Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna

Okładka książki Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna autora Knut Hamsun, 8386646527
Okładka książki Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna
Knut Hamsun Wydawnictwo: Świat Literacki literatura piękna
124 str. 2 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Pan
Data wydania:
1999-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Liczba stron:
124
Czas czytania
2 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8386646527
Tłumacz:
Anna Marciniakówna
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna



książek na półce przeczytane 743 napisanych opinii 338

Oceny książki Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna

Średnia ocen
6,1 / 10
83 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna

avatar
1574
168

Na półkach: ,

„Pan” Knuta Hamsuna - To klasyczna, dość krótka powieść psychologiczna z 1894 r. Główny bohater – porucznik Thomas Glahn – mieszka samotnie w chatce na odludziu w norweskiej głuszy, poluje, żyje blisko natury i wpada w intensywny, toksyczny, pełen namiętności i zazdrości romans z dziewczyną o imieniu Edvarda.

Styl Hamsuna jest poetycki, impresjonistyczny, trochę dziwny i bardzo sensualny – dużo opisów natury, wewnętrznych stanów, melancholii i dzikości uczuć. Czyta się dość szybko, ale zostawia mocne wrażenie (miłość, pożądanie, samotność, destrukcja). Idealnie rezonuje z tematem bycia singlem i gonitwy myśli – Glahn też jest samotny i pogubiony w swoich emocjach.

Knut Hamsun poza Norwegią cieszył się największą popularnością przede wszystkim w dwóch krajach, gdzie jego książki sprzedawały się w ogromnych nakładach i miały wielki wpływ literacki: Niemcy – absolutny numer 1 - To kraj, w którym Hamsun od lat 90. XIX wieku odniósł największy sukces komercyjny i krytyczny. Jego powieści (szczególnie Pan, Głód, a później Błogosławieństwo ziemi) były bestsellerami, tłumaczonymi i wydawanymi masowo. Popularność była tak duża, że w okresie międzywojennym i podczas II wojny światowej był wręcz „ulubionym” norweskim autorem w Niemczech (choć z powodów ideologicznych, które później bardzo mu zaszkodziły). Do dziś jego klasyki są tam regularnie wznawiane.

2. Rosja (i dawny Związek Radziecki) - Drugi kraj z największą popularnością – szczególnie przed II wojną światową. Nawet po wojnie (mimo kontrowersji) książki Hamsuna nadal ukazywały się i znajdowały czytelników w ZSRR.

Dlaczego o tym pisze, bo to pierwsza, a to już moja czwarta, powieść autora, w której czuć taki trochę, niemiecko - rosyjski nihilizm., który znamy z lektury tamtejszych literatur. Wcześniejsze, przeczytane przeze mnie, trzy powieści pisarza, były bardziej idealistyczne, dlatego bardziej mi się podobały.

Zrealizowano cztery adaptacje filmowe: Pan (1922),Pan (1927),Pan (1962) i Pan (1995). Książka, przeczytana w ramach marcowego wyzwania czytelniczego.

„Pan” Knuta Hamsuna - To klasyczna, dość krótka powieść psychologiczna z 1894 r. Główny bohater – porucznik Thomas Glahn – mieszka samotnie w chatce na odludziu w norweskiej głuszy, poluje, żyje blisko natury i wpada w intensywny, toksyczny, pełen namiętności i zazdrości romans z dziewczyną o imieniu Edvarda.

Styl Hamsuna jest poetycki, impresjonistyczny, trochę dziwny i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
107
66

Na półkach:

Kto lubi norweską klasykę z pewnością znajdzie w tej książce mistyczny świat Knuta Hamsuna. Taki też obraz i mnie się jawi, choć czasem wydaje mi się, że bohaterowie Hamsuna są zbyt wyimaginowani a ich zachowania, osobowości nazbyt enigmatyczne. Romans, którego jesteśmy świadkami mógł się zdarzyć tylko w świecie Hamsuna, trochę tajemniczym, pełnym melancholii, niedomówień i spontanicznej egzaltacji. Myślę, że twórczość tego pisarza broni się mimo upływu czasu nieszablonową narracją i mistycznym podejściem do roli ludzkiej podświadomości w poszukiwaniu sensu życia, spełnienia, miłości. Dziś już nikt tak nie pisze, zatem warto sięgnąć po literaturę tego norweskiego noblisty, choćby z ciekawości.

