Jestem komunistyczną babą!

Okładka książki Jestem komunistyczną babą!
Dan Lungu Wydawnictwo: Czarne Seria: Inna Europa, Inna Literatura literatura piękna
184 str. 3 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Inna Europa, Inna Literatura
Tytuł oryginału:
Sint o baba comunista!
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
184
Czas czytania
3 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375361292
Tłumacz:
Joanna Kornaś-Warwas
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jestem komunistyczną babą! w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jestem komunistyczną babą!

Średnia ocen
6,9 / 10
167 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
274
197

Na półkach:

Zestaw zabawnych anegdot na temat pracy w fabryce w komunistycznej Rumunii. Zgodzę się z poprzednikami ze traci bareizmem dlatego czyta się bardzo swojsko. Przedstawiony jest tez problem rozdarcia pomiędzy tęsknotą za przeszłością a strachem o niepewną przyszłość. 

Zestaw zabawnych anegdot na temat pracy w fabryce w komunistycznej Rumunii. Zgodzę się z poprzednikami ze traci bareizmem dlatego czyta się bardzo swojsko. Przedstawiony jest tez problem rozdarcia pomiędzy tęsknotą za przeszłością a strachem o niepewną przyszłość. 

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

381 użytkowników ma tytuł Jestem komunistyczną babą! na półkach głównych
  • 205
  • 176
72 użytkowników ma tytuł Jestem komunistyczną babą! na półkach dodatkowych
  • 41
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Jestem komunistyczną babą!

