rozwińzwiń

Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya

Okładka książki Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya autora Jacek Dehnel, 9788374149273
Okładka książki Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya
Jacek Dehnel Wydawnictwo: W.A.B. Seria: ...archipelagi... literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
...archipelagi...
Data wydania:
2011-03-09
Data 1. wyd. pol.:
2011-03-09
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374149273
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya



książek na półce przeczytane 1088 napisanych opinii 275

Oceny książki Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya

Średnia ocen
7,2 / 10
503 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya

avatar
250
38

Na półkach:

Ależ to jest dobre!

Ależ to jest dobre!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
308
308

Na półkach:

żałosny produkt literackiego wyrobnika, który sam jest produktem wszystkich postępowych zabobonów i klechd.

Średnio wprawny rzemieślnik pióra lansuje się na geniuszu pędzla, którego bez krępacji obrabia ze wszystkich stron tak żeby było słusznie, żeby dobrze się sprzedało, no i żeby dostać jaką nagrodę.

Naturalnie bez zawracania sobie głowy takimi przestarzałymi sprawami jak źródła, poszlaki i zdrowy rozsądek. Oczywiście wszystko leci jako powieść czyli jest licentia poetica, a więc odtenteguj się pan panie złośliwy recenzent, bo jestem kryty.

żałosny produkt literackiego wyrobnika, który sam jest produktem wszystkich postępowych zabobonów i klechd.

Średnio wprawny rzemieślnik pióra lansuje się na geniuszu pędzla, którego bez krępacji obrabia ze wszystkich stron tak żeby było słusznie, żeby dobrze się sprzedało, no i żeby dostać jaką nagrodę.

Naturalnie bez zawracania sobie głowy takimi przestarzałymi sprawami...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2
1

Na półkach:

Wciągająca.
Narracja trzech osób, przeplatająca się i odnosząca do tych samych wydarzeń - widzianych tak różnie z perspektywy ojca, syna i wnuka, wciąga i każe wydać osąd o każdej z tych postaci.
Jaki jest ojciec, Francisco, a jaki jego syn Javier? A Mariano - syn i wnuk?
Bardzo dobra literatura.

Wciągająca.
Narracja trzech osób, przeplatająca się i odnosząca do tych samych wydarzeń - widzianych tak różnie z perspektywy ojca, syna i wnuka, wciąga i każe wydać osąd o każdej z tych postaci.
Jaki jest ojciec, Francisco, a jaki jego syn Javier? A Mariano - syn i wnuk?
Bardzo dobra literatura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1748 użytkowników ma tytuł Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya na półkach głównych
  • 957
  • 775
  • 16
313 użytkowników ma tytuł Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya na półkach dodatkowych
  • 212
  • 28
  • 24
  • 13
  • 13
  • 12
  • 11

