Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem

Okładka książki Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem autora Andrew Tarnowski, 9788374148108
Okładka książki Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem
Andrew Tarnowski Wydawnictwo: W.A.B. biografia, autobiografia, pamiętnik
268 str. 4 godz. 28 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
What Lies Beneath
Data wydania:
2010-08-25
Data 1. wyd. pol.:
2010-08-25
Liczba stron:
268
Czas czytania
4 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7414-810-8
Tłumacz:
Jarosław Skowroński
Średnia ocen

5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem

Średnia ocen
5,7 / 10
42 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem

avatar
837
453

Na półkach: ,

Całkiem przyjemna lektura.
Sporo w niej historii Mazur, a szczególności wioski Drwęck, gdzie Andrew Tarnowski kupił letni dom. Tą piękną, pełną zieleni, rozleglych lasów wioskę założyli Krzyżacy. Niestety w momencie gdy Tarnowski w niej zamieszkał, była już mocno zaniedbana. Poniemieckie cmentarze zostały całkowicie zdewastowane przez polską ludność, w akcie zemsty.
Andrew oprócz tego, że opowiada o sobie, przedstawia również mieszkańców i ich skrócone historie życia. Jak sobie radzili żyjąc w biedzie, jak to się stało, że ich miejscem docelowym jest akurat Drwęck.
Andrew na początku przez mieszkańców traktowany był jak bogaty angol, od którego przy byle okazji warto wyciągać kasę zawyżając ceny, jednak z czasem ich stosunki stawały się coraz lepsze, a Andrew wraz z żoną i dziećmi odnaleźli swój raj na ziemi.
Książka interesująca na swój sposób. Osobista. Czyta się lekko a przy okazji można dowiedzieć się wielu szczegółów.

Całkiem przyjemna lektura.
Sporo w niej historii Mazur, a szczególności wioski Drwęck, gdzie Andrew Tarnowski kupił letni dom. Tą piękną, pełną zieleni, rozleglych lasów wioskę założyli Krzyżacy. Niestety w momencie gdy Tarnowski w niej zamieszkał, była już mocno zaniedbana. Poniemieckie cmentarze zostały całkowicie zdewastowane przez polską ludność, w akcie zemsty.
Andrew...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

Tarnowski (ur.1940 w Genewie),podobno pisarz brytyjski. "Podobno", bo szukałem, a nie znalazłem takiego wśród pisarzy brytyjskich. Również wypisując tytuł oryginału: "What Lies Beneath" na żaden ślad Tarnowskiego nie trafiłem. Po przeczytaniu paru stron, które nie przypadły mnie do gustu, ponowiłem szukania, tym razem jego związków z Polską. Urodził się w Genewie, mieszka w Dubaju, a w Polsce podobno "uwielbia wypoczywać w swoim gospodarstwie na Pojezierzu Mazurskim". To zdaje się, że wydawnictwo W.A.B. po raz n-ty znajdzie się u mnie na indeksie.
Co mnie tak wkurzyło już na pierwszych stronach? A no nazewnictwo!!! Bo Niemcy to są "niemieccy żołnierze", "niemieccy oficerowie", "niemiecka ludność cywilna", choć wśród niej, jak sam autor podaje, są niemieccy oficerowie. Druga strona tj Armia Czerwona, a w niej również Polacy z łagrów, gułagów oraz ochotnicy z polskich ziem już "wyzwolonych" (w cudzysłowie, bo są Polacy, co nawet to podważają) to (str.10) "barbarzyńcy", (str.11) "hordy ze Wschodu", a ich lotnicy strzelają, a mamy rok 1945, do ludności cywilnej. Naprawdę? A to zbrodniarze!! Bo od 1939 roku to ostrzeliwali , a potem rozstrzeliwali polską ludność cywilną głównie "żołnierze niemieccy". Pan "pisarz brytyjski" zapędził się dalej, w malignie bredzi:
"....Rosjanie rozstrzeliwują umundurowanych żołnierzy niemieckich nawet wtedy, gdy się poddadzą,,"