Inne książki autora

Okładka książki Łóżko. Antologia opowiadań Jurij Andruchowycz, Jonathan Carroll, Rina Frank, Anna Janko, Etgar Keret, Rei Kimura, Jan Jakub Kolski, Dan Lungu, Marsha Mehran, Johanna Nilsson, Tomasz Piątek, Zachar Prilepin, Dawid Rosenbaum, Natalka Śniadanko, Michal Viewegh, Oksana Zabużko
Ocena 6,5
Łóżko. Antologia opowiadań Jurij Andruchowycz, Jonathan Carroll, Rina Frank, Anna Janko, Etgar Keret, Rei Kimura, Jan Jakub Kolski, Dan Lungu, Marsha Mehran, Johanna Nilsson, Tomasz Piątek, Zachar Prilepin, Dawid Rosenbaum, Natalka Śniadanko, Michal Viewegh, Oksana Zabużko
Dan Lungu
Dan Lungu
Dan Lungu (ur. 1969) jest wykładowcą socjologii na Uniwersytecie w Jassach (Rumunia) i redaktorem paryskiego magazynu Au Sud de l’Est. W latach 2001-2002 był redaktorem naczelnym pisma kulturalnego Timpul (Czas). Publikował zbiory opowiadań i wierszy, jest autorem sztuk teatralnych, powieści, a także prac z zakresu socjologii. Na podstawie powieści "Jestem komunistyczną babą!" powstaje film w reżyserii Stere Gulei. W 2008 roku Dan Lungu otrzymał za tę książkę podwójną nominację do europejskiej nagrody im. Jeana Monneta. Żonaty, ojciec dwójki dzieci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzięki za każdy nowy ranek Halina Pawlowská
Dzięki za każdy nowy ranek
Halina Pawlowská
Powieść wspomnieniowa czeskiej autorki, której rodzina pochodziła z Ukrainy Zakarpackiej, należącej do Czechosłowacji do 1938 roku (a formalnie nawet dłużej). W kraju Szwejka na jej podstawie nakręcono film, w którym rolę ojca rodziny zagrał sam Franciszek Pieczka. Sam obraz określany jest jako czarna komedia. Ale do książki nie za bardzo pasuje takie zaszeregowanie. Ukraińcy Ukraińcami, ale Halina Pawlowska podążą drogą Jaroslava Haška. Opisała czytelnikom migawki z życia Olgi – zapewne samej siebie – od czasów sprzed 1968 roku, aż do niemal współczesnych (z powieści wynika, ze kończy się w latach pieriestrojki). W tle przewija leciutko wspominana jest praska wiosna i Karta 77, ale bez martyrologii i patosu, nieznanym chyba literaturze naszych południowych sąsiadów. . Styl jest lekki, wesoły,ironiczny, ale tematyka niekoniecznie. Obok radości i śmiechu, są i łzy, i żal i koszmarna historia dwunastoletniej Chrystyny, córki Chrystyny. Do swoich korzeni książkowa Olga pochodzi z szacunkiem, ale nie na kolanach, raczej z życzliwym dystansem. Ukraińcy krewni mają swoje wady i zalety. Także postać ojca nie jest jednoznaczna. Budzi sprzeczne uczucia w czytelniku, ale na pewno zawsze zaciekawienie. Podobnie jak tercet przyjaciółek – Dasza, Pavla i Lenka. Życie osobiste powieściowej Olgi też nie przypomina ani romansów,ani sag ani w ogóle tzw. literatury kobiecej. Ale dzięki temu wydaje się realne i bardzo prawdziwe. A sama pierwszoosobowa narratorka budzi sympatię czytelnika … nie lukrując się i nie oszczędzając siebie samej. W książce są wskazówki, na podstawie których znawcy czeskiego środowiska kulturalnego może rozpoznają jakieś znane osoby, ale powieść broni się i bez klucza. Ciepła, lekka ironiczna i bardzo czeska. Przeczytane w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 17 dni temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 2 lata temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 1 rok temu
Kadysz za nienarodzone dziecko Imre Kertész
Kadysz za nienarodzone dziecko
Imre Kertész
To jest książka o narastającym ładunku emocjonalnym. I w tym drzemie jej szczególna wartość. To rodzaj wewnętrznego monologu; alter ego pisarza snuje opowieść, którą niełatwo się czyta i może nawet zniechęcić. Ale jeśli „zaskoczy się” w odpowiednim momencie, zada pytanie „o co tu chodzi tak naprawdę?”, już nie można książki odłożyć. Znamy takich ludzi, podobnych do głównego bohatera. W najmniej oczekiwanych momentach wypowiadają jakieś dziwne zdanie, powtarzają utarte stwierdzenia, często milczący, gdy już coś powiedzą, to tak jakby nawiązywali do własnych myśli. Tak objawia się trauma. W przypadku tej książki skupiamy się na traumie węgierskiego Żyda, który jako nastolatek bez większej świadomości własnej