Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.
Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.
Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.
Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.
Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i...
Historia, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i cierpliwie znosi upokorzenia od adopcyjnych rodziców i psychopatycznego męża. Ale pamięta miłość swojej zmarłej matki i gdy sama nią zostaje postanawia zawalczyć o swoją córkę sprzeciwiając się mężowi i rodzicom adopcyjnym. To pozwala jej się odrodzić. I droga do odzyskania szacunku do samej siebie jest treścią tej opowieści. Bardzo polecam.
Historia, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i...
Po takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***” albo „piekło kobiet”.
Po takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***”...
Tytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i oczyściła moje spojrzenie na ten problem. Właściwie rozumiany rasizm jest obrzydliwy i zasługuje na największe potępienie. Jest też po prostu pozbawiony sensu. Mówię to jako rodowita Polka, która była we własnym kraju dyskryminowana z powodu… innej narodowości. W jaki sposób doszło do takiego kuriozum? Obca narodowość została mi „przypisana” na szkolnym podwórku tylko dlatego, bo mieszkałam we wczesnym dzieciństwie za granicą i uczęszczałam tam do przedszkola. Wyzwiska, docinki i żarty na mój koszt towarzyszyły mi w podstawówce, ale w pojedynczych przypadkach ciągnęły się do liceum. Obecnie połowa z tych szkolnych wyzywaczy, sami pracują za granicą i usługują obcym panom.
Dyskryminacja ma więc wiele wstrętnych twarzy. Jesteśmy już dosyć dobrze oswojeni z rasizmem amerykańskim. O tym co się dzieje w krajach azjatyckich, raczej do nas nie dociera. Tam przywiązuje się jeszcze większą wagę do czystości rasy. Autorka wywodziła się ze społeczeństwa, w którym konfucjanizm i toksyczny patriarchat miał wielki wpływ na jakość życia. Jeśli ktoś odbiegał od ustalonej normy i nie przestrzegał skostniałych zasad, to zostaje brutalnie wypchnięty poza margines społeczny. Takie niekonwencjonalne osoby zostają zdegradowane, obdarte z człowieczeństwa i pozbawione przynależności do grupy. Szczególnie kobiety znajdują na straconej pozycji. W najlepszym wypadku zostają ignorowane, ale gdy rodzina nie będzie mogła znieść tej hańby, to posuną się nawet do zimnego morderstwa, które znamy też pod nazwą zabójstwo honorowe.
Elizabeth jako nieślubne dziecko amerykańskiego żołnierza była w ich oczach niepożądaną anomalią, plamą na honorze rodziny, za co jej matka ostatecznie przypłaciła życiem. Śledzimy kolejne losy osieroconej dziewczynki, która trafia do obskurnego bidula. W końcu zostaje adoptowana przez amerykańskie małżeństwo. Mogłoby się wydawać, że los małej bezimiennej dziewczynki odmieni się na lepsze. Niestety trafiła na parę fanatyków religijnych, a amerykański sen zamienił się na jej oczach w koszmar. Ci ludzie chcieli ją przerobić na posłuszną służącą, bogobojną córeczkę, która miała prawo jedynie do odczuwania pokornej wdzięczności za to, że Bóg ją wyzwolił z nędznego życia w sierocińcu czy śmierci na polu ryżowym. Każda inna emocja jak strach, radość, wstyd czy złość nie były pożądane i zostawały na różny sposób przytemperowane.
Za narzędzie tej przemocy psychicznej i fizycznej posłużyła się wiara katolicka. Elizabeth była ofiarą fanatyzmu religijnego w całej okazałości. Wieczne straszenie piekłem, ciągłe wpędzanie w poczucie winy, wyszukiwanie w każdym aspekcie życia grzechu. Wielogodzinne modlitwy, znoszenie przemocy fizycznej za najmniejsze przewinienia, ciągłe tłumienie ludzkich zachowań, nieokazywanie nawet krzty uczuć. Czy takie życie nie jest dla dziecka horrorem?
Do tego dochodził szkolny rasizm, małżeńskie piekło, gwałt, choroby. Dosłownie trauma goni tam traumę i jej życie wydaje się być poprzecinane jedynie nielicznymi dobrymi rzeczami. Gdy czytam te wszystkie okropieństwa, to zastanawiam się już niemal automatycznie, czy pisze w ogóle prawdę. Takie nagromadzenie się złego w jednym życiu budzi pewne wątpliwości. Czy jako dziennikarka kryminalna nie mogłaby zawrzeć w tej książce przeżycia różnych osób i ukazywać je jako swoje? Tego nie wiemy. Tak to już jest z tymi autobiografiami, że nigdy nie mamy pewności. Wolałabym szczerze, żeby te przeżycia były jedynie wymysłem wybujałej wyobraźni. Wolałabym, żeby takie zdarzenia w ogóle nie istniały w naszym świecie, ale niestety nazbyt dobrze znam ludzi i wiem, że są zdolni do takich podłości. Ponadto gdy sięgamy po autobiografię, to może powinno się dać autorowi mały kredyt zaufania.
Książka nie jest jedynie przesiąknięta smutkiem i złem. Najbardziej pokochałam w niej właśnie te pozytywne chwile. Spodobał mi się ten mały rodzinny mikrokosmos, w którym autorka żyła najpierw ze swoją matką i którego później stworzyła także własnej córce. Bardzo czułam jej romantyczne zamiłowanie do literatury, która była dla niej oparciem w trudnych czasach. Płakałam prawie z nią, gdy po latach odnalazła ważny dla siebie wiersz. Dopingowałam jej, gdy zaczynała powoli wychodzić na prosto i oswajać się z wcale nie tak straszną samotnością.
Byłam oczarowana, gdy po tylu latach marzeń o samobójstwie zaczęła powoli kochać siebie. Zawsze mnie to nurtowało… ta samoakceptacja, to patrzenie z głęboką czułością i wyrozumiałością na swoje poprzednie wersje z przeszłości. Zwykle gdy natrafiałam na takie wyświechtane zwroty typu: „aby inni cię kochali, musisz pokochać siebie”, to wywracałam mocno oczami. Jednak kroki Elizabeth w kierunku pokochania siebie chwyciły mnie za serce, a moment, w którym po tak wielu psychicznych ciosach była w stanie wyznać samej sobie miłość, był dla mnie bardzo poruszający. Szczególnej głębi dają jej wewnętrzne monologi, w których docierała do zmaltretowanego dziecka, którym kiedyś była. Cofnęła się w czasie, była przy niej w chwili, w której bardzo potrzebowała kogoś przy sobie, otoczyła ją czułą opieką, odczarowywała ciepłymi słowami wszystkie smutki i wycierała łzy. To było jej prywatne pogodzenie się z przeszłością i otworzenie się na szacunek, którego nigdy nie nauczyła się przyjmować. To bardzo piękna przemiana, która została napisana z sercem.
Piękna była też ostatnia scena, taka symboliczna i zamykająca pewien etap w życiu autorki. Nie wyobrażałam sobie lepszego zakończenia i mam nadzieję, że nawet po tak wielu latach nie zboczyła ze swojej drogi do uzdrowienia.
Tytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i...
Bardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Bardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Sięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej ukochanej córki. Te dwa ostatnie słowa nie są przypadkowe, bowiem po lekturze tej książki jestem całkowicie przekonana, że są one kluczem do pełnej i zgodnej z prawdą interpretacji zapisanych zdarzeń. Relacja matka – córka jest główna osią, wokół której oscylują losy głównej bohaterki książki. Elizabeth była owocem namiętnego, lecz niestety nietrwałego związku jej Ommy z amerykańskim żołnierzem. Jako dziecko nieślubne, mieszanej krwi, poczęte wbrew tradycji i kulturze koreańskiej, a także bez zgody i akceptacji rodziny, Elizabeth stała się nieosobą, honhyol, kimś znaczącym zgodnie z tytułem książki mniej niż nic, a nawet porównywanym ze zwierzęciem. Choć ze swoją Ommą spędziła ona bardzo krótki okres swojego życia, okazał się on na tyle istotny, że zapamiętała go już na zawsze. Poza tym stał się on odpowiednikiem czasu ogromnej miłości i szczęścia brutalnie przerwanego honorowym zabójstwem matki dokonanego przez dziadka i wuja. Fakt, że bohaterka jako małe dziecko była świadkiem tej okrutnej zbrodni, a następnie ofiarą sadyzmu, zaważył na całym jej przyszłym życiu. Jako dziecko bez imienia, nazwiska i daty urodzenia trafiła do seulskiego sierocińca, skąd z kolei została wywieziona do Stanów Zjednoczonych jako adoptowana córka pewnego pastora i jego żony. Tu koreańska historia Elizabeth się kończy, lecz wspomnienia chwil spędzonych z matką, czy to podczas pracy w polu, zabaw bądź buddyjskich obrządków, pozostaną z nią już na zawsze. Wydawać by się mogło, że Elizabeth to prawdziwe dziecko szczęścia. Udaje jej się bowiem opuścić ten straszny kraj, który usprawiedliwia kulturowo honorowe zabójstwa i pozwala na ich zatajanie poprzez oficjalne potwierdzanie samobójstwa zamordowanej kobiety, udaje jej się opuścić biedę i ostracyzm społeczny, a także porzucić wizję świata, w którym nie ma żadnych perspektyw na jakąkolwiek dobrą przyszłość. W końcu udaje jej się opuścić powojenny Seul i trafić do kraju swego ojca, do Stanów Zjednoczonych. To dopiero wówczas bezimienna dziewczynka stała się Elizabeth, ale jak się okazało, nowe imię wcale nie było jej największym zmartwieniem. Elizabeth, oczywiście, nie mogła tego wiedzieć, ale kontekst kulturowy znany współczesnemu czytelnikowi książki jednoznacznie wiąże się ze stwierdzeniem „American dream” gwarantującym niemalże pełnię szczęścia i wymarzony rodzinny dom. Można by przypuszczać, że w tym momencie zły los powinien odwrócić się od Elizabeth, jednakże to, co stało się w jej życiu, odkąd znalazła się w domu amerykańskich rodziców, sprawia, że skala współczucia nagle nie ma końca, a ocena własnego życia dokonywana przez czytelnika nieporównywalnie wzrasta. Życie Elizabeth w rodzinie fundamentalistycznego chrześcijańskiego ortodoksa okazuje się jeszcze większym piekłem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, niż życie w okrutnej powojennej Korei. Do czego są zdolni ludzie żyjący zgodnie z dosłownym znaczeniem słów Pisma Świętego? Według wspomnień Elizabeth Kim, okazuje się, że do wszystkiego. Są równie okrutni, pozbawiają drugiego człowieka wszystkiego, co mogłoby go choć na chwilę uszczęśliwić – od zabawek, ukochanych zwierzątek, ubrań, własnego zdania, czasu wolnego i przyjaciół, a wpędzają go w świat, w którym na każdym rogu czai się grzech, potępienie, piekło, przemoc rodzicielska i małżeńska, a także depresja i myśli samobójcze. To zaledwie drobny wycinek tego, jak wyglądała codzienność Elizabeth w rodzinie pastora. Nie sposób przedstawić jej dokładniej, bowiem przez wzgląd na samą autorkę książki oraz doznane przez nią cierpienia, nie można pozbawiać jej głosu we własnej sprawie. To Elizabeth Kim najlepiej pisze o swoich doświadczeniach, o tym, jak one ją ukształtowały i jak długą drogę musiała ona pokonać, by ze spokojem móc patrzeć wstecz na całe swoje życie. Omma jako najukochańsza matka, żona pastora jako po prostu matka i Leigh jako najukochańsza córka stanowią szkielet, ale i zarazem znaczeniową klamrę losów Elizabeth żyjącej z kompleksami i niską samooceną, miotającej się pomiędzy tęsknotą za matką i utraconą miłością a próbą odnalezienia jej w samej sobie, a w końcu z determinacją dążącej do zbudowania domu i rodziny na własnych zasadach. „Mniej niż nic” to poruszające studium ofiary, tym bardziej bolesne, że sprawcami cierpień są osoby jej znane, których formalna bliskość potęgowała tylko skalę odczuwanych krzywd. Ewolucja sposobu bycia, charakteru i światopoglądu bohaterki nie pozostaje obojętna czytelnikowi. Lektura sprawia, że chce się wiedzieć o Elizabeth Kim więcej, niemalże się z nią współodczuwa, a finalnie, patrząc na okładkę książki, na której widnieje jedno ze zdjęć małej Elizabeth z kotkami, metaforycznie się ją przytula, mając nadzieję, że taki los już nigdy się nie powtórzy. Polecam.
Sięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej...
tyle jest bólu w tej książce, a z moim podejściem, że pewne rany trzeba przepracować to momentami miałam poczucie, że to oda do bólu. ale mam wyrzuty sumienia to mówiąc, bo jednak jest to mega szczere wyznanie, przystępny język, spowiedź obolałego. trudna książka, bo jak za mocno się wczytasz to między wersami czujesz jak masz pod dupą wygodnie i jaki masz spokój w życiu. książka trochę reporterska. trochę szkoda, że jest w niej akceptacja na pewne schematy społeczne, ale rozumiem, że to sposób radzenia sobie z bólem
tyle jest bólu w tej książce, a z moim podejściem, że pewne rany trzeba przepracować to momentami miałam poczucie, że to oda do bólu. ale mam wyrzuty sumienia to mówiąc, bo jednak jest to mega szczere wyznanie, przystępny język, spowiedź obolałego. trudna książka, bo jak za mocno się wczytasz to między wersami czujesz jak masz pod dupą wygodnie i jaki masz spokój w życiu....
Koreańska dziewczyna, którą wszyscy mieli za buntowniczkę. Anonimowy amerykański żołnierz. Owocem ich krótkiego związku była córeczka. Zbyt amerykańska, aby została zaakceptowana przez rodzinę i sąsiadów. Ale jej matce to nie przeszkadzało. Omma stworzyła dla siebie i córki maleńki, biedny, ale bezpieczny świat w starej, opuszczonej chacie na skraju wsi. Żyły tak sobie przez sześć lat. Aż w końcu rodzina postanowiła rozliczyć się z przeszłością i zmyć hańbę, którą została dotknięta. Ojciec i brat dziewczyny przybyli do chatki, powiesili dziewczynę, a jej córkę oddali do sierocińca. Tam żyła w klatce i była traktowana, jak zwierzę aż do momentu, kiedy pewna amerykańska para postanowiła ją adoptować. Wydawało się, że jej koszmary wreszcie się skończyły. Niestety, nie... Jej przybrany ojciec był pastorem kościoła fundamentalistycznego, a żona była mu całkowicie podporządkowana. W domu panowały bardzo surowe zasady. Mała dziewczynka, nie znająca języka, wychowywana w odosobnieniu, w całkowicie innej kulturze, musiała się do nich dostosować. Pragnęła tego za wszelką cenę, bo za niesubordynację spotykały ją wymyślne kary. Rodzice potrafili np. bić ją i nagrywać jej krzyki, a potem w nieskończoność odtwarzać nagrania. Elizabeth spełniała rolę sprzątaczki, kucharki i służącej, a i tak rodzice nie okazywali jej ani krzty miłości i akceptacji czy choćby zrozumienia. I tak minęło jej dzieciństwo, a potem wiek dojrzewania. Pojawił się kandydat na męża. Też duchowny tego samego kościoła. Elizabeth marzyła o tym, żeby wreszcie stworzyć prawdziwy dom, mieć dzieci i kochać je tak, jak kochała ją jej Omma. Ale mąż okazał się jeszcze gorszym tyranem, niż ojciec. Zdradzał ją, bił, dusił, aż do utraty przytomności, kazał spać w budzie razem z psem. Nie miała się komu poskarżyć, bo jedynym remedium na wszelkie problemy była... modlitwa. Musi być lepszą żoną, żeby zadowolić męża...
Podczas lektury ma się wrażenie, że to się nigdy nie skończy. Jest tylko mrok, noc, strach, bezsilność i brak nadziei. To jedna z najbardziej smutnych i dołujących historii, jakie czytałam. A najgorsze jest to, że wydarzyła się naprawdę. To, co opisuje w swoich książkach Cathy Glass, to bułka z masłem w porównaniu z historią Elizabeth. Taki literacki "dementor", który wysysa z czytelnika całą radość, nadzieję i optymizm...
Jednak Elizabeth bardzo powoli odbudowała swoje życie z ruin. Bardzo pomogła jej w tym córka, która jest też autorką kilku wstawek w tekście książki. Przez wiele lat żyła przygotowana na samobójstwo matki, które mogło nastąpić w każdej chwili.
Książkę czytałam dawno temu, a teraz do niej wróciłam.
Bardzo, bardzo polecam. Ale liczcie się z tym, że wylejecie dużo łez podczas lektury...
"Omma mawiała, że życie składa się z dziesięciu tysięcy radości i dziesięciu tysięcy smutków"
Koreańska dziewczyna, którą wszyscy mieli za buntowniczkę. Anonimowy amerykański żołnierz. Owocem ich krótkiego związku była córeczka. Zbyt amerykańska, aby została zaakceptowana przez rodzinę i sąsiadów. Ale jej matce to nie przeszkadzało. Omma stworzyła dla siebie i córki maleńki, biedny, ale bezpieczny świat w starej, opuszczonej chacie na skraju wsi. Żyły tak sobie...
Pięści bezwiednie się zaciskają.
Niezwykła książka, niezwykła autorka, bagażem doświadczeń mogłaby spokojnie obdarzyć dziesięciu a i tak pewnie by się pod nim ugięli.
Ogrom cierpienia, które dotknęło małą koreańską dziewczynkę i naznaczyło ją na całe życie jest nie do ogarnięcia przez ludzki umysł.
Weź, czytelniku tę książkę do ręki. Spójrz na okładkową fotografię. Przeczytaj.
A potem raz jeszcze przyjrzyj się dziecku na zdjęciu.
Gwarantuję, że na długo zapamiętasz tę historię.
Pięści bezwiednie się zaciskają.
Niezwykła książka, niezwykła autorka, bagażem doświadczeń mogłaby spokojnie obdarzyć dziesięciu a i tak pewnie by się pod nim ugięli.
