Mniej niż nic

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Ten thousand sorrows
- Data wydania:
- 2002-10-25
- Data 1. wyd. pol.:
- 2002-10-25
- Liczba stron:
- 192
- Czas czytania
- 3 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8373113207
- Tłumacz:
- Danuta Górska
Nazwali to "honorowym zabójstwem", ale dla małej dziewczynki, która patrzyła, jak jej dziadek i wuj powiesili matkę na drewnianej krokwi w kącie małej koreańskiej chaty, było to morderstwo przeprowadzone z zimną krwią. Jej Omma popełniła grzech cudzołóstwa z amerykańskim żołnierzem i wydała na świat nie tylko bękarta, lecz dziecko mieszanej krwi - warte mniej niż nic. Porzucona w chrześcijańskim sierocińcu w powojennym Seulu, po pewnym czasie adoptowana została przez bezdzietnego pastora i jego żonę, którzy zabierają ją do Stanów Zjednoczonych. Czym było dzieciństwo i młodość wśród społeczności, która nie akceptowała jej azjatyckich rysów twarzy? Czy małżeństwo stało się dla niej oparciem, czy kolejną udręką? Kim napisała chwytający za serce pamiętnik, w którym w sposób przejmujący mówi nam, że każdy ma prawo do radości.
Kup Mniej niż nic w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Mniej niż nic
Poznaj innych czytelników
1000 użytkowników ma tytuł Mniej niż nic na półkach głównych- Przeczytane 616
- Chcę przeczytać 384
- Posiadam 117
- Ulubione 17
- Literatura faktu 5
- Azja 5
- 2012 5
- Korea 4
- Do kupienia 3
- 2013 3



























OPINIE i DYSKUSJE o książce Mniej niż nic
Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2026/03/czy-mozna-znaczyc-mniej-niz-nic.html
Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.
Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.
Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.
Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.
Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2026/03/czy-mozna-znaczyc-mniej-niz-nic.html
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i...
Dramat życia dziecka, po prostu dramat. Powiem tylko, że chętnie wzięłabym jej przybranych rodziców i męża na wychowanie, Oj, wzięłabym....
Dramat życia dziecka, po prostu dramat. Powiem tylko, że chętnie wzięłabym jej przybranych rodziców i męża na wychowanie, Oj, wzięłabym....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszająca książka.
Bardzo poruszająca książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i cierpliwie znosi upokorzenia od adopcyjnych rodziców i psychopatycznego męża. Ale pamięta miłość swojej zmarłej matki i gdy sama nią zostaje postanawia zawalczyć o swoją córkę sprzeciwiając się mężowi i rodzicom adopcyjnym. To pozwala jej się odrodzić. I droga do odzyskania szacunku do samej siebie jest treścią tej opowieści. Bardzo polecam.
Historia, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***” albo „piekło kobiet”.
Po takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***”...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i oczyściła moje spojrzenie na ten problem. Właściwie rozumiany rasizm jest obrzydliwy i zasługuje na największe potępienie. Jest też po prostu pozbawiony sensu. Mówię to jako rodowita Polka, która była we własnym kraju dyskryminowana z powodu… innej narodowości. W jaki sposób doszło do takiego kuriozum? Obca narodowość została mi „przypisana” na szkolnym podwórku tylko dlatego, bo mieszkałam we wczesnym dzieciństwie za granicą i uczęszczałam tam do przedszkola. Wyzwiska, docinki i żarty na mój koszt towarzyszyły mi w podstawówce, ale w pojedynczych przypadkach ciągnęły się do liceum. Obecnie połowa z tych szkolnych wyzywaczy, sami pracują za granicą i usługują obcym panom.
Dyskryminacja ma więc wiele wstrętnych twarzy. Jesteśmy już dosyć dobrze oswojeni z rasizmem amerykańskim. O tym co się dzieje w krajach azjatyckich, raczej do nas nie dociera. Tam przywiązuje się jeszcze większą wagę do czystości rasy. Autorka wywodziła się ze społeczeństwa, w którym konfucjanizm i toksyczny patriarchat miał wielki wpływ na jakość życia. Jeśli ktoś odbiegał od ustalonej normy i nie przestrzegał skostniałych zasad, to zostaje brutalnie wypchnięty poza margines społeczny. Takie niekonwencjonalne osoby zostają zdegradowane, obdarte z człowieczeństwa i pozbawione przynależności do grupy. Szczególnie kobiety znajdują na straconej pozycji. W najlepszym wypadku zostają ignorowane, ale gdy rodzina nie będzie mogła znieść tej hańby, to posuną się nawet do zimnego morderstwa, które znamy też pod nazwą zabójstwo honorowe.
Elizabeth jako nieślubne dziecko amerykańskiego żołnierza była w ich oczach niepożądaną anomalią, plamą na honorze rodziny, za co jej matka ostatecznie przypłaciła życiem. Śledzimy kolejne losy osieroconej dziewczynki, która trafia do obskurnego bidula. W końcu zostaje adoptowana przez amerykańskie małżeństwo. Mogłoby się wydawać, że los małej bezimiennej dziewczynki odmieni się na lepsze. Niestety trafiła na parę fanatyków religijnych, a amerykański sen zamienił się na jej oczach w koszmar. Ci ludzie chcieli ją przerobić na posłuszną służącą, bogobojną córeczkę, która miała prawo jedynie do odczuwania pokornej wdzięczności za to, że Bóg ją wyzwolił z nędznego życia w sierocińcu czy śmierci na polu ryżowym. Każda inna emocja jak strach, radość, wstyd czy złość nie były pożądane i zostawały na różny sposób przytemperowane.
Za narzędzie tej przemocy psychicznej i fizycznej posłużyła się wiara katolicka. Elizabeth była ofiarą fanatyzmu religijnego w całej okazałości. Wieczne straszenie piekłem, ciągłe wpędzanie w poczucie winy, wyszukiwanie w każdym aspekcie życia grzechu. Wielogodzinne modlitwy, znoszenie przemocy fizycznej za najmniejsze przewinienia, ciągłe tłumienie ludzkich zachowań, nieokazywanie nawet krzty uczuć. Czy takie życie nie jest dla dziecka horrorem?
Do tego dochodził szkolny rasizm, małżeńskie piekło, gwałt, choroby. Dosłownie trauma goni tam traumę i jej życie wydaje się być poprzecinane jedynie nielicznymi dobrymi rzeczami. Gdy czytam te wszystkie okropieństwa, to zastanawiam się już niemal automatycznie, czy pisze w ogóle prawdę. Takie nagromadzenie się złego w jednym życiu budzi pewne wątpliwości. Czy jako dziennikarka kryminalna nie mogłaby zawrzeć w tej książce przeżycia różnych osób i ukazywać je jako swoje? Tego nie wiemy. Tak to już jest z tymi autobiografiami, że nigdy nie mamy pewności. Wolałabym szczerze, żeby te przeżycia były jedynie wymysłem wybujałej wyobraźni. Wolałabym, żeby takie zdarzenia w ogóle nie istniały w naszym świecie, ale niestety nazbyt dobrze znam ludzi i wiem, że są zdolni do takich podłości. Ponadto gdy sięgamy po autobiografię, to może powinno się dać autorowi mały kredyt zaufania.
Książka nie jest jedynie przesiąknięta smutkiem i złem. Najbardziej pokochałam w niej właśnie te pozytywne chwile. Spodobał mi się ten mały rodzinny mikrokosmos, w którym autorka żyła najpierw ze swoją matką i którego później stworzyła także własnej córce. Bardzo czułam jej romantyczne zamiłowanie do literatury, która była dla niej oparciem w trudnych czasach. Płakałam prawie z nią, gdy po latach odnalazła ważny dla siebie wiersz. Dopingowałam jej, gdy zaczynała powoli wychodzić na prosto i oswajać się z wcale nie tak straszną samotnością.
Byłam oczarowana, gdy po tylu latach marzeń o samobójstwie zaczęła powoli kochać siebie. Zawsze mnie to nurtowało… ta samoakceptacja, to patrzenie z głęboką czułością i wyrozumiałością na swoje poprzednie wersje z przeszłości. Zwykle gdy natrafiałam na takie wyświechtane zwroty typu: „aby inni cię kochali, musisz pokochać siebie”, to wywracałam mocno oczami. Jednak kroki Elizabeth w kierunku pokochania siebie chwyciły mnie za serce, a moment, w którym po tak wielu psychicznych ciosach była w stanie wyznać samej sobie miłość, był dla mnie bardzo poruszający. Szczególnej głębi dają jej wewnętrzne monologi, w których docierała do zmaltretowanego dziecka, którym kiedyś była. Cofnęła się w czasie, była przy niej w chwili, w której bardzo potrzebowała kogoś przy sobie, otoczyła ją czułą opieką, odczarowywała ciepłymi słowami wszystkie smutki i wycierała łzy. To było jej prywatne pogodzenie się z przeszłością i otworzenie się na szacunek, którego nigdy nie nauczyła się przyjmować. To bardzo piękna przemiana, która została napisana z sercem.
Piękna była też ostatnia scena, taka symboliczna i zamykająca pewien etap w życiu autorki. Nie wyobrażałam sobie lepszego zakończenia i mam nadzieję, że nawet po tak wielu latach nie zboczyła ze swojej drogi do uzdrowienia.
Tytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutobiograficzna historia, smutna, opowiedziana szczerze, bez przesadnego żalu. Godna uwagi.
Autobiograficzna historia, smutna, opowiedziana szczerze, bez przesadnego żalu. Godna uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Bardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej ukochanej córki. Te dwa ostatnie słowa nie są przypadkowe, bowiem po lekturze tej książki jestem całkowicie przekonana, że są one kluczem do pełnej i zgodnej z prawdą interpretacji zapisanych zdarzeń. Relacja matka – córka jest główna osią, wokół której oscylują losy głównej bohaterki książki. Elizabeth była owocem namiętnego, lecz niestety nietrwałego związku jej Ommy z amerykańskim żołnierzem. Jako dziecko nieślubne, mieszanej krwi, poczęte wbrew tradycji i kulturze koreańskiej, a także bez zgody i akceptacji rodziny, Elizabeth stała się nieosobą, honhyol, kimś znaczącym zgodnie z tytułem książki mniej niż nic, a nawet porównywanym ze zwierzęciem. Choć ze swoją Ommą spędziła ona bardzo krótki okres swojego życia, okazał się on na tyle istotny, że zapamiętała go już na zawsze. Poza tym stał się on odpowiednikiem czasu ogromnej miłości i szczęścia brutalnie przerwanego honorowym zabójstwem matki dokonanego przez dziadka i wuja. Fakt, że bohaterka jako małe dziecko była świadkiem tej okrutnej zbrodni, a następnie ofiarą sadyzmu, zaważył na całym jej przyszłym życiu. Jako dziecko bez imienia, nazwiska i daty urodzenia trafiła do seulskiego sierocińca, skąd z kolei została wywieziona do Stanów Zjednoczonych jako adoptowana córka pewnego pastora i jego żony. Tu koreańska historia Elizabeth się kończy, lecz wspomnienia chwil spędzonych z matką, czy to podczas pracy w polu, zabaw bądź buddyjskich obrządków, pozostaną z nią już na zawsze. Wydawać by się mogło, że Elizabeth to prawdziwe dziecko szczęścia. Udaje jej się bowiem opuścić ten straszny kraj, który usprawiedliwia kulturowo honorowe zabójstwa i pozwala na ich zatajanie poprzez oficjalne potwierdzanie samobójstwa zamordowanej kobiety, udaje jej się opuścić biedę i ostracyzm społeczny, a także porzucić wizję świata, w którym nie ma żadnych perspektyw na jakąkolwiek dobrą przyszłość. W końcu udaje jej się opuścić powojenny Seul i trafić do kraju swego ojca, do Stanów Zjednoczonych. To dopiero wówczas bezimienna dziewczynka stała się Elizabeth, ale jak się okazało, nowe imię wcale nie było jej największym zmartwieniem. Elizabeth, oczywiście, nie mogła tego wiedzieć, ale kontekst kulturowy znany współczesnemu czytelnikowi książki jednoznacznie wiąże się ze stwierdzeniem „American dream” gwarantującym niemalże pełnię szczęścia i wymarzony rodzinny dom. Można by przypuszczać, że w tym momencie zły los powinien odwrócić się od Elizabeth, jednakże to, co stało się w jej życiu, odkąd znalazła się w domu amerykańskich rodziców, sprawia, że skala współczucia nagle nie ma końca, a ocena własnego życia dokonywana przez czytelnika nieporównywalnie wzrasta. Życie Elizabeth w rodzinie fundamentalistycznego chrześcijańskiego ortodoksa okazuje się jeszcze większym piekłem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, niż życie w okrutnej powojennej Korei. Do czego są zdolni ludzie żyjący zgodnie z dosłownym znaczeniem słów Pisma Świętego? Według wspomnień Elizabeth Kim, okazuje się, że do wszystkiego. Są równie okrutni, pozbawiają drugiego człowieka wszystkiego, co mogłoby go choć na chwilę uszczęśliwić – od zabawek, ukochanych zwierzątek, ubrań, własnego zdania, czasu wolnego i przyjaciół, a wpędzają go w świat, w którym na każdym rogu czai się grzech, potępienie, piekło, przemoc rodzicielska i małżeńska, a także depresja i myśli samobójcze. To zaledwie drobny wycinek tego, jak wyglądała codzienność Elizabeth w rodzinie pastora. Nie sposób przedstawić jej dokładniej, bowiem przez wzgląd na samą autorkę książki oraz doznane przez nią cierpienia, nie można pozbawiać jej głosu we własnej sprawie. To Elizabeth Kim najlepiej pisze o swoich doświadczeniach, o tym, jak one ją ukształtowały i jak długą drogę musiała ona pokonać, by ze spokojem móc patrzeć wstecz na całe swoje życie. Omma jako najukochańsza matka, żona pastora jako po prostu matka i Leigh jako najukochańsza córka stanowią szkielet, ale i zarazem znaczeniową klamrę losów Elizabeth żyjącej z kompleksami i niską samooceną, miotającej się pomiędzy tęsknotą za matką i utraconą miłością a próbą odnalezienia jej w samej sobie, a w końcu z determinacją dążącej do zbudowania domu i rodziny na własnych zasadach. „Mniej niż nic” to poruszające studium ofiary, tym bardziej bolesne, że sprawcami cierpień są osoby jej znane, których formalna bliskość potęgowała tylko skalę odczuwanych krzywd. Ewolucja sposobu bycia, charakteru i światopoglądu bohaterki nie pozostaje obojętna czytelnikowi. Lektura sprawia, że chce się wiedzieć o Elizabeth Kim więcej, niemalże się z nią współodczuwa, a finalnie, patrząc na okładkę książki, na której widnieje jedno ze zdjęć małej Elizabeth z kotkami, metaforycznie się ją przytula, mając nadzieję, że taki los już nigdy się nie powtórzy. Polecam.
https://www.facebook.com/literackakorea/posts/215527287431912
Sięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka trudna, opisuje tragiczny los kobiet. Pozwala inaczej spojrzeć na sytuację kobiet.
Książka trudna, opisuje tragiczny los kobiet. Pozwala inaczej spojrzeć na sytuację kobiet.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to