Na Krawędzi Cienia

Okładka książki Na Krawędzi Cienia autora Brent Weeks, 9788374801607
Okładka książki Na Krawędzi Cienia
Brent Weeks Wydawnictwo: Mag Cykl: Nocny Anioł (tom 2) fantasy, science fiction
567 str. 9 godz. 27 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Nocny Anioł (tom 2)
Tytuł oryginału:
Night Angel Trilogy: Shadow's Edge
Data wydania:
2010-03-10
Data 1. wyd. pol.:
2010-03-10
Liczba stron:
567
Czas czytania
9 godz. 27 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374801607
Tłumacz:
Małgorzata Strzelec
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na Krawędzi Cienia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na Krawędzi Cienia

Średnia ocen
7,9 / 10
3134 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Na Krawędzi Cienia

avatar
44
3

Na półkach:

Mam bardzo duży problem z uczciwą ocena ksiązki. Z jednej strony zarwalem ze dwie nocki bo za nic nie moglem odmówić sobie poznania historii do końca, z drugiej jednak czułem ten rodzaj zażenowania, gdy oglądasz jakis film niskich lotów i nie chcesz sie przed sobą przyznać, ze Ci sie podoba. 1. Mrok, zepsucie, zgnilizna - niby wszystko tutaj jest, az w nadmiarze, krew sika, gwałty, pogromy, ale w ogole sie tego nie czuje, nie wzbudza to takiej odrazy, jaką teoretycznie powinno. Nie wiem czy to przez indolencje pisarską, czy tak własnie miało być. 2. Postacie - ja rozumiem, ze głowni bohaterowie to wykastrowane emocjonalnie dzieciaki które dopiero uczą sie swoich emocji i uczuć, ale są przy tym tak płytcy, bezmyślni i trywialni, ze usprawiedliwanie tego grupą docelową nastolatków nie usprawiedliwia tego. Dodatkowo poświecono bardzo dużo tuszu na opisywanie ich wewnętrznego życia, ale za duża ilościa słów nie idzie duza ilość treści. Ksiazka moglabyc o połowe krótsza bo w moim odczuciu te wewnętrzne eseje nie wnoszą nic wiecej, ponad to czego nie daloby sie opisać w kilku zdaniach.
I tutaj własnie mam dylemat, bo sama historia jest dobrze poprowadzona i trudno oderwać sie od czytania, wiec ksiązka jest chyba dobra, z drugiej strony odczucie po przeczytaniu jest jak po fast foodzie - musi minąc troche czas az zabiore sie za kolejną część. Ale na pewno to zrobie - w końcu musze sie dowiedzieć jak sie skończy wątek romantyczny :-)

Mam bardzo duży problem z uczciwą ocena ksiązki. Z jednej strony zarwalem ze dwie nocki bo za nic nie moglem odmówić sobie poznania historii do końca, z drugiej jednak czułem ten rodzaj zażenowania, gdy oglądasz jakis film niskich lotów i nie chcesz sie przed sobą przyznać, ze Ci sie podoba. 1. Mrok, zepsucie, zgnilizna - niby wszystko tutaj jest, az w nadmiarze, krew sika,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
324
322

Na półkach:

Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tą część, autor nawciskał trochę za dużo nowych wątków, co prawda one się pod koniec łączą, ale strasznie to rozwleka akcję. Poza tym bardzo mnie irytuje jak autor głównym bohaterom daje super moce a potem wciska im same porażki przez 590 stron po czym wszystko się cudownie rozwiązuje na 10 ostatnich. Cóż sięgam po następną część, ale już bez poprzedniego entuzjazmu.

Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tą część, autor nawciskał trochę za dużo nowych wątków, co prawda one się pod koniec łączą, ale strasznie to rozwleka akcję. Poza tym bardzo mnie irytuje jak autor głównym bohaterom daje super moce a potem wciska im same porażki przez 590 stron po czym wszystko się cudownie rozwiązuje na 10 ostatnich. Cóż sięgam po następną część, ale już...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
126
85

Na półkach: ,

Po przeczytaniu 1wszego tomu, porzuciłem serie na dłuższy czas. Nie do końca pamiętałem co się działo poprzednio. Ale to był błąd... Drugi tom jest znacznie lepszy. Ciekawszy, postacie nabierają kolorów i charakteru. Szkoda, że nie odswiezylem sobie poprzedniej części, ale skąd mogłem wiedzieć?

Po przeczytaniu 1wszego tomu, porzuciłem serie na dłuższy czas. Nie do końca pamiętałem co się działo poprzednio. Ale to był błąd... Drugi tom jest znacznie lepszy. Ciekawszy, postacie nabierają kolorów i charakteru. Szkoda, że nie odswiezylem sobie poprzedniej części, ale skąd mogłem wiedzieć?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

6494 użytkowników ma tytuł Na Krawędzi Cienia na półkach głównych
  • 4 746
  • 1 685
  • 63
1771 użytkowników ma tytuł Na Krawędzi Cienia na półkach dodatkowych
  • 1 118
  • 357
  • 112
  • 85
  • 55
  • 22
  • 22

Tagi i tematy do książki Na Krawędzi Cienia

Inne książki autora

Brent Weeks
Brent Weeks
Amerykański autor fantasy. Urodzony w stanie Montana. Zadebiutował serią książek "Anioł Nocy".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Poza Cieniem Brent Weeks
Poza Cieniem
Brent Weeks
Przepaść między tym, a pierwszym tomem może nie jest drastyczna, ale widoczna i odczuwalna. Świat jest ten sam, bohaterowie (w większości) tacy sami, ale odczucia inne. Brud, przemoc i całe „dark fantasy” zostało w Cenarii, a tutaj krążymy po świecie, gdzie największą moc mają przyjaźń i miłość. Oczywiście, w poprzednich częściach również i one wygrywały, ale istniał jakiś balans. Tak naprawdę ciężko mi poukładać sobie w głowie co tu się dokładnie działo. Wszystko to takie jedno wielkie pokłosie finału drugiego tomu, z naciąganą końcową bitwą. Wielu decyzji nie rozumiałem, szczególnie tych dotyczących Solona i Doriana. Ten pierwszy nagle zyskał jakiś wątek znikąd, zakończony w mgnieniu oka i okazujący się macguffinem powieści (koniec końców zupełnie niepotrzebnym). A Dorian za to, z jednej strony jest postacią absolutnie tragiczną, zmuszoną do wyzbycia się wszystkiego, łącznie z rozumem za cenę życia (chyba),a z drugiej nagle robiący jakieś skrajnie obrzydliwe rzeczy w kompletnie niepotrzebnym fragmencie o audiencji. I tak, tu mam problem z podobnym okrucieństwem, bo nie jest to już książka o mordercy wychowanym w brudzie, tylko o magii miłości i głupich politycznych dywagacjach. Fajnie się czytało o tym, że Logan sobie radzi, że Durzo utrzymuje kontakt z Kylarem, motyw gadającego kakari to w ogóle mega fajna sprawa, ale były też rzeczy zupełnie niedomówione. Skupiamy się na tym jak Feir lata po górach, a nie wiemy co u Ully, ani nie mieliśmy okazji zobaczyć spotkania Durzy z mamą K. Warto też wspomnieć o rzeczach, których kompletnie nie zrozumiałem. Białe kakari? Vir ginie razem z Khali? Wilk okazuje się wrogiem Durzo, ale mimo wszystko dla Kylara to przyjaciel? Czym w końcu jest Łowca? Jakim cudem Elene znalazła się dokładnie tam, skąd uratowali ją w poprzedniej powieści? Jak zniszczono kolczyki? Zakończenie jest mimo wszystko dobre, przeczuwalne od dawien dawna i choć moim zdaniem zbyt wiele postaci przeżyło, to jednak nie jest jakieś mega kolorowe. Pewnie dlatego, że kończy się pogrzebem, ale i tak jest dobre. Tak samo jak i cała książka, która w gruncie rzeczy jest poprawna, momentami wciągająca i tylko czasami dłużąca się. Po prostu nie dorasta do pięt poprzednim tomom, a patrząc jak zmienia się mój stosunek z każdym kolejnym, boję się sięgnąć po „Kroniki Kylara”.
Nidhogg - awatar Nidhogg
ocenił na623 dni temu
Imię wiatru Patrick Rothfuss
Imię wiatru
Patrick Rothfuss
Pół żartem, pół serio. Jest tylko jedna rzecz gorsza od źle napisanej książki - książka napisana tak dobrze, że co jakiś czas musisz się zatrzymywać i zachwycać nad tym, jak wspaniale układają się słowa, jak wyjątkowym wyczuciem wykazał się autor, jak świetne rozwiązania wybrał. Tak nie można robić, to wytrąca z immersji. A teraz na poważnie. To książka, która nie śpieszy się. Płynie powoli, pozwala nam złapać oddech, odpocząć, wczuć się w szum wiatru. Nie wiemy, dokąd zmierzamy, ale po prostu ufamy, że to właściwy kierunek. Na pochwałę zasługuje niemalże wszystko. Rothfuss ma niezwykłą lekkość w tworzeniu pamiętnych postaci, zarówno na pierwszym, jak i na drugim, a często nawet na trzecim planie. To w sporej mierze zasługa dialogów, które brzmią swobodnie i naturalnie. Autor pokazał nam jedynie dość niewielki skrawek świata, ale za to zrobił to wiarygodnie i skrupulatnie. Wiemy tyle, ile potrzebujemy i ani grama więcej. To, rzecz jasna, w sporej mierze konsekwencja narracji pierwszoosobowej, którą pisana jest większość książki. To zaleta - pozwala nam zrozumieć i wczuć się w skórę głównego bohatera, Kvothe, który jest postacią ciekawą, rozbudowaną i niejednoznaczną. Jeśli do czegoś mogę się przyczepić, to tylko do końcówki, w której fabularnie Rothfuss zagrał parę złych nut i pewne wydarzenia wybrzmiały nieodpowiednio. Trochę wyglądało to, jakby autor miał problemy z zamknięciem powieści i poszedł na skróty. To jednak za mało, by zmienić mój odbiór tej książki.
Kanver - awatar Kanver
ocenił na104 dni temu
Droga Cienia Brent Weeks
Droga Cienia
Brent Weeks
Miałem ochotę na dark fantasy i dostałem dark fantasy. Co prawda poczucie beznadziei nie jest tutaj na jakimś kosmicznym poziomie, koncepcja świata jest całkowicie sztampowa, postacie nie są najwspanialszymi o jakich przeczytałem, ale wszystko jest jak najbardziej poprawne i budujące absolutnie brudny klimat. Miałem okazję zacząć czytać „Czarny Pryzmat” tego samego autora i różnica jest diametralna. Tamtej powieści jest aczytalna, a od tej nie mogłem się oderwać. Jej największą zaletą w moich oczach jest to, jak autor traktuje czytelnika i swoje postacie. To, co dzieje się „poza kardem” dzieje się tam nie bez przyczyny. Nasza wiedza jest kwestionowana na każdym kroku, tak samo jak kwestionowana jest wiedza bohatera, którego aktualnie śledzimy. Plot twist goni plot twist, wszystko to formuje się w jakieś chore szachy 5D, które co najlepsze działają, mając ręce i nogi. Pod koniec książki podważałem już wszystko co się działo, wszędzie widziałem spisek w spisku, w czym swój udział ma też mordownia, jaką pan Brent Weeks funduje swoim postaciom. Wystarczą pierwsze dwa rozdziały, żeby się o tym przekonać. To jest właśnie dark fantasy w pełnej krasie, sprawiające, że ma się ochotę krzyczeć na książkę, jakby można tym próbować powstrzymać bieg fabuły. Nie oznacza to oczywiście, że ta przemoc jest tu ciągle i ciągle konieczna. Z dwa razy miałem poczucie, że można by tę konkretną sytuację rozwiązać trochę inaczej, niekoniecznie doprowadzając do tego, że główny bohater nokautuje bezbronną kobietę i wstrzykuje jej truciznę. Na szczęście w większości przypadków brutalność była uzasadniona antypatycznością bohaterów. Antypatyczność to też duże słowo, bo Durzo Blint jaki by nie był, w całym swoim byciu mentorem/substytutem postaci ojca jest po prostu ciężki do znienawidzenia. Chociaż się stara, przez całą powieść i należy zaznaczyć, że zaledwie garstka jego grzechów na sam koniec otrzymuje wyjaśnienie. Znienawidzić o wiele łatwiej jest głównego antagonistę, który skrupulatnie podąża krokami Ramseya z „Pieśni Lodu i Ognia”, ale na szczęście w mniej graficzny sposób. I właśnie, chociaż nie jest to postać, której jeszcze nie widziałem w żadnej powieści, spełnia swoją rolę w zupełności i jest dokładnie taki, jaki miał być. Pochwalić muszę jeszcze dialogi. Bywają co prawda skrajnie edgy, ale nie widziałem jeszcze powieści, w której aż tak by to pasowało. Durzo straszący innych po prostu działa, już przez samo to co mówi i o czym mówi. Szczególnie w pierwszej połowie powieści niezłe są także wszelkie potyczki słowne, brzmiące tak, że można to kupić. Z nielicznych minusów, chociaż w tym co najważniejsze się nie gubiłem, to jednak momentami powieść staje się niejasna. Opisy tego co się dzieje bywają ciężkie, niestety myliłem też postacie, które naprzemiennie przywoływano z pomocą ich imienia i nazwiska. Dokładając tu ponownie fakt, że dosłownie wszystko mogło się tu zdarzyć z każdym, często musiałem wracać po kilka stron i upewniać się, że czegoś nie pominąłem. Nie wiem też kto wpadł na pomysł, żeby przetłumaczy „wetboy” na „siepacz”. Zupełnie mi nie pasowało, ale na tłumaczenie w żadnym wypadku nie można narzekać, bo naprawdę czytanie „Drogi Cienia” zapewniło mi dużo emocji, nie zawsze pozytywnych, ale w pozytywnym sensie, bo w sumie na to właśnie liczyłem.
Nidhogg - awatar Nidhogg
ocenił na91 miesiąc temu
Herold zmierzchu Tom Lloyd
Herold zmierzchu
Tom Lloyd
Drugi tom „Królestwa Zmierzchu” pióra T. Lloyda zapowiada się nad wyraz ciekawie. Isak kontynuuje swoją drogę do Tirahu, aby przyjąć oczekiwaną pozycję księcia Farlan. Towarzyszy mu lojalny Vesna, Tila, Minh oraz raniony Carel. Co spotkają na swojej drodze? Czy wszyscy suzereni przyjmą władzę Isaka? Lord Styrax planuje podbój stolicy Chetse, a jego syn co raz bardziej ulega wpływowi dziwnej zbroi. Jak skończy się ta sytuacja dla dziedzica Lorda Styraxa? Jakie dalsze ruchy planuje Wybrany? Tymczasem w Scree Biały Krąg planuje utwardzić swoją władzę. Zhia (Ostia) powraca z Narkangu i zajmuje swoje miejsce w koterii. Żadna z członkiń Kręgu jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że Scree stało się miejscem kulminacyjnym, które ściągnie do siebie największe osobistości i indywidua Krain. Czy Azaerowi uda się doprowadzić swój niecny plan do końca? Drugi tom na tle pierwszego wypada bardzo dobrze. Autor nie uchyla rąbka tajemnicy aż do końca powieści, budując napięcie. Opisy odwiedzanych miejsc, miast, ludzi, relacji między nimi wyszły pisarzowi niesamowicie. Ot chociażby wampirzyca, która zadurzyła się w członku Bractwa, którzy pomimo strachu, przeciwności losu i różnic między nimi starają się coś między sobą zbudować. Lloyd bardzo sprawnie oddaje nastroje panujące w Scree. Napięcie w mieście rośnie, podkreśla to dodatkowa duchota i żar słoneczny, brak wiatru, wszechobecny smród, brak snu wśród mieszkańców – doznania tak intensywne, że można je kroić nożem. Droga Isaka jaką pokonuje, żeby zostać dobrym władcą jest przedstawiona w świetny sposób. Nie jest on herosem, któremu wszystko się udaje i wszystko dostaje podane na tacy. Jest przedstawiany w odcieniach szarości i potrzeba mu wiele potknięć, albo wypomnień ze strony przyjaciół i lojalnych poddanych, żeby czasami sobie coś uzmysłowił. Jego droga ku lepszemu życiu Krain jest wręcz fenomenalna, a odkrywanie co raz to większych pokładów własnej magii intensyfikuje jego przemianę. Reasumując: Wydarzenia zaczynają się rozkręcać. Do gry wchodzi co raz więcej aktorów (stąd dramatis personae na kilka ładnych stron :) ) i każdy reprezentuje sobą co innego. Jest tu wiele wątków, wszystkie mistrzowsko prowadzone, a ich splot zadziwi wielu. Świetna książka, nie czekając biorę się za trzeci tom.
Maciej Walasik - awatar Maciej Walasik
ocenił na94 lata temu
Nieświadomy mag Karen Miller
Nieświadomy mag
Karen Miller
Bardzo przyjemnie się to czytało, książka jest lekka i mam wrażenia że się przez nią płynie. Nie jest to typowe zawiłe fantasy w którym musisz się skupić by zrozumieć co się dzieje i na jakiej podstawie działa świat. Nie jest to też książka w której zaciskasz zęby z emocji. Jest fajną odskocznią od cięższych pozycji. Kilka razy nawet mnie rozbawiła. Pióro fajne przystępne, dobrze opisane wydarzenia ich przyczyny oraz skutki. Bardzo podobało mi się to że zmiana perspektywy z bohatera na innego bohatera odbywała się nie co rozdział a jeśli zaszła taka potrzeba to nawet co kilka zdań, dzięki temu unikneło się powtarzania opisu tych samych wydarzeń od nowa ale z innej perspektywy. Po prostu podczas trwania jednego opisu, perspektywa zmieniała się kilka razy dzięki temu od razu znaliśmy odczucia bohaterów czy ich myśli, na szczęście jest to na tyle dobrze zrobione, że szybko idzie się połapać w tym kto mówi. Książka w mojej opinii straciła niestety dwie gwiazdki ze względu na zbytnią idealność przedstawionego świata. Czytając ją odnosiłam trochę wrażenia że jest to utopia, zachowania mieszkańców, decyzje króla czy społeczeństwa są zbyt idealne żeby były prawdziwe. Żadnych spisków, prób zabójstwa rodziny królewskiej czy odebrania korony. Nawet rodzina konkurencyja do aktualnie rządzącej, nigdy przeciwko niej nie spiskowała, a przez myśl im nawet nie przeszło by przypadkiem dodać kropelkę trucizny do herbatki króla. Drugi minus który mi przeszkadzał to objawiający się w niektórych miejscach brak logiki lub logicznej ciągłości wydarzeń lub nawet ich skutków. Jak wcześniej pisałam wszystko jest zbyt idealne i cukierkowe. Ja wiem że to państwo w zamyśle miało być idealnym schronieniem i miejscem do życia chroniącym przed złem całego świata, ale zamysł to tylko zamysł a ludzie to ludzie, nie dogodzisz wszystkim ani wszystkich nie upilnujesz. Podsumowując książka warta przeczytania ale nie polecam jej osobą które lubią bardziej realistyczne podejście do świata.
Nisane - awatar Nisane
ocenił na84 miesiące temu
Kłamstwa Locke'a Lamory Scott Lynch
Kłamstwa Locke'a Lamory
Scott Lynch
Jeden z moich ulubionych filmów w całej historii kina to nagrodzone licznymi oscarami „Żądło” z R. Redfordem oraz P. Newmanem, osadzona w międzywojennej Ameryce opowieść o grupie inteligentnych i sympatycznych oszustów, którzy dokonują skomplikowanego przekrętu, by „oskubać” z grubszej forsy potężnego i bezwzględnego gangstera i zemścić się w ten sposób za śmierć jednego z ich przyjaciół, którego kazał zamordować. Czytając pierwszą część „Kłamstw” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż mamy do czynienia z „Żądłem” w wersji fantasy. S. Lynch bardzo mocno wzoruje się na wspomnianym filmie, a kolejne posunięcia i manewry bohaterów naśladują poczynania bohaterów „Żądła”. Nic w tym zresztą złego, bo dlaczego nie skorzystać z dobrych wzorów, doprawiając je własną inwencją? W kolejnych częściach Autor wypływa na głębsze wody, a zamierzony i przeprowadzany przez gang Niecnych Dżentelmenów przekręt okazuje się niewiele znaczącym dodatkiem do szerszej intrygi, ogniskującej się na zemście i walce o władzę, w którą to intrygę nasi bohaterowie zostają bez własnej woli wciągnięci. I tutaj pojawiają się problemy. O ile wzorując się na „Żądle” S. Lynch przedstawiał wydarzenia logicznie i konsekwentnie, o tyle poruszając się samopas na wyższych poziomach komplikacji traci częściowo te walory. W kilku kluczowych punktach fabuły (a i w paru mniej znaczących) rozwój wydarzeń jest mocno naciągany i nielogiczny. Układają się one w sposób bardzo dla głównego bohatera korzystny, sprzeczny jednak ze zdrowym rozsądkiem. Ewentualnie raz jeden mogło mu w ten sposób dopisać szczęście, albo też przeciwnicy (na ogół wysoce inteligentni) popisali się akurat wyjątkową niefrasobliwością, by nie powiedzieć głupotą. Ale kilka razy z rzędu, to już przesada. Odniosłem wrażenie, że Autor tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że nie znalazł już logicznego sposobu pokonania jej przez swoich bohaterów. I jako kreator świata oraz zachodzących w powieści wydarzeń, poszedł na skróty. Odczułem z tego powodu wyraźne nieusatysfakcjonowanie. Powyższe uwagi opisują jedyny w moich oczach mankament powieści. Dalej już same superlatywy. Wartka, wciągająca akcja, żywe, jędrne dialogi, udane kreacje bohaterów, którzy potrafią wzbudzić zarówno sympatię jak i zdecydowaną antypatię, nie brakuje też postaci nie do końca jednoznacznych. Najbardziej urzekła mnie jednak kreacja samego powieściowego świata. Niby nic szczególnie oryginalnego, coś w rodzaju renesansowych Włoch (miasto Camorra wydaje się być wzorowane na Wenecji),w tle inne kraje ówczesnej Europy (np. Niemcy),wspomnienia o dawno upadłym imperium (oczywiście rzymskim) itp. Wszystko to jednak podane z olbrzymią swadą i rozmachem, nasycone niezliczoną ilością szczegółów, będących często bardzo oryginalnymi dodatkami Autora, którymi na każdym niemal kroku sypie niczym z rogu obfitości, tryskając kolejnymi, niebanalnymi pomysłami wzbogacającymi i tak już rozbudowany sztafaż powieściowego uniwersum. Powieść godna polecenia, wyróżnia się na tle „taśmowej produkcji” wielu Autorów fantasy.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Na Krawędzi Cienia

Więcej
Brent Weeks Na Krawędzi Cienia Zobacz więcej
Brent Weeks Na Krawędzi Cienia Zobacz więcej
Brent Weeks Na Krawędzi Cienia Zobacz więcej
Więcej