rozwińzwiń

Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku

Okładka książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku autora Sławomir Leśniewski, 9788308084922
Okładka książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku
Sławomir Leśniewski Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie historia
427 str. 7 godz. 7 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2024-09-25
Data 1. wyd. pol.:
2024-09-25
Liczba stron:
427
Czas czytania
7 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308084922
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku

Średnia ocen
7,4 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku

avatar
49
49

Na półkach:

Kolejne w tym roku moje spotkanie ze Sławomirem Leśniewskim sprawia, że zaczynam go lubić jako pisarza. Tym razem pan mecenas (bo z zawodu jest adwokatem) wziął na tapet (nie na tapetę) wydarzenia, które w pewnym sensie na relacjach polsko – rosyjskich oddziałują do dzisiaj.

Sławomira Leśniewskiego już w tym roku spotkaliśmy, kiedy ukazała się jego biografia Jagiellonów. Faktycznie z wykształcenia i zawodu jest prawnikiem, a oprócz tego jest popularyzatorem historii. Na Moskwę, to opowieść o wydarzeniach, których widełki czasowe obejmują okres od rządów i śmierci Iwana IV aż do pokoju w Andruszowie w 1667 r. Można zatem po krótce stwierdzić, że to relacje polsko – moskiewskie w dobie rządów Wazów. Książka ukazała się w 2024 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego. Format podręczny, zwany równiez torebkowym. Okładka sztywna, ale nie twarda, grubość nie powala, bo to jakieś 400 stron.

Zgodnie z podtytułem, czyli Polacy na Kremlu wydawać by się mogło, że będzie to trzon opowieści. Ale tak nie jest. Jest to tylko jedno z ogniw łańcucha wydarzeń opisanych w książce. Wszystko zaczyna się od postaci Iwana IV Groźnego i jego śmierci, która rozpoczęła w Moskwie (Leśniewski bardzo często używa nazwy Rosja, ale tłumaczy dlaczego i chociaż mnie to tłumaczenie przekonuje, to pozwolę sobie pozostać przy nazwie Moskwa) okres Wielkiej Smuty, z którego po wielu, wielu zawirowaniach wyłoniła się dynastia Romanowów. W Rzeczypospolitej w tym czasie do władzy został wybrany Zygmunt Waza, ale Na Moskwę, to nie jest deterministyczna historia starcia dwóch potęg czy dwóch najpotężniejszych władców tamtych czasów. Leśniewski opisuje panowanie Szweda, z jakimi problemami musiał się mierzyć, jakie miał plany, pomysły i ambicje. Z odmętów zamętu wyłaniają się dwaj Dymitrowie i ich historia opisana jest z uwzględnieniem sytuacji wewnętrznej obu krajów, zatem z jednej strony dostajemy informacje dlaczego się pojawili, dlaczego bylo ich dwóch, jakie to rodziło skutki dla państwa i dlaczego potem doszło do dwóch wypraw zwanych w naszej historiografii Dymitriadami. Kolejny fragment, to zajęcie przez polską załogę Kremla i jej trwanie przez dwa lata. Po drodze wojsko Rzeczypospolitej zdobyło Smoleńsk (czego udało się dokonać mimo ogromnych błędów popełnionych przez króla). W zasadzie ostatnia część, to niezbyt pogłębiony, ale punktujący najważniejsze aspekty opis relacji obu krajów z uwzględnieniem powstania Chmielnickiego i Potopu aż do 1667 r. W te wszystkie wydarzenia wplecione też zostały, chociaż raczej jako ozdobniki, relacje ze Szwecją i Turcją.

Jeśli ktoś myślał, że książka będzie przez kilkaset stron opisywała właśnie Polaków na Kremlu, to muszę od razu zmartwić. To clickbajt. Nie ma tu peanów na cześć naszej najzajebistszej zajebistości, autor nie stwierdza, że Polak potęgą jest i basta (parafrazując Wyspiańskiego). Jednocześnie nie ma ubliżania i umniejszania Moskali. Dostajemy za to w przystępny sposób opisany wycinek naszej wspólnej historii. Praca jest bardziej popularnonaukowym esejem niż naukową monografią. Jest sporo cytatów ze źródeł z epoki, ale nie ma przypisów. Są za to portrety wielu postaci i kilka obrazów pokazujących pewne wydarzenia. W bibliografii przeważają źródła i opracowania polskie, ale znajdzie się też kilka rosyjskich.

Podsumowując, jeśli nie chce się Wam czytać nudnych, mdłych, naukowych kobył historycznych, zamiast tego wolicie poczytać coś, co nie przytłacza, a jednocześnie sprzedaje dobrą historię, to Na Moskwę będzie bardzo dobrym wyborem.

Kolejne w tym roku moje spotkanie ze Sławomirem Leśniewskim sprawia, że zaczynam go lubić jako pisarza. Tym razem pan mecenas (bo z zawodu jest adwokatem) wziął na tapet (nie na tapetę) wydarzenia, które w pewnym sensie na relacjach polsko – rosyjskich oddziałują do dzisiaj.

Sławomira Leśniewskiego już w tym roku spotkaliśmy, kiedy ukazała się jego biografia Jagiellonów....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1431
821

Na półkach: ,

Sławomir Leśniewski, popularny autor książek prezentujących kluczowe momenty z historii Polski oraz epizody i postaci znane z dziejów powszechnych, tym razem przygotował dla czytelników historyczną ucztę z okresu panowania dynastii Wazów w Naszym kraju. „Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, to opowieść o skomplikowanych relacjach polsko-rosyjskich, które mogły potoczyć się inaczej i uczynić Polaków władcami na Wschodzie.

Śmierć Iwana IV Groźnego stanowi cezurę początkowa tej uporządkowanej chronologicznie narracji i rozpoczyna całe pasmo zmian na tronie moskiewskim, które wywołały polityczny chaos i dały Polakom asumpt do ingerowania w losy swojego wschodniego sąsiada. Okryte historyczną sławą dymitriady z udziałem Naszych rodaków i oferta wysunięta przez bojarów chcących obsadzić na tronie królewicza Władysława IV Wazę rozpoczęły emocjonujący okres wojen i podbojów ze znanymi punktami zwrotnymi dla polskiej husarii jak bitwa pod Kłuszynem czy oblężenie Moskwy. O tych właśnie epizodach z niebywałym zacięciem opowiada Leśniewski, którego lekkie pióro sprawia, że „Na Moskwę” czyta się jak najlepszą powieść historyczną.

Autor bazuje na wyrazistych bohaterach, potrafi operować szczegółem a jego dygresje są ciekawe i rzucają nowe światło na znane historycznie wydarzenia. Zarówno pasjonat historii, jak i zawodowy historyk odnajdą w tej narracji wiele interesujących aspektów i przede wszystkim będą czerpać przyjemność z lektury, bo to opowieść dopracowana w każdym calu, którą zdecydowanie warto przeczytać.

„Na Moskwę” to pozycja z gatunku tych, które odkrywają przed czytelnikiem kulisy polskiej polityki minionych stuleci, ukazując przy tym, jak aktualne są nadal pewne problemy dotyczące obu charakteryzowanych narodów. Mimo upływu czasu, stosunek Rosjan do władzy nie uległ znaczącym zmianom a ich kontakty polityczne z Zachodem nadal są wyjątkowo napięte. Wszystko to sprawia, że opowieść Leśniewskiego jawi się Nam jako ponadczasowa narracja, z którą powinien zapoznać się każdy zainteresowany tym, co działo się i dzieje u Naszych słowiańskich braci.
Czytajcie, bo warto!

Sławomir Leśniewski, popularny autor książek prezentujących kluczowe momenty z historii Polski oraz epizody i postaci znane z dziejów powszechnych, tym razem przygotował dla czytelników historyczną ucztę z okresu panowania dynastii Wazów w Naszym kraju. „Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, to opowieść o...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
507
469

Na półkach:

Mi osobiście każdą książkę Pana Sławomira czyta się dobrze. Dobrze przygotowana (źródła),dobrze opisana. Szerokie spojrzenie ta Dimitriady. Jako fan historii, polecam tą książkę i inne tego autora.

Mi osobiście każdą książkę Pana Sławomira czyta się dobrze. Dobrze przygotowana (źródła),dobrze opisana. Szerokie spojrzenie ta Dimitriady. Jako fan historii, polecam tą książkę i inne tego autora.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku na półkach głównych
  • 63
  • 21
18 użytkowników ma tytuł Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku

Inne książki autora

Sławomir Leśniewski
Sławomir Leśniewski
Doświadczony popularyzator historii, autor kilkunastu książek, m.in.: Potop. Czas hańby i sławy (Wydawnictwo Literackie, 2017),Historia Polski (1994, 2010),I i II wojna światowa (2011),Jan Zamoyski – hetman i polityk (2008),Książę Józef. Wódz i kochanek (2012),Mata Hari. Zdradzona przez wszystkich (2013),Historia tajemnic (2007),Poczet polskich królów i książąt (2011),Poczet hetmanów polskich i litewskich (1992),Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Legia Nadwiślańska, lansjerzy nadwiślańscy (2008) oraz monografii bitew (Jerozolima 1099, Konstantynopol 1204, Marengo 1800, Wagram 1809). Publikował artykuły historyczne m.in. w „Polityce”, „Rzeczpospolitej” i „Focusie”. Z zawodu jest adwokatem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niezłomni czy realiści? Polskie podziemie antykomunistyczne bez patosu Sławomir Poleszak
Niezłomni czy realiści? Polskie podziemie antykomunistyczne bez patosu
Sławomir Poleszak Rafał Wnuk
ŻOŁNIERZE WYKLĘCI_ jak rodziła się powojenna Polska W niektórych epokach historii zamiar życia w spokoju staje się programem wywrotowym. Paweł Jasienica, Rozważania o wojnie domowej Polacy mieli zrozumieć, że wszelki opór wobec wszechmocnej, totalnej, bezwzględnej władzy nie ma sensu. Poleszuk/Wnuk SATELITY, REWOLUCJE, OKUPACJE -MAKROSPOJRZENIE NA MIKROŻYCIA W zakończeniu tej bardzo długiej książki autorzy dyskutują problemy metodologiczne. Wyróżniają trzy podejścia do okresu instalacji władzy komunistycznej w Polsce: -model okupacyjny promowany przez historyków prawicowych takich jak Tomasz Strzembosz, pokazujący, że w Polsce w latach 1944-1989 mieliśmy do czynienia z okupacją radziecką, a politycy polscy(komuniści i ich sojusznicy) to marionetki Kremla. -model rewolucyjny reprezentowany przez Andrzeja Ledera, pokazujący, że w latach 1939-1956 wieku nastąpiła w Polsce rewolucja społeczna, której efektem było powstanie nowego państwa, nowych elit itp. Same wydarzenia polityczne są „wtórne”. -model satelicki, reprezentowany przez Krystynę Kersten, mówiący o państwa półsuwerennych na granicach imperiów. Suwerenność Polski jest ograniczona, ale istnieje. Książka duetu Wnuk/Poleszak pokazuje, że modele modelami, ale życie „wyklętych” swoje. Jak w wierszu Norwida „Popiół i diament”, „nasi” chłopcy walczący po stronie „reakcji” jednak musieli decydować w trymiga. Przede wszystkim jest to książka rzetelna, skrupulatna, konkretna. Czasami wręcz drobiazgowa, bo, było nie było, uczestnicy polskiego państwa podziemnego są „wzorcami” dla wielu pokoleń, czego niesłabnącym skutkiem w naszych czasach seriali był serial „Czas honoru”. Ciągłość między PPP, a „wyklętymi” (nie bójcie się tej nazwy, nazwy wymyślają ludzie) jest raczej niczym wyjątkowym, jednak oczywiście PPP było bardziej zróżnicowane polityczne przez swój rozmiar (ducha powojnia oddaje najlepiej fakt, że WiN miał jakoby powoływać się na postawę Gandhiego, nie za dużo było tam buńczucznej przechwałki i napinania muskułu, to robili nieodpowiedzialni „mocarze” II RP i to robią ich dzisiejsze odpowiedniki). Po dwóch wojnach światowych, po niespokojnych latach 20. I 30 XX wieku, ludzie wreszcie chcieli żyć, chcieli wrócić do „normalności”, a nowa „jałtańska” Polska obiecywała „Ziemię odzyskane” po Odrę i Nysę oraz odbudowę Kraju z gruzów. Powrót do lasu, był dla wielu osób ostatecznością, wręcz przymusem. ŻYCIE CZY HONOR? Czasami wybory są sfałszowane… Wraz z zmianą okupacji, polskie państwo podziemne rozpadło się jak domek z kart. Na zachód od Wisły podziemie zamarło, na wschodzie okazało się ciałem bez głowy. A wróg z jakim mieli się spotkać takich słabości nie wybaczał. Polska właściwie została „przegrana” w jednej decyzji Okulickiego. Reszta jest jej konsekwencją. Tragiczną. Jednak czy ta „porażka” to rzeczywiście „przegrana”? Zależy co cenisz bardziej „życie” czy „honor”? Dla ludzi pierwszego typu brak wojny, życie, jakie by nie było, to wartość nadrzędna. Dla drugich bycie okutym w powiciu, to rozkaz do Jednak zrozumienie „wyklętych” nie jest możliwe bez zrozumienia nie „komunistów”, a całej Polski nie-walczącej. Polskie społeczeństwo mogło iść wraz z swoim przywódcami w II Powstanie Warszawskie na całą Polskę z tym samym, straceńczym wezwaniem do honoru. Jednak wielu, bardzo wielu, na ten apel młodych kadr podziemia odpowiedziało stanowczym „nie” lub obojętnością. Wielu uważało po wojnie, że ten duch, etos był etosem minionej epoki i ludzi odpowiedzialnych za porażkę polskiej państwowości. Najbardziej krytyczni jak Sławomir Mrożek w „Śmierci porucznika” definiowali go takimi cechami: mitomaństwo i naiwność, ospałość i łatwowierność, słabo broniące się poczucie dumy i wielkości, obraźliwość i niepewność siebie, lekka ksenofobia i trwałe uprzedzenia( lista cech za Jackiem Hołówką z książki o marksizmie). Książkę jednym słowem polecam, a teraz zajmę się tym, co najbardziej lubię tj. kwestiami pobocznymi. PRZECIWNICY_IWAN SIEROW_Podbój Polski oczami Rosjanina Polska została pozostawiona na pastwę Stalina, a państwa demokratyczne uznały, że ich strefa wpływów nie sięga nad Wisłę. Wymusiły jednak na Stalinie – demokratyczne wybory. Jednak, żeby je przeprowadzić, po myśli Stalina, należało zniszczyć, upokorzyć, zastraszyć społeczeństwo polskie. W tym Stalin i stalinowcy byli niezastąpieni, najlepsi, byli arcymistrzami rozgrywania i rozbijania państw i narodów. Imperium komunistów oprócz nagiej siły miało też „know how” rozpracowania elit i mas, którego ostrze zostało wypracowane w trakcie wojen domowych u zarania Związku Sowieckiego. Tacy ludzie jak Sierow, łącząc „oszustwo z podstępem” rozgrywali polskich sojuszników-aliantów, mamiąc ich wyborami, amnestiami i posadami. Działali według prostych, ale skutecznych stalinowskich algorytmów terroru ( O Sierowie: „„zna się na przesłuchaniach, wsadzaniu do więzienia i rozstrzeliwaniu.”). „Powierzono mu oczyszczanie zaplecza 3. Frontu Białoruskiego oraz rozbrajanie oddziałów polskiej Armii Krajowej. ” Najpierw zajął się Wilnem, które pomagało mu zdobyć AK. AK w podły sposób zdradził i zaaresztował. Następnie zajął Lublin. Tutaj oprócz aresztowań i rozbrajania zaczęło się tworzenie „struktur”. Rękami Sierowa realizowała się globalna strategia Stalina montowania prosowieckiech władz w państwach okupowanych/satelickich. Pod okiem Sierowa zaczął powstawać aparat bezpieczeństwa rządu lubelskiego, na czele którego stanął Radkiewicz (chłopskie pochodzenie). Rząd lubelski dostał 350 motocykli, 430 samochodów ciężarowych i 500 osobowych. Ze względu na brak „chęci” Polaków do zaciągu w szeregi bezpieki, Sierow prosił o posiłki: 500 Smierszów i 15 enkawudzistów. Zgodnie z planem Sierowa, do każdego województwa skierowani zostali „doradcy”, doświadczeni czekiści. „Polscy towarzysze” to byli głownie Polacy z Związku Sowieckiego. Do 6 stycznia 1945 roku wg raportów Sierowa, NKWD i bezpieka aresztowało ponad trzynaście tysięcy „akowców”. Walka z podziemiem to dla imperium radzieckiego było „oczyszczanie przedpola”. Do końca kwietnia 1945 roku na polach przed Berlinem, dla Sierowa, sprawy polskie były w głównej mierze rozwiązane. Reszta historii działa się już siłą inercji, partyzantkę stopniowo rozbrajano, a miejscowe UB zastępowało specjalistów z NKWD. System, jak to ładnie się cybernetycznie mówi, się instalował. GEOGRAFIA OPORU Niektórzy historycy twierdzą, że gdzieś w rejonach Podlasia, Lubelszczyzny, Rzeszowszczyzny, Wołynia, Kielecczyzny, Wileńszczyzny i Nowogródka znajduje się „jądro” polskości, owa pierwsza, „czysta” warstwa, która w ostateczności broni się na końcu, przed „okupacją”, to tam skrywają się „skarby” polskości. Ten wzór widzą m.in. w nakładaniu się ognisk oporu w okresie powstania styczniowego i działań „wyklętych”. Imperium łatwo zdobyło miasta, trochę ciężej poszło z instalacją w powiatach, ale już na poziomie gmin „zainstalowało się” jedynie oficjalnie. Tam musiało już rozrywać więzi rodzinne, zabijać głównych prowodyrów w procesach pokazowych. Jednak to wioski, małe miasteczka, lasy są zwyczajnie w świecie światem „wojny partyzanckiej”. Z mojej strony, wydaje mi się, że w Polsce („dawnej Polsce” jak pisze się w „Ziemiach” Ćwiek-Rogalskiej) pod okupacją niemiecką i radziecką, w Polsce gminnej toczyła się już wojna domowa między AK, NSZ, GL/AL, BCh, oddziałami ukraińskimi, partyzantką radziecką i last, but not least, partyzantką żydowską. Osłabienie władzy niemieckiej, a nie wejście jeszcze władzy radzieckiej to był czas „wojny wszystkich ze wszystkimi”, który właśnie najlepiej widać na poziomie lasów i wsi. Partyzantka antykomunistyczna działa się „między chałupą, a stodołą”(cytat chyba z A. Dudka). To była wojna chłopska. Akowcy, którzy dominowali w „terenie” nie mieli praktycznie „szans” z regularną, zaprawioną w boju Armią Czerwoną, i jeszcze bardziej skutecznymi siłami NKWD. Jednak jak piszą autorzy, akowcy nie tyle wrócili do podziemia, co zostali do niego wepchnięci przez komunistów. WYKLĘCI – czuła krytyka Ta recenzja, ani nawet ta książka to nie są ataki na partyzantkę antykomunistyczną (co najwyżej na kult wyklętych, za którym idzie tradycyjny „ swoisty polski etos”). Poza tym, że książka pokazuje prawdziwe bogactwo życia polityczno-wojskowego, zależne od lokalizacji, od środowisk. Pokazuje prawdziwe prawicowo-endeckie oblicze NSZ, pokazuje słabości organizacyjne podziemia poakowskiego i fiasko jego „złudzeń” w zakresie wyborów, amnestii etc. Przede wszystkim pokazuje charakter „wojny partyzanckiej”, gdzie lokalny watażka rośnie w gminie, i zostaje ścinany przez imperium, gdy „wyrośnie” za bardzo. Autorzy wspaniale pokazują „siłę” imperium, tak jak ma to miejsce w tragicznym porwaniu Szesnastu (wydarzenie kluczowe dla pozostania w podziemiu). Młyny historii zmieliły polską elitę postszlachecko-burżuazyjną (sojusz herbu z kapitałem). Z tych wspólnych życiorysów wynika jednak, że bycie powiązanym z poprzednią państwowością (wojskowi, nauczyciele, urzędnicy, sołtysi) często dawało asumpt do „ucieczki” w las. Z drugiej strony, samo „wydarzenie się” II WŚ zmieniło ludzi, pokazało ich mroczną stronę, opadły konwenanse, „młodzi” awansowali siłą charakteru (chyba Piotr Semka mówił o charakterogennej mocy wojny). Książka jest bardzo aktualna po 2022. Jak byśmy się dzisiaj zachowali, gdyby wnuki czerwonoarmistów i enkawudystów znów przekroczyły Bug? Czy premierzy wielkich mocarstw nie „wymagali” by współpracy w imię realizmu? Czy młodzi znów nie mieliby „nerwów” na wodzy? Jaką strategię jako naród powinniśmy przyjąć, jeśliby upadła polska państwowość? Polskie elity nie idąc na starcie (po klęsce Powstania i akcji Burza),dały szanse zachować „tkankę” narodu, nie czyniąc z Polski spalonej ziemi. Wydaje się, że taki być musiało. 5 lat niemieckiej okupacji to i tak wystarczająco jak na jedno ludzkie życie. Jedna nauka na pewno musi zapaść to stare, dobre, carskie powiedzenie: żadnych złudzeń, panowie, żadnych złudzeń. Przypominam, że to imperium obiecało „wolne wybory” w Jałcie. Tak wyglądały: „Pod koniec 1946 roku przedwyborcza machina propagandy i terroru pracowała na najwyższych obrotach. W wielu okręgach wyborczych ludowcom nie pozwolono wystawić własnych kandydatów, a szereg działaczy PSL aresztowano pod byle pretekstem. UB, MO i wojsko wspierały kandydatów bloku i prześladowały ludowców. W fabrykach, urzędach, szkołach i na uniwersytetach odbywały się obowiązkowe wiece poparcia dla komunistów. 200 tys. agitatorów ruszyło do polskich mieszkań i chałup. Na ludzi odmawiających otwarcia im drzwi spadały represje. Rządzący starali się złamać przeciwników przez manifestacje siły i obezwładnić nachalną propagandą. Władze demonstrowały wszechmoc i sprawność w walce z wszelkimi „wrogami”. Elementem tej strategii było aresztowanie tuż przed wyborami członków III ZG WiN i pokazowy proces I Zarządu. W dniu wyborów powszechnie łamano zasadę tajności głosowania, zmuszając ludzi, by wrzucali kartki do urny jawnie, w obecności aktywistów partyjnych. W zakładach pracy i jednostkach wojskowych głosowano pod okiem przełożonych i dowódców. Zmieniono sens słowa „wybory”. Zamiast aktu wolnej woli znaczyło ono przymus poparcia władzy.”. W krytyce podziemia powojennego należy jednak zawsze pamiętać, że byli oni reakcją na „imperium”. „Swoisty polski etos” jest co najwyżej „błędem” Polaków walczących z „komuną”, jednak prawdziwymi zbrodniarzami byli Sowieci oraz ich polscy sojusznicy. Nikt nie powinien powiedzieć, że to „wyklęci” dokonywali obławy w lasach augustowskich. Ps.1. Krytycyzm wobec tego, co nazywam za Hołówką „swoistym polskim etosem” to nie mój pomysł. Wypływa z całej masy powojennej literatury i filmu, czyli z „ducha dziejów”. Od Wajdy po Munka, od Różewicza, czy Konwickiego, najmocniej zaś zapadł mi w pamięci krytyki Mrożka. Jeszcze, jeszcze tylko jeden czynnik by nam pozwolił być mocarstwem, gdyby nie zdrady zachodu, gdyby była IIIWŚ, …mrzonki kosztowały i będą ludzkie życia. Właśnie w doświadczeniu porażki Powstania, powstał później ruch „Solidarności”. Skazany na pancerzach to nie tylko „epizody”. To gorzej niż zbrodnia – to błąd . Jednak jak piszą autorzy nie było żadnej „wspólnoty bojowników-straceńców”, było za to multów różnego rodzaju dowództw lokalnych, od demokratów po faszystów. Ps.2. Książkę polecają od lewa (Leszczyński) do prawa (Zychowicz). Ps. 3. Przypominam największa zbrodnie sowiecką w ramach likwidacji band zbrojnego podziemia tzw. obławę augustowską: W wyniku obławy zatrzymano ogółem 7049 osób, z których po przesłuchaniu, czyli tzw. filtracji, 5115 wypuszczono. Pozostali zostali poddani dokładniejszemu śledztwu. Grupę ponad 500 Litwinów (z których 252 uznano za „bandytów”) przekazano do dyspozycji organów NKWD i NKGB Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, natomiast co najmniej 592 Polaków uznanych za partyzantów rozstrzelano i pochowano w nieznanym miejscu (nie wiadomo też, co stało się z około tysiącem pozostałych zatrzymanych). Rodziny ofiar nie zostały powiadomione o losie ich bliskich. Lekturki: Model satelicki: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/85000/narodziny-systemu-wladzy-polska-1943---1948 Model rewolucyjny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/221208/przesniona-rewolucja-cwiczenie-z-logiki-historycznej Model okupacyjny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/206000/refleksje-o-polsce-i-podziemiu-1939-1945 Zaremba o okresie 1944-1947: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/134842/wielka-trwoga-polska-1944-1947-ludowa-reakcja-na-kryzys NKWD: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/203359/stalinowski-kat-polski-iwan-sierow Obława augustowska: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5200359/miotla-stalina-polska-polnocno-wschodnia-i-jej-pogranicze-w-czasie-oblawy-augustowskiej Literatura: Warszyc: Różewicz: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/125340/do-piachu Wileńszczyzna: Rojsty: https://lubimyczytac.pl/audiobook/5078216/rojsty Łupaszka: Jasienica: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/50413/rozwazania-o-wojnie-domowej
prej7 - awatar prej7
ocenił na88 miesięcy temu
Polska krwawi. Polska walczy. Jak żyło się pod okupacją 1939-1945 Andrzej Chwalba
Polska krwawi. Polska walczy. Jak żyło się pod okupacją 1939-1945
Andrzej Chwalba
Bardzo dobra książka, przede wszystkim należy docenić sam pomysł żeby zebrać w jednej pozycji losy Polski podczas II wojny światowej. Czytałem różne książki, które dotyczyły historii Polski w tym okresie, ale żadna z nich nie próbowała ogarnąć tego okresu w całości. Tu Chwalba taką próbę podjął i była to próba udana. Mimo rozległego zakresu tematycznego, książkę czyta się sprawnie, jest podzielona w sposób czytelny, na każdą „strefę okupacyjną”. Fajnie, że zostały nakreślone różnice pomiędzy ziemiami polskimi wcielonymi do Rzeszy a Generalnym Gubernatorstwem, a także dobrze, że autor nie zapomniał o mniej znanych okupantach, czyli o Litwie i Słowacji. Tu w zasadzie mam tylko uwagi do rozdziału o GG – tam jest taki długi podrozdział „Polityka okupacyjna”, który ma prawie 50 stron i w nim autor powrzucał elementy rzeczywistości okupacyjnej, które zdaje się nie pasowały do innych rozdziałów, takie jak działalność Kościoła w GG oraz kultura polska. Szkoda, że nie dokonano podziału tego fragmentu na mniejsze podrozdziały; czytanie takiego podrozdziału, gdzie wiele informacji było wymieszanych, było męczące. Poza tym jednak standardowo można docenić styl prof. Chwalby, idealnie się sprawdzał w tego typu książce, gdzie pewne informacje należało streścić. Dość swobodny język pomagał nie zmęczyć się objętością materiału. Atutem jest też ciągłe posiłkowanie się przez autora cytatami z oficjalnych dokumentów i wspomnień. Co do treści książki jestem zadowolony, podobało mi się, że w miarę obszernie opisano kampanię wrześniową i powstanie warszawskie. Myślę, że wszystkie najważniejsze informacje zawarto, czasem jednak z uwagi na brak miejsca niektóre dane były podane bez kontekstu, np. napisano, że w zamachu AK zginął jakiś Niemiec, którego nie kojarzyłem, nie wiedziałem więc dlaczego ta informacja jest istotna. Tymczasem w indeksie nazwisk zobaczyłem, że ta osoba występuje w książce tylko w tym miejscu i w sumie nie wiadomo dlaczego wspomniano o niej w tym miejscu, ani kim ona w ogóle była. Takich błędów było jednak mało, szczególnie uwzględniając objętość książki. Czasem też brakowało mi podsumowania pewnych tematów, np. informacji ilu Żydów zginęło podczas okupacji, albo Polaków z rąk Ukraińców. Brakło mi też podsumowania na końcu – posłowie w książce zajmuje zaledwie jedną stronę. Doceniam jednak próbę zrekonstruowania dziejów okupowanej Polski w jednym tomie, uważam, że wyszło to świetnie, bardzo polecam.
Bartłomiej Wojtas - awatar Bartłomiej Wojtas
ocenił na818 dni temu
Revolusi. Indonezja i narodziny nowoczesnego świata David van Reybrouck
Revolusi. Indonezja i narodziny nowoczesnego świata
David van Reybrouck
Iście monumentalne dzieło opowiadające o indonezyjskiej walce o niepodległość. Rzecz, która do tej pory była mi mało znana – traktowałem ją jako jeden z wielu epizodów walk kolonialnych o uzyskanie niezależności od macierzy zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Autor napisał książkę bardzo szczegółową, precyzyjnie opowiadającą okoliczności oraz bohaterów, którzy przyczynili się do tego, że dzisiejsza Indonezja, będąca częścią holenderskich Indii Wschodnich, uzyskała niezależność od swojej holenderskiej opiekunki. Autor wykonał iście tytaniczną pracę, docierając do jeszcze żyjących świadków tamtych wydarzeń – zarówno Indonezyjczyków, jak i Europejczyków – oraz badając archiwa holenderskie i indonezyjskie, dzięki czemu opowiedziana historia jest możliwie najbliższa rzeczywistym wydarzeniom. Miejscami miałem wrażenie tłoku wydarzeń, miejsc, sytuacji, dat i osób, natomiast w żadnym momencie nie odniosłem poczucia, iż czytam historię suchą, pozbawioną kontekstu; wręcz przeciwnie, narracja była dynamiczna, a opowiadane oddolne historie bardzo konkretnie wpisywały się w rytm wielkich przemian społeczno-politycznych. Dawid van Reybrouck rozprawia się z pokutującym w Europie mitem, iż celem Holandii była łagodna dekolonizacja będąca konsekwencją równie łagodnego okresu kolonializmu. Jak pokazuje, niewiele miało to wspólnego z rzeczywistością – zarówno okres kolonizacji, jak i proces zrzucenia zależności od Holandii był daleki od jednoznaczności, pełen sprzeczności, krwawych konfliktów i cierpień wielu ludzi. Autor kapitalnie pokazuje sprzeczności w zarządzaniu kolonią, gdzie holenderscy nadzorcy wykazywali się brutalnością, która skutkowała wściekłością miejscowej ludności, ale jednocześnie nie potrafili być na tyle okrutni, by całkowicie zdławić opór, co mogłoby wywołać jeszcze większy bunt. Dostrzega także brak spójnej wizji strategicznej wśród elit holenderskich, co sprawiło, że w próżni politycznej wyłonili się Indonezyjczycy, którzy siłą, odwagą i wolą wykorzystali nadarzające się okoliczności, uzyskując dla mieszkańców tych terenów niezależność. Książka jest przekładem opowieści z jednej strony detalicznej, a z drugiej znakomicie obrazującej wielkie przemiany dekolonizacyjne lat czterdziestych i pięćdziesiątych w Azji Południowo-Wschodniej. To nie tylko lektura historyczna – to również świadectwo siły ludzkiego ducha w obliczu przemian, konfliktów i nadziei na lepszą przyszłość.
Arek - awatar Arek
ocenił na814 dni temu
Jagiellonowie. Złoto i rdza Sławomir Leśniewski
Jagiellonowie. Złoto i rdza
Sławomir Leśniewski
Autor zabiera nas w podróż przez dwa wieki panowania Jagiellonów. Tytułowe „Złoto” to czasy świetności, triumf pod Grunwaldem, potęga gospodarcza i kulturalna, która przyciągała do Krakowa największe umysły epoki. „Rdza” to z kolei powolny proces kruszenia się tego imperium – błędy polityczne, słabości kolejnych władców i nieubłagany koniec dynastii, który nadszedł Co czyni tę książkę wyjątkową? Ludzkie oblicze władców: Leśniewski nie maluje królów „na kolanach”. Pokazuje ich jako ludzi z krwi i kości – z ich lękami, obsesjami (jak choćby miłość Zygmunta Augusta do Barbary Radziwiłłówny) i wadami. Styl narracji: Autor ma niesamowite pióro. Opisy bitew, turniejów rycerskich czy dworskich skandali są tak plastyczne, że niemal czuć zapach prochu i słychać szelest jedwabnych sukien. „Rdza” daje do myślenia: Najciekawsze w tej książce jest to, jak autor analizuje upadek. Pokazuje, że nawet największa potęga może zgnić od środka, jeśli zabraknie wizji i determinacji. Dlaczego warto ją przeczytać? To książka dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego Polska wygląda dziś tak, a nie inaczej. Leśniewski udowadnia, że historia Jagiellonów to gotowy scenariusz na serial w stylu Gry o Tron – tylko że to wszystko wydarzyło się naprawdę! Dla kogo? Dla fanów historii, miłośników biografii i każdego, kto lubi epickie opowieści o władzy i namiętności.
Doorothyworld - awatar Doorothyworld
ocenił na74 dni temu
Asyria. Powstanie i upadek pierwszego imperium w historii świata Eckart Frahm
Asyria. Powstanie i upadek pierwszego imperium w historii świata
Eckart Frahm
Potrzebujemy więcej tego typu książek, które odsłonią przed nami fascynujące starożytne cywilizacje i państwa inne niż tylko Rzym, Grecja czy Egipt. Asyria jest tym bardziej ciekawa, że przez chrześcijaństwo i uprzedzenia zaczerpnięte z Biblii, jej postrzeganie przez lata było dość dalekie od tego, co znamy obecnie z różnych źródeł historycznych. Frahm podjął się dość trudnego zadania, bo opisując historię ponad tysiącletniej Asyrii z jej licznymi królami, walkami, zmieniającą się kulturą i społeczeństwem, musiał zdecydować, gdzie może nieco bardziej się rozpisać, a o czym tylko wspomni. Kiedy więc przelatują nam ciągle przed oczami obcobrzmiące imiona albo nazwy nieistniejących już miast, bardzo łatwo o mętlik. I trochę tak było podczas tej lektury, a jednak wszystkie te informacje pozwoliły wykreować obraz Asyrii spójny, intrygujący i rzucający wyzwanie pewnym uproszczonym stereotypom. Przydałyby się jednak lepsze mapy, bo brakuje na nich wielu miast i mogłyby być bardziej szczegółowe, zwłaszcza że o geografii jest w tej książce sporo. Chciałoby się też więcej zdjęć różnych zbiorów czy ruin. „Asyria” to nie jest idealna pozycja, bo zarzuca mnóstwem informacji, nie zawsze ułatwiających zorientowanie się w temacie, ale jednocześnie jest to książka skrupulatna z bogatą bibliografią i pomocnymi przypisami.
Weronika - awatar Weronika
oceniła na720 godzin temu
Przewodnik średniowiecznego obieżyświata Anthony Bale
Przewodnik średniowiecznego obieżyświata
Anthony Bale
Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i pewnie dlatego ta książka przeleżała niemal rok na mojej półce. Kiedy jednak po nią sięgnęłam okazała się pozytywnym zaskoczeniem, urocza opowieścią o tym, że w średniowieczu świat wcale nie był taki mały a ludzi nosiło po nim jak to ludzi: zawsze I w każdej epoce. Autor snuje opowieść w oparciu o ówczesne relacje z podróży i jest ona na ich wzór ukształtowana: przybiera postać europocentrycznej relacji, baśniowej i pełnej fantastycznych stworów. Trochę jest tu o uczuciach miotających każdym podróżnikiem oraz refleksji nad masową turystyką, której średniowiecznym przejawem były pielgrzymki do Ziemi Świętej, trochę o nieprawdopodobnych bzdurach wypisywanych w relacjach z podróży, bynajmniej nie z powodu głupoty autora czy niskiego poziomu wiedzy o ówczesnym świecie. Po pierwsze czytelnicy takich sensacyjnych relacji oczekiwali, po drugie po co komu suche relacje o przyroście naturalnym i pogłowiu bydła i trzody, a poza tym i tak mało kto będzie miał okazję, żeby to sprawdzić. Podróż jest i zawsze była przeżyciem wyjątkowym, czymś wyjętym z czasoprzestrzeni zwykłego życia, czymś nadzwyczajnym, dlatego w sposób ekstraordynaryjny należało ją opisać. Ale przede wszystkim autor maluje obraz średniowiecza jako epoki upadku i zacofania ludzkości. Odkrywanie świata nie zaczęło się wraz z wyprawami Marco Polo i Krzysztofa Kolumba, istniało dużo wcześniej. Przyszlo mi jeszcze do głowy, że Anthony Bale opisał narodziny orientalizmu, bo przeciez tym sa opisy Wschodu jako krainy zamieszkalej przez ludzi o jednej wielkiej stopie, ktora w razie potrzeny chroni przed slońcem, nieistniejącą faunę i florę. Orientalizm jest przecież zbiorem wyobrażeń Europejczykow na temat Wschodu, nie mającym nic wspólnego, rzeczywistością. Jest to pozycja popularyzatorska, rozrywkowa, z zacięciem eseistycznym. Właściwie wszystko by mi się w niej podobało, gdyby nie błędy merytoryczne, w stylu umiejscowienia średniowiecznego Gdańska w Prusach. Nie wiem czemu nie wyłapała tego ani korekta ani tłumacz.
Mysza - awatar Mysza
oceniła na75 miesięcy temu
Tam, gdzie mieszka wiatr. Archeologiczne zagadki Bliskiego Wschodu Piotr Kołodziejczyk
Tam, gdzie mieszka wiatr. Archeologiczne zagadki Bliskiego Wschodu
Piotr Kołodziejczyk
Wyprawa na Wschód Znacie przygody Indiany Jonesa? Pewnie, że znacie. Dobra seria przygodowych filmów w scenerii egzotycznej. Tu krokodyle, tu tajemnicze kule, węże i te fascynujące przygody…. A kiedy w części „Indiana Jones i ostatnia krucjata” do obsady dołączył sam James Bond, sorry, Sean Connery, to w ogóle zrobiło się bajkowo. Jak zawsze przy produkcji takich filmów zastanawiam się, co jest autentycznym plenerem, a co dekoracjami, wówczas jeszcze nie komputerowymi. W wymienionej przeze mnie części, Jonesowie wjeżdżają przez skalny tunel, do niesamowitego skalnego miasta, w którym ukryty ma być święty Graal… Czy owe wykute w skale zabudowania to tylko dykta, czy może…. Tak, autentyk, to Petra, miasto Nabatejczyków, znajduje się w Jordanii. Zaczęłam szperać na temat tego miasta, tamtych ludzi…. Indiana Jones znacznie poszerzył moje wiadomości związane z Bliskim Wschodem. Wcześniej uczynił to Zenon Kosidowski. W szkole średniej rozczytywaliśmy się w jego książkach. Mnie zachwyciły „Opowieści biblijne”. Wtedy też wędrowałam po Bliskim Wschodzie…. A jeszcze potem ta kraina zaczęła kojarzyć się z wojnami…. I chyba tak kojarzy się do dziś…. Smutno się robi…. Z ciekawością zatem zabrałam się za książkę Piotra Kołodziejczyka „Tam, gdzie mieszka wiatr”. I przeczytałam ją z przyjemnością. Odkopała moje wiadomości z dawnych lat, poszerzyła je, a przede wszystkim wzbudziła nadzieję, że młodzi ludzie zainteresują się niezwykłą historią niezwykłej ziemi. Bo to kolebka trzech wielkich religii, tu był Eden, tędy wędrowali kupcy jedwabnym szlakiem, tu nadal pracowici archeolodzy odkopują ślady dawnych kultur i tworzących je ludzi. Książka Kołodziejczyka jest właśnie o tym, o poszukiwaniu naszej ludzkiej tożsamości. Jak każda tego typu opowieść, stara się przybliżyć nam czas miniony, byśmy mogli poznać dzieje człowieka, zrozumieć dlaczego była brąz, jakie znaczenie dla rozwoju cywilizacji miało „odkrycie” żelaza i kim na serio był Hefajstos. To wszystko jest bowiem kolebką naszej cywilizacji, „komórek”, komputerów, paneli fotowoltaicznych. A o tym powinniśmy wiedzieć. Napisana w miarę nieskomplikowanym językiem opowieść o Bliskim Wschodzie powinna zainteresować każdego czytelnika. Może to być opowieść do poduszki, może stanowić wstęp do dalszej penetracji tajemniczych krain. Warto podsunąć ją młodzieży, której Bliski Wschód kojarzy się niestety z działaniami wojennymi. Gdzie jest początek naszego czasu? Skąd przychodzimy? Czy jedwabny szlak to droga ku lepszemu światu, we wszystkie jego strony? Dlaczego ciągle funkcjonuje taki przedziwny zawód jak archeolog? Urządzenia elektroniczne nie wystarczą, by dotrzeć w głąb ziemi, która ciągle ukrywa swe dzieje? Warto zatem sięgnąć po ową książkę żeby swą wiedzę pogłębić lub przypomnieć….
gks - awatar gks
ocenił na64 miesiące temu
Rewolucja francuska …i co poszło nie tak Stephen Clarke
Rewolucja francuska …i co poszło nie tak
Stephen Clarke
W związku z tym, że obecnie gram w grę Assassin's Creed: Unity, której akcja rozgrywa się w Paryżu w czasie Rewolucji Francuskiej, postanowiłem znaleźć jakąś książkę, która przybliży mi ten okres w dziejach Francji. Książkę znalazłem przypadkowo, wpisując frazę „rewolucja francuska” w Google. Myślałem, że będzie nudna i oparta na suchych faktach, jednak trafiłem na bardzo przyjemną pozycję, w której autor, Brytyjczyk, w pierwszej połowie książki opisuje Francję za czasów Ludwika XIV, XV i XVI, by potem płynnie przejść do okresu obalenia dynastii Burbonów. Autor nie ukrywa, że rewolucja, o której w szkole uczyliśmy się, że była czymś pozytywnym — czasem oświeconych ludzi spychających na margines (a nawet eliminujących) monarchię i Kościół — w rzeczywistości była okresem bezprawia, cenzury i niezliczonych egzekucji niewinnych ludzi. Błędne też było przekonanie, że rewolucja zakończyła się w 1799 r. i odtąd zapanował już ład i spokój — reperkusje rewolucji i niespokojne czasy Francji ciągnęły się aż do 1871 r., kiedy to detronizowano Napoleona III i zakończyła się wojna z Prusami. Zdaniem autora Francja w 1789 r. powinna poprzestać na obaleniu monarchii absolutnej i utrzymaniu monarchii konstytucyjnej, a nie na całkowitym obaleniu i egzekucji króla — zmianie, na którą społeczeństwo francuskie nie było gotowe, co później wykorzystał m.in. Napoleon Bonaparte. Podsumowując, bardzo polecam tę książkę. Jest ciekawie napisana, nie przynudza i pozwala lepiej poznać to jedno z najbardziej znanych wydarzeń w historii Europy.
Mateusz - awatar Mateusz
ocenił na84 miesiące temu
Matka wynalazków. Jak Wielka Wojna urządza nam życie Maciej Górny
Matka wynalazków. Jak Wielka Wojna urządza nam życie
Maciej Górny
Czy I wojna światowa to tylko okopy, błoto i bezsensowne szturmy piechoty wprost pod ogień karabinów maszynowych? Co takiego nowatorskiego do historii ludzkości wniósł ten nieco zapomniany już konflikt i czego nas nauczył? Maciej Górny śmiało wykracza poza ramy podręcznikowych opisów i zastanawia się, jak wojna mogła wpłynąć na rozwój społeczeństwa epoki przemysłowej. Dla mnie zaskoczeniem było na przykład odkrycie, że podczas I wojny światowej po raz pierwszy zaczęto stosować przelicznik kaloryczny dla określenia dziennego zapotrzebowania na posiłki żywieniowe. Nie miałem też pojęcia o powołaniu przez Niemcy specjalnego departamentu Kriegsrohstoffabteilung (KRA) zajmującego się fachowym obliczaniem zapasów surowcowych koniecznych do prowadzenia wojny. Rozrastająca się sieć połączeń kolejowych przyspieszała ruchy wojsk, ich koncentrację, ale też i wymianę handlową, oraz wymianę informacji. Okres zawieruchy wojennej sprzyjał też organizacji samorządu miejskiego, regionalnego, a w szerszym kontekście państwowotwórczym odpowiadał też za powstanie nowej dziedziny naukowej zwanej geopolityką. Wszystkie spostrzeżenia autora wydają się niezwykle ciekawe i odkrywcze. Należy jednak zauważyć, że książka ,,Matka wynalazków" jest de facto zbiorem artykułów o charakterze publicystyczno-naukowym. Część z nich była drukowana już w poważnych czasopismach. To może nieco zniechęcać czytelnika nastawionego na lekturę łatwą i przyjemną. Nawet moja fascynacja historią XX wieku wystawiona została na próbę. Choćby wycieczka od weteranów I wojny światowej do działalności Mieczysława Moczara w czasach PRL-u, jak dla mnie, była zbyt głęboką dygresją odbiegająca od sedna całej książki.
Pan Książka - awatar Pan Książka
oceniła na61 rok temu

Cytaty z książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Na Moskwę. Polacy na Kremlu w XVII wieku


Ciekawostki historyczne