Człowiek Cel

Okładka książki Człowiek Cel
Tom KingGreg Smallwood Wydawnictwo: Egmont Polska Seria: DC BLACK LABEL komiksy
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
DC BLACK LABEL
Tytuł oryginału:
The Human Target
Data wydania:
2024-12-04
Data 1. wyd. pol.:
2024-12-04
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328165571
Tłumacz:
Jacek Żuławnik
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Człowiek Cel w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Człowiek Cel

Średnia ocen
7,5 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
457
457

Na półkach:

Człowiek Cel to komiks, który pokochałem od razu. Nie jest to jednak miłość łatwa.

Tytułowy bohater, Christopher Chance, to gość, który podkłada się pod innych w momentach śmiertelnego zagrożenia. Tym razem jednak coś idzie bardzo nie tak - wypija truciznę przeznaczoną dla Lexa Luthora. Umiera… ale ma jeszcze 12 dni, żeby rozwiązać zagadkę własnego morderstwa. I wtedy w jego drzwiach pojawia się Ice – superbohaterka z kolejnym zleceniem. No i zaczyna się robić naprawdę ciekawie, bo miłość komplikuje całą sprawę.

Intryga wciągnęła mnie na maksa! A do tego ta warstwa wizualna… coś pięknego. Ciepły klimat, ale podszyty mocnym kryminalnym sznytem. No i te ilustracje! Spójrzcie tylko na te spojrzenia, mimikę postaci, te tła… mega, aż chce się chłonąć każdą planszę.

Ale nie jest idealnie. Komiks momentami jest napisany dość topornie, bywa chaotyczny i trochę za bardzo przekombinowany. Te wszystkie udziwnienia nie zawsze działają. Narracja czasami idzie dwutorowo, ale nie w ten fajny, płynny sposób, a raczej taki, który potrafi namieszać w głowie.

Mimo wszystko… można na to przymknąć oko i bawić się świetnie. Ja wybaczyłem wszystko i totalnie zatopiłem się w tej historii.

I wam też polecam zrobić to samo.

Komiks ten i setki innych zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek

Człowiek Cel to komiks, który pokochałem od razu. Nie jest to jednak miłość łatwa.

Tytułowy bohater, Christopher Chance, to gość, który podkłada się pod innych w momentach śmiertelnego zagrożenia. Tym razem jednak coś idzie bardzo nie tak - wypija truciznę przeznaczoną dla Lexa Luthora. Umiera… ale ma jeszcze 12 dni, żeby rozwiązać zagadkę własnego morderstwa. I wtedy w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

94 użytkowników ma tytuł Człowiek Cel na półkach głównych
  • 57
  • 37
35 użytkowników ma tytuł Człowiek Cel na półkach dodatkowych
  • 13
  • 10
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Batman: Wojna Żartów z Zagadkami Mikel Janin, Tom King, Clay Mann
Ocena 7,3
Batman: Wojna Żartów z Zagadkami Mikel Janin, Tom King, Clay Mann
Okładka książki Black Canary: Best of the Best Tom King, Ryan Sook, Dave Stewart
Ocena 7,0
Black Canary: Best of the Best Tom King, Ryan Sook, Dave Stewart
Okładka książki Pingwin: Wszystko, co złe Tom King, Marcelo Maiolo, Rafael de Latorre
Ocena 6,8
Pingwin: Wszystko, co złe Tom King, Marcelo Maiolo, Rafael de Latorre
Okładka książki Supergirl: Kobieta Jutra Bilquis Evely, Tom King
Ocena 7,6
Supergirl: Kobieta Jutra Bilquis Evely, Tom King
Okładka książki Wonder Woman: Fury Tom King, Tomeu Morey, Daniel Sampere
Ocena 0,0
Wonder Woman: Fury Tom King, Tomeu Morey, Daniel Sampere

