Na tylnej okładce książki przeczytałam to zdanie - "W tej powieści nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka!"
To prawda. Nic. Łącznie z okładką, o której napiszę później, bo akurat opakowanie tej przyjemnie trudnej i ciężkiej w odbiorze psychicznym (takie lubię najbardziej!) opowieści było najmniej ważne. Najważniejszą była bohaterka.
Joanna.
Mediewistka, która poświeciła się pracy, chociaż praca tym samym już się nie odwdzięczyła. Podkreślająca swoje oddanie nauce aseksualnym ubiorem i wyglądem. Grube, rogowe okulary były tą kropką nad „i”, "żeby pogrążyć siebie jako kobietę ostatecznie i nieodwołalnie". Świadomy kamuflaż dla ewentualnych amatorów jej kształtów. Już tylko konsekwencją tego był jej stan wolny i bez "żadnych nadziei na bycie przy nadziei". Do tego psychika, która mnie odpychała i irytowała malkontenctwem, pesymizmem, brakiem wiary we własne możliwości, niską samooceną i zerową świadomością własnych atutów. Jej radość życia zabijało nawet mieszkanie. Ciasny skansen powojennych, szabrowanych mebli z łazienką pełną karaluchów, w blokowisku wybudowanym Za Żelazną Bramą z przygnębiającą przeszłością getta warszawskiego, wypełnionym współcześnie ludźmi dużo gorszymi od insektów. Ściganą przez dzieciństwo z milczącym ojcem i chorą psychicznie matką, od której całe życie próbowała się uwolnić, uciekając w studia, pracę, siebie i w związek z mężczyzną poznanym na czacie. Jednym zdaniem – ciąg "kolekcji upokorzeń, rozrastającej się, zwłaszcza ostatnimi czasy, do całkiem pokaźnych rozmiarów". Od siebie dodam, że na własne życzenie. A na tym etapie powieści mogłabym oskarżyć ją nawet o te tytułowe grzechy. I o małe, jedno zachowanie, kolejne autoagresywne z kolekcji Joanny, zrobiłabym to, ale się powstrzymałam, uświadamiając sobie powoli, że to dopiero pierwsza warstwa powieści, pod którą ukryta była druga, tłumacząca niewydolność życiową bohaterki. Jej obiektywny obraz mogłam zbudować sobie dzięki narratorowi zewnętrznemu, który krótkimi zdaniami, ograniczonymi do niezbędnych opisów silnie przepojonych emocjami, oddał osobisty sposób postrzegania siebie i otaczającej ją rzeczywistości, dzięki zabiegowi przejmowania jej roli i głosu, dając złudzenie monologu wewnętrznego i intymnego, subiektywnego strumienia myśli. Złośliwych, ironicznych i depresyjnych.
I było to przerażająco zaraźliwe!
Miałam ochotę potrząsnąć Joanną. Krzyknąć na nią. Otrzepać z ołowianego kurzu uprzedzeń i pokazać drugie, całkowicie odmienne spojrzenie na jej osobę oczami zakochanego w niej od dawna przyjaciela Tunia i poznanego w Internecie Xawerego. Tej pierwszej miłości nie widziała, a drugą, potencjalną zarzynała tępym nożem (idealne określenie, aby oddać skalę uprawianego masochizmu), na każdym kolejnym etapie jej rozwoju. Oszukiwała mnie, zwodziła mężczyzn, ale przede wszystkim ukrywała siebie przed samą sobą.
I miała do tego powód.
Jej skomplikowana, pełna sprzeczności psychika, rozedrgany umysł wypełniony gonitwą skrajnych myśli, rozchwiane i impulsywne zachowanie były dziedzictwem wojennej traumy jej matki. Tajemnica ukrywana przez rodzinę, powoli wyjaśniana przez Joannę, z czasem stała się odpowiedzią na pytanie – Dlaczego Joanna nie potrafiła odnaleźć swojej drogi w życiu, zbudować zdrowych relacji z ludźmi, w tym związków intymnych z mężczyznami? I na pytanie najważniejsze w tej powieści – Czy grzechy Joanny, popełniane wobec siebie i wobec innych ludzi, są tak naprawdę tylko jej grzechami?
