Ja i oni. Pół żartem, pół serio

Okładka książki Ja i oni. Pół żartem, pół serio
Jolanta Kwiatkowska Wydawnictwo: MWK literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361065821
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ja i oni. Pół żartem, pół serio w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ja i oni. Pół żartem, pół serio

Średnia ocen
7,4 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
960
842

Na półkach:

O Jolancie Kwiatkowskiej mogę powiedzieć tylko tyle ( i AŻ tyle), że jest niesamowitą osobą. Na każde pytanie odpowiada tak specyficznie, że czasami trzeba się domyślać, co ukryła między słowami. Jest osobą bardzo bezpośrednią i zagadkową, ale jest również wyjątkowo sympatyczną, o czym miałam okazję się przekonać osobiście. Wspomniałam o niej w jednym z wcześniejszych wpisów, dzieląc się swoją opinią na temat przeczytanej innej książki "Przewrotność dobra".
Ja i Oni pół żartem pół serio to powieść obyczajowa przeplatana eseistycznymi tekstami dotyczącymi życia człowieka, od momentu jego poczęcia.

Fabuła powieści to życie głównej bohaterki - Krysi, oraz jej najbliższych.

W dość przełomowym okresie swojego życia Krysia dowiaduje się o swoich rodzicach czegoś, co oni przez wiele lat przed nią ukrywali. Niestety informacja ta dociera do niej od osoby, która nie "informuje", a wręcz czerpie machiaweliczną satysfakcję z tego, co ma Krysi do przekazania. Życie dziewczyny wywraca się do góry nogami, ale pocieszeniem staje się opiekun obozowy, który w niedługim czasie zostaje jej mężem i ojcem dziecka. Czy aby na pewno biologicznym? Niestety małżeństwo nie wytrzymuje próby zniewolenia, jakie stosuje wobec kobiety „bardzo” kochający małżonek i życie Krysi znów zaczyna wywracać się. Jak się wywróci i co postanowi Krysia nie zdradzę, bo to nie streszczenie książki mam zamiar napisać, ale... będzie się działo...

Autorka posiada bardzo specyficzny styl pisania, i chociaż w wielu miejscach musiałam kilkakrotnie powtarzać czytanie, bo niestety nie potrafiłam przeczytać tekstu z całkowitym zrozumieniem, to jednak trudno mi było się od niego oderwać.

Książka nie jest typową powieścią, chociaż gdyby tak oddzielić jej wątek fabularny od wątku filozoficzno-psychologicznego, jakim są niewątpliwie rozmowy wewnętrznego JA, to powstałyby dwie książki, ale chyba zginąłby sens odbioru jaki został zaprezentowany w treści.

Na przykładzie Krysi autorka zademonstrowała całą gamę wątpliwości i niezgodności jakie funduje człowiekowi otoczenie, i to nie tylko te najbliższe osoby, które decydując się na „stworzenie” nowego człowieka już od samego początku decydują o wszystkim w imię dobra, prawości i stereotypowości.

Często dana osoba nie potrafi wyrwać się z tej klamry pozornego wewnętrznego bezpieczeństwa i zupełnie nieświadomie staje się więźniem egoistycznych pobudek drugiego człowieka.

Myśląc o naszym życiu, od momentu jego poczęcia rzadko kiedy zastanawiamy się na tym, co by było gdybyśmy mogli sami o sobie decydować, mając już od początku świadomość własnej wartości.

Wewnętrzne rozmowy, jakie prowadziło JA Krysi, JA podzielone na to JA rozsądne/mądre i JA emocjonalne mogą zaszokować niejednego czytelnika, ale mogą również spowodować, że zaczniemy się zastanawiać na tym co sami czujemy i jak w wielu przypadkach postępujemy.

Nie mogę tej książki zakwalifikować do lektur lekkich, łatwych i przyjemnych, chociaż autorka ma bardzo lekkie pióro jeśli chodzi o pisanie. Potrafi wyłuskać z czytelnika tyle emocji, że trudno jest się oderwać od stron książki. I chociaż momentami irytowałam się, bo nie do końca rozumiałam, co w danym momencie chciano mi przekazać, to muszę przyznać, że trudno mi było po prostu zamknąć książkę i przestać o niej myśleć.