Ogrom cierpienia, które dotknęło małą koreańską dziewczynkę i naznaczyło ją na całe życie jest nie do ogarnięcia przez ludzki umysł.
Weź, czytelniku tę książkę do ręki. Spójrz na okładkową fotografię....
'' Oto siedzimy w salonie , trzy zaprogramowane przez biblie roboty ''
Suni , to mała trzyletnia koreańska dziewczynka , właściwie powinnam powiedzieć amerykańsko - koreańska , ponieważ dziewczynka jest jedną z wielu '' pozostałości '' po amerykańskich żołnierzach biorących udział w wojnie koreańskiej toczącej się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia . Kiedy poznajemy malutką Suni , dziewczynka przy matce i na równi z nią pracuje na polach ryżowych . Matka dziewczynki , Omma , jak nazywa ją mała Koreanka , została uwiedziona , zapłodniona i porzucona przez amerykańskiego żołnierza . Dla młodej matki to podwójna hańba . Po pierwsze nie ma męża , a ma dziecko , po drugie , to dziecko nie jest pełnej krwi koreańskiej , jest mieszańcem , nikim , a właściwie mniej niż nikim . Za tę '' zbrodnię '' Omma przez mężczyzn ze swojej rodziny zostaje powieszona na belce w swojej chacie . Temu wszystkiemu przygląda się mała dziewczynka ukryta przez matkę w dużym koszu . Niestety dziewczynka nie jest w stanie patrzeć bezgłośnie na to co się dzieje z jej matką i głośno krzyczy . Zostaje więc zauważona i tylko dzięki prośbie ciotki zawdzięcza , że mężczyźni nie zabijają jej , lecz boleśnie '' naznaczają '' i oddana zostaje do katolickiego sierocińca w wyzwolonym Seulu . Tam dzieci trzyma się w klatkach i wypuszcza tylko do karmienia . W końcu Suni zostaje adoptowana przez fanatyczne katolickie małżeństwo , dostaje nowe imię , Elizabeth i życie które z powodzeniem można przyrównać do piekielnych kręgów przez które musi przechodzić . W końcu w wieku 17 lat wychodzi za mąż i...jest to kolejny krąg piekła . Ta opowieść to literatura faktu , więc to historia prawdziwa , ale przyznaję że aż mi trudno uwierzyć by tyle nieszczęść przytrafiło się jednej osobie . I to nie jakieś tam byle jakie problemy , lecz zdarzenia które piętnują na całe życie . Zresztą i Elizabeth nie przeszła przez to wszystko '' bezboleśnie '' . Nabawiła się kilku poważnych chorób i schorzeń . Od sennych koszmarów , przez depresję , klaustrofobię , nerwicę , lunatykowanie . W sumie ja i tak się dziwię że po TAKICH przejściach nie postradała rozumu . Książkę czyta się dobrze i szybko , podzielona jest na cztery części . Każdą część rozpoczyna jedna z ważnych zmian w życiu Suni - Elizabeth . Czwarta część jest zupełnie inna niż pozostałe trzy . Mnóstwo w niej eteryczno - medytacyjnych zwierzeń , filozoficznych wywodów , wierszy i mądrości wszelkiego rodzaju . Polecam , ku przestrodze . Książka ma tylko 192 strony ale ogrom ludzkiego zła wyrządzanego drugiemu człowiekowi , oraz bezmyślności i głupoty wprost poraża z jej kart .
'' Oto siedzimy w salonie , trzy zaprogramowane przez biblie roboty ''
Suni , to mała trzyletnia koreańska dziewczynka , właściwie powinnam powiedzieć amerykańsko - koreańska , ponieważ dziewczynka jest jedną z wielu '' pozostałości '' po amerykańskich żołnierzach biorących udział w wojnie koreańskiej toczącej się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia . Kiedy...
Elizabeth jest córką Koreanki i amerykańskiego żołnierza. Jej matka zhańbiła rodzinę wydając na świat dziecko mieszanej krwi. Została za to ukarana. Rodzina dokonała "honorowego zabójstwa", wieszając kobietę w jej skromnej chacie. Świadkiem morderstwa była mała dziewczynka, której pozwolono żyć. Została porzucona w chrześcijańskim sierocińcu o fatalnych warunkach. Po jakimś czasie trafiła do Stanów Zjednoczonych pod opiekę pastora i jego żony, ludzi bliskich fanatyzmu religijnego. Nawet kiedy Elizabeth została mężatką, los nie był wobec niej łaskawy.
Autorka podzieliła się swoimi przeżyciami. Śledząc wydarzenia z je życia towarzyszył mi smutek, niedowierzanie, współczucie. To opowieść o tęsknocie za matczyną miłością, braju akceptacji ze wzgledu na rysy twarzy, które w Korei były zbyt amerykańskie, a w Stanach zbyt azjatyckie. Elizabeth Kim pisze szczerze o swoich poglądach i uczuciach oraz usilnych staraniach dopasowania się do otoczenia. To historia, która chwyta za serce.
Elizabeth jest córką Koreanki i amerykańskiego żołnierza. Jej matka zhańbiła rodzinę wydając na świat dziecko mieszanej krwi. Została za to ukarana. Rodzina dokonała "honorowego zabójstwa", wieszając kobietę w jej skromnej chacie. Świadkiem morderstwa była mała dziewczynka, której pozwolono żyć. Została porzucona w chrześcijańskim sierocińcu o fatalnych warunkach. Po jakimś...
Jeżeli ktoś narzeka na swoje dzieciństwo, komuś się wydaje (a wbrew pozorom wiele jest takich osób), że był krzywdzony, bo na niego krzyczano, czy nauczyciele się "uwzięli" to powinien przeczytać tę książkę o prawdziwie przerażających przeżyciach dziecka, które w pierwszych latach życia przeszło więcej zła, niż większość ludzi przez całe życie. Późniejsze lata też nie były szczęśliwe, bo wprawdzie może się wydawać, że trafić z nędzy w Korei do bogatej Ameryki to los na loterii, ale ludzka głupota, okrucieństwo bez powodu potrafi i ze względnego dobrobytu uczynić koszmar.
Warto przeczytać.
Jeżeli ktoś narzeka na swoje dzieciństwo, komuś się wydaje (a wbrew pozorom wiele jest takich osób), że był krzywdzony, bo na niego krzyczano, czy nauczyciele się "uwzięli" to powinien przeczytać tę książkę o prawdziwie przerażających przeżyciach dziecka, które w pierwszych latach życia przeszło więcej zła, niż większość ludzi przez całe życie. Późniejsze lata też nie były...
Książka niebywale smutna i poruszająca.
Wydawało się,że adopcja przez amerykańską rodzinę będzie końcem koszmaru. Okazało się niestety, że jest to jedynie początek kolejnego. A potem znów kolejnego...
Smutne, ale prawdziwe. Niestety prawdziwe, bo takie nieszczęścia nie powinny mieć miejsca.
Książka niebywale smutna i poruszająca.
Wydawało się,że adopcja przez amerykańską rodzinę będzie końcem koszmaru. Okazało się niestety, że jest to jedynie początek kolejnego. A potem znów kolejnego...
Smutne, ale prawdziwe. Niestety prawdziwe, bo takie nieszczęścia nie powinny mieć miejsca.
Historia głównej bohaterki to niczym zły sen, straszny koszmar z którego jakoś nie można się obudzić chociaż mocno by się chciało. Myślę, że tylko ogromna wiara w odmianę losu w jakimś lepszym świecie trzymało tę dziewczynkę a potem dziewczynę przy życiu. Historia Elizabeth to idealny przykład kobiety-ofiary, która mimo wyrwania się z poszczególnych kręgów piekła pozostała nią do dnia obecnego. Książka to cały wachlarz ludzkich podłości, chorych przekonań i braku zrozumienia ale także wielkiej siły, nigdy niegasnącej nadziei i wiary w marzenia.
Historia głównej bohaterki to niczym zły sen, straszny koszmar z którego jakoś nie można się obudzić chociaż mocno by się chciało. Myślę, że tylko ogromna wiara w odmianę losu w jakimś lepszym świecie trzymało tę dziewczynkę a potem dziewczynę przy życiu. Historia Elizabeth to idealny przykład kobiety-ofiary, która mimo wyrwania się z poszczególnych kręgów piekła pozostała...
rzadko czytam biografie, zazwyczaj są napisane tak jednostronnie, że trudno się czyta.
tu pomimo nie wielu dialogów czyta się szybko.
to niezwykła historia Koreanki, która w swoim życiu przeszła nie mało ,czasem ogrom cierpienia opisywanego na stronach książki wydawał się, że nie potrafi już być większy...
rzadko czytam biografie, zazwyczaj są napisane tak jednostronnie, że trudno się czyta.
tu pomimo nie wielu dialogów czyta się szybko.
to niezwykła historia Koreanki, która w swoim życiu przeszła nie mało ,czasem ogrom cierpienia opisywanego na stronach książki wydawał się, że nie potrafi już być większy...
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy.
Gdy poznajemy losy Elisabeth jest najbardziej ciekawą częścią książki. Poznajemy najwięcej szczegółów z życia autorki.
Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zwolniło, a opisy snów i epizodów z późniejszego życia zaczyna nużyć.
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy.
