rozwińzwiń

Tragedia konwoju PQ-17

Okładka książki Tragedia konwoju PQ-17 autorstwa Andrzej Perepeczko
Okładka książki Tragedia konwoju PQ-17 autorstwa Andrzej Perepeczko
Andrzej Perepeczko Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie Seria: Miniatury Morskie. Epizody z drugiej wojny światowej na morzu historia
63 str. 1 godz. 3 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Miniatury Morskie. Epizody z drugiej wojny światowej na morzu
Data wydania:
1962-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1962-01-01
Liczba stron:
63
Czas czytania
1 godz. 3 min.
Język:
polski

Ta książka nie posiada jeszcze opisu.

Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tragedia konwoju PQ-17 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tragedia konwoju PQ-17

Średnia ocen
7,4 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tragedia konwoju PQ-17

Sortuj:
avatar
478
219

Na półkach: ,

Krótka, dobrze napisana opowieść o jednej z największych alianckich klęsk konwojowych na morzu podczas II wojny światowej.

Krótka, dobrze napisana opowieść o jednej z największych alianckich klęsk konwojowych na morzu podczas II wojny światowej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1068
1067

Na półkach:

Kolejna książka z serii "Miniatury Morskie". Tym razem jest to fabularyzowana klęska konwoju zmierzającego z Islandii do Murmańska (stąd oznaczenia PQ). Na wieść o wyjściu w morze "Tirpitza", "Admirala Scheera" i "Admirala Hippera", Admiralicja rozkazała rozproszyć konwój. Była to naturalna decyzja w przypadku bezpośredniego napotkania niemieckiego pancernika, jednak nic takiego się nie stało. Niemiecka grupa bojowa nawet nie opuściła norweskich fiordów. Konwój 32 statków został oddany na łaskę U-Bootów i Luftwaffe. Za cenę 15 samolotów, Niemcy zatopili 25 statków. Autor też opisuje atak na grupę bojową radzieckiego okrętu podwodnego K-21, jednak nie ma żadnych dokumentów potwierdzających takiego wydarzenia.

Kolejna książka z serii "Miniatury Morskie". Tym razem jest to fabularyzowana klęska konwoju zmierzającego z Islandii do Murmańska (stąd oznaczenia PQ). Na wieść o wyjściu w morze "Tirpitza", "Admirala Scheera" i "Admirala Hippera", Admiralicja rozkazała rozproszyć konwój. Była to naturalna decyzja w przypadku bezpośredniego napotkania niemieckiego pancernika, jednak nic...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1405
147

Na półkach:

szlak północny konwoje do murmańska wszystko opisane w fabularyzowany sposób z punktu widzenia i dowództwa w londynie i konwoju ale i niemców

szlak północny konwoje do murmańska wszystko opisane w fabularyzowany sposób z punktu widzenia i dowództwa w londynie i konwoju ale i niemców

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

25 użytkowników ma tytuł Tragedia konwoju PQ-17 na półkach głównych
  • 19
  • 6
12 użytkowników ma tytuł Tragedia konwoju PQ-17 na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tragedia konwoju PQ-17

