Zmagania i metamorfozy kobiety

Okładka książki Zmagania i metamorfozy kobiety autora Edouard Louis, 9788396527707
Okładka książki Zmagania i metamorfozy kobiety
Edouard Louis Wydawnictwo: Wydawnictwo Pauza literatura piękna
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Combats et métamorphoses d’une femme
Data wydania:
2022-10-10
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-10
Data 1. wydania:
2021-04-01
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396527707
Tłumacz:
Joanna Polachowska
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zmagania i metamorfozy kobiety w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zmagania i metamorfozy kobiety



książek na półce przeczytane 301 napisanych opinii 263

Oceny książki Zmagania i metamorfozy kobiety

Średnia ocen
6,9 / 10
192 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zmagania i metamorfozy kobiety

avatar
16709
3145

Na półkach: ,

Powieść Édouarda Louisa, „Zmagania i metamorfozy kobiety”, to bolesna, a zarazem niezwykle czuła próba rekonstrukcji życia matki autora. Louis, będący obecnie jednym z najważniejszych głosów współczesnej literatury francuskiej, tym razem odchodzi od gniewnego rozliczania się z przemocą klasową na rzecz intymnego portretu wyzwalania się z narzuconych ról. Moja ocena to solidne 7/10 – to literatura rzetelna, surowa w formie i emocjonalnie wyczerpująca, stanowiąca ważny głos w debacie o determinizmie społecznym.

Fabuła skupia się na dwudziestu latach z życia Monique – kobiety, którą system i patriarchalne środowisko robotniczej północy Francji próbowały złamać. Louis nie buduje tu klasycznej biografii; tworzy raczej mozaikę momentów: od upokorzeń codzienności, przez lata apatii, aż po niespodziewaną, późną metamorfozę. Tematyka książki oscyluje wokół pytania, czy możliwe jest odzyskanie własnej tożsamości po dekadach życia w usługach męskiej brutalności i biedy. To opowieść o tym, jak matka autora „przestaje być funkcją”, a zaczyna być osobą, co dla Louisa – jako syna i obserwatora – staje się źródłem zarówno dumy, jak i głębokiego smutku nad straconym czasem.

Tym, co wyróżnia Louisa na tle innych twórców autobiograficznych, jest jego niezwykły profesjonalizm i socjologiczna fachowość. Autor nie pisze jedynie pod wpływem emocji; on dokonuje niemal klinicznej autopsji społeczeństwa. Louis operuje narzędziami wypracowanymi przez Pierre'a Bourdieu, przekładając skomplikowane pojęcia socjologiczne na język literatury pięknej. Jego fachowość objawia się w sposobie, w jaki łączy intymne szczegóły (jak zapach tanich papierosów czy gesty przy sprzątaniu) z szerokim kontekstem politycznym. Każdy akt przemocy domowej czy zaniedbania jest tu pokazany jako wynik konkretnej struktury klasowej, co nadaje książce walor rzetelnego studium społecznego.

Mankamenty i słabsze strony
Pomimo wysokiego poziomu merytorycznego, książka ma aspekty, które mogą obniżyć komfort lektury:

Chłód analityczny: Momentami profesjonalizm Louisa idzie o krok za daleko. Autor bywa tak chłodny i zdystansowany w swoich analizach, że czytelnik może odnieść wrażenie obcowania z raportem socjologicznym, co odbiera narracji literackie ciepło.

Krótka forma: Książka jest bardzo oszczędna, co sprawia, że niektóre wątki metamorfozy matki wydają się potraktowane zbyt skrótowo, pozostawiając niedosyt informacji o jej nowym życiu.

Powtarzalność tez: Dla osób znających poprzednie książki Louisa, wiele diagnoz społecznych może wydać się wtórnych.

„Zmagania i metamorfozy kobiety” to rzetelna i odważna proza, która udowadnia, że Louis jest fachowcem od opisywania ludzkiego cierpienia w trybach systemu. To książka, która boli, ale i daje nadzieję na to, że metamorfoza jest możliwa w każdym wieku.