Gdy poznajemy losy Elisabeth jest najbardziej ciekawą częścią książki. Poznajemy najwięcej szczegółów z życia autorki.
Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zwolniło, a opisy snów i epizodów z późniejszego życia zaczyna nużyć.
Książka jakiej drugiej nigdzie nie spotkam. Momentami poruszała mnie do tego stopnia, że zamykałam książkę, oczyszczałam umysł i dopiero mogłam wrócić do czytania.Każdą częścią byłam wstrząśnięta. Nie mogłam uwierzyć, że to co czytałam wydarzyło się naprawdę. Były tam postacie dobre, ale były też postacie na które nie ma określenia. Podziwiam autorkę za to, że przeszła tyle w życiu, ale najbardziej za to, że dała radę opisać i pokazać to jak, nie tyle co świat, ale ludzie potrafią być okrutni. Jedyne czym mogę to zakończyć to : Dziękuję.
Książka jakiej drugiej nigdzie nie spotkam. Momentami poruszała mnie do tego stopnia, że zamykałam książkę, oczyszczałam umysł i dopiero mogłam wrócić do czytania.Każdą częścią byłam wstrząśnięta. Nie mogłam uwierzyć, że to co czytałam wydarzyło się naprawdę. Były tam postacie dobre, ale były też postacie na które nie ma określenia. Podziwiam autorkę za to, że przeszła tyle...
Bardzo poruszająca historia, która wydarzyła się naprawdę, pełna okrucieństwa, przemocy fizycznej i psychicznej, fanatyzmu religijnego ale również pięknej relacji matka z córką. Warto przeczytać. Polecam.
Bardzo poruszająca historia, która wydarzyła się naprawdę, pełna okrucieństwa, przemocy fizycznej i psychicznej, fanatyzmu religijnego ale również pięknej relacji matka z córką. Warto przeczytać. Polecam.
Elisabeth Kim w swojej autobiograficznej książce pokazuje czytelnikowi losy swojego dzieciństwa.
Poznajemy ją jako trzyletnią koreańska dziewczynkę, która będąc ukrytą w plecionym koszu widzi śmierć swojej matki. Później przez całe następne życie będzie miała tę scenę przed oczami...
Dalsze losy tej bezimiennej dziewczynki są wręcz tragiczne. Kiedy już otrzymuje imię Elisabeth i wraz z nową rodziną wyjeżdża do Ameryki - można by pomyśleć, że to koniec jej koszmarów. Nic nie zapowiada, że to dopiero początek...
Jakie jeszcze przeciwności losu dosięgną małą (później nastoletnią) Elisabeth? Czy jako dorosła kobieta zazna spokoju? I jaki wpływ na jej dzieciństwo (oraz dorosłe życie) będą miały demony przeszłości? Odpowiedzi na te i inne pytania w tej autobiograficznej historii.
Większa część książki jest intrygująca i wstrząsająca. Wciąż nie mieści mi się w głowie jak dorośli mogą skrzywdzić, małą, bezbronną istotę na dodatek wmawiając jej, że wszystko co robią, robią dla jej dobra?
Opowieść ta jest tym bardziej wstrząsająca, że wydarzyła się naprawdę.
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy. To właśnie ta część jest najbardziej ciekawa - gdzie poznajemy losy Elisabeth. Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zmalało, a opisy snów autorki (oraz kilku epizodów z jej późniejszego życia) zaczęły nieco nużyć. Jednak dotyczy to wyłącznie ostatniej - czwartej części.
Ze strony wydawnictwa minusem są: zgubione niektóre wyrazy-łączniki, gdzie niekiedy zmieniało to sens zdań i lekko irytuje.
Mimo to uważam ją za dobrze opowiedzianą historię. Niejednokrotnie wywołującą wachlarz różnych emocji: w niektórych momentach empatię, wzruszenie, w innych złość, wzburzenie a czasem wstręt dla poczynań tak dorosłych wobec dziecka, jak i wobec dorosłej kobiety.
Polecam każdemu, kto lubi książki oparte o autentyczne wydarzenia, poruszające smutne, tragiczne losy ludzkie.
Opinia opublikowana na moim blogu:
https://literackiepodrozebooki.blogspot.com/2022/01/mniej-niz-nic.html
Elisabeth Kim w swojej autobiograficznej książce pokazuje czytelnikowi losy swojego dzieciństwa.
Poznajemy ją jako trzyletnią koreańska dziewczynkę, która będąc ukrytą w plecionym koszu widzi śmierć swojej matki. Później przez całe następne życie będzie miała tę scenę przed oczami...
Dalsze losy tej bezimiennej dziewczynki są wręcz tragiczne. Kiedy już otrzymuje imię...
Hmmm myślałam, że dowiem się z niej czegoś o Korei - niestety... Kolejna książka z cyklu "miałam tragiczne życie i Wam o tym opowiem". Spodziewałam się innej kultury, czegoś egzotycznego.. no i się zawiodłam. Ale jak ktoś lubi pozycje z wyżej wymienionego cyklu to będzie zadowolony. Ja nie.
Hmmm myślałam, że dowiem się z niej czegoś o Korei - niestety... Kolejna książka z cyklu "miałam tragiczne życie i Wam o tym opowiem". Spodziewałam się innej kultury, czegoś egzotycznego.. no i się zawiodłam. Ale jak ktoś lubi pozycje z wyżej wymienionego cyklu to będzie zadowolony. Ja nie.
Książki takie jak "Mniej niż nic" Elizabeth Kim pokazują nam, że w świecie, w którym przyszło nam żyć nie wszystko jest piękne i łatwe, że tak naprawdę często za fasadą uśmiechu i optymizmu gdzieś w środku drugiego człowieka może kryć się demon przeszłości, strach przed samotnością i czysty, fizyczny ból.
Elizabeth dla ludzi ze swojej wioski była nieosobą, ponieważ miała w sobie część krwi amerykańskiej. Nieosoba nie zasługiwała na imię. Elizabeth nie wie, kiedy tak naprawdę przypadają jej urodziny ani ile dokładnie ma lat. To wszystko zostało jej nadane dopiero przy adopcji, ponieważ jej matka popełniła grzech cudzołóstwa z amerykańskim żołnierzem.
Pani Kim opisuje swoje życie z adopcyjnymi rodzicami, fundamentalnymi chrześcijanami, którzy nie potrafili zaakceptować inności Elizabeth. Opisuje lata poniżeń, cierpienie, samotność, małżeństwo z D. oraz największą radość jej życia - córkę Leigh.
Polecam książkę wszystkim, którzy są otwarci na taką tematykę, a także wszystkim, którzy interesują się problemami innych. Jest to dobra pozycja również dla osób zastanawiających się nad adopcją dziecka z innego kraju, ponieważ pozwoli im ona dostrzec problemy, z jakimi takie dziecko będzie się borykało - szok kulturowy, nowe otoczenie, często nieznajomość języka oraz dzieci w szkole, które są okrutne wobec inności.
Książki takie jak "Mniej niż nic" Elizabeth Kim pokazują nam, że w świecie, w którym przyszło nam żyć nie wszystko jest piękne i łatwe, że tak naprawdę często za fasadą uśmiechu i optymizmu gdzieś w środku drugiego człowieka może kryć się demon przeszłości, strach przed samotnością i czysty, fizyczny ból.
Elizabeth dla ludzi ze swojej wioski była nieosobą, ponieważ miała w...
Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2026/03/czy-mozna-znaczyc-mniej-niz-nic.html
Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.
Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.
Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.
Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.
Całość na: http://www.ksiazkowewyliczanki.pl/2026/03/czy-mozna-znaczyc-mniej-niz-nic.html
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i...
Dramat życia dziecka, po prostu dramat. Powiem tylko, że chętnie wzięłabym jej przybranych rodziców i męża na wychowanie, Oj, wzięłabym....
Dramat życia dziecka, po prostu dramat. Powiem tylko, że chętnie wzięłabym jej przybranych rodziców i męża na wychowanie, Oj, wzięłabym....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszająca książka.
Bardzo poruszająca książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i cierpliwie znosi upokorzenia od adopcyjnych rodziców i psychopatycznego męża. Ale pamięta miłość swojej zmarłej matki i gdy sama nią zostaje postanawia zawalczyć o swoją córkę sprzeciwiając się mężowi i rodzicom adopcyjnym. To pozwala jej się odrodzić. I droga do odzyskania szacunku do samej siebie jest treścią tej opowieści. Bardzo polecam.
Historia, która robi wrażenie. Autorka opowiada o swoim trudnym życiu bez matki zamordowanej przez swojego ojca i brata dla uratowania honoru rodziny. Jako owoc romansu Koreanki i Amerykańskiego żołnierza przez traumatyczny sierociniec dostaje się do rodziny fanatyków religijnych w Ameryce. Wszędzie wyobcowana jako Azjatka uważa, że nie zasługuje na dobre traktowanie i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***” albo „piekło kobiet”.
