Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2

Okładka książki Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2
Jeff LemireDean Ormston Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Czarny Młot (tom 4) Seria: Czarny Młot komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Czarny Młot (tom 4)
Seria:
Czarny Młot
Tytuł oryginału:
Black Hammer vol. 4: Age of Doom Part 2
Data wydania:
2020-07-23
Data 1. wyd. pol.:
2020-07-23
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328197107
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2

Średnia ocen
6,6 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1487
1235

Na półkach: ,

Czy stwierdzenie, że komiks superbohaterski od pewnego czasu zjada własny ogon, będzie jakimś wielkim nadużyciem? Cóż... Wydaje mi się, że poza paroma perełkami w stylu „Vision” czy „Mister Miracle” nurt trykociarski pogrążył się w lekkiej stagnacji. Rzecz tyczy się jednak przede wszystkim komiksów od dwóch głównych graczy na rynku, jeśli wyjdziemy poza schematy, zaczyna być ciekawiej. Jednym z najlepszych przykładów świeżego podejścia i potraktowania tematyki nieszablonowo jest z pewnością „Czarny Młot”. Czwarty tom głównej serii to (prawdopodobnie) zamknięcie tej opowieści, która poza podstawową serią rozrosła się na kilka mniej lub bardziej interesujących spin-offów. Sprawdźmy, jak prezentuje się to zakończenie.

Mieszkańcy Spiral City toczą monotonne, szare życie. Nie zagrażają im żadne siły zła, niepotrzebni są więc superbohaterowie. Ci, którzy wcześniej należeli do drużyny zrzeszającej największych herosów, teraz wydają się w ogóle tego nie pamiętać. Czy tak powinno być, czy też może coś się stało z rzeczywistością? Pułkownik Weird wierzy w drugą z tych opcji, dlatego też zrobi wszystko, co może, by przywrócić pamięć tym, których uważa za swoich towarzyszy.

Marzy mi się, żeby kiedyś fabuła komiksu rozrywkowego, opisującego perypetie jakiejś grupy superbohaterów, zakończyła się zupełnie nieszablonowo. Żeby w morzu kolejnych pytań, zagadek, pokazów heroizmu i sytuacji na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnych bohaterowie faktycznie odpuścili, dali sobie spokój. Żeby zadowolili się półśrodkiem, szansą, którą otrzymali od losu. Żeby nie walczyli do samego końca, nie poczuwali się do obowiązku, kierując się jakąś wydumaną presją ze strony społeczeństwa lub sentymentem dla własnego dziedzictwa. I wcale nie musi to być zakończenie niekorzystne dla bohaterów, skądże! Ja lubię happy endy. Więc niech im się powiedzie, ale w inny sposób. Tymczasem w drugiej części „Ery zagłady” opowieść okazała się zbyt przewidywalna. Nie zrozummy się źle – zakończenie tego tomu całkiem mi się spodobało, ale raczej nie można powiedzieć, żeby było zaskakujące i niebanalne. Zważywszy na jakość innych dzieł Kanadyjczyka, jest to, małe bo małe, ale jednak rozczarowanie.

Druga odsłona „Ery zagłady” wypada najlepiej w momentach, w których Jeff Lemire bawi się motywami fantastycznymi, dostosowując je do fabuły i nadając im taką formę, jakiej w danym momencie potrzebuje. Tak jest na przykład w przypadku otwierających album perypetii pułkownika Weirda, które momentami nieco przypominają Morrisonowy „Doom Patrol” – jak przystało na nazwisko bohatera, wylewa się z nich dziwność – na kolejnych kartach mamy okazję poznać plejadę postaci, które swoją niecodzienną charakterystyką potrafią przyciągnąć uwagę czytelnika. Gdy dodamy do tego wątek kontaktu z twórcami różnych fabuł, robi się jeszcze ciekawiej (tak na marginesie, tu pojawia się ciekawy potencjał na spin-off pełen metanawiązań), co na tym etapie daje odbiorcy prawdziwą frajdę z lektury.

