Różnia i inne opowieści ze wsi obok

Okładka książki Różnia i inne opowieści ze wsi obok
Mirosław Miniszewski Wydawnictwo: Dzikie Siedlisko literatura piękna
230 str. 3 godz. 50 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2020-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2020-01-01
Liczba stron:
230
Czas czytania
3 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788392748717
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Różnia i inne opowieści ze wsi obok w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Różnia i inne opowieści ze wsi obok

Średnia ocen
7,2 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
516
510

Na półkach: ,

"Różnia i inne opowieści ze wsi obok" Mirosław Miniszewski

Na pierwszą część tej książki trafiłam zupełnym przypadkiem. Miałam wielką ochotę na drugą część, która znów mnie ubawiła, a audiobook w interpretacji Macieja Stuhra jest po prostu genialny.

Dzięki głosowi Macieja Stuhra opowieści te nabierają jeszcze większej mocy i intensywności. To nie tylko czytanie - to prawdziwe aktorstwo, które potęguje zawarty tam absurd i groteskową atmosferę.

I tym razem uśmiech nie schodził mi z ust. Bawiło mnie to wszystko okrutnie. Opowiadania są dość lekkie, poszło mi bardzo szybko. Książka dobra na relaks, na chwilowe oderwanie się od prozy życia codziennego i "nicnierobienie".

Podlaska rzeczywistość znów była pełna absurdów pomieszanych z fantazją i miejscowymi zabobonami. Dopatrzyłam się jeszcze więcej magicznych zdolności Baby Chwałpa Bantu i Małej Chechły - strażniczek lasów i moczar, broniących okolicznych mieszkańców przed niegodziwcami.

Znalazłam tu masę czarnego humoru, ale też odrobinę BDSM i LGBT. Faszyści, geje i politycy też się pojawiali, bo to chyba już cechy charakterystyczne dla wsi obok. Mimo wszystko jednak można się tu doszukać "drugiego dna" i pewnej refleksji nad naszym społeczeństwem.

Nie będzie to idealna rozrywka dla każdego, ale zdecydowanie dla tych, którzy cenią sobie nietuzinkowy humor i mają dystans do siebie.

Zaczęłam też słuchać podcastów na stronie autora i choć nie czyta ich Maciej Stuhr to i tak jest zabawnie. Ja ze swojej strony polecam. Słuchajcie audiobooka!

"Różnia i inne opowieści ze wsi obok" Mirosław Miniszewski

Na pierwszą część tej książki trafiłam zupełnym przypadkiem. Miałam wielką ochotę na drugą część, która znów mnie ubawiła, a audiobook w interpretacji Macieja Stuhra jest po prostu genialny.

Dzięki głosowi Macieja Stuhra opowieści te nabierają jeszcze większej mocy i intensywności. To nie tylko czytanie - to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

119 użytkowników ma tytuł Różnia i inne opowieści ze wsi obok na półkach głównych
  • 60
  • 59
27 użytkowników ma tytuł Różnia i inne opowieści ze wsi obok na półkach dodatkowych
  • 11
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Różnia i inne opowieści ze wsi obok