Po takich książkach cieszę się, że urodziłem się w miejscu i czasie w którym żyję pomimo, iż nie jestem kobietą. Że mam tyle ile mam i więcej mi nie trzeba jakkolwiek to może brzmieć. Czytając opis dzieciństwa autorki, przed oczyma miałem swoją córkę… Jestem ciekaw ile kobiet w naszym „nietolerancyjnym” kraju po przeczytaniu tej książki nadal by chciało krzyczeć „***** ***”...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i oczyściła moje spojrzenie na ten problem. Właściwie rozumiany rasizm jest obrzydliwy i zasługuje na największe potępienie. Jest też po prostu pozbawiony sensu. Mówię to jako rodowita Polka, która była we własnym kraju dyskryminowana z powodu… innej narodowości. W jaki sposób doszło do takiego kuriozum? Obca narodowość została mi „przypisana” na szkolnym podwórku tylko dlatego, bo mieszkałam we wczesnym dzieciństwie za granicą i uczęszczałam tam do przedszkola. Wyzwiska, docinki i żarty na mój koszt towarzyszyły mi w podstawówce, ale w pojedynczych przypadkach ciągnęły się do liceum. Obecnie połowa z tych szkolnych wyzywaczy, sami pracują za granicą i usługują obcym panom.
Dyskryminacja ma więc wiele wstrętnych twarzy. Jesteśmy już dosyć dobrze oswojeni z rasizmem amerykańskim. O tym co się dzieje w krajach azjatyckich, raczej do nas nie dociera. Tam przywiązuje się jeszcze większą wagę do czystości rasy. Autorka wywodziła się ze społeczeństwa, w którym konfucjanizm i toksyczny patriarchat miał wielki wpływ na jakość życia. Jeśli ktoś odbiegał od ustalonej normy i nie przestrzegał skostniałych zasad, to zostaje brutalnie wypchnięty poza margines społeczny. Takie niekonwencjonalne osoby zostają zdegradowane, obdarte z człowieczeństwa i pozbawione przynależności do grupy. Szczególnie kobiety znajdują na straconej pozycji. W najlepszym wypadku zostają ignorowane, ale gdy rodzina nie będzie mogła znieść tej hańby, to posuną się nawet do zimnego morderstwa, które znamy też pod nazwą zabójstwo honorowe.
Elizabeth jako nieślubne dziecko amerykańskiego żołnierza była w ich oczach niepożądaną anomalią, plamą na honorze rodziny, za co jej matka ostatecznie przypłaciła życiem. Śledzimy kolejne losy osieroconej dziewczynki, która trafia do obskurnego bidula. W końcu zostaje adoptowana przez amerykańskie małżeństwo. Mogłoby się wydawać, że los małej bezimiennej dziewczynki odmieni się na lepsze. Niestety trafiła na parę fanatyków religijnych, a amerykański sen zamienił się na jej oczach w koszmar. Ci ludzie chcieli ją przerobić na posłuszną służącą, bogobojną córeczkę, która miała prawo jedynie do odczuwania pokornej wdzięczności za to, że Bóg ją wyzwolił z nędznego życia w sierocińcu czy śmierci na polu ryżowym. Każda inna emocja jak strach, radość, wstyd czy złość nie były pożądane i zostawały na różny sposób przytemperowane.
Za narzędzie tej przemocy psychicznej i fizycznej posłużyła się wiara katolicka. Elizabeth była ofiarą fanatyzmu religijnego w całej okazałości. Wieczne straszenie piekłem, ciągłe wpędzanie w poczucie winy, wyszukiwanie w każdym aspekcie życia grzechu. Wielogodzinne modlitwy, znoszenie przemocy fizycznej za najmniejsze przewinienia, ciągłe tłumienie ludzkich zachowań, nieokazywanie nawet krzty uczuć. Czy takie życie nie jest dla dziecka horrorem?
Do tego dochodził szkolny rasizm, małżeńskie piekło, gwałt, choroby. Dosłownie trauma goni tam traumę i jej życie wydaje się być poprzecinane jedynie nielicznymi dobrymi rzeczami. Gdy czytam te wszystkie okropieństwa, to zastanawiam się już niemal automatycznie, czy pisze w ogóle prawdę. Takie nagromadzenie się złego w jednym życiu budzi pewne wątpliwości. Czy jako dziennikarka kryminalna nie mogłaby zawrzeć w tej książce przeżycia różnych osób i ukazywać je jako swoje? Tego nie wiemy. Tak to już jest z tymi autobiografiami, że nigdy nie mamy pewności. Wolałabym szczerze, żeby te przeżycia były jedynie wymysłem wybujałej wyobraźni. Wolałabym, żeby takie zdarzenia w ogóle nie istniały w naszym świecie, ale niestety nazbyt dobrze znam ludzi i wiem, że są zdolni do takich podłości. Ponadto gdy sięgamy po autobiografię, to może powinno się dać autorowi mały kredyt zaufania.
Książka nie jest jedynie przesiąknięta smutkiem i złem. Najbardziej pokochałam w niej właśnie te pozytywne chwile. Spodobał mi się ten mały rodzinny mikrokosmos, w którym autorka żyła najpierw ze swoją matką i którego później stworzyła także własnej córce. Bardzo czułam jej romantyczne zamiłowanie do literatury, która była dla niej oparciem w trudnych czasach. Płakałam prawie z nią, gdy po latach odnalazła ważny dla siebie wiersz. Dopingowałam jej, gdy zaczynała powoli wychodzić na prosto i oswajać się z wcale nie tak straszną samotnością.
Byłam oczarowana, gdy po tylu latach marzeń o samobójstwie zaczęła powoli kochać siebie. Zawsze mnie to nurtowało… ta samoakceptacja, to patrzenie z głęboką czułością i wyrozumiałością na swoje poprzednie wersje z przeszłości. Zwykle gdy natrafiałam na takie wyświechtane zwroty typu: „aby inni cię kochali, musisz pokochać siebie”, to wywracałam mocno oczami. Jednak kroki Elizabeth w kierunku pokochania siebie chwyciły mnie za serce, a moment, w którym po tak wielu psychicznych ciosach była w stanie wyznać samej sobie miłość, był dla mnie bardzo poruszający. Szczególnej głębi dają jej wewnętrzne monologi, w których docierała do zmaltretowanego dziecka, którym kiedyś była. Cofnęła się w czasie, była przy niej w chwili, w której bardzo potrzebowała kogoś przy sobie, otoczyła ją czułą opieką, odczarowywała ciepłymi słowami wszystkie smutki i wycierała łzy. To było jej prywatne pogodzenie się z przeszłością i otworzenie się na szacunek, którego nigdy nie nauczyła się przyjmować. To bardzo piękna przemiana, która została napisana z sercem.
Piękna była też ostatnia scena, taka symboliczna i zamykająca pewien etap w życiu autorki. Nie wyobrażałam sobie lepszego zakończenia i mam nadzieję, że nawet po tak wielu latach nie zboczyła ze swojej drogi do uzdrowienia.
Tytuł książki różni się od oryginalnego, choć jest równie trafny. Mniej niż nic – tak postrzegała siebie przez większość życia autorka. Jako pół Koreanka i pół Amerykanka nie została zaakceptowana przez żadne środowisko. Problem rasizmu obrzydziły nam media, udziwnione filmy i agresywne zachowania „poszkodowanych”. Ta nieco starsza książka odciągnęła mnie od tego kramu i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutobiograficzna historia, smutna, opowiedziana szczerze, bez przesadnego żalu. Godna uwagi.
Autobiograficzna historia, smutna, opowiedziana szczerze, bez przesadnego żalu. Godna uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Bardzo poruszyła mnie ta historia. Długo po przeczytaniu ma się przed oczyma obraz okrucieństwa, którego w dalszym ciągu doświadczają kobiety w Korei Płn. Nie potrafię ubrać w słowa emocji, które odczuwałam podczas lektury. Uważam, że warto przeczytać, aby uzmysłowić sobie jak wielkie mamy szczęście posiadając wolność. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej ukochanej córki. Te dwa ostatnie słowa nie są przypadkowe, bowiem po lekturze tej książki jestem całkowicie przekonana, że są one kluczem do pełnej i zgodnej z prawdą interpretacji zapisanych zdarzeń. Relacja matka – córka jest główna osią, wokół której oscylują losy głównej bohaterki książki. Elizabeth była owocem namiętnego, lecz niestety nietrwałego związku jej Ommy z amerykańskim żołnierzem. Jako dziecko nieślubne, mieszanej krwi, poczęte wbrew tradycji i kulturze koreańskiej, a także bez zgody i akceptacji rodziny, Elizabeth stała się nieosobą, honhyol, kimś znaczącym zgodnie z tytułem książki mniej niż nic, a nawet porównywanym ze zwierzęciem. Choć ze swoją Ommą spędziła ona bardzo krótki okres swojego życia, okazał się on na tyle istotny, że zapamiętała go już na zawsze. Poza tym stał się on odpowiednikiem czasu ogromnej miłości i szczęścia brutalnie przerwanego honorowym zabójstwem matki dokonanego przez dziadka i wuja. Fakt, że bohaterka jako małe dziecko była świadkiem tej okrutnej zbrodni, a następnie ofiarą sadyzmu, zaważył na całym jej przyszłym życiu. Jako dziecko bez imienia, nazwiska i daty urodzenia trafiła do seulskiego sierocińca, skąd z kolei została wywieziona do Stanów Zjednoczonych jako adoptowana córka pewnego pastora i jego żony. Tu koreańska historia Elizabeth się kończy, lecz wspomnienia chwil spędzonych z matką, czy to podczas pracy w polu, zabaw bądź buddyjskich obrządków, pozostaną z nią już na zawsze. Wydawać by się mogło, że Elizabeth to prawdziwe dziecko szczęścia. Udaje jej się bowiem opuścić ten straszny kraj, który usprawiedliwia kulturowo honorowe zabójstwa i pozwala na ich zatajanie poprzez oficjalne potwierdzanie samobójstwa zamordowanej kobiety, udaje jej się opuścić biedę i ostracyzm społeczny, a także porzucić wizję świata, w którym nie ma żadnych perspektyw na jakąkolwiek dobrą przyszłość. W końcu udaje jej się opuścić powojenny Seul i trafić do kraju swego ojca, do Stanów Zjednoczonych. To dopiero wówczas bezimienna dziewczynka stała się Elizabeth, ale jak się okazało, nowe imię wcale nie było jej największym zmartwieniem. Elizabeth, oczywiście, nie mogła tego wiedzieć, ale kontekst kulturowy znany współczesnemu czytelnikowi książki jednoznacznie wiąże się ze stwierdzeniem „American dream” gwarantującym niemalże pełnię szczęścia i wymarzony rodzinny dom. Można by przypuszczać, że w tym momencie zły los powinien odwrócić się od Elizabeth, jednakże to, co stało się w jej życiu, odkąd znalazła się w domu amerykańskich rodziców, sprawia, że skala współczucia nagle nie ma końca, a ocena własnego życia dokonywana przez czytelnika nieporównywalnie wzrasta. Życie Elizabeth w rodzinie fundamentalistycznego chrześcijańskiego ortodoksa okazuje się jeszcze większym piekłem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, niż życie w okrutnej powojennej Korei. Do czego są zdolni ludzie żyjący zgodnie z dosłownym znaczeniem słów Pisma Świętego? Według wspomnień Elizabeth Kim, okazuje się, że do wszystkiego. Są równie okrutni, pozbawiają drugiego człowieka wszystkiego, co mogłoby go choć na chwilę uszczęśliwić – od zabawek, ukochanych zwierzątek, ubrań, własnego zdania, czasu wolnego i przyjaciół, a wpędzają go w świat, w którym na każdym rogu czai się grzech, potępienie, piekło, przemoc rodzicielska i małżeńska, a także depresja i myśli samobójcze. To zaledwie drobny wycinek tego, jak wyglądała codzienność Elizabeth w rodzinie pastora. Nie sposób przedstawić jej dokładniej, bowiem przez wzgląd na samą autorkę książki oraz doznane przez nią cierpienia, nie można pozbawiać jej głosu we własnej sprawie. To Elizabeth Kim najlepiej pisze o swoich doświadczeniach, o tym, jak one ją ukształtowały i jak długą drogę musiała ona pokonać, by ze spokojem móc patrzeć wstecz na całe swoje życie. Omma jako najukochańsza matka, żona pastora jako po prostu matka i Leigh jako najukochańsza córka stanowią szkielet, ale i zarazem znaczeniową klamrę losów Elizabeth żyjącej z kompleksami i niską samooceną, miotającej się pomiędzy tęsknotą za matką i utraconą miłością a próbą odnalezienia jej w samej sobie, a w końcu z determinacją dążącej do zbudowania domu i rodziny na własnych zasadach. „Mniej niż nic” to poruszające studium ofiary, tym bardziej bolesne, że sprawcami cierpień są osoby jej znane, których formalna bliskość potęgowała tylko skalę odczuwanych krzywd. Ewolucja sposobu bycia, charakteru i światopoglądu bohaterki nie pozostaje obojętna czytelnikowi. Lektura sprawia, że chce się wiedzieć o Elizabeth Kim więcej, niemalże się z nią współodczuwa, a finalnie, patrząc na okładkę książki, na której widnieje jedno ze zdjęć małej Elizabeth z kotkami, metaforycznie się ją przytula, mając nadzieję, że taki los już nigdy się nie powtórzy. Polecam.
https://www.facebook.com/literackakorea/posts/215527287431912
Sięgając po „Mniej niż nic” Elizabeth Kim, myślałam, że przede mną lektura powieści w mniejszym lub większym stopniu opartej na historii i kulturze Korei Południowej. Niestety, powieść okazała się formą wspomnień i autobiografii, którą autorka nakreśliła w warstwie fabularnej od czasów młodości swojej matki aż do swojej dorosłości, w której sama stała się matką swojej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka trudna, opisuje tragiczny los kobiet. Pozwala inaczej spojrzeć na sytuację kobiet.
Książka trudna, opisuje tragiczny los kobiet. Pozwala inaczej spojrzeć na sytuację kobiet.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo totyle jest bólu w tej książce, a z moim podejściem, że pewne rany trzeba przepracować to momentami miałam poczucie, że to oda do bólu. ale mam wyrzuty sumienia to mówiąc, bo jednak jest to mega szczere wyznanie, przystępny język, spowiedź obolałego. trudna książka, bo jak za mocno się wczytasz to między wersami czujesz jak masz pod dupą wygodnie i jaki masz spokój w życiu. książka trochę reporterska. trochę szkoda, że jest w niej akceptacja na pewne schematy społeczne, ale rozumiem, że to sposób radzenia sobie z bólem
tyle jest bólu w tej książce, a z moim podejściem, że pewne rany trzeba przepracować to momentami miałam poczucie, że to oda do bólu. ale mam wyrzuty sumienia to mówiąc, bo jednak jest to mega szczere wyznanie, przystępny język, spowiedź obolałego. trudna książka, bo jak za mocno się wczytasz to między wersami czujesz jak masz pod dupą wygodnie i jaki masz spokój w życiu....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoreańska dziewczyna, którą wszyscy mieli za buntowniczkę. Anonimowy amerykański żołnierz. Owocem ich krótkiego związku była córeczka. Zbyt amerykańska, aby została zaakceptowana przez rodzinę i sąsiadów. Ale jej matce to nie przeszkadzało. Omma stworzyła dla siebie i córki maleńki, biedny, ale bezpieczny świat w starej, opuszczonej chacie na skraju wsi. Żyły tak sobie przez sześć lat. Aż w końcu rodzina postanowiła rozliczyć się z przeszłością i zmyć hańbę, którą została dotknięta. Ojciec i brat dziewczyny przybyli do chatki, powiesili dziewczynę, a jej córkę oddali do sierocińca. Tam żyła w klatce i była traktowana, jak zwierzę aż do momentu, kiedy pewna amerykańska para postanowiła ją adoptować. Wydawało się, że jej koszmary wreszcie się skończyły. Niestety, nie... Jej przybrany ojciec był pastorem kościoła fundamentalistycznego, a żona była mu całkowicie podporządkowana. W domu panowały bardzo surowe zasady. Mała dziewczynka, nie znająca języka, wychowywana w odosobnieniu, w całkowicie innej kulturze, musiała się do nich dostosować. Pragnęła tego za wszelką cenę, bo za niesubordynację spotykały ją wymyślne kary. Rodzice potrafili np. bić ją i nagrywać jej krzyki, a potem w nieskończoność odtwarzać nagrania. Elizabeth spełniała rolę sprzątaczki, kucharki i służącej, a i tak rodzice nie okazywali jej ani krzty miłości i akceptacji czy choćby zrozumienia. I tak minęło jej dzieciństwo, a potem wiek dojrzewania. Pojawił się kandydat na męża. Też duchowny tego samego kościoła. Elizabeth marzyła o tym, żeby wreszcie stworzyć prawdziwy dom, mieć dzieci i kochać je tak, jak kochała ją jej Omma. Ale mąż okazał się jeszcze gorszym tyranem, niż ojciec. Zdradzał ją, bił, dusił, aż do utraty przytomności, kazał spać w budzie razem z psem. Nie miała się komu poskarżyć, bo jedynym remedium na wszelkie problemy była... modlitwa. Musi być lepszą żoną, żeby zadowolić męża...
Podczas lektury ma się wrażenie, że to się nigdy nie skończy. Jest tylko mrok, noc, strach, bezsilność i brak nadziei. To jedna z najbardziej smutnych i dołujących historii, jakie czytałam. A najgorsze jest to, że wydarzyła się naprawdę. To, co opisuje w swoich książkach Cathy Glass, to bułka z masłem w porównaniu z historią Elizabeth. Taki literacki "dementor", który wysysa z czytelnika całą radość, nadzieję i optymizm...
Jednak Elizabeth bardzo powoli odbudowała swoje życie z ruin. Bardzo pomogła jej w tym córka, która jest też autorką kilku wstawek w tekście książki. Przez wiele lat żyła przygotowana na samobójstwo matki, które mogło nastąpić w każdej chwili.
Książkę czytałam dawno temu, a teraz do niej wróciłam.
Bardzo, bardzo polecam. Ale liczcie się z tym, że wylejecie dużo łez podczas lektury...
"Omma mawiała, że życie składa się z dziesięciu tysięcy radości i dziesięciu tysięcy smutków"
Koreańska dziewczyna, którą wszyscy mieli za buntowniczkę. Anonimowy amerykański żołnierz. Owocem ich krótkiego związku była córeczka. Zbyt amerykańska, aby została zaakceptowana przez rodzinę i sąsiadów. Ale jej matce to nie przeszkadzało. Omma stworzyła dla siebie i córki maleńki, biedny, ale bezpieczny świat w starej, opuszczonej chacie na skraju wsi. Żyły tak sobie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięści bezwiednie się zaciskają.
Niezwykła książka, niezwykła autorka, bagażem doświadczeń mogłaby spokojnie obdarzyć dziesięciu a i tak pewnie by się pod nim ugięli.
Ogrom cierpienia, które dotknęło małą koreańską dziewczynkę i naznaczyło ją na całe życie jest nie do ogarnięcia przez ludzki umysł.
Weź, czytelniku tę książkę do ręki. Spójrz na okładkową fotografię. Przeczytaj.
A potem raz jeszcze przyjrzyj się dziecku na zdjęciu.
Gwarantuję, że na długo zapamiętasz tę historię.
Pięści bezwiednie się zaciskają.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezwykła książka, niezwykła autorka, bagażem doświadczeń mogłaby spokojnie obdarzyć dziesięciu a i tak pewnie by się pod nim ugięli.
Ogrom cierpienia, które dotknęło małą koreańską dziewczynkę i naznaczyło ją na całe życie jest nie do ogarnięcia przez ludzki umysł.
Weź, czytelniku tę książkę do ręki. Spójrz na okładkową fotografię....
'' Oto siedzimy w salonie , trzy zaprogramowane przez biblie roboty ''
Suni , to mała trzyletnia koreańska dziewczynka , właściwie powinnam powiedzieć amerykańsko - koreańska , ponieważ dziewczynka jest jedną z wielu '' pozostałości '' po amerykańskich żołnierzach biorących udział w wojnie koreańskiej toczącej się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia . Kiedy poznajemy malutką Suni , dziewczynka przy matce i na równi z nią pracuje na polach ryżowych . Matka dziewczynki , Omma , jak nazywa ją mała Koreanka , została uwiedziona , zapłodniona i porzucona przez amerykańskiego żołnierza . Dla młodej matki to podwójna hańba . Po pierwsze nie ma męża , a ma dziecko , po drugie , to dziecko nie jest pełnej krwi koreańskiej , jest mieszańcem , nikim , a właściwie mniej niż nikim . Za tę '' zbrodnię '' Omma przez mężczyzn ze swojej rodziny zostaje powieszona na belce w swojej chacie . Temu wszystkiemu przygląda się mała dziewczynka ukryta przez matkę w dużym koszu . Niestety dziewczynka nie jest w stanie patrzeć bezgłośnie na to co się dzieje z jej matką i głośno krzyczy . Zostaje więc zauważona i tylko dzięki prośbie ciotki zawdzięcza , że mężczyźni nie zabijają jej , lecz boleśnie '' naznaczają '' i oddana zostaje do katolickiego sierocińca w wyzwolonym Seulu . Tam dzieci trzyma się w klatkach i wypuszcza tylko do karmienia . W końcu Suni zostaje adoptowana przez fanatyczne katolickie małżeństwo , dostaje nowe imię , Elizabeth i życie które z powodzeniem można przyrównać do piekielnych kręgów przez które musi przechodzić . W końcu w wieku 17 lat wychodzi za mąż i...jest to kolejny krąg piekła . Ta opowieść to literatura faktu , więc to historia prawdziwa , ale przyznaję że aż mi trudno uwierzyć by tyle nieszczęść przytrafiło się jednej osobie . I to nie jakieś tam byle jakie problemy , lecz zdarzenia które piętnują na całe życie . Zresztą i Elizabeth nie przeszła przez to wszystko '' bezboleśnie '' . Nabawiła się kilku poważnych chorób i schorzeń . Od sennych koszmarów , przez depresję , klaustrofobię , nerwicę , lunatykowanie . W sumie ja i tak się dziwię że po TAKICH przejściach nie postradała rozumu . Książkę czyta się dobrze i szybko , podzielona jest na cztery części . Każdą część rozpoczyna jedna z ważnych zmian w życiu Suni - Elizabeth . Czwarta część jest zupełnie inna niż pozostałe trzy . Mnóstwo w niej eteryczno - medytacyjnych zwierzeń , filozoficznych wywodów , wierszy i mądrości wszelkiego rodzaju . Polecam , ku przestrodze . Książka ma tylko 192 strony ale ogrom ludzkiego zła wyrządzanego drugiemu człowiekowi , oraz bezmyślności i głupoty wprost poraża z jej kart .
'' Oto siedzimy w salonie , trzy zaprogramowane przez biblie roboty ''
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuni , to mała trzyletnia koreańska dziewczynka , właściwie powinnam powiedzieć amerykańsko - koreańska , ponieważ dziewczynka jest jedną z wielu '' pozostałości '' po amerykańskich żołnierzach biorących udział w wojnie koreańskiej toczącej się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia . Kiedy...
Elizabeth jest córką Koreanki i amerykańskiego żołnierza. Jej matka zhańbiła rodzinę wydając na świat dziecko mieszanej krwi. Została za to ukarana. Rodzina dokonała "honorowego zabójstwa", wieszając kobietę w jej skromnej chacie. Świadkiem morderstwa była mała dziewczynka, której pozwolono żyć. Została porzucona w chrześcijańskim sierocińcu o fatalnych warunkach. Po jakimś czasie trafiła do Stanów Zjednoczonych pod opiekę pastora i jego żony, ludzi bliskich fanatyzmu religijnego. Nawet kiedy Elizabeth została mężatką, los nie był wobec niej łaskawy.
Autorka podzieliła się swoimi przeżyciami. Śledząc wydarzenia z je życia towarzyszył mi smutek, niedowierzanie, współczucie. To opowieść o tęsknocie za matczyną miłością, braju akceptacji ze wzgledu na rysy twarzy, które w Korei były zbyt amerykańskie, a w Stanach zbyt azjatyckie. Elizabeth Kim pisze szczerze o swoich poglądach i uczuciach oraz usilnych staraniach dopasowania się do otoczenia. To historia, która chwyta za serce.
Elizabeth jest córką Koreanki i amerykańskiego żołnierza. Jej matka zhańbiła rodzinę wydając na świat dziecko mieszanej krwi. Została za to ukarana. Rodzina dokonała "honorowego zabójstwa", wieszając kobietę w jej skromnej chacie. Świadkiem morderstwa była mała dziewczynka, której pozwolono żyć. Została porzucona w chrześcijańskim sierocińcu o fatalnych warunkach. Po jakimś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeżeli ktoś narzeka na swoje dzieciństwo, komuś się wydaje (a wbrew pozorom wiele jest takich osób), że był krzywdzony, bo na niego krzyczano, czy nauczyciele się "uwzięli" to powinien przeczytać tę książkę o prawdziwie przerażających przeżyciach dziecka, które w pierwszych latach życia przeszło więcej zła, niż większość ludzi przez całe życie. Późniejsze lata też nie były szczęśliwe, bo wprawdzie może się wydawać, że trafić z nędzy w Korei do bogatej Ameryki to los na loterii, ale ludzka głupota, okrucieństwo bez powodu potrafi i ze względnego dobrobytu uczynić koszmar.
Warto przeczytać.
Jeżeli ktoś narzeka na swoje dzieciństwo, komuś się wydaje (a wbrew pozorom wiele jest takich osób), że był krzywdzony, bo na niego krzyczano, czy nauczyciele się "uwzięli" to powinien przeczytać tę książkę o prawdziwie przerażających przeżyciach dziecka, które w pierwszych latach życia przeszło więcej zła, niż większość ludzi przez całe życie. Późniejsze lata też nie były...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka niebywale smutna i poruszająca.
Wydawało się,że adopcja przez amerykańską rodzinę będzie końcem koszmaru. Okazało się niestety, że jest to jedynie początek kolejnego. A potem znów kolejnego...
Smutne, ale prawdziwe. Niestety prawdziwe, bo takie nieszczęścia nie powinny mieć miejsca.
Książka niebywale smutna i poruszająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawało się,że adopcja przez amerykańską rodzinę będzie końcem koszmaru. Okazało się niestety, że jest to jedynie początek kolejnego. A potem znów kolejnego...
Smutne, ale prawdziwe. Niestety prawdziwe, bo takie nieszczęścia nie powinny mieć miejsca.
Prawdziwa i szokująca.
Prawdziwa i szokująca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria głównej bohaterki to niczym zły sen, straszny koszmar z którego jakoś nie można się obudzić chociaż mocno by się chciało. Myślę, że tylko ogromna wiara w odmianę losu w jakimś lepszym świecie trzymało tę dziewczynkę a potem dziewczynę przy życiu. Historia Elizabeth to idealny przykład kobiety-ofiary, która mimo wyrwania się z poszczególnych kręgów piekła pozostała nią do dnia obecnego. Książka to cały wachlarz ludzkich podłości, chorych przekonań i braku zrozumienia ale także wielkiej siły, nigdy niegasnącej nadziei i wiary w marzenia.
Historia głównej bohaterki to niczym zły sen, straszny koszmar z którego jakoś nie można się obudzić chociaż mocno by się chciało. Myślę, że tylko ogromna wiara w odmianę losu w jakimś lepszym świecie trzymało tę dziewczynkę a potem dziewczynę przy życiu. Historia Elizabeth to idealny przykład kobiety-ofiary, która mimo wyrwania się z poszczególnych kręgów piekła pozostała...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo torzadko czytam biografie, zazwyczaj są napisane tak jednostronnie, że trudno się czyta.
tu pomimo nie wielu dialogów czyta się szybko.
to niezwykła historia Koreanki, która w swoim życiu przeszła nie mało ,czasem ogrom cierpienia opisywanego na stronach książki wydawał się, że nie potrafi już być większy...
rzadko czytam biografie, zazwyczaj są napisane tak jednostronnie, że trudno się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo totu pomimo nie wielu dialogów czyta się szybko.
to niezwykła historia Koreanki, która w swoim życiu przeszła nie mało ,czasem ogrom cierpienia opisywanego na stronach książki wydawał się, że nie potrafi już być większy...
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy.
Gdy poznajemy losy Elisabeth jest najbardziej ciekawą częścią książki. Poznajemy najwięcej szczegółów z życia autorki.
Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zwolniło, a opisy snów i epizodów z późniejszego życia zaczyna nużyć.
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy poznajemy losy Elisabeth jest najbardziej ciekawą częścią książki. Poznajemy najwięcej szczegółów z życia autorki.
Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zwolniło, a opisy snów i epizodów z późniejszego życia zaczyna nużyć.
Książka jakiej drugiej nigdzie nie spotkam. Momentami poruszała mnie do tego stopnia, że zamykałam książkę, oczyszczałam umysł i dopiero mogłam wrócić do czytania.Każdą częścią byłam wstrząśnięta. Nie mogłam uwierzyć, że to co czytałam wydarzyło się naprawdę. Były tam postacie dobre, ale były też postacie na które nie ma określenia. Podziwiam autorkę za to, że przeszła tyle w życiu, ale najbardziej za to, że dała radę opisać i pokazać to jak, nie tyle co świat, ale ludzie potrafią być okrutni. Jedyne czym mogę to zakończyć to : Dziękuję.
Książka jakiej drugiej nigdzie nie spotkam. Momentami poruszała mnie do tego stopnia, że zamykałam książkę, oczyszczałam umysł i dopiero mogłam wrócić do czytania.Każdą częścią byłam wstrząśnięta. Nie mogłam uwierzyć, że to co czytałam wydarzyło się naprawdę. Były tam postacie dobre, ale były też postacie na które nie ma określenia. Podziwiam autorkę za to, że przeszła tyle...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszająca historia, która wydarzyła się naprawdę, pełna okrucieństwa, przemocy fizycznej i psychicznej, fanatyzmu religijnego ale również pięknej relacji matka z córką. Warto przeczytać. Polecam.
Bardzo poruszająca historia, która wydarzyła się naprawdę, pełna okrucieństwa, przemocy fizycznej i psychicznej, fanatyzmu religijnego ale również pięknej relacji matka z córką. Warto przeczytać. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZostaje w głowie na bardzo długo..
Zostaje w głowie na bardzo długo..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo poruszająca, polecam
Bardzo poruszająca, polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek obiecujący, potem nieco gorzej. Smutna, ciężka opowieść którą warto poznać.
Początek obiecujący, potem nieco gorzej. Smutna, ciężka opowieść którą warto poznać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami życie pisze takie scenariusze, których nikt by nie wymyślił. Ta biografia porusza.
Czasami życie pisze takie scenariusze, których nikt by nie wymyślił. Ta biografia porusza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toElisabeth Kim w swojej autobiograficznej książce pokazuje czytelnikowi losy swojego dzieciństwa.
Poznajemy ją jako trzyletnią koreańska dziewczynkę, która będąc ukrytą w plecionym koszu widzi śmierć swojej matki. Później przez całe następne życie będzie miała tę scenę przed oczami...
Dalsze losy tej bezimiennej dziewczynki są wręcz tragiczne. Kiedy już otrzymuje imię Elisabeth i wraz z nową rodziną wyjeżdża do Ameryki - można by pomyśleć, że to koniec jej koszmarów. Nic nie zapowiada, że to dopiero początek...
Jakie jeszcze przeciwności losu dosięgną małą (później nastoletnią) Elisabeth? Czy jako dorosła kobieta zazna spokoju? I jaki wpływ na jej dzieciństwo (oraz dorosłe życie) będą miały demony przeszłości? Odpowiedzi na te i inne pytania w tej autobiograficznej historii.
Większa część książki jest intrygująca i wstrząsająca. Wciąż nie mieści mi się w głowie jak dorośli mogą skrzywdzić, małą, bezbronną istotę na dodatek wmawiając jej, że wszystko co robią, robią dla jej dobra?
Opowieść ta jest tym bardziej wstrząsająca, że wydarzyła się naprawdę.
Książkę czyta się szybko od samego początku do większej połowy. To właśnie ta część jest najbardziej ciekawa - gdzie poznajemy losy Elisabeth. Na kilka rozdziałów przed końcem tempo czytania zmalało, a opisy snów autorki (oraz kilku epizodów z jej późniejszego życia) zaczęły nieco nużyć. Jednak dotyczy to wyłącznie ostatniej - czwartej części.
Ze strony wydawnictwa minusem są: zgubione niektóre wyrazy-łączniki, gdzie niekiedy zmieniało to sens zdań i lekko irytuje.
Mimo to uważam ją za dobrze opowiedzianą historię. Niejednokrotnie wywołującą wachlarz różnych emocji: w niektórych momentach empatię, wzruszenie, w innych złość, wzburzenie a czasem wstręt dla poczynań tak dorosłych wobec dziecka, jak i wobec dorosłej kobiety.
Polecam każdemu, kto lubi książki oparte o autentyczne wydarzenia, poruszające smutne, tragiczne losy ludzkie.
Opinia opublikowana na moim blogu:
https://literackiepodrozebooki.blogspot.com/2022/01/mniej-niz-nic.html
Elisabeth Kim w swojej autobiograficznej książce pokazuje czytelnikowi losy swojego dzieciństwa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoznajemy ją jako trzyletnią koreańska dziewczynkę, która będąc ukrytą w plecionym koszu widzi śmierć swojej matki. Później przez całe następne życie będzie miała tę scenę przed oczami...
Dalsze losy tej bezimiennej dziewczynki są wręcz tragiczne. Kiedy już otrzymuje imię...
Hmmm myślałam, że dowiem się z niej czegoś o Korei - niestety... Kolejna książka z cyklu "miałam tragiczne życie i Wam o tym opowiem". Spodziewałam się innej kultury, czegoś egzotycznego.. no i się zawiodłam. Ale jak ktoś lubi pozycje z wyżej wymienionego cyklu to będzie zadowolony. Ja nie.
Hmmm myślałam, że dowiem się z niej czegoś o Korei - niestety... Kolejna książka z cyklu "miałam tragiczne życie i Wam o tym opowiem". Spodziewałam się innej kultury, czegoś egzotycznego.. no i się zawiodłam. Ale jak ktoś lubi pozycje z wyżej wymienionego cyklu to będzie zadowolony. Ja nie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążki takie jak "Mniej niż nic" Elizabeth Kim pokazują nam, że w świecie, w którym przyszło nam żyć nie wszystko jest piękne i łatwe, że tak naprawdę często za fasadą uśmiechu i optymizmu gdzieś w środku drugiego człowieka może kryć się demon przeszłości, strach przed samotnością i czysty, fizyczny ból.
Elizabeth dla ludzi ze swojej wioski była nieosobą, ponieważ miała w sobie część krwi amerykańskiej. Nieosoba nie zasługiwała na imię. Elizabeth nie wie, kiedy tak naprawdę przypadają jej urodziny ani ile dokładnie ma lat. To wszystko zostało jej nadane dopiero przy adopcji, ponieważ jej matka popełniła grzech cudzołóstwa z amerykańskim żołnierzem.
Pani Kim opisuje swoje życie z adopcyjnymi rodzicami, fundamentalnymi chrześcijanami, którzy nie potrafili zaakceptować inności Elizabeth. Opisuje lata poniżeń, cierpienie, samotność, małżeństwo z D. oraz największą radość jej życia - córkę Leigh.
Polecam książkę wszystkim, którzy są otwarci na taką tematykę, a także wszystkim, którzy interesują się problemami innych. Jest to dobra pozycja również dla osób zastanawiających się nad adopcją dziecka z innego kraju, ponieważ pozwoli im ona dostrzec problemy, z jakimi takie dziecko będzie się borykało - szok kulturowy, nowe otoczenie, często nieznajomość języka oraz dzieci w szkole, które są okrutne wobec inności.
Książki takie jak "Mniej niż nic" Elizabeth Kim pokazują nam, że w świecie, w którym przyszło nam żyć nie wszystko jest piękne i łatwe, że tak naprawdę często za fasadą uśmiechu i optymizmu gdzieś w środku drugiego człowieka może kryć się demon przeszłości, strach przed samotnością i czysty, fizyczny ból.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toElizabeth dla ludzi ze swojej wioski była nieosobą, ponieważ miała w...