rozwiń zwiń

Buty i inne opowiadania

Okładka książki Buty i inne opowiadania
Jan Józef Szczepański Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1983-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1956-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8308009786
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Buty i inne opowiadania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Buty i inne opowiadania

Średnia ocen
7,0 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
179
75

Na półkach:

Szczepański w swojej prozie wojennej jest kontynuatorem misji Stanisława Rembeka w realistycznym ukazaniu konfliktu zbrojnego, bez zbędnego romantycznego mitu.
Autor przedstawia bohaterów wraz ze wszystkimi przywarami i negatywnymi aspektami ich osobowości.
Wojna przejawia się dylematami moralnymi i decyzjami, których narrator nie potrafi jednoznacznie określić.
Opowiadania oscylują wokół różnych motywów, od partyzantki w lesie, po pokłosie Zagłady.
Książka do dzisiaj może wzbudzać kontrowersje w niektórych środowiskach, ale przez wzgląd na wartość literacką i historyczną, powinna być jak najbardziej promowana.

Szczepański w swojej prozie wojennej jest kontynuatorem misji Stanisława Rembeka w realistycznym ukazaniu konfliktu zbrojnego, bez zbędnego romantycznego mitu.
Autor przedstawia bohaterów wraz ze wszystkimi przywarami i negatywnymi aspektami ich osobowości.
Wojna przejawia się dylematami moralnymi i decyzjami, których narrator nie potrafi jednoznacznie określić.
Opowiadania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Buty i inne opowiadania na półkach głównych
  • 59
  • 37
13 użytkowników ma tytuł Buty i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Buty i inne opowiadania