Nie wiem czy on rżnie durnia, czy po prostu DURAK? Bo cały świat jest zgodny, że przyczyną klęski Hitlera było rozstrzeliwanie rosyjskich żołnierzy poddających się całymi dywizjami do niewoli. Dopiero, gdy okazało się, że innej alternatywy nie mają, zaczęli stawiać opór, w walce o własne życie. To co, panie autorze: to teraz ci "barbarzyńcy", w dodatku nieludzko wygłodzeni, mieli ugościć "żołnierzy niemieckich" i zapewnić im wikt i opierunek? Wg relacji bliskich mnie osób, które przeszły się aż do Berlina, to mogliby zaprosić "giermańca" na czwartego ale nie do brydża, a do obgryzania, przypadkowo znalezionych kości niewiadomego pochodzenia. Razi mnie również nazewnictwo niemieckie miejscowości łącznie z Królewcem zwanym Konigsbergiem(umlaut).
Pan "pisarz brytyjski" nie zna historii ani Niemiec, ani Polski, ani Europy, bo wspominając (str.12) bitwę pod Tannenbergiem w 1914 roku, nie wspomina, ze to rewanż za 1410, zgrabnie wykorzystany przez niemiecką propagandę, ze względu na te same cyfry!!
Przechodzimy do 2000 roku i czytamy (str.18):
"...kilkaset ostatnich metrów zrobiliśmy po kocich łbach. Ten bruk położono tu zapewne przed siedemdziesięcioma albo osiemdziesięcioma laty, W INNYM PAŃSTWIE...." (podk. moje)
Dalej, uparcie podkreśla przynależność Mazur do Prus. Na stronie 20 wali:
"..Jego rodzice należeli do pierwszych polskich osadników w tej WSCHODNIOPRUSKIEJ WSI..." (podk. moje)
Pan Andrew, jak widać, reprezentuje interesy pani Steinbach i jej podobnych, a my mieszkamy na Mazurach, w Szczecinie i we Wrocławiu od CZTERECH POKOLEŃ i pretensje zgłaszaj pan do SWOJEGO Churchilla, który zaakceptował stalinowski podział Europy. I wal się Tarnowski w tym swoim Dubaju, bo takich Polaków my nie potrzebujemy. Skandal, że to wydano!!

Tarnowski (ur.1940 w Genewie),podobno pisarz brytyjski. "Podobno", bo szukałem, a nie znalazłem takiego wśród pisarzy brytyjskich. Również wypisując tytuł oryginału: "What Lies Beneath" na żaden ślad Tarnowskiego nie trafiłem. Po przeczytaniu paru stron, które nie przypadły mnie do gustu, ponowiłem szukania, tym razem jego ...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
365
290

Na półkach:

Podkręcony lekturą "Ostatniego mazura" z zapałem zabrałem się do czytania. No cóż... jest to zupełnie inna książka, nawet ciekawa ale nie porywająca. Gdzieniegdzie wdarło się trochę chaosu i właściwie to tyle.

Podkręcony lekturą "Ostatniego mazura" z zapałem zabrałem się do czytania. No cóż... jest to zupełnie inna książka, nawet ciekawa ale nie porywająca. Gdzieniegdzie wdarło się trochę chaosu i właściwie to tyle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

91 użytkowników ma tytuł Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem na półkach głównych
  • 49
  • 41
  • 1
19 użytkowników ma tytuł Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem na półkach dodatkowych
  • 13
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem

Inne książki autora

Andrew Tarnowski
Andrew Tarnowski
Andrzej Zygmunt Tarnowski (ur. 18 września 1940 w Genewie) – brytyjski pisarz i reporter polskiego pochodzenia. Ukończył Oxford University, przez krótki okres pracował jako księgowy, następnie, przez ponad 30 lat, był reporterem Reuters News Agency w Polsce, Hiszpanii, Włoszech, Argentynie, Indiach i Libanie. W 2006 opublikował książkę Last Mazurka: A Family's Tale of War, Passion, and Loss (wydanie polskie pt. Ostatni mazur),opisującą losy swojej rodziny od strony ojca. Za treści zawarte w tej książce został wykluczony ze Związku Rodu Tarnowskich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne Lucjan Kydryński
Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne
Lucjan Kydryński
„Przejazdem przez życie – kroniki rodzinne” Lucjana Kydryńskiego przeczytałem niemal bezpośrednio po bardzo ciekawej książce - wywiadzie z Haliną Kunicką, jego małżonką, odczuwając niedosyt wiedzy o jej małżonku. Lucjana Kydryńskiego starsi z pewnością dobrze wspominają przede wszystkim jako znakomitego głównego konferansjera festiwali i programów muzycznych, m.in. z corocznego prowadzenia festiwali w Opolu i Sopocie. Natomiast czytelnicy „Przekroju” z nostalgią wspominają jego znakomite recenzje i publicystkę opisującą wydarzenia muzyczne drugiej połowy XX wieku. Lucjan Kydryński wiele miejsca w swej książce poświęcił oczywiście Halinie Kunickiej, a także ich synowi – Marcinowi oraz synowej – Annie Marii Jopek. Poznajemy więc historię rodziny, która swe zawodowe życie związała przede wszystkim z muzyką, choć każdy w różny, specyficzny sposób. Historię rodziny Kydryńskich napisano posługując się bardzo dobrym językiem i, w odróżnieniu od wielu biografii, nie było do tego potrzebne dodatkowe wsparcie redakcyjne. Lucjan Kydryński sam przecież posługiwał się piórem znakomicie. Oczywiście główny wątek książki dotyczy powojennej sceny muzycznej i operowo – teatralnej. Pojawia się sporo recenzji z wydarzeń kulturalnych, nie zabrakło także anegdot. Lektura, która powinna zainteresować każdego, kto muzykę lubi i jej słucha. Poznajemy życie artystów sceny z czasów PRL-u, towarzyszymy ich wyjazdom i wyprawom do ówczesnego „wielkiego” świata, niedostępnego dla przeciętnego obywatela nie tylko ze względu na bariery finansowe, ale przede wszystkim z uwagi na reglamentację paszportów. W tle opowieści o rodzinie Kydryńskich - wydarzenia wielkiej historii, nie tylko tej rodzimej.
Andread - awatar Andread
ocenił na72 lata temu
Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu Zbigniew Korpolewski
Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu
Zbigniew Korpolewski
Postać Hanki Bielickiej niewątpliwie jest znana osobom w różnym wieku. Od śmierci aktorki minęło już 5 lat i w związku z tym ukazała się pozycja ,,Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu" Zbigniewa Korpolewskiego. Jest to wydanie w sztywnej oprawie w większym formacie, które na łącznie trzy razy prezentuje kilka stron z fotografiami, na których jest Hanka Bielicka. Zanim jednak do tego dojdzie odbiorca ma szansę poczytać o jej dzieciństwie, życiu, tym, jak wzorowała się na ojcu, który bardzo wcześnie zmarł w czasie wojny. W wydaniu nie zabrakło także wcześniej niepublikowanych monologów. Co jakiś czas są wstawiane właśnie sceny z udziałem Hanki Bielickiej, autor bardzo dokładnie opisuje jej życie oraz dorobek artystyczny. Atutem jest także możliwość zobaczenia na żywo w Łomży ławeczki z wizerunkiem aktorki, więc warto zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie przy okazji wizyty w tym mieście. Całość napisana jest bardzo przystępnym językiem. Czcionka jest dość drobna, a tekst zbity, jednak bardzo często się to zmienia ze względu na przytaczanie różnych scen i monologów. Jest to idealna pozycja dla miłośników dorobku literackiego tej aktorki i osób, które chcą poznać jej niepublikowane do tej pory monologi. ,,Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu" Zbigniewa Korpolewskiego to jedno z tych wydań, które na pewno znajdzie rzesze zwolenników. Mimo upływu 5 lat od śmierci aktorki pamięć o niej jest wciąż żywa.
Kiti - awatar Kiti
ocenił na83 lata temu
Anna Dymna - ona to ja Elżbieta Baniewicz
Anna Dymna - ona to ja
Elżbieta Baniewicz
