Kłopot z Henrym, problem z Zoe

Okładka książki Kłopot z Henrym, problem z Zoe
Andy Jones Wydawnictwo: Świat Książki literatura piękna
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Trouble with Henry and Zoe
Data wydania:
2018-01-31
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-31
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380316744
Tłumacz:
Anna Zielińska
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kłopot z Henrym, problem z Zoe w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kłopot z Henrym, problem z Zoe

Średnia ocen
6,5 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
248
189

Na półkach:

Andy Jones - "Kłopot z Henrym problem z Zoe".
.
Po śmierci swojego chłopaka Zoe czuje, że potrzebuje zmiany. Postanawia więc odłożyć na swoją podróż życia i ruszyć w świat. Ostatecznie decyduje się na Tajlandię. Plan jest prosty, a w jej głowie huczy syrena alarmowa, że to już ostatni dzwonek by zrobić coś takiego dla siebie samej.
Henry natomiast ukrywa się w Londynie, bo na powrót do jego rodzinnego miasteczka tak naprawdę nikt nie czeka. Nic dziwnego, bo rzucił narzeczoną przeddzień ślubu, a takich rzeczy nigdy się nie wybacza.
Ich drogi krzyżują się w najmniej oczekiwanym momencie i wcale nie jest on najlepszy. Zoe musi odreagować traumę i zniknie ze stolicy za dokładnie 4 miesiące. Tym razem nie może tego odłożyć na później. Co na to jej nowy znajomy? Henry nie należy do zdecydowanych mężczyzn, a podejmowanie decyzji, zwłaszcza tych trudnych, wcale nie przychodzi mu z łatwością.
.
Związek z terminem ważności? Pewnie, można spróbować. Jednak czy jest w tym jakiś sens? Czy jesteśmy na tyle silni by panować nad własnymi uczuciami, aby nie zakochać się w kimś do szaleństwa?
Andy Jones stworzył intrygującą historię, wykreował innych bohaterów i zadał kilka ważnych pytań na które boimy się odpowiadać.
Z początku przyznam szczerze, że nieco męczyła mnie ta ilość opisów. Na wstępnie mamy przedstawione jak wyglądało życie Henry'ego i jego narzeczonej. Dość szczegółowo opisani są rodzice i sposób wychowywania swojego jedynaka. A także jak wyglądało życie Zoe i jej partnera. Jej żałoba, po jego niespodziewanej śmierci, a także wsparcie jej najlepszych przyjaciółek. Później jednak bardzo miło mnie zaskoczyła. A cały ten początek miał na celu jedno: głowni bohaterowie są do siebie podobni bardziej niż przypuszczają.
.
Książka z pewnością się wyróżnia, zwłaszcza, gdy ktoś potrzebuje zmiany czy po prostu chwili oddechu. Od jakiegoś czasu mamy mnóstwo erotyków, mafii i tym podobnych. A książka Andy'ego jest idealnym przerywnikiem. Pozwala wyhamować na chwilę i po prostu zagłębić się w tej historii. Bohaterowie są zwyczajni, jak każdy z nas borykają się z normalnymi problemami i dylematami.
Czemu ją polubiłam? Z prostego powodu. Dla mnie to świeżość pośród tego co trafiało w moje ręce w ostatnim czasie.
Sama postać głównego bohatera już jest intrygująca. Henry, z wykształcenia stomatolog, zna chyba wszystkie filmy romantyczne(które oglądał z matką - ku rozczarowaniu ojca, który był bokserem) , wcale nie jest macho i nie ma walizki pieniędzy w sejfie. Pewnie, kawał świni z niego, bo rzucił narzeczoną przeddzień ślubu. Jednak jaka jest druga strona medalu? Nie chciał tego ślubu. Kiedy się oświadczał, pierwsze na co April zwróciła uwagę to rozmiar pierścionka. (Tak, potem kupił większy). W moim odczuciu na tamtym etapie wcale nie łączyło ich nic więcej jak przywiązanie, czy sentyment z racji tego że znali się całe życie. To nie są powody by brać ślub.
Teraz pytanie. Co jest gorsze. Pozostawienie kogoś przeddzień ślubu, czy małżeństwo bez miłości?
Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłaby wspólna rozmowa, szczere wyznanie tego, co ich trapi. Jednak to wcale nie jest takie łatwe. Tak czy owak ktoś zostanie zraniony. Henry poszedł na skróty i znika z rodzinnego miasteczka. To jasne, że czuję się źle z powodu tego, co zrobił April, sam z resztą podkreśla, że wiedzie takie życie za grzechy które popełnił.
Dlatego zatrudnia się jako fryzjer, dorabiając w piątki jako dentysta. To wszystko prowadzi do spotkania Zoe.
W chwili ich spotkania wie dwie rzeczy. Coś między nimi zaskoczyło, ale do Tajlandii jedzie SAMA.
Zoe wzbudziła we mnie pewnego rodzaju smutek. Każdy jej współczuł po tym jak Alex zginął, ale ich związek nie był idealny. Kochała go, jednak nie była to miłość tak wielka jak wszyscy sądzili dookoła. Przynajmniej ja tego nie wyczułam w pierwszej części.
Najgorszym momentem były dla mnie maile, które przychodziły od matki jej niedoszłego narzeczonego. To naprawdę coś strasznego stracić dziecko, a Andy Jones naprawdę pięknie ubrał w słowa te listy, dzięki czemu widzimy jak wielką siłę ma matczyna miłość.
.
Zoe i Henry dość szybko odnajdują się w ich nowym związku. Choć nic nie planują, taki układ działa na nich kojąco. Nie spieszą się i cieszą się wspólnie spędzanymi chwilami. Począwszy od sobotniego wieczoru w barze, gdzie on podgląda jak pracuje, a skończywszy na błogiej niedzieli. Choć brzmi to sielankowo, nad nimi cały czas wisi deadline. Za moment jej już nie będzie w Londynie. Mimo wszystko cały z każdym spotkaniem coraz bardziej się do siebie zbliżają. A wtedy Henry zaprasza ją do swojego rodzinnego miasteczka i wszystko się psuje.
.
Henry trochę mnie denerwował tym całym ukrywaniem, że zostawił swoją narzeczoną tuż przed ślubem. Pomyślałam wtedy: kto jak kto ale Zoe wie z jakimi rozterkami przyszło ci się zmierzyć.
Ale on w sumie nie mógł tego wiedzieć 🤷‍♀️
.
Całość jest naprawdę przemyślaną, dobrze napisaną historią o dwójce ludzi, którzy popełnili kilka błędów w życiu. Bohaterowie choć na pozór zwyczajni, to mimo wszystko skupiają uwagę czytelnika. Andy Jones stworzył realną powieść, która mogłaby przydarzyć się każdemu z nas.

Andy Jones - "Kłopot z Henrym problem z Zoe".
.
Po śmierci swojego chłopaka Zoe czuje, że potrzebuje zmiany. Postanawia więc odłożyć na swoją podróż życia i ruszyć w świat. Ostatecznie decyduje się na Tajlandię. Plan jest prosty, a w jej głowie huczy syrena alarmowa, że to już ostatni dzwonek by zrobić coś takiego dla siebie samej.
Henry natomiast ukrywa się w Londynie, bo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

194 użytkowników ma tytuł Kłopot z Henrym, problem z Zoe na półkach głównych
  • 97
  • 93
  • 4
54 użytkowników ma tytuł Kłopot z Henrym, problem z Zoe na półkach dodatkowych
  • 39
  • 7
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Królestwo Chaosu Mark Brendan, Ben Chessell, Rjurik Davidson, Jonathan Green, Andy Jones, Rani Kellock, Chris Pramas, Gav Thorpe
Ocena 5,9
Królestwo Chaosu Mark Brendan, Ben Chessell, Rjurik Davidson, Jonathan Green, Andy Jones, Rani Kellock, Chris Pramas, Gav Thorpe
Okładka książki W głąb Maelstromu Marc Gascoigne, Andy Jones
Ocena 5,9
W głąb Maelstromu Marc Gascoigne, Andy Jones

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Francuskie lato Catherine Isaac
Francuskie lato
Catherine Isaac