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jednoręki i Sześć palców Laurence Campbell
Jednoręki i Sześć palców
Laurence Campbell Dan Watters Sumit Kumar Ram Venkatesan
Scenarzysta Ram V (Ramnarayan Venkatesan) może być obecnie najbardziej znany w Polsce z pisania komiksów o Batmanie; a Dan Watters jako autorka komiksów z uniwersum Sandmana. Jednakże w 2025 r. zbiorcze wydanie ich niezależnego komiksu „Jednoręki i sześć palców” dostało nagrodę Eisnera. Czy rzeczywiście jest tak dobrze? Wydanie to zabiera dwie miniserie – „The One Hand” oraz „The Six Fingers”. Obie opowiadają tę samą historię, ale z dwóch perspektyw. Akcja rozgrywa się w 2873 r. Detektyw Ari Nassara postanawia odłożyć emeryturę, żeby rozwiązać zagadkę serii morderstw przypominających podobne zbrodnie sprzed lat. W tym samym czasie student archeologii Johannes Vale zaczyna mieć luki w pamięci i może być powiązany z morderstwami. Zagadka jest naprawdę wciągająca. Bohaterowie krok po kroku odkrywają kolejne fragmenty łamigłówki, która daje jasno do zrozumienia, że coś jest nie tak z samą rzeczywistością. Rozwiązanie zagadki było bardzo podobne do pewnego cenionego filmu science-fiction, ale podanie jego tytułu byłoby moim zdaniem zdradzeniem fabuły. Niestety wyjaśnienie takiej a nie innej sytuacji wydaje mi się bardzo naciągane, osobiście wolałbym jednak wykorzystanie pewnego innego ogranego motywu, który miałby więcej sensu. Warto też wspomnieć o dobrze napisanych bohaterach. Detektyw Ari Nassara ma dużo wątpliwości co do swoich dotychczasowych działań – mogło się okazać, że wcześniej aresztował niewinnego człowieka. Poza tym dobrze pokazana jest jego samotność, podkreślona przez jałowe uczucia do zaginionej androidki. Z kolei Johannes Vale za wszelką cenę chce rozwikłać zagadkę tajemniczego artefaktu pozostawionego mu przez jego ojca. Czuje się wyraźnie przytłoczony otaczającą go rzeczywistością i nie może znaleźć w niej miejsca dla siebie. Świat przedstawiony jest dosyć typowy dla science-fiction. Widać tutaj wyraźne echa „Łowcy androidów” czy „Ghost in the Shell”. Za oprawę graficzną odpowiadają tutaj Laurence Campbell („Jednoręki”) oraz Sumit Kumar („Sześć palców”). Brudna pozornie niestaranna kreska Campbella doskonale pasuje do mrocznego śledztwa przywodzącego na myśl film „Siedem”. Zdecydowane przeciwieństwo stanowią bardzo przejrzyste rysunki Kumara, które zdecydowanie rzadziej bawią się w eksperymenty. Ogólnie jest to bardzo porządna historia, która wykorzystuje znane już motywy. Dobrze udało się wykorzystać potencjał opowiedzenia tej samej historii z dwóch punktów widzenia. Nie jestem jednak pewien czy to na pewno jest aż warte Eisnera.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 9 dni temu
Osiem miliardów dżinów Charles Soule
Osiem miliardów dżinów
Charles Soule Ryan Browne
Mają rozmach, skurczybyki. Saule i Browne stworzyli komiks, który zaczyna się bardzo niepozornie. Mała knajpka gdzieś w Michigan. Zespół rockowy przygotowuje się do kameralnego koncertu, poznajemy garstkę osób przebywających chwilowo w barze, dostajemy nieśmiały wgląd w ich sytuację. Wtedy pojawiają się dżiny. Każdy człowiek na świecie dostaje jedno życzenie. I zaczyna się zabawa. I chaos. Na szczęście właściciel baru Lampwick wykazał się niewiarygodnym zdrowym rozsądkiem i natychmiast życzył sobie, aby życzenia wypowiedziane poza barem nie miały wpływu na sam bar ani nikogo znajdującego się w jego wnętrzu. Dzięki czemu przypadkowa zbieranina ośmiu ludzi w barze jest bezpieczna… a przynajmniej bezpieczna od wszystkich dinozaurów, kosmitów, superbohaterów i innych życzeniowych abominacji dziejących się na całej planecie. Dzieje się dużo. Niektórzy bohaterowie opuszczają bar, gdyż muszą dokończyć coś co wcześniej