Kililana song

Okładka książki Kililana song
Benjamin Flao Wydawnictwo: Mandioca komiksy
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Data wydania:
2025-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2025-03-27
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788397278691
Tłumacz:
Paweł Łapiński
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kililana song w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kililana song

Średnia ocen
7,6 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
46
5

Na półkach:

Hipnotyzująca kreska i staranne wykonanie, z pewnością jest to momentami uczta wizualna. Treściowo również trzyma poziom - autentyczna w przekazie, o tematyce raczej odległej, przez co całkiem interesującej, bo z zupełnie innego kręgu kulturowego. Częściowo na faktach, bonus na końcu zdjęcia z podróży autora :)

Hipnotyzująca kreska i staranne wykonanie, z pewnością jest to momentami uczta wizualna. Treściowo również trzyma poziom - autentyczna w przekazie, o tematyce raczej odległej, przez co całkiem interesującej, bo z zupełnie innego kręgu kulturowego. Częściowo na faktach, bonus na końcu zdjęcia z podróży autora :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

40 użytkowników ma tytuł Kililana song na półkach głównych
  • 28
  • 12
12 użytkowników ma tytuł Kililana song na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Essence Fred Bernard, Benjamin Flao
Ocena 6,0
Essence Fred Bernard, Benjamin Flao
Benjamin Flao
Benjamin Flao
Benjamin Flao urodził się w Nantes, mieszka i pracuje w departamencie Morbihan. W wieku 14 lat porzucił tradycyjną edukację szkolną i zapisał się do École Supérieure des Arts Saint-Luc w Tournai w Belgii. Dwa lata później uczęszczał do School of Advertising Arts w Nantes. To w szkole artystycznej Emile Cohl w Lyonie poznał Shayana, z którym rozpoczął kilka wspólnych projektów, w tym uliczne karykatury. Flao opublikował swój pierwszy dziennik podróży w 2002 roku, zatytułowany „Carnet de Sibérie (Mammuthus expéditions)”, z Bernardem Buiguesem. Następnie brał udział w 'Sillages d'Afrique', kolektywnym projekcie podróżujących pisarzy, Gallimard w 2003 roku. Współpracował ze scenarzystą Christophe Dabitchem przy powieści graficznej 'La Ligne de Fuite' (Futuropolis, 2007) i dyptyku 'Mauvais Garçons' (Futuropolis, 2009). Od tego czasu przyczynił się do antologii takich jak 'Projet Bermuda' (Librairie Expérience, 2007-2009), 'Bob Dylan Revisited' (2008), 'Immigrants' (BD Boum, 2010) i 'Rock'n'n Roll Antediluvien' (BD Music).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Deena Mohamed
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem
Deena Mohamed
Centrum wszechświata w Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem stanowi niewielki kiosk gdzieś w zatłoczonej, nieco chaotycznej stolicy Egiptu. To w nim rezyduje główny bohater komiksu, Szukri, który zaraz narobi zamieszania w życiu kilku swoich klientów. A chciał przecież jedynie… no właśnie, zrobić coś dobrego, czy pozbyć się kłopotu? Zobaczycie sami. W świecie skonstruowanym przez Mohamed jednym z najważniejszych zasobów naturalnych są życzenia. To oczywista alegoria ropy naftowej, jakiekolwiek wątpliwości rozwieje pierwsza część przewodnika, czyli oddzielających kolejne części komiksu kolorowych stron stylizowanych na pełną infografik wkładkę jak z encyklopedii dla młodzieży. Jak się już domyślacie, wydobycie dzieje się na obszarach tzw. globalnego południa, za to konsumpcja – w zupełnie innych krajach. Tak naprawdę dowiecie się tego wszystkiego między wierszami lub (bardziej wprost) z rozdziału drugiego, skupionego na kimś studiującym naukę o życzeniach, co pozwoliło autorce na nieco więcej ekspozycji. Przewodniki wydały mi się nieco nadmiarowe, nie