Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I

Okładka książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I autorstwa Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Denise MinaLeonardo Manco Wydawnictwo: Czarna Owca Cykl: Millennium (Czarna Owca) (tom 1.1) komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Millennium (Czarna Owca) (tom 1.1)
Tytuł oryginału:
Millennium: The Girl with the Dragon Tattoo. Book 1
Data wydania:
2012-11-07
Data 1. wyd. pol.:
2012-11-07
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375545449
Tłumacz:
Marcin Wróbel
Pierwsza z dwóch ksiąg komiksu opartego na podstawie pierwszej części bestsellerowej trylogii Stiega Larssona „Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”.

Pewnego wrześniowego dnia 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Blisko czterdzieści lat później znany dziennikarz Mikael Blomkvist otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera. Stojący na czele wielkiego koncernu magnat przemysłowy prosi dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej. Okazuje się, że to tylko pretekst do rozwiązania zagadki tajemniczego zaginięcia Harriet. Skazany za zniesławienie redaktor Millennium, przechodzi kryzys i rezygnuje z obowiązków zawodowych. Podejmuje się niezwykłego zlecenia, opuszcza Sztokholm, by zamieszkać w niewielkiej wiosce na północy kraju. Po pewnym czasie dołącza do niego młoda ekscentryczna hakerka Lisbeth Salander. Blomkvist i Salander tworzą niezwykły team. Razem błyskawicznie wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Scenariusz komiksu stworzyła szkocka pisarka Denise Mina, w Polsce ukazały się jej powieści „Pole krwi”, „Martwa godzina” i „Ostatnie tchnienie”.

Za grafikę odpowiadają artyści: Argentyńczyk Leonardo Manco znany z rysunków do „Hellstorm”, „Blaze of Glory”, „Apache Skies” czy słynnego „Hellblazer” oraz Włoch Andrea Mutti, autor ilustracji do komiksów: „The Executor”, „DMZ”, „Iron Man Zombie” czy „XMAN Prelude”.

„Stieg zawsze lubił komiksy. To będzie ekscytujące przeżycie, zobaczyć jak jego niezapomniani bohaterowie ożywają na kartach komiksu”.
– Joakim Larsson, młodszy brat pisarza
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I



8827 7052

Oceny książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I

Średnia ocen
7,2 / 10
117 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
297
155

Na półkach: , ,

Piękna grafika - chyba to najważniejsze, jeżeli zabieram się za komiks. Postacie bardzo charakterne i zbliżone do koncepcji Larsona. Co do treści... no jest jej mało. Porównując komiks i książkę... nie wiem czy znajdzie się w niej chociaż 1/3 treści. Fakt, że zostało zawarte to co najistotniejsze, jednak bez znajomości książki sam komiks niewiele powie. Takie jest moje odczucie. Jednak ja najpierw sięgnęłam po książki. Uważam, ze jak na "komiksową" próbę przedstawienia historii Salander, wyszło super.

Piękna grafika - chyba to najważniejsze, jeżeli zabieram się za komiks. Postacie bardzo charakterne i zbliżone do koncepcji Larsona. Co do treści... no jest jej mało. Porównując komiks i książkę... nie wiem czy znajdzie się w niej chociaż 1/3 treści. Fakt, że zostało zawarte to co najistotniejsze, jednak bez znajomości książki sam komiks niewiele powie. Takie jest moje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

220 użytkowników ma tytuł Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I na półkach głównych
  • 154
  • 63
  • 3
90 użytkowników ma tytuł Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I na półkach dodatkowych
  • 50
  • 20
  • 9
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Dziewczyna, która igrała z ogniem Antonio Fuso, Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Ocena 7,2
Dziewczyna, która igrała z ogniem Antonio Fuso, Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Okładka książki Zamek z piasku, który runął Antonio Fuso, Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Ocena 6,8
Zamek z piasku, który runął Antonio Fuso, Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Okładka książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga II Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Ocena 7,3
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga II Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Okładka książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga 1 i 2 (komplet) Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Ocena 9,0
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga 1 i 2 (komplet) Leonardo Manco, Denise Mina, Andrea Mutti
Okładka książki A Sickness in The Family Antonio Fuso, Denise Mina
Ocena 7,1
A Sickness in The Family Antonio Fuso, Denise Mina
Denise Mina
Denise Mina
Denise Mina (ur. 1966 w Glasgow) - szkocka autorka powieści. Zadebiutowała w 1998 powieścią Garnethill, za którą otrzymała nagrodę Stowarzyszenia Pisarzy Kryminałów John Creasy Dagger dla najlepszej debiutanckiej powieści kryminalnej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I przeczytali również

Wonder Woman: Krew Brian Azzarello
Wonder Woman: Krew
Brian Azzarello Tony Akins Cliff Chiang
Telenowela wśród bogów, komiks dla dorosłych (jest naklejka od EGMONTU) bez przekleństw i wojownicza Wonder Woman, jest tym, co oferuje nam run Briana Azzarello i Cliffa Chianga. Każdy z tych elementów wydaje się nieco osobliwy, a razem tworzy naprawdę oryginalną mieszankę. Nie każdemu będzie smakować. [Recenzja całego runu Briana Azzarello i Cliffa Chianga, czyli tomów 1-6] „Wonder Woman” w interpretacji Briana Azzarello i Cliffa Chianga nie jest moim pierwszym komiksem z Dianą w roli głównej. Jednak alternatywna „Absolute Wonder Woman” też nie jest czymś typowym (nawet jeśli dobrym). Być może równie popularne dwa runy Grega Rucki lub nawet oryginalny Williama Marstona byłyby lepszym odniesieniem, ale niestety moje wyobrażenia w większości ograniczone są do osmozy kulturowej i adaptacji. <b>Dziwne początki</b> W tym kontekście czytany komiks jest dziwny. Gdy po niego sięgałem, nie spodziewałem się tego, co dostałem. Zaczynamy „Wonder Woman” od pokazania bogów w centrum, a w szczególności nieobecnego Zeusa. Apollo radzi się swoich wyroczni po zniknięciu ojca, Hera poluje na kolejnego bękarta swojego męża, a Hermes stara się go uratować za wszelką cenę. Hermes jest jednak posłańcem, nie wojownikiem i potrzebuje pomocy naszej dzielnej Amazonki. Ta dziwność jest trudna do wskazania. Samo zawiązanie akcji wydaje się interesujące. Jednocześnie każdy z bogów ma bardzo specyficzny projekt, ale ich moc jest niekonsekwentna. Hermesa potrafią zranić nasłane przez Herę zbiry, a czasami nawet półbogowie wydają się niewrażliwi na ciosy. Ta niekonsekwencja w skalowaniu potęgi stoi obok komiksowego luźnego inspirowania się mitologią. Dla bogów ważniejsze są ich domeny i częściej nazywani są imionami typu Wojna i Księżyc niż tymi mitologicznymi. Jednocześnie większość bogów i półbogów jest zwyczajne dziwna z wyglądu i ma przypisane zwierzę. Hermes ma białą niebieskawą skórę, czarne oczy i ptasie nóżki. Artemida wygląda trochę jak Srebrny Surfer tylko z nieco jaśniejszym księżycowym odcieniem skóry i potrafi zachowywać się jak pies myśliwski. Posejdon zaś jest potworem morskim.  <img src="https://cdn.nakanapie.pl/Snktja7QOdLBtBi1vOnv7Bxtq5s=/origxorig/8a53ddc676476ea307fc170ed846d97d" alt="Zeszyt 4. Hermes"/> Zeszyt 4. Hermes  Jednak te nowe oryginalne projekty bogów nie są najdziwniejsze: Ares wygląda jak Briana Azzarello. Podobno scenarzysta opisał postać tylko jako starego, zgorzkniałego drania, a Chiang zrobił swoje. Niestety nie udało mi się znaleźć bardziej bezpośredniego potwierdzenia tej rewelacji, bo wszelkie znalezione linki do odpowiedzi na X (dawniej twitter) i wywiadów z tą informacją są martwe (update, tu wspomina: https://www.cbr.com/azzarello-chiang-look-back-on-three-years-with-wonder-woman/ [dostęp 01.03.2026]). Równie nietypowa potrafi być narracja. Czasem wydaje się rwać, gnać łeb na szyje lub zdania są dziwnie skonstruowane. Może temu sprzyjać sposób opowiadania historii przez Azzarello. Często bowiem dzieli on wypowiedzi między kadrami, a także prowadzi rozmowy z offu, przedstawiając nam inne miejsca. Przez to nie zawsze wiadomo od razu, kto mówi. Nie wiem, jak jest z tym rwaniem logiki zdań w oryginale, ale widać język polski mu nie służy. Z pewnością można wskazać jeszcze wiele innych specyficznym elementów jak np. dużo nawiązań do Marvela (Rękawica Nieskończoności w zbrojowni Hefajstosa, wspomnienie Sanctum Sanctorum Doktora Strange’a etc.). Jednak ważniejszym pytaniem wydaje się, czemu tak dziwny i nietypowy komiks o Dianie mógł w ogóle powstać. Umożliwił to „Flashpoint” Geoffa Johnsa i Andy’ego Kuberta, który wywołał miękki reset świata DC. Choć widać inspiracje oryginalnym komiksem Marstona (polecam odc. 2 „Robert Kirkman's Secret History of Comics” z 2017) z dużą ilością wiązania, to omawiana „Wonder Woman” widzi ambasadorkę pokoju w zupełnie innym świetle. Jako pierwsi po resecie Brian Azzarello i Cliff Chiang mieli stworzyć odświeżoną Wonder Woman i wykorzystali tę możliwość. W moim przypadku, choć poczucie rwania miejscami nadal się pojawiało, po drugim tomie wkręciłem się i zaakceptowałem dziwnostki tej „Wonder Woman”. Dwa pierwsze tomy w sposób spójny zamykają pierwszy główny konflikt i otwierają historię na nowe nieoczywiste problemy, które w skrócie można opisać jako właśnie boska telenowela. Jeśli ktoś do tego momentu nie przekona się do komiksu, raczej nie ma już dla niego ratunku. <b>Boska telenowela</b> Skoro ponarzekałem, przejdźmy do relacji postaci – jednego z pozytywnych elementów. Są one nierozłączne z tym, kim jest tytułowa bohaterka. Została ulepiona z gliny przez Hippolite, królową Amazonek, a Zeus tchnął w nią życie. Iście biblijna opowieść, tyle że to backstory zostaje tu nadpisane przez zwyczajny romans wspomnianych bohaterów. W dodatku Amazonki dostają więcej swoich problematycznych historycznych aspektów, które dotychczas nie były obecne w ich mitosie DC. Te problemy w raju są zawsze dobrym punktem, by Diana nie chciała lub nie mogła wrócić do domu. Jej nadnaturalne przyjście na świat, a także pozycja, zawsze odróżniało ją od sióstr, a jednak było to naprawdę, co innego. Po tych rewelacjach Wonder Woman znów będzie musiała odnaleźć siebie. Te problematyczne relacje z matką i Amazonkami to jednak tylko jedna strona monety. Jej ojciec – Zeus – łączy ją z całym greckim panteonem. Początkowo Hera ściga Dianę i Zole (matkę najnowszego dziecka), jednak wraz ze wzrostem skomplikowania intrygi jej relacja się zmienia. Jest to symptomatyczne, bo nigdy nie wiadomo, czy tym razem któryś bóg chce być miły, czy cię zabić. Mimo że dla nich to mniej lub bardziej gra, ich powody są zawsze w jakimś stopniu zrozumiałe. Poza tym, kto nigdy nie chciał zabić członka rodziny? To z tych ambiwalentnych interakcji wypływa osobowość każdego z bogów, a pojawia się w końcu cała dwunastka, a to jeszcze nie wszyscy. Z ich tarć wypływają refleksje nad nieśmiertelnością i ich różne do niego podejścia. I to wtedy pióro Azzarello błyszczy. W tym dziwnym sosie Wonder Woman nadal jest pełna miłości wobec całego świata. Jednak jej typowej patronki Ateny jest tu tyle, ile kot napłakał. Samo zawiązanie akcji zaczyna się od Zeusa, jednak ten wokół kogo krąży cały komiks to Wojna. Relacja Amazonki i Aresa jest tu przeinterpretowana – w końcu każdy kto chce pokoju, musi być gotów o niego walczyć. Jednak nigdy nie uciekniemy od dziwności. Z jednej strony idealnym dopełnieniem, a jednocześnie tym dziwnym elementem świata DC są Nowi Bogowie. W historii Diany pojawia się Orion, który idealnie wpasowuje się w telenowelowe klimaty, a naprawdę potrafi być obrzydliwą postacią – np. pozyskać czyjeś DNA bez zgody i w obleśny sposób. Jednak nadal jest w drużynie dobrych i wprowadza nieco wewnętrznego konfliktu, którego Diana czasem potrzebuje. <b>Dorosłość</b> <img src="https://cdn.nakanapie.pl/LTt0tJaB2uvRg0iYVC1Do3-aZzI=/origxorig/938ffc91c415806926ec1c4b41cc2031" alt="Znaczek na tylnej okładce z napisem TYLKO DLA DOROSŁYCH"/> Znaczek na tylnej okładce Skoro wracamy do dziwnostek, co zatem znaczy ten znak, skoro nie ma w tym komiksie przekleństw? Nie pamiętam, żeby bezpośrednio się pojawiły, ale Azzraello zastosował ciekawy chwyt, by uniknąć krzaczków. Zamiast nich niektóre postacie zaczynają przekleństwo, jest ono identyfikowalne, ale coś im przeszkadza. Purytańskie standardy zachowane, ale co tu dla dorosłych? Już na początku dostajemy dużo krwi i czegoś, co niektórzy nazwaliby znęcaniem się nad zwierzętami. Pod koniec jest jednak tego dużo więcej. W komiksie nie brak także nagości i niebezpośrednio pełen romans Hippolity z Zeusem. Zatem znaczek ten jest uzasadniony, choć nie wiem, czy nie