rozwińzwiń

William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla

Okładka książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla autora Rae Casey, 9788379983537
Okładka książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla
Rae Casey Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda biografia, autobiografia, pamiętnik
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2022-04-28
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-28
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379983537
Tłumacz:
Robert D. Hloniontko
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla

Średnia ocen
6,9 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla

Sortuj:
avatar
63
42

Na półkach:

Kupiłem tę książkę ze względu na marki muzyczne reklamowane na okładce. Niczego nowego się nie dowiedziałem, a sam Burroughs nie jest dla mnie powodem dla którego warto sięgnąć po tę pozycję.

Kupiłem tę książkę ze względu na marki muzyczne reklamowane na okładce. Niczego nowego się nie dowiedziałem, a sam Burroughs nie jest dla mnie powodem dla którego warto sięgnąć po tę pozycję.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
58
41

Na półkach:

do easy
także pisząc recenzję
odważne zdania niepoddane cenzurze
facet, który dziwił i fascynował
te tłumy, które trzeba
a po nich przyjdą następne
invisible men

do easy
także pisząc recenzję
odważne zdania niepoddane cenzurze
facet, który dziwił i fascynował
te tłumy, które trzeba
a po nich przyjdą następne
invisible men

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
428
428

Na półkach: ,

Eseistyka fanowska. Praca popularyzatorska mająca pokazać wielkość, geniusz i ponadczasowość Williama S. Burroughsa. Casey Rae próbuje wnieść kaganek oświaty w środowisko, które często ma słowo drukowane w głębokim poważaniu – wielbicieli starego rocka, wolących zapalić jointa i wypić piwo przy muzyce ze zdartych winyli i kaset Patti Smith, Lou Reeda, Davida Bowiego czy Nirvany lub preferujących mocniejsze wrażenia przy kompaktach Ministry. Oczywiście to nie wszystkie muzyczne nazwiska i nazwy pojawiające się w jego książce. Są tu także większe marki, jak Bob Dylan, Paul McCartney i Mick Jagger, jednak można odnieść wrażenie, że autor dokleił je na siłę. Ich związki z Burroughesem były mniej niż minimalne. Tak przynajmniej wynika z kart tej książki. Pojawiają się też nazwiska i nazwy tak hermetyczne, że nawet średnio zorientowany wielbiciel starego grania ma problem z ich lokalizacją. Ale wszystkie te rockowe marki mają i tak znaczenie drugorzędne. To raczej ozdobniki mające podkreślić gigantyczny wpływ myśli i słów Burroughsa na kulturę drugiej połowy XX wieku i pierwszych lat naszego stulecia.
Walory naukowe książki „William S. Burroughs i kult Rock’n’Rolla” są w gruncie rzeczy żadne. Rae kreśli parabole zależności w sposób tak wysilony, że niezbyt nieprzekonywujący. Jego podstawowym argumentem jest ten, że skoro gwiazdor rocka przeczytał coś z Burroughsa we wcześniejszej lub późniejszej młodości, to miało to wpływ na jego muzykę. Nie bierze pod uwagę, że część nastolatków czyta rzeczy ostre, kontrowersyjne lub zakazane, a pewien typ młodych ludzi w pewnym wieku po prostu lubi lub chce eksperymentować z substancjami psychoaktywnymi. To po prostu przejawy ich naturalnego buntu przeciwko bezpiecznej, nudnej rzeczywistości rodziców.
W ciągach logicznych Raego brak też refleksji nad tym, że większość z wymienionych gwiazd znała tylko jedną powieść Burroughsa – „Nagi lunch”, lub że większość gwiazd lubi dorabiać sobie intelektualną otoczkę. A pisarz to jednak zawsze coś „inteligentniejszego” od rockmana, uchodzącego w powszechnej opinii – klasy średniej i wyższej – za analfabetę. Warto się z nim spotkać. Może pójdzie więcej płyt lub chociaż wizerunek będzie lepszy.
W gruncie rzeczy „William S. Burroughs i kult Rock’n’Rolla” Caseya Rae to wyłącznie świadectwo wiary autora. Rzecz przesadnie żarliwa, pozbawiona choćby szczypty dystansu. Jakby autor był burroughsowskim neofitą. A przecież chwali się, że proza zaćpanego giganta trafiła w niego w czasach szkoły średniej. To tylko hermetyczna popkulturowa homilia dla boomerów. Rzecz mająca utwierdzić w wierze od dawna wierzących. Wszelkie próby nawiązania dialogu w młodszym pokoleniem, porównanie słynnej metody Burroughsa – cut upu – do kultury memów i remiksów są tak wysilone, że aż zabawnie nieprzekonywujące. Zresztą jak trafić z prozą Burroughsa do współczesnych nastolatków, ludzi którzy nie czują głębszej metafory, czytają wszystko wprost, nie rozumiejąc niuansów lub dwuznaczności? I to czytają wyłącznie proste słowa oraz skrótowce z mediów społecznościowych? Dla nich gadająca dupa i tym podobne sytuacje będą po prostu odjechanym kabaretem, a nie skłaniającą do refleksji sztuką. Dlatego pod tym względem „William S. Burroughs i kult Rock’n’Rolla” to donkiszoteria. I to donkiszoteria w rozumieniu tych, którzy uważają bohatera Cervantesa za postać żałosną.
Jedno się jednak Caseyowi Rae udało. Zdjąłem z półki zakurzone egzemplarze „Ćpuna” i „Nagiego lunchu”. Jeżeli zrobiłem to nie tylko ja, można uznać tę książkę za umiarkowany sukces. Umiarkowany, bo nie włączyłem muzyki żadnego z wymienionych tu wykonawców.

Eseistyka fanowska. Praca popularyzatorska mająca pokazać wielkość, geniusz i ponadczasowość Williama S. Burroughsa. Casey Rae próbuje wnieść kaganek oświaty w środowisko, które często ma słowo drukowane w głębokim poważaniu – wielbicieli starego rocka, wolących zapalić jointa i wypić piwo przy muzyce ze zdartych winyli i kaset Patti Smith, Lou Reeda, Davida Bowiego czy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

33 użytkowników ma tytuł William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla na półkach głównych
  • 18
  • 15
19 użytkowników ma tytuł William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Swans – ofiara i transcendencja Nick Soulsby
Swans – ofiara i transcendencja
Nick Soulsby
Swan to zespół, który odcisnął swoje piętno w historii muzyki przez duże „M” pisanej. Jego fundamentem jest Michael Gira, postać barwna i kontrowersyjna. Książka opowiada o tym „jak wykuwała się stal”. Jest napisana w konwencji wywiadu rzeki, gdzie pozwolono dojść do głosu ważnym postaciom, które wniosły coś w dzieje zespołu. Ponieważ jest ich trochę, pisarz zrobił ich spis i zamieścił na końcu lektury. Owe zestawienie zawiera, krótki biogram każdej zamieszczonej w nim postaci. Wywiad jest podzielony na okresy historyczne, w większości związane z wydaniem kolejnego albumu. Osobą wiodącą prym jest oczywiście lider zespołu Michael Gira, ale zamieszczono również wypowiedzi opozycji. Całość skupia się nie tylko na twórczości, ale przedstawia też wzajemne i bardzo trudne relacje wewnątrz grupy. Lider nie był osobą łatwą we współpracy, czego nie ukrywa się w tej książce. W publikacji mamy też posłowie Bartka Chacińskiego, który przedstawia swoje zdanie na temat Michaela Giry. Zdanie, jakby odmienne o innych (?). Wydanie w twardej czarnej klimatycznej oprawie z obwolutą, która jest jednocześnie jedyną ilustracją na okładce. Trafnie dobrane zdjęcie sprawia, że to wydanie ładnie się prezentuje. W środku dobry papier i kilka zdjęć. Książkę czyta się dobrze. Nie ma w niej miejsca na nudę czy dłużyzny. Dobór wypowiedzi i ludzi powoduje napięcie i ciekawość – co jest bardzo ważne przy takiej konwencji. Ze swej strony polecam wszystkim, którzy coś tam Swans słyszeli i tym, którzy chcieliby poznać wyjątkowe zjawisko na muzycznym rynku.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na82 lata temu
Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz Tom Shone
Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz
Tom Shone
Wyrazistość stylu Quentina Tarantino jest w świecie współczesnego kina zjawiskiem niemal fizycznym, a Tom Shone w swojej biografii „Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz” stara się rozłożyć ten fenomen na czynniki pierwsze. Autor od samego początku skupia się na cechach charakterystycznych twórcy „Pulp Fiction”: od obsesyjnych, nasyconych popkulturą dialogów, po nieliniową strukturę narracyjną. Shone ze szczególną uwagą analizuje tarantinowską predylekcję do konwencji gore – specyficznej estetyki przemocy, która u tego reżysera nigdy nie jest tylko pustym szokowaniem, lecz staje się operowym, niemal baletowym elementem widowiska. Moja ocena to rzetelne 7/10 – to wizualna uczta dla fanów, choć momentami bardziej przypomina hagiografię niż krytyczną analizę. Tom Shone prowadzi nas przez filmografię reżysera, od „Wściekłych psów” aż po „Pewnego razu... w Hollywood”, pokazując, jak chłopak z wypożyczalni kaset wideo stał się demiurgiem masowej wyobraźni. Autor świetnie dokumentuje proces twórczy, w którym Tarantino miksuje spaghetti westerny, kino klasy B i francuską nową falę, tworząc z nich nową, wybuchową jakość. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej lektury to: Kradzież jako akt twórczy: Shone przypomina, że Tarantino nie kopiuje, lecz tworzy kolaż z elementów historii kina. To lekcja dla artystów: oryginalność polega na nowym zestawieniu znanych elementów. Wierność własnej wizji: Reżyser uczy bezkompromisowości. Mimo nacisków producentów, zawsze stawiał na swój unikalny rytm i estetykę, co ostatecznie przyniosło mu status legendy. Dialog jako akcja: Książka pokazuje, że u Tarantino rozmowa o burgerach w Paryżu jest równie ważna i napięta jak strzelanina. Duszna atmosfera i najważniejsze rady Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która bije z opisów planów filmowych przytaczanych przez Shone’a. To duszność klaustrofobicznych kadrów, w których postacie są uwięzione w barach, magazynach czy piwnicach, czekając na nieuchronną eksplozję przemocy. Czytelnik niemal czuje zapach prochu i słyszy trzeszczącą płytę winylową w tle. Ta duszność to także napięcie między słowem a czynem – specyficzny tarantinowski suspens, w którym długa rozmowa jest jedynie odliczaniem do brutalnego finału. Książka zachwyca wydaniem – bogactwo fotosów i elegancki skład sprawiają, że to idealna pozycja na prezent. Shone pisze z pasją, a jego anegdoty są soczyste. Brakujące trzy punkty wynikają jednak z pewnej powierzchowności. Autor rzadko zdobywa się na krytykę, omijając kontrowersje wokół osobowości reżysera czy jego relacji z niektórymi aktorami. To raczej celebracja geniuszu niż obiektywny portret, co sprawia, że dla wnikliwego badacza kina książka może wydać się zbyt „bezpieczna”. „Tarantino. Nieprzewidywalny geniusz” to efektowny hołd dla człowieka, który przywrócił kinu radość z opowiadania historii. Shone stworzył przewodnik po świecie, w którym krew ma kolor jaskrawej czerwieni, a każde zdanie jest kultowe.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Żuławski. Wywiad rzeka Piotr Marecki
Żuławski. Wywiad rzeka
Piotr Marecki Andrzej Żuławski
Pod koniec tej książki Żuławski stwierdza, że choć ciągle mówi „Ja, ja, ja.” to nie uważa siebie za interesującą osobę i gdy mówi o sobie, jest to tylko pretekst, by omawiać rzeczy ciekawsze. Niezależnie od tego, czy to stwierdzenie jest prawdziwe czy nie, stanowi dobre podsumowanie głównej tematyki tej książki: z jednej strony mamy kino i ogólnie sztukę, z drugiej Żuławskiego i jego poglądy na wszystko. I ta część o kinie jest często bardzo intrygująca, choć tez Żuławskiego nie można przyjmować bezkrytycznie. Żuławski ewidentnie miał własne spojrzenie na to, jakie ma być kino i z jego poglądami w tej materii warto się zapoznać. Należy jednak pamiętać, że inni reżyserzy inaczej to postrzegali i kręcili filmy w zupełnie innym stylu, które są równie warte uwagi, jak te Żuławskiego. Gdy Żuławski stawia w centrum siebie, książka staje się mniej ciekawa. Po temu są co najmniej kilku powodów. Pierwszy to ten, że Żuławski potrafi w naprawdę odrażający sposób mówić, tak że od samego doboru słów odechciewa się to czytać. Po drugie, tym naprawdę odpychającym tonem krytykuje chyba każdego, kto śmie się z nim nie zgadzać w jakiejkolwiek sprawie, przez co dostajemy zbyt czarno-biały obraz każdego tematu, pozbawiany potrzebnych niuansów. Po trzecie, Żuławski się po prostu wielokrotnie wybiela. Gdy opisuje reżysera, który źle traktował Sophie Marceau to zwyzywa go od najgorszych. Kiedy sam trochę wcześniej opisywał jak groził Izabelle Adjani śmiercią, to był to jedyny sposób by pracować z nieznośnie kapryśną gwiazdą. Zestawiają te i inne słowa Żuławskiego ze sobą, po prostu nie potrafię wierzyć w te wszystkie opowieści niego o nim samym. Z tego względu poziom książki mocno podnoszą dwaj pozostali rozmówcy, Piotr Kletowski i Piotr Marecki, przy czym zwykle pytania zadaje pierwszy z nich. Dzięki nim wywiad nie raz przekształca się w dialog, wymianę poglądów, często bardzo od siebie dalekich. Żuławski zresztą głośno mówi o tym, że jego i Kletowskiego różni patrzenie na podstawowe rzeczy. Z jego słów można też wnioskować, że z Mareckim poglądy ich zbliżają. Widać też, co zresztą w pewnym momencie Żuławski zauważa, że ten wywiad rzek pozwolił im się do pewnego stopnia poznać, a jemu zrozumieć pewne rzeczy na temat własnej twórczości. Można mieć nadzieję, że nowym czytelnikom przysłuży się on w podobnym stopniu.
KZiemian - awatar KZiemian
ocenił na62 miesiące temu
Paul Celan. Tam, za kasztanami, jest świat. Biografia Anna Arno
Paul Celan. Tam, za kasztanami, jest świat. Biografia
Anna Arno
„Na początku lat sześćdziesiątych Celan nieraz narzekał na „twarde” paryskie bruki, a „nieludzkie” miasto nad Sekwaną przeciwstawiał rodzinnym Czerniowcom. Taka wyspiarska egzystencja do pewnego stopnia była jego wyborem. Pozostał wierny niemczyźnie. W elitarnych kręgach był znany jako „niemiecki poeta”. Swoje wiersze uważał za prawie nieprzetłumaczalne i nie zabiegał o przekłady. Kiedy zaś wydawcy składali mu takie propozycje, często hamował ich zapędy i zrywał kontrakty” (s. 382.) Anna Arno, Paul Celan. Tam, za kasztanami, jest świat. Biografia. Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2021. „Tam, za kasztanami, jest świat” – fraza, która znalazła miejsce w tytule biografii, pochodzi z wiersza Druben (Tam). Przy Wassikogasse stał dom rodzinny poety i rosły kasztanowce. Poeta wybierze świat, ale wrażliwość na urodę natury odnajdzie każdy Czytelnik wierszy Celana. Anna Arno w Podziękowaniach wyjawia powód powstania książki, a było nim spotkanie z Ancą Bratu – Minott, profesor historii sztuki, która podarowała jej w Paryżu tom korespondencji Paula Celana z Ilaną Shumeli. Jak napisze: „Z pamięcią o niej zaczęłam pracę nad tą książką”. Książkę zdążył przeczytać A. Zagajewski, nanosząc własne uwagi, a tekst dedykowany jest synom autorki, Adamowi i Piotrowi, którzy urodzili się kilka godzin po postawieniu ostatniej kropki. W bardzo obszernej biografii (starannie udokumentowanej i zilustrowanej) wielkiego poety Paula Celana Anna Arno- pisarka i tłumaczka, historyk sztuki kreśli wizerunek wyjątkowego twórcy związanego z wieloma miejscami na świecie, m. in.: • Czerniowcami – miejscem urodzenia w 1920 r. jako Paul Antschel, nie jest tam pochowany, utopił się w Sekwanie, a spoczywa na cmentarzu w Thiais na obrzeżach Paryża (na tym samym cmentarzu pochowany został w 1939 r, Joseph Roth); • Bukaresztem (w drodze na Zachód) nazywanym „Paryżem Wschodu” - był lektorem w Wyd. Cartea Rusa (Rosyjska Książka) poprawiał przekłady rosyjskiej literatury na rumuński; jak napisze autorka: „prowadził życie nocne: wieczorami pisał wiersze, ale też spotykał się z przyjaciółmi, flirtował (…) . rzucał się z jednego związku w drugi…”. (s.109) • Wiedniem - spędził tam 6 miesięcy, Austria była jedynym krajem niemieckojęzycznym, w którym mieszkał Celan. • Paryżem, doznał tam samotności, samotności poety, nie znajdując czytelników i słuchaczy; latem 1955r. ostatecznie otrzymał obywatelstwo francuskie. Biografii Celana autorstwa A. Arno towarzyszy od pierwszych stron "Fuga śmierci” w przekł. Julii Juraś rozpoczynająca się od słów: „Czarne niebo świtu pijemy cię w mroku pijemy w południe o brzasku pijemy cię nocą, pijemy, pijemy…” Czytelnik z pewnością znajdzie uzasadnienie tego stanu rzeczy. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
NoMeansNo: w drodze znikąd donikąd; Historia mówiona Jason Lamb
NoMeansNo: w drodze znikąd donikąd; Historia mówiona
Jason Lamb
W tej książce można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Pięknie wydana, z ogromną ilością zdjęć zespołu, plakatów, elementów graficznych pochodzących z płyt itd. Dodatkowo, do książki dołączone są kolejne grafiki, naklejki oraz płyta CD z koncertem w Warszawie (pierwotnie wydanym przez QQRYQ na kasecie, wieki temu). Zawartość książki dość typowa dla wydawnictw o zespołach. Początki zespołu, rozwój i koniec działalności. Opisana przez członków zespołu, wydawców, współpracowników itd. Pojawiają się takie legendy jak Jello Biafra, panowie z DOA czy nawet Green Day. Kilka razy pojawia się wątek polski, w postaci wypowiedzi twórcy Anteny Krzyku czy kilku innych polskich anegdot koncertowych (w tym jedna nieprzynosząca chwały - samochód). Można więc powiedzieć, że jest to typowy opis działalności zespołu przedstawiany w książkach, ale w tym przypadku dotyczy zespołu absolutnie nietypowego, nieszablonowego. Dwa koncerty na żywo w Krakowie w hali Korona oraz Klubie 38 w latach 90 -ych, spowodowały, że ten zespół był dla mnie zawsze wyjątkowy i taki pozostanie. W trakcie czytania książek muzycznych lubię słuchać muzyki danego zespołu i tak było w tym przypadku. Płyty, które mi towarzyszyły przez te dni to: Wrong, The Sky Is Falling And I Want My Mommy, The Worldhood of the World, The People's Choice, All Roads Lead To Ausfahrt, no i Live Warsaw. Co to dużo mówić, te płyty dopełniały efektu obcowania z zespołem fantastycznym podczas czytania tej książki. Czytając wypowiedzi członków zespołu oraz wielu innych osób współpracujących z zespołem można poczuć pasję tworzenia dotykając kartek papieru, oglądając projekty koszulek, plakatów, dziwacznych strojów zespołu itd. W XXI wieku słowo pasja jest często bardzo nadużywane. Jednak nie w tym przypadku. W historii NOMEANSNO opisanej na kartkach tej fantastycznie wydanej książki czuć prawdziwą pasję tworzenia i chęć działania na własnych, alternatywnych torach. Polecam wszystkim poczuć to na własnej skórze, nie tylko tym nadal zakochanym w NOMEANSNO.
pertlob - awatar pertlob
ocenił na811 miesięcy temu
Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia Agnieszka Gajewska
Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia
Agnieszka Gajewska
Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że nie chciałam znać wszystkich poglądów i opinii Stanisława Lema. Lem z przeczytanych do tej pory przeze mnie publikacji wydawał mi się bliski, natomiast ta biografia nas mocno oddaliła od siebie, stworzyła dystans. Pamiętam, że po obejrzeniu filmu na podstawie Szpitala Przemienienia miałam poczucie, że autor tej opowieści musi myśleć podobnie jak ja w temacie ludzkiego życia, jego wartości, bezcenności. Mocno zdziwiło mnie to, co pojawiło się w ostatnich rozdziałach – tym bardziej, że nie czytałam publicznych wypowiedzi Lema w latach 90., ponieważ w orbicie moich zainteresowań były wówczas raczej Ciuchcia i Polskie Zoo. Zastanawiałam się na ile faktycznie są to poglądy Lema, a na ile autorka mocno to wszystko wyolbrzymia, bo chciałaby tak jak i ja znaleźć „swoją wersję” Lema (a jej wersja będzie radykalnie odmienna, bo sama Gajewska jest radykalnie odmienna ode mnie). Jednocześnie były momenty, gdy się zgadzaliśmy, choćby w kwestii ochrony przyrody, troski o powietrze, wodę, ekosystem, prawa zwierząt. Uderzające jest, że Lem zauważał problem smogu w Krakowie już pod koniec lat 80. Kochał także psy i miał ich sporo. Nie zdziwiło mnie, że fascynował się Leśmianem, to widać w jego języku, gdzie maszyny kwitną i krwawią jak istoty żywe. Zaskoczył mnie Lem z lat 50. i jego relacje z władzą. Ktoś mógłby ocenić, że pisarz zdradzał znamiona oportunizmu – ale Gajewska stara się wyjaśnić jego motywacje, głównie przez pryzmat biografii z lat wojennych i antysemityzmu. Zgadzam się tu z opinią jednej z osób z grupy, że w ogóle bardzo mocno skupiono się na temacie tożsamości żydowskiej i podejścia Lema do niej. Odniosłam wrażenie, że Gajewska chciałaby wszystkie decyzje czy zachowania pisarza wyjaśnić jego pochodzeniem oraz związanymi z tego doświadczeniami nietolerancji, prześladowań itp. (których rodzina Lema i on sam niewątpliwie znieść musieli ilości ogromne). Czasami jednak wydawało mi się, że autorka bardzo chciałaby coś między wierszami doczytać, nawet gdy tam jest tylko interlinia. Gajewska zwłaszcza w pierwszych rozdziałach bardzo mocno koncentruje się na wydarzeniach historycznych, rozwijała te wątki nawet, gdy nie dotyczyły bezpośrednio ani Lema ani jego rodziny. Podejrzewam, że robiła to po to, żeby nakreślić tło, pokazać świat w jakim muszą poruszać się bohaterowie, ale osoby, które nie są zainteresowane tematem mogą poczuć się znużone. Z drugiej strony przez niektóre wątki „bliżej Lema” autorka przefrunęła – napisała np. o konflikcie pisarza z synem, ale nie wyjaśniła w sumie o co poszło. Czy chciała uszanować prywatność rodziny? Były momenty, gdy ukazywała słabość Lema i nie bała się odsłonić jego trudnych zachowań (np. jego fochów względem przyjaciół),czemu więc tu przeskoczyła przez temat. Liczyłam też na więcej o relacjach Lema z Philipem K. Dickiem – ale za to dowiedziałam się sporo o jego korespondencji z Ursulą LeGuin. Ciekawą postacią wydał mi się przewijający się stale w książce przyjaciel Lema, Jan Józef Szczepański – dzisiaj postać w sumie niemal całkowicie zapomniana, nawet na wydziałach polonistyki. W ogóle interesujący był motyw przyjaźni Lema ze Szczepańskim, ich odmienności od siebie i jednoczesnej komplementarności. Ciekawostka, którą może wyjaśni mi ktoś specjalizujący się w kulturze i religii żydowskiej. W rozdziale dotyczącym rodziców Lema autorka pisze, że para się „spowiadała” przed ślubem, a przecież oboje byli Żydami i pobrali się w synagodze.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na71 miesiąc temu
Do samego końca. Peter Grant, Led Zeppelin i pozostali. Opowieść o życiu największego managera rockowego Mark Blake
Do samego końca. Peter Grant, Led Zeppelin i pozostali. Opowieść o życiu największego managera rockowego
Mark Blake
Błyskotka dla fanów starego rocka. Wysokooktanowy suplement diety dla wielbicieli Led Zeppelin oraz koneserów niesportowego trybu życia. Pierwsi znajdą tu malownicze uzupełnienie i uporządkowanie historii ich milusińskich. Drudzy – solidnie udokumentowane potwierdzenie plotek, że seks, używki i rock’n’roll nie zawsze prowadzą do trumny w dwudziestej siódmej wiośnie życia, że balować można dłużej, tyle, że ważne jest towarzystwo na tym przyjęciu. Brytyjski dziennikarz muzyczny Mark Blake to człowiek o pokolenie młodszy od Led Zeppelin i dwa pokolenia młodszy od swojego – menadżera tego jednego z największych zespołów w historii, Petera Granta. Jednak, jak na dzisiejsze standardy medialne, to zawodnik z epoki kamienia łupanego. Już od pierwszych stron widać, że spędził dziesiątki godzin na wertowaniu starych magazynów popkulturowych w bibliotekach oraz rozmowach z najbliższymi i świadkami czasów oraz wyczynów Granta. Jednak w „Do samego końca” nie ma nic z archiwistycznego nudziarstwa i przesłodzonych gadek szmatek. To naprawdę ostra rock’n’rollowa jazda przyspieszająca jeszcze na licznych zakrętach, które przydarzyły się Grantowi i ludziom, którzy go otaczali. Dynamika opowieści Blake’a jest tak potężna, że nie są w stanie jej zatrzymać (lub choćby spowolnić) liczne meandry przed zeppelinowe – opowieść o świecie brytyjskiej rozrywki lat 50. i 60. Ale „Do samego końca. Peter Grant, Led Zeppelin i pozostali. Opowieść o życiu największego managera rockowego” to coś więcej niż tylko barwna historia bardzo kolorowej postaci. Mark Blake pisze o monstrum wśród monstrów, gigancie wśród gigantów i człowieku, który cały czas starał się dorosnąć do wyobrażenia o tym, jaki powinien być; o facecie, który był wzorcowym sukinsynem i, jednocześnie, najlepszym, najbardziej lojalnym przyjacielem; o nieustraszonym życiu pełną piersią i, jednocześnie, codziennym strachu, że w jednej chwili utraci się wszystko, co się zdobyło; radości egzystencji w cieniu innych i bólu życia życiem innych; o samotności w tłumie i nieustannym oczekiwaniu na cios ze strony pochlebców. Blake nie ma wątpliwości, że Peter Grant był największym menadżerem w historii rocka a nawet szerzej – całej muzyki pop. Rzuca nazwiska wielkich i jeszcze większych, którzy – według niego – wzorowali się na jego bohaterze. Ale, jednocześnie, nie boi się postawić tezy, że tak naprawdę Grant był Jankiem Muzykantem showbiznesowego zarządzania, że w jego pracy nie było metody – rządził nim tylko instynkt. Ale może właśnie to, ta instynktowność, zwierzęcość zachować stanowi o jego wielkości. Bo z książki Blake’a wyłania się obraz rock’n’rollowego giganta. I to nie tylko z powodu wielkości kwot, które przenosił w plastikowych reklamówkach. „Do samego końca” to portret człowieka, przy którym nawet ludzie uchodzący za wielkich rockowych frików okazują się drętwymi pozerami. Opowieść o gargantuicznym menadżerze Led Zeppelin to także ballada o czasie, kiedy rozrywka była jeszcze rozrywką, a nie produktem wykreowanym w wąskich umysłowościach księgowych. Była świetną zabawą nie tylko dla odbiorców, ale i jej twórców. Ci wybitni potrafili się zresztą bawić najlepiej. I choćby dla opisów tego szaleństwa warto tę ksiązkę o największym menadżerze największego, według niektórych, zespołu rockowego ever przeczytać. Choć ryzyko jest spore - można złapać doła – dziś już tak balować potrafią chyba tylko hiphopowcy.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na75 lat temu

Cytaty z książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki William S. Burroughs i kult Rock'n'Rolla