rozwińzwiń

Zaklinanie węży w gorące wieczory

Okładka książki Zaklinanie węży w gorące wieczory autora Małgorzata Żarów, 9788381914710
Okładka książki Zaklinanie węży w gorące wieczory
Małgorzata Żarów Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią literatura piękna
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Data wydania:
2022-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-01
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381914710
Inne
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaklinanie węży w gorące wieczory w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zaklinanie węży w gorące wieczory



książek na półce przeczytane 2780 napisanych opinii 779

Oceny książki Zaklinanie węży w gorące wieczory

Średnia ocen
6,1 / 10
257 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zaklinanie węży w gorące wieczory

avatar
39
32

Na półkach:

„Wymyślam sobie kilka imion. Ale to żadna pociecha, bo zawsze mogę być, kim chcę, nie tylko dzisiaj. Robi się we mnie już ciasno od fikcyjnych tożsamości, nieporęcznych jak napompowane balony, piszczą, kiedy ocierają się o siebie.”

Narratorka powieści, której prawdziwej tożsamości nie poznajemy do ostatnich stron książki, to młoda kobieta. Mówi o sobie Violet, bo takiego imienia używa pracując jako cam girl, spełniając przed kamerką erotyczne fantazje klientów. Obserwujemy ją gdy w zniszczonej sukni ślubnej, z butelką czerwonego wina w dłoni i ukrytym w gorsecie tajemniczym przedmiotem wędruje ulicami Warszawy, próbując wrócić do domu. Spotyka mieszkańców miasta, z których każdy ma swoją opowieść. Niepokojącą, upiorną, romantyczną, katastroficzną. Nasza bohaterka też powoli ujawnia swoją historię.

Violet obserwuje i uczestniczy w opisanych przez nią samą wydarzeniach. Akceptacje rzeczywistość, przyjmuje życie takim jakim jest, niewzruszenie podąża do przodu, prowadzi wewnętrze wywody analizujące daną sytuację, nie ocenia. Wszystko to w lepkiej atmosferze upalnej nocy i dnia w betonowym mieście. W mieście które wraz z naszą bohaterką w duchocie lata oczekuje na apokalipsę.

Narracja taka sprawiła, że momentami odkładałam książkę. Ale rosnąca irytacja kazała do niej wracać. Ciekawość gryzła i kazała czytać dalej, by zobaczyć dokąd doprowadzi intrygująca opowieść Violet. Mieszane uczucia są we mnie nadal. Bo urzekło mnie coś, co jednocześnie do końca mnie nie przekonuje. Ale czyż nie po to jest literatura by budzić emocje.
Czytając uśmiechałam się, krzywiłam z niesmaku lub wzruszałam ramionami zastanawiając się o co właściwie chodzi. Bo dostałam nieszablonową bohaterkę, ciekawe drugoplanowe postaci, zabawę, ironię, pornografię, katastrofę i grozę. Warszawę przesiąkniętą zapachem dymu i chmurą pyłu oraz leniwie nadciągający koniec świata. Dużo tego.

Książka niestandardowa i osobliwa. Składnia do refleksji, własnych interpretacji o naszych czasach i ludziach.

„Jest wczoraj i nikt z nas nie wyobraża sobie tego, co będzie jutro, tak się dzieją tragedie.”

„Wymyślam sobie kilka imion. Ale to żadna pociecha, bo zawsze mogę być, kim chcę, nie tylko dzisiaj. Robi się we mnie już ciasno od fikcyjnych tożsamości, nieporęcznych jak napompowane balony, piszczą, kiedy ocierają się o siebie.”

Narratorka powieści, której prawdziwej tożsamości nie poznajemy do ostatnich stron książki, to młoda kobieta. Mówi o sobie Violet, bo takiego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
88
11

Na półkach:

Mam pewien problem z oceną tej książki. Absolutnie ujęła mnie czymś, co nazwę "formą" - sposobem prowadzenia narracji i tego, jak przez oczy bohaterki oceniany jest współczesny porządek świata. Z drugiej strony na poziomie samej fabuły nie porwała. Sexworkerka przyjmuje nowe wyzwanie, któremu - zupełnie bez jej wiedzy i sprawczości - towarzyszą bardzo nietypowe okoliczności.

Chyba miała być to taka próba dyskusji z tabu. Wraz z postępem książki opisy są coraz bardziej wulgarne i odarte z tajemniczości. Ale jednocześnie spada poczucie, że historia do czegoś dąży. Raczej, jak ta bohaterka, w brudnej ślubnej sukni i tanim winem w ręku, snuje się bez celu. I niestety tak trochę bezcelowo, moim zdaniem, dociera do końca.

Mam pewien problem z oceną tej książki. Absolutnie ujęła mnie czymś, co nazwę "formą" - sposobem prowadzenia narracji i tego, jak przez oczy bohaterki oceniany jest współczesny porządek świata. Z drugiej strony na poziomie samej fabuły nie porwała. Sexworkerka przyjmuje nowe wyzwanie, któremu - zupełnie bez jej wiedzy i sprawczości - towarzyszą bardzo nietypowe...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
189
181

Na półkach:

Dawno nie czytałem tak dobrze opowiedzianej historii.
To księga drogi seksworkerki uwieczniona w historii przeglądarki.
Szacunek dla autorki za talent do kreacji historii niby zmyślonej, a dramatycznie realnej.