W samym środku polskiej zimy przeczytałam „Francuskie lato” i dobrze mi to zrobiło. To taka urlopowa powieść, przy której można odpocząć, wzruszyć się, ale także zastanowić nad życiowymi problemami. Catherine Isaac posyła swoją bohaterkę do uroczego hotelu mieszczącego się z odrestaurowanym przez jej byłego chłopaka pałacu. Ich syn ma już 10 lat, a Adam do tej pory nie poczuwał się do ojcostwa. Zawiódł Jess nie tylko podczas porodu, ale wiele razy, dlatego podjęła decyzję o samotnym wychowaniu dziecka. Dlaczego więc teraz decyduje się odnowić kontakt z ojcem swojego syna i przyjęła zaproszenie do jego ośrodka wypoczynkowego? Niezbyt skomplikowana fabuła daje autorce okazję do przedstawienia złożonych relacji międzyludzkich, na które duży wpływ mają wszelkie niedomówienia i tajemnice. Nie da się zbudować zdrowego związku, tkwiąc w spirali nieujawnionych prawd, a nawet kłamstw. Tym, co uniemożliwia nawiązanie zdrowej relacji jest także schematyczne postrzeganie drugiego człowieka i uparte umieszczanie go w konkretnej szufladce. Dla Jess Adam to nieodpowiedzialny bawidamek, który przestraszył się dorosłości, co oznacza, że nigdy nie będzie można mu zaufać i oczekiwać od niego poważnego podejścia do życia. Dopiero przyznanie się do niesprawiedliwego osądzenia i wysłuchanie wyjaśnień stanie się dla nich drogą do ułożenia sobie poprawnych relacji i wybaczenia dawnych krzywd. Ważną rolę pełnią tu także postaci drugoplanowe, bo dają autorce możliwość do opisania kwestii wpływu trudów rodzicielstwa na związek małżeński. Przyjaciele Jess, którzy dołączają do niej na urlopie borykają się z kryzysem spowodowanym zmęczeniem wychowywaniem trójki nieznośnych dzieciaków. Również Jess zmaga się z wyzwaniami bycia samotną matką, która z każdym wyzwaniem musi poradzić sobie sama. Na okładce zaznaczono, że ta powieść powinna spodobać się miłośnikom „Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes, do których ja również się zaliczam. Rzeczywiście, jest w niej podobny nastrój, ale to, co pozwala zestawić ze sobą te dwie powieści to motyw nieuleczalnej choroby, z którą skonfrontowani zostają bohaterowie. U Jojo bohaterka zakochała się w sparaliżowanym po wypadku mężczyźnie, a u Catherine Isaak Jess boryka się z chorobą Huntingtona swojej ukochanej mamy. I właśnie ta choroba ma ogromny wpływ na wszystko, co wydarzy się podczas francuskiego lata. „Francuskie lato” nie pretenduje do miana wielkiej literatury, ale w swoim gatunku trzyma przyzwoity poziom i sprawia przyjemność czytającemu. Autorka umieszcza akcję w malowniczym miejscu i ładnie je opisuje, tworzy też galerię ciekawych postaci, które poznajemy coraz lepiej i które nas zaskakują. Dlatego polecam tę powieść jako przyjemną rozrywkę wakacyjno- urlopowo- weekendową.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 7 1 rok temu
Pani Fletcher Tom Perrotta
Pani Fletcher
Tom Perrotta
Książka porusza bardzo wiele bardzo aktualnych problemów, ale robi to moim zdaniem w całkiem czuły i wrażliwy sposób. Chociaż jak praktycznie zawsze brakowało mi pogłębienia pewnych wątków. Ogólnie powieść opowiada o poszukiwaniu siebie, na różnych etapach życia i stawiając czoła różnym wyzwaniom. Tak samo jak młody student musi się odnaleźć w zupełnie nowej rzeczywistości jaką jest studenckie życie, tak samo jego matka, kobieta czterdziestokilkuletnia, musi sobie poukładać pewne sprawy na nowo i poradzić z syndromem pustego gniazda. Okazuje się, że lubiany i popularny w liceum Brendan niekoniecznie tak samo dobrze musi się czuć na studiach, w znacznie większym gronie, gdzie nie ma już znajomych na każdym kroku, a zajęcia są bardziej wymagające. Eve, dojrzała kobieta z dobrą pracą, ulega pokusom pornografii i wplątuje się w różnego rodzaju romanse, które nie mogą się dobrze skończyć. Transpłciowa wykładowczyni wciąż zmaga się z poczuciem bycia inną, z brakiem przynależności pomimo pełnej tranzycji. Zmaga się z brakiem drobnych, codziennych doświadczeń, dla innych kobiet tak zwyczajnych, a dla niej wyjątkowych. Ciekawy był również wątek autyzmu, pokazany z perspektywy nie tylko rodziców autystycznego dziecka, ale również rodzeństwa, którym przypada niełatwa rola, a o których potrzebach często się zapomina, bo przecież są "normalni". Poszukiwanie siebie jako jednostki, poszukiwanie swojej seksualności, swojego powołania, miejsca w społeczeństwie. Tak bym podsumowała tę powieść, jako historię o poszukiwaniu.
