rozwińzwiń

Emigranci

Okładka książki Emigranci autora Sławomir Mrożek, 8388459694
Okładka książki Emigranci
Sławomir Mrożek Wydawnictwo: Noir sur Blanc utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
102 str. 1 godz. 42 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
102
Czas czytania
1 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
83-88459-69-4
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Emigranci w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Emigranci



książek na półce przeczytane 101 napisanych opinii 103

Oceny książki Emigranci

Średnia ocen
7,4 / 10
573 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Emigranci

avatar
2159
2159

Na półkach:

Przeczytaj, proszę, rekomendację LC.
Kto nie zna tego dzieła... ten trąba !!!
Klasyk, kult, zaliczany do arcydzieł polskiej literatury itd. itp.

Przeczytaj, proszę, rekomendację LC.
Kto nie zna tego dzieła... ten trąba !!!
Klasyk, kult, zaliczany do arcydzieł polskiej literatury itd. itp.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
101
103

Na półkach:

Mrożek mnie przestrasza. Zagląda przez futrynę. Sączy esencję ze mnie tego, którego się wstydzę. Udaję brak wstydu.
Dwóch panów. Niech będzie, że A oraz X. W obcym miejscu. Obcym mentalnie bardziej niż geograficznie. A jest kasiasty, X jakby uduchowiony. Szufladkowanie zresztą nie warte funta kłaków. Uduchowienie jak u karła, a zachłanność wcale nie jednoznaczna. I jest taki mrożkowy syk, coś jakby drutowanie. Że będzie dobrze ale przecież wiadomo, że nie będzie.
Można ciułać kasę. Można umysłową gorycz. A ja, czytając, mam wrażenie, że jestem winny. Że, z każdego z owych dwóch panów, to najgorsze mi się ostało. Że byłbym niżej niż oni. Różne są powody, by przejść przez futrynę. Tą właśnie, zza której wyziera Mrożek. Gdy wyglądam z nim rzadko jest przyjemnie. To nie jest wytchnienie. Kiedy będę potrzebował już tylko wytchnienia, będę stary. Nie chcę wytchnienia. Jeszcze chwilę nie.

Mrożek mnie przestrasza. Zagląda przez futrynę. Sączy esencję ze mnie tego, którego się wstydzę. Udaję brak wstydu.
Dwóch panów. Niech będzie, że A oraz X. W obcym miejscu. Obcym mentalnie bardziej niż geograficznie. A jest kasiasty, X jakby uduchowiony. Szufladkowanie zresztą nie warte funta kłaków. Uduchowienie jak u karła, a zachłanność wcale nie jednoznaczna. I jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
82
37

Na półkach: ,

Mrożek stworzył dwie, tak bardzo różne postacie, a tym samym pokazał bliskość ich problemów. W końcu wszyscy jesteśmy uwikłani w trudnej prozie życia, nawet dziś, choć rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż 30 lat temu.

Mrożek stworzył dwie, tak bardzo różne postacie, a tym samym pokazał bliskość ich problemów. W końcu wszyscy jesteśmy uwikłani w trudnej prozie życia, nawet dziś, choć rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż 30 lat temu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2105 użytkowników ma tytuł Emigranci na półkach głównych
  • 1 442
  • 650
  • 13
276 użytkowników ma tytuł Emigranci na półkach dodatkowych
  • 141
  • 50
  • 22
  • 20
  • 16
  • 14
  • 13

Tagi i tematy do książki Emigranci

Inne książki autora

Sławomir Mrożek
Sławomir Mrożek
Urodził się w Borzęcinie, jako syn kierownika poczty Antoniego Mrożka (1903–1987) i Zofii z domu Kędzior (1906–1949),córki przedsiębiorcy branży mleczarskiej. Pisarz był jednym z trojga dzieci małżeństwa Mrożków. Miał brata Jerzego (1928–1932) i siostrę Litosławę (1935–1995. Zadebiutował w 1950 jako rysownik, od 1953 publikował cykle rysunków w Przekroju. Pisał także krótkie humorystyczne artykuły pełne gier słownych i groteskowych sytuacji. Wydane w tym samym roku zbiory opowiadań: Opowiadania z Trzmielowej Góry oraz Półpancerze praktyczne stanowiły jego literacki debiut. W 1953 podpisał tzw. Apel Krakowski, wyrażający poparcie dla stalinowskich władz PRL po aresztowaniu pod sfabrykowanymi zarzutami duchownych katolickich, skazanych w sfingowanym procesie księży kurii krakowskiej i skazaniu na karę śmierci Edwarda Chachlicę, Michała Kowalika i księdza Józefa Lelitę. W 1963 roku wyjechał z żoną na wycieczkę do Włoch, gdzie postanowili nie wracać już do Polski. Po 5 latach wyemigrował do Francji, w 1978 roku otrzymując francuskie obywatelstwo. W 1968 na łamach prasy francuskiej opublikował list protestujący przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, a w grudniu 1981 zaprotestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1989 do 1996 mieszkał w Meksyku, a następnie na kilka lat powrócił do Polski. W 2002 przeszedł udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Skutkiem tego utracił możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii, która trwała około trzech lat, odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. W 2008 z powodów zdrowotnych powrócił do Francji, by osiąść w Nicei. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat Policja, wydany w 1958, utrzymana w klimacie absurdu, z którego stanie się znany, opowieść o policjantach w świecie, gdzie zanikła wszelka opozycja polityczna. Przez lata 50. i 60. stał się ważną postacią polskiej literatury, a absurdalność jego sztuk i opowiadań pozwalała mu oprzeć się cenzurze. Tango z 1964 przyniosło mu światową sławę i było wielokrotnie wystawiane na całym świecie. Był jednym z wiodących europejskich satyryków drugiej połowy XX wieku, wykazujący bezsensowność wielu współczesnych wydarzeń. Jego prace, dzięki kombinacji humoru, ciętego języka i groteski wykroczyły poza granice politycznych oraz ekonomicznych systemów, ujawniając ich podobieństwa i inne, śmieszniejsze, aspekty. Wiele z jego sztuk, w tym "Policja", "Męczeństwo Piotra Oheya", "Tango" czy "Striptiz" zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym angielski, niemiecki czy francuski i wystawiane wielokrotnie na deskach światowych teatrów. Sławomir Mrożek zmarł nad ranem 15 sierpnia 2013 w szpitalu w Nicei. ego prochy spoczęły w Panteonie Narodowym w Krakowie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 17 września 2013 w kościele Świętych Piotra i Pawła w Krakowie. Mszy świętej przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Iwona, księżniczka Burgunda Witold Gombrowicz
Iwona, księżniczka Burgunda
Witold Gombrowicz
Czas na Gombrowicza i jego dramaty zawsze jest zawsze dobry. Ponadczasowość, uniwersalizm mechanizmów i schematów działania systemów władzy i porządku społecznego, z doskonałą obserwacją natury ludzkiej wspisuje się w konwencję XXI wieku. "Iwona, księżniczka Burgunda" to sztuka Witolda Gombrowicza pubikowana w 1938 roku gdy nastroje społeczne w Europie mocno akcentowały nadchodzące zmiany i wrogość nacji i inności. Dekadenckość fikcyjno - hermetycznego świata dworu królewskiego, z etykietą konwenansów i systemem władzy, i wartości musi zmierzyć się prostą, nieśmiałą i milczącą Iwoną. Bierność i niewerbalność Iwony to demaskatorski wyraz na satyrę dworską z obłudą, fałszem i słabości dworzan, prowokując ich do coraz bardziej absurdalnych, patologicznych zachowań prowadzących do unicestwienia "niemego krzyku i inności". "Niemy krzyk i Inność" Iwony to konfrontacja z dworem królewskim, ich statusem społecznym, ekonomicznym czy dydaktycznym ? Powierzchowność fizyczno-umysłowa w kreacji z odbiciem lustrzanym obnaża wszystkie niedoskonałości i braki. Stabilizacja i porządek społeczny zostaje naruszony. Zhierarchizowana machina ruszyła. Teatr Polski w Bielsku-Białej obchodzi 135 lecie i ma w swoim repertuarze spektakl, na który serdecznie zapraszam. Gombrowicz skrojony na XXI wiek z uniwersalnością i ponadczasowością. Dystopijne futuro-fiction z estradowo - zabiegowym wybiehiem dla modelingu z nawiązaniem do kultowych modelek lat 80/90.XX, sekwencje z Jamesa Bonda, Lyncha kult ciała w neonowej scenografii. Groteskowość Gombrowicza doskonale wpisuje się w XXI wiek z Iwoną, która od 90 lat milczy wymownie. Wszechobecna cyfryzacja i medialność w dobie kultu ciała z cielesnym zaburzeniem dysmorficznym (BDD) i zniekształconym obrazem siebie i ciała wchodzacym w estetoreksją, i kompulsywnośc polubień, algorytmów. Byt i niebyt. Złożoność jednostki i jej relacji. Kreowana rzeczywistość z mową nienawiści, przemocą psychiczną przeciwko "inności ". "Inność" Iwony w roli Jańci w kostiumie "standardowym" , bezpieczny t-shert i jeansy doskonale kontrastuje z kreacjami pastelowych barw, by w odpowiednim momencie przystąpić do ataku, przywdziać zbroję czarnego stroju - czarnego charakteru. Przerysowanie, manipulacja i odrzucenie jednostki , która nie wpisuje się w przyjęte trendy. Inności boją się grupy. Zachwycona jestem wersją spektaklu, ascetyczna scenografia kontra kostium i środki wyrazu. Interpretacja i konwencja spektaklu wpisuje się w XXI wiek i gombrowiczowski dramat groteski. Spektakl bierze udział w XI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej KLASYKA ŻYWA. Twórcy Autor – Witold Gombrowicz Reżyseria – Lena Frankiewicz, Scenografia – Agata Stanula Kostiumy – Krystian Szymczak Choreografia – Agnieszka Kryst Reżyseria świateł – Damian Pawella Multimedia/ Video – Mateusz Zieliński Muzyka – Stefan Wesołowski Asystent reżyserki – Mateusz Wojtasiński Asystentka choreografki – Katarzyna Sikora Obsada Iwona – Anita Jancia Król Ignacy – Grzegorz Sikora Królowa Małgorzata – Marta Gzowska-Sawicka Książę Filip – Michał Czaderna Szambelan – Piotr Gajos Iza – Marta Suprun Cyryl – Mateusz Wojtasiński Cyprian – Grzegorz Margas Dama I – Jagoda Krzywicka Dama II – Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt Dama III – Flaunnette Mafa Inocenty, Żebrak – Sławomir Miska Walenty – Adam Myrczek Premiera 17.05.2025
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na105 miesięcy temu
Indyk Sławomir Mrożek
Indyk
Sławomir Mrożek
Pochodząca z 1960 „melofarsa w dwóch aktach”, rozpisana na dziewięciu mężczyzn z różnych warstw społecznych i jedną kobietę. Akcja „dzieje się w romantyzmie, na obszarze księstwa”. To piąta i zarazem ostatnia książka przeczytana przeze mnie w ramach wyzwania na wrzesień. Wybrałam ją wyłącznie dla żartu. Z tematyką wiejską bowiem wiąże ją jedynie to, że wśród postaci znajdują się trzej chłopi – w zamyśle Mrożka: „są czymś w rodzaju chóru”. Wiele lat temu obejrzałam telewizyjną (bardzo dobrą) adaptację tej sztuki i chcę powiedzieć, że sceny z chłopami (w tym dialogi, zwłaszcza o głowie, szyi i rękach) pamiętam do dziś. Zamieszczam fragmenty, by udowodnić, że „Indyk” to w jakimś sensie mrożkowska „Satyra na leniwych chłopów”: CHŁOP II – Może by zasiać co... CHŁOP I – Ijiii tam... CHŁOP III – E, mówicie... Chłopi podnoszą, potem stawiają dzbany i milkną. CHŁOP III – Może by zaorać co... CHŁOP I – A co? CHŁOP III – Ano, czy ja wiem… choćby i pole... CHŁOP I – Iiii... CHŁOP III – Albo co... CHŁOP II – Eeeee... Podnoszą dzbany. CHŁOP I – Może by wyhodować co? CHŁOP III – A co, jakby już? CHŁOP I – Co podleci. Choćby i świnię. CHŁOP II – Eee, też mówicie... CHŁOP I – No to co insze. Może być i świnia futerkowa. CHŁOP III – Yyyy... CHŁOP I – Albo co... CHŁOP II – Eeee... Miejscem dramatu jest wiejska karczma, zaś osobami dramatu są ludzie, którym nic się nie chce. Jednemu nie chce się do tego stopnia, że cały czas śpi – gorzała zwaliła go z nóg i rozłożyła na łopatki. Tak naprawdę „Indyk” jest gorzką satyrą wymierzoną w gomułkowską tzw. małą stabilizację. „Utrzymanie mamy w tej knajpie zapewnione. Choć skromne, ale zapewnione, wystarczy, żeby żyć. Widoków na przyszłość niewiele, ot aby, aby. Za to jest ciepło, choć trochę śmierdzi, ale nie za bardzo. Zresztą uciec stąd nie można, choćby się chciało, bo nie ma dokąd, drogi złe, pustkowie wokół straszne”.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na82 lata temu
Matka Joanna od Aniołów Jarosław Iwaszkiewicz
Matka Joanna od Aniołów
Jarosław Iwaszkiewicz
Kiedy ksiądz Suryn "trzęsąc się po okropnej drodze w niewygodnej najtyczance" zmierza ku klasztorowi "panien urszulanek" w Ludyniu, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znamienna w skutkach dla niego to będzie podróż. I nie chodzi nawet o to, że cieniem na jego duszy kłaść się może przepowiednia pewnej Cyganki brzmiąca "Horbatu polubisz", co jakiś innego rodzaju "smętek wewnętrzny", który "radość wolnego powietrza" i "wolnej ptaszki" zmienia w jakiś wewnętrzny"mąt" duszy, wrzucając go "w orbitę nieznanych zdarzeń", będących źródłem mąk dla serca i umysłu. . "Małe jądro ciemności", które gości gdzieś na dnie duszy jego, pod wpływem zderzenia się z "ponadrzeczywistą rzeczywistością" Matki Joanny od Aniołów rozrasta się, infekując kolejne dni jego pobytu w klasztorze snami pełnymi zmor i walk z samym sobą, robiąc z niego "igraszkę najpotężniejszych sił zła", choć wydaje się początkowo, że teologiczna wiedza i szczera modlitwa to skuteczny oręż w walce z wszelkiej maści demonami. Ale być może najbardziej niebezpieczny demon to ten, który kryje się w nas samych, a u podłoża wszystkiego, co "zgubić potrafi snadnie" każdego, nawet duchownego - leży... MIŁOŚĆ. Bo "człowiek to dziwna ptaszka" jednak... . Pisząc to opowiadanie (które ze względu na swoją objętość można uznać nawet za krótką powieść) czerpał inspirację Iwaszkiewicz z lektury dziejów jezuickiego egzorcysty, który w XVII w. oskarżony został o opętanie zakonnic i matki przełożonej klasztoru Urszulanek w Loudun. Tutaj zamiast Francji mamy Ludyń pod Smoleńskiem, a pod fabułą kryją się elementy autobiograficzne, dotyczące podobno relacji Iwaszkiewicza ze swoją żoną Anną. Pomimo tytułu sugerującego, że literackie światło padać będzie na Matkę Joannę - to ksiądz Suryn jest tutaj postacią, wokół której skupia się obraz tej wewnętrznej walki z siłami zła. Stąd także ta warstwa psychologiczna jest bardzo rozbudowana, a my otrzymujemy obok opisu zdarzeń zapis myśli księdza Suryna, będący rekonstrukcją jego duchowej przemiany, prowadzącej do zaskakującego, pełnego dramatyzmu zakończenia. . Urzekł mnie tutaj klimat, zachwycił literacki język stylizowany na staropolski, ale bardzo przystępny, często też zmuszający, by zatrzymać się nad pojedynczym słowem czy całym wyrażeniem. Jest w tym także nuta humoru, co zdecydowanie przełamuje wspomniany wyżej dramatyzm. Opowiadanie to okazało się także o wiele bardziej wielowarstwowe, niż się początkowo wydawało. Temat opętania to tylko naskórek, pod którym znajdziemy próbę odpowiedzi na pytania odnośnie natury zła, pojęcia prawdy, grzechu, istoty miłości, ofiary, pragnienia wyjątkowości. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na84 miesiące temu
Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Szewcy Stanisław Ignacy Witkiewicz
Szewcy
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Wśród najważniejszych utworów polskiej literatury XX wieku „Szewcy” Stanisława Ignacego Witkiewicza zajmują miejsce szczególne. To dramat trudny do jednoznacznej klasyfikacji, pełen brutalności, groteski, filozoficznych koncepcji i skrajnego pesymizmu wobec świata. Choć formalnie „Szewcy” są dramatem, warto rozpatrywać je również jako powieść dramatyczną — wielowarstwowy, literacki konstrukt, który, mimo że nieprzystępny, odciska trwały ślad w wyobraźni czytelnika. To utwór, który nie tylko opowiada, ale przede wszystkim diagnozuje rzeczywistość, komentuje ją i z wyprzedzeniem przewiduje jej upadek. W tej recenzji podejmuję próbę uchwycenia istoty tego niepokojącego arcydzieła, które nie tylko przeraża i odrzuca, ale także fascynuje swoim rozmachem i przenikliwością. Już od pierwszych scen czytelnik zostaje wrzucony w świat pełen przerysowania, absurdu i przekształconej rzeczywistości. Witkacy posługuje się konwencją groteski, która staje się tu nie tylko formą estetyczną, ale także głębokim narzędziem krytyki społecznej i filozoficznej. Szewcy — tytułowi bohaterowie — to nie tylko przedstawiciele jednego z najniższych stanów społecznych, ale także alegorie całego ludu, który w końcu się buntuje, przejmuje władzę i... nie zmienia niczego. Ten mechanizm ironicznego błędnego koła, w którym każda rewolucja kończy się restauracją nowego ucisku, jest motywem kluczowym i centralnym dla całej konstrukcji utworu. Jednym z największych atutów „Szewców” jest ich język. To język nasycony neologizmami, przerysowaniami, brutalnością, a jednocześnie filozoficznym żargonem i swoistym „bełkotem ideologicznym”. Witkacy ukazuje, jak język może przestać służyć porozumieniu, a zacząć budować nowe rzeczywistości, nowe porządki, nowe absurdy. Słowa nie są tu nośnikiem znaczeń, lecz narzędziem propagandy, manipulacji, destrukcji. Bohaterowie „Szewców” nie rozmawiają, oni walczą słowami, osaczają się nawzajem językowo, próbują dominować i przetrwać. To właśnie język sprawia, że dramat Witkacego tak mocno oddziałuje — zarówno na scenie, jak i w lekturze. Styl ten bywa momentami wręcz hipnotyczny. Przez swoją intensywność i celową nielogiczność wymusza na czytelniku nieustanną czujność i gotowość do interpretacji. Każda fraza może być grą pozorów, każda wypowiedź — drwiną z ideologii, literatury, a nawet z samego języka jako narzędzia. W centrum „Szewców” znajduje się głęboko pesymistyczna diagnoza cywilizacji. Witkacy, w duchu katastrofizmu, przewiduje upadek kultury i porządku społecznego. Rządy ludu, rewolucje, technokracja, dyktatura — wszystko prowadzi nie do rozwoju, lecz do entropii, do rozkładu, do pustki. W tej wizji pobrzmiewają echa Nietzschego, Schopenhauera i samego Witkacego jako filozofa, który w swoich pismach postulował potrzebę „metafizycznego uczucia istnienia” — świadomości głębi i tajemnicy bytu, którą nowoczesność zabija. Postacie dramatu — Sajetan Tempe, Prokurator Scurvy, Księżna, Kapłan Baalfasa, czy Krucjata Technokratyczna — to nie tylko figury fabularne, ale uosobienia idei, które w realnym świecie ścierają się ze sobą. Witkiewicz nie daje żadnej z tych sił zwycięstwa. Każda idea, każda forma rządów, każda wizja przyszłości kończy się groteskowym fiaskiem. Jest to wizja nie tylko społeczeństwa, które zmierza ku samozagładzie, ale i człowieka — istoty niezdolnej do transcendencji, więźnia chaosu i braku sensu. W warstwie formalnej „Szewcy” to dramat totalny — łączący różne style, poziomy języka, konwencje i gatunki. Witkiewicz bawi się konwencją teatralną, łamie czwartą ścianę, balansuje między dramatem filozoficznym, satyrą, farsą, a momentami wręcz dramatem religijnym. Ta forma nie służy jednak tylko artystycznemu eksperymentowi. Ona wyraża rozpad — świata, języka, człowieka. Chaos formy to odbicie chaosu istnienia. W tym sensie dramat ten wpisuje się w najbardziej nowoczesne i prekursorskie tendencje literatury XX wieku — jest zwiastunem teatru absurdu, teatru okrucieństwa Artauda, Becketta, Ionesco, a nawet „Szewcy” to utwór, który — mimo swojej trudności — broni się na wielu poziomach. Po pierwsze, jego profetyczna siła poraża. Pisany w latach 30., dramat przewidział zarówno nadchodzący faszyzm, jak i komunizm, pokazując, jak ideologie niszczą człowieczeństwo. Po drugie, forma — eksperymentalna, ale spójna w swoim zamyśle — udowadnia, że Witkacy był nie tylko pisarzem, ale i wizjonerem sztuki. Po trzecie, „Szewcy” są niepokojąco aktualni. Ich przesłanie o pustce nowoczesnego świata, o kryzysie tożsamości i niemożności ucieczki od absurdu wciąż rezonuje z dzisiejszym czytelnikiem. Arcydzieło nie musi być przyjemne. Często największe dzieła literatury są jak lustra — ukazują nasze lęki, niepokoje i kryzysy. „Szewcy” są właśnie takim lustrem — zniekształcającym, krzywym, ale prawdziwym. Ich siła leży nie w tym, że nam się podobają, ale w tym, że nas niepokoją, rzucają wyzwanie, wymuszają refleksję. To utwór, który pozostaje z czytelnikiem długo po zakończeniu lektury — jak niewygodna myśl, jak koszmar, z którego nie sposób się wyzwolić. „Szewcy” Stanisława Ignacego Witkiewicza to nie tylko dramat, ale literacki manifest — dzieło totalne, które zawiera w sobie całą gorycz i rozpacz XX wieku. To utwór głęboko zakorzeniony w tradycji, a jednocześnie brutalnie nowoczesny. To dzieło, które wciąż szokuje i fascynuje, wciąga w wir absurdu i zmusza do ponownego przemyślenia fundamentów naszej cywilizacji. Jeśli istnieje coś takiego jak „literacka profecja” — Witkacy był jej kapłanem. A „Szewcy” są jego najczystszym, najbardziej dobitnym i najpotężniejszym aktem wizjonerskiego głosu. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na1011 miesięcy temu

Cytaty z książki Emigranci

Więcej
Sławomir Mrożek Emigranci Zobacz więcej
Sławomir Mrożek Emigranci Zobacz więcej
Sławomir Mrożek Emigranci Zobacz więcej
Więcej