zaczęli. Inni w barze pozostają, co pozwala im spotkać przywróconego do życia Hemingwaya i Morrisona. Obserwujemy sytuację wewnątrz i poza barem w zmieniających się interwałach: po pierwszych ośmiu sekundach, ośmiu minutach, ośmiu godzinach, aż do ośmiuset lat. Krótko mówiąc, świat pogrąża się w absurdalnym chaosie. I w pytaniach. Jakie życzenie jest wystarczająco dobre? Wystarczająco mądre? Wypowiedzieć je jak najszybciej, czy czekać na odpowiedni moment? I skąd się tu do cholery wzięły jakieś dżiny? „Osiem miliardów dżinów” to w zasadzie eksperyment myślowy, wywindowanie pomysłu ad absurdum, co mnie totalnie urzekło. Jest spektakularnie, dziwacznie i wszystko tu działa. Jest zaskakująco wiarygodnie, a globalna skala wydarzeń nie dominuje jednoznacznie nad emocjonalną, obyczajową stroną. Jest to czysto rozrywkowy komiks, ale nie tonący w banalności i przewidywalności. Jest kolorowo, efektownie, ale też z uczuciem i bardzo potrzebną równowagą. Kawał dobrej zabawy. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Futuro Darko Krzysztof Nowak
Futuro Darko
Krzysztof Nowak
Postapo mogą być naprawde różne w swym klimacie. Jest jednak element, który nader często się przez nie przewija, a mowa o nuklearnej katastrofie. Zwykle wiąże się to z jakimś konfliktem, wzajemnym ostrzałem bronią atomową i kończy niebezpiecznymi pustkowiami, gdzie wszystko chce cię ukatrupić. Czy zatem do tak ogranego schematu da się wnieść powiew świeżości? Krzysztof Nowak autor komiksu “Futuro Darko” udowodnił, że jest to możliwe. Akcja owego dzieła rozgrywa się w roku 2124, gdzieś na terenie USA, w rejonach Atomic City. Bohaterami są mechanicy Władysław i Eryk Brońscy, którzy po godzinach są łowcami głów, biorą udział w niebezpiecznych wyścigach, itd. Osią fabuły są ich właśnie perypetie. Już widzę te protesty, a gdzie tu powiew świeżości?! Ano w koncepcie świata. Ponieważ autor głównym graczem uczynił Polskę. W 2053 r., gdy świat pogrążony jest w głębokim kryzysie, wrocławska firma Elwor do spółki ze Stomilem, odkrywają technologię na budowanie antygrawitacyjnych poduszkowców. Najpierw ten wynalazek, a później coraz szersza Polska myśl techniczna, zalewa świat. Tak więc, w USA co i rusz są jakieś polskie akcenty. A żeby było jeszcze ciekawiej, bohaterowie używają języka kojarzonego zdecydowanie bardziej z PRLem, niż z czasami bardziej współczesnymi. Klimat jest właśnie taką mieszanką mad maxowego postapo i nuty Polski okresu socjalizmu. Co do fabuły, to jest ona specyficzna i ciężko ją jednoznacznie ocenić. Trochę jak opowieści snute przy ognisku. Rozdziały łączy jeden luźny główny wątek, ale w zasadzie każdy z nich śmiało mógłby być osobną historią. Ogólnie jest wszystko to, co po takim koncepcie można byłoby się spodziewać, takie jak wyścigi, w których tylko jeden dojdzie do celu czy potyczki z arcywrogiem. Strona wizualna jest dosyć charakterystyczna. Oryginalna kreska nie pozostawia obojętnym, choć szczerze mówiąc z pewnością nie zostanie moją ulubiona. Na uwagę zasługuje dosyć naturalistyczne podejście autora. Tam gdzie ma być brutalnie, to jest brutalnie. Nie ma żadnych niedopowiedzeń i ukrywania przemocy. Czy jest to komiks dla każdego? Z pewnością nie. Ten konkretny klimat postapo albo się lubi albo nie trawi. Mam wrażenie, że jest on głównie skierowany do dwóch grup: osób 40+, u których ma wywołać nostalgię i 18+ którym ma pokazać pewien klimat minionych czasów.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 7 2 dni temu
W ułamku sekundy Guy Delisle
W ułamku sekundy
Guy Delisle