Inne książki autora

Mirosław Miniszewski
Mirosław Miniszewski
Nazywam się Mirosław Miniszewski. Kiedyś pracowałem jako biznesmen, dziennikarz, doktor filozofii i nauczyciel akademicki oraz scenarzysta. Kilka lat temu zrezygnowałem życia w mieście i zamieszkałem na podlaskim pustkowiu z dala od ludzi oraz cywilizacji. Zajmuję się teraz pisaniem książek, prowadzeniem bloga i podcastów. kontakt: wewsiobok@wewsiobok.pl
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rubież. Reportaż wędrowny Ewa Pluta
Rubież. Reportaż wędrowny
Ewa Pluta
W swojej zawartości „Rubież. Reportaż wędrowny” Ewy Pluty to mozaika spotkań, krajobrazów i trudnych pytań, które autorka zbiera podczas swojej wędrówki wzdłuż wschodniej granicy Polski. To zapis drogi przez Podlasie, Lubelszczyznę i bieszczadzkie bezdroża, gdzie rytm marszu wyznacza tempo odkrywania kolejnych warstw rzeczywistości pogranicza. Książka nie jest jednak klasycznym dziennikiem podróży; to głęboki, wielowarstwowy reportaż o miejscach, które z malowniczych „końców świata” stały się linią frontu politycznego i humanitarnego napięcia, trwale zmieniając życie ich mieszkańców. Pluta z wielką wrażliwością kreśli portret współczesnej granicy, gdzie sielankowy krajobraz brutalnie zderza się z rzeczywistością kryzysu uchodźczego. Reporterka rozmawia z rolnikami, właścicielami agroturystyk i aktywistami, pokazując, jak ich codzienność została zdominowana przez obecność wojska, druty kolczaste i nieustanny dźwięk helikopterów. Autorka stawia pytania o granice empatii i gościnności w świecie, który nagle został podzielony na „nas” i „obcych”, a pas przygraniczny stał się strefą wyłączoną nie tylko z turystyki, ale momentami i z normalności. Styl Ewy Pluty jest surowy, a jednocześnie niesłychanie plastyczny. Opisy przyrody – dzikiej, nieprzeniknionej puszczy i bagien – budują duszny, niemal klaustrofobiczny klimat. Natura w „Rubieży” nie jest tylko tłem; to świadek dramatów i milczący wspólnik tych, którzy próbują przetrwać w pasie przygranicznym. Autorka świetnie oddaje kontrast między spokojnym nurtem Bugu a poczuciem osaczenia wywołanym przez wszechobecne kontrole drogowe i militaryzację regionu, która wdarła się w intymność wiejskiego życia. Książka ta jest ważnym głosem w dyskusji o polskiej tożsamości i bezpieczeństwie. Pluta unika czarno-białych podziałów, pozwalając wybrzmieć różnym perspektywom – od lęku przed nieznanym, po bezinteresowną chęć niesienia pomocy. „Rubież” to reportaż o pęknięciu: w krajobrazie, w prawie i w ludzkich sercach. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się na obrzeżach naszej rzeczywistości, i jak to wpływa na naszą wspólną przyszłość. Po odłożeniu tej książki granica przestaje być tylko kreską na mapie, a staje się żywą, bolącą raną.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
To przez ten wiatr Jakub Nowak
To przez ten wiatr
Jakub Nowak
Henryk Sienkiewicz zamieszkał wraz z przyjaciółmi na amerykańskim rancho. Powoli zaczyna czuć coś do żony przyjaciela, a wokół nich nie brakuje śmierci i nikczemnych ludzi. Po tym, jak przeczytałam antologię „Frostpunk”, wiedziałam, że będę chciała poznać twórczość Jakuba Nowaka bliżej. Faktycznie, przyznaję: jego zbiór opowiadań, który czytałam wcześniej, nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia, ale „Ciepłe mięso” budowało naprawde fenomenalny klimat. A że chciałabym bliżej poznać też klimaty westernowe „To przez ten wiatr” wydawało się strzałem w dziesiątkę. No właśnie. Wydawało. Nie da się ukryć. Ta powieść ma naprawdę bardzo ładny styl. Część scen, część słów ułożonych po sobie, porównań: to rzeczy literacko piękne. Widać, że to