ŻOŁNIERZE WYKLĘCI_ jak rodziła się powojenna Polska
W niektórych epokach historii zamiar życia w spokoju staje się programem wywrotowym.
Paweł Jasienica, Rozważania o wojnie domowej
Polacy mieli zrozumieć, że wszelki opór wobec wszechmocnej, totalnej, bezwzględnej władzy nie ma sensu.
Poleszuk/Wnuk
SATELITY, REWOLUCJE, OKUPACJE -MAKROSPOJRZENIE NA MIKROŻYCIA
W zakończeniu tej bardzo długiej książki autorzy dyskutują problemy metodologiczne. Wyróżniają trzy podejścia do okresu instalacji władzy komunistycznej w Polsce:
-model okupacyjny promowany przez historyków prawicowych takich jak Tomasz Strzembosz, pokazujący, że w Polsce w latach 1944-1989 mieliśmy do czynienia z okupacją radziecką, a politycy polscy(komuniści i ich sojusznicy) to marionetki Kremla.
-model rewolucyjny reprezentowany przez Andrzeja Ledera, pokazujący, że w latach 1939-1956 wieku nastąpiła w Polsce rewolucja społeczna, której efektem było powstanie nowego państwa, nowych elit itp. Same wydarzenia polityczne są „wtórne”.
-model satelicki, reprezentowany przez Krystynę Kersten, mówiący o państwa półsuwerennych na granicach imperiów. Suwerenność Polski jest ograniczona, ale istnieje.
Książka duetu Wnuk/Poleszak pokazuje, że modele modelami, ale życie „wyklętych” swoje. Jak w wierszu Norwida „Popiół i diament”, „nasi” chłopcy walczący po stronie „reakcji” jednak musieli decydować w trymiga.
Przede wszystkim jest to książka rzetelna, skrupulatna, konkretna. Czasami wręcz drobiazgowa, bo, było nie było, uczestnicy polskiego państwa podziemnego są „wzorcami” dla wielu pokoleń, czego niesłabnącym skutkiem w naszych czasach seriali był serial „Czas honoru”. Ciągłość między PPP, a „wyklętymi” (nie bójcie się tej nazwy, nazwy wymyślają ludzie) jest raczej niczym wyjątkowym, jednak oczywiście PPP było bardziej zróżnicowane polityczne przez swój rozmiar (ducha powojnia oddaje najlepiej fakt, że WiN miał jakoby powoływać się na postawę Gandhiego, nie za dużo było tam buńczucznej przechwałki i napinania muskułu, to robili nieodpowiedzialni „mocarze” II RP i to robią ich dzisiejsze odpowiedniki). Po dwóch wojnach światowych, po niespokojnych latach 20. I 30 XX wieku, ludzie wreszcie chcieli żyć, chcieli wrócić do „normalności”, a nowa „jałtańska” Polska obiecywała „Ziemię odzyskane” po Odrę i Nysę oraz odbudowę Kraju z gruzów. Powrót do lasu, był dla wielu osób ostatecznością, wręcz przymusem.
ŻYCIE CZY HONOR? Czasami wybory są sfałszowane…
Wraz z zmianą okupacji, polskie państwo podziemne rozpadło się jak domek z kart. Na zachód od Wisły podziemie zamarło, na wschodzie okazało się ciałem bez głowy. A wróg z jakim mieli się spotkać takich słabości nie wybaczał. Polska właściwie została „przegrana” w jednej decyzji Okulickiego. Reszta jest jej konsekwencją. Tragiczną. Jednak czy ta „porażka” to rzeczywiście „przegrana”?
Zależy co cenisz bardziej „życie” czy „honor”? Dla ludzi pierwszego typu brak wojny, życie, jakie by nie było, to wartość nadrzędna. Dla drugich bycie okutym w powiciu, to rozkaz do Jednak zrozumienie „wyklętych” nie jest możliwe bez zrozumienia nie „komunistów”, a całej Polski nie-walczącej. Polskie społeczeństwo mogło iść wraz z swoim przywódcami w II Powstanie Warszawskie na całą Polskę z tym samym, straceńczym wezwaniem do honoru. Jednak wielu, bardzo wielu, na ten apel młodych kadr podziemia odpowiedziało stanowczym „nie” lub obojętnością. Wielu uważało po wojnie, że ten duch, etos był etosem minionej epoki i ludzi odpowiedzialnych za porażkę polskiej państwowości. Najbardziej krytyczni jak Sławomir Mrożek w „Śmierci porucznika” definiowali go takimi cechami: mitomaństwo i naiwność, ospałość i łatwowierność, słabo broniące się poczucie dumy i wielkości, obraźliwość i niepewność siebie, lekka ksenofobia i trwałe uprzedzenia( lista cech za Jackiem Hołówką z książki o marksizmie).
Książkę jednym słowem polecam, a teraz zajmę się tym, co najbardziej lubię tj. kwestiami pobocznymi.
PRZECIWNICY_IWAN SIEROW_Podbój Polski oczami Rosjanina
Polska została pozostawiona na pastwę Stalina, a państwa demokratyczne uznały, że ich strefa wpływów nie sięga nad Wisłę. Wymusiły jednak na Stalinie – demokratyczne wybory. Jednak, żeby je przeprowadzić, po myśli Stalina, należało zniszczyć, upokorzyć, zastraszyć społeczeństwo polskie. W tym Stalin i stalinowcy byli niezastąpieni, najlepsi, byli arcymistrzami rozgrywania i rozbijania państw i narodów. Imperium komunistów oprócz nagiej siły miało też „know how” rozpracowania elit i mas, którego ostrze zostało wypracowane w trakcie wojen domowych u zarania Związku Sowieckiego. Tacy ludzie jak Sierow, łącząc „oszustwo z podstępem” rozgrywali polskich sojuszników-aliantów, mamiąc ich wyborami, amnestiami i posadami. Działali według prostych, ale skutecznych stalinowskich algorytmów terroru ( O Sierowie: „„zna się na przesłuchaniach, wsadzaniu do więzienia i rozstrzeliwaniu.”). „Powierzono mu oczyszczanie zaplecza 3. Frontu Białoruskiego oraz rozbrajanie oddziałów polskiej Armii Krajowej. ” Najpierw zajął się Wilnem, które pomagało mu zdobyć AK. AK w podły sposób zdradził i zaaresztował. Następnie zajął Lublin. Tutaj oprócz aresztowań i rozbrajania zaczęło się tworzenie „struktur”. Rękami Sierowa realizowała się globalna strategia Stalina montowania prosowieckiech władz w państwach okupowanych/satelickich. Pod okiem Sierowa zaczął powstawać aparat bezpieczeństwa rządu lubelskiego, na czele którego stanął Radkiewicz (chłopskie pochodzenie). Rząd lubelski dostał 350 motocykli, 430 samochodów ciężarowych i 500 osobowych. Ze względu na brak „chęci” Polaków do zaciągu w szeregi bezpieki, Sierow prosił o posiłki: 500 Smierszów i 15 enkawudzistów. Zgodnie z planem Sierowa, do każdego województwa skierowani zostali „doradcy”, doświadczeni czekiści. „Polscy towarzysze” to byli głownie Polacy z Związku Sowieckiego. Do 6 stycznia 1945 roku wg raportów Sierowa, NKWD i bezpieka aresztowało ponad trzynaście tysięcy „akowców”. Walka z podziemiem to dla imperium radzieckiego było „oczyszczanie przedpola”. Do końca kwietnia 1945 roku na polach przed Berlinem, dla Sierowa, sprawy polskie były w głównej mierze rozwiązane. Reszta historii działa się już siłą inercji, partyzantkę stopniowo rozbrajano, a miejscowe UB zastępowało specjalistów z NKWD. System, jak to ładnie się cybernetycznie mówi, się instalował.
GEOGRAFIA OPORU
Niektórzy historycy twierdzą, że gdzieś w rejonach Podlasia, Lubelszczyzny, Rzeszowszczyzny, Wołynia, Kielecczyzny, Wileńszczyzny i Nowogródka znajduje się „jądro” polskości, owa pierwsza, „czysta” warstwa, która w ostateczności broni się na końcu, przed „okupacją”, to tam skrywają się „skarby” polskości. Ten wzór widzą m.in. w nakładaniu się ognisk oporu w okresie powstania styczniowego i działań „wyklętych”.
Imperium łatwo zdobyło miasta, trochę ciężej poszło z instalacją w powiatach, ale już na poziomie gmin „zainstalowało się” jedynie oficjalnie. Tam musiało już rozrywać więzi rodzinne, zabijać głównych prowodyrów w procesach pokazowych. Jednak to wioski, małe miasteczka, lasy są zwyczajnie w świecie światem „wojny partyzanckiej”.
Z mojej strony, wydaje mi się, że w Polsce („dawnej Polsce” jak pisze się w „Ziemiach” Ćwiek-Rogalskiej) pod okupacją niemiecką i radziecką, w Polsce gminnej toczyła się już wojna domowa między AK, NSZ, GL/AL, BCh, oddziałami ukraińskimi, partyzantką radziecką i last, but not least, partyzantką żydowską. Osłabienie władzy niemieckiej, a nie wejście jeszcze władzy radzieckiej to był czas „wojny wszystkich ze wszystkimi”, który właśnie najlepiej widać na poziomie lasów i wsi. Partyzantka antykomunistyczna działa się „między chałupą, a stodołą”(cytat chyba z A. Dudka). To była wojna chłopska. Akowcy, którzy dominowali w „terenie” nie mieli praktycznie „szans” z regularną, zaprawioną w boju Armią Czerwoną, i jeszcze bardziej skutecznymi siłami NKWD. Jednak jak piszą autorzy, akowcy nie tyle wrócili do podziemia, co zostali do niego wepchnięci przez komunistów.
WYKLĘCI – czuła krytyka
Ta recenzja, ani nawet ta książka to nie są ataki na partyzantkę antykomunistyczną (co najwyżej na kult wyklętych, za którym idzie tradycyjny „ swoisty polski etos”). Poza tym, że książka pokazuje prawdziwe bogactwo życia polityczno-wojskowego, zależne od lokalizacji, od środowisk. Pokazuje prawdziwe prawicowo-endeckie oblicze NSZ, pokazuje słabości organizacyjne podziemia poakowskiego i fiasko jego „złudzeń” w zakresie wyborów, amnestii etc. Przede wszystkim pokazuje charakter „wojny partyzanckiej”, gdzie lokalny watażka rośnie w gminie, i zostaje ścinany przez imperium, gdy „wyrośnie” za bardzo. Autorzy wspaniale pokazują „siłę” imperium, tak jak ma to miejsce w tragicznym porwaniu Szesnastu (wydarzenie kluczowe dla pozostania w podziemiu).
Młyny historii zmieliły polską elitę postszlachecko-burżuazyjną (sojusz herbu z kapitałem). Z tych wspólnych życiorysów wynika jednak, że bycie powiązanym z poprzednią państwowością (wojskowi, nauczyciele, urzędnicy, sołtysi) często dawało asumpt do „ucieczki” w las. Z drugiej strony, samo „wydarzenie się” II WŚ zmieniło ludzi, pokazało ich mroczną stronę, opadły konwenanse, „młodzi” awansowali siłą charakteru (chyba Piotr Semka mówił o charakterogennej mocy wojny).
Książka jest bardzo aktualna po 2022. Jak byśmy się dzisiaj zachowali, gdyby wnuki czerwonoarmistów i enkawudystów znów przekroczyły Bug? Czy premierzy wielkich mocarstw nie „wymagali” by współpracy w imię realizmu? Czy młodzi znów nie mieliby „nerwów” na wodzy? Jaką strategię jako naród powinniśmy przyjąć, jeśliby upadła polska państwowość? Polskie elity nie idąc na starcie (po klęsce Powstania i akcji Burza),dały szanse zachować „tkankę” narodu, nie czyniąc z Polski spalonej ziemi. Wydaje się, że taki być musiało. 5 lat niemieckiej okupacji to i tak wystarczająco jak na jedno ludzkie życie.
Jedna nauka na pewno musi zapaść to stare, dobre, carskie powiedzenie: żadnych złudzeń, panowie, żadnych złudzeń. Przypominam, że to imperium obiecało „wolne wybory” w Jałcie. Tak wyglądały:
„Pod koniec 1946 roku przedwyborcza machina propagandy i terroru pracowała na najwyższych obrotach. W wielu okręgach wyborczych ludowcom nie pozwolono wystawić własnych kandydatów, a szereg działaczy PSL aresztowano pod byle pretekstem. UB, MO i wojsko wspierały kandydatów bloku i prześladowały ludowców. W fabrykach, urzędach, szkołach i na uniwersytetach odbywały się obowiązkowe wiece poparcia dla komunistów. 200 tys. agitatorów ruszyło do polskich mieszkań i chałup. Na ludzi odmawiających otwarcia im drzwi spadały represje. Rządzący starali się złamać przeciwników przez manifestacje siły i obezwładnić nachalną propagandą. Władze demonstrowały wszechmoc i sprawność w walce z wszelkimi „wrogami”. Elementem tej strategii było aresztowanie tuż przed wyborami członków III ZG WiN i pokazowy proces I Zarządu. W dniu wyborów powszechnie łamano zasadę tajności głosowania, zmuszając ludzi, by wrzucali kartki do urny jawnie, w obecności aktywistów partyjnych. W zakładach pracy i jednostkach wojskowych głosowano pod okiem przełożonych i dowódców. Zmieniono sens słowa „wybory”. Zamiast aktu wolnej woli znaczyło ono przymus poparcia władzy.”.
W krytyce podziemia powojennego należy jednak zawsze pamiętać, że byli oni reakcją na „imperium”. „Swoisty polski etos” jest co najwyżej „błędem” Polaków walczących z „komuną”, jednak prawdziwymi zbrodniarzami byli Sowieci oraz ich polscy sojusznicy. Nikt nie powinien powiedzieć, że to „wyklęci” dokonywali obławy w lasach augustowskich.
Ps.1. Krytycyzm wobec tego, co nazywam za Hołówką „swoistym polskim etosem” to nie mój pomysł. Wypływa z całej masy powojennej literatury i filmu, czyli z „ducha dziejów”. Od Wajdy po Munka, od Różewicza, czy Konwickiego, najmocniej zaś zapadł mi w pamięci krytyki Mrożka. Jeszcze, jeszcze tylko jeden czynnik by nam pozwolił być mocarstwem, gdyby nie zdrady zachodu, gdyby była IIIWŚ, …mrzonki kosztowały i będą ludzkie życia. Właśnie w doświadczeniu porażki Powstania, powstał później ruch „Solidarności”. Skazany na pancerzach to nie tylko „epizody”. To gorzej niż zbrodnia – to błąd . Jednak jak piszą autorzy nie było żadnej „wspólnoty bojowników-straceńców”, było za to multów różnego rodzaju dowództw lokalnych, od demokratów po faszystów.
Ps.2. Książkę polecają od lewa (Leszczyński) do prawa (Zychowicz).
Ps. 3. Przypominam największa zbrodnie sowiecką w ramach likwidacji band zbrojnego podziemia tzw. obławę augustowską:
W wyniku obławy zatrzymano ogółem 7049 osób, z których po przesłuchaniu, czyli tzw. filtracji, 5115 wypuszczono. Pozostali zostali poddani dokładniejszemu śledztwu. Grupę ponad 500 Litwinów (z których 252 uznano za „bandytów”) przekazano do dyspozycji organów NKWD i NKGB Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, natomiast co najmniej 592 Polaków uznanych za partyzantów rozstrzelano i pochowano w nieznanym miejscu (nie wiadomo też, co stało się z około tysiącem pozostałych zatrzymanych). Rodziny ofiar nie zostały powiadomione o losie ich bliskich.
Lekturki:
Model satelicki: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/85000/narodziny-systemu-wladzy-polska-1943---1948
Model rewolucyjny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/221208/przesniona-rewolucja-cwiczenie-z-logiki-historycznej
Model okupacyjny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/206000/refleksje-o-polsce-i-podziemiu-1939-1945
Zaremba o okresie 1944-1947: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/134842/wielka-trwoga-polska-1944-1947-ludowa-reakcja-na-kryzys
NKWD: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/203359/stalinowski-kat-polski-iwan-sierow
Obława augustowska: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5200359/miotla-stalina-polska-polnocno-wschodnia-i-jej-pogranicze-w-czasie-oblawy-augustowskiej
Literatura:
Warszyc: Różewicz: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/125340/do-piachu
Wileńszczyzna: Rojsty: https://lubimyczytac.pl/audiobook/5078216/rojsty
Łupaszka: Jasienica: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/50413/rozwazania-o-wojnie-domowej
OPINIE i DYSKUSJE o książce Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku
Kolejne w tym roku moje spotkanie ze Sławomirem Leśniewskim sprawia, że zaczynam go lubić jako pisarza. Tym razem pan mecenas (bo z zawodu jest adwokatem) wziął na tapet (nie na tapetę) wydarzenia, które w pewnym sensie na relacjach polsko – rosyjskich oddziałują do dzisiaj.
Sławomira Leśniewskiego już w tym roku spotkaliśmy, kiedy ukazała się jego biografia Jagiellonów. Faktycznie z wykształcenia i zawodu jest prawnikiem, a oprócz tego jest popularyzatorem historii. Na Moskwę, to opowieść o wydarzeniach, których widełki czasowe obejmują okres od rządów i śmierci Iwana IV aż do pokoju w Andruszowie w 1667 r. Można zatem po krótce stwierdzić, że to relacje polsko – moskiewskie w dobie rządów Wazów. Książka ukazała się w 2024 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego. Format podręczny, zwany równiez torebkowym. Okładka sztywna, ale nie twarda, grubość nie powala, bo to jakieś 400 stron.
Zgodnie z podtytułem, czyli Polacy na Kremlu wydawać by się mogło, że będzie to trzon opowieści. Ale tak nie jest. Jest to tylko jedno z ogniw łańcucha wydarzeń opisanych w książce. Wszystko zaczyna się od postaci Iwana IV Groźnego i jego śmierci, która rozpoczęła w Moskwie (Leśniewski bardzo często używa nazwy Rosja, ale tłumaczy dlaczego i chociaż mnie to tłumaczenie przekonuje, to pozwolę sobie pozostać przy nazwie Moskwa) okres Wielkiej Smuty, z którego po wielu, wielu zawirowaniach wyłoniła się dynastia Romanowów. W Rzeczypospolitej w tym czasie do władzy został wybrany Zygmunt Waza, ale Na Moskwę, to nie jest deterministyczna historia starcia dwóch potęg czy dwóch najpotężniejszych władców tamtych czasów. Leśniewski opisuje panowanie Szweda, z jakimi problemami musiał się mierzyć, jakie miał plany, pomysły i ambicje. Z odmętów zamętu wyłaniają się dwaj Dymitrowie i ich historia opisana jest z uwzględnieniem sytuacji wewnętrznej obu krajów, zatem z jednej strony dostajemy informacje dlaczego się pojawili, dlaczego bylo ich dwóch, jakie to rodziło skutki dla państwa i dlaczego potem doszło do dwóch wypraw zwanych w naszej historiografii Dymitriadami. Kolejny fragment, to zajęcie przez polską załogę Kremla i jej trwanie przez dwa lata. Po drodze wojsko Rzeczypospolitej zdobyło Smoleńsk (czego udało się dokonać mimo ogromnych błędów popełnionych przez króla). W zasadzie ostatnia część, to niezbyt pogłębiony, ale punktujący najważniejsze aspekty opis relacji obu krajów z uwzględnieniem powstania Chmielnickiego i Potopu aż do 1667 r. W te wszystkie wydarzenia wplecione też zostały, chociaż raczej jako ozdobniki, relacje ze Szwecją i Turcją.
Jeśli ktoś myślał, że książka będzie przez kilkaset stron opisywała właśnie Polaków na Kremlu, to muszę od razu zmartwić. To clickbajt. Nie ma tu peanów na cześć naszej najzajebistszej zajebistości, autor nie stwierdza, że Polak potęgą jest i basta (parafrazując Wyspiańskiego). Jednocześnie nie ma ubliżania i umniejszania Moskali. Dostajemy za to w przystępny sposób opisany wycinek naszej wspólnej historii. Praca jest bardziej popularnonaukowym esejem niż naukową monografią. Jest sporo cytatów ze źródeł z epoki, ale nie ma przypisów. Są za to portrety wielu postaci i kilka obrazów pokazujących pewne wydarzenia. W bibliografii przeważają źródła i opracowania polskie, ale znajdzie się też kilka rosyjskich.
Podsumowując, jeśli nie chce się Wam czytać nudnych, mdłych, naukowych kobył historycznych, zamiast tego wolicie poczytać coś, co nie przytłacza, a jednocześnie sprzedaje dobrą historię, to Na Moskwę będzie bardzo dobrym wyborem.
Kolejne w tym roku moje spotkanie ze Sławomirem Leśniewskim sprawia, że zaczynam go lubić jako pisarza. Tym razem pan mecenas (bo z zawodu jest adwokatem) wziął na tapet (nie na tapetę) wydarzenia, które w pewnym sensie na relacjach polsko – rosyjskich oddziałują do dzisiaj.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSławomira Leśniewskiego już w tym roku spotkaliśmy, kiedy ukazała się jego biografia Jagiellonów....
Sławomir Leśniewski, popularny autor książek prezentujących kluczowe momenty z historii Polski oraz epizody i postaci znane z dziejów powszechnych, tym razem przygotował dla czytelników historyczną ucztę z okresu panowania dynastii Wazów w Naszym kraju. „Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, to opowieść o skomplikowanych relacjach polsko-rosyjskich, które mogły potoczyć się inaczej i uczynić Polaków władcami na Wschodzie.
Śmierć Iwana IV Groźnego stanowi cezurę początkowa tej uporządkowanej chronologicznie narracji i rozpoczyna całe pasmo zmian na tronie moskiewskim, które wywołały polityczny chaos i dały Polakom asumpt do ingerowania w losy swojego wschodniego sąsiada. Okryte historyczną sławą dymitriady z udziałem Naszych rodaków i oferta wysunięta przez bojarów chcących obsadzić na tronie królewicza Władysława IV Wazę rozpoczęły emocjonujący okres wojen i podbojów ze znanymi punktami zwrotnymi dla polskiej husarii jak bitwa pod Kłuszynem czy oblężenie Moskwy. O tych właśnie epizodach z niebywałym zacięciem opowiada Leśniewski, którego lekkie pióro sprawia, że „Na Moskwę” czyta się jak najlepszą powieść historyczną.
Autor bazuje na wyrazistych bohaterach, potrafi operować szczegółem a jego dygresje są ciekawe i rzucają nowe światło na znane historycznie wydarzenia. Zarówno pasjonat historii, jak i zawodowy historyk odnajdą w tej narracji wiele interesujących aspektów i przede wszystkim będą czerpać przyjemność z lektury, bo to opowieść dopracowana w każdym calu, którą zdecydowanie warto przeczytać.
„Na Moskwę” to pozycja z gatunku tych, które odkrywają przed czytelnikiem kulisy polskiej polityki minionych stuleci, ukazując przy tym, jak aktualne są nadal pewne problemy dotyczące obu charakteryzowanych narodów. Mimo upływu czasu, stosunek Rosjan do władzy nie uległ znaczącym zmianom a ich kontakty polityczne z Zachodem nadal są wyjątkowo napięte. Wszystko to sprawia, że opowieść Leśniewskiego jawi się Nam jako ponadczasowa narracja, z którą powinien zapoznać się każdy zainteresowany tym, co działo się i dzieje u Naszych słowiańskich braci.
Czytajcie, bo warto!
Sławomir Leśniewski, popularny autor książek prezentujących kluczowe momenty z historii Polski oraz epizody i postaci znane z dziejów powszechnych, tym razem przygotował dla czytelników historyczną ucztę z okresu panowania dynastii Wazów w Naszym kraju. „Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, to opowieść o...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMi osobiście każdą książkę Pana Sławomira czyta się dobrze. Dobrze przygotowana (źródła),dobrze opisana. Szerokie spojrzenie ta Dimitriady. Jako fan historii, polecam tą książkę i inne tego autora.
Mi osobiście każdą książkę Pana Sławomira czyta się dobrze. Dobrze przygotowana (źródła),dobrze opisana. Szerokie spojrzenie ta Dimitriady. Jako fan historii, polecam tą książkę i inne tego autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolska rulez. Szkoda, że na chwilę. Zygmunt III Waza i jego mrzonki. Hetman Stanisław Żółkiewski i jego charyzma. Zaniedbania i kłótnie. Zmiany frontu. Niestabilność królową.
Po drodze Wam z książkami historycznymi?
Mnie nie do końca, ale ostatnio przekonuje mnie Wydawnictwo Literackie pięknymi wydaniami, ciekawą treścią, nieskostniałym językiem swoich autorów. Mam takie wybiórcze korepetycje z historii ;)
Przenosimy się do XVI, XVII wieku. Państwo Moskiewskie za rządów dynastii Rurykowiczów to według nich "trzeci Rzym", więc prowadzi szeroką ekspansję. Kiedy umiera car Iwan IV Groźny, pozostawia po sobie niewydarzonego syna, który staje się marionetką możnych. Wtedy zaczyna się wszystko sypać. Po jego śmierci pojawiają się uzurpatorzy, ale nie zagrzewają długo miejsca na tronie, głowy sypią się często. Każdy, kto jest blisko władzy, musi się liczyć z zagrożeniem życia. Bezpardonowa walka o tron pochłania mnóstwo krwi. Ten chaos wykorzystuje Rzeczpospolita Obojga Narodów. Szkoda tylko, że bez odpowiedniego, dalekosiężnego przygotowania i planowania. Tron zdobywa, ale...
Monumentalna husaria, niepokonani lisowczycy, niepokorni kozacy, niezłomni przywódcy, zdradzieckie kreatury, wewnętrzne rozłamy, zmiany jak powieje wiatr, pospolite ruszenia, żądza władzy - oj, dzieje się! Niczym w "Grze o tron"(gdy usłyszałam to porównanie, to mi się oczy zaświeciły i zdobyłam książkę) nie zaznasz tu spokoju ani szczęśliwych zakończeń. Poznasz za to kawał historii w stylu zupełnie niepodręcznikowym. Trzymaj się, bo to raczej thriller.
Autor odwołuje się do wielu tekstów źródłowych, opracowań, cytuje fragmenty, to wzbogaca przekaz i pozwala poczuć klimat tamtej epoki. Styl jest świetny, gawędziarski, ale konkretny. To wciąga! Często trudno się oderwać, bo akcja się nawarstwia i trzyma w napięciu. Podpatrujemy niełatwe polskie relacje, zadziorne charaktery, trudności w komunikacji spowodowane tym sławnym pieniactwem, brawurę w walce, zapalczywość i prywatę.
Niełatwo mi się pisze o historycznych dziełach, gdyż nijakim znawcą nie jestem.To są tylko moje nieprofesjonalne przemyślenia, niepoparte niestety źródłową wiedzą.
Choć tych wszystkich nazwisk i dat nie sposób spamiętać, to bardzo polecam do czytania!
Polska rulez. Szkoda, że na chwilę. Zygmunt III Waza i jego mrzonki. Hetman Stanisław Żółkiewski i jego charyzma. Zaniedbania i kłótnie. Zmiany frontu. Niestabilność królową.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo drodze Wam z książkami historycznymi?
Mnie nie do końca, ale ostatnio przekonuje mnie Wydawnictwo Literackie pięknymi wydaniami, ciekawą treścią, nieskostniałym językiem swoich autorów. Mam takie...
Tematyka i opis są ciekawe, całość jak to u Leśniewskiego przyjemnie się czyta. Jedynie zakończenie było zbyt skrótowo opisane, myślę że warto było jednak nieco szerzej opisać znaczenie tych wydarzeń dla pozostałej części panowania Wazów.
Standardowo wydanie ok, poza ilustracjami które niestety są tylko momochromatyczne.
Tematyka i opis są ciekawe, całość jak to u Leśniewskiego przyjemnie się czyta. Jedynie zakończenie było zbyt skrótowo opisane, myślę że warto było jednak nieco szerzej opisać znaczenie tych wydarzeń dla pozostałej części panowania Wazów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStandardowo wydanie ok, poza ilustracjami które niestety są tylko momochromatyczne.