rozwińzwiń

Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą

Okładka książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą autora Bruno Schulz, 9788373272125
Okładka książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą
Bruno Schulz Wydawnictwo: Greg Ekranizacje: Sanatorium Pod Klepsydrą według Braci Quay (2025) literatura piękna
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7327-212-5
Ekranizacje:
Sanatorium Pod Klepsydrą według Braci Quay (2025)
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą



książek na półce przeczytane 448 napisanych opinii 132

Oceny książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą

Średnia ocen
5,9 / 10
72 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą

avatar
221
3

Na półkach:

Uwielbiam literaturę piękną i książki pisane poetyckim językiem, ale chyba przez dłuższy czas po nic podobnego nie sięgnę. Ogromnie wymęczyły mnie te opowiadania. To jest dosłownie o niczym; coś, co spodobałoby mi się w krótkiej opowieści, ale ok. 300 stron samych dziwnych, wymyślnych metafor i opisów pogody? Jak dla mnie trochę za dużo. Przerost formy nad treścią.

Uwielbiam literaturę piękną i książki pisane poetyckim językiem, ale chyba przez dłuższy czas po nic podobnego nie sięgnę. Ogromnie wymęczyły mnie te opowiadania. To jest dosłownie o niczym; coś, co spodobałoby mi się w krótkiej opowieści, ale ok. 300 stron samych dziwnych, wymyślnych metafor i opisów pogody? Jak dla mnie trochę za dużo. Przerost formy nad treścią.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
189
181

Na półkach:

MIT ZAŁOŻYCIELSKI
Gwiazdki wybiłyby poza skalę po sto kroć, gdyż jest to jedna z trzech książek budujących moją miłość do literatury, ale sęk w tym, że jest tu za mało gwiazdek.

Znam wielu takich jak ja, którzy nawet po latach widzą szycia i pakuły tego arcydzieła, ale sentyment i mgła nostalgii przyćmiewa racjonalizm.

Można iść tropami, Meyrlink i jego genialny Golem, Mann, Proust.
Bruno był pierwszy w naszej niszy i niewątpliwie jest ojcem założycielem tłustej prozy poetyckiej, a może nawet poetyckiej proxy.

I ta sztetlowość niczym inkluzje w bursztynach, które nam bezpowrotnie zniszczyli potomkowie niemieckich filozofów.

I ta naftowa Galicja, której ślady można jeszcze odczytać w układzie choćby Gorlic.

I ten cień wielkiej prozy, która jest gdzieś ukryta, ale nadal nie ma komu jej odkryć czyli mitologiczna księga - Mesjasz, toż to nasz galicyjski Święty Graal.

I te polichromie z dziecięcego pokoju gestapowca, które zdjęto ostrożnie i wywieziono, żeby je podziwiać gdzieś na bliskim wschodzie.
Mówię sobie - a może i dobrze, tam by podeszły wilgocią i zjadłby je grzyb, a zgniły tynk spadł między kapsle, szkło i puszki.

Kiedyś oglądałem film - Uratowane z potopu, o wyłowionej z Wisły kamieniarce warszawskich pałaców, które skrzętnie skuli Szwedzi, praktycznie skuli nam cały renesans i barok z fasad, ale nie wszystkie dowieźli.
W filmie występują szwedzcy historycy i mówią ze stoickim spokojem, że w zasadzie to oni tylko zamrozili nasze dziedzictwo, które by uległo zagładzie podczas innych wojen, więc te skarby wciąż istnieją nienaruszone. Trudno im odmówić racji.
I być może tak jest w przypadku Schulzowych, naściennych grafik.

Chyba nikt bardziej w literaturze nie uosabia tęsknoty za snem tamtych czasów od Bruna.
No i wreszcie przesłynny film o cofaniu czasu z wspaniałym Nowickim.

MIT ZAŁOŻYCIELSKI
Gwiazdki wybiłyby poza skalę po sto kroć, gdyż jest to jedna z trzech książek budujących moją miłość do literatury, ale sęk w tym, że jest tu za mało gwiazdek.

Znam wielu takich jak ja, którzy nawet po latach widzą szycia i pakuły tego arcydzieła, ale sentyment i mgła nostalgii przyćmiewa racjonalizm.

Można iść tropami, Meyrlink i jego genialny Golem,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
315
21

Na półkach: , , , , , ,

"Sklepy cynamonowe", "Sanatorium pod klepsydrą" czyli 'tamte lata, tamte dni...'/'czy to jawa czy sen?'

"Sklepy cynamonowe", "Sanatorium pod klepsydrą" czyli 'tamte lata, tamte dni...'/'czy to jawa czy sen?'

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

5165 użytkowników ma tytuł Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą na półkach głównych
  • 3 671
  • 1 441
  • 53
1017 użytkowników ma tytuł Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą na półkach dodatkowych
  • 623
  • 220
  • 77
  • 30
  • 27
  • 24
  • 16

Tagi i tematy do książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka polskiego Stanisław Baliński, Jan Barszczewski, Wacław Filochowski, Konstanty Górski, Stefan Grabiński, Józef Korzeniowski, Zygmunt Krasiński, Antoni Lange, Stanisław Lem, Bolesław Leśmian, Janusz Meissner, Franciszek Mirandola, Anna Olimpia Mostowska, Józef Maksymilian Ossoliński, Józef Relidzyński, Władysław Stanisław Reymont, Bruno Schulz, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Józef Tyszkiewicz, Sygurd Wiśniowski, Roman Zmorski
Ocena 7,5
Opowieści niesamowite z języka polskiego Stanisław Baliński, Jan Barszczewski, Wacław Filochowski, Konstanty Górski, Stefan Grabiński, Józef Korzeniowski, Zygmunt Krasiński, Antoni Lange, Stanisław Lem, Bolesław Leśmian, Janusz Meissner, Franciszek Mirandola, Anna Olimpia Mostowska, Józef Maksymilian Ossoliński, Józef Relidzyński, Władysław Stanisław Reymont, Bruno Schulz, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Józef Tyszkiewicz, Sygurd Wiśniowski, Roman Zmorski
Bruno Schulz
Bruno Schulz
Polski prozaik żydowskiego pochodzenia, grafik, malarz, rysownik i krytyk literacki. Urodził się 12 lipca 1892 r. w Drohobyczu koło Lwowa, w rodzinie zasymilowanych Żydów. Był nieślubnym, trzecim i najmłodszym dzieckiem 46-letniego Jakuba Schulza, kupca bławatnego, i Henrietty Kuhmärker, córki zamożnego handlarza drewnem. Po narodzinach Brunona rodzice zawarli związek małżeński. Dziecko zostało rytualnie obrzezane i pozostawało wraz z rodziną w żydowskiej gminie wyznaniowej. W rodzinie Schulza nie kultywowano jednak tradycji żydowskich i mówiono tylko po polsku. Studiował na politechnice, ale nigdy nie ukończył studiów. Pracował jako nauczyciel rysunku i prac ręcznych w szkole w rodzinnym mieście, gdzie wystawiał także swoje prace. Być może nigdy nie byłby postacią znaną poza Drohobyczem, gdyby nie pomoc i pośrednictwo znajomych. Ich zabiegi umożliwiły w 1933 roku spotkanie z Zofią Nałkowską, które było dla pisarza przełomem w karierze literackiej. Nałkowska bardzo ciepło przyjęła przywieziony do stolicy rękopis Sklepów cynamonowych i wkrótce pomogła w ich wydaniu. Opowiadania ukazały się nakładem wydawnictwa „Rój”, z datą 1934. Książka wywołała entuzjastyczne recenzje jednej grupy krytyków i niechętne komentarze drugiej, głównie związanej ze środowiskiem narodowej prawicy. Niemal z dnia na dzień Schulz z anonimowego pisarza stał się w polskim środowisku literackim znaną postacią. Wcześniej (1933) Schulz zadebiutował w „Wiadomościach Literackich” opowiadaniem Ptaki. Dorobek pisarski Schulza jest skromny ilościowo – to raptem dwa tomy opowiadań: Sklepy cynamonowe oraz