Tagi i tematy do książki Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya

Inne książki autora

Okładka książki Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Ocena 7,0
Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Jacek Dehnel
Jacek Dehnel
Poeta, prozaik, felietonista, tłumacz, zajmuje się również malarstwem i rysunkiem. Absolwent V LO im Stefana Żeromskiego w Gdańsku Oliwie oraz Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Laureat licznych konkursów poetyckich. Autor książek poetyckich, powieści i opowiadań. Publikował m.in. w "Studium", "Toposie", "Tytule", "Kwartalniku Artystycznym", "Zeszytach Poetyckich", "Akcencie" oraz "Przeglądzie Powszechnym". Jak sam przyznaje jest gejem, co znajduje wyraz w jego poezji. Tłumaczył m.in. wiersze Osipa Mandelsztama (niepublikowane) i Philipa Larkina. Od września 2006 do lipca 2009, wraz z muzykiem Tymonem Tymańskim i dziennikarzem Maciejem Chmielem, prowadził w Telewizji Publicznej program kulturalny "ŁOSssKOT". Zasiada w Radzie Programowej Galerii Zachęta. Jest felietonistą portalu Wirtualna Polska (dział Książki) i Polityki (dział "Kawiarnia literacka"). W 2005 laureat Nagrody Kościelskich. W 2007 został laureatem Paszportu Polityki za rok 2006 w kategorii literatura. W listopadzie 2008 roku otrzymał od Rady Języka Polskiego tytuł Honorowego Ambasadora Polszczyzny, w maju 2011 roku tytuł Młodego Ambasadora Polszczyzny. W marcu 2009 roku przyznano mu nagrodę kulturalną miasta Gdańsk Splendor Gedanensis, za wydanie książki "Balzakiana", a także przekłady poetyckie Philipa Larkina. W 2009 roku został laureatem nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (za rok 2008) za powieść "Balzakiana". W 2009 roku nominowany do Nagrody Nike za "Balzakiana", w 2010 za "Ekran kontrolny", a w 2012 za "Saturna". Prowadzi blog o zbrodniach międzywojennych - "Tajny detektyw". Mieszka w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki
Śmierć czeskiego psa
Janusz Rudnicki
Czasem śmieszy. Czasem żenuje. Czasem mówi wiele o człowieku, Polaku w człowieku, Polaku. Nie nudzi. Kolejny to mój tom opowiadań pisarza, który z niepoprawności politycznej uczynił znak rozpoznawczy swoich tekstów. Narrator Rudnickiego - wolę bardziej pisać tak niż: Autor - często jedzie po bandzie i to bardzo ostro, także jeżeli chodzi o wokabularz - by ująć rzecz elegancko. Posługuje się on różnymi rejestrami języka z różnym skutkiem - najczęściej sukcesem. Narratorami czyni z reguły ludzi z różnymi deficytami, także jeżeli chodzi o znajomość literackiej odmiany języka polskiego - nb. coraz częstsza to nieumiejętność – ogólnych zasad kultury i jeszcze paru innych niemodnych już dzisiaj wartości. Wydaje mi się, że on sam nawet chce, aby utożsamiać go z narratorem, w jakimś odruchu przedziwnej przewrotności, a może i solidarności z takimi, którzy sami nigdy niczego nie napiszą, bo i nie umieją. Ewidentnie uwielbia wszelkie możliwe prowokacje. absurdalne porównania, a najbardziej - wszelkie sytuacje skrajne. Wydaje mi się nieco podobny do Mrożka, choć powiększony do sześcianu w tym, co pisze i jak... Z drugiej zaś strony Autor czasem nie udaje, że nie jest narratorem, co bynajmniej nie zmniejsza “nieprzyjmowalności” jego narracji… Ja tej pułapce nie ulegam, bo wiadomo że chodzi o pewną stylizację, a zdolność do jej rozszyfrowania też coraz bardziej zanika… W sumie z Rudnickim prosta sprawa: albo się go akceptuje, albo odrzuca. Mieszkając długo w Niemczech, Rudnicki chyba musiał mieć przymęcz, by pisać o Niemcach, zbytnio się nie ceregieląc. “Lepiej palić papierosy niż Żydów“ - mówi np. narrator do niemieckiego konduktora, gdy ten mu zwraca uwagę, że w pociągu się nie pali. Albo takie cytaty: “Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać”. “A jak wy, Polacy, nazywacie nas, Niemców, kiedy chcecie nas obrazić? Bo, wie pan, my mówimy Polacken, a wy? My nie mamy jakiegoś specjalnego słowa, odpowiadam zniecierpliwiony, my mówimy Niemcy, po prostu Niemcy. To straszne, mówi po chwili, i milczy (...) Żal mi się go robi, klepię go po ramieniu i mówię, żeby się nie martwił, że przesadziłem, że tak, mamy określenia obraźliwe, Szwaby na przykład, albo Szkopy, odetchnął, kamień mu z serca spadł, przy pożegnaniu mało mnie nie wycałował“. “Katar sienny, przez pyłki, w Niemczech pyłki to Pollen, jak