rozwiń zwiń

Mąż za tysiąc złotych

Okładka książki Mąż za tysiąc złotych
Stefan Wiechecki Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Cykl: Wiech - opowiadania przedwojenne (tom 3) literatura piękna
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Wiech - opowiadania przedwojenne (tom 3)
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8389640252
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mąż za tysiąc złotych w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mąż za tysiąc złotych

Średnia ocen
7,5 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
638
584

Na półkach:

Niekoniecznie przepadam za stolicą - szczególnie doby współczesnej - ale Warszawa Wiecha to zupełnie inna jakość. Takiej Warszawy nie da się nie lubić. Nawet jeżeli nie ma w niej metra. Jest za to mnóstwo atrakcji. Przykładowo kobieta za sfałszowanym biustem podróżująca pociągami kolei podmiejskiej. Czy tajny detektyw Beniek Rotszpic dbający o moralność dziewki upadłościowej Ziuty Fijoł. Czy historia kupca łokciowego, niejakiego Moryca Alpesinera, który poczuł miłość ogłoszeniową do panny Cipy Ryps, która chlubiła się tytułem pierwszej Miss Muranowa. Czy historia hrabiny z Kutna, pani Marcysi Żołądek, która zapałała miłością filmową do reżysera Wacława Kijanka.

Niekoniecznie przepadam za stolicą - szczególnie doby współczesnej - ale Warszawa Wiecha to zupełnie inna jakość. Takiej Warszawy nie da się nie lubić. Nawet jeżeli nie ma w niej metra. Jest za to mnóstwo atrakcji. Przykładowo kobieta za sfałszowanym biustem podróżująca pociągami kolei podmiejskiej. Czy tajny detektyw Beniek Rotszpic dbający o moralność dziewki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

76 użytkowników ma tytuł Mąż za tysiąc złotych na półkach głównych
  • 42
  • 34
22 użytkowników ma tytuł Mąż za tysiąc złotych na półkach dodatkowych
  • 15
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Stefan Wiechecki
Stefan Wiechecki
Polski pisarz, publicysta i dziennikarz. Rodowity Warszawiak. W młodości grywał w sztukach teatralnych (pod pseudonimem Stefan Gozdawa). Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i został odznaczony Krzyżem Walecznych. Publikował w "Kurierze Warszawskim", "Kurierze Czerwonym", a podczas II wojny światowej w "Powstańcu". Zasłynął z barwnych felietonów, w których występowały barwne fikcyjne postaci, np. Teoś Piecyk, Szwagier Piekutoszczak, Walery i Gienia Wątróbka, Ciotka Kuszpietowska. Wybrane dzieła: "Znakiem tego" (1936), "Cafe pod Minogą" (1947), "Szafa gra" (1955), "Maniuś Kitajec i jego ferajna" (1960), "Piąte przez dziesiąte" (1970), "A to ci polka!" (1974). Żona: Leokadia Fałdowska (od 1923).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hordubal; Meteor; Zwyczajne życie Karel Čapek
Hordubal; Meteor; Zwyczajne życie
Karel Čapek
Zaskakująca książka, zwłaszcza jeśli przeczytało się Inwazję jaszczurów,czy Fabrykę absolutu. Trylogia jest całkowicie odmienna, skupiona na życiu wewnętrznym człowieka, filozoficzna i refleksyjna. ,, Hordubal'' to historia człowieka który po ośmiu latach wraca z Ameryki i odkrywa, że żona dopuściła się zdrady. Opowieść kończy się morderstwem Hordubala i procesem żony i jej kochanka. Ta sama historia inaczej wybrzmiewa w relacji różnych świadków. Autor pokazał jak różne może być spojrzenie kilku osób na tą samą sprawę . ,,Meteor'' to opowieść o mężczyźnie,który uratował się z płonącego samolotu. Tu z kolei pacjenci szpitala ,do którego trafił ten mężczyzna nie wiedząc nic na jego temat tworzą różne historie jego życia. Ta część w mojej ocenie była najsłabsza. ,, Zwyczajnie życie '' opowiada o pewnym kolejarzu i jego pamiętniku. Bohater postanowił spisać historię swojego zwykłego życia, ale w trakcie pisania odkrył, że siedzi w nim kilka różnych osobowości i niekoniecznie to życie było takie zwyczajne i spokojne. Z jednej strony osiągnął spokój i szczęście, ale podświadomie pragnął zdobyć więcej, być ,, kimś '' i uświadomił sobie, że dążył do tego różnymi sposobami. Trzecia twarz tego człowieka to hipochondryk, rozpieszczany przez matkę a potem przez żonę. Każda z tych osobowości dochodziła do głosu ,więc mężczyzna toczył sam że sobą wewnętrzny dialog , chcąc ustalić które jego oblicze jest prawdziwe. ,, Zwyczajnie życie '' podobało mi się najbardziej, zasługuje na 10 gwiazdek. Myślę, że fani Karela Capka powinni sięgnąć po tą trylogię.
YAGAES - awatar YAGAES
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Zakochany złodziej Stefan Wiechecki
Zakochany złodziej
Stefan Wiechecki
Jak mówi indeks nazw umieszczony na końcu tego tomiku, “Zakochany złodziej” to była popularna przed wojną piosenka śpiewana przez Adama Astona (muz. H. Wars, tekst: Emanuel Schlechter i Ludwik Starski). Ten tytuł ma też jeden z umieszczonych w książce tekstów, w których pewien młody złodziejaszek ukradł swojej ukochanej duży kwiatek, w równie dużej doniczce. Tenże właśnie kwiatek “wsadził” owego romantyka do więzienia i tak się skończyło romantykowanie. Wszystkie teksty napisane przez Wiecha mają niepowtarzalny urok, chociaż wszystkie mają zatarg z prawem w tle. A to ktoś kogoś okradł i próbuje bałamucić sąd dla złagodzenia kary, albo ktoś opowiada o znajomym, co psa wypożyczał do reprodukcji, i ktoś mu go porwał. ⚖ Ludzkie sprawy To ludzkie codzienne sprawy, małżeńskie kłótnie i awantury o przepijanie rodzinnych dóbr. Wiech pisze o ludziach zwykłych, kelnerach, rzemieślnikach, paniach domu, przekupkach, młodzieży spod bloku. Opisuje ich przepychanki i większe bijatyki, drobne kradzieże, zniszczenia mienia, zakłócanie spokoju, oszustwa i inne drobne przestępstwa. Zwykle kończyły się one na sali sądowej, gdzie “wysoka eksmisja” wlepiała kilkadzieścia złotych kary, albo kilka dni aresztu. Teksty te są zainspirowane prawdziwymi rozprawami sądowymi, wszak to życie pisze najlepsze historie. Wiechecki miał dobrą okazję do podłapywania tych czasami nieprawdopodobnych scenek, ponieważ przez II Wojną odbywał staż w dwóch gazetach warszawskich, właśnie jako sprawozdawca sądowy (Wiki). Dzięki temu powstały króciutkie opowiadanka, które przed wojną zostały wydane w kilku tomach (Syrena w sztywniaku, Ja Panu pokażę!, Piecyk i spółka, czy Wysoka eksmisjo). ⚖ Krótkie anegdotki Ze względu na specyficzną formę, lektura tomu Zakochany złodziej nie była specjalnie łatwa. Zastanawiałam się jak to czytać, żeby dotrwać do końca, ale się zanadto nie zmęczyć. Bo chociaż świetne są te tekściki, to trudno przeczytać na raz więcej niż kilka. Każdy jest z innej mańki, trudno się wczuć, poznać bohaterów, wciągnąć, tylko rach-ciach i koniec. Tu by się przydało codziennie, po kilka anegdot, regularnie, posmakować i podoceniać cuda gwary warszawskiej. Niestety nie jestem w to dobra. Albo czytam książkę na raz, albo męczę ją miesiącami, jak nie latami. Na szczęście Wiech pisze tak, że z chęcią wracałam do kolejnych historyjek. Gdyby kroniki policyjne ze współczesnych gazet tak wyglądały… ale dzisiejsze mogą się schować (nie żebym czytała je jakoś często, hehe). Nigdy zresztą nie byłam fanką takich rubryk i nic dziwnego – nie były pisane przez Wiecheckiego. Autor potrafił każdą sytuację obrócić w zabawną anegdotę, nawet jeśli pomiędzy wierszami pokazują dość żałosny stan przedwojennego społeczeństwa. Przez chwilę kusiło mnie, żeby sprawdzić statystyki przestępczości z dwudziestolecia, ale uznałam, że nie chcę. Wolę te krótkie historyjki traktować jako zabawne anegdotki. Nie potrzebuję upoważniać ich na siłę i ustawiać w kontekście prawdziwego świata. Szczególnie, że choć inspirowane prawdziwymi sytuacjami, to na pewno są podkoloryzowane. Wszak nie o zgodność faktograficzną tu chodzi, a o trochę rozrywki i odrobinę refleksji nad problemami ludzi.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 9 3 lata temu
Krzyż Południa Jerzy Krzysztoń
Krzyż Południa
Jerzy Krzysztoń
Opisane w tej książce zdarzenia i przeżycia są autentyczne. Pisarz Jerzy Krzysztoń doświadczył wywózki do ZSRR w 1940 r. i tułaczki po świecie tak jak wielu naszych rodaków. Po wielu latach pisarz poczuł, że musi oddać sprawiedliwość ludziom, którzy doświadczyli podobnego do jego losu. Przejmująca jest ta książka, zarówno ze względu na tematykę, jak i osobiste losy Jerzego Krzysztonia. W książce stykamy się również z wielką tragedią osobistą, którą autor opisuje szczerze i bez znieczulenia. W „Krzyżu Południa” poznajemy całą galerię postaci rzuconych w wir nieubłaganej historii i naznaczonych piętnem wygnańców bez swojego miejsca na ziemi. Książka była pisana w warunkach obowiązujących w PRL-u, gdy obowiązywała cenzura i zakaz pisania o tym fragmencie historii naszego kraju. Być może najbardziej uspokoi nas po lekturze motto książki, które sygnalizuje, że pisarz pogodził się z historią i ciężkimi przeżyciami, wybaczył straty i rany, których doznał. I z tą nadzieją pozostańmy, choć jego samobójcza śmierć skłania nas do przypuszczenia, że jego trauma z lat dzieciństwa nigdy go nie opuściła, niestety. "Bądź szczęśliwy. Nie żałuj niczego. Nie oczekuj niczego... To, co ma ci się przydarzyć, jest zapisane w księdze, której karty odwraca ślepy wiatr wieczności” Omar Khayyam Ps. Pojawienie się powyższej książki na rynku (1983 r.) wywołało „burzę z piorunami”. Protestowała ambasada radziecka. Prezes wydawcy Czytelnika wzywany był na dywanik i nakazano wycofanie z księgarń nakładu, ale to było niemożliwe, bo natychmiast się rozszedł. Po wydaniu tej książki żona Halina chodziła po księgarniach i pytała, czy jest „Wielbłąd na stepie”, jeden z pracowników odpowiedział: „Na stepie to może on jest, ale w księgarniach to z pewnością nie”. Nic dodać, nic ująć. Polecam serdecznie.
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na 10 1 rok temu
Stary człowiek i pan Smith Peter Ustinov
Stary człowiek i pan Smith
Peter Ustinov
Bóg, doświadczywszy nietypowego raczej dlań zwątpienia (o ile w ogóle możemy o tym rozstrzygać), wzywa szatana, żeby wybrać się z nim w podróż i stwierdzić, jak też rozwinęła się ludzkość, którą stworzył. Spotykają się w Waszyngtonie, gdzie, niemal od razu stają się obiektem zainteresowania władz, a to za sprawą fałszywych banknotów, które Stwórca wyciąga z kieszeni w obliczu konieczności. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to Pan Bóg, do którego przywykliśmy. W jakim stopniu ma to związek z jego ludzką postacią, którą przybrał, trudno osądzać, w każdym razie jego wszechwiedza ograniczona jest chwilową pojemnością pamięci, a jego wszechmoc - chwilową dyspozycją. Okazuje się też być zaskakująco podatny na wpływy pana Smitha, czyli szatana. W istocie, tych dwóch bohaterów jest ukazanych raczej jako starzy dobrzy znajomi, którzy mają co prawda przeszłość niepozbawioną zgrzytów, lecz w gruncie rzeczy są serdeczni i uzupełniający się. Pada wręcz kilkakrotnie sugestia, że obaj ściśle się uzupełniają, że wręcz istnienie jednego, warunkuje sens istnienia drugiego. Trudno jakoś jednoznacznie określić tą powieść. Może jest bluźniercza, ale jest ono raczej natury teologiczno-dogmatycznej, nie rzuca się tak bardzo w oczy. Z pewnością człowiek zorientowany w temacie dostrzeże kilka takich punktów rozbieżnych z nauką Kościoła. A jednocześnie Autor prezentuje nam kilka głębokich, a wcale nieoczywistych prawd, jak np. te, że Bóg jest w istocie jeden i ten sam, we wszystkich religiach. Myślę, że tą wizję dobrze charakteryzuje filozofia deistyczna. Moją uwagę zwróciły też portrety bohaterów trzecioplanowych, bardzo zróżnicowanych, z których każdy miał coś ciekawego do powiedzenia. Sądzę, że zamysłem Autora nie było sportretowanie Boga i szatana, lecz nas samych, ludzi, naszych czasów, w których, jak ubolewa (!) szatan, nawet występek stał się płytki, pozbawiony głębi, na sprzedaż. W istocie dziwny otrzymujemy portret ni to prawdziwy, ni sztuczny, ni frapujący, ni komiczny.
Marcel Baron - awatar Marcel Baron
ocenił na 6 7 lat temu
Cierpienia księcia Sternenhocha Ladislav Klíma
Cierpienia księcia Sternenhocha
Ladislav Klíma
Cóż to była za powieść! Szalona i dzika, prawie że surrealistyczna, perwersyjna i mroczna, gotycka, weirdowo-bizarna historia, świetnie opowiedziane studium narastającego obłędu, dzieło eksplorujące motyw winy, kary i – przede wszystkim – niedającego spokoju sumienia, tego straszliwego uczucia, przez które cierpi ów książę! Ladislav Klima, Czech żyjący w latach 1878–1928, w roku swojej śmierci zdążył jeszcze opublikować właśnie „Cierpienia księcia Sternenhocha”. I co z tym biednym księciem – dlaczego tak cierpi, skąd u niego ten ból? Wiadomo – przez kobietę. Spętany jakąś tajemną siłą, czymś szatańskim, kierowany pobudkami zupełnie nieracjonalnymi, Helmuth postanawia poślubić niejaką Helgę, osobliwą kobietę: milczącą, zawstydzoną, wychudzoną, beznamiętną i bezwolną… Szybko jednak zaraz po ślubie Helga zmienia swoje oblicze i przeradza się w… Helgę-Demonę! Z powodów, które wyjawia mężowi, temu biednemu Sternenhochlikowi, jak mianują go tu czasem, kobieta przechodzi nieodwracalną transformację i staje się szatanem, diabłem wcielonym, demoną realnie zagrażającą życiu wszystkich, którzy postanowią się jej sprzeciwić. Z tego względu do pewnego momentu powieść kojarzyła mi się trochę ze słynną „Alrauną” Ewersa: rzeczywistość zdegenerowanej arystokracji, obdarzona tajemnymi mocami femme fatale, wątki sadomasochistyczne, rozbuchana erotyka, a wreszcie też ogromna dawka czarnego, skatologicznego i wulgarnego humoru (tego ostatniego jest tu nawet więcej niż u Niemca). Później powieść nasyca się wątkami filozoficznymi oraz quasi-mistycznym obrazowaniem i nic to też dziwnego, bo Klima zajmował się mocno filozofią (podobno szczególnie, i bardzo na serio, cenił nietzscheański ideał nadczłowieka). W powieści przeczytamy o takich rzeczach, jak: dzikie spółkowanie Helgi ze zwierzakami, wpychanie ubrudzonej kałem skarpety do ust, absurdalne zalecenia berlińskiej wiedźmy czy ciskanie knedliczkami w Czechów w celu ich militarnego powstrzymania. Klima nie patyczkuje się z nikim i ze swobodnym uśmiechem pozwala sobie na wszystko: wprost pisze o tym, jak Helga wymiotuje po próbie ucałowania swojego „urodziwego” męża, jak ten obrzuca ją wszelkimi możliwymi inwektywami albo jak „dostaje sraczki jak Diana” lub „rzyga jak mops”. Sam ojciec Helgi-Demony – już na pierwszych stronach dzieła! – mówi o niej, że to „straszydło” i dodaje: „Diabli wiedzą, co za pokurcz czy żółwi samiec albo bagienny duch wyruchał moją starą”. No, tego się czytelnik z początku nie spodziewa! A jednocześnie w powieści nie brakuje mroku, gotycyzmu, szaleństwa – które w pewnym momencie zupełnie uniemożliwia już odróżnienie prawdy od majaków (powieść to zapiski księcia) – nekrofilskiego obrazowania i epatowania brutalnością (włącznie z mordowaniem niemowlaków). Dzieło Klimy nie jest utworem długim, ale zdecydowanie zapadającym w pamięć. Do pochłonięcia – w kilka wieczorów. Do rozważania – na wiele tygodni!
