Pod białym niebem. Natura przyszłości

Okładka książki Pod białym niebem. Natura przyszłości autora Elizabeth Kolbert, 9788396391100
Okładka książki Pod białym niebem. Natura przyszłości
Elizabeth Kolbert Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry popularnonaukowa
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Under a White Sky. The Nature of the Future
Data wydania:
2022-03-23
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-23
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396391100
Tłumacz:
Jakub Jedliński
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pod białym niebem. Natura przyszłości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pod białym niebem. Natura przyszłości

Średnia ocen
7,3 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pod białym niebem. Natura przyszłości

avatar
482
307

Na półkach:

"Ta książka opowiada o ludziach próbujących rozwiązać problemy wywołane przez ludzi starających się rozwiązać problemy." To zdanie chyba najlepiej podsumowuje "Pod białym niebem przyszłości".

Książkę Kolbert czyta się bardzo dobrze, przedziwne schadenfreude towarzyszące lekturze daje momentami niezłą frajdę, a parę razy nawet złapałem się za głowę - a to dla mnie oznacza dobrze spędzony czas.

Ale tak jak dla jednych czytelników kolejne rozdziały tylko potwierdzają szaleństwo toczące nasz gatunek, tak dla innych autorka może nie zawsze sprawiedliwie opisywać starania ludzi i instytucji portretując ich jako - w najlepszym razie dobrotliwych, a w najgorszym niebezpiecznych - wariatów. Też miałem chwilami takie wrażenie, ale finalnie sądzę, że Kolbert wie co robi, nawet jeśli czasem wydaje się robić narracyjny krok wstecz, jakby czuła, że zbyt łatwo byłoby jej się zagalopować w jednoznacznych osądach.

Także nawet jeśli przewracasz oczami na myśl o kolejnej książce o "złych ludziach niszczących przyrodę", to sądzę, że warto się chwilę przemęczyć. Koniec końców "Pod białym niebem przyszłości" może dać szerszy pogląd na ciąg przyczynowo skutkowy, który towarzyszy wielkim przedsięwzięciom. Przynajmniej pierwsza połowa książki skupia się nie na hipotetycznych lecz na rzeczywistych konsekwencjach działań takich jak zmiany biegów rzek, budowanie tam, sprowadzanie gatunków inwazyjnych. Dopiero druga - odpowiednio podbudowana pierwszą - jeży włosy na głowie, gdy wyobrazimy sobie, do czego mogą doprowadzić wielkoskalowe projekty typu inżynierii genetycznej czy geoinżynierii.

Ale Kolbert ostatecznie rozkłada ręce i pyta: czy możemy teraz pozwolić sobie aby nie brnąć dalej na ścieżce, którą podążamy od zawsze? Czy możemy liczyć na cudowną odmianę naszych przyzwyczajeń i ogólnoświatową zgodność w dążeniu do wspólnych celów? Realnie?

A czytelnik może postawić sobie inne pytanie: Czy w ogóle kiedykolwiek mieliśmy wpływ na naszą naturę?

"Ta książka opowiada o ludziach próbujących rozwiązać problemy wywołane przez ludzi starających się rozwiązać problemy." To zdanie chyba najlepiej podsumowuje "Pod białym niebem przyszłości".

Książkę Kolbert czyta się bardzo dobrze, przedziwne schadenfreude towarzyszące lekturze daje momentami niezłą frajdę, a parę razy nawet złapałem się za głowę - a to dla mnie oznacza...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
218
204

Na półkach:

Tematyka ważna, ale w sumie to przypomina zbiór artykułów o kruchości ekosystemów i szkodliwych skutkach ludzkiej w nie ingerencji.

