Akame ga Kill! #1

Okładka książki Akame ga Kill! #1
TakahiroTetsuya Tashiro Wydawnictwo: Waneko Cykl: Akame ga Kill! (tom 1) komiksy
242 str. 4 godz. 2 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Akame ga Kill! (tom 1)
Tytuł oryginału:
アカメが斬る!
Data wydania:
2017-08-06
Data 1. wyd. pol.:
2017-08-06
Data 1. wydania:
2010-08-21
Liczba stron:
242
Czas czytania
4 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364891199
Tłumacz:
Katarzyna Podlipska
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Akame ga Kill! #1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Akame ga Kill! #1

Średnia ocen
7,2 / 10
65 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
112
54

Na półkach:

Ocenię cały tytuł jako całość, dlatego moja opinia znajdzie się zarówno pod pierwszym jak i ostatnim tomem.

Tytuł ten bardzo dobrze sprawdza się w roli brutalnego i mrocznego fantasy jak i battle shounena i dostarczył mi dokładnie tego, czego po nim oczekiwałem, a mimo to czegoś mi tu brakowało. Może problemem jest fakt, iż uważam tę historię za przygodę na raz, do której nie ma sensu później wracać, co zresztą po części niechcący potwierdziłem?

Naszym głównym bohaterem jest niejaki Tatsumi i co by o nim nie mówić na samym początku poznajemy go jako typowego protagonistę anime. Jest wesoły, pełen energii, naiwny i niewinny i gdyby nie fakt bycia główną postacią, długo by nie pożył. No ale fabuła popchnęła go w szeregi Night Raid - drużyny zabójców, chcących uleczyć imperium przez wyrwanie z korzeniami toczącą je zgniliznę i korupcję. Oczywiście Tatsumi decyduje się do nich dołączyć. Co bardzo w nim fajne to fakt, że akcje jakie podejmuje i okropności jakich jest świadkiem mają na niego wpływ, zmieniają go. Ciekawym też jest, że mimo dostawania największej ilości czasu ze względu na bycie główną postacią, przez większą część historii nie wystaje przed szereg wśród swoich kompanów; oczywiście w okolicach finału dostaje dość potężnego boosta do mocy, ale do tego momentu inni bohaterowie od niego nie odstają a nawet, według mnie, byliby od Tatsumiego silniejsi, co w tym gatunku chyba nie jest często spotykane.

Pozostali członkowie Night Raid też wypadają pozytywnie. Może i gdyby robić jakiś ranking najlepszych postaci, nawet typowo z mangi i anime, nikt z "Akame ga Kill!" by się w nim nie znalazł, nie można powiedzieć, że są źle napisani. Każdy jest inny, wyróżnia się i można z nimi sympatyzować. Najlepsze są momenty w których spędzają razem czas, śmieją się i sobie dogadzają. Nie tylko czuć w takich chwilach fajnie uchwycone relacje między członkami, ale i czuć, już u mnie nie u bohaterów, takie swego rodzaju napięcie. Za każdym razem gdy się bawili i świętotali ja miałem świadomość, że najprawdopodobniej ostatni raz oglądam ich w takim gronie, w takim składzie.

Tu dochodzimy do ogromnej zalety "Akame ga Kill!" - brak giną. Każda walka, każda sytuacja zagrożenia generowała ogromne napięcie , ponieważ wiązała się z potencjalną utratą jednego z członków Night Raid. I te śmierci działają bardzo dobrze, uderzały we mnie bardzo mocno. Po części też dlatego, że każdy napisany był w taki sposób, by łatwo było go polubić, ale i dlatego, że były one mimo wszystko niespodziewane. Niestety to, co tak dobrze na mnie działało za pierwszym razem, za drugim właściwie po mnie spłynęło. Za pierwszym razem doczytałem do około 10 tomu, po czym z jakiegoś powodu przestałem czytać, pozostałe tomy dokupiłem dużo, dużo później i zacząłem lekturę od początku. Niby logiczne, wiedziałem kto, kiedy i w jaki sposób więc nie wywołało to u mnie takich emocji, ale mimo swojej wiedzy dwa zgony, które bardzo dobrze pamiętałem, ścisnęły mnie za gardło.

Kolejnym mocnym elementem i obowiązkowym punktem każdego szanującego się battle shounena są walki, a te robią robotę nawet przy ponownej lekturze. Są dynamiczne, emocjonujące w związku z tym co napisałem powyżej i bardzo ciekawe za sprawą Teigu, czyli artefaktów, którymi posługują się nasi bohaterowie, a które mają różne, ciekawe zdolności. Zdarzały się pojedyncze kadry w których nie wiedziałem na co patrzę, ale większość pojedynków była czytelna, więc nie przeszkadzało mi to szczególnie.

Co już wypadło gorzej to antagoniści. Ich motywacje zazwyczaj sprowadzały się do tego, że byli po prostu porąbani, aczkolwiek wypadałoby posłużyć się bardziej wulgarnym określeniem do oddania ich zepsucia. W większości przypadków nawet jeśli ktoś miał jakieś motywacje i smutną przeszłość, okazywało się że jest zły głównie dlatego, że ma nie po kolei w głowie. Szkoda, bo nawet w pewnym momencie powstała grupa antagonistów w odpowiedzi na Night Raid i oni są trochę niewykorzystanym potencjałem. Można by z nich zrobić swego rodzaju lustrzane odbicie grupy naszych zabójców - różnorodną i sympatyczną grupę, która mogłaby się z Night Raid w innych okolicznościach zaprzyjaźnić, ale że stoją po przeciwnych stronach barykady muszą się wzajemnie powyżynać. Szkoda, że autor nie poszedł w taką stronę, tym bardziej, że były podwaliny pod taką narrację. Niestety wyszło jak wyszło i finalnie szkoda mi było tylko jednego, dosłownie jednego, antagonisty, pozostali, nawet jeśli okazali się finalnie dobrymi osobami, to coś w ich wątkach po prostu nie zagrało.

Na plus i minus wyróżnia się Esdeath, czyli główna antagonistka. W jej przypadku ta sadystyczna psychoza zdawała się naprawdę działać. Z nią główny problem mam taki, że jest zbyt potężna i to do przesady. Silni antagoniści mi nie przeszkadzają, nawet często wychodzi to na plus bo zmusza bohaterów do wymyślenia jakiegoś planu, ale tutaj... Przeszkadzać mi to tak na poważnie zaczęło od pewnej sceny, w której już ukazane zostało, że nawet całą grupą nikt nie ma z nią szans, a ona jeszcze dostała niedorzecznie potężnego asa w rękawie. Nie wiem, dlaczego aż tak mi to przeszkadzało, może chodziło o to, że jej moc sama z siebie zbyt bardzo górowała nad każdym innym Teigu? Albo o fakt, że nawet w retrospekcjach nie pojawiał się nikt będący dla niej autentycznym zagrożeniem. Bo nawet jeśli już ktoś był dość mocny stawić jej opór, to i tak okazywało się, że nie był nawet bliski zwycięstwa. Na szczęście pomijając aspekty niedorzecznego power level'a, jako postać sama w sobie sprawuje się dobrze. Jej sadyzm, poczucie wyższości i wieczne pragnienie walki fajnie współgrają z momentami, w których pokazywała swoją ludzką stronę. I to nie tak, że w głębi duszy była dobra, ale pojawiały się takie myśli, czy mogłaby przejść na stronę dobra.

Zakończenie mi się nie podobało. Finalna bitwa bardzo fajna, ale jeśli narzekałem na zbyt duży poziom mocy u Esdeath, to bez spoilerów pod sam koniec autora poniosło jeszcze bardziej. Jeszcze mniej chyba podobał mi się happy end i to pomimo, że bardzo lubię historie z dobrym zakończeniem. Po prostu to tutaj nie tyle nie pasuje, co zostało zrobione na siłę, kosztem zepsucia odbioru niektórych scen, które nastąpił wcześniej. Na szczęście pomijając absurdy jakie się działy na koniec, samo zakończenie już po finalnej batalii mi się podobało, uważam je za bardzo dobre zamknięcie historii.

Czy polecam? Tak, jak najbardziej. Pomimo wad, jakie wypisałem, bawiłem się świetnie. Akcja jest dobra, postacie da się lubić i można się zaangażować w ich losy a walk jest pod dostatkiem. No czego chcieć więcej od tego typu tytułu? Od siebie polecam, nawet jeżeli raczej nigdy do tego nie wrócę, chyba że do adaptacji anime, która z tego co widziałem parę urywków drastycznie zmienia parę wątków i kto wie, może naprawia pewne bolączki finału?

Ocenię cały tytuł jako całość, dlatego moja opinia znajdzie się zarówno pod pierwszym jak i ostatnim tomem.

Tytuł ten bardzo dobrze sprawdza się w roli brutalnego i mrocznego fantasy jak i battle shounena i dostarczył mi dokładnie tego, czego po nim oczekiwałem, a mimo to czegoś mi tu brakowało. Może problemem jest fakt, iż uważam tę historię za przygodę na raz, do której...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

141 użytkowników ma tytuł Akame ga Kill! #1 na półkach głównych
  • 101
  • 38
  • 2
89 użytkowników ma tytuł Akame ga Kill! #1 na półkach dodatkowych
  • 43
  • 18
  • 16
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Akame ga Kill! #1

Inne książki autora

Okładka książki Chained Soldier, Vol. 12 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 12 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 11 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 7,0
Chained Soldier, Vol. 11 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 10 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 10 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 9 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 9 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 8 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 8 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 7 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 7 Takahiro, Youhei Takemura
Okładka książki Chained Soldier, Vol. 6 Takahiro, Youhei Takemura
Ocena 6,0
Chained Soldier, Vol. 6 Takahiro, Youhei Takemura

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wypaczona Ryo Haruto
Wypaczona
Ryo Haruto
Creepy lolita z młotem, która rozpaczliwie chce mieć braciszka i siostrzyczką zostać. Ale tak bardzo bardzo rozpaczliwie. Tak TOTALNIE KURDE ROZPACZLIWIE ŻE NIE OGARNIESZ. Nie chcesz zostać jej braciszkiem? No to masz przesrane wręcz na wskroś. Bo to jest creepy lolita i w dodatku wypaczona fest. Trochę nie mogę z tej mangi a trochę mogę. Bo tak: jest tu ostro, miejscami serio mocno - jeśli horror'rowość Wypaczonej miarkować. Ale jednocześnie cała ta siostrzano-braciana otoczka wydaje mi się taka jakaś śmieszna. Chodzi o to, że typiara ma nasrane w baniaku, jest potworną miejską legendą no i jest świetnie napisana - jako postać, która czyni z tej mangi horror - wcale a wcale niezły. Mamy też młodego typka, którego czekają.. no niespecjalnie przyjemne gry i zabawy. I zrobiło mi się skrajnie przykro, jak wyjaśniać się zaczęło, ale zostałem zrobiony w wała fabularnym smaczkiem i już mi nie jest przykro. Wypaczona to przyjemniaczek mangowy. Wydana jako grubaska - jednotomówka, zawiera dwa tomiki oryginału oraz dwa bonusowe shorty, których Junji Ito by się nie powstydził. Zakończenie wywaliło mnie trochę z kapci. W sumie tak wywaliło z półtora kapcia. Bo dość przewidywalne motywy, którymi fabuła mknie, pozwoliły mi domniemywać, że również zakończenie będzie przewidywalne. A tu zonk. Jest grubo, ostro, zaskakująco ale z lekkim niedosytem. Wizualnie to nic specjalnego, ale oczy nie bolą. Wypaczona ma się czym pochwalić, w kilku momentach splash page's to naprawdę ładne arciki. Moim zdaniem ultra must have dla fanów horrorów mangowych czy też mangów horrorowych. Bawiłem się na tyle przednio, że minutę po lekturze piszę ten tekst, który właśnie przeczytałeś/łaś, Drogi Czytelniku/czko. Czuj się więc pozdrowiony/a, czytaj mangi i jedz dużo warzyw! Więcej na IG @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na 7 3 miesiące temu
Ja, Sakamoto 1 Nami Sano
Ja, Sakamoto 1
Nami Sano
Ja, Sakamoto Nami Sano, to jedna z nowych szkolnych serii, które zagościły w Polsce. Zdecydowanie jednak różni się od pozycji, które czytelnicy mogli do tej pory przeczytać. Co jest w niej takiego niezwykłego? Zapraszam do lektury recenzji pierwszego tomu serii i poznania tytułowego Sakamoto, bohatera nad wyraz nietuzinkowego. Gdy sięgamy po jakąkolwiek ze szkolnych serii, czy to mangi, czy anime, możemy być pewni, że natrafimy na któryś z tych elementów: niezwykle utalentowanego ucznia wyróżniającego się na tle, najpopularniejszego/najpopularniejszą chłopaka/dziewczynę w szkole, szkolnych chuliganów, wątek miłosny, rywalizację między uczniami, najczęściej w postaci zawodów sportowych i tym podobne… Ja, Sakamoto nie jest w tym przypadku wyjątkiem, jednak sposób w jaki te schematy zostały przedstawione wywróci wasze spojrzenie na nie do góry nogami. Zacznijmy jednak od początku. Głównym bohaterem serii jest tytułowy Sakamoto, uczeń o nieprzeciętnej inteligencji, wysportowany, nienagannie wykonujący swoje obowiązki. Ulubieniec nauczycieli i osoba posiadająca spore grono wielbicieli zarówno wśród płci pięknej jak i wśród męskiego grona szkoły. Poznajemy go w momencie, gdy typowi szkolni chuligani próbują wszelkich metody, by uprzykrzyć naszemu bohaterowi życie, jednak wszystkie ich próby kończą się fiaskiem, bowiem Sakamoto zawsze znajduje sposób na przechytrzenie swoich oprawców. I robi to w charakterystyczny dla tego tytułu absurdalny sposób. Przykładowo, gdy oprawcy próbują wylać na niego wiadro wody w toalecie, przerzucając je przez drzwi kabiny, magicznym sposobem Sakamoto ma przy sobie parasol, który w porę rozkłada i wychodzi z sytuacji suchy, a wręcz ma jeszcze okazje przybrać triumfującą pozę (siedząc na kibelku) i zakpić z całego zajścia. Sakamoto jest postacią tak idealną, a przy tym wydającą się być wypraną z emocji i skupioną wyłącznie na sobie i dalszym kształceniu, że podczas lektury nie raz będziecie mieli wrażenie iż tak naprawdę macie do czynienia z robotem, a nie istotą ludzką. Pozostali bohaterowie mangi w większości stanowią tło do przedstawienia niesamowitości głównego bohatera, jednak wśród nich znajdą się również postaci, które przyciągną Waszą uwagę, a także pokażą iż Sakamoto dostrzega i reaguje na niesprawiedliwości dziejące się na terenie szkoły i zwalcza je. Jest takim lokalny superbohaterem, którego główną bronią są spryt i przyrządy szkolne. Jak już wspomniałam Ja, Sakamoto to tytuł, który napisany został, by poprzez dużą ilość przesady i absurdalnego humoru wyśmiać znane z innych serii elementy. Bohater co rusz używa coraz to bardziej niewiarygodnych technik, wykonuje przeczące prawom fizyki akrobacje i znajdziemy go w środku wydarzeń o jakich normalnym ludziom się nie śniło – Sakamoto skrzyżuje chociażby ostrze swego cyrkla z żądłem szerzenia i jak się domyślacie uratuje całą klasę. W pierwszym tomie znalazło się miejsce na pięć historii, jeden dodatek specjalny będący krótką historią z nieco wcześniejszych lat nauki bohatera. Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami znajdziecie obrazki przedstawiające sportowe wyczyny Sakamoto. Ich przesada idealnie oddaje klimat i całokształt tej mangi. Z resztą przekonajcie się sami: Tomik wydany jest w standardowym formacie, z obwolutą, pod którą koniecznie radzę zajrzeć. Tłumaczenie mangi stoi na wysokim poziomie, dzięki czemu żarty naprawdę bawią, a odzywki i powiedzonka głównego bohatera są odpowiednio epickie. Kreska jest schludna i bardzo szczegółowa, zarówno jeżeli chodzi o same postacie jak i tła. Ja, Sakamoto to tytuł, który nad wyraz pozytywnie mnie zaskoczył. To lekka, przyjemna w odbiorze manga, łącząca w sobie absurdalny humor i umiejętnie wyśmiewająca schematy znane z wszelkiego typu szkolnych (ale nie tylko) serii, które autorzy tak chętnie powielają w kolejnych tytułach. Jeżeli szukacie oryginalnego i zabawnego tytułu warto zapoznać się z tym tytułem. Sama z pewnością sięgnę po dalsze przygody niezwykłego ucznia. Ocena: 7/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na 7 8 lat temu
Inspektor Akane Tsunemori #3 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #3
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Nie jest to możliwe, aby być miłośnikiem dość rozległej formami, podgatunkami, mediami, które ją opowiadają (a rozchodzi się głównie o fantastykę naukową) i nie twierdzić, że… zwana ona inaczej ,,Science-Fiction”, spełnia swą szczególną rolę jeśli chodzi o wybitne kreowanie poczucia życia w idealnym świecie, który z pozoru wydaje się być idyllą, a koniec końców okazuje się błędem, jałowością, koszmarem, z którego ciężko się wydostać, czymś co nie powinno być rzeczywiste. Nie da się wobec takiego elementu fantastyki naukowej przejść obojętnie – w takim futurystyczno-profetycznym akcencie, czy to w literaturze, czy to w mediach: filmie oraz serialach sprawdza się znakomicie, stanowiąc coraz częstszą tematykę do rozważań wśród współczesnych twórców niniejszego, wszechobecnego już gatunku, w którym autorzy mogą nie tylko opowiedzieć daną fikcyjną fabułę i całe jej tło wraz z postaciami, wydarzeniami etc., ale i nawiązać dialog z odbiorcą, rzucić mu wyzwanie, do czegoś zmusić, coś uświadomić. Sci-fi, tak rozległe jak tylko to można sobie wyobrazić i bodaj jeszcze, jeszcze dalej, owszem to ocean twórczych możliwości w popkulturze i niekończących się relacji na linii: ,,popyt-podaż”, jednakże z pewnego punktu widzenia, jest to ot niepewny, grząski grunt, w który nie można zbyt głęboko, jeśli chodzi o kreatorów w tym gatunku wdepnąć – w fantastyce naukowej z pierwiastkiem futurystycznym i profetyczno-wizjonerskim na dodatek, cóż, na pewno trzeba umieć wiedzieć jak powinno posługiwać się swoją wyobraźnią, talentem, technikami, stylem, aby ,,nie wypluć” jak z jakiegoś automatu czegoś co zniechęci odbiorcę w przyswojeniu i zrozumieniu tego, co chciało się przekazać jako ten ambitny reżyser, pisarz, scenarzysta, rysownik etc. Talentu i odwagi oraz rozsądku w tej kwestii na pewno nie zabrakło twórcom pewnego Uniwersum w obrębie anime oraz mangi, Świata Psycho-Pass. To w rzeczywistości tej produkcji i jej odsłony komiksowej fikcja wchodzi w tango z odniesieniem się do naszej, typowej znanej nam i namacalnej: rzeczywistości, będąc dość blisko owemu realizmowi. Najlepiej ,,Psycho-Pass” sprawdza się jako serial oraz filmy w konwencji anime – w tej formie Uniwersum to się dość dawno zakończyło, mając na swoim koncie wiele sezonów jako serialu i co najmniej 3 konkretne pełnometrażowe tytuły. Będąc czymś ,,żywym”, jako byt filmowo-serialowy ten Świat atakuje zmysły widza wieloma bodźcami naraz – cała ta opowieść o świecie rządzonym przez jednolity zdaje się i nadrzędny System cyber-informatyczny, Sybil, w formie animowanej kreuje się jako bardziej przystępna i akceptowalna dla odbiorcy – pokłosie tego, co Psycho-Pass prezentuje jest więc żywe i zapadające w pamięć; to o ten wydźwięk i ,,drugie dno”, ot omawiany profetyzm w tym wymiarze nie aż tak fikcyjnej jak by się mogło wydawać rozrywki jest w przypadki ,,P-P” najistotniejszy. A co ma do powiedzenia w takim razie manga Uniwersum? W przypadku bardzo popularnego Psycho-Passa, w Polsce dość szczególnie!, jako formie narracji obrazkowych, ten Świat zaczyna nabywać wtedy dziwnej właściwości: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu” który w akceptowalny sposób spójnie pokrywa się z wydarzeniami z treści anime tegoż to Świata, to możliwość dłuższego obcowania z określonymi odcinkami danej serii anime – można to porównać do sytuacji, gdy dany tom mangi zawiera w sobie akcję z 3 odcinków, a my czytamy ów komiks, przykładowo, około dwóch godzin. Jest to o wiele dłuższe wyobrażenie sobie tego w projekcji naszego umysłu co przedstawia odcinek, a w przypadku tak trudnej i problematycznej w gatunku ,,future sci-fi” osnowy tematycznej Psycho-Passa: dłuższe zobrazowanie i analiza tego, co chciał przekazać autor i co ,,to coś” (jego idee, spostrzeżenia, lekcje dla nas samych) powinno oznaczać w kontekście realności ,,a gdyby tak… taki a taki motyw miał jednak mieć w naszym świecie miejsce”. Manga jest przystępniejsza w indywidualnym doświadczeniu tego, jak twórca opisuje – w przypadku omawianego Uniwersum - jaki jest i jak powinien wyglądać obecny XXI wiek, i kolejne przyszłe stulecia, czy to (choć nie wybrzmiewa to w mangach Psycho-Pass bezpośrednio; to czytelnik musi umieć to dostrzec), jakie czekają nas, ludzkość, w przyszłości wyzwania na drodze rozwoju gospodarczego, nauki, wzrostu (albo i nie!) poziom wiedzy, zmian religijno-politycznych, czy napotykanych po drodze przez Cywilizację epok postępu technologicznego. Dlatego też lepsza po raz kolejny, po raz trzeci w serii ,,psycho-passowych” mangowych tworów!, okazała się manga ,,Inspektor Akane Tsunemori”, a dokładniej rzecz biorąc jej niezwykły tom 3. Jak to się mówi ,,do trzech razy sztuka” – w przypadku tego tomu, tego rodzaju japońskiej formy popkultury, z takim zacięciem fantastyki-naukowej w tle, której na pewno nie powstydziłby się P. K. Dick, gdyby dziś żył, trzecie podejście okazało się tak samo cenne, tak samo obfite w pozytywne wrażenia z mangi, jak tomy 1 i 2, które nie aż tak dawno czytałem i recenzowałem. I mam nadzieję, że tak samo sprytnie fabularnie i dynamicznie w tempie akcji wydarzy się a’la ,,po raz czwarty” w czwartym tomie właśnie. Bo w ,,trójeczce” konsekwentność fabuły i jej odniesienie do naszej rzeczywistości (ta realność profetyczno-futurystyczna) dalej utrzymuje swój dość dobry poziom; ,,Nowy Świat” władany przez Sybil jest tak samo intensywny, trudny, w tej fikcji jałowy i inwigilowany jak to miało miejsce w poprzednich mangach z cyklu. Problemy z którymi jak się okaże w tym tomie ma zmierzyć się Akane i jej nazwijmy to ,,rówieśnicy po fachu” z typowej rządowej Agencji Bezpieczeństwa stają się jeszcze bardziej zawiłe (czasami odczuć można podczas lektury, że polityka, której trochę tu jednak jest, staje się tak samo fascynująca jak sceny dynamiczne – czy tak się nie pisze scenariusza, który ma być futurystyczny w sci-fi i bardziej realny dla naszej ,,normalnej życiowej przestrzeni”?), wymagające chociażby większego skupienia niż ,,przy typowej mandze, którą się przekartkuje, bo takie kolorowe obrazki i mało tekstu!”. I gdybym miał użyć jednego słowa, który określa główne postaci fabuły tomu, ich motywację i charakter: wyzwanie. To rzucenie się w tryb typowej pracy dla Agencji i częściowo wewnętrzna potrzeba wyjaśnienia problemów (z którymi zresztą Sybil ma sporo wspólnego), to cel nadrzędny dla najważniejszych postaci tomu! Bohaterowie, którym rzuca się wyzwanie sami napędzają fabułą, sami wypluwają z siebie nici, które łączą inne wątki i je wiążą ze sobą. Wyzwanie rodzi ,,pościg”, ,,pościg” ma wiele wspólnego z ,,tajemnicą”, a ta tajemnica z tomu 3 łączy się z działaniem (nie spoilerując) wiadomego nam Systemu Psycho-Passa i jego pewnego... pokłosia, o którym za chwilę. Rzeczywistość omawianego Uniwersum w takim wydaniu mangi to ani nie rozległy Wirutalny Świat, ani nie ,,fantasmagoryczna anty-utopia”; Psycho-Pass poprzez mangę kreuje się na polityczno-noir-thriller antyutopię, ale dość bliską nam samym, jakby z klimatem ,,true story”, ,,opartą na faktach”. Przekonać nas może do tego, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, faktyczna objętość tomu 3 i jego jakość rysunku. To ponad, i ów ,,objętościowy fakt” dla serii mangi tego wydania Uniwersum Psycho-Pass (bo jeszcze mamy drugi cykl komiksów dla tej rzeczywistości, nazwany od jej tytułu) mnie co najmniej pozytywnie zaskoczył, bite 230 stron ,,mięska treści”, które można przyswajać, omawiać, analizować, poddać się swoistemu rozważaniu w kontekście futurologicznym, mimo iż owa futurologia może nie wydawać się niniejszym aż tak bezpośrednia, jakby to ująć, tak namacalna ,,na pierwszy rzut oka”. Surowe ,,future sci-fi” tańczy harmonijnie w parze z wartką thrillerową akcją, bo jak to przy Świecie Psycho-Passa bywa, i w tym tomie mangi pojawił się wątek śledczo-kryminalno-spiskowy, sądzę, nawiązujący delikatnie do serialowego ,,Hannibala” z Madsem Mikkelsenem w tytułowej, przerażającej i podstępnej roli. Dość specyficzne, ,,wysmakowane” z perspektywy mordercy zbrodnie, z rytualnie można by sądzić traktowanymi zwłokami ofiar – to chyba najbardziej niespodziewany wątek w tych 230 stronach cyklu no.3 z serii o odważnej choć delikatnie zdystansowanej w stosunku do świata ,,pisanego przez System Sybil” Inspektor Akane; to również wątek najbardziej przykuwający uwagę – czytelnik podświadomie może się zastanawiać, kto i dlaczego dokonuje tego rodzaju aktów zbrodni w czasach, w których moje, twoje, czy jego życie definiuje to, jaki ma się ,,kolor współczynnika ewentualnej zbrodni”, tak zwanego ,,wyznacznika Psycho-Pass”. Z biegiem fabuły, z jej rwanym troszku rozwojem, odbiorca może wpaść w swego rodzaju refleksję: ,,fakt, dowiedziałem się, że w tym Uniwersum trzeba uważać na wszystko, żeby nie zrobić dosłownie czegoś choćby minimalnie niepotrzebnego, co sprawiło by, że własny Psycho-Pass ulegnie zmętnieniu, a my staniemy się kandydatami do resocjalizacji, odrzucenia ze społeczeństwa bądź eliminacji”. Czy to oddział Tsunemori i Ginozy wraz z egzekutorami, czy to podstępni i chłodno kalkulujący ,,asystemowi” A-Sybilanci, złoczyńcy – wokół całej gamy postaci tomu orbituje jeden czynnik, z którymi – nazwijmy to – muszą oni na swój sposób sobie poradzić. Chodzi o dość istotny motyw, warunek, który zdaje się napędzać cały kocioł wydarzeń tomu – w Świecie, z którym się tu stykamy istnieje coś takiego jak ,,brak eustresu”. To choroba, bardziej nieoficjalna, o której niechętnie się mówi, wywoływana brakiem jakiegokolwiek stresu, chociażby minimalnego, motywującego do działania, do pracy nad sobą, do walki np. o lepszą posadę w pracy, na zawodach sportowych etc.. To powoduje u ludzi zapaść własnego istnienia, swego rodzaju degenerację, ot brak chęci do życia i rozwoju... powoduje zanik Psycho-Passa, a to nie przelewki! Tak, to ciekawa zagwozdka, ważna dla ewolucji fabuły serii ,,Inspektor Akane Tsunemori” – dzięki świadomości istnienia ,,eustresu” czytelnik lepiej przyswaja ciekawie prezentujące się treści w grafice tomu, gdy jej dynamika naprawdę zaskakuje, co w pewnym sensie jest pokłosiem walki ,,Agentów Biura” ze skutkami eustresu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 1 rok temu
Dar trzech króli Kumichi Yoshizuki
Dar trzech króli
Kumichi Yoshizuki
Historia o miłości dziewczyny patrzącej w gwiazdy i chłopaka z głową blisko ziemi, która za szybko się skończyła. Teraz, po 5 latach od jej śmierci Daichi wyrusza w wyprawę mającą przywołać ich zacierające się w jego pamięci wspólne wspomnienia. Nie wie, że będąca w niebie Akari zrobi wszystko by w końcu o niej zapomniał i żył dalej. "Dar..." to bardzo smutna i wzruszająca opowieść o stracie z którą trudno się pogodzić, gdy przysięga "na zawsze" staje się przekleństwem a nie błogosławieństwem. Obserwując wspomnienia bohaterów nagromadzone na przestrzeni całego ich życia, od dzieciństwa po studia, czytelnik coraz bardziej odczuwa rozpacz pary i siłę ich uczucia. Dla dobra drugiej osoby są gotowi ranić samych siebie. Jednak może ta wędrówka stanie się dla nich katharsis i pozwoli uwolnić się od żalów. By zrównoważyć ciężar historii manga zawiera też trochę humoru. Dodatkowo koncepcja zaświatów zaprezentowana przez autora jest bardzo interesująca. Według niej wartość duszy wzrasta w zależności ile o zmarłym mówi się po jego śmierci. Od tego zależy czy spędzisz wieczność w luksusach czy harując za grosze. Ta opowieść jest piękna treściowo i wizualnie. Mnie ujęły w szczególności kadry nocnego nieba, choć narysowane dość prosto, zachwycają i każą na dłużej zatrzymać się na stronie. https://bazgrolyokulturze.blogspot.com/2022/10/stosik-czerwcowo-lipcowy-2020.html https://www.instagram.com/p/CjnrpV2oAQq/
szarlotka - awatar szarlotka
oceniła na 8 3 lata temu
Inspektor Akane Tsunemori #2 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #2
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Ludzkość XXI wieku to ludzkość, i tu pojawi się namaszczone subiektywnością spostrzeżenie, egzystująca w dość dobrych gospodarczo, ekonomicznie i technologicznie czasach. Skusiłbym się rzec nawet, że w niespodziewanie dobrych. Jest jednak jedno ,,ale". Świat niczym skąpany landrynkowym lukrem, gdzie każdy patrzy przez te swoje różowe okulary, cóż, taki nie jest. Dlatego albo nic nie ma za darmo, albo nie jest tak idealnie jakby się chciało. Konflikty wewnętrzne, korupcja, utarczki na szczytach władzy, wojny jak m.in. ta wciąż tocząca się rosyjsko-ukraińska, mówiąc delikatnie: to liczne i dość obmierzłe i nikomu niepotrzebne ,,niejasności”, realizowane dość często przez fanatyków na łamach problemów związanych z religią, z prawami swobód obywatelskich, z prawem do wyznania, koloru skóry, poglądów społecznych, politycznych etc. Dodajmy do tego terroryzm zyskujący coraz większe możliwości i coraz większe poparcie wśród ,,skrajności ideologicznych”, a nasz świat jak widać zdaje się iść w nie wiadomo jakim kierunku, jakby ku coraz większej entropii, dychotomii, ku pustce. Paradoksalnie jednocześnie pragnie on coraz większej konsumpcji i zyskania w tym grajdołku tego, co nazywamy naszą rzeczywistością, i na którą my jako ludzkość wszyscy zapracowujemy: swoistej równowagi. Chyba nikt nie jest w stanie oddać za nas głosu i określić, jaki jest nasz świat – ma to tak samo ogromne znaczenie z punktu widzenia jednostki, grupy i sporego zbioru, np. narodu, czy całej cywilizacji. To tak samo subiektywny jak i obiektywny głos, takowe znaczenie. Ciekawie w tym względzie wyraża się popkultura. Bo popkultura ma to do siebie, że oprócz tego, że po prostu kreuje masę ,,rozrywkowego contentu”, który dla jednych jest tylko i aż tą typową rozrywką, a dla drugich nieokreśloną, bezcenną, znaczącą coś indywidualnego, intymnego i bardzo cennego pasją, ot poświęceniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, to co istotne: daje ona nam również najrozmaitsze interpretacje oraz odzwierciedlenia, ot głosy ludzi przez osobę autora lub jego wizje, przede wszystkim komentarz wobec rzeczywistości, wobec tego jaki jest, powinien być, jak jest zły, dobry, czy stanowi dla nas wyzwanie bądź jest nudny padół, na którym od tysięcy lat przyszło ludzkości żyć. Analizy i tego rodzaju interpretacje znajdują swe ujścia tak samo w filmach, serialach, popularnych książkach, jak i co ciekawe… komiksach. Tak, medium narracji obrazkowych ma w sobie coś, co w sposób dla tej formy w stosunku do filmu jest istotne, korzystne dla odbiorcy: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu”, który pokrywa scenariusz. Opisać tego, jaki jest obecny XXI wiek, czy to jakie pod względem futurologicznym (technologia przyszłości, skala rozwoju gospodarczego, rozwój nauk, poziom wiedzy, ukształtowanie polityczne etc.) może być dla nas kolejne i kolejne stulecie, a nawet i tysiąclecie sama literacka proza w gatunku sci-fi, cyberpunk sci-fi, post-apo i temu podobne odgałęzienia fantastyki naukowej, może zrobić bez problemu, i sądzę nie jest to nader wyzywająco i nie wiadomo jak przemożnie trudne w stosunku do powieści graficznej zadanie. Twórcy komiksowi zatracający się w swych kreacjach rysunkowych i scenariuszowych, którzy poprzez określone, alternatywne wyprzedzające swoje czasy wizje tego, co mogło być i może się dla Cywilizacji za ,,te ileś lat czy dekad, lub dużo dużo więcej lat w przód” rozegrać (i oby w rzeczywistości nie spotkał nas jakiś atomowy holocaust), wtłaczane w tak rozmaity pisarski i graficzny sposób, fakt mają o wiele trudniejszą ,,powinność interpretacyjną i komentującą ludzki padół” od pisarzy czy w niektórych przypadkach nawet i filmowców, udowadniają, że artyści obdarzeni pasją do zachęcenia odbiorców do komentowania świata dookoła lub np. określonego jego elementu, jak konflikty polityczne, ideologiczne, problemy ekonomiczne, kwestie być może czekającego nas ,,załamania technologicznego” potrafią zdziałać cuda. Obraz w połączeniu z czystą formą scenariusza w odpowiednich rękach może stać się synergią, symbiontem, jednością, która natchnie w kwestii ,,spojrzenia ku przyszłości, ku dobru kolejnych pokoleń” czytelników takiego dzieła. Jednym z tych komiksów, a tak naprawdę jedną z tych japońskich narracji graficznych zwanych wśród ,,popkulturowiczów” mangą, który to poprzez dość specyficzną opartą na popularnym anime w gatunku tech-futurystycznego Sci-Fi pt. „Psycho-Pass” fabułę potrafi w swój pokrętny nader ,,innawy” sposób skomentować obecny świat i dać pewny wgląd w możliwość tego, czy ,,w takiej a nie innej wizji” swej egzystencji za dziesiątki lat mógłby wyglądać, jest manga pt. ,,Inspektor Akane Tsunemori” autorstwa Akiry Amano (ów mangaka odpowiedzialny był niniejszym za projekty postaci i inne elementy graficzne), Hikaru Miyoshiego (stwórca ten zajmuje się w tej serii dość sprawnie kwestią ogólnego rysunku) oraz Gena Urobuchi (osoba odpowiedzialna za scenariusz dla serii, który to oparto, co z początku nie wydaje się takie jasne na fabule słynnego anime, o którym powyżej była mowa). W moim przypadku ,,kopnął mnie ten zaszczyt”, że ostatnimi czasy zdołałem ogarnąć inne pozycje książkowo-komiksowe i znaleźć czas na tom 2 tej serii. I co ciekawe, do czego dziwnie jest się przyznać, to przypomnienie sobie o czytanej dość dawno powieści pt. ,,Brak tchu" G. Orwella oraz o obejrzanym na dniach filmie (tak, sam nie pamiętam, który to już seans z kolei!) z Tomem Cruisem w roli głównej pt. „Raport Mniejszości”, na którym to można odważnie wywnioskować wiele wskazuje iż wzorowało się oryginalne anime pt. „Psycho-Pass”, zmusiło mnie wewnętrznie do odparcia licznych pokus i sięgnięcia - po świetnie przyjętym przeze mnie pilocie tego cyklu japońskich komiksów - po omawianą i niniejszym recenzowaną kolejną z części tejże niezwykle profetycznej (choć ów profetyzm trzeba umieć i chcieć tu dostrzec) mangi o pewnej ,,pani Inspektor” osadzonej w Uniwersum rządzonym przez dyktującym wszystko wszystkim System Sibyl, odpowiednik orwellowskiego ,,Wielkiego Brata” – System, który… nie oszczędza nikogo, nawet jednostki specjalne, Agentów. Bo z prawem i absolutem nikt nie dyskutuje. Wszystko to, co kreował tom 1 mangi ,,PP", tom drugi mimo iż wciąż jest fikcją (tak samo jak pilot), to jest nieco lepszą od poprzednika fikcją, w ostateczności robi to o wiele lepiej. Sama realność tego Uniwersum… jest jeszcze bardziej realna i profetyczno-futurystyczna; pilot serii był sądzę wprowadzeniem do podstaw i lekkim ich rozwinięciem funkcjonowania ,,Nowego Świata” władanego przez jałowy Sibyl, natomiast ,,dwójeczka” to już wypłynięcie na szersze wody w tym kontekście poprzez w miarę sprawne poprowadzenie wątku, który jedynie ,,naznaczono” w tomie pierwszym. Sam skrót fabuły tomu 2, co zdradza nam np. wydawca czy treść na okładce, mówi, że na kartach wydania będzie chodzić o wątek ,,Talizmanu”. Jednak ,,Talizman” jest tu jedynie ,,MacGuffinem”, ot zachętą, przy której trzyma się fabularnie czytelnika. To nie jest anime, więc dynamika samej akcji, która w rysunku mangi zawsze jest nieco inna, pewnych elementów nie przykryje. Rozpoczęto pewną historię, którą takowy Talizman być może wyniesie na wiele, wiele tomów w przód, ale tomów, w których poznamy zakrapiane suspensem tajemnice, te liczne treści tak znane z anime ,,Psycho-Pass”. Na pewno pozostał z nami, obecny z tomu 1 ,,philip.k.dickowski" wyrazu przerażenia, ot lęku zbiorowości wobec możliwości utraty wolności przez Cywilizację – wolności, którą m.in. w tym Uniwersum może zabrać Sibyl. Takowe wpływy twórcze to wisienka na torcie, ba!, to wisienka na tej wisience na torcie. Gdyby nie P. K. Dick, Orwell i inni, gdyby nie ,,Raport Mniejszości” z Cruisem, ta seria, czy w ogóle samo anime nie miałoby prawa bytu. Widać to po omawianym wątku ,,Talizmana” w tomie 2. Przez tą postać, a raczej ,,awatara”, który w świecie wirtualnym pełni piekielnie ważną rolę przebija się cały sens intrygi, suspensu, charakterystycznego polotu i ,,gatunkowego smaku”, znanych z dzieł P. K. Dicka, a najbardziej wspomnianego filmu pt. ,,Raport Mniejszości”. Tak, ,,Talizman" nie jest tu najistotniejszy - rola tego wątku to nakreślenie określonej narracji, intrygi i tego czegoś, co jest charakterystyczne dla tego Uniwersum także samej serii mangi. Twórcy tych około 190 stron, w Polsce w tym tomie po raz kolejny wydanych przez słynne Waneko, wywiązali się ze swojego zadania dość dobrze, co najmniej! Zaoferowali nam zabawę motywem wirtualnej rzeczywistości, za bardzo głęboko w niego nie wchodząc, skupiając się przy nim wokół kryminalno-śledczo-sci-fi wątku czy też nurcie. ,,Kreska” w serii o Inspektor Tsunemori z Uniwersum Psycho-Pass jest szczególna. Raz delikatna, raz wątła, ot ,,blada”, np. z dużą ilością delikatnego konturu teł, bez różnorodności detalu, co być może ma wprowadzić czytelnika tej mangi w ,,jałowy” Świat ,,Wielkiego Brata” Systemu Sibyl. Postaci i często, choć niniejszym zbyt w stylu szarpanym, chaotycznym, sama akcja, której narracja zbyt skacze, a w poszczególnych scenach zdaje się brakować kadrów, jakby wycięto kawałek danej historii, która dopełniona mogłaby okazać się dla tej serii czymś nader wielkiej wagi, to lepiej rozwinięte elementy w tym tomie niżeli w pilocie. Choć czegoś tu zabrakło. Jest tu potencjał, który prawdopodobnie wątek ,,Talona" powoli uwalnia - przez takie wydarzenia w tym Uniwersum Masaoka, Ginoza, Inspektor Tsunemori, ci Agenci, te postaci zyskają więcej polotu, głębi, więcej charyzmy. Lecz zapewne przyjdzie to w kolejnych tomach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 7 1 rok temu
Gdy zapłaczą cykady: Księga Dryfującej Bawełny  Ryukishi07
Gdy zapłaczą cykady: Księga Dryfującej Bawełny
Ryukishi07 Yutori Houjyou
„Nie zaspokoję twojego pragnienia, ponieważ twoja prawda już nie istnieje” Po dość długiej z mojej perspektywy przerwie, w końcu zabrałam się za drugą mangę z serii „Higurashi no Naku Koro ni”. „Gdy zapłaczą cykady: Księga dryfującej bawełny” to prawdopodobnie moja ulubiona spośród ksiąg pytań. Czym przeraża tym razem Hinamizawa? Duet Ryukishi07 oraz Yutori Houjyou nie patyczkuje się, gdy mowa o niepowstrzymanym terrorze… Do niewielkiej wioski wprowadza się Maebara Keiichi z rodzicami. Prędko poznaje chodzące do szkoły dziewczyny, a jeszcze szybciej zaprzyjaźnia się i otrzymuje zaproszenie do klubu gier. Sielanka trwa w najlepsze, wieczne docinki, zastawianie pułapek, zabawne kary dla przegranych – wspaniały czas pełen radości… Jednak to wszystko jakoś wydaje się znajome! Czyż nie miało miejsca w „Księdze uprowadzenia przez demony”?! Dlaczego wszyscy żyją, a historia biegnie zupełnie innym torem niż wcześniej?! Skąd wzięła się Shion i z jakiego powodu Keiichi nagle znajduje się w dziwnym, miłosnym galimatiasie?! Hinamizawa skrywa wiele sekretów… każdy z nich jest wyłącznie bardziej niepokojący od poprzedniego. Wolicie nie wiedzieć, co kryje się w świątyni, do której wstęp ma wyłącznie rodzina Furude. Zajrzenie do niej grozi aktywacją klątwy! Chociaż zagadka przedstawiona w tej księdze nie należy do najtrudniejszych w serii – nie potrafię jej nie uwielbiać. Zwroty akcji, fałszywe tropy, wzajemnie wykluczające się informacje. Względem wersji animowanej pojawia się też kilka dodatkowych wątków, które uzupełniają opowieść, czyniąc ją wyłącznie bardziej tragiczną. Zadziwiająco część ta nie pokazuje aż takiej brutalności, a mimo to, każda kolejna sekwencja zdarzeń tworzy wprost genialny klimat. Bardzo wiele tu również emocji – Keiichi przeżywa istny rollercoaster, w którym nic nie jest pewne, nawet jego własne odczucia. Intrygującymi wydają się również sekrety związane z samą historią Hinamizawy. Legendy mieszają się z faktami, a w ludowych podaniach nie sposób oddzielić fałszu od prawdy… Ta spirala tajemnic sięga zdecydowanie głębiej, niż można było przypuszczać. Całkowitą dewastację powoduje jednak samo zakończenie – niesamowicie zrealizowane i powiem, że ciarki miałam większe niż podczas oglądania animacji. Odrobinę zaskoczył mnie fakt zmiany rysownika. Zauważyłam to dopiero podczas pisania tej recenzji – style są na tyle podobne, że delikatne różnice spostrzec można, dopiero mając przed sobą oba tomy. Jest tu również zdecydowanie mniej dodatków niż w „Księdze uprowadzenia przez demony”, jednakże tomik obfituje w więcej treści – objętość przewyższa tę z poprzedniego tomu. Tym, co wygląda zdecydowanie odmiennie względem pierwszej części, są kolorowe ilustracje. Kolory są łagodniejsze, bardziej rozmyte, kontury nie sprowadzają się do czarnego line artu. Co było lepsze? Nie mi oceniać, obie opcje mają swój urok. Rysowniczce „Księgi dryfującej bawełny” z pewnością nie można odmówić talentu do przerażania – niektóre kadry nawet wyjęte z kontekstu budzą silny niepokój. „Księga dryfującej bawełny” jest wprost genialna i nie mogę się doczekać, aż będę mogła przeczytać odpowiadające jej księgi odpowiedzi! Seria z pewnością jeszcze wieloma rzeczami mnie zaskoczy: to naprawdę solidnie skonstruowana opowieść grozy, choć medium może wydać się dość niecodzienne. Ode mnie 9/10 – odrobinę subiektywnie, jednak zdecydowanie ta odsłona zasługuje na wyróżnienie. Rozdział VN: Watanagashi-hen
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 9 1 rok temu
Half & Half Kōji Seo
Half & Half
Kōji Seo
ŻYCIE, ŚMIERĆ I MIŁOŚĆ Nie ma nic na pół – szybko po tym się ubierasz Jak kiedyś Yves Montand, jak Edith Piaf Żadne z nas już się na to nie nabiera Strachy na lachy „Half & half” to kolejna jednotomówka od Waneko, która tak naprawdę stanowi zbiorcze wydanie dwóch oryginalnych tomików. Rozwiązanie to dobre, bo w ręce czytelników trafia solidna cegiełka w cenie niewiele wyższej od standardowego tomiku. A to cieszy w szczególności, gdy czytelnik otrzymuje dobrą lekturę, a taką właśnie jest manga Koujiego Seo. Sympatyczna i bardzo przyjemna w odbiorze opowieść miłosna z nutą fantastyki i sporą szczyptą erotyki, choć z nie do końca wykorzystanym potencjałem. Zazwyczaj śmierć kończy wszystko, w tym wypadku wszystko od śmierci się zaczyna. Yuuki ma dość życia i postanawia popełnić samobójstwo. Wchodzi na wysoki budynek, skacze z niego i… Jak w „Amelii”, spada na przechodzącego poniżej Shin’ichiego. Oczywiście oboje giną, ale trafiwszy do czegoś w rodzaju czyśćca, ze względu na wyjątkowe okoliczności, otrzymują swoistą drugą szansę. Na tydzień wrócą do świata żywych, zmuszeni przebywać blisko siebie. Przez ten czas mają zdecydować które z nich po upływie tego czasu umrze, a które wróci do życia. Wybór wydaje się prosty, ale samobójstwo pozwoliło Yuuki spojrzeć na swój los z innej perspektywy i teraz wcale nie ma zamiaru opuszczać tego świata. Skazani na własne towarzystwo, dzieląc ze sobą wszystko – łącznie z odczuciami – zaczynają poznawać się coraz bliżej. A wraz z tym, zaczyna także między nimi iskrzyć. Tylko czy w ich sytuacji rodzące się uczucie ma w ogóle sens? Całość recenzji na moim blogu: https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2019/02/half-half-kouji-seo.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 7 lat temu

Cytaty z książki Akame ga Kill! #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Akame ga Kill! #1