rozwiń zwiń

Między bukami echa mają gęstość krwi

Okładka książki Między bukami echa mają gęstość krwi
Tomasz Demm Wydawnictwo: Saga Egmont kryminał, sensacja, thriller
262 str. 4 godz. 22 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
e-book
Data wydania:
2022-09-07
Data 1. wyd. pol.:
2022-09-07
Liczba stron:
262
Czas czytania
4 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788728472330
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Między bukami echa mają gęstość krwi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Między bukami echa mają gęstość krwi



książek na półce przeczytane 529 napisanych opinii 90

Oceny książki Między bukami echa mają gęstość krwi

Średnia ocen
7,5 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
784
609

Na półkach: ,

Wybieram tę książkę audio początkowo, by nie zasnąć w dość długiej nocnej podróży i jakoś tam to swe zadanie spełnia (nie zasypiam, choć łatwo też nie jest). Cóż poza tym? Czasem miałbym przecież ochotę na przeczytanie - dla rozrywki i oderwania - jakiegoś dobrego kryminału/thrillera, by jakoś odsapnąć od moich książek cięższego kalibru. Czy ta książka założenia te spełnia?
Zacznę od zalet: sam wątek główny, intryga i jej prowadzenie całkiem niezłe; wszystko zdaje się dość naturalne, całkiem prawdziwe i możliwe, bez wydziwiania. To prawdopodobieństwo zdarzeń to również zaleta i cecha odróżniająca od całej masy dzieł z niemożliwymi i udziwnionymi wątkami kryminalno-sensacyjnymi. Może wszystko sprawia wrażenie nieco ironiczne albo wręcz pastiszowe?
Dużo gorzej z samym wykonaniem, a więc materią literacką. Duża nieporadność językowa Autora; silenie się na niby wyrafinowany język (i w tekście, i w dialogu) jest całkowicie niepotrzebne w opowieści kryminalnej i daje wrażenie sztuczności. Mnóstwo niepotrzebnych przymiotników. Nie było redaktora książki w wydawnictwie Saga Egmont? Kogoś, kto choć trochę zasugerował pewne korekty debiutantowi? A tak? Im dalej się w powieść wchodzi, tym poczucie sztuczności i nieporadności językowej się potęguje i coraz bardziej dominuje nad wciąż nie najgorszą fabułą… Aż dochodzimy wreszcie do ściany i już nie możemy słuchać tego nadętego, udziwnionego stylu pełnego potknięć językowych: “parać się”, a nie “pałać” kłusownictwem, jeśli zaś coś ma być diametralnie od siebie różne to raczej nie po “obrocie o 360°”. Wymęczyła mnie ta książka.
Wszystko to jest - o ironio - bardzo fajnie przeczytane w postaci audiobooka; szkoda uczciwej pracy lektora na to “dzieło”. Ogólnie więc - raczej nie polecam, szczególnie osobom o wrażliwym uzębieniu…

Wybieram tę książkę audio początkowo, by nie zasnąć w dość długiej nocnej podróży i jakoś tam to swe zadanie spełnia (nie zasypiam, choć łatwo też nie jest). Cóż poza tym? Czasem miałbym przecież ochotę na przeczytanie - dla rozrywki i oderwania - jakiegoś dobrego kryminału/thrillera, by jakoś odsapnąć od moich książek cięższego kalibru. Czy ta książka założenia te...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

91 użytkowników ma tytuł Między bukami echa mają gęstość krwi na półkach głównych
  • 52
  • 37
  • 2
11 użytkowników ma tytuł Między bukami echa mają gęstość krwi na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Między bukami echa mają gęstość krwi

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mała Syberia Antti Tuomainen
Mała Syberia
Antti Tuomainen
Antti Tuomainen „Mała Syberia” - mroźnie, kryminalnie i sensacyjnie No cóż, przyznam się od razu, po powieść „Mała Syberia” współczesnego (ur. 1971) fińskiego autora Antti Tuomainena sięgnąłem skuszony entuzjastycznym przyjęciem, z jakim się spotkała zarówno w Finlandii, jak i w świecie. Nie czytałem blurba, nie robiłem researchu o autorze… Wybrałem wydanie by Albatros, w formie audio z głosem Filipa Kosiora i w tłumaczeniu Bożeny Kojro. Lektura trafiła mi się w punkt. Zimy nie lubię, a za oknem właśnie wyjątkowy jej atak, jak na to ocieplenie globalne, do którego już z przyjemnością zacząłem się przyzwyczajać. I tak na spacerze z pieskiem, w świecie przykrytym tym białym i zimnym, zacząłem słuchać, by przenieść się do zimowej (a jakże) Finlandii, w dodatku na głęboką prowincję. Od razu nasz „mróz” wydał mi się mniej dokuczliwy. Zima, zabita dechami dziura gdzieś na fińskim białym i zimnym odludziu blisko rosyjskiej granicy. I tu właśnie spada meteoryt. Nie taki zwykły, a czterokilowy, w dodatku, i właściwie tylko to ma znaczenie, warty milion euro. Przez kilka dni ma być przechowywany w miejscowym muzeum; do czasu przyjazdu kogoś z Miasta, kto zabierze go w godniejsze miejsce. Kilka dni to nie problem. Problem to kilka nocy. W ich czasie meteorytu mają pilnować samotni strażnicy-ochotnicy spośród mieszkańców. Jednym z nich jest miejscowy pastor. Facet z przeszłością i kilkoma skrywanymi tajemnicami. No i z piękną żoną, w której jest zakochany. Dłuugie zimowe noce to dość czasu, by niektórzy z mieszkańców doszli do wniosku, że milionik bardzo by im się przydał. Dużo czasu, by od myśli przejść do działania. Na pierwszą próbę włamania, a właściwie napadu, nie trzeba długo czekać. A pastor ma i inny problem poza pilnowaniem cennego kamienia. Dowiaduje się, że żona jest w ciąży, a on wie, że nie z nim. Tylko z kim? I kto chce dorwać się do meteorytu? Co i jak dalej, nie będę zdradzał. Będzie się działo i nie zamierzam nikomu psuć świetnej rozrywki. Udany miks kryminału, powieści akcji i thrillera. Bo to też i kryminał wbrew temu, co piszą niektórzy, którzy jeszcze nie wiedzą, że kryminały to nie tylko powieści detektywistyczne i policyjne. Choć nie ma detektywa, to dwa dochodzenia prywatne są; kto zapłodnił i kto chce ukraść. Gdybym miał szufladkować, byłoby trudno. Trochę powieści detektywistycznej, dużo sensacji, sporo nordic noir i kryminału społecznego, whodunit i muśnięcie psychologii. Piszę o tych szufladkach gatunków literackich, choć sam za nimi nie przepadam, gdyż wyjątkowo, już PO poznaniu powieści, przejrzałem trochę naszych krajowych internetowych recenzji. Zwykle tego nie robię, a tym razem mnie podkusiło i rozpacz mnie ogarnęła. Dyskusyjny Klub Książki przyzwyczaił mnie do tego, że oceny jednego i tego samego dzieła mogą się nie tylko różnić, ale rozrzucać się po ekstremach. Nie przygotował mnie jednak na argumenty od czapy. „Powieść jest zła, bo to nie kryminał”. Boże! A mówią, że czytanie czyni inteligentnym… „Anna Karenina”, „Mały Książę” i „Hamlet” są złe, bo to nie kryminały?… O tempora, o mores! „Powieść jest zła, gdyż protagonista zataił przed żoną, że jest bezpłodny.” No comment. To były tylko dwa przykłady, by unaocznić przyczynę nie aż tak wysokich notowań ze średniej ocen wśród internautów. Dla mnie powieść jest super. Oryginalna, niepowtarzalna, wciągająca i mimo przemocy, pełna poważnych aspektów ukrytych pod warstwą dynamicznej akcji i niedoścignionego mistrzostwa w oddaniu mroźnego fińskiego klimatu. Od tej książki wprost robi się zimno. Szkoda, że nie sięgnąłem po nią w letni upał. Wbrew pozorom w „Małej Syberii” są głębie. Nie za wiele, w końcu to określona konwencja, lecz nawet niezła teologiczna zagwozdka się znalazła. Świetna rzecz, jeśli zamiast w niej szukać tego, czego tam nie ma, lub wymyślać jakieś niepoważne argumenty, zauważyć to, co w niej jest. Gorąco polecam, a sam na pewno poszukam jeszcze czegoś tego autora. źródło: https://www.goodreads.com/user/show/98941868?ref=nav_profile_l
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 7 2 miesiące temu
Różnia i inne opowieści ze wsi obok Mirosław Miniszewski
Różnia i inne opowieści ze wsi obok
Mirosław Miniszewski
"Różnia i inne opowieści ze wsi obok" Mirosław Miniszewski Na pierwszą część tej książki trafiłam zupełnym przypadkiem. Miałam wielką ochotę na drugą część, która znów mnie ubawiła, a audiobook w interpretacji Macieja Stuhra jest po prostu genialny. Dzięki głosowi Macieja Stuhra opowieści te nabierają jeszcze większej mocy i intensywności. To nie tylko czytanie - to prawdziwe aktorstwo, które potęguje zawarty tam absurd i groteskową atmosferę. I tym razem uśmiech nie schodził mi z ust. Bawiło mnie to wszystko okrutnie. Opowiadania są dość lekkie, poszło mi bardzo szybko. Książka dobra na relaks, na chwilowe oderwanie się od prozy życia codziennego i "nicnierobienie". Podlaska rzeczywistość znów była pełna absurdów pomieszanych z fantazją i miejscowymi zabobonami. Dopatrzyłam się jeszcze więcej magicznych zdolności Baby Chwałpa Bantu i Małej Chechły - strażniczek lasów i moczar, broniących okolicznych mieszkańców przed niegodziwcami. Znalazłam tu masę czarnego humoru, ale też odrobinę BDSM i LGBT. Faszyści, geje i politycy też się pojawiali, bo to chyba już cechy charakterystyczne dla wsi obok. Mimo wszystko jednak można się tu doszukać "drugiego dna" i pewnej refleksji nad naszym społeczeństwem. Nie będzie to idealna rozrywka dla każdego, ale zdecydowanie dla tych, którzy cenią sobie nietuzinkowy humor i mają dystans do siebie. Zaczęłam też słuchać podcastów na stronie autora i choć nie czyta ich Maciej Stuhr to i tak jest zabawnie. Ja ze swojej strony polecam. Słuchajcie audiobooka!
Agnieszka_Sz - awatar Agnieszka_Sz
ocenił na 8 1 rok temu
Pani K. Marta Knopik
Pani K.
Marta Knopik
Skończyłam czytać i nie mogę przestać o niej myśleć - genialnie skonstruowana, poruszająca, nieoczywista, mroczna, pełna niepokoju, ale też piękna :) Dodatkowo mnie na koniec wzruszyła.. Jawa przeplata się ze snami, wspomnieniami, halucynacjami i myślę, że nawet jakimś rodzajem prekognicji. Czas się zapętla, wszystko jest cykliczne- przysłowiowy wąż zjada swój ogon. Ja tu widzę dwa koła czasu, które obracając się mają punkt styczny w windzie, i na przestrzeni balkon-balkon :) Inspiracją dla autorki musiał być czas pandemii, z tą całą izolacją, paniką, niepokojącą atmosferą lekkiego odrealnienia, pustką na ulicach, teoriami spiskowymi i wrażeniem zatrzymania czasu. Wąż i jego jad też jest tu symbolem zatruwania poprzez sianie paniki w mediach. Pani K szuka ukojenia we wspomnieniach, które przywoływane są poprzez smak, zapach, grę światła. Wszyscy to mamy, ale u niej jest to ekstremalne, przybiera formę halucynacji. Woli nie zażywać leków, żeby znów przeżywać te szczęśliwe chwile, które dają jej poczucie bezpieczeństwa. Kalina, bo tak ma na imię pani K, nie miała łatwego dzieciństwa, a kotwicą “normalności” była jej babcia. Po jej śmierci rozsypała się.. Można ta powieść odczytywać na kilka różnych sposobów, a ja mam swoją teorię- w komentarzu spojler :) UWAGA SPOJLER ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. …………………….