Problemem czwartego tomu „Czarnego Młota” jest jednak to, że cała seria ostatecznie okazała się nieco zbyt rozwodniona. Świetnego pomysłu zwyczajnie nie wystarczyło na tak wiele albumów. Pamiętam, jak wielki „efekt wow” towarzyszył mi podczas lektury dwóch pierwszych części głównego cyklu. To samo było przy „Doktorze Starze”. A pozostałe odsłony? Też były dobre, ale już nie olśniewające. Aż doszliśmy do zamknięcia całej opowieści. I tutaj widać, że to, co najlepsze, Lemire dał nam na początku. Fabuła nadal jest dynamiczna i efektowna, ale my już znamy metodę autora, która polega na negowaniu koncepcji rzeczywistości i mieszaniu się realnego świata z ułudą. Tym razem jest to zdecydowanie mniej zaskakujące i angażujące niż wcześniej, choć całość – to trzeba przyznać – nadal czyta się świetnie.

Rysunki w tym tomie są dziełem Deana Ormstona (pięć zeszytów) i Richa Tomassa (dwa zeszyty). Obaj stanęli na wysokości zadania, dostarczając prace miłe dla oka i dobrze pasujące do charakteru opowieści. Pierwszy z artystów jest z serią od początku i ponownie udowadnia swoją klasę, rysuje klarownie i przejrzyście, udanie kontynuując tym samym styl zapoczątkowany w „Tajnej genezie”. Z kolei ilustracje Tomassa oddają hołd obrazkom spod znaku „pulp” – jeśli lubi się taki styl, przewracanie kolejnych kartek będzie nader miłe.

Jeff Lemire rzadko schodzi poniżej pewnego, stosunkowo wysokiego, poziomu. Niestety, ale zdarzyło mu się to teraz, przy zakończeniu „Czarnego Młota”. Fabuła jest mniej angażująca niż wcześniej – autor chyba nie miał wystarczająco dobrego pomysłu na to, jak zamknąć całą opowieść. Jego propozycja okazała się zbyt przewidywalna, żeby fani, którzy pokochali tę serię za jej początkowe tomy, byli w pełni zadowoleni. Jest to mimo wszystko komiks, który nadal czyta się więcej niż dobrze – Lemire nic nie stracił ze swojego urokliwego gawędziarstwa, jednak patrząc całościowo, spadek jego formy twórczej okazał się widoczny.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2020/11/czarny-mot-era-zagady-czesc-2-recenzja.html
oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 14. 08. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3546640795358622

Czy stwierdzenie, że komiks superbohaterski od pewnego czasu zjada własny ogon, będzie jakimś wielkim nadużyciem? Cóż... Wydaje mi się, że poza paroma perełkami w stylu „Vision” czy „Mister Miracle” nurt trykociarski pogrążył się w lekkiej stagnacji. Rzecz tyczy się jednak przede wszystkim komiksów od dwóch głównych graczy na rynku, jeśli wyjdziemy poza schematy, zaczyna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2 na półkach głównych
  • 65
  • 17
59 użytkowników ma tytuł Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2 na półkach dodatkowych
  • 24
  • 15
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2

Inne książki autora

Okładka książki Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Ocena 0,0
Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Okładka książki Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Ocena 6,0
Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Okładka książki Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Ocena 7,4
Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Okładka książki Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Ocena 7,0
Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Okładka książki Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke
Ocena 6,8
Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sherlock Frankenstein i Legion Zła Jeff Lemire
Sherlock Frankenstein i Legion Zła
Jeff Lemire David Rubin
Pierwsze dwa uderzenia „Czarnego Młota” były prawdziwie miażdżące. Nowa seria Jeffa Lemire’a od samego początku zachwycała nieszablonowym podejściem do tematyki superbohaterskiej i nowym spojrzeniem na motywy ograne na setki różnych sposobów. W obliczu bardzo pozytywnej reakcji fanów i krytyków nijak nie dziwi, że autor dalej eksploruje to nietuzinkowe uniwersum. Tym razem jednak mamy okazję zapuścić się w nowe rejony świata przedstawionego – zostawiamy na boku Abrahama Slama i resztę uwięzionych w innej rzeczywistości herosów i stajemy się świadkami poszukiwań córki Czarnego Młota. Lucy Weber zrobi wszystko, by odnaleźć swojego ojca. Czarny Młot zaginął prawie dekadę temu w wyniku potyczki z Antybogiem. W walce z nim zniknęli również inni najwięksi bohaterowie Spiral City. Wówczas Lucy była dziewczynką, a teraz, już jako osoba dorosła, za cel obiera sobie wyjaśnienie tamtej sprawy. Jako dziennikarka ma większe pole manewru niż inni obywatele, co też próbuje wykorzystać – chce ustalić miejsce pobytu Sherlocka Frankensteina, dawnego superzłoczyńcy, który może posiadać ważne informacje dotyczące tragedii sprzed lat. Żeby do niego dotrzeć, musi się jednak sporo natrudzić. Cel jej poszukiwań wcale nie chce zostać znaleziony. Dekonstrukcja mitu superbohaterskiego nie jest w komiksie absolutnie niczym nowym. Wspomnę tylko o tak znakomitych (i różniących się od siebie) tytułach jak „Strażnicy” Moore’a, czy „Chłopaki” Ennisa. Lemire także bierze się za bary z tematyką trykotów, oferuje jednak przy okazji swoje własne, unikalne ujęcie tematu. „Sherlockowi Frankensteinowi” daleko do powagi czy patosu, ale nie jest to też album prześmiewczy i wulgarny. Autor doskonale wyważył wydźwięk tej historii, co osiągnął między innymi dzięki zadbaniu o odpowiednie nakreślenie psychiki bohaterów. Napędzające ich motywacje są wiarygodne, zrozumiałe i w pełni uzasadnione. Nawet jeśli działają szybko, pochopnie i sądzą po pozorach, to ich zachowanie sensownie wytłumaczono – Lemire nie zostawia niczego przypadkowi, a warstwa obyczajowa jego dzieła jest naprawdę satysfakcjonująca i robi duże wrażenie. Choć fabuła „Sherlocka Frankensteina” tworzy osobną miniserię, to na dobrą sprawę ten tom mógłby równie dobrze stanowić trzecią część „Czarnego Młota”. Zaprezentowane tu wydarzenia w bezpośredni sposób łączą się bowiem z tym, co Jeff Lemire pokazał wówczas i doskonale uzupełniają posiadane przez czytelnika informacje. Zamiast na uwięzionych poza czasem bohaterach uwaga autora skupia się na córce Czarnego Młota – to jedyna tak wyraźna różnica pomiędzy oboma tytułami, bo generalnie ich charakter, sposób prowadzenia narracji i ogólny wydźwięk są bardzo podobne. Podczas lektury „Sherlocka Frankensteina” uwagę zwracają przede wszystkim dobrze prowadzona akcja i charyzmatyczni bohaterowie (a przynajmniej ich część). Lemire nie rozpisuje się bardziej niż trzeba – całość jest wszak zamknięta w pięciu zeszytach (jeden z głównej i cztery z miniserii), a to nie tak znowu wiele. Doskonale