dopracowana pod względem językowym powieść i początkowo miałam wrażenie, że to będzie bardzo „moja” książka. Ale im dalej w las, tym jakimś cudem miałam mniej ochoty na czytanie powieści. Nie interesowały mnie losy bohaterów. Chyba najmocniej przywiązałam się do postaci młodej służącej. Sienkiewicz i jego obiekt westchnień, czyli Helena Modrzejewska to niby postacie wyraziste i ciekawe, ale nieszczególnie interesowała mnie ich droga. Pod względem fabularnym: niby cały czas coś się tu dzieje. Są złodzieje, wyjazdy konno w teren, jest śmierć, są rewolwery, ale… jednocześnie miałam poczucie, że w sumie nie dzieje się nic, co byłoby dla mnie jakkolwiek istotne, być może poza wspomnianą już bohaterką. Po opisie spodziewałam się, że dostanę literaturę piękną z wątkiem romantycznym i choć ten się tu pojawia, to jednak romans to nie jest. Raczej dostajemy powieść obyczajową z elementami wręcz komiksowej akcji, opisaną w bardzo ładny, ale statyczny sposób i to połączenie chyba po prostu mi się w tym przypadku ze sobą gryzło. Dlatego też, choć doceniam walory językowe: „To przez ten wiatr” wymęczyłam i niestety, nie jest to raczej literatura, po którą jakoś szczególnie mam ochotę sięgać. Co nie znaczy, że jest to powieść obiektywnie zła i że ktoś, kto lubi właśnie takie klimaty się w niej nie odnajdzie. Warto dodać: powieść czerpie z historii, ale historię zmienia, nie próbuje oddać 1:1 życia i losów Henryka Sienkieiwcza. Także nie ma co traktować jej jako lekturę do szkoły/na uczelnię, by lepiej zaposnać się z tą postacią.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 6 5 miesięcy temu
Jełgawa ʼ94 Jānis Joņevs
Jełgawa ʼ94
Jānis Joņevs
W moje ręce trafiła trochę przypadkiem. Ojciec wygrał egzemplarz w jakimś internetowym konkursie, po czym mi go podarował. Może dlatego podszedłem do lektury bez oczekiwań i od początku potraktowałem ją jako przyjemną lekturę typu odmóżdżającego. Dla pokolenia wychowanego jeszcze bez smartfonów i stałego łącza tematyka będzie dość uniwersalna. To po prostu błyskotliwie opisane perypetie, losy i problemy nastolatka dorastającego w latach 90. w prowincjonalnym mieście. Pierwsze używki, pierwsze miłości, przegrywane kasety, bijatyki i kłopoty, brak pieniędzy i perspektyw połączony z gigantycznymi marzeniami. Wszystko jest nowe, a ogromną rolę gra muzyka. W tym wypadku bohater wciąga się w ostrzejsze granie, w ciągu 2 lat przechodząc drogę od fascynacji Kurtem Cobainem do ekstremalnego metalu. Metal nigdy nie grał mi w duszy, ale w okresie późnopodstawówkowo-licealnym miałem znajomych z tych klimatów. Dlatego kojarzę niektóre z padających nazw zespołów, jak i opisywany tu specyficzny enturaż oraz charakterystyczną dla nich mieszankę upozowanej arogancji z ukrywaną niepewnością i kompleksami. Jednak w gruncie rzeczy nie o metal chodzi w tej książce, bo równie dobrze można podstawić inny gatunek muzyki "młodzieżowej" - rap, hiphop, elektronikę, punk, reggae itd. Autor sugestywnie opisuje pustkę i zagubienie towarzyszące okresowi dorastania i szukanie bezpiecznego azylu w niszowej muzyce i atrakcyjnej subkulturze. Potraktowałem książkę jak serial. Czytało się fajnie, ale dawkowałem sobie niewielkie ilości i ukończenie jej zajęło mi z pół roku. Po kilkudziesięciu stronach odkładałem i po paru tygodniach wracałem ponownie. Dzięki temu dawała mi odprężenie po pracy i nie wymęczyła. Dobrze oddana monotonia życia na prowincji sprawia, że niektóre opisywane tu wydarzenia się zlewają (wyprawa na giełdę płytową, kolejne imprezy klubowe i koncerty, Czarny Piątek). Przyznam szczerze, że trochę więcej oczekiwałem po zakończeniu, które wydało mi się nieco banalne i pozbawione kropki nad i. Ale jak to się mówi, "takie jest selawi".