my, tylko jedno +l+ więcej, ostrzegają czasami w gazetach, Achtung die Pollen kommen!, i piszą, jak się przed nimi bronić“. Najwspanialszy jest chyba rozdział o Almie Mahler, niezwykłej kobiecie, związanej trochę i jednocześnie, i trochę po kolei, z takimi gwiazdami, jak Gustaw Mahler, Oskar Kokoschka, Walter Gropius i Franz Werfel... “Alma z powrotem do Wiednia, Gropius z powrotem na front, tam gdzie Kokoschka, ale wątpliwe jest, żeby to jeden z nich rzucił granatem, od którego ranny został Apollinaire“. “Alma wpuszcza do siebie mężczyznę, którego członek sterczy równolegle do jego prawego ramienia“ (bo sam jest członkiem NSDAP). Inne cytaty (naprawdę starałem się wybrać bardziej cenzuralne dla admina, dlatego z odrazą przytoczę np. taki: “Nawet przejezdni pedofile nie odchodzą stąd z pełnym workiem mosznowym”). “Na pewno już w życiu wymiotował, ale nigdy pieniędzmi“. “Miłość, ta szelma, zawsze nas do wiatru wystawi“. “Człowiek człowiekowi człowiekiem“. “To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból“. “Im większa moja nienawiść do bliźniego, tym większa moja miłość własna. Z takimi jak ja pokoju nie będzie“. “Książki wychodzą na światło dzienne, kłaniają się sobie nawzajem i nikną w mroku“. “Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym“. “Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka“.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na68 miesięcy temu
Skaza Magdalena Tulli
Skaza
Magdalena Tulli
Cóż za wyrafinowana proza! Wspaniałe zdania, paradoksalne przeciwieństwa, alternatywne wersje zdarzeń i ludzi - zachwyty nad “Skazą” można ciągnąć długo, choć nie jest to lektura lekka. Od początku czujemy się bowiem nieco zdezorientowani, nie wiedząc nie tylko, o co chodzi, ale i gdzie jesteśmy. Ani kiedy. Chcąc nie chcąc, musimy zawierzyć Autorce, kiedy pisze: “Z pewnego punktu widzenia nie ma zmyślonych opowieści. Każda na koniec, wbrew wszelkim pozorom, okazuje się prawdziwa i nieunikniona”. A druga niezbędna rzecz przy lekturze: sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, cóż to za świat przedstawiony? Czy jesteśmy wśród byle jakiej scenografii i aktorów, czy też precyzyjniej - statystów, odtwarzających role przypisane im przez nieznanego demiurga? Według mnie ta programowa zagadkowość to wielka zaleta, jedna z wielu tej niejednoznacznej, nierealistycznej (czy na pewno?) przypowieści, wręcz zmuszającej czytelnika do własnej interpretacji, a pole do tego szerokie… Taki to nieczęsty rodzaj literatury, który w zasadzie nie daje żadnych odpowiedzi na fundamentalne pytania. Wręcz przeciwnie, na koniec pozostawia człowieka w zadumie. Za to “pracuje” jeszcze długo po przeczytaniu, zwłaszcza w kontekście współczesnym, chociaż ma już swoje lata - 2006. Notabene właśnie o to chodzi w książkach, tych dobrych: kazać nam o sobie jeszcze długo długo myśleć, a może i nie zapominać. Co tu dużo gadać: bardzo wymagająca to stylistyka. Każde zdanie trzeba czytać “pojedynczo”, a do wielu i wracać. Niektóre wątki znikają, by pojawić się dopiero za jakiś czas w nowej, albo oczywistej, lub wręcz przeciwnej odsłonie. I jeszcze coś, co szczególnie lubię: ani jednego dialogu! Misterna tu bardzo konstrukcja całości. Na początku nie ma napięcia, które jednak narasta z każdą stronicą. Szybko nastaje atmosfera niepewności, potem już jawnego strachu, któremu towarzyszy jego nieodłączna siostra: pewność i buta władzy, także samozwańczej. Jesteśmy w jakimś mieście, a konkretnie w jego centrum na placu, dokąd przybywają nieokreśleni uchodźcy, gdzie dokonuje się jakiś niejasny przewrót społeczno-polityczny. Atmosfera gęstnieje gdy do miasta przybywają bliżej nieokreśleni uchodźcy. “W tle tłum, zawsze ten sam, ​dźwigający walizki i uginający się pod ich ciężarem, odpoczywający na walizkach, nie pozwalający się łatwo od swoich walizek odpędzić. (...) Bez kanapy, bez fotela, bez sypialni i jadalni każdy z uchodźców zajmował tak mało przestrzeni, że mniej już nie można, ale i tego było za wiele”. “Nie ma komu zastanowić się, co począć teraz z tym tłumem, który z wolna zawłaszczył całą przestrzeń placu, by pośród upartego zapachu naftaliny siedzieć na walizkach i czekać nie wiadomo na jakie zakończenie”. “Życie toczyło się ze spokojem tuż obok jakiejś szczególnie groźnej ewentualności, jak to zwykle bywa. Na bolesne pytanie, dlaczego to właśnie pod ich oknami koczują uchodźcy, nie będzie żadnej odpowiedzi”. Odczytuję tę fabułę jako odnoszącą się do III Rzeszy, choć skojarzenia wyglądają na wymieszane i nieoczywiste. “Bez potwierdzenia w postaci potłuczonego szkła chrzęszczącego pod obcasem, bez witryn zabitych deskami dla ochrony przed rabunkiem, fakty dokonane nie były wiele warte. Żeby stać się rzeczywistością, potrzebowały należycie wyrazistych opisów i odpowiednio podniosłego tonu”. Albo i inaczej: może chodzi tu o jakiś historyczny “bezczas” lub też wszystkie możliwe czasy równolegle - coś takiego, jak w znakomitej a gruntownie zapomnianej książce Piotra Wojciechowskiego “Czaszka w czaszce”. Nagle w “Skazie” pojawiają się bowiem pogłoski o zbliżających się ostatecznych rozstrzygnięciach: a to o rychłym alianckim desancie, a to armii Kołczaka, która przywróci prawowite rządy, a to uzbrojonych partyzantach, obiecujących ratunek przed katastrofą anarchii, a to o międzynarodowych siłach pokojowych, a to o nadciągających Hunach; nadlatuje też helikopter. Czy to tylko odwieczna historia wygrano-przegranych w skrócie? U mieszkańców domów przy placu początkowe współczucie wobec uchodźców w miarę szybko przemienia się w złość i rozgoryczenie (brzmi znajomo….?). Oddane jest to w mistrzowski sposób: “Około południa w witrynie zakładu fotograficznego nie było już ani jednego ślubnego zdjęcia. Zniknął także portret aktorki filmowej w białym lub futrze, a zamiast niego pojawiła się zupełnie nowe ekspozycja: mocno powiększony i przez to marnej jakości zdjęcie mężczyzny z rzędem orderów na marszałkowskim mundurze, białym jak śnieg. Zamiast powłóczystego spojrzenia spod długich rzęs – ostry, arogancki wzrok, przeszywający na wylot niczym wystrzał z dubeltówki”. Domyślamy się, czego to zapowiedź. “Uchodźcy są uchodźcami, ich los jest przesądzony i oczywisty dla każdego oprócz nich samych: nigdzie nie ma dla nich miejsca, ani tu, ani tam. W tej kwestii warto liczyć przede wszystkim nad cud. Czyż nie lepiej więc, żeby to wszystko, co jest im jeszcze pisane, nastąpiło niezwłocznie?”. Pierwszym krokiem jest, jak zawsze, segregacja: “To, co tutejsze, zostało na powrót oderwane od tego, co napłynęło skądinąd, i był to pierwszy krok do uporania się z nieporządkiem”. “Naraz zaczynają się obawiać czegoś nieokreślonego, choć już przywykli, że to ich się obawiano”. “Ogłoszono tłumowi zarządzenie o konfiskacie lasek i rzeczywiście laski zostały złożone we wskazanym miejscu, wszystkie, nie wyłączając tej białej, po czym w rękach gwardzistów stały się narzędziem utrzymania porządku. Podwładni widzą, że teraz porządek opiera się już tylko na ich skrupulatności, inaczej mówiąc, na ciosach ich pałek, i tak będzie, powiedzmy, przez najbliższe pół godziny”. Nienazwana groza narasta: “Nawet gdyby najwyższym nakładem starań pozbawić uchodźców tej właściwości tak dla ogółu kłopotliwej, jaką było życie - niewiele dobrego udałoby się przez to osiągnąć, cóż bowiem począć wtedy z przyprawiającą o ból głowy liczbą niepotrzebnych ciał?”. “Uchodźcy to sprawa osobna. Umrą i o wszystkim zapomną. Razem z nimi znikną ich cierpienia. (...) Jakaż to ulga dla mieszkańców kamienic. Po co przyzwalać na istnienie, które nie służy żadnemu godnemu celowi, a tylko hołduje nieładowi przemiany materii, nieustannemu krążeniu nadziei i rozpaczy, i pod żadnym względem, przenośnym ani dosłownym, nie spełnia wymogów schludności”. Nie wiemy, jak t o się stało. Zrozumieniu mechanizmu może służyć zdanie o solidnych drzwiach zamykających s z c z e l n i e schron w piwnicy budynku, do którego wtłoczono tłum uchodźców. Pozostały po nich artefakty: “I dopiero tamte, wcześniejsze zdjęcia, gdzie widać ich jeszcze w pełni urody, zdrowia i pomyślności, byłyby właściwą po nich pamiątką. (...) Oczy patrzące w przyszłość bez śladu przerażenia, ubrania z prosto spod igły, jeszcze nie zszargane przez los. Oto, co powinno pozostać ich wizytówką w tej historyjce, gdy sami już ją opuścili”. “Zdania uchodźców od początku nie wzięto pod uwagę w żadnej kwestii, więc tym mniej liczono się z nim teraz, kiedy ich już nie było”. “Stan pierwotny, trwający szczęśliwie, zanim się pojawili uchodźcy, został przywrócony. Wdarłszy się tak natarczywie w sam środek swojskiej przestrzeni, nie dość obszernej i nie dość zasobnej