M_Plejump - awatar M_Plejump
ocenił na 8 2 lata temu
Dziecko salonu Janusz Korczak
Dziecko salonu
Janusz Korczak
"Spętaliście mi czyny, ale myśli bujały swobodnie, bo troskliwość wasza nie sięgała aż tak głęboko. Bo nie zagłębialiście się nigdy bardziej niż w jamę ustną, czy jem i muszlę uszną, czy czysta" Co jakiś czas, pewnie długi to czas, rodzi się taki ktoś jak Janusz Korczak i jak bohater tej książki, Janek. Ktoś, kto ma jakoś specyficznie zaburzoną hierarchię instynktów. Ktoś, u którego egoistyczny instynkt samozachowawczy z powodzeniem ustępuje pola działania empatii i altruizmowi. Janek, syn bogatego fabrykanta i kupca, właśnie wrócił z a granicy, gdzie, powiedzmy, że rozglądał się po świecie. Ojciec oczekuje teraz od swego syna, że zajmie się czymś konstruktywnym, że będzie w końcu człowiekiem. A Janek odpowiada: "Chcę, żebyś był człowiekiem, po co ? i co to znaczy "być człowiekiem ?" Młody mężczyzna nie potrafi się odnaleźć w otaczającej go rzeczywistości, cierpi, powiada: ""Uczyli mnie szukać logarytmów i sodu w rozczynie i nerwów na trupie, ale jak szukać duszy, kiedy zaginie ?" W końcu postanawia, że napisze książkę, o tych najbiedniejszych, najmłodszych i tych najczęściej niemających nic do gadania. Zatrudnia się jako nauczyciel dzieci biedaków, to co tam widzi niemal urąga wszelkiemu człowieczeństwu. Bieda, nędza, i wykorzystywane do ciężkiej orki dzieci, których potrzeb nawet tych najmniejszych, elementarnych, nikt nie zaspokaja. Książka jest o dzieciach, ale na pewno nie dla dzieci, jest moim zdaniem zbyt drastyczna, jak na młode dziecięce umysły. Pełno w niej filozoficznych rozważań, czasem mocno splątanych i brzmiących jak rojenia wariata. Rozedrganych i niełatwych w odbiorze. Powieść zawiera też w sobie wątki autobiograficzne. To niełatwa pozycja, pod żadnym względem, ale moim zdaniem warta przeczytania, "poczują ją" zwłaszcza ci wrażliwsi. P.s Rozdział o gramatyce rewelacyjny 👍
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 8 4 lata temu
Opowiadania fantastyczne Henryk Vogler
Opowiadania fantastyczne
Henryk Vogler
Przypadkowy zakup z bazarku, który okazał się miłym zaskoczeniem. Po tytule spodziewałem się kilku sztampowych dla polskiej prozy okresu PRL opowiadań: dalekich krewniaków twórczości Lema, może jakiejś antyutopii a'la Huxley czy Zajdel. Wspaniałe jest to, że sromotnie się myliłem! Opowiadania są niesztampowe, napisane stylem który jest wyraźną sygnaturą autora. Jest nieco zmanierowany, ale nie ujmuje to samej prozie. Większość z podanych historii zaczyna się w jakimś punkcie mocno zakotwiczonym w realizmie politycznym i społecznym polskich lat 60-tych. Autor świetnie rysuje to tło, tworzy też ciekawe punkty startowe dla serwowanych opowieści. Im bardziej w głąb historii, tym bardziej popadamy w onirycznie i naturalistyczne narracje, wyrywające bieg wydarzeń z ram znanej nam rzeczywistości. I to chyba jest największa siła pozycji - absurd, surrealizm, kontrast w jakie popadamy zagłębiając się w każde z opowiadań. Nie brakuje też świetnie zakamuflowanej krytyki ustroju. Główną bolączką opowiadań jest brak finezji autora w podawaniu pointy w większości historii. Na mój gust clue programu następuje zbyt szybko i jest nam ujawniane zbyt łatwo. Wiele fabuł ze zbioru ma potencjał na lepszą umysłową gimnastykę dla czytelnika, której autor jednak nie podejmuje. Wyjąwszy te defekty - ostatecznie polecam przeczytać! Oryginalności tu z pewnością nie brakuje.
Pan_S - awatar Pan_S
ocenił na 7 4 miesiące temu
Małomówność lady Anny i inne opowiadania  Saki
Małomówność lady Anny i inne opowiadania
Saki
Przystępując do lektury tych króciutkich, ale w ilości ogromnej, opowiadań wiedziałem, że się nie rozczaruję. Często mnie przeczucie zawodzi, ale nie tym razem. Uśmiałem się w paru miejscach zdrowo, a w niektórych poczułem dreszczyk grozy, niepewności. Nie umiem wskazać najlepszego opowiadanka ze zbioru, ale mniej więcej 70% to miniatury co najmniej bardzo dobre, toteż każdy znajdzie coś dla siebie. I nieważne czy opowiadanie jest o gadającym kocie, który powie to i owo o gospodarzach i ich słabościach („Tobermory”), czy o młodym wilkołaku („Gabriel-Ernest”), o reinkarnacji kobiety w zwierzę („Laura”), o drzwiach przez które mogą przejść kiedyś umarli i zaskakującej tego pointy („Otwarte drzwi”), o dwóch łgarzach, którzy nigdy nie dojdą do porozumienia („Łgarze”), o skutku kłamstw pewnego blagiera („Siódmy kurczak”), kobiecie z amnezją („Wakacyjne zadanie”), o przygodzie w zagubionym wagonie pociągu wśród zimy i wilków („Imieniny”), o zaginięciu/porwaniu pewnej ciotki („Zniknięcie Crispiny Umberleigh”), skutkach zabicia kota („Pokuta”), czy gorzki traktat o naszym życiu, jakie ono jest bezcelowe, o życiu w klatce („Życie w niewoli”) - tematyka różnorodna, wprost rozsadza książkę. Przeważnie towarzyszy temu śmiech, czasem gdy dochodzimy do zaskakującego finału, który bywa niekiedy okrutny jak w opowiadaniu tytułowym, ale że całość napisana jest z lekkością, niekiedy z cynizmem, a niektóre sceny są żywcem wyjęte z Monty Pythona – radość z obcowania z tymi opowiadaniami jest niewątpliwa. Z pewnością wrócę jeszcze do co niektórych tekstów, a książka trafi na półkę, nie do pudła, w zapomnienie. O nie!
abel - awatar abel
ocenił na 8 4 lata temu
Szaman Morski Karol Olgierd Borchardt
Szaman Morski
Karol Olgierd Borchardt
Mało co niesie z sobą tyle romantyzmu i świeżości, co morskie opowieści. Do pracy na statkach ciągną specyficzni ludzie, bo statek to nie tylko miejsce pracy ale dużo, dużo więcej. Błąkanie się tygodniami i miesiącami po oceanach czyni z jednostki pływającej dom, restaurację, sypialnię, knajpę i namiastkę wszystkiego, co zostawiamy na lądzie. Najważniejsze – kawałek własnej ojczyzny, pływającą ambasadę i reprezentacyjną wizytówkę kraju. Nic dziwnego, że kapitanem takiego cuda musi być człowiek wielki i niezłomny – pierwszy po Bogu, Prezydent, Premier, Prezes i Dyrektor w jednej szanownej osobie. Autor miał szczęście pływać pod rozkazami niebanalnych i absolutnie wyjątkowych kapitanów – Mamerta Stankiewicza i Eustazego Borkowskiego. Dziś z takimi imionami już nie potrzebowaliby nazwiska! Stankiewicz zasłużył sobie na opowieść w „Znaczy kapitan”. W „Szamanie” rządzi niepodzielnie Kapitan Borkowski. Człowiek wielki ciałem i duchem, niezrównany bajarz, szaławiła i mistrz konfabulacji, jakby chodził do jednej szkoły z baronem Munchausenem. Co najmniej połowa jego biografii ginie w mrokach historii i niedopowiedzeniach , za to ta znana część stała się już legendą. Na pewno z trochę z powodu megalomanii i skłonności do zmyślania imć Pana Eustazego, ale w ogromnej mierze dla jego faktycznych przymiotów i zdolności. Już samo to zadziwia, że po 10 latach spędzonych jako szofer, przesiadł się z paryskiej taksówki wprost na kapitański mostek, do tego władał kilkunastoma językami, miał mnóstwo fachowej wiedzy (często maskowanej pod pokładami kabotyńskich przechwałek), a przede wszystkim – galanterię starej przedwojennej szkoły, maniery i niebotyczne poczucie humoru. Uśmiałam się nie raz przy tych morskich opowieściach i miałam przed oczami tego ogromnego faceta z jeszcze większym nochalem i jego huczący niczym syrena okrętowa głos „Kochaaaaany mój…” Trochę szkoda, że minęły już czasy polskich triumfów w żegludze śródatlantyckiej, wspaniałych liniowców, eleganckich, nieśpiesznych podróży między kontynentami. Stary poczciwy „Batory” już dawno poszedł na żyletki, a co dopiero mówić o wysłużonym starowince „SS Kościuszko”… Oczywiście obowiązkowo z dwoma kominami, kapitan Borkowski nie mógł pływać innym!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 28 dni temu
Most Królowej Jadwigi Jerzy Sulima-Kamiński
Most Królowej Jadwigi
Jerzy Sulima-Kamiński
Napisana niezwykle barwnym językiem, wspaniała powieść o dorastaniu i dojrzewaniu w "mieście kresowym" (tak we wstępie zdefiniował miejsce akcji sam autor). Chodzi o kresy zachodnie, dlatego miasto jest trochę niemieckie, trochę polskie i jeszcze na dokładkę trochę żydowskie. Sami Polacy nie są tu monolitem. Miejscowi modlą się po polsku, bo tak nauczyli się w polskich kościołach ale liczą po niemiecku, bo tak nauczyli się w niemieckich szkołach. Napływowi to "bose antki", wg miejscowych łasi na stanowiska i przywileje. Akcja rozciągnięta jest na dwie dekady, od połowy lat 30-tych aż do "odwilży gomułkowskiej". Od czasów sanacji, poprzez niemiecką okupację aż po zarazem straszne ale i trochę groteskowe czasy stalinizmu. Tryby wielkiej historii kręcą się a bohater i jego rodzina żyją swoimi małymi wielkimi problemami. Powieść momentami rozśmiesza do łez, momentami zasmuca i zmusza do zastanowienia się nad różnymi sprawami. Mnie zostawiła z takim przemyśleniem, że cała ta martyrologia jaką przypisuje się naszemu narodowi, cała ta rzekomo wspólna heroiczna historia to tak naprawdę doświadczenie tylko części z Polaków. Nie znajdziecie niczego "heroicznego" w tej powieści. Ta książka to hołd dla zwykłych ludzi, "tutejszych", którzy chcieli godnie przetrwać ciężkie czasy i zwyczajnie przeżyć. Naprawdę piękna i mądra powieść. Mocno osadzona w konkretnym miejscu (Bydgoszcz) ale nie myślcie, że na moją ocenę wpływa jakiś lokalny sentyment. Ja jestem tylko potomkiem biednych, napływowych "galicyjoków" :)
Killick - awatar Killick
ocenił na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Mąż za tysiąc złotych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mąż za tysiąc złotych