The Swan Book

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2015-01-01
- Data 1. wydania:
- 2015-01-01
- Liczba stron:
- 252
- Czas czytania
- 4 godz. 12 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9781922146830
The new novel by Alexis Wright, whose previous novel Carpentaria won the Miles Franklin Award and four other major prizes including the ABIA Literary Fiction Book of the Year Award. The Swan Book is set in the future, with Aboriginals still living under the Intervention in the north, in an environment fundamentally altered by climate change. It follows the life of a mute teenager called Oblivia, the victim of gang-rape by petrol-sniffing youths, from the displaced community where she lives in a hulk, in a swamp filled with rusting boats, and thousands of black swans driven from other parts of the country, to her marriage to Warren Finch, the first Aboriginal president of Australia, and her elevation to the position of First Lady, confined to a tower in a flooded and lawless southern city. The Swan Book has all the qualities which made Wright's previous novel, Carpentaria, a prize-winning best-seller. It offers an intimate awareness of the realities facing Aboriginal people; the wild energy and humour in her writing finds hope in the bleakest situations; and the remarkable combination of storytelling elements, drawn from myth and legend and fairy tale.
Kup The Swan Book w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki The Swan Book
Poznaj innych czytelników
171 użytkowników ma tytuł The Swan Book na półkach głównych- Chcę przeczytać 143
- Przeczytane 24
- Teraz czytam 4
- Posiadam 10
- Literatura piękna 3
- Legimi 2
- Chcę w prezencie 2
- Ulubione 2
- E-book 2
- Ebook 1


































OPINIE i DYSKUSJE o książce The Swan Book
Jednym z pierwszych smaczków, na które zwracam uwagę w książkach, są początkowe dedykacje. W tej symbolika łabędzi zostaje wyłożona właściwie od pierwszej strony. I od razu wiadomo, że nie będzie to historia opowiedziana wprost.
Przedstawiony świat jest głęboko dotknięty zmianami klimatycznymi. Rdzenni mieszkańcy Australii zamieszkują skrajne obszary kraju w ekstremalnych warunkach, odseparowani od reszty społeczeństwa. Poznajemy historię Oblivii Ethelyne, niemej nastolatki o tragicznej przeszłości. Dorasta na bagnach wśród czarnych łabędzi i wraków statków. Krajobraz brzydki i piękny jednocześnie. Jedną z ważnych postaci jest też Bella Donna - opiekunka Oblivii, która uczy ją, opowiada o mitach, łabędziach i innych światach. Łabędzie, podobnie jak miejscowi, zostały zmuszone do przeniesienia się w to miejsce z innych części kraju. Z czasem pojawia się też Warren Finch, który w bardzo strategiczny sposób łączy swoje życie z Oblivią. Dla bohaterki wyjazd do nowego miejsca nie okazuje się zbawienny, to raczej kolejna forma zamknięcia.
Czytanie tej książki było dla mnie naprawdę ciekawym doświadczeniem, bo tyle, ile było we mnie zachwytu nad językiem, tyle samo pojawiało się trudności w przebrnięciu przez kolejne rozdziały. Momentami miałam wrażenie, że fabuła rozmywa się w opisach. Trudno było mi się w nią wgryźć i potrzebowałam chwili, aby zrozumieć, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Ta książka jest dosłownie naszpikowana symboliką, granica między snem a rzeczywistością co chwilę się zaciera, a język jest niezwykle plastyczny. Wiem jednak, że dla niektórych te same elementy mogą stać się minusem w odbiorze.
To powieść o traumie osobistej, jak i zbiorowej. O politycznych manipulacjach, o walce aborygeńskiej społeczności o swoje prawa i o mocy opowieści. Ekologia, polityka i mit mieszają się tu tak bardzo, że trudno je od siebie oddzielić. Trudno też polecić ją jako lekturę „dla przyjemności”, ale to ważna książka i myślę, że warto poświęcić jej czas.
[współpraca barterowa]
Jednym z pierwszych smaczków, na które zwracam uwagę w książkach, są początkowe dedykacje. W tej symbolika łabędzi zostaje wyłożona właściwie od pierwszej strony. I od razu wiadomo, że nie będzie to historia opowiedziana wprost.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedstawiony świat jest głęboko dotknięty zmianami klimatycznymi. Rdzenni mieszkańcy Australii zamieszkują skrajne obszary kraju w ekstremalnych...
Gdyby uznać, że przyszłość będzie wyglądać tak, jak w powieści Alexis Wright, to mocno się trzymajmy. Nieważne, że akcja rozgrywa się w Australii, nieważne, że osią jest życie aborygeńskiej mniejszości. Tu istotą jest głupie prawo, sednem są źli ludzie, a ucieczką - emigracja wewnętrzna.
Życiem ludzi zarządza prawo. Jeśli prawo jest sensowne, da się funkcjonować, jeśli nie - cóż. Tu Aborygeni są na marginesie, ich lider, Warren Finch, jest ulepiony z białej gliny, wchodzi w rolę Białego Ratownika nie widząc, że ci faktycznie biali sterują nim jak marionetką. Najważniejsza jest tu jednak Oblivia, skrzywdzona okrutnie przez grupę nastolatków. Jej ucieczką jest milczenie. Przestaje się odzywać, nie mówi o cierpieniu, bo to cierpienie wydaje się koszmarem sennym. Mówią o niej inni, szepcząc o zbiorowym gwałcie, o dziecku znalezionym w baobabie. Ta postać jakoś przypomniała mi bohaterkę ekranizacji najbardziej krwawej tragedii Szekspira - "Tytus Andronikus". Dziewczyna, również okrutnie zgwałcona, traci dodatkowo dłonie i język, by nie mogła wskazać sprawcy swojego cierpienia...
