𝗖𝘇𝘂ł𝗼ść 𝘄𝗼𝗯𝗲𝗰 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 𝘁𝗼 𝗮𝗸𝘁 𝗼𝗱𝘄𝗮𝗴𝗶.
Nie każda książka z działu „rozwój osobisty” potrafi przemówić do mnie językiem, który nie zgrzyta. Zbyt często przypominają one monologi samozwańczych mentorów – napompowane frazesami, wypolerowane hasłami, które dobrze brzmią na okładce, ale rozpadają się przy pierwszym kryzysie. Czytam: „wystarczy, że wybierzesz szczęście”, i czuję, jak coś we mnie się buntuje. Bo to nie zawsze wystarczy. Bo życie to nie równanie z jednym rozwiązaniem. A cierpienie – choć nielubiane – też jest częścią bycia człowiekiem.
Zbyt często spotykam się z książkami, które nie tyle chcą pomóc, ile podporządkować. W których autor – z pozycji eksperta – mówi mi, że moja obecna wersja to wersja „do poprawki”. I że jeśli się nie zmienię, jeśli nie wprowadzę ich magicznych zasad w życie, to właściwie… sama jestem sobie winna. Znasz ten ton? Taki chłodny coaching w przebraniu empatii? Podobno z troski, ale jednak z wyższością. To właśnie od takich książek nauczyłam się być podejrzliwa. I dlatego po Psychopozytywność sięgnęłam bez większych oczekiwań – spodziewałam się ładnie wydanego zestawu uproszczeń.
Tymczasem autorka zrobiła coś, czego nie potrafi większość autorów poradników: zamilkła wtedy, kiedy było trzeba. Dała przestrzeń. Zamiast rzucać rozwiązaniami, zaczęła zadawać pytania. Zamiast mobilizować, pozwalała odpocząć. Zamiast udawać, że zna mnie lepiej niż ja sama – po prostu towarzyszyła. Bez oceny, bez presji, bez pustych słów. Ta książka nie próbuje mnie ulepszać. Nie próbuje mnie przekonać, że moje obecne „ja” to tylko przystanek na drodze do lepszego „ja 2.0”. Wręcz przeciwnie – mówi: możesz się zatrzymać. Możesz nie być gotowa. Możesz czuć się zmęczona. I w tym zmęczeniu – nadal zasługujesz na troskę. Bo jesteś wystarczająca. Już teraz. To jest właśnie ten język, który nie zgrzyta. Delikatny, nienarzucający się, prawdziwie ludzki. Nie gloryfikuje „ciągłego rozwoju”. Nie podsyca strachu, że jeśli nie zrobisz kroku do przodu, to zostaniesz w tyle. Zamiast tego przypomina: czasem największym krokiem do przodu jest danie sobie spokoju.
I tak – bywało, że zamykałam tę książkę z wilgocią w oczach. Bo jej słowa nie wbijały się we mnie jak ostrze. One osiadały cicho – jak kropelki deszczu na suchym listku. Przynosiły ulgę. Nie krzyczały: „zmień się”. Mówiły: „możesz być przy sobie – taka, jaka jesteś”. A to, w świecie poradników, które krzyczą „więcej!”, „lepiej!”, „mocniej!”, jest rewolucyjne.
Psychologia, która nie rani
Zaskoczyło mnie, jak bardzo Psychopozytywność była inna od wszystkiego, co znałam z popularnej psychologii. Bo to nie poradnik. Nie esej. Nie tylko zbiór rysunków – choć ilustracje autorki są czułe, trafne i miejscami bardziej poruszające niż słowa. To coś bardziej osobistego. Intymnego. Książka Marii Kaczorowskiej to coś pomiędzy dziennikiem a rozmową z terapeutą, który nie chce cię naprawić, tylko usłyszeć.
