50 twarzy Tindera

Okładka książki 50 twarzy Tindera
Joanna Jędrusik Wydawnictwo: Krytyka Polityczna Seria: Nie-Fikcja reportaż
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Nie-Fikcja
Data wydania:
2019-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-24
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366232167

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup 50 twarzy Tindera w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki 50 twarzy Tindera

Średnia ocen
5,4 / 10
872 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
989
276

Na półkach:

📝 Książka łącząca elementy poradnika i osobistego zapisu doświadczeń autorki związanych z korzystaniem z aplikacji randkowej Tinder. Joanna Jędrusik opisuje różne typy relacji, zachowań i postaw spotykanych w świecie randek online, analizując je z kobiecej perspektywy. Spojrzenie zarówno praktyczne, jak i refleksyjne – o poszukiwaniu bliskości, rozczarowaniach i mechanizmach rządzących współczesnym randkowaniem.

💭 Moja opinia:
Ta pozycja to trochę jak siedzenie przy winie z kimś, kto opowiada swoje randkowe historie – raz zabawne, raz absurdalne, czasem wręcz niewiarygodne, ale jednak… wciągające.
Z jednej strony dostajemy obserwacje, schematy, pewne „typy” zachowań, które każdy kojarzy, nawet jeśli nie chce się do tego przyznać. Z drugiej – bardzo osobisty filtr autorki, przez który to wszystko przechodzi.
I tu mam lekki zgrzyt. Momentami czułam, że ta narracja idzie w stronę ocen, z którymi zwyczajnie mi nie po drodze. Brakowało mi większej otwartości na inne perspektywy. Książka jest stronnicza – i to trzeba wziąć na klatę przed czytaniem.
Ale jednocześnie… nie mogłam jej odłożyć. Mimo tego oporu, ciekawość wygrywała. Chciałam zobaczyć, co będzie dalej, jakie historie jeszcze się pojawią, w jakim miejscu się zakończy.
Finalnie – książka do skonfrontowania się z cudzym spojrzeniem na randkowy świat.

⭐ 7/10

📝 Książka łącząca elementy poradnika i osobistego zapisu doświadczeń autorki związanych z korzystaniem z aplikacji randkowej Tinder. Joanna Jędrusik opisuje różne typy relacji, zachowań i postaw spotykanych w świecie randek online, analizując je z kobiecej perspektywy. Spojrzenie zarówno praktyczne, jak i refleksyjne – o poszukiwaniu bliskości, rozczarowaniach i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1442 użytkowników ma tytuł 50 twarzy Tindera na półkach głównych
  • 1 087
  • 355
283 użytkowników ma tytuł 50 twarzy Tindera na półkach dodatkowych
  • 85
  • 69
  • 30
  • 22
  • 21
  • 21
  • 19
  • 16

Tagi i tematy do książki 50 twarzy Tindera

Inne książki autora

Joanna Jędrusik
Joanna Jędrusik
Joanna Jędrusik – kulturoznawczyni, przez lata na etacie w korpo. Prowadzi fanpejdża: Swipe me to the end of love. Lubi Balzaca i gry komputerowe. W Wydawnictwie Krytyki Politycznej opublikowała reportaż "50 twarzy Tindera". Prowadzi podcast "Pod kołdrą z Jędrusik".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Duchowni o duchownych Artur Nowak
Duchowni o duchownych
Artur Nowak
Artur Nowak w książce „Duchowni o duchownych” podejmuje temat, który przez lata pozostawał tabu w polskiej debacie publicznej. Autor z rozmachem wnika w kulisy życia duchownych, przybliżając czytelnikowi ich codzienne zmagania, wewnętrzne konflikty oraz moralne dylematy. W efekcie otrzymujemy odważną i głęboko poruszającą opowieść o ludzkiej stronie duchowieństwa, która daleko odbiega od idealizowanego wizerunku. Na pierwszy plan wysuwają się autentyczne relacje byłych księży, zakonników i diakonów. To właśnie one nadają książce niezwykłą wiarygodność. Nowak rozmawia z osobami, które, choć związane z Kościołem, postanowiły mówić otwarcie o trudach tej drogi. Wywiady z byłymi duchownymi pozwalają zajrzeć za zasłonę, która przez dekady ukrywała prawdziwe problemy polskiego duchowieństwa. Największą siłą książki jest szczerość i bezkompromisowość. Nowak nie unika trudnych tematów. Alkoholizm, depresja, konflikty wewnętrzne, hipokryzja, a także kwestie związane z homoseksualizmem i nadużyciami seksualnymi – wszystko to zostaje pokazane z punktu widzenia tych, którzy sami przez to przeszli. Ta odwaga w ukazywaniu niewygodnych faktów sprawia, że książka staje się nie tylko lekturą, ale również swoistym dokumentem społecznym, otwierającym oczy na realia życia duchownych. Styl Nowaka jest przystępny, ale zarazem niepozbawiony literackiego zacięcia. Autor potrafi zainteresować czytelnika, wprowadzając go w świat zamkniętych wspólnot zakonnych i hierarchii kościelnej. Każdy rozdział przyciąga uwagę, balansując między faktami a emocjami. Książka zmusza do refleksji nad kondycją współczesnego Kościoła w Polsce i jego wpływem na społeczeństwo. Pokazuje, jaką cenę płacą duchowni za wymagania stawiane przez instytucję, która często nie zapewnia im odpowiedniego wsparcia. Jednocześnie autor przypomina, że za każdym koloratką kryje się człowiek z jego słabościami, marzeniami i dramatami. „Duchowni o duchownych” to lektura, która może wywoływać skrajne emocje – od zaskoczenia, przez złość, po współczucie. Jest to książka zarówno dla wierzących, którzy chcą lepiej zrozumieć swoich duchowych przewodników, jak i dla tych, którzy krytycznie patrzą na instytucję Kościoła. To ważny głos w polskiej literaturze faktu, który zasługuje na szeroką uwagę.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 7 1 rok temu
W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch... Tomasz Kwaśniewski
W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch...
Tomasz Kwaśniewski
Nie jest to dokładnie ta sama tematyka co "Ja nie leczę, ja uzdrawiam" ( https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4875709/ja-nie-lecze-ja-uzdrawiam-prawdziwa-twarz-polskich-bioenergoterapeutow ), ale jakośtam zbliżona i porównując, to powiem tak: jeśli chodzi o zakres tematu to ta podobała mi się bardziej, ale jeśli chodzi o postawę autora, to wygrywa tamta. Tutaj jednak trochę heheszki i ogólnie nie do końca poważne podejście do tematu np. na wyprawę w "poszukiwaniu ducha" autor zaprasza przyjaciela (który, nawiasem mówiąc, poważniej do tego podchodzi niż on) ale czy to ma być poważne? Po co to towarzystwo w takim momencie? Żeby bardziej się rozpraszać? Wolałbym żeby było tak jak w "Ja nie leczę, ja uzdrawiam": profesjonalnie i bezstronnie. Jednak na plus trzeba zaliczyć, że tutaj w zakres tego w co wierzą Polacy autor wciągnął też religię - to jest dobre w zestawieniu z wróżbami itp., bo częstokroć przez ludzi wierzących da się wyczuć takie: "jakieś wróżki, głupoty, bzdury" ale przemiana opłatka w ciało, to przecież prawda najczystsza, która się dokonuje co niedzielę ;) Ogólnie książkę przesłuchałem z bardzo dużym zainteresowaniem, jest wciągająca i łatwo skupić się na treści. Wszyscy bohaterowie zrobili na mnie raczej pozytywne i takie sympatyczne wrażenie. Nie wiem, pewnie są w tych branżach też oszuści, ale myślę że większość szczerze wierzy w to co robi. Jest wiele o intuicji, odczuciach... dla sceptyka to mogą być bzdury ale tak sobie myślę... a co w tym złego? Co złego w tym, że ktoś podejmie jakąś decyzję po rozłożeniu kart, posłuchaniu intuicji czy choćby rzucie monetą? Większość (i mówiąc większość mam na myśli tak 99%) decyzji w naszym życiu i tak nie jest taka ważna :D i mam na myśli również decyzje dotyczące miejsca zamieszkania, wyboru partnera życiowego czy podjęcia pracy. Wiem, to może brzmi kontrowersyjnie ale mówię to w sensie, że to nie są rzeczy nieodwracalne czy jedynie słuszne. Ważna to może być decyzja na temat aborcji, przejścia jakiejś operacji itp., bo to mogą być decyzje nieodwracalne ale co to za różnica czy ktoś zamieszka w Krakowie czy Warszawie? (albo czy w Anglii czy we Francji?). Zwiąże się z Piotrem albo Jankiem czy będzie pracował w firmie A albo B? Z Krakowa do Warszawy zawsze można się przeprowadzić (albo z Francji do Polski czy skądkolwiek niemal dokądkolwiek), pracę zmienić, a szczęśliwym można być zarówno z Piotrem jak i Jankiem, a przynajmniej zdrowy rozsądek i tak nie przewidzi tego lepiej od intuicji czy kart ;) Dlaczego by więc "słuchanie intuicji" miałoby być gorszym drogowskazem niż cokolwiek innego? (i mówię to ja, zupełnie bez intuicji ;) ). Ciekawa była też wypowiedź jednej z wróżek: "– Są pewne dźwięki, które słyszą psy, nietoperze, a my nie, tak? Ale to przecież nie znaczy, że pies jest pierdolnięty, tylko po prostu łapie inne częstotliwości. I tak samo są obrazy, które widzę ja, a kto inny nie. Na razie nie umiemy się do tego dobrać, zbadać, jak to jest, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili." (pdf.str.41) Jeszcze inne kwestie, które chcę skomentować po cytatach: "– Czyli kiedy jasnowidz nam mówi: „W czwartek trzynastego spadnie ci na głowę jakiś ciężki przedmiot”? [doktor Michał Parzuchowski:] – On nigdy tak nie powie. – No dobra: „Pod koniec września coś zdarzy się niedobrego twoim dzieciom”. – O, właśnie! „Coś zdarzy się niedobrego”. I teraz to ty musisz poszukać, co to takiego może być. Zaczynasz więc kombinować, poddając jasnowidzowi kolejne propozycje. Co w praktyce może wyglądać tak, że mówisz: „Ano tak, bo wtedy moje dziecko ma egzamin”. I wtedy on: „No właśnie, niech ono się do niego dobrze przygotuje”. Podstawową kwestią, którą wykorzystują jasnowidze, jest podpowiedź od klienta." (pdf.str.323) - no bardzo fajnie tylko tak rzadko wygląda wizyta u wróżki czy jasnowidza, chyba że to rzeczywiście jakiś oszust :P takie wypowiedzi to właśnie nie wróżki stawiają w złym świetle ;) Tak samo jak ten "horoskop" Forera - no jak się pisze ogólniki, to nic dziwnego, że większość ludzi się z tym zgodzi ;) (chociaż ja bym się nie zgodził z niczym, co zawiera fragment w stylu: "Czasem bywasz osobą (…) przystępną i towarzyską (…)" :D ). Dla przeciwwagi fragment z wypowiedzi Wojciecha Eichelbergera z dalszej części książki: "Ktoś mnie dawno temu zapytał, co sądzę o astrologii. Ja na to, że nic, bo zupełnie się na tym nie znam. Zaproponowano mi wtedy udział w eksperymencie z udziałem Roberta Waltera, jednego z najwybitniejszych polskich astrologów. (…) Miałem wybrać trzech pacjentów, z którymi pracowałem przynajmniej przez dwa lata w ramach terapii indywidualnej, i nikomu nie zdradzić, kogo wybrałem. Potem opracować o tych ludziach trzy odrębne dokumenty: krótki życiorys, patogeneza, objawy, prognozy, przebieg dotychczasowej terapii. Zapakować w nieopisane koperty, zakleić, trzymać przy sobie i nikomu nie pokazywać. Dostarczyć oponentowi tylko daty, dokładne godziny i miejsca urodzenia oraz płeć wybranych. Po miesiącu spotkaliśmy się w towarzystwie kilkunastu osób zainteresowanych tym wydarzeniem, Położyłem na stole sędziowskim swoje trzy koperty. Pan Walter położył swoje. Sędzia je otworzył, ułożył parami i odczytał. Okazało się, że w dwóch wypadkach na trzy mistrz astrologii miał do powiedzenia na temat tych osób więcej niż ja, i to bardziej trafnie. A trzeci przypadek uznany został za remis. (…) z pewnością był to fakt, przed którym musiałem pokornie schylić swoją racjonalną, materialistyczną głowę. Co, prawdę mówiąc, nie było zbyt wielkim wysiłkiem, bo jakimś cudem w oprogramowaniu mojego mózgu zainstalowała się nakładka poznawczej pokory, przekory, ciekawości i świadomości własnych ograniczeń." (pdf.str.393-394) - no i respekt, tak, to był najlepszy wywiad w tej książce! (czytana/słuchana: 13-15.01.2025) 5-/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 1 rok temu
Balet, który niszczy Monika Sławecka
Balet, który niszczy
Monika Sławecka
Monika Sławecka, scenarzystka i autorka książek, absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Świat mafii, alkoholizm, hejt, porwania - to tematy, które poruszała ze swoimi rozmówcami w poprzednich książkach. „Balet, który niszczy” to kolejna, która powstała na podstawie zeznania byłych uczennic i uczniów polskich szkół baletowych. Pierwsza w Polsce państwowa szkoła baletowa powstała w 1950 roku w Gdańsku, dziś jest ich 5. O przyjęciu do szkoły decyduje egzamin, którego pozytywny wynik daje młodziutkim kandydatom poczucie wkraczania do elit i magicznego świata. Dzieci rozpoczynają naukę w IV klasie szkoły podstawowej i kończą ostatnią klasą liceum. Dziewięć lat wytężonej, ciężkiej pracy, o której zdecydowali się opowiedzieć Monice Sławeckiej. Są wśród nich tancerki, którym udało się ukończyć szkołę i osiągnąć sukces, ale są też takie, które nie wytrzymując panującej atmosfery i rygoru decydują się pożegnać ze szkołą. O tym, co kryje się za murami tych pięknych gmachów opowiadają między innymi Natalia Wojciechowska, baletnica z dużą ilością sukcesów na koncie, Natalia Lesz i Iza Miko. Jest tu też przerażająca historia Szymona Szpaka, niezwykle uzdolnionego tancerza, którego niestety, nigdy nie zobaczymy już na scenie. Wszyscy rozmówcy potwierdzają zgodnie - nauczyciele w szkołach baletowych nie pomagają w rozwijaniu dziecięcych pasji, nie są ich mentorami, nie wspierają w pokonywaniu trudności i lęków, nie budują wiary we własne możliwości. Opowiadają za to o zastraszaniu i psychicznym terrorze. O życiu w permanentnym stresie. Krzykliwych i obcesowych nauczycielach. O publicznym upadlaniu i karach fizycznych. O promowaniu skrajnie chudych ciał, czego skutkiem jest bulimia czy anoreksja. O zakazie picia wody pomimo intensywnego wysiłku, gdyż ta „wypycha brzuch”. Depresja, samookaleczanie się i podejmowanie prób samobójczych nie należą do rzadkości. Zdarzają się przypadki wykorzystywania seksualnego i maltretowania psychicznego. W szkołachq tępi się indywidualność. Nauczyciele strachem i agresją budują swój autorytet, a uległe im dzieci duszą w sobie bunt na złe traktowanie, przemoc czy wulgarny ton. Każdy dzień rozpoczyna się bólem brzucha i niepewnością, co się wydarzy. To hermetyczne środowisko i niekontrolowany przez nikogo system sprawiają, że niewiele osób ma świadomość terroru, jakiemu poddawane są w szkole dzieci. Co więcej - wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, co przeżywają zamykające się coraz bardziej w sobie ich pociechy. Poinformowany przez uczennicę o sposobach nauczania w szkole Rzecznik Praw Dziecka odpowiada, że szkoły artystyczne rządzą się swoimi prawami i w związku z tym nie jest w stanie nic zrobić. Większość uczniów nie dotrwa do końca. Wielu po opuszczeniu szkoły przechodzi długi proces terapeutyczny, który ma na celu pomóc im między innymi w pozbyciu się toksycznych myśli o sobie. Często jest to szpital psychiatryczny. Dorośli ludzie jeszcze wiele lat po opuszczeniu szkoły odczuwają traumę, co przekłada się między innymi na problemy w relacjach z innymi. Utracone poczucie własnej wartości nie zawsze udaje się odbudować. Książka dobitnie pokazuje, że system edukacji w szkołach baletowych wymaga zreformowania i nadzoru. Nacisk na przedmioty zawodowe powoduje, że nauka przedmiotów ogólnokształcących jest tam na wyjątkowo niskim poziomie. Brakuje lekarza, psychologa i dietetyka. „Choć wielu jest dobrych pedagogów, to jeden zły potrafi zepsuć całą pracę tych dobrych” - to słowa psychologa a zarazem ojca uczennicy poznańskiej szkoły baletowej, która nie wytrzymuje psychicznego terroru i po 3 latach odchodzi. Czy uda się wreszcie przerwać ten krąg zła, kryjący się za murami szkoły? Dlaczego tylu dorosłych, wiedząc o problemie nie może zrobić nic? Natalia Wojciechowska, uczennica Warszawskiej Szkoły Baletowej i inicjatorka akcji „Stop przemocy w szkołach baletowych” to chyba jedyna tancerka, która odważyła się publicznie opowiedzieć to, co dzieje się z uczniami za zamkniętymi drzwiami. Dzięki niej problem został nagłośniony, pomogła również w powstaniu niniejszej książki. Desperacja, z jaką uczniowie walczą w tych szkołach o realizację swoich marzeń budzi podziw, choć nie każdy wytrwa tam do końca. U tych, którzy nie wytrzymują i rezygnują, często miłość do baletu przeradza się w nienawiść. Zdumienie budzi fakt, że pomimo coraz większej wiedzy na temat przemocy istniejącej w szkołach baletowych nic się nie zmienia w nich do dnia dzisiejszego. Dorośli, biorący na siebie odpowiedzialność za młode pokolenie, zamiast rozwijać w dzieciach wrażliwość, empatię i pasję taneczną tłamszą je, niszcząc nie tylko ich miłość do tańca, ale również osobowość. Wstrząsająca lektura.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na 7 5 miesięcy temu
Na marne Marta Sapała
Na marne
Marta Sapała
Należę do pokolenia, którego matki i babki wychowały się w biedzie, dlatego i ja wyniosłam z domu umiejętności pozwalające zagospodarować każdą cząstkę żywności. W moim domu niewiele się wyrzuca, a zakupy robi się z listą w ręku i tylko takie,jakie w danym momencie są potrzebne. Nie magazynuję żywności, rzadko zdarza mi się przegapić termin przydatności do spożycia. Dlatego ze zdumieniem przyglądam się zawartości kontenerów na śmieci na moim osiedlu po świętach, czy długich weekendach. Wyrzucone tacki z mięsem, gotowe dania, wędliny i pojemniki z sałatką jarzynową walają się wszędzie i potwierdzają tezę postawioną przez Martę Sapałę w reportażu „Na marne”- Polacy wyrzucają bardzo dużo żywności, przyczyniając się tym samym do marnotrawstwa i ekologicznej katastrofy. W dobie nadprodukcji i nadkonsumpcji temat tego reportażu jest niezwykle ważny. Autorka przygląda się zagadnieniu bardzo wnikliwie i z różnych stron. Rozmawia z freeganami, osobami bezdomnymi korzystającymi ze społecznych stołówek, organizatorami lodówek społecznych, gospodyniami wiejskimi, a także osobami, które przeżyły wojnę i wiedzą, czym jest prawdziwy głód. Poprzez te rozmowy tworzy zbiorowy portret społeczeństwa, które z jednej strony upojone możliwością dostępu do licznych dóbr zatraciło się w tym nadmiarze i beztrosko konsumuje i marnuje jedzenie, a z drugiej nauczone latami niedostatku potrafi wykorzystać każdą odrobinę żywności i przetworzyć ją w jadalne danie. Marta sapała nie poprzestaje jednak tylko na rozmowach. Próbuje też dotknąć problemu własnymi rękoma. Dlatego dołącza do grupy ludzi szukających jedzenia na śmietnikach i sprawdza, co można z niego przygotować, uczestniczy w kursie gotowania bez resztek, angażuje się jako wolontariuszka i obsługuje społeczne lodówki. Swoje spostrzeżenia popiera argumentami naukowymi, oddając głos specjalistom- naukowcom, ekonomistom, prawnikom. Mimo ciekawego tematu miałam wrażenie, że reportaż jest nieco nierówny. Autorce zdarzają się tu dłużyzny, niepotrzebne dywagacje, czasami zbyt drobiazgowo podchodzi do niektórych problemów. Na przykład historia mężczyzny, który niemyślnie podpalił budynek Biedronki,szukając jedzenia w kontenerze z usuniętą ze sklepu żywnością, nie wnosi nic do tematu, a jest nadmiernie rozwleczona. Podobnie jest w rozdziale, którego bohaterem jest sławny swego czasu piekarz z Legnicy, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości za rozdawanie niesprzedanego chleba. Sama historia jest bardzo ciekawa, ale dlaczego autorka opowiada ją od roku 1936, kiedy niemiecki piekarz Alfred Türpitz zakłada w Liegnitz piekarnię, którą 50 lat później odkupi od miasta Waldemar Gronowski? Zainteresowały mnie rozdziały poświęcone badaniom nad rozmiarami marnotrawstwa żywności w Polsce, w których dokładnie przedstawiono, co ląduje w śmietniku, dlaczego i jaki typ gospodarstwa domowego generuje najwięcej odpadów. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak wypadłabym w takich badaniach. „Na marne” to potrzebna książka, bo naświetla ważny cywilizacyjny problem i uświadamia, na czym polega odpowiedzialna konsumpcja.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 6 4 miesiące temu
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie Aleksandra Pezda
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie
Aleksandra Pezda
Aby przeżyć, trzeba stać się przestępcą. Dobry reportaż, ale rozdziały ułożyłabym nieco inaczej, zaczynając od ostatniego, który jest chyba najważniejszy, bo mówi o kobiecie, która zaczęła głośno mówić o potrzebie dostępu do leczniczej marihuany, ale też o lekarzu - pierwszej ofierze nagonki na tych, którzy pomagali nieuleczalnie chorym dzieciom. Ja zaczęłam czytanie od ostatniego rozdziału, po czym przeczytałam kolejne dwa zanim zajęłam się pierwszym. A po nim czwarty od końca - czyli ponownie o chorobie Leśniewskiego, tak jak i ten pierwszy. Później kolejność była dowolna :) Autorka przeprowadziła wywiady z różnymi ludźmi - pełen przekrój społeczny, bo wszędzie są ci, którzy potrzebują uwolnienia od nieustannego bólu. Rozmawiała też z lekarzami, nie tylko w Polsce, lecz także tymi w Izraelu, gdzie lecznicze konopie stosowane są od dawna. Nie zgadzam się z opiniami osób, które twierdzą, że ta książka jest laurką dla cudownych leczniczych konopi. Nie, nie jest to cudowne panaceum i autorka niemal w każdym rozdziale umieszcza przynajmniej jedno zdanie/wypowiedź, że nie jest to dla wszystkich i przytacza przykłady. Ale też niektórzy (rozdział o konińskim punkcie informacyjnym) przyjmują konopie tak jak tabletki przeciwbólowe - tylko wtedy , gdy ból się zaostrza, zapominając, że jest to zioło, a zioła przyjmuje się przez długi czas. A potem się dziwią, że nieszczególnie im to pomaga. W tym zbiorze reportaży jest wiele historii pełnych cierpienia i strachu, a często kończących się tragicznie. Dostajemy też przepis, etap po etapie, jak samemu zrobić RSO (olej z dużą zawartością THC). Minęło już ładnych parę lat od wydania tej książki i bardzo by się przydała druga część tego reportażu - jak to wygląda obecnie. Polecam przeczytać.
moniss - awatar moniss
ocenił na 6 10 miesięcy temu
Kociarz Kristen Roupenian
Kociarz
Kristen Roupenian
„W sieciach współczesnych randek najłatwiej złowić kogoś, kogo wcale nie chcemy zatrzymać”. To zdanie mogłoby podsumować głośny debiut Kristen Roupenian, czyli zbiór opowiadań „Kociarz”. Tytułowy tekst stał się internetowym fenomenem, wywołując lawinę dyskusji o zgodzie, toksycznej męskości i subtelnych sygnałach, które ignorujemy w relacjach. Jednak jako cała książka, „Kociarz” budzi mieszane uczucia, co skłania mnie do wystawienia oceny 6/10. Anatomia dyskomfortu Roupenian to mistrzyni opisywania sytuacji, w których czujemy się nieswojo. Jej opowiadania nie oferują łatwej rozrywki; to raczej wiwisekcja ludzkich słabości, perwersji i lęków. Autorka skupia się na momentach, w których bohaterowie przekraczają granice – własne lub cudze. Najsłynniejsze opowiadanie o relacji Margot i Roberta (tytułowego Kociarza) genialnie oddaje dynamikę współczesnego randkowania: od fascynacji, przez narastające rozczarowanie, aż po finałowy niesmak. To proza surowa, pozbawiona ozdobników, uderzająca tam, gdzie najbardziej boli. Nierówny poziom i makabra Problem pojawia się w dalszej części zbioru. O ile „Kociarz” opiera się na realizmie psychologicznym, o tyle inne teksty uciekają w stronę horroru, surrealizmu czy wręcz makabry. Ta zmiana tonacji nie zawsze wychodzi książce na dobre. Niektóre opowiadania sprawiają wrażenie napisanych „pod tezę” lub obliczonych na czysty szok, tracąc przy tym subtelność, która uczyniła tytułowy tekst wielkim. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autorka desperacko próbuje utrzymać naszą uwagę, serwując coraz dziwniejsze scenariusze, które nie zawsze niosą ze sobą głębszą refleksję. „Kociarz” to pozycja ważna jako głos pokolenia milenialsów i zapis zmian w kulturze randkowania. Kristen Roupenian ma niewątpliwy dar obserwacji, ale jako zbiór opowiadań książka jest niespójna. To lektura dla tych, którzy nie boją się literackiego dyskomfortu i chcą zrozumieć, dlaczego relacje międzyludzkie w XXI wieku stały się tak skomplikowane. Choć tytułowe opowiadanie zasługuje na najwyższe noty, reszta tekstów pozostawia pewien niedosyt, czyniąc z całości propozycję intrygującą, ale nierówną. To solidne 6/10 – warte przeczytania dla kontekstu kulturowego, choć nie zawsze literacko satysfakcjonujące.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 7 dni temu

Cytaty z książki 50 twarzy Tindera

Więcej
Joanna Jędrusik 50 twarzy Tindera Zobacz więcej
Więcej