Inne książki autora

Andrzej Perepeczko
Andrzej Perepeczko
Urodzony w Lwowie, absolwent Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni i Politechniki Gdańskiej. Oficer mechanik floty handlowej, pływał od 1948 r. na statkach polskich oraz obcych bander. Przeszedł kolejno wszystkie stanowiska w dziale maszynowym od praktykanta, palacza, motorzysty i oficera wachtowego aż do starszego mechanika. Jest wieloletnim wykładowcą w Szkole Morskiej w Gdyni i pełnił tam funkcję Dziekana Wydziału Mechanicznego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Salwy na Atlantyku Zbigniew Flisowski
Salwy na Atlantyku
Zbigniew Flisowski
Styl Autora sprawia, że książkę tą czyta się w jeden wieczór z wypiekami na policzkach, niczym thriller. Tematem "Salw na Atlantyku" jest opis operacji "Rheinübung" w której pancernik Bismarck i krążownik Prinz Eugen wyrwały się przez Cieśninę Duńską na Atlantyk. Pościg za flotą adm. Lutjensa podjęły siły adm. Hollanda (Hood i Prince of Wales, a wcześniej krążowniki Suffolk i Norfolk),później zaś włączył się adm. Tovey (dowódca Home Fleet na czele King Georg V i Rodneya) i adm. Somerville z Zespołem Operacyjnym "H" (lotniskowiec Ark Royal w składzie). Ogromne polowanie w trakcie którego kluczowe stały się trafienia Prince of Wales, a następnie atak torpedowy Swordfishów z Ark Royal doprowadziły do pozbawienia Bismarcka prędkości i zdolności manewrowania. Później to była już zagłada dokonana przez artylerię Rodneya i King Georg V, którą zwieńczył atak torpedowy Dorsetshire. Mamy tutaj również opisany polski akcent tej batalii, kiedy do Bismarcka z zadaniem opóźnienia jego ucieczki i śledzenia go przystąpiły niszczyciele adm. Viana, z polskim niszczycielem Piorun w składzie (dowódca Eugeniusz Pławski). Książka Z. Flisowskiego to na prawdę dobrze opowiedziana historia, narracja to najmocniejsza jej strona. Autor sięga do wspomnień marynarzy biorących udział w tej batalii (np. Mullenheim-Rechberga, czy Sopoćki),mamy ciekawe mapy pokazujące poszczególne starcia, mamy plansze i dane dot. najważniejszych okrętów jakie wzięły udział w tej batalii, a także krótkie biogramy dowódców. Na minus literówki i niekiedy niepotrzebne wtrącenia Autora zalatujące komunistyczną propagandą antyhitlerowską (na szczęście dopatrzyłem się tylko 3-ech takich wtrąceń). Gorąco polecam. Teraz trzeba chyba będzie sięgnąć po wspomnienia cytowanego tutaj Freiherra von Mullenheim-Rechberga (wydane przez Finnę "Pancernik Bismarck"),który na Bismarcku był oficerem artylerii. "Bismarck był największym z pancerników świata ze swoją wypornością prawie 46.000 ton, a w pełnym zaopatrzeniu bojowym 50.000. Przy porównaniu z pancernikami brytyjskimi, francuskimi, czy amerykańskimi uderzała większa szerokość jego kadłuba - 36 metrów, która powiększała stabilność tej pływającej fortecy czy raczej platformy artyleryjskiej, ale nie sprzyjała szybkości. Pancerz stanowił 40% wagi okrętu chroniąc szczególnie istotne dla żywotności okrętu pomieszczenia. 90% kadłuba było spawane. Potężny zestaw turbin i wysokoprężnych kotłów mógł dać moc 150.000 koni umożliwiających rozwinięcie ponad 30 węzłów. Kruppowskie działa uważane były za lepsze konstrukcyjnie od jakichkolwiek innych. Działa 380-milimetrowe (15-calowe) artylerii głównej miały skuteczny zasięg 36 kilometrów, a jeden pocisk ważył około 900 kilogramów, co przy pełnej salwie dawało prawie osiem ton!" (fr. książki).
Getos - awatar Getos
ocenił na810 lat temu
Bitwa na Morzu Jawajskim Tadeusz Maria Gelewski
Bitwa na Morzu Jawajskim
Tadeusz Maria Gelewski