Autorka pisze o akceptacji emocji. Wszystkich – nie tylko tych „ładnych”. Uczy, że wstyd, lęk, złość, smutek – to nie wrogowie, ale komunikaty. Sygnały, że coś w nas potrzebuje uwagi. Że może, zamiast je tłumić, warto się nad nimi pochylić. I nie – nie chodzi tu o pogrążanie się w ciemnościach. Chodzi o ich uznanie. O danie sobie prawa do nie perfekcyjności. To chyba największa siła Psychopozytywności: jej łagodność. Nie tylko w warstwie językowej, ale w samym podejściu do człowieka. To książka, która nie próbuje „zdiagnozować” czytelnika. Nie próbuje też wcisnąć go w psychologiczne schematy, nie szuka w nim defektów do naprawienia. To ogromna ulga, zwłaszcza dla osób zmęczonych narracją, że „wszystko jest w twojej głowie”, „wystarczy zmienić nastawienie”, „zaprogramuj się na sukces”. Kaczorowska nie próbuje niczego programować. Ona przywraca miękkość psychologii – tę pierwotną, humanistyczną, uważną. Taką, w której człowiek nie jest zadaniem do rozwiązania, tylko istotą, która czasem po prostu potrzebuje być wysłuchana. I nie w wersji kontrolowanej, wygładzonej, „do pokazania światu”, ale w tej najprawdziwszej — kiedy boli, kiedy wstyd, kiedy się nie chce. Ta książka daje prawo do emocjonalnej brzydoty. Do krzyku wewnętrznego. Do poczucia zagubienia.
To nie jest psychologia w wersji fast food. To raczej emocjonalne slow life — przystanek na poboczu, na którym można po prostu usiąść i nie udawać. I właśnie dlatego działa. Bo nie jest o tym, jak przestać się bać, tylko jak być przy sobie, nawet jeśli się boisz. Bo nie mówi: „złość szkodzi”, tylko: „złość coś ci mówi”. Bo nie wymaga od ciebie bycia „najlepszą wersją siebie”, tylko pomaga spotkać się z tą wersją, którą najczęściej chowasz przed światem. Jeśli więc psychologia miała cię kiedyś zawieść – osądzić, zranić, zmanipulować – ta książka może być formą reparacji. Takiej osobistej. Delikatnej. Czasem niemal szeptanej. Ale prawdziwej.
Odwaga czułości
Odwaga czułości — samo to zestawienie słów brzmi dziś niemal prowokacyjnie. Bo żyjemy w świecie, który premiuje siłę w rozumieniu twardości. „Ogarnij się”, „nie bądź miękka”, „rób swoje i nie przepraszaj”. Zbyt często zapominamy, że prawdziwa siła nie leży w dominacji nad sobą, lecz w czułości wobec siebie. I właśnie tę perspektywę przywraca Maria Kaczorowska.
Nie przez coachingowe frazesy, nie przez nachalne afirmacje. Ale przez prosty akt obecności — bycia przy sobie także wtedy, gdy nie ma się ochoty na bycie „dobrą wersją siebie”. To odwrócenie perspektywy. Bo nie chodzi o to, by siebie „zrobić na nowo”, ale by siebie wreszcie usłyszeć i zobaczyć — nawet w wersji popękanej, drażliwej, zawstydzonej. W Psychopozytywności samoakceptacja nie jest kolejnym punktem do odhaczenia w notesie. Nie jest efektem kursu, terapii, pięciu nawyków. Jest relacją, która zmienia się w czasie. Czasem jest łatwa, czasem bolesna. Czasem mamy ochotę uciec od siebie tak daleko, jak się da. I właśnie wtedy ta książka przypomina — nie musisz siebie lubić w każdej chwili, by być po swojej stronie.
To coś rzadkiego. Książka, która nie mówi „bądź lepszy”, tylko pyta: co by było, gdybyś dziś pozwolił sobie być taki, jaki jesteś? Bez presji. Bez poprawiania. Bez „muszę coś ze sobą zrobić”. Tylko Ty i Twoje uczucia – nawet te, które na co dzień próbujesz zakopać pod działaniem, ambicją, kontrolą.
W świecie, który mówi „bądź silny”, Psychopozytywność mówi: „bądź łagodny — nawet jeśli dziś ledwo się trzymasz”.
Forma, która oddycha
Są książki, które chcą być „ważne” przez to, jak wiele mówią. Które rozpisują się, tłumaczą, analizują, nie zostawiając miejsca na oddech. Psychopozytywność idzie zupełnie inną drogą. To książka, która zna wartość ciszy. Wie, że między słowami też toczy się rozmowa. Że czytelnik nie zawsze potrzebuje odpowiedzi — czasem potrzebuje tylko towarzystwa. Nie jest to publikacja, którą czyta się od deski do deski w jedno popołudnie. I dobrze. Bo Psychopozytywność nie została napisana, by ją „zaliczyć”, tylko by do niej wracać. Jak do pamiętnika. Jak do ulubionego kubka, po który sięgasz wtedy, kiedy nic innego nie działa. Każda jej strona to moment zatrzymania. Refleksja. Czasem jedno zdanie, które zostaje z tobą na cały dzień.
Autorka świadomie rezygnuje z nadmiaru. Z teoretyzowania. Z rozpisywania się ponad miarę. Oddaje przestrzeń czytelnikowi — jakby mówiła: „ja swoje już powiedziałam, teraz ty powiedz sobie swoje”. To rzadkie. Bo większość książek z kategorii psychologii czy rozwoju osobistego chce nas czymś zapełnić: radą, metodą, analizą. A Kaczorowska… zostawia miejsce. Na Twój smutek. Na Twój opór. Na Twoje własne skojarzenia. I przez to — paradoksalnie — mówi więcej niż setki poradników. Ilustracje, obecne niemal na każdej stronie, nie są dodatkiem. Są częścią tej formy. Intuicyjne, pełne czułości, bardziej odczuwane niż analizowane. To one tworzą rytm tej książki – rytm przypominający oddech. Czytasz krótką myśl, patrzysz na obrazek, zatrzymujesz się. Nie musisz „przyswajać treści”. Możesz po prostu być.
Forma Psychopozytywności przypomina, że nie musimy zasługiwać na spokój, na zatrzymanie, na czułość. Możemy je sobie podarować — bez powodu. A ta książka, z całym swoim minimalistycznym pięknem, jest jak liścik zostawiony przy poduszce przez kogoś, kto naprawdę cię rozumie.
Ilustracje jak szept
Niektóre książki próbują przyciągnąć wzrok ilustracjami pełnymi detalu, koloru, efektu. Psychopozytywność robi coś zupełnie odwrotnego. Maria Kaczorowska ilustruje sama – i robi to tak, jak pisze: z czułością, ostrożnie, bez nachalności. Jej rysunki nie krzyczą. Nie zabiegają o uwagę. One są… jak oddech. Jak cisza, która mówi.
Czasem to tylko jedna linia, postać bez twarzy, kontur dłoni. A jednak w tej prostocie kryje się więcej emocji niż w wielu rozbudowanych grafikach. Widać, że te ilustracje nie powstały „dla ozdoby”. One są częścią narracji – organicznie splecione z tekstem, uzupełniające go, czasem wręcz wyprzedzające. Potrafią zatrzymać, poruszyć, powiedzieć coś, czego słowa nie są w stanie unieść. Coś, co bardzo mnie ujęło: te obrazy nie próbują udawać, że wszystko będzie dobrze. Nie są też „motywacyjne” w sposób, który zamienia sztukę w dekoracyjny banał. Nie zobaczysz tu rozpostartych skrzydeł i haseł w stylu „uwierz w siebie”. Zamiast tego dostajesz coś dużo bardziej intymnego: rysunkową obecność. Postać skuloną w rogu kartki. Kroplę spływającą po liniach dłoni. Pustkę, która ma kształt.
W ilustracjach Kaczorowskiej czuję echo emocji, których nie potrafię czasem nazwać. To trochę jakby ktoś – zanim coś powiedział – najpierw cię przytulił. I właśnie dzięki temu ta książka działa jak notatnik uczuć. Miękki. Szczery. Delikatny. Ilustracje nie prowadzą za rękę. Ale zostają w niej na dłużej.
Między psychologią a poezją
To, co naprawdę wyróżnia Psychopozytywność spośród innych książek o zdrowiu psychicznym, to niezwykła lekkość, z jaką Maria Kaczorowska porusza się między językiem neuronauk a językiem codziennej, poranionej wrażliwości. Mówi o funkcjonowaniu mózgu, o reakcjach stresowych, o tym, co robi z nami kortyzol – ale robi to tak, że ani przez chwilę nie czułam się jak na wykładzie z psychologii. Raczej jak w bezpiecznej rozmowie z kimś, kto nie tylko przeczytał książki, ale też przeszedł swoje. I nie udaje, że wszystko już wie.
To ma ogromną wartość. W świecie, gdzie wielu autorów rozwoju osobistego przemawia z piedestału – mówiąc, co masz robić, by być „lepszym człowiekiem” – Kaczorowska schodzi z tej sceny i siada obok. Jej „ja też się czasem gubię” ma większą siłę niż niejedna akademicka mądrość. Bo to nie jest opowieść o idealnej wersji siebie. To zaproszenie do uznania siebie takim, jakim jesteśmy – z całym bałaganem, niepewnością, zmęczeniem. Właśnie dlatego książka balansuje gdzieś pomiędzy psychologią a poezją. Bo obok rzeczowych wyjaśnień o funkcjonowaniu układu limbicznego, znajdziemy zdania, które brzmią jak wersy wiersza. Zamiast instrukcji: pytania. Zamiast zaleceń: obecność. A między słowami – cicha zgoda na to, że nie wszystko musimy wiedzieć. Że możemy się zatrzymać. I że spokój nie przychodzi wtedy, gdy już jesteśmy „naprawieni”. On przychodzi wtedy, gdy wreszcie przestajemy się naprawiać na siłę.
Nie musisz być „ogarnięta”, żeby zasługiwać na spokój
Psychopozytywność to książka, która nie próbuje sprzedawać obrazka idealnego życia. Nie jest dla tych, którzy mają porządek w kalendarzu, rytuały poranne niczym z reklamy, ani dla tych, którzy codziennie witają dzień z uśmiechem i afirmacją w ręku. To lektura dla nas – tych, którzy czasem po prostu nie mają siły. Którzy zapominają, że wolno się zatrzymać. Którzy noszą w sobie ciężar emocji niewidzialny dla świata.
To książka dla zmęczonych byciem „dzielnymi”. I to nie jest tani frazes, ale najgłębszy sens tej opowieści. Bo ile razy czułaś, że musisz trwać, mimo że wszystko w Tobie krzyczy „odpuść”? Ile razy udawałaś, że wszystko jest pod kontrolą, gdy serce było ciężkie? Kaczorowska nie bagatelizuje tych momentów. Wręcz przeciwnie — ona je zna, rozumie i pozwala im być. Pisze tak, jakby trzymała Cię za rękę w chwilach, gdy masz ochotę rzucić wszystko i odejść — od siebie samej, od oczekiwań, od presji. I mówi: „Zostań. Zostań z sobą, nawet jeśli nie wiesz, jak to zrobić. Nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli nie wierzysz, że cokolwiek się zmieni.” Ta delikatna, a jednocześnie mocna obecność jest najcenniejszym darem tej książki.
To przypomnienie, że spokój nie jest nagrodą za „ogarnięcie” czy perfekcję. Nie trzeba być „naprawioną”, żeby na niego zasługiwać. Spokój jest prawem każdego z nas — nawet, a może zwłaszcza, wtedy, gdy czujemy się zagubieni i niedoskonali. Największą siłą Psychopozytywności jest jej prostota — i zarazem trudność. Uczy czegoś, co na pozór wydaje się banalne, ale w praktyce jest niebywale wymagające: bycia przy sobie. Nie chodzi tu o od razu wielką miłość do siebie, ani o bezustanną wyrozumiałość wobec własnych słabości. Nie jest to też wołanie o sztuczne pozytywne nastawienie czy nieustanne napinanie się na bycie „dobrym”.
To przede wszystkim zaproszenie do obecności. Do tego, by nie uciekać przed sobą w momentach zwątpienia, złości, smutku czy lęku. By być z tym, co jest — z ciekawością, z uważnością, z czułością, ale bez żadnej presji. Kaczorowska pokazuje, że czasem po prostu nie da się siebie pokochać. Że bywają dni, kiedy brak nam cierpliwości wobec własnych słabości, kiedy chcemy uciec od tego, co w nas trudne. I wtedy zamiast miłości, możemy dać sobie coś równie ważnego: wysłuchanie. Nie opuszczanie siebie w najgorszych momentach. Być przy sobie to pozwolić sobie na nieidealność. To dać sobie prawo do bycia zmęczonym, nieogarniętym, zagubionym — bez poczucia winy. To może właśnie jest sedno psychopozytywności: nie „myśl pozytywnie”, ale bądź pozytywnie obecny wobec tego, co w Tobie trudne. Cicha, łagodna, pełna szacunku obecność, która nie wymaga zmiany, tylko akceptacji.
Nie będę udawać, że Psychopozytywność to książka, która „odmieniła moje życie”. Nie znajdziemy tu spektakularnych obietnic ani wielkich rewolucji. Ta książka robi coś innego — coś, co w moim odczuciu jest znacznie ważniejsze i trudniejsze: pomaga rozpoznać to, co już jest. Uczy patrzeć na siebie z czułością i zrozumieniem, na to życie, które często jest zamazane, niewyraźne, jak uczucie pod żebrami, którego nie potrafimy nazwać. W świecie pełnym presji na „bycie lepszym”, „bycie bardziej produktywnym”, „bycie szczęśliwym” Psychopozytywność mówi: nie musisz być produktem końcowym swojego rozwoju. Możesz po prostu być. Wystarczy, że pozwolisz sobie na obecność, na odczuwanie, na niedoskonałość. To jest coś, co daje ulgę, bo nie wymaga od nas heroicznych zmian ani nieustannego dążenia do idealnego „ja”. Ta książka nie proponuje złotych recept ani uniwersalnych rozwiązań — ona rozpoznaje i potwierdza to, co u każdego z nas jest prawdziwe: że czasem wystarczy zatrzymać się i po prostu być. Zamknęłam tę książkę nie z euforią, ale z poczuciem ulgi. Jak po rozmowie z kimś, kto nie próbuje mnie przekonać, że „wszystko będzie dobrze”. Kto nie udaje, że zna wszystkie odpowiedzi, ale mówi mi: „Nie musisz być sama z tym, co czujesz. Jesteś ważna, dokładnie taka, jaka jesteś”. To doświadczenie intymnej obecności, które trudno przecenić.
Dla kogo jest „Psychopozytywność”?
Dla każdego, kto kiedyś miał dość bycia silnym.
Dla tych, którzy czują, że nie mieszczą się w idealnych wzorcach „zdrowia psychicznego” serwowanych na Instagramie i mediach społecznościowych.
Dla ludzi wrażliwych, którzy noszą w sobie więcej pytań niż odpowiedzi.
Dla tych, którzy zagubili się w pędzie życia i nie wiedzą, jak się zatrzymać, by posłuchać własnego oddechu.
I przede wszystkim — dla tych, którzy czują, że potrzebują nauczyć się słuchać siebie, zanim znów zaczną siebie wymagać.
Psychopozytywność to książka dla tych, którzy nie chcą więcej przymusu pozytywności i nie wierzą w magiczne recepty. To opowieść o łagodnej obecności i cierpliwym byciu, które — choć tak proste — są dla nas prawdziwym ratunkiem.
Podsumowanie? Nie będzie. Będzie cisza
Zamiast typowego „polecam / nie polecam”, chcę zakończyć tę recenzję czymś innym. Ciszą. Tą samą, którą poczułam, gdy przewróciłam ostatnią stronę. Ciszą, w której nie trzeba mówić niczego więcej. Bo wszystko zostało powiedziane. Cicho. Mądrze. Czułe. Z troską.
I w tej ciszy postanowiłam zostać trochę dłużej. Przy sobie.
Opinie i dyskusje o książce Postny reset dla kobiet. Spalaj tłuszcz, reguluj hormony, dodaj sobie energii
Jeśli kiedykolwiek próbowałaś postu przerywanego (Intermittent Fasting) lub restrykcyjnych diet i czułaś, że „to nie działa” albo wręcz pogarsza Twoje samopoczucie, ta książka wyjaśni Ci dlaczego. Dr Mindy Pelz stawia odważną, ale popartą nauką tezę: kobiety nie mogą pościć tak jak mężczyźni.
O czym jest ta książka?
To kompleksowy przewodnik po tym, jak dopasować czas jedzenia i poszczenia do cyklu hormonalnego. Autorka tłumaczy, kiedy w miesiącu nasze ciało potrzebuje więcej węglowodanów i odpoczynku (faza progesteronowa),a kiedy możemy bezpiecznie wydłużać posty, by spalać tłuszcz i zwiększać energię.
Dla kogo jest ta książka?
Dla kobiet, które borykają się z problemami hormonalnymi (PCOS, bolesne miesiączki, perimenopauza, endometrioza ).
Dla osób szukających naukowego uzasadnienia dla zdrowego stylu życia.
Dla każdej kobiety, która chce przestać walczyć ze swoim ciałem, a zacząć z nim współpracować.
Jeśli kiedykolwiek próbowałaś postu przerywanego (Intermittent Fasting) lub restrykcyjnych diet i czułaś, że „to nie działa” albo wręcz pogarsza Twoje samopoczucie, ta książka wyjaśni Ci dlaczego. Dr Mindy Pelz stawia odważną, ale popartą nauką tezę: kobiety nie mogą pościć tak jak mężczyźni.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO czym jest ta książka?
To kompleksowy przewodnik po tym, jak dopasować czas...
Temat książki jest ciekawy i ważny w dzisiejszych czasach. Bez względu na to, czy ktoś zgadza się ze strategią autorki, opcja "mniej jeść" z pewnością zawsze jest korzystna. Natomiast co do książki samej w sobie, to uważam, że treść możnaby zawrzeć na 50 stronach, przepisów nikt nie potrzebuje. A co tak naprawdę, naprawdę irytowało mnie podczas lektury, to przypisy od tłumacza podwazajace wiarygodność tego, co pisze autorka. Serio?
Temat książki jest ciekawy i ważny w dzisiejszych czasach. Bez względu na to, czy ktoś zgadza się ze strategią autorki, opcja "mniej jeść" z pewnością zawsze jest korzystna. Natomiast co do książki samej w sobie, to uważam, że treść możnaby zawrzeć na 50 stronach, przepisów nikt nie potrzebuje. A co tak naprawdę, naprawdę irytowało mnie podczas lektury, to przypisy od...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze napisany poradnik o poszczeniu. Dla kobiet. Zobaczmy jakie beda efekty ale Dr Mindy przekonala mnie sama ksiazka co do skutecznosci regularnych postow
Dobrze napisany poradnik o poszczeniu. Dla kobiet. Zobaczmy jakie beda efekty ale Dr Mindy przekonala mnie sama ksiazka co do skutecznosci regularnych postow
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze po lekturze takiej książki , mam przemyślenia , że można pisać byle co a jak jest dobra reklama to i klient się znajdzie . W książce chodzi o to, drogie panie, że najlepszy na schudnięcie jest post przerywany 16/8 i jego modyfikacje. Jak się czujemy gorzej to nawet 14/10 jest dobrze a jak lepiej to możemy zrobić post nawet 3 dniowy. Przed okresem ciasteczko i czekolada jest ok bo organizm tego potrzebuje natomiast po okresie robimy posty. Bo organizm nie potrzebuje tyle cukru i dobrze znosi posty. Posty powinny być robione co dziennie ale nieregularne w zależności od cyklu miesiączkowego i innych czynników ( jak my się tam czujemy w danym dniu )Posty nieregularne stawiają ciało cały czas w gotowości, stąd nie ma efektu jojo. Do nieregularności należy brak postu jednego dnia. A nawet dwóch - zaskocz swój organizm 😉. Cała treść książki . A zapomniałam o jakiś przepisach, które zajmują 1/3 książki które nic nie w noszą. Take se ta książka
Zawsze po lekturze takiej książki , mam przemyślenia , że można pisać byle co a jak jest dobra reklama to i klient się znajdzie . W książce chodzi o to, drogie panie, że najlepszy na schudnięcie jest post przerywany 16/8 i jego modyfikacje. Jak się czujemy gorzej to nawet 14/10 jest dobrze a jak lepiej to możemy zrobić post nawet 3 dniowy. Przed okresem ciasteczko i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która uświadamia jak ważny jest cykl menstruacyjny w poście u kobiet. Nie zabierać się do tego bez tej wiedzy!
Oglądałam wykład z autorką i zainspirowała mnie do napisania: https://fozytyw.world/kobiety-zmienia-nasz-swiat/
Recenzja tutaj:
Książka, która uświadamia jak ważny jest cykl menstruacyjny w poście u kobiet. Nie zabierać się do tego bez tej wiedzy!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOglądałam wykład z autorką i zainspirowała mnie do napisania: https://fozytyw.world/kobiety-zmienia-nasz-swiat/
Recenzja tutaj:
#1487 - „Postny reset dla kobiet. Spalaj tłuszcz, reguluj hormony, dodaj sobie energii” - Mindy Pelz - Wydawnictwo Znak
#157/2024
---
❝ Dzięki postowi komórki potrafią uwalniać toksyny do wydalania. Uwalnianie toksyn najczęściej zachodzi wtedy, kiedy stosujesz posty dłuższe niż siedemnaście godzin. Pamiętaj, że siedemnaście godzin postu aktywuje autofagię. ❞
📖 Książka ma 352 strony
📅 Swoją premierę miała dnia 01.01.2024
🥗 Jest to poradnik, który pomoże Ci zrozumieć, jak wiele prozdrowotnych zalet ma postny reset.
🧠 Jednak aby z niego skorzystać, warto przygotować najpierw swoją głowę i lodówkę.
🔄 W przeciwieństwie do diet, postny reset zmienia na stałe nasze nawyki żywieniowe.
https://www.facebook.com/photo/?fbid=1333181664644238&set=a.782581979704212
---
#1487 - „Postny reset dla kobiet. Spalaj tłuszcz, reguluj hormony, dodaj sobie energii” - Mindy Pelz - Wydawnictwo Znak
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to#157/2024
---
❝ Dzięki postowi komórki potrafią uwalniać toksyny do wydalania. Uwalnianie toksyn najczęściej zachodzi wtedy, kiedy stosujesz posty dłuższe niż siedemnaście godzin. Pamiętaj, że siedemnaście godzin postu aktywuje autofagię. ❞
📖 Książka ma...
Przydatna i dobrze napisana. Była potrzebna w moim życiu, bo robiłam posty bez patrzenia na cykl i musze powiedzieć, że warto było zmienić podejście. Jedno co, przepisy mogły by być nie aż tak wyrafinowane.
Przydatna i dobrze napisana. Była potrzebna w moim życiu, bo robiłam posty bez patrzenia na cykl i musze powiedzieć, że warto było zmienić podejście. Jedno co, przepisy mogły by być nie aż tak wyrafinowane.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele przydatnej wiedzy przedstawionej w bardzo przystępny sposób.
Wiele przydatnej wiedzy przedstawionej w bardzo przystępny sposób.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wciągająca i czasem przekonująca.
Opisana zrozumiałym językiem ale przez to mam kilka znaków zapytania.
Zastanawia mnie, że autorka to "dr" ale nigdzie nie ma informacji że jest lekarzem medycyny.
Powiedziałabym, że ta książka to iskra do dalszych poszukiwań informacji na temat postu, zwłaszcza postu dla kobiet.
Książka wciągająca i czasem przekonująca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpisana zrozumiałym językiem ale przez to mam kilka znaków zapytania.
Zastanawia mnie, że autorka to "dr" ale nigdzie nie ma informacji że jest lekarzem medycyny.
Powiedziałabym, że ta książka to iskra do dalszych poszukiwań informacji na temat postu, zwłaszcza postu dla kobiet.
Czy wiecie, że post jest naturalnym lekarstwem?
Jest on najstarszą, najtańszą i najskuteczniejszą strategią leczniczą od wieków. W dzisiejszych czasach ludzie są coraz bardziej chorzy metaboliczne, zapchani toksynami oraz z nadwagą. To pociąga za sobą mnóstwo konsekwencji związanych z chorobami przewlekłymi, nowotworami czy nieprawidłową pracą mózgu a najgorsze jest w tym to, że zdecydowana większość chorób dotyczy kobiet. Często po otrzymaniu diagnozy przepisywane są nam lekarstwa, które musimy nieraz brać do końca życia.
Dr Mindy Pelz w swojej książce przekonuje, że post i dieta niskoweglowodanowa jest kluczem do wyzdrowienia i utrzymania zdrowia bo możemy między innymi schudnąć, wyregulować hormony oraz dodać sobie energii. Jest sześć postów o różnej długości, które w zależności od liczby postnych godzin mogą pomóc w wielu dolegliwościach. Ten postny reset autorka proponuje dostosować do swojego cyklu miesiączkowego, gdyż nami kobietami nieustanne rządzą hormony. Udziela wskazówek jak opracować dla siebie plan oraz wcielić go w życie. A po zakończeniu postu, w jedynym z końcowych rozdziałów otrzymujemy przepisy na pyszne i zdrowe dania.
Czy wiecie, że post jest naturalnym lekarstwem?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest on najstarszą, najtańszą i najskuteczniejszą strategią leczniczą od wieków. W dzisiejszych czasach ludzie są coraz bardziej chorzy metaboliczne, zapchani toksynami oraz z nadwagą. To pociąga za sobą mnóstwo konsekwencji związanych z chorobami przewlekłymi, nowotworami czy nieprawidłową pracą mózgu a najgorsze jest w tym...