Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie

Okładka książki Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie
Julien Lambert Wydawnictwo: Non Stop Comics Cykl: Miasto Wyrzutków (tom 1) komiksy
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Miasto Wyrzutków (tom 1)
Tytuł oryginału:
VilleVermine, vol. 1: L'homme aux babioles
Data wydania:
2020-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-01-15
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381109314
Tłumacz:
Jakub Syty
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie



książek na półce przeczytane 8807 napisanych opinii 7044

Oceny książki Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie

Średnia ocen
7,0 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
646
308

Na półkach: , , ,

Polowałem na serię "Miasto Wyrzutków" i w końcu się trafiło zebrać wszystkie (jak się okazało) trzy tomy.

Solidne wydanie, gruba oprawa, a w środku... niesamowita historia, nietuzinkowi bohaterowie i oryginalny świat. Ja naprawdę wsiąknąłem momentalnie.

I ta kreska! Niektórym może nie przypaść do gustu, ale jest fenomenalna. Przywodzi na myśl kultowe kreskówki dla dorosłych.

Polowałem na serię "Miasto Wyrzutków" i w końcu się trafiło zebrać wszystkie (jak się okazało) trzy tomy.

Solidne wydanie, gruba oprawa, a w środku... niesamowita historia, nietuzinkowi bohaterowie i oryginalny świat. Ja naprawdę wsiąknąłem momentalnie.

I ta kreska! Niektórym może nie przypaść do gustu, ale jest fenomenalna. Przywodzi na myśl kultowe kreskówki dla...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie na półkach głównych
  • 55
  • 31
42 użytkowników ma tytuł Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie na półkach dodatkowych
  • 12
  • 11
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie

Inne książki autora

Okładka książki Metal Hurlant #1/2024 Derf Backderf, Ryan Barry, Pim Bos, Éric Corbeyran, Julien Lambert, Stephane Levallois, Otto Maddox, Chantal Montellier, Laurent Siefer, Jake Thomas, Elene Usdin
Ocena 7,2
Metal Hurlant #1/2024 Derf Backderf, Ryan Barry, Pim Bos, Éric Corbeyran, Julien Lambert, Stephane Levallois, Otto Maddox, Chantal Montellier, Laurent Siefer, Jake Thomas, Elene Usdin