Książka napisana jest ironicznym, żeby nie określić dość sarkastycznym językiem co powoduje, że na poważne problemy patrzymy trochę z przymrużeniem oka, zdając sobie jednak sprawę z ich powagi.

Nie polecam tej książki młodym czytelniczkom, zafascynowanym powieściami obyczajowymi, w których występują wątki miłosne, czy sensacyjne. Jest to lektura dla wyrafinowanego czytelnika, który potrafi czytać nawet między wersami. Duża dawka filozofii i psychologicznego podejścia do życia zmusza czytelnika do podjęcia swoistego wyzwania jakie stawia przed nim autorka.

O Jolancie Kwiatkowskiej mogę powiedzieć tylko tyle ( i AŻ tyle), że jest niesamowitą osobą. Na każde pytanie odpowiada tak specyficznie, że czasami trzeba się domyślać, co ukryła między słowami. Jest osobą bardzo bezpośrednią i zagadkową, ale jest również wyjątkowo sympatyczną, o czym miałam okazję się przekonać osobiście. Wspomniałam o niej w jednym z wcześniejszych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

99 użytkowników ma tytuł Ja i oni. Pół żartem, pół serio na półkach głównych
  • 54
  • 43
  • 2
25 użytkowników ma tytuł Ja i oni. Pół żartem, pół serio na półkach dodatkowych
  • 17
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ja i oni. Pół żartem, pół serio

