartość. I dobrze, bo wyszło dzięki temu naturalnie i szczerze rozrywkowo. To komiks żywy, dynamiczny, akcyjny, napakowany pełnymi, spektakularnymi kadrami, doskonale poprowadzony i czytelny mimo permanentnego zamieszania. Świat jest wyrazisty i intrygujący, wątki sprawnie się przeplatają, a kolory są należycie przybrudzone. A na koniec… dostajemy garść esejów o czarnej kulturze (również w komiksie), ładnie edukujących i wyczerpujących, których lektura notabene trwa dłużej niż lektura samego komiksu. Podobało mi się bardziej niż sądziłem. To naprawdę konkretna historia, nie cuchnie tandetą, ma swój wdzięk i klimat. Jednocześnie brak tu trochę oddechu i światotwórstwa, przydałoby się więcej informacji, relacji między postaciami, odrobiny obyczaju i dramaturgii. Ale miał być akcyjniak do zapomnienia, a chętnie zostanę w tym świecie na dłużej. Za egzemplarz dziękuję ślicznie Wydawnictwu.
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 3 miesiące temu
Batman. Pełnia Rodney Barnes
Batman. Pełnia
Rodney Barnes Stevan Subic
„Batman”, jak rzadko która superbohaterska seria, sporo czerpie z opowieści grozy. Na przestrzeni lat twórcy wielokrotnie korzystali z horrorowego anturażu, a kilka z tych tytułów do dzisiaj uchodzi za klasyczne. Jestem wielkim fanem opowieści z dreszczykiem, także w komiksowym wydaniu, dlatego po „Pełni” spodziewałem się naprawdę wiele. Ale wszyscy dobrze wiemy, jak łatwo potrafi wykoleić się „hype train”. Sprawdźmy, czy końcowy efekt pracy twórców sprostał oczekiwaniom. Podczas pełni księżyca Gotham staje twarzą w twarz ze śmiertelnym zagrożeniem. W mieście pojawia się wilkołak, a krwawe konsekwencje jego comiesięcznej przemiany szybko rzucają się w oczy. Do walki z wrogiem staje rzecz jasna Batman, ale w momencie, kiedy klątwa spada na niego samego, sytuacja bardzo się komplikuje. Nietoperzowi z pomocą przychodzą Zatanna i John Constantine, jednak trapiące obrońcę Gotham łaknienie krwi może okazać się niemożliwe do opanowania. „Pełnia” to komiks pisany absolutnie na serio. To w mojej opinii doskonały wybór, zwłaszcza że mamy do czynienia z horrorem. A ten, kiedy jest pełnokrwisty (swoją drogą – tutaj ten zwrot pasuje idealnie) i pozbawiony „śmieszków”, może mieć sporą siłę rażenia. I tak właśnie rzecz ma się z tym albumem. To opowieść mocno osadzona w klasycznych motywach grozy – na tapet został wzięty motyw likantropii. Wilkołactwo pozbawiono jakiegokolwiek romantyzmu – nie ma w nim niczego atrakcyjnego – to nieustanny zew krwi, brudna, wszechogarniająca obsesja, która wykrzywia umysł, a gdy mija, pozostawia po sobie wstyd i wyrzuty sumienia. To dojmujący, pesymistyczny obraz, który robi spore wrażenie i buduje fantastyczny klimat – siłę napędową i największą zaletę tego albumu. Autor w bardzo ciekawy sposób nakreślił postać Batmana, który początkowo wydaje się traktować zagrożenie z pewnym lekceważeniem, może nawet arogancją. Mroczny Rycerz nie wierzy w nadprzyrodzone stwory i jest zdania, że poradzi sobie z wrogiem, korzystając ze standardowego arsenału. Szybko okazuje się jednak, że tym razem potrzebne będzie więcej, zwłaszcza wtedy, gdy do zagrożenia zewnętrznego dochodzi to natury wewnętrznej. O tym, czy klątwa jest prawdziwa, Batman przekonuje się na własnej skórze. To rozwiązanie niespodziewane, ale zarazem niezwykle ciekawe – zderzenie racjonalizmu z folklorem jest brutalne i działa z pełną mocą, dodając opowieści ciężaru. Znakomity obraz głównego bohatera trochę się rozmywa w zestawieniu z jedną z postaci drugoplanowych. John Constantine jest tu wyjątkowo irytujący – nie tylko sprawia wrażenie piątego koła u wozu, ale zachowuje się wyjątkowo dziecinnie. To jednak na szczęście tylko mała łyżka dziegciu, bo poza tym w materii kreacji protagonistów trudno mieć do Barnesa jakieś większe zastrzeżenia. „Pełnia” jest zamkniętą opowieścią, która nie