Kolejna pozycja z serii "Wojny morskie", w której autor ukazuje ciekawy wycinek wojny, tym razem z działań na Pacyfiku. W zasadzie należy sobie zadać pytanie - co wiemy z lekcji historii o wojnie na Oceanie Spokojnym? Większość z nas odpowie, że słyszała o Pearl Harbour i Hiroszimie. A czy od 1939 do 1945 roku nie działo się tam nic więcej? Oj działo się i to wiele. W bitwie na morzu jawajskim udział biorą połączone siły Holenderskie, Brytyjskie, Amerykańskie i Australijskie przeciw Japońskim. Autor we wstępie pokazuje jak Japonia przekształciła się z feudalnego średniowiecznego,zacofanego kraju w nowoczesne mocarstwo. Doskonale pokazuje jak kraj nie mający niemal żadnych surowców zdołał zbudować potęgę morską. Nasuwa się logiczny wniosek, że nie wolno zaopatrywać wroga mając w perspektywie tylko własny zysk. Krok po kroku dochodzimy do "dnia wstydu" i do rozprzestrzeniania się Japończyków na południowym Pacyfiku. W momencie kiedy zagrożone stają się posiadłości Holenderskie włącza się do gry kolejny przeciwnik. Holendrzy stają w obronie straconej sprawy. Mając u swojego boku nielojalnych sojuszników podejmują nierówną walkę w obronie swojej kolonialnej ojczyzny. Autor pokazuje jak doszło do bitwy, jak przygotowywali się do niej Japończycy a jak sprzymierzeni. Sama bitwa jak i poprzedzające ją starcia opisane są w sposób bardzo drobiazgowy. Wyraźną pozytywną postacią jest dowódca zespołu okrętów alianckich kontradmirał Karel Doorman. Gelewski wyraźnie z nim sympatyzuje ukazując go jako mądrego i dobrego dowódcę, który świadom słabości, braków i niedociągnięć podejmuje się nierównej walki z przeciwnikiem. Dodatkowo autor wyraźnie ukazuje dwulicowość, malkontenctwo i obłudę aliantów w starciu na morzu jawajskim. Dla mnie zaskoczeniem było, że pokonani w Europie Holendrzy tak dzielnie stanęli do walki z Japońskim najeźdźcą. Natomiast głęboki smutek budzi postawa Brytyjczyków i Amerykanów. Diametralnie dowodzi, że to co modne w kinie niekoniecznie jest autentyczne oraz to, że historię piszą zwycięzcy - nie pokonani. Jak do tej pory seria "Wojny morskie" mimo, że powstała w czasach realnego socjalizmu, w miarę rzetelnie nakreśla aspekty działań na morzu. "Bitwa na morzu..." nie odstaje w żaden sposób od przeczytanych do tej pory pozycji. Duża ilość zdjęć i generalnie ogromna ilość źródeł z których korzystał autor działają na korzyść tej pozycji. Warto przeczytać dla wyrobienia sobie opinii na temat "dzielnych" Brytyjczyków i Amerykanów oraz "lojalnej postawy aliantów" w zmaganiach wojennych. Książka godna polecenia.
drobnypijaczek - awatar drobnypijaczek
ocenił na711 lat temu
Od Mers El Kebir do Tulonu Andrzej Perepeczko
Od Mers El Kebir do Tulonu
Andrzej Perepeczko
Bardzo fajna książka. Typowe dzieło Andrzeja Perepeczko, zapalonego marynisty. Dzieło popularnonaukowe. Bez przypisów ale za to mamy tutaj wiele wstawek "zbeletrystykowanych", które mają w większym stopniu zaangażować czytelnika w opowiadaną mu historię. Tematem owej publikacji były dzieje floty francuskiej w latach 1940-1942. Głównie tej jej części, które nie przeszły na stronę Wolnej Francji De Gaulla (czyli prawie całej). Perepeczko pominął dzieje eskadry stacjonującej w Indochinach Francuskich (ale o niej jest książka innego autora). Skupił się na teatrze europejskim i afrykańskim. Zaczynamy od ewakuacji Brestu i ucieczki pancernika "Jean Bart" ze Saint-Nazaire. Autor równocześnie przybliża nam sylwetkę głównodowodzącego flotą francuską - Darlana. Potem dochodzi do kapitulacji Francji i podpisania rozejmu z III Rzeszą. To z kolei, raptem kilkanaście dni później, doprowadza do operacji "Catapult". Ta była brytyjską akcją wymierzona przeciwko flocie francuskiej, która miała na celu przejąć bądź zneutralizować (zniszczyć) jej okręty. Francja chciała być już tylko neutralna (oprócz de Gaulla),a Wlk. Brytania bała się iż przeskoczy ona do obozu osi więc postanowiła wyeliminować zagrożenie. Wkroczyła na podkłady jednostek znajdujących się w Wlk. Brytanii, internowała eskadrę francuską znajdującą się w Alexandrii. Atakowała systematycznie porty francuskie w których znajdowały się okręty Republiki. Francuzom nigdy nie brakowało odwagi ani umiejętności. Zawsze jednak musieli borykać się z przewagą Wlk. Brytanii w ilości okrętów (a często też w powietrzu),a do tego jednostki Republiki Francuskiej były z reguły zaskakiwana dosłownie w owych portach. Bez możliwości manewru. Musiały najpierw spróbować się z nich wydostać albo przyjmowały iście straceńczą walkę w "bezruchu". W takiej sytuacji musiało dochodzić do masakr. Najpierw miało to miejsce w Mers El-Kebir, gdzie stracili pancernik i niszczyciel. Dwa kolejne pancerniki zostały uszkodzone. Zginęło 1200-1300 marynarzy. Potem operacja "Menance" czyli Bitwa o Dakar, koniec września 1940. Francuzom udaje się obronić i zadają pewne uszkodzenia przeciwnikowi. Tracą jednak dwa okręty podwodne i niszczyciel, który dzielnie próbował przeprowadzić uderzenie torpedowe na przeciwnika. Oberwałem ogniem z pancerników i było już po wszystkim. W Gabonie poznajemy tragiczny los okrętu podwodnego i jego kapitana, który starał się obronić kolonię. Wydarzenia w Syrii w 1941 oraz na Madagaskarze w 1942 poznajemy bardzo skrótowo. Za to bardzo, bardzo dużo jest tutaj o operacji "Torch" (listopad 1942). Alianci bardzo lubią przedstawiać ją jako wydarzenie mało krwawe. Wręcz bezbolesne. Zwłaszcza Amerykanie. O ile działania lądowe nie były dość intensywne, a te w powietrzu całkiem wyrównane (straty na poziomie 1:1) to najbardziej przemilczany jest aspekt morski. Tutaj doszło do R Z E Z I W trakcie rajdu brytyjsko-amerykańskiego na Oran udało się Francuzom ubić dwa brytyjskie slupy. Francuzi próbowali przypuścić kontratak trzema okrętami podwodnymi i trzema niczycielami, a te napotkały brytyjską eskadrę niszczycieli prowadzoną przez krążownik "Aurora". 2 okręty podwodne zostały zatopione, a dwa niszczyciele zostały rozniesione na strzępy przez artylerię. Jeden okręt podwodny odpłynął do metropolii (Tulon, główny port francuskiej porty). Francuzi usiłowali się przegrupować i jeszcze raz przeprowadzić kontratak przy pomocy dwóch niszczycieli. Znów zostali zmiażdzeni i stracili kolejny niszczyciel. Ostatni niszczyciel został samozatoopiony w celu zablokowania portu w Oranie. Towarzyszyły mu też cztery okręty podwodne. Jeszcze większa rzeź miała miejsce w Casablance. Tutaj Francuzom udało się wyjść z portu w większej liczbie ale nadal były to tylko lekkiej siły. Lekki krążownik, kilka niszczycieli, kilka okrętów podwodnych. Osłonę im mógł zapewnić nieruchomy, niedokończony pancernik "Jean Beart". Naprzeciwko mieliśmy bardzo mocną eskadrę amerykańską, która do tego dysponowała wsparciem lotniczym z lotniskowców. Lekki krążownik "Primagueut" i 7 niszczycieli dwukrotnie próbowały wykonać skuteczny atak. Po drugiej stronie mieliśmy ciężkie krążowniki, pancernik i lotnictwo... pomimo odwagi Francuzów owe starcie musiało zakończyć się pogromem. Opis starcia jest długi i warto się z nim zapoznać. Ten kontratak to jedyne starcie większego zespołu francuskiego (oprócz Ko-Chang, przeciwko Tajlandii) do jakiego doszło podczas II wojny. W którym flota była w ruchu, a nie uwięziona w portach. Łącznie Francja utraciła w niej 1 krążownik, 7 niszczycieli i aż 10 okrętów podwodnych (3 w porcie, a 7 podczas prób przeciwdziałania przeciwko US Navy). Perepeczko w swej książce przede wszystkim wbija szpilę w Petaina i Darlana. Oskarża ich o kolaborację i uległość. Jeżeli pojawia się w niej jakaś krytyka Wlk. Brytanii to jest ona zawarta w cytowanych wypowiedziach de Gaulla. Ani jednego złego słowa o Amerykanach, którzy w gruncie rzeczy uderzyli na neutralne i życzliwe im państwo. Samo zatopienie floty w Tulonie i Bizercie to już tylko dodatek. Nie ma tutaj większych emocji. Najciekawszym epizodem była ucieczka 5-ciu okrętów podwodnych z Tulonu (jeden został zatopiony przez Luftwaffe). Ale dużo tutaj jest krytyki postawy Vichy i jej uległości w stosunku do III Rzeszy. Trochę to krzywdzące choć z drugiej strony, jako Polak z kraju okupowanego w całości, mógł żywić uzasadnione pretensje o to iż Francja nie biła się z Niemcami do ostatniego pocisku. Cóż... my też w 1939 byśmy tego nie robili gdyby w kraju pozostała jakakolwiek władza, która mogłaby podpisać kapitulację (rozejm). We Francji ktoś chciał ocalić imperium i oszczędzić cierpień ludności cywilnej. Nasz Rydz i Beck myśleli natomiast nad tym jak najszybciej zbiec poprzez Rumunię do Francji aby Alianci nie spróbowali ich zastąpić kimś bardziej... kompetentnym. Taka tam dygresja. Na pewno ta pozycja, choć stara, jest fajna i nie zestarzała się aż tak bardzo. Jest wartościowa. Choćby z tego względu iż opisuje większość działań morskich Vichy.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na81 rok temu
Skarby na dnie mórz Aleksander Grobicki
Skarby na dnie mórz
Aleksander Grobicki
Bardzo dobra książka. Widać, że autora temat pasjonuje i potrafi czytelnika wciągnąć w świat zatopionych skarbów działając na wyobraźnię. Przez kartki przewija się cała plejada statków leżących na dnie mórz i oceanów, wyładowanych kosztownościami, oraz śmiałków, które te skarby morzu chcieli wydrzeć ze zmiennym skutkiem, często topiąc bajońskie sumy w bezskuteczne poszukiwania. Książka posiada dwa wydania. Pierwsze zawiera część "Pirackie łupy" z 7 rozdziałami (1/4 książki),w drugim autor piratów eksmitował, zastępując ich "łowcami skarbów". Trochę szkoda, bo opowieści o pirackich skarbach wydają mi się jednak dużo barwniejsze. Szczególnie wciągający jest rozdział o Wyspie Dębów, odpierającej ataki poszukiwaczy od ponad 200 lat. Na poszukiwaczoodpornej wyspie lokalizowano wszelkie możliwe skarby, poczynając od złota sławnego kapitana Kidda, poprzez "bank" piratów i skarb Inków, na francuskich klejnotach koronacyjnych zgilotynowanego Ludwika XVI kończąc (to wcale nie wyczerpuje listy). Wersji jest tak dużo, bo mimo ogromnych nakładów finansowych poniesionych przez tłum poszukiwaczy, wyspa się nie poddaje, mnożąc utrudnienia, które ktoś kiedyś zaplanował i wykonał. To właśnie rozmach utrudnień rozpala wyobraźnie poszukiwaczy, sugerując, że tak ogromna praca mogła zostać wykonana tylko po to, aby strzec czegoś szczególnie cennego. Choć nie brak też głosów, szczególnie tych, którzy ponieśli kosztowną (suma funduszy poszukiwawczych stanowi pokaźną fortunę, bo na przestrzeni lat używano profesjonalnego i drogiego sprzętu) porażkę, że wyspa nie kryje niczego i jest tylko wabikiem, mającym odwrócić uwagę od właściwych skarbców, albo po prostu służy do nabijania kiesy sprzedawcom licencji uprawniających do poszukiwań. Wyspa drwi z poszukiwaczy (szyb wiodący do rzekomych bogactw zalewany jest wodą z oceanu),więc żadnej teorii, nawet najbardziej absurdalnej, nie można wykluczyć. Skoncentrowałem się na części pirackiej, ponieważ ona szczególnie przypadła mi do gustu, niemniej jeśli ktoś chce się zanurzyć w świat zaginionych bogactw, to z całą pewnością innych pozapirackich atrakcji mu nie zabraknie. Jak zapewnia autor: "Miliardy w złotych i srebrnych sztabach, złotym piasku, hiszpańskich dublonach, francuskich luidorach, angielskich suwerenach i holenderskich guldenach; w srebrnych pieces–of–eight, eskudos i reales; w diamentach, rubinach, szmaragdach, szafirach i perłach; w złotych i srebrnych naczyniach kościelnych i stołowych; w bogato inkrustowanej broni i wszelkiego rodzaju kosztownościach — czekają na... CIEBIE!". No, może nie dosłownie, ale gdzieś w szeleście przewracanych kartek słychać delikatny brzęk złotych monet.
0rion - awatar 0rion
ocenił na87 lat temu

Cytaty z książki Tragedia konwoju PQ-17

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tragedia konwoju PQ-17


Ciekawostki historyczne