wystarczyłyby trigger warningi lub coś podobnego. <b>Najlepsza jest klasyka</b> Zupełnie inaczej czyta się jednak dodatki, czyli „Wonder Woman” zeszyt 0 i „Secret Origins” zeszyt 6. Oba zeszyty to prequele i dodatki, ale pierwszy jest kluczowy dla fabuły. Wydania zbiorcze umiejscawiają go w narracji na początku 3. tomu, a nie jak sugeruje numeracja przed pierwszym. Z kolei „Secret Origins” opowiada o marzeniu Diany o opuszczeniu wyspy. Zeszyt zerowy opowiada o pierwszym spotkaniu Diany z Wojną i o tym, co definiuje ich relacje. W bardzo przyjemny sposób buduje ich konflikt i ostateczną konfrontację. W dodatku wszystko, co dzieje się w tym zeszycie, ma wpływ na finał i nie tylko – przedstawienie się tu Wojny daje nazwy tomów tego komiksu. Z kolei w „Secret Origins” nie ma nic ciekawego ani nowatorskiego. Jednak widoczne jest pytanie o relację między Dianą, a jedną z Amazonek. Nie dostajemy odpowiedzi, ale napięcie jest widoczne. W końcu mieszkają razem na jednej wyspie i nie ma na niej mężczyzn, taki podtekst pisze się sam. Jednak nadal nie doszedłem do tego, czemu „najlepsza” i czemu „klasyka”. Oba zeszyty mają odrobinę inny styl graficzny i językowy. Zostają one zarchaizowane na modłę złotej ery komiksów i lat 60. Kolory są płaskie, narracja i dialogi opisowe, a jednak Azzarello i Chiang potrafią wyciągnąć z tego stylu prawdziwe życie. I nieironicznie uważam, że te dwa zeszyty są najlepszym elementem tego runu. <b>Sztuka</b> Skoro już mowa o archaicznej grafice, to jaka jest ta właściwa? Cliff Chiang nie odpowiadał jako jedyny za warstwę graficzną. Korporacyjne komiksy są produktem i przez to „Wonder Woman” przewijało się dużo nazwisk – czy to przy kolorach, czy też tuszu. I to, co najbardziej rzuca się w oczy w tym komiksie, to właśnie grube kreski. <img src="https://cdn.nakanapie.pl/6XCa2b2WOpmgPAYFwGnBM1ZySG0=/origxorig/74e8d00a93807ebffcbf757217618e01" alt="Zeszyt 1"/> Zeszyt 1  To właśnie one nadają ton i powagę komiksu. Kreski i rysunek Chianga są też kanciaste, co uzupełnia statyczny i poważny charakter. To nie miejsce na miękkie i elastyczne linie. Powagi, a zarazem niepewności, nadaje także obramowanie kadrów, które nie jest zwykłymi prostymi liniami. To z tego powstaje dynamiczna narracja nakładających się na siebie kadrów, która raz pędzi przed siebie, a raz pokazuje powoli otaczający bohaterów świat. Na wszystko jest czas, a warstwa graficzna w pełni wykorzystuje swoje możliwości. Dla podkreślenia dynamizmu pojawia się też z dwa razy zwielokrotnienie ramion Wonder Woman podczas odbijania pocisków, ale w połowie przypadków było to dla mnie nieczytelne przez rozkład kadrów. Nic nie jest idealne. <b>Ad finitum</b> Ostatecznie mimo niepewnego startu „Wonder Woman” jest dobrym i przyjemnym komiksem. Jego różne elementy łączą się w spójną całość, a autorzy mają nam coś konkretnego do przekazania na temat wojny i pokoju. Nie znaczy to, że nie zabraknie tu refleksji nad typowymi tematami Wonder Woman jak relacje damsko-męskie, lub mniej typowymi jak sprawy rodzinne i nieśmiertelność. A zawsze można sięgnąć dla porządnego retellingu mitologii greckiej. Choć żaden mit bezpośrednio się nie pojawia, to można cieszyć się z nawiązań, zmian i remiksów. Sztuka tradycyjna opiera się na wiedzy, a może przy okazji lektury znajdzie się coś więcej. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 8 2 miesiące temu
Chew #01: Przysmak konesera John Layman
Chew #01: Przysmak konesera
John Layman Rob Guillory
🍔Ha! Szukacie czegoś naprawdę odjechanego? Ale takiego na fest? Bo jeśli szukacie, to właśnie macie. Ja zaryzykowałem. Całkowicie w ciemno. Kupiłem trzy tomy wielotomowej serii. I oto recenzja tomu pierwszego. Zapnijcie pasy! A jeśli chcecie jeszcze kiedykolwiek zjeść burgera - natychmiast to odłóżcie 😄 🍔Tony Chu to detektyw. Rasowy glina. Z jedną małą, dodatkową umiejętnością. Jest tzw. cybopatą. Zapytacie - a co to za licho? Już mówię - otóż nasz Tony odbiera mentalne wrażenia ze wszystkiego, co zje. Jak chociażby ze wspomnianego burgera. Tak że tego, wyobraźcie sobie, jak tu zjeść burgera, skoro od razu poznasz całe cierpienie świnki, z której powstał? No nie idzie. 🍔Ale nie koniec na tym. Jak myślicie, do czego taka umiejętność przydaje się w pracy policjanta? No, popuśćcie wodze fantazji, chorej fantazji. Tak, tak, już jesteście blisko! Dobra, żebyście nie pękli - kiedy Tony zje kawałek ofiary, to raz dwa się dowie, kto ją zabił! Ha! Czyż to nie piękne? Kanibalizm w służbie policji. Służbowy kanibalizm. Jakie to daje możliwości! I tak to się zaczyna 😀 🍔Rysunki są mega zajebiste i pełne humoru. Idealnie pasują do tej zwariowanej historii. Wydają się jedną, wielką karykaturą. Są urocze, prześmiewcze, oldschoolowe i odlotowe. 🍔A co dopiero, kiedy zacząłem czytać 💥 Miazga! Teksty to jeden wielki gag. Czytałem i płakałem. Ze śmiechu. Policja, ziomy, pandemia, ptasia grypa, bohater, który jest wiecznie głodny i jego kumpel z pracy, mega maksymalny kmiot. O rany 😅 "Mam też zeznania dwóch policjantów, którzy znaleźli cię siedzącego okrakiem na ciele seryjnego mordercy-kanibala, który podciął sobie gardło. Musieli zwlec cię z niego siłą, bo byłeś zbyt zajęty wgryzaniem się w jego twarz. Mógłbyś mi to wytłumaczyć?" Normalna praca w policji 😄 🍔Pominąwszy wszystko inne - ten komiks to świetny kryminał, poprowadzony z wyczuciem, z rewelacyjnymi bohaterami i bardzo czytalnym scenariuszem. Nie myślcie sobie, że praca agenta FDA to bułka z masłem! Tu trzeba tyrać, aż nogi wchodzą w d... I Chu tyra, bo ma poczucie misji! I zjada różne odcięte palce i inne, rozkładające się resztki!🤮😄 🍔To jedna wielka, komiczna komiksowa satyra na wszystko. Na nakazy, zakazy, teorie spiskowe, na państwo, na policję, na pracę, na życie, na żarcie i na wszystko. A to dopiero zeszyt numer 1! A jest ich kilkanaście! I jakie to szczęście, że mam dużo miejsca w biblioteczce 🙈 Przyznacie też, że tytuł tomu pierwszego w świetle zdolności naszego bohatera nabiera całkiem nowego znaczenia 😉 🍔Zdecydowane 9/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości) - za całą frajdę, którą miałem przy czytaniu. I zobaczymy jak się akcja rozwinie 😊 Bo to dopiero się zaczyna. Kto jest wrogiem, kto przyjacielem? Kto zdrajcą? Czy agent Chu poradzi sobie w gąszczu spisków i śmiertelnych intryg? Ile jeszcze rozkładających się psów i palców będzie musiał zjeść, żeby poznać prawdę? Ooooo rany, kupię hurtem całą resztę tej historii 🙈
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na 9 3 lata temu
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Alan Moore
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje
Alan Moore Dough Mahnke Brian Bolland Ed Brubaker
[Recenzja dotyczy wydania z roku 2012, która należy do serii "Mistrzowie Komiksu"] Oto dzieło, które znajduje się w mojej ścisłej czołówce jeżeli chodzi o ranking najlepszych komiksów o Batmanie. Alan Moore uznawany jest (według mnie jak najbardziej słusznie) za jednego z najwybitniejszych scenarzystów opowieści obrazkowych i swój kunszt pisarski potwierdza w "Zabójczym Żarcie". Do tej opowieści wracam raz na kilka lat i nawet parokrotne przeczytanie nie ujmuje niczego z jej jakości. Moore napisał kompleksowe dzieło, które teraz doceniam nawet bardziej niż w momencie kiedy zapoznałem się z nim po raz pierwszy dekadę temu. Fabuła koncentruje się na jednym z nieskończonych starć toczonych pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a jego nemezis, czyli Jokerem. Kolejny raz Klauni Książę Zbrodni ucieka z Azylu Arkham, aby urzeczywistnić wyjątkowo osobliwe przeświadczenie, które zrodziło się w jego chaotycznym i nieprzeniknionym umyśle szaleńca. Otóż według Arcywroga Batmana wystarczy tylko jeden wyjątkowo zły dzień, aby przeżyta trauma doprowadziła do obłędu każdą osobę, nawet tę najbardziej zrównoważoną i odporną psychicznie. W celu udowodnienia swojej tezy, że szaleństwo może dotknąć wszystkich, Joker tym razem przedsięweźmie wszelkie możliwe środki, żeby zniszczyć psychikę Komisarza Jamesa Gordona: najlepszego i najszlachetniejszego policjanta w Gotham City. W tym celu posłuży się jego córką Barbarą, która stanie się ofiarą wyjątkowo brutalnego ataku. Napaść na rodzinę Gordonów to tylko środek do celu jakim jest zastawienie kolejnej pułapki na Batmana, w którego poczytalność Joker nie wierzy i liczy na to, że w końcu próby obnażenia przed Zamaskowanym Krzyżowcem jego faktycznego stanu psychicznego zakończą się sukcesem. "Zabójczy Żart" to dzieło przełomowe, ponieważ było jednym z pierwszych tytułów powstałych w drugiej połowie lat 80 XX wieku, które zredefiniowały gatunek komiksów superbohaterskich wprowadzając do nich niespotykaną do tej pory fabularną jakość i głębię dzięki dojrzałemu przedstawianiu poruszanych wątków. Na uwagę w omawianym tytule zasługuje przede wszystkim postać Jokera, ponieważ to o nim tak naprawdę jest ta opowieść. Scenarzysta przedstawia genezę tego najsłynniejszego adwersarza Człowieka Nietoperza, ale oprócz świetnie poprowadzonej retrospekcji jego geniusz objawił się też w sugestii, że historia narodzin tego złoczyńcy ukazana w tym komiksie jest tylko jednym z wielu możliwych wariantów. Jeżeli chodzi o charakter i osobowość Błazeńskiego Księcia Zbrodni w niniejszej pozycji to jest to ta jego wersja, która najbardziej mi się spodobała i którą najbardziej cenię. Nemezis Batmana w interpretacji Alana Moore'a to człowiek złamany przez egzystencję w irracjonalnym świecie, pełnym okrucieństwa i braku głębszego sensu. Absurdalna rzeczywistość i rządzący nią ślepy los, które Jokerowi tak brutalnie objawiły się w chwili, kiedy doświadczył "najgorszego dnia w swoim życiu" sprawiły, że zamiast walczyć i buntować się przeciwko wszechobecnej niesprawiedliwości i stojącemu za nią złu wybrał najbardziej racjonalne rozwiązanie, jakie przyszło mu do głowy: mianowicie oszalał. W tym komiksie arcywróg Mrocznego Rycerza nie jest uosobieniem chaotycznego zła, psychopatycznym błaznem, seryjnym mordercą czy gangsterem o wyjątkowo zabójczym poczuciu humoru, tylko zrozpaczonym nihilistą, dla którego życie to chory żart. Jedynym remedium na potworność i bezsens egzystencji jest ucieczka w śmiech i obłęd, ponieważ walka jest z góry skazana na porażkę i podjęcie się jej również świadczy o pewnego rodzaju zaburzeniach psychicznych. Z tego też powodu Joker nieustępliwie próbuje udowodnić Batmanowi, że tak naprawdę obaj są szaleni, tylko każdy na swój swoisty sposób. Ten doskonale napisany konflikt światopoglądowy pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a Błazeńskim Księciem Zbrodni doprowadzi do niezapomnianej konfrontacji w zrujnowanym wesołym miasteczku, po której nic już nie będzie takie jak dawniej. Na 46 stronach mamy do czynienia z ambitną, niejednoznaczną, klimatyczną a do tego niesamowicie wciągającą opowieścią pełną symbolicznych odniesień. Alan Moore wzorowo panuje nad materią fabularną, a każda scena jest perfekcyjnie powiązana ze swoją poprzedniczką i następczynią, dzięki czemu tworzą organiczną jedność. Na osobne uznanie zasługuje zakończenie komiksu, z jednej strony niesamowicie satysfakcjonujące, a z drugiej przez swoją niejednoznaczność umożliwia wielość interpretacji. Także warstwa graficzna, za którą odpowiada Brian Bolland swoją jakością dorównuje scenariuszowi. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jaki przeczytałem, ilustracje są wręcz wybitne i zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Doskonałe projekty postaci (fenomenalny wygląd Jokera), rozmach kompozycyjny i dynamiczne przedstawienie scen akcji, a także wzorowe ukazanie emocji na twarzach bohaterów i bohaterek składają się na perfekcyjną kreskę. Posiadam wersję "Zabójczego Żartu", w której rysownik własnoręcznie pomalował swoje plansze i osobiście dużo bardziej niż oryginalne kolory wykorzystane przez Johna Higginsa podoba mi się paleta barw wybrana przez Briana Bollanda, ponieważ dużo bardziej pasuje ona do klimatu całej opowieści i korzystnie wpływa na tę specyficzną atmosferę, jaką niniejsza pozycja może się poszczycić. Ten komiks pomimo genialnego scenariusza nie byłby aż tak udany, gdyby był narysowany przez inną osobę. Recenzowany tytuł to obowiązkowa pozycja dla fanów i fanek Batmana i/lub Jokera, a także wszystkich osób ceniących ambitne historie obrazkowe z pięknymi ilustracjami. Jest to komiks, który poleciłbym wszystkim nieprzekonanym do opowieści superbohaterskich. Jeszcze raz podkreślę, że Alanowi Moore'owi udało się napisać, a Brianowi Bollandowi narysować jedną z najlepszych powieści graficznych o Mrocznym Rycerzu, jakie powstały. Z pewnością jest to najlepsza historia, w której Joker jest ważną postacią i pełni w fabule istotną rolę. Jeżeli ktoś miałby w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to powinien być to właśnie "Zabójczy Żart".
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 10 2 miesiące temu
Kryzys tożsamości Brad Meltzer
Kryzys tożsamości
Brad Meltzer Rags Morales Alex Sinclair Michael Bair
Wpadłem ostatnio mocno. W wir nowości, w permanentne śledzenie zapowiedzi, gorączkowe planowanie zakupów. Jakże łatwo się w tym zagubić, czytać średnie i średnie plus nowości, zapomnieć o tym, że są jeszcze Ważne Komiksy do przeczytania. Czasem jednak się udaje po nie sięgnąć, w dużym stopniu za sprawą warszawskiej Biblioteki Komiksowo. Toteż złapałem ostatnio “Kryzys tożsamości”, często wymieniany jako jeden z bardziej wartościowych komiksów ze stajni DC. Jego wyjątkowość ma polegać na tym co zwykle, czyli na Świeżym Podejściu do Superbohaterów, na uczłowieczeniu ich, pokazaniu bardziej obyczajowych dramatów i wyzwań. Jednak na początku wita nas ohydna kreska. Dobra, jestem uprzedzony trochę. Jest szczegółowa, dynamiczna, zrozumiała, to po prostu ta kiczowata, pstrokata kreska superhero lat dziewięćdziesiątych, której szczerze nie znoszę. Na tym tle nie ma pozytywnych zaskoczeń. Na poziomie scenariusza, cholera, są. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci żony jednego z mniej znanych superbohaterów, po której rozpoczyna się śledztwo (również wewnętrzne), budzi się nieufność, ale i strach o bliskich, których przecież nikt nie ma prawa mieć na celowniku, temu w końcu ma służyć ukrywanie tożsamości. To dość tragiczna historia, która zaiste z innej perspektywy patrzy na instytucję superbohaterów. Mimo ogromnej gwardii postaci, komiks ma w sobie ogrom intymności, opiera się w dużym stopniu na (zaskakująco wiarygodnych) dialogach. Widzimy tu bohaterów rozdartych, bohaterów złych, pogrążonych w żałobie, przerażonych. Widzimy żywe, przyziemne relacje. Pojawiają się tu też zaskakująco ponure, szokujące, ciężkie tematy i rozwiązania fabularne. Ktoś może powiedzieć, że próbują na siłę szokować, ale mną na pewnym poziomie ten komiks autentycznie wstrząsnął. A na pewnym wzruszył. Jest to też w końcu na pewnym poziomie naprawdę przyzwoity i sprawnie poprowadzony kryminał. To historia intensywna emocjonalnie, pełna żalu, przestrzeni na przemyślenia, opowiedziana z wyczuciem i delikatnością. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 1 rok temu
Noe. Za niegodziwość ludzi Niko Henrichon
Noe. Za niegodziwość ludzi
Niko Henrichon Darren Aronofsky Ari Handel
Arka Noego przewija się w kulturze dość często, tak samo jak związana z nią wizja potopu zesłanego przez Boga, aby wygubić zdeprawowaną złem ludzkość. Sama postać Noego często jest uosabiana z bogobojnym, starszym mężczyzną, który miał tak dobre serce, że Bóg postanowił go ocalić. Jego i zwierzęta, które były niewinne. Taki obraz znamy z Starego Testamentu, ale kim tak naprawdę był Noe, tego nikt nie wie. Darren Aronofsky przedstawia nam swoją wizję tego wielkiego człowieka, wojownika o twardym, ale też szlachetnym sercu, który mimo wątpliwości, zawsze jest gotów zawierzyć w osąd Pana. Za niegodziwość ludzi to pierwszy tom mini-serii składającej się w sumie z czterech albumów, opowiadających historię Noego w fikcyjnym świecie, który w przerażający sposób przypomina naszą współczesną, a może przyszłą, Ziemię. Nie mamy tutaj do czynienia z typowym religijnym obrazem, nafaszerowanym przesłaniami współczesnego Kościoła Katolickiego, ale z dramatem ludzkim, tak bardzo bliskim tym, które na co dzień rozgrywają się w rzeczywistości. Jak to wypadło? Dla jednych genialnie, dla innych obrazoburczo. Historia Noego w kreacji Aronofsky'ego jest z pewnością kontrowersyjna, jednak czy tak naprawdę fałszywa. Fabuła rozgrywa się na bliżej nie określonej planecie, zamieszkiwanej przez ludzi. Ci doprowadzili ją na skraj ruiny i śmierci, zamieniając niegdyś żyzne ziemie oraz lasy w niemal martwe pustkowia, z których wyrastają plątaniny stalowych ruin, wielkich konstrukcji - pozostałości po cywilizacji, którą kiedyś wznieśli i ostatecznie sami zniszczyli w wyniku bratobójczych wojen.W tym świecie żyje Noe wraz swoją rodziną. Wyłamuje się on z ogółu społeczeństwa, gdyż jego ojciec wpoił mu nauki jak być prawym i oddanym Panu człowiekiem, wykształcił z zakresu medycyny, ale też i rzemiosła wojennego, aby mógł strzec swoich bliskich przed niebezpieczeństwem. Noe od jakiegoś czasu ma sny w których widzi jak jałową ziemię zalewa fala deszczu i wszystko ginie w potopie. Uznaje że to ostrzeżenie dla ludzi od Pana i wyrusza do Bab-ilim, miasta ludzi, w którym wznosi się gigantyczna wieża. Jednak sprawy przybierają niepomyślny obrót, zaś Noe targany pytaniami zabiera rodzinę do miejsca swoich przodków, na górę Ararat, nie wiedząc jeszcze jakie Pan wyznaczył mu zadanie. Fabuła płynnie nawiązuje do przypowieści o biblijnym Noe i jego rodzinie, ale jest wzbogacona o wiele wątków fabularnych, które pozwalają lepiej zrozumieć czytelnikowi postępowanie tej postaci. Mamy tutaj do czynienia z znachorem i wojownikiem w jednej osobie, co widać najbardziej podczas sceny wizyty w Bab-ilim, gdzie ludzie nazywają go magiem. Noe to bardzo wykształcony człowiek, który wie gdzie szukać pożywienia, jak zbudować schronienie oraz jak walczyć aby nie zabić, a jednocześnie strzaskać rękę przeciwnikowi. Mamy tu zatem człowieka twardego i zdawać by się mogło okrutnego, przez praktyczne podejście do przetrwania w zniszczonym świecie, ale jednocześnie czułego, opiekuńczego i delikatnego, ratującego wszelkie życie. Zupełnie inaczej wygląda ludzki motłoch, zamieszkujący największe miasto na planecie, który doprowadził niemal do jej zagłady. Żarłoczność mieszkańców miasta jest tak olbrzymia, że wysuszyli oni rzeki, zamienili lasy w pustkowia, zaś zwierzynę niemal wybili. Nie dla mięsa czy skór, a często dla rogów, wierząc że te maja magiczne zdolności. Za swój obecny stan ciągle obwiniają Pana, który się od nich obrócił pozostawiając ich na tym pustkowiu. Nie próbują nawet zrozumieć że sami stworzyli piekło w którym żyją, zaś ostrzeżenia Noego tylko potęgują w nich gorycz. Na tle tego wszystkiego genialnie spisał się rysownik w osobie Niko Henrichona, który przelał na plansze przerażający obraz jałowej i spustoszonej słońcem planety. Metalowe ruiny bliżej nie określonych konstrukcji, które zapewne kiedyś wznosiły się aż do nieba, skaliste pustynie oraz wielkie, brudne i ciągle głodne miasto, sprawiają że czytelnik czuje lekkie przerażenie. Bo to co jest na kartach komiksu, może kiedyś w przyszłości zdarzyć się w prawdziwym życiu. Kreska przy tym jest poprowadzona bardzo przejrzyście i nadaje sporo realizmu zarówno postaciom jak i obiektom, przez co album prezentuje się genialnie od strony graficznej. Samego tekstu jest celowo mało, gdyż autorzy zapragnęli przekazać swe przesłanie obrazem, co powoduje że rysownik stał się po części scenarzystą, zaś czytelnik może podziwiać przez większość zeszytu, przepięknie wykonane plansze, samodzielnie analizując ich treść. Ciekawie przedstawiono też w drugiej połowie albumu mityczny lud Strażników, jednak tą krótką historię, jednak bardzo istotną dla serii, czytelnik powinien poznać sam. Noe to naprawdę rewelacyjnie zapowiadająca się mini-seria, zaś pierwszy tom pozostawia niedosyt i chce się od razu sięgnąć po kolejny. Obecnie jest to jak najbardziej możliwe, gdyż wszystkie albumy już się ukazały. Z początku może się wydawać, że mamy tutaj za mało tekstu, jednak ta historia jest w dużej mierze przekazana obrazem, zaś wydanie 37 zł za 70-cio stronicowy, duży album, z pięknymi planszami, jest naprawdę małym wydatkiem. Jeśli ktoś lubi fantastykę bez wahania powinien sięgnąć po tą serię. Nie należy na nią patrzeć przez pryzmat religii, tylko zwykłego ludzkiego dramatu, bo tak naprawdę o tym jest ta seria. O niegodziwości ludzi i jedynym sprawiedliwym, który się im przeciwstawił.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I