zawierają niczego, czego nie możecie wywnioskować z narracji i przez analogię do światowej gospodarki. Ale, ale, o co chodzi w TŻJDR (tak, to oficjalny skrót tytułu stosowany przez wydawcę)? Wspomniany wcześniej Szukri to dobry handlowiec i dusza człowiek. Przędzie cienko, przez co decyduje się na desperacki krok – sprzedaż trzech życzeń pierwszej klasy, które od wielu lat zalegają mu w domu. To dla niego spory dylemat moralny, w Egipcie nie używa się ich zbyt wiele nie tylko z powodu braku dostępu do finalnego produktu, ale także z przyczyn religijnych – tu z kolei najlepszą analogią będzie alkohol, życzenia, jak to w baśniach, wydobywa się z butelek. Są też pewne wyzwania prawne, towar tak wysokiej jakości podlega ścisłym regulacjom i nikt nie spodziewa się go w kiosku, między papierosami i studenckimi przekąskami. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/disney-nierownosci-i-bogactwa-naturalne-recenzja-komiksu-twoje-zyczenie-jest-dla-mnie-rozkazem/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Dum-dum Łukasz Wojciechowski
Dum-dum
Łukasz Wojciechowski
Oddziaływanie na wielu poziomach jest siłą napędową „Dum Dum”. Już tytuł, nawiązujący do nazwy pocisku, który po dotarciu do celu ulega deformacji w taki sposób, by zagnieździć się w ciele ofiary, jest wymowną metaforą spustoszenia, jakie w Stanisławie Wojciechowskim wywołują wojenne doświadczenia. Autor często używa powyższego zwrotu również jako onomatopei naśladującej odgłosy wielkiego miasta czy zwiastującej grozę kolejnych światowych konfliktów. W tej komiksowej opowieści luźno inspirowanej historiami pradziadka autora i jego brata nie ma przypadku. Całość stworzono z niezwykłą pomysłowością w AutoCadzie, co koreluje z zawodem Stanisława, który był kreślarzem, ale również (a może przede wszystkim) z duchem Berlina lat 30 i myślą przewodnią modernistycznej architektury skupionej na prostocie i funkcjonalności. Jak mówi jeden z bohaterów „Ten brudny, pokrzywiony świat potrzebuje (…) nowych, prostych linii, które wyznaczają nowe cele”. Co jednak zrobić, gdy okazuje się, że pokiereszowanej wojennymi traumami duszy nie da się w łatwy sposób przystosować do wyznaczonych przez kryterium przejrzystości założeń? Co zrobić, gdy „obraz prostolinijnej rzeczywistości rozbija się i spomiędzy poszatkowanych linii wydostają się wspomnienia, duchy , demony”? Jestem oczarowany sposobem, w jaki ten minimalistyczny styl oddaje dramat człowieka cierpiącego na PTSD. A także tym, jak przy pomocy kilkudziesięciu linii ułożonych pionowo, zmieniających częstotliwość występowania, można przedstawić cierpienie wpisując je jednocześnie w kontekst otoczenia. Dodatkowo udało się wciągnąć w fabułę międzywojenne idee oraz prądy w architekturze i sztuce (ze szczególnym naciskiem na ekspresjonistyczne niemieckie filmy). Zresztą kwestie wypowiadane przez Stanisława-narratora prezentowane są w ozdobnych ramkach charakterystycznych dla kina niemego, co dało wrażenie zamknięcia i ciszy, sugerując bardzo prywatne i intymne przeżycie. Niezrozumienie bólu weterana wojennego i jego alienacja stają się motywami przewodnimi całości. Łukasz Wojciechowski wprawdzie zbierał laury za granicą, ale dopiero teraz debiutuje nad Wisłą. Ten komiks jest póki co zjawiskiem osobnym, bardzo oryginalnym i dopadającym czytelnika niczym tytułowy pocisk, który zostanie w nim prawdopodobnie na zawsze
Przemek Skoczyński - awatar Przemek Skoczyński
ocenił na 9 5 miesięcy temu
Tam było ciało Ed Brubaker
Tam było ciało
Ed Brubaker Sean Phillips