Powieść Édouarda Louisa, „Zmagania i metamorfozy kobiety”, to bolesna, a zarazem niezwykle czuła próba rekonstrukcji życia matki autora. Louis, będący obecnie jednym z najważniejszych głosów współczesnej literatury francuskiej, tym razem odchodzi od gniewnego rozliczania się z przemocą klasową na rzecz intymnego portretu wyzwalania się z narzuconych ról. Moja ocena to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
885
370

Na półkach: ,

Mówicie, że Louis kręci się wokół rodzinnych spraw we wszystkich swoich książkach? Ja zajrzałam do jego świata po raz pierwszy i bardzo do mnie trafia wrażliwość autora, ale jeśli kolejne książki to wariacje na ten sam temat, to pewnie entuzjazm opadnie... Na razie zachwyt.

Mówicie, że Louis kręci się wokół rodzinnych spraw we wszystkich swoich książkach? Ja zajrzałam do jego świata po raz pierwszy i bardzo do mnie trafia wrażliwość autora, ale jeśli kolejne książki to wariacje na ten sam temat, to pewnie entuzjazm opadnie... Na razie zachwyt.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
88
87

Na półkach:

Znowu coś bardzo krótkiego. Podobało mi się, nawet jeśli przypomina wcześniejsze jego książki, które przed chwilą skończyłam.

Gdy skrócę treść, to zabrzmi tak banalnie, że aż zniechęcająco, trudno. Jest to opowieść o kobiecie, która bardzo zmieniła swoje życie. Uciekła z dna patologii, od przemocy i skrajnej biedy. Owszem jest osobą co najmniej trudną, prostą, nawet hmm..prymitywną, ale miała prawie żaden wpływ na swoje losy. Nie jest łatwo wyrwać się z takiego jak jej świata, w którym dysfunkcja rodzinna i społeczna jest przekazywana kolejnym pokoleniom. Dziedziczy się bezradność, brak sprawczości i umiejetnosci zmiany. Zresztą nie wiadomo czasem, że można żyć w inny sposób. Kolejna rzecz, że tą innością się gardzi, a to z powodu niezrozumienia jej I odrzucenia jako obcego. Nie miała wsparcia, umiejętności, pieniędzy, odwagi, dlatego tkwiła w swoim bagnie przez większość życia. Historia jest więc smutna, ale daje nadzieję na lepszą przyszłość.
Spotkałam się z zarzutami, które zresztą mogę uznać za słuszne, że EL powiela wcześniej napisane teksty. Z drugiej strony, nie jest tak do końca. Z trzeciej strony, nawet jeśli tak jest, to i tak uważam te teksty jako naprawdę udane i ważne. Może chodzi o to, że choć sama nie pochodzę z podobnego środowiska, to i tak mam poczucie, że udało mi się dokonać czegoś dużego. Wielkiego nie, ale wspominając losy mojej babci, chłopki, to nie sposób nie zauważyć, że żyję inaczej i zrealizowałam marzenia, na co ona nie miała cienia szansy. Znam też osoby, które nigdy ze swojego domu nie wyszły i powielily schematy rodziców wpadając w nałogi i biedę. Myślę, że to dlatego te zapiski EL są dla mnie tak poruszające. Inna rzecz, że zarówno autor jak i ja ( czytelnik) piszemy/ czytamy "coś " z określonego powodu i w danym celu. EL ma taki, bo w to nie wątpię. Szuka rozliczenia, chce przekazać informacje, a pewnie też "emocjonalnie" i terapeutycznie tego potrzebuje. Rozumiem, ale to pewnie wynika także z charakteru mojej pracy zawodowej.
Zależy mi też na podkreśleniu dodatkowej rzeczy. Jak w każdym pisaniu liczy się nie tylko treść, ale jego forma. Mnie ona podoba się niezmiernie i czerpię z czytania ogromną przyjemność. Nie wszystkie moje emocje i odczucia są miłe, ale przecież nie na tym polega wpływ dobrego tekstu. Jest więc każda z emocji, bo od radości, przez lęk, po wstręt.

Ja tam polecam i zachęcam, bo uważam, że warto. Zresztą sześćdziesiąt stron można wchlonąć jak ja, do jednej kawy ( kubek 600ml:))

Znowu coś bardzo krótkiego. Podobało mi się, nawet jeśli przypomina wcześniejsze jego książki, które przed chwilą skończyłam.

Gdy skrócę treść, to zabrzmi tak banalnie, że aż zniechęcająco, trudno. Jest to opowieść o kobiecie, która bardzo zmieniła swoje życie. Uciekła z dna patologii, od przemocy i skrajnej biedy. Owszem jest osobą co najmniej trudną, prostą, nawet...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

473 użytkowników ma tytuł Zmagania i metamorfozy kobiety na półkach głównych
  • 237
  • 236
76 użytkowników ma tytuł Zmagania i metamorfozy kobiety na półkach dodatkowych
  • 21
  • 18
  • 18
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Zmagania i metamorfozy kobiety

Inne książki autora

Edouard Louis
Edouard Louis
Édouard Louis, właściwie Eddy Bellegueule, pochodzi z północnej Francji. Jego pierwsza autobiograficzna powieść En finir avec Eddy Bellegueule odniosła niebywały sukces: autor w wieku 22 lat otrzymał pierwszą w życiu nominację do Nagrody Goncourtów, jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie, a debiutancka powieść sprzedała się we Francji w nakładzie ponad 300 tysięcy egzemplarzy i została opublikowana za granicą w 25 językach. Od tego czasu Louis napisał dwie kolejne osnute na faktach powieści: wydaną we Francji w 2016 roku Historię przemocy i najnowszą Qui a tué mon père (ukazała się w maju 2018 roku).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kobieta osobna i miasto Vivian Gornick
Kobieta osobna i miasto
Vivian Gornick
“Moje życie zamiast fantazji odgrywa wewnętrzne konflikty, podobnie jak Nowy Jork. Pasujemy do siebie”. Jedną z wartości tej książki, najbardziej zbliżonej do autobiograficznego eseju, jest to, że dużo tu Miasta, którego trudno mi zapomnieć, choć chyba nie chciałbym tam wrócić. Zwłaszcza teraz. Bardzo to interesująca literatura, osobista w najlepszym tego słowa sensie i bardzo erudycyjna. Autorka flanuje po mieście, analizuje, rozmawia, wspomina, notuje scenki, do których N.Y.C. nadaje się idealnie. I opisuje swoje, jak pisze “chwile istnienia” - jako nowojorczanka, choć była “dzieckiem imigrantów z klasy robotniczej którzy nie mieli czasu ani chęci poświęcać nam należytej uwagi”. Zaczynała wszak na Bronksie, skończyła czas na Manhattanie, co samo w sobie można uznać za tzw. sukces. Mimo to, a może właśnie dlatego, z narracji nie wynika poczucie jakiegoś wielkiego osiągnięcia. Ona sama najwyraźniej to bagatelizuje, bo wie, co jest w życiu najważniejsze. Zarazem ma również poczucie jakiegoś braku, do pełni czegoś jednak zabrakło. “Cały sens miasta polegał na tym, że łatwiej było w nim znieść samotność” - pisze Gornick, dla której Miasto jest więcej niż pocieszeniem. “Co wieczór, gdy przed pójściem spać gaszę światło w moim salonie na piętnastym piętrze, doznaję przyjemnego wstrząsu na widok wznoszących się ku niebu rzędów rozświetlonych okien; otoczona przez nie czuję się tak, jakby obejmowała mnie gromada bezimiennych mieszkańców miasta. To mrowie ludzkich siedzib, zawieszonych jak moja w przestrzeni, to ukłon Nowego Jorku w stronę ponadjednostkowej więzi. Ukojenie płynące z tej przyjemności jest nie do opisania”. I spacerom, i Miastu Autorka zawdzięcza bardzo wiele. “Kiedy życie zaczyna mi się jawić jako suma niepowodzeń, idę spacerem na Times Square - plac będący domem najobrotniejszego magnesu społecznego na świecie – i tam szybko odzyskuję właściwą perspektywę”. “W czasach, gdy zbliżałam się coraz bardziej do magnesu społecznego, nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Obserwując ludzi, którzy na pięćdziesiąt różnych sposobów próbują pozostać ludźmi, widząc różnorodność i pomysłowość technik przetrwania, czułam jak schodzi ze mnie napięcie”. “Nigdy nie czułam się mniej samotna niż w trakcie samotnego spaceru zatłoczoną ulicą. (...) Chodziłam, by przewietrzyć umysł, zakosztować ulicznego życia, rozpędzić popołudniowe przygnębienie.” Pisarka postrzega miejski, no dobra - nowojorski, tłum jako rodzaj wspólnoty, zwłaszcza po 11.09.2001. “Po jedenastym września w mieście na długo zapanowała trudna do opisania atmosfera. Przez wiele tygodni Nowy Jork wydawał się nieobecny, zagubiony, wysiedlony. Ludzie chodzili półprzytomni, jak gdyby coś ich męczyło, ale nie umieli tego nazwać. (...) Jednocześnie utrzymywała się cisza jakby nie z tej ziemi”. “Przystanęłam na wysepce pośrodku, jak każdy nowojorczyk. Spojrzałam w prawo, aby wypatrywać w sznurze samochodów przerwy, która pozwoli mi bezpiecznie przemknąć na czerwonym. Okazało się jednak, że nic nie jedzie; jak okiem sięgnąć, ani jednego auta. Stałam tak jeszcze przez chwilę zahipnotyzowana tą wielką i straszną pustką. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek - może tylko z wyjątkiem śnieżnych zamieci - widziała Broadway bez jadących samochodów”. “Wszyscy jesteśmy na Piątej Alei z tego samego powodu, na tych samych prawach. Przemierzamy ulice światowych stolic od niepamiętnych czasów: aktorzy, urzędnicy przestępcy, dysydenci, uciekinierzy, nielegalni, geje z Nebraski, polscy intelektualiści, kobiety na krańcu czasu”. Świetnie opisana przewijająca się przez całą książkę relacja z pewnym Leonardem, wzorowy to udano-nieudany związek w wieku średnim: “Żadna inna bliska znajomość nie dała mi takiego wglądu w zagadkową naturę zwyczajnych relacji między ludźmi”. „Leonarda i mnie łączy polityka krzywdy. Płonie w nas jasnym ogniem głębokie przekonanie, że przyszliśmy na świat urządzony według niesprawiedliwych reguł. Naszym tematem jest życie, które nas ominęło. Oboje mierzymy się z pytaniem: gdyby ta nierówność nie istniała zawczasu – on jest gejem, ja kobietą osobną – czy sami byśmy ją sobie wymyślili, żeby mieć pożywkę dla swoich pretensji? Właśnie temu pytaniu poświęcona jest nasza przyjaźń. Ono ją definiuje – określa jej charakter oraz idiom…” “– To czym ostatnio jest dla ciebie życie? - pytam. – Kością stojącą w gardle - odpowiada. – Ani nie mogę jej połknąć, ani wykasłać. Mogę tylko próbować się nie udławić”. “W trakcie tych naszych dalekich spacerów nieraz ukradkiem zmieniał się charakter czasu i przestrzeni, Znikało pojęcie godzin. Ulice były jedną długą wstęgą ciągnącej się hen drogi, po której wędrowaliśmy bez przeszkód. Czas się rozrastał, zaczynał przypominać ten z dzieciństwa, nigdy się niekończący, a nie ten obecny, którego zawsze było za mało”. Inne cytaty “Oto mężczyzna usiłował mnie zmusić do czegoś, znaczy nie miałam ochoty [pewien rodzaj seksu - przyp. mój], i robił to w sposób, jakim nigdy by się nie posłużył wobec innego mężczyzny: próbował mi wmówić, że nie wiem czego chcę. (...) Uzmysłowiłam sobie, że mężczyźni należą do innego gatunku niż ja. Innego i obcego”. “Nadal byłam córką swojej matki. Ona była teraz negatywem, a ja odbitką, lecz obie zostałyśmy same, bez tego właściwego (po rozwodzie)”. “Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której ludzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej energii i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spotkać. “Różnice osaczyły nas niczym bujny gąszcz zarastający leśną polanę. Przyjaźń, będąca przez lata źródłem podniety, nagle wyczerpała się jako potrzeba. Jednym długim susem przeskoczyła z rozedrganego centrum na wyczerpane peryferia”. “Dojrzałam do tego, by nie oczekiwać od przyjaciół rzeczy, których nie potrafią mi dać. Biorę każdą przyjaźń taką, jaka ona jest, bez dyktowania warunków”. “– Mam tylko jeden problem z chrześcijaństwem. Dlaczego oni nienawidzą Żydów za Śmierć Chrystusa? Kobieta zwraca mu niemu twarz i mówi: – A wie pan, że mnie też to zawsze zastanawiało. W końcu to Rzymianie go zabili. Dlaczego nie mają pretensji do Włochów? “Przekonanie, że jesteśmy tym, do czego się przyznajemy, to wielkie złudzenie naszej kultury”. “Przez całe życie porzucał wszystko z wyjątkiem kobiet”. “Odbierałam przez skórę zbiorowy opór przed pójściem na dno”. “Czuła się otępiona gadką szmatką, która dzień w dzień wypełniała jej uszy. To gorsze niż cisza, powiedziała. O wiele gorsze”. “Najbardziej żywotną poza seksem formą więzi jest rozmowa”. “Kończąc sześćdziesiąt lat, poczułam się tak, jakby ktoś mi powiedział, że mam przed sobą jeszcze tylko sześć miesięcy. W jednej chwili ucieczka w wyimaginowane jutro stała się przeszłością. Pozostał jedynie ogrom opustoszałej teraźniejszości. (...) Z bujaniem w obłokach skończyłam bez trudu, ale jak właściwie żyć w teraźniejszości, jeśli przez tyle lat się tego nie robiło?”. “​To gen anarchii, obecny w każdym człowieku, który urodził się w gorszej klasie, z gorszym kolorem skóry, z gorszą płcią – tyle że u niektórych pozostaje uśpiony, a u innych sieje spustoszenie – nikt nie wie tego lepiej niż ja”. Czytając, miałem skojarzenia z „Przyjacielem ” - dość podobną książką innej nowojorczanki Sigrid Nunez, której pozostałe rzeczy też biorę na cel. A teraz czas na kolejną książkę Gornick, podobno jeszcze lepszą - słynne “Przywiązania”...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 miesiące temu
Śmierć Viveka Ojiego Akwaeke Emezi
Śmierć Viveka Ojiego
Akwaeke Emezi
Książka napisana przez osobę pochodzącą z Nigerii, mieszkającą w USA. Autorka umieściła fabułę w swojej ojczyźnie, wśród ludzi pociągających się na co dzień językiem igbo (tak jak Chinua Achebe). Książka rozgrywa się współcześnie. Akwaeke Emezi nie kryje inspiracji „Kroniką zapowiedzianej śmierci Marqueza”, od którego zapożyczyła schemat fabularny. Powieść posiada trzy przeplatające narracje – trzecioosobową wszechwiedzącego narratora oraz dwie pierwszoosobowe – kuzyna głównego bohatera – i jego samego - już nieżyjącego. Mają one pozwolić czytelnikom na powolne odkrycie osobowości Viveka oraz okoliczności jego śmierci. A przy okazji życia – szczególnie intymnego – jego przyjaciół. Ciekawostką jest prezentacji osób z grupy Nigerwives – cudzoziemek (jak matka bohatera – Hinduska),które wyszły za Nigeryjczyków i miały z nimi dzieci. Atutem książki jest sięgnięcie po tematykę związaną z osobami nieheteronormatywnymi, czyli LGBT i umiejscowienie ich problemów poza wschodnim wybrzeżem USA czy Kalifornią (czyli miejscami, gdzie najgłośniej się o tym mówi, a sytuacja takich osób jest lepsza niż w 95% krajów świata i reszcie ojczyzny Trumpa). Drugi to pewien „zwrot akcji” w końcówce, lekko zaskakujący, ale dobrze świadczący o pomysłowości osoby, która napisała książkę i pewne informacje o zwyczajach Nigeryjczyków z grupy Igbo. Z kolei minusy to zdecydowany nadmiar przesłania, misyjności i dydaktyki, w tym pewne cukierkowo-infantylne rozstrzygnięcie wątpliwości jednej osoby. Taka amerykańska bajka nie pasująca do reszty powieści. Druga wada to przewidywalność. Łatwo się domyślić, które z przedstawionych osób należą do grup określanych skrótem LGBT i z którą literką są związane. Również nadreprezentacja tych osób w środowisku bohatera to kolejny niepotrzebny grzyb w barszczu. No i nadmierna koncentracja na życiu seksualnym tychże osób. Ma służyć wywołaniu pozytywnych emocji w stosunku do opisywanego środowiska, ale pokazuje jego członków jako osoby myślące tylko o tym, co definiuje ich jako przedstawicieli mniejszości. No i książka jest słaba edytorsko. Słowa z języka igbo nie są tłumaczone, podobnie jak szereg nazw własnych, nieznanych czytelnikowi. Plusy jednakże przeważają, jak nie ilościowo, to „wagowo”. Gdyby powieść Akwaeke Emezi powstała w Nigerii a nie w USA, wówczas niewątpliwie brak ingerencji redaktorów wiedzących, co się dobrze sprzedaje tylko posłużyłby książce. Tylko czy wtedy ktoś przetłumaczyłby są na polski? Przeczytane w ramach wyzwania styczniowego – książka z imieniem w tytule.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na62 miesiące temu
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” autorstwa Ishbel Szatrawskiej to jedna z tych pozycji na polskiej scenie dramaturgicznej, które uderzają w czytelnika z siłą antycznej tragedii, pozostając przy tym boleśnie nowoczesnymi. Przyznanie tej publikacji oceny 8/10 odzwierciedla jej literacki kunszt, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykłą sprawność w operowaniu językiem, choć jednocześnie wskazuje na pewną emocjonalną duszność, która może przytłoczyć mniej przygotowanego odbiorcę. Bohater tragiczny w cieniu Hollywood Historia Hersha Libkina to wielowarstwowa odyseja, która zaczyna się w wileńskim getcie, prowadzi przez piekło nazistowskich obozów koncentracyjnych, by ostatecznie osiąść w powojennym, pozornie słonecznym Sacramento. Szatrawska kreśli portret człowieka, który przetrwał Zagładę, ale nie potrafi uciec przed własną tożsamością i traumą. Hersh to postać tragiczna w pełnym tego słowa znaczeniu – ocalały z Holokaustu Żyd, a zarazem homoseksualista, który w purytańskiej Ameryce lat 50. musi mierzyć się z nowym rodzajem wykluczenia i paranoi czasów maccartyzmu. Autorka mistrzowsko operuje kontrastem. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia z Europy, z drugiej – plastikowy, lśniący świat amerykańskiego snu, w którym Hersh próbuje odnaleźć swoje miejsce jako aspirujący aktor. Ta dualizm jest fundamentem dramatu; pokazuje, że wolność wywalczona po wojnie była dla wielu jedynie kolejną klatką, tym razem zbudowaną z oczekiwań społecznych i konieczności ukrywania prawdy o sobie. Konstrukcja i język: Teatr w głowie czytelnika Siłą tekstu Szatrawskiej jest jego rytm. Dramat czyta się jak partyturę – dialogi są cięte, dynamiczne, pełne niedopowiedzeń i napięcia. Autorka rezygnuje z tradycyjnej, linearnej narracji na rzecz poszatkowanych scen, które przenikają się nawzajem, tworząc mozaikę pamięci bohatera. Taki zabieg pozwala czytelnikowi poczuć dezorientację Hersha, dla którego przeszłość nigdy nie jest naprawdę „była” – ona wciąż trwa, manifestując się w lękach, gestach i niemożności nawiązania szczerej relacji z otoczeniem. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Szatrawska traktuje postacie drugoplanowe. Każda z nich, od agentów FBI po bliskich Hersha, reprezentuje inny aspekt opresji lub niezrozumienia, z jakimi boryka się główny bohater. Nie są to jednak płaskie figury; to pełnokrwiste postaci, które swoimi działaniami dopełniają obrazu świata, w którym ocalenie życia nie oznaczało ocalenia duszy. Ocena 8/10 wynika z faktu, że „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina...” to dzieło niemal kompletne, ale niezwykle wymagające. Gęstość traumy, którą serwuje autorka, bywa momentami paraliżująca. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tragizm bohatera jest tak skumulowany, iż nie pozostawia miejsca na najmniejszy oddech, co w odbiorze literackim może być wyczerpujące. Ponadto, specyficzna forma dramatu sprawia, że pełnię swojego potencjału tekst ten osiąga prawdopodobnie dopiero na deskach teatru, gdzie warstwa wizualna i aktorska mogą wypełnić luki między słowami. Ishbel Szatrawska napisała tekst ważny, niewygodny i olśniewający językowo. To rozliczenie z mitami – zarówno tym o amerykańskim raju, jak i tym o „czystym” cierpieniu ofiar wojny. Hersh Libkin to bohater, który zostaje z nami na długo po lekturze, zmuszając do refleksji nad tym, ile warte jest życie w kłamstwie i jak wielką cenę płaci się za próbę bycia sobą w czasach, które premiują konformizm. To wybitna literatura, która zasługuje na szerokie uznanie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na817 dni temu
Mleko i głód Melissa Broder
Mleko i głód
Melissa Broder
Życie Rachel toczy się wokół ustalonego, restrykcyjnego planu jedzenia. Każdego dnia musi zjeść określoną liczbę kalorii, obsesyjnie pilnuje, aby nie przekroczyć limitu. Takie podejście do życia zawdzięcza swojej matce, która całe życie pilnowała, aby córka nie przytyła nawet grama. Świat kobiety zmienia się, kiedy poznaje Miriam. Ku zdziwieniu Rachel jej nowa koleżanka znajduje w życiu szczęście, mimo tego, że odbiega od kanonów figury, które nasza bohaterka wyznawała od kiedy pamięta. Codzienność Miriam nie jest jednak pozbawiona reguł – żyjąca w ortodoksyjnej, żydowskiej społeczności kobieta nie jest w pełni wolna i nie będzie mogła swobodnie rozwijać swojej relacji z Rachel. „Mleko i głód” to książka, która szokuje w zasadzie od pierwszych stron. Niewątpliwie jest to powieść szokująca, poruszająca tematy tabu, momentami balansująca na granicy wulgarności. Nie spodziewam się, aby był to tytuł, który każdemu przypadnie do gustu, jednak mnie ta lektura ogromnie wciągnęła. Melissa Broder naładowała swoją powieść szerokim przekrojem tematów. Mamy tutaj zaburzenia odżywiania, toksyczną relację z rodzicem, odkrywanie swojej seksualności, a nawet krytykę syjonizmu. Tego ostatniego się nie spodziewałam, ale jest to pozytywne zaskoczenie. Pokazuje to, że nie każda osoba pochodzenia żydowskiego ślepo popiera niebezpieczne poglądy syjonistyczne. Sama Rachel jest postacią wielobarwną. Nie zawsze wzbudza sympatię i niewątpliwie jest to zabieg celowy. Autorka poświęca jednak dużo czasu na zbudowanie tej postaci i wytłumaczenie czytelnikowi, dlatego główna bohaterka postępuje w dany sposób. Miriam o wiele mniej przypadła mi do gustu, aczkolwiek znajduję w sobie odrobiny empatii do kobiety zamkniętej w klatce religii. Relacja głównych bohaterek wypada natomiast bardzo naturalnie. Kobiety momentami niezdarnie odkrywają łączące ich uczcie i starają się znaleźć dla niego miejsce w środowisku, z którego pochodzą. Książka Melissy Broder należy do kategorii oryginalnych, może nawet ekscentrycznych. Mnie zdecydowanie przekonała autentycznością i wielowymiarowością, więc szczerze polecam.
popcloudture - awatar popcloudture
ocenił na78 miesięcy temu
Chronologia wody Lidia Yuknavitch
Chronologia wody
Lidia Yuknavitch
"Chronologia wody”, to literacki granat, który rozsadza tradycyjne ramy autobiografii. Tematyka tego wspomnieniowego dzieła oscyluje wokół traumy, cielesności, uzależnienia i nieustannego procesu stwarzania siebie na nowo poprzez sztukę. Yuknavitch nie opowiada swojej historii linearnie; zamiast tego posługuje się toposem wody – płynnej, niszczycielskiej, ale i dającej życie. Woda jest tu metaforą pamięci, która nie trzyma się dat, lecz przypływów i odpływów emocji. Największą zaletą książki jest jej radykalna szczerość i surowość języka. Autorka nie szuka odkupienia ani litości; opisuje swoje ciało, poronienie, destrukcyjne relacje i błędy z brutalną, niemal biologiczną precyzją. To proza „brudna”, nasycona seksualnością i bólem, która jednocześnie wznosi się na wyżyny poezji. Yuknavitch posiada rzadką umiejętność przekuwania odrazy w piękno, co czyni tę lekturę doświadczeniem niemal fizycznym. To manifest „dziewczyny-wyrzutka”, która odnajduje swój głos w pisaniu, traktując literaturę jak jedyną deskę ratunku na wzburzonym morzu życia. Duszna atmosfera i najważniejsze rady Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która dominuje w pierwszej części książki. Opisy toksycznego domu rodzinnego, w którym przemoc ojca miesza się z apatią matki, wywołują u czytelnika dreszcz klaustrofobii. Ta duszność – brak powietrza, brak możliwości ucieczki – staje się paliwem dla późniejszych, ryzykownych wyborów życiowych autorki. Czytelnik niemal tonie razem z nią w oparach alkoholu i chaosu, by po chwili wynurzyć się na powierzchnię dzięki jej pasji do pływania. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej bolesnej lekcji to: Sztuka jako przetrwanie: Yuknavitch udowadnia, że opowiedzenie własnej historii, nawet tej najbardziej wstydliwej, jest aktem radykalnego samouzdrowienia. Akceptacja chaosu: Chronologia życia nie musi być logiczna, by miała sens. Nasze błędy i blizny są taką samą częścią nas, jak nasze sukcesy. Ciało jako mapa: Autorka uczy nas, że ciało pamięta wszystko, czego umysł stara się wyprzeć, i to właśnie przez kontakt z cielesnością wiedzie droga do odzyskania siebie. Moja ocena to mocne 8/10. To książka wybitna, zmieniająca postrzeganie literatury kobiecej i autobiograficznej. Jest odważna w sposób, który onieśmiela. Brakujące dwa punkty wynikają jednak z faktu, że jest to lektura skrajnie wyczerpująca. Intensywność emocjonalna i pewien rodzaj ekshibicjonizmu mogą być dla niektórych czytelników barierą nie do przejścia. Momentami nieliniowość narracji sprawia, że łatwo zgubić wątek, co wymaga od odbiorcy pełnego skupienia i ogromnej empatii. „Chronologia wody” to pozycja dla tych, którzy nie boją się literatury totalnej, dotykającej trzewi. Yuknavitch stworzyła arcydzieło o tym, jak podnieść się z dna, nie zapominając o smaku soli i piasku w ustach. To brutalna, ale ostatecznie dająca nadzieję pieśń o odporności ludzkiego ducha.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Zmagania i metamorfozy kobiety

Więcej
Edouard Louis Zmagania i metamorfozy kobiety Zobacz więcej
Edouard Louis Zmagania i metamorfozy kobiety Zobacz więcej
Edouard Louis Zmagania i metamorfozy kobiety Zobacz więcej
Więcej