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rycerz Janek i instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom Robert Sienicki
Rycerz Janek i instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom
Robert Sienicki Tomasz Spell Igor Wolski Jan Mazur
Rycerz Janek jest wielki zatem komiks o jego przygodach również musi taki być. Ogromny album, z wielkimi, kolorowymi planszami ukazującymi absurdalny świat fantasy, w którym autorzy kpią z wszystkich i wszystkiego, co tylko nawinie im się pod nóż. Mamy zatem tutaj do czynienia z porządną, a do tego krwawą (choć bez przesady), satyrą, gdzie tytułowy Rycerz Janek intelektem nie grzeszy, za to ma kupę mięśni, wielki miecz oraz nadzwyczaj szlachetne serce. Rzuć mu hasło "Krwiożercze demony przybyły" i wybiegnie z karczmy przez ścianę, aby ratować sytuację. Przy czym przytoczony przykład, autentycznie ma miejsce w tym komiksie. Przyznaję, że dawno nie miałem do czynienia z tak udaną satyrą klasycznego fantasy. Swego czasu liczył w duchu, że będzie tym seria "Rat Queens", od której jednak odbiłem się niczym piłeczka kauczukowa. "Rycerz Janek" zapowiada się o niebo lepiej, choć oczywiście też jest przedstawiony w zupełnie innej konwencji niż wspomniana wyżej seria. Tutaj od pierwszej strony czytelnik doskonale wie, że całość opiewa żartem, kpiną i nieraz sporą dawką brutalności, choć to nadal nie "Kran", gdzie zwłokami smarowano ściany. Swoją drogą, może ktoś w końcu wyda tą serię u nas na nowo, bo jest zacna. Wracając do naszego Rycerza Janka to pomaga on w tym albumie obalić pewnego złego i chciwego księcia. Tutaj autorzy ostro się pobawili koncepcją, odnośnie realiów podatkowych, jak wyglądają elity rządzące, podatki i tak dalej. Na deser mamy super broń i tajemniczy posąg, któremu oczywiście składa się krwawe ofiary. Czysty majstersztyk, przy którym nieraz wybuchałem gromkim śmiechem. Ciężko mi nawet wybrać ulubioną scenę, bo jest ich od groma i w ten sposób w zasadzie przedstawiłbym tutaj połowę komiksu. Warto też wspomnieć, ze sama konwencja mocno uległa zmianie, o czym możemy się dowiedzieć na końcu w materiałach dodatkowych. Obrazują one dobitnie ile pracy włożono w powstanie tego tomu i jaką drogę przeszedł Rycerz Janek nim zmierzył się (po raz kolejny) z biurokracją. Przynajmniej w jakimś stopniu. Czekam zatem na drugi tom i liczę, że Rycerz Janek znów uratuje sytuację w swoim iście heroicznym, wielki stylu.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2 Jeff Lemire
Czarny Młot - Tom 4 - Era zagłady. Część 2
Jeff Lemire Dean Ormston Rich Tommaso
Czy stwierdzenie, że komiks superbohaterski od pewnego czasu zjada własny ogon, będzie jakimś wielkim nadużyciem? Cóż... Wydaje mi się, że poza paroma perełkami w stylu „Vision” czy „Mister Miracle” nurt trykociarski pogrążył się w lekkiej stagnacji. Rzecz tyczy się jednak przede wszystkim komiksów od dwóch głównych graczy na rynku, jeśli wyjdziemy poza schematy, zaczyna być ciekawiej. Jednym z najlepszych przykładów świeżego podejścia i potraktowania tematyki nieszablonowo jest z pewnością „Czarny Młot”. Czwarty tom głównej serii to (prawdopodobnie) zamknięcie tej opowieści, która poza podstawową serią rozrosła się na kilka mniej lub bardziej interesujących spin-offów. Sprawdźmy, jak prezentuje się to zakończenie. Mieszkańcy Spiral City toczą monotonne, szare życie. Nie zagrażają im żadne siły zła, niepotrzebni są więc superbohaterowie. Ci, którzy wcześniej należeli do drużyny zrzeszającej największych herosów, teraz wydają się w ogóle tego nie pamiętać. Czy tak powinno być, czy też może coś się stało z rzeczywistością? Pułkownik Weird wierzy w drugą z tych opcji, dlatego też zrobi wszystko, co może, by przywrócić pamięć tym, których uważa za swoich towarzyszy. Marzy mi się, żeby kiedyś fabuła komiksu rozrywkowego, opisującego perypetie jakiejś grupy superbohaterów, zakończyła się zupełnie nieszablonowo. Żeby w morzu kolejnych pytań, zagadek, pokazów heroizmu i sytuacji na pierwszy rzut oka nierozwiązywalnych bohaterowie faktycznie odpuścili, dali sobie spokój. Żeby zadowolili się półśrodkiem, szansą, którą otrzymali od losu. Żeby nie walczyli do samego końca, nie poczuwali się do obowiązku, kierując się jakąś wydumaną presją ze strony społeczeństwa lub sentymentem dla własnego dziedzictwa. I wcale nie musi to być zakończenie niekorzystne dla bohaterów, skądże! Ja lubię