Podróż do Centrum

Okładka książki Podróż do Centrum autora Brian Stableford, 838517513X
Okładka książki Podróż do Centrum
Brian Stableford Wydawnictwo: Express Books Cykl: Asgard (Express Books) (tom 1) fantasy, science fiction
303 str. 5 godz. 3 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Asgard (Express Books) (tom 1)
Tytuł oryginału:
Journey to the Centre
Data wydania:
1991-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
303
Czas czytania
5 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
838517513X
Tłumacz:
Andrzej Maciejewski
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podróż do Centrum w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Podróż do Centrum

Średnia ocen
6,4 / 10
36 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Podróż do Centrum

avatar
474
431

Na półkach:

Sporo dobrych pomysłów Stableforda, czytelnik powinien to chłonąć z rozdziawioną papą. Ale nie chłonie, raczej jest przynudzony. Niestety, choć fajnych pomysłów nie brakuje, to czyta się to z małą satysfakcją. Dlaczego?

WIĘCEJ:
https://seczytam.blogspot.com/2025/02/brian-stableford-centrum-t-1-2.html

Sporo dobrych pomysłów Stableforda, czytelnik powinien to chłonąć z rozdziawioną papą. Ale nie chłonie, raczej jest przynudzony. Niestety, choć fajnych pomysłów nie brakuje, to czyta się to z małą satysfakcją. Dlaczego?

WIĘCEJ:
https://seczytam.blogspot.com/2025/02/brian-stableford-centrum-t-1-2.html

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2969
2429

Na półkach: ,

Dość ciekawe science-fiction, powiedziałbym "klasycyzujące", wpisujące się w ten poszukiwawczy nurt, który dominował gdzieś tak do połowy lat osiemdziesiątych.

Dość ciekawe science-fiction, powiedziałbym "klasycyzujące", wpisujące się w ten poszukiwawczy nurt, który dominował gdzieś tak do połowy lat osiemdziesiątych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
879
869

Na półkach: , ,

Lata 90' to był dziwny czas. Powstała cała masa wydawnictw które zaczęło wydawać fantastykę w formacie normalnym i kieszonkowym. Pośród nich zdarzały się niezłe perełki. "Podróż do Centrum" jest właśnie taką perełką. Perła z lamusa he he :) Dobrze napisana, wartka i ciekawa. Z polotem i ciekawym pomysłem. Oczywiście zdarzają się wątki, postawy czy postaci trącające myszką (np. pani bohater Gwiezdnej Gwardii) ale to nic takiego. Ciekawym pomysłem jest istnienie planety Asgard (Hollow Earth?) i tajemniczej cywilizacji która ją stworzyła. Do tego inteligentne ksenobionty. Autor nawet zbudował dla niektórych ras ciekawe filozofie życia. Wszystko to sprawia, że "Podróż" czyta się bardzo przyjemnie, przykuwa uwagę i nie męczy. Zakończenie jest ewidentnie wstępem do kolejnej części... jaka szkoda, że wydawnictwo Express Books nie zdążyło wydać ostatniej części :/ Polecam tą perełeczkę.

Lata 90' to był dziwny czas. Powstała cała masa wydawnictw które zaczęło wydawać fantastykę w formacie normalnym i kieszonkowym. Pośród nich zdarzały się niezłe perełki. "Podróż do Centrum" jest właśnie taką perełką. Perła z lamusa he he :) Dobrze napisana, wartka i ciekawa. Z polotem i ciekawym pomysłem. Oczywiście zdarzają się wątki, postawy czy postaci trącające myszką...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

79 użytkowników ma tytuł Podróż do Centrum na półkach głównych
  • 49
  • 30
46 użytkowników ma tytuł Podróż do Centrum na półkach dodatkowych
  • 30
  • 7
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Podróż do Centrum

Inne książki autora

Okładka książki Widma nad Innsmouth Ramsey Campbell, Adrian Cole, Basil Copper, Neil Gaiman, David Langford, D.F. Lewis, H.P. Lovecraft, Brian Lumley, Brian Mooney, Kim Newman, Nicholas Royle, Guy N. Smith, Michael Marshall Smith, Brian Stableford, David A. Sutton, Peter Tremayne, Jack Yeovil
Ocena 7,3
Widma nad Innsmouth Ramsey Campbell, Adrian Cole, Basil Copper, Neil Gaiman, David Langford, D.F. Lewis, H.P. Lovecraft, Brian Lumley, Brian Mooney, Kim Newman, Nicholas Royle, Guy N. Smith, Michael Marshall Smith, Brian Stableford, David A. Sutton, Peter Tremayne, Jack Yeovil
Okładka książki Deepest, Darkest Eden Jesse Bullington, Ran Cartwright, Garrett Cook, John R. Fultz, Cody Goodfellow, Zak Jarvis, Marc Laidlaw, Nick Mamatas, Dieter Meier, Lisa Morton, Robert M. Price, Joseph S. Pulver jr, Brian M. Sammons, Charles Schneider, Ann K. Schwader, Darrell Schweitzer, John Shirley, Brian Stableford, Don Webb
Ocena 0,0
Deepest, Darkest Eden Jesse Bullington, Ran Cartwright, Garrett Cook, John R. Fultz, Cody Goodfellow, Zak Jarvis, Marc Laidlaw, Nick Mamatas, Dieter Meier, Lisa Morton, Robert M. Price, Joseph S. Pulver jr, Brian M. Sammons, Charles Schneider, Ann K. Schwader, Darrell Schweitzer, John Shirley, Brian Stableford, Don Webb
Okładka książki The Freedom of Fantastic Things: Selected Criticism on Clark Ashton Smith Steve Behrends, Carl Jay Buchanan, Fred Chappell, Scott Connors, Stefan R. Dziemianowicz, Lauric Guillaud, Ronald S. Hilger, S.T. Joshi, Donald Sidney-Fryer, Brian Stableford, Charles K. Wolfe
Ocena 0,0
The Freedom of Fantastic Things: Selected Criticism on Clark Ashton Smith Steve Behrends, Carl Jay Buchanan, Fred Chappell, Scott Connors, Stefan R. Dziemianowicz, Lauric Guillaud, Ronald S. Hilger, S.T. Joshi, Donald Sidney-Fryer, Brian Stableford, Charles K. Wolfe
Okładka książki To, co najlepsze w fantasy Kathryn Cramer, David G. Hartwell, Robert Sheckley, Brian Stableford, Michael Swanwick, Gene Wolfe
Ocena 6,3
To, co najlepsze w fantasy Kathryn Cramer, David G. Hartwell, Robert Sheckley, Brian Stableford, Michael Swanwick, Gene Wolfe
Okładka książki Shadows over Baker Street Steven-Elliot Altman, Elizabeth Bear, Poppy Z. Brite, Simon Clark, David Ferguson, Paul Finch, Neil Gaiman, Fergus Gwynplaine MacIntyre, Barbara Hambly, Caitlín R. Kiernan, Tim Lebbon, James Lowder, Richard A. Lupoff, Patricia Lee Macomber, John Pelan, Steve Perry, Michael Reaves, Brian Stableford, John P. Vourlis, David Niall Wilson
Ocena 4,3
Shadows over Baker Street Steven-Elliot Altman, Elizabeth Bear, Poppy Z. Brite, Simon Clark, David Ferguson, Paul Finch, Neil Gaiman, Fergus Gwynplaine MacIntyre, Barbara Hambly, Caitlín R. Kiernan, Tim Lebbon, James Lowder, Richard A. Lupoff, Patricia Lee Macomber, John Pelan, Steve Perry, Michael Reaves, Brian Stableford, John P. Vourlis, David Niall Wilson
Okładka książki To, co najlepsze w SF 3 Gregory Benford, Terry Bisson, Ray Bradbury, Greg Egan, William Gibson, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Nancy Kress, Paul Levinson, Kim Newman, Robert Silverberg, Brian Stableford, Michael Swanwick, Jack Williamson, Gene Wolfe, Jack Yeovil, praca zbiorowa
Ocena 6,3
To, co najlepsze w SF 3 Gregory Benford, Terry Bisson, Ray Bradbury, Greg Egan, William Gibson, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Nancy Kress, Paul Levinson, Kim Newman, Robert Silverberg, Brian Stableford, Michael Swanwick, Jack Williamson, Gene Wolfe, Jack Yeovil, praca zbiorowa
Okładka książki To, co najlepsze w SF 2 Stephen Baxter, Gregory Benford, Terry Bisson, John Brunner, Kathleen Ann Goonan, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Robert Reed, Brian Stableford, Allen Steele, Bruce Sterling, Kate Wilhelm, Connie Willis, Gene Wolfe, Dave Wolverton
Ocena 6,7
To, co najlepsze w SF 2 Stephen Baxter, Gregory Benford, Terry Bisson, John Brunner, Kathleen Ann Goonan, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Robert Reed, Brian Stableford, Allen Steele, Bruce Sterling, Kate Wilhelm, Connie Willis, Gene Wolfe, Dave Wolverton
Brian Stableford
Brian Stableford
Brian Michael Stableford (ur. 25 lipca 1948),brytyjski pisarz science fiction, który opublikował ponad 50 powieści. Jego książki zostały wcześniej opublikowane jako Brian M. Stableford. Pisał również pod pseudonimem Brian Craig. Pseudonim pochodzi od nazwiska jego i przyjaciela ze szkoły z 1960, Craig A. Mackintosh, z którym wspólnie opublikował bardzo wczesne prace. Urodził się w Shipley , Yorkshire , ukończył dyplom z biologii na University of York w 1969r., później z socjologii. W 1979 roku otrzymał doktorat z pracy na temat "Socjologia Science Fiction". Do 1988 pracował jako wykładowca socjologii na University of Reading. Był dwukrotnie żonaty, ma syna i córkę z pierwszego małżeństwa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gwiazda Imperium Samuel R. Delany
Gwiazda Imperium
Samuel R. Delany
Muszę się wam przyznać, że Samuel Delany jest prawdopodobnie moim ulubionym autorem z tych, których od dawna się już w Polsce nie wydaje. W dodatku jego najsłynniejsze dzieła (Nova oraz Babel-17) zostały przetłumaczone bardzo kiepsko, co odbiło się na negatywnym odbiorze jego twórczości w naszym kraju. Moja ostatnia do nadrobienia powieść Delany’ego wydana u nas pod tytułem “Gwiazda Imperium” okazała się w pełni satysfakcjonującym przeżyciem. Nie dość, że jest szalenie oryginalna, to jeszcze bardzo umiejętnie przetłumaczona i jeśli nie zaspoilerujesz jej sobie opiniami, które w pierwszym zdaniu postanowiły - z nieznanych mi przyczyn - wyjawić końcowy twist fabularny, to również wyjdziesz z tej przygody przyjemnie zaskoczony. “Gwiazda Imperium” opowiada historię 18-letniego chłopaka, Komety Jo. Mieszka on na księżycu gazowego olbrzyma w układzie Tau Ceti i pewnego dnia napotyka obcych, którzy rozbili się nieopodal swoim statkiem kosmicznym. Jeden z nich prosi Jo, aby przekazał on pilną wiadomość do tytułowej Gwiazdy Imperium. Chłopak jest prostaczkiem i nie ma najmniejszego pojęcia, jak się tam dostać, gdzie to w ogóle jest, nie wie nawet co ma dokładnie przekazać. Całe swoje życie spędził w tym samym miejscu pomagając przy rafinowaniu pewnego rzadkiego minerału, nie ma pojęcia, co kryje przed nim wszechświat, ale postanawia ruszyć w podróż. Po drodze napotyka przychylnych mu ludzi i nieludzi, którzy przybliżą go do poznania odpowiedzi na nurtujące go pytania i skierują jego umysł w stronę postrzegania wielodrożnego. Najbardziej podobał mi się język powieści oraz jak tłumacz oddał te niuanse nietypowej wymowy oraz słownictwa, z jakiego korzystają postacie. Była to dla mnie czysta przyjemność. Delany ma do tego naprawdę fajne, niebanalne pióro, które pochłania się wzrokiem. Weźmy taki przykład z rozdziału drugiego: “Ostrzegałem ich, i owszem, kiedy nasz pierwszy statek się zepsuł i odlatywaliśmy z Pd. Doradus na tym organoformowym jachcie. Wszystko wyglądało różowo, dopóki pozostawaliśmy w stosunkowo zapylonym rejonie Obłoku Magellana, ale gdy weszliśmy w opustoszałą przestrzeń Spirali Ojczystej, mechanizm otorbiający nie miał już czego poddać katalizie”. Podoba mi się, jak Delany dobiera słowa. Organoformowy brzmi jak coś prosto ze świata Instrumentalności Cordwainera Smitha, “zapylony” zamiast “zatłoczony” czy “zaśmiecony”, mechanizm otorbiający - to są takie detale, które wyróżniają wtórną pozycję od tych napisanych ciekawym językiem. Przynajmniej gdy podświadomie czujesz, że zostały napisane po angielsku. Delany bawi się słowem, wymyślając fajne neologizmy, a tłumacz dobrze oddał subtelności języka pod kątem poziomu wykształcenia jego użytkownika. Bardzo lubię, jak Delany łamie czwartą ścianę - robił to również w “Einstein Intersection”, i robi to też tutaj. Z łatwością wchodzi również na metapoziom literatury, frywolnie w środku opowieści podejmując temat literackiej oryginalności oraz tworzenia z elementów ukształtowanych przez poprzedników. Jedna postać radzi Komecie Jo, aby nauczyła się doskonalszego mówienia w interlingu, ponieważ jeśli ktoś będzie chciał kiedyś przeczytać o jego losach (tak, to o nas) to odpadnie po 50 stronach, a tego by Jo przecież nie chciał. Na początku książki wszechwiedzący narrator sam się wyznacza na to stanowisko, pod koniec wprost się do nas zwraca, byśmy podeszli do wydarzeń wielodrożnie (holistycznie, z wielu punktów widzenia, analitycznie),abyśmy samodzielnie wypełnili niektóre luki, które w narracji są pominięte, bo narrator zakłada, że to przecież oczywiste, że jeśli A zmierza do C, to po drodze napotka przecież B i nie wymaga to dodatkowego komentarza. O fabule nie mogę napisać nic konkretnego, ponieważ moim zdaniem zepsułoby to odbiór, odebrało ten cudowny element zaskoczenia. Mogę tylko powiedzieć, że postacie są bardzo intrygujące i w wieloraki sposób ich losy wpłyną na misję Komety Jo. Fabuła wartko pędzi do przodu, pełna ciekawych kosmicznych lokacji, wszędzie zatrzymujemy się tylko na chwilkę, aby poszybować dalej w nieznane. Pozbieranie wszystkich elementów do jednego koszyczka daje satysfakcje, a po samym zakończeniu lektury miałem ochotę przeczytać ją jeszcze raz i wyłapywać z pozoru nieistotne wzmianki w kontekście wiedzy, którą czytelnik uzyskuje wraz z przewróceniem ostatniej kartki. A że książkę czyta się bardzo szybko (3-4h) to można to bez problemu zrobić i czerpać zupełnie innego rodzaju przyjemność niż za pierwszym razem. Jedno czy dwa pytania pozostały mi po lekturze, ale czuję, że szerszy zarys już ogarnąłem, a tam gdzie trzeba łączyć kropki miło jest pofantazjować. Rozdrożność, parodrożność, wielodrożność - innymi słowy poziomy “mądrości”, tak bardzo różne od inteligencji. W jaki sposób osiągnąć mądrość? Co nam ona daje, przed czym chroni? Czy da się zrezygnować z nabytej mądrości? Cudzysłów za pierwszym razem nie był przypadkowy - w tych pojęciach chodzi również o pewien sposób postrzegania świata i zależności w nim występujących. W książce Delany’ego podkreśliłem sobie kilka ciekawych sentencji na podobne tematy. Są one napisane metaforycznie, nie-wprost, zaskakująco niebanalnie. Trzeba się trochę wysilić, aby przełożyć je na naszą codzienność. Jest tu dużo nawiązań osobistych od autora, kilka ciekawych poglądów na poezję i literaturę per se, przekazywanych ustami jednej z postaci, której imię i nazwisko to anagram do Samuela Delany’ego. I szczerze mówiąc mam pewną teorię, której prawdopodobieństwo słuszności oceniam na jakieś 5%, że cała ta przygoda i świat przedstawiony jest jedną wielką metafikcją na temat literatury - na temat oryginalności, odtwarzania, novum w fikcji. Skakanie z tematu na temat (w poezji i beletrystyce) jest jedyną formą zaspokojenia pisarskiej ciekawości, bo pisarz (Delany) pozbawiony nowych bodźców czułby się wypalony, albo w kontekście powieści - jak ktoś, kto wpadł w słońce, kończąc tym samym swój artystyczny żywot. To pewnie moje brednie, ale podoba mi się ta interpretacja. Tak samo trzymane w niewoli Lll używane do tworzenia światów odbieram jako schematy światotwórcze i fabularne, które należy uwolnić w powodzi kreatywnej twórczości. Okej, może za mocno popłynąłem. Nieważne, to jest Delany - to proza eksperymentalna, więc pospekulować można, a nawet trzeba. Jeśli nie metafikcja, to z pewnością motyw niewolnictwa pod postacią Lll, istot zdolnych odbudowywać całe planety i społeczeństwa (jak?). Stworzenia tak potężne, że ceną ich posiadania jest bezbrzeżny smutek… Jest to bardzo ważny i świetnie poprowadzony wątek - bo nie ma w jego wykonaniu żadnych schematów. Pewnie można odnieść wrażenie, że czyta się to trochę jak młodzieżówkę, ale poza rozrywką autor daje nam popis wyobraźni i trzeba się trochę nagłówkować, aby ogarnąć fabułę w całości i dokopać się do drugiego dna tej opowieści, aby skłoniła Cię ona do kilku przemyśleń. Polecam wyłącznie osobom mającym już jakieś doświadczenie w nowofalowej fantastyce. Tylko w takim przypadku dostrzeżecie, jak bardzo Delany się wyróżnia na tle swoich kolegów po piórze - a przynajmniej mi, gdy czytam jego książki towarzyszy takie poczucie doświadczania novum, zmiany paradygmatu. Delany nie stosuje się do żadnych reguł, nie bierze jeńców, nie podsuwa prostych rozwiązań - daje ci wytwór nieokiełznanej wyobraźni i woła do Ciebie “ugryź to”. Dla mnie pychota, ale musicie spróbować sami. Entuzjastyczne 8/10. Jeśli mi nie wierzycie, że warto, zerknijcie na goodreadsa, gdzie książka ma niesamowicie pozytywne opinie (ale spoilery z końcówki pojawiają się i tam). Z pewnością sięgnę po krótsze formy tego autora w języku angielskim, na pierwszy ogień - The ballad of beta-2.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na81 rok temu
Psychodrama Poul Anderson
Psychodrama
Poul Anderson
Opinia może być potraktowana jako spoiler. Poul Anderson wykorzystał w swoim opowiadaniu motyw gier fabularnych, których bujny rozkwit przypadał na ostatnie 20-25 lat XX w.. Oczywiście w prezentowanym opowiadaniu gry RPG są dostosowane do realiów świata wykreowanego przez autora. Traktowane one są nie tylko jako forma rozrywki, ale również jako rodzaj treningu intelektualnego dla naukowców wysyłanych w celu badania bliższego i dalszego wszechświata. Coś co początkowo wydaje się być dla trójki głównych bohaterów tylko zabawą i rozwojem własnej kreatywności, z czasem staje się dominującą formą ich spędzania wolnego czasu, doprowadzając nawet do zrywania tworzących się relacji międzyludzkich w realnym świecie. Bohaterowie opowiadania zaczynają spoglądać na siebie w realnym świecie oczami swoich wykreowanych postaci, co prowadzi do dalszego zacierania się granicy pomiędzy światem realnym a tym wyimaginowanym. Kulminacyjny moment opowiadania to misja badawcza powierzchni jednego z księżyców Saturna. Jego lodowa powierzchnia tak bardzo przypomina bohaterom lodową krainę fantasy w której prowadzą swoją rozgrywkę, że kompletnie zatracają się w swoich fabularnych alter ego. Przestają zwracać uwagę na grożące im niebezpieczeństwa, co prowadzi do katastrofalnych konsekwencji... Można spierać się o to czy, czy autor tym opowiadaniem chciał skrytykować gry fabularne jako takie, czy raczej w przerysowany sposób wskazywał jak może skończyć się zbytnie zaangażowanie w tego typu rozgrywkę, a może po prostu motyw gier RPG (czy może raczej storytelling'owych) pasował mu do koncepcji przygotowywanego opowiadania. Sam byłem swego czasu fanem gier fabularnych i nawet jeśli autor chciał tym opowiadaniem wykazać negatywną stronę RPG-owego medalu, w mojej opinii warto to opowiadanie przeczytać. To jest po prostu dobry i ciekawy tekst. A spojrzenie na pewne zjawisko jakim były i chyba nadal są gry fabularne, warte przemyślenia.
Przemek - awatar Przemek
ocenił na68 lat temu
Krypta Bestii Alfred Elton van Vogt
Krypta Bestii
Alfred Elton van Vogt
Kooot! [w :] Alfred Elton van Vogt, Krypta bestii "Krypta bestii” van Vogta to zbiór opowiadań. Te opowiadania są różne, jedne dłuższe na kilkadziesiąt stron po nawet bardzo krótkie. Są to opowiadania science fiction traktujące o podróżach w czasie, o kosmicznych peregrynacjach, o relacjach z innymi rasami na gruncie obyczajowym, chociażby relacje typowo partnerskie, w kontekście damsko – męskim. Opowiadania, nawet te długie są formą krótką, nawet te teoretycznie dłuższe i skończoną, choć zdarza się, że z jednego opowiadania powstają książki, czasem nawet cykle, chociażby nasz „Wiedźmin” Sapkowskiego, inne mają potencjał, ale autorzy ich dalej nie rozwijają, bo mają inne zajęcia. Te opowiadania z tego zbioru raczej wielkiego potencjału tego typu nie mają i chyba autorowi o to dokładnie chodziło. Są krótkie treściwe, są jakimś luźnymi fragmentami rzeczywistości literackich, raczej nieskomplikowanych. W sumie ta forma ekspresji literackiej może być ciekawa dlatego warto czasem do zbiorów opowiadań zaglądać. Ja swoim zwyczajem wybieram jedno, ma ono bardzo swojski tytuł „Koot”. Fabuła opowiadania zaczyna się całkiem zwyczajnie. Kumple siedzą w knajpie, tańczą, popijają trunki, słuchają muzyki, luźno rozmawiają, itp., choć nie tylko luźno, bo w dyskursie pojawiły się tematy filozoficzne, w szczególności pytania o naturę ludzką. Do stolika tej grupy rozmówców zbliża się tajemniczy nieznajomy, bo zaintrygował go przebieg tej rozmowy, a konkretnie zagadnienie, problem jaki się pojawił w dyskursie. Zarówno czytelnik, jak i zapewne goście siedzący przy stoliku, dowiadują się, że nieznajomy spotkany w lokalu jest naukowcem,, biologiem. Postanowił zainteresować nowych znajomych pewną, dziwną historią. Otóż opowiada on niezwykłą historię, o spotkaniu z kotopodobną bestią z kosmosu. Rzecz jasna to rodzaj kamuflażu, bo zielony ludzik, czy jak tam niewyobrażalnie może wyglądać kosmita wzbudziłby niemałą sensacje, a tego przybysz z odległej planety z drugiego końca Drogi mlecznej chciał uniknąć. Bohater dokonał szczegółowej analizy anatomicznej i jest pewny, że kotem to on nie jest, czy zwykły człowiek poradziłby sobie równie dobrze, nie wiem. Tak czy siak obydwoje rozmówców człowiek i jak się okazało kosmita w ciele kota w etykietki się nie wczuwali, nazwali rozmowę spotkaniem z kotem. No i niczym bohaterowie książek Pilipiuka, ten bohater miał okazję z kotem sobie pogadać. Kotek opowiedział, że jest gościem z kosmosu, że jest studentem, który w ramach czegoś w rodzaju dyplomowej kosmicznej podróży przez galaktykę, na zakończenie studiów, poznaje cywilizacje galaktyki. Ta peregrynacja przez wielkie przestrzenie kosmosu ma trwać bagatela tysiąc lat. Szkoda. że rozmówca z Ziemi, nie zapytał ile trwają studia u nich, o i w ogóle ile żyją, wiemy tylko, że nie wiecznie, ale tyle co elfy z kilku uniwersów fantasy spokojnie zapewne. Student – kosmita - kot ma za zadanie porozmawiać z jedną istota z danego gatunku, zabrać jakiś artefakt o obdarować delikwenta życiem na tyle długim że niemal wiecznym. Kiciuś dostał od ziemianina krzyżyk z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, dowiedział się, że ziemianie są ludźmi religijnymi. No i to koniec całej historii. W sumie nie wiemy czy goście, rozmówcy z lokalu uwierzyli w tą niezwykłą historię i jak dużo czasu minęło od rozmowy z futrzakiem. Pytań byłoby więcej, ale opcji na ich zadawanie nie ma zbyt wiele. Atutem opowiadania jest, że pojawiła się możliwość do pofilozofowania. Ciekawe, czy gdyby kotek miał okazję pogadać z większą ilością ludzi to odpowiedź byłaby ta sama? No ale tego się nie dowiemy, autor również nie jest tym zainteresowany. Te opowiadanie jest interesujące. Książka jest ciekawa. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na65 lat temu
Ten zwariowany wszechświat Fredric Brown
Ten zwariowany wszechświat
Fredric Brown
Czy warto czytać książki z fantastyki napisane w latach 50-dziesiątych? Jedna z najbardziej kiczowatych okładek, jakie spotkałam, jednak ta okładka ma odzwierciedlenie w treści książki. Trzeba brać pod uwagę, że książka została napisana w 1949 roku i była pastiszem na wydawane w USA, po dwa centy opowiadań S-F. W Polsce została wydana dopiero przez Bete Books w 1991 roku, jako pierwszy tom z cyklu „Fantastyka”. Jest rok 1954 i Amerykanie podejmują pierwszą próbę wystrzelenia rakiety na Księżyc. Rakieta była wyposażona potencjometr Burtona, w czasie lotu gromadził olbrzymi potencjał elektryczny, który w momencie zetknięcia z Księżycem wyzwoliłby błysk widziany z Ziemi. Keith Winton pisarz i redaktor czasopisma z fantastyki ma obserwować to wydarzenie na wzgórzach Castskill w posiadłości swojego szefa. Właśnie poznał i zakochał się w pięknej Betty Hadley, która niestety musiała opuścić posiadłość. Niestety, rakieta zamiast wylądować na Księżycu, spada na wzgórza Castskill. Rakieta wyzwala błysk kilka tysięcy razy jaśniejszy od błyskawicy i kilka tysięcy razy bardziej niszczycielski. Giną wszyscy oprócz Wintona, który zostaje przeniesiony do alternatywnego wszechświata. Musi szybko poznać tę Ziemię, aby nie zginąć. W tym świecie loty międzyplanetarne to norma, a Ziemia skolonizowała wszystkie okoliczne planety. Niestety została zaatakowana przez rasę spoza Układu Słonecznego, Arkturian i toczy się wojna. Winton zostaje wzięty za Arkturiańskiego szpiega i każdy może go zastrzelić bez ostrzeżenia. Natomiast po zmroku miastem rządzą gangsterzy i kryminaliści. Chociaż nie wiadomo czy bardziej niebezpiecznie jest dla Wintona w dzień, czy w nocy? Winton upatruje ratunku u pięknej Betty Hadley, która w tym świecie pełni inną rolę. Może znajdzie ratunek z niespodziewanej strony. Czy uda mu się wrócić do swojego wszechświata? Zakończenie jest zaskakujące i zabawne? Książka może nie powala, ale jest przyjemną rozrywką, nie odstaje zbytnio od przeciętnej fantastyki. Może jednym, cała fabuła zamknięta jest na 260 stronach wydania kieszonkowego, a nie w paru tomach. Brown oprał swój pomysł na istnieniu nieskończonej liczbie alternatywnych wszechświatów, ciekawe też są inne wątki i sytuacje, jak modne w tych latach wątki gangsterskie. Pojawia się też wątek miłosny, przecież nasz bohater jest zakochany i to daje mu siłę do działania. Sięgnęłam po tą książkę w ramach poznawania klasyki fantastyki i miło spędziłam wieczór.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na64 lata temu
Milenium John Varley
Milenium
John Varley
Uwaga bełkotliwy zbiór uwag. Zazwyczaj piszę w punktach co mi się podobało, ale tu nie da rady: Hej Przed dobraniem się do tej książki przeczytałem Porwanie tego samego autora, jeśli po przeczytaniu w/w utworu uważasz, że wiesz o czym będzie ta książka, to prawdopodobnie się mylisz Niemniej początek książki przedstawia sytuację od 3 strony tzn obserwatorów efektu porwania czyli komisji wypadków lotniczych To co uderza, to realizm i szczegółowość opisów. Jednocześnie potrafi wprawić człowieka w dość senny nastrój, ma się wrażenie, że historia Smitha nigdy się nie skończy Niemniej nawet ta część jest napisana realistycznie, po prostu wierzysz w tego bohatera, relacje w zespole... Ot po prostu jego praca jest umiarkowanie nudna ( o prawdziwie nudnej to nawet ciężko coś napisać, ale nie o tym) Drugim tematem jest szefowa zespołu ds. Porwań. I tu drobna uwaga, uwielbiam tę postać, jest krwista, wkur**ona, zestresowana i nieszczęśliwa tak bardzo jak JA. A jednocześniewewnętrzna powinność napędza ją by działać pomimo zmęczenia, bólu i niechęci do tej całej biurokratycznej machiny i pracy które jednocześnie uwielbia. Co do jej zadań to w trakcie porwań wszystko się pieprzy, a ona próbuje wszystko naprostować. Świetnie opisana rola kierownika, skala jego odpowiedzialności i sposób myślenia operacyjnego. Ogromne plusy należą się autorowi za świat przedstawiony Istnieje tu przerażająca, ale interesującą wizja przyszłości gdzie można robić prawie wszystko co się chce i nie trzeba pracować, ale takie życie bez celu prowadzi najczęściej do samobójstwa Mamy okaleczone chore społeczeństwo żyjące krócej niż 30 lat, bez kończyn twarzy etc. Mamy podróże w czasie w celu pozyskania siły żywej dla przyszłości Mamy całe cmentarzysko niepotrzebnych pojazdów porwanych z przyszłości Mamy "gnomy" postaci bez cial, które zarządzają porwaniami, i ponoszą odpowiedzialnośc, czują stres, żartują jak prawdziwi dyrektorzy Mamy wszechwiedzący komputer K, który i tak wykorzystuje ekscentryczną Radę po to by pomagała mu podjąć decyzję i wpadać napomysły na które sam by nie był w stanie wpaść. Mamy też najbardziej spójną teorię podróży w czasie w której nie można oglądać, ani przenosić sié do przeszłości w której zamierza się dopiero być, gdzie można zmieniać rzeczywistość ale tylko trochę, aby wszystko potem wróciło na właściwe tory, a wraca, zazwyczaj wraca, gdzie istotne zmiany zmieniają czas z określoną czasoprędkością, gdzie pojawianie się różnych czasomożliwości jest kwestią płynna, gdzie można dostać paradoksalna wiadomość listem z przyszłości w celu wykonania czynności w przeszłości, bo świat akceptuje niektóre paradoksy I mamy Michaela speca od fluktuacji czasu, który nienawidzi rady bo przypominają mu czym pewnie się stanie, oraz który chciałby być historykiem choć wie że nie ma to sensu w wieku ostatnim Piękna sekwencja ścierania się ludzkości z konsekwencją końca świata plastycznie opisane masowe samobójstwo Pesymistyczne podsumowanie pozornie dobrego związku dwojga ludzi, miłe złego początki, ludzie jednak są hujowi. Tylko ten Bóg na końcu mi nie gra... Choć klimat całości trochę jak z End of Ewangelion. Unikalna powieść Miazga, psychodelia, no super.
Malachit - awatar Malachit
ocenił na105 miesięcy temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok),w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona),uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na85 miesięcy temu
Delirium w Tharsys Wiktor Żwikiewicz
Delirium w Tharsys
Wiktor Żwikiewicz
Jej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym. Czasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost formy nad treścią, ale jednak treść również była bogata. Co więc mamy? Historia ostatnich (?) dni ludzkości, którą próbuje ratować główny bohater z księżyca który człowiekiem nie jest. Ostatnia enklawa ludzkości jest miejscem zepsutym, ludzie są słabi i zdegenerowani. Nad wszystkim roztacza się senna atmosfera marazmu gdzieniegdzie wypluwająca szaleństwo zdesperowanych jednostek. Ludzie giną w walce z tajemniczym nie do końca znanym wrogiem, a główny bohater został wysłany z księżyca żeby uratować gnijącą ludzkość. W książce jest mnóstwo świetnych wyrazistych charakterów. Janko, Stinson, Feretrius, Mokande. O co chodzi w tej książce? Poza tym, że całość jest bardzo artystyczna i wydaje mi się że mocno osobista, to ma na celu przedstawić naturę ludzkości która nie potrafi wytrzymać sama ze sobą i kieruje się wprost ku samozagładzie. Tak naprawdę żeby zrobić jakąś większą analizę tej książki trzeba by poświęcić kilka wieczorów a nie 10 minut przed spaniem, ale dla ludzi spragnionych mrocznego ciężkiego Sci-fi i dla fanów Dukaja (tak! jest w niej coś bardzo Dukajowego) jak najbardziej polecam.
oiron - awatar oiron
ocenił na86 lat temu
Wojna światów: w równowadze Harry Turtledove
Wojna światów: w równowadze
Harry Turtledove
Świetna. Połączenie fantastyki naukowej i alternatywnej historii militarnej. Czytałem już kilka książek Harry'ego Turtledove'a i były szanse, że i ta będzie dobra. nie zawiodłem się. Autor świetnie dawkuje napięcie, dzieląc akcję pomiędzy głównych bohaterów, pokazując najazd z kilku perspektyw. Wplata realne fakty i postacie do wymyślonej fabuły. Robi to bardzo zręcznie i ciekawie. Nie może zabraknąć oczywiście wątku polskiego ale wolałbym (oczywiście) by go nieco rozwinął. Rola AK powinna być niepomiernie większa niż ŻOB... ale autorowi bardziej pasowało do snutej opowieści. To czego brakuje fabule to realizmu... nie, no wiem, ze to fantastyka. Chodzi o realizm wojenny. W zasadzie nigdzie nie pojawiła się sytuacja, ze badano zdobyty sprzęt Rasy. Jakieś przebąkiwania, ze analizowano ich czołgi by wiedzieć gdzie trafić... no ale na Einsteina! Każda drobinka zniszczonego sprzętu byłaby badana, nie mówiąc o broni piechoty Rasy! No ale dobra, autor jakoś to pominął, drobne potknięcie. Eh, i jak zwykle grzechy Amberu. Największym grzechem tego wydawnictwa było wydawanie po kilka (przeokładkowanych) wersji chłamu... i zbrakło na wydanie serii do końca. No i co teraz? Zostały jeszcze trzy tomy. Może ktoś to wyda... proszę :) Jeśli lubisz fantastykę przemieszaną z alternatywną historią, do tego historie II wojny światowej - ta książka jest dla Ciebie.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na75 lat temu

Cytaty z książki Podróż do Centrum

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Podróż do Centrum