Kto lubi norweską klasykę z pewnością znajdzie w tej książce mistyczny świat Knuta Hamsuna. Taki też obraz i mnie się jawi, choć czasem wydaje mi się, że bohaterowie Hamsuna są zbyt wyimaginowani a ich zachowania, osobowości nazbyt enigmatyczne. Romans, którego jesteśmy świadkami mógł się zdarzyć tylko w świecie Hamsuna, trochę tajemniczym, pełnym melancholii, niedomówień i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1425
1425

Na półkach:

Audiobook.
Historia o tym jak facet traci głowę i zdrowy rozsądek z powodu miłości do kobiety....
Poziom jeśli chodzi o język nawet dobry ale sama fabuła jest płytka, brakuje, hm, jakiegoś takiego sznytu, wszystko jest jakieś takie bez polotu.
Cóż, nagroda Nobla nie zawsze znajduje odzwierciedlenie jeśli chodzi o jakość i poziom umiejętności literackich.

Audiobook.
Historia o tym jak facet traci głowę i zdrowy rozsądek z powodu miłości do kobiety....
Poziom jeśli chodzi o język nawet dobry ale sama fabuła jest płytka, brakuje, hm, jakiegoś takiego sznytu, wszystko jest jakieś takie bez polotu.
Cóż, nagroda Nobla nie zawsze znajduje odzwierciedlenie jeśli chodzi o jakość i poziom umiejętności literackich.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

293 użytkowników ma tytuł Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna na półkach głównych
  • 174
  • 119
52 użytkowników ma tytuł Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna na półkach dodatkowych
  • 16
  • 8
  • 6
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna

Inne książki autora

Knut Hamsun
Knut Hamsun
Norweski pisarz, prekursor modernistycznych tendencji w powieści psychologicznej oraz egzystencjalnej, które w pełni ukształtowały się w drugiej połowie XX wieku. Hamsun był czwartym spośród siedmiorga dzieci ubogiego wiejskiego krawca. W młodości pracował jako czeladnik szewski, subiekt, kamieniarz i nauczyciel w szkole elementarnej. W latach osiemdziesiątych dwukrotnie wyjeżdżał do USA, gdzie zarabiał na chleb jako buchalter, motorniczy tramwaju, robotnik budowlany (swoje refleksje z pobytu w Ameryce opisał w Fra Det moderne Amerikas Aandsliv (1889)). Do Norwegii wrócił z podejrzeniami śmiertelnej choroby. W rodzinnym kraju odzyskał zdrowie. Pierwszą powieścią, która zyskała uznanie krytyków był Głód (norw. Sult, 1890, wyd. pol. 1892). W powieści Hamsun odchodzi od dziewiętnastowiecznego psychologicznego naturalizmu. Świat bohatera powieści został zredukowany do psychiki głodującego człowieka, uwikłanego w walkę o byt. Powieść jest prekursorem modernizmu w literaturze i zapowiedzią utworów Franza Kafki i innych pisarzy dwudziestowiecznych, którzy dostrzegali pustkę egzystencji wobec otaczającej cywilizacji. W Głodzie Hamsun odchodzi od dziewiętnastowiecznego modelu narracji – dialogi zastępuje opisami marzeń, urojeń i obsesjami głodującego. Również w kolejnych utworach Hamsun rezygnuje z interpretacji psychologicznej i refleksji filozoficzno-społecznej. Kolejny utwór Misteria (norw. Mysterier, 1892) był prawdopodobnie najwybitniejszym dziełem Hamsuna. Innym ważnym utworem z tego okresu była powieść Pan (1894). Po 1910 w twórczości Hamsuna coraz ważniejsze stają się odniesienia społeczne, a agresywność ustępuje miejsca melancholii. Arcydziełem w opiniach krytyków było Błogosławieństwo ziemi (norw. Markens Grøde, 1917),za którą w 1920 otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Zbuntowany wobec społeczeństwa włóczęga stał się bohaterem trylogii Hamsuna: Włóczęgi (1927, wydanie polskie 1929),August Powsinoga (1930, wydanie polskie 1931),A życie toczy się dalej (1933, wydanie polskie 1958). Duże uznanie wzbudził zbiór jego poezji Det vilde Kor (Dziki chór) (1904). Przed II wojną światową i w jej trakcie popierał Adolfa Hitlera i nazistów, za co po wojnie był sądzony i poddany ogólnonarodowemu ostracyzmowi. W 1942 Hamsun spotkał się z Hitlerem. W 1943 oddał nawet swój medal, będący częścią Nagrody Nobla, Josephowi Goebbelsowi na znak podziwu; jeszcze w maju 1945 roku opublikował artykuł gloryfikujący Hitlera. Po wojnie zbliżający się do 90. roku życia pisarz został skazany przez sąd za zdradę ojczyzny na bardzo wysoką grzywnę, która w istocie pozbawiła go całego majątku. Następnie osadzono go w szpitalu psychiatrycznym. Efektem pobytu w szpitalu była powieść Na zarośniętych ścieżkach (På gjengrodde Stier) (1949),napisana po wielu latach przerwy w twórczości. Przedstawiciel kierunku subiektywistycznego w prozie norweskiej. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1920 za książkę Błogosławieństwo ziemi. Jeden z członków komisji noblowskiej uzasadnił ten wybór, porównując twórczość Hamsuna do twórczości Hezjoda.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziewczę ze słonecznego wzgórza Bjørnstjerne Bjørnson
Dziewczę ze słonecznego wzgórza
Bjørnstjerne Bjørnson
Historia o życiu norweskich chłopów z końca XIX wieku. W sąsiedztwie, na wsi żyje dwoje młodych ludzi - Synnøve i Torbjørn (w wydaniu z Wolnych Lektur ich imiona zapisano po szwedzku, Synnöwe i Torbjörn - czyżby kolejne tłumaczenie z niemieckiego zamiast z oryginału? Ktoś coś?) Synnøve jest dziewczynką z dobrego domu, jej rodzice wychowali ją w duchu religijności, jest też niezmiernie piękna, nieziemsko dobra i generalnie cała wieś uważa ją za anioła. Z kolei Torbjørn to dzikie półdiablę, nie słucha ojca, pakuje się w bójki etc. itp. Torbjørnowi podoba się Synnøve, ale wszyscy mu tłumaczą, że nic z tego nie będzie, bo najwspanialsza panna we wsi nie weźmie takiego łobuziaka. Podobał mi się pomysł z mówiącą przyrodą, doceniam rolę tej opowieści w budowaniu norweskich uczuć patriotycznych, ale w sumie to jakoś nie czuję się porwana przez pana Bjørnsona (tak wiem, kręcę nosem noblistę, ale cóż, po moich przeżyciach z Olgą Tokarczuk to nie pierwszy raz). Wszystko dzieje się bardzo szybko, brakowało mi czasu na zżycie się z postaciami. Czułam duży dyskomfort przy scenach, gdzie rodzice biją dzieci albo gdy Torbjørn katuje konia. Męczące było dla mnie mocno to, jak żyją mieszkańcy książkowej wsi. Nikt nie mówi nic wprost, komunikacja odbywa się za pomocą utartych schematów, każdemu drobnemu gestowi – nawet skinięciu głową sąsiadowi czy powiedzeniu „Dzień dobry” – przypisuje się mnóstwo głębokich znaczeń. Wszystko jest tak koszmarnie skodyfikowane, że oszalałabym tam po tygodniu i uciekła, albo zostałabym wygnana do lasu, bo źle spojrzałam w lewo zamiast w prawo. Nawet nasze Lipce w porównaniu wydają się liberalne i kipiące życiem, współczuję tym biednym norweskim chłopom. Chyba najbardziej emocjonalna była historia o parze, która nie może wziąć ślubu, bo pannę młodą obiecano komuś innemu. Cała reszta wydała mi się taka zimna, a przemiana wewnętrzna Torbjørna jest mocno na siłę – toż on jest totalnym redflagiem! Uciekaj od niego, Synnøve!
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na78 miesięcy temu
Młyn na wzgórzu Karl Gjellerup
Młyn na wzgórzu
Karl Gjellerup
„Gdy się babie czegoś zachce, wszyscy diabli nic nie pomogą” Powieść mająca cechy powieści psychologicznej, moralitetu, a nawet horroru z elementami kryminału i powieści detektywistycznej, od czasu do czasu doprawiona dużą szczyptą humoru, który pojawia się tam, gdzie akurat przebywa dziedzic Henryk, zwany Smokiem. Napisana językiem bardzo plastycznym, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, odsłania tajemnice ludzkiego umysłu i daje możliwość dokładnego przyjrzenia się motywom działania bohaterów. Opisy ich nastrojów i konfliktów wewnętrznych przedstawiane są jakby w zwolnionym tempie, przy czym niemal od początku czytelnik ma świadomość nieuchronności tragicznych zdarzeń, które nastąpią w młynie na wzgórzu. Duńska wieś z początków ubiegłego stulecia to miejsce, gdzie ludzie żyją według surowych zasad obowiązujących wyznawców protestantyzmu. Relacje między mieszkańcami porządkuje obyczajne zachowanie i uczciwie wykonana praca. Obraz wsi dopełniają liczne malownicze opisy przyrody, która stanowi również czynnik organizujący tryb życia tej pełnej przesądów, prostej wiejskiej społeczności. W takich okolicznościach zamożny chłop, młynarz Jakub Clausen z malowniczej wyspy Falster, musi sobie radzić ze swoją grzeszną namiętnością do Lizy Vibe, która „wstąpiła na służbę do młyna” i najwyraźniej ma chrapkę na zostanie młynarzową, co stało się całkiem prawdopodobne po śmierci żony młynarza, Chrystyny. Wówczas bowiem młynarz stał się bezbronny, wystawiony na rządzę pokus. „Dopóki żyła żona, istniało jeszcze coś, co go powstrzymywało: mógł popełniać błędy, nawet trudne do naprawienia, ale nie był jeszcze bezradny, nie pozostawał całkowicie w mocy losu”. Ale Chrystyna, zanim umarła, wymogła na swoim mężu przyrzeczenie, że po okresie żałoby zwiąże się z Hanną Christensen, która godnie zastąpi zmarłą nie tylko jako żona, ale przede wszystkim jako matka osieroconego Janka. Autor zbudował tę historię na kontrastach. Przeciwieństwem wyrachowanej, przebiegłej i lubieżnej Lizy kłusowniczanki, jest bogobojna i uduchowiona Hanna; brat Lizy, Peer, kłusownik i domniemany zabójca starego leśniczego, reprezentuje bezprawie, podczas gdy brat Hanny, młody leśniczy Wilhelm, jest uosobieniem prawa i porządku. Ulubione zwierzę Lizy, biały (jak upiór?) kocur Pilatus, wyposażony w „szeroką głowę, podobną w zmierzchu do łba ogromnej żmii”, z której patrzyły groźnie „wielkie, żółte, demoniczne oczy”, stanowi kontrast dla delikatnej Jenny, ukochanej sarenki Hanny. Przy czym Pilatus nie odstępuje swojej pani ani na krok, natomiast Jenny, choć oswojona, przebywa na wolności. Młyn mieści się na wzgórzu, a więc niejako na widoku, zaś rodzinny dom Lizy stoi na bagnach, poza granicami wsi, jakby w odosobnieniu. Nieprzypadkowo. W ten symboliczny sposób autor wskazuje, że nierespektujący prawa kłusownicy, są wyrzuceni poza społeczeństwo, które nie akceptuje ich trybu życia. Najogólniej mówiąc Liza reprezentuje dziką i pierwotną naturę, która folguje zmysłom, a Hanna – moralność i kulturę, które nakazują trzymać zmysły w ryzach. Liza, prawdziwie wiejski wamp, potrzebuje relacji z mężczyznami, prowokuje ich, kusi i zawraca im w głowach, Hanna, która „miała piękną twarzyczkę” i „była ładnych, drobnych kształtów”, skupia się na samodoskonaleniu – dużo czyta, gra na pianinie. Mentalnie Jakubowi bliżej do Hanny, jednak pożądanie wpędza go w orbitę Lizy, a stąd już tylko krok do tragedii. Przyczyną jest zazdrość, która pociąga za sobą zbrodnię, ta zaś wywołuje wyrzuty sumienia, a neurotyczne lęki i halucynacje słuchowe są udziałem nie tylko sprawcy. Kres tym uczuciom kładzie pożar - oczyszczający i porządkujący wszystko ogień, dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, zbrodnia wychodzi na jaw, zabójca zostaje sprawiedliwie osądzony, a do wsi powoli powraca spokój. Karl Gjellerup to trzeci w tym miesiącu laureat literackiej Nagrody Nobla, którego twórczości wcześniej nie znałam..
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na71 rok temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na96 miesięcy temu
Głód Knut Hamsun
Głód
Knut Hamsun
pomiędzy fizycznym głodem a człowieczeństwem - o upodleniu człowieka w Kristianii, o irracjonalnej potencjalności ludzkiej psychiki... prekursor modernistycznej powieści psychologicznej XX wieku - pierwsza nowoczesna powieść norweska (strumień świadomości, monolog wewnętrzny, narracja subiektywna, fragmentaryczna, antyrealistyczna)... pisarz był szczególnie hołubiony w weimarskich Niemczech (tematy ziemskie - Nagroda Nobla w roku 1920 za „Markens Grøde” [„Błogosławieństwo ziemi”]) - Goebbels wspomina w swoich dziennikach (rok 1923) o swoim uwielbieniu do Hamsuna... filozofowie szkoły frankfurckiej pisali przed wojną o misinterpretacji literatury Hamsuna (podobnie jak Dostojewskiego czy Nietzschego),która została wykorzystana przez propagandę narodowosocjalistyczną dla własnych celów - oczywiście zdobycie władzy, władzy absolutnej... po II wojnie światowej dzieła Hamsuna były bojkotowane społecznie w Norwegii z powodu jego jawnego poparcia dla Hitlera i kolaboracyjnego rządu Quislinga - Norwegowie palili jego książki, wyrzucali je z bibliotek i domów... *** znakomita ekranizacja książki z niesamowitą ścieżką muzyczno-sonoryczną Krzysztofa Komedy Sult (1966),reż. Henning Carlsen https://letterboxd.com/film/hunger-1966/ film znajduje się eg. na listach: - Danish Culture Canon, - National Cinematic Heritage, Memory of the World. uważany za pierwszy duński film, który zyskał poważne międzynarodowe zainteresowanie, od czasów kina Carl'a Theodor'a Dreyer'a...
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na814 dni temu
Kat Pär Lagerkvist
Kat
Pär Lagerkvist
Humanistyczna nowelka szwedzkiego Noblisty z 1933 r. o niewdzięcznej roli kata w dawnych (???) społeczeństwach, choć nie całkowicie realistyczna, aby nie powiedzieć: idealistyczna. Odwieczne tu pytanie, bo nie odpowiedź, skąd zło. W swej szlachetnie staroświeckiej stylizacji Pär Lagerkvist ujął temat w chrześcijańsko-historyczno-aktualnej perspektywie (wątek nazizmu). W onirycznej opowieści wędrujemy od średniowiecza do nazizmu, które wydają się zrównane pod kątem pogardy dla życia i godności człowieka. Najmniej zajmujący wydaje się wątek wieków średnich. Z kolei obrazek z czasu faszyzmu dziś już zbytnio publicystyczny - na pewno ważniejszy był w chwili pisania, jako niewysłuchane ostrzeżenie (także dla samych Szwedów, ochoczo wspierających bratnio rasowo III Rzeszę). “Młody mężczyzna o energicznej, a zarazem infantylnej twarzy podszedł do kata i trzasnąwszy obcasami stanął na baczność, wyciągając ramię przed siebie w powietrze. – Heil! - szczeknął i stał tak przez chwilę zesztywniały”. “– Świetnie, że wreszcie będzie jakiś porządek, panie kacie! Ludzi trzeba, do diabła, nauczyć moresu! (...) Mój syn strasznie chciałby pana poznać. Drogie dziecko, on się tak pasjonuje rozlewem krwi!”. “ – Czy widział pan kiedyś, jak się daje porządne cięgi ludziom krnąbrnym, tak jak my to robimy u siebie? To zaiste najwznioślejsze widowisko, jakie można oglądać, zapewniam pana. - Człowiek ma uczucie, jak gdyby brał udział w wychowaniu ludzkości do wspanialszego życia, jakby ją uszlachetniał. (...) – Bywały wypadki, że udawało nam się wychować na nowo staruszków blisko osiemdziesiątki, jeśli zajmowaliśmy się tym dostatecznie długo”. “-Nasz naród jest bardzo religijny, ale żąda dla siebie własnego Boga!– Jasne, że musimy mieć wojnę! Wojna to zdrowie! Naród, który nie chce wojny, to naród chory! (...) – Aha, musi dojść do wojny, stalowej łaźni! Zdrowy naród nie może się bez niej obywać dłużej niż przez jedno dziesięciolecie. Potem zaczyna się degenerować – jeśli oczywiście jest zdrowy”. “Pojęcie wspólnego Boga jest wyraźną drwiną z całego naszego światopoglądu i będziemy karać za to w sposób coraz powszechniej stosowany obecnie wobec wszystkich przestępstw”. W pewnym momencie w restauracji, gdzie rozgrywa się akcja, dochodzi do napaści faszystów na Afroamerykanów przygrywających do tańca (zatem to musi być jeszcze przed Machtubernahme, bo potem już jazz był w II Rzeszy zakazany) - wciąż nazywanych Murzynami. Po prostu faszyzm w działaniu. “– Jesteśmy głodni! Musimy dostać jeść, żeby móc grać! – Tak, musimy jeść! I mamy do tego prawo - warknął olbrzymi Murzyn błyskając groźnie białkami. - Prawo? Ty masz jakieś prawa? Bezczelny! - A właśnie, że mam – odwarknął Murzyn podchodząc bliżej. – Co takiego? Odpowiadasz białemu w taki sposób, ty łajdaku! – i dystyngowany pan uderzył Murzyna w twarz”. “Twarze rozpalone były po bójce i z gorąca na sali, ostre wilgotne wyziewy unosiły się w powietrzu, umierający leżeli charcząc między stolikami, skopywani na bok przez tańczące w takt jazzu pary. Globus pod sufitem okręcał się z wolna, siejąc wielobarwne światło na cierpką zawartość kotła. Kobiety promieniowały lubieżnością i pięknością, rzucały gorące spojrzenia na wielkiego, ociekającego krwią Murzyna, mężczyźni przyciskali się sprężyście do ich bioder, podnieceni spojrzeniami i rozgrzanym rewolwerem, który zwisał im z tyłu niczym dodatkowy, dymiący członek”. Najsilniejsze wrażenie wywarły na mnie końcowe “gorzkie żale" kata - nie jako bezosobowego i zakapturzonego egzekutora, tylko człowieka, który myśli i czuje, ba - wręcz nadwrażliwca. Skarga formułowana przez kata i wobec Boga, i ludzi bardzo do mnie przemówiła.... “– Tak, jestem katem – odezwał się (...) Od zarania dziejów wykonuję swój zawód i chyba jeszcze długo z tym nie skończę. Mijają tysiąclecia, ludzie zjawiają się i znowu znikają w nocnym mroku, a ja wciąż stoję nad nimi i zbryzgany krwią nadzoruję ich, ja, jedyny, który się nie starzeję. Wiernie idę drogami ludzkimi i żadna ścieżka, którą wędrował człowiek, nie jest tak ukryta, bym nie wzniósł przy niej płonącego stosu i nie zrosił ziemi krwią. Byłem z wami od początku świata i będę wam towarzyszyć, póki nie upłynie wasz czas (...). Robiłem wszystko, czegoście ode mnie żądali. Odprowadzałem do grobu epoki i stałem tam chwilę oparty na mym ociekającym krwią mieczu, dopóki nowe pokolenie nie zawołało na mnie młodymi, niecierpliwymi głosami.(...) Skazany jestem na służenie wam. I wierny jestem mojej służbie”. “Dlaczego ja mam dźwigać wszystko! Dlaczego zrzuca się wszystko na mnie? Wszystko czegoście się dopuścili, całą trwogę i winę! Dlaczego wasza rozlana krew ma wołać ze mnie, tak abym nigdy nie zaznał spokoju! Przekleństwa zbrodniarzy, skarga niewinnych – dlaczego moja potępiona dusza ma cierpieć za wszystko? Skazańcy obarczają mnie winą za swój los – nie chcę słuchać ich, kiedy czekają na swoją nędzną śmierć, ale ich słowa mimo to zostają we mnie. Głosy tysiącleci wołają we mnie, głosy, których nikt już nie pamięta, pozbawione życia, ale żyjące we mnie! Odór krwi po was napawa mnie obrzydzeniem i obciąża niezatartą winą!”. “Któż wykopie grób dostatecznie głęboki, by schował m n i e? By m n i e dał ukojenie! Kto zdejmie ciężar klątwy z moich barków i obdarzy m n i e spokojem śmierci?!”. Tytułowy bohater to swoisty Ahaswer, co podkreśla znaczenie “długiego trwania” tej drugiej najstarszej ludzkiej profesji… “Kiedy położyłem go na krzyżu, poprosiłem o przebaczenie, jak to jest zwyczaju, nim zacząłem wbijać gwoździe. Nie wiem dlaczego, ale sprawiało mi ból, że mam go pozbawić życia. Patrzył na mnie swoimi dobrymi, wystraszonymi oczyma, które przecież nie były oczyma przestępcy, tylko biednego nieszczęśliwego człowieka. – Przebaczam ci bracie – powiedział cichym głosem". Nie wiem dlaczego tak mnie nazwał! Ale już choćby tylko dlatego, że tak uczynił, było mi, jakbym krzyżował brata. To było dużo trudniejsze niż przy każdym innym, którego sprawiałem. Nie można tego robić, nie będąc czasem zmuszonym spojrzeć na ofiarę – i nie wiem dlaczego, ale on nie był podobny do żadnej innej mojej ofiary. Nie mogę zapomnieć jego oczu kiedy patrzył na mnie”. A kiedy kat wstępuje w niebiosa, staje przed Panem i usiłuje go prosić: “– Słuchaj no! Mam już dość swego katowskiego zawodu! Nie wytrzymam tego dłużej! Nie mogę żyć we krwi i okropnościach, we wszystkim, czemu pozwalasz się dziać!(...) Ale on mnie nie widział. Jego wypukłe oczy wpatrywały puste i bez wyrazu w przestrzeń, jakby w pustynię. (..) Nie można było nic zrobić. Nie było z kim mówić”. “Uświadomiłem sobie, że tamten nie był Jego synem (...). Należał do ludzi i wcale nie było dziwne, że został potraktowany tak, jak zwykli oni traktować swoich bliźnich. Ot, jednego spośród siebie ukrzyżowali jak zwykle". "Tęsknię do mojej ofiarnej śmierci – tak jak to czynił mój biedny, nieszczęsny brat; aby przybito do mnie na moim krzyżu i bym mógł wyzionąć ducha w wielkiej miłosiernej ciemności. Ale wiem, że chwila ta nigdy nie przyjdzie. Muszę wciąż nadal wykonywać swoje rzemiosło, dopóki wy istniejecie. M n i e nigdy nie ukrzyżują!". “Tęsknię do chwili, kiedy zostaniecie wytępieni z tej ziemi, i ramię moje wreszcie będzie mogło opaść. Żadne ochrypłe głosy nie będą mnie więcej wołać, stanę samotny i rozejrzę się wkoło, zdam sobie sprawę, że wszystko jest już dokonane. I odejdę w wieczną ciemność, porzuciwszy swój krwawy topór na pustej ziemi, na pamiątkę rodu, który niegdyś tu żył!” Rzecz kończy się deklaracją wszechogarniającej miłości - nie, nie Boga do ludzi - ale żony tytułowego bohatera: “– Wiesz że czekam na ciebie! Czekam na ciebie przed domem wśród brzóz, gdy przychodzisz chwiejąc się na nogach umazany krwią. Możesz złożyć głowę na moim łonie i będę cię kochać. Całuję twe płonące czoło i ocieram krew z twojej dłoni”. PS Znakiem czasów, w których ta rzecz była pisana, jest wręcz jawna mizoginia. Świadczy o tym nie tylko marginalizowanie roli kobiety w społeczeństwie. To także określenie przedstawicielek innego najstarszego zawodu świata mianem “kurewek”. W moim wydaniu z 1986 r. nikomu to nie przeszkadzało a już zwłaszcza tłumaczowi i wydawcy…. Dziś szokuje (pytanie, jak pogardliwe było słowo oryginału).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na76 miesięcy temu
Lochy Watykanu André Gide
Lochy Watykanu
André Gide
Niesłychanie dziwna książka, w której nic mi się nie zgadzało. Zwłaszcza tytuł, który sugerował coś w rodzaju "Urzędu" Brezy, gdzie rozprawiamy się z obłudą instytucji kościelnych i rozdętą czarną biurokracją. Ale wychodzi na to, że to raczej Kościół wychodzi na stronę nieco poszkodowaną. Zręczni oszuści postanowili sobie zarobić na naiwnych pobożnych owieczkach, mamiąc ich szlachetną akcją uwolnienia Papieża, który jakoby został pojmany przez masonów, a w jego miejsce podstawiono sobowtóra. Taka teoria musiała nieźle rezonować w społeczeństwie, gdzie żywo pamiętano "więźnia w żelaznej masce" i snuto legendy o trzymanym w tiurmie bliźniaku Ludwika XIV. Wielce nabożna arystokracja bardzo chętnie więc wyskakuje z gotówki na szczytny cel odbicia dostojnika i nikt nie zauważa, że cała akcja to misternie namotany humbug. Tak więc od tej strony zanurzamy się w groteskowy, podszyty czarnym humorem i makabreską kryminał. Nie brakuje też masy kpiny i wyśmiewania się z dewotów, pustych mieszczańskich konwenansów, bezmyślności społeczeństwa i hołdowaniu skostniałym rytuałom. I to by się pięknie spinało gdyby nie ta niesamowita postać niejakiego Lafcadia, który kręci się wokół grupy kościelnych oszustów. To śliczny młodzieniec, obiekt westchnień zarówno pięknych dam, jak i różnych bogatych "wujaszków" i który robi dosłownie co chce, co mu aktualnie strzeli do głowy, dla kaprysu i bez żadnego uzasadnienia. Nie robi mu różnicy czynienie dobra czy okrutnego zła, za nic ma pieniądze, uczucia, sumienie i tym podobne filisterskie kule u nogi. Dzięki niemu trafiamy więc na nitzscheańskiego "nadczłowieka", nihilizm, smutek egzystencjalizmu i euforię rzucania wyzwań Bogu - jeśli w ten ogóle istnieje. Nic dziwnego, że z Gide'a czerpali garściami Sartre czy Camus (Obcy to dla mnie nieco bardziej cierpiąca inkarnacja Lafcadia). Może więc Lafcadio wynika z pustych form życia społecznego, a może narodził się spontanicznie. Może porodówką dla Lafcadia była loża masońska, a może loża to też protest przeciwko zakłamaniu Kościoła. W każdym razie wolałabym przeczytać osobno o uwięzieniu Papieża a osobno o ciemnych sprawkach niesfornego socjopaty. Gide miał jednak pomysł na spięcie dwóch ogromnych opowieści w jednej krótkiej książce, która mi się nie domknęła z powodu rozpierających ją idei. Nie dopięła mi się również nierówna konstrukcja powieści - większość czasu wypadki toczą się tak, ze możemy spodziewać się, że przed nami jest jeszcze co najmniej kilkanaście rozdziałów. Na końcówce zaś akcja tak przyspiesza, jakby żona Autora wołała, że spóźni się na obiad, więc trzeba było szybciutko pozamykać wątki. Większość kluczowych zdarzeń zadziała się w ostatniej jednej czwartej powieści i pozostawiała mnie z poczuciem jakiegoś niechlujnego braku symetrii w konstrukcji utworu. Ale cóż - symetria podobno jest estetyką głupców. Mnie Nobla nie dali - Gideowi owszem...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna

Więcej
Knut Hamsun Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna Zobacz więcej
Więcej