potrzebuje żadnego dopowiedzenia w postaci sequela. To jej ogromna siła, zwłaszcza w dobie wielkich, rozwleczonych eventów. Dostajemy pełną historię z jasno nakreślonym zakończeniem (choć akurat akt finałowy, za sprawą skrótowości zaprezentowanej konfrontacji, delikatnie rozczarowuje), a napięcie nie rozmywa się w nadmiarze wątków. Nic tu nie odrywa czytelnika od sedna fabuły. Komiks nie jest przy okazji pozbawiony zaskoczeń – pojawiające się co jakiś czas zwroty akcji są przemyślane i tylko podsycają zainteresowanie płynące z odkrywania kolejnych elementów świata przedstawionego. Tempo opowieści jest dobrze wyważone, dzięki czemu nie mamy wrażenia gnania na oślep do przodu, byle poznać konkluzję. Widać, że Rodney Barnes poświęcił wiele czasu na precyzyjne skonstruowanie scenariusza i za to należą mu się słowa uznania. „Pełnia” nie robiłaby tak dużego wrażenia, gdyby nie ilustracje. Stevan Subić rysuje bardzo „brudno”. Kolejne kadry wręcz ociekają mrokiem i niepokojącym naturalizmem. To świetnie pasuje do tak klasycznego horroru, jaki dostaliśmy. Swego rodzaju wykrzywienie wielu rysunków tylko potęguje nastrój niesamowitości, jaki nieustannie unosi się nad tą opowieścią. Trzeba przyznać – to grafiki dość specyficzne, ale jeśli zaakceptujemy ten styl, warstwa graficzna idealnie uzupełni się z fabułą. Najnowsza propozycja z nieustannie rozwijającego się DC Black Label to komiks bardzo dobry. „Pełnia” nie jest może albumem szczególnie odkrywczym, ale wcale nie musi takowym być. Fabularne karty, jakimi operuje Barnes, są bowiem zgrywane z taką precyzją, że można mówić o dziele świetnie wyważonym i przy okazji mocno angażującym. Właśnie takie opowieści – dojrzałe, świadome i pozbawione infantylizmu – chcę czytać w ramach tego imprintu DC Comics. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/03/batman-penia-recenzja.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0Upf4qtWZ1PA2LEmFtS3mZdPuprCxVpExvr6Wybt83Eicarb4UyExz5c4NQmwFTozl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 8 16 dni temu
Kaczor Donald. Zakwakane przygody. „Kruki i kaczki” oraz inne historie praca zbiorowa
Kaczor Donald. Zakwakane przygody. „Kruki i kaczki” oraz inne historie
praca zbiorowa
Egmont otwiera nową odsłonę Wielkich Bohaterów Disneya tomem poświęconym Kaczorowi Donaldowi. Start jest… dokładnie tam, gdzie powinien: w sercu klasyki. Dla wyjadaczy to może pachnieć déjà vu (dużo Barksa i Rosy znanych z poprzednich edycji), ale konstrukcja tomu, jako kuratorskiego przeglądu 90 lat Donalda (1934–2024), broni się znakomicie – i to zarówno treścią, jak i oprawą. [...] Tom pokazuje Donalda w przekroju ról: pechowiec, złośnik, opiekun, poszukiwacz, a czasem antybohater z sercem na dłoni. Zmianę tonu świetnie czuć w „dłuższych” przygodach Barksa i Rosy, a Strobl czy Heymans przypominają, że poza „kanonem” powstawały warianty, które też ukształtowały mitologię Kaczogrodu. Pan Jones przewija się jak stały punkt zapalny sąsiedzkich wojenek; Cavazzano dorzuca włoski puls i szeroki kadr. Redakcja spina epoki i stylistyki. Dla nowicjuszy – złoto. Dla kolekcjonerów Barksa/Rosy – „to już było”, choć podane lepiej: w ładnym druku, z sensem doboru i świetnymi wprowadzeniami. Minus? Kilka epizodów w mniejszym formacie rozstrzelonych na dużych planszach – tracą rytm, jaki znacie z „Gigantów”. Oprawa i druk są bardzo dobre; dodatki – świetne. Gdzieniegdzie kuleje kolor (incydentalne „przepalenia”, wspomniane żółte ręce), ale całościowo to edycja, którą chce się mieć na półce. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/miedzy-muzeum-a-przygoda-recenzja-komiksu-wielcy-bohaterowie-disneya-kaczor-donald-zakwakane-przygody-kruki-i-kaczki-oraz-inne-historie-t-1/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na 8 4 miesiące temu

Cytaty z książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima