rozwińzwiń

Historia świata w 50 kłamstwach

Okładka książki Historia świata w 50 kłamstwach autora Natasha Tidd, 9788384000977
Okładka książki Historia świata w 50 kłamstwach
Natasha Tidd Wydawnictwo: Wydawnictwo RM historia
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2025-11-05
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-05
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384000977
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia świata w 50 kłamstwach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Historia świata w 50 kłamstwach i



Przeczytane 9927 Opinie 159 Oficjalne recenzje 84

Opinia społeczności książki Historia świata w 50 kłamstwachi



Książki 385 Opinie 162

Oceny książki Historia świata w 50 kłamstwach

Średnia ocen
7,0 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia świata w 50 kłamstwach

avatar
322
162

Na półkach: , ,

‎***
‎Historia świata w 50 kłamstwach to książka, która bierze historię za kołnierz i pyta wprost: a co, jeśli to, co uznajemy za "prawdę" było po prostu najlepiej sprzedaną wersją wydarzeń?

‎Autorka pokazuje, że dzieje świata to nie tylko fakty i daty, ale także manipulacje, propagandowe narracje, wygodne uproszczenia i kłamstwa, które przez lata obrastały w status oficjalnej historii.
‎Nie chodzi tu wyłącznie o wielkie oszustwa czy celowe fałszerstwa. Często są to półprawdy, przemilczenia albo historie opowiedziane tak, by komuś pasowały - zwycięzcom, władzy, ideologii. Książka uświadamia, jak łatwo pewne wersje wydarzeń utrwaliły się tylko dlatego, że były powtarzane wystarczająco długo i wystarczająco głośno.

‎Ogromnym plusem jest forma. To zdecydowanie nie podręcznik - i całe szczęście. Krótkie rozdziały, przystępny język i anegdotyczny styl sprawiają, że czyta się to lekko, bez poczucia odrabiania lekcji. Autorka nie zasypuje czytelnika nadmiarem detali, raczej pokazuje mechanizmy: jak powstaje historyczna narracja, jak się ją upraszcza i jak bardzo potrafi ona odbiegać od rzeczywistości.

‎Momentami można odczuć niedosyt, bo tematy bywają tylko zarysowane, ale traktuję to bardziej jako świadomy wybór niż wadę. To książka, która ma prowokować do myślenia, a nie zamykać temat definitywnymi odpowiedziami.

‎Historia świata w 50 kłamstwach to ciekawa, przystępna opowieść o tym, że historia nie zawsze była uczciwa - i że warto patrzeć na nią z dystansem. Dla tych, którzy nie lubią szkolnej narracji, a lubią zadawać pytania i podważać oczywistości, będzie to lektura satysfakcjonująca.

‎***
‎Współpraca

‎***
‎Historia świata w 50 kłamstwach to książka, która bierze historię za kołnierz i pyta wprost: a co, jeśli to, co uznajemy za "prawdę" było po prostu najlepiej sprzedaną wersją wydarzeń?

‎Autorka pokazuje, że dzieje świata to nie tylko fakty i daty, ale także manipulacje, propagandowe narracje, wygodne uproszczenia i kłamstwa, które przez lata obrastały w status...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
160
55

Na półkach: ,

Czarna okładka, enigmatyczny tytuł, nieznana mi autorka i 252 strony. Debiut pod tytułem “Historia świata w 50 kłamstwach” zaintrygował mnie na tyle, że bardzo powoli, wręcz wnikliwie wczytywałam się w kolejne wersy, żeby jak najwięcej zapamiętać i zrozumieć motywy historycznych łgarstw. Po prostu nie chciałam, żeby lektura tak szybko się skończyła, a moja głowa jeszcze urosła od zawartej w niej wiedzy.

...

Więcej na:
https://nakanapie.pl/recenzje/jak-machina-klamstwa-ksztaltuje-historie-historia-swiata-w-50-klamstwach

#klubrecenzentank

Czarna okładka, enigmatyczny tytuł, nieznana mi autorka i 252 strony. Debiut pod tytułem “Historia świata w 50 kłamstwach” zaintrygował mnie na tyle, że bardzo powoli, wręcz wnikliwie wczytywałam się w kolejne wersy, żeby jak najwięcej zapamiętać i zrozumieć motywy historycznych łgarstw. Po prostu nie chciałam, żeby lektura tak szybko się skończyła, a moja głowa jeszcze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
595
495

Na półkach:

Kłamstwa i przemilczenia są niestety wszechobecne, a jak się okazuje również historia nie jest od nich wolna.
Autorka książki zabiera nas w podróż przez różne epoki, odsłaniając kolejne zafałszowane fakty, przemilczane wydarzenia oraz momenty, które ukazują zupełnie inne oblicze znanych postaci, także tych zajmujących wysokie stanowiska.

Książka jest pisana bardzo przystępnym językiem. Momentami szokuje, innym razem odkrywa nieznane wcześniej szczegóły, które odcisnęły realne piętno na ludziach i kształcie świata.

To lektura, która uświadamia, że historia nie zawsze jest obiektywna i jednocześnie skłania by samodzielnie zgłębiać różne tematy, porównywać źródła i krytycznie podchodzić do tego, co uznajemy za pewnik.

Kłamstwa i przemilczenia są niestety wszechobecne, a jak się okazuje również historia nie jest od nich wolna.
Autorka książki zabiera nas w podróż przez różne epoki, odsłaniając kolejne zafałszowane fakty, przemilczane wydarzenia oraz momenty, które ukazują zupełnie inne oblicze znanych postaci, także tych zajmujących wysokie stanowiska.

Książka jest pisana bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

98 użytkowników ma tytuł Historia świata w 50 kłamstwach na półkach głównych
  • 74
  • 24
17 użytkowników ma tytuł Historia świata w 50 kłamstwach na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Historia świata w 50 kłamstwach

Czytelnicy tej książki przeczytali również

PRL od kuchni Sławomir Koper
PRL od kuchni
Sławomir Koper Mariusz Mucha
„PRL od kuchni” to nie tylko nostalgiczna podróż do smaków i przepisów kulinarnych PRL-u, saturatorów, stołówek szkolnych i pracowniczych, imprez towarzyskich i rodzinnych tamtych lat, to spojrzenie na historię Polski Ludowej przez pryzmat talerza i pustej lady sklepowej. Autorzy stawiają odważną, ale bliską prawdzie historycznej tezę: to właśnie pustki na hakach w sklepach mięsnych stały się zapalnikiem zmian. Kryzysy lat 1970, 1976 i 1980 dobitnie pokazały, że w PRL-u kuchnia była miejscem najbardziej politycznym, a bitwa o schabowy miała większą siłę rażenia niż ideologiczne manifesty. Książka genialnie zestawia dwa skrajne światy: siermiężne bary mleczne, gdzie królowały kotleciki jajeczne i ziemniaczane oraz „bukiet dla pana z jednym jajem” vs lokale kultowe - gdyński Maxim czy warszawska Kameralna, enklawy luksusu, często niedostępne dla zwykłego śmiertelnika, pachnące zachodnim tytoniem i koniakiem. Wspomnienie o bonach towarowych i Pewexach przypomina o specyficznej schizofrenii ekonomicznej tamtych lat – posiadanie twardej waluty lub bonów otwierało drzwi do „lepszego świata” pełnego kawy, gum do żucia i dżinsów, podczas gdy na półkach reszty sklepów stał ocet, po mięso ustawiały się gigantyczne kolejki, a obłęd reglamentacji towarów sprawiał, że kartki na żywność stawały się ważniejszą walutą niż same pieniądze. Autorzy serwują nam danie słodko-gorzkie, ale niezwykle treściwe. Warto po nie sięgnąć, by zrozumieć, że w Polsce Ludowej droga do wolności prowadziła nie tylko przez ulice, ale przede wszystkim przez kuchnię.
Bzibzioh - awatar Bzibzioh
ocenił na74 dni temu
Historia ludzkości na haju. Skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem” Sam Kelly
Historia ludzkości na haju. Skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem”
Sam Kelly
W „Historii ludzkości na haju” Sam Kelly w lekki i zabawny sposób obala mity wielkich ludzi, którzy rzekomo radzili sobie z niemożliwie trudnymi zadaniami bez żadnego wspomagania. Tak, jasne. Nawet Pytia nie wytrzymałaby podwójnego etatu wieszczenia bez powiedzmy… motywacji wewnętrznej. Wielki faraon Ramzes II lubił zioła, co odkryto w sposób naukowy, badając jego mumię. Pewien chiński cesarz, Qin Shi Huang, pragnął eliksiru wiecznego życia i dał się nabrać szarlatanom, którzy wcisnęli mu… rtęć. Dziś wiemy, że picie jej było bardzo złym pomysłem. On niestety nie wiedział. Czasem do wielkich objawień przyczyniały się, nazwijmy to, pomyłki kulinarne. 🍄 Marek Aureliusz stosował na sen kompot z opium. Temat potrójnie ryzykowny: zabójcy religijni na haszyszu. Tak, chodzi o słynnych asasynów. Niektórych misji najwyraźniej nie dało się ogarnąć bez odpowiedniego dopingu. William Shakespeare pisał swoje dzieła w oparach… geniuszu, oczywiście. Lubił kalambury i słowne gry, więc coś nas łączy. To, że wielu znanych polityków nadużywało alkoholu, raczej nie jest tajemnicą, ale książka zawiera więcej ciekawostek o amerykańskich mężach stanu. Na przykład John F. Kennedy miał słabość do amfetaminy podawanej przez swojego lekarza. Angielski poeta Samuel Taylor Coleridge wzmacniał wenę twórczą za pomocą laudanum. Działało. Jest też o winie w Watykanie, niekoniecznie tylko mszalnym. Friedrich Nietzsche. No cóż, wystarczy go poczytać, żeby dojść do wniosku, że jego wizje bywały naprawdę odlotowe. Jeśli ktoś go lubi, to przepraszam. Ja nie. Vincent van Gogh lubił farby. Jedną zdecydowanie za bardzo. Sigmund Freud był naprawdę kiepskim diagnostą, kiedy wychwalał kokainę jako cudowny środek leczniczy. Szaleństwo Adolfa Hitlera częściowo tłumaczy jego zamiłowanie do różnych farmaceutyków i zastrzyków podawanych przez lekarza, choć oczywiście nic go nie usprawiedliwia. Założyciel AA, Bill Wilson, uważał przez pewien czas, że lekarstwem na jeden nałóg może być inny. Dość szalona koncepcja. Jean‑Paul Sartre funkcjonował dzięki całemu koktajlowi stymulantów i pisał niemal bez przerwy. Rozdział o show-biznesie to już prawdziwa karuzela. Smutna jest wzmianka o młodej gwieździe Judy Garland, której podawano amfetaminę, choć wcale tego nie chciała. Kojarzycie pisarza Philipa K. Dicka? Jego niezwykłe wizje miały całkiem mocne chemiczne wsparcie, co łatwo zgadnąć po lekturze. Za to Elvis Presley może zaskoczyć, bo był przeciwnikiem narkotyków, ale nie uchroniło go to przed uzależnieniem od leków na receptę. Bardzo ciekawy jest list od chemika Alberta Hofmanna do Steve'a Jobsa. Tak, tego od Apple. Jest też historia o tym, jak Central Intelligence Agency przez przypadek stworzyła antybohatera numer jeden. Także pracownik innej amerykańskiej agencji może się pochwalić naprawdę imponującą kolekcją odkrytych narkotyków. Ilość nowych substancji spokojnie wypełniłaby pół układu okresowego. Czterdzieści przedstawionych historii pokazuje różne oblicza narkotyków i ludzi, którzy mieli z nimi do czynienia. Potraktujcie je jako ciekawostki, bo lepiej uczyć się na cudzych błędach niż powtarzać je samemu. Książka napisana jest lekko, z humorem i przymrużeniem oka. Mnie zaciekawiła. Polecam.
Andarielka - awatar Andarielka
oceniła na71 miesiąc temu
Złoty Szlak William Dalrymple
Złoty Szlak
William Dalrymple
Szeroko pojęta cywilizacja indyjska (podobnie jak egipska czy chińska) zawsze onieśmielała mnie długością trwania czy bogactwem kultury i sztuki, a powierzchowna wiedza o panujących na Dekanie religiach dodatkowo ograniczała możliwość pełniejszego zanurzenia się w ten świat. Potrzeba było książki Williama Dalrymple, abym zrozumiał, z jakim fenomenem mamy do czynienia i co, jako szeroko pojęty Zachód, zawdzięczamy Indiom. Są książki, które zmieniają postrzeganie i burzą stereotypy jak domki z kart, a „Złoty szlak” bezsprzecznie do nich należy. Szkocki pisarz i historyk podjął się dzieła przedstawienia wpływów starożytnych i średniowiecznych (według naszej miary czasu) Indii jako „imperium idei” na tereny od obecnej Hiszpanii po Chiny i Indonezję, a zrobił to tak, że czapki same spadają z głów. Świetna książka, dzięki której zupełnie inaczej będę patrzył na dziedzictwo indyjskiej nauki, literatury, czy sztuki. Osiągnięcia mieszkańców Dekanu przekraczały granice polityczne nie za pomocą miecza, a siłą swoich idei. W okresie między 250 r. p.n.e. do około 1200 r. Indie były „dumnym eksporterem różnorodnych bogactw własnej cywilizacji” – religii, sztuki, muzyki, tańca, włókiennictwa, technologii, astronomii, matematyki, medycyny, mitologii, języka i literatury. Językiem lingua franca dla tej części Azji, niczym łacina dla Europy, stał się sanskryt – „język bogów w świecie ludzi”. To indyjskim kupcom, pokonującym morski szlak przez Ocean Indyjski i Morze Czerwone, nasza część świata, a zwłaszcza starożytny Rzym, zawdzięczała dostęp do unikalnych dóbr, na długo zanim powstał tzw. Jedwabny Szlak. Tutaj powstało pojęcie zera i kształt liczb, które za pośrednictwem Arabów dotarły do Europy. Indyjscy astronomowie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Ziemia jest kulą i obraca się wokół własnej osi, obliczyli również długość roku słonecznego z precyzją do siedmiu miejsc po przecinku. Złoty Szlak, jak nazywa go autor, spajający Indosferę w kulturową całość, wymaga właściwego uznania swojej doniosłej roli. Trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem autora, że ówczesne Indie były kluczowym filarem ekonomii i motoru cywilizacji, „siłą napędową globalnego handlu i transmisji kulturowej” dla sporej części świata, nawet jeśli Europejczycy nie zdawali sobie do końca sprawy z ich istnienia. Dzięki lekturze poznajemy początki buddyzmu i jego ekspansji na Tybet, Chiny i Azję Południowo-Wschodnią. Zaglądamy m.in. do jawajskiego Borobudur, największego obiektu buddyjskiego kultu na świecie, oraz do kambodżańskiego Angkor Wat – największej świątyni hinduistycznej i największego ówczesnego miasta na globie. Poznajemy buddyjskiego mnicha Xuanzanga – jednego z największych chińskich uczonych i podróżników, jego protektorkę, pierwszą i jedyną w historii Chin kobietę-cesarz Wu Zetian, czy cesarza Aśokę, który wspierał rozprzestrzenianie nauk Buddy. Wybitnych postaci jest więcej, w tym wiele takich, których próżno szukać w europejskich podręcznikach historii. Czy historia na naszych oczach zatacza koło? Indie znowu zaczynają odgrywać rolę łącznika między Wschodem a Zachodem i wcale nie mam tu na myśli bycia potęgą w usługach call center czy outsourcingu. Gospodarka rośnie, indyjscy inżynierowie to marka sama w sobie, a kraj pozostaje otwarty na nowe idee i innowacje. Czy znowu nadchodzi czas Indii? Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Noir Sur Blanc, które wykonało świetną edytorsko robotę – piękna okładka, wyjątkowo przyjemna dla oka czcionka i liczne ilustracje ułatwiające odbiór treści książki. Brawa także za świetny przekład Bereniki Janczarskiej.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na928 dni temu
Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich* wydarzeń, które się wydarzyły (*O ile wystarczy miejsca) Philomena Cunk
Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich* wydarzeń, które się wydarzyły (*O ile wystarczy miejsca)
Philomena Cunk
Philomena Cunk to błyskotliwa (?) dziennikarka znana z programów takich jak "Cunk on Britain" i "Cunk on Earth" (obie na Netflixie i BBC). Jeśli nie znacie Philomeny Cunk, to śpieszę donieść, że jest to osoba fikcyjna, odgrywana przez komiczkę Diane Morgan. Cechą charakterystyczną Cunk jest wybitna umiejętność przekręcania nazw, nazwisk, mieszania faktów, czy jeśli widzieliście któryś z programów Philomeny, to wiecie, że jest wybitna również w zadawaniu szokujących rozmówców pytań. Przyznaję bez bicia, że zabierając się za czytanie „Świat według Cunk” nie znałam tej postaci i dopiero w trakcie czytania książki poznawałam ją, dzięki wyżej wymienionym programom, dopiero wtedy wszystko stało się jasne. W „Świat według Cunk” znajdziecie luźne, bardzo, bardzo luźne podejście do historii świata, przedstawione w sposób nie tyle satyryczny, co, wręcz zakrawający o absurd. Philomena zabiera nas w podróż przez historię, od czasu gdy jaskiniacy (nie, nie jaskiniowcy, tylko jaskiniacy i jaskiniaczki i nawet jaskinioosoby (onu/jenu) wynaleźli zbieranie i polowanie, a nawet rysunki na skale, przez wynalezienie pisma, pieniędzy, podatków (bo skoro są pieniądze to i podatki warto by było płacić, czyż sam Benjamin Franklin nie powiedział, że „pewne są tylko śmierć i podatki”? Ale zanim Franklin to powiedział, od wynalezienia podatków musiało minąć kilka tysięcy lat),ponowne wynalezienie pisma, tylko przez inną cywilizację, wynalezienie podbojów i wojen i oczywiście religii, a potem to już poszło… wynalazek za wynalazkiem, niektóre ułatwiające życie, inne nie bardzo (bo po co komu kolejne wojny? I podatki?!). Książka kończy się w 2024! więc na 294 udało się zawrzeć ponad kilkaset tysięcy lat, co jest nader wybitny wynikiem, biorąc pod uwagę, że w książce znajdziemy również rysunki, co prawda budżetowe, bo wykonane przez samą autorkę, która postanowiła zaoszczędzić na grafiku, ale jednak są :D To nie jest książka historyczna! To książka satyryczna i jako taka powinna być traktowana, chyba że ktoś weźmie sobie do serca m.in. informację, że egipskie piramidy, jeden z siedmiu cudów antycznego świata to tak naprawdę „największy na świecie pomnik bumelanctwa” (dlaczego? Tego oczywiście dowiecie się z książki),Pitagoras wynalazł sposób na budowanie trójkątów z trzech odcinków (próbowałam z większej ilości, ale nie wychodziły trójkąty, ktoś wie dlaczego?),kanapki wynalazł S.Ubway, antyczna Agora była wczesnym X-em, czytanie jest procesem trudnym i nużącym, podobnie jak wczesna metoda drukowania; to wtedy może być problem. Osobiście, za skandal uważam, że instrukcja obsługi książki papierowej została zamieszczona dopiero na stronie 85. Rozumiem, że dopóki Gutenberg nie wymyślił prasy drukarskiej, po prostu nikt książki (drukowanej) nie używał. Ale droga Philomeno, jak mam przeczytać książkę, aż do 85 strony, bez instrukcji użytkowania książki? Ktoś, coś? Jako, że Philomena jest Brytyjką, możemy dowiedzieć się wiele na temat Brytanii, oczywiście, również z przymrużeniem oka. „Świat według Cunk” zdecydowanie jest książką dla dorosłych czytelników, którzy umieją czytać między wierszami i rozumieją podteksty (choć zdarzają się również odniesienia wprost) i którzy potrafią oddzielić fakty historyczne od satyry. Książka w sam raz na poprawienie humoru, którą można czytać „ciągiem” lub wyrywkowo, wybierając interesujące tematy, bądź otwierając książkę na chybił-trafił.
Czytelniczka_Gosia - awatar Czytelniczka_Gosia
oceniła na74 miesiące temu
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy Richard J. Evans
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy
Richard J. Evans
Dzisiejsza recenzja dotyczy kategorii która naprawdę unikałam lecz ten temat od dawna mnie interesuję. Czytając „Ludzie Hitlera”, miałem wrażenie, że autor prowadzi mnie za rękę przez zawiłe korytarze historii, nie po to, by zasypać datami i suchymi faktami, ale by pokazać, jak skomplikowane i często zwyczajne były ludzkie losy w cieniu jednej z najbardziej przerażających epok XX wieku. Wojna nie była, nie jest i nie będzie czymś przyjemnym do wspominania czy czytania ale trzeba pamiętać i uświadamiać kolejne młodsze pokolenia żeby nigdy nie powtórzyło się coś podobnego. Muszę przyznać że ta książka nie jest kolejną biografią lub suchym zarysem politycznych przemian. To (moim zdaniem) taki „zbiór” ludzkich historii, które razem składają się na obraz Trzeciej Rzeszy jako systemu stworzonego i napędzanego przez konkretne osoby. Evans, jako historyk z ogromnym doświadczeniem i autorytetem, zanurza się głęboko w życie postaci dobrze znanych i zupełnie zapomnianych. Nie przeczytasz tu tylko o Hitlerze, Goebbelsie czy Himmlerze choć ich portrety są fascynujące i obnażają ludzkie słabości, ambicje, sprzeczności i często paradoksy osobowości. Autor wybiera także tych, którzy pozostawali w cieniu wielkiej historii: urzędników biurokracji, szefów propagandy, członków SS, strażniczki obozów i twórców kultury. Dzięki temu zaczynasz rozumieć, że nazistowskie zło nie było dziełem jednej osoby ani zamkniętej grupy „potworów”, lecz systemu, który zyskał swoich wykonawców w ludziach często nie wyróżniających się niczym szczególnym w ich codziennym życiu. To, co najbardziej porusza w tej książce, to fakt, że Evans nie próbuje moralizować czy upraszczać. On raczej mówi: przyjrzyj się dokładnie tym postaciom i sam zastanów się, jak to możliwe, że zwykli ludzie mogli uczynić tak ogromne zło. Widzimy, jak ambicje, karierowiczostwo, lojalność wobec ideologii, strach przed utratą pozycji czy potrzeba przynależności potrafiły przemienić osoby z codziennymi pasjami i upodobaniami w funkcjonariuszy aparatu terroru. To nie jest tylko sucha analiza, to refleksja nad ludzką naturą i mechanizmami, które mogą prowadzić od „normalności” do współuczestnictwa w bezprecedensowej katastrofie moralnej. Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Przede wszystkim fakt, że czyta się ją jak opowieść o ludziach, a nie jak encyklopedię bo trzeba przyznać że w rozmiarach przewyższa inne które posiadam w swoim zbiorze. Autor potrafi z pasją opisać człowieka i jego los z wszystkimi sprzecznościami, motywami i błędami. Dzięki temu ta lektura nie pozostaje obojętna. Po jej skończeniu nie tylko więcej wiesz o Trzeciej Rzeszy, ale zaczynasz również zadawać sobie pytania o granice odpowiedzialności, rolę przypadku i wpływ indywidualnych wyborów na bieg historii. „Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy” to książka, którą warto przeczytać, nawet jeśli temat II Wojny Światowej czy historii nazizmu wydaje się już dobrze znany. To inny sposób patrzenia na te same wydarzenia przez pryzmat ludzkich historii i osobistych wyborów. Dzięki temu lektura jest nie tylko wartościowa merytorycznie, ale też głęboko poruszająca i skłaniająca do refleksji. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Temat nie jest łatwy do czytania ale warto przeczytać żeby pamiętać żeby uczyć, ostrzegać.
Book_matula - awatar Book_matula
oceniła na102 miesiące temu
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski Adrian Pogorzelski
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski
Adrian Pogorzelski
Dla mnie rewelacja. Chciałoby się napisać, cudze chwalicie, a swego nie znacie. Oczywiście na ziemiach polskich nie będziemy mieć budowli typu Koloseum czy Akropol. Autor swoją gawędą zabiera nas jednak w okolice Polski, pokazując, że mamy wiele artefaktów, których mogą nam zazdrościć inni. Jak choćby najstarszy bumerang, odnaleziony przez archeologów. Okazuje się, że bronią tą posługiwali się nie tylko Aborygeni. Obok fascynujących opisów znalezisk archeologicznych, książka wręcz naszpikowana jest ciekawostkami. Mityczne amazonki z całą pewnością istniały i zamieszkiwały ziemie obecnej Polski. Oczywiście wokół kobiet wojowniczek pojawiło się wiele mitów, których produkowali też antyczni podróżnicy, ale z innych źródeł wiemy, że starożytni greccy podróżnicy nie koniecznie przedstawiali fakty, a częściej sięgali po plotki lub sami wyolbrzymiali pewne zjawiska. Dla mnie ciekawostką był tajemny napój, którym raczyli się prehistoryczni wojowie Gotów, których odpowiednie miarki znaleziono na terenach północno-wschodniej Polski. Być może ów napój był magiczną miksturą, którą raczyli się bohaterowie komiksowi Asterix i Obelix. Otrzymuje także sporą dawkę opisów dawnych obyczajów, które za sprawą synkretyzmu kulturowego przeniknęły nawet do chrześcijaństwa, jak choćby tatarak rozkładany na posadzkach w Zielone Świątki, dziś już może zapomniany, ale ja pamiętam wyprawy w dzieciństwie po owe zioło. Napisana w formie gawędy, łatwym i przystępnym językiem, bogato ilustrowana, czyli dosłownie wszystko, czego można oczekiwać od pozycji popularyzującej wiedzę historyczną. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom historii. Czasem warto wiedzieć, co w naszej okolicy, jest na tyle ciekawe, że można się tym pochwalić przed przyjezdnymi. Gorąco polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na101 miesiąc temu
Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego Hans Killian
Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego
Hans Killian
Jak już pisałem w swojej innej recenzji, nie jestem fanem wojennej literatury wspomnieniowej. Częsty subiektywizm opisywanych doświadczeń, koloryzowanie, zakłamywanie, uwypuklanie własnego męstwa i bohaterstwa, demonizowanie przeciwnika, a z drugiej strony przemilczanie faktów niewygodnych na zasadzie - nie wiem, nie widziałem, ja tylko wykonywałem rozkazy powoduje, że najczęściej nie jest to dobre źródło informacji i na przytaczane wydarzenia często najlepiej brać sporą poprawkę i traktować z przymrużeniem oka. Koronnym przykładem może tutaj być książka Leona Degrelle - "Front Wschodni 1941-1945". W tym wypadku mamy do czynienia z czymś nieco odmiennym. Jest to na tle literatury wspomnieniowej pozycja na swój sposób wyjątkowa. Przy całym szacunku dla prostego, szeregowego żołnierza i jego frontowej niedoli, tutaj bierzemy do rąk książkę człowieka wykształconego, specjalisty. Autor, profesor chirurgii, został przydzielony do niemieckiej Grupy Armii Północ i w składzie 16 armii w latach 1941-1943 jako konsultant przebywał na froncie wschodnim w okolicach Leningradu. To bardzo ciekawy zapis wydarzeń na pierwszej linii, a także wielu kuriozalnych przypadków ran postrzałowych, złamań, odmrożeń itp. Dobrze wyważone są tutaj proporcje - odwiedzamy głębokie zaplecze i szpitale polowe, ale także śledzimy wydarzenia na froncie, wściekłe sowieckie kontrofensywy oraz dramatyczne, aczkolwiek finalnie zwycięskie dla wojsk niemieckich walki w tzw. Kotle Demiańskim, zimą 1941/1942 roku. Autor dobrze również ilustruje ówczesny poziom medycyny pola walki - mamy tutaj pokazane konkretne metody leczenia i opatrywania ran, niekiedy kontrowersyjne i wywołujące liczne spory między personelem medycznym, jak na przykład wypalanie ran stosowane przez jednego z lekarzy z sąsiedniej jednostki. Momentami lektura jest naprawdę szokująca. Nie ma tutaj heroizmu, jest natomiast śmierć, ból, cierpienie, ludzkie dramaty, wszy, przenikliwe zimno, które dotykają obydwu stron konfliktu w takim samym stopniu, co pokazuje jakim piekłem był Front Wschodni II Wojny Światowej. Wyjątkowo celne dywagacje autora na temat bezsensu i bezcelowości ataku III Rzeszy na ZSRR dodatkowo podnoszą wartość merytoryczną książki. To po prostu trzeba przeczytać, szczególnie jeśli kogoś interesuje szeroko rozumiana logistyka wojenna oraz drugowojenna medycyna pola walki.
Szymon - awatar Szymon
ocenił na81 miesiąc temu
Dziesięcina. Prawdziwa historia kleru w dawnej Polsce Kamil Janicki
Dziesięcina. Prawdziwa historia kleru w dawnej Polsce
Kamil Janicki
Po "Pańszczyźnie" i "Warcholstwie" Kamila Janickiego wiedziałem mniej więcej czego mogę się spodziewać. Pierwsze strony nie zaskoczyły mnie, autor jest ewidentnym przeciwnikiem formy w jakiej objawił i rozwijał się kościół katolicki w naszym kraju. Mimo że sam nie jestem specjalnie religijny, nie można mnie zaliczyć do przeciwników wiary. Jestem świadom tego jak w pewnych okresach "chrzest Polski" pomógł w organizacji państwa na tle Europy, ale widzę wiele grzechów kościoła głoszącego miłość Chrystusa, których nie powinno się zapominać. Nie mniej jednak nie lubię, gdy ktoś w tak agresywny sposób próbuje mnie do czegoś lub kogoś zniechęcić. Tak właśnie rozpoczął pan Janicki, jednak ku mojemu zdziwieniu narracja szybko się zmieniła. Z osobistej tyrady autor bardzo szybko i sprawnie przeszedł do realiów średniowiecznej oraz późniejszej epoki w dziejach Polski. W mniej personalny, a bardziej rzeczowy, poparty przykładami sposób zaczął opowiadać o organizacji kościoła, traktowaniu wiernych (pod tym względem szlachta i chłopi również nie stali na równi),o rosnącej z czasem pozycji "patronów" (z króla odpowiedzialność przechodziła na pobliskiego ziemianina - fundatora),rywalizacji między kościołem świeckim i klasztornym oraz tym kto w ogóle miał prawo przyjąć święcenia. Kamil Janicki przechodzi kolejno przez wszelkie tytuły i uprawnienia (w tym przywileje i korzyści) jakie się z nimi wiązały od prymasów, acrybiskupów po plebanów, kończąc na najniższych w łańcuchu wikariuszach, którzy według niego byli jedynymi uprawiajacymi posługę duszpasterską. Wyżsi rangą księża zajmowali się głównie zwiększeniem swoich wpływów oraz zasobów portfela, a przed wprowadzeniem rygorystycznego celibatu nawet nie kryli się z rospustą, konkubinami, a niekiedy awanturniczym życiem typowych przedstawicieli klasy szlacheckiej. Dalej wdrażamy się w temat Reformacji, jej przyczyn i odpowiedzi kościoła w postaci Kontrreformacji, powoływania kapituł i Soboru Trydenckiego, który przeprowadził wewnętrzne zmiany dyscyplinarne. Co się zmieniło? Organizacja? Karność i moralność? Realia czy tylko te oficjalne? Podobało mi się wgłębienie w takie tematy jak tonsura, wyższe święcenia i ostateczny celibat, pozwolenia dla chłopów od swojego pana na przyjęcie święceń czy seminaria, w których jak łatwo się domyśleć kmieć czy mieszczanin nie zaznał równości z "szlachetnie urodzonym". Mimo to prestiż kościoła i powaga wiary dawały świetne perspektywy chłopom, którzy chcieli uniknąć ciężkiej pracy na roli czy dochrapać się cieplejszej posadki polegającej na wypełnianiu woli patrona względem parafian. Autor zwraca uwagę, że kościoły zawsze budowano na wzgórzach, a jeśli takowych w pobliżu nie było musiały mieć więcej stopni do drzwi niż pozostałe okoliczne budynki. Było to ważnym wyznacznikiem roli kościoła jaki spełniał w życiu mieszkańców. Symbolika to bardzo ważne narzędzie dla świadomości wiernych. Wreszcie czytamy o sposobach zarobku kleru oprócz handlu zbożem z otrzymanych ziem, w tym o bezwzględnym podatku zwanym dziesięciną. Następnie czytamy o odgórnych zaleceniach w temacie odprawiania mszy i kontaktów z wiernymi. Co trzeba było robić, by zainteresować uczestników mszy? Co było zakazane, a co jednak robili księża szlacheccy, którzy i tak czuli się lepsi od plebsu? W przeszłości ateizm nie mieścił się w głowie, ale wiejskie gusła i przesądy z pogańskich czasów nadal były aktualne. By takowe odprawiać wieśniacy wykradali z kościołów "święte" przedmioty, co w momencie złapania było ciężko karane. Nie oznacza to, że światli szlachcice i duchowni nie wierzyli w różne, tajemne i nadprzyrodzone dziwy. Przed rozbiorami prawo przymuszało wiary, ale przede wszystkim do praktyki. Spowiedź była możliwa tylko w swojej parafii, a za opuszczanie mszy groziły sankcje lub nawet wykluczenie ze społeczności. Jak dla mnie książka przydatna, ale nie chciałbym jej traktować jako jedyne źródło wiedzy na temat roli kościoła w dawnej Polsce. Uważam, że warto przeczytać tym bardziej, że język jest bardzo przystępny, a Kamil Janicki potrafi zaciekawić słowem.
Paweł85x2 - awatar Paweł85x2
ocenił na72 dni temu
Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu Kamil Kajkowski
Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu
Kamil Kajkowski
Wierzenia dawnych Lisiołów . „Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu” pióra Kamila Kajkowskiego to antologia 12 tekstów naukowych podzielonych na 4 segmenty: Przestrzeń dla Bogów, Świat zmarłych, komunikacja z sacrum i Varia. Wszystko okraszone przypisami z dodatkiem bogatej bibliografii. Jest to pozycja naukowa – podkreśla Lisioł – a więc i język jest odpowiedni. Na scenę wkraczają żywioły akwatyczne w towarzystwie czynników pozautylitarnych z symboliczną waloryzacją pod łapą. Nie będzie więc to lektura szybka, ale dla zainteresowanych tematem bardzo wartościowa. . W ten oto sposób, gdy Lisioł chciał wyruszyć na podbój Bałtyku, najpierw zasięgnął rady wyroczni u szczecińskiego Trzygłowia. Uważnie futrzak obserwował poświęconego temu bóstwu konia, po czym zdecydował się wykupić abonament na interpretacje przekazów wyroczni oraz zawieszkę w kształcie ryby – tak na wszelki wypadek. Potem Lisioł potuptał obejrzeć łodzie. Służą one nie tylko do pływania, ale świetnie nadają się też do celów pochówkowych. Ciężki wybór. Pochować się w łodzi jednopiennej czy klepkowej, a może w kamiennej? . Trzeba przyznać, że w książce mocny akcent położony jest na kwestie archeologiczne. Sporo tutaj opisów pochówków, darów w nich zwartych oraz ich znaczenia symbolicznego. Ta strefa zaświatów jest tutaj potraktowana dość dosłownie *rzucił Lisioł, maszerując z łopatą*. Stanowiska nekropoliczne skrywają w sobie sporo informacji o życiu codziennym. Zwłaszcza zagadnienia związane ze zwierzętami ofiarnymi są niezwykle ciekawe, chociaż wciąż nie do końca wiemy, na podstawie jakiego zestawu cech typowano takie zwierzę. . Lisioł z góry Wam piszczy, że nie znajdziecie w książce gotowych odpowiedzi, ale sporo informacji oraz hipotez. Jak sam autor pisze, ciężko pracuje się z okresem historycznym, z którego posiadamy tak mało danych. W dodatku część informacji może być zniekształcona *Lisioł spogląda na kroniki pisane przez biskupów* chrześcijaństwo raczej nie było fanem wyznań słowiańskich. Do tego dochodzi problem jak w starożytnym Egipcie: co duży ośrodek kultu, to trochę inna wersja wierzeń. Trudno się dziwić, gdzie kult, tam i bogactwo. Warto jednak zanurzyć się w lekturze.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na84 miesiące temu
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu),a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na72 miesiące temu
Sprawa Stalina Giles Milton
Sprawa Stalina
Giles Milton
„Ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę” – mawiał Otto von Bismarck i miał w tym sporo racji, choć pokusa zajrzenia za kuluary wielkich wydarzeń i poznania okoliczności podjęcia przez rządzących takich, a nie innych decyzji, zawsze była wśród „maluczkich” silniejsza. Sposobność zapoznania się z kulisami decyzji, które finalnie doprowadziły do pokonania III Rzeszy przez aliantów, książki Gilesa Miltona pt. „Sprawa Stalina”. Znakiem firmowym brytyjskiego pisarza, historyka i dziennikarza jest przedstawianie wydarzeń historycznych głównie w oparciu o wspomnienia, listy czy osobiste pamiętniki ich uczestników. Taki sam koncept autor wykorzystał w książce przedstawiającej wyboistą drogę do pierwszego spotkania alianckiej Wielkiej Trójki – Churchilla, Roosevelta i Stalina – na przełomie listopada i grudnia 1943 r. w Teheranie, oraz przebiegu samej konferencji. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu… Ciekawy dobór zdjęć, twarda oprawa, wysokiej jakości papier to najważniejsze wyróżniki wykonanej przez oficynę pracy. Ale nie mniej istotna, jeśli nie ważniejsza, jest praca redaktora i tłumacza książki – wszelkie błędy, nieścisłości lub skróty myślowe popełnione przez autora zostały wyłapane i wyprostowane. Dobra robota! Akcja książki zaczyna się w momencie, kiedy dochodzi do najazdu III Rzeszy na Związek Radziecki. Anglia i Stany Zjednoczone, nie będące formalnie uczestnikiem wojennych zmagań, zgodziły się co do tego, że komuniści sami tej wojny nie wygrają, a naziści nie mogą wyjść z tego konfliktu zwycięsko, bo będzie to oznaczać dla Europy geopolityczną katastrofę. Wymagało to zmiany myślenia i nastawienia, bo przecież jeszcze do 22 czerwca 1941 r. Moskwa i Berlin były sojusznikami dzielącymi Europę Środkowo – Wschodnią według uzgodnionych potrzeb. W Moskwie również zdano sobie sprawę, że Armia Czerwona nie ma większych szans z doskonale zorganizowaną machiną wojenną wojsk niemieckich, co potwierdziły pierwsze dni operacji „Barbarossa”, kiedy radzieccy żołnierze tysiącami byli brani w niewolę, niemiecka artyleria przez nikogo niepokojona nieustannie ostrzeliwała radzieckie miasta i pozycje, a samoloty z czerwonymi gwiazdami na boku nie miały szans w starciu z Luftwaffe, która niszczyła je zanim jeszcze wystartowały z lotnisk. ZSRR potrzebował sprzętu wojskowego, amunicji, surowców i jedzenia – w sumie wszystkiego, co było niezbędne do prowadzenia walk. Za wyjątkiem ludzi do wcielenia w kamasze, bo tych nigdy nad Wołgą nie brakowało. Milton opowiada wielką historię za pomocą postaci. Wyróżniających się indywidualności jest na stronach książki cała masa, ale skupiamy się głównie na dwóch dżentelmenach, na barkach których spoczywała misja dyplomatyczna mająca za zadanie zawarcie sojuszu ze Stalinem i doprowadzenie do wspomnianego spotkania Wielkiej Trójki. Amerykański miliarder Averell Harriman oraz brytyjski ambasador w ZSRR, Archi Clark Kerr, stanęli przed nie lada wyzwaniem, a my poznajemy szczegóły dyplomatycznej „kuchni”, które autor zaserwował – by trzymając się tych gastronomicznych porównań – wyjątkowo smacznie i lekkostrawnie. Ciekawych bohaterów nie brakuje także na drugim planie, gdzie wyróżnia się m.in. córka Harrimana, Kathy, dziennikarka, której prywatne zapiski i listy do rodziny również wykorzystano do stworzenia fabuły. „Opisana w tej książce historia jest prawdziwa – podkreśla Giles Milton. – Wszystko to, co zapisane jest w cudzysłowach, stanowi zrelacjonowany dialog, każdy opis życia codziennego został zaczerpnięty z listów, dzienników i wspomnień. Wiele z tych relacji pisano w pośpiechu i nie zamierzano ich nigdy publikować”. W książce o wykuwaniu nowego porządku w Europie nie mogło zabraknąć polskich wątków. W polityce Wielkiej Trójki jesteśmy traktowani przedmiotowo. Roosevelt macha ręką nad kształtem powojennego rządu nad Wisłą, choć wolałby, aby kluczowe decyzje zapadły po wyborach prezydenckich, ponieważ liczy na głosy amerykańskiej Polonii. Podwójne standardy aliantów uwidoczniły się także po ujawnieniu masowych grobów z ciałami polskich oficerów w Katyniu. Mimo iż na zachodzie zdawano sobie sprawę, że wszystko wskazuje na oczywistą winę Sowietów, to uznano, że dla dobra antyhitlerowskiej koalicji winę należy przerzucić na Niemców. W mistyfikację tzw. komisji Burdenki uwierzyła m.in. Kathy Harriman, która brała udział w wyjeździe akredytowanych w Moskwie zachodnich dziennikarzy do Lasu Katyńskiego. Zaledwie „irytacja i złość” stanowiły reakcję aliantów na odmowę Stalina w wsparciu walczących w Warszawie powstańców. Oczywiście dla radzieckiego genseka to wszystko stanowiło oznakę słabości partnerów z Londynu i Waszyngtonu. Jeśli bohaterowie książki przed konferencją w Teheranie (listopad/grudzień 1943 r.) mieli jeszcze wątpliwości co do rzeczywistych planów Stalina wobec powojennego układu w Europie, to już po spotkaniu Wielkiej Trójki raczej się ich wyzbyli. To ZSRR miał stać się najważniejszym militarnie i politycznie graczem na kontynencie, a jedynym zwycięzcą II wojny światowej chciał zostać „wujaszek Joe”. Z całą pewnością plusem książki Miltona jest fakt, że Czytelnik nie zostaje zarzucony bezbarwnymi w emocjach oficjalnymi dokumentami, dyplomatycznymi depeszami czy ocenzurowanymi wspomnieniami. Wszystkie postacie są jak najbardziej „żywe”, a towarzyszą im prawdziwe emocje. Doświadczamy rodzących się przyjaźni oraz początków nieufności czy wrogości. Jest gniew, ból, zazdrość, smutek, złość i radość – cała paleta ludzkich doznań. Zaglądamy nie tylko za wspomniane kulisy, ale uczestniczymy też w suto zakrapianych przyjęciach i wchodzimy nawet do sypialni, aby poznać pikantne wątki z życia głównych bohaterów (jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda półnagi Churchill na rysunku, to już wiecie, do której książki musicie zajrzeć). Podczas lektury nie złapałem się na ziewaniu. Tempo narracji na to nie pozwala.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na722 dni temu

Cytaty z książki Historia świata w 50 kłamstwach

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historia świata w 50 kłamstwach


Ciekawostki historyczne