wie, co chce pokazać i konsekwentnie trzyma się założeń, co w efekcie przynosi opowieść zwartą, ale umiejętnie rozwijającą poszczególne elementy świata przedstawionego i zauważalnie wzbogacającą go o nowe detale. Z kolei główna bohaterka nie jest tak charakterystyczna, jak postaci z „Tajnej genezy” i "Wydarzenia", ale sytuację ratują interesujący dawni złoczyńcy – widać, że zarówno scenarzysta, jak i rysownik mieli dużo zabawy przy ich tworzeniu. Nieco rozczarowuje tylko fakt, że jak na serię o nazwie „Sherlock Frankenstein” tak mało w niej tytułowego bohatera, a przecież jest to postać charakterystyczna, o bardzo dużym potencjale. Warstwę graficzną tego spin-offa „Czarnego Młota” można określić jednym słowem – spektakularna. Rysunki są efektowne i bardzo miłe dla oka. W wielu miejscach charakteryzuje je duża doza kreskówkowości, co jest widoczne zwłaszcza w momentach, gdy David Rubin prezentuje różnorakie potwory i złoczyńców. Wrażenie robią też projekty kolejnych postaci, które często stanowią uroczy wizerunkowy mix i świetnie podkreślają niezwykłość fabuły. Na końcu albumu znajdziemy też kilka sympatycznych dodatków, takich jak wzbogacony o przemyślenia Lemire’a szkicownik z projektami postaci czy kolejne etapy procesu twórczego wraz z komentarzami rysownika. „Sherlock Frankenstein”, choć całościowo prezentuje poziom ociupinkę niższy niż dwa tomy „Czarnego Młota”, i tak jest tytułem przynajmniej bardzo dobrym. Odzwierciedlenie tego faktu widać w tej recenzji – praktycznie cała dotyczy zalet, a o wadach napisałem bardzo mało. Te ostatnie są bowiem na tyle nieistotne, że prawie w ogóle nie rzucają się w oczy. Dzięki temu omawiana miniseria bardzo dobrze wpasowuje się w uniwersum „Czarnego Młota” i jest jego ważną składową, powodując, że z tym większą niecierpliwością będę oczekiwał na kolejne umiejscowione w nim komiksy. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2018/09/sherlock-frankenstein-i-legion-za.html oraz na łamach serwisu Szortal - http://www.szortal.com/node/14824
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 8 7 lat temu
Coda. Tom pierwszy Simon Spurrier
Coda. Tom pierwszy
Simon Spurrier Matias Bergara
Lubię komiksy fantasy, dlatego ochoczo sięgnąłem po pierwszy tom Coda. Doszły mnie słuchy, ze pierwszy zeszyt z tego albumu jest słaby, ale potem akcja nabiera tempa i jest bardzo ciekawie. Rzeczywiście muszę się z tym zgodzić, bowiem początek czyta się straszliwie topornie. Warto jednak wytrwać swoje, bowiem później wydarzenia robią się bardziej klarowne, historia faktycznie ma sens i mimo jazdy na oklepanych schematach, potrafiła mnie czasem zaskoczyć. Zatem na wstępie mogę śmiało rzec, że Coda to naprawdę świetnie zapowiadająca się seria. Na jaki zatem problem cierpi pierwszy rozdział, skoro potem wszystko gra. Cóż... wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę, przez co ten nie ma pojęcia gdzie jest, o co chodzi i w ogóle jak się tutaj znalazł. To bardzo przeszkadza w poznawaniu świata przedstawionego i polubienia głównego bohatera, barda imieniem Hum, który dosiada dość opryskliwego i krwiożerczego, czarnego jednorożca. A raczej pięciorożca. Tak czy inaczej na początku trudno połapać się w tym, o co właściwie chodzi w samej fabule i konstrukcji świata. Hum jest jednocześnie narratorem i prowadzi ten