MrocznaKosiarka - awatar MrocznaKosiarka
oceniła na 8 2 lata temu
41 dni nadziei Susea McGearhart
41 dni nadziei
Susea McGearhart Tami Oldham Ashcraft
⛵️ Nieczęsto zdarza mi się sięgać po prozę autobiograficzną, tym bardziej jeśli jest powiązana z tematem, o którym nie mam zielonego pojęcia. Zdarzyło się jednak tak, że w końcu zabrałam się za tę książkę i muszę przyznać, że (jak zwykle) mam mieszane uczucia. Z jednej strony emocje i wartości, jakie za sobą niesie są autentyczne i szczere, ale prosta narracja przy równoczesnym nagromadzeniu specjalistycznego słownictwa okołożeglarskiego nie dała pozytywnego efektu. Tym gorzej, jeśli (tak jak ja 🙈) odkryło się słowniczek, kończąc lekturę. ⛵️ Historia rozpoczyna się w momencie gdy żeglarka Tami wybiera się ze swoim ukochanym w kolejny rejs - tym razem, by dostarczyć łódź do klienta. Bohaterowie niespodziewanie muszą się zmierzyć z żywiołem wody, tak przez siebie ukochanym. Huragan zabiera Richarda, a dziewczyna jest zmuszona do samotnej tułaczki na zniszczonym jachcie po bezkresnym oceanie. Tami opisuje każdy swój dzień, wspomina szczęśliwy związek, rozmawia z tajemniczym Głosem i stara się nie zwariować. ⛵️ To opowieść przede wszystkim o wytrwałości, nadziei, walce, ale również o miłości i pasji. Tami nie wyobraża sobie życia bez żeglowania i bez Richarda. Wbrew woli zostaje pozbawiona człowieka, którego kochała nad życie, z wzajemnością. W czasie tych 41 dni nie tylko robi wszystko, by dotrzeć do brzegu, ale też wielokrotnie rozmyśla o swojej możliwej przyszłości bez ukochanego, jak teraz poskłada sobie życie i czy ktokolwiek kiedykolwiek ją zrozumie. Uświadamia sobie również, że to doświadczenie zmieniło ją na zawsze. ⛵️ To nie jest historia przez którą się płynie. W pierwszym momencie ktoś, kto z określeń żeglarskich kojarzy jedynie maszt i żagiel, poczuje się przytłoczony ilością specjalistycznego słownictwa, jednak z czasem to przestaje mieć znaczenie i zostaje uproszczone z głowie. W zakończeniu kilka momentów można by pominąć lub opisać trochę inaczej. Na trudność w odbiorze wpływa też brak warsztatu - zdania nie są zbyt ładne, jednak mam wrażenie, że przez to próbowano pokazać jak największą autentyczność, ponieważ to wszystko jest autorce bliskie. ⛵️ Pamiętam, że gdy oglądałam film nie byłam za bardzo zadowolona. Coś mi tam ewidentnie nie zagrało, natomiast książka jest ciut lepsza. Uważam, że w papierowej wersji mnogość emocji Tami zasługuje na olbrzymi plus. Czytanie mogło być przyjemniejsze przy większych umiejętnościach pisarskich, ale chyba nie to było najważniejsze dla narracji i dla samej autorki-bohaterki. Upór i determinacja w obliczu takiej tragedii przy jednoczesnym poczuciu winy i niemocy są warte poznania.