happy endy. Więc niech im się powiedzie, ale w inny sposób. Tymczasem w drugiej części „Ery zagłady” opowieść okazała się zbyt przewidywalna. Nie zrozummy się źle – zakończenie tego tomu całkiem mi się spodobało, ale raczej nie można powiedzieć, żeby było zaskakujące i niebanalne. Zważywszy na jakość innych dzieł Kanadyjczyka, jest to, małe bo małe, ale jednak rozczarowanie. Druga odsłona „Ery zagłady” wypada najlepiej w momentach, w których Jeff Lemire bawi się motywami fantastycznymi, dostosowując je do fabuły i nadając im taką formę, jakiej w danym momencie potrzebuje. Tak jest na przykład w przypadku otwierających album perypetii pułkownika Weirda, które momentami nieco przypominają Morrisonowy „Doom Patrol” – jak przystało na nazwisko bohatera, wylewa się z nich dziwność – na kolejnych kartach mamy okazję poznać plejadę postaci, które swoją niecodzienną charakterystyką potrafią przyciągnąć uwagę czytelnika. Gdy dodamy do tego wątek kontaktu z twórcami różnych fabuł, robi się jeszcze ciekawiej (tak na marginesie, tu pojawia się ciekawy potencjał na spin-off pełen metanawiązań), co na tym etapie daje odbiorcy prawdziwą frajdę z lektury. Problemem czwartego tomu „Czarnego Młota” jest jednak to, że cała seria ostatecznie okazała się nieco zbyt rozwodniona. Świetnego pomysłu zwyczajnie nie wystarczyło na tak wiele albumów. Pamiętam, jak wielki „efekt wow” towarzyszył mi podczas lektury dwóch pierwszych części głównego cyklu. To samo było przy „Doktorze Starze”. A pozostałe odsłony? Też były dobre, ale już nie olśniewające. Aż doszliśmy do zamknięcia całej opowieści. I tutaj widać, że to, co najlepsze, Lemire dał nam na początku. Fabuła nadal jest dynamiczna i efektowna, ale my już znamy metodę autora, która polega na negowaniu koncepcji rzeczywistości i mieszaniu się realnego świata z ułudą. Tym razem jest to zdecydowanie mniej zaskakujące i angażujące niż wcześniej, choć całość – to trzeba przyznać – nadal czyta się świetnie. Rysunki w tym tomie są dziełem Deana Ormstona (pięć zeszytów) i Richa Tomassa (dwa zeszyty). Obaj stanęli na wysokości zadania, dostarczając prace miłe dla oka i dobrze pasujące do charakteru opowieści. Pierwszy z artystów jest z serią od początku i ponownie udowadnia swoją klasę, rysuje klarownie i przejrzyście, udanie kontynuując tym samym styl zapoczątkowany w „Tajnej genezie”. Z kolei ilustracje Tomassa oddają hołd obrazkom spod znaku „pulp” – jeśli lubi się taki styl, przewracanie kolejnych kartek będzie nader miłe. Jeff Lemire rzadko schodzi poniżej pewnego, stosunkowo wysokiego, poziomu. Niestety, ale zdarzyło mu się to teraz, przy zakończeniu „Czarnego Młota”. Fabuła jest mniej angażująca niż wcześniej – autor chyba nie miał wystarczająco dobrego pomysłu na to, jak zamknąć całą opowieść. Jego propozycja okazała się zbyt przewidywalna, żeby fani, którzy pokochali tę serię za jej początkowe tomy, byli w pełni zadowoleni. Jest to mimo wszystko komiks, który nadal czyta się więcej niż dobrze – Lemire nic nie stracił ze swojego urokliwego gawędziarstwa, jednak patrząc całościowo, spadek jego formy twórczej okazał się widoczny. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2020/11/czarny-mot-era-zagady-czesc-2-recenzja.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 14. 08. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3546640795358622
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na 6 5 lat temu
Dorwać Ramireza - Akt I Nicolas Petrimaux
Dorwać Ramireza - Akt I
Nicolas Petrimaux
W trakcie lektury "Dorwać Ramireza" od początku widać fascynację autora amerykańskim kinem akcji. Są pościgi, strzelaniny, jest i intryga, która po prawdzie nie jest aż tak zawiła i poniekąd wydaje się być dobrze nam znana. To również komedia kryminalna, której nigdy nie nakręcił Quentin Tarantino, a mógłby. Nicolas Petrimaux, autor komiksu (scenariusz i rysunki) pisze tutaj intensywnie i zabawnie, a przede wszystkim rysuje tak cudownie, że "Dorwać Ramireza" może w mig stać się w Twoim ulubionym komiksem sensacyjnym, lekkim i przyjemnym. Stylistycznie i ilustracyjnie to rzeczywiście hołd dla filmów akcji z lat 80. (data wydarzeń jasno wskazuje 1987 rok). Kreska Petrimauxa wychodzi lekko z karykatury, a szczególnie widać to przy mimice i deformacji postaci. Idąc dalej trzeba zwrócić uwagę na kolor i detale. Neonowe barwy (żółcie, turkusy, róże, fiolety), bogaty świat i