Inne książki autora

Okładka książki Gorąca antologia Anna Alochno - Janas, Władysław Chodasiewicz, Ena Kielska, Błażej Jacek Klajza, Katarzyna Krzan, Jolanta Kwiatkowska, Mander, Mariposa, Marcin Jerzy Moneta, Arkadiusz Siedlecki, V.G. Soque, Anna Strzelec, Anna Szczęsna, Olaf Tumski
Ocena 4,7
Gorąca antologia Anna Alochno - Janas, Władysław Chodasiewicz, Ena Kielska, Błażej Jacek Klajza, Katarzyna Krzan, Jolanta Kwiatkowska, Mander, Mariposa, Marcin Jerzy Moneta, Arkadiusz Siedlecki, V.G. Soque, Anna Strzelec, Anna Szczęsna, Olaf Tumski
Jolanta Kwiatkowska
Jolanta Kwiatkowska
Autorka mówi o sobie: Urodziłam się jako płeć żeńska. (tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce). Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać). Nie zdobyłam żadnego szczytu. Nie odkryłam żadnego lądu. Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam. Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam. Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham. Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam. Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie. Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Adam i Ewy Monika Orłowska
Adam i Ewy
Monika Orłowska
Przeczytałam wcześniej dwie książki Moniki Orłowskiej i znów mnie poniosło do kolejnej, która wcale nie jest przyjemną lekturą o słodkim życiu, historią wymyśloną na potrzeby szerszej publiki dla ukojenia własnych nerwów. "Adam i Ewy" to wykładnia zmagań z życiem jakie sobie obrałyśmy. My, bo książka pisana z punktu bohaterki, pod którą może "podłożyć się" każda kobieta z własnym życiem. Powieść jest refleksyjna, dająca wiele powodów do dyskusji i to nie koniecznie w temacie przemyśleń, co do wyborów poruszanych przez Ewę, ale rozważań o własnych - mniej lub bardziej świadomych - decyzjach. Ktoś może powiedzieć, że ta książka jest nudna, mało w niej barw, mimo iż bohaterka wraca również do wspomnień, kiedy żyli na wyspie, w warunkach diametralnie innych niż w polskiej rzeczywistości krakowskich dzielnic. Ja powiem, że jest przyziemna, bo dotyka zwykłych problemów, codziennych spraw, drobiazgów, które nie mają w sobie nic z romantycznych uniesień bohaterów bajkowych scenerii. Ewa - macocha, Ewka - pasierbica, Karolina - córka oraz teściowa, to układ scalony opowieści Orłowskiej. Mężczyzna pojawia się tu na chwilę, choć trwa niejako na stałe w ich świadomości. One, chociaż niedoskonałe, popełniające błędy, startujące w życie, czy też u jego schyłku, mają w sobie więcej odwagi i godności niż ów mężczyzna, który na odległość wydaje dyspozycje i jeszcze czasem ma pretensje. Problem szeroki jak świat i od wielu lat aktualny, gdzie niejedna rodzina boryka się z rozłąką. Na ile można się odnaleźć przebywając większą część roku w oddaleniu od bliskich, w innym kraju, obcej kulturze, bez namacalnego wsparcia? Bo pytanie na ile jest się w takiej sytuacji rodziną jest dla mnie retoryczne, skoro już sześciolatka po zajęciach w przedszkolu raczyła mnie uświadomić, iż jej tatuś jest tatusiem, ale to nie rodzina, bo rodzina mieszka razem. Co uzmysławia, że nawet najmłodsi mają świadomość czym są więzi rodzinne, ze to bliskość i wzajemne wspieranie się buduje rodzinę. Jedyne, co w tej książce jest tandetne to okładka. To chyba syndrom obecnych czasów, żeby "zasłodzić" czytelniczkę przynajmniej poprzez okładkę, skoro autorka uwzięła się by opisać realistycznie żywot wcale nie jednej takiej Ewy, ale setek kobiet, które w imię dobra rodziny coś poświęcają, a do tego nie mają skłonności narzekać czy też egzekwować prawa do zaspakajania własnych potrzeb. Czasem bardzo łatwo zagalopować się w ogarnianiu rzeczywistości domowej kosztem samej siebie. Trzeba jakiegoś impulsu by przeorganizować to, co do tej pory tkwiło na głowie, czyli barkach żony, by i ten mężczyzna partycypował w obowiązkach i najtrudniejszych chwilach. A