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: W ułamku sekundy opowiada historię Eadwearda Muybridge’a. Angielskiego emigranta, który w drugiej połowie XIX wieku przybył do USA w poszukiwaniu lepszego życia. Opowieść śledzi jego losy od przybycia do Ameryki aż po współpracę z potężnym i bogatym magnatem kolejowym. Centralnym punktem fabuły jest tu słynny eksperyment mający dowieść, czy koń w galopie odrywa wszystkie cztery kopyta od ziemi, co prowadzi do wynalezienia chronofotografii. Równolegle komiks pokazuje burzliwe życie osobiste Muybridge’a w tym wypadek, załamanie psychiczne, zdradę i zabójstwo. Guy Delisle udowodnił już wielokrotnie, że jest niezwykle wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, który potrafi doskonale przełożyć ją na komiksowe realia. Dzięki temu jego „Kroniki jerozolimskie” czy „Pjongjang” stały się kanonem komiksu reportażowego. W albumie W ułamku sekundy Delisle wykonuje za to ciekawy zwrot. Zamiast opisywać własne podróże, sięga do korzeni swojej pierwszej profesji animacji i kieruje wzrok czytelnika ku postaci, która odmieniła oblicze teraźniejszości. Tytuł ten mocno odróżnia się od klasycznego komiksu biograficznego. Guy Delisle nie próbują uczynić bohatera swojego dzieła łatwym do polubienia i rozumienia. Świadomie rezygnuje on z narracji heroicznej, wybierając portret człowieka skomplikowanego, często odpychającego, ale jednocześnie fascynującego. Eadweard Muybridge nie jest tu genialnym wizjonerem, lecz jednostką uwikłaną w obsesję, ambicję i własne ograniczenia psychiczne. To właśnie ta perspektywa sprawia, że komiks wyróżnia się na tle konkurencji i potrafi mocno przykuć uwagę. Do dużych zalet albumu z pewnością trzeba zaliczyć świetną prezentację XIX wieku, jak i samego miejsca akcji. Kalifornia nie stanowi tu jedynie tła wydarzeń, lecz aktywnie wpływa na losy bohatera. Gorączka złota, dynamiczny rozwój kolei, narodziny kapitalizmu przemysłowego, wyścig technologiczny. Wszystko to tworzy obraz Ameryki jako placu budowy nowoczesnego świata. Środowiska, w którym obsesja Muybridge’a może się nieustannie rozwijać. Delisle poświęca tu także wiele miejsca samemu procesowi wynalazczemu, nie upraszczając go do jednego olśnienia. Autor pokazuje, że wynalazki nie powstają w próżni, ale są efektem konkretnych warunków społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Kolejne eksperymenty, modyfikacje sprzętu, techniczne ograniczenia epoki, wszystko to zostaje przedstawione w sposób zrozumiały nawet dla czytelnika niezaznajomionego z historią fotografii. Komiks nie popada jednak w nadmierny dydaktyzm. Wiedza przekazywana jest tu mimochodem, jako naturalna część narracji. W ułamku sekundy obejmuje ważną i sporą część życia Muybridge’a. Oznacza to dużo treści, którą trzeba jakoś upchnąć na ograniczonej liczbie stron. W większości przypadków autorowi się to udaje, ale jest tu kilka wątków ewidentnie spłyconych tylko do stosownej wzmianki. Delisle w pewnych scenach ma tu wybór skupić się na emocjach i życiu osobistym bohatera czy poświęcić miejsce na przykład jego eksperymentom z ruchem. Autor z tego pierwszego rezygnuje, tak samo jak z własnych komentarzy czy ocen wydarzeń. Tworzy to pewien zauważalny dystans narracji i może nie przypaść do gustu tym czytelnikom, którym w biografiach zależy na autentycznych emocjach.... https://popkulturowykociolek.pl/w-ulamku-sekundy-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 2 miesiące temu
Gotham: Rok pierwszy Phil Hester
Gotham: Rok pierwszy
Phil Hester Tom King Eric Gapstur Jordie Bellaire