dla wszystkich, zostali z niej jednak ostatecznie wykluczeni, raz na zawsze usunięci z pola widzenia”. W tej nierealistycznej, słusznie nie przywiązującej wagi do niezbitych (?) faktów, jest też możliwość że “uchodźcy” wydostają się z pułapki i jadą do Ameryki, gdyż schron okazuje się pusty (jak Grób po 3 dniach?). “Jest pusto, zupełnie pusto we wszystkich kątach, nie ma tam nikogo. Tylko powietrze stoi ciężkie od oddechów i naftaliny”. “A za oknem czyste niebo, zimne jak lód”. Inne cytaty: “Jeśli ta historyjka należy do mnie, już tylko zaciskam powieki, żeby nic nie widzieć”. “W magazynku znajduje się jeden nabój (...),jeden nabój to mało, ale też o wiele za dużo, skoro każdy z osobna mógł nim zostać trafiony. Nabity rewolwer w zasadzie powinien prędzej czy później wystrzelić, choć liczono właśnie na niedoskonałość reguł, na to, że się od czasu do czasu zacinają”. “Generał od samego początku nie rozumiał nic: w jego historyjce, tej, z której się wziął i do której zamierzał powrócić, panowały najlepsze wojskowe porządki, do niczego innego nie był przyzwyczajony. Chętnie mu udzielono wyczerpujących wyjaśnień, z których zrozumiał jeszcze mniej”. “Cokolwiek by zrobić, zawsze wychodzi się albo na tchórzliwego asekuranta, albo na nieodpowiedzialnego hazardzistę, i trudno utrzymać się pomiędzy skrajnościami”. “Jedyna szansa na szczęśliwe zakończenia tkwi w skracaniu opowieści. W urywaniu wątków w samą porę, zanim zszargają się, poplączą i zasupłają. A przede wszystkim w unikaniu puent jak ognia, który raz zaprószony, wypali wszelką nadzieję”. Truizmem byłoby dodać, że Tulli jest wyznawczynią pesymistycznej wersji dziejów. “Każdą historię pustoszą napięcia, każdą niszczy skaza pogardy (...). Szczęśliwe zakończenia nigdy nie bywają szczęśliwsze niż to możliwe”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na91 miesiąc temu
Balzakiana Jacek Dehnel
Balzakiana
Jacek Dehnel
Cztery mini powieści napisane już w XXI wieku, a wydaje się, jak by sam Balzak to pisał. Trzeba oddać sprawiedliwość autorowi, że wyczucie stylu ma nie od parady! Czytałam jego różne utwory i muszę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że każdy z nich pisała jakby inna osoba, a to znaczy, że Dehnel jest świadomy nie tylko tego, co pisze, ale i JAK pisze. Styl to człowiek – w wypadku tego autora jest całkowicie nieprawdziwe, bo Dehnel jest jeden, a stylów mnóstwo. Tematyka wszystkich utworów również wywodzi się wprost z Balzaka i jego wielkich powieści zebranych w cyklu „Komedia ludzka”, obnażających dusze, wady, zalety i sposób myślenia francuskiego, pardon, polskiego „stanu trzeciego”. Tylko sto kilkadziesiąt lat później, bo i nasze mieszczaństwo rozwinęło się w innym czasie i w innych warunkach niż francuskie. Ale bohaterowie powieści Dehnela kierują się podobnymi motywacjami i systemem wartości jak balzakowscy poprzednicy, w innych dekoracjach oczywiście. W przaśnej, ubogiej nieładnej Polsce drugiej połowy XX wieku, kiedy żyło się naprawdę źle i beznadziejnie. Główną siłą napędową i najważniejszym motywem działania są więc pieniądze, lube pieniądze. Chorobliwe pragnienie zdobycia pieniędzy, wbrew wszystkiemu. Dla pieniędzy ludzie mogą się zakochać, ożenić, pracować w byle jakich, poniżających warunkach, popełnić występek, a nawet zbrodnię, łamiąc przy okazji wszelkie zasady wyniesione z domu, wiary, kościoła i przepisów prawa. Niektórzy (częściej niektóre) bywa, że się zakochują czy przejawiają zainteresowania inne niż kasa, np. artystyczne (malarz Damian, Adrian Helsztyński),u niektórych widać silne pragnienie miłości (Asia z pierwszego utworu, a przede wszystkim Tońcia). Ale autor nie ma dla nich krztyny litości: miłość wynika z głupoty lub krańcowej naiwności, wiara to czysta aberracja, chęć uprawiania sztuki (piosenkarka Halina Rotter) może tylko wywieść na manowce i doprowadzić w chciwe łapy pazernych naciągaczy. A sama sztuka również nie nobilituje. Damian swoje obrazy dobrze sprzedaje, ale bynajmniej nie czyni to go wyrafinowanym, subtelnym artystą, ale gburem i naciągaczem. Halina śpiewa może i dobrze, ale sukcesu nie odnosi. Bohaterowie wywodzą się czasem ze zubożałej szlachty, podupadłej wskutek różnych zawirowań historii. Marzą o powrocie do dawnej świetności (Adrian i jego matka),ale albo nie są w stanie tego osiągnąć, albo co nieco im się udaje na śliskiej drodze, hm, lewych, amoralnych interesów. Czasem im wychodzi (Tońcia),ale wszystkie cztery powieści można uznać za żywą ilustrację tezy, że pieniądze zdobyć trudno, a i tak szczęścia nie dają. I tutaj Dehnel wydaje się być bardzo niesprawiedliwy. O pieniądzach się nie myśli, kiedy się je ma. Bez pieniędzy np. Tońci żyje się bardzo ciężko, a rodzina nią pomiata. Kiedy je zdobędzie, życie jakby lżejsze, ale więzy rodzinne żółkną i rdzewieją z bezinteresownej zawiści. Obie sytuacje nie do pozazdroszczenia, wybór między złym a jeszcze gorszym. Świat przedstawiony w powieściach jest nieskończenie smutny, bez nadziei na lepsze. W ostatniej mini powieści piosenkarka Halina Rotter wydaje się być najsympatyczniejsza i najmniej wyrachowana. Trzeźwo chodzi po ziemi, poprzestaje na małym, ale i jej los nie szczędzi bolesnego upokorzenia i jeszcze boleśniejszego poczucia pustki, osamotnienia, braku zrozumienia przez bliskich w chwili upadku, nie mówiąc już o empatii. Autor patrzy na swój świat przedstawiony ironicznie, złośliwie, a przy tym chłodno i uważnie, niczym entomolog obserwujący wijące się robaki. Nie potrafię tego inaczej nazwać jak elitaryzmem i przekonaniem o własnej wyższości, o odrębności własnego życia. I to jest jedyny zgrzyt, jedyny kolec na ciele tych, doskonałych pod każdym względem, utworów.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na101 rok temu
Fabryka muchołapek Andrzej Bart
Fabryka muchołapek
Andrzej Bart
Błyskotliwa i oryginalna powieść. Tematem jej jest sąd nad Chaimem Rumkowskim, prezesem łódzkiego getta. Oniryczny charakter fabuły, wyrafinowana kompozycja, przeplatanie się czasu teraźniejszego i przeszłego, monolog, proces sądowy, zaskakująca forma tragedii szekspirowskiej, a oprócz tego ironia, a zarazem melancholia narratora - to wszystko nadaje książce postmodernistyczny charakter. Forma powieści co raz się zmienia, jej bohaterowie - duchy ofiar z getta, osoby, które znały Chaima, jak np. Korczak, ale są też Niemcy jak np. zbrodniarz wojenny Biebow odpowiedzialny za administrację w getcie - wszyscy oni pojawiają się i znikają, aby bronić lub oskarżać "króla getta". Na sali sądowej jest prokurator i obrońca. Zjawia się również Hannah Arendt oceniająca negatywnie judenraty. Te partie procesowe uważam za najbardziej udane, najciekawsze, mogłyby zostać sfilmowane. Głównym tematem podjętym w książce jest pytanie - czy w czasach niegodziwych można pozostać godziwym człowiekiem; czy władza absolutna zawsze deprawuje; czym jest odpowiedzialność w takich warunkach. O samym bohaterze czyli Rumkowskim wielu nowych faktów się nie dowiadujemy. Jest postacią kontrowersyjną, złożoną, niejednoznaczną, tragiczną. Nie ma tu łatwych ocen. Z jednej strony mamy nawiązanie do szekspirowskich bohaterów - autokratycznego Koriolana, chciwego władzy króla Leara czy destrukcyjnego Ryszarda III, a z drugiej pytanie, "czy Rumkowski chciał ratować Żydów?" oraz pomimo oskarżeń, odpowiedź twierdzącą. Książkę polecam, ale z zastrzeżeniem, że dla niektórych czytelników może być trudna w odbiorze. Próg wejscia w tę historię jest wysoki, ale warto wytrwać.
Luna - awatar Luna
oceniła na71 rok temu
Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."),realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 lat temu
Niskie Łąki Piotr Siemion
Niskie Łąki
Piotr Siemion
Podobno Niskie łąki to jeden z lepszych obrazów przemian zachodzących w Polsce przed trzema dekadami. Nie wiem, czy tak jest, ale książkę Piotra Siemiona czytałem z przyjemnością. To ciekawa historia grupki ludzi, których losy nieraz się przenikały i mieszały. Jaką historię opowiada „najważniejsza powieść pokoleniowa, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60”? Wszystko zaczyna się jeszcze w latach 80., kiedy do Wrocławia przyjedzie młody Anglik. Wierzy, że będzie reżyserował Ibsena, jednak szybko zderzy się z polską rzeczywistością. Zostanie przy okazji pobity i wrzucony do rzeki, a wkrótce później pozna nieobliczalnego Carlosa i zakręconą Lidkę. Długo nie będą się przyjaźnić, gdyż znów rozdzieli ich spory dystans. Spotkają się po kilku latach w Nowym Jorku, a potem znów we Wrocławiu. Dla autora będzie to okazja, by przyjrzeć się ludzkim losom i zobaczyć, jaki wpływ na nich miały przemiany. Historia bywa smutna, brutalna, ale