Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść. Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”. Deathstroke w postaci nordyckiego wilka jest postacią obarczoną brzemieniem własnej winy, próbującym odnaleźć sens w tym pełnym goryczy świecie, gdzie sumienia nie zawsze są kompasem moralnym. Komiks nie jest zbliżony dynamiką do typowych superbohaterskich albumów, tutaj jest pewna rozwaga, namysł i to dobrze wpisuje się w przedstawiony nordycki klimat. Przedstawiony świat pełen goryczy ma zdecydowanie bardziej refleksyjny wymiar i ciężar emocjonalny niż w klasycznych komiksach, a grac „ciszą i pustką” potęguje ten efekt. Spodobały mi się odwołania do mitologii nordyckiej, co widać zwłaszcza we fragmentach dotyczących konfliktu Jarlów, gdzie duma i brutalność zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan. Graficznie jest zupełnie inaczej niż zazwyczaj, tutaj dominują ciemne barwy podkręcane bladą czerwienia i chłodną bielą. Po postaciach widać ciężar doświadczeń, a monumentalizm scenerii dodaje tej opowieści jakiejś podniosłości. Album zaskoczył mnie swoją refleksyjnością i wysunięciem ciszy na pierwszy plan. Komiks dla mnie okazał się niezwykle intymny i ponury, chociaż do ponurych albumów jestem przyzwyczajona. To bardziej opowieści o wzniecaniu iskry nadziei niż zapiski o bohaterach.
Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść. Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”....
Drugi tom Mrocznych Rycerzy ze Stali: Wszechzima tylko potwierdza, że ta seria to coś wyjątkowego. Choć pod względem stylistyki (zarówno wizualnej, jak i scenariuszowej) różni się od poprzedniej odsłony, wciąga równie mocno. To już nie jest klasyczna opowieść o wielkich konfliktach i politycznych intrygach, ale bardziej kameralna, surowa powieść drogi, przesiąknięta nordyckim klimatem.
Na pierwszym planie stoi Slade Wilson (Deathstroke), tutaj w roli zmęczonego życiem najemnika, który podejmuje się zadania od tutejszego Jarla. Ma zabić potwora. Problem w tym, że bestia okazuje się małym chłopcem obdarzonym niezwykłymi mocami, chronionym przez byłą żonę Slade’a. Od tego momentu wszystko się komplikuje, a bohater zostaje wciągnięty w niebezpieczną podróż przez skute lodem pustkowia, pełne nieumarłych i innych koszmarów.
I właśnie ta kraina jest jednym z największych atutów komiksu. Od lat spowita zaklęciem Wszechzimy, pozbawiona kolorów i nadziei, sprawia wrażenie martwego świata. Ten wszechobecny chłód czuć niemal fizycznie. Atmosfera jest gęsta, ciężka i absolutnie hipnotyzująca. Historia może i jest prosta, momentami nawet umownie uproszczona, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Wszechzima otula czytelnika mroźnym całunem i nie chce wypuścić aż do ostatniej strony.
Owszem, dodatkowa historia z Aquamanem wypada wyraźnie słabiej i sprawia wrażenie bardziej dodatku niż integralnej części całości. Ale szczerze? Mam to gdzieś, bo to, co dostajemy w głównym wątku, w zupełności rekompensuje wszelkie niedociągnięcia.
No i warstwa wizualna… absolutny majstersztyk. Każdy kadr jest dopracowany, bogaty w detale, a kompozycja plansz robi ogromne wrażenie, klimat wylewa się z każdej strony. Pięknie to wygląda!
Jednym słowem: rewelacja.
Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DVYCJmuDJLm/?igsh=MXRhMnZ3cGdtazh6aw==
Drugi tom Mrocznych Rycerzy ze Stali: Wszechzima tylko potwierdza, że ta seria to coś wyjątkowego. Choć pod względem stylistyki (zarówno wizualnej, jak i scenariuszowej) różni się od poprzedniej odsłony, wciąga równie mocno. To już nie jest klasyczna opowieść o wielkich konfliktach i politycznych intrygach, ale bardziej kameralna, surowa powieść drogi, przesiąknięta...
"Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw" okazał się bardzo dobrym komiksem, w którym bohaterów i bohaterki ze świata DC Comics osadzono w pseudośredniowiecznym świecie Fantasy.
Główna historia została ukończona przez scenarzystę w dwunastu rozdziałach, ale potencjał na kolejne interesujące opowieści w tej alternatywnej rzeczywistości jest naprawdę ogromny i byłaby wielka szkoda, gdyby ten projekt nie był kontynuowany. Na całe szczęście ostatnio okazało się, że Tom Taylor, czyli pomysłodawca tego Elseworlda podjął się napisania drugiej części Stalowych Mrocznych Rycerzy. Ponadto ze światem, który stworzył nie musimy się jeszcze żegnać, dzięki niniejszej pozycji.
"Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima" to spin-off Wojny Trzech Królestw, którego akcja dzieje się pół roku po wydarzeniach zawartych w dziele głównym, a koncentruje się na postaci znanego i lubianego złoczyńcy tudzież antybohatera Deathstroke'a. Także w tej alternatywnej rzeczywistości Slade Wilson jest płatnym zabójcą na zlecenie, ale z wyglądu przypomina wyjątkowo wojowniczego wiekowego wikinga i jakby tego było mało, to zamieszkuje on skutą lodem krainę położoną na mroźnej północy. Region ten od dwóch dekad jest nękany klątwą, przez którą niepodzielnie panuje na tym obszarze sroga zima i wyrugowane zostały tam wszystkie barwy poza czernią, bielą i szarością. Pracujący za sakwę pełną monet dla Jarla Vandala Savage'a Slade po wybiciu ostatnich władyków rywalizujących z jego zleceniodawcą dostaje zadanie pozbycia się wyjątkowo niebezpiecznego potwora. W trakcie realizacji tej misji Deathstroke spotyka swoją dawną ukochaną, a także pewnego chłopca dysponującego mocą zdolną położyć kres Wszechzimie. Pytanie tylko, czy przełamanie klątwy jest w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę wszystkie niebezpieczeństwa, które stoją na drodze bohaterów w ich wędrówce do miejsca, gdzie urok został rzucony i rozprzestrzenił się na całą krainę.
Scenariusz do tej serii pobocznej nie napisał Tom Taylor, tylko Jay Kristoff, którego polscy czytelnicy i czytelniczki mogą znać, ponieważ jest to autor cyklu Dark Fantasy "Wampirze Cesarstwo". Inny twórca może budzić słuszne obawy, czy recenzowany komiks nie jest tylko próbą odcinania kuponów od sukcesu "Wojny Trzech Królestw", co często ma miejsce w przypadku spin-offów stworzonych dla innych tytułów.
Pomimo tego, że w mojej opinii "Wszechzima" nie jest komiksem tak angażującym i interesującym jak dzieło główne, którego jest odroślą, to jest to nadal bardzo dobry tytuł i warto się z nim zapoznać. Kristoff potrafił wykreować ciekawą fabułę przepełnioną niesamowitym klimatem rodem z mitologii nordyckiej i skandynawskich sag, ponadto umiejętnie nakreślił charaktery występujących w jego dziele postaci. Na szczególną pochwałę zasługuje główny (anty)bohater, czyli Deathstroke: płatny zabójca, który przypadkowo zyskuje szansę odkupienia błędów popełnionych w przeszłości. Scenarzysta bardzo sprawnie prowadzi protagonistę przez swoją opowieść i robi to w taki sposób, że autentycznie czułem sympatię do tej wersji Slade'a Wilsona, który dodatkowo okazał się bardzo interesującym człowiekiem. Nie jest to jedynie brutalny czy nieczuły zabójca profesjonalny w swoim fachu, ale stary wojownik targany poczuciem winy za zbrodnie, które opłacił utratą rodziny. Cała historia jest dużo bardziej kameralna w porównaniu do komiksu Taylora i angażuje przez to mniejszą liczbę postaci, ale niezaprzeczalną zaletą takiego rozwiązania jest doskonałe panowanie Kristoffa nad powierzonymi mu bohaterami i bohaterkami z bogatego świata DC Comics. Każda osoba pełni konkretną rolę w fabule i wraz z rozwojem opowieści jest ona dobrze uzasadniona. Podczas lektury ani razu nie miałem poczucia, że ktoś pojawił się tylko dlatego, żeby zaliczyć gościnny występ (no może z drobnym wyjątkiem Solomona Grundy'ego). Także wszystkie zwroty akcji i zakończenie satysfakcjonują i sprawiły, że po przeczytaniu tego komiksu byłem zadowolony z przebiegu fabuły.
Za warstwę graficzną niniejszej pozycji odpowiada Tirso i po raz pierwszy miałem styczność z twórczością tego ukrywającego się pod pseudonimem artysty. Rysunki jakie wykonał do tej sześcioczęściowej historii pobocznej są fenomenalne. Piękne i niezwykle klimatyczne są jedną z największych zalet recenzowanego komiksu. Wszystkie postaci zostały doskonale zaprojektowane i idealnie pasują do miejsca akcji opowieści i warunków, jakie tam panują. Deathstroke Berserker prezentuje się wspaniale, podobnie tereny opanowane przez klątwę czarują atmosferą niegościnności i zagrożenia, ponadto rysownik doskonale radzi sobie także z przedstawianiem emocji na twarzach postaci i scenami akcji.
Szczerze żałuję, że to Yasmine Putri była autorką szaty graficznej w "Mrocznych Rycerzach ze Stali. Wojnie Trzech Królestw", ponieważ według mnie to właśnie Tirso dysponuje stylem bardziej odpowiednim dla opowieści osadzonych w światach Fantasy. Na pewno z ogromnym entuzjazmem przyjąłbym komiks o Wikingach lub Mitologii Skandynawskiej do którego rysunki wykonałby ten artysta, ponieważ sprawdził się on celująco w recenzowanej pozycji, która bardzo dużo inspiracji czerpie z anturażu Nordyckiej Fantastyki.
"Wszechzima" to bardzo dobry komiksowy spin-off, który oferuje ciekawą historię i nie mniej interesującego protagonistę, a ponadto może się pochwalić pięknymi rysunkami. Ta opowieść wzbogaca i rozbudowuje Uniwersum Mrocznych Rycerzy ze Stali. Tak się właśnie powinno pisać serie poboczne do głośnych tytułów. Dla wszystkich osób, którym spodobał się Elseworld Toma Taylora jest to pozycja obowiązkowa.
"Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw" okazał się bardzo dobrym komiksem, w którym bohaterów i bohaterki ze świata DC Comics osadzono w pseudośredniowiecznym świecie Fantasy.
Główna historia została ukończona przez scenarzystę w dwunastu rozdziałach, ale potencjał na kolejne interesujące opowieści w tej alternatywnej rzeczywistości jest naprawdę ogromny i byłaby...
Niestety, mamy tu odcinanie kuponów. Autor postawił na bezpieczną, wtórną historię superbohatera – mimo genialnej warstwy graficznej i świetnie dobranych bohaterów. Uniwersum nordyckich wojowników aż prosiło się o odważniejsze podejście, jak w przypadku poprzedniego komiksu z tego uniwersum
Mimo wszystko, jeśli czytaliście Wojnę Trzech królestw, warto sięgnąć po ten tytuł.
Niestety, mamy tu odcinanie kuponów. Autor postawił na bezpieczną, wtórną historię superbohatera – mimo genialnej warstwy graficznej i świetnie dobranych bohaterów. Uniwersum nordyckich wojowników aż prosiło się o odważniejsze podejście, jak w przypadku poprzedniego komiksu z tego uniwersum
Mimo wszystko, jeśli czytaliście Wojnę Trzech królestw, warto sięgnąć po ten tytuł.
Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść. Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”. Deathstroke w postaci nordyckiego wilka jest postacią obarczoną brzemieniem własnej winy, próbującym odnaleźć sens w tym pełnym goryczy świecie, gdzie sumienia nie zawsze są kompasem moralnym. Komiks nie jest zbliżony dynamiką do typowych superbohaterskich albumów, tutaj jest pewna rozwaga, namysł i to dobrze wpisuje się w przedstawiony nordycki klimat. Przedstawiony świat pełen goryczy ma zdecydowanie bardziej refleksyjny wymiar i ciężar emocjonalny niż w klasycznych komiksach, a grac „ciszą i pustką” potęguje ten efekt. Spodobały mi się odwołania do mitologii nordyckiej, co widać zwłaszcza we fragmentach dotyczących konfliktu Jarlów, gdzie duma i brutalność zdecydowanie wychodzą na pierwszy plan. Graficznie jest zupełnie inaczej niż zazwyczaj, tutaj dominują ciemne barwy podkręcane bladą czerwienia i chłodną bielą. Po postaciach widać ciężar doświadczeń, a monumentalizm scenerii dodaje tej opowieści jakiejś podniosłości. Album zaskoczył mnie swoją refleksyjnością i wysunięciem ciszy na pierwszy plan. Komiks dla mnie okazał się niezwykle intymny i ponury, chociaż do ponurych albumów jestem przyzwyczajona. To bardziej opowieści o wzniecaniu iskry nadziei niż zapiski o bohaterach.
Postacie z DC w świecie miecza, magii i politycznych sporów.. można? Otóż można, a taka kompozycja w mroźnej skutej lodem scenerii, gdzie zdrada i manipulacja jest chlebem powszednim daje bardzo ciekawą i niecodzienną opowieść. Historia pełna moralnej szarości, gdzie oceniając coś jednoznacznie można się przejechać równie szybko jak po spożyciu obiadku „mamusi”....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugi tom Mrocznych Rycerzy ze Stali: Wszechzima tylko potwierdza, że ta seria to coś wyjątkowego. Choć pod względem stylistyki (zarówno wizualnej, jak i scenariuszowej) różni się od poprzedniej odsłony, wciąga równie mocno. To już nie jest klasyczna opowieść o wielkich konfliktach i politycznych intrygach, ale bardziej kameralna, surowa powieść drogi, przesiąknięta nordyckim klimatem.
Na pierwszym planie stoi Slade Wilson (Deathstroke), tutaj w roli zmęczonego życiem najemnika, który podejmuje się zadania od tutejszego Jarla. Ma zabić potwora. Problem w tym, że bestia okazuje się małym chłopcem obdarzonym niezwykłymi mocami, chronionym przez byłą żonę Slade’a. Od tego momentu wszystko się komplikuje, a bohater zostaje wciągnięty w niebezpieczną podróż przez skute lodem pustkowia, pełne nieumarłych i innych koszmarów.
I właśnie ta kraina jest jednym z największych atutów komiksu. Od lat spowita zaklęciem Wszechzimy, pozbawiona kolorów i nadziei, sprawia wrażenie martwego świata. Ten wszechobecny chłód czuć niemal fizycznie. Atmosfera jest gęsta, ciężka i absolutnie hipnotyzująca. Historia może i jest prosta, momentami nawet umownie uproszczona, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Wszechzima otula czytelnika mroźnym całunem i nie chce wypuścić aż do ostatniej strony.
Owszem, dodatkowa historia z Aquamanem wypada wyraźnie słabiej i sprawia wrażenie bardziej dodatku niż integralnej części całości. Ale szczerze? Mam to gdzieś, bo to, co dostajemy w głównym wątku, w zupełności rekompensuje wszelkie niedociągnięcia.
No i warstwa wizualna… absolutny majstersztyk. Każdy kadr jest dopracowany, bogaty w detale, a kompozycja plansz robi ogromne wrażenie, klimat wylewa się z każdej strony. Pięknie to wygląda!
Jednym słowem: rewelacja.
Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DVYCJmuDJLm/?igsh=MXRhMnZ3cGdtazh6aw==
Drugi tom Mrocznych Rycerzy ze Stali: Wszechzima tylko potwierdza, że ta seria to coś wyjątkowego. Choć pod względem stylistyki (zarówno wizualnej, jak i scenariuszowej) różni się od poprzedniej odsłony, wciąga równie mocno. To już nie jest klasyczna opowieść o wielkich konfliktach i politycznych intrygach, ale bardziej kameralna, surowa powieść drogi, przesiąknięta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw" okazał się bardzo dobrym komiksem, w którym bohaterów i bohaterki ze świata DC Comics osadzono w pseudośredniowiecznym świecie Fantasy.
Główna historia została ukończona przez scenarzystę w dwunastu rozdziałach, ale potencjał na kolejne interesujące opowieści w tej alternatywnej rzeczywistości jest naprawdę ogromny i byłaby wielka szkoda, gdyby ten projekt nie był kontynuowany. Na całe szczęście ostatnio okazało się, że Tom Taylor, czyli pomysłodawca tego Elseworlda podjął się napisania drugiej części Stalowych Mrocznych Rycerzy. Ponadto ze światem, który stworzył nie musimy się jeszcze żegnać, dzięki niniejszej pozycji.
"Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima" to spin-off Wojny Trzech Królestw, którego akcja dzieje się pół roku po wydarzeniach zawartych w dziele głównym, a koncentruje się na postaci znanego i lubianego złoczyńcy tudzież antybohatera Deathstroke'a. Także w tej alternatywnej rzeczywistości Slade Wilson jest płatnym zabójcą na zlecenie, ale z wyglądu przypomina wyjątkowo wojowniczego wiekowego wikinga i jakby tego było mało, to zamieszkuje on skutą lodem krainę położoną na mroźnej północy. Region ten od dwóch dekad jest nękany klątwą, przez którą niepodzielnie panuje na tym obszarze sroga zima i wyrugowane zostały tam wszystkie barwy poza czernią, bielą i szarością. Pracujący za sakwę pełną monet dla Jarla Vandala Savage'a Slade po wybiciu ostatnich władyków rywalizujących z jego zleceniodawcą dostaje zadanie pozbycia się wyjątkowo niebezpiecznego potwora. W trakcie realizacji tej misji Deathstroke spotyka swoją dawną ukochaną, a także pewnego chłopca dysponującego mocą zdolną położyć kres Wszechzimie. Pytanie tylko, czy przełamanie klątwy jest w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę wszystkie niebezpieczeństwa, które stoją na drodze bohaterów w ich wędrówce do miejsca, gdzie urok został rzucony i rozprzestrzenił się na całą krainę.
Scenariusz do tej serii pobocznej nie napisał Tom Taylor, tylko Jay Kristoff, którego polscy czytelnicy i czytelniczki mogą znać, ponieważ jest to autor cyklu Dark Fantasy "Wampirze Cesarstwo". Inny twórca może budzić słuszne obawy, czy recenzowany komiks nie jest tylko próbą odcinania kuponów od sukcesu "Wojny Trzech Królestw", co często ma miejsce w przypadku spin-offów stworzonych dla innych tytułów.
Pomimo tego, że w mojej opinii "Wszechzima" nie jest komiksem tak angażującym i interesującym jak dzieło główne, którego jest odroślą, to jest to nadal bardzo dobry tytuł i warto się z nim zapoznać. Kristoff potrafił wykreować ciekawą fabułę przepełnioną niesamowitym klimatem rodem z mitologii nordyckiej i skandynawskich sag, ponadto umiejętnie nakreślił charaktery występujących w jego dziele postaci. Na szczególną pochwałę zasługuje główny (anty)bohater, czyli Deathstroke: płatny zabójca, który przypadkowo zyskuje szansę odkupienia błędów popełnionych w przeszłości. Scenarzysta bardzo sprawnie prowadzi protagonistę przez swoją opowieść i robi to w taki sposób, że autentycznie czułem sympatię do tej wersji Slade'a Wilsona, który dodatkowo okazał się bardzo interesującym człowiekiem. Nie jest to jedynie brutalny czy nieczuły zabójca profesjonalny w swoim fachu, ale stary wojownik targany poczuciem winy za zbrodnie, które opłacił utratą rodziny. Cała historia jest dużo bardziej kameralna w porównaniu do komiksu Taylora i angażuje przez to mniejszą liczbę postaci, ale niezaprzeczalną zaletą takiego rozwiązania jest doskonałe panowanie Kristoffa nad powierzonymi mu bohaterami i bohaterkami z bogatego świata DC Comics. Każda osoba pełni konkretną rolę w fabule i wraz z rozwojem opowieści jest ona dobrze uzasadniona. Podczas lektury ani razu nie miałem poczucia, że ktoś pojawił się tylko dlatego, żeby zaliczyć gościnny występ (no może z drobnym wyjątkiem Solomona Grundy'ego). Także wszystkie zwroty akcji i zakończenie satysfakcjonują i sprawiły, że po przeczytaniu tego komiksu byłem zadowolony z przebiegu fabuły.