Inne książki autora

Jan Józef Szczepański
Jan Józef Szczepański
Urodził się w 1919 w Warszawie, zmarł w 2003 w Krakowie. Prozaik, reporter, eseista, scenarzysta filmowy, tłumacz. Pisarz o najbardziej "męskim" ze wszystkich polskich autorów życiorysie, a przy tym chyba ze wszystkich najskromniejszy; żołnierz kampanii wrześniowej 1939, uczestnik ruchu oporu, partyzant, alpinista, żeglarz i podróżnik. Wybitny autorytet moralny: autor głębokich refleksji o laickich źródłach etyki ("Przed Nieznanym Trybunałem "), pisarz nieugięty wobec nacisków polityki, ostatni prezes rozwiązanego przez władze stanu wojennego Związku Literatów Polskich, do końca walczący o jego istnienie, co opisał w głośnej książce "Kadencja". Jest autorem prozy wojennej: prostej opowieści o wrześniowej klęsce ("Polska jesień"), a przede wszystkim opowiadań partyzanckich ("Buty"), w których mierzy się krytycznie z heroiczną legendą "leśnych ludzi". Przejmująca jest także gorzka opowieść o życiu młodziutkiego polskiego powstańca z r. 1863, emigranta do Francji i niedoszłego zabójcy cara Aleksandra II ("Ikar", "Wyspa"). Szczepański był piewcą ludzi i spraw przegranych, bolesnych, niejednoznacznych moralnie, zdaje się niekiedy bezlitosny, nie oszczędza swym bohaterom drastycznych doświadczeń, obnaża ciemne i wstydliwe strony ich życiorysów. Uprawiał z równym powodzeniem powieść i nowelistykę. Umiał też opowiadać zabawne anegdoty - czasem fantastycznie zmyślone ("Portki Odysa"), czasem oparte na własnych życiowych przygodach, które traktuje bez żadnej celebracji ("Historyjki"). Wrażliwy na urodę świata i wielość kultur: rozliczne podróże opisał w serii reportaży z kilku kontynentów, był też wybitnym scenarzystą filmowym. (...) w możliwościach literatury leży zarówno podsuwanie sromotnych usprawiedliwień, jak i rzucanie wspaniałych wyzwań. (J.J. Szczepański "Przed nieznanym trybunałem")
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na 9 1 rok temu
Głosy w ciemności Julian Stryjkowski
Głosy w ciemności
Julian Stryjkowski
W epoce postsekularnej refleksji nad tożsamością, pamięcią zbiorową oraz kondycją podmiotu w przestrzeni aksjologicznie rozchwianej, powieść Głosy w ciemności Juliana Stryjkowskiego jawi się jako tekst o niebagatelnym znaczeniu epistemologicznym i antropologicznym. Ów monumentalny utwór – choć z pozoru skromny w zakresie narracyjnej scenografii – konstytuuje się jako jeden z najważniejszych głosów polskiej literatury XX wieku, sytuując się równolegle obok twórczości Izaaka Bashevisa Singera, Brunona Schulza czy nawet Thomasa Manna w jego żydowskich rejestrach symbolicznych. Stryjkowski – pisarz głęboko osadzony w idiomie europejskiego modernizmu – kreśli obraz społeczności chasydzkiej Galicji z pietyzmem godnym archiwisty duchowości. W mikrokosmosie prowincjonalnego sztetlu dostrzega jednak nie tylko pejzaż kulturowy jednej z najbardziej marginalizowanych grup etnicznych Europy Środkowo-Wschodniej, ale uniwersalne laboratorium duszy ludzkiej, rozpiętej między sacrum a profanum, między tradycją a subwersywnym pragnieniem emancypacji. Narracja powieści – prowadzona z perspektywy dojrzewającego Aronka – nabiera nie tylko wymiaru bildungsroman, lecz także przenikliwego traktatu o epistemologicznym rozdarciu pomiędzy dogmatem a intelektualną autonomią. Bohater, funkcjonując w cieniu patriarszej surowości swego ojca, reb Tojwego, przechodzi ewolucję egzystencjalną, która zaskakuje swoją filozoficzną głębią – ostatecznie wybrzmiewając jako dramat inicjacyjny o charakterze ontologicznym. Stryjkowski nie poprzestaje na wierności realiom historycznym – jego język, pełen subtelnych semantycznych aluzji, nasycony jest intertekstualnością i niemal liturgiczną powagą. To literatura totalna, w której każde zdanie, każdy dialog staje się aktem hermeneutycznym – wymagającym od czytelnika nie tylko kompetencji interpretacyjnych, ale i gotowości do kontemplacji. Narracja rozwija się nie tyle w czasie linearnym, ile w przestrzeni duchowego fermentu – tworząc wrażenie misterium, którego sens rozgrywa się na poziomie ontologicznym. W Głosach w ciemności zaskakuje także formalna dyscyplina. Stryjkowski stosuje polszczyznę o aksamitnej fakturze, ale też nie stroni od arameizmów, hebraizmów czy rytualnych zwrotów języka jidysz, co czyni tekst nie tylko świadectwem literackim, ale także dokumentem językowej heterogeniczności i kulturowego synkretyzmu. Styl, precyzyjny niczym sztych rytownika, wytwarza narracyjny rytm bliski modlitewnemu kadyszowi – smutny, elegijny, a przy tym pełen niezgody na wymazanie. Trudno nie dostrzec również, że Stryjkowski w swojej powieści wpisuje się w trajektorię myślenia post-Holocaustowego – mimo iż książka powstała przed traumą Zagłady. Jego świat – pełen bogactwa symboli, rytuałów i napięć duchowych – już w momencie pisania był światem umarłym, a sam akt pisania staje się tutaj formą nekrologu, liturgicznego wspomnienia i próby ocalenia sensu w świecie zatomizowanej pamięci. Z punktu widzenia filologa – a ściślej: badacza literatury porównawczej z silnym zakorzenieniem w hermeneutyce i tradycji filozoficznej dialogu (Buber, Levinas) – Głosy w ciemności to nie tylko powieść. To świadectwo, tekst aksjologiczny i egzystencjalny, który wymaga czytania nie przez pryzmat linearnej fabuły, lecz przez matrycę tekstu otwartego – wpisującego się w palimpsest kultury europejskiej. Stryjkowski zdołał uchwycić ów „ostatni oddech” świata, który miał już zniknąć – świata wspólnoty, w którym każde słowo, każdy gest był zanurzony w sacrum, ale też głęboko uwarunkowany społecznie i rytualnie. Jego bohaterowie – nieco teatralni, aforystyczni w swoich wypowiedziach, jakby już nieżywi – przypominają duchy przeszłości, mówiące do nas zza granicy utraconego czasu. Powieść ta – jeśli spojrzeć na nią z perspektywy szerokiej panoramy literatury polskiej XX wieku – powinna być czytana jako jedna z najważniejszych prób nadania formy temu, co zostało zniszczone. Stryjkowski nie moralizuje, nie oskarża, nie sentymentalizuje – jego pisanie jest aktem pamięci, ale także świadomą kreacją estetyczną, która wznosi się ponad dokument, ponad esej, ponad publicystykę. Nie bez przyczyny Głosy w ciemności porównywane są do dzieł Tołstoja, Faulknera czy Joyce’a – choć stylistycznie i tematycznie Stryjkowski idzie swoją własną drogą. U Stryjkowskiego nie ma przypadkowych zdań – każde z nich funkcjonuje jak kantyczka, jak fraza zaginionego języka, który być może właśnie dzięki tej prozie nie zostanie zupełnie zapomniany. W epoce nadprodukcji tekstów literackich, w której dominują narracje zredukowane do banału, uproszczenia i natychmiastowej komunikatywności, Głosy w ciemności pozostają dziełem wymagającym, ale przez to tym bardziej wartościowym. To książka, którą się nie tylko czyta, ale do której się powraca – by medytować, by porządkować własne myślenie o historii, tożsamości, duchowości. Dla filologa, który traktuje literaturę jako formę poznania i jako medium pamięci zbiorowej – Głosy w ciemności są tekstem obowiązkowym. I nie waham się użyć słowa: arcydzieło. W sensie zarówno estetycznym, jak i etycznym. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Obóz Wszystkich Świętych Tadeusz Nowakowski
Obóz Wszystkich Świętych
Tadeusz Nowakowski
Ciężka książka i nie najłatwiejsza do interpretacji. ,, Obóz Wszystkich Świętych '' to według mnie poniekąd rozliczenie z wojną i wszystkimi brudami moralnymi, które ta wojna ze sobą przyniosła. Książka rozpoczyna się już po wojnie, w Niemczech, w obozie dla przesiedleńców. Główny bohater podporucznik Stefan Grzegorczyk jak wielu innych Polaków nie spieszy się z powrotem do kraju, licząc na zdobycie wizy do Stanów. W Polsce zostawił matkę i rodzeństwo, we wspomnieniach powraca do Bydgoszczy, przypomina sobie ojca , który pił, bił i zdradzał matkę. Ustami bohaterów autor stawia wiele pytań o moralną stronę wojny. Czy ktoś , kto poniża swoją żonę, znęca się fizycznie, ginąc z rąk Niemców staje się automatycznie bohaterem ? To tylko jeden z przykładów wewnętrznych dylematów bohatera. Autor pod rozwagę poddał sens ofiary i cierpienia w imię narodu.Męczeństwo i martyrologia są od wieków wpisane w losy Polski i Polaków ,ale czy to jest nasza nasza narodowa wada czy zaleta? Powieść Nowakowskiego wzbudziła we mnie również negatywne emocje, to jak dipisi tuż po wyzwoleniu traktowali Niemców budzi przerażenie. Działy się tam dantejskie sceny , a niedawne ofiary stały się katami. Dlatego właśnie napisałam, że to trudna książka, ponieważ ciężko oceniać postawy moralne ludzi, nie będąc w takich sytuacjach. Pomimo obciążającego odbioru warto poznać książkę, która za względu na treść wydana została za granicą. Polecam.
YAGAES - awatar YAGAES
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Sól ziemi Józef Wittlin
Sól ziemi
Józef Wittlin
“Sól ziemi” (1935) Józefa Wittlina to perła polskiej literatury - epicka opowieść o człowieku zagubionym w świecie. Tym człowiekiem jest Piotr Niewiadomski - pół Hucuł, pół Polak, dróżnik na stacyjce Topory-Czernielica, na granicy Galicji i Bukowiny, w 1914 r., gdy wybucha I wojna światowa. Obserwujemy życie prostych ludzi, często nieumiejących czytać, następnie mobilizację Piotra do armii austro-węgierskiej, jego drogę do kadry na Węgrzech oraz stopniowe zagubienie i niezrozumienie świata wojny. Cechą tego obrazu jest mozaika narodowościowa. Mamy tu Czechów, Niemców, Rusinów, Ukraińców, Hucułów, Polaków, Węgrów, Żydów. Tutaj cytat dotyczący Żydów, którego nie powstydziłby się sam Reymont w “Ziemi obiecanej”: “Już na ostatnich stokach Karpat pojawiły się olbrzymie plantacje jakiegoś nieznanego gatunku fasoli. Potem, gdy zaczął się step, fasola znikła. Pół dnia jechali stepem, rozgrzanym od wielkiego słońca (Czy i tu był wczoraj koniec świata? – myślał Piotr) – i nagle znów fasola. Coraz więcej jej przybywało i pięła się na coraz wyższych tyczkach. – Co te Madziary tyle fasoli żrą? – To wino, nie fasola – objaśnił jeden z Żydów. Pisał coś zawzięcie w swoim notesie, kreślił, dodawał, jakby obliczał roczny dochód z tych winnic”, rozdz. VII. Portrety bohaterów drugoplanowych - feldfebla Bachmatiuka (fanatycznego wyznawcy i kapłana wojskowej subordynacji) oraz księdza Makaruchy - przytaczam, żeby utrwalić. Ta napisana stylem poetycko-refleksyjno-dokumentalno-empatycznym powieść przywołuje takie fakty jak śmierć papieża Piusa X czy… obecność niemieckiego Siemensa w czasie wojny - nazwa koncernu pojawia się dwukrotnie. Autor wychyla się nawet w przyszłość: “Piotr Niewiadomski też słyszał coś o tym, że świat ma się skończyć w roku 2000”. Czytając powieść Wittlina, nasunęło mi się skojarzenie z Haszkowym Józefem Szwejkiem (prostaczek wrzucony w tryby wielkiej historii), a jeszcze bardziej z “Wojną” Louisa-Ferdinanda Céline’a. Uważam, że “Sól ziemi” i “Wojna” stanowią akuratny ekwiwalent. Obie stają w obronie prostego człowieka i budują w czytelniku niechęć do wojny. To książka, którą można czytać na wiele sposobów: jako opowieść o bezsensie wojny, o początku agonii pewnej epoki, o zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością, o zagubieniu egzystencjalnym. “ Sól ziemi” to powieść głęboka, poważna i aktualna. Czytajcie, a będziecie ubogaceni! Na koniec jeszcze jedna refleksja. Rok 1915 to czas tzw. bieżeństwa (masowej ewakuacji i przesiedleń, głównie prawosławnych mieszkańców, w głąb Rosji). Czytając “Sól ziemi”, zastanawiałem się, czy może to słowo się pojawi. Jednak nie, nie pojawia się. Wittlin planował napisać trylogię, więc ciekawe, czy gdyby akcję kolejnych części umieścił później, to “bieżeństwo” znalazłoby w nich swoje miejsce. Nie dowiemy się, przecież “Zdrowej śmierci” i “Dziury w niebie” nie ukończył.
A. Misiewicz - awatar A. Misiewicz
ocenił na 8 9 dni temu
Wielki świat Capowic Jan Lam
Wielki świat Capowic
Jan Lam
7,5/10 Początki były bardzo trudne i po pierwszym rozdziale zastanawiałem się czy nie zrezygnować z lektury. Język jest już trochę przestarzały a i styl Jana Lama- choć jak się później okazało świetny - jest dość skomplikowany. Dodatkowo, książka jest satyrą polityczną, dlatego też, aby w pełni zrozumieć przekaz autora, trzeba orientować się w ówczesnej sytuacji politycznej zaboru austriackiego. Pomagają w tym odesłania wyjaśniające kontekst zawartych w "Wielkim świecie Capowic" aluzji do kontekstu politycznego. Jeśli przezwycięży się wyżej opisane niedogodności- a naprawdę warto, okazuje się, że "Wielki świat Capowic" to świetna, zabawna, wciągająca i wciąż aktualna lektura. Niesamowicie zręcznie autor manewruje opowiadaną historią pana starosty capowickiego Precliczka i jego rodziny, wplatając w nią drugą płaszczyznę pełną odniesień, ironicznych uwag i przytyków w stronę swoich oponentów, zachowując przy tym dobry smak, prezentując poziom dyskusji politycznej, o którym dziś można by tylko pomarzyć. Przy okazji możemy także lepiej uzmysłowić sobie realia kulturowe i społeczne ówczesnej Galicji, dowiedzieć się skąd wzięła pochodzenie nazwa Królestwa Galicji i Lodomerii, czy wreszcie poznać pogląd autora na to, dlaczego u Niemców nie występuje odpowiednik naszego powiedzenia "Gdy Polak głodny, to zły". Może sama fabuła "Wielkiego świata Capowic" nie jest oryginalna, ale bystrość umysłu i ciętość języka Jana Lama sprawiają, że jest to wyjątkowa pozycja w polskiej literaturze, którą warto znać. A o aktualności powieści Lama niech świadczy ten fragment: "Chrześcijańska miłość bliźniego daje się zresztą napotykać w większych nierównie miastach niż Capowice i jest zawsze bardzo chwalebną, bo świadczy o gorliwym troszczeniu się o cudze dobro. Ma to jednak tą niedogodność, że zacni i kochani sąsiedzi z obawy, ażebyśmy nie zbłądzili, tak dokładnie śledzą każdą nastręczającą nam się sposobność do robienia złego, że najczęściej zła sława wyprzedza każdy nasz błąd, zamiast następować po nim".
piotrek24tfx - awatar piotrek24tfx
ocenił na 8 6 lat temu
Kalendarz i klepsydra Tadeusz Konwicki
Kalendarz i klepsydra
Tadeusz Konwicki
„Szatą królewską i torbą żebraczą” jest w tej historii polskość. „Na dalekiej i zapomnianej w czasach nowożytnych Wileńszczyźnie” urodził się Tadeusz Konwicki, prozaik, scenarzysta i reżyser, autor napisanej przepięknym językiem poetyckiej ballady „Bohiń”, człowiek skromny, lękający się obcych miast, ludzi, samolotów, „komplementów z tworzyw sztucznych” i groźnego spojrzenia Iwana, kota o „oczach koloru wiosennej rzęsy z wiejskiego stawu”. „Grzeszny drobnomieszczanin guberni warszawskiej”, jak sam o sobie pisze, w archaicznym z dzisiejszego punktu widzenia dzienniku „Kalendarz i klepsydra” wspomina rok 1974, jest to podróż wielu uroków, „przez zagajniki niespełnień, przez lasy rozczarowań, przez puszcze bolesnych przeczuć”. „Zawsze czułem się tutaj, w nowej ojczyźnie - Warszawie, jakoś trochę cudzoziemcem. Czułem się cudzoziemcem w zakresie myśli, upodobań, miar estetycznych i duchowych sympatii.” Wraz z autorem poruszamy się labiryntem myśli nieustannie zmieniających kierunek i prędkość, jest to fantastyczny zbiór autonomicznych miniatur literackich, „silva rerum” białoruskich przepowiedni i litewskich zaklęć, Tadeusz Konwicki pisze o sobie i o nas, ale przede wszystkim o tym, co przynosi nurt życia, tym, co najpiękniejsze jest to, że snując długą i żmudną opowieść o sprawach powszednich, pragnie dodać czytelnikowi otuchy, naturalnej i bardzo ludzkiej. Z sympatią i podziwem wracam do tak wspaniałych pisarzy.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Buty i inne opowiadania

Więcej
Jan Józef Szczepański Buty i inne opowiadania Zobacz więcej
Więcej