i też zabawna za sprawą nieźle napisanych dialogów. Język powieści jest jednak specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu. Wielu ludzi zmęczy, innych zachwyci. Niskie łąki są gorzkim rozliczeniem z pokoleniem przełomu, choć niewątpliwie specyficznym i dotyczącym wąskiego grona. Opowiada o generacji, która pojawiła się nieco za wcześnie, by odczuć korzyści z nowej Polski, choć jednocześnie nieco za późno, by nie próbować z nich korzystać. Rzecz jest bardzo filmowa, choć gdyby ktoś pokusił się o jej zekranizowanie, powstałby zapewne ponury, ciężkawy snuj. A może się mylę? Bo przecież nie brakuje tu humoru i efektownych scen… Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na87 miesięcy temu
Reisefieber Mikołaj Łoziński
Reisefieber
Mikołaj Łoziński
Zjawiskowy – tak w skrócie mogę nazwać debiut autorski młodego polskiego pisarza Mikołaja Łozińskiego, syna sławnego reżysera Marcela Łozińskiego. Książka „Reisefieber”, bo o niej mowa została uhonorowana Nagrodą Kościelskich w 2007 roku. Nie sposób nie odnieść tytułu, czyli gorączki, niepokoju przed podróżą, do historii opowiedzianej na kartkach książki. Jednak należałoby powstrzymać się od dosłownego przeniesienia znaczenia tego słowa, w odniesieniu do sytuacji głównego bohatera, na rzecz alegorii. Ale zacznę od samej treści. Książka jest krótką powieścią psychologiczną, której głównego bohatera – Szweda o imieniu Daniel, poznajemy w momencie dla niego trudnym, a mianowicie w chwili śmierci jego matki. Matki, z którą w wyniku przewrotnych kolei losu nie miał kontaktu przez 6 lat. Autor osadza powieść w scenerii Paryża, do którego Daniel udaje się wprost z Nowego Jorku. Podróż ta nie zakończy się jednak na załatwieniu formalności, ale odbije się głośnym echem w życiu bohatera i stanie się wydarzeniem przełomowym. Będzie to jednocześnie podróż do przeszłości, jej dokładna analiza i próba zrozumienia wpływów jakie owa przeszłość miała na obecne życie bohatera. Daniel odwiedzając ciotkę, psychoterapeutkę matki, jej lekarza, żonę jej kochanka, przyjaciół, odsłoni prawdę o jej przeszłości. Pozwolą mu oni zrozumieć niewyjaśnione dotąd sytuacje, natomiast pożegnalny list matki odsłoni tragiczną prawdę skrywaną przez lata. Podróż ta okaże się również podróżą wgłąb siebie, odsłaniającą ukryte w zakamarkach świadomości traumy. Pozwoli ona uzmysłowić bohaterowi jak ważne są przeszłe wydarzenia i w jaki sposób determinują teraźniejszość. Wracając do domu będzie już innym, świadomym siebie człowiekiem. Wie że za późno jest już na odbudowanie więzi z matką, ale zastanawia się czy jest szansa na naprawę kontaktów z ukochaną, które po drodze nieświadomy siebie skomplikował. Ostatnie zdanie daje do zrozumienia, że najpierw musi uporać się ze samym sobą, poradzić sobie z własnymi lękami, z egoizmem i oziębłością jakimi dotychczas się posługiwał. Powieść Łozińskiego jest kunsztownie skonstruowana. Autor zgrabnie przeplata przeżycia głównego bohatera – te ówczesne i te przeszłe, z ostatnimi przeżyciami jego matki. Od pierwszych stron książka wywołuje przyjemny niepokój, pod koniec napięcie wprost pulsuje i nie pozwala oderwać się ani na chwilę. Powieść jest niczym rozrzucone puzzle, których części stopniowo składane w całość tworzą logiczną całość. Książkę czyta się więc niczym kryminał. Nie jest to jednak pozycja spektakularna o rzucającym na kolana zakończeniu. Odznacza się jednak pewną przejrzystością, lekkością i świeżością. Tytułowe drżenie, niepokój przed podróżą narastają w czytelnikach i w głównym bohaterem z każdym nowym rozdziałem. Jednocześnie książka posiada bardzo kameralny i łagodny nastrój. Myślę że taki debiut jaki popełnił Mikołaj Łoziński zasługuje na szczególną uwagę i jest godny pozazdroszczenia. Powieść tą docenić można dopiero z czasem kiedy emocje opadną. Jest ich dużo, ale ubrane w odpowiedni język dają się ujarzmić w jednym słowie – dojrzałość.
madzka210 - awatar madzka210
ocenił na71 rok temu
Pióropusz Marian Pilot
Pióropusz
Marian Pilot
Nieczęsto zdarza sie obcowac z książką, która w tak zuchwały i zarazem pokorny sposób wkracza w samo jądro ludzkiego istnienia. Pióropusz Mariana Pilota nie jest powieścią w zwyczajnym rozumieniu tego słowa. To raczej rozedrgany, językowy manifest pamięci – pamięci nie tylko jednostkowej, lecz także zbiorowej, zakorzenionej w ziemi, w dialekcie, w ciele i w duszy człowieka, który nigdy nie został naprawdę wysłuchany. Pilot pisze tak, jakby każda litera była wykuwana z samej istoty człowieczeństwa – z bólu, śmiechu, hańby i rozpaczy. Jego język – pełen kolokwializmów, neologizmów, śladów gwary i poetyckich zgrzytów – nie poddaje się łatwo. Czytelnik nie może się tu wygodnie rozsiąść. Musi uczestniczyć. Musi cierpieć i śmiać się razem z narratorem, który nie jest jedynie jednostką, lecz echem tysięcy podobnych głosów, tłumionych przez historię, przez systemy, przez rodzinę, przez samego siebie. Nie ma tu ornamentu dla ornamentu. Każde słowo zdaje się być umieszczone w tekście z niepojętą precyzją, chociaż na pierwszy rzut oka panuje w tej prozie chaos. Ale to nie chaos, to życie – nieobrobione, surowe, takie, jakie jest naprawdę. Narrator Pióropusza – w swoim dziecięcym, a zarazem dojmująco dojrzałym spojrzeniu – przypomina człowieka, który błąka się między światłem a cieniem, nie wiedząc, po której stronie ma stanąć, a może nawet – nie wierząc, że wybór w ogóle istnieje. Pilot potrafi uczynić z rzeczy najmniejszych – z gestów matki, z pędu wiejskiego roweru, z chłodu łyżki do zupy – znaki transcendencji. Pokazuje, że nawet w najbardziej błahym zdarzeniu tli się coś świętego, coś przeklętego, coś, co nie pozwala spać spokojnie. W tym tkwi jego siła – nie w fabule (która nie biegnie, lecz meandruje jak niespokojny strumień),nie w dramaturgii (która się nie wspina, lecz zapada),lecz właśnie w tym nieustannym pulsowaniu między językiem a uczuciem. Lektura Pióropusza nie daje ukojenia. To nie jest książka, po której człowiek odetchnie z ulgą. To książka, która wierci się w duszy. Która nie pozwala o sobie zapomnieć. I – co najważniejsze – która nie pozwala zapomnieć o tych wszystkich, których głosów nie słyszymy na co dzień: wiejskich dzieci, ojców przesiąkniętych goryczą, matek osaczonych obowiązkiem, dziadków, którzy nie potrafią mówić, ale pamiętają wszystko. W Pióropuszu nie ma zbędnych słów. Jest tylko prawda – nieraz okrutna, nieraz liryczna, zawsze nieunikniona. To arcydzieło pokory i odwagi. Arcydzieło literatury, która nie chce być elegancka ani wygodna, lecz prawdziwa. A to, moim zdaniem, najtrudniejsze. I najbardziej potrzebne. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na1011 miesięcy temu
Tworki Marek Bieńczyk
Tworki
Marek Bieńczyk
To trudna książka. Jak to u M. Bieńczyka. Nic nie jest oczywiste. Powieść jest o wojnie. Może raczej o młodości i miłości z grozą wojny w tle. No i tytułowe Tworki. Pierwsze skojarzenie to "dom wariatów". Tylko w czasie okupacji wszystko było na opak. Za murami domu wariatów można było normalnie żyć ( trochę przynajmniej udawać). Na zewnątrz ludzie oszaleli. Nie trzeba było udawać szaleństwa. Każdy w tej powieści odczyta, co mu bardziej zagrało. Nie wiem tylko czemu wszyscy odebrali tę powieść jako traktującą o zagładzie. To książka o okupacji niemieckiej w Polsce, której częścią była oczywiście zagłada, ale to nie była jedyna tragedia jaka się wydarzyła w Polsce w latach 1939-1945. Sprowadzanie II Wojny Światowej tylko do zagłady Żydów uniemożliwia zrozumienie tego co wtedy się wydarzyło. W tej powieści autor skupił się na emocjach bohaterów. Brak tu jest przecież realistycznych opisów zdarzeń historycznych. Narrator wie, że my znamy tę historię. Nie trzeba nam np. tłumaczyć afery Hotelu Polskiego. Opis dziejącego się w tle powstania w Getcie łatwo przegapić. To co istotniejsze w tej książce, to konstatacja, że życie kieruje się swoimi prawami. Mimo okrucieństwa i grozy wojny ludzie starają się żyć. Zakochują się, obchodzą święta, tańczą. Wydaje się, że chęć życia jest silniejsza od wszystkiego. Czy bohaterowie wyszli z tego bez szwanku? Oczywiście, że nie. Mimo to zaraz jak tylko skończyła się wojna pojechali w stronę Warszawy. Narrator nie musi nas informować, że za tablicą z napisem Warszawa było morze ruin. Wiemy to, bo opowieść o tym jest częścią rodzinnej historii każdego z nas.
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya

Więcej
Jacek Dehnel Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya Zobacz więcej
Jacek Dehnel Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya Zobacz więcej
Jacek Dehnel Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya Zobacz więcej
Więcej