rozwińzwiń

Idzie skacząc po górach

Okładka książki Idzie skacząc po górach autora Jerzy Andrzejewski, 8386962151
Okładka książki Idzie skacząc po górach
Jerzy Andrzejewski Wydawnictwo: Towarzystwo Upowszechniania Czytelnictwa literatura piękna
185 str. 3 godz. 5 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
185
Czas czytania
3 godz. 5 min.
Język:
polski
ISBN:
8386962151
Średnia ocen

9,0 9,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Idzie skacząc po górach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Idzie skacząc po górach

Średnia ocen
9,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Idzie skacząc po górach


Tagi i tematy do książki Idzie skacząc po górach

Inne książki autora

Jerzy Andrzejewski
Jerzy Andrzejewski
Prozaik i publicysta. Przed wojną studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Zadebiutował w 1932 r. opowiadaniem "Kłamstwa". W czasie wojny działał w podziemiu kulturalnym. Po 1945 związany ze Szczecinem i Krakowem. Na początku lat 50. wraca do Warszawy i współpracuje z "Przeglądem Kulturalnym", "Twórczością" i "Literaturą". Poprzez swoją twórczość wyraża postawę moralistyczną.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bramy raju Jerzy Andrzejewski
Bramy raju
Jerzy Andrzejewski
„Bramy raju" to powieść wyprzedzająca swoje czasy. Niesamowite jak można pisać o cielesności i o tym co się z nią wiąże w sposób tak nieskrępowany i silnie oddziałujący na zmysły. To zresztą ciekawe, bo w większości mamy tu do czynienia z monologami wewnętrznymi lub spowiedziami bohaterów. Wstawek czysto opisowych mamy tutaj niewiele. Może to właśnie dzięki temu, kiedy się już pojawiają, zwracają na siebie uwagę. Andrzejewski był gejem (patrz. „Homobiografie" Tomasika). To napięcie między pragnieniem homoseksualnym czy ogólnie erotycznym, a niemożnością jego pełnej realizacji albo tłumieniem go wybrzmiewa tutaj głośno. Nie da się tego napięcia nie wyczuć, nie sposób go ominąć. Właściwie prawie każda postać „Bram raju" kieruje się jakimś pragnieniem, dąży do osiągnięcia spełnienia erotycznego i duchowego. Zdaje się, że według Andrzejewskiego te dwie siły muszą w końcu się ze sobą zderzyć, co widać na ostatnich stronach powieści. Jeśli chodzi o samą formę dwóch zdań, to wydaje się ona być pretekstowa. Ta kropka mogłaby równie dobrze się tam pojawić i nic złego by się nie wydarzyło. Jest to jednak świadomy zabieg artystyczny. Myślę, że to jedno długie zdanie ma odpowiadać samemu głównemu motywowi powieści. Jest nim dążenie do celu, nieustanny marsz. Dzięki takiej formie czytelnik może poczuć się tak, jak protagoniści, którzy w swojej wędrówce nie zatrzymują się. I będą szli całą noc...
Igor - awatar Igor
ocenił na81 rok temu
Matka Joanna od Aniołów Jarosław Iwaszkiewicz
Matka Joanna od Aniołów
Jarosław Iwaszkiewicz
Kiedy ksiądz Suryn "trzęsąc się po okropnej drodze w niewygodnej najtyczance" zmierza ku klasztorowi "panien urszulanek" w Ludyniu, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znamienna w skutkach dla niego to będzie podróż. I nie chodzi nawet o to, że cieniem na jego duszy kłaść się może przepowiednia pewnej Cyganki brzmiąca "Horbatu polubisz", co jakiś innego rodzaju "smętek wewnętrzny", który "radość wolnego powietrza" i "wolnej ptaszki" zmienia w jakiś wewnętrzny"mąt" duszy, wrzucając go "w orbitę nieznanych zdarzeń", będących źródłem mąk dla serca i umysłu. . "Małe jądro ciemności", które gości gdzieś na dnie duszy jego, pod wpływem zderzenia się z "ponadrzeczywistą rzeczywistością" Matki Joanny od Aniołów rozrasta się, infekując kolejne dni jego pobytu w klasztorze snami pełnymi zmor i walk z samym sobą, robiąc z niego "igraszkę najpotężniejszych sił zła", choć wydaje się początkowo, że teologiczna wiedza i szczera modlitwa to skuteczny oręż w walce z wszelkiej maści demonami. Ale być może najbardziej niebezpieczny demon to ten, który kryje się w nas samych, a u podłoża wszystkiego, co "zgubić potrafi snadnie" każdego, nawet duchownego - leży... MIŁOŚĆ. Bo "człowiek to dziwna ptaszka" jednak... . Pisząc to opowiadanie (które ze względu na swoją objętość można uznać nawet za krótką powieść) czerpał inspirację Iwaszkiewicz z lektury dziejów jezuickiego egzorcysty, który w XVII w. oskarżony został o opętanie zakonnic i matki przełożonej klasztoru Urszulanek w Loudun. Tutaj zamiast Francji mamy Ludyń pod Smoleńskiem, a pod fabułą kryją się elementy autobiograficzne, dotyczące podobno relacji Iwaszkiewicza ze swoją żoną Anną. Pomimo tytułu sugerującego, że literackie światło padać będzie na Matkę Joannę - to ksiądz Suryn jest tutaj postacią, wokół której skupia się obraz tej wewnętrznej walki z siłami zła. Stąd także ta warstwa psychologiczna jest bardzo rozbudowana, a my otrzymujemy obok opisu zdarzeń zapis myśli księdza Suryna, będący rekonstrukcją jego duchowej przemiany, prowadzącej do zaskakującego, pełnego dramatyzmu zakończenia. . Urzekł mnie tutaj klimat, zachwycił literacki język stylizowany na staropolski, ale bardzo przystępny, często też zmuszający, by zatrzymać się nad pojedynczym słowem czy całym wyrażeniem. Jest w tym także nuta humoru, co zdecydowanie przełamuje wspomniany wyżej dramatyzm. Opowiadanie to okazało się także o wiele bardziej wielowarstwowe, niż się początkowo wydawało. Temat opętania to tylko naskórek, pod którym znajdziemy próbę odpowiedzi na pytania odnośnie natury zła, pojęcia prawdy, grzechu, istoty miłości, ofiary, pragnienia wyjątkowości. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na84 miesiące temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na91 rok temu
Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierz Odojewski
Zasypie wszystko, zawieje...
Włodzimierz Odojewski
Książka to przerażający obraz polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskiego pogranicza. To wielowątkowe, monumentalne, najważniejsze dzieło autora, ukończone w 1967 r. ale wydane dopiero na emigracji w 1974 r. Saga rodzinna opowiadająca historię dwóch przyrodnich braci. Jeden z nich walczy w polskiej partyzantce, a drugi w ukraińskiej i w SS - Galizien. Jeden z wątków, o Katyniu, był głównym powodem, dla którego powieść nie mogła być oficjalnie wydana w Polsce. Patriota ??? Aż nie chce mi się pisać !!! No cóż, przed obowiązkiem nie ucieknę !!! Od lutego 1964 r. do grudnia 1965 r jeden z " bogów " polskiego literackiego olimpu był TW- tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym pod kryptonimem WO, WOd, W. Uważany za wzór moralnej bezkompromisowości i odwagi, który w swoich dziełach szarpie najboleśniejsze polskie rany. W książkach przetłumaczonych na ok. 20 języków i uważanych za arcydzieła... OKAZAŁ SIĘ ŚWINIĄ !!! Donosił na swoich kolegów po piórze, widząc w nich konkurentów. Swój status TW wykorzystywał dla zapewnienia sobie gwarancji nietykalności przy staraniach o zagraniczne tłumaczenia. Pomijał ZAiKS, który pobierał wysokie opłaty za wydawane książki. Kiedy zorientował się że jego książka nie zostanie w Polsce wydana, ale ponieważ była już przetłumaczona na język francuski i niemiecki, razem ze swoim wydawcą nagłośnił odmowę wydania mu paszportu, nawet radio " Wolna Europa " o tym huczało. Prezentowano go jako prześladowanego obrońcę prawdy, ofiarę wypadków marcowych, zdobył status " polskiego Sołżenicyna ". Z Polski wyemigrował w 1971 r. pracował w Monachium w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa gdzie był kierownikiem działu kultury. Do Polski wróciła stałe po 1989 r. Zmarł w 2016 r. wiadomości o jego obrzydliwej działalności wyszły na jaw już po jego śmierci. Książkę muszę polecić, ale charakteru i mentalności pisarza już... NIE !!! Komorowski udekorował Michnika w 2010 r. Orderem Orła Białego. Chociaż bardziej pasuje mu nagroda przyznana w 2022 r przez szwedzką organizacje Judisk Kultur za promocję kultury żydowskiej. Autor w 2007 r. został udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wierzę, że przyjdzie kiedyś czas na weryfikację takich odznaczeń !!!
ando - awatar ando
ocenił na1022 dni temu

Cytaty z książki Idzie skacząc po górach

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Idzie skacząc po górach