[...] ​​Większość aktorów ma skłonność do kreowania rzeczywistości i siebie wobec rzeczywistości - udawania, tworzenia, przerabiania partnerów, reżyserowania. Dymna jest tego pozbawiona, niczego nie kreuje. Daje całą siebie, i to jest w naszym zawodzie sensacyjne - bo niespotykane. Nie ma drugiej osoby, która uprawia ten zawód niczego nie mistyfikując [...] Człowiek to cały kosmos w nieustannym ruchu i zmieniających się konstelacjach, trzeba tylko uważnie patrzeć i słuchać. Jeśli się świat odbiera we właściwych proporcjach, pamięcią i wyobraźnią, nie trzeba go fałszować, wystarczy rejestrować przejawy życia, starać się je zrozumieć. Nic nie jest jednoznaczne i tak proste, jakby się wydawało, podszewka rzeczywistości bywa ciekawsza niż jej zewnętrzne przejawy. [...] Trzeba umieć patrzeć z dystansem, niczemu się nie dziwić, niczego nie potępiać. Wstać rano, uśmiechnąć się do słońca, do dziecka. Na tym polega uroda życia. I uroda własna, bo uroda kobiety jest w oczach. CUDOWNA KOBIETA I WSPNIAŁY, DOBRY CZŁOWIEK ! Choć nie całkiem tego oczekiwałam to jednak z ciekawością przeczytałam. Te niektóre listy zamieszczone pod koniec uświadamiają w jak różny, często roszczeniowy sposób, ludzie postrzegają aktorów, artystów czy ogólnie osoby publiczne z tak zwanego szklanego ekranu. Liczne zdjęcia z różnych etapów życia i kariery trochę podnoszą wartość samej biografii. Daję 7.5⭐ ale tylko dlatego, że to pani Ania Dymna, gdyby to dotyczyło kogoś innego to nie wiem czy dałabym 5 😎 [...] Życie biegnie dzień po dniu, ale czasem spotkanie nowego człowieka może je odmienić. Życie aktorów to nieustanne spotkania z ludźmi, niektóre mają poważne w skutkach kontynuacje. [...] ​​Ta tragedia, co paradoksalne, przywróciła ją życiu. Po pożarze, śmierci męża, nie chciało się jej żyć; atrofia woli, pustka, poczucie bezsensu, zawodowe czynności wykonywane automatycznie, prawie bez udziału świadomości. A w węgierskim szpitalu, leżąc bez ruchu, odzyskując co chwilę świadomość i co chwilę ją tracąc, doświadczyła czegoś nieprawdopodobnego. Człowiek naprawdę zagrożony czepia się życia za wszelką cenę. Dopiero wtedy zrozumiała, jak bardzo jednak chce żyć.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na83 lata temu
Ślady na piasku Ewa Krystyna Hoffman - Jędruch
Ślady na piasku
Ewa Krystyna Hoffman - Jędruch
Przynajmniej raz w roku staram się wracać do literatury kresowej. Nie dlatego, abym był szczególnie związany z tamtym regionem. Ale ciekawi mnie jak kresowianie postrzegali tamte czasy, z jakim kolorytem opisują lata swojej młodości i dorosłego życia. Ta książka nie jest właściwie biografią, lecz raczej sagą rodzinną, w której dominują wspomnienia poświęcone przede wszystkim najbliższej rodzinie autorki – mamie, wujkowi, dziadkom. Książka ładnie i solidnie wydana na kredowym papierze, opatrzona fotografiami z domowego archiwum, co samo z siebie zachęca do lektury. Jest coś czarownego we wspomnieniach, gdy przywraca się z niepamięci dokonania ludzi, którzy dawno odeszli. Gdy przypomina się nieistniejące księgarnie, kawiarnie, uzmysławia jak niegdyś spędzało się wolny czas, jak wyglądało kształcenie młodzieży na studiach (swoją drogą wydaje się, że stawiane wówczas wymagania były dużo wyższe niż obecnie). A to wszystko na tle zmieniających się granic oraz niespokojnych czasów naznaczonych tragicznymi wydarzeniami wojennymi. Szczególnie dobrze prezentują się te partie książki poświęcone czasom Lwowa w ramach CK Monarchii oraz w okresie międzywojennym. Opis lat 1939-45, choć w sumie dokładniejszy i bardziej dojmujący, osobiście czytało mi się nieco gorzej; ale jest to raczej subiektywne wrażenie, wynikające ze zbyt częstego sięgania po książki dotyczące lat II wojny światowej. Podsumowując: interesująca pozycja, czytelnicy lubiący spojrzeć na historię pierwszej połowy XX wieku z perspektywy kresowej rodziny nie powinni być zawiedzeni. I pamiętajmy o figurce Pierrota ! :-)
Kedar - awatar Kedar
ocenił na74 lata temu
Kocha, lubi i żartuje... Beata Tyszkiewicz
Kocha, lubi i żartuje...
Beata Tyszkiewicz
"ty nie jesteś bardzo bogata. Jesteś bogata w co innego, a tego nie można pożyczyć, można tylko ofiarować" Eryk Roger Emil Maria Wallans III, pewnego dnia do Beaty Tyszkiewicz, być może pół wieku temu. Wspomnienia ocalone przed zapomnieniem. Impresje ludzi i miejsc. Trochę jak literacka fotografia, z dużym kontrastem na to jedno, dwie, trzy cechy, w których można opisać człowieka. Wielka miłość, jakaś życiowa tragedia lub ujmująco urocze dziwactwo. Też autobiografia w oczach ludzi, których się spotyka. Kim się jest, znając takich, a nie innych ludzi? Jak się ich traktuje? Co się o nich myśli? Ujęła mnie wrażliwość na motywacje ludzkie. To, że ludzie w oczach Tyszkiewicz nie są tacy czy siacy, po prostu są, z ich wyborami i życiowymi ścieżkami. Że każdy jest po coś i dla czegoś. I każdy człowiek, każde spotkanie wzbogaca, jeśli się jest na to otwartym. Bo wiele osób chce dać o sobie świadectwo, pisząc epopeję swojego Wielkiego Wspaniałego Życia, ale 63 świadectwa w zbiorze biograficznych miniaturek to zupełnie inny rodzaj wyzwania literackiego. 63 historie: i wszystkie z gruntu inne. Patrząc przez pryzmat jednego mózgu autora, to wcale nie jest oczywiste. Ilu ludzi jesteśmy w stanie poznać na tyle, by powiedzieć: każdy miał w sobie coś wyjątkowego? (63... A może 64 - ta jedna opowiedziana w obrazach?) Co ja wyjątkowego mogę zobaczyć w każdym jednym człowieku? (A już zupełnie bezczelnie mówiąc w tonie warsztatu pisarskiego: biblioteka charakterów, sample do edycji - wkomponować, odtworzyć, wskrzesić.) Ploteczki przy herbacie.
Yumeka - awatar Yumeka
oceniła na71 rok temu
Barbara Brylska w najtrudniejszej roli Barbara Rybałtowska
Barbara Brylska w najtrudniejszej roli
Barbara Rybałtowska
Obawiałam się, że pomimo zawartej w tytule wyraźnej sugestii co do przedmiotu tego wydawnictwa, będzie to rzecz tandetna, bulwarowa, w najlepszym wypadku powierzchowna, a na pewno natrętnie „krążąca” i stale powracająca do tematu bezdyskusyjnej urody bohaterki, jej relacji z mężczyznami oraz środowiskowych animozji. Na szczęście nic z tego nie miało tu miejsca. Owszem, jest tu troszkę anegdot filmowych, jest garść archiwalnych zdjęć, jest i sporo miłosnych historii, jest mnóstwo kobiecych zmagań z codziennością i niecodziennością, ale w głównej mierze ta książka to opowieść rozpoczęta z powodu niewyobrażalnej tragedii, opowieść przez tę tragedię boleśnie krocząca i opowieść do tej tragedii nieubłaganie zmierzająca. Nie było łatwo namówić Barbarę Brylską na tego typu „terapię”, na taką dość osobliwą w przypadku ceniącej prywatność aktorki dodatkową drogę uporania się ze stratą własnego dziecka, ale lata prawdziwej i sprawdzonej przyjaźni z autorką sprawiły, że artystka znalazła w sobie i siłę, i chęci, i potrzebę podzielenia się z innymi swoim dramatem. Zrobiła to w swoim stylu – prosto, pięknie, ufnie, intuicyjnie, łagodnie i w wyważony sposób, ale konsekwentnie w ustalonych przez siebie granicach. Czyta się bardzo szybko, ale trudno. Im dalej w te wspomnienia, tym trudniej, smutniej, ciszej. A nie ma tu spoufalania się z czytelnikiem, nie ma tu ani krztyny epatowania rozpaczą, nie ma emocjonalnego roznegliżowania. Może właśnie stąd bierze się ten ciężar?
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na71 rok temu
Wszystko, co najważniejsze Ola Watowa
Wszystko, co najważniejsze
Ola Watowa
To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji. Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu… To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie. “Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”. “+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”. W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”. Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” . W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka. “I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”. “Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”. “Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”. A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym so​bie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+. Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw. “Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”. “Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”. “Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”. “Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”. Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”. Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”. Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”. To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”. Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej…. Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP. I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski” I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył…. Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności. Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty… Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem. Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”. Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu. Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem

Więcej
Andrew Tarnowski Rdzawe szable, blade kości. Jak zostałem mazurskim chłopem Zobacz więcej
Więcej