Tematyka ważna, ale w sumie to przypomina zbiór artykułów o kruchości ekosystemów i szkodliwych skutkach ludzkiej w nie ingerencji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5792
5730

Na półkach:

Bardzo pozytywne zaskoczenie, nurkujemy w geotermalnej jaskinii Devil’s Hole w Dolinie Śmierci badając karpieńce diable, dowiadujemy się więcej o koralowcach. Rozważamy perspektywy i koszty ochrony gatunkowej (najpierw niszczymy a potem ogromnym wysiłkiem finansowym, czasowym, zaangażowaniem naukowców, wolontariuszy, aktywistów itp. itd. usiłujemy utrzymać gatunek/ekosystem na granicy przeżywalności).

Bardzo pozytywne zaskoczenie, nurkujemy w geotermalnej jaskinii Devil’s Hole w Dolinie Śmierci badając karpieńce diable, dowiadujemy się więcej o koralowcach. Rozważamy perspektywy i koszty ochrony gatunkowej (najpierw niszczymy a potem ogromnym wysiłkiem finansowym, czasowym, zaangażowaniem naukowców, wolontariuszy, aktywistów itp. itd. usiłujemy utrzymać gatunek/ekosystem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

346 użytkowników ma tytuł Pod białym niebem. Natura przyszłości na półkach głównych
  • 242
  • 99
  • 5
54 użytkowników ma tytuł Pod białym niebem. Natura przyszłości na półkach dodatkowych
  • 27
  • 12
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Pod białym niebem. Natura przyszłości

Inne książki autora

Elizabeth Kolbert
Elizabeth Kolbert
Elizabeth Kolbert – urodzona w 1961 roku amerykańska dziennikarka i publicystka. Studiowała literaturę na Uniwersytecie Yale. Jest jedną z najbardziej cenionych specjalistek w dziedzinie zmian klimatycznych i ochrony środowiska. Początkowo związana z „New York Timesem”, od 1999 roku pracuje w prestiżowym tygodniku „The New Yorker”. Laureatka wielu wyróżnień za działalność publiczną i nagród dziennikarskich. Międzynarodową sławę przyniosła jej książka "Szóste wymieranie. Historia nienaturalna", za którą otrzymała Nagrodę Pulitzera. Opisuje w niej trwające właśnie, szóste już w historii naszej planety, wielkie wymieranie gatunków. To największa katastrofa od 66 milionów lat, kiedy to w ziemię uderzyła planetoida, powodując wyginięcie m.in. dinozaurów. Obecnie sprawcą anihilacji kolejnych istnień jest człowiek. Brytyjski dziennik „The Guardian” uznał ten tytuł za jedną z najważniejszych książek wszechczasów w kategorii literatura faktu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu Nicholas Kristof
Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu
Nicholas Kristof Sheryl WuDunn
Pełna pasji książka o amerykańskiej biedzie. Autorzy łączą ogólne rozważania z historiami zwykłych ludzi, których system wpędził w spiralę biedy, uzależnień i życiowego upadku. Portretują USA jako bardzo bogaty kraj Trzeciego świata. Poruszająca lektura. Dwójka autorów pochodzących ze stanu Oregon napisała książkę o amerykańskiej biedzie. Dobrze znają temat, bo sami się wyrwali z nędzy, ale wielu ich znajomym i przyjaciołom z Oregonu się nie powiodło. Sytuacja społeczna i ekonomiczna w kraju ich wykończyła: długotrwałe bezrobocie, bieda, stres, po prostu rozpacz pchnęły ich w narkotyki, alkohol, drobną przestępczość, liczne choroby (otyłość!) i przedwczesną śmierć. Typowy dyskurs liberalny panujący obecnie w Ameryce twierdzi, że ci ludzie sami są sobie winni, bo każdy jest kowalem własnego losu. No nie, wielu jest skazanych już w dzieciństwie, bo pochodzą z biednych i patologicznych rodzin, dziedziczą nędzę i rozpacz. Portretują autorzy Amerykę jako kraj wspaniały dla bogaczy, którzy nie tylko cieszą się fortuną, ale także korzystają z licznych ulg podatkowych, dotacji i odpisów. A gdy popełnią przestępstwo, na przykład finansowe, są nader łagodnie traktowani przez sądy. Natomiast biedakom wiatr w oczy wieje: za drobne przestępstwa albo trafiają za kraty, albo zabiera im się prawo jazdy, co praktycznie wyklucza ich z życia. W ogóle nie ma państwowych programów pomocy biedakom, nieliczne które istnieją i – jak pokazują autorzy – przynoszą świetne efekty, są inicjatywą prywatną. To wielki paradoks, że ten najbogatszy kraj świata tak olewa swoich biedaków, to polityka przypominająca najbiedniejsze kraje Trzeciego świata. Ciekawe, że w ostatnich dekadach gospodarka Ameryki odnotowała spektakularny wzrost, ale jego owoce trafiły do 10% najbogatszych, reszta albo tkwi w miejscu, albo ubożeje. Przyczyną tego stanu rzeczy jest olbrzymia i wciąż rosnąca nierówność, na przykład: „zaledwie trzech Amerykanów – Jeff Bezos, Bill Gates i Warren Buffett – posiada majątek równy majątkowi całej uboższej połowy populacji”. W tej nieco chaotycznej i powierzchownej, ale wazvnej książce znajdziemy dużo więcej przykładów (edukacja, opieka zdrowotna, itd.) jak amerykański system prawny i ekonomiczny stygmatyzuje biedaków i skazuje ich na codzienną wegetację i przedwczesną śmierć. Co więcej, bieda jest dziedziczona, dzieci nędzarzy mają bardzo małe szanse wyrwania się do lepszego życia. Co ciekawe, wielu bohaterów książki głosowało na Trumpa, z pewnością ten pan nie poprawi ich sytuacji. Po koniec książki autorzy przedstawiają szereg sensownych propozycji pomocy dzieciom z ubogich rodzin, chodzi o to, żeby się wyrwały ze spirali nędzy, ale myślę, że owe propozycje mają małe szanse na realizację. W obecnej amerykańskiej atmosferze społecznej i politycznej uznane by były za komunistyczne...
almos - awatar almos
ocenił na714 dni temu
Nic się nie działo. Historia życia mojej babki Tomasz Szymon Markiewka
Nic się nie działo. Historia życia mojej babki
Tomasz Szymon Markiewka
,,Nic się nie działo" to historia bardzo intymna ale równocześnie mocno uniwersalna. Opowieść o jednej osobie, babce autora, ale osadzona w rzeczywistości ostatnich osiemdziesięciu lat. Nic się nie dzieje a równocześnie dzieje się wszystko. Jest wojna, przychodzą i odchodzą kolejne ustroje, zmieniają się miejsca, zmienia się rzeczywistość. Anna jest naszą przewodniczką po XX wieku i to dzięki losom jednej kobiety możemy zobaczyć jak wiele się zmienia i jak wiele może powiedzieć jedno zwyczajne życie. Tomasz Markiewka ubrał w słowa historię, która mogłaby odpowiadać wielu ludziom. Pokazuje nie tylko jak Wielka Historia wpływa na ludzi ale przede wszystkim bardzo prosto i bez niepotrzebnych ozdobników opowiada o zwyczajnych, wiejskich realiach i jak się zmieniły. Podczas lektury sama, ze zdziwieniem, odnajdywałam wiele elementów, które znałam z opowieści moich dziadków i rodziców. To stwierdzenie ,,nic się nie działo" nie mówi, że na wsi panowała stagnacja czy marazm. Wręcz przeciwnie ono opisuje spokój i naturalnie następujące zmiany. Elektryfikacja, nowy dom, pierwszy telewizor, traktor, montaż linii telefonicznej, internet. Wszystko to się działo i następowało w trakcie życia naszych dziadków szybko i intensywnie ale równocześnie oszczędzono im wojen, zamachów, bezpośrednich wstrząsów czy zagrożeń. Pokolenie rozpoczęło życie od wojny doceniało ten spokój i to on był dla nich wyznacznikiem. Ta króciutka książka mówi bardzo dużo o XX wieku i wsi. Jest pięknym pomnikiem pamięci i docenieniem zwykłego, prostego życia. To poruszająca opowieść o niezauważalnych zmianach i ludziach, który na to ciężko pracowali. To droga, którą przeszli po cichu, bez splendorów czy uznań nasi dziadkowie abyśmy my mogli znaleźć się w tym miejscu, w którym obecnie jesteśmy. Wreszcie na pierwszy plan zostaje wyciągnięte ,,to nic", które się działo przez tyle lat i kosztowało tak wiele wyrzeczeń. To bardzo prosta ale bardzo poruszająca opowieść, mówiąca po prostu ,,dziękuję".
deana - awatar deana
oceniła na71 rok temu
Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim Liz Plank
Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim
Liz Plank
Książka Liz Plank „Samiec alfa musi odejść. Dlaczego patriarchat szkodzi wszystkim” to jedna z tych pozycji, które wybijają czytelnika z bezpiecznej strefy komfortu, niezależnie od jego płci czy poglądów. Kanadyjska dziennikarka podjęła się karkołomnego zadania: napisania o feminizmie w sposób, który nie tylko nie wyklucza mężczyzn, ale stawia ich w samym centrum debaty jako ofiary systemu, który rzekomo został stworzony, by im służyć. Moja ocena tej publikacji to solidne 7/10 – doceniam świeżość spojrzenia i ogrom zebranych danych, choć momentami razi mnie publicystyczny, nieco zbyt amerykański optymizm autorki. Bohaterem tej książki nie jest konkretna osoba, lecz konstrukt „idealnego mężczyzny”, czyli tytułowego samca alfa. Plank analizuje, jak współczesne wzorce męskości – nakazujące siłę, dominację, tłumienie emocji i nieustanną rywalizację – stają się dla mężczyzn emocjonalną klatką. Autorka posługuje się terminem „świadoma męskość”, proponując odejście od sztywnych ram na rzecz większej empatii i wrażliwości. Fabuła tej reporterskiej opowieści prowadzi nas przez statystyki dotyczące samobójstw, uzależnień, przemocy oraz problemów z nawiązywaniem głębokich relacji wśród mężczyzn. Plank argumentuje, że patriarchat, narzucając mężczyznom rolę nieustraszonych zdobywców, odbiera im prawo do bycia ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu. To nie jest atak