Za warstwę graficzną niniejszej pozycji odpowiada Tirso i po raz pierwszy miałem styczność z twórczością tego ukrywającego się pod pseudonimem artysty. Rysunki jakie wykonał do tej sześcioczęściowej historii pobocznej są fenomenalne. Piękne i niezwykle klimatyczne są jedną z największych zalet recenzowanego komiksu. Wszystkie postaci zostały doskonale zaprojektowane i idealnie pasują do miejsca akcji opowieści i warunków, jakie tam panują. Deathstroke Berserker prezentuje się wspaniale, podobnie tereny opanowane przez klątwę czarują atmosferą niegościnności i zagrożenia, ponadto rysownik doskonale radzi sobie także z przedstawianiem emocji na twarzach postaci i scenami akcji.
Szczerze żałuję, że to Yasmine Putri była autorką szaty graficznej w "Mrocznych Rycerzach ze Stali. Wojnie Trzech Królestw", ponieważ według mnie to właśnie Tirso dysponuje stylem bardziej odpowiednim dla opowieści osadzonych w światach Fantasy. Na pewno z ogromnym entuzjazmem przyjąłbym komiks o Wikingach lub Mitologii Skandynawskiej do którego rysunki wykonałby ten artysta, ponieważ sprawdził się on celująco w recenzowanej pozycji, która bardzo dużo inspiracji czerpie z anturażu Nordyckiej Fantastyki.
"Wszechzima" to bardzo dobry komiksowy spin-off, który oferuje ciekawą historię i nie mniej interesującego protagonistę, a ponadto może się pochwalić pięknymi rysunkami. Ta opowieść wzbogaca i rozbudowuje Uniwersum Mrocznych Rycerzy ze Stali. Tak się właśnie powinno pisać serie poboczne do głośnych tytułów. Dla wszystkich osób, którym spodobał się Elseworld Toma Taylora jest to pozycja obowiązkowa.
"Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw" okazał się bardzo dobrym komiksem, w którym bohaterów i bohaterki ze świata DC Comics osadzono w pseudośredniowiecznym świecie Fantasy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówna historia została ukończona przez scenarzystę w dwunastu rozdziałach, ale potencjał na kolejne interesujące opowieści w tej alternatywnej rzeczywistości jest naprawdę ogromny i byłaby...
Niestety, mamy tu odcinanie kuponów. Autor postawił na bezpieczną, wtórną historię superbohatera – mimo genialnej warstwy graficznej i świetnie dobranych bohaterów. Uniwersum nordyckich wojowników aż prosiło się o odważniejsze podejście, jak w przypadku poprzedniego komiksu z tego uniwersum
Mimo wszystko, jeśli czytaliście Wojnę Trzech królestw, warto sięgnąć po ten tytuł.
Niestety, mamy tu odcinanie kuponów. Autor postawił na bezpieczną, wtórną historię superbohatera – mimo genialnej warstwy graficznej i świetnie dobranych bohaterów. Uniwersum nordyckich wojowników aż prosiło się o odważniejsze podejście, jak w przypadku poprzedniego komiksu z tego uniwersum
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo wszystko, jeśli czytaliście Wojnę Trzech królestw, warto sięgnąć po ten tytuł.