wypełnianie kadrów szczegółami, które potrafią nawiązywać również do tego świata przedstawionego. Przykładem niech będzie plansza ze strony gazety, gdzie wśród artykułów jest mała wzmianka o filmach z fikcyjnym aktorem Petem Ballmanem. Kilkadziesiąt stron dalej, gdy bohaterowie uciekają przed pościgiem (policja, zbiry), w tle widać billboard z filmowym plakatem z tym aktorem. To jest tego rodzaju bogactwo świata i aspekt świadczący o tym, że do swojego autorskiego dzieła Nicolas Petrimaux bardzo się przyłożył. Szybkie przeskoki montażowe, ruch rozpisany na małe kafelki, ujęcia jak z dynamicznej kamery. To komiks filmowy, a "Dorwać Ramireza" czyta się bardzo szybko. Układ kadrów nie pozwala zwolnić, przeskakujemy w ciągłym ruchu przez gesty, dialogi, a dymki spajają rysunki. Narracja w stylu wspomnianego Tarantino, a atmosfera momentami jak z serii Grand Theft Auto (pojazdy to ważna rzecz w tym komiksie!). Fabularnie mamy historię tajemniczego Jacquesa Ramireza zatrudnionego jako serwisant odkurzaczy w firmie Robotop. Jest najlepszy w swoim fachu, wszyscy go lubią. "Muchy by nie skrzywdził", tak o nim mówią. Jest naprawdę uroczy i jest niemową. Zostaje jednak rozpoznany, wszystko zaczyna walić się jak domek z kart. Do Ramireza docierają typki z meksykańskiego gangu, w tle mamy jeszcze historie jak z "Thelmy i Louise" (1991, Ridley Scott), a może nawet bardziej z serialu Zadzwoń do Saula. Dużo tego, ale jest prowadzone przez twórcę z tą samą żelazną konsekwencją. Kończymy pierwszy akt, w momencie ucieczki. Ramirez nie do końca został zdemaskowany, pojawia się olbrzymi zwrot akcji! To komiks kolorowy, z dużą ilością akcji, multimedialny. Tak, ma własną stronę internetową, kod QR w komiksie prowadzi do reklamy odkurzacza (klip na Youtube) z firmy w której pracuje Ramirez. Zatem to nie tylko komiks akcji, to również zabawa i niespodzianki. Wariactwo. Petrimaux nie opowiada historii o jednym człowieku, opowiada historię o całej konwencji. Świadomie pulpowy, z niezwykłą cyfrową dbałością o formę, popkulturowy spektakl.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 7 3 miesiące temu
Wilk Jean-Marc Rochette
Wilk
Jean-Marc Rochette
Bardzo dobry komiks, traktujący o wzajemnym współistnieniu i zależności między ludźmi a przyrodą. Akcja fabuły rozgrywa się w wysokich górach, w masywie Ecrins w Alpach Delfinackich, w południowo-wschodniej Francji. Na zboczach tych trzy- czterotysięczników pasterze wypasają owce, które później trafiają na francuskie stoły (informacja podana przez Les Etagesa w posłowiu na końcu komiksu). Fabuła jest interesująca i intrygująca. Autor skutecznie buduje napięcie potęgując je adekwatnymi ilustracjami. Forma prowadzenie narracji powoduje, że pragniemy się jak najszybciej dowiedzieć kto wygra: człowiek czy natura? To opowieść surowa wręcz ascetyczna, bez żadnych upiększeń, która uderza w samo sedno czytelnika. Zmusza do refleksji nad naszym miejscem w świecie, nad tym, co tak naprawdę jest ważne, gdy pozostaje nam tylko walka o przetrwanie. „Wilk” to powieścią graficzną, którą bardzo dobrze się czyta i ogląda. Ma wiele zalet, dla których warto go poznać: - kreska rysownika jest wyrazista, surowa, a wręcz kanciasta, - obrazy twarzy bohatera i pyska wilka są wyraziste, malujące emocje które przeżywają, - umiarkowana kolorystyka rysunków w różnych odcieniach oddzielających kolejne etapy historii, - ilustracje stonowane na matowym papierze, - czytelna i odpowiedniej wielkości i rodzaju czcionka w dymkach, również dla osób o słabszym wzroku, - na dole strony umieszczone są dodatkowe tłumaczenie tekstu w języku francuskim, który pojawia się w tekście, Książka kupiona w dyskoncie za 10 zł, ale warta dużo więcej. Cieszę się, że ją znalazłam i poznałam. POLECAM fanom komiksów o tematyce obyczajowo – przyrodniczej z rysunkami wysokich gór w tle.
Wileta - awatar Wileta
oceniła na 7 7 dni temu
Porcelana - 1. Dziewczynka Benjamin Read
Porcelana - 1. Dziewczynka
Benjamin Read Chris Wildgoose
Tym komiksem bardzo się zainteresowałem po przeczytaniu jego opisu. Oto mamy dziewczynkę, która należy do jednego z licznych gangów ulicznych i jako jedna włamuje się do domu pewnego bogatego jegomościa. O facecie krążą plotki, jakoby był czarnoksiężnikiem bo potrafi tchnąć życie w porcelanowe konstrukty. Dziecko zostaje jednak przyłapane i... tutaj akcja zaczyna się zmieniać, choć osoba oczytana w baśniach rejonów wschodnioeuropejskich raczej łatwo odgadnie, jak całość się potoczy. Czy to źle? Nie dla mnie, bowiem bawiłem się podczas lektury przednio. Nie jestem pewien, czy autorzy tego komiksu, czyli Benjamin Read (scenariusz) i Chris Wildgoose (rysunki), czerpali inspirację z baśni, ale czytając ich dzieło, jak żywe wyrosło mi przed oczami kilka baśni, które poznałem za szczeniaka. Co prawda tam nie było porcelany, a glina, ale i tak część wątków, czyli choćby sam proces ożywiania konstruktów, był bardzo, ale to bardzo podobny. No i akcja nie działa się w Anglii, tylko bodaj na Węgrzech albo w Rosji Carskiej, zaś głównymi bohaterami byli żydzi. Tak, między innymi chodzi o przypowieść o Golemie, ale to nie jedyna historia z konstruktem tego typu. Żałuję tylko, że moje książki leżą gdzieś w domku rodziców na wsi i nie mam teraz do nich dostępu, bo chętnie przytoczyłbym tutaj tytuły poszczególnych opowieści. Dla mnie to jednak ogromny atut, bowiem ułatwiło mi to wejście w świat tego komiksu. Komiks jest na tyle krótki, że wolałbym nie zdradzać za wiele elementów fabuły. Zresztą w pewnym momencie łatwo poskładać wszystkie podpowiedzi ukryte na poszczególnych kadrach i rozwiązać zagadkę "Porcelany". Część zresztą wskazówek mamy na okładce, zatem uważny czytelnik powinien mniej więcej w połowie posiadać niemal kompletne rozwiązanie. Czy to źle? Osobiście tego tak nie odebrałem, bo fabuła oraz rysunki wciągnęły mnie bez reszty. Do tego na końcu jest pięknie opracowany szkicownik, który bardzo dużo wnosi do wrażeń z lektury tego komiksu. Chętnie zatem poczekam na kolejny tom, bo jak wnioskuję taki powstał, gdyż komiks w oryginale wydano w 2013 roku. Jeśli kontynuacja przygód małej ulicznicy będzie na tym samym poziomie, to zapowiada się interesująca przygoda.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Coda. Tom pierwszy Simon Spurrier
Coda. Tom pierwszy
Simon Spurrier Matias Bergara
Lubię komiksy fantasy, dlatego ochoczo sięgnąłem po pierwszy tom Coda. Doszły mnie słuchy, ze pierwszy zeszyt z tego albumu jest słaby, ale potem akcja nabiera tempa i jest bardzo ciekawie. Rzeczywiście muszę się z tym zgodzić, bowiem początek czyta się straszliwie topornie. Warto jednak wytrwać swoje, bowiem później wydarzenia robią się bardziej klarowne, historia faktycznie ma sens i mimo jazdy na oklepanych schematach, potrafiła mnie czasem zaskoczyć. Zatem na wstępie mogę śmiało rzec, że Coda to naprawdę świetnie zapowiadająca się seria. Na jaki zatem problem cierpi pierwszy rozdział, skoro potem wszystko gra. Cóż... wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę, przez co ten nie ma pojęcia gdzie jest, o co chodzi i w ogóle jak się tutaj znalazł. To bardzo przeszkadza w poznawaniu świata przedstawionego i polubienia głównego bohatera, barda imieniem Hum, który dosiada dość opryskliwego i krwiożerczego, czarnego jednorożca. A raczej pięciorożca. Tak czy inaczej na początku trudno połapać się w tym, o co właściwie chodzi w samej fabule i konstrukcji świata. Hum jest jednocześnie narratorem i prowadzi ten element po przez zapiski w dzienniku, skierowane do swej żony. Wszystko fajnie i w kolejnych rozdziałach nabiera to naprawdę wielkiego znaczenia, ale w pierwszym nie ułatwia to poznania świata. Jest to prowadzone w takiej formie, jakby czytelnik doskonale znał historię bardo, co jest nieprawdą. Dopiero drugi rozdział wyjaśnia wszystkie nieścisłości i sprawia, że łatwo wgryźć się w ten świat, zaś rozdział trzeci nieźle zaskakuje czytelnika. Od razu też ubiegnę tych, co twierdzą, że nigdy nic ich nie zaskoczy. Konstrukcja scenariusza jest tak pomyślana, że za chińskiego pana nie przewidzimy jednego z kluczowych zwrotów akcji trzeciego rozdziału. A jest on obłędnie skonstruowany i bardzo podnosi jakość odbioru całej historii. Zatem jeśli ktoś lubi trochę nietypowe fantasy, przypominające w wielu miejscach postapo, tyle że nie naszego świata, a świata gdzie kiedyś płynęła magia, to ta seria jest dla niego. Główni bohaterowie są świetnie napisani, w późniejszych rozdziałach akcja nabiera tempa i mimo ślimaczego oraz poplątanego startu, pierwszy album Coda czytało mi się bardzo dobrze. Już teraz chętnie sięgnąłbym po album drugi, a najchętniej po całą serię, aby wiedzieć jak potoczą się losy zgryźliwego barda i jego narwanego wierzchowca.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie