rozwińzwiń

Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Okładka książki Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä autora Petri Sarjanen, 9788368560374
Okładka książki Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä
Petri Sarjanen Wydawnictwo: Replika biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Valkoinen kuolema. Tarkka-ampuja Simo Häyhän tarina
Data wydania:
2025-10-07
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368560374
Tłumacz:
Bożena Kojro
Średnia ocen

5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä



książek na półce przeczytane 383 napisanych opinii 383

Oceny książki Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Średnia ocen
5,8 / 10
149 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

avatar
94
6

Na półkach:

Ciekawe spojrzenie na snajpera, a raczej jak określił to w dodatku autor "strzelca wyborowego". W duszy spokojny i śmiertelnie skuteczny Simo, z liczbą 542 potwierdzonych celów. Dobra pozycja do spojrzenia na konflikt z perspektywy działań wojennych. Trochę brakowało mi informacji historycznych i spójności w stylu pisania.

Ciekawe spojrzenie na snajpera, a raczej jak określił to w dodatku autor "strzelca wyborowego". W duszy spokojny i śmiertelnie skuteczny Simo, z liczbą 542 potwierdzonych celów. Dobra pozycja do spojrzenia na konflikt z perspektywy działań wojennych. Trochę brakowało mi informacji historycznych i spójności w stylu pisania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1431
821

Na półkach: ,

Mówiono na niego „Biała Śmierć”, bo jego śnieżnobiały kombinezon stanowił doskonały kamuflaż, a celne oko strzelca zawsze trafiało w przeciwnika. Poznajcie historię Simö Häyhä człowieka, który zmienił losy wojny zimowej. To o jego poświęceniu w czasie tego konfliktu przeczytacie w najnowszej książce autorstwa Petriego Sarjanena pt. „Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen - Simö Häyhä” z oferty Wydawnictwa Replika, w przekładzie Bożeny Kojro.

Już sam początek książki sprawił, że poczułam się nie tyle jak czytelnik, ile jak świadek wydarzeń, które przez lata obrosły legendą. Sarjanen nie pisze sensacyjnej biografii legendy, nie próbuje na siłę mitologizować Häyhä. Raczej z ogromną skrupulatnością i pełnym szacunku dystansem odtwarza okoliczności, w jakich przyszło mu walczyć. To narracja zimna jak fiński mróz, ale jednocześnie przejmująca, bo pokazuje, jak zwykły człowiek potrafi wznieść się na poziom, który inni nazwaliby nadludzkim.

Jego najwierniejszym towarzyszem był karabin Szpic, dzięki któremu pobijał rekordy zestrzeleń. Szacuje się, że w ciągu 98 dni walk z jego broni zginęło 542 radzieckich żołnierzy. Skąd u fińskiego chłopa taka determinacja i oddanie ojczyźnie?

To pytanie to właściwie sedno całej książki. Autor prowadzi czytelnika przez kolejne etapy życia Häyhä, szukając odpowiedzi nie w spektakularnych czynach, ale w cichej codzienności: w pracy na roli, w przywiązaniu do lasu, w surowym otoczeniu, które kształtowało jego charakter dużo wcześniej, zanim wziął do ręki broń. To chyba najbardziej zaskakujący aspekt tej biografii - odkrycie, że „Biała Śmierć” nie urodził się bohaterem, lecz nim został, dzień po dniu, w dużej mierze dzięki dyscyplinie i spokojowi właściwemu ludziom żyjącym blisko natury.

„Biała Śmierć” to lektura mocna, emocjonalna, a jednocześnie zaskakująco intymna. Autor nie ocenia, nie romantyzuje wojny, tylko pozwala nam stanąć obok człowieka, który – choć niezwykle skuteczny – pozostał do końca skromny i milczący.

Mówiono na niego „Biała Śmierć”, bo jego śnieżnobiały kombinezon stanowił doskonały kamuflaż, a celne oko strzelca zawsze trafiało w przeciwnika. Poznajcie historię Simö Häyhä człowieka, który zmienił losy wojny zimowej. To o jego poświęceniu w czasie tego konfliktu przeczytacie w najnowszej książce autorstwa Petriego Sarjanena pt. „Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
692
671

Na półkach:

🤍 "Biała Śmierć" to bardzo interesująca lektura. Czyta się bardzo szybko chodź wymaga skupienia. Książka idealna dla osób które lubią historię. Książka napisana w przystępnym stylu. Simo Häyhä to interesująca postać. To strzelec wybory. Autor przyłożył się solidnie do tematu i napisał tą książkę. Wszytko jest opisane z jakich źródeł korzystał by powstała ta historia. Wszystko jest oparte na faktach. Ta książka przybliża postać Białej Śmierci. Zdecydowanie trudny temat. Nawet nie wiedziałam, że był taki najskuteczniejszy snajper w historii. W ciągu 100 dni zastrzelił ponad 500 Rosjan z pomocą karabinu. Strzelał i trafiał do celu. Ten człowiek zabijał z zimną krwią. Snajper wojenny. Ciężko to pojąć wszystko. Jednym słowem trafić na takiego snajpera to strach dla wielu Rosjan i nie tylko. Poznamy tu jego życie Autor co nieco o nim nam opowie. Walka na froncie nie była łatwa. Mamy tu zdjęcia, fotografie więc to bardzo fajny dodatek. Dowiemy się jakim był człowiekiem. Poznamy podczas czytania działalność snajperów. Na czym polega ich zadanie. Temat polityczny, wojskowy, front jak i losy żołnierzy. Czasem codzienne życie. Dowiecie się naprawdę wielu ciekawych rzeczy z tej książki o których ciężko opowiedzieć w kilku zdaniach. Człowiek który posługiwał się karabinem bez celownika optycznego. Ćwiczenia uczyniły z niego strzelca świetnego. Dzielnie walczył w szeregach Finów. Mamy tu też zwyczaje fińskie. Naprawdę interesująca lektura. Snajper często czekał w ukryciu , upatrywał swoją ofiarę i oddawał strzał celny nie było mowy o porażce. Robił to co mu kazano. Dodam, że temperatura czasami sięgała nawet do - 40 stopni. Warunki bardzo trudne wręcz ekstramalnie. Niesamowita historia. Książka warta uwagi i przeczytania. Historia zawsze jest ciekawa i warto czytać jak i coś wiedzieć. Polecam książkę nie tylko osobą które kochają historię ale i innym a na pewno was zaciekawi i zainteresuje ten temat snajpera.

🤍 "Biała Śmierć" to bardzo interesująca lektura. Czyta się bardzo szybko chodź wymaga skupienia. Książka idealna dla osób które lubią historię. Książka napisana w przystępnym stylu. Simo Häyhä to interesująca postać. To strzelec wybory. Autor przyłożył się solidnie do tematu i napisał tą książkę. Wszytko jest opisane z jakich źródeł korzystał by powstała ta historia....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

352 użytkowników ma tytuł Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä na półkach głównych
  • 195
  • 150
  • 7
90 użytkowników ma tytuł Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä na półkach dodatkowych
  • 64
  • 9
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatnia bitwa. Historia bitwy o Berlin maj 1945 Cornelius Ryan
Ostatnia bitwa. Historia bitwy o Berlin maj 1945
Cornelius Ryan
Rok 1945 – upadek Berlina. „Jest to opowieść o ostatniej bitwie – o szturmie na Berlin i zdobyciu tego miasta. I chociaż są w niej opisy walk, nie jest ona relacją o charakterze militarnym. To opowieść o zwykłych ludziach, żołnierzach i cywilach, targanych rozpaczą, rozgoryczonych i przerażonych (…)” Adolf Hitler w chwili objęcia władzy zapowiadał tysiącletnią Rzeszę. Był rok 1933. Dwanaście lat później ta sama Rzesza chyliła się ku upadkowi. Niemcy od pewnego czasu przegrywali wszystkie bitwy tak na wschodnim jak i na zachodnim froncie. Ostatnią miała być bitwa o Berlin. Jak to się stało, że Berlin został zdobyty przez Armię Czerwoną? Dlaczego alianci zachodni nie dotarli do miasta pierwsi? Czy przesądziły o tym kwestie militarne czy polityczne? Jak wyglądało życie w mieście podczas ostatnich dni istnienia III Rzeszy? Jeśli chcemy poznać odpowiedzi na te i podobne pytania, to możemy sięgnąć po książkę Corneliusa Ryana pod tytułem „Ostatnia bitwa. Historia bitwy o Berlin. Maj 1945”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Rebis. Oczywiście jest to trzecie wydanie tej książki, napisanej przez autora w drugiej połowie XX wieku. Cornelius Ryan znany jest ze swej głośniej trylogii wojennej „Najdłuższy dzień”, „O jeden most za daleko” i „Ostatnia bitwa”. Dwie pierwsze książki doczekały się głośnych ekranizacji. Sam autor, urodzony w 1920 roku był jednym z najbardziej cenionych korespondentów wojennych. Zmarł w 1974 roku. Na wstępie powiem, że książka nieco mnie zaskoczyła. Dlaczego? Otóż tytuł jasno sugeruje, że będzie to opis bitwy o Berlin. Tymczasem podczas lektury uświadamiamy sobie, że nie jest to w sensie ścisłym rekonstrukcja zdobycia Berlina przez Armię Czerwoną. Autor w żadnym wypadku nie ogranicza się do kwestii militarnych, co więcej czasem świadomie stawia je na drugim planie. Wydaje mi się, że to ważna uwaga. Pasjonat militarnej historii II wojny światowej nie znajdzie tutaj dokładnego rozmieszczenia i ruchu wojsk, poszczególnych dywizji czy kompanii. Ryan w centrum swojej narracji postawił miasto i ludzi. Recenzowana książka została podzielona na pięć głównych części. Pierwsza z nich – co nie może dziwić – charakteryzuje głównego bohatera, a więc Berlin. Dziś nasze skojarzenie z Berlinem jest jasne – stolica Niemiec. Jednak dla nazistów Berlin był miastem kłopotliwym. Ze swoim liberalnym charakterem nie po drodze mu było z nazistowską partią, co znajdowało odzwierciedlenie w wynikach wyborczych. Z drugiej strony Berlin był bardzo ważny dla Adolfa Hitlera. Planował go przebudować i przekształcić w idealnie miast – Germanię. Drugim zaskoczeniem podczas lektury recenzowanej książki był dla mnie fakt, że sporo miejsca autor poświęca aliantom zachodnim. Bardzo szczegółowo (czasami może aż za bardzo) opisuje tarcia między Amerykanami a Brytyjczykami. Pokazuje, jak wielu ludzi podejmowało rozmaite decyzje, efektem których było zarzucenie pomysłu zdobycia miasta przez Amerykanów i Brytyjczyków. Czy było to w ogóle możliwe? Czy alianci zachodni rozumieli znaczenie Berlina jako symbolu III Rzeszy? Czy naprawdę wierzyli w istnienie twierdzy alpejskiej, o której dziś już wiemy, że była tylko wytworem niemieckiej propagandy? Amerykanie i Brytyjczycy zwracali uwagę na ewentualne straty w ludziach i trudności w zdobyciu Berlina. Tymczasem Stalin był wolny od takich ograniczeń. Pragnął tylko jednego – zdobycia miasta. Wezwał do siebie Żukowa i Koniewa i nakazał im zdobycie miasta. Po raz kolejny rozgrywał ich między sobą. Wykorzystywał ich ambicje, aby osiągnąć własny cel. Pragnął zaś nade wszystko zdobycia Berlina, rozumiejąc doskonale rolę symboli. Według mnie mało jest w tej książce Armii Czerwonej i Sowietów w ogóle. Tak jakby autor miał nieproporcjonalny dostęp do źródeł. Oczywiście wiemy, że Sowieci bardzo strzegli swoich tajemnic i niechętnie dzielili się informacjami. Niemniej jednak czy autor nie podchodzi do postaci Żukowa zbyt bezkrytycznie? Czy nie postrzega go jako rzeczywiście wielkiego marszałka Stalina? Dziś wiemy, że prawda była dużo bardziej złożona. „Ostatnia bitwa. Historia bitwy o Berlin. Maj 1945” to bez wątpienia interesująca książka o ostatnich dniach nazistowskiego Berlina. Autor opisuje nie tylko same walki o miasto i samobójstwo Adolfa Hitlera, ale cofa się do przyczyn tych wydarzeń. Pokazuje, jak wyczerpał się militarny potencjał III Rzeszy. Pokazuje, dlaczego Amerykanie i Brytyjczycy pozwolili, by Berlin zdobyła Armia Czerwona. Pokazuje wreszcie codzienne życie mieszkańców miasta w tamtych sądnych dniach. Dla wszystkich zainteresowanych tematyką i tych, którzy chcą przeczytać jak wyglądały ostatnie chwile „tysiącletniej” Rzeszy.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na710 miesięcy temu
Operacja Geronimo Chuck Pfarrer
Operacja Geronimo
Chuck Pfarrer
"Snajper" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina rozbudził we mnie ciekawość bezpośrednich relacji uczestników operacji z najgłośniejszych, spektakularnych i niebezpiecznych punktów zapalnych na świecie, a dokładniej tych z udziałem SEAL-sów. "Członkami najmniej licznych i najbardziej elitarnych oddziałów do operacji specjalnych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych", które dzięki nagłośnionym tego typu akcjom wychodzą z cienia. Niestety, wbrew własnej woli i wcale, ale to wcale im się ten rozgłos nie podoba. Jednak o ile "Snajper" był opowieścią jednego komandosa, przybierając formę autobiograficznej kariery w strukturach Navy SEAL-s, który pokusił się o odtworzenie na bazie własnych doświadczeń, prawdopodobnego scenariusza zabicia Osamy Bin Ladena, o tyle ta pozycja jest efektem wielu bezpośrednich relacji uczestników operacji jego likwidacji nazwanej Włócznią Neptuna, przekazanych autorowi książki, byłemu członkowi SEAL Team Six. To ważny szczegół w przypadku tej pozycji. Profil osobowości byłego komandosa i znajomość ludzi z tego środowiska, jak i własne jego doświadczenia, złożyły się na wiarygodny, chociaż momentami subiektywny i emocjonalny obraz współtowarzyszy i kolegów, polityki rządku amerykańskiego i samych polityków oraz najważniejszej postaci – Osamy Bin Ladena. Zanim jednak autor przeszedł do opisu przygotowań i przebiegu samej operacji Włócznia Neptuna, obszernie przedstawił rys historyczny dróg, jakie przebyły obie strony do momentu spotkania się w pakistańskim Abbottabadzie. I o ile informacje na temat historii powstania SEAL Team Six i systemu morderczego szkolenia ich operatorów były mi już bardzo dobrze znane ze "Snajpera", o tyle tutaj miałam okazję dodatkowo uzupełnić je o wykaz najważniejszych akcji, w których brali udział, z obszernie, niemalże sensacyjnie opisanym odbiciem kapitana Richarda Philipsa z porwanego statku Maersk Alabama przez somalijskich piratów. Uczucie bycia w środku wydarzenia, gdzie adrenalina podnosi się z każdą minutą, a sekundy trwają wieczność, i możliwością śledzenia kunsztu taktyki snajperów, znanej mi wcześniej tylko z doniesień programów informacyjnych – bezcenne! Zupełną nowością natomiast były dla mnie informacje na temat samego Osamy Bin Ladena, muszę przyznać, bardzo subiektywne. Autor zburzył mit tego charyzmatycznego założyciela i przywódcy Al-Kaidy, który łączył w sobie "czar wojownika z czymś w rodzaju głębokiej mistycznej religijności". Ukazał go jako miernego syna multimilionera, nieśmiałego, małomównego, nieumiejącego przemawiać publicznie, bez doświadczenia wojskowego, popełniającego nagminnie błędy organizacyjne i taktyczne w działaniach wojskowych, naiwnego i zmanipulowanego dla jego pieniędzy przez islamskich fundamentalistów przesiąkniętych nienawiścią do "Żydów, chrześcijan, szyitów, buddystów", a nawet kobiet, walczących nie tyle z chrześcijaństwem, ile z zachodnim, świeckim liberalizmem. No, ale co można napisać dobrego o człowieku, który "z radością oglądał w telewizji satelitarnej, jak 3000 osób zamienia się w popiół". Wtedy nawet dobra cecha kochającego i łagodnego ojca dla własnych dzieci, "który nie wahał się zabijać dziewczynek i chłopców na trzech kontynentach", zamienia się w zarzut. Pomimo tego subiektywnego spojrzenia biograficznego, autor starał się natomiast spojrzeć obiektywnie na całość zjawiska konfliktu określanego globalnym dżihadem salafickim przez pryzmat mentalności świata arabskiego, w myśl zasady – "Zobacz to oczyma swojego wroga". Świata, który stworzył i wyniósł na szczyt najbardziej znanego i poszukiwanego, współczesnego terrorystę. Sam opis jego zabicia ukazany oczami operatorów, bardzo emocjonujący, a jednocześnie dementujący narosłe wokół akcji plotki oraz odpierający liczne zarzuty, które pojawiły się w mediach, był jak dobra sensacja napisana przez samo życie. Przygotowania, procedury, kody porozumiewania się, żargon, nieuchwytna mowa ciała dla postronnych i styl działania operatorów, najnowocześniejsze wyposażenie militarne, to wszystko robiło na mnie duże wrażenie, ale było coś, co mnie oczarowało totalnie – opis helikoptera Stealth Hawk w akcji, którego piętnastotonową obecność "najpierw się czuje, a dopiero potem słyszy", a to, co się słyszy, odbiera w rytm bicia własnego serca, pracującego jak cichy wentylator. Poezja w prozie i wpis na listę marzeń o jego zobaczeniu na żywo. Co ja piszę, zobaczenia w ogóle, już o obserwacji w akcji nie wspomnę. Maszyna jest tak ściśle tajna, że mam na to szansę za kilka, może kilkanaście lat, kiedy Amerykanie postanowią go pokazać. Jego wizerunku strzegą do tego stopnia, że jest używany do szkoleń SEAL-sów tylko nocą. Tymczasem fani tworzą prawdopodobne modele i rysunki, powstałe dzięki takim opisom, jak w tej książce lub na podstawie opisów szczątków z ich katastrof. Jeden rozbił się w trakcie akcji zabicia Osamy Bin Ladena, a słynna scena w telewizji, pokazująca prezydenta Baraka Obamę i Hillary Clinton z dłonią na ustach w chwili przerażenia, ukazała ich reakcję na to właśnie wydarzenie, a nie, jak do tej pory sądziłam, na zabicie terrorysty. Ta książka to również trochę prywatna wojna autora z politykami, w której rzuca odważne, poważne, bezkompromisowe oskarżenia i zarzuty pod adresem amerykańskiego rządu, obciążając go odpowiedzialnością za wydarzenia z 11 września 2001 roku, jako "najbardziej tragiczną w skutkach porażką wywiadu w historii Ameryki". Bezlitośnie obnaża ciąg zdarzeń i popełnionych błędów, doprowadzających do tej tragedii począwszy od kłamliwej polityki na temat broni chemicznej w Iraku (a była nie tylko w Iraku, ale i w posiadaniu Al.-Kaidy!),poprzez "kumoterstwo, polityczna poprawność i niewiarygodną niekompetencję" decydentów z FBI i CIA, w których "roiło się od politycznych koneksji, ale mało było umiejętności", aż do samych polityków przedkładających korzyści partyjne i polityczne nad bezpieczeństwo USA. To właśnie dlatego autor miał problemy z wydaniem tej książki, a amerykańskie władze zakwestionowały jej prawdziwość. A ja jakoś bardziej wierzę autorowi, niż Barakowi Obamie, który w moich oczach stracił wiele jednym pytaniem skierowanym do SEAL-sów, uczestników Włóczni Neptuna podczas spotkania z nimi – "No to który z was zlikwidował Osamę, chłopcy?" Nie mogę uwierzyć, że ich prezydent wie o nich mniej niż jakaś Polka! Bo gdyby było inaczej, nigdy nie zadałby takiego pytania, a tak pozostaje niesmak, rozczarowanie i ŻENADA… Ta książka na pewno niweluje rozdźwięk pomiędzy percepcją opinii publicznej, doniesieniami mediów i tym, co przyznaje rząd, a prawdą widzianą w terenie, a jednocześnie uzmysławia skalę kłamstw, jakimi jestem karmiona. To są te momenty, w których widzę przewagę błogosławieństwa nad niebezpieczeństwem działalności portalu WikiLeaks. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu
Wspomnienia Walter Schellenberg
Wspomnienia
Walter Schellenberg
Postać autora, oficera służb policyjnych III Rzeszy jest niezwykła, wystarczy wskazać, że jako jedyny z tak wysoko postawionych osób z kręgów SS uniknął poważnego wyroku i niejako suchą nogą przeszedł do świata powojennego. Służby, w których awansował na sam szczyt zajmowały się wywiadem i kontrwywiadem, konkurując w tym zakresie z wywiadem wojskowym. Same te okoliczności powinny gwarantować niezwykłość wspomnień takiej postaci. Tymczasem jestem po lekturze trochę rozczarowany. O ile, jak można się było spodziewać, autor wybiela się, pomija niewygodne aspekty, swój udział w zbrodniach III Rzeszy, skupia się często, szczególnie we wspomnieniach z końca wojny na działalności, która dała mu podstawy do łagodnego wyroku i przychylności aliantów, wysuwa na pierwszy plan zabiegi ratujące w tym czasie więźniów obozów, w tym narodowości żydowskiej, to jednak brakuje w książce tego co mogło być najciekawsze, tzn. głębszego wejrzenia w działalność wywiadowczą. Mamy ledwie parę informacji w tym zakresie, trochę o kontaktach z służbami innych krajów, kilka spostrzeżeń, a większość książki poświęcona jest relacją i dziwnym podchodom pomiędzy głównymi aktorami politycznych machin III Rzeszy. Możemy poznać relacje Himmlera z Hitlerem, Heydrichem, Ribbentropem. Ich animozje, wzajemne niechęci i gry przeciwko sobie. Sam Schellenberg przedstawia też swoje wrażenia odnośnie tych najważniejszych postaci, swoje lawirowania między nimi, walkę o względy, wypracowywanie pozycji i ścieżkę kariery. Jest to ciekawe spojrzenie na słabość systemu podporządkowanego rywalizacji osób odpowiedzialnych za decyzyjność w państwie i prowadzenie wojny. Książka wyszła jeszcze w czasach słusznie minionych i opatrzona jest irytującymi przypisami, dotyczącymi niemal wyłącznie poprawiania wizerunku ZSRR w II wojnie światowej. Ciekawiej czytałoby się te wspomnienia z solidnym opracowaniem edytorskim. Książka warta przeczytania, choć więcej obiecuje niż daje.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na62 lata temu
Komandos Richard Marcinko
Komandos
Richard Marcinko John Weisman
Ja jestem wyjątkowo niespotykanie spokojny człowiek. Niektórzy nawet twierdzą, że się przy mnie wyciszają, ale po tej książce gratisowej terapii dla rozedrganych emocjonalnie nie było, bo cały dzień mnie nosiło po kątach, wiadomości o kolejnym nieszczęściu w wieczornych programach informacyjnych roztrzęsienie pogłębiło, a język miałam pogryziony od powstrzymywania się przed dosadnością werbalną w ocenie mojej bezsilności wobec świata opanowanego ludzką głupotą i rządzonego prawami Murphy’ego, których skale odmierza ilość ich ofiar. Bo chyba tylko tak najogólniej mogę określić przyczynę mojego żalu, współczucia i poczucia bezsilności zsolidaryzowanych z poglądami Richarda Marcinko, głównego bohatera i współautora tej autobiografii. I za każdym razem, będzie to dla mnie Richard Marcinko, bom niegodna mówić mu, używając pseudonimów Scharkman, Dick Demolka, Świr czy Rogue Worrior zarezerwowanych dla przyjaciół. A wcale się na to nie zanosiło. O frogmanie, członku SEAL Team Two, twórcy i pierwszego dowódcy SEAL Team Six i Red Cell, uczestnika wojny w Wietnamie i Kambodży, czytałam już w "Snajperze" Howarda E. Wasdina i Stephena Templina, a potem w "Operacji Geronimo" Chucka Pfarrera, ale informacje na temat tego wyjątkowego mężczyzny, buntownika i outsidera były skąpe, ostrożne, żeby nie powiedzieć, bardzo dyplomatyczne i ograniczone właściwie do jednego, niezmiennie powtarzającego się wyrażenia, wymienianego również w innych źródłach informacji – kontrowersyjna postać. O matko! I to jeszcze jak kontrowersyjna! Gdyby ten przymiotnik można było stopniować powyżej stopnia najwyższego, trzeba byłoby stworzyć kilka dodatkowych poziomów z jednym zarezerwowanym tylko dla Richarda Marcinko. Sam o sobie mówił wojownik. Nie operator, nie tytułowy komandos tej książki, nie żołnierz, nie szef, ale właśnie wojownik. I coś w tym jest, bo tak naprawdę, po przeczytaniu jego szokująco-fascynujących wspomnień, mogę powiedzieć, że jest skrzyżowaniem ideałów średniowiecznego rycerza ze stylem działania współczesnego Rambo. Niestety urodzonym za wcześnie, ewentualnie nie w tym kraju, w którym dane mu było przyjść na świat w 1940 roku. W Ameryce lat 60., 70. i 80., która terroryzm znała z teorii i doświadczeń państw europejskich oraz Bliskiego Wschodu i w której wojownik urodzony do wojny i zabijania nie pasował do skostniałego, biurokratycznego, kastowego, sztywno zhierarchizowanego systemu wojskowego marynarki USA, do której wstąpił. Swoimi niekonwencjonalnymi poglądami na prowadzenie działań wojennych, postępowaniem wobec wroga, roli i miejsca SEALsów w strukturach wojskowych, zachowaniem się wobec przełożonych i nieskrępowanym normami etycznymi stylem wysławiania się, którego uczył się od najlepszych przełożonych marynarzy w tym „fachu”, dzięki któremu tekst w książce momentami wyglądał jak niebo usiane gwiazdami zamiast liter, wyrąbywał sobie drogę przez biurka urzędników przez całą wojskową karierę, gromadząc wokół siebie więcej wrogów niż przyjaciół, klnąc i rzucając się z pięściami na wyższych rangą, będąc przy tym krwiożerczym, bezwzględnym i podłym w taktyce, zastraszającym, terroryzującym, grożącym i wbijającym w ścianę oficerów jednostek konwencjonalnych. I wcale się tego nie wypierał. Na pytania: "czy nigdy nie poczuwałem się do winy – przecież tyle lat kantowałem system. Czy nie czułem się winny, że tyle przeklinałem? Czy nie czułem się winny z powodu brutalnych metod, jakie stosowałem, by osiągnąć to, co chciałem? Czy nie czułem się winny, wrabiając własnych dowódców w te straszne gówna?– mówi wprost – Na takie pytania miałem zawsze tę samą odpowiedź: winny? Absolutnie tak. Winny zarzucanych mi czynów. Winny tego, że swoich ludzi ceniłem wyżej niż biurokratyczne pierdoły. Winny tego, że wydawałem tyle pieniędzy, ile tylko potrafiłem zdobyć, na jak najlepsze wyszkolenie moich ludzi. Winny tego, że szykowałem się do wojny zamiast do pokoju. Wszystkiego tego rzeczywiście jestem winny. Mea culpa, mea culpa, mea maxima pier***ona culpa". Taki był właśnie Richard Marcinko. Zabójczy w wietnamskim błocie i w bagnie z urzędasami-gryzipórkami, jak ich czasami delikatnie nazywał, dodając – "Potrzebowaliśmy walecznych żołnierzy z jajami jak granaty, a dostaliśmy złamasów urzędasów". Obdarzony talentem w swoim fachu, ogarnięty pasją realizowaną w swoim zawodzie na przekór i wbrew systemowi, którą czułam w każdym słowie i każdym zdaniu tych wspomnień. Potrafił te emocje przelać na mnie, pokonując barierę czasową, geograficzną, płciową (feministkom nie polecam tej książki, bo dużo w niej „deserów” i ślicznych kwiatuszków przylepiających się do męskiego ciała!) i papierową. Team był jego rodziną i dla tej rodziny był w stanie zrobić wszystko, niczego i nikogo się nie bojąc. I nie są to puste słowa, co udowadniał to na każdej stronie tej książki w czynach. A wszystko to dla bezpieczeństwa Amerykanów i Ameryki, a na końcu każdego czytającego tę książkę. Mojego również. Jednak Marcinki nikt nie słuchał. Marcinkę trzeba było upupić (ugryzłam się w język!). Marcinkę trzeba było spuścić w dół w „nagrodę” za zasługi dla ojczyzny do więzienia na 21 miesięcy, bo Superman ratuje świat tylko w filmie, a w życiu realnym ważne są procedury, przepisy, podpisy, pieczątki, hierarchia, normy, medale, kariera, poprawność polityczna i raporty z ilością spinaczy zużytych przez SEALsów, a nie z ilością dziur w systemie bezpieczeństwa państwa, bezczelnie wytykającego wady i słabość stylu zarządzania przełożonych. Za każdym razem, kiedy Richard Marcinko przegrywał z systemem, ginęli ludzie. Tak było między innymi z zamachem na ambasadę USA w Bejrucie w 1983 roku, a potem (bo przecież nikt nie miał zamiaru uczyć się na błędach) w Kenii i w Tanzanii w 1998 roku, której okaleczony i osmolony budynek w Dar es Salaam miałam okazję oglądać kilkanaście miesięcy po tym wydarzeniu. Bezpośredni kontakt ze skutkami wojny zachwiał moim poczuciem bezpieczeństwa na zawsze. To kosmate uczucie zagnieździło się we mnie na dobre i wyłazi za każdym razem, kiedy czytam tego typu książki lub oglądam doniesienia z punktów zapalnych na całym świecie. Zyskana świadomość zagrożeń jest błogosławieństwem, ale i przekleństwem. Inaczej patrzę na problemy życia codziennego i inaczej reaguję na nie. Oczywiście te i kolejne wpadki niczego nie nauczyły wojskowych i rządzących Stanami. Richard Marcinko mógł sobie z więzienia wołać – "Ale co w sytuacji, kiedy jakieś supermocarstwo na przykład Stany Zjednoczone, staje naprzeciw kogoś takiego jak Muammar Kaddafi, Manuel Noriega czy Saddam Husajn? […] To wcale nie musi być fikcja. Wierzcie mi". W latach 90., kiedy pisał tę autobiografię, nikt jeszcze nie słyszał o Osamie Bin Ladenie. A kilka lat później skończyło się tak, jak musiało się skończyć i jak przewidział Richard Marcinko. Dniem 11 września 2001 roku, który na zawsze zapisał się czarną datą w historii USA. Podejrzewam, że był jedyną osobą, która nie była zaskoczona i zdziwiona rozwojem wydarzeń w Nowym Jorku i która mogła z czystym sumieniem spojrzeć rodzinom ofiar prosto w oczy. Na szczęście pozostawił po sobie krwawo zdobyte dziedzictwo – SEAL Team Six. Pozostaje mi tylko nadzieja, że Amerykanie tego nie sp***przą. Sorry. Nie zdążyłam ugryźć się w język, ale ta książka to same emocje. Niepospolity życiorys, niekonwencjonalnego człowieka opowiedziany niczym sensacja i thriller w jednym, "przy współudziale mistrza w przedstawianiu mrocznych sekretów CIA i służb specjalnych" – Johna Weismana, jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Szkoda, że ludzie tak mało czytają, może zamieniliby Batmana, Spidermana, X-Mana i innych „manów” na Richarda Marcinkę. Bohatera z krwi i kości ratującego rzeczywisty świat. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na104 lata temu
Drogi cichociemnych praca zbiorowa
Drogi cichociemnych
praca zbiorowa
"Drogi Cichociemnych" to pozycja zbiorowa, w której trudno wyróżnić jednego, a nawet kilku głównych bohaterów (należy przyjąć, że główną rolę odgrywają sami "Cichociemni", a jednocześnie narrator),jak i wskazać gatunek przedstawionych treści. Czasami mamy do czynienia z pamiętnikiem, czasami z bardzo emocjonalnymi opisami własnych przeżyć, a innym razem z narracją w stylu czystego reportażu lub niekiedy nawet - wycinka z podręcznika do historii. Dużo tu chaosu, dezorganizacji i frywolności formy. Z przykrością stwierdzam, że wydawnictwo "Bellona" mogło zrobić o wiele więcej w celu uatrakcyjnienia "Dróg Cichociemnych". Z 1/4 tekstu można było spokojnie zrezygnować i w to miejsce poświęcić więcej uwagi samym narratorom - kim byli, jaki był ich życiorys, skąd się wywodzili. Przydałaby się też większa dbałość o szatę graficzną, rozmieszczenie tekstu i ogólnie rzecz biorąc jego korektę. Książka ta przybliża jednak w sposób niebywały sylwetki bohaterów, którzy ryzykowali życiem lub wręcz oddawali je w służbie ojczyźnie. Prawdziwe historie z czasów II Wojny Światowej i krótko po niej, przytaczane przez naocznych świadków, tudzież uczestników, wciągają czytelnika na długie godziny oraz otwierają jego oczy na mało znane fakty z dawnych lat. Moim zdaniem, "Drogi Cichociemnych" powinny stać się obowiązkową pozycją omawianą w szkołach. Z pewnością wyszłoby to na dobre całemu społeczeństwu.
_Paulina_ - awatar _Paulina_
ocenił na84 lata temu
Tygrysy w błocie Otto Carius
Tygrysy w błocie
Otto Carius
Jeśli ktoś interesuje się niemiecką bronią pancerną, to znajdzie tu sporo ciekawostek i informacji. Nie miałem np. pojęcia że jeden Tygrys mógł bez problemu holować drugiego, że czołgiści w warunkach bojowych potrafili pomóc odpalić koledze czołg "na popych" - i wiele innych. Szczególnie interesująca jest dokumentacja na końcu książki - zawiera ona uwagi zebrane w trakcie eksploatacji maszyn, opis częstych usterek i wad konstrukcyjnych oraz propozycje naprawy. Natomiast same wspomnienia budzą we mnie bardzo skrajne uczucia. Przede wszystkim - od samego początku wyraźnie widać że autor opisuje starannie wyselekcjonowane wydarzenia. Chociaż służył od 1940, to tak naprawdę niczego nie mówi o swojej służbie aż do 1943. To jest bardzo dziwne i od samego początku czytelnik ma wrażenie że facet coś tu próbuje ukryć. Autor nie wspomina ani słowem o tym co się działo z rosyjską ludnością cywilną ani jak była traktowana przez wojska i oddziały niemieckie. Ot, raz napisze że "ludność uciekła z wioski" - i tyle. Aż się chce krzyczeć, że to jakaś kpina, tu coś zostało z rozmysłem przemilczane. A musiałby być ślepy żeby niczego nie widzieć, stąd prosty wniosek że postanowił to przemilczeć. Gardzę takim podejściem. Günter Koschorrek miał dużo więcej odwagi i chociaż w jego wspomnieniach również wyczuwam dziury i przemilczenia, to darzę je większym szacunkiem niż nadęte wypociny Cariusa, bo dał radę wspomnieć o paru niewygodnych rzeczach. Mocno razi stosunek Cariusa do wojny i nazizmu. Facet przyjął bardzo wygodną (dla siebie) postawę: stara się ich nie zauważać. Ideologia i wodzowie przewijają się gdzieś w tle, walka jest najważniejsza. Unika jakichkolwiek deklaracji i wyjawiania swoich poglądów. Nie krytykuje samej zasadności rozpętania wojny i jej prowadzenia, boli go co najwyżej niekompetencja dowództwa i marnowanie okazji. Poza jednym przypadkiem: zażarcie broni niemieckiej armii, dzielności i poświęcenia niemieckich żołnierzy. Mógłbym to zrozumieć, ale facet robi to w najgłupszy możliwy sposób: zrównuje niemieckich agresorów i alianckich żołnierzy jako jedną społeczność ludzi którzy "wykonują rozkazy". Nosz... Nie muszę chyba mówić, jaką wściekłość uruchamia Niemiec mówiący o "wykonywaniu rozkazów"? Podsumowując: wartość techniczną oceniam wysoko, wartość merytoryczna szoruje po dnie. Samego Cariusa szanuję jako żołnierza, ale gardzę za całokształt. Stąd taka ocena a nie inna.
stud3nt - awatar stud3nt
ocenił na618 godzin temu
Pilot Apacza Ed Macy
Pilot Apacza
Ed Macy
#books_consumption_2025: 044. Ed Macy „Pilot Apacza” Co tu dużo mówić – dla mnie, mającego świra na punkcie tego co lata, była to przewspaniała pozycja. Nieważne, że najbardziej kocham myśliwce. Jak by nie patrzeć AH-64 Apache to też myśliwy. Tylko poluje na co innego… Przystępnym językiem napisana opowieść o służbie, lotach bojowych w Afganistanie, jak również historia tego, jak Ed Macy stał się pilotem tego latającego czołgu, opisy życia w bazie podczas misji (włącznie z przytoczeniem wielu anegdot, humorystycznych sytuacji czy po prostu kawałów, jakie sobie wzajemnie urządzali),jak również oszczędnie i powściągliwie – jak to u Brytyjczyka – o swoich uczuciach podczas rozłąki z rodziną. Przyznaję szczerze, że zgodzę się z opisem wydawcy. Faktycznie wystarczyły mi pierwsze strony i opis pierwszej wykonywanej misji (poszukiwania dwóch zaginionych żołnierzy… lub ich ciał),podczas której nie padł ani jeden strzał. I faktycznie od książki oderwać się było ciężko. Choć nie zawsze jest to łatwa lektura szczególnie, jak się ma dosyć plastyczną wyobraźnię. Autor nie wahał się opisać co dzieje się z człowiekiem trafionym serią 20 pocisków z 30-milimetrowego działka Apache'a. Albo co zostaje w miejscu, w którym były dwie osoby, a między którymi eksplodowała głowica pocisku Hellfire… To jest też opowieść o tym, że bywają sytuacje, w których regulaminy swoje, zaś podejście „nie zostawiamy nikogo” zostało w wojskach państw zachodnich zaszczepione bardzo mocno. Poszukiwania kaprala Matthew Forda z piechoty morskiej podczas operacji „Glacier 2” i późniejsze wydarzenia przy Fort Jugroom – no przy tym dosłownie opada szczęka i dobrą chwilę zajmuje przetrawienie całości. Powiedzieć, że lektura tej książki była dla mnie ucztą, to nic nie powiedzieć. Bezapelacyjne 10/10.
PrzemekRyk - awatar PrzemekRyk
ocenił na109 miesięcy temu

Cytaty z książki Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä

Więcej
Petri Sarjanen Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä Zobacz więcej
Petri Sarjanen Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä Zobacz więcej
Petri Sarjanen Biała Śmierć. Najskuteczniejszy snajper w historii wojen – Simö Häyhä Zobacz więcej
Więcej