rozwiń zwiń

Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7

Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7
Yuto TsukudaShun Saeki Wydawnictwo: Waneko Cykl: Kulinarne Pojedynki (tom 7) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Kulinarne Pojedynki (tom 7)
Data wydania:
2017-11-30
Data 1. wyd. pol.:
2017-11-30
Język:
polski
ISBN:
9788380961241
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7

Średnia ocen
7,7 / 10
42 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
383
383

Na półkach: ,

Kulinarne Lisioły tom 7.
.
Jesienne wybory to jeden wielki konkurs gotowania dla najlepszych. W tym tomie otrzymujemy posmak wielu kucharzy, zaglądając im przez ramię do garnków i talerzy. Niektórzy bardzo się wyróżniają jak np. wrząca wiedźma. Zapach tego dania powalił Lisioła i to nie w dobrym znaczeniu tego słowa!
.
Futrzak ewidentnie woli towarzystwo Tadokoro. Za jej niezdarnością kryje się prawdziwa magia. Jest niczym księżniczka zaczarowana w łabędzia, ale bardziej jak słoń w składzie porcelany (ale na pociechę słoń jest złoty). Również sekretarka Eriny przyciąga wzrok swoją leczniczą kuchnią - zdaniem Lisioła, idealna na kaca. Ciekawie ogląda się starcie jasnej i ciemnej mocy kuchni w wielkim boju o atencje panienki Eriny, której futrzak nie poświęciłby nawet spojrzenia.
.
Mamy tutaj też królową mięsa oraz włoski pojedynek między dwoma braćmi. Lisioł wyszedł z tej lektury niezwykle najedzony, a wręcz obżarty. Warto jednak pisnąć, że tom 7 nie należy do Soumy Yukihura. Tym razem musiał ustąpić miejsca innym, równie ciekawym postaciom.

Kulinarne Lisioły tom 7.
.
Jesienne wybory to jeden wielki konkurs gotowania dla najlepszych. W tym tomie otrzymujemy posmak wielu kucharzy, zaglądając im przez ramię do garnków i talerzy. Niektórzy bardzo się wyróżniają jak np. wrząca wiedźma. Zapach tego dania powalił Lisioła i to nie w dobrym znaczeniu tego słowa!
.
Futrzak ewidentnie woli towarzystwo Tadokoro. Za jej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

85 użytkowników ma tytuł Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7 na półkach głównych
  • 61
  • 24
61 użytkowników ma tytuł Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7 na półkach dodatkowych
  • 29
  • 14
  • 6
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki One Piece: Shokugeki no Sanji Yuki Morisaki, Eiichiro Oda, Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,0
One Piece: Shokugeki no Sanji Yuki Morisaki, Eiichiro Oda, Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #36 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,6
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #36 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #35 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,5
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #35 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #34 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,6
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #34 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #33 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,8
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #33 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #32 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,6
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #32 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Okładka książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #31 Shun Saeki, Yuto Tsukuda
Ocena 7,7
Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #31 Shun Saeki, Yuto Tsukuda

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Overlord #1 Maruyama Kugane
Overlord #1
Maruyama Kugane Fugin Miyama
Mangowi twórcy, czyli popualrnie zwani ,,mangakami" potrafią działać i pracować niczym wizjonerzy, i to całkiem porównywalnie w stosunku do komiksowych geniuszy. Dlatego tak specyficzny, tak rewelacyjnie przyjmowany i odbierany geekowskim serduchem okazuje się świat mangi. Japoński komiks pod względem technicznym momentami jest bliski ideałowi. Zdaje się być tak przepełniony oryginalnymi dla siebie dziwnościami, takimi ekspresjami szczególnie w rysunku, że próżno dzisiaj jest szukać czegoś w medium komiksowym bardzo do mangi zbliżonego - być może nic, co człowiek jeszcze w kwestii narracji graficznej wymyśli, mandze nie dorówna, a jeśli tak, to jedynie dogoni do wyrównania stawki, jednakże nie prześcignie. Na elementy ,,magiczne i fantastyczne" w serii mangi czy danego komiksu np. sensacyjnego z elementami fantasy lub sci-fi albo z czymś wprost z szerokiego nurtu horroru i thrilleru zmiksowanego z innymi podgatunkami, składa się całkiem spora ilość - jeśli tak to można nazwać - składników budujących takowy Świat, jego narrację, postaci i całą, całą resztę. Najważniejsza, jak na moje popkulturowe doświadczenie i instynkt z tego tytułu, w uznanym wśród fanów rodzaju fantasy zmiksowanym z współczesnym podejściem do sci-fi, jest drobiazgowość i różnorodność w kreacji Świata Przedstawionego, który koniec końców musi być bogaty, urozmaicony, wręcz stworzony do eksploracji i eksploatacji przez naszych protagonistów i antagonistów. W mandze i anime istnieje jeden szczególny podtyp - choć ciężko tak naprawdę to dokładnie podręcznikowo nazwać i ,,zakategoryzować" - gatunek lub nurt zwany ,,Isekai". Należą do niego niezliczone japońskie komiksy oraz filmy i cykle anime, jednak chyba największą robotę w przyciąganiu kolejnych fanów oddanych Isekai właśnie, sądzę, robią seriale stworzone w konwencji anime (najczęściej są to serie; filmów na streaming czy ,,kinówek" w materii Isekai jest niestety mało), takie jak: Sword Art Online, No Game No Life i najważniejszy bohater niniejszych deliberacji... Overlord! Jedną z najbardziej nieoczywistych - choć zależy kto na taką zagwozdkę patrzy i jak to rozumie - kwestii wśród fanów wspominanego Isekai, jest uznanie "SAO", czyli Sword Art Online za ojca współczesnego stylu i rytmu kreacji rzeczywistości w Isekai, a także za prowodyra i krzewiciela tejże odmiany wśród morza popkulturowych gatunków. Jednak najbardziej popularnym ostatnimi czasy wśród ,,isekajowców" jest "Uniwersum Overlord" - pierwszy czy drugi sezon... a może komiks lub light novel, nieistotne, gdyż ten Świat zdaje się mieć lekką przewagę nad całym dobytkiem (a jest on całkiem spory) i popularnością "SAO", głównie z powodu bycia bardziej wiernym tworem dla założeń i cech nurtu Isekai, a także z racji posiadania zarówno genialnej animacji z cyklu oraz mangi, czego szczególnie w SAO według mnie ciężko jest szukać. I całościowo "Overlord" to rzecz pierońsko mocna na tle nielichej konkurencji w tworach anime z gatunku ,,Fantasy/Sci-Fi Isekai" i temu podobnych nurtach/podgatunkach. I nie chcę niczego mówić, tzn. porównywać dwóch seriali ze sobą w celu wiadomej ,,faworyzacji" jednego z nich, ale powiem tylko tak: na tyle na ile pozwala mi moja wiedza i doświadczenie z japońską animacją (nie aż tak wielkie z mangą) - i mam tu na myśl całe spektrum licznych produkcji, śmiało stwierdzam, że "Overlord", to dla mnie wzór Isekai; i nie chciałbym oglądać teraz "Sword Art Online" czy cokolwiek z tego Uniwersum czytać, jeśli light novelka lub manga byłaby gdziekolwiek dostępna do kupna (choć o to było by obecnie ciężko), by powiedzieć: ,,dla mnie i tak przygody Ainza to i tak najlepsza rzecz w tym względzie". Po doświadczeniu 4 sezonów tego anime, Ja po prostu wiem, że to Uniwersum jest tak ,,mięsiście dobre" w konsekwentnym tworzeniu opowieści w stylu Isekai, że... aż szkoda zacząć oglądać cokolwiek z tego nurtu. Nadszedł ten moment, w końcu zabrałem się za mangowe realia dość złożonego Wymiaru rozrywki stworzonego na potrzeby cyklu "Overlord". ,,Złożonego", gdyż jak dobrze wiemy całość logicznej egzystencji tego Świata opiera się o motyw rozległej wirtualnej rzeczywistości, którą mówiąc w skrócie skrótów tworzy Meta-Świat gry sieciowej "Yggdrasil", w której gracze logując się do niej wkraczają w arkana wirtualnej rzeczywistości ograniczonej tylko i wyłącznie tempem i sposobem modelowania świata/struktury tej gry przez algorytmy, a raczej przez coś większego, jak ultra zaawansowana Sztuczna Inteligencja ucząca się w sposób przez ludzki umysł nie do przewidzenia. Na pewno ciężko określić jak ostatecznie rozległy jest świat "Yggdrasil" (jak dotąd samo anime w pełni nam tego nie ukazało), czy stwierdzić to, co, gdzie i jak taki Ainz Ooal Gown - główny protagonista/postać neutralna serii - wyciągnie sobie to coś ,,z powietrza", czyli po raz kolejny w niewytłumaczalny dla tej rzeczywistości sposób zaburzy jej strukturę, ukrywając np. jakiś magiczny artefakt, ot tak w przestrzeni przed sobą. Tak, to w tym Uniwersum przewodzi nie kto inny, jak właśnie ów ,,Pan Ainz". To w jego ,,wirtualnym ciele” znajduje się świadomość ludzkiego gracza, młodego mężczyzny o prawdopodobnym pseudonimie ,,Momonga”. Ów człowiek staje się tą legendarną, najlepiej znaną entuzjastom anime, którzy najpierw oglądali serię z tego Uniwersum, a potem ochoczo i z werwą jak ja zabierają się za jego mangowe pierwociny, szkieleto-podobną sylwetką, odzianą majestatycznym wręcz płaszczem, zaopatrzoną w rozmaite ozdoby i przedmioty magiczne, tylko i wyłącznie z powodu, jak to się mówi, ,,własnej głupoty”. Momonga popełnił jeden zasadniczy błąd: zapomniał się w tej meta-grze tak bardzo, że z głowy wyleciało mu ,,wylogowanie się!" z serwerów Yggdrasil, gdy przecież już za niedługo miała być ona na stałe wyłączana! I tak, niezmierzona, niezbadana do końca przez graczy rzeczywistość Yggdrasill po prostu ,,ożywa” – sztuczne, wirtualne istoty i postaci, jak NPC, zaczynają egzystować zgodnie z własną świadomością, jakby zamieszkiwały te wielkie przestrzenie i liczne krainy tak jak ludzie zamieszkują Ziemię, będąc świadomi, że są jej obywatelami... jakby robili to od zawsze. W ten bardzo niefartowny - ale tylko z początku - dla młodego gracza sposób nie tylko w medium serialowym, ale i komiksowym również, bo w tym przypadku jest to najistotniejsze: zaczyna się cała ta nader dobrze nakreślona scenariuszowo i dostatecznie dobrze graficznie w stosunku do genialnie wizualizowanego serialu anime z Uniwersum, uwydatniona, a raczej z pasją narysowana, niemająca końca mangowa przygoda, ot narodziny prawdziwej legendy, ,,Sir” Ainz Oawl Gowna, jak mówi opis pierwszego tomu recenzowanej niniejszym opowieści Overlord: ,,potężnego, mrocznego maga, który adaptuje ten potworny świat na swój nowy dom.” Bardzo istotny dla mangowej strony całego gatunku Isekai i temu podobnych w sci-fi treściach o koncepcji ,,wirtualnych rzeczywistości” i wymiarach, pierwszy tom opowieści z cyklu "Overlord" jak i wiele, wiele następnych w Uniwersum, to wynik ciężkiej pracy ,,mangaków” Kugane Maruyamy i Fugina Miyamy. Dla mnie, a może i wielu z Was, są to artyści znani nie na tyle na ile powinni. Cykl tej mangi nie jest tak popularny jak jej adaptacja. Poza tym artyści z kraju kwitnącej wiśni, cóż, nie są w Europie aż tak popularni jak scenarzyści i rysownicy amerykańskiego komiksu czy twórcy filmowo-serialowi. Jednak… za to co potrafili (już w tym, omawianym, pierwszym tomie, a dopiero to początek ich pracy nad serią Overlordu!) w pilotowym dla tej historii tomie zarysować i odpowiednio przedstawić, powinno im się bardzo solidnie podziękować. Nie jest to praca ,,najwyższej słodyczy”, ale ma ona swoją wysoką wartość dla ,,Isekai” i ogólnie dla geeków fantasy, zwłaszcza gier RPG, czy słynnych gier fabularnych planszowych z tego gatunku. Jest to intensywna, ale co dość zaskakujące objętościowo krótka historia: około 170 stron wygląda tu na 200 – prawdopodobnie to rezultat specyfiki rysowania i pisania twórców oraz samego papieru, który jest dość twardy i jakościowo wystarczająco dobry. Trudna sprawa - a momentami lektury aż ,,sprawa się rypła" - z mangą "Overlord", z tym jej ,,pierwszotomowym" otwarciem. Sęk w tym, że chciałoby się o niej pisać w samych superlatywach, jednakże nie do końca będzie to w tym specyficznym przypadku możliwe. Tak jak strasznie szybko chciałem zapoznać z treścią tomu, tak też uczyniłem. I nie żałuję z celowym ,,pospieszaniem samego siebie", gdyż generalnie rzecz biorąc, to była dość udana manga: jak na początek tego rodzaju przygód ,,Momongi" i jego świty z Wielkiego Grobowca Nazaricka, te pierwsze zawarte w wydaniu kilka rozdziałów wyszło obronną ręką, niekiedy nawet aż nadto dobrze, ba!, blisko poziomu ekscytacji godnej powiedzenia: ,,zachwycająco!". Sęk w tym, że tom pierwszy "Overlord" nie był do końca stabilny i ,,jednomierny" w tempie narracji i ogólnej dynamice kreowanej tu historii. Wszystko zaczęło się na dobre rozkręcać, wrzucać te wyższe biegi fabularnej realizacji w okolicy połowy tomu - wtedy gdy nasz protagonista (tak naprawdę człowiek w cyfrowym awatarze swej growej postaci) po lekkim szoku, który musiał przetrawić, dowiedział się, że jego ukochana gra... po prostu żyje. Nagle zadziałała ,,czysta psychologia" - gracz/Ainz zdał sobie sprawę z potęgi absolutnej, którą w tym skomplikowanym Świecie, którego wychodzenia swą rozległością poza rzekomo wymiar Yggdrasilu sam nie rozumie, tylko on (jak na pierwszy tom przystało) posiada i absolutnie nic nie jest w stanie mu jej odebrać. No i się zaczęło... Z ,,Overlordem" jest tak jak z do połowy pełną szklanką: satysfakcja z początku mojej przygody z tą mangą jest olbrzymia, jednakże zdałem sobie po części sprawę, że czegoś mi tu zabrakło, że faktycznie... uogólniając całość zawartości tomu pierwsze: było zbyt jednorodnie - zarówno pod względem dynamiki i ,,montażu" rysunku jak i samego scenariusza, który pierwszym odcinkom tego anime nie miał szans dorównać. Na ten moment to serial ,,zjada swój pierwowzór"; podejrzewam, że dopiero kolejne tomy będą odgrywały znaczącą rolę w tym, co w szerokim nurcie Isekai jak i w Uniwersum Overlord jest najlepsze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 6 2 lata temu
Akame ga Kill! #1  Takahiro
Akame ga Kill! #1
Takahiro Tetsuya Tashiro
Ocenię cały tytuł jako całość, dlatego moja opinia znajdzie się zarówno pod pierwszym jak i ostatnim tomem. Tytuł ten bardzo dobrze sprawdza się w roli brutalnego i mrocznego fantasy jak i battle shounena i dostarczył mi dokładnie tego, czego po nim oczekiwałem, a mimo to czegoś mi tu brakowało. Może problemem jest fakt, iż uważam tę historię za przygodę na raz, do której nie ma sensu później wracać, co zresztą po części niechcący potwierdziłem? Naszym głównym bohaterem jest niejaki Tatsumi i co by o nim nie mówić na samym początku poznajemy go jako typowego protagonistę anime. Jest wesoły, pełen energii, naiwny i niewinny i gdyby nie fakt bycia główną postacią, długo by nie pożył. No ale fabuła popchnęła go w szeregi Night Raid - drużyny zabójców, chcących uleczyć imperium przez wyrwanie z korzeniami toczącą je zgniliznę i korupcję. Oczywiście Tatsumi decyduje się do nich dołączyć. Co bardzo w nim fajne to fakt, że akcje jakie podejmuje i okropności jakich jest świadkiem mają na niego wpływ, zmieniają go. Ciekawym też jest, że mimo dostawania największej ilości czasu ze względu na bycie główną postacią, przez większą część historii nie wystaje przed szereg wśród swoich kompanów; oczywiście w okolicach finału dostaje dość potężnego boosta do mocy, ale do tego momentu inni bohaterowie od niego nie odstają a nawet, według mnie, byliby od Tatsumiego silniejsi, co w tym gatunku chyba nie jest często spotykane. Pozostali członkowie Night Raid też wypadają pozytywnie. Może i gdyby robić jakiś ranking najlepszych postaci, nawet typowo z mangi i anime, nikt z "Akame ga Kill!" by się w nim nie znalazł, nie można powiedzieć, że są źle napisani. Każdy jest inny, wyróżnia się i można z nimi sympatyzować. Najlepsze są momenty w których spędzają razem czas, śmieją się i sobie dogadzają. Nie tylko czuć w takich chwilach fajnie uchwycone relacje między członkami, ale i czuć, już u mnie nie u bohaterów, takie swego rodzaju napięcie. Za każdym razem gdy się bawili i świętotali ja miałem świadomość, że najprawdopodobniej ostatni raz oglądam ich w takim gronie, w takim składzie. Tu dochodzimy do ogromnej zalety "Akame ga Kill!" - brak giną. Każda walka, każda sytuacja zagrożenia generowała ogromne napięcie , ponieważ wiązała się z potencjalną utratą jednego z członków Night Raid. I te śmierci działają bardzo dobrze, uderzały we mnie bardzo mocno. Po części też dlatego, że każdy napisany był w taki sposób, by łatwo było go polubić, ale i dlatego, że były one mimo wszystko niespodziewane. Niestety to, co tak dobrze na mnie działało za pierwszym razem, za drugim właściwie po mnie spłynęło. Za pierwszym razem doczytałem do około 10 tomu, po czym z jakiegoś powodu przestałem czytać, pozostałe tomy dokupiłem dużo, dużo później i zacząłem lekturę od początku. Niby logiczne, wiedziałem kto, kiedy i w jaki sposób więc nie wywołało to u mnie takich emocji, ale mimo swojej wiedzy dwa zgony, które bardzo dobrze pamiętałem, ścisnęły mnie za gardło. Kolejnym mocnym elementem i obowiązkowym punktem każdego szanującego się battle shounena są walki, a te robią robotę nawet przy ponownej lekturze. Są dynamiczne, emocjonujące w związku z tym co napisałem powyżej i bardzo ciekawe za sprawą Teigu, czyli artefaktów, którymi posługują się nasi bohaterowie, a które mają różne, ciekawe zdolności. Zdarzały się pojedyncze kadry w których nie wiedziałem na co patrzę, ale większość pojedynków była czytelna, więc nie przeszkadzało mi to szczególnie. Co już wypadło gorzej to antagoniści. Ich motywacje zazwyczaj sprowadzały się do tego, że byli po prostu porąbani, aczkolwiek wypadałoby posłużyć się bardziej wulgarnym określeniem do oddania ich zepsucia. W większości przypadków nawet jeśli ktoś miał jakieś motywacje i smutną przeszłość, okazywało się że jest zły głównie dlatego, że ma nie po kolei w głowie. Szkoda, bo nawet w pewnym momencie powstała grupa antagonistów w odpowiedzi na Night Raid i oni są trochę niewykorzystanym potencjałem. Można by z nich zrobić swego rodzaju lustrzane odbicie grupy naszych zabójców - różnorodną i sympatyczną grupę, która mogłaby się z Night Raid w innych okolicznościach zaprzyjaźnić, ale że stoją po przeciwnych stronach barykady muszą się wzajemnie powyżynać. Szkoda, że autor nie poszedł w taką stronę, tym bardziej, że były podwaliny pod taką narrację. Niestety wyszło jak wyszło i finalnie szkoda mi było tylko jednego, dosłownie jednego, antagonisty, pozostali, nawet jeśli okazali się finalnie dobrymi osobami, to coś w ich wątkach po prostu nie zagrało. Na plus i minus wyróżnia się Esdeath, czyli główna antagonistka. W jej przypadku ta sadystyczna psychoza zdawała się naprawdę działać. Z nią główny problem mam taki, że jest zbyt potężna i to do przesady. Silni antagoniści mi nie przeszkadzają, nawet często wychodzi to na plus bo zmusza bohaterów do wymyślenia jakiegoś planu, ale tutaj... Przeszkadzać mi to tak na poważnie zaczęło od pewnej sceny, w której już ukazane zostało, że nawet całą grupą nikt nie ma z nią szans, a ona jeszcze dostała niedorzecznie potężnego asa w rękawie. Nie wiem, dlaczego aż tak mi to przeszkadzało, może chodziło o to, że jej moc sama z siebie zbyt bardzo górowała nad każdym innym Teigu? Albo o fakt, że nawet w retrospekcjach nie pojawiał się nikt będący dla niej autentycznym zagrożeniem. Bo nawet jeśli już ktoś był dość mocny stawić jej opór, to i tak okazywało się, że nie był nawet bliski zwycięstwa. Na szczęście pomijając aspekty niedorzecznego power level'a, jako postać sama w sobie sprawuje się dobrze. Jej sadyzm, poczucie wyższości i wieczne pragnienie walki fajnie współgrają z momentami, w których pokazywała swoją ludzką stronę. I to nie tak, że w głębi duszy była dobra, ale pojawiały się takie myśli, czy mogłaby przejść na stronę dobra. Zakończenie mi się nie podobało. Finalna bitwa bardzo fajna, ale jeśli narzekałem na zbyt duży poziom mocy u Esdeath, to bez spoilerów pod sam koniec autora poniosło jeszcze bardziej. Jeszcze mniej chyba podobał mi się happy end i to pomimo, że bardzo lubię historie z dobrym zakończeniem. Po prostu to tutaj nie tyle nie pasuje, co zostało zrobione na siłę, kosztem zepsucia odbioru niektórych scen, które nastąpił wcześniej. Na szczęście pomijając absurdy jakie się działy na koniec, samo zakończenie już po finalnej batalii mi się podobało, uważam je za bardzo dobre zamknięcie historii. Czy polecam? Tak, jak najbardziej. Pomimo wad, jakie wypisałem, bawiłem się świetnie. Akcja jest dobra, postacie da się lubić i można się zaangażować w ich losy a walk jest pod dostatkiem. No czego chcieć więcej od tego typu tytułu? Od siebie polecam, nawet jeżeli raczej nigdy do tego nie wrócę, chyba że do adaptacji anime, która z tego co widziałem parę urywków drastycznie zmienia parę wątków i kto wie, może naprawia pewne bolączki finału?
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na 7 1 rok temu
Wypaczona Ryo Haruto
Wypaczona
Ryo Haruto
Creepy lolita z młotem, która rozpaczliwie chce mieć braciszka i siostrzyczką zostać. Ale tak bardzo bardzo rozpaczliwie. Tak TOTALNIE KURDE ROZPACZLIWIE ŻE NIE OGARNIESZ. Nie chcesz zostać jej braciszkiem? No to masz przesrane wręcz na wskroś. Bo to jest creepy lolita i w dodatku wypaczona fest. Trochę nie mogę z tej mangi a trochę mogę. Bo tak: jest tu ostro, miejscami serio mocno - jeśli horror'rowość Wypaczonej miarkować. Ale jednocześnie cała ta siostrzano-braciana otoczka wydaje mi się taka jakaś śmieszna. Chodzi o to, że typiara ma nasrane w baniaku, jest potworną miejską legendą no i jest świetnie napisana - jako postać, która czyni z tej mangi horror - wcale a wcale niezły. Mamy też młodego typka, którego czekają.. no niespecjalnie przyjemne gry i zabawy. I zrobiło mi się skrajnie przykro, jak wyjaśniać się zaczęło, ale zostałem zrobiony w wała fabularnym smaczkiem i już mi nie jest przykro. Wypaczona to przyjemniaczek mangowy. Wydana jako grubaska - jednotomówka, zawiera dwa tomiki oryginału oraz dwa bonusowe shorty, których Junji Ito by się nie powstydził. Zakończenie wywaliło mnie trochę z kapci. W sumie tak wywaliło z półtora kapcia. Bo dość przewidywalne motywy, którymi fabuła mknie, pozwoliły mi domniemywać, że również zakończenie będzie przewidywalne. A tu zonk. Jest grubo, ostro, zaskakująco ale z lekkim niedosytem. Wizualnie to nic specjalnego, ale oczy nie bolą. Wypaczona ma się czym pochwalić, w kilku momentach splash page's to naprawdę ładne arciki. Moim zdaniem ultra must have dla fanów horrorów mangowych czy też mangów horrorowych. Bawiłem się na tyle przednio, że minutę po lekturze piszę ten tekst, który właśnie przeczytałeś/łaś, Drogi Czytelniku/czko. Czuj się więc pozdrowiony/a, czytaj mangi i jedz dużo warzyw! Więcej na IG @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na 7 3 miesiące temu
Inspektor Akane Tsunemori #2 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #2
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Ludzkość XXI wieku to ludzkość, i tu pojawi się namaszczone subiektywnością spostrzeżenie, egzystująca w dość dobrych gospodarczo, ekonomicznie i technologicznie czasach. Skusiłbym się rzec nawet, że w niespodziewanie dobrych. Jest jednak jedno ,,ale". Świat niczym skąpany landrynkowym lukrem, gdzie każdy patrzy przez te swoje różowe okulary, cóż, taki nie jest. Dlatego albo nic nie ma za darmo, albo nie jest tak idealnie jakby się chciało. Konflikty wewnętrzne, korupcja, utarczki na szczytach władzy, wojny jak m.in. ta wciąż tocząca się rosyjsko-ukraińska, mówiąc delikatnie: to liczne i dość obmierzłe i nikomu niepotrzebne ,,niejasności”, realizowane dość często przez fanatyków na łamach problemów związanych z religią, z prawami swobód obywatelskich, z prawem do wyznania, koloru skóry, poglądów społecznych, politycznych etc. Dodajmy do tego terroryzm zyskujący coraz większe możliwości i coraz większe poparcie wśród ,,skrajności ideologicznych”, a nasz świat jak widać zdaje się iść w nie wiadomo jakim kierunku, jakby ku coraz większej entropii, dychotomii, ku pustce. Paradoksalnie jednocześnie pragnie on coraz większej konsumpcji i zyskania w tym grajdołku tego, co nazywamy naszą rzeczywistością, i na którą my jako ludzkość wszyscy zapracowujemy: swoistej równowagi. Chyba nikt nie jest w stanie oddać za nas głosu i określić, jaki jest nasz świat – ma to tak samo ogromne znaczenie z punktu widzenia jednostki, grupy i sporego zbioru, np. narodu, czy całej cywilizacji. To tak samo subiektywny jak i obiektywny głos, takowe znaczenie. Ciekawie w tym względzie wyraża się popkultura. Bo popkultura ma to do siebie, że oprócz tego, że po prostu kreuje masę ,,rozrywkowego contentu”, który dla jednych jest tylko i aż tą typową rozrywką, a dla drugich nieokreśloną, bezcenną, znaczącą coś indywidualnego, intymnego i bardzo cennego pasją, ot poświęceniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, to co istotne: daje ona nam również najrozmaitsze interpretacje oraz odzwierciedlenia, ot głosy ludzi przez osobę autora lub jego wizje, przede wszystkim komentarz wobec rzeczywistości, wobec tego jaki jest, powinien być, jak jest zły, dobry, czy stanowi dla nas wyzwanie bądź jest nudny padół, na którym od tysięcy lat przyszło ludzkości żyć. Analizy i tego rodzaju interpretacje znajdują swe ujścia tak samo w filmach, serialach, popularnych książkach, jak i co ciekawe… komiksach. Tak, medium narracji obrazkowych ma w sobie coś, co w sposób dla tej formy w stosunku do filmu jest istotne, korzystne dla odbiorcy: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu”, który pokrywa scenariusz. Opisać tego, jaki jest obecny XXI wiek, czy to jakie pod względem futurologicznym (technologia przyszłości, skala rozwoju gospodarczego, rozwój nauk, poziom wiedzy, ukształtowanie polityczne etc.) może być dla nas kolejne i kolejne stulecie, a nawet i tysiąclecie sama literacka proza w gatunku sci-fi, cyberpunk sci-fi, post-apo i temu podobne odgałęzienia fantastyki naukowej, może zrobić bez problemu, i sądzę nie jest to nader wyzywająco i nie wiadomo jak przemożnie trudne w stosunku do powieści graficznej zadanie. Twórcy komiksowi zatracający się w swych kreacjach rysunkowych i scenariuszowych, którzy poprzez określone, alternatywne wyprzedzające swoje czasy wizje tego, co mogło być i może się dla Cywilizacji za ,,te ileś lat czy dekad, lub dużo dużo więcej lat w przód” rozegrać (i oby w rzeczywistości nie spotkał nas jakiś atomowy holocaust), wtłaczane w tak rozmaity pisarski i graficzny sposób, fakt mają o wiele trudniejszą ,,powinność interpretacyjną i komentującą ludzki padół” od pisarzy czy w niektórych przypadkach nawet i filmowców, udowadniają, że artyści obdarzeni pasją do zachęcenia odbiorców do komentowania świata dookoła lub np. określonego jego elementu, jak konflikty polityczne, ideologiczne, problemy ekonomiczne, kwestie być może czekającego nas ,,załamania technologicznego” potrafią zdziałać cuda. Obraz w połączeniu z czystą formą scenariusza w odpowiednich rękach może stać się synergią, symbiontem, jednością, która natchnie w kwestii ,,spojrzenia ku przyszłości, ku dobru kolejnych pokoleń” czytelników takiego dzieła. Jednym z tych komiksów, a tak naprawdę jedną z tych japońskich narracji graficznych zwanych wśród ,,popkulturowiczów” mangą, który to poprzez dość specyficzną opartą na popularnym anime w gatunku tech-futurystycznego Sci-Fi pt. „Psycho-Pass” fabułę potrafi w swój pokrętny nader ,,innawy” sposób skomentować obecny świat i dać pewny wgląd w możliwość tego, czy ,,w takiej a nie innej wizji” swej egzystencji za dziesiątki lat mógłby wyglądać, jest manga pt. ,,Inspektor Akane Tsunemori” autorstwa Akiry Amano (ów mangaka odpowiedzialny był niniejszym za projekty postaci i inne elementy graficzne), Hikaru Miyoshiego (stwórca ten zajmuje się w tej serii dość sprawnie kwestią ogólnego rysunku) oraz Gena Urobuchi (osoba odpowiedzialna za scenariusz dla serii, który to oparto, co z początku nie wydaje się takie jasne na fabule słynnego anime, o którym powyżej była mowa). W moim przypadku ,,kopnął mnie ten zaszczyt”, że ostatnimi czasy zdołałem ogarnąć inne pozycje książkowo-komiksowe i znaleźć czas na tom 2 tej serii. I co ciekawe, do czego dziwnie jest się przyznać, to przypomnienie sobie o czytanej dość dawno powieści pt. ,,Brak tchu" G. Orwella oraz o obejrzanym na dniach filmie (tak, sam nie pamiętam, który to już seans z kolei!) z Tomem Cruisem w roli głównej pt. „Raport Mniejszości”, na którym to można odważnie wywnioskować wiele wskazuje iż wzorowało się oryginalne anime pt. „Psycho-Pass”, zmusiło mnie wewnętrznie do odparcia licznych pokus i sięgnięcia - po świetnie przyjętym przeze mnie pilocie tego cyklu japońskich komiksów - po omawianą i niniejszym recenzowaną kolejną z części tejże niezwykle profetycznej (choć ów profetyzm trzeba umieć i chcieć tu dostrzec) mangi o pewnej ,,pani Inspektor” osadzonej w Uniwersum rządzonym przez dyktującym wszystko wszystkim System Sibyl, odpowiednik orwellowskiego ,,Wielkiego Brata” – System, który… nie oszczędza nikogo, nawet jednostki specjalne, Agentów. Bo z prawem i absolutem nikt nie dyskutuje. Wszystko to, co kreował tom 1 mangi ,,PP", tom drugi mimo iż wciąż jest fikcją (tak samo jak pilot), to jest nieco lepszą od poprzednika fikcją, w ostateczności robi to o wiele lepiej. Sama realność tego Uniwersum… jest jeszcze bardziej realna i profetyczno-futurystyczna; pilot serii był sądzę wprowadzeniem do podstaw i lekkim ich rozwinięciem funkcjonowania ,,Nowego Świata” władanego przez jałowy Sibyl, natomiast ,,dwójeczka” to już wypłynięcie na szersze wody w tym kontekście poprzez w miarę sprawne poprowadzenie wątku, który jedynie ,,naznaczono” w tomie pierwszym. Sam skrót fabuły tomu 2, co zdradza nam np. wydawca czy treść na okładce, mówi, że na kartach wydania będzie chodzić o wątek ,,Talizmanu”. Jednak ,,Talizman” jest tu jedynie ,,MacGuffinem”, ot zachętą, przy której trzyma się fabularnie czytelnika. To nie jest anime, więc dynamika samej akcji, która w rysunku mangi zawsze jest nieco inna, pewnych elementów nie przykryje. Rozpoczęto pewną historię, którą takowy Talizman być może wyniesie na wiele, wiele tomów w przód, ale tomów, w których poznamy zakrapiane suspensem tajemnice, te liczne treści tak znane z anime ,,Psycho-Pass”. Na pewno pozostał z nami, obecny z tomu 1 ,,philip.k.dickowski" wyrazu przerażenia, ot lęku zbiorowości wobec możliwości utraty wolności przez Cywilizację – wolności, którą m.in. w tym Uniwersum może zabrać Sibyl. Takowe wpływy twórcze to wisienka na torcie, ba!, to wisienka na tej wisience na torcie. Gdyby nie P. K. Dick, Orwell i inni, gdyby nie ,,Raport Mniejszości” z Cruisem, ta seria, czy w ogóle samo anime nie miałoby prawa bytu. Widać to po omawianym wątku ,,Talizmana” w tomie 2. Przez tą postać, a raczej ,,awatara”, który w świecie wirtualnym pełni piekielnie ważną rolę przebija się cały sens intrygi, suspensu, charakterystycznego polotu i ,,gatunkowego smaku”, znanych z dzieł P. K. Dicka, a najbardziej wspomnianego filmu pt. ,,Raport Mniejszości”. Tak, ,,Talizman" nie jest tu najistotniejszy - rola tego wątku to nakreślenie określonej narracji, intrygi i tego czegoś, co jest charakterystyczne dla tego Uniwersum także samej serii mangi. Twórcy tych około 190 stron, w Polsce w tym tomie po raz kolejny wydanych przez słynne Waneko, wywiązali się ze swojego zadania dość dobrze, co najmniej! Zaoferowali nam zabawę motywem wirtualnej rzeczywistości, za bardzo głęboko w niego nie wchodząc, skupiając się przy nim wokół kryminalno-śledczo-sci-fi wątku czy też nurcie. ,,Kreska” w serii o Inspektor Tsunemori z Uniwersum Psycho-Pass jest szczególna. Raz delikatna, raz wątła, ot ,,blada”, np. z dużą ilością delikatnego konturu teł, bez różnorodności detalu, co być może ma wprowadzić czytelnika tej mangi w ,,jałowy” Świat ,,Wielkiego Brata” Systemu Sibyl. Postaci i często, choć niniejszym zbyt w stylu szarpanym, chaotycznym, sama akcja, której narracja zbyt skacze, a w poszczególnych scenach zdaje się brakować kadrów, jakby wycięto kawałek danej historii, która dopełniona mogłaby okazać się dla tej serii czymś nader wielkiej wagi, to lepiej rozwinięte elementy w tym tomie niżeli w pilocie. Choć czegoś tu zabrakło. Jest tu potencjał, który prawdopodobnie wątek ,,Talona" powoli uwalnia - przez takie wydarzenia w tym Uniwersum Masaoka, Ginoza, Inspektor Tsunemori, ci Agenci, te postaci zyskają więcej polotu, głębi, więcej charyzmy. Lecz zapewne przyjdzie to w kolejnych tomach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kulinarne Pojedynki - Shokugeki no Souma #7