tożsamości narodowej w czasie II wojny światowej przeszedł przez Auschwitz. Przeżył, ale odtąd jego życie zostaje naznaczone piętnem Shoah. Bo ci co przeżyli Holocaust, pisała o tym H. Krall, żyją z otwartą raną do końca swych dni. Wiodą życie w zawieszeniu miedzy dwiema śmierciami, duchową i tą ostateczną. Wielu ocalonych z obozów koncentracyjnych nigdy nie zdecydowało się na dzieci — decyzja bohatera „Kadyszu..” w tej kwestii nie jest odosobniona. „Moje życie postrzegane jako możliwość twojego zaistnienia. Twoje nieistnienie postrzegane jako konieczne i ostateczne zniszczenie mojego istnienia”. „A kiedy nie było ,nikogo ani niczego’, wówczas sam wynajdowałem i sam tworzyłem sobie takie sytuacje, by móc przed czym uciekać i czemu się sprzeciwiać”. Takich cytatów-kluczy do zrozumienia bohatera jest wiele. Może agonia istnienia I. Kertesza nastąpiła tam w Auschwitz, pomimo przeżycia, a dalsze powojenne życie to rozpisane na lata dogorywanie (nie bez kozery mówi się o takich ludziach: wrak człowieka). Kertesz przeżył, pozostał przy zdrowych zmysłach, bo wybrał najlepszą z możliwych dla siebie opcji - dysocjację. Wyparł wspomnienia, odpuścił wiwisekcji, nie popadł w otchłań szaleństwa — zamiast tego zanurza się w niekończących się eschatologicznych rozważaniach — angażuje w tym celu rozmówców (wcześniej ich zjednując), by wspólnie i i n t e l e k t u a l n i e dociekać sensu Auschwitz — powtarzającego się procederu (eksterminacji) w ewolucji ludzkości. Imre Kertesz żył jedynie pisaniem, to była jego terapia. Siła pisarstwa Imre Kertesza leży w budowaniu napięcia. Kertesz nie daje szansy, by z nim współodczuwać — nie wzrusza, nie płaczemy nad tym niedopełnionym fatum, gorzej — przykuwa jak współistnienie. —————— Byłam podobnie wstrząśnięta (moi poprzednicy pisali o tym wcześniej), kiedy po przeczytaniu książki dotarł do mnie sens cytatu umieszczonego z tyłu książki, co ważne, to jedyny tzw. polecający książkę cytat, który znalazł się na tyłówce książki. Pochodzi najprawdopodobniej z recenzji niemieckiego dziennikarza Thomasa Szmidta, która zapewne ukazała się po opublikowaniu książki w Niemczech (sic! pisarz pisał po niemiecku i miał niemieckiego wydawcę, który publikował książki Kertesza w pierwszej kolejności na niemieckim rynku, potem były tłumaczenia i inne rynki), a zatem przytaczam: „Bohater Kertesza to człowiek nieustępujący ani na krok, po Oświęcimiu, konsekwentnie uchylający się przed normalnością; a jednocześnie żałosny egoista, który rozkoszuje się upadkiem, wykorzystuje Oświęcim jako wymówkę, nie chcąc sprostać wymaganiom życia”. Co to za prowokacja ? Fatalne, tendencyjne tłumaczenie ? zapewne zdanie wyrwane z kontekstu tak, że sam dziennikarz byłby zdumiony jaką wymowę mają jego słowa.. Nie pojmuję intencji polskiego wydawcy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 2 miesiące temu
Likwidacja Imre Kertész
Likwidacja
Imre Kertész
Likwidacja” to przede wszystkim utwór rozliczeniowy wobec traum pozostawionych w ludzkich umysłach przez totalitaryzmy hitlerowski i komunistyczny.W narracji niemało jest także rozważań filozoficznych o charakterze egzystencjalnym. Jednak jego fabuła ma charakter powieści quasi- detektywistycznej o skomplikowanej intrydze, tak skonstruowanej, że nie powstydziłby się jej twórca bestsellerowych kryminałów. Najważniejszy bohater “Likwidacji” B. urodził się i przeżył w Oświęcimiu dzięki polskiej kapo nadzorującej kobiecy oddział szpitalny. Po wojnie B. został pisarzem. Czytelnik jednak nie ma okazji go poznać, ponieważ gdy zaczyna się fabuła B. już nie żyje.2. Na pierwszym planie powieści pojawia się krytyk literacki i lektor wydawniczy Keseru. Po samobójczej śmierci pisarza B., Keseru ogarnięty jest obsesją odnalezienia - pisanej do szuflady powieści B. Odpowiedź na pytanie, co się stało z rękopisem powieści zaszyfrowany jest w dramacie zatytułowanym “Likwidacja”. Keseru odnajduje go w mieszkaniu martwego B., wśród masy notatek i innych próbek pisarskich B., a następnie ukrywa przed nadejściem policji, która może wszystko zarekwirować ze względu na