rozwiń zwiń

Kulturowe podstawy osobowości

Okładka książki Kulturowe podstawy osobowości
Ralph Linton Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN Seria: Biblioteka Socjologiczna nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
186 str. 3 godz. 6 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Socjologiczna
Tytuł oryginału:
The Cultural Background of Personality
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
186
Czas czytania
3 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
8301132744
Tłumacz:
Aleksandra Jasińska-Kania
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kulturowe podstawy osobowości w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kulturowe podstawy osobowości

Średnia ocen
6,1 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
450
392

Na półkach: ,

książka jako obowiązek na studiach antropologicznych. Zawiera sporo terminów, ale mimo wszystko czyta się ją świetnie, bo jest tam rozpisana cała nasza osobowość, to dlaczego tak się zachowujemy, jaką mamy osobowość i co na nią wpływa. Polecam, nawet tym co nie studiują.

książka jako obowiązek na studiach antropologicznych. Zawiera sporo terminów, ale mimo wszystko czyta się ją świetnie, bo jest tam rozpisana cała nasza osobowość, to dlaczego tak się zachowujemy, jaką mamy osobowość i co na nią wpływa. Polecam, nawet tym co nie studiują.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

105 użytkowników ma tytuł Kulturowe podstawy osobowości na półkach głównych
  • 56
  • 49
18 użytkowników ma tytuł Kulturowe podstawy osobowości na półkach dodatkowych
  • 9
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Kulturowe podstawy osobowości

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Człowiek w teatrze życia codziennego Erving Goffman
Człowiek w teatrze życia codziennego
Erving Goffman
Goffman wyszedł z prostego założenia: życie to scena. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, na randce, czy nagrywasz vloga – grasz. Masz swoją rolę, masz scenariusz i masz publiczność. Brzmi znajomo? No pewnie. Jako twórcy wideo robimy to non stop. Ale Goffman rozbiera to na czynniki pierwsze w sposób, który otwiera oczy. Kluczowe pojęcia (czyli słownik youtubera według Goffmana) Fasada (Front Stage) – To jest to, co widzicie na moich filmach. Ustawione światło, dobrany kadr, merytoryczna gadka, Patryk-ekspert. Goffman mówi wprost: to nie jest kłamstwo, to jest występ. Publiczność (wy) oczekuje pewnej spójności. Jakbym nagrał odcinek o biznesie w brudnym dresie i bełkocząc, „występ” by się posypał, bo fasada nie pasuje do roli. Kulisy (Back Stage) – To jest to, czego kamera nie widzi. Moment, kiedy klnę, bo karta pamięci padła, albo kiedy siedzę w gaciach i montuję materiał o 3 w nocy. Goffman genialnie zauważa, że kulisy muszą być chronione. Jeśli wpuścisz widzów za kulisy za głęboko, czar pryska. To dlatego te wszystkie „autentyczne” stories influencerów to też jest... fasada, tylko inna. Zespół (Team) – To nie tylko ludzie, z którymi pracujesz. To każdy, kto pomaga ci utrzymać iluzję. Jeśli robisz wywiad, twój gość staje się częścią twojego zespołu – musicie grać do jednej bramki, żeby rozmowa wyszła dobrze. Jeśli gość zacznie cię ośmieszać na wizji, niszczy występ. Dlaczego warto to przeczytać w 2025 roku? Bo ta książka leczy z kompleksów i naiwności. Leczy z naiwności, bo przestajesz wierzyć w idealne życie ludzi z Instagrama. Widzisz szwy. Widzisz, gdzie kończy się fasada, a zaczyna reżyseria. Leczy z kompleksów, bo rozumiesz, że każdy gra. Prezes banku gra prezesa, lekarz gra lekarza (Goffman podaje świetny przykład lekarza, który przepisuje placebo, bo pacjent oczekuje "leczenia" – to czysty teatr!). Ty jako twórca też masz prawo grać. Goffman uczy, jak zarządzać wrażeniem. To brzmi manipulacyjnie, ale tak naprawdę chodzi o profesjonalizm. Jeśli chcesz być odebrany jako ekspert, musisz zadbać o rekwizyty (sprzęt, studio) i maniery (język, pewność siebie). To nie jest udawanie, to jest wchodzenie w rolę. Minusy? (Bo są) To jest książka naukowa. Język momentami jest suchy jak wiór. Nie ma tu "błyskotliwych anegdotek" w stylu Gary'ego Vaynerchuka. Trzeba się skupić, czasem przeczytać zdanie dwa razy. Jeśli szukacie lekkiej lektury do pociągu, to możecie się odbić. Ale z drugiej strony – to jest samo mięso. Nie ma tu lania wody motywacyjnego. Jest chłodna analiza tego, jak działają ludzie.
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na 9 4 miesiące temu
Nowoczesność i tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności Anthony Giddens
Nowoczesność i tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności
Anthony Giddens
Z jednej strony mało konkluzywna, ale z drugiej strony mam poczucie, że jest w niej bardzo wiele drobnych refleksji, które są bardzo trafne, a Giddens ma duże wyczucie socjologiczne. W książce znalazłem bardzo dużo interesujących przemyśleń o tożsamości w nowoczesności, zwłaszcza w perspektywie związków intymnych i psychoterapii. Przykładowo Giddens stwierdza, że egzystencja we współczesności (w świetle psychologii) to projekt ciągłej samorefleksji i samorozwoju, za który jednostka musi wziąć odpowiedzialność i wychodzić ze strefy komfortu, balansując między szansą a ryzykiem, mimo że musi jednocześnie pozostać autentyczną (s. 107-114). W tym kontekście psychoterapia jawi się jako „metodologia planowania życia” (s. 240). Jednocześnie kapitalizm wsiąka także w sferę prywatną i zaczyna tworzyć indywidualne potrzeby oraz specyficzny styl życia, a sama samorealizacja staje się rynkowo wytwarzana (s. 264-265). Jeżeli zaś chodzi o związki intymne, czysta relacja zmusza do ciągłego zastanawiania się, czy związek intymny jest wystarczający, a także do nieustannej pracy nad relacją, co ma prowadzić do intymności (s. 125-136). Jednocześnie we współczesności nawet metoda naukowa nie jest pewna, bowiem polega na ciągłym wątpieniu co do istoty świata, co budzi w ludziach niepokój egzystencjalny (s. 37). Tak czy inaczej, wolność w nowoczesności musi budzić jednocześnie lęk (s. 100).
Castorp - awatar Castorp
ocenił na 7 2 lata temu
Wzory kultury Ruth Benedict
Wzory kultury
Ruth Benedict
Czytało mi się gorzej niż "Chryzantemę i miecz". Myślę że częściowo to wina tłumaczenia, mam wydanie PWN, z roku 1966, w tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka. Zdarzały się zdania, których sensu nie umiałam zrozumieć, to trudna książka i z pewnością czasem wynikało to z luk w wiedzy, ale kilkakrotnie doszłam do tego, co uniemożliwiło mi zrozumienie i był to na przykład postęp zamiast podstępu, albo pomylone przyimki (jakim cudem?). To oczywiście może być sprawa korekty nie tłumaczenia, ale również sam styl Ruth Benedict jest tu dużo słabszy niż w "Chryzantemie", on też mógł tak mocno ewoluować, ale niezbyt to się zgadza z biografią uczonej, osoby od zawsze ukierunkowanej literacko. (Warto tu jednak zaznaczyć, że wszystkie fragmenty poetyckie, pieśni czy modlitwy przetłumaczyła znakomicie Zofia Kierszys.) Druga przyczyna to fakt, że odbieram tę pracę jako mniej zwartą, rozdziały o kompletnie różnych kulturach są interesujące na sposób ciekawostek, mnie bardziej pociągają wnioski ogólne które można z nich wyciągnąć, a tych jest niewiele i mają one kształt dziś już pewnych truizmów. To wydanie zawiera solidny i rzeczowy wstęp, właściwie pozbawiony (z drobnymi wyjątkami) naleciałości politycznych, najbardziej interesujący, jednak z perspektywy kulturowej (może wręcz antropologicznej), czyli sposobu pisania o intymnych związkach międzyludzkich. Zacytuję tu zdanie o współpracy Benedict i Edwarda Sapira: "Łączący ich stosunek personalny stanowił funkcje wspólnoty intelektualnych i estetycznych zainteresowań oraz doświadczeń, był przy tym wolny od cech żenującej osobistej intymności (...)" Autorka wstępu (Antonina Kłoskowska) podobnie "dziwnie" traktuje seksualność Benedict, poświęca jej życiorysowi rozdzialik, pisze o wyobcowaniu, ale już nie o związku z Margaret Mead. Trochę to zabawne, trochę straszne, ale przede wszystkim interesujące. Trzon książki stanowią trzy rozdziały opisujące kultury Indian: Kwakiutlów i Zuni, oraz melanezyjskiego plemienia Dobu. Kultury bardzo od siebie różne i tak charakterystyczne, że Benedict każdą z nich przypisuje do innego wzorca kulturowego (dionizyjskiego dla Kwakiutlów, apolińskiego dla Zuni i dobuańskiego ;) dla Dobu). Mnie najbardziej interesowały uniwersalne, albo niemal uniwersalne cechy społeczności ludzkich. Ale je w sumie Benedict wymienia dwie: animizm i egzogamiczne ograniczenia małżeńskie. W rezultacie może najciekawsze były fragmenty, w których Ruth Benedict postuluje odpowiednią perspektywę w patrzeniu na problemy (jej) współczesne. Nie zawsze są to problemy (przynajmniej w całej swej rozciągłości) również współczesne nam. Ale niektóre z pewnością. "Zależność jednostek w naszej cywilizacji od współzawodnictwa ekonomicznego traktujemy jako dowód, że jest to pierwotna motywacja natury ludzkiej." "(...)rywalizacja jest marnotrawstwem(...) Jest tyranią, od której, -jeśli raz zadomowi się w jakiejś kulturze -nie można się uwolnić." "Im więcej dóbr gromadzi społeczeństwo, tym większymi żetonami posługują się ludzie." - to zdanie zyskuje odpowiednią perspektywę, gdy mamy za sobą opowieść o zwyczaju Kwakiutlów palenia miedziaków albo o Dobu i ich transakcjach kula. "Jest jednakże rzeczą oczywistą, że nie istnieje współzależność między jakąkolwiek "złą" skłonnością a anormalnością w sensie absolutnym." I nie trzeba szukać miedzy kulturami, starczy w historii: polujący na czarownice purytańscy duchowni Nowej Anglii "z punktu widzenia współczesnej psychiatrii należą do kategorii ludzi psychicznie chorych". Nigdy nie przyszło by to do głowy im współczesnym. "Wojna nie jest wyrazem instynktu wojowniczości. Wojowniczość jest tak drobnym szczegółem w wyposażeniu duchowym człowieka, że może nie znaleźć żadnego wyrazu w stosunkach międzyplemiennych". Franz Boas (mentor Benedict) określił funkcje poznawcze antropologii jako źródło intelektualnego wyzwolenia spod wyłącznego determinizmu jedynej, własnej cywilizacji. Benedict pisze raczej o tym, że wyzwolić się nie można, ale poszerzyć zdolność rozumienia człowieka na pewno tak: "dominujące cechy naszej cywilizacji trzeba zbadać ze szczególna wnikliwością. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że mają one charakter przymusowy, i to nie proporcjonalnie do podstawowej i istotnej roli, jaką odgrywają w zachowaniu ludzkim, lecz raczej w tym stopniu, w jakim rozwinęły się nadmiernie w naszej cywilizacji i w jakim tylko ją cechują." Oczywiście jednostka nie żyje w żadnej opozycji do swojej kultury. Czerpie z niej i jest przez nią kształtowana, dlatego: "Tylko nieuchronne opóźnienie kulturowe każe nam upierać się, że to co, co stare, trzeba ponownie odkryć w tym co nowe, że nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć dawną pewność i stałość w nowej plastyczności."
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 7 lat temu
Człowiek i sacrum Roger Caillois
Człowiek i sacrum
Roger Caillois
Za książkę zabrałem się pod wpływem ,,Ćwiczeń z podziwu'' Ciorana, którego to zbioru jeden esej poświęcony jest Caillois. To bardzo ciekawy człowiek i z pewnością wracał będę do jego myśli. Wrócić z pewnością jeszcze kiedyś muszę do ,,Człowieka i sacrum''. Książka niewielka i raczej szybka w czytaniu, choć mnie tematyka większości rozdziałów zniechęciła, tak że, zachęcony jednak mocno przedmową do któregoś z kolei wydania, przeczytałem tylko ostatni rozdział oraz jeden z apendyksów, ten poświęcony wojnie. Ostatni rozdział jest swego rodzaju podsumowaniem i (nieco spóźnioną z perspektywy linearnego czytelnika, co sam Autor przyznaje) próbą nakreślenia najgłębszych podstaw i popędów kształtujących parę sacrum-profanum. I jest to próba, która bardzo mocno mnie wypróbowała i z pewnością zmieniła — wcześniej nigdy chyba jeszcze w ten sposób o tym związku nie myślałem. Niby banalna opozycja, ale Caillois odkrywa tu raczej coś, co nazwałbym roboczo synergią przeciwieństw, coś jak ying-yang (choć bez opozycji męskości-żeńskości). Ta para to podstawowa postawa i głęboki popęd, które czynią człowieka i są jego losem. Muszę zaznaczyć, że — jeśli dobrze zrozumiałem ostatnią przedmowę — od wymowy tego rozdziału Autor w późniejszych czasach już się chyba trochę oddalił, a na pewno kala się w przedmowie za pośpieszne wnioski i zbyt mocną i tracącą niuanse ekspozycję. Dodatek o wojnie porównywanej (i kontrastowanej) ze świętem uczynił zaś ze mnie w połowie pacyfistę. Autorowi wojna w naturalny dla jego koncepcji sposób kojarzy się szczególnie ze świętami z czasów przedpaństwowych, sprzed powstania zhierarchizowanych, wysoce ustrukturyzowanych cywilizacji (sprzed rewolucji neolitycznej, może nie aż tak jak u Eliadego, ale ta zmiana też jest ważna u Caillois). W połowie, tak, i sobie samemu się dziwię, bo jeszcze niedawno byłem pacyfistą w pełni, jak Russell, ale teraz patrzę już na wojny inaczej (przyznaję, łatwo mi tak patrzeć dobrych kilka dziesięcioleci i kilkaset kilometrów od bomb i frontu). Wojna jest jednak gorączką, autoimmunologiczną może, wyniszczająca i okropną, ale jest to reakcja na coś głębokiego i jeszcze bardziej niszczącego. Do tej pory byłem skłonny przyznać, że są wojny ceną, jaką płacimy za technikę, laickość i wysoką organizację społeczeństw, ale ceną, z płacenia której da się zrezygnować (wyrosnąć?). Teraz widzę wojny bardziej jako nieuchronną konsekwencję, bezwarunkowy odruch człowieka na wtłoczenie go w młyńskie tryby (młyńskie, tak, nomen omen, bo zaczęło się to chyba wraz z rewolucją neolityczną). I więcej, jest to reakcja o cechach leczniczych! Uświadamia nam ona to, że społeczne konstrukcje są niczym i że człowiek otwarty na sacrum (czyli przeżywający swe życie szczerze, w znaczeniu, jakie podkreślał Ortega y Gasset) musi te konstrukcje porzucić. Ich idolatria jest wystarczająco zła nawet bez wojen, które to w ujęciu Caillois stają się prawie (okropnymi, tego nie kwestionuję) znakami ,,wrong way'' - i ,,wrong'' dotyczy zasadniczego kierunku okresu pokoju! (O kierunku można mówić tylko w odniesieniu do pokoju, wojna bowiem jest zatraceniem kierunków, co też daje szansę na obranie nowego, lepszego.) Ryzykując nadmiar, podkreślę: nie o to się rozchodzi, że mamy wojny, bo nie wyciągamy wniosków z wojen wcześniejszych (czego przykładem byłaby może postawa mocarstw po I wojnie światowej i późniejszy wzrost odwetowych nastrojów u Niemców, może, nie znam się). Chodzi raczej o dużo starsze (i nieświadome) decyzje, które skierowały ludzkość na drogę prowadzącą niby naprzód, ale na kikutach — kikutach cielesnych, ale i gorzej jeszcze krwawiących kikutach myśli! Daję 9/10 za to co przeczytałem, z nadzieją, że w tej nieprzeczytanej reszcie będzie dla mnie coś podobnie ważnego, kiedyś, gdy do tej książki wrócę. PS Wojna w wyższym sensie, jako ścieranie się przeciwieństw, jako sama zasada genezy dostępnych nam światów, była przez Heraklita podnoszona do czegoś boskiego, do Boga samego. Wojny i pokoje jako przeciwieństwa są konieczne, naturalne i nawet twórcze. Obecnie prowadzone wojny nie są jednak twórczym przeciwieństwem pokoju, są tylko jego odmianą. Wojowanie satelitą i dronem nie jest takie inne od wojowania netfliksem. Może nawet jest to lepsze, bo mniej obłudne... I na koniec Heidegger, jeszcze przed rewolucją cyfrową, choć jakby ją antycypując: ,,poprzez środki techniki szykowany jest atak na życie i istotę człowieka, atak, w porównaniu z którym niewiele znaczy wybuch bomby wodorowej. Bowiem właśnie gdy bomby wodorowe nie wybuchną i życie człowieka na Ziemi przetrwa, wraz z epoką atomową nadciągnie przerażające przeobrażenie świata.''
Wojciech Kryszak - awatar Wojciech Kryszak
ocenił na 9 2 lata temu

Cytaty z książki Kulturowe podstawy osobowości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kulturowe podstawy osobowości