Sanatorium pod Klepsydrą, a także kilka utworów, których pisarz nie włączył do pierwodruków wspomnianych zbiorów. Warto wspomnieć także o zbiorze listów Księga listów wydanym w 1975 r. oraz o szkicach krytycznych, które Schulz publikował na łamach prasy. Niektóre utwory Schulza zaginęły: opowiadania z początku lat 40. wysłane przez pisarza do kilku pism oraz szkice powieści Mesjasz. Cykle opowiadań Sklepy cynamonowe i Sanatorium pod Klepsydrą to swoisty opis życia małomiasteczkowych polskich Żydów i autobiografia pisarza utrzymana w poetyce snu. Zaciera się tu granica między rzeczywistością a mitem. Autor podróżuje po krainie dzieciństwa, które widzi jako najważniejszy okres w życiu człowieka. Czas wydaje się zataczać koła, powtarzalność pór roku i dnia ma pierwszeństwo przed linearnym następstwem zdarzeń. Głównym bohaterem opowiadań jest Józef, odzwierciedlenie samego autora. Obok niego pojawia się Jakub, ojciec bohatera: bajarz, demiurg, cudotwórca. O ile mężczyzna u Schulza wydaje się uosobieniem intelektu, o tyle kobiety utożsamiane są z materią, z tym, co praktyczne, a nie poetyckie – nie umniejsza to jednak erotycznej fascynacji nimi, ani siły, z jaką wpływają na bohaterów. Rzeczywistość wokół bohatera wydaje się żyć w pełni niezależnie, ożywa tu niemal każdy przedmiot. Charakterystyczny jest język tej prozy: niebywale bogaty, poetycki, pełen archaizmów, jak gdyby Schulz odkrywał na nowo pierwotne znaczenie słów. Świat opisywany w opowiadaniach Schulza opiera się na doświadczeniu osobistym, bohater nosi wyraźne cechy samego pisarza, jednak jest on czymś więcej niż odbiciem rzeczywistości. Już sam autor określił swoją metodę jako „mityzację rzeczywistości” i metoda ta stała się ważnym pojęciem interpretacyjnym. Przedstawione historie wpisują się w porządek mityczny, noszą cechy uniwersalne. W autorskiej przedmowie do Sklepów cynamonowych czytamy: „W książce tej podjęto próbę wydobycia dziejów pewnej rodziny, pewnego domu na prowincji nie z ich realnych elementów, zdarzeń, charakterów czy prawdziwych losów, lecz poszukując ponad nimi mitycznej treści, sensu ostatecznego owej historii”. Najistotniejszym dla pisarstwa Schulza jest mit narodzin, początków życia, wiążący się również z próbami dotarcia do pierwotnego sensu słów i odnalezienia jedności świata. Niezwykle rozbudowana metaforyka służy temu właśnie celowi – odnalezieniu podstawowych znaczeń (podobnie jak w Biblii „na początku było Słowo”),poprzez zestawianie wyrazów na nowo w poezję. Już na tym poziomie odczytania pojawiają się różne stanowiska: wielu badaczy, głównie żydowskich, objaśnia całość zjawisk w twórczości Schulza z pozycji filozofii i mistyki judaistycznej, inni dowodzą, że kabała jest tylko jednym z wielu tropów interpretacyjnych. Dowodów na związki Schulza z mistyką kabalistyczną dostarcza np. praca Księga blasku. Traktat o kabale w prozie Brunona Schulza Władysława Panasa. Innym ważnym elementem konstrukcyjnym jest dychotomia ekspansji i regresji, wpisana w naturalny porządek życia człowieka: jego młodość i starość. Ekspansja wiąże się z przygodą, bujnością, rozkwitem, wiosną, ale i z błądzeniem, nierzadko w labiryntach (dostrzegano w tych wędrówkach związki z psychoanalizą Zygmunta Freuda i psychologią głębi Carla Gustava Junga). Punktem wyjścia i powrotu jest zawsze dom rodzinny przy Rynku w Drohobyczu, będący niejako środkiem wszechświata, miejscem realnym i wypełnionym znaczeniami. Im dalej od domu, tym bardziej rzeczywistość staje się niekonkretna, zacierają się jej kontury i sens zdarzeń. Erotyzm w opowiadaniach nie jest wyeksponowany w sposób bezpośredni, jak to ma miejsce w rysunkach i grafikach. Opiera się raczej na pewnej aurze, nagromadzeniu symboli czy mniej lub bardziej ukrytych znaczeń. Ważnymi motywami są inicjacja oraz płodność pokazana przez następstwo pór roku m.in. w opowiadaniu Wiosna. Wiosna to także rewolucja, wywracanie istniejącego porządku, atak na świętości (warto przypomnieć, że Schulz wychowywał się w świecie jak się wówczas wydawało trwałej C.K. Monarchii, której gwarantem był panujący przez kilkadziesiąt lat cesarz Franciszek Józef I). Młody bohater, inspirowany fantastycznymi historiami królewskich dynastii, marzeniami o przewrocie i istnieniem bocznych odnóg czasu, chce dotrzeć do tajemnicy bytu. Poszukuje Księgi, „matki wszystkich ksiąg”, rzekomo zawierającej odpowiedzi na podstawowe pytania (Księga bywa również interesująco łączona z judaizmem i Torą). Ważną rolę odgrywa markownik ze znaczkami pocztowymi, których egzotyka ujawnia typową w czasach Schulza fascynację dalekimi lądami. Twórczość Schulza porównuje się do modernistycznego ekspresjonizmu Franza Kafki, łączy się ją także z surrealizmem, kreacjonizmem, psychoanalizą. Sam Schulz cenił twórczość Rainera Marii Rilkego, Kafki i Tomasza Manna. Do niedawna Schulzowi przypisywano autorstwo pierwszego polskiego przekładu Procesu Kafki. Obecnie większość badaczy jest przekonana, iż tłumaczenia powieści dokonała jego narzeczona, Józefina Szelińska, znana czytelnikom z dedykacji do Sanatorium pod Klepsydrą. Pisarz jedynie użyczył swojego nazwiska po przejrzeniu pracy i dokonaniu niewielkich korekt. Bruno Schulz zginął 19 listopada 1942 r., około południa. Został zastrzelony na ulicy w czasie akcji odwetowej gestapowców. Schulz zginął około 100 metrów od swego pierwszego domu rodzinnego przy Rynku. Ciało pisarza cały dzień leżało na ulicy, gdyż nie pozwolono go pochować. Przypuszcza się, że zostało złożone we wspólnej mogile, której po wojnie nie udało się odnaleźć. Do grzebania zwłok Schulza przyznaje się kilka osób, każda podaje inną lokalizację i okoliczności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na1029 dni temu
Kubuś Fatalista i jego pan Denis Diderot
Kubuś Fatalista i jego pan
Denis Diderot
Czasami zdarza się, że książka, po którą sięgamy z pewną niepewnością, głównie dlatego, że powstała ponad dwieście lat temu, okazuje się zaskakująco świeża. Długo zwlekałam z lekturą tej powieści, obawiając się spotkania raczej z literackim zabytkiem niż żywym tekstem. Tymczasem okazało się, że to utwór niezwykle dynamiczny, pełen humoru i błyskotliwych dialogów. Książka, która nie tylko się nie zestarzała, ale momentami wydaje się wręcz zadziwiająco współczesna. Jednym z powodów tej ponadczasowości jest forma literacka, która nawet dziś robi wrażenie swoją śmiałością. Diderot nie opowiada historii linearnie, lecz prowadzi grę z czytelnikiem: przerywa opowieści, wprowadza dygresje, zwraca się bezpośrednio do odbiorcy i komentuje własną narrację. Dzięki temu powieść przypomina żywą rozmowę, a nie zamkniętą, uporządkowaną historię. Ten sposób narracji, dziś kojarzony raczej z literaturą XX i XXI wieku, w XVIII wieku musiał być prawdziwą rewolucją. Ogromną przyjemność sprawiają także dialogi między Kubusiem a jego panem. Ich rozmowy są żywe, pełne ironii i humoru, a zarazem niosą wiele trafnych obserwacji o ludzkiej naturze. Diderot z niezwykłą lekkością łączy refleksję filozoficzną z anegdotą i dowcipem. Bohaterowie droczą się ze sobą, przerywają sobie nawzajem opowieści, wdają się w spory i rozważania prowadzące do zaskakujących wniosków. Szczególnie interesujący jest sam Kubuś. Choć jest sługą, okazuje się postacią niezwykle inteligentną i przenikliwą. To on najczęściej formułuje refleksje o świecie i ludzkim losie. Jego przekonanie, że „wszystko, co nas spotyka na świecie, dobrego i złego, zapisane jest w górze”, staje się punktem wyjścia do rozważań o przeznaczeniu i wolności człowieka. Pytanie o to, na ile mamy wpływ na własne życie, a na ile jesteśmy tylko uczestnikami wydarzeń, które i tak musiały się zdarzyć, pozostaje równie aktualne dziś jak w XVIII wieku. Powieść zachwyca także sposobem opowiadania historii. Kolejne anegdoty i epizody, często z pozoru błahe lub humorystyczne, prowadzą do refleksji o ludzkich słabościach, ambicjach czy złudzeniach. Każda z tych historii niesie ze sobą morał, ale nie jest on podany nachalnie, wyłania się naturalnie z przebiegu wydarzeń, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych przemyśleń. Wiele z tych refleksji brzmi dziś niezwykle trafnie, jak choćby spostrzeżenie: „Człowiek nie wie ani czego chce, ani co czyni; idzie za swym urojeniem, które mieni rozumem.” Takie zdania pokazują, że pod lekką, anegdotyczną formą kryje się wnikliwa analiza ludzkiej natury. Nie bez znaczenia jest również atmosfera podróży bohaterów. Kubuś i jego pan jadą nie wiadomo skąd i dokąd, zatrzymują się w gospodach, spotykają różnych ludzi i słuchają ich historii. Ta wędrówka staje się metaforą życia, drogi, której sens odkrywamy raczej w rozmowie, refleksji i doświadczeniu niż w samym celu podróży. Dla mnie jest to jedno z tych literackich odkryć, które przynoszą prawdziwą satysfakcję. Długo odkładałam tę książkę, ale dziś cieszę się, że wreszcie po nią sięgnęłam. Okazało się, że jest to dzieło żywe, inteligentne i aktualne. Powieść, która potrafi bawić, zaskakiwać i zmuszać do refleksji nawet ponad dwa stulecia po swoim powstaniu.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na93 dni temu
Wesele w Atomicach Sławomir Mrożek
Wesele w Atomicach
Sławomir Mrożek
Atomice to niby zwyczajna wieś, gdzieś w Polsce. W dni powszednie dzieci idą do szkoły albo na uniwersytety. Dzieją się tu zwyczajne historie. Ale w Atomicach słychać, z dumą wypowiadane, słowa: "Wysoko ci u nas technika stanęła! Oj, wysoko!". Uniwersytety zaliczone, można przed kumem błysnąć rozumem, powołać się na niejakiego Sartre'a lub inszego klasyka. Chociaż wciąż jeszcze gwara bliższa atomiczanom niż ogólnopolski wzorzec polszczyzny. Odrzutowce startujące z atomickiego portu lotniczego umilają mieszkańcom wioski życie głośnym wyciem silników, zastępującym śpiew ptaków, których od dawna nikt tu nie widział. Postęp ambitnie wkroczył do wsi i na nowo urządził rzeczywistość. Ktoś wpadł na pomysł, aby wyprostować rzekę i zmienić kierunek, w którym popłynie, przez co jeden kum musi pływać łódką po swoim podwórku, a droga do kościoła strasznie się wszystkim wydłużyła. Potem wycięto las i zamieniono go na pustynię, a na pustyni w sąsiedztwie wsi posadzono las. Bo trzeba wycinać i sadzić lasy.......... Zaraz, zaraz, gdzie ja to kilka dni temu słyszałam!? Już wiem! W naszym sejmie! Jedna pani z tej zmiany, co to dobra być miała, wygłosiła myśl, że:" Lasy w Polsce trzeba wycinać, żeby mogły rosnąć nowe lasy". Bardzo to mądra uwaga oparta zapewne na wnikliwych analizach naukowych. No, chyba że pani, która tę złotą myśl wyartykułowała, dziecięciem będąc, Mistrza Mrożka w szkole przeczytała i zrozumiała wszystko dosłownie. A co tam, nie ma sensu przejmować się pustyniami i odrzutowcami, gdyż mieszkańcy Atomic idą się bawić na weselu. Oczepiny panny młodej celebrowano przy muzyce dodekafonicznej, potem były ludowe przyśpiewki. Ktoś, komuś zbyt złośliwe odśpiewał, wódka w głowach szumiała, muzykanci ochoczo piłowali na swoich instrumentach. I jak to często na wiejskich weselach bywa, wybuchła bijatyka, która skończyła się użyciem broni. Niestety tylko jeden weselnik miał broń konwencjonalną, czyli nóż. Inni byli uzbrojeni atomowo. I co dalej? Dalej to już tylko: "ciemno wszędzie, głucho wszędzie ...". Mistrzowi Mrożkowi dziękuję za zwykłe codzienne historie odbite w krzywych zwierciadłach groteski. Dziękuję za ciągłe zdziwienie i odkrywanie na nowo dobrze znanych sytuacji. Za ten śmiech, chociaż czasem przerywany zgrzytaniem zębów. Czasem zamykam oczy i czuję się jakbym była w centrum Atomic. Skąd, ponad pół wieku temu wiedziałeś Mistrzu, jaki będzie nasz obecny świat? Przeczytane w ramach wrześniowego wyzwania LC: książka o wsi i z motywami chłopskimi.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na102 lata temu
Dramaty t. I Stanisław Ignacy Witkiewicz
Dramaty t. I
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Nie mógłbym dzisiaj stwierdzić, że odczuwam niedosyt dziwności. Postawienie tezy o moich logicznie uporządkowanych wrażeniach, wydałoby się nieuzasadnione i bardzo karkołomne. Bo jak znaleźć logikę w sztucznych jaźniach wytworzonych przez Stanisława Ignacego Witkiewicza? W jaki sposób podejść do karykatur uczuć w zdeformowanym świecie jego dramatów? Po co interesować się perwersyjnie uprawianą sztuką, pełną "fazdrygulstwa i gnypalstwa"? Otóż po to, aby bawić się zanarchizowanymi myślami, z wręcz koronkowo wykończoną projekcją innego wymiaru istnienia. Żeby domacać się ciemnych punktów na naszych własnych i niezbadanych duszach. Aby szukać dojrzałości w próbach dalekowzrocznego postrzegania tego, co nas otacza. Wreszcie być może dlatego, żeby samemu odkrywać i analizować metafizyczny i psychiczny ekshibicjonizm pisarza, któremu towarzyszył twórczy obłęd. Ujęła mnie dialektyka, dzięki której jestem nieco dalej od tego aby zwariować, a o wiele bliżej od zrozumienia istnienia. Udał mu się ten humbug. Dobrze mu wyszło ordynarne odkrywanie prawd, które na koniec stają się banalnie proste. Z rozreklamowanych odczuć zrobił myślowe eksperymenty i przerobił je finalnie na zupełną blagę. To wszystko jest w błyskotliwym stylu Witkiewicza. Na tym polega wielkość jego twórczości. Na metafizycznych stylizacjach codziennych ludzkich problemów. Lubię dokopywać się do esencji nonszalanckich tekstów tego "zakopiańskiego zagwazdrańca". Odczuwam rozkosz z usprawiedliwiania przez niego obrzydliwego bytu, jaki jest naszym obowiązkiem na ziemskim padole. Jednocześnie bardzo sobie cenię umiejętność Witkacego w doszukiwaniu się sensu w ogólnej kompozycji jaką jest życie. Czy to stanowi fragment jego swobodnej "Czystej formy", tego nie wiem. W każdym razie mam ogromny szacunek do tak abstrakcyjnych konstrukcji myślowych. Podczas lektury dramatów Witkiewicza, czułem się czasami jak psychicznie gwałcony przez jego degrengoladę. Jednak to, co może się wydać moralnym upadkiem, jest próbą uwypuklenia przestróg dla ludzkości poprzez czysty nonsens. Tonięcie w wątpliwościach bywa dobrą okazją do lepszego poznania naszych ludzkich ziemskich powłok. Tak się chociażby dzieje w krótkim intermezzo, jakim jest nawiązanie do wyspiańskich elementów w "Szewcach". Ten chocholi łącznik pomiędzy odmiennymi światami dwóch pisarzy, stanowi spotęgowane do ostatnich granic ostrzeżenie przed spuszczonymi z łańcucha pożądaniem i żalem. To wstawka osiągająca wieszcze wymiary, którą sam autor mógłby nazwać szkorbutem społeczeństwa. Stanisław Ignacy Witkiewicz posiadał niezmiernie otwarty umysł na wszelkie formy myślenia. Bardzo mu tego zazdroszczę i zamierzam się wiele nauczyć, mierząc się z jego literaturą. Dyskusje o roli sztuki, przeświecające przez odkrywane przeze mnie dzieła, przeplatały się z głębinami istnienia, których geometria stanowi nieporównywalny z czymś innym majstersztyk. Nasz widzialny świat jest niczym przy ogromie witkiewiczowskich gmachów, wzniesionych przy okazji odkrywania lekarstwa na choroby ludzkości. W mojej głowie na zawsze pozostanie ten metafizyczny geniusz, którego przykłady odczułem podczas ostatnich kilku dni.
czytający - awatar czytający
ocenił na78 lat temu
Panna Nikt Tomek Tryzna
Panna Nikt
Tomek Tryzna
O tym, jak obudzić w kimś zło. Piętnastoletnia Marysia wraz z rodzicami i rodzeństwem przeprowadza się ze wsi do Wałbrzycha, rozpoczyna naukę w nowej szkole i walczy o akceptację nowych koleżanek. Przyznam szczerze, kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć. Tym, co się w tej książce wybija na pierwszy plan, jest znaczne umrocznienie i przeogromne dawki oniryzmu pojawiające się kompletnie znienacka. Wnioskując z mojego wcześniejszego doświadczenia z Tomkiem Tryzną ("Idź, kochaj"),są to charakterystyczne cechy jego stylu. Nie mogę powiedzieć, żebym była fanką tych rozwiązań. Jest to historia o trudach dorastania, o popadaniu w niewłaściwe towarzystwo i rozpaczliwych próbach przypodobania się nowym znajomym, nawet kosztem samego siebie. To jest ważny temat, ale problemem jest tutaj sposób jego uchwycenia. Gdybym miała tę książkę opisać za pomocą jednego słowa, byłaby to "przesada". Mam wrażenie, że to kolejna książka, której autor chciał za bardzo i przez to trochę zaprzepaścił niezły pomysł. Marysia początkowo jest dziewczynką bardzo naiwną, infantylną i religijną w sposób, który można by interpretować niemal jako nerwicę eklezjogenną. Z czasem jednak, pod wpływem nowych znajomości przemienia się w cyniczną, wyrachowaną dekadentkę, która za nic ma wszelką moralność. I trzeba przyznać, że łatwość i gwałtowność, z jaką ta zmiana następuje, jest co najmniej dyskusyjna (cała akcja książki obejmuje zaledwie trzy miesiące). Książkę czyta się całkiem dobrze mniej więcej do połowy i do tego momentu jeszcze da się wierzyć w tę historię. Ale potem jednak komuś trochę peron odjechał, za to symbolizm wszedł na pełnej petardzie. Wszystko tutaj jest niejasne, piętrowo manipulatorskie i naprawdę trudno się połapać, co z tego jest faktycznymi wydarzeniami, które miały miejsce w fabule, a co tylko wyobraźnią bohaterki. Brak tych onirycznych wstawek jest prawdopodobnie tym, czym film wygrywa z książką.
niedź - awatar niedź
ocenił na67 miesięcy temu

Cytaty z książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą

Więcej
Bruno Schulz Sklepy cynamonowe. Sanatorium Pod Klepsydrą Zobacz więcej
Bruno Schulz Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą Zobacz więcej
Bruno Schulz Sklepy cynamonowe. Sanatorium Pod Klepsydrą Zobacz więcej
Więcej