W końcu musi nadejść moment, gdy Tom King mnie rozczaruje. Ale to jeszcze nie ten dzień. Acz trzeba mu przyznać, że w „Gotham: rok pierwszy” gra mniej swoimi typowymi mocnymi stronami niż w „Vision” czy „Mister Miracle”, które zaskakiwały emocjonalną, obyczajową stroną i wymykały się ciut klasyfikacji. Opisywany dziś komiks jest komiksem bezlitośnie gatunkowym, to zimny i ponury kryminał noir. Coby nie zdradzać zbyt wiele, komiks opowiada o przełomowym momencie w historii Gotham. Mamy rok 1961, a miasto jest dalekie od bycia brudną stolicą przestępczości. Jest to miejsce, gdzie z uśmiechem witasz się z każdym sąsiadem i puszczasz dzieci same do szkoły. Przynajmniej w niektórych, bardziej… białych dzielnicach. Miasto nie było pozbawione cieni, niepokojów na tle rasowym, policyjnej brutalności. Umówmy się, to kryminał noir. Główny (anty?) bohater to brutalny detektyw pomagający rodzinie Wayne’ów odzyskać porwaną córkę, ciągle pada deszcz, wszyscy palą szlugi i są dla siebie zimni jak lód. No i jest bardzo porządnie. Ja fanem kryminałów nie jestem, scenariuszowo dla mnie było to zbyt naiwne, przerysowane, jak zawsze z rozdziału na rozdział kto inny był głównym podejrzanym, przez co nawet nie chciało mi się bawić w domysły. Natomiast klimat działał tu w punkt. Pierwszoosobowa narracja doskonale zagrała, poczucie miasta pogrążającego się w chaosie zrobiło wrażenie, plus przewija się tu kilka naprawdę przewrotnych i zaskakujących relacji. Tom King narracyjnie błyszczy jak zawsze. Wypada pewnie porównać „Gotham” do „Długiego Halloween”; moim zdaniem „Gotham” było bardziej ludzkie i namacalne, ale scenariuszowo „Halloween” mocniej intrygowało. Fanom noirowej estetyki zdecydowanie polecam, bardziej niż fanom typowego superbohaterstwa. Moje obyczajowe serce nie zabiło mocniej, ale klimat opowieści zostanie ze mną na dłużej. Za egzemplarz ślicznie dziękuję Wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Friday - Księga trzecia: Znów mamy święta. Ed Brubaker
Friday - Księga trzecia: Znów mamy święta.
Ed Brubaker Marcos Martin Muntsa Vicente
Trzeci tom Friday, zamyka opowieść o młodej detektywce w sposób definitywny — niestety nie do końca satysfakcjonujący. Choć wszystkie wątki zostają rozwiązane, to sposób, w jaki się to odbywa, może budzić mieszane uczucia. Detektywistyczna atmosfera, która w poprzednich tomach budowała klimat opowieści, w tym finałowym rozdziale zostaje nieco zepchnięta na dalszy plan przez baśniowe i fantastyczne elementy. Owszem, one zawsze były częścią świata Friday, ale tym razem wydają się dominować — przez co znika gdzieś ta kameralność i napięcie, które wcześniej działały tak dobrze. W dodatku autorzy wrzucili tu trochę za dużo nowych wątków. Zamiast wzbogacić historię, wprowadzają one chaos i odciągają uwagę od głównego śledztwa, prowadząc fabułę w dość dziwne i momentami mało wiarygodne rejony. To wszystko sprawia, że końcówka, choć przygodowa i dynamiczna, nie robi aż takiego wrażenia jak wcześniejsze tomy. Na szczęście warstwa graficzna nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Ilustracje idealnie pasują do młodzieżowego tonu serii — są stylowe, wyraziste, ale nieprzesadzone. Świetnie współgrają z opowieścią i pomagają utrzymać lekki, przygodowy klimat, nawet gdy fabularnie robi się gęsto. Podsumowując: Friday, tom 3 to wciąż solidna część dobrej serii, choć zakończenie wypada raczej przeciętnie. Dla tych, którzy pokochali wcześniejsze tomy, to lektura obowiązkowa. Całość serii zdecydowanie warto poznać. Komiks możesz zobaczyć na moim instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DKOvK1VMVMW/?igsh=MW9zb3RtbzlnZ21jNA==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Niebo w głowie Antonio Altarriba
Niebo w głowie
Antonio Altarriba Sergio García
Jeśli komiks może być ważny fabularnie i społecznie, to ten właśnie taki jest, bo ta historia mnie czytelniczo doświadczyła. Tutaj poznajemy losy misji, która nie ma szansy na szczęśliwy finał, a ci najwyżej na przetrwanie. Nivek jest bohaterem ucieczki z niewolniczej pracy w DR Konga i tutaj czuć czym jest instynkt, czym jest brniecie do przodu, bez mapy, bez gwarancji i bez wizji sukcesu.

Śledząc losy ucieczki bohatera przyznaję, że jako bierna obserwatorka byłam momentami wyczerpana psychicznie, a nawet fizycznie, ponieważ ta historia doświadcza i może zmuszać do zrewidowania pewnych przekonań na temat świata. Co jednak uderza w tej opowieści najbardziej to taki bolesny rozdźwięk miedzy marzeniami, a rzeczywistością.

Wizualnie jest niesamowicie intrygująco, a jednak nie potrafiłam się do końca przekonać do tego stylu i miałam momenty, gdy ta stylistyka mnie mocno przytłaczała. Nie ma tutaj klasycznego podziału na kadry, ponieważ te na siebie nachodzą, rozpadają się, albo prowadzą czytelnika w sposób zupełnie nieoczywisty. Kolorystycznie moim zdaniem jest w punkt, ponieważ czuć ten ból, cierpienie a komiks w swojej surowości oddaje chaos, strach, ale i determinacje bohatera.

Ukazane w albumie realia niewolniczej pracy, złudnych nadziei, wadliwego systemu i przypadkowości, która w życiu może ogromnie dużo zmienić. Pomimo swojego ciężaru komiks ma swoja naturalność, niczego nie wymusza, nie udaje i nie sili się na wzbudzenie emocji, to wszystko dzieje się samo.

Kolejny już raz komiks porusza ważne społecznie tematy, jak migracja, wyzysk, i złudzenia ziemi obiecanej, która zupełnie nie musi taka być. Album ten przy swoim całym ciężarze, może być bodźcem do otwarcia oczu na rzeczy, które w domowym zaciszu mogą nam umykać.
kulturowa_anihilacja - awatar kulturowa_anihilacja
oceniła na 7 3 miesiące temu
Bibliomulica z Kordoby Wilfrid Lupano
Bibliomulica z Kordoby
Wilfrid Lupano Leonard Chemineau
Muszę przyznać, że do Bibliomulicy z Kordoby podchodziłem ze złym nastawieniem. Myślałem, że dostanę bardziej historyczny komiks, z elementami przygody. Tymczasem… miłe zaskoczenie. Owszem, tło historyczne jest tu bardzo bogate: mamy rok 976, przewrót w Kordobie i nowego władcę, który stwierdza, że najlepszym sposobem na ukształtowanie społeczeństwa według własnego widzimisię jest spalenie ogromnej części jednej z najważniejszych bibliotek świata. Sam pomysł brzmi dość mrocznie, ale komiks jest lekki i wesoły. Całość idzie w stronę przygodówki i opowieści o przyjaźni, pasji i powołaniu. W wyniku dość zabawnego splotu wydarzeń bibliotekarz, kopistka i pewien łotrzyk pakują część uratowanych ksiąg na zadziorną, pełną charakteru mulicę… i ruszają w podróż, która momentami jest komiczna, momentami gorzka, ale przede wszystkim bardzo ludzka. Ta ekipa tworzy między sobą niezwykle ciepłą, naturalną więź, którą naprawdę łatwo polubić. A sama mulica? Zdecydowanie zasługuje na miano pełnoprawnej, zadziornej bohaterki. Komiks zaskakuje lekkością, z jaką opowiada o sprawach poważnych. Jest tu przygoda, humor, trochę melancholii, a także trochę historii podanej w sposób przystępny i przyjemny. Ilustracje idealnie to wspierają: barwne, miękkie, pełne klimatu, ale z takim zawadiackim sznytem, który dodaje całej opowieści energii. Przyjemny komiks. Ciepły, sympatyczny i zaskakująco angażujący. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DRRTF3ODLSN/?igsh=a2I1YzE2dmZ4bG9w
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 4 miesiące temu
Władca much William Golding
Władca much
William Golding Aimée de Jongh
Cholera jasna, nie mogę się otrząsnąć! Ja, który jako student historii zajmowałem się naprawdę trudną tematyką, nie mogę się pozbyć sprzed oczu tych obrazów. Nie wiem jakie demony muszą nękać ludzką psychikę by stworzyć takie dzieło. Jednego jestem jednak pewien, tytuł tej powieści zdecydowanie nie jest na wyrost… Mowa o graficznej adaptacji powieści autorstwa Williama Goldinga, pt. „Władca Much”. Książka traktuje o grupie chłopców, w różnym wieku, którzy na skutek katastrofy trafiają na bezludną wyspę. Początkowo są w panice, zdani sami na siebie, bo żaden dorosły nie przeżył. Szybko jednak zaczynają się organizować. W drodze głosowania wybierają wodza, w tej roli 12 letni Ralph, a on rozdziela wszystkim zadania, w tym to najważniejsze: podtrzymywać ogień sygnalizacyjny. Nie wszystkim jednak podoba się postępowanie wodza, a niektórzy z nich chętnie sięgnęli by po władzę. Czy cokolwiek zmienia sposób opowiedzenia tej historii? Nie, ponieważ autorka adaptacji nie ingerowała w tekst źródłowy, więc dialogi, itd. są tożsame z dziełem Goldinga. Jedyne co zrobiła to zilustrowała używając w tym celu medium jakim jest komiks. Można rozłożyć na czynniki pierwsze każdy element fabuły i analizować go niczym traktat filozoficzny, którym niewątpliwie jest. Ja jednak skupię się na wrażeniach i wydźwięku jaki ów komiks zrodził we mnie. Przede wszystkim perfekcyjne zobrazowanie ludzkiej natury. Ukazanie, że nie ma czegoś takiego jak niewinność, bo każdy będzie miał coś na sumieniu. Nie ma dobra, gdy w grę wchodzi przetrwanie. Nie ma moralność, gdy jedyne co nas ogranicza to my sami. To potworne wnioski, zwłaszcza gdy mamy na myśli dzieci. Szczerze NIC, absolutnie nic, nie przygotowało mnie na taki scenariusz. Na fakt, iż zło zakorzenione jest w każdym i to niezależnie od wieku. Na tempo w jakim demokracja, może przerodzić się w dyktaturę. Na łatwość i lekkość z jakimi można usprawiedliwić lub wymazać najpodlejszy czyn. Golding walczył na wojnie, a „Władca Much”, jego pierwsza książka, stała się nie tylko sposobem na krytykę społeczeństwa. Stała się rozliczeniem z jego wojenną traumą. Autorka we wspaniały sposób zobrazowała to dzieło. Niewątpliwie kreska ma w sobie to coś i jest przyjemna dla oka. Jednak to jeszcze bardziej miażdży czytelnika. Bo czy mogła być w obrazowaniu brutalniejsza i bardziej turpistyczna? Oczywiście. Jednak doskonale rozumiała, że „Władca Much” tego nie potrzebuje. Zło wszak jest ohydne same z siebie, nie trzeba go więc dodatkowo „upiększać”, zwłaszcza gdy w swej surowej formie i tak jest już niemal nie do zniesienia. A co z postaciami zapytacie? Nic. Nie ocenie ich. Po prostu. Próba ustosunkowania się do nich, zbyt głęboko weszła by w fabułę. Jedyne co mogę stwierdzić to fakt, że nie ma tu postaci na siłę, bo wszyscy dopełniają całość zamysłu. Do myślenia niech da wam fakt, że ani razu nie użyłem słowa bohaterowie… Podsumowując, ten komiks to fenomenalne zobrazowanie arcydzieła literatury brytyjskiej. Dzięki takiej formie wydaje się ono być nieco przystępniejsze niż oryginał, więc z pewnością powinien po to sięgnąć zasadniczo każdy, kto będzie na nie gotów. Wydaje mi się, że jest to oczywiste, jednak wspomnę, że mimo iż jest to komiks i to o dzieciach, do dzieci skierowany nie jest. P.S. Dla jasności tytuł „Władca Much” odnosi się do jednego z imion Belzebuba i jest jego dosłownym tłumaczenie z hebrajskiego. Ten demon przez niektórych utożsamiany jest z szatanem, a jedną z jego domen jest wojna.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 10 23 dni temu
Piekło Dantego Paul Brizzi
Piekło Dantego
Paul Brizzi Gaetan Brizzi
W przypadku komiksowych adaptacji dzieł klasycznych zawsze powstaje pytanie: co otrzymamy? Czy będzie to “Coś”, czy raczej nie bardzo, bo autorzy poszli na skróty albo łatwiznę. Paul i Gaetan Brizzi nie mieli łatwo, bo Boska Komedia to utwór epicki i trudny w odbiorze. Mimo to podjęli ryzyko. Przy czym, jak tytuł — Piekło Dantego — sugeruje, narysowali tylko jedną część podróży. W przedmowie autorzy wyjaśniają też, jaką ścieżką poszli i dlaczego. Ich celem była popularyzacja i ułatwienie zrozumienia tego klasycznego poematu. Dante napisał swoje dzieło tercyną, czyli w prostych słowach: każde kolejne trzy wersy tworzą jakąś odrębną całość i do tego się rymują. No nie czyta się tego łatwo, bo aż sprawdziłam na wolnelektury.pl, czy faktycznie tekst będzie stawiał mi opór. I stawiał. Dlatego doceniam to, co zrobili Brizziowie. Przybliżenie wydarzeń utkanych wierszem udało się im znakomicie. Faktycznie, Piekło Dantego bardzo klarownie pokazuje fabułę, czyli po co Dante tam trafił i co i kogo napotkał. Natomiast, upraszczając przekaz, co było oczywiście absolutnie konieczne, stracili niuanse. 🔥 Zrozumieć Piekło Dantego Piekło Dantego jest proste i jasne jak w mordę strzelił, nawet za proste. Zabrakło tu trochę poezji, dwuznaczności, metafor i morałów, chociaż autorzy starali się je przekazać. Mimo to nic a nic nie trzeba się wysilać przy czytaniu. Ale, ale… wcale nie musi to być wada, może to być też zaleta. W końcu na szali leżała przystępność. Jedyny wysiłek, jaki należy włożyć, to ten w dokładne podziwianie rysunków, które są epickie! Trzeba przyznać, że Piekło Dantego jest przepiękne. Te potężne kadry, w których okolica przytłacza malutkie postacie podróżników, robią wrażenie. Kocham takie ujęcia. Do tego szkice są tak szczegółowe, że trudno nie zatrzymać na nich oka dłużej. Powstaje pytanie, czy warto czytać takie spłycone wersje dzieł klasyków? Myślę, że tak. Raz, że Piekło Dantego jest przepiękne. Dwa, jest 99% szansa, że nigdy nie przeczytam oryginału w całości, bo forma jest dla mnie za trudna. A nawet jeśli kiedyś będę potrzebować to przeczytać, to już będę wiedziała, o co tam chodzi, i będę mogła się skupić tylko na frazie.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 20 dni temu
Żeń-szeń. Zgniłe korzenie Craig Thompson
Żeń-szeń. Zgniłe korzenie
Craig Thompson
Niesamowite, jak wiele można napisać o korzeniu i jak bardzo może zrosnąć się on z kulturą go uprawiającą. Z Dalekiego Wschodu, Chin, Tajwanu i Korei, żeń-szeń trafił do Marathon, małego miasteczka w stanie Wisconsin. I tak, jak Azjaci cenią amerykański żeń-szeń za lepszy smak, tak autor musiał wyruszyć w podróż po Azji, żeby w pełni "skosztować" fenomenu żeń-szenia. Cały komiks jest bardzo wciągający, pełen historii, legend i danych, o których człowiek niezainteresowany żeń-szeniem w życiu nie słyszał, a które nie tylko przybliżają sam korzeń, ale także odzwierciedlają różnice między Wschodem i Zachodem, uświadamiają, jak wiele zmieniło się w czasie ostatnich stu lat, czy pokazują, jak globalizacja i edukacja społeczeństwa z jednej strony rozwija i daje nowe perspektywy, a z drugiej zabija tradycyjne zajęcia. Autor wykonał ogrom pracy, żeby przeprowadzić wywiady, ułożyć je w takiej kolejności, która nie tylko stopniowo przybliżać będzie temat, ale też uwypukli konkretne punkty czy nada odpowiednią wagę słowom jego bohaterów. Uczestniczył też w wielu imprezach poświęconych żeń-szeniowi, otwierając czytelnikowi drzwi na zupełnie nieznany świat, w którym rządzi niepozorny korzeń. Wreszcie, całą historię narysował przepiękną kreską - każdą stronę jego komiksu można oglądać godzinami doszukując się nie tylko szczegółów na poszczególnych panelach, ale także podziwiając misterne przejścia od jednego panelu do drugiego. Czytanie tego komiksu to czysta przyjemność i nie tylko podróż śladami żeń-szenia, ale również możliwość obcowania z komiksowym dziełem sztuki. Jedyną skazą, miejscami nużącą, są liczne wątki autobiograficzne, nierzadko odchodzące bardzo daleko od tematu. Choć wciąż pięknie narysowane, trudno o nich nie myśleć jak o zapełniaczach - a myślę, że bez problemu mogłyby zostać zastąpione merytoryczną treścią, bo komiks, choć szczegółowy, tematu żeń-szenia z pewnością nie wyczerpuje.
Ida - awatar Ida
oceniła na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Człowiek Cel

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Człowiek Cel