antykomunistyczną postawę B. W trakcie lektury napisanego przed dekadą dramatu “Likwidacja”, Keseru odkrywa, że B. przewidział w nim dokładnie wszystko, co nastąpi po jego śmierci: że Keseru odnajduje w mieszkaniu martwego B., dramat zatytułowany “Likwidacja”, ukryje wszystkie papiery pisarza przed nadejściem policji itd. ... B. przewidział wszystko z dokładnością, która staje się lustrzanym odbiciem rzeczywistych wydarzeń. Takie zapętlenie się fabuły powieści jest jednocześnie jej zawiązaniem, a bohaterom utworu coraz trudniej zorientować się, co jest ich autonomiczną decyzją, co wynikiem manipulacji pisarza “zza grobu”, a wreszcie co samospełniającą się przepowiednią czy skutkiem autosugestii Keseru i tych, którzy przeczytali dramat zmarłego B. Kertész prawie do końca będzie nas trzymał w niepewności, czy wysiłki podejmowane przez Keseru, bardziej oddalą go niż przybliżą do odnalezienia rękopisów pisarza B. i prawdy o motywach jego samobójstwa. Ale jak to bywa w każdej szanującej się powieści, wartość ma nie ta czekająca na ustalenie odpowiedź, lecz to, co przeżyje i jaką lekcję wyniesie z tego dla siebie poszukujący rozwiązania. Mottem książki jest cytat z powieści Samuela Becketta „Mollowy”: "Jest północ. Deszcz smaga szyby. Nie była północ. Nie padało." W ten sposób autor wprowadza do powieści wątek filozoficzny. Motto bowiem skłania do postawienia pytania: czy to, co nas otacza jest prawdziwe? A może człowiek żyje tylko w przestrzeni własnej wyobraźni. Buduje wokół siebie osobisty, subiektywny świat, tak jak B., który nie mógł się wyzwolić z pamięci o traumatycznej przeszłości.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Sahib. Impresje z depresji Nenad Veličković
Sahib. Impresje z depresji
Nenad Veličković
Jest to ciekawa powieść epistolarna, w której zderzone zostają dwa światy - zachodni i bałkański. Zachodni reprezentuje Anglik pracujący w organizacji humanitarnej w Sarajewie w 1993 roku, zaś bałkański - jego szofer, Sakib, Bośniak pochodzący z tego miasta, niegdyś profesor. Efektem tego zderzenia kultur jest wzajemne poczucie obcości oddana w książce za pomocą błyskotliwej, szyderczej ironii, którą posługuje się Anglik w swoich listach do ukochanego, opisując mu codzienność Sarajewa i jego mieszkańców. Z jednej strony prezentuje kolonialne, nieraz szowinistyczne poczucie wyższości względem tamtejszych narodów, z drugiej - momentami, jak sądzę, trafnie oddaje absurdy tamtejszej rzeczywistości. Można pomyśleć, że są to obserwacje samego autora, który z wisielczym humorem piętnuje wady swojego narodu - prymitywizm, brak logicznego myślenia, nacjonalizm, nienawiść, pazerność, bylejakość itd. Opisy zachowań i zwyczajów „tubylców” są śmieszne, ale widać u autora listów brak zainteresowania kulturą tego kraju, niedostrzeganie jasnych stron, brak uznania dla mieszkańców regionu i współczucia względem nich. Anglik nie jest jednak tylko zarozumiałym ignorantem. Jest świadomy, że organizacje humanitarne są tylko przykrywką dla eksploatacji tego regionu przez Zachód. To jest w ogóle ciekawa postać, zaskakująco niejednoznaczna. Jego ironia tylko pozornie jest prymitywna. Bohater jest w stanie dokonać szyderczej analizy działań zarówno własnej organizacji pseudo-humanitarnej, jak i nastawienia Zachodu wobec tego regionu. Nie wiemy do końca, kiedy pisze serio wyższościowo, a kiedy kpi z siebie i ze świata. Pisząc o mieszkańcach jako o „niewolnikach” przywdziewa kolonialną maskę, ale nie do końca się z nią utożsamia. Między nim samym a tym, co reprezentuje jest jednak pewien dystans. Mam przypuszczenie, że ironia autora listów wynika z czegoś więcej niż tylko z szowinizmu, ale z czego, tego do końca nie wiem, przerażenia wojną? Niezgody na taki świat, jaki jest? A może tylko doszukuję się drugiego dna. Książkę czyta się świetnie, absurdy opisywanej rzeczywistości nie są nam, Polakom, znowuż tak obce, i my pamiętamy wprowadzanie kapitalizmu, prymitywizm codzienności i nasze zderzenie z zachodnią mentalnością. Niewykluczone, że zostalibyśmy podobnie opisani przez jakiegoś przybysza z Zachodu, bo przecież Bałkany to również my.
