rozwińzwiń

K2 8611 m. Ostatnia bariera

Okładka książki K2 8611 m. Ostatnia bariera autora Janusz Kurczab, 8321722687
Okładka książki K2 8611 m. Ostatnia bariera
Janusz Kurczab Wydawnictwo: Sport i Turystyka literatura podróżnicza
213 str. 3 godz. 33 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
1980-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Liczba stron:
213
Czas czytania
3 godz. 33 min.
Język:
polski
ISBN:
8321722687
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup K2 8611 m. Ostatnia bariera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki K2 8611 m. Ostatnia bariera

Średnia ocen
7,4 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce K2 8611 m. Ostatnia bariera

Sortuj:
avatar
164
152

Na półkach: ,

Janusz Kurczab przedstawia losy pierwszej polskiej wyprawy na drugą górę Ziemi. Dla lubiących historię czytelników - do których się zaliczam - niewątpliwym plusem będzie zwięzły, ale w miarę szczegółowy opis ataków na K2. Fanom gór, zwłaszcza wysokich, szczególnie polecam. Bardziej obojętnym czytelnikom niekoniecznie musi się spodobać.

Janusz Kurczab przedstawia losy pierwszej polskiej wyprawy na drugą górę Ziemi. Dla lubiących historię czytelników - do których się zaliczam - niewątpliwym plusem będzie zwięzły, ale w miarę szczegółowy opis ataków na K2. Fanom gór, zwłaszcza wysokich, szczególnie polecam. Bardziej obojętnym czytelnikom niekoniecznie musi się spodobać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

104 użytkowników ma tytuł K2 8611 m. Ostatnia bariera na półkach głównych
  • 77
  • 27
34 użytkowników ma tytuł K2 8611 m. Ostatnia bariera na półkach dodatkowych
  • 16
  • 8
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki K2 8611 m. Ostatnia bariera

Inne książki autora

Okładka książki Polskie Himalaje Wojciech Fusek, Janusz Kurczab, Jerzy Porębski
Ocena 6,7
Polskie Himalaje Wojciech Fusek, Janusz Kurczab, Jerzy Porębski
Okładka książki Na tle nieba Maciej Bernatt, Stanisław Biel, Zbigniew Jurkowski, Janusz Kurczab
Ocena 8,1
Na tle nieba Maciej Bernatt, Stanisław Biel, Zbigniew Jurkowski, Janusz Kurczab
Janusz Kurczab
Janusz Kurczab
Polski sportowiec i autor książek o wspinaczce górskiej. Rodowity warszawiak. Przygodę ze sportem rozpoczynał od szermierki, a dokładnie od szpady. Wieloletni zawodnik Legii Warszawa, z którą zdobył Drużynowy Puchar Europy. Dwukrotny indywidualny mistrz Polski w szpadzie. Uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Rzymie w 1960 r., gdzie w turnieju indywidualnym odpadł w ćwierćfinale. Drugą jego pasją była wspinaczka górska. W 1973 r. był uczestnikiem wyprawy będącej pierwszym polskim przejściem drogą Major na wschodniej ścianie Mount Blanc. Zaś 1976 r. był bliski wejścia nową drogą na szczyt K2 w Himalajach. Autor kilkunastu książek, m.in. "Shispare. Góra wyśniona" (Sport i Turystyka, 1976),"K2 8611 m. Ostatnia bariera" (Sport i Turystyka, 1980),"Na szczytach Himalajów" (ze Zbigniewem Kowalewskim, Sport i Turystyka, 1983),"Polskie Himalaje" (t. I-VI, Wydawnictwo Agora, 2008),"Wokół Annapurny i Dhaulagiri. Trasy i szczyty trekkingowe" (Wydawnictwo "Sklep Podróżnika", 2011).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zdobycie Gasherbrumów Wanda Rutkiewicz
Zdobycie Gasherbrumów
Wanda Rutkiewicz
Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją książki „Zdobycie Gasherbrumów” (Sport i Turystyka, 1979 r.) opracowanej pod redakcją Wandy Rutkiewicz, a dotyczącej pamiętnej polskiej wyprawy w pasmo Karakorum, zrealizowanej w 1975 r. (Wyprawa Kobieca w Karakorum 75, Ladies Himalaya Expedition). Książkę tę wygrzebałem na jednej z półek Biblioteki Kraków . Książka bardzo szczegółowo opowiada o tym w jaki sposób doszło do zrealizowania pierwszej tak zaawansowanej logistycznie wyprawy narodowej w pasmo Karakorum, jakie były jej cele oraz jak finalnie udało się je zrealizować. W latach ‘60 i ‘70 ubiegłego wieku po raz pierwszy zaczęto poruszać kwestie wspinaczki sportowej realizowanej przez zespoły kobiece. Również w polskim świecie wspinaczkowym ten temat był poruszany co raz śmielej. Sama Wanda Rutkiewicz niejednokrotnie wypowiadała się na temat różnic we wspinaczce w zespole mieszanym (a więc z męskimi partnerami),a wspinaczce w zespole kobiecym. Uważała, że tylko wspinaczka w samodzielnych zespołach kobiecych, pozwalała jej uczestniczkom na odczuwanie pełni przeżyć i emocji związanych ze zdobywaniem szczytów górskich. Sama Rutkiewicz na starcie swojej kariery - trasy wspinaczkowe w Alpach i Norwegii – wspinała się w zespole z Haliną Krüger-Syrokomską, uzyskując zresztą świetne rezultaty. Zorganizowanie i zrealizowanie typowo kobiecej wyprawy w góry najwyższe, było zatem w tym okresie, wydarzeniem nie tylko na skalę europejską, ale podejrzewam że nawet światową. Nadarzyła się świetna okazja – rok 1975 został ogłoszony przez UNESCO Międzynarodowym Rokiem Kobiet.      Książka jest pełną relacją z organizacji wyprawy narodowej w góry wysokie. Musimy pamiętać, że wyprawa była organizowana w czasie głębokiej komuny, dlatego nie wystarczyło udać się do sklepu, kupić sprzęt do wspinaczki wysokogórskiej i ruszyć na podbój szczytów Karakorum. Czytając opis przygotowań do wyprawy i nie chodzi mi tu tylko o kwestie logistyki i osprzętu, ale również o szereg zabiegów dyplomatycznych, które doprowadziły do udzielenia przez rząd Pakistanu pozwolenia na realizację wyprawy, pokazuje jak jak wielkim wyzwaniem było przygotowanie takiej wyprawy. Równocześnie czytając właśnie o logistycznym przygotowaniu całego przedsięwzięcia, faktycznie myśli się o wyprawie Ladies Himalaya Expedition ‘75, jako o wyprawie narodowej – autorzy szczegółowo opisują jakie wsparcie uzyskano od poszczególnych spółdzielni produkcyjnych, co pokazuje że faktycznie przedsięwzięcie to powinno nosić miano „wyprawy narodowej”. Warto wspomnieć również, że ostatecznie w ramach wyprawy z 1975 r. w paśmie Karakorum miała działać grupa mieszana, ale z wyraźnie wydzielonymi zadaniami – odrębnymi dla zespołu kobiecego i męskiego. Decyzja taka została podyktowana z jednej strony realiami społeczno-kulturowymi (grupa kobieca wędrująca samotnie po muzułmańskim kraju mogła być narażona na szereg niebezpieczeństw),a z drugiej strony kwestiami finansowymi (ówczesne realia gospodarcze nie pozwalały na zorganizowanie dwóch odrębnych wypraw).      W „Zdobyciu Gasherbrumów” bardzo dokładnie, można rzec ze wręcz z kronikarską precyzją, opisano moment przygotowań do wyjazdu: to w jaki sposób był kompletowany zespół wspinaczy, w jaki sposób poszczególne grupy docierały do punktu zbiorczego w Skardu, jak przebiegała wędrówka karawany, jak przebiegały przygotowania do akcji górskiej i ataki szczytowe. Ciekawym rozdziałem, który również znalazł się w omawianej publikacji jest raport medyczny, w którym lekarka wyprawy, opisuje z jakimi trudnościami medycznymi musiała sobie poradzić w trakcie trwania ekspedycji. Znamienny jest fakt, że nie tylko sprawowała opiekę medyczną nad członkami wyprawy, ale również w miarę możliwości i dostępnych środków leczniczych niosła pomoc medyczną kulisom i ludności tubylczej z którą spotykała się w rejonie wyprawy. Co ciekawe, w trakcie organizacji ekspedycji założono również możliwość wystąpienia takich działania i w związku z tym odpowiednio zwiększono zapas leków. Jeśli chodzi o konstrukcję tekstu, to książka została podzielona na rozdziały, za które byli odpowiedzialni poszczególni uczestnicy wyprawy. Jest to bardzo dobry zabieg, bo czytelnik widzi poszczególne wydarzenia z kilku perspektyw, co tworzy w miarę obiektywny obraz zdarzeń. Tekst jest doskonałym świadectwem ogromu trudności i walki również, a może przede wszystkim, ze słabościami własnego organizmu, jakie każdy wspinacz musi przezwyciężyć, żeby pokusić się o zdobycie tych najwyższych punktów na Ziemi. Z drugiej strony w książce zarysowano motywacje poszczególnych uczestników, które kierują nimi przy podejmowaniu decyzji związanych z akcjami szczytowymi. Widać powoli rodzący się konflikt pomiędzy bezkompromisową, nastawioną na cel kierowniczką wyprawy (Wanda Rutkiewicz) a pozostałą częścią zespołu. Z pewnością na tę sytuację ma wpływ przedłużająca się wyprawa bez wyraźnych sukcesów – owszem indywidualne rekordy wysokości były przez poszczególne uczestniczki wspinaczki pokonywane i ustanawiane, ale nie oszukujmy się nie po to się tam wybrały…      Pomimo tych niesnasek wyprawa zakończyła się wielkim sukcesem. Podstawowym celem wyprawy było wejście samodzielnego zespołu kobiecego na szczyt Gasherbrum III (7952 m.),szczyt ten został zdobyty w składzie mieszanym: Wanda Rutkiewicz, Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Janusz Onyszkiewicz i Krzystof Zdzitkowiecki. Było to nie tylko I wejście kobiece, ale równocześnie w ogóle pierwsze odnotowane wejście na ten szczyt, który do tego momentu uważany był za szczyt dziewiczy. Pozwoliło ono również na ustanowienie nowego kobiecego rekordu wysokości (który swoją drogą przetrwał około doby). Po raz pierwszy w historii odnotowano kobiece wejście na szczyt Gasherbrum II (8035 m.). Szczyt zdobyty został przez zespół w składzie: Halina Krüger-Syrokomska i Anna Okopińska – było to równocześnie pierwsze wejście samodzielnego zespołu kobiecego na szczyt ośmiotysięczny. Doprowadziło ono do ustanowienia nowego kobiecego rekordu wysokości dla Polski i Europy. Dodatkowo dwa męskie zespoły dokonały wejścia na szczyt Gasherbrum II ustanawiając wysokościowy rekord Polski (odnotowane III i IV wejście; zespół I – Leszek Cichy, Janusz Onyszkiewicz, Krzysztof Zdzitkowiecki; II zespół – Władysław Woźniak, Marek Janas, Andrzej Łapiński).     Książkę przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. Pozwoliła mi ona uzmysłowić sobie jak wielkim przedsięwzięciem w tamtych czasach było przygotowanie wyprawy w tak egzotyczny rejon jakim jest pasmo Karakorum. Tekst ubogacony jest cudownymi zdjęciami, które doskonale obrazują przebieg wyprawy. Uważam, że pomimo upływających lat niektóre problemu nie straciły na wymowie i są one aktualne również teraz. Ze swojej strony zachęcam do sięgnięcia po tę blisko 40-letnią już lekturę.