"Księga łabędzi" jest o samotności, wykluczeniu, wygnaniu - dosłownym i metaforycznym. Ziemia, okazuje się, nie jest na własność, ciało nie jest na własność, nawet z uczuciami jest problem. Stado łabędzi, które cały czas jest obecne w tej historii, nadaje jej klimat realizmu magicznego, osadza w ramach baśni.
Tu wszystko rozgrywa się w języku, który jest mieszanką wszystkiego. Kolejny głos na temat okrucieństwa kolonizacji jest głosem zachrypniętym i łamiącym się.
Ta powieść to mistrzostwo, jeśli chodzi o język, styl, metafory, jestem o tym przekonana. A mimo to nie szarpnęła mnie za żadną ze strun. Żałuję.
Gdyby uznać, że przyszłość będzie wyglądać tak, jak w powieści Alexis Wright, to mocno się trzymajmy. Nieważne, że akcja rozgrywa się w Australii, nieważne, że osią jest życie aborygeńskiej mniejszości. Tu istotą jest głupie prawo, sednem są źli ludzie, a ucieczką - emigracja wewnętrzna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻyciem ludzi zarządza prawo. Jeśli prawo jest sensowne, da się funkcjonować, jeśli nie...
„Jesteśmy upośledzonym narodem, bo takimi nas uczyniła wieloletnia polityka upośledzania wszystkich jak tu leci.”
Minął tydzień od przeczytania tej powieści i mam takie przemyślenia: zaiskrzyło między nami po jakiś 20 stronach, zaraz po skończeniu uważałam, że jest wspaniała. A po tygodniu od lektury nie zamierzam zmieniać tego zdania, książka zostaje na dłużej i to jest jej jeden z wielu atutów. A atutów ma wiele, począwszy od opowiedzenia historii przez pryzmat mitologii aborygeńskiej, po historię wykluczeń aż po krytykę współczesnej polityki.
Mimo iż powieść jest dość trudna, dużo w niej o kulturze i wierze aborygeńskiej, można łuskać znaczenia z fragmentów jeśli jest ktoś obeznany z historią. Momentami powieść żmudna, ciężko mi się wchodziło w niektóre jej fragmenty, ale … wszystko co niesie ze sobą ta powieść jest najwspanialsze na świecie. Te wszystkie szpile wbite światu, te wszystkie komentarze na temat rdzennej ludności, na temat migracji, polityki, na temat kolonializmu i wykluczenia - powieść totalnie zaangażowana społecznie. To nie jest powieść o niedalekiej przyszłości, ta przyszłość już się dzieje, wystarczy się rozejrzeć. „Księga łabędzi” to niestety sedno współczesnego świata. Oniryczna otoczka nawiązująca do aborygeńskiej kultury i wierzeń, w której Czas Snów spotyka się z realiami codziennego życia. Pięknie poetycko opowiedziana historia zdewastowanego świata.
„Teraz zaś nadszedł dzień, w którym nowoczesny człowiek stał się nową twarzą Boga i sam sobie w ofierze złożył całą Ziemię”.
Ps. Ze względu na dość ciężki próg wejścia w tę powieść, trochę brakowało mi posłowia. Ale i tak ja kocham.
Dla zainteresowanych polecam „Mitologię Aborygenów” Colina Johnsona - dzięki niej powieść będzie mniej enigmatyczna.
„Jesteśmy upośledzonym narodem, bo takimi nas uczyniła wieloletnia polityka upośledzania wszystkich jak tu leci.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMinął tydzień od przeczytania tej powieści i mam takie przemyślenia: zaiskrzyło między nami po jakiś 20 stronach, zaraz po skończeniu uważałam, że jest wspaniała. A po tygodniu od lektury nie zamierzam zmieniać tego zdania, książka zostaje na dłużej i to jest...
"Witamy w dysfunkcyjnej dystopii". Próg wejścia jest tutaj wysoki. I zanim go przekroczymy warto mieć na uwadze to, że już za chwilę będziemy chcieli zrobić krok w tył, czując się dosyć niepewnie. Bo "Księga łabędzi" jest spektaklem - poetyckim, onirycznym, hipnotycznym, choć często też nużącym, usypiającym nawet. Ale taką płaci się często cenę za literaturę, która oferuje inność, oryginalność, odrębność. Która nie kopiuje, która językowo wzbija się na jakieś górne rejestry, która gra z czytelnikiem rozbudowaną metaforyką, gdzie nie ma wyraźnej granicy między czasem a poza- czasem, a bohaterowie z poza- światów żyją nawet bardziej, niż ci ulokowani w tym "tu i teraz". Wymagać to może więc ciągłego swobodnego dryfowania między myślami, obrazami, symbolami, duchami, poddania się powolnemu nurtowi opowieści, gdzie rozbudowane opisy kreślą baśniowe pejzaże przyrody, by za chwilę wrzucić nas w miejską dystopijną szarość.
.
Poetyka "Księgi łabędzi" wywodzi się po części także z poezji, bowiem A. Wright przywołuje na kartach swojej powieści pojedyncze wersy wierszy W. Blake'a, W. Whitmana, W.B. Yeatsa, