To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji.
Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą
Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu…
To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie.
“Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”.
“+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”.
W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”.
Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” .
W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka.
“I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”.
“Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”.
“Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”.
A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym sobie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+.
Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw.
“Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”.
“Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”.
“Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”.
“Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”.
Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”.
Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”.
Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”.
To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”.
Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej….
Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP.
I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski”
I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył….
Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności.
Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty…
Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem.
Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”.
Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu.
Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
OPINIE i DYSKUSJE o książce Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem
Całkiem przyjemna lektura.
Sporo w niej historii Mazur, a szczególności wioski Drwęck, gdzie Andrew Tarnowski kupił letni dom. Tą piękną, pełną zieleni, rozleglych lasów wioskę założyli Krzyżacy. Niestety w momencie gdy Tarnowski w niej zamieszkał, była już mocno zaniedbana. Poniemieckie cmentarze zostały całkowicie zdewastowane przez polską ludność, w akcie zemsty.
Andrew oprócz tego, że opowiada o sobie, przedstawia również mieszkańców i ich skrócone historie życia. Jak sobie radzili żyjąc w biedzie, jak to się stało, że ich miejscem docelowym jest akurat Drwęck.
Andrew na początku przez mieszkańców traktowany był jak bogaty angol, od którego przy byle okazji warto wyciągać kasę zawyżając ceny, jednak z czasem ich stosunki stawały się coraz lepsze, a Andrew wraz z żoną i dziećmi odnaleźli swój raj na ziemi.
Książka interesująca na swój sposób. Osobista. Czyta się lekko a przy okazji można dowiedzieć się wielu szczegółów.
Całkiem przyjemna lektura.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSporo w niej historii Mazur, a szczególności wioski Drwęck, gdzie Andrew Tarnowski kupił letni dom. Tą piękną, pełną zieleni, rozleglych lasów wioskę założyli Krzyżacy. Niestety w momencie gdy Tarnowski w niej zamieszkał, była już mocno zaniedbana. Poniemieckie cmentarze zostały całkowicie zdewastowane przez polską ludność, w akcie zemsty.
Andrew...
Tarnowski (ur.1940 w Genewie),podobno pisarz brytyjski. "Podobno", bo szukałem, a nie znalazłem takiego wśród pisarzy brytyjskich. Również wypisując tytuł oryginału: "What Lies Beneath" na żaden ślad Tarnowskiego nie trafiłem. Po przeczytaniu paru stron, które nie przypadły mnie do gustu, ponowiłem szukania, tym razem jego związków z Polską. Urodził się w Genewie, mieszka w Dubaju, a w Polsce podobno "uwielbia wypoczywać w swoim gospodarstwie na Pojezierzu Mazurskim". To zdaje się, że wydawnictwo W.A.B. po raz n-ty znajdzie się u mnie na indeksie.
Co mnie tak wkurzyło już na pierwszych stronach? A no nazewnictwo!!! Bo Niemcy to są "niemieccy żołnierze", "niemieccy oficerowie", "niemiecka ludność cywilna", choć wśród niej, jak sam autor podaje, są niemieccy oficerowie. Druga strona tj Armia Czerwona, a w niej również Polacy z łagrów, gułagów oraz ochotnicy z polskich ziem już "wyzwolonych" (w cudzysłowie, bo są Polacy, co nawet to podważają) to (str.10) "barbarzyńcy", (str.11) "hordy ze Wschodu", a ich lotnicy strzelają, a mamy rok 1945, do ludności cywilnej. Naprawdę? A to zbrodniarze!! Bo od 1939 roku to ostrzeliwali , a potem rozstrzeliwali polską ludność cywilną głównie "żołnierze niemieccy". Pan "pisarz brytyjski" zapędził się dalej, w malignie bredzi:
"....Rosjanie rozstrzeliwują umundurowanych żołnierzy niemieckich nawet wtedy, gdy się poddadzą,,"
Nie wiem czy on rżnie durnia, czy po prostu DURAK? Bo cały świat jest zgodny, że przyczyną klęski Hitlera było rozstrzeliwanie rosyjskich żołnierzy poddających się całymi dywizjami do niewoli. Dopiero, gdy okazało się, że innej alternatywy nie mają, zaczęli stawiać opór, w walce o własne życie. To co, panie autorze: to teraz ci "barbarzyńcy", w dodatku nieludzko wygłodzeni, mieli ugościć "żołnierzy niemieckich" i zapewnić im wikt i opierunek? Wg relacji bliskich mnie osób, które przeszły się aż do Berlina, to mogliby zaprosić "giermańca" na czwartego ale nie do brydża, a do obgryzania, przypadkowo znalezionych kości niewiadomego pochodzenia. Razi mnie również nazewnictwo niemieckie miejscowości łącznie z Królewcem zwanym Konigsbergiem(umlaut).