Brnęłam w tę drugą warstwę powieści w poszukiwaniu powyższych odpowiedzi poprzez studium psychologiczne kobiety, wymagające ode mnie skupienia się, śledzenia prawdy w kamuflażu niedopowiedzeń, w dychotomii myśli i zachowań wszystkich bohaterów, w bardzo dobrze przemyślanej fabule ujawniającej wpływ przeszłości na kondycję psychiczną dzieci pokolenia powojennego. Kobiety, która próbowała przerwać łańcuch dziedzictwa bolesnej przeszłości przekazanej jej przez matkę, ale udaremnianej w zmienianiu biegu wydarzeń przez ostracyzm społeczny. Dyktat otoczenia wyznaczającego pożądane normy zachowania i nakaz zapominania o wszystkim, co niewygodne. Przymus udawania niepamięci, ślepoty i nierozumienia. I wreszcie piekło takiego życia, osób nieumiejących sobie z tym poradzić tak, jak inni – matki i córki.
Jednak skoro o grzechach mowa, to zauważyłam dwa.
Pierwszy dotyczy zakończenia.
Fabuła powieści pochłonęła mnie nie tylko bardzo dobrze nakreśloną osobą bohaterki, tematyką, której inspirację autorka (jak wspomina w wywiadzie) znalazła w Izraelu, ale i narastającą atmosferą, aż proszącą się o rozładowanie, spektakularne wydarzenie lub zdecydowane zachowanie bohaterki. Tymczasem otrzymałam swoisty constans, który początkowo do czegoś dążył, a ostatecznie zatoczył koło i nawiązał do punktu wyjścia. Mogłam sobie powiedzieć – Niczego ta kobieta się nie nauczyła! I tutaj zaczęłam wątpić wyłącznie w grzechy innych, kierujących życiem Joanny. Jednak może właśnie taki był zamysł autorki, druga szansa z nowym, ale takim samym początkiem. To trochę za mało, żeby mi dostarczyć zadowolenia. Ja potrzebowałam dużo mocniejszych rozwiązań – tąpnięć, katastrof, trzęsień i zmrożeń, bo ku temu zmierzała cała historia! A wyszło letnio w emocjach i myślach.
Drugi grzech popełniono przy projekcie okładki.
Jest piękna, tajemnicza i perwersyjna. Jeśli ktoś sięgnie po nią, kierując się tymi skojarzeniami, mocno się rozczaruje, bo znajdzie w niej szarość, pesymizm, ból istnienia, walkę umysłu z ciałem, emocji z rozumem, przeszłości z teraźniejszością, seks obdarty z romantyzmu, za to z nieudolnym pożyciem cielesnym, które perwersję zamienia w zażenowanie i obrzydzenie. To opowieść smutna, bolesna i naturalistyczna, a o tym już ta piękna okładka nie informuje. Można powiedzieć, że taka jej zwodnicza rola, ale to niedźwiedzia przysługa dla jej zawartości. Gdybym miała przy wyborze kierować się wyglądem książki, nie sięgnęłabym po nią, a teraz wiem, że straciłabym, bo to bardzo udany debiut z ciekawym i trudnym tematem, z którym autorka poradziła sobie, mniej z dynamiką powieści (rozczarowujące zakończenie), za to z bardzo dobrym stylem przekazu (sugestywna siła słów i dobór rodzajów zdań) i świetnie opanowaną umiejętnością techniki narracyjnej, w której czas, przestrzeń i narrator pięknie współbrzmią ze sobą.
Na koniec zadam sobie nieśmiertelne pytanie, zawsze padające po przeczytanym przeze mnie debiucie – Ciekawe, jaką dalszą drogę rozwoju literackiego obierze autorka? A to okaże się już niedługo, bo autorka jest w trakcie pisania kolejnej powieści.
naostrzuksiazki.pl
Opinia
O Jolancie Kwiatkowskiej mogę powiedzieć tylko tyle ( i AŻ tyle), że jest niesamowitą osobą. Na każde pytanie odpowiada tak specyficznie, że czasami trzeba się domyślać, co ukryła między słowami. Jest osobą bardzo bezpośrednią i zagadkową, ale jest również wyjątkowo sympatyczną, o czym miałam okazję się przekonać osobiście. Wspomniałam o niej w jednym z wcześniejszych wpisów, dzieląc się swoją opinią na temat przeczytanej innej książki "Przewrotność dobra".