wracając jeszcze do okładki, która oczywiście przekłamuje co do zawartości, jaką możemy ujrzeć wewnątrz, to była ona czynnikiem, który odpychał mnie od zapoznania się z treścią. To tak, jakbym wyśmienitą czekoladkę zapakowała w szary papier, a krówkę w pozłotko. I na początku tylko czekałam, aż bohaterzy zaczną przeżywać słodkie chwile, będzie mdło, aż nie naturalnie, a tu okazało się, że dosięgła mnie bogata szara rzeczywistość. Oto kolejna książka, która przekonuje mnie do autorki, jak i rynku księgarskiego, gdzie nie muszą pojawiać się powielane historyjki snute na temat rozkosznie przeżywanych chwil pośród nagromadzonych katastrof spadających jedna za drugą na jedną bohaterkę/rodzinę. Nie ma potrzeby by polskie autorki budziły do życia sztuczne sytuacje, powoływały się kolejny raz na te same motywy, żeby tylko odegrać przed czytelnikiem niebywałe dramaty. Można prościej i przede wszystkim prawdziwie oddać sytuacje i emocje bohaterów.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 8 lat temu
Zaradna Beata Kępińska
Zaradna
Beata Kępińska
Trafiłam ostatnio na książkę Beaty Kępińskiej "Zaradna". Akcja toczy się dwutorowo - współcześnie, kiedy widzimy starzejącą się bohaterkę, zgorzkniałą, nieufną i nastawioną do całego świata na "nie", a równocześnie oglądamy ją w jej wspomnieniach, prowadzonych nieliniowo, co jeszcze bardziej podkręca ciekawość czytelnika. Mamy więc opowieść o kobiecie, która, chociaż walczy z rakiem i bierze chemię, nie chce pozwolić swojej córce, żeby ta wzięła ją do siebie albo chociaż żeby się nią opiekowała "na dochodząco". (Ale NIE JEST to słodkie pitu pitu o zaradnej kobiecie, która pokonała raka, o nie!) Widać tu dość ciekawy konflikt, bo bohaterka ma świadomość, że chociaż córka była dla niej najważniejsza na świecie i to właśnie dla córki gotowa była na popełnienie każdego świństwa, to jednak nie umiała być dobrą matką. Nie widzi więc powodu, by teraz jej dorosła córka była dla niej lepszą córką, niż ona matką. A przy okazji mamy cztery epoki (PRL, schyłek PRL-u, transformacja ustrojowa, dziki kapitalizm) przez które prowadzi nas bohaterka w swoich wspomnieniach. Tytuł okazuje się być ironiczny, ponieważ zaradność tej kobiety polega na wchodzeniu w różne paskudne układy, także seksualne, albo wpychaniu w układy innych ludzi, na przykład męża. Bohaterka zdecydowanie nie daje się lubić, a mimo to czytelnik coraz bardziej jej kibicuje, a książka wciąga tak, że przeczytałam ją praktycznie jednym tchem, zarywając noce i kradnąc czas za dnia. Okładka zupełnie nie zapowiada takiej uczty, chociaż jak się jej dobrze przyjrzeć, to można się tam dopatrzyć teczki TW. I o tym też jest ta książka - o łamaniu sumień, o konflikcie między "być" i "mieć", o opozycji i pozornej opozycji, o układach i układzikach, cinkciarzach i spółkach polonijnych, o żądzy pieniądza, raczkującej mafii i ludziach starego układu moszczących sobie ciepłe gniazdka w nowym układzie. Wszystko napisane z epickim rozmachem i bardzo prawdziwie. Kto pamięta czasy PRL-u będzie kiwał głową i mruczał: "zgadza się, tak właśnie było!". A kto nie pamięta, będzie czytał to jak egzotyczną opowieść o dziwnym świecie składającym się z wielu przenikających się światów równoległych, z których każdy rządzi się innymi regułami. To jest dopiero historia fantasy! A najdziwniejsze w tym fantasy jest to, że takie rzeczy działy się NAPRAWDĘ! Gorąco polecam!
Teano - awatar Teano
ocenił na 8 5 lat temu
Złocista Dolina Iwona Walczak
Złocista Dolina
Iwona Walczak
Tytuł obiecujący miejsce pełne nadziei na lepsze, okładka podkreślająca jego optymistyczną kolorystykę, tak dobrze dobraną do barwy w nazwie i to zdanie umieszczone na tylnej okładce - "Szczęście miewa zapach wanilii... a smak piołunu" - mogły sprawić, że moje oczekiwania na optymistyczną opowieść miały uzasadnione podstawy. I początkowo wszystko na to wskazywało. Niewielka wieś Mordki położona na Pojezierzu Ełckim w dolinie, która, poza zimą, mieniła się złotym kolorem kwitnącego w czerwcu łubinu i kołysanych letnim wiatrem kłosów dojrzałych zbóż, była idealnym miejscem dla uciekających od dotychczasowego, męczącego życia, trzech przyjaciółek – Majszy, nauczycielki geografii i w wolnych chwilach malarki, Doroty, emigrantki w Niemczech opiekującej się starszymi osobami i Kasi, pracownicy banku. Idealnym pomysłem na odmianę szarego losu, na rozpoczęcie życia od nowa i na uporanie się z narosłymi problemami z przeszłości. Kobiety wspólnie postanowiły przeobrazić stary, rodzinny dom Doroty na pensjonat o pasującej do otoczenia nazwie – Złocista Dolina. Duży budynek z szerokim "wejściem z rudobeżowego kamienia i drewnianymi, rzeźbionymi balkonikami na piętrze", świetnie nadawał się na miejsce szkoleniowych pobytów grup zawodowych, chcących odetchnąć od miejskiego zgiełku i pogłębiać wiedzę bliżej natury. Złocista Dolina stała się więc idealnym miejscem na rozegranie tragedii, komedii, romansu i wreszcie czegokolwiek, co ożywiłoby jej mury. Czekałam na to cierpliwie, dając narratorowi szansę na rozwinięcie opowieści, ale przez pierwsze kilkaset stron dziewczyny narzekały na swój los i sprowadzały się do Mordek, a potem, przez kolejne kilkaset, remontowały i urządzały pensjonat, w którym mieszkały i… żyły. Po prostu najzwyczajniej w świecie żyły, a raczej próbowały żyć z całym dobrodziejstwem jego inwentarza, by pod koniec powieści go opuścić. Opowieść przypominała mi obietnicę wycieczki dobrze przygotowanym do tego samochodem, w ciekawie zapowiadającym się towarzystwie do jeszcze ciekawszego miejsca, ale po dłuższym postoju i oczekiwaniu na start, po wysłuchaniu narzekań trzech kobiet na niesprawiedliwe życie i podłych mężczyzn, okazało się, że donikąd nie pojadę, bo w całej konstrukcji logistycznej przedsięwzięcia zabrakło… silnika. Tego motoru nadającego tempo i rytm fabule. Motywu lub wątku (tajemnicy, tragedii, romansu, intrygi – czegokolwiek!), który przeciągnąłby moją uwagę przez fabułę od początku do końca. Nie od środka, nie na końcu, ale właśnie od początku. Tymczasem to ja musiałam sama ją popychać, czasami łapiąc ją odpływającą od opowieści narratora. Byłam przytłoczona wszechobecnym smutkiem trzech sfrustrowanych kobiet, które uciekały nie tylko od życia, od siebie wzajemnie, ale i od problemów starych i nowych, stale narastających, nie zdobywając się na ich próbę rozwiązania, konfrontację, wyjaśnienie, przeanalizowanie, by przeżyć katharsis i oczyścić własną duszę, wzajemne kontakty i atmosferę, która z czasem stała się duszna, lepka i ciężka od toksycznych relacji. Złocista Dolina z czasem zaczęła tracić na blasku, przybierając kolor szary. Życie trzech kobiet było mistrzowską kopią rzeczywistości, która mnie otacza bez próby jej interpretacji, a przez to po prostu nużące i przeraźliwie smutne. Ciekawe wątki, które pojawiły się w trakcie (ale szybko znikły, a szkoda!), a zwłaszcza pod koniec (niestety) powieści, nie maskowały tego dominującego odczucia. Nie mogę nawet napisać, że przez to powieść nabrała charakteru psychologicznego, ponieważ bohaterki nie były skore do zwierzeń. Narrator zewnętrzny skupiał się przede wszystkim na zrównoważonej i pragmatycznej Kasi, pomijając ciekawszą osobowość nadpobudliwej Doroty i introwertycznej, a przez to tajemniczej Majszy. Zabrał mi w ten sposób możliwość wniknięcia w ich psychikę, nawiązania więzi z bohaterkami, polubienia ich, a to z kolei skutkowało brakiem zrozumienia ich postępowania i stale towarzyszącą irytacją. Miałam wrażenie, że zamieniam się w czwartą, sfrustrowaną bohaterkę tej opowieści, która przeżywa smutek innych dla „przyjemności” umartwiania się i jego kontemplowania. Opuściłam Złocistą Dolinę z ulgą tak, jak uczyniły to bohaterki. Skoro one same nie polubiły tego miejsca, skoro nie stało się ono świadkiem rozstrzygających decyzji, zwrotów życiowych, bolesnych analiz, szczęśliwego zakończenia (a niechby nawet tragicznego!), oferując tylko pesymizm i "zgryzoty wpisane w ten dom", to tym bardziej nie polubiłam go ja. Kiedy przeczytałam udany debiut tej autorki "Nagie myśli", zastanawiałam się, w którą stronę skieruje swoją twórczość – powieści tragicznych czy raczej lekkich, optymistycznych, rozrywkowych. Nie pomyślałam o trzecim wyborze, o pozostaniu na rozstaju dróg i rzemieślniczym kopiowaniu rzeczywistości. Robi to zresztą bardzo dobrze warsztatowo pod kątem treści, techniki i języka narracji, porządku formy, ale zabrakło mi elementu najważniejszego – siły przekazu, która wszystkie te elementy scaliłaby w zajmującą opowieść. To jest bardzo dobry przykład powieści, o której się mówi – dobrze napisane, ale czegoś mi w niej zabrakło. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 4 lata temu
Grzechy Joanny Joanna Marat
Grzechy Joanny
Joanna Marat
Na tylnej okładce książki przeczytałam to zdanie - "W tej powieści nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka!" To prawda. Nic. Łącznie z okładką, o której napiszę później, bo akurat opakowanie tej przyjemnie trudnej i ciężkiej w odbiorze psychicznym (takie lubię najbardziej!) opowieści było najmniej ważne. Najważniejszą była bohaterka. Joanna. Mediewistka, która poświeciła się pracy, chociaż praca tym samym już się nie odwdzięczyła. Podkreślająca swoje oddanie nauce aseksualnym ubiorem i wyglądem. Grube, rogowe okulary były tą kropką nad „i”, "żeby pogrążyć siebie jako kobietę ostatecznie i nieodwołalnie". Świadomy kamuflaż dla ewentualnych amatorów jej kształtów. Już tylko konsekwencją tego był jej stan wolny i bez "żadnych nadziei na bycie przy nadziei". Do tego psychika, która mnie odpychała i irytowała malkontenctwem, pesymizmem, brakiem wiary we własne możliwości, niską samooceną i zerową świadomością własnych atutów. Jej radość życia zabijało nawet mieszkanie. Ciasny skansen powojennych, szabrowanych mebli z łazienką pełną karaluchów, w blokowisku wybudowanym Za Żelazną Bramą z przygnębiającą przeszłością getta warszawskiego, wypełnionym współcześnie ludźmi dużo gorszymi od insektów. Ściganą przez dzieciństwo z milczącym ojcem i chorą psychicznie matką, od której całe życie próbowała się uwolnić, uciekając w studia, pracę, siebie i w związek z mężczyzną poznanym na czacie. Jednym zdaniem – ciąg "kolekcji upokorzeń, rozrastającej się, zwłaszcza ostatnimi czasy, do całkiem pokaźnych rozmiarów". Od siebie dodam, że na własne życzenie. A na tym etapie powieści mogłabym oskarżyć ją nawet o te tytułowe grzechy. I o małe, jedno zachowanie, kolejne autoagresywne z kolekcji Joanny, zrobiłabym to, ale się powstrzymałam, uświadamiając sobie powoli, że to dopiero pierwsza warstwa powieści, pod którą ukryta była druga, tłumacząca niewydolność życiową bohaterki. Jej obiektywny obraz mogłam zbudować sobie dzięki narratorowi zewnętrznemu, który krótkimi zdaniami, ograniczonymi do niezbędnych opisów silnie przepojonych emocjami, oddał osobisty sposób postrzegania siebie i otaczającej ją rzeczywistości, dzięki zabiegowi przejmowania jej roli i głosu, dając złudzenie monologu wewnętrznego i intymnego, subiektywnego strumienia myśli. Złośliwych, ironicznych i depresyjnych. I było to przerażająco zaraźliwe! Miałam ochotę potrząsnąć Joanną. Krzyknąć na nią. Otrzepać z ołowianego kurzu uprzedzeń i pokazać drugie, całkowicie odmienne spojrzenie na jej osobę oczami zakochanego w niej od dawna przyjaciela Tunia i poznanego w Internecie Xawerego. Tej pierwszej miłości nie widziała, a drugą, potencjalną zarzynała tępym nożem (idealne określenie, aby oddać skalę uprawianego masochizmu), na każdym kolejnym etapie jej rozwoju. Oszukiwała mnie, zwodziła mężczyzn, ale przede wszystkim ukrywała siebie przed samą sobą. I miała do tego powód. Jej skomplikowana, pełna sprzeczności psychika, rozedrgany umysł wypełniony gonitwą skrajnych myśli, rozchwiane i impulsywne zachowanie były dziedzictwem wojennej traumy jej matki. Tajemnica ukrywana przez rodzinę, powoli wyjaśniana przez Joannę, z czasem stała się odpowiedzią na pytanie – Dlaczego Joanna nie potrafiła odnaleźć swojej drogi w życiu, zbudować zdrowych relacji z ludźmi, w tym związków intymnych z mężczyznami? I na pytanie najważniejsze w tej powieści – Czy grzechy Joanny, popełniane wobec siebie i wobec innych ludzi, są tak naprawdę tylko jej grzechami? Brnęłam w tę drugą warstwę powieści w poszukiwaniu powyższych odpowiedzi poprzez studium psychologiczne kobiety, wymagające ode mnie skupienia się, śledzenia prawdy w kamuflażu niedopowiedzeń, w dychotomii myśli i zachowań wszystkich bohaterów, w bardzo dobrze przemyślanej fabule ujawniającej wpływ przeszłości na kondycję psychiczną dzieci pokolenia powojennego. Kobiety, która próbowała przerwać łańcuch dziedzictwa bolesnej przeszłości przekazanej jej przez matkę, ale udaremnianej w zmienianiu biegu wydarzeń przez ostracyzm społeczny. Dyktat otoczenia wyznaczającego pożądane normy zachowania i nakaz zapominania o wszystkim, co niewygodne. Przymus udawania niepamięci, ślepoty i nierozumienia. I wreszcie piekło takiego życia, osób nieumiejących sobie z tym poradzić tak, jak inni – matki i córki. Jednak skoro o grzechach mowa, to zauważyłam dwa. Pierwszy dotyczy zakończenia. Fabuła powieści pochłonęła mnie nie tylko bardzo dobrze nakreśloną osobą bohaterki, tematyką, której inspirację autorka (jak wspomina w wywiadzie) znalazła w Izraelu, ale i narastającą atmosferą, aż proszącą się o rozładowanie, spektakularne wydarzenie lub zdecydowane zachowanie bohaterki. Tymczasem otrzymałam swoisty constans, który początkowo do czegoś dążył, a ostatecznie zatoczył koło i nawiązał do punktu wyjścia. Mogłam sobie powiedzieć – Niczego ta kobieta się nie nauczyła! I tutaj zaczęłam wątpić wyłącznie w grzechy innych, kierujących życiem Joanny. Jednak może właśnie taki był zamysł autorki, druga szansa z nowym, ale takim samym początkiem. To trochę za mało, żeby mi dostarczyć zadowolenia. Ja potrzebowałam dużo mocniejszych rozwiązań – tąpnięć, katastrof, trzęsień i zmrożeń, bo ku temu zmierzała cała historia! A wyszło letnio w emocjach i myślach. Drugi grzech popełniono przy projekcie okładki. Jest piękna, tajemnicza i perwersyjna. Jeśli ktoś sięgnie po nią, kierując się tymi skojarzeniami, mocno się rozczaruje, bo znajdzie w niej szarość, pesymizm, ból istnienia, walkę umysłu z ciałem, emocji z rozumem, przeszłości z teraźniejszością, seks obdarty z romantyzmu, za to z nieudolnym pożyciem cielesnym, które perwersję zamienia w zażenowanie i obrzydzenie. To opowieść smutna, bolesna i naturalistyczna, a o tym już ta piękna okładka nie informuje. Można powiedzieć, że taka jej zwodnicza rola, ale to niedźwiedzia przysługa dla jej zawartości. Gdybym miała przy wyborze kierować się wyglądem książki, nie sięgnęłabym po nią, a teraz wiem, że straciłabym, bo to bardzo udany debiut z ciekawym i trudnym tematem, z którym autorka poradziła sobie, mniej z dynamiką powieści (rozczarowujące zakończenie), za to z bardzo dobrym stylem przekazu (sugestywna siła słów i dobór rodzajów zdań) i świetnie opanowaną umiejętnością techniki narracyjnej, w której czas, przestrzeń i narrator pięknie współbrzmią ze sobą. Na koniec zadam sobie nieśmiertelne pytanie, zawsze padające po przeczytanym przeze mnie debiucie – Ciekawe, jaką dalszą drogę rozwoju literackiego obierze autorka? A to okaże się już niedługo, bo autorka jest w trakcie pisania kolejnej powieści. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Ja i oni. Pół żartem, pół serio

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ja i oni. Pół żartem, pół serio