Luna - awatar Luna
oceniła na 7 1 rok temu
Ministerstwo bólu Dubravka Ugrešić
Ministerstwo bólu
Dubravka Ugrešić
Jak żyć po wojnie? A właściwie - po co żyć po wojnie? Jak można, po tych wszystkich krzywdach, jakich się doświadczyło i jakich się wyrządziło bliźniemu, po absolutnym zbeszczeszczeniu idei człowieczeństwa, choćby starać się, żyć normalnie? Śmiać się, zakochiwać? Czy jest to w ogóle możliwe, czy są to jedynie twarze aktorów w maskach przed nami? Czuję, że takie pytania zadaje Dubravka Ugrešić w swoim "Ministerstwie bólu". Nie wiem, czy znalazła na nie odpowiedzi, ale na pewno poprzez tę książkę udało się oddać jej oddać kwintesencję rozrywającego od środka bólu, jaki każdego dnia odczuwali uchodźcy lat dziewięćdziesiątych. Nie musieli zmagać się tylko z poczuciem wyobcowania w obcym kraju, z traumą wojny, z tym, że w jednej sali wykładowej siedzieli obok siebie kaci i ofiary, ale potrzebowali też na nowo zbudować swoją własną tożsamość. W końcu kraj, w którym się wychowali, ich mikrokosmos - Jugosławia, przestał istnieć. Dubravka trochę uratowała mi zeszły rok i przywróciła wiarę w literaturę, bo jest to dzieło przez wielkie "D". Jest to dla mnie wręcz niepojęte, jak na tak wielu stronach udało jej się zawrzeć tak wiele - właściwie wszystko. I to w jakim stylu. Piękne pióro, kompleksowe przemyślenia i złożone, do bólu ludzkie, straumatyzowane postaci. Portret psychologiczny rozpadu Jugosławii jako zjawiska. Chcę chłonąć prozę Dubravki, chcę ją poznać na wylot i jedyne, co boli, to że ona nie napisze już niczego więcej.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 8 1 rok temu
Zdesperowane kobiety postępują desperacko Halina Pawlowská
Zdesperowane kobiety postępują desperacko
Halina Pawlowská
Kiedyś przeczytałam bardzo zabawną powieść czeskiej pisarki, Haliny Pawlowskiej, „Dziękuję za każdy nowy ranek”. Pamiętam, że doskonale się przy niej bawiłam, więc tym razem – w ramach czyszczenia Regału Czytelniczej Hańby – sięgnęłam po książkę „Zdesperowane kobiety postępują desperacko” tej samej autorki. To zaledwie 135 stron z serii wydawniczej „Z miotłą”, którą lubię i cenię. Lektura właściwie na popołudnie albo wieczór. Czyta się szybko i lekko, ale w głowie zostaje jednak coś więcej niż tylko dobre samopoczucie. Główna bohaterka opowiada o swoim życiu z perspektywy lat. Wspomina dzieciństwo, które zaznaczyło ją nadwagą (a ta pozostała na zawsze), pierwsze przyjaźnie i niefortunne miłości oraz rodziców, którzy byli okropni, bo …ją kochali („…nie rozwodzili się, nie tłuki mnie, ani też nie morzyli głodem. Żyć z nimi – to była męka”). Ojciec, matka, różne ciotki, wujowie i dziadkowie tworzą tu menażerię dziwaków, co sprawia, że trudno się nie uśmiechnąć. Pikanterii wszystkiemu dodaje fakt, że akcja rozgrywa się w czasach komuny, a ojciec jest chorobliwie nieufny, więc podejrzewa wszystkich o donosy do ubecji. Zabawne sytuacje rodzą się również w okresie dorosłości narratorki, gdy szuka ona męża, wreszcie go znajduje, by potem przeżywać różne wzloty i upadki. Mimo iż treść wydaje się pozornie błaha, sporo jest w książce poczucia humoru, to jednak powieść ma też drugie dno. Pokazuje, jak pod płaszczykiem uśmiechów i rzekomego dobrego samopoczucia mogą kryć się ludzkie kompleksy, smutki, a nawet życiowe dramaty. Dużo jest w tej prozie optymizmu, ale nie tego niepoprawnego, gdyż takie zachowania raczej nie kończą się dla bohaterów dobrze. Autorka lekko, ale i mądrze pokazuje, jak nabrać dystansu do siebie i innych. I robi to znacznie lepiej niż niejeden poradnik. Niewątpliwym plusem jest barwny język; dużo tu emocjonalnych dialogów, rozbrajających porównań, opisów, w których dosadność łączy się z nutką liryzmu. Lubię takie wybuchowe mieszanki, więc polecam. Książka jest słabsza niż „Dziękuję za każdy nowy ranek”, ale i tak dobrze przy niej odpoczęłam, więc polecam.
allison - awatar allison
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Jestem komunistyczną babą!

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jestem komunistyczną babą!