Przemek - awatar Przemek
ocenił na78 lat temu
Moje góry Walter Bonatti
Moje góry
Walter Bonatti
Walter Bonatti - wspinacz legenda, ostatni, romantyczny wojownik ścian, geniusz ekstremalnej wspinaczki w najtrudniejszych ścianach Alp, i to w czasach, gdy nie było jeszcze współczesnych ułatwień, a wspinacz musiał cisnąć skałę techniką hakową (czyli wbijanie młotkiem w ścianę tzw. haków),wiele trudnych dróg w Alpach nazywa się filarami Bonattiego, ograbiony ze sławy pierwszego zdobywcy K2 przez tych, którzy szczyt faktycznie zdobyli. Jego etos wspinaczki był unikatowy, jednocześnie był skromnym człowiekiem, korzystał ze sławy, ale nią nie epatował. Bonatti napisał kilka książek, z których na rynku polskim do dzisiaj ukazała się niestety tylko jedna, czyli rzeczone "Moje góry", zobrazowanie kilkunastu wybitnych przejść Bonattiego do roku 1961. Pozycja literacko dosyć przeciętna, Bonatti średnio pisał (zrobienie Wielkiego Filara Narożnego masywu Mont Blanc, epokowe wydarzenie lat 50-tych w alpiniźmie opisane jak wypad po paczkę fajek do kiosku za rogiem),ale kilka rozdziałów czytało się prima sort (zachodni filar Petit Dru, rzeczone K2, czy tragiczne zdobywanie wariantu Col de Pouterey na Mont Blanc, kiedy zginął przyjaciel i partner linowy Bonattiego, Andrea Oggioni. To ostatnie wydarzenie (z lata 1961r,),odbiło się głośnym echem medialnym i środowiskowym i przyczyniło się do zreformowania alpejskiego ratownictwa górskiego. Dla zobrazowania skali trudności polecam obejrzec krótki, 5-minutowy filmik na Youtube pt. "Bonatti Petit Dru".
Mamerkus - awatar Mamerkus
ocenił na63 lata temu
Na bezdrożach tatrzańskich Mariusz Zaruski
Na bezdrożach tatrzańskich
Mariusz Zaruski
Mmmm…! Spotkanie z tą książką, to był uczta. Może będzie dobrze, gdy powód mojego zachwytu pokażę poprzez kontrast. Żyję w czasach, gdy na pierwszych stronach internetu (kiedyś — gazet) pojawia się i jest sławiony i wzbudza żywe zainteresowanie i sensację ktoś, kto, na przykład: w czasie wielkiego koncertu na skalę światową wyszedł w samych majtkach i… usiłował zaśpiewać; ktoś, kto poprzez swoje konto na YouTube czy Facebook`u, samemu nie tworząc żadnej wartościowej treści, żadnej sztuki w postaci malarstwa, muzyki czy literatury i nie dzieląc się nią, wyśmiewa jednak potknięcia innych, parodiuje ich, o ile nie powiedzieć — ubliża im, a przez to zyskuje nawet miliony oglądających i tysiące „podążających za nim”; ktoś, kto niby przeciera szlaki „kultury i mody”, bo pokazuje taki sposób przerabiania własnego ciała (języka? ucha? nawet gałki ocznej?),jakiego świat jeszcze nie widział. Tymczasem to tylko bezwartościowy kicz, „napompowane balony”, które w kontekście prawdziwych wyzwań życiowych i prawdziwych przejawów piękna i miłości serca ludzkiego, mówiąc językiem psalmu, są „jak plewa, którą wiatr rozmiata, a która nie może się ostać” (por. Ps 1, 4–5). Czytając relacje, pamiętnik (?) Mariusza Zaruskiego, w wielu miejscach można było czytać z rozdziawioną buzią i zadziwionymi oczami, zdając sobie sprawę, do jakich rzeczy, do jakiego heroizmu był zdolny ten człowiek. Jako pierwsze czymś wspaniałym na kartach „Na bezdrożach tatrzańskich” jest zachwyt pana Mariusza pięknem Tatr, dowartościowanie ich ponadczasowości. I te jego komentarze, które mówią o spotkania z czymś, co nie tylko przekracza granice geograficzne, ale i ludzkie, a wreszcie jest otarciem się o mistykę! Cytaty na poparcie tego: „Tatry są naszą pustynną świątynią; z nich siła ożywcza promienieje na całą krainę, gdzie mowa polska rozbrzmiewa”; „Wartość Tatr dla naszego społeczeństwa jest niematerialnej natury. Nie lasy, nie hale, nie granit stanowią skarb bezcenny, którego strzec czujnie należy, lecz urok pustynnych tych obszarów, majestat jakiejś wielkiej