……………………. ……………………. …………………….…………………….…………………….…………………….…………………….…………………….……………………. - Pani K, mając problemy psychiczne od wczesnych lat młodości, po śmierci babci wpadła w poważną chorobę psychiczną, która się ujawniała i była w remisji ( cyklicznie). - Pani K mieszka w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego lub domu opieki i jest osobą starszą ( przesiedlenie, nie można wychodzić, jedzenie jest dostarczane, łóżko pościelone i posprzątane następnego dnia) - Ta cała akcja z wojną na zewnątrz, to jej mechanizm obronny przed świadomością, że jest zamknięta i poważnie chora ( choć ma tego przebłyski) - mieszka sama, a znajomość z panem K zakończyła się na etapie pierwszego spotkania. ( czarny notesik z pismem pani K, tylko jedna osoba zameldowana, obraz który malował to obraz z filmu, jaki pani K ogląda) - Uroiła go sobie jak zaczęła brać leki- pan K przyszedł i odszedł wraz z lekami. Leki/pan K wprowadziły porządek, rutynę - jak odszedł - w momencie jak przestała brać leki to pan K znika ( wchodzi do obrazu) a ona może jeść w łóżku i następuje "luz") - Ostatnie sceny to ucieczka pani K, idzie przez ogród szpitala/ zakładu, zasypia na ziemi i śni jej się sen o babci, która opowiada jej "tę prawdziwą historię o niej", czyli uświadamia jej jak bardzo jest chora. Dlatego mówi ona do dziewczyny-studentki: "Kalinko byłaś dzielna" - bo ciężko żyć z taką chorobą ( tu się wzruszyłam..) - Sama końcówka jest moim zdaniem niejednoznaczna. Albo pani K popełnia samobójstwo zdając sobie sprawę, że nie chce żyć z chorobą, albo ( skoro sukienka sama leci i się zawiesza) to jest opcja, że jest to symboliczne wyjście z mroków choroby, zyskanie wolności i początek zdrowienia.: skłaniam się ku temu drugiemu, bo jak pani K wraca parkiem to widzi światła w domach i ludzi ❤️
urfreyalusse - awatar urfreyalusse
ocenił na 10 1 rok temu
To przez ten wiatr Jakub Nowak
To przez ten wiatr
Jakub Nowak
Henryk Sienkiewicz zamieszkał wraz z przyjaciółmi na amerykańskim rancho. Powoli zaczyna czuć coś do żony przyjaciela, a wokół nich nie brakuje śmierci i nikczemnych ludzi. Po tym, jak przeczytałam antologię „Frostpunk”, wiedziałam, że będę chciała poznać twórczość Jakuba Nowaka bliżej. Faktycznie, przyznaję: jego zbiór opowiadań, który czytałam wcześniej, nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia, ale „Ciepłe mięso” budowało naprawde fenomenalny klimat. A że chciałabym bliżej poznać też klimaty westernowe „To przez ten wiatr” wydawało się strzałem w dziesiątkę. No właśnie. Wydawało. Nie da się ukryć. Ta powieść ma naprawdę bardzo ładny styl. Część scen, część słów ułożonych po sobie, porównań: to rzeczy literacko piękne. Widać, że to dopracowana pod względem językowym powieść i początkowo miałam wrażenie, że to będzie bardzo „moja” książka. Ale im dalej w las, tym jakimś cudem miałam mniej ochoty na czytanie powieści. Nie interesowały mnie losy bohaterów. Chyba najmocniej przywiązałam się do postaci młodej służącej. Sienkiewicz i jego obiekt westchnień, czyli Helena Modrzejewska to niby postacie wyraziste i ciekawe, ale nieszczególnie interesowała mnie ich droga. Pod względem fabularnym: niby cały czas coś się tu dzieje. Są złodzieje, wyjazdy konno w teren, jest śmierć, są rewolwery, ale… jednocześnie miałam poczucie, że w sumie nie dzieje się nic, co byłoby dla mnie jakkolwiek istotne, być może poza wspomnianą już bohaterką. Po opisie spodziewałam się, że dostanę literaturę piękną z wątkiem romantycznym i choć ten się tu pojawia, to jednak romans to nie jest. Raczej dostajemy powieść obyczajową z elementami wręcz komiksowej akcji, opisaną w bardzo ładny, ale statyczny sposób i to połączenie chyba po prostu mi się w tym przypadku ze sobą gryzło. Dlatego też, choć doceniam walory językowe: „To przez ten wiatr” wymęczyłam i niestety, nie jest to raczej literatura, po którą jakoś szczególnie mam ochotę sięgać. Co nie znaczy, że jest to powieść obiektywnie zła i że ktoś, kto lubi właśnie takie klimaty się w niej nie odnajdzie. Warto dodać: powieść czerpie z historii, ale historię zmienia, nie próbuje oddać 1:1 życia i losów Henryka Sienkieiwcza. Także nie ma co traktować jej jako lekturę do szkoły/na uczelnię, by lepiej zaposnać się z tą postacią.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 6 5 miesięcy temu
Empuzjon Olga Tokarczuk
Empuzjon
Olga Tokarczuk
Mam w nosie, co wypada, a co nie wypada napisać o pisarce, noblistce, feministce. Czytam, bo lubię czytać, a piszę, kiedy w tej lekturze znajdę to „coś”, które ją wyróżnia spośród innych i daje do myślenia. A „Empuzjon” Olgi Tokarczuk daje do myślenia. Przede wszystkim świat przedstawiony. Początek XX wieku. Grupa ludzi, sami mężczyźni, przebywa w sanatorium przeciwgruźliczym w Sokołowsku na Dolnym Śląsku. Uporządkowany tryb życia, mnóstwo wolnego czasu, wspólne posiłki, zabiegi, no i rozmowy, niekończące się rozmowy. Jak u Manna. Jak u Boccaccia. Jak u Iwaszkiewicza. Trochę filozofii, dużo mizoginizmu, sporo świntuszenia. I tajemnica, przenikająca świat przedstawiony, tajemnica życia każdego z kuracjuszy, groza czająca się wokół, wynikająca choćby ze śmiertelnej choroby. Poza tym niewyjaśnione zaginięcia, podejrzane zachowanie miejscowych, ryzykowne spacery po pobliskich górach i lasach. Wreszcie śmierć, której obawiają się wszyscy gruźlicy, a która jak przysłowiowa Kostucha krąży wokół i nie wiadomo kogo zahaczy swoją kosą. Jak wiadomo, gruźlica zbierała śmiertelne żniwo we wszystkich klasach społecznych, we wszystkich środowiskach; była wówczas nieuleczalna, aż do momentu, kiedy odkryto prątki Kocha, a potem lekarstwa i szczepionki. Szczepionki, w które dziś ludzie przestają wierzyć. Przy okazji pisarka obnaża miałkość ówcześnie panujących przekonań czy teorii objaśniających świat. Powieść-dyskurs przechodzi niepostrzeżenie w horror, a następnie w moralitet. Niespodziewane zakończenie. Książka niepodobna zupełnie do innych utworów pisarki. Jej przesłanie nie jest wyłożone explicite, dlatego można by na ten temat dyskutować. Jak w każdym niebanalnym utworze, odpowiedzi jest wiele. Moim zdaniem, to opowieść o triumfującej kobiecości i o tym, co jest istotą różnic między płciami. Ale także o tym, jak płynne, nieokreślone są te różnice. Niektórzy prawicowo zorientowani ludzie na samą myśl o takim przesłaniu rzucą utwór w kąt ze zgrozą. Dla nich wszystkie sprawy tego świata są oddzielone ścisłą granicą: czarne albo białe, dobre albo złe, ładne albo brzydkie, polskie albo niemieckie, bohater albo zdrajca, normalny albo chory umysłowo. Nie dostrzegają płynności tych granic, nie widzą odcieni szarości, przejścia od jednego stanu do drugiego, łączenia w sobie obu stanów. Niemożności oddzielenia ostrą kreską dobra od zła. I o tym jest ta powieść. Mimo pewnych trudności w przyswojeniu sobie tej narracji, polecam.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 7 29 dni temu
Ucieczka niedźwiedzicy Joanna Bator
Ucieczka niedźwiedzicy
Joanna Bator
"Na kobiety w moim wieku nikt nie patrzy, o ile nie włażą na ścieżkę rowerową, i nie grzebią się przy kasie" Ależ te opowiadania były takie "moje" Od samego pierwszego wiedziałam, że ta książka mi się spodoba, zresztą jak i poprzednie tej autorki. Te postacie skrojone tak jakby pode mnie. Po trochę byłam każdą z nich i nie ważne starszą, czy młodszą, kobietą czy nawet "babochłopem". Zaprzyjaźniłam się też ze wszystkimi zwierzakami z tych historii. Z psami, kotami, nietoperzami, niedźwiedzicą, żółwiem, który zajmował się absorpcją i destylacją smutku, a nawet z tym karpiem, po którego w pewną wigilię wyszedł tatuś i... przepadł na 10 lat. Książka, można powiedzieć, jest przesiąknięta smutkiem, ale tym jakimś spokojnym, o zapachu surowej pigwy. Te wszystkie postacie, jakże realne, a jednocześnie jakby nie z tego świata jakieś oniryczne, ulotne. Wciąż czegoś poszukujące i to albo zupełnie realnie, domu dla swojej "rodziny", albo spokoju, czy wręcz śmierci. Wszyscy dokonują jakichś wyborów i ponoszą jakieś konsekwencje, samo życie... Opowiadania się łączą jakby nie każde z każdym od razu, niby niechcący i przypadkowo, ale się łączą, dlatego w sumie każdą sytuację możemy obejrzeć właściwie z każdej strony z perspektywy każdej postaci. Jednak ja proponuję zaopatrzyć się w notes, bo tych zdarzeń, osób, imion i nazwisk jest całkiem sporo i naprawdę łatwo się zgubić. Tworzy się z tego taka sieć, trzecie opowiadanie łączy się z drugim, piąte z ósmym, potem ósme znowu z trzecim czy drugim. Bardzo jest to ciekawe rozwiązanie, trzeba naprawdę czytać uważnie, albo notować. Na koniec mogę tylko stwierdzić, że pani Bator po raz kolejny mnie nie zawiodła i pokazała jaką świetną jest opowiadaczką historii.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Demonomachia Marek Krajewski
Demonomachia
Marek Krajewski
Marek Krajewski, niekwestionowany król polskiego kryminału retro, w „Demonomachii” postanowił na chwilę porzucić mroczne uliczki przedwojennego Wrocławia na rzecz przełomu XIX i XX wieku w Galicji. Autor, znany z niemal chirurgicznej precyzji w kreowaniu realiów historycznych, tym razem serwuje nam opowieść zanurzoną w oparach spirytyzmu, młodopolskiej dekadencji i teologicznych sporów. Choć ambicje były ogromne, finalny produkt zasługuje na rzetelne 6/10. Akcja skupia się na Stefanie Żabikowskim, młodym racjonaliście, którego uporządkowany świat rozpada się po samobójstwie ojca. Bohater, usiłując rozwikłać rodzinną tajemnicę, trafia w sam środek krakowskiego tygla, gdzie nauka miesza się z okultyzmem. To właśnie tutaj objawia się największa zaleta książki: rekonstrukcja historyczna. Krajewski z maestrią opisuje dawny Kraków i Gimnazjum św. Anny, dbając o to, by czytelnik czuł zapach tytoniu, słyszał szelest sukien i niemal dotykał chropowatych murów kamienic. Język jest archaizowany z wyczuciem, co nadaje lekturze szlachetnego sznytu. Gdzie zatem leży problem? Przede wszystkim w rozmytej tożsamości gatunkowej. „Demonomachia” balansuje między kryminałem, powieścią grozy a traktatem filozoficznym, nie osiadając pewnie w żadnej z tych przystani. Elementy nadprzyrodzone – tytułowa demonomachia, czyli walka z demonami – są podawane z taką dawką dosłowności, że momentami ocierają się o groteskę. Dla czytelnika przyzwyczajonego do twardego realizmu Eberharda Mocka, nagłe wkroczenie w sferę egzorcyzmów i metafizycznego zła może być trudne do przełknięcia. Główny bohater również wypada nieco blado na tle swoich literackich poprzedników. Żabikowski jest postacią reaktywną, często miotaną przez wydarzenia, zamiast je kreować. Jego wewnętrzna przemiana z niedowiarka w człowieka dopuszczającego istnienie sił nieczystych następuje w sposób, który nie zawsze angażuje emocjonalnie. Brakuje tu tej magnetycznej mroczności, która sprawiała, że wrocławskie śledztwa śledziło się z zapartym tchem. Mimo tych mankamentów, książka pozostaje sprawnie napisanym czytadłem dla osób fascynujących się historią idei i mrokami ludzkiej duszy. Krajewski potrafi budować napięcie, a jego erudycja imponuje na każdej stronie. Finał historii, choć może dzielić odbiorców, domyka wątki w sposób logiczny wewnątrz przyjętej konwencji. Podsumowując, „Demonomachia” to solidna rzemieślnicza robota, która jednak ugina się pod ciężarem własnej tematyki. To pozycja obowiązkowa dla fanów autora, ale dla postronnego czytelnika może okazać się zbyt specyficzną mieszanką, w której forma przerosła treść. To dobra książka na dwa wieczory, ale nie jest to dzieło, które zostanie z nami na lata tak, jak pierwsze tomy przygód Mocka.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 22 dni temu
Chołod Szczepan Twardoch
Chołod
Szczepan Twardoch
o książce dowiedziałem się z bannerów reklamowych, które po prostu pojawiały mi się przed oczami zbyt często. jako że jestem już po kilku pozycjach Twardocha, "chołod" postanowiłem przeczytać w ciemno. prewencyjnie sprawdziłem tylko czy historia nie jest o Warszawie. okazało się, że jest o ruskich. i to mnie turbo przyspieszyło do czytania. Twardoch jeździ na daleką północ by tam z dala od ludzi ładować baterie. podczas jednej z wypraw spotyka starszą kobietę, która oferuje mu podróż swoja łodzią. na łodzi kobieta pokazuje mu dziennik i zachęca do czytania. więc Twardoch czyta i opowiada o perypetiach Konrada Widucha, Ślązaka z Pilchowic, który po I wojnie światowej trafia do syberyjskiego łagru, z którego ucieka i dociera do miejsca zwanego Chołod. gdyby nie film Zjawa z DiCaprio ciężko byłoby mi sobie wyobrazić perypetie Konrada Widucha. język powieści jest specyficzny i to nadaje wiarygodności, choć nie wierzę, że akurat na dalekiej północy znalazł się dziennik - idealny na książkę, dziennik - w którym Widuch-zły duch, Widuch - najduch akurat pochodził z Pilchowic, miejscowości rodzinnej Twardocha. niemniej jednak od tego są książki, żeby w takie historie wierzyć. niektórzy doszukują się jakiejś kontynuacji Pokory. hmm, nie wiem, może pewne fakty da się połączyć. mnie się książka podobała średnio, szczególnie ostatnia scena. pewnie podobałaby mi się bardziej przed 24 lutego. pokora>drach>byk>chołod jeśli chodzi o śląskie motywy w twórczości autora.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na 6 12 dni temu

Cytaty z książki Między bukami echa mają gęstość krwi

Więcej
Tomasz Demm Między bukami echa mają gęstość krwi Zobacz więcej
Tomasz Demm Między bukami echa mają gęstość krwi Zobacz więcej
Tomasz Demm Między bukami echa mają gęstość krwi Zobacz więcej
Więcej