rocombey - awatar rocombey
ocenił na 7 1 rok temu
Mała Syberia Antti Tuomainen
Mała Syberia
Antti Tuomainen
Antti Tuomainen „Mała Syberia” - mroźnie, kryminalnie i sensacyjnie No cóż, przyznam się od razu, po powieść „Mała Syberia” współczesnego (ur. 1971) fińskiego autora Antti Tuomainena sięgnąłem skuszony entuzjastycznym przyjęciem, z jakim się spotkała zarówno w Finlandii, jak i w świecie. Nie czytałem blurba, nie robiłem researchu o autorze… Wybrałem wydanie by Albatros, w formie audio z głosem Filipa Kosiora i w tłumaczeniu Bożeny Kojro. Lektura trafiła mi się w punkt. Zimy nie lubię, a za oknem właśnie wyjątkowy jej atak, jak na to ocieplenie globalne, do którego już z przyjemnością zacząłem się przyzwyczajać. I tak na spacerze z pieskiem, w świecie przykrytym tym białym i zimnym, zacząłem słuchać, by przenieść się do zimowej (a jakże) Finlandii, w dodatku na głęboką prowincję. Od razu nasz „mróz” wydał mi się mniej dokuczliwy. Zima, zabita dechami dziura gdzieś na fińskim białym i zimnym odludziu blisko rosyjskiej granicy. I tu właśnie spada meteoryt. Nie taki zwykły, a czterokilowy, w dodatku, i właściwie tylko to ma znaczenie, warty milion euro. Przez kilka dni ma być przechowywany w miejscowym muzeum; do czasu przyjazdu kogoś z Miasta, kto zabierze go w godniejsze miejsce. Kilka dni to nie problem. Problem to kilka nocy. W ich czasie meteorytu mają pilnować samotni strażnicy-ochotnicy spośród mieszkańców. Jednym z nich jest miejscowy pastor. Facet z przeszłością i kilkoma skrywanymi tajemnicami. No i z piękną żoną, w której jest zakochany. Dłuugie zimowe noce to dość czasu, by niektórzy z mieszkańców doszli do wniosku, że milionik bardzo by im się przydał. Dużo czasu, by od myśli przejść do działania. Na pierwszą próbę włamania, a właściwie napadu, nie trzeba długo czekać. A pastor ma i inny problem poza pilnowaniem cennego kamienia. Dowiaduje się, że żona jest w ciąży, a on wie, że nie z nim. Tylko z kim? I kto chce dorwać się do meteorytu? Co i jak dalej, nie będę zdradzał. Będzie się działo i nie zamierzam nikomu psuć świetnej rozrywki. Udany miks kryminału, powieści akcji i thrillera. Bo to też i kryminał wbrew temu, co piszą niektórzy, którzy jeszcze nie wiedzą, że kryminały to nie tylko powieści detektywistyczne i policyjne. Choć nie ma detektywa, to dwa dochodzenia prywatne są; kto zapłodnił i kto chce ukraść. Gdybym miał szufladkować, byłoby trudno. Trochę powieści detektywistycznej, dużo sensacji, sporo nordic noir i kryminału społecznego, whodunit i muśnięcie psychologii. Piszę o tych szufladkach gatunków literackich, choć sam za nimi nie przepadam, gdyż wyjątkowo, już PO poznaniu powieści, przejrzałem trochę naszych krajowych internetowych recenzji. Zwykle tego nie robię, a tym razem mnie podkusiło i rozpacz mnie ogarnęła. Dyskusyjny Klub Książki przyzwyczaił mnie do tego, że oceny jednego i tego samego dzieła mogą się nie tylko różnić, ale rozrzucać się po ekstremach. Nie przygotował mnie jednak na argumenty od czapy. „Powieść jest zła, bo to nie kryminał”. Boże! A mówią, że czytanie czyni inteligentnym… „Anna Karenina”, „Mały Książę” i „Hamlet” są złe, bo to nie kryminały?… O tempora, o mores! „Powieść jest zła, gdyż protagonista zataił przed żoną, że jest bezpłodny.” No comment. To były tylko dwa przykłady, by unaocznić przyczynę nie aż tak wysokich notowań ze średniej ocen wśród internautów. Dla mnie powieść jest super. Oryginalna, niepowtarzalna, wciągająca i mimo przemocy, pełna poważnych aspektów ukrytych pod warstwą dynamicznej akcji i niedoścignionego mistrzostwa w oddaniu mroźnego fińskiego klimatu. Od tej książki wprost robi się zimno. Szkoda, że nie sięgnąłem po nią w letni upał. Wbrew pozorom w „Małej Syberii” są głębie. Nie za wiele, w końcu to określona konwencja, lecz nawet niezła teologiczna zagwozdka się znalazła. Świetna rzecz, jeśli zamiast w niej szukać tego, czego tam nie ma, lub wymyślać jakieś niepoważne argumenty, zauważyć to, co w niej jest. Gorąco polecam, a sam na pewno poszukam jeszcze czegoś tego autora. źródło: https://www.goodreads.com/user/show/98941868?ref=nav_profile_l