na męskość jako taką, ale na jej toksyczną, ograniczającą wersję. Największą siłą publikacji jest empatyczne podejście. Liz Plank nie oskarża mężczyzn o całe zło świata; ona zaprasza ich do rozmowy. Jej teza jest prosta: wyzwolenie kobiet nie jest możliwe bez wyzwolenia mężczyzn z okopów tradycyjnej roli społecznej. Autorka przytacza dziesiątki badań socjologicznych i psychologicznych, które udowadniają, że kraje o wyższym poziomie równouprawnienia to miejsca, w których mężczyźni żyją dłużej, są zdrowsi i rzadziej ulegają wypadkom. Z drugiej strony, jako czytelnik ceniący konkret, muszę odnotować pewne mankamenty. Styl Plank jest typowo anglosaski i dynamiczny, co momentami sprawia, że skomplikowane problemy społeczne są kwitowane błyskotliwymi, ale uproszczonymi puentami. Książka ma strukturę długiego artykułu prasowego, co po dwustu stronach bywa nużące. Czasami brakuje tu głębszej analizy systemów ekonomicznych, które podtrzymują patriarchat – autorka skupia się głównie na psychologii i kulturze, co jest ważne, ale nie wyczerpuje tematu. „Samiec alfa musi odejść” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego współczesny świat wydaje się tak bardzo skonfliktowany. To manifest nadziei, który mówi: „Mężczyzno, nie musisz być twardy jak głaz, by być wartościowy”. Choć momentami książka wydaje się zbyt idealistyczna, jej podstawowe przesłanie jest niezwykle cenne. Liz Plank napisała książkę, która może być trudna do przełknięcia dla tradycjonalistów, ale jest niezwykle potrzebna w czasach kryzysu tożsamości. To zachęta do porzucenia zbroi, która dawno przestała chronić, a zaczęła ciążyć. Jeśli szukasz rzetelnego, choć nieco lekkiego wprowadzenia do współczesnych studiów nad męskością, jest to pozycja dla Ciebie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Nie ma i nie będzie Magdalena Okraska
Nie ma i nie będzie
Magdalena Okraska
To nie jest zwykły reportaż. To brutalnie szczery zapis polskiej rzeczywistości, która dla wielu jest codziennością, a dla reszty niewygodnym obrazkiem, od którego najlepiej odwrócić wzrok. Miałam poczucie, że autorka weszła do mojej głowy i przelała na papier emocje, których sama nie potrafiłam ubrać w słowa. Ta książka rezonuje ze mną w 100%. To głos zapomnianej Polski. Okraska nie bawi się w eufemizmy. Pisze o miastach, z których wyjechał ostatni pociąg nadzie i o ludziach, którzy zostali na peronie. To lektura o Polsce B i C... i każdej kolejnej litery alfabetu, która oznacza marginalizację. Dla mnie ta podróż była bolesna, bo dotyczyła miejsc, które znam nie z kolorowych czasopism, ale z własnego życia. Powrót do korzeni: Lidzbark Największym ciosem był dla mnie ostatni rozdział poświęcony Lidzbarkowi. To miasto koło Działdowa (gdzie się urodziłam). Czytanie o ulicach, o znajomym krajobrazie, który w oczach autorki staje się symbolem stagnacji, było smutnym doświadczeniem. Dlaczego warto? Ta książka nie daje pocieszenia. Nie znajdziecie tu optymistycznego zakończenia ani recepty na uzdrowienie prowincji. Jest tylko, i aż, surowa prawda o braku nadziei na zmianę. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego polski krajobraz poza wielkimi metropoliami wygląda tak, jak wygląda. Dla każdego, kto pochodzi z małego miasta. Dla mnie to lustro, w którym po raz pierwszy zobaczyłam swoje rodzinne strony bez retuszu. To smutne, ale potrzebne świadectwo.
emimakota - awatar emimakota
oceniła na92 miesiące temu
Obietnica Damon Galgut
Obietnica
Damon Galgut
Typowy materiał do nagrody Bookera: saga rodzinna na tle ważnych wydarzeń społecznych. W repertuarze Damona Galguta otrzymujemy historię zamożnych Afrykanerów, potomków właściciela farmy, który na łożu śmierci swojej żony obiecał przekazać domek gospodarczy oddanej czarnoskórej służącej. Ambaras w tym, że jedyną pamiętającą o złożonej przysiędze i nie widzącą w tym społecznej aberracji jest najmłodsza córka, latami upominająca się o należność wiernej gosposi i jej syna. Bohaterowie książki zmieniają się jeden po drugim. Od głowy rodziny po kolejno odchodzące za nim dzieci. Każde z nich to inne spojrzenie na świat - inne przeżycia, poglądy, plany. Razem z nimi zmienia się Południowa Afryka. Postkolonialny kraj obarczony jarzmem niewolnictwa nieustannie boryka się z cieniem Apartheidu. Tytułowa obietnica oddania części posiadłości, jak zasypanie międzyklasowej przepaści, przez lata jest nie do spełnienia. Powieść kontrastuje konserwatyzm z nowoczesnością i frapuje prywatnymi perypetiami trójki rodzeństwa - zwłaszcza najmłodszej Amor, łamiącej wszelkie konwenanse i dla podkreślenia sprzeciwu wobec wykluczających normom społecznym skutecznie odcinającej się od rodziny. Znamienne dla interpretacji są spotkania familii - jedynie przy okazji pogrzebów. Jakby wierząc, że jedynym ratunkiem dla kraju jest zmiana stających na jego czele. A i to, jak pokazała rodzina Swartów, długo nie przynosi wyczekiwanych przemian. Cała nadzieja w dorastających pokoleniach i ich pamięci o złożonej obietnicy.
Julia Cichoń - awatar Julia Cichoń
ocenił na89 miesięcy temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na714 dni temu
Wyspa kobiet Lauren Groff
Wyspa kobiet
Lauren Groff
Uważam tę książkę za ciekawy eksperyment. W "Wyspie kobiet" Groff zadaje pytanie: czy powieść o kobietach będących częścią jednej z najbardziej mizogynistycznych instytucji w historii świata może być feministyczna, skoro nawet obiekt ich czci jest mężczyzną? Odpowiedź brzmi - tak jakby. Groff w bardzo ciekawy sposób odwraca typowo męskie historie poprzez brak jakichkolwiek męskich postaci w swojej powieści. Wszystko kręci się wokół kobiet, ich płci, seksualności i zmagań. Wspomina się tutaj raz na jakiś czas o mężczyznach, choćby o Ryszardzie Lwie Serce, ale nigdy nie są oni wymienieni z imienia, ani nie przykłada się do nich takiej wagi jak do kobiet. Nigdy się pojawiają się tutaj również imiona "Adam" czy "Jezus". Czy jest to jednak powieść feministyczna? Zarazem tak i nie, co zapewne było zamiarem autorki. Choć powieść skupia się na kobietach (i lesbijkach),nie są one żyć w pełnoprawnym świecie jako kobiety. By stworzyć swoją wyspę kobiet, muszą całkowicie odizolować się od świata i zwrócić się w stronę herezji, by zyskać choć trochę niezależności. Ale nawet wtedy nie mogą decydować o sobie - Marie, choć pragnie wolności i siły, powiela metody mizoginistycznych patriarchów kościoła poprzez trzymanie swoich podopiecznych w ciągłej niewiedzy, pozbywanie się każdej kobiety, która może jej zagrozić, oraz odcinanie innych zakonnic od świata, by mogła łatwiej je kontrolować. Marie dąży do niezależności i wolności od mężczyzn, jednak chce tych rzeczy tylko dla siebie, a nie dla innych. Jest de facto narcyzem z kompleksem zbawcy, który narzuca swoim podopiecznym swoja wolę i ignoruje ich własne pragnienia, co najlepiej ukazuje jej przyzwolenie na ukaranie Avice - nagle te patriarchalne zasady, które tak lubi łamać, nie stanowią dla niej problemu, kiedy pozwala Godzie na wychłostanie dziewczyny. I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego motywu powieści - miłości dworskiej. Poprzez ten wątek Groff udowadnia, że choć mizoginia jest dziełem mężczyzn, to jednak nawet kobiety mogą tworzyć podobne pułapki. Marie wpada w metaforyczną zasadzkę Eleonory i poświęca jej całe swoje życie - na próżno, bo Eleonora traktuje ją tylko jakie narzędzie. Miłość dworska powoduje u Marie wykształcenie komleksu Madonny i ladacznicy i powstrzymuje ją przed osiągnięciem szczęścia. Zatem nawet w świecie kobiet Marie dopada jej wewnętrzna mizoginia. Podsumowując - jest to powieść dobra i ciekawa pod względem wykonania tematyki, choć jednocześnie dość łatwo jest ją źle zinterpretować. Groff bez wątpienia jest feministką, co bardzo dobrze udowadnia w "Fatum i furii", ale to właściwie nie jest powieść o feminizmie - raczej o idei, która mogła być feminizmem, ale która zawiodła z powodu wad kobiety, która próbowała ją krzewić. Jest to ciekawe studium przypadku, podobała mi się też dlatego, że niedawno na studiach omawialiśmy protofeminizm, mistyczki i dworską miłość.