Ja i Oni pół żartem pół serio to powieść obyczajowa przeplatana eseistycznymi tekstami dotyczącymi życia człowieka, od momentu jego poczęcia.
Fabuła powieści to życie głównej bohaterki - Krysi, oraz jej najbliższych.
W dość przełomowym okresie swojego życia Krysia dowiaduje się o swoich rodzicach czegoś, co oni przez wiele lat przed nią ukrywali. Niestety informacja ta dociera do niej od osoby, która nie "informuje", a wręcz czerpie machiaweliczną satysfakcję z tego, co ma Krysi do przekazania. Życie dziewczyny wywraca się do góry nogami, ale pocieszeniem staje się opiekun obozowy, który w niedługim czasie zostaje jej mężem i ojcem dziecka. Czy aby na pewno biologicznym? Niestety małżeństwo nie wytrzymuje próby zniewolenia, jakie stosuje wobec kobiety „bardzo” kochający małżonek i życie Krysi znów zaczyna wywracać się. Jak się wywróci i co postanowi Krysia nie zdradzę, bo to nie streszczenie książki mam zamiar napisać, ale... będzie się działo...
Autorka posiada bardzo specyficzny styl pisania, i chociaż w wielu miejscach musiałam kilkakrotnie powtarzać czytanie, bo niestety nie potrafiłam przeczytać tekstu z całkowitym zrozumieniem, to jednak trudno mi było się od niego oderwać.
Książka nie jest typową powieścią, chociaż gdyby tak oddzielić jej wątek fabularny od wątku filozoficzno-psychologicznego, jakim są niewątpliwie rozmowy wewnętrznego JA, to powstałyby dwie książki, ale chyba zginąłby sens odbioru jaki został zaprezentowany w treści.
Na przykładzie Krysi autorka zademonstrowała całą gamę wątpliwości i niezgodności jakie funduje człowiekowi otoczenie, i to nie tylko te najbliższe osoby, które decydując się na „stworzenie” nowego człowieka już od samego początku decydują o wszystkim w imię dobra, prawości i stereotypowości.
Często dana osoba nie potrafi wyrwać się z tej klamry pozornego wewnętrznego bezpieczeństwa i zupełnie nieświadomie staje się więźniem egoistycznych pobudek drugiego człowieka.
Myśląc o naszym życiu, od momentu jego poczęcia rzadko kiedy zastanawiamy się na tym, co by było gdybyśmy mogli sami o sobie decydować, mając już od początku świadomość własnej wartości.
Wewnętrzne rozmowy, jakie prowadziło JA Krysi, JA podzielone na to JA rozsądne/mądre i JA emocjonalne mogą zaszokować niejednego czytelnika, ale mogą również spowodować, że zaczniemy się zastanawiać na tym co sami czujemy i jak w wielu przypadkach postępujemy.
Nie mogę tej książki zakwalifikować do lektur lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż autorka ma bardzo lekkie pióro jeśli chodzi o pisanie. Potrafi wyłuskać z czytelnika tyle emocji, że trudno jest się oderwać od stron książki. I chociaż momentami irytowałam się, bo nie do końca rozumiałam, co w danym momencie chciano mi przekazać, to muszę przyznać, że trudno mi było po prostu zamknąć książkę i przestać o niej myśleć.
Książka napisana jest ironicznym, żeby nie określić dość sarkastycznym językiem co powoduje, że na poważne problemy patrzymy trochę z przymrużeniem oka, zdając sobie jednak sprawę z ich powagi.
Nie polecam tej książki młodym czytelniczkom, zafascynowanym powieściami obyczajowymi, w których występują wątki miłosne, czy sensacyjne. Jest to lektura dla wyrafinowanego czytelnika, który potrafi czytać nawet między wersami. Duża dawka filozofii i psychologicznego podejścia do życia zmusza czytelnika do podjęcia swoistego wyzwania jakie stawia przed nim autorka.
O Jolancie Kwiatkowskiej mogę powiedzieć tylko tyle ( i AŻ tyle), że jest niesamowitą osobą. Na każde pytanie odpowiada tak specyficznie, że czasami trzeba się domyślać, co ukryła między słowami. Jest osobą bardzo bezpośrednią i zagadkową, ale jest również wyjątkowo sympatyczną, o czym miałam okazję się przekonać osobiście. Wspomniałam o niej w jednym z wcześniejszych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to