element po przez zapiski w dzienniku, skierowane do swej żony. Wszystko fajnie i w kolejnych rozdziałach nabiera to naprawdę wielkiego znaczenia, ale w pierwszym nie ułatwia to poznania świata. Jest to prowadzone w takiej formie, jakby czytelnik doskonale znał historię bardo, co jest nieprawdą. Dopiero drugi rozdział wyjaśnia wszystkie nieścisłości i sprawia, że łatwo wgryźć się w ten świat, zaś rozdział trzeci nieźle zaskakuje czytelnika. Od razu też ubiegnę tych, co twierdzą, że nigdy nic ich nie zaskoczy. Konstrukcja scenariusza jest tak pomyślana, że za chińskiego pana nie przewidzimy jednego z kluczowych zwrotów akcji trzeciego rozdziału. A jest on obłędnie skonstruowany i bardzo podnosi jakość odbioru całej historii. Zatem jeśli ktoś lubi trochę nietypowe fantasy, przypominające w wielu miejscach postapo, tyle że nie naszego świata, a świata gdzie kiedyś płynęła magia, to ta seria jest dla niego. Główni bohaterowie są świetnie napisani, w późniejszych rozdziałach akcja nabiera tempa i mimo ślimaczego oraz poplątanego startu, pierwszy album Coda czytało mi się bardzo dobrze. Już teraz chętnie sięgnąłbym po album drugi, a najchętniej po całą serię, aby wiedzieć jak potoczą się losy zgryźliwego barda i jego narwanego wierzchowca.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Czarny Młot - Tom 2 - Wydarzenie Jeff Lemire
Czarny Młot - Tom 2 - Wydarzenie
Jeff Lemire Dave Stewart Dean Ormston David Rubin
Od czasu „Strażników” Alana Moore’a jestem zainteresowany alternatywnymi sposobami wykorzystania supermocy i superbohaterów. Chodzi mi o opowieści, w których fakt bycia superbohaterem jest zaledwie wstępem do pokazania historii, a nie jej osią główną. Do takich fabuł zaliczam między innymi serię „Invincible” Roberta Kirkmana, która jest jakby definicyjnym pokazaniem superbohatera, ale jednak całokształt tego, co ma do opowiedzenia scenarzysta wykracza znacznie poza tradycyjne dla komiksu superbohaterskiego fabuły. Dlatego spróbowałem serii „Czarny Młot”, coś mi mówiło, że być może otrzymam dokładnie to, czego szukam. I po dwóch pierwszych tomach stwierdzam, że póki co się udało. Bohaterów, a nawet superbohaterów, poznajemy w momencie, gdy od dziesięciu lat są gdzieś - lecz nie wiadomo gdzie - po wielkiej, ostatecznej walce z ostatecznym przeciwnikiem po prostu ich przeniosło na… farmę. Dookoła opodal farmy jest miasteczko, i to tyle - z okolicy nie da się odejść. Jeden z bohaterów próbując poniósł śmierć na miejscu, więc pozostali tkwią oczekując zupełnie nie wiadomo na co. Na cokolwiek, co zmieni aktualną sytuację. Bohaterowie są doskonali. Pewnie, że ich postaci są oparte o klasyczne zagrania, ale to właśnie w takich opowieściach jest najlepsze. Scenarzysta bierze to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, i zaczyna snuć swoje wizje, realizuje to, co pewnie nieraz przyszło mu do głowy podczas lektury innych, „tradycyjnych” komiksów superbohaterskich. Kolejne epizody (po sześć na każdy tom) pokazują dzieje bohaterów, ich genezę, a jednocześnie trwa historia tu i teraz, zarówno taka przez duże H, jak i te mniejsze, osobiste. Nie sposób się od opowieści oderwać, połknąłem oba tomy w ciągu chwili i natychmiast zakupiłem kolejne cztery. O takie komiksy superbohaterskie mi chodzi, „Czarny Młot” będzie stał na honorowym miejscu, tuż obok dwunastu tomów Invincible’a i nieopodal ogromnego, kolekcjonerskiego wydania „Strażników”.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na 7 2 lata temu