say_a_book - awatar say_a_book
ocenił na 6 10 miesięcy temu
Gorzej być nie może Allison Pearson
Gorzej być nie może
Allison Pearson
Kontynuacja przygód Kate Reddy. Kate ma 49 lat i wkrótce stuknie jej 50. Jak ułożyło się życie niezapomnianej perfekcjonistce z "Nie wiem, jak ona to robi?" na podstawie książki, powstał film "Jak ona to robi?" (swoją drogą polecam obejrzeć film, bo jest równie dobry jak książka) Życie Kate wygląda następująco: ma dwoje nastoletnich dzieci, męża, który rzucił świetną pracę, by zostać terapeutą albo czymś w tym rodzaju. Dochodzi do tego dom, który wymaga remontu, opłacenie rachunków i... belfie jej córki w mediach społecznościowych. Jako, że na barkach Kate jest już i tak dużo obowiązków a przez bierność swojego męża, który nie kwapi się znaleźć pracy, aby utrzymać rodzinę to Kate musi sama poszukać dobrze płatnej pracy. Znajduje ją w swojej byłej firmie, jednakże oszukuje w kwestii swojego wieku. Kiedy wydaje się, że wyszła na prostą, okazuje się, że pojawia się Jack w którym Kate się zakochała. Powrót Jacka sprawia, że Kate zaczyna czuć pociąg do seksu (pomimo menopauzy jaką przechodzi) i odkrywa, że ma prawo do szczęścia. Przed Kate jest poważna decyzja życiowa - zostawia wszystko po staremu czy może da szansę czemuś nowemu? Kate nigdy nie była idealna, ale trzeba jej oddać, że naprawdę się stara. Przecież to ona, dba o dzieci, teściów, swoją matkę, kieruje domem i remontem i to ona pracuje na utrzymaniu swojej rodziny. Co robi jej mąż? NIC. ON NIC NIE ROBI! Jako facet, który powinien wziąć na barki utrzymanie swojej rodziny to on wybiera rowery i zdrowy tryb życia. Nie interesują go jego własne dzieci, albo jak jego żona radzi sobie w pracy. I nawet nie próbuje jej zaciągnąć do łóżka, sprawić, aby poczuła się kobietą, która się docenia. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jednak to nieprawda, co udowadnia nam historia Kate Reddy. Nigdy nie jest za późno na zmiany i warto pomyśleć w tym całym rozgardiuszu, zwanym życiem o swoich potrzebach... jednym słowem pomyśleć o sobie. I wcale nie jest to egoizmem. Autorka skupiła się na temacie menopauzy (co mi się bardzo podobało) i szukaniu pracy przed 50, kiedy nie pracowało się kilka lat. Doświadczenia i lat pracy nie da się kupić, a jej szefostwo dość dobrze przyjęło fakt, że Kate ma 49 lat. Wszystko skończyło się dobrze, a ja mam nadzieję na kolejną książkę autorki.
Klaudia Sowa - awatar Klaudia Sowa
oceniła na 10 2 lata temu
Moja wina, twoja wina Liane Moriarty
Moja wina, twoja wina
Liane Moriarty
„(…) życie składa się z konsekwencji naszych czynów”. „Moja wina, twoja wina” to moje pierwsze spotkanie z australijską pisarką Liane Moriarty, choć o autorce „Wielkich kłamstewek” jest w Polsce głośno od lat. Początek powieści nieco mi się dłużył, bo bardzo chciałam jak najszybciej dotrzeć do tego momentu, w którym w końcu dowiem się wokół jakiego wydarzenia zbudowana jest fabuła tej książki. Oczywiście nie będę zdradzać, co takiego wydarzyło się w życiu 6 dorosłych bohaterów, że ich relacje tak bardzo się skomplikowały. Podobało mi się to stopniowe odkrywanie kolejnych elementów układanki, dzięki którym moje początkowe wyobrażenia na temat poszczególnych bohaterów ulegały zmianom i pozwalały spojrzeć na nich z innej perspektywy (och, Harry!). Największą zaletą powieści Liane Moriarty jest dla mnie niezwykle prawdziwy obraz relacji międzyludzkich, już nie tak szczerych i prostych do jakich w pełni jesteśmy zdolni chyba jedynie w dzieciństwie, bo wraz z wiekiem nabierają one jakiś skaz, obrastają wzajemnymi niedopowiedzeniami i rozczarowaniami. Nic więcej nie zdradzę. Jestem przekonana, że „Moja wina, twoja wina” trafi szczególnie do tych czytelników, w których życiu wydarzyło się coś, co sprawiło, że na nowo zaczęli liczyć czas i choć idą wciąż do przodu, to z tyłu głowy mają wspomnienie wydarzenia, które podzieliło ich życie na „przed” i „po”.