świątyni przyrody”. . Druga perełka, którą odnalazłem w książce, to heroizm jego serca w kontekście odkrywania, badania i opisywania tychże gór. Sądzę, że my, którzy dziś doskonale wiemy: co to Tatrzański Parka Narodowy, którędy wiodą dostępne dla ogółu turystów trasy na Giewont (wchodząc od wschodu albo od zachodu; trzecia możliwa — no strony Czerwonych Wierchów 😊),w których miejscach są schroniska z noclegiem, ciepłymi posiłkami i niekiedy innymi jeszcze atrakcjami, nie tak łatwo zdajemy sobie sprawę, ile heroizmu ducha oraz ile wysiłku fizycznego wymagało udawanie się w miejsca, w których do tamtej pory nikt z turystów nie był, a które pan Zaruski wraz ze swoją kompanią nawiedził jako pierwszy. A co jeszcze bardziej zadziwiające — cześć tych odkryć, tras wycieczek albo miejsc właśnie została przez niego dokonanych zimą! Książka wyraźnie akcentuje, że w tamtych czasach, na początku XX wieku, udanie się na wycieczkę na jakiś szczyt w zimie dla niektórych było wręcz niewyobrażalne! Przez niego. Zaruskiego, zostało odkrytych też wiele jaskiń! . Trzecia perełka. Najcenniejsze dla mnie w tej książce było spotkanie się ze świadectwem o człowieku, który nie tylko, że zachwycał się górami jako przepięknym „echem bezkresów wieczności”, człowiekiem, który smakując „pokarm gór”, starał się przybliżać go innym, dzielił się z innymi, ale który wreszcie z niewyobrażalnym wręcz zaparciem się siebie RATOWAŁ LUDZI — niekiedy dziwnych i naiwnych turystów, którzy bez jego i jego kompanii ogromnie ofiarniczej posługi, wypraw (często nocnych i wielodniowych),niechybnie zginęliby. Uważam, że należy to podkreślić szczególnie w kontekście naszych czasów, w których spotykamy zachwyt jakimś napompowanym kiczem pseudokultury, w których wysoki poziom egoistycznej konsumpcji niestety skutecznie zablokował w wielu ludziach zdolność i chęć dzielenia się tym, co piękne i wartościowe, w których przesycenie obrazami okrucieństwa i przemocy stępiło wrażliwość na cierpienie, a nawet zagrożenie życia, którego doświadcza człowiek obok nas będący. Czy każdemu z nas, który — o ile to możliwe — nawet co roku udajemy się w Tatry jest jasne, że ten trzeci akcent, wielkość serca pana Mariusza, zaowocowała powstaniem GOPR`u, Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego? Czy dziś, słysząc w górach odgłos helikoptera spieszącego komuś na ratunek, wszyscy mamy przed oczyma choćby jedną z wypraw pana Mariusza, która jemu i kompanom groziła nie tylko utratą zdrowia, ale i życia? Aby wzmocnić wartość jego wkładu w powstanie tego, co dla nas dziś jest oczywiste i może nie wzbudza najmniejszego poczucia sensacji, podzielę się tym, co następuje. Najbardziej wstrząsający w całej książce był dla mnie opis tej wyprawy pana Mariusza dla ratowania nieszczęsnych wycieczkowiczów, w której on i towarzysz doszli do takiego wyczerpania (fizycznego, ale i psychicznego),że omal sami nie umarli. Nota bene! — w niedalekiej odległości od tego, którego przyszli ratować. I wtedy, jak czytamy, zapadła drastyczna decyzja: aby obok martwego turysty nie pozostały jeszcze dwa ciała samych ratowników — konieczny jest odwrót… Wydaje mi się, że każdy, kto czyta takie świadectwo, będzie inaczej myślał o górskich ratownikach czy odgłosie helikoptera, gdyż będzie wiedział, co dzieło się kiedyś, a było doświadczeniem autora książki, i co doprowadziło do powstania wspomnianej służby. . Jeszcze jedno. Poprzez lekturę tej książki czytelnik może odnaleźć impuls, którym — dzięki swemu potężnemu doświadczeniu tatrzańskiemu — Mariusz Zaruski zapewne chętnie poruszyłby młode pokolenie, ale także i innych, starszych, a dzięki któremu KSZTAŁTOWAŁBY SIĘ CZŁOWIEK: człowiek zahartowany, odważny, silny duchem i odpowiedzialny. W opowieści autora można zauważyć, że już wtedy ubolewał on nad słabą kondycją (psychiczną, moralną) człowieka. Co powiedziałby w czasach, gdy heroiczności niektórych była i jest kształtowana przez „odwagę” potrzebną do klikania w świecie gry komputerowej, albo przez niby odważne nocne, nie pozwalające innym spać wojaże na motorze przez środek wielkiego miasta? Dla niego nawet sala sportowa jawi się jako coś niewystarczające do formowania człowieka prawdziwie odważnego i zahartowanego duchem. Cytaty: „Istotą taternictwa jest walka. Walka z przeciwnościami i niebezpieczeństwami świata tatrzańskiego; w konkluzji ostatecznej - walka z samym sobą. I z tego też powodu nie jest ono sportem. Albowiem treścią sportu każdego jest wyścig, w zdobycie rekordu, zwyciężenie innego człowieka. Tu zaś idzie o zdobycie turni i zwyciężenie siebie samego”; „Niebezpieczeństwo, grożące życiu, budzi instynktowny opór, powoduje walkę, a ta jest niczym innym jak ćwiczeniem, doprowadzonym do granic doskonałości w odniesieniu, naturalnie, do sił danej jednostki”. Oczywiście nie znaczy to, aby autor książki zachęcał nas do udania się w Tatry i wyszukiwania ekstremalnych sytuacji ku zagrożeniu zdrowia i życia. Chce on raczej powiedzieć, iż prawdziwość i głębokość tatrzańskiego doświadczenia jest szkołą życia o wiele większej wartości niż jakikolwiek sport czy ćwiczenia, których my, w przewadze „miejscy turyści” się chwytamy. Cytat? „...stwierdzam tylko fakt, że alpinizm wszelaki bez porównania dalej sięga w głąb jaźni współczesnego kulturalnego człowieka, niż on sam nieraz przypuszcza, i nie jest ani sportem, ani środkiem pedagogicznym, ale bezpośrednio z bezkresów wieczności wypływa”. . Uważam, że dla tych, co choć trochę otarli się o Tatry albo inne góry i doświadczyli tego swoistego „mysterium tremendum et fascinosum” (→ tajemnicy strasznej, ale i fascynującej),książka Mariusza Zaruskiego „Na bezdrożach tatrzańskich” będzie świetną pozycją dla lektury, ale i następujących po niej przemyśleń. . Na deser jeszcze jeden cytat. Dla uśmiechu, ale i dla czegoś więcej: - Kto są ci panowie z grubymi linami, czy to są kominiarze? - Nie, panie, to są turyści. - Co robią panowie turyści? - Chodzą po górach. - Dlaczego oni chodzą po górach, czy szukają złota lub skarbów? - Zgadłeś pan. Szukają skarbów, ukrytych w kształtach górskiej przyrody, widokiem tych skarbów napawają swe oczy, niewysłowiony czar ich wchłaniają całą treścią swej duszy do ostatniej kropelki, do dna - zupełnie tak, jak przed chwilą wchłonąłeś pan piwo ze swego kufla. Różnica w tym tylko, że kufel pański teraz już próżny, skarby gór zaś są niewyczerpane: odnawiają się wiecznie, z każdym słońcem wschodzącym powstają do nowego życia jak feniks ze śmiertelnych popiołów, bo one żyją, panie, i góry żyją. . ks. Paweł Kamola
xPaavils Kamola - awatar xPaavils Kamola
oceniła na815 dni temu
Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy Artur Hajzer
Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy
Artur Hajzer
OCENA - 7/10 BARDZO DOBRA „KORONA ZIEMI – NIE PORADNIK ZDOBYWCY” Artura Hajzera to pasjonująca lektura, ukazująca historię zdobywania gór, lecz nie tylko, znajdziemy w niej również masę anegdot, ciekawych spostrzeżeń czy refleksji autora na temat współczesnego alpinizmu, opisów rywalizacji, nieczystych zagrań w środowisku himalaistów, aby być tym pierwszym na wierzchołku, co pozwalało zgarnąć popularność, sławę i pieniądze nie zawsze fair play. Ta książka pokazuje oblicze i majestat góry ich siłę i piękno, oraz człowieka na ich tle, który gotowy jest zrobić wszystko, aby stać się sławnym i rozpoznawalnym. Dzięki niej dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o których istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia, a przecież od dawna interesuję się tematyką górską. Pan Artur Hajzer jak detektyw czy śledczy dotarł do wielu sensacyjnych informacji i w przystępny sposób je przedstawił, przez co książkę czytało się z ogromnym zainteresowaniem i fascynacją. Dla mnie od zawsze Koroną Ziemi było zdobycie 7 szczytów na 7 kontynentach, ale po przeczytaniu tej książki nie jest to już takie oczywiste, program Seven Summits niesie za sobą trochę kontrowersji, a to za sprawą trzech list, które w odmienny sposób klasyfikują szczyty. Listę Jurgalskiego znam od lat, ale pojawiła się jeszcze lista Messnera i Bassa i one zasiały zamieszanie. Dzięki sporom czy dyskusją w tym zakresie niektórzy alpiniści wchodzą na 8, a nawet 9 szczytów, bo są tak zdezorientowani, co staje się zabawne zwłaszcza w XXI wieku, gdy wydaje się nam, że wszystko już zostało zbadane i odkryte. Nie zdradzając dalszych szczegółów, zapraszam wszystkich zainteresowanych do lektury, naprawdę warto przeczytać tę pozycją i poznać refleksje autora, oraz jego opinie o współczesnym himalaizmie, alpinizmie, rywalizacji, wspinaczce w nieco szerszym ujęciu niż znamy to z definicji ujętych w encyklopedii. Trzeba również wskazać, a przede wszystkim docenić ogrom pracy, jaki musiał włożył autor, aby zgromadzić te wszystkie ciekawe i sensacyjne informacje. Niewątpliwą zaletą książki jest narracja, użyty język oraz sposób, w jaki autor przedstawił nam to, co tak naprawdę dziś dzieje się w górach, o czym wielu z nas nie ma pojęcia. Pozycja zmusza nas do refleksji i oceny ludzkich zachowań zarówno w samych górach jak i poza nimi. Polecam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na72 lata temu
Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu Olga Morawska
Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu
Olga Morawska
OCENA - 8/10 REWELACJA „GÓRY NA OPAK - CZYLI ROZMOWY O CZEKANIU” Olgi Morawskiej to bardzo interesująca książka. Takich książek na rynku jest stosunkowo mało, które opisują tę drugą stronę górskich wypraw, a mianowicie o tych którzy czekają na swoich bliskich, starając się zrozumieć ich pasję, miłość do gór i często zadają sobie pytanie, dlaczego ich ukochani podejmują tak duże ryzyko, wspinając się na najwyższe góry świata. Autorka podjęła się bardzo odważnego zadania, bowiem zebrała zbiór wypowiedzi, wywiadów, które nie są łatwe, zwłaszcza kiedy straci się tę najbliższą osobę w górach. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, co przeżywają wszyscy Ci, którzy w góry nie chodzą, ale mają wsród swoich bliskich, maniaków górskich wspinaczek. Książka w mojej ocenie bardzo osobista, ponieważ autorka sama straciła swojego męża, który zginął w roku 2009 podczas wyprawy na Dhaulagari (8167 m),więc doskonale wie co czują członkowie rodzin, w jakiej są traumie i jak trudno godzić się z taką stratą. Relacja ta łapie za serce, wprawdzie nie wszystkie wywiady czy rozmowy będą w pełni interesujące, to jednak będzie nam towarzyszyć podczas czytania spora dawka emocji, wzruszeń a nawet łez. Książka ta z pewnością nie jest lekką lekturą po porusza bardzo trudne tematy, trzeba mieć tego świadomość i wybrać dla siebie odpowiedni moment na przeczytanie. Nie zmienia to faktu, że jest to prawdziwa gratka dla fanów górskich relacji, nie tylko. Uważam, że czytelnik mniej obeznany w tematyce górskiej, również z tej książki wyciągnie coś dla siebie, dlatego zachęcam do jej przeczytania bo naprawdę warto. Na zakończenie chciałbym wspomnieć o przepięknych zdjęciach, których autorem był zmarły mąż Pani Olgi Morawskiej, ukazują one bowiem surowość oraz prawdziwe oblicze gór. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki K2 8611 m. Ostatnia bariera

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki K2 8611 m. Ostatnia bariera