Dorwać Ramireza - Akt I Nicolas Petrimaux
Dorwać Ramireza - Akt I
Nicolas Petrimaux
W trakcie lektury "Dorwać Ramireza" od początku widać fascynację autora amerykańskim kinem akcji. Są pościgi, strzelaniny, jest i intryga, która po prawdzie nie jest aż tak zawiła i poniekąd wydaje się być dobrze nam znana. To również komedia kryminalna, której nigdy nie nakręcił Quentin Tarantino, a mógłby. Nicolas Petrimaux, autor komiksu (scenariusz i rysunki) pisze tutaj intensywnie i zabawnie, a przede wszystkim rysuje tak cudownie, że "Dorwać Ramireza" może w mig stać się w Twoim ulubionym komiksem sensacyjnym, lekkim i przyjemnym. Stylistycznie i ilustracyjnie to rzeczywiście hołd dla filmów akcji z lat 80. (data wydarzeń jasno wskazuje 1987 rok). Kreska Petrimauxa wychodzi lekko z karykatury, a szczególnie widać to przy mimice i deformacji postaci. Idąc dalej trzeba zwrócić uwagę na kolor i detale. Neonowe barwy (żółcie, turkusy, róże, fiolety), bogaty świat i wypełnianie kadrów szczegółami, które potrafią nawiązywać również do tego świata przedstawionego. Przykładem niech będzie plansza ze strony gazety, gdzie wśród artykułów jest mała wzmianka o filmach z fikcyjnym aktorem Petem Ballmanem. Kilkadziesiąt stron dalej, gdy bohaterowie uciekają przed pościgiem (policja, zbiry), w tle widać billboard z filmowym plakatem z tym aktorem. To jest tego rodzaju bogactwo świata i aspekt świadczący o tym, że do swojego autorskiego dzieła Nicolas Petrimaux bardzo się przyłożył. Szybkie przeskoki montażowe, ruch rozpisany na małe kafelki, ujęcia jak z dynamicznej kamery. To komiks filmowy, a "Dorwać Ramireza" czyta się bardzo szybko. Układ kadrów nie pozwala zwolnić, przeskakujemy w ciągłym ruchu przez gesty, dialogi, a dymki spajają rysunki. Narracja w stylu wspomnianego Tarantino, a atmosfera momentami jak z serii Grand Theft Auto (pojazdy to ważna rzecz w tym komiksie!). Fabularnie mamy historię tajemniczego Jacquesa Ramireza zatrudnionego jako serwisant odkurzaczy w firmie Robotop. Jest najlepszy w swoim fachu, wszyscy go lubią. "Muchy by nie skrzywdził", tak o nim mówią. Jest naprawdę uroczy i jest niemową. Zostaje jednak rozpoznany, wszystko zaczyna walić się jak domek z kart. Do Ramireza docierają typki z meksykańskiego gangu, w tle mamy jeszcze historie jak z "Thelmy i Louise" (1991, Ridley Scott), a może nawet bardziej z serialu Zadzwoń do Saula. Dużo tego, ale jest prowadzone przez twórcę z tą samą żelazną konsekwencją. Kończymy pierwszy akt, w momencie ucieczki. Ramirez nie do końca został zdemaskowany, pojawia się olbrzymi zwrot akcji! To komiks kolorowy, z dużą ilością akcji, multimedialny. Tak, ma własną stronę internetową, kod QR w komiksie prowadzi do reklamy odkurzacza (klip na Youtube) z firmy w której pracuje Ramirez. Zatem to nie tylko komiks akcji, to również zabawa i niespodzianki. Wariactwo. Petrimaux nie opowiada historii o jednym człowieku, opowiada historię o całej konwencji. Świadomie pulpowy, z niezwykłą cyfrową dbałością o formę, popkulturowy spektakl.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 7 3 miesiące temu
Trawka. Jak zdelegalizowano marihuanę Box Brown
