rozwińzwiń

Neon Genesis Evangelion t. 6

Okładka książki Neon Genesis Evangelion t. 6 autora Yoshiyuki Sadamoto, 8389505487
Okładka książki Neon Genesis Evangelion t. 6
Yoshiyuki Sadamoto Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Neon Genesis Evangelion (tom 6) komiksy
184 str. 3 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Neon Genesis Evangelion (tom 6)
Tytuł oryginału:
Shin Seiki Evangerion
Data wydania:
2004-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-06-01
Liczba stron:
184
Czas czytania
3 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8389505487
Tłumacz:
Rafał Rzepka
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Neon Genesis Evangelion t. 6 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Neon Genesis Evangelion t. 6

Średnia ocen
7,9 / 10
158 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Neon Genesis Evangelion t. 6

Sortuj:
avatar
457
457

Na półkach:

Neon Genesis Evangelion Tom 6.
Szósty tom Neon Genesis Evangelion to kolejna solidna odsłona tej wyjątkowej serii, która konsekwentnie rozwija zarówno fabułę, jak i swoich bohaterów. Choć tym razem nie znajdziemy tylu zaskoczeń, jak w poprzednim tomie, historia wciąż trzyma wysoki poziom, a lektura sprawia dużo przyjemności.
W tomie tym pojawia się nowa maszyna i nowy pilot – to zawsze zwiastuje zmiany, a w Evangelionie nic nie dzieje się bez przyczyny. Równocześnie pogłębiają się wątki obyczajowe, które od początku serii są jednym z jej najmocniejszych punktów. Relacje między młodymi bohaterami coraz wyraźniej pokazują ich wewnętrzne konflikty, lęki i niepewność, z jaką próbują radzić sobie w sytuacji, która przerasta ich wiek i doświadczenie.
Choć tom szósty nie zaskakuje, to świetnie buduje napięcie. Czuć, że coś się zbliża, coś nieuchronnego. To napięcie, pulsujące gdzieś w tle, skutecznie przykuwa uwagę i sprawia, że chcę sięgnąć po kolejny tom.
Neon Genesis Evangelion wciąż zachwyca. To seria, która nie tylko angażuje akcją, ale i porusza. Tom szósty może nie być przełomowy, ale stanowi ważne ogniwo w tej niepokojącej i fascynującej opowieści.
Mangę możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DLw_DIfM8xA/?igsh=cWp5NW1ocDM5anNm

Neon Genesis Evangelion Tom 6.
Szósty tom Neon Genesis Evangelion to kolejna solidna odsłona tej wyjątkowej serii, która konsekwentnie rozwija zarówno fabułę, jak i swoich bohaterów. Choć tym razem nie znajdziemy tylu zaskoczeń, jak w poprzednim tomie, historia wciąż trzyma wysoki poziom, a lektura sprawia dużo przyjemności.
W tomie tym pojawia się nowa maszyna i nowy pilot...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1943
1019

Na półkach: , ,

Nie oszukujmy się, nie umiem oceniać poszczególnych tomów, nie zapisuję co tam się działo, nie pamiętam moich odczuć.

Więc jest to ocena całości serii, nie pojedynczych tomów. Z których pierwsze, jak się okazuje, czytałam bardzo dawno temu.

Shinji ma depresję i ludzie obok powinni go wysłać na terapię, a nie krzyczeć na niego, żeby się ogarnął. Dlatego nie kupuję tej końcówki. Może nie doceniam power of love (matki i Ayanami),ale zasadniczo, nie wierzę w to.
Choć sam epilog jest miły.

Postacie były bardziej spoko niż fabuła, która w którymś momencie zrobiła się trochę dziwna, niezrozumiała i mistyczna w zły sposób.

Nie oszukujmy się, nie umiem oceniać poszczególnych tomów, nie zapisuję co tam się działo, nie pamiętam moich odczuć.

Więc jest to ocena całości serii, nie pojedynczych tomów. Z których pierwsze, jak się okazuje, czytałam bardzo dawno temu.

Shinji ma depresję i ludzie obok powinni go wysłać na terapię, a nie krzyczeć na niego, żeby się ogarnął. Dlatego nie kupuję tej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8348
7045

Na półkach: , ,

KWINTESENCJA EVANGELIONA

Szósty tomik „Neon Genesis Evangelion” to zarazem ostatni, który dwie dekady temu ukazał się na polskim rynku w formie zeszytowej. Potem cykl wrócił już w wydaniu tomikowym, ale zanim fani doczekali się ciągu dalszego, minęły długie lata. A czekanie naprawdę się dłużyło, bo szósta część „Ewangelii nowego stulecia” to najlepsza z dotychczasowych odsłon, kończąca się tak, że trudno jest nie chcieć dowiedzieć się, co będzie dalej.



Gdy w wyniku wypadku zniszczony zostaje drugi sztab, w ręce Nervu trafia ostatni niepozostający pod władzą Japonii Evangelion. Zaczynają się więc poszukiwania nowego pilota, który zajmie się jego obsługą. Nikt jednak nie ma jeszcze najmniejszego pojęcia, kim będzie wybraniec i do czego to doprowadzi…
Tymczasem Shinji próbuje poukładać sobie w głowę prawdę, jaką odsłonił przez nim Kaji. W międzyczasie wszyscy zaczynają zastanawiać się nad dziwnym zachowaniem Toji’ego, a przewodnicząca decyduje się wyznać mu miłość. W szaleństwie uczuciowych zawirowań nikt nie zauważa nadchodzącej tragedii…

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2021/05/neon-genesis-evangelion-6-yoshiyuki.html

KWINTESENCJA EVANGELIONA

Szósty tomik „Neon Genesis Evangelion” to zarazem ostatni, który dwie dekady temu ukazał się na polskim rynku w formie zeszytowej. Potem cykl wrócił już w wydaniu tomikowym, ale zanim fani doczekali się ciągu dalszego, minęły długie lata. A czekanie naprawdę się dłużyło, bo szósta część „Ewangelii nowego stulecia” to najlepsza z dotychczasowych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

299 użytkowników ma tytuł Neon Genesis Evangelion t. 6 na półkach głównych
  • 262
  • 37
211 użytkowników ma tytuł Neon Genesis Evangelion t. 6 na półkach dodatkowych
  • 100
  • 58
  • 22
  • 13
  • 7
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Neon Genesis Evangelion t. 6

Inne książki autora

Okładka książki O dziewczynie skaczącej przez czas Ranmaru Kotone, Yoshiyuki Sadamoto, Yasutaka Tsutsui
Ocena 6,7
O dziewczynie skaczącej przez czas Ranmaru Kotone, Yoshiyuki Sadamoto, Yasutaka Tsutsui
Okładka książki Summer Wars #3 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Ocena 6,6
Summer Wars #3 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Okładka książki Summer Wars #2 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Ocena 6,7
Summer Wars #2 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Okładka książki Summer Wars #1 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Ocena 6,4
Summer Wars #1 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Iqura Sugimoto
Okładka książki Wilcze dzieci 2 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Yuu
Ocena 7,7
Wilcze dzieci 2 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Yuu
Okładka książki Wilcze dzieci 1 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Yuu
Ocena 7,7
Wilcze dzieci 1 Mamoru Hosoda, Yoshiyuki Sadamoto, Yuu

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cowboy Bebop tom 1 Hajime Yatate
Cowboy Bebop tom 1
Hajime Yatate Yutaka Nanten
Ostatnio zastanawiałem się jaki sens ma wydawanie mang opartych na anime. Pierwsza i najtrafniejsza odpowiedź jaka przyszła mi na myśl, to pieniądze. Z jednej strony ucieszą się wszyscy fani, z drugiej strony twórca i wydawca zarobią nieco grosza. Niestety jednak takie adaptacje zazwyczaj nie wnoszą nic nowego do tematu, a przykładów jest sporo. Od każdej reguły są jednak wyjątki, choć i te nie unikną błędów. Doskonałym tego przykładem jest manga „Cowboy Bebop”. Powstała w wyniku popularności kultowego już anime, po tym jak wszystkie 26 odcinków zostało transmitowanych. Nie jest to jednak adaptacja animacji, a jej uzupełnienie, kolejna porcja przygód bohaterów, których wiele z nas zdążyło pokochać. Podobnie jak w anime, śledzimy losy załogi statku kosmicznego o nazwie „Bebop”, a jest to załoga bardzo charakterystyczna. W jej skład wchodzą Spike Spiegel, wiecznie palący papierosa i z głową w chmurach, Jet Black, kapitan statku, głos rozsądku, a często także kucharz, Faye Valentine, przebiegła i często samolubna, ale zawsze wraca na pokład oraz Ed, nastoletnia hackerka, którą najbardziej zdaje się interesować jedzenie i jej kompan, pies Ein, w którego przypadku należy powiedzieć, że pozory mylą. I tom mangi, to 5 historii rozpisanych na ponad 170 stronach. Opowiadania nie wiążą się ze sobą i ciężko umieścić je w jakimś konkretnym przedziale czasowym w odniesieniu do anime, ale najwierniejszym fanom z pewnością się to uda, gdyż nieraz wspominane są pewne fakty znane tylko z serialu. Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia z anime, to rozpoczęcie swojej przygody od lektury mangi nie jest najlepszym pomysłem. Co prawda załoga statku Bebop funkcjonuje w zasadzie na tych samych zasadach co w przypadku serialu, to autorowi nie udaje się jednak w pełni oddać jego specyficznego i wciągającego klimatu. Z animacji dowiecie się jak członkowie załogi na nią trafili i jak kształtował się relacje między nimi. W mandze z kolei oglądamy już którąś akcję z rzędu i pewne elementy zostały pominięte jako coś oczywistego dla fanów franchise’u. Na nogi nie powalają także ilustracje i grafika. Pan Yutaka Nanten w zgrabny sposób wyjaśnia na samym końcu jak w ogóle doszło do powstania tego projektu i jak sam zaznacza, był fanem serialu, ale nigdy nie miał talentu do rysowania wszelkiego rodzaju nowych technologii i elementów pochodzących z przyszłości, a takowe się tu pojawiają. Niektóre postacie wydają się być wygładzone i uproszczone, pozbawione charakteru, który w anime wprost bił z ich twarzy. Autor postarał się jednak aby jego słabsze strony mogły schować się za mocniejszymi, a są to przede wszystkim ilustracje skupiające się na pojedynczych postaciach, a nie na skumulowanej masie ludzkiej. Co się tyczy pięciu historii zawartych w tomie, to zawierają one charakterystyczny humor, sceny pościgów i pojedynków, a także zwroty akcji z których zasłynął „Cowboy Bebop”. Spike idzie do więzienia by wyciągnąć stamtąd transwestytę/mężczyznę po operacji zmiany płci, cała trójka łowców nagród zostaje poszukiwana, a Faye rusza na misję przeznaczoną jedynie dla płci pięknej. Na kartach mangi czeka na was jednak o wiele więcej przygód. Podsumowując, pierwszy tom „Cowboy Bebop”, to absolutnie przyzwoity egzemplarz, który ponownie zaprasza nas do świata tak doskonale wykreowanego przez Shin’ichiro Watanabe i Studio Sunrise 2. Jest tu w zasadzie to wszystko co mogliśmy obejrzeć w kultowym anime, jedynie muzykę musicie jakoś odtworzyć we własnej wyobraźni. Nie oczekujcie tu jednak przełomowych historii i niesamowitych odkryć dotyczących naszych bohaterów. Wszystko co najlepsze można zobaczyć w serialu, a swoją drogą nie zawsze należy zaczynać z wysokiego C. Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika Spike’a i spółki.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na74 lata temu
Neon Genesis Evangelion t. 8 Yoshiyuki Sadamoto
Neon Genesis Evangelion t. 8
Yoshiyuki Sadamoto
Ósmy tom mangi Neon Genesis Evangelion to punkt zwrotny, w którym seria z pełnym impetem wchodzi na terytorium gorzkiego, psychologicznego dramatu. Nie ma tu miejsca na komediowe wstawki, nie ma ulgi ani oddechu, akcja ustępuje miejsca intensywnym emocjom, głębokim konfliktom i odkrywaniu prawdy, która boli. To, co uderza najmocniej, to kompletne skupienie na dramacie jednostek i systemu, który je pochłania. Shinji, główny bohater, zostaje wystawiony na emocjonalną próbę, ale nie tylko on, cała załoga NERVu musi zmierzyć się z konsekwencjami swoich decyzji i tajemnic, które wychodzą na światło dzienne. W tym tomie poznajemy kulisy powstania organizacji NERV i związane z nią kontrowersje, które rzucają cień na wszystko, co do tej pory wydawało się jednoznaczne. Wszystkie wątki zaczynają się ze sobą zazębiać, tworząc mroczną, nielinearną spiralę wydarzeń, która wydaje się nie mieć końca. Autorzy doskonale operują atmosferą napięcia i beznadziei, prowadząc czytelnika przez kolejne odsłony dramatu bez taryfy ulgowej. Wizualnie tom jest bardziej przejrzysty niż wcześniejsze, to w dużej mierze zasługa klarownie poprowadzonej fabuły i mniejszego nacisku na akcję. To jeden z najmocniejszych tomów serii, pozbawiony zbędnych ozdobników, skupiony na bólu, decyzjach i odpowiedzialności. Neon Genesis Evangelion w tym wydaniu nie tylko wbija w fotel, ale też zostawia z refleksją, której trudno się pozbyć po lekturze. Mangę możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DNFY-xesguX/?igsh=MWZ4NmQ0dW1maG44Nw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na98 miesięcy temu
Chobits t.1 Nanase Ohkawa
Chobits t.1
Nanase Ohkawa Mokona Apapa Tsubaki Nekoi Satsuki Igarashi
W ostatnich latach nastąpił znaczny rozwój sztucznej inteligencji. Faktem jest jednak, że do scenariuszy rodem z filmów, komiksów i książek science-fiction nadal jest bardzo daleko. Wśród tych scenariuszy jeden szczególnie mnie zainteresował i chciałbym wam o nim opowiedzieć. Dziś każdy może mieć przy sobie komputer z dostępem do internetu. Komputery mają jednak ograniczone możliwości. Ale co gdyby te ograniczenia maksymalnie zniwelować. Co gdyby te komputery do złudzenia przypominały ludzi i były w stanie robić dokładnie to, co my? Między innymi o tym opowiada manga „Chobits”. Hideki Motosuwa przeprowadza się do Tokio i uczęszcza do szkoły przygotowującej do studiów na uniwersytecie. Naukę musi łączyć z pracą w restauracji w tym wielkim mieście. Ledwo starcza mu na utrzymanie, a jego talent w dziedzinie edukacji nie stoi na najwyższym poziomie. To wydaje się być bardzo przeciętna historia, ale do czasu.Gdybym znalazł na śmietniku persocoma, czyli humanoidalnego robota osobistego, zapewne zabrałbym go do domu, zupełnie jak Motosuwa. W końcu to okazja! Sęk w tym, że nasz główny bohater o owych persocomach nie ma większego pojęcia i nie zdaje sobie sprawy z ich możliwości. Gdy w końcu udaje mu się go uruchomić, jego życie zmienia się na dobre, choć jeszcze o tym nie wie. Na kartach I tomu mangi autorstwa CLAMP znajdziemy 12. rozdziałów przedstawiających perypetie Motosuwy i jego persocoma – Chii. Te przygody mogą wydawać wam się proste. Hideki wychowuje Chii niczym małe zwierzątko, a to wiąże się z zabawnymi sytuacjami, które najczęściej zawstydzają głównego bohatera. Może i są proste, ale za to bardzo oryginalne. „Chobits”, to połączenie przygody, komedii i romansu, czyli coś, co grupie CLAMP zawsze dobrze wychodzi. Pomiędzy wyżej wymienionymi gatunkami została zachowana idealna równowaga, a trzeba jeszcze dodać, że poważne, wręcz filozoficzne momenty także mają miejsce, choć mogą być w pierwszej chwili niedostrzegalne. W Chii naprawdę można się zakochać. Jej pierwszy kolorowy rysunek stawia sprawę jasno. Jest w niej niewinność, słodkość, ale także tajemniczość i to właśnie ten element napędza fabułę mangi. Szybko okazuje się bowiem, że bohaterka nie jest zwykłym persocomem, ale o szczegółach dowiecie się już z I tomu. Przygody Hidekiego są przezabawne. Od kupowania damskiej bielizny, ciągłe upadanie Chii na bohatera w dwuznacznych pozach, aż po jej ciągłe naśladowanie otoczenia. Panie z CLAMP potrafią wymalować na twarzach postaci wszystkie emocje, nawet jeśli dotyczy to sztucznej inteligencji. Charakterystyczny element ich twórczości, czyli wielkie oczy sprawiają, że od razu łapie się więź z bohaterami. Oprócz przeciętnego i czasem niezdarnego Motosuwy oraz słodkiej i niczym nieskalanej Chii, mamy także Shinbo, kumpla Hidekiego, pewnego siebie chłopaka, który zdaje się skrywać jakąś tajemnicę oraz jego persocoma, malutką choć zaradną Mirabelkę. Z czasem pojawia się także Minoru Kokubunji, utalentowany i bogaty spec od persocomów, a także nauczycielka głównego bohatera, pani Shimizu oraz jego sąsiadka pani Hibiya. Przejdźmy do tłumaczenia, bo muszę tu poruszyć ważną kwestię.Cały czas używałem określenia „persocom”, zaczerpniętego z oryginału. Niestety w wersji polskiej zastąpiono go słowem „komputer”, co brzmi po prostu niedorzecznie. Rozumiem, że w zasadzie taką funkcję spełniają te roboty, ale nazywanie czegoś, co bardziej przypomina człowieka niż urządzenie „komputerem” wydaje się być nie trafione. Dodatkowo w przypadku persocoma, który został stworzony przez osobę indywidualną, na własną rękę, użyto słowa „składak”, co razi jeszcze bardziej. To wystarczyło by moja ocena tłumaczenia zdecydowanie się obniżyła. I tom mangi „Chobits” pokazuje, że jest to coś więcej niż historia o chłopaku, który z bliska poznaje sztuczną inteligencję w ludzkiej formie. Bohaterowie poznają również swoje własne uczucia, choć nie zostało to jednoznacznie powiedziane. Jest dużo komedii, która ten element przykrywa, ale do czasu. Bardzo szybko wciągniecie się w tę miłosną komedię pełną nieoczekiwanych wydarzeń oraz z życia wziętych historii. Jeśli do tej pory wydawało wam się, że „komputery”, to tylko zimne, pozbawione uczuć urządzenia, to po lekturze „Chobits” z pewnością zmienicie zdanie w tym temacie.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na84 lata temu
Chobits t.7 Nanase Ohkawa
Chobits t.7
Nanase Ohkawa Mokona Apapa Tsubaki Nekoi Satsuki Igarashi
Historia o tym, że prawdziwe szczęście można znaleźć… na śmietniku. Chobits, jedna z najbardziej rozpoznawalnych mang grupy CLAMP, rozważająca zagadnienie, czy sztuczna inteligencja potrafi kochać, mimo upływu czasu wciąż jest warta, żeby po nią sięgnąć. Hideki Motosuwa przenosi się ze wsi do Tokio, aby chodzić do szkoły przygotowawczej na studia. W tak dużym mieście czuje się obco, zwłaszcza, że jest zbyt biedny by pozwolić sobie na to co mają wszyscy inni dookoła – nowoczesne komputery. W tej historii przybierają one humanoidalne kształty i noszą nazwę perseconów. Ich możliwości natomiast przypominają… nowoczesne smartfony. Ku jego zaskoczeniu znajduje jeden… na śmietniku! Komputer ma wygląd ślicznej, nastoletniej dziewczyny, Hideki więc nie do końca wierząc swojemu szczęściu zabiera ją do domu. Tam w końcu udaje mu się ją uruchomić. Tak poznajemy Chii. Poza parą głównych bohaterów czeka nas plejada także innych postaci, które również wiele wnoszą do historii m.in. koleżanka Hidekiego Yumi, jego nauczycielka Shimizu, genialny chłopiec Minoru, itd. Manga należy do gatunku ecchi i romansu jednak z obowiązkowym dla tytułów grupy CLAMP drugim dnem. Początkowo zaczyna się od lekkiej komedii obejmujących wspólne życia dobrodusznego prawiczka i jego słodkiego, dopiero uczącego się świata komputerka. Z czasem historia zaczyna się pogłębiać i zmuszać czytelnika do zastanawiania się nad cięższymi zagadnieniami, takimi jak uczucia sztucznej inteligencji, czy maszyny zastąpią kiedyś ludzi oraz o poszukiwaniu tej jednej jedynej dla każdego osoby. Jest to bardzo charakterystyczne dla autorek zaczynać serię lekko, komediowo by z tomu na tom coraz bardziej plątać fabułę i wprowadzać poważniejsze klimaty. Odpowiedzi nie zostaną podane na tacy, czytelnik na wiele z nich po zakończeniu lektury będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. Obecnie Chobits może wydawać się na pierwszy rzut oka nieco przestarzałe, technika powiem poszła znacznie do przodu. Jednak uważam, że historia jest niezwykle uniwersalna, może nawet bardziej aktualna niż była kiedyś. Kiedy manga powstawała sztuczna inteligencja była tylko ideą, obecnie urzeczywistnia się coraz bardziej. Konstruuje się także humanodialne komputery, którym co prawda jeszcze bardzo daleko do perseconów, jednak kto wie jak to będzie w przyszłości? Chobits pod względem graficznym uważam za prawdziwą perełkę. Prześliczne postacie, stroje, nawet element ecchi został moim zdaniem wykonany z wyczuciem i starannością potrafiąc doskonale udowodnić, że epatowanie naokoło wielkimi piersi nie jest niezbędne, żeby bawić i żeby się podobało czytelnikom. Wydania mangi na rynku polskim podjęło się wydawnictwo JPF. Wydanie jest bardzo ładne, można spotkać je w dwóch wariantach z i bez obwoluty, jednak po tylu latach klej w niektórych tomach trzyma już nieco słabiej i muszę uważać, żeby nie otwierać grzbietów zbyt mocno. Tłumaczenie nie każdemu może przypaść do gustu (kwestia imion),mnie na szczęście nie przeszkadzało w odbiorze w żaden sposób – czytało się bardzo przyjemnie. Polecam każdemu kto chce przeczytać dobrą, wciągającą historię, która zmusza do zastanowienia się nad pewnymi zagadnieniami i jednocześnie chce nakarmić oczy piękną grafiką. Ocena: 9/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na98 lat temu
Muzyka Marie 1 Usamaru Furuya
Muzyka Marie 1
Usamaru Furuya
Jedna z moich ulubionych mang. Jednocześnie jeden z tych komiksów, o których niewiele potrafię napisać - generalnie komiksy nie mają w sobie na tyle dużo treści by opłacało się o nich wiele gadać. A niektóre treść owszem, mają, mają jej nawet sporo, ale w ich przypadku też nie chce się zbyt wiele pisać, aby nie zdradzić tego, co jest tam ukryte i co stanowi o wartości tych dzieł. Muzyka Marie to oczywiście przykład drugiego typu. Muzyka Marie to opowieść specyficzna. Świat przedstawiony zdaje się bazować w dużej mierze na naszym, prawdziwym świecie, ale ewidentnie nie jest zakotwiczony w znanej nam czasoprzestrzeni. Może jest to przyszłość? To - być może - zostanie wyjaśnione w trakcie lektury (ale lepiej tego nie wiedzieć przed). Rzeczywistość ta zabarwiona jest wyraźnymi akcentami steampunkowymi - czy po prostu gearpunkowymi (o ile jest takie słowo),bowiem nie para, ale właśnie zębate (i inne) mechanizmy zdają się być rdzeniem funkcjonalnej mechaniki w tym świecie. Fabuła? Pozornie romans: ona kocha jego, a on kocha inną - w dodatku ta inna nie do końca zdaje się być człowiekiem, raczej "czymś". Trójkąt z gatunku niemożliwych, ale przecież i świat przedstawiony nie jest szczególnie prawdopodobny. Trójkąt ten, co więcej, należy wzbogacić o wątki metafizyczne i filozoficzne, bowiem cała opowieść grawituje ku cięższemu jądru niż to właściwe romansowi. Tak naprawdę romans jest zmyłką. Takim trochę skierowaniem oczu w konkretną stronę w momencie kiedy sztukmistrz czyni swoje cuda. Kreska - z jednej strony dość klasyczna dla mangi, z drugiej ciut jakby bardziej europejska. Całość w czerni i bieli, tu akurat tradycyjnie. Autor meandruje od szkicu pozbawionego szczegółów, bardzo ogólnego (nawet w twarzach) do takiego, który buzuje od ilości detali. Tusz mocny, wyrazisty. W sumie to pod względem graficznym najsłabszym elementem układanki jest okładka - mnie się nie podoba, może przez te dorzucone gratis koła zębate, które się nie zazębiają jako i cała okładka. Poza tym git. Co istotne: opowieść ma dwa tomy, sens mają wspólnie. Przeczytanie tylko jednego pozostawia czytelnika ze zbyt wieloma pytaniami by takie cierpienie miało sens.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na82 lata temu
Highschool of the Dead tom 1 Daisuke Sato
Highschool of the Dead tom 1
Daisuke Sato Shouji Sato
Świetna manga w tematyce zombie, a w połączeniu z miejscem akcji, jakim jest japońskie liceum wypada to naprawdę klimatycznie. Początek wydaje się mocno naiwny, jakby fantazja nastoletniego, nieszczęśliwie zauroczonego chłopaka: „Wyobrażę sobie, że szkołę atakuje zombie i wyciągam ją z klasy w środku lekcji, ratując ją.” Założę się, że tak też powstał pomysł na tę fabułę - autor w czasach wyobrażał sobie, jak to ratuje damę z opresji. Akcja od samego początku, dużo napięcia i emocji, a bohaterowie nie są miękkimi kluchami. Przyjemnie się to czytało, jeśli chodzi o fabułę. Natomiast jeśli chodzi o naturę czysto techniczną tej mangi - nie wiem, czy to polskie wydawnictwo wprowadziło taką decyzję, czy też w innych wersjach językowych też tak jest, ale te teksty są tak rozciągnięte, że musiałam na początku przyzwyczaić oczy. Czcionka jest rozciągnięta wzdłuż, przez to litery były nienaturalnie wąskie. Podobno już nie wydają tej mangi po polsku, nie zdziwię się, jeśli to przez tę czcionkę. Śmiać mi się też chciało, ilekroć widziałam anatomię jednej z postaci - pielęgniarki szkolnej. Rysownik zrobił jej piersi niczym wymiona krowy. Miały nawet taki kształt. Niby wiem, że to ecchi, ale ohyda. Przesadził. Poza tym nie było za dużo innych elementów ecchi (styl projektowania postaci kobiecych, przeseksualizowywanie ich, ukazywanie ich w kusych stylizacjach, a nawet bez). I dobrze. 7.5/10
MagicznyKokietek - awatar MagicznyKokietek
ocenił na81 rok temu
Highschool of the Dead tom 2 Daisuke Sato
Highschool of the Dead tom 2
Daisuke Sato Shouji Sato
Będąc miłośnikiem tworów popkultury wszelakiej maści, w tym najbardziej anime i mangi z kraju kwitnącej wiśni, nie da się ominąć ,,wąskim" czy ,,szerokim" łukiem lub, co najgorsze, całkowicie zapomnieć wielu wysmakowanych produktów w gatunku sci-fi, sci-fi postapokalipsa, horror i dreszczowiec, czy horror post-apokalipsa. Zwłaszcza jeśli jest się tym upartym pasjonatem tajemniczych, wykreowanych dla sedna dobrej i wciągającej rozrywki Światów, jego postaci, dynamicznej narracji, a nawet fanem nie stroniącym od teoretyzowania i główkowania odnośnie wielu aspektów, elementów, postaci etc. w danym Uniwersum takowego gatunku. I nie da się nie być w tej kwestii spełnionym, ot klasycznie kimś ,,zwycięskim!", kto z dumą rzuca przed siebie słowa: ,,Veni, vidi, vici!” Bycie świadomą tego, jaką kulturę się reprezentuje, czemu się poświęca czas jednostką, i to tą jednostką, która jako część społeczności, przykładowo, fandomu mang i anime, a szerzej: takowych sci-fi czy jak to niniejszym piszę horroru lub dostawione w te nurty post-apo gatunków, ją zwyczajnie reprezentuje i w ten sposób tworzy świadomy swoich potrzeb kolektyw, to... fantastyczna sprawa. Na pewno tak się czuje każdy ,,anime-mangoholik” bez reszty zaangażowany w poznawanie, pielęgnowanie i przekazywanie walorów tych mediów wychodzących z ramienia japońskiej kultury. I to jest w tym wszystkim fantastyczne. I tak, w oczekiwaniu na jakiś ,,konkretny”, bo równy fabularnie, wciągający poprzez swą dynamikę przedstawiania całej gamy wydarzeń, mający płynne efekty specjalne komputerowe, praktyczne, a także montaż, film kinowy w materii fantastyki naukowej zmiksowanej specyficznie z horrorem, rozpoczynającym poprzez taką a nie inną konstrukcję scenariusza w danym dziele apokalipsę ludzkości spowodowaną przez mózgożerne wygłodniałe Zombie, postanowiłem jednak nie zwlekać i zająć się lekturą i jej omówieniem oraz niniejszym zrecenzowaniem: drugiego tomu mangi "Highschool Of The Dead" autorstwa Daisuke Sato oraz Shouji Sato. Ich pierwsze ,,rozdanie” z tym komiksem okazało się dość zadowalające, ale z kilkoma drobnymi potknięciami w odbiorze całokształtu przez czytelnika tomu no.1. Poznaliśmy, mimo iż było to oczywiste i przewidywalne jeśli chodzi o rozwój narracji i jej dalsze reperkusje dla tegoż to ,,Świata wstępującego do bram Zagłady”, co tak naprawdę w Uniwersum HOTD był tym stricte najpoważniejszym flagowym zagrożeniem. A były nimi ,,Zimni”, ,,Sztywni”, czy po prostu ,,Zombie” – którzy stanowili dla naszych postaci, przeważnie młodych bohaterów, wśród których ,,młodzieżą” zdaje się być jeden z wychowawców z Liceum, do którego uczęszcza nasza alejka głównych protagonistów, prowodyr do zmian w pojęciu tego, co w życiu jest najważniejsze; prowodyr do sprawdzenia tego, kto tak naprawdę we współczesnym wymiarze rozwiniętej i ,,łatwej cywilizacji” ma szansę na przetrwanie. W końcu tom 1 ,,HOTD” był bardzo intensywnym, lekko ograniczonym kursem przygotowującym tych młodych ludzi wieku około-licealnego – do początków dni apokalipsy, w których najważniejsze będzie po prostu… przetrwanie, gdzie każda własność, choćby i bardzo prywatna, intymna i ważna dla jednostki będzie pojęciem iluzorycznym, niczym anarchia lub kradzież. Tomy kolejne HOTD być może będą prawdziwą jazdą bez trzymanki i cholernie cierpkim sprawdzianem z lekcji survivalowych. W końcu wygrają najsilniejsi albo ci najbystrzejsi, a tylko frajerzy mogą w rzeczywistości, która chyli się prawdopodobnie ku upadkowi mieć totalne szczęście i przetrwać wykorzystując słabości innych i swoją zewnętrzną, ale bardzo charyzmatyczną ,,sztuczność”. I tym kimś nie oszukujmy się był Koichi Shidou, ktoś kogo mangowicze oraz animeholicy tego Uniwersum nie do końca polubili, a który w szczególności w tomie pierwszym mangi potrafił wprowadzić, mimo iż brzydkiego i agresywnego, to jednak: sporo zamieszania nadającego nieoczekiwanie większego tętna samej akcji, którą smakujemy w tym mangowym medium HOTD. Nie tylko w tomie drugim komiksu od ,,panów Sato” nauczyciel Shidou interesował mnie swoją osobą, jako postaci, która w tych konkretnych rozdziałach kolejnego cyklu mangi może nabroić i porobić ciekawego chaosu narracyjno-informacyjnego. Na pewno byli to ,,ci inni”, jeszcze nie odkryci ludzcy adwersarze, na których mogą natknąć się główni bohaterowie. I tak ,,zombie licealne realia” w tym wydaniu weszły w nieco inny dryg i tempo ukazywania kolejnych wycinków z ,,zombie-postApo” wymiaru rozgrywki jak i rozrywki, który dla tych śmiałków stawał się coraz bardziej… zbyt rzeczywisty. Na ruszt weszło sporo ,,mięska ecchi” - mimo iż w stosunku do tomu 1-ego sama dynamika w stu procentach znaczenia tego słowa dla istoty czegoś, co fabularnie kreuje się w fikcyjnej rzeczywistości, się po prostu poprawiła. Autorzy sprytnie ,,wtłoczyli” ledwo co zakryte fragmenty nie tyle co dziewczęcej, a raczej kobiecej - bo brak koloru jak dla zwykłego komiksu sporo w tej kwestii ,,odczytania ecchi” zaburza – intymności. Wyszło to na tyle dostatecznie nieodpychająco, że gdy mangowicz zaangażuje się w same wydarzenia tego tomu, ich eksplozję poprzez świetnie rozrysowane sceny i polokowane kadry na planszach, to raczej marudzić na ,,cycuchy i majteczki” nie będzie, ba!, prędzej na to puści oko niż wytknie panom Sato to prosto w twarz. I co istotne, samo HOTD to chyba najlepsze – mimo kosmetycznej tylko wadzie w postaci infantylności Ecchi i niekiedy głupotek podejmowanych przez najważniejsze postaci tej ,,Zombie młodzieżowej dramy” – cokolwiek komiksowego w tematyce szeroko pojętego Zombizmu, co istnieje na rynku popkultury. Z tego tematu, od naszych zawadiacko do post-apo horroru podchodzących Japończyków, wyziera niezobowiązująca i pędząca na złamanie karku rozrywka, bez żadnych smuteczków i płaczu, że danego bohatera nie ma już wśród nas, jak to miało miejsce chociażby w komiksach „Żywe Trupy” czy seriali na podstawie tego Uniwersum. Świetna zabawa z podstawowymi, a nie jakimiś głębokimi emocjami to w tej kwestii podstawa, tym bardziej jeśli dynamika przeważa, a intrygi i tajemnicy dostaje fan tu na deser. Tom drugi omawianej mangi stroni dość klarownie od skromności. I to co naprawdę może tu zadziwić lubiącego takowe ,,zombie multigatunkowe klimaty” geeka to… chaos idący w parze z bezpardonowością tempa ,,mielonych łbów sztywnych” i kreowanej nieprzewidywalnie narracji. Tak, brzmi to dziwnie, ale gdy wczyta się, ba!, wejrzy w bardzo drobiazgowy, lekki kreską, ale i ostry rysunek widoczny w sferze wizualnej tomu, to zrozumie się, że nie trzeba ,,pierdyliarda” linijek tekstu w dialogach w dymkach nad czy wokół postaci danej sceny. Nie, rysunek i inteligentnie do takiego scenariusza, do tak specyficznych postaci dobrane w ograniczonych ilościach dialogi (także jakość ich fizycznego przedstawienia, dostosowana do gatunku i stylu rysowania oraz specyfiki rzeczywistości) robią najlepszą robotę. I gdy stanowią tu jedność, a stanowią, to da się ten chaos polubić. Fabule i całej tu kreowanej rzeczywistości towarzyszy sporo z ,,amerykańskości”. Tu każdy chciał zaistnieć, i mieć swoje 5 minut, które miało się okazać najważniejsze. Takashi i Kouta momentami zdawali się za bardzo ,,rozpychać”… odrzucali w ten sposób na dalszy plan istotę tego, co robią inni bohaterowie. Postaci żeńskie, cóż, bywało i tak, że zostały zepchnięte nie przez mężczyzn tej opowieści, a… twórców mangi, którzy postanowili ,,za bardzo skupić się” na ich krągłościach i atrybutach kobiecości, które naprawdę są ,,solidneee!". Oczywiście zachowano granice rozsądku w takowym graficznym ,,uwydatnianiu” naszych bohaterek, bo przynajmniej ich cechy cielesne, które tak się uwypuklały sprytnie wykorzystano np. w scenach wspólnej kąpieli dziewczyn, czy przypadkowych ,,niby śmieszkowych” dotknięć w danej scenie, do której logicznie autorzy doprowadzili (np. rozgrywały się one w miejscach, które postaci czuły się stosunkowo bezpieczne, były w stabilnym towarzystwie, czyli ,,jak u siebie”) – dotknięć lub szturchnięć głowy Takashiego lub nieco rzadziej Kouty w pośladek lub krągły i obfity biust kobiety… czyli ich towarzyszek z drużyny przetrwania. Najlepsze jest to, że pierwsze dwa tomy mangi HOTD, co szczególnie uwydatnia dopiero tom 2, iż cała post-apokaliptyczna historia trwa w tym Świecie około 24h. Ale dopiero jest to doba... Można się kłócić, bo ów gatunek dla mangi jak i anime nie jest tym prawdziwym post-apo… jest jedynie wstępem do apokalipsy, być może ,,papierkiem lakmusowym”, ot próbą kontrolną tego, czy ludzkość rzeczywistości tej serii zdołała ,,odroczyć’ wyrok na cywilizacji i zapobiec epoce po zagładzie. I na moment finału omawianej mangi paczka, a raczej ,,Zgraja” Takashiego (choć moim zdaniem jest on umownym głównym charakterem; nie przewodzi w ilości kadrów w tomie na których jest rozmieszczony, co oznacza, że twórcy postawili na kreację przetrwania jednostki, ale na zasadzie współpracy w stadzie, i to w zaprzyjaźnionym i niepodzielonym niczym, bo w epoce, która może zakończyć żywot współczesnej zbiorowości gatunku ludzkiego: ,,w kupie siła!”) radzi sobie cholernie dobrze, ba!, potrafili przetrwać chwilową rozłąkę oraz postępujący chaos - czyli twórcy spisują się na takowe akty tomu no.2 dość dobrze i w miarę logicznie. Może i zabrzmi to trochę infantylnie, ale mimo wszystko te kilkanaście pierwszych rozdziałów mangi tegoż to Uniwersum to opowieść o miejscami przewrotnej i z lekka ,,przelukrowanej i przesłodzonej" (no bo w końcu odbiorca docelowy miał być niniejszym specyficzny) ale jednak… współpracy między członkami grupy i jej konsekwentności, i to współpracy w bardzo niekorzystnych warunkach... w niekorzystnych czasach. I kto by pomyślał, że ,,Syndrom rządzy mordu" - tak zostanie nazwany Zombizm w tym świecie; kto by przewidział, że w dodatku do tomu pojawi się omówienie, ot legenda, do absolutnie wszystkich broni ręcznych użytych przez postaci tych kilku rozdziałów... Wszystkich: od zwykłego klucza do dużych śrub aż po różnego rodzaju broń palną!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na72 lata temu
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 3 Shoko Yoshinaka
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 3
Shoko Yoshinaka
Trzeci tom stanowi dokończenie historii rozpoczętej w drugim tomie. Jest to stosunkowo wierne oddanie tego co było w pierwszych paru odcinkach serialu animowanego. Czy zakończenie jest satysfakcjonujące? Lina została uwięziona przez Zelgadisa i jego ludzi. Złoczyńcy usiłują dowiedzieć się od Liny, gdzie jest ukryty kamień filozoficzny. Okazuje się jednak, że tak naprawdę kto inny pociąga za sznurki. Początek tomu był trochę zniechęcający. Postacie zachowują się bardzo dziecinne wdając się w bezsensowne pyskówki. Na dodatek potem jeszcze parę razy do tego wracają, co naprawdę mnie irytowało. Podobało mi się jak pogłębiono tu psychologicznie Zelgadisa i Rezo. Obaj okazują się bardzo niejednoznacznymi postaciami o zrozumiałej motywacji. Przy tym też nie zawsze można usprawiedliwić ich działania. Trochę gorzej na tym tle wypadają bohaterowie poboczni. Mają swoje charaktery, ale zbyt często zachowują się jak chodzące karykatury. Moim zdaniem finał trochę rozczarowuje. Tak jakby nie miano pomysłu na zawiązanie akcji do epickiej walki finałowej, więc, wyciągnięto nową postać z czapy. Dobrze tu pokazano wprawdzie jej potęgę, ale szkoda, że ostatecznie całość została rozwiązana za pomocą deus ex machina. Sceny akcji w tym tomie wydają mi się czytelniejsze niże ostatnio i łatwiej je śledzić. Całkiem ładnie wyglądają projekty demonów, chociaż nie są zbyt oryginalne. Tom ma parę fajnych pomysłów. Psuje go jednak dziecinny początek i rozczarowujący finał. Ogólnie jednak przyjemna lektura.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na63 lata temu

Cytaty z książki Neon Genesis Evangelion t. 6

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Neon Genesis Evangelion t. 6