Tam Było Ciało. Fabuła to mieszanka postaci i wątków, które z pozoru niewiele ze sobą mają wspólnego, a jednak autorzy sprytnie wszystko splatają w ciekawą całość. Mamy tu parę nastolatków mających się ku sobie, podejrzanego policjanta zabawiającego się z żoną doktora leczącego bezdomnego weterana wojennego, a także nastolatkę przebierającą się za superbohaterkę i prywatnego detektywa, który przemyka tu i ówdzie w poszukiwaniu zbiegłej dziewczyny. Cała plejada postaci, a do tego… tytułowe ciało, które pojawia się dopiero w dalszej części i w gruncie rzeczy ma dość marginalne znacznie dla wydarzeń. Szczerze, to ciekawe czemu wylądowało w tytule… Mimo tego drobnego zgrzytu, duet autorów ponownie nie zawodzi. Fabuła jest świetnie skonstruowana, a postacie (każda z własną obyczajową historią) robią dobrą robotę. Początkowo niepowiązane wątki zaczynają się zazębiać, a z każdą kolejną stroną wychodzi na jaw, że każdy element historii ma swoje znaczenie. I choć komiks nie jest absolutnie najlepszym komiksem tych autorów, zabawa przy nim jest świetna. Bywa ciężko, bywa dramatycznie, bywa zabawnie, a momentami wręcz przewrotnie – z delikatnym wodzeniem za nos. Wizualnie też jest przyzwoicie. Nie jest to najwyższy lot artysty, ale klimat zapomnianych przedmieść, który unosi się nad kadrami, naprawdę działa i wciąga w historię. Tytuł potwierdza, że Brubaker potrafi trzaskać dobre kryminały jak mało kto! Komiks ten i wiele innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 29 dni temu
Vaclav Drakulič jedzie do urzędu Mikołaj Ratka
Vaclav Drakulič jedzie do urzędu
Mikołaj Ratka Jan Mazur Henryk Glaza
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Vaclav Drakulič jedzie do urzędu to pozycja, która na pierwszy rzut oka wydaje się być prostą historyjką pasującą do Krótkich Gatek. Nic jednak bardziej mylnego. Na 72 stronach tego dzieła kryje się bowiem opowieść pełna humoru, groteski i trafnej refleksji nad społeczną i administracyjną absurdalnością, która zdecydowanie kierowana jest do dorosłego czytelnika. Akcja komiksu rozgrywa się w roku 1921, w malowniczym, choć niespokojnym politycznie regionie Karpat. Vaclav Drakulič, starszy pan o bladoszarej cerze i drobnej posturze, zostaje niesłusznie oskarżony o bycie wampirem i jednocześnie traci swój dom w wyniku urzędowej pomyłki. Wierząc w sprawiedliwość i możliwość wyjaśnienia nieporozumienia, Vaclav wyrusza w podróż do stolicy, by złożyć odwołanie i stawić czoła bezdusznym trybom urzędniczej machiny. Po drodze napotyka absurdalne procedury, bezduszną biurokrację i ludzi, którzy traktują go z góry tylko z powodu jego nazwiska. Scenarzysta Jan Mazur przyzwyczaił już swoich fanów do tego, że potrafi pisać o ludzkich słabościach i problemach z niezwykłą przystępnością. Nie inaczej jest w tym komiksie, gdzie bierze na warsztat sprawdzony wątek wampira, ale podaje go w bardzo niezwykłej formie. Główny bohater nie ma w sobie bowiem nic z klasycznego krwiopijcy. Groza zaś w tym komiksie nie wynika z nadprzyrodzonych mocy, lecz z bezduszności systemu. Fabuła jest tu prosta, ale i tak potrafi przykuć uwagę odbiorcy. Autor świetnie buduje bowiem narrację na schemacie, który każdy zna lub prędzej czy później sam doświadczy. Zderzenie bezbronnej jednostki z machiną urzędniczą pomimo swojej fantazyjno-komiksowej formy jest tu więc bardzo realne. W tytule autor odnosi się nie tylko do rzeczywistości, ale również do klasyki literatury w postaci „Procesu” Franza Kafki, co dodatkowo nadaje komiksowi niezwykłości i wyrazistości. Baczne oko czytelnika dostrzeże tu również mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do „Nieustraszonych pogromców wampirów” Polańskiego czy „Dwunastu prac Asteriksa”. Dramatyczna otoczka to tylko jedna strona scenariusza. Nie brakuje tu również dość absurdalnego, ale też świetnie pasującego do historii humoru, rodem z filmów Barei. Absurd goni tu absurd, a dialogi, choć oszczędne, często potrafią wywołać uśmiech na twarzy, lub jeśli sytuacja tego wymaga celnie punktować urzędniczą nowomowę. Komiks balansuje między lekką satyrą a poważnym komentarzem o bezsilności jednostki wobec instytucji. Mazur pokazuje tu, że humor i groteska mogą być doskonałymi podstawami naprawdę świetnej opowieści, w której odbiorca nie śmieje się z głównego bohatera, ale z systemu, który zmusza go do działania.... https://popkulturowykociolek.pl/vaclav-drakulic-jedzie-do-urzedu-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 9 2 miesiące temu
Mleczna droga Miguel Vila
Mleczna droga
Miguel Vila
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Mlecznej drogi rozgrywa się w sennym, fikcyjnym miasteczku Bessaniga na włoskiej prowincji, gdzie czas płynie rytmem nudy i niespełnionych ambicji. Głównymi bohaterami są tu Marco i Stella, młoda para, której związek z pozoru wydaje się stabilny, choć pod powierzchnią kipi od problemów z intymnością i finansowej zależności. Marco, zmagający się z dysfunkcjami seksualnymi i brakiem pewności siebie, żyje w cieniu bardziej zaradnej partnerki, która opłaca jego lekcje prawa jazdy. Wszystko zmienia się, gdy w ich życiu pojawia się Lulu, samotna matka o specyficznej urodzie. Marco wpada w spiralę obsesji na punkcie Lulu, a konkretnie jej piersi, co prowadzi do serii zdarzeń obnażających hipokryzję i emocjonalną nędzę wszystkich zaangażowanych stron. Mleczna droga Miguela Vili to komiks zdecydowanie dla dorosłego czytelnika, który od pierwszych stron rzuca go w świat skrajnych kontrastów. Z jednej strony sielska włoska prowincja, pastelowe kolory i spokojne uliczki, z drugie emocjonalne zmagania bohaterów, seksualne obsesje i moralne napięcia. Vila łączy tu groteskę z psychologicznym thrillerem, pokazując, jak subtelnie, a zarazem brutalnie, codzienność może ujawniać ludzkie słabości i frustracje. Historia Marco i Stelli, choć z pozoru banalna, szybko zmienia się w studium patologii emocjonalnej i seksualnej obsesji. Pojawienie się Ludovici, kobiety o nieprzeciętnych kształtach, wywołuje lawinę uczuć, od fascynacji po odrazę, zarówno w bohaterach, jak i w czytelniku. Autor nie ucieka tu od szczegółów cielesności. Przedstawia on ciało ludzkie w sposób surowy, realistyczny, wręcz chirurgiczny. To nie jest komiks o pięknych ludziach z Instagrama. To komiks o ciele w jego najbardziej fizjologicznym, wręcz turpistycznym wydaniu. Postać Ludovicy jest tu kluczowa. Autor rysuje ją w sposób celowo deformujący: wielkie piersi, zepsute zęby, zmęczona twarz. Dla Stelli, która uosabia standardy „ładnej dziewczyny” z klasy średniej, Lulu jest obiektem drwin i wyższościowego bullyingu. Jednak dla Marca, zablokowanego emocjonalnie i uzależnionego od pornografii, Lulu staje się obiektem chorej fascynacji. Jej fizyczność, tak odległa od wyestetyzowanych kanonów, budzi w nim pierwotne pożądanie, które autor łączy z motywem laktacji. Fetysz ten czasem może trochę odstręczać, ale twórca stara się go nie pokazywać nadmiernie w sposób erotyczny. Dużą zaletą komiksu jest przede wszystkim jego artystyczna konstrukcja. Vila bawi się tu formą: duże i małe kadry, puste przestrzenie między nimi, różnorodna geometria planszy. Wszystko to wprowadza rytm narracji i nadaje odpowiednią dynamikę opowieści. Widzimy tu ciekawe wykorzystanie koloru: subtelne pastele kontrastują z chłodnym realizmem scen intymnych, podkreślając rozdźwięk między estetyką a brutalną prawdą codzienności.... https://popkulturowykociolek.pl/mleczna-droga-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Znam cię Michael DeForge
Znam cię
Michael DeForge
Czy nie wydaje się wam, że obecnie żyjemy bardzo szybko? Ciągle za czymś gonimy. Dążymy do ideału, który może czasami jest nawet na wyciągnięcie ręki, ale jednak nieuchwytny. Ciągle poprawiany jest świat z komiksu „Znam cię” Michaela Deforgesa. W wyniku ciągłych aktualizacji zmieniają się ciała, przestrzeń, układ dróg. Czy dzięki temu ludzie są szczęśliwsi? Czy aktualizacje dają im to czego pragną? Deforge oddał w ręce czytelników komiks społeczno-psychologiczny. Poruszył w nim mnóstwo aktualnych wątków i problemów wynikających z rozwoju technologii. Mamy tu system, który wmówił ludziom, że o nich dba. System, który nie zapiera się, że jest idealny. Przecież można złożyć skargę, dostać przeprosiny, a nawet rekompensatę, jednak te skargi nie maja mocy zmian. Są tylko śmiesznym narzędziem dającym ludziom poczucie sprawczości. Bo innego nie mają. Nigdy nie maja pewności, gdzie się jutro obudzą, jak będą wyglądać, albo czy ich droga do pracy nagle nie będzie trwała dwa razy dłużej. Bo system dąży do nieskończonej optymalizacji. Z tego komiksu można wyciągnąć ogrom absurdów współczesnych czasów. Począwszy od wyglądu, gdzie główna bohaterka ewoluuje od ciała człowieka przez inne kształty do trójkątnego nawiasu. Przez samotność jaką ona doświadcza w tym jakże intensywnym świecie. Po rozwiązania systemowe wprowadzane bez żadnej konsultacji w imię wyższego dobra. Czy my tego wszystkiego nie znamy? Dziwne modyfikacje ciała w pogoni za urodą, samotność w tłumie i AI, która szturmem wdarła się do naszej codzienności. Właściwie mogłabym też rozbić ten komiks na pomniejsze problemy i długo je analizować. Czy Deforge trafnie uchwycił to z czym zmaga się współczesny człowiek? Natomiast ja wolę rzucić ogóle hasła, bo „Znam cię” to publikacja, która daje ogrom możliwości czytania. Autor proponuje pewną fabułę, drogę od pokory do buntu, jednak jest ona pretekstem do czytania między wierszami. A ma on więcej narzędzi przekazu, bo operuje i słowem i obrazem. Jego rysunki są iście szalone. Dla mnie genialnie oddają ogrom bodźców jakimi jesteśmy bombardowani. Trochę nie wiadomo na czym zawieść oko. Czy analizować szczegóły, czy czytać dalej? Jednak to chyba nie jest do końca najważniejsze. Bo chodzi o ogólne wrażenie, o pewien chaos wizualny i informacyjny, jakiego doświadczamy. Deforge go spotęgował, co fantastycznie podkreśla problemy, jakie pragnął ukazać w tym komiksie. W „Znam cię” jednostka jest zagubiona i to zagubienie powoduje frustrację, a ta musi znaleźć ujście. Czy systemowe rozwiązania będą wystarczające? Nie. Bo to pozorna dbałość o jednostkę, to „wszechwiedza” systemy, że ten wie lepiej jest jej źródłem. Kocham kreatywność i Deforge zauroczył mnie tym, jak mówi nie wprost, ale bardzo wyraźnie. Jak skrzętnie wyciąga absurdy wmawiane nam w imię dobra. Czy te absurdy muszą być naszą rzeczywistością?
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Pieskie szczęście Keum Suk Gendry-Kim
Pieskie szczęście
Keum Suk Gendry-Kim
W Pieskim szczęściu oczywiście najmocniej poruszyły mnie te fragmenty, w których autorka porusza tematy handlu psim mięsem, porzucenia, przemocy wobec zwierząt i zwyczajnego, codziennego braku empatii. Psy w klatkach, na łańcuchach, traktowane jak towar, a nie czujące istoty, powinny być wstydem dla każdego społeczeństwa i dla każdego człowieka. Jednocześnie uważam, że choć komiks dotyka ważnych kwestii społecznych, robi to zbyt pobieżnie. Brakuje mi mocniejszego rozwinięcia, czegoś więcej niż symbolicznego zarysowania tła. Autorka mogła pójść dalej, odważniej. Dlatego czuję pewien niedosyt, bo potencjał był ogromny. Czytając komiks, nie mogłem nie myśleć o polskich realiach. W naszym kraju wciąż widzę psy trzymane na łańcuchach, na gołym betonie, na podwórkach, gdzie nie doświadczają niczego poza izolacją i zimnem. W tym kontekście decyzja Nawrockiego, który nie podpisał ustawy zakazującej trzymania psów na łańcuchach, budzi we mnie autentyczne oburzenie. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można świadomie utrzymywać przepisy pozwalające na zadawanie zwierzętom cierpienia. To nie jest dla mnie kwestia „światopoglądu”, tylko elementarnej przyzwoitości. Takie decyzje bardzo źle świadczą o politykach, którzy je podejmują. Efekt jest taki, że dobrostan zwierząt staje się zakładnikiem ideologii, co mnie, jako kogoś, dla kogo psy były zawsze częścią rodziny, szczerze boli i zwyczajnie złości. Wszystkie te kwestie sprawiają, że „Pieskie szczęście” rezonuje nie tylko jako opowieść autobiograficzna, ale także jako przypomnienie, że zwierzęta są papierkiem lakmusowym ludzkiej wrażliwości. A los psów — w Korei, w Polsce, w każdym kraju — to zawsze opowieść o nas samych. W tej perspektywie komiks staje się nie tylko historią Marchewki czy Kartofla, lecz także pytaniem o to, jak bardzo jesteśmy gotowi zmieniać własne nawyki, tradycje i przekonania, by dawać innym istotom więcej przestrzeni i mniej bólu.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na 8 20 dni temu
Come Prima Alfred (Lionel Papagalli)
Come Prima
Alfred (Lionel Papagalli)
Komiks napisany i narysowany przez Lionela Papagalliego, skrywającego się pod pseudonimem Alfred. Jego akcja toczy się w 1958 roku. Po kilku latach dochodzi do spotkania dwóch braci – Fabia i Giovanniego. Jeden z nich prosi drugiego, aby wyruszył z nim w podróż do Włoch wraz z urną, w której znajdują się prochy ich ojca. Wsiadają do starego Fiata 500 i ruszają w drogę. Stopniowo odkrywamy ich historię, to, co tak bardzo ich poróżniło, oraz tajemnice, które skrywają. Komiks jest klasyczną powieścią drogi, obarczoną jednak bardzo skomplikowaną relacją między braćmi. Istotną rolę odgrywa tu także tło historyczne i społeczne — doświadczenia II wojny światowej, jej długofalowe skutki dla Włoch oraz fala emigracji do Francji stanowią ważny kontekst dla losów bohaterów. Na kilka słów zasługuje również kreska, która jest raczej prosta i oszczędna. Mnie ten styl bardzo przypadł do gustu. Dużą rolę odgrywają kolory — w większości ciepłe, lecz zmieniające swoją tonację wtedy, gdy opowiadana historia tego wymaga. Według mnie Come Prima to bardzo dobra pozycja. Siłą komiksu jest jego finał. Choć przez długi czas trudno mi było sympatyzować z którymkolwiek z bohaterów, to wraz z rozwojem historii stają się oni coraz bardziej zrozumiali. Zakończenie pokazuje, że nawet najbardziej skomplikowane i naznaczone bólem relacje mogą prowadzić do pojednania i akceptacji.
alcybiades - awatar alcybiades
ocenił na 8 2 miesiące temu
Rycerz Psi Łeb. Księga 1 Vincent Brugeas
Rycerz Psi Łeb. Księga 1
Vincent Brugeas Ronan Toulhoat Yoann Guillo
Po twórcach Króla Rozpustników spodziewałem się rozmachu w ich kolejnym dziele. Zatem w Rycerzu Psim Łbie oczekiwałem całej masy intryg, licznych krwawych walk i niespodziewanych zwrotów akcji. I tu spotkała mnie wielka niespodzianka. Ponieważ mamy do czynienia z bardzo kameralną historią. Tak naprawdę cała fabuła koncentruje się na jednym turnieju rycerskim. Nie ma tutaj w zasadzie większych intryg, nikt nawet nie ginie. To zwyczajny turniej rycerski, na którym dwójka głównych bohaterów chce się wykazać przez pokonanie jak największej ilości rywali. Oznacza to także pieniądze, a jakże. Jasne, w tle dochodzą takie elementy jak hazard uprawiany przez giermków, delikatne nakreślenie sytuacji politycznej – kto, dlaczego i po co organizuje ten turniej. Nie zmienia to faktu, że nie ma tu za grosz rozmachu z Króla Rozpustników. I bardzo dobrze! Choć, bardziej sobie cenię wspomniane dzieło od Rycerza Psiego Łba, ale w tej spokojnej, nieskomplikowanej narracji jest coś świeżego. W końcu można uświadomić sobie, że życie prostych, biednych rycerzy wędrujących szlakami od jednego turnieju do drugiego też może być ciekawe. Wcale nie muszą oni zmieniać biegu historii. Wystarczy, by mieli interesująca osobowość… no właśnie. Tytułowy protagonista to tak naprawdę kobieta. I to jest główny twist całego tego tytułu. Kobieta, która ukrywa swoją płeć, aby móc realizować się w roli rycerza – ciekawy wątek, dobrze poprowadzony. Równie istotny jest jej towarzysz, czyli Josselin. To ambitny wojownik, który postawił sobie za cel pokonanie niezwyciężonego Czarnego Rycerza. I znowu wątek z Czarnym Rycerzem jest świetny w swej prostocie. Nie ma tu spektakularnego zwrotu akcji, bo to opowieść o codziennej doli rycerstwa. [...] Rycerz Psi Łeb, jest historią bez wielkich narracji, znaczących bohaterów, to jedynie prosta opowieść o turnieju rycerskim i dwóch zdolnych, biednych rycerzach. I czytało mi się to po prostu wyśmienicie. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/cios-za-ciosem-recenzja-komiksu-rycerz-psi-leb-ksiega-1/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na 8 4 miesiące temu
Jednoręki i Sześć palców Laurence Campbell
Jednoręki i Sześć palców
Laurence Campbell Dan Watters Sumit Kumar Ram Venkatesan
Scenarzysta Ram V (Ramnarayan Venkatesan) może być obecnie najbardziej znany w Polsce z pisania komiksów o Batmanie; a Dan Watters jako autorka komiksów z uniwersum Sandmana. Jednakże w 2025 r. zbiorcze wydanie ich niezależnego komiksu „Jednoręki i sześć palców” dostało nagrodę Eisnera. Czy rzeczywiście jest tak dobrze? Wydanie to zabiera dwie miniserie – „The One Hand” oraz „The Six Fingers”. Obie opowiadają tę samą historię, ale z dwóch perspektyw. Akcja rozgrywa się w 2873 r. Detektyw Ari Nassara postanawia odłożyć emeryturę, żeby rozwiązać zagadkę serii morderstw przypominających podobne zbrodnie sprzed lat. W tym samym czasie student archeologii Johannes Vale zaczyna mieć luki w pamięci i może być powiązany z morderstwami. Zagadka jest naprawdę wciągająca. Bohaterowie krok po kroku odkrywają kolejne fragmenty łamigłówki, która daje jasno do zrozumienia, że coś jest nie tak z samą rzeczywistością. Rozwiązanie zagadki było bardzo podobne do pewnego cenionego filmu science-fiction, ale podanie jego tytułu byłoby moim zdaniem zdradzeniem fabuły. Niestety wyjaśnienie takiej a nie innej sytuacji wydaje mi się bardzo naciągane, osobiście wolałbym jednak wykorzystanie pewnego innego ogranego motywu, który miałby więcej sensu. Warto też wspomnieć o dobrze napisanych bohaterach. Detektyw Ari Nassara ma dużo wątpliwości co do swoich dotychczasowych działań – mogło się okazać, że wcześniej aresztował niewinnego człowieka. Poza tym dobrze pokazana jest jego samotność, podkreślona przez jałowe uczucia do zaginionej androidki. Z kolei Johannes Vale za wszelką cenę chce rozwikłać zagadkę tajemniczego artefaktu pozostawionego mu przez jego ojca. Czuje się wyraźnie przytłoczony otaczającą go rzeczywistością i nie może znaleźć w niej miejsca dla siebie. Świat przedstawiony jest dosyć typowy dla science-fiction. Widać tutaj wyraźne echa „Łowcy androidów” czy „Ghost in the Shell”. Za oprawę graficzną odpowiadają tutaj Laurence Campbell („Jednoręki”) oraz Sumit Kumar („Sześć palców”). Brudna pozornie niestaranna kreska Campbella doskonale pasuje do mrocznego śledztwa przywodzącego na myśl film „Siedem”. Zdecydowane przeciwieństwo stanowią bardzo przejrzyste rysunki Kumara, które zdecydowanie rzadziej bawią się w eksperymenty. Ogólnie jest to bardzo porządna historia, która wykorzystuje znane już motywy. Dobrze udało się wykorzystać potencjał opowiedzenia tej samej historii z dwóch punktów widzenia. Nie jestem jednak pewien czy to na pewno jest aż warte Eisnera.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 9 dni temu

Cytaty z książki Kililana song

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kililana song