Trawka. Jak zdelegalizowano marihuanę
Box Brown
O leczniczych właściwościach konopi indyjskiej, znanej powszechnie pod nazwą marihuana, wiemy dziś bardzo dużo. Jednak nadal ta roślina jest zakazana w wielu krajach, które nakładają na jej posiadaczy gigantyczne kary. O ironio w wyniku uzależnienia od marihuany zginęło nieporównywalnie mniej osób niż od innych narkotyków czy tytoniu albo alkoholu. Komiks Box Browna opisuje w jaki sposób w USA, a również i w wielu krajach świata, zdelegalizowany trawkę w imię walki o... władzę. Komiks skupia się na XX wieku w USA oraz różnych problemach targających tamtym krajem. Od prohibicji, przez rasizm po powszechne demonizowanie czegoś, co byłoby niewygodne dla władzy. Czy coś się w tej kwestii zmieniło do dnia dzisiejszego? Poniekąd tak, ale schematy pozostały. Rząd Amerykański w zasadzie niczym nie różni się tutaj od innych rządów światowych mocarstw. Mają gdzieś swoich obywateli, ich przywileje i obyczaje. Jeśli czegoś nie można opodatkować lub coś jest dla władców niezrozumiałe, to należy tego zakazać. Osobiście nigdy nie paliłem żadnego skręta. Cholera, nawet zwykłego papierosa nie paliłem, ale kompletnie mnie do tego nie ciągnie. Z drugiej strony hobbystycznie interesuję się nieco medycyną na różnych płaszczyznach, co głównie zaszczepiła mi rodzina, z której część pracuje w służbie zdrowia. Nieraz zatem słyszałem, że olej z konopi indyjskich jest składnikiem wielu leków, niestety nie refundowanych w Polsce. Do tego też chwalono same skręty, pozwalające u obłożnie chorych wspomóc ich w walce. Wzmagało to ich apetyt, pozwalało zasnąć, a przede wszystkim zapomnieć o stale towarzyszącym bólu. Takie właśnie rzeczy porusza ten komiks, wraz z wielką wojną rządu USA wymierzonej przeciwko marihuanie. Jednocześnie obrazuje on, jak na przestrzeni lat ten kraj był pogrążony w rasizmie. W zasadzie nadal jest, choć role się nieco odwróciły i kto inny teraz dyktuje warunki. Nie poprawiło to jednak wizerunku osoby palącej skręta. Dla gazet to nadal brudny hipis, bez grosza przy duszy, który ćpa. Czemu? Bo to się sprzedaje. Bo media żyją z kłamstwa, które ludzie chętnie kupują i powielają. Dla mnie komiks Boxa Browna genialnie obnaża te przywary wielkich mediów oraz polityków pragnących zbić kapitał na propagandzie. Pozostaje mi zatem jedynie zgodzić się z autorem i w ślad za nim powiedzieć: Cokolwiek zdarzy się w przyszłości, konopie będą rosły. A ludzie będą je zbierali.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Łasuch. Tom pierwszy Jeff Lemire
Łasuch. Tom pierwszy
Jeff Lemire
Takiego postapo jak Łasuch to jeszcze nie czytałam, a trafiłam na ten komiks zupełnie przypadkiem. Zaczęłam tę historię poznawać od końca, od czwartego tomu, który dzieje się trzysta lat po wydarzeniach z pierwszej części i tak mnie zaciekawiła, że postanowiłam zacząć od początku. Na początku była choroba. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Umierały miliony. Ale rodziły się także dzieci, tylko że nie zwykłe ludzkie, a zwierzęce hybrydy, takie jak Gus, dziecko z rogami jelonka. Gus żył ze swoim ojcem w odosobnieniu, w lesie. Ojciec chłopca przestrzegał go przed wychodzeniem zza ukrycia drzew, gdzie kryje się zło. Jednak gdy mężczyzna umiera, Gus nie ma wyjścia, musi uciekać, bo jego las przestał być bezpieczny. 