Dawno nie czytałem tak dobrze opowiedzianej historii.
To księga drogi seksworkerki uwieczniona w historii przeglądarki.
Szacunek dla autorki za talent do kreacji historii niby zmyślonej, a dramatycznie realnej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

644 użytkowników ma tytuł Zaklinanie węży w gorące wieczory na półkach głównych
  • 330
  • 305
  • 9
83 użytkowników ma tytuł Zaklinanie węży w gorące wieczory na półkach dodatkowych
  • 25
  • 23
  • 11
  • 8
  • 6
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Zaklinanie węży w gorące wieczory

Inne książki autora

Okładka książki Pismo. Magazyn opinii nr 1 (97) / 2026 Magdalena Bigaj, Patrycja Bukalska, Karolina Gruca, Urszula Kifer, Oktawia Kromer, Karolina Lewestam, Redakcja magazynu Pismo, Agata Romaniuk, Michał Romański, Agata Skrzypczyk, Małgorzata Żarów
Ocena 7,1
Pismo. Magazyn opinii nr 1 (97) / 2026 Magdalena Bigaj, Patrycja Bukalska, Karolina Gruca, Urszula Kifer, Oktawia Kromer, Karolina Lewestam, Redakcja magazynu Pismo, Agata Romaniuk, Michał Romański, Agata Skrzypczyk, Małgorzata Żarów
Okładka książki Pismo. Magazyn opinii nr 5 (89) / 2025 Stasia Budzisz, Alison Espach, Katarzyna Kazimierowska, Zuzanna Kowalczyk, Marta Krzywicka, Karolina Lewestam, Jason W. Moore, Redakcja magazynu Pismo, Adam Robiński, Ivan Štrpka, Piotr Szulc, Aleksandra Warecka, Alice Winn, Jakub Wiśniewski, Małgorzata Żarów
Ocena 7,1
Pismo. Magazyn opinii nr 5 (89) / 2025 Stasia Budzisz, Alison Espach, Katarzyna Kazimierowska, Zuzanna Kowalczyk, Marta Krzywicka, Karolina Lewestam, Jason W. Moore, Redakcja magazynu Pismo, Adam Robiński, Ivan Štrpka, Piotr Szulc, Aleksandra Warecka, Alice Winn, Jakub Wiśniewski, Małgorzata Żarów
Okładka książki Pismo. Magazyn opinii nr 5 (77) / 2024 Pola Braun, Patrycja Bukalska, Magdalena Kicińska, Zuzanna Kowalczyk, Jarek Kozłowski, Karolina Lewestam, Ada Limón, Caleb Azumah Nelson, Szymon Opryszek, Damian Piwowarczyk, Redakcja magazynu Pismo, Beata Szady, Małgorzata Żarów
Ocena 7,3
Pismo. Magazyn opinii nr 5 (77) / 2024 Pola Braun, Patrycja Bukalska, Magdalena Kicińska, Zuzanna Kowalczyk, Jarek Kozłowski, Karolina Lewestam, Ada Limón, Caleb Azumah Nelson, Szymon Opryszek, Damian Piwowarczyk, Redakcja magazynu Pismo, Beata Szady, Małgorzata Żarów
Okładka książki Książki. Magazyn do czytania nr 6 (63) / 2023 Ingmar Bergman, Biserka Ćejović, Piotr Cieśliński, Anna S. Dębowska, Olga Drenda, Maciej Jakubowiak, Miłada Jędrysik, Agnieszka Jucewicz, Ignacy Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz, Barbara Kingsolver, Joanna Kuciel-Frydryszak, Marc Levy, Renata Lis, Weronika Murek, Małgorzata I. Niemczyńska, Michał Nogaś, Edward Pasewicz, Jacek Podsiadło, Redakcja magazynu Książki, Maciej Robert, Marcin Sendecki, Magdalena Środa, Karolina Sulej, Mariusz Szczygieł, Natalia Szostak, Katarzyna Wężyk, Małgorzata Żarów
Ocena 7,1
Książki. Magazyn do czytania nr 6 (63) / 2023 Ingmar Bergman, Biserka Ćejović, Piotr Cieśliński, Anna S. Dębowska, Olga Drenda, Maciej Jakubowiak, Miłada Jędrysik, Agnieszka Jucewicz, Ignacy Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz, Barbara Kingsolver, Joanna Kuciel-Frydryszak, Marc Levy, Renata Lis, Weronika Murek, Małgorzata I. Niemczyńska, Michał Nogaś, Edward Pasewicz, Jacek Podsiadło, Redakcja magazynu Książki, Maciej Robert, Marcin Sendecki, Magdalena Środa, Karolina Sulej, Mariusz Szczygieł, Natalia Szostak, Katarzyna Wężyk, Małgorzata Żarów
Małgorzata Żarów
Małgorzata Żarów
Pracowała jako lektorka języka angielskiego i analityczka do spraw przeciwdziałania praniu pieniędzy. Mieszka w Warszawie. Zaklinanie węży w gorące wieczory to jej debiutancka powieść.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przechodząc przez próg, zagwiżdżę Wiktoria Bieżuńska
Przechodząc przez próg, zagwiżdżę
Wiktoria Bieżuńska
„Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” to zdumiewająco udana próba opisania myśli i emocji 4-8-letniego dziecka. Książka napisana jest w pierwszej osobie arcyciekawym językiem; tam gdzie dziecku brakuje słownictwa do nazwania emocji, mówi co widzi, co robi, co mu się kojarzy, ale to wszystko ma stricte emocjonalne konotacje. Dorosły (też czytelnik) rozpoznaje z miejsca te dziecięce „eufemizmy” — „opakowanie zastępcze” — a dosadność opisu Bieżuńskiej czyni w nas lekkie spustoszenie. Zatem książka poraża nie tylko tematyką, ale i sposobem opowiedzenia. Dzięki kondensacji języka — psychologicznie wiarygodnego i niebanalnego — autorka opisała znajomy kawałek traumatycznego dzieciństwa w sposób świeży, przywodzący na myśl odwzorowanie rzeczywistości widziane oczami dziecka na przestrzeni kilku lat od najwcześniejszych wspomnień do ważnego wydarzenia dzieciństwa, jakim jest Pierwsza Komunia. Bieżuńska pisze tak, jakby sięgnęła po zapis z sesji hipnozy skrzywdzonej w dzieciństwie osoby; następnie spisała ciągiem wszystko to co najbardziej dramatyczne, nie zważając na okoliczności łagodzące. Wywołane w transie wspomnienia zioną mocą zniszczenia psychicznego, które w konsekwencji obciążą jednak czytelnika — bo powieść gra na emocjach do końca. Jest rozmyślnie stronnicza — stąd, czytając, bezrefleksyjnie wchodzimy w rolę prokuratora bezapelacyjnie obwiniając bliskich dziecka. Czy słusznie posądzamy o podłe nastawienie rodziców i babcie dziecka? Mierzymy się przecież z obrazem literackim, a nie raportem policyjnym z interwencji w rodzinie. Wiktoria Bieżuńska jest bezbłędna w przytaczaniu wypowiedzi osób z otoczenia dziecka. Genialnie uchwyciła lakoniczny sposób komunikacji w tzw. robotniczych rodzinach oraz żargon podwórka lat 80.-90. Mrozi nas ten język poddany stosunkowo szybkiej transformacji na przestrzeni 2-3 emancypujących się pokoleń. Nie dowierzamy, że można było (wtedy) tak bezprecedensowo np. powiedzieć coś niewłaściwego o dziecku w jego obecności, bądź stosować z miejsca przemoc słowną, nie czyniąc próby tłumaczenia czegokolwiek uprzednio. Jednak chwila refleksji nad książka przywodzi na myśl pewność, że ci odpychający dorośli to najprawdopodobniej również ludzie skrzywdzeni przez los, niedojrzali i „niedokochani”. Nie ma w ich traktowaniu tegoż dziecka premedytacji, perfidii, zła — jest jakaś luka, z którą raczej próbują sobie radzić złością, a czasem wychodzi z nich tylko zwykła ludzka głupota. Przypuszczam, że babcie naszej Małej, musiały zderzyć się z przyspieszonym dojrzewaniem, po wcześniejszym wyrwaniu z wiejskiego domu (wojna, powojnie). Zassane przez obce miasto Gdańsk, ze swoją poniemiecką dzielnicą Wrzeszcz, gdzie dzieje się akcja, skupiły się na tym, by przeżyć, a nie na tym jak dzieci chować. Łatwo osądzać z dzisiejszej perspektywy: wychowanie twardą ręką = brak miłości = krzywda dzieciom (!). Język powinien być mostem, który pomaga zrozumieć się nawzajem, tłumaczyć swoje racje. Ale w rodzinie naszej małej bohaterki język rani i — znów używając współczesnego terminu — obciąża czyimiś emocjami. W „Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” poznajemy dość reprezentatywną rodzinę z PRL, która nie wykształciła jeszcze umiejętności opanowania emocji, by nie zadawać bezwiednie bólu, ani nie wychowuje jak nie być ofiarą, by nie musieć uciekać z domu na to (opisane) patologiczne podwórko. Ta rodzina, która niepohamowanym słowem lub miażdżącym milczeniem w innych sytuacjach — rani, krzywdzi, nie daje wsparcia. Nie wychowuje. Ale czy nie kocha mimo wszystko? Dlaczego ten obraz życia rodziny dziecka jest tak selektywny? Dziś świadomość psychologiczna jest powszechna. Potrafimy dostrzec, opisać krzywdę dziecka, szukać rozwiązań, terapie rodzinne idą w sukurs. Ale 40-50 lat temu psychologia rodziny nie opuszczała akademickiego biurka, więc rodziny w swoich ciasnych mieszkaniach radziły sobie same tak jak umiały. Rzecz jasna, lepiej szło tym, co mieli więcej serca. To książka niewątpliwie rozliczeniowa, mająca służyć terapeutycznie. Literacko trzyma wysoki poziom. Ale co najważniejsze: dowodzi talentu, niezwykłego ucha autorki, która jak wierny skaner odtwarza świat poprzez autentyczny język wypowiedzi oraz obrazowo przedstawione emocje. Emocje, które w nieukształtowanym psychicznie człowieku, nie potrafią nabrać formy komunikatu, w którym zawarta jest umiejętność bronienia się, bez powielanie tej złości od pokoleń, bez znienawidzenia. Być może akurat w tej rodzinie wyschło już źródło więzi z Bogiem, który ludzi prowadzi, gdy nie radzą sobie, gdy błądzą. Tego nie zamierzam oceniać, chociaż osobiście uważam, że należy wpuścić iskrę bożą przy opisywaniu historii ludzkich, które wydają się być tak smutne, jakby Bóg ich opuścił.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na102 miesiące temu
Nie wszyscy pójdziemy do raju Olga Górska
Nie wszyscy pójdziemy do raju
Olga Górska
📚 To książka o szukaniu siebie. O odkrywaniu tożsamości i mierzeniu się z tym, kim naprawdę jesteśmy. 📚 Historia młodej dziewczyny dorastającej na początku XXI wieku - w czasach, gdy o homoseksualizmie mówiło się szeptem, a często wcale. Z czasem uświadamia sobie, że to właśnie kobiety ją fascynują. Jednocześnie budzi to w niej ogromny strach i poczucie wstydu, bo wie, że w tamtych czasach taki temat był tabu. 📚 Co istotne, przez większą część książki nie mamy pewności, czy to, co opowiada główna bohaterka, jest prawdą. Ona sama podkreśla, że lubi kłamać - trudno więc odróżnić rzeczywistość od kłamstwa, co dodaje historii specyficznego charakteru. 📚 Uwielbiam ten nostalgiczny klimat lat 90. i wczesnych dwutysięcznych - świat był wtedy prostszy, a małe rzeczy cieszyły najbardziej. Ta książka przypomina też, jak bardzo zmieniło się podejście do osób homoseksualnych w Polsce przez ostatnie 20 lat. 📚 Podobało mi się, że wątki rodzinne, przyjaźnie, pierwsze miłości i straty zostały pokazane subtelnie. Temat tożsamości nie przytłacza, tylko naturalnie przeplata się z codziennością bohaterki. 📚 Ale…czasem gubiłam się w tej historii. Motyw podróży wydawał mi się zbędny, a przeskoki w czasie wprowadzały chaos. Może taki był zamysł, ale momentami trudno było się połapać. 📚 Mam więc bardzo mieszane uczucia. Nie wiem, czy ta książka mi się podobała, ale wiem, że zostawiła po sobie dziwne i trudne do opisania wrażenie. I to chyba też ma swoją wartość. Ocena: 5,5/6 ⭐️ Przeciętna/Dobra
just_readjm - awatar just_readjm
ocenił na62 miesiące temu
Trash Story Mateusz Górniak
Trash Story
Mateusz Górniak
Historia śmieci wyciągniętych (wyprutych) ze śmietnika łudząco przypominającego miasto. Szczury i ludzie mają tu ze sobą wiele wspólnego. Sama absurdalna rzeczywistość, jak i jej zblazowani bohaterowie, ciągle napędzani są różnymi lekami czy używkami, co tworzy groteskowy obraz. Ciekawa, eksperymentalna proza. Bardzo podobały mi się dramatyczne wstawki, w których najczęściej przedmioty życia codziennego komentowały wydarzenia niczym antyczny chór w dramatach. Polecam. „Stajesz się ospałym ludzikiem, który o świcie wyskakuje z drukarki 3D. Wgrywa sobie rozgrzewkę, łapie rytmiczny krok i już się nie zatrzyma. Ludzik mija drzewa, jeziora, oazy. Ma roztropność kreta, pęd szczura, uśmiech jak sto dolarów. W pewnym momencie napotyka na swojej drodze ludzi, którzy rozbili piknik. Wabią go cynamonowymi bułeczkami, kadzidłem, kakałkiem, obietnicą wspólnego życia w zgodzie i zrozumieniu. Ludzik czule ich pozdrawia, ale idzie dalej. Idzie, bo musi. Idzie i idzie. Spacerem, który wymyka się mapom, miejscom, przeszkodom, pokusom”. s.28 „[…] Dni zamieniają ludzi we wraki, wraki jednak muszą jeść i odpoczywać, żeby rano mieć siłę wstać, zaparzyć kawę, zjeść i ruszyć do pracy”. s.30 „Pomiędzy tą śmiercią a tym zmartwychwstaniem rozlega się dźwięk - ten, który wydaje ból pulsujący w głowie. No, ale wie to tylko ten, który czuje w głowie ból”. s.35 „A kiedy nie zostaje już nic, bo wszystko zostało zmiecione z ziemi i zmiażdżone na pył, Walduś wychodzi spod gruzów na światło dnia. Śmiejąc się, zieje szkarłatnym podniebieniem, a z dziury po szóstce wylatuje tłuste jak bąk słoneczko”. s.39 „OCALAŁA DONICZKA: Po osunięciu się tych zasranych kamienic ujrzałam słońce. DUCH BABKI: Jednak we własnej piwnicy czułam się lepiej niż na gruzowisku. OPONA ZIMOWA: Niechże mnie kto weźmie na ten spacer. OSTATNIA KĘPKA TRAWY: Damy radę. WALDUŚ: NIUCHNIUUU”. s.39 „[…] I igrać ze śmiercią. Z nią się co prawda i tak igra, ale chciałoby się przecież igrać inaczej: chciałoby się igrać z nią wobec czyjejś temperatury ciała, z odsłoniętą głową, z zapałem zapadania się we wspólny czas”. s.41 „[…] Wrócił od kumpla, z którym cały wieczór pił piwo. Trochę pokłócił się po powrocie z narzeczoną i wzburzony poszedł do łazienki. Wszedł pod prysznic i w trakcie mycia zachciało mu się jeszcze zrobić kupę, więc wyszedł bez wycierania się i chciał usiąść na kiblu, żeby zrobić co trzeba. I wtedy stało się nieszczęście. Według ekspertyz po prostu nie trafił. Usiadł obok kibla, zamiast na. I zrobił to tak niefortunnie, że szczotka do kibla wbiła mu się w odbyt. Zaczął wierzgać nogami, poślizgnął się i zapierdolił głową w ścianę. I tak właśnie umarł - od uderzenia głową i z zainstalowaną głęboko szczotką od kibla”. s.58-59 „Chodzi o wyobrażenie sobie kogoś, kto wyglądał jak każdy, czyli - jak się przypatrzeć - trochę śmisznie. Miałby na pewno dość szerokie dżinsy i buty do chodzenia po górach, a reszty ciała, twarzy też, po prostu się nie pamięta”. s.63 „Chciało mu się napoju aloesowego, zapiekanki z kurczakiem i sosem czosnkowym, coli, gulaszu i umrzeć jak najszybciej”. s.76 „[…] Powoli zapadał zmierzch, a Normik czuł, jak ostatnie nici wiążące go z dzieciństwem pękają, jak oddala się od dobrze znanej i bezpiecznej przystani jako zdrajca, nikczemnik i pijak”. s.76 „[…] Nie oceniaj innych i trzymaj się jak najdalej polityki, tak mu zawsze mówiła”. s.78 „[…] Po nim - wiedział to dobrze - powinno nastąpić wyjście do pracy, na świat tak zwany zewnętrzny, w którym nikt nie respektuje praw rozpaczy. Wsłuchiwał się w jej szloch, starał się współczuć, ale jego emocje dawno się wyczerpały. Potrafił tylko mechanicznie powtarzać gesty i frazesy wsparcia, ale było to bezcelowe, a także - jak zaczynał myśleć - paskudne i niemoralne”. s.85 „[…] Pomyślał, że otworzy okno, żeby trochę wywietrzyć, a rano weźmie się do kupy i zrobi wszystko: będzie walczył jak lew i szukał nadziei nawet w bezdennej rozpaczy”. s.86 „[…] Poza zafiksowaniem na etyce jedzenia był klasycznym smutnym chujem. Samotnym trzydziestolatkiem w obskurnej kawalerce. Nałogowym palaczem mentoli i kolesiem grającym z innymi kolesiami w gry planszowe, których nawet nie lubią i mówią sobie o tym po sześciu piwkach, w rogu jakiejś zapuszczonej piwnicy. Ponadto był dłużnikiem i świeżo upieczonym ratownikiem medycznym podczas drugiego śniadania”. s.87 „PLAMA KRWI: Czuję, jak się rozlewam, staję niezależna. Wylewam się bełtami z otwartego brzucha i pokrywam coraz większy obszar. Jako plama mam ze zwłokami wspólną pamięć”. s.89 „[…] Czasem się obudzisz przerażony i zlany potem, ale wystarczy mocno przytulić poduszkę i pomyśleć o czymś miłym, na przykład o ruchaniu, żeby ponownie zasnąć i znowu być zupełnie gdzie indziej, z dala od starych bab w kolejkach do sklepu i poza zasięgiem jebniętej pani kurator”. s.95 „[…] Najlepiej zacząć od pogrzebu. Trzeba pogrzebać przeszłość. Trzeba pogrzebać te wszystkie rzeczy, które stały się świadkami. Wyciągam z szuflady młotek, a potem wyciągam całą szufladę, z której wysypują się wszystkie pozostałe rzeczy. A potem rozpierdalam wszystko jeszcze bardziej i szuflada zaczyna przypominać mnie, czyli jest nie do poznania”. s.100 „MAŁA FAŁDA NA BRUDNEJ POŚCIELI: Ona ma brzusio od harnasia i hummusiku. Została dzisiaj w mieszkaniu, w łóżku, i leży tu sobie, pachnąc jak mały piesio. I znowu opowiada tę swoją historię. Znowu mówi, że wobec tylu rzeczy czuje się bezradna. Wy, ludzie, macie przejebane”. s.107 „Tłusty Szczur i Kenny znajdują wśród gruzów i śmieci pomarańczową kanapę, a potem wynoszą ją na dach jednego z budynków, co ostały się w okolicy. Siadają na oparciu, palą papierosy. Grają w schizolotkę, oglądają landszaft z gówna i dymów, jakąś głupią oponę, co toczy się ulicą i nie może przestać”. s. 118
absurdalneżycie - awatar absurdalneżycie
ocenił na721 dni temu
Czerwony młoteczek Dorota Kotas
Czerwony młoteczek
Dorota Kotas
Chwyciłem po "Czerwony młoteczek", gdy tylko mogłem, bo po "Cukrach" miałem potrzebę pojścia za ciosem. Kotas jest ujmująca -- i swoją wrażliwością, i uporem. Z początku trochę się od tej książki odbiłem, przeleżała kilka miesięcy na półce. Wróciłem do niej dopiero z faktycznej potrzeby, gdy byłem naprawdę rozczarowany i zły. Bo wtedy już wiedziałem, że "Czerwony młoteczek" jest w dużej mierze emanacją rozczarowania, złości, może nawet bezsilności, choć nie jest w tym jednowymiarowy. Dość paradoksalnie bardziej w tej mojej złości ujęły te fragmenty, gdy Kotas jednak ze swojej choć na chwilę rezygnuje, dzieli się czymś szczerze, mimowolnie odsłaniając miękkie podbrzusze. Choć muszę zaznaczyć, że jej bezkompromisowość jest z pewnością wartością -- może nawet czymś, co sam podziwiam, bo nie potrafię się na nią zdobyć? "Czerwony młoteczek" to w dużej mierze strumień świadomości, gdzie wcielając się w tytułowy młoteczek autorka rozlicza się z tym co ją boli, w centrum stawiając trudną relację z matką. To z jednej strony czyni próg wejścia dość wysokim, z drugiej zaś strumień świadomości, nawet niekoniecznie nas własny -- może być współdzielony lub pożyczony, może być jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, o ile naprawdę potrafimy się w nim zanurzyć. Mimo wszystko (mimo Kotas!) chciałbym kiedyś przeczytać od niej jakąś klasyczną fabułę, gdzie fikcja mieszałaby się blisko z jej własnymi doświadczeniami, ale w nieco bardziej linearnej formie. "Młoteczek" bowiem jest zbity i twardy, i można sobie nim pokiereszować palce, przewracając kolejne strony, jeśli ktoś jest nieprzyzwyczajony.
ostroviahooligans - awatar ostroviahooligans
ocenił na68 miesięcy temu
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” autorstwa Ishbel Szatrawskiej to jedna z tych pozycji na polskiej scenie dramaturgicznej, które uderzają w czytelnika z siłą antycznej tragedii, pozostając przy tym boleśnie nowoczesnymi. Przyznanie tej publikacji oceny 8/10 odzwierciedla jej literacki kunszt, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykłą sprawność w operowaniu językiem, choć jednocześnie wskazuje na pewną emocjonalną duszność, która może przytłoczyć mniej przygotowanego odbiorcę. Bohater tragiczny w cieniu Hollywood Historia Hersha Libkina to wielowarstwowa odyseja, która zaczyna się w wileńskim getcie, prowadzi przez piekło nazistowskich obozów koncentracyjnych, by ostatecznie osiąść w powojennym, pozornie słonecznym Sacramento. Szatrawska kreśli portret człowieka, który przetrwał Zagładę, ale nie potrafi uciec przed własną tożsamością i traumą. Hersh to postać tragiczna w pełnym tego słowa znaczeniu – ocalały z Holokaustu Żyd, a zarazem homoseksualista, który w purytańskiej Ameryce lat 50. musi mierzyć się z nowym rodzajem wykluczenia i paranoi czasów maccartyzmu. Autorka mistrzowsko operuje kontrastem. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia z Europy, z drugiej – plastikowy, lśniący świat amerykańskiego snu, w którym Hersh próbuje odnaleźć swoje miejsce jako aspirujący aktor. Ta dualizm jest fundamentem dramatu; pokazuje, że wolność wywalczona po wojnie była dla wielu jedynie kolejną klatką, tym razem zbudowaną z oczekiwań społecznych i konieczności ukrywania prawdy o sobie. Konstrukcja i język: Teatr w głowie czytelnika Siłą tekstu Szatrawskiej jest jego rytm. Dramat czyta się jak partyturę – dialogi są cięte, dynamiczne, pełne niedopowiedzeń i napięcia. Autorka rezygnuje z tradycyjnej, linearnej narracji na rzecz poszatkowanych scen, które przenikają się nawzajem, tworząc mozaikę pamięci bohatera. Taki zabieg pozwala czytelnikowi poczuć dezorientację Hersha, dla którego przeszłość nigdy nie jest naprawdę „była” – ona wciąż trwa, manifestując się w lękach, gestach i niemożności nawiązania szczerej relacji z otoczeniem. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Szatrawska traktuje postacie drugoplanowe. Każda z nich, od agentów FBI po bliskich Hersha, reprezentuje inny aspekt opresji lub niezrozumienia, z jakimi boryka się główny bohater. Nie są to jednak płaskie figury; to pełnokrwiste postaci, które swoimi działaniami dopełniają obrazu świata, w którym ocalenie życia nie oznaczało ocalenia duszy. Ocena 8/10 wynika z faktu, że „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina...” to dzieło niemal kompletne, ale niezwykle wymagające. Gęstość traumy, którą serwuje autorka, bywa momentami paraliżująca. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tragizm bohatera jest tak skumulowany, iż nie pozostawia miejsca na najmniejszy oddech, co w odbiorze literackim może być wyczerpujące. Ponadto, specyficzna forma dramatu sprawia, że pełnię swojego potencjału tekst ten osiąga prawdopodobnie dopiero na deskach teatru, gdzie warstwa wizualna i aktorska mogą wypełnić luki między słowami. Ishbel Szatrawska napisała tekst ważny, niewygodny i olśniewający językowo. To rozliczenie z mitami – zarówno tym o amerykańskim raju, jak i tym o „czystym” cierpieniu ofiar wojny. Hersh Libkin to bohater, który zostaje z nami na długo po lekturze, zmuszając do refleksji nad tym, ile warte jest życie w kłamstwie i jak wielką cenę płaci się za próbę bycia sobą w czasach, które premiują konformizm. To wybitna literatura, która zasługuje na szerokie uznanie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na820 dni temu
Moja ukochana i ja Renata Lis
Moja ukochana i ja
Renata Lis
Autobiograficzna podróż przez życie autorki, w której poruszamy sie w osiach zarówno czasowych (dorastanie i dorosłe życie w Warszawie),systemowych (komunizm - kapitalizm) jak zawiłym nurtem refleksji (m.in. o płci, safickości, kulturze). Ten poruszający wywód jest bardzo wrażliwym pokazaniem doświadczenia życia w często rozczarowującym kraju, zwłaszcza będąc w związku nieheteronormatywnym. Czułam, że czytam coś naprawdę sporego. Coś odważnego, o poziomie szczerości i wrażliwości, których nie spotkałam dotychczas. A jednocześnie była to podróż bardzo edukująca - na różne perspektywy, nieznane mi czasy i to, jak bardzo system polityczny nie jest oderwany od mentalności ludzi w nim żyjących. Autorka pisze w sposób nie zawsze prosty - jest wykształcona w dziedzinie literatury i kultury. Niestety czasem zostawiało mnie to w tyle w jej rozważaniach, gdyż często nie znałam dzieł, do których się odwoływano. Nie było to jednak dominujące wrażenie. Znaczną większość książki otrzymujemy poruszające przedstawienie życia w związku i tematów wokół miłości - ze świetnym warsztatem pisarskim. Podczas czytania tej lektury, dominowały u mnie smutek i współczucie. To nie jest łatwa książka i bez cenzury omawia realia tego, jak bardzo w tyle Polska znajduje się w kwestiach równościowych. Prócz tego często porusza trudne tematy tożsamości, niedopasowania, rodziny czy patriarchatu. Trzeba być również przygotowanym na część esejową w drugiej połowie książki - bardziej przypominającą felieton lub rozprawę naukową w kwestii literatury i kultury, niż spójną część nurtu całej książki. Ten fragment czytało mi się najtrudniej, jednak z pewnością zostawił u mnie kilka refleksji. A na końcu Kamczatka - coś, przez co przeszłam w pół-dysocjacji. Kompozycyjne mistrzostwo opisu doświadczania śmierci matki i perspektywy śmierci własnej. Już za tę końcówkę książka powinna trafić na topową półkę. Mimo emocjonalnego rozłożenia na łopatki (a może dzięki niemu?),uważam dzieło Renaty Lis za bardzo ważny egzemplarz dla polskiej liatury - nie tylko queerowej. ~ recenzja oryginalnie opublikowana na Instagramie
KociołekZKsiążkami - awatar KociołekZKsiążkami
ocenił na87 miesięcy temu
Bella, ciao Piotr Siemion
Bella, ciao
Piotr Siemion
Piotr Siemion, autor głośnych niegdyś Niskich Łąk, powrócił z powieścią, która w założeniu miała być epickim rozliczeniem z polską historią, traumą wojenną i skomplikowanymi losami ludzi rzuconych w wir dziejów. Bella, ciao to książka ambitna, napisana z rozmachem i niewątpliwym talentem stylistycznym, jednak w ostatecznym rozrachunku pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu. Moja ocena to 6/10 – to pozycja solidna, ale momentami zbyt przeestetyzowana, by w pełni poruszyć. Akcja powieści rozgrywa się w dwóch planach czasowych: u schyłku II wojny światowej oraz w latach 90. XX wieku. Siemion splata losy partyzantów, żołnierzy i cywilów, próbując uchwycić moment przejścia między starą a nową Polską. Autor rezygnuje z tradycyjnej martyrologii na rzecz czegoś, co można nazwać „egzystencjalnym westernem”. Jego bohaterowie to ludzie wykorzenieni, cyniczni, zmęczeni ideologiami, którzy w brutalnej rzeczywistości próbują ocalić choćby namiastkę własnej podmiotowości. To spojrzenie na historię bez filtrów, pełne błota, krwi i moralnych dwuznaczności, jest jedną z najmocniejszych stron książki. Warsztat pisarski Siemiona zasługuje na uznanie. Zdania są soczyste, pełne kulturowych odniesień i gęstych opisów, które budują duszną, oniryczną atmosferę. Autor świetnie radzi sobie z kreowaniem obrazów – powojenny Wrocław czy partyzanckie lasy ożywają na kartach powieści z niezwykłą intensywnością. Bella, ciao to proza bardzo „filmowa”, w której rytm narracji dyktowany jest przez dynamiczne sceny i błyskotliwe dialogi. Problemem Bella, ciao jest jej konstrukcja, która momentami sprawia wrażenie zbyt chaotycznej. Przeskoki czasowe i wielość wątków sprawiają, że trudno nawiązać głęboką emocjonalną więź z bohaterami – stają się oni raczej figurami w intelektualnej grze autora niż ludźmi z krwi i kości. Ponadto, Siemion ma skłonność do popadania w manierę; styl, choć efektowny, bywa męczący, gdy każda czynność musi zostać opisana w sposób barokowo skomplikowany. Metaforyka bywa tu tak gęsta, że przysłania samą historię, czyniąc z lektury doświadczenie bardziej estetyczne niż przeżycie literackie. Bella, ciao to książka o końcu pewnego świata i bolesnych narodzinach kolejnego. To ważny głos w dyskusji o polskiej tożsamości, pokazujący, że historia to nie tylko daty, ale przede wszystkim chaos, z którego trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Piotr Siemion stworzył dzieło inteligentne i warsztatowo sprawne, ale zabrakło w nim autentycznego ognia, który sprawiłby, że losy bohaterów zostałyby z nami na dłużej. To dobra lektura dla wielbicieli prozy stylistycznie wysmakowanej, ale może rozczarować tych, którzy szukają w literaturze historycznej emocjonalnej prawdy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na626 dni temu
Chronologia wody Lidia Yuknavitch
Chronologia wody
Lidia Yuknavitch
"Chronologia wody”, to literacki granat, który rozsadza tradycyjne ramy autobiografii. Tematyka tego wspomnieniowego dzieła oscyluje wokół traumy, cielesności, uzależnienia i nieustannego procesu stwarzania siebie na nowo poprzez sztukę. Yuknavitch nie opowiada swojej historii linearnie; zamiast tego posługuje się toposem wody – płynnej, niszczycielskiej, ale i dającej życie. Woda jest tu metaforą pamięci, która nie trzyma się dat, lecz przypływów i odpływów emocji. Największą zaletą książki jest jej radykalna szczerość i surowość języka. Autorka nie szuka odkupienia ani litości; opisuje swoje ciało, poronienie, destrukcyjne relacje i błędy z brutalną, niemal biologiczną precyzją. To proza „brudna”, nasycona seksualnością i bólem, która jednocześnie wznosi się na wyżyny poezji. Yuknavitch posiada rzadką umiejętność przekuwania odrazy w piękno, co czyni tę lekturę doświadczeniem niemal fizycznym. To manifest „dziewczyny-wyrzutka”, która odnajduje swój głos w pisaniu, traktując literaturę jak jedyną deskę ratunku na wzburzonym morzu życia. Duszna atmosfera i najważniejsze rady Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która dominuje w pierwszej części książki. Opisy toksycznego domu rodzinnego, w którym przemoc ojca miesza się z apatią matki, wywołują u czytelnika dreszcz klaustrofobii. Ta duszność – brak powietrza, brak możliwości ucieczki – staje się paliwem dla późniejszych, ryzykownych wyborów życiowych autorki. Czytelnik niemal tonie razem z nią w oparach alkoholu i chaosu, by po chwili wynurzyć się na powierzchnię dzięki jej pasji do pływania. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej bolesnej lekcji to: Sztuka jako przetrwanie: Yuknavitch udowadnia, że opowiedzenie własnej historii, nawet tej najbardziej wstydliwej, jest aktem radykalnego samouzdrowienia. Akceptacja chaosu: Chronologia życia nie musi być logiczna, by miała sens. Nasze błędy i blizny są taką samą częścią nas, jak nasze sukcesy. Ciało jako mapa: Autorka uczy nas, że ciało pamięta wszystko, czego umysł stara się wyprzeć, i to właśnie przez kontakt z cielesnością wiedzie droga do odzyskania siebie. Moja ocena to mocne 8/10. To książka wybitna, zmieniająca postrzeganie literatury kobiecej i autobiograficznej. Jest odważna w sposób, który onieśmiela. Brakujące dwa punkty wynikają jednak z faktu, że jest to lektura skrajnie wyczerpująca. Intensywność emocjonalna i pewien rodzaj ekshibicjonizmu mogą być dla niektórych czytelników barierą nie do przejścia. Momentami nieliniowość narracji sprawia, że łatwo zgubić wątek, co wymaga od odbiorcy pełnego skupienia i ogromnej empatii. „Chronologia wody” to pozycja dla tych, którzy nie boją się literatury totalnej, dotykającej trzewi. Yuknavitch stworzyła arcydzieło o tym, jak podnieść się z dna, nie zapominając o smaku soli i piasku w ustach. To brutalna, ale ostatecznie dająca nadzieję pieśń o odporności ludzkiego ducha.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Zaklinanie węży w gorące wieczory

Więcej
Małgorzata Żarów Zaklinanie węży w gorące wieczory Zobacz więcej
Małgorzata Żarów Zaklinanie węży w gorące wieczory Zobacz więcej
Małgorzata Żarów Zaklinanie węży w gorące wieczory Zobacz więcej
Więcej