ISavedTheBookToday - awatar ISavedTheBookToday
ocenił na 7 1 dzień temu
Strażnik rzeczy zagubionych Ruth Hogan
Strażnik rzeczy zagubionych
Ruth Hogan
Magia tej powieści jest dosłownie i w przenośni ukryta w drobiazgach. I chociaż do tych dwóch kwestii wrócę nieco później, to od razu zdradzę Wam, że po pierwsze to jest taka historia, którą odbiera się nie tylko głową, ale równie mocno sercem, a po drugie to jest debiut autorki - Ruth Hogan – i udało jej się osiągnąć coś niezwykłego, czyli lekką, ale bardzo głęboką opowieść, która dosłownie błyszczy subtelną magią codzienności. Główny bohater - Anthony Peardew – przez prawie całe swoje dorosłe życie przygarniał przedmioty, które znalazł na ulicy, od przepięknej filiżanki, przez oderwane guziki, pojedyncze rękawiczki, kolorowe spinki do włosów czy… pudełko po herbatnikach, w którym są ludzkie prochy (przynajmniej tak mu się wydaje). I nie, Anthony nie jest przypadkiem chorobowym, nie jest zbieraczem, który nie ma gdzie spać, bo cały dom jest zapchany „śmieciami”. On stara się zadośćuczynić błędowi, jaki sam popełnił, gubiąc coś dla niego cennego. I chyba trochę ma nadzieję, że jeśli on będzie próbował zwracać zagubione rzeczy, to jego zguba też znajdzie drogę z powrotem. Dom Anthony’ego, przepiękna willa Padwa, jest zadbany, bo o to dba Laura, która dla pana domu jest nie tylko gospodynią, ale też sekretarką czy asystentką, a okaże się szybko, że również spadkobierczynią. Bo wbrew pozorom bohaterem tej powieści nie jest „Strażnik”, jest nim kobieta, która dziedziczy po Anthonym wszystko, również polecenie, żeby zrobiła co może, by te znalezione rzeczy miały szansę wrócić do swoich poprzednich właścicieli. I to właśnie Laura jest sercem tej opowieści. Ruth Hogan maluje skomplikowany portret kobiety, która po toksycznym związku i bolesnym rozwodzie próbuje odnaleźć siebie, odzyskać poczucie własnej wartości i sprawczość. To, co mnie zauroczyło w tej powieści, to decyzja autorki, żeby wprowadzić do tekstu elementy realizmu magicznego. Po pierwsze te znalezione przedmioty wręcz pulsują własną energią, a Anthony pisywał o nich opowiadania, które nadawały im „osobowość”. Do tego mamy Sunshine, czyli młodą kobietę z zespołem Downa, która umie „czytać energię” tych rzeczy, po prostu ich dotykając, jakby słyszała te opowieści i czuła emocje. A jeśli tego byłoby mało, to sam dom nadal wibruje energią Therese, czyli narzeczonej Anthony’ego, która zmarła nagle, a której straty Anthony nie potrafi przeboleć. Duch Therese ciągle wpływa na to, co się w domu dzieje. I nie, nie mamy do czynienia z opowieściami o duchach i nawiedzonych domach. Hogan wszystkie te elementy wprowadza tak subtelnie i naturalnie, że nie ma się wrażenia, że całość staje się nierealna. To właśnie tutaj głowa mówi, że to wymyślone, a serce, że przecież słyszy się taki historie, że to się może zdarzyć. I teraz wracamy do tego wspominanego uroku. Książka w zasadzie od początku do końca dotyka tematu straty, żałoby, zmarnowanych szans i smutku, a mimo to ma wielki, nieodparty urok i chyba nawet ważniejsze, że daje nadzieję. I chociaż może się wydawać, że nie da się połączyć humoru i melancholii, to Hogan się to udaje i to w debiucie. Duża tutaj zasługa postaci drugoplanowych, między innymi wspomnianej Sunshine, jej rodziców, czy bohaterów równoległej historii o Eunice i Bomberze. Chyba warto wiedzieć, że historia powstawania „Strażnika rzeczy zagubionych” jest równie melancholijna i poruszająca jak sama powieść. Ruth Hogan pracowała w lokalnej administracji, ale uległa wypadkowi. Zmusiło ją to do rezygnacji z pełnego etatu, ale w zamian dało szanse na zajęcie się pisaniem nieco aktywniej. Jednak to rok 2012 okazał się „annus horribilis”, cytując Królową Elżbietę – Ruth usłyszała diagnozę raka i zaczęła własną, niełatwą podróż ku wyzdrowieniu. „Strażnik” powstawał między innymi w czasie bezsennych nocy, kiedy skutki chemioterapii nie dawały szans na odpoczynek. Ta powieść nie tylko ratuje czytelników, ona uratowała autorkę i jej też dała nadzieję, że może być lepiej. W ramach ciekawostki – warto wiedzieć, że postać Anthony’ego została zainspirowana dawnym sąsiadem autorki. Mężczyzna był samotnikiem, który nie potrafił się otrząsnąć ze smutku po stracie narzeczonej i zbieractwo było dla niego sposobem na ucieczkę od traumy. Wybór imienia bohatera pewnie nie dziwi wielu czytających – święty Antoni, od rzeczy zagubionych. A że święty Antonii pochodził z Padwy, to stąd nazwa willi. I nawet nazwisko Peardew nie jest przypadkiem – nawiązuje do francuskiego „perdu”, czyli zgubiony. Wróćmy do fabuły i tego, że ta opowieść miała ratować zasoby nadziei nie tylko czytających, ale i samej autorki. To typowy przykład, że trudne doświadczenia można przekuć w coś dobrego, pięknego – przykład literatury określanej jako „up lit” – „uplifting literature”, czyli literatura podnosząca na duchu, gdzie mamy bolesny temat opowieści, ale cała treść niesie wielkie pokłady optymizmu, nadziei i wiary w ludzką dobroć. JEŚLI MACIE OCHOTĘ POCZYTAĆ WIĘCEJ O "UP LIT" LUB PRZEJRZEĆ INNE RECENZJE, TO ZAJRZYJCIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 9 3 dni temu
Odważna Rose McGowan
Odważna
Rose McGowan
Hollywood ..blisko czy daleko ? Wydaje się, że to świat dość odległy, a jednak kreuje naszą rzeczywistość. Fałszywą rzeczywistość. " Żyjemy w społeczeństwie, dla którego realne jest to, co obejrzane w telewizji. " ⭐Jak często widzisz w filmie kobietę, która jest do Ciebie podobna ? Z którą się utożsamiasz ? A jak często widzisz ideał do którego "musisz" dążyć ? ⭐Pomyślałaś/eś, że oglądając produkcje pewnych znanych twórców pozwalasz im zarabiać , podczas gdy każda taka produkcja jest okupiona cierpieniem i wykorzystywaniem kobiet? Boli, że w Hollywood wykorzystywanie i uprzedmiatawianie kobiet jest na porządku dziennym. Boli bezkarność, brak konsekwencji. Boli, że wszyscy widzą i wiedzą, ale nikt nie reaguje. Oficjalnie nie jest to pornobiznes , ale wartość kobiety w tym świecie zależy od wrażenia seksualnego jakie robi na mężczyznach. Horror Rose nie rozpoczął się jednak w Hollywood. Rozpoczął się dużo wcześniej, gdy od dziecka wychowywała się w sekcie ociekającej przemocą i seksizmem. Czas w sekcie odebrał jej dzieciństwo. Także później nie umiała nawiązać relacji z rówieśnikami, była "inna", "niedopasowana". Raz żyła u boku nieprzewidywalnego ojca , by za chwilę być przy matce wchodzącej w przemocowe związki. W wieku 13 lat trafiła na ulicę, a stamtąd prosto do Hollywood, ale jak można się już domyślić - nie była to ścieżka usłana różami. Po tej książce zastanawiam się jak wiele może znieść jeden człowiek ? Rose mimo przeżytych traum zbudowała poczucie własnej wartości, które nie jest uzależnione od innych, realizuje się zawodowo na własnych zasadach . Doświadczenie traum przekuła na coś dobrego - mówi głośno o rzeczach, które nie powinny się dziać , walczy o sprawiedliwość dla innych kobiet . Cały czas się zastanawiam co było jej zasobem, który pozwolił wyjść z tego życia nie bez szwanku, ale jednak w całości ? Nie znajduje odpowiedzi. Jeśli chcecie szerszej perspektywy - zapraszam do lektury 📖
lzyschowanedoszuflad - awatar lzyschowanedoszuflad
ocenił na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Kłopot z Henrym, problem z Zoe

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kłopot z Henrym, problem z Zoe