Fox - awatar Fox
ocenił na72 miesiące temu
Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów Adam Robiński
Pałace na wodzie. Tropem polskich bobrów
Adam Robiński
Nie wiem czy książka Pałace na wodzie jest reportażem. Wydaje mi się, że nie, bo opowieść Robińskiego brzmi raczej jak gawęda. Wydaje mi się też, że nie wyczerpuje tematu, chyba nawet nie ma takich ambicji. Natomiast w żadnym wypadku nie jest to jednak wielki zarzut. Bardzo mi się taka forma podoba, bo bobry to miłe i pożyteczne zwierzątka, a Robiński opowiada przyjemnie o rzeczach, o których nie miałam pojęcia. W ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że bobry w Polsce nie miały łatwo. Zostały właściwie wytępione co do sztuki. Dopiero mniej więcej w połowie XX wieku zaczęto je hodować na naszych ziemiach i przywracać do życia w naturze. Często nie było to łatwe z różnych powodów, ale się udało. Dzisiaj mam wrażenie, że bobry są dość często spotykane. Na przykład nad Wisłą w Warszawie działalność gryzoni jest bardzo widoczna, a nawet one same i to w ciągu dnia. Wygląda na to, że bardzo przywykły do ludzi. 🦫 Historie i anegdotki Robiński ma taki styl pisania, że jest go w swoich opowieściach dużo. Niektórym może to nieco przeszkadzać, mi też czasami przeszkadza, ale nie w tym przypadku. Bo Pałace na wodzie to książka o relacji człowieka z przyrodą, bez osobistych wtrętów autora historia ta byłaby niepełna. Zapewne byłaby także sucha i nudnawa. Dzięki temu, że Robiński pisze też o sobie, mamy wiele świetnych anegdot. Moją ulubioną jest tropienie rysia w zimie, który sprytnie zwiódł ludzi i ta o bobrze, który wypuszczony do nagrania TV zwiał natychmiast poza zasięg swoich opiekunów. 🦫 Człowiek a przyroda Podoba mi się nastrój tej książki, z którego wybrzmiewa nie tylko szacunek autora dla przyrody, ale i inteligencja i przydatność bobrów. Np. bobrze budowle wpływają pozytywnie na retencję wody w ziemi, przez co rośliny i zwierzęta mają tam dobre miejsce do rozwoju, co sprawia, że jedno daje życie drugiemu. Świadomość, że jeszcze czasem tak bywa, że naturze pozwala się robić “swoje”, jest bardzo przyjemna. W ogóle cała książka jest pozytywna. Opowieść o ponownym zabobrzaniu polskich rzek i strumieni dobrze wpływa na psychikę, bo zwykle dużo się słyszy o niszczeniu przyrody, a nie o jej odżywaniu. Pałace na wodzie mają też trochę smutnych tematów. Jak autor pisał o niszczeniu żeremi przez ludzi, to chciało mi się płakać. 🦫 Bobry są fajne Ale jednak mimo wszystko cała książka jest przyjemna, a i bobry to też miłe zwierzątka. Robiński ewidentnie je lubi i tę sympatię próbuje przekazać czytelnikowi. Moim zdaniem udaje mu się to, choć ja akurat lubiłam te gryzonie od dawna. Natomiast dowiedziałam się, że pomimo złej opinii (gryzą drzewa itp.) to są bardzo pożyteczne. Czytając o tych ludziach, którzy przesiedlali bobry, łapali ptaki w ręce i byli/są autentycznymi fascynatami przyrody, wydaje mi się, że to jakieś inne uniwersum, gdzie ludzie przejmują się naturą. To jest niestety coś poza moją bańką informacyjną. Tym bardziej się cieszę, że powstała ta książka pokazująca zupełnie inny, prawie nierealny świat.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na83 lata temu

Cytaty z książki Pod białym niebem. Natura przyszłości

Więcej
Elizabeth Kolbert Pod białym niebem. Natura przyszłości Zobacz więcej
Elizabeth Kolbert Pod białym niebem. Natura przyszłości Zobacz więcej
Elizabeth Kolbert Pod białym niebem. Natura przyszłości Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne