
Aktualności
46

Tym razem przedstawiamy czeskie niesamowitości, plejadę świetnych autorów 19 i 20-wiecznych, jak Josef Jiří Kolár, Jakub Deml , Emanuel z Lešehradu, Ladislav Klíma Karel Hynek Mácha, Jiří Karásek ze Lvovic, Karel Čapek Jaroslav Seifert. Podstawą tomu jest książeczka "Czas i śmierć.
Antologia czeskich opowiadań grozy" skomponowana i wydana w 1989 roku przez Andrzeja S. Jagodzińskiego.
Wybór ten został znacznie poszerzony.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Opowieści niesamowite z języka czeskiego
Niewciągające, nieporywające, historyjki o niczym, bez przekazu, ze słabym finiszem.
Niewciągające, nieporywające, historyjki o niczym, bez przekazu, ze słabym finiszem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toÓsmy tom serii niesamowitej jest niesamowity nie tylko z uwagi na swoją objętość (niemal 660 stron!),ale przede wszystkim przez zawartość (ponad 30 autorów, a że byli to autorzy płodni, czeka na nas ze trzy razy tyle opowiadań). Jest zatem w czym i w kim wybierać, zaczytywać się i upajać stylem, formą i treścią co do zasady przerażającą. Jak kto woli.
I być może z uwagi na tę właśnie obfitość, czuję lekki przesyt i niedosyt jednocześnie (tak, jest to możliwe – przecież to opowieści niesamowite!). Nie jest możliwe, aby zapamiętać większość opowiadań (a chciałoby się w domowych pieleszach oddać czeskim refleksjom, zestrachać się, czerep pod koc z trwogą schować). Sprawy nie ułatwia fakt, iż nie są one jaśniejącymi gwiazdkami na firmamencie niesamowitości – autorzy stosują chwyty znane, niewiele tu zatem zaskoczeń. Nie „załapałem” więc nastroju, na który, nie ukrywam, bardzo liczyłem (mistyka, egzotyka i praskie, mokre od deszczu brukowane uliczki…),a wiem, że wpadam w takowy, czego doświadczyłem empirycznie i to nawet dwukrotnie – raz podczas lektury opowiadań polskich, za drugim razem – rosyjskich. Być może kręcenie nosem wynikało ze specyficznego klucza, przy pomocy którego zebrano teksty do antologii – więcej tu treści zwyczajnie niezwykłej, onirycznej i somnambulicznej niż wypełnionej grozą typową (pan Andrzej Jagodziński we wstępie zaznacza, że to zbiór „poza czeskim kanonem” i być może to tłumaczy nieskoordynowane ruchy nosa?).
Zdarzają się chwyty klasyczne, które mają wzbudzić w nas poczucie „dziwności”. Są też (na szczęście) opowieści snute przy przysłowiowym kominku, są trzeszczące drzwi lub takie, których nikt od dawna nie otwierał, znikające ślady ludzkich stóp na śniegu („Ślad” Čapka),głowa Salome i alchemiczne ożywienie Ganimedesa, zbrodnicze namiętności („Ostatni promień dnia” Hlouchy),odrażające zabiegi medyczne (przeszczep skóry w „Dziwnej historii” Anny Marii Tilschovej, jedynej autorki w zbiorze),apokalipsa nadchodząca z nieba („Kometa” Babanki),zabawa czasem i samurajowie. Jest także wizyta na planecie Kawalajala i gwieździe Wikolajala („Apostoł” Weissa) oraz lustro, które się spójnia („Lustro, które się spóźnia” tegoż)… Zatem: moderna, gotyk, fantazja, dawkowane ostrożnie lub przesadnie, są nazwiska znane – począwszy od Karela Čapka, przez Ladislava Klímę, na Jakubie Demlu kończąc, do wyboru, jak już wzmiankowałem.
Moją uwagę przykuły, a pamięć jednak zajęły: „Ganimedes” Karaska, który nawiązuje do żydowskiej kabały i postaci golema, surrealistyczno-religijne teksty Demla, kamienno-fantastyczne opowiadanie „Druzda” Hlouchy z dinozaurem w tle oraz rzeźbiarski horror „Skamieniali ludzie” Emanuela z Lešehradu.
I chciałbym uprzedzić – bez względu na moje sarkania sięgnę po ciąg dalszy serii, bo każdy z jej tomów jest wspaniałym wstępem do zanurzenia się w literaturę „krajową”, niekoniecznie fantastyczną.
Wyboru dokonał, wstęp i noty o autorach spisał Andrzej S. Jagodziński.
Ósmy tom serii niesamowitej jest niesamowity nie tylko z uwagi na swoją objętość (niemal 660 stron!),ale przede wszystkim przez zawartość (ponad 30 autorów, a że byli to autorzy płodni, czeka na nas ze trzy razy tyle opowiadań). Jest zatem w czym i w kim wybierać, zaczytywać się i upajać stylem, formą i treścią co do zasady przerażającą. Jak kto woli.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI być może z uwagi...
Ogromną zaletą tej książki jest jej objętość i fakt, że pokazuje nam inną twarz czeskiej literatury. A więcej opowiada o tym autor wyboru i wybitny tłumacz Andrzej S. Jagodziński.
Ogromną zaletą tej książki jest jej objętość i fakt, że pokazuje nam inną twarz czeskiej literatury. A więcej opowiada o tym autor wyboru i wybitny tłumacz Andrzej S. Jagodziński.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię bardzo tę serię, ale ten tom czytało mi się znacznie wolniej niż poprzednie - głównie chyba dlatego, że zawiera bardzo dużo dosyć krótkich tekstów, więc ograniczałam się do 1-2 opowiadań dziennie, żeby się wszystkie nie zlały w jedną masę.
I tak oczywiście nie wszystkie w równej mierze zapadają w pamięć, dużo jest dosyć klasycznych tekstów wykorzystujących chwyty znane skądinąd (a "Pod Czerwonym Smokiem" Kolara to w ogóle wariacja na temat "Pająka" Ewersa, tylko gorsza, bo z głupawym zakończeniem). "Skamieniali ludzie" Emanuela z Lesehradu ukatrupiają wszelki suspens tytułem, niestety.
Dominująca atmosfera opowiadań wydaje się bardziej dziwna niż niesamowita (np. groteskowo-modernistyczne "Lustro, które się spóźnia" Weissa). Interesującym (choć kontrowersyjnym) pomysłem było zamieszczenie zarówno "Snu" Machy, który jest rzeczywiście dziennikowym zapisem snu, jak i napisanego na jego podstawie pełnoprawnego opowiadania "Wędrówka karkonoska".
Zdecydowanie najciekawsze były dla mnie bardzo dziwaczne, oniryczne, chwilami brutalne teksty Ladislava Klimy (odrażający opis Genora z "Historii prawdziwej zdarzonej w Postmortalii"...),melancholijne rozkminy Capka i dosyć klasyczna, ale z jakiegoś powodu rezonująca z moją wrażliwością "Druza" Hlouchy o dziwnym wiejskim chłopcu.
Lubię bardzo tę serię, ale ten tom czytało mi się znacznie wolniej niż poprzednie - głównie chyba dlatego, że zawiera bardzo dużo dosyć krótkich tekstów, więc ograniczałam się do 1-2 opowiadań dziennie, żeby się wszystkie nie zlały w jedną masę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI tak oczywiście nie wszystkie w równej mierze zapadają w pamięć, dużo jest dosyć klasycznych tekstów wykorzystujących chwyty...
To się w końcu musiało stać. Po serii wyśmienitych antologii grozy, z których każdą oceniałem na 8,5 (część polska, hispanoamerykańska i włoska),przyszła kolej na obniżkę formy. Tym razem „tylko” 7,5. Wciąż jest bardzo ciekawie, wciąż jest bardzo dobrze, czasami nawet strasznie, ale – literacko są to po prostu słabsze rzeczy. Czasem warsztat niedomaga, a już z pewnością kreatywność autorów.
Rozpocznę od garści nikomu niepotrzebnej statystyki: w książce znajdziemy aż 64 opowiadania 32 autorów (w porównaniu do 39 opowiadań 29 autorów w poprzedniej, włoskiej części). Elementem niezmiennym pozostaje marginalna rola kobiet: czeska antologia przybliża twórczość tylko jednej z nich: Anny Marii Tilschovej.
***
Mój top 8 opowiadań z czeskich "Niesamowitości" (kolejność przypadkowa) przedstawia się następująco:
Ignát Herrmann – „Oko”
Czołówka zbioru , z ciekawym pomysłem na wzbudzenie strachu. Czapelski to ekscentryczny, starszy pan. Mieszka sam, unika towarzystwa ludzi; jedyny wyjątek robi w Sylwestra, kiedy zaprasza do siebie dwunastu gości wraz z osobami towarzyszącymi. Postanawia podzielić się historią swojego dziwactwa, nieodłącznie związanym z pewnymi drzwiami do pewnego magazynu; drzwiami, których od lat nikt nie otwierał…
"O panowie, teraz już tam nie było czarnej, pustej kropki. Teraz ten otwór był wypełniony. Wypełniony okiem. Spoglądało na mnie wybałuszone, pełne, oko złośliwe, oko śmiejące się, z drwiną, szyderczo. Nie widziałem nic więcej, tylko to oko, które się śmiało (…) z mojego strachu, a kiedy się śmiało, rozlegał się ten gwizd, wibrujący, jakby nietoperza, gwiazd śmiejący się, wyszydzający".
Jan Opolský – „Przedstawienie o zmierzchu”
Intrygujące weird fiction po czesku. Przedstawienie cyrkowe w niewielkim, kupieckim miasteczku. Sztuczki i porzemowy komedianta śledzi sto par znudzonych oczu, należących do miejscowych kupców i piekarzy. Tylko jeden z widzów zdaje się tu nie pasować – rudzielec o wyglądzie cwanego lisa, który głośno wyszydza i krytykuje cyrkowca. Jak wypada wszystkim artystom, ten także najlepszy ze swych trików zostawił na koniec…
Karel Čapek – „Ślad”
Zima. Rozmowa dwóch przypadkowych ludzi, którzy zauważyli dziwne ślady na śniegu. Były to ślady ludzkich stóp, które zaczynały się i kończyły nagle, nie docierając w żadne miejsce – tak jakby ktoś nagle wzniósł się w powietrze. Tylko tyle i aż tyle, ale to w zupełności wystarcza.
"Ktoś musiał tędy przechodzić, chciał odrzec Boura, ale ugryzł się w język. Ślad był tylko jeden, na samym środku pustego pola, a przed nim i za nim nie dało się zauważyć żadnych innych kroków. Odbicie na białej płaszczyźnie było bardzo wyraźne i ostre, lecz całkiem osamotnione – nic nie prowadziło ani do niego, ani od niego".
Josef Müldner – „Piotr”
Opowieść osnuta wokół tytułowego Piotra – uważanego za pomyleńca; odludka, który więcej czasu spędza z końmi niż z ludźmi. Zachowywał się dziwnie, bał się najcichszego szelestu. Prześladowała go wizja okrutnego Czarnego Psa, który zwabia ludzi i zabija bezlitośnie. 3x K: Krótka, klimatyczna, klasowa opowiastka.
"- Co każdy widzi, Piotrze?
- Co widzi? – krzyknął Piotr, patrząc na mnie z taką mocą i skupieniem, że poczułem się nieswojo. – Co widzi? Że ma pan dziurę. Tutaj. – Wskazał na moją pierś i wykrzyknął: - Nie ma pan serca! Dziurawy! (…) Jego mroczny, chrapliwy głos przemienił się w jeszcze bardziej ohydny, spazmatyczny chichot".
Anna Maria Tilschová – „Dziwna historia”
Historia braci Ognes – zwyczajnych bogaczy, ani złych, ani dobrych. Starszy z nich, Emil, poślubia młodą Żydówkę. Ot, zwyczajne małżeństwo z rozsądku. Nudne życie przerywa wybuch w fabryce Ognesów. Przypadkowy incydent, czy to bracia wyrównywali między sobą rachunki? A może stał za tym ich ojciec, zakochany w synowej? W wyniku wypadku młodszy z braci, Richard, cudem ocalał. Dokonano przeszczepu i poparzoną skórę zastąpiona inną. Od tego momentu wszelkie fizyczne różnice między braćmi zaczęły zanikać…
Rzeczowy, beznamiętny sposób prowadzenia narracji tylko potęguje atmosferę niesamowitości. Perełka.
"Oparzenia, o dziwo, zagoiły się, na brodzie pozostała tylko mała blizna, ale najbardziej ucierpiały ręce (…). Płytki paznokci były nieuszkodzone, ale ukazywały nierówno zabarwioną skórę i miały zmieniony kształt. Owe ręce, niegdyś niewrażliwe i sztywne, teraz wydawały się spokojne - a jednak, czy spoczywały na książce, czy skręcały papierosa, wyglądały, jakby tylko niedbale udawały, a właściwie na coś czyhały".
Karel Hloucha – „Druza”
Opustoszałe wrzosowiska i pagórki. Wraz z dziadkiem mieszka tam dziwny, wyglądający na dorosłego ośmiolatek, Franta, którego próbuje rozgryźć narrator, pan Szczepan. Dzieciak zna zaskakujące szczegóły z historii świata, o dinozaurach i czasach biblijnych opowiada, jakby sam był ich świadkiem. W dłoniach chowa tajemniczy kamień… Gdy pewnej nocy, w środku burzy, wystraszony zapukał do okna Szczepana, ten od razu wiedział, że stało się coś okropnego…
Zgrabna opowieść z pogranicza baśni, fantastyki i horroru. Początkowo kręciłem nosem, ale Hloucha związał wszystko w zgrabny supełek i wybrnął.
Ladislav Klima – „Jak będzie po śmierci”
Oniryczna wędrówka narratora (autora?) po krainie jawie i snu. Narrator traci przytomność, po czym ją odzyskuje, zasypia i budzi się – w tym całym korowodzie czytelnik traci rachubę i nie wie, co dzieję się naprawdę, a co nie. Taki myślę był cel Klimy, który dobrze wie, że śmieszność i groza to dwie strony tej samej monety. Kapitalne opowiadanie.
Jeszcze nigdy w historii literatury zdanie „obszedłem ja pięć pól” nie brzmiało tak złowieszczo.
Emanuel z Lešehradu – „Skamieniali ludzie”
Historia tajemniczego rzeźbiarza Piotra Sztorka – samotnika, wroga ludzi, który wzbudza zawiść innych artystów, ponieważ wszystkie jego dzieła zbierają pochwały od krytyków i cieszą się ogromną popularnością. Sztork był nie lada ekscentrykiem i nie wpuszczał nikogo do swojego atelier. Jaki sekret skrywał rzeźbiarz? Ciekawa, dobrze napisana historia.
Przyzwoitych rzeczy jest w tym zbiorze dużo więcej, jak chociażby "Strach" Jana Mareša Viktora Dyka (tytułowy Mareš wraca do domu od ukochanej, w mijanym lesie dopadają go fatalistyczne myśli o wypadku),czy "Wampir" Jana Nerudy (opowieść o „malarzu śmierci”, który lubuje się w portretowaniu ludzi. Problem w tym, że po skończonym dziele modele umierają). Zważywszy na lata powstania, pozytywnie zaskoczyła mnie też "Żelazna koszula" Václava Matěji Krameriusa.
Klasą samą w sobie jest pokręcona, nieco filozoficzna proza Ladislava Klimy, rodem wyjęta z koszmarów sennych. Wywarła na mnie duże wrażenie.
Było trochę pochwał - nadszedł czas na minusy, a w zasadzie jeden.
Mam poważne wątpliwości odnośnie doboru opowiadań.
W środku znajdziemy aż trzy opowieści Karela Hynka Machy, z czego każda eksploruje podobne motywy (klasztor, mnisi itp.),a "Sen" i "Wędrówka Karkonoska" to dokładnie te same opowiadania, w wersji krótszej i dłuższej. Zupełnie niepotrzebnie, wygląda mi to na pompowanie objętości na siłę.
Josef Jiri Kolar – "Pod Czerwonym Smokiem" to jawny plagiat z Erckmanna-Chatriana. Jest to dokładnie ta sama historia co "Niewidzialne oko" francuskiego duetu. Jako, że znam dobrze te opowiadanie, przyjemność z lektury była żadna. Nie dało się wybrać czegoś innego? Kolar dodał w tytule „za Chatrianem”, a i wówczas zupełnie inne było podejście do praw autorskich, ale nawet biorąc na to poprawkę, nie spodziewałem się aż tak chamskiej zrzynki.
Kolejny przykład – Richard Weiner. Ten bardzo ciekawy, kompletnie zapomniany pisarz bywał nawet porównywany do Kafki. "Niesamowitości" zawierają dwa opowiadania Weinera. O ile "Lekarz lalek" jeszcze się jakoś broni, o tyle "Wóz" jest przekombinowany i zwyczajnie przeciętny. W trudno dostępnym zbiorku opowiadań Weinera pt. "Sobowtóry" (jedynym wyborem jego opowiadań w języku polskim) są zdecydowanie lepsze rzeczy, jak chociażby eksperymentalne, bardzo ciekawe "Puste krzesło", tytułowe opowiadanie o sobowtórze imitującym drugą, ukrytą stronę ludzkiej natury, czy wyśmienita "Ela", która jednak z racji na swój rozmiar (kilkadziesiąt stron) rozumiem, że mogła się w antologii nie zmieścić.
A skoro tak mało Weinera w Polsce, można się było pokusić o przetłumaczenie innego opowiadania, niedostępnego do tej pory polskiemu czytelnikowi.
Nie mam zastrzeżeń co do jakości samych przekładów, chociaż pojawiały się okazjonalne kwiatki („rozdrabniało się na tysiące drobnych trosk”).
Poza tym, strona edytorska i wizualna czeskich niesamowitości – podobnie jak poprzednich części - prezentuje się bez zarzutu. Notki biograficzne do każdego autora, przejrzysty spis treści, ciekawa przedmowa, no i – rzecz kluczowa dla mnie – pięknie pachnący druk.
Plusem czeskiej edycji, który odróżnia ją od poprzednich odsłon, jest anonimowość jej autorów. Tutaj przeciętny czytelnik – taki jak ja - nie będzie znać prawie nikogo, poza Karelem Čapkiem i może Ladislavem Klimą. Możecie być pewni, że po lekturze zostaniecie z długą listą inspiracji i książek do przeczytania, co może być znakomitą okazją na zagłębienie się w rozkosze czeskiej literatury.
Dokładnie to samo przechodziłem po lekturze włoskich niesamowitości, przez które wkręciłem się w tamtejszą literaturę (jedenaście włoskich książek przeczytanych w 2024 roku i dwie kolejne w planach).
I chociaż Czechy sąsiadują przecież z Polską, to – paradoksalnie – lektura tej właśnie części opowieści niesamowitych miała dla mnie największy posmak egzotyki.
Mimo, że przerażającej grozy nie ma tutaj zbyt wiele, nazwa "opowieści niesamowite" pozostaje zasadna: niekoniecznie dlatego, że straszą i niepokoją, lecz inspirują. Niesamowicie inspirują.
Wciąż jest bardzo dobrze, a w środku znajdziecie mnóstwo ciekawych historii. Jednak zauważam lekką obniżkę formy. Kolejna część (skandynawska?) pokaże, czy to wypadek przy pracy, czy – oby nie – początek negatywnego trendu. Moja ocena bierze się także ze specyfiki czeskich opowiadań. Wiele z nich to senne miraże, mgliste impresje z pogranicza snu i jawy, które nie zawsze prezentują odpowiedni poziom. Zamykający zbiór "Klucz w zaspie" Jaroslava Seiferta, czy "Tęczowy punkcik" nad głową Jakuba Arbesa nie powinny się w nim w ogóle znaleźć.
Kolejny tom "Opowieści niesamowitych" to rzadka okazja, by zapoznać się bliżej z czeską literaturą; prawdziwa gratka dla kolekcjonerów dobrej literatury i miłośników opowiadań niesamowitych. Polecam serdecznie!
***
PS. Uwielbiamy przez wszystkich cykl pt. „Bezużyteczne ciekawostki”:
z 31 pisarzy, których opowiadania znajdziemy w czeskich Niesamowitościach, aż piętnastu nosi imię zaczynające się na literę „J”. To prawie 50% wszystkich autorów!
7,5/10
To się w końcu musiało stać. Po serii wyśmienitych antologii grozy, z których każdą oceniałem na 8,5 (część polska, hispanoamerykańska i włoska),przyszła kolej na obniżkę formy. Tym razem „tylko” 7,5. Wciąż jest bardzo ciekawie, wciąż jest bardzo dobrze, czasami nawet strasznie, ale – literacko są to po prostu słabsze rzeczy. Czasem warsztat niedomaga, a już z pewnością...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZjawiska nadprzyrodzone w prozie twórców czeskich przybierają postać zwidów, duchów, wampirów oraz innych straszydeł. Każde z nich jest posępne, aczkolwiek największe przerażenie budzi człowiek, ponieważ stanowi odwieczną przyczynę zła. Podobny wniosek wyciąga Karel Švanda, według którego natura wszczepiła nam poczucie niekonkretnego strachu przed czymś nieistniejącym, a zarazem wyśmianym, co w konsekwencji skutkować może szaleństwem. Tego ostatniego nie zabrakło w tekstach czeskich prozaików z poprzednich stuleci. Stan rozchwiania emocjonalnego towarzyszy bohaterom większości zebranych opowiadań, gdyż z wewnętrznie niestabilnego człowieka łatwiej wydobyć jego plugawe oblicze, które budzi o wiele większy lęk niż śmierć.
Część historii uznać należy za horrory, inne niekoniecznie. Niemniej, większość spowija mrok, co wynika ze skupienia autorów na sferze ludzkich doznań w sytuacjach granicznych. Niektórych nie opuszcza czarny humor, który sprawdza się w malowaniu szaleństwa na cudzej twarzy, o czym świadczy scena zdrady małżeńskiej w wydaniu Václava Rodomila Krameriusa albo opowiadanie Jana Nerudy z nieoczywistą reakcją właściciela karczmy na widok trupa w łóżku jednego z pensjonariuszy. Komizm sytuacyjny nie jest dominującym elementem poszczególnych tekstów, lecz przez siłę oddziaływania na potencjalnego odbiorcę, skutecznym narzędziem w obnażaniu ludzkiej natury.
Nic mnie nie przestraszyło, gdyż część motywów bądź scen z większym powodzeniem wyeksploatowano w innych tekstach kultury. Nikogo nie zachęcam i nie przestrzegam przed lekturą zbioru opowiadań czeskich prozaików z ubiegłych stuleci. Niech każdy samodzielnie stwierdzi, czy warto z nimi obcować.
Zjawiska nadprzyrodzone w prozie twórców czeskich przybierają postać zwidów, duchów, wampirów oraz innych straszydeł. Każde z nich jest posępne, aczkolwiek największe przerażenie budzi człowiek, ponieważ stanowi odwieczną przyczynę zła. Podobny wniosek wyciąga Karel Švanda, według którego natura wszczepiła nam poczucie niekonkretnego strachu przed czymś nieistniejącym, a...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to