Lux perpetua

Okładka książki Lux perpetua
Andrzej Sapkowski Wydawnictwo: superNOWA Cykl: Trylogia husycka (tom 3) fantasy, science fiction
606 str. 10 godz. 6 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Trylogia husycka (tom 3)
Data wydania:
2020-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
606
Czas czytania
10 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375781410

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lux perpetua w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lux perpetua

Opinia

avatar
153
63

Na półkach:

Myślę, że Lux perpetua to bardzo dobre i satysfakcjonujące zakończenie trylogii.
Uważam, że Andrzej Sapkowski dobrze domyka historię i utrzymuje klimat znany z poprzednich części.
Wydaje mi się, że książka jest bardziej uporządkowana i skupiona na finałowych wydarzeniach, a tło wojny husyckiej dalej robi robotę i nadaje całości realizmu.
Podobały mi się losy bohaterów i to, jak ich historie zostały zamknięte.
Osobiście mam tylko wrażenie, że trochę za dużo było pokazania zepsucia w Kościele momentami aż przesadnie, ale z drugiej strony wydaje mi się, że pewnie jest w tym sporo prawdy historycznej.

Myślę, że Lux perpetua to bardzo dobre i satysfakcjonujące zakończenie trylogii.
Uważam, że Andrzej Sapkowski dobrze domyka historię i utrzymuje klimat znany z poprzednich części.
Wydaje mi się, że książka jest bardziej uporządkowana i skupiona na finałowych wydarzeniach, a tło wojny husyckiej dalej robi robotę i nadaje całości realizmu.
Podobały mi się losy bohaterów i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

19520 użytkowników ma tytuł Lux perpetua na półkach głównych
  • 15 677
  • 3 719
  • 124
4788 użytkowników ma tytuł Lux perpetua na półkach dodatkowych
  • 3 129
  • 730
  • 329
  • 183
  • 175
  • 143
  • 99

Inne książki autora

Andrzej Sapkowski
Andrzej Sapkowski
Znany przede wszystkim jako twórca postaci Wiedźmina, Andrzej Sapkowski zaliczany jest – zaraz po Stanisławie Lemie – do najczęściej tłumaczonych polskich autorów fantastyki. Jego twórczość przełożono na blisko dwadzieścia języków: angielski, niemiecki, rosyjski, hiszpański, francuski, białoruski, litewski, czeski, słowacki, ukraiński, portugalski, bułgarski, serbski, fiński, włoski, szwedzki, holenderski, estoński, chiński, węgierski. Swoją karierę literacką Andrzej Sapkowski zaczął jednak od tłumaczenia na język polski opowiadania Słowa Guru Cyryla M. Kornblutha w „Fantastyce”. Pierwszym opublikowanym przez niego opowiadaniem był Stalogłowy w „Wiadomościach Wędkarskich” w 1984. Największą popularność Andrzej Sapkowskizyskał jednak zbiorem opowiadań i pięciotomową sagą o Wiedźminie. Pierwsza odsłona tego cyklu miała miejsce w grudniu 1986 w miesięczniku „Fantastyka”. Andrzej Sapkowski zdobył wówczas III nagrodę w konkursie literackim ogłoszonym przez to czasopismo. Główny bohater, Geralt z Rivii, jest mutantem, od dzieciństwa szkolonym do walki z potworami. Jednak nawet jako najemny morderca ma swój wewnętrznego kodeks etyczny. Bohater, którego stworzył Andrzej Sapkowski, zainspirował innych artystów na tyle, że powstały: komiks (6 zeszytów w latach 1993–1995), film pełnometrażowy, serial telewizyjny i gra fabularna Wiedźmin: Gra Wyobraźni oraz gra karciana był również bazą do serii gier komputerowych, wydanej przez warszawskie studio CD Projekt RED. Andrzej Sapkowski był konsultantem kreatywnym w serialu nakręconym przez Netflix. Jego prozie nadano również formę musicalu, którego prapremiera miała miejsce w 2017 w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Mimo protestów czytelników ]Andrzej Sapkowski podjął decyzję o definitywnym zakończeniu sagi o Wiedźminie. Zajął się pisaniem innych pozycji literackich, pozostając jednak wierny fantastyce. Andrzej Sapkowski od urodzenia związany jest z Łodzią, a od 9 lipca 2008 roku ma honorowe obywatelstwo tego miasta. Ukończył tam również XXI Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Prusa oraz Uniwersytet Łódzki. Wykształcony w zakresie handlu zagranicznego początkowo w nim pracował, sprzedając futra w firmie Skórimpex. Gdy w 2018 r. Andrzej Sapkowski obchodził swoje 70. urodziny, jeden z łódzkich skwerów otrzymał imię Wiedźmina, Geralta z Rivii. Andrzej Sapkowski jest laureatem wielu nagród literackich – polskich i zagranicznych, a w 2012 roku minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski odznaczył go srebrnym medalem Gloria Artis.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trzynaście kotów Jacek Dukaj
Trzynaście kotów
Jacek Dukaj Eugeniusz Dębski Andrzej Sapkowski Marcin Wolski Ewa Białołęcka Tomasz Kołodziejczak Andrzej Zimniak Konrad T. Lewandowski Włodzimierz Kalicki Piotr Goraj Maciej Żerdziński Iwona Żółtowska
„KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE” miała rzec personifikacja śmierci, bohater Świata Dysku sir Terrego Pratchetta. Są miłe. Są tajemnicze, nigdy do końca nie ułożone i nieprzewidywalne, a przy tym uwodzicielskie, zwinne, szybkie i magiczne – generalizując, oczywiście. Nic dziwnego, że od lat inspirują twórców fantastyki do wplatania ich w swoje historie. Zebrano zatem trzynaście – wszak tylko tak przewrotna liczba pasowała do tych istot – kocich opowiadań w antologię, która przyciągać ma czytelnika czarnym futrzakiem umieszczonym na okładce i nazwiskiem Andrzeja Sapkowskiego. Czy warto sięgnąć po ten zbiór? Krótkie historie mają to do siebie, że są krótkie, co ma swoje plusy i minusy. Są świetnym wyborem, kiedy chcemy sięgnąć po coś na chwilę. I rzeczywiście, gdy tak o tym myślę, stwierdzam jedno – opowiadania są trochę jak koty. One też pozwalają nam się głaskać tylko przez określony czas i towarzyszyć sobie podczas swoich kocich podróży na własnych warunkach. „Trzynaście kotów” to zbiór treści bardzo różnych i dziwnych, a ich poziom jest także nierówny – od świetnego opowiadania Andrzeja Sapkowskiego „Złota dolina” w dość przewrotny sposób opisującego losy Alicji z Krainy Czarów, po naprawdę mierny jak na moje subiektywne gusta twór jakim jest „Ale kyno” Piotra Goraja (przepraszam). Reprezentują odmienne gatunki i sposoby pisania. Nie w sposób włożyć ich do jednego wora, tak jak nie w sposób ujarzmić gromady kocurów. Wszystkie łączy jednak (oprócz kotów oczywiście) świat metafizyczny – czy to reprezentowany przez motywy horroru, czy mistycyzm. Wypadałoby napisać – dobre, niedobre. Nie mogę. Z całą pewnością jednak stwierdzam, że opowiadania te są warte uwagi, choć nie dla każdego. Wiele z nich budzi swego rodzaju niepokój i cechuje dość mrocznym klimatem. Uderzają w nuty nostalgiczne, bardzo romantyczne, ale nierzadko smutne. Nie brak w nich brutalności – czy to dosłownej, czy w kontekście surowości świata. Zbiór ten z całą pewnością nie jest dla wrażliwców – uprzedzam, ostrzegam, odradzam. Kto nie zniesie opisów brutalnych morderstw i nieszczęścia – niech nie czyta. Kocie pazurki, choć urocze, potrafią drapać do krwi. Komu polecam? Tym, których powyższe motywy nie odstraszają, a którzy lubią fantastykę. Nie powiem, czy w antologii się zakochacie, na pewno jednak znajdziecie w niej coś dla siebie i niejeden tytuł skłoni was do refleksji nad naszym postępowaniem wobec zwierząt i siebie nawzajem, a także życiem – i tym kocim, i ludzkim.
Vejne - awatar Vejne
ocenił na 7 4 lata temu
Władca Pierścieni J.R.R. Tolkien
Władca Pierścieni
J.R.R. Tolkien
Ponieważ jestem ojcem moich córek, zachęcam je łamane zmuszam do zapoznawania się z moimi fenomenami kulturowymi, dzięki którym stałem się takim człowiekiem jakim się stałem (to jest doprawdy banał, wystarczy tysiąc razy zobaczyć bambi disneya i tysiąc razy gwiezdne wojny, i bumc, ja). Dziewczyny potrafią poprawnie wymienić wszystkich x-menów z co ważniejszych składów (na spin offy też przyjdzie pora), wiedzą który trans formers jest który, jak się nazywają żółwie ninja, i całkiem nieźle potrafią zidentyfikować dwadzieścia statków kosmicznych, od uss enterprise po tie interceptora. Lubię im sprzedawać te moje bzdury i patrzeć jak im się zapalają oczy, mogę wtedy trochę przeżyć jeszcze raz ten pierwszy raz, a przecież pierwszy raz tak naprawdę można przeżyć tylko jeden raz. Kupiłem niedawno taki niemożliwy zestaw planszowych gier fabularno- fantastycznych, jako pisklę tak właśnie wyobrażałem sobie ostateczny etap ewolucji wszechświata. Pomyślałem: sprzedam im Tolkiena. To się może wciągną i tym lepiej im wejdzie wcielanie się w druidki i zabójczynie, do czego być może nigdy nie dojdzie. No i zaczęliśmy czytać razem. Wróć. Najpierw przeszedłem ze trzy fora fantastyczne na których ludzie wyzywali się od najpodlejszych kłócą się, czy Łoziński czy Skibniewska. Mam kolosalny sentyment do Skibniewskiej, ale nie jestem głuchy na rozsądne słowa. Wziąłem Łozińskiego. Niech mnie Elendil bije! Jakie to jest naprawdę bez przesady niezaprzeczalnie wspaniałe. Jak to jest dobrze napisane. Jaki jęk się wydobył z gardeł kiedy w Morii, czy ktoś jeszcze nie wie co w morii? Może ktoś tu trafi przed lekturą, niech wie, że w Morii, och, jej, w tej morii. Więc jęk się wydobył spod kołdry. W Lothorien obydwie mendki zastygły w takim złocistym beztrwaniu, a może mi się tylko tak wydawało. Nad Anduiną przywarły do dna łodzi. Przejął je trupim chłodem upiór z kurhanów. Tylko, ten Boromir, tatko, wszystko jest w porządku z tym Boromirem? Nie wiem, córko, nie wiem. Zobaczy się gdzieś koło Amon Hel. Dziękuję moim córkom, jeżeli kiedykolwiek to przeczytają, ale pewnie nie, za to że sobie to przeżyłem jeszcze raz, a teraz wam o tym opowiadam w gospodzie "pod rozbrykanym kuckiem". A, tłumaczenie. No więc, Łazik jest dla mnie nadal dziwny, też dziwi maniera tłumaczenia niektórych nazwisk a niektórych nie, ja bym wszystko zostawił, z drugiej strony, ja bym tego w ogóle nie tłumaczył, bo to jest pięknie napisane. Ale , z całym szacunkiem dla moich pięknych wspomnień, tłumaczenie Łozińskiego jest bezapelacyjnie lepsze, a ile lepsze to się przekonałem jak kiedyś w aucie polecał audiobook w tłumaczeniu Skibniewskiej właśnie. No, podyskutowali, ale prawda jest z nami. A teraz zjeżdżam poczytać jak ten Frodo to jednak do tego mordoru lezie zamiast do minas tirith, kto to widział, co to będzie, że tego Sama ma chociaż, tyle dobrego.
iHS - awatar iHS
ocenił na 10 9 dni temu
Boży bojownicy Andrzej Sapkowski
Boży bojownicy
Andrzej Sapkowski
Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami hejtmana Prokopa Gołego. A jak pamiętamy liczni wrogowie zacierają rączki i czają się, żeby go dopaść. Co poskutkuje iście wiedźmińskim wyborem: być pogardzanym jako zdrajca swojej sprawy, czy być wiernym husytą i być pewnym, że z tego tytułu na Śląsku żyć mu nie dadzą. Akcja, która toczy się w Pradze jest w miarę spokojna, jak na standardy tego bohatera rzecz jasna. Reynewan interesuje się wiedzą zielarską, co z punktu widzenia Inkwizycji ma troszkę mniejszy kaliber niż czarowanie, ale i tak podpada. Poznaje też aptekarzy alchemików i czarowników, którzy mają w podziemiach zacną bibliotekę. No ale jak nietrudno domyśleć się przyjdzie Reinmarowi i jego kompanom Pragę opuścić. Przed wyjazdem został ostrzeżony, żeby unikać zamku Troski i gdzie się pcha? Tak, tak, dokładnie tam, na zamek Troski. No ale jakoś radzi sobie z czeskimi przygodami, po to, żeby działo się na Śląsku, przypomina sobie o pięknej Nikolettcie, która miała być Katarzyną, a okazała się Juttą de Apolda. Nietrudno się domyśleć, że były motywy całkiem przyjemne jak udane miłosne schadzki. Jednak kłopotów też było co niemiara. Ponieważ „starzy znajomi” o Reynewanie bynajmniej nie zapomnieli i za pośrednictwem Jutty, pozbierali te co trzeba informacje o poszukiwanym czarowniku. O niej z kolei dowiedzieli się od torturowanych husytów. A wszystko dlatego, że byli zainteresowani tym co słychać u młodego szlachcica z Bielawy. No i stało się! Momentami było to bolesne, bo były ciosy, czas spędzony w lochu i tego typu podobne „przyjemności”. Był też szantaż, że jego kobietę spotkają przykre, delikatnie mówiąc, atrakcje, a na co tych panów stać Reynewan wiedział doskonale. Opisów wojny przypominających raczej wojnę nowoczesną niż tą kojarzoną z eposów średniowiecznych jest w książce multum. Płoną wioski i miasta, drogi są pełne uchodźców, którzy nie mają gdzie się podziać. Pełno jest rannych, grupka husytów, w tym Reynewan mają szczęście, bo na skutek paktu kurują się w szpitalu w jednym z ocalałych z ogólnej pożogi miast. Chociaż lekko nie jest, bo tubylcy są wrogo nastawieni do heretyków. Bitwy przedstawione przez Sapkowskiego to po prostu krwawa jatka, jakby to G. R. R. Martin powiedział „uczta dla wron”. No ze środkowym tomem trylogii wiadomo jak jest, po prostu akcja się toczy, czytelnik jest wciągnięty w wydarzenia, no ale do finału jest daleko. Wątpliwości w tej materii nie ma z tego tytułu że wiemy, że Sapkowski jest mistrzem znakomitej opowieści i czytelnik wie z góry, że będzie dobrze i tak rzeczywiście jest. Książka jest niesamowita, przy okazji to jest tak wybitne studium mentalności ludzi średniowiecza, że tą książkę i całą trylogię także pod tym kątem warto przeczytać. Jest naprawdę ciekawie i czytelnik jest ciekaw co będzie dalej i ile jest potrzebnych cudów, żeby Reynewan wyszedł w jednym kawałku z tych wszystkich opresji, w które najczęściej się sam pakuje, bo jakaś piękna białogłowa m. in. zawróci mu głowę swoimi sprawami. Jest dobrze, jest genialnie, świetnie, dobrze wykreowani są bohaterowie literaccy. Zdecydowanie polecam. Warto przeczytać.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 10 2 dni temu
Pan Lodowego Ogrodu - księga I Jarosław Grzędowicz
Pan Lodowego Ogrodu - księga I
Jarosław Grzędowicz
FABUŁA========= Vuko wyrusza na planetę Midgaard. Jego cel? Zmierza na ratunek ekspedycji naukowej, która została tam wcześniej wysłana. Nasz samotny wilk nie może ingerować w rozwój tej nieznanej, człekopodobnej cywilizacji. Czy jest to w ogóle możliwe? Zwłaszcza, gdy na planecie trwa wojna bogów? KILKA SŁÓW======= Nie wiedziałem, w co się pakuję. Po książkę sięgnąłem z dwóch powodów: chciałem wyjść ze swojej warhammerowej strefy oraz była mi polecana przez Corvereofbooks i Wiedzmaka. Pierwszy rozdział, widzę przygotowanie i podróż na obcą planetę... Mówię sobie "no dobra, to będzie scifi... Może się do niego przekonam", a Potem dostaję na twarz kubeł zimnej wody. Okazuje się, że Vuko trafił na planetę, na której istnieje magia i nagle wbijamy się w dark fantasy. Nowoczesna technologia w zestawieniu ze światem na etapie średniowiecza. Mam takie "co jest?", ale mimo wszystko brnę w to dalej z zaciekawieniem. W książce pojawiły się dwa wątki, zacznę od tego, który dotyczy Vuko Drakkainena Jego historia skupia się na poszukiwaniu zaginionych naukowców, gdyż po przybyciu na Midgaard dowiaduje się, że z całej ekspedycji została tylko czwórka. Przemierzamy lasy, pustkowia, zdobywamy konia (przypadkowo również kruka), zwiedzamy miasta i ładujemy się na łajbę. Vuko idzie z jedną myślą w głowie: "misja jest najważniejsza!". W międzyczasie walczy z wieloma przeciwnikami i pokazuje swoją potęgę. A... no i nasz bohater ma zboostowane statystyki dzięki Cyfralowi. Vuko jest Wiedźminem! (nawet audiobooka czyta Jacek Rozenek!) Czułem się, jakby Geralt opowiadał mi historię w karczmie xD Drugi wątek dotyczy Tochimona, przyszłego władcy jednej z krain. Mamy pokazane jego szkolenie z przeróżnych zakresów. W jednym momencie dostał on w ramach ćwiczeń wyspę ze zwierzątkami, którą miał za zadanie jak najlepiej zarządzać. Jego wątek wydaje się spokojniejszy, niż ten Vuko (do czasu) Co zasługuje na wyróżnienie? Klimat, zbudowanie świata i sposób jego przedstawienia. Czytelnik zapoznaje się z perspektywą Tochimona oraz Vuko, którzy również podczas akcji poznają ten świat. Dzięki temu czytelnik nie ma takiego poczucia, że zostaje wrzucony bez wyjaśnień w zawiłe uniwersum. Jednocześnie te wytłumaczenia są płynnie wprowadzone w narracje. Mówię sobię... Przesłucham książkę w audio i będzie git. No... tak było do połowy xD Audiobook jest mega, ale musiałem kupić książkę w wersji fizycznej. Potrzebowałem jej na półce! No i książkę dokończyłem w wersji fizycznej, a później... skończyłem audiobooka xD Wydanie książki jest na wysokim poziomie! Mamy tu mapy, ilustracje oraz piękną okładkę. Chciałbym skompletować całą serię w tym wydaniu. No ten... Recenzja, a o książce gadam tylko dobrze i dobrze. No tak, bo autentycznie nie ma tu rzeczy, które mi się nie podobały. Niektórzy mogą odebrać zakończenie jako trochę drewniane, ale mi się serio podobało... bo zachęciło mnie od razu do przeczytania kolejnego tomu!
Berylek - awatar Berylek
ocenił na 9 11 dni temu
Dzieci Húrina J.R.R. Tolkien
Dzieci Húrina
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien
Przeczytałam, żeby się upewnić, że dobrze wszystko zrozumiałam z angielskiego audiobooka. Większość na szczęście zrozumiane, parę fragmentów jednak warto było doczytać po polsku, zwłaszcza te dot. konotacji rodzinnych, geografii i trochę topologii. Odnośnie do samej treści to dość niedawno słuchałam tej opowieści i miałam ją na świeżo, a jednak i tak zdołała mnie w pewnym momencie wciągnąć. Fascynujące w sumie. Wiadomo, że podobała mi się przygodowość tej historii i sama akcja znów mnie zaciekawiła, ale też znów niesamowitym doświadczeniem było dla mnie obserwowanie ile razy Turin, ale też i Morwena i Nienor mogli wyrwać się klątwie Morgotha, a na drodze stawała im wtedy wyłącznie własna duma, pycha, upór, gniew czy po prostu głupie nieprzemyślane decyzje i dalsze trwanie w nich, zamiast ich porzucenie zawczasu. Naprawdę, bardzo dużo razy byłam zła na jedno, drugie, trzecie albo na wszystkich na raz. Faktycznie w ich nieszczęściu był ogrom złej woli Morgotha oraz złego przypadku, ale było też parę takich punktów zwrotnych, w których mieli wolną wolę i inne decyzje podjęte w tych momentach pomogłyby zboczyć ze ścieżki zguby i całkowicie uwolnić wszystkich od cierpienia. Byłam na nich zła (chyba na Morwenę najbardziej - co za uparte, zadufane, oschłe i zimne babsko; serio poczciwe chłopy lubią se dobierać takie kobity) i bardzo żałowałam ich losu, ale nie mogę zaprzeczyć, że obserwowanie, jak pęta przeznaczenia i klątwy coraz bardziej się wokół Turina zaciskają - które wydarzenia sprawiają, że jest kim jest i które decyzje powodują, że coraz bardziej nie ma odwrotu, było dla mnie niezwykle interesujące. Świetnie poprowadzony motyw. Z innej beczki, słucham teraz Silmarillionu i akurat jestem na początku historii Berena i Luthien i teraz widzę, jak Turin był do niego podobny i niepodobny jednocześnie. Widać, że jest coś więcej w tym chłopaku, ale też widać, że jest bardziej narwany, gniewny, dumny i faktycznie naznaczony jakimś cieniem. Z drugiej strony jego skłonność do współczucia i odczuwania żalu nad losem innych zawsze sprawiała, że miękło mi serce. Zaczynam też teraz rozumieć, dlaczego historia Berena i Luthien tak mocno działała na wyobraźnię elfich panien w czasach Turina i dlaczego same marzyły i takiej miłości i romantycznie szukały Berena w Turinie. Nie wiem czy wspomniałam poprzednio, ale uwielbiam postać Belega, jego oddanie Turinowi i wierną przyjaźń, jaką mu okazywał. To mój ulubiony bohater w tej historii. I znów mnie bardzo wzruszył jeden fragment, którego nie będę tu spojlerować. Po prostu bardzo mocno mi było żal w tamtym momencie. Jedyne, co w sumie nie wiem czy to jest wadą czy to po prostu taki styl, są samospojlerujące tytuły rozdziałów. No serio: "Upadek jakiegoś miasta", "Śmierć tego i tamtego" xD w sumie nie wiem, czy to mnie bardziej irytuje, czy śmieszy, czy może jednak jest w tym jakiś klimacik opowieści o baśniowości. Ewentualnie jest to przypadek "Granicy" Nałkowskiej, że wiemy, co się stanie na końcu i pozostaje czytelnikowi tylko usiąść wygodnie w fotelu i obserwować, jak do tego doszło. Wiem, że gdy pierwszy raz zapoznawałam się z tą historią jeszcze w audiobooku, to jechałam autem i wtedy usłyszałam przeczytane głosem sir Christophera Lee : "Chapter nine. The death of XXX" i sir Christopher czytał dalej, a ja go zagłuszałam krzycząc: "Nieeeeeeeeeeeeee..." przez pół minuty. Straszne. Dobrze, że nie stałam wtedy w korku i inni ludzie tego nie widzieli i nie słyszeli. Pomyśleliby, że już całkiem zwariowała od tych wiecznych remontów dróg. Książkę polecam mocno. Powinni zacząć ekranizować historie z Silmarillionu takie jak ta, a nie kolejne popłuczyny po Władcy Pierścieni oblane dużą dozą swojej radosnej twórczości, o które nikt nie prosił. Bo niestety nie mam złudzeń co do Hunt for Gollum i tego drugiego projektu o córce Sama i naszej paczce hobbitów, za które biorą się Andy Serkis i Peter Jackson.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na 8 10 dni temu

Cytaty z książki Lux perpetua

Więcej
Andrzej Sapkowski Lux perpetua Zobacz więcej
Andrzej Sapkowski Lux perpetua Zobacz więcej
Andrzej Sapkowski Lux perpetua Zobacz więcej
Więcej