🧬 Łasuch, ten Inny Ludzie nienawidzą inności, a hybrydy są zupełnie inne. Wzbudzają atawistyczny strach i złe emocje. Dlatego Gus musi porzucić swój dom. Szczęśliwie na drodze chłopca pojawił się Jepperd, który obiecuje, że zabierze go w bezpieczne miejsce. Gus zaczyna ufać swojemu obrońcy. Jednak bezpieczne miejsca już nie istnieją, szczególnie dla hybrydowych dzieci, a Jepperd ma swoje własne motywacje. Na dodatek, okazuje się, że Gus jest nieco inny niż reszta jego rodzaju i może być kluczem do rozwiązania zagadki zarazy. Trudno nie współczuć niewinnym, a takie przecież są dzieci. Nie ich wina, że urodziły się takie a nie inne. Za to dorośli mogą podejmować własne decyzje. Niestety w postapokaliptycznym świecie to mogą być tylko złe decyzje. Ten, kto jest miękki zginie szybko. 🧬 Bezlitosny świat Lemire serwuje nam świat, w którym trzeba grać twardo i bezlitośnie. Gus, niewinny chłopiec wychowywany z dala od innych ludzi dopiero przekonuje się, jak okrutne warunki panują poza jego lasem. Wgl postapokaliptyczne światy zawsze są trudne. Jeśli faktycznie kiedyś zdarzy się ludzkości jakiś permanentny kryzys, to też łatwo nie będzie. Jednak nie sądzę, żeby Lemire w tym tomie próbował umieścić jakieś głębsze rozważania na temat kondycji świata. Raczej chciał opowiedzieć historię pewnego chłopca, samotności, dorastania, tęsknoty za kimś bliskim… I ja tę historię kupuję w całości. Pierwszy tom kończy się niewielkim cliffhangerem, niestety bardzo smutnym. Biorąc pod uwagę ogólny klimat komiksu Łasuch, nie sądzę, żeby kolejne dwa tomy były weselsze. Generalnie ta świetna historia nie jest dla ludzi o słabych nerwach.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 9 4 miesiące temu
Superman. Amerykański Obcy Steve Dillon
Superman. Amerykański Obcy
Steve Dillon Mark Buckingham Jae Lee Ryan Sook Lee Loughridge Matthew Clark Tommy Lee Edwards Rod Reis José Villarrubia Joëlle Jones Max Landis Jonathan Case Nick Dragotta Francis Manapul Rico Renzi Rob Schwager Jock June Chung Evan Shaner Alex Guimaraes
Superman Amerykański Obcy to komiks, który zaskakuje świeżym podejściem do klasycznej postaci. Zamiast skupić się na wielkich bitwach, stawia na rozwój osobisty Clarka Kenta, pokazując jego dorastanie i pierwsze próby zrozumienia swojego miejsca w świecie. Komiks świetnie łączy elementy superbohaterskie z bardziej ludzkimi, ukazując wewnętrzne zmagania bohatera, który stara się pogodzić swoje nadludzkie moce z normalnym życiem. Narracja płynnie przechodzi od momentów pełnych napięcia do spokojniejszych, refleksyjnych chwil, które pozwalają lepiej poznać bohaterów. Opowieść porusza również temat akceptacji siebie i odkrywania swojej tożsamości, co sprawia, że komiks jest bardzo uniwersalny. Jedynym minusem jest to, że fabuła bardzo często idzie na skróty. Zdecydowanie przydałoby się mocniej rozciągnąć tą jakże ciekawą opowieść. Komiks podzielony jest na kilka opowiadań z różnych etapów życia tytułowego bohatera. Każdy rozdział ma inny styl ilustracji, ale wszystkie stoją na wysokim poziomie. Dzięki takiej różnorodności oprawa wizualna robi bardzo pozytywne wrażenie. Polecam, bardzo przyjemne dzieło. Aha i występuje tutaj Lobo 🙂 Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DFvSzAps5VY/?igsh=cndid3Zmdmx3ZHNh
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2