Pan "pisarz brytyjski" nie zna historii ani Niemiec, ani Polski, ani Europy, bo wspominając (str.12) bitwę pod Tannenbergiem w 1914 roku, nie wspomina, ze to rewanż za 1410, zgrabnie wykorzystany przez niemiecką propagandę, ze względu na te same cyfry!!
Przechodzimy do 2000 roku i czytamy (str.18):
"...kilkaset ostatnich metrów zrobiliśmy po kocich łbach. Ten bruk położono tu zapewne przed siedemdziesięcioma albo osiemdziesięcioma laty, W INNYM PAŃSTWIE...." (podk. moje)
Dalej, uparcie podkreśla przynależność Mazur do Prus. Na stronie 20 wali:
"..Jego rodzice należeli do pierwszych polskich osadników w tej WSCHODNIOPRUSKIEJ WSI..." (podk. moje)
Pan Andrew, jak widać, reprezentuje interesy pani Steinbach i jej podobnych, a my mieszkamy na Mazurach, w Szczecinie i we Wrocławiu od CZTERECH POKOLEŃ i pretensje zgłaszaj pan do SWOJEGO Churchilla, który zaakceptował stalinowski podział Europy. I wal się Tarnowski w tym swoim Dubaju, bo takich Polaków my nie potrzebujemy. Skandal, że to wydano!!
Tarnowski (ur.1940 w Genewie),podobno pisarz brytyjski. "Podobno", bo szukałem, a nie znalazłem takiego wśród pisarzy brytyjskich. Również wypisując tytuł oryginału: "What Lies Beneath" na żaden ślad Tarnowskiego nie trafiłem. Po przeczytaniu paru stron, które nie przypadły mnie do gustu, ponowiłem szukania, tym razem jego ...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodkręcony lekturą "Ostatniego mazura" z zapałem zabrałem się do czytania. No cóż... jest to zupełnie inna książka, nawet ciekawa ale nie porywająca. Gdzieniegdzie wdarło się trochę chaosu i właściwie to tyle.
Podkręcony lekturą "Ostatniego mazura" z zapałem zabrałem się do czytania. No cóż... jest to zupełnie inna książka, nawet ciekawa ale nie porywająca. Gdzieniegdzie wdarło się trochę chaosu i właściwie to tyle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgnęłam po tę książkę, gdyż niedawno czytałam "Ostatniego mazura", którym pan Tarnowski podbił moje serce.
Niestety, "Rdzawe szable..." to opowieść znacznie słabsza.
Autor ciekawie opowiada o przeszłości mazurskiej wsi, w której kupił dom, jednak całość jest zbudowana chaotycznie.
Początkowo sądziłam, że historia przedwojennych mieszkańców, którą zaczyna się książka, będzie przeplatać się z bieżącymi wydarzeniami. Szybko jednak okazało się, że tak nie jest - autor w pewnym momencie wymieszał róże wątki i tematy, przez co zrobił się groch z kapustą.
Czasem miałam wrażenie, że są to różne fragmenty, pisane przy różnych okazjach, a potem przypadkowo zlepione w całość.
Nie można jednak odmówić panu Tarnowskiemu umiejętności gawędziarskich. Sporo jest tu wciągających i intrygujących fragmentów. Ciekawe jest też spojrzenie na polską rzeczywistość oczyma człowieka, który większość życia spędził na zachodzie Europy i na innych kontynentach.
Czasem jednak właśnie z tego powodu niektóre wyjaśnienia polskiemu czytelnikowi mogą wydać się zbyt oczywiste (np. dotyczące powojennej rzeczywistości czy przemian ustrojowych w latach 80. i 90. minionego wieku).
Mimo iż zdarzały mi się momenty znużenia podczas lektury, uważam ją za udaną.
Sięgnęłam po tę książkę, gdyż niedawno czytałam "Ostatniego mazura", którym pan Tarnowski podbił moje serce.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, "Rdzawe szable..." to opowieść znacznie słabsza.
Autor ciekawie opowiada o przeszłości mazurskiej wsi, w której kupił dom, jednak całość jest zbudowana chaotycznie.
Początkowo sądziłam, że historia przedwojennych mieszkańców, którą zaczyna się książka,...
Świetna książka!
Świetna książka!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem nieco mniej ciekawa od pierwszej książki p. Tarnowskiego, choć przyznaję, dość wnikliwy kawałek historii Mazur.
Moim zdaniem nieco mniej ciekawa od pierwszej książki p. Tarnowskiego, choć przyznaję, dość wnikliwy kawałek historii Mazur.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to