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 7 2 miesiące temu
Świdermajerowie Katarzyna Chudyńska-Szuchnik
Świdermajerowie
Katarzyna Chudyńska-Szuchnik
W zeszłym roku odkryłam pod Warszawą okolicę, w której znajduje się cała trasa prowadząca przez budynki wybudowane w stylu świdermajer. Zaintrygowały mnie, zarówno te zadbane, jak i rozpadające się domy są urokliwe, a przy tym pełne historii, która mogła skrywać wiele zaskakujących wątków. Dlatego znalezienie tej książki sprawiło mi ogromną radość. Podczas lektury dowiedziałam się, skąd pochodzi sama nazwa stylu, jak powstawały te domy i w jakim celu je budowano. Poznałam również wiele dramatycznych opowieści związanych z ich pierwszymi właścicielami, którzy podczas II wojny światowej doświadczyli ogromnych tragicznych wydarzeń. Autor opisuje także trudny proces przekazywania praw do tych budynków, ich stopniową degradację spowodowaną biedą powojenną czy grabieżami. W tę historię wpisane jest naprawdę wiele smutku. Zebrane i opisane dzieje pokazują, jak bardzo zmienia się świat i jak trudno jest zadbać o przyszłość architektury, gdy nie mamy wpływu na to, co przyniesie przyszłość. Lektura wzbudziła we mnie różnorodne emocje. Poczułam, że nic nie jest trwałe: przywiązanie do rzeczy materialnych bywa złudne, celowość często okazuje się chwilowa, a ludzie są zmienni i nieprzewidywalni i mają ogromny wpływ na świat wokół nas, nawet jeśli wydawało się, że nasze plany były inne. Szczególnie trudne było czytanie o tym, jak własność tych budynków przechodziła z rąk do rąk, jak administracja państwowa komplikowała ich ochronę, a zmiany społeczne przyczyniały się do tego, że coraz więcej domów starzało się, niszczało lub ulegało zniszczeniu przez pożary. Mam w sobie ambiwalentne uczucia wobec tej lektury. W pewnym sensie żałuję, że ją przeczytałam, bo wraz ze zdobyciem tej wiedzy pojawiło się poczucie, że walka o zachowanie tych miejsc jest niezwykle trudna. Uświadomiłam sobie też, że wiele rzeczy, które dziś uznajemy za istotne, w przyszłości może bardzo szybko zniknąć – i po naszej śmierci nie pozostanie po nich ślad.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 7 7 miesięcy temu
Ruda Kejla Isaac Bashevis Singer
Ruda Kejla
Isaac Bashevis Singer
W młodości zaczytywałam się w prozie Izaaka Bashevisa Singera. Jako świat żydowskiej Warszawy był dla mnie czymś magnetycznym, pełnym życia i barw. Zanurzałam się w nim oczarowana bogactwem kultury żydowskiej, zwyczajów i licznych świąt, których opisy na długo zostały w mej pamięci. Zapragnęłam to przeżyć raz jeszcze, dlatego sięgnęłam po książkę "Ruda Kejla", której pierwszy polski przekład ukazał się zaledwie kilka lat temu, bo w 2022 roku. Widzimy w tej powieści Warszawę, której już nie ma. Ulica Krochmalna, gdzie czytelnik czuje zapach rynsztoku i słyszy gwar jidysz to centrum żydowskiego półświatka, miejsce pełne kontrastów, gdzie obok siebie żyją pobożni Żydzi, biedni rzemieślnicy oraz przedstawiciele półświatka. Tam też poznajemy Rudą Kejlę, byłą prostytutkę oraz jej męża Jarmego, złodzieja, który właśnie wyszedł z więzienia. Para ma marzenia aby zacząć uczciwe, spokojne życie, najchętniej za oceanem, jednak jak się okazuje przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć. Trudno zmienić swoje życie, gdy jest się uwięzionym w klatce własnych instynktów, nawyków i społecznych oczekiwań. Dla mnie "Ruda Kejla" to przede wszystkim opowieść o przejmującej samotności. Choć warszawskie ulice tętnią życiem, krzykiem handlarzy czy szmerem modlitw to nad wszystkim postaciami unosi bezwzględne uczucie osamotnienia. Bohaterka, mimo swoich relacji z mężczyznami pozostaje w gruncie rzeczy sama ze swoimi lękami. To samotność kogoś, kto czuje, że nigdzie tak naprawdę nie pasuje, ani do świata porządnych ludzi, ani do rynsztoka, z którego próbuje się wyrwać. Głównym motywem, który uderza podczas czytania jest całkowita niemożność zmiany własnego życia. Autor ukazuje bohaterów, którzy szarpią się z losem, planują nowe otwarcie, chcą być kim innym, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Widzimy postacie, którym brakuje siły, by zerwać ze starymi nawykami, co pokazuje, że środowisko w którym żyjemy, bezlitośnie determinuje to kim jesteśmy. Izaak Bashevis Singer pokazuje, że dom, ulica na której dorastamy, ludzie z którymi się na co dzień spotykamy wbijają nas w konkretne role, będące niewidzialnym więzieniem, w którym tkwimy. "Ruda Kejla" to lektura, która zostawia czytelnika z pytaniem, czy faktycznie mamy jakikolwiek wpływ na swoje życie. To mocna, surowa książka, która przypomniała mi jak brutalnie prawdziwa potrafi być proza autora. Polecam! Audiobook (czytał Marcin Popczyński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Naku*wiam zen Maria Peszek
Naku*wiam zen
Maria Peszek
Ta książka to taka podkręcona piłka, bo czy wolno czytelnikowi oceniać czyjeś życie? A jednak autorzy sami dokonują pewnej wiwisekcji i to w dodatku ekshibicjonistycznej. Ja osobiście nie lubię oceniać, czy ktoś dobrze żyje, czy źle, ale autorzy niejako sami stawiają się w pozycji bohaterów tej opowieści i to z ich poczynaniami przychodzi nam się konfrontować. Ogólnie Peszki budzą moją sympatię. To artyści z powołaniem, lekkoduchy z domieszką mroku, barwne ptaki, co latają tam gdzie chcą. Świetnie mi się słuchało licznych anegdot ze świata sztuki, wspomnień z minionego wieku. Otrzymujemy tu masę humoru, dosadnego najczęściej, ale i również próbę uchwycenia imponderabiliów. Nie wiem, czy udaną czy nie, ale wydaje mi się, że coś można z tej rozmowy wziąć na przyszłość. Do tego w sensie jakościowym też oceniłbym tę pozycję wysoko. Mam na myśli warstwę stylistyczną oraz realizację audiobooka. To co budzi moje zastrzeżenia to pewna publiczna terapia, którą fundują nam bohaterowie. Nie chcę powiedzieć, że nie można o takich rzeczach rozmawiać, ale skoro Jan, całkiem słusznie gromi miałkość polskich artystów, to pojawia się pytanie, czy to aby nie jest aby całkiem tani zabieg dramatyczny? Maria niejako stara się wykrzyczeć jakąś krzywdę. Jan próbuje odpowiedzieć, Maria mu przerywa, później znów pyta i robi się z tego mały chaos. Drugą rzeczą, która mi się nie do końca podobała, to przedstawienie alkoholu. Jan przyznaje, że w latach 1975-79 mocno popłynął, ale jak twierdzi później to już było w normie, a jednak właściwie nie ma opowieści, która byłaby „trzeźwa”, a finalnie przyznaje się, że codziennie pije co najmniej 4-5 porcji alkoholu (minimum, bo podczas którejś z rozmów robią razem drugą flaszkę wina). I znów… nie moja sprawa, natomiast nie podoba mi się powielanie tego mitu artysty pijaka… jakie to ciekawe życie na bani można wieść. I rzeczywiście nie da się ukryć, że Jan może się poszczycić bogatymi i barwnymi przeżyciami, ale jeśli ktoś nieco żyje i nieco orientuje się w temacie, ten wie, że takie życie niesie ze sobą również bardzo ciemną stronę. I tego w tej książce nie ma, a raczej jest, tylko między wersami, z których jak mniemam sami bohaterowie sprawy sobie nie zdają. Niemniej wprawny terapeuta po przeczytaniu tej książki wychwyciłby kilka zdań, po których zaleciłby test w kierunku diagnozy alkoholizmu, DDA jest więcej niż pewne u obojga, w dodatku chad u Marii całkiem możliwy. I dla mnie to było takie trochę nieudane. Bo w sumie nie jest to jakaś drama rodem z telenoweli, ale Maria niby coś zarzuca ojcu, lecz po chwili stwierdza, że w sumie to nie ma mu nic za złe, bo w końcu depresja jest jej twórczym paliwem. W rezultacie można to sparafrazować: odczuwam wobec ciebie bardzo wielką krzywdę, ale boję się ją wyrazić by cię nie zranić. Albo: skrzywdziłeś mnie, ale lubię moją krzywdę. A później dziesiątki anegdot, jak w domu trwała niekończąca się impreza przy małych dzieciach, albo ta historia z nad morza - przecież to jest lęk przed porzuceniem, który wystąpił już w wieku niemowlęcym, który utrwalił się, bo nieustannie trwał, aż do dorosłości... Nie ważne, nie będę prowadził psychoanalizy, ale wcale nie uwierzyłem, że wszystko było tak kolorowo i wesoło, a bohaterów łączy zdrowa relacja. Tak czy inaczej takich oryginałów występuje w naszym środowisku coraz mniej, życie Jana to kopalnia anegdot, Maria ma również ciekawą osobowość. I mimo wspomnianych mankamentów, to mile spędziłem czas z Peszkami, podoba mi się ich humor, ich brak krępacji, otwarta krytyka pewnych kręgów, a nade wszystko barwność.
Mash - awatar Mash
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Czekając na kota Michaela Klevisová
Czekając na kota
Michaela Klevisová
„Czekając na kota” to zbiór wspaniałych opowiadań Michaeli Klevisovej. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej czeskiej pisarki i na pewno nie ostatnie. Poznawałam sobie niespiesznie tę książkę w formie audiobooka i była to dobra decyzja, gdyż Kaja Walden jest świetną lektorką. Dodatkowym smaczkiem jest pojawiający się często w tle podkład muzyczny. Zbiór zawiera krótsze i dłuższe utwory. Jedne są bardzo zabawne, inne nieco nostalgiczne, czasem nieco smutne, w jeszcze innych powaga przeplata się z poczuciem humoru. To, co łączy opowiadania, to motyw kota. Koty są tu bohaterami, nieraz narratorami, z których perspektywy poznajemy świat. Bywa i tak, że rozmawiają z ludźmi (i to w sposób dosłowny). Czasem obok kotów pojawiają się inne zwierzęta (np. konie), a ich wzajemne relacje okazują się bardzo zaskakujące. Koty chadzają w opowiadaniach własnymi drogami, ale najczęściej pragną bliskości człowieka, znają się na ludziach, rozpoznają ich emocje, a nawet złe zamiary. Bywają kochane, przygarniane, ale i nielubiane. Słuchając tej książki, przenosiłam się w świat głębokich uczuć, emocji, życiowych wyborów, trudnych decyzji. Dlaczego proza Klevisovej poprawia nastrój, nawet jeśli porusza trudne tematy? Dlatego, że jest bardzo życiowa, a każde opowiadanie niesie ostatecznie ze sobą nutkę optymizmu. Często przyłapywałam się na tym, że słuchając audiobooka, uśmiecham się do siebie… Zaletą książki na pewno jest też różnorodność tematyczna. Bohaterowie są w różnym wieku, pochodzą z różnych środowisk, różnych krajów europejskich. To na pewno urozmaica treść. Prosty, ale ujmujący styl też sprzyja lekturze. Polecam z czystym sumieniem, nie tylko kociarom i kociarzom.
allison - awatar allison
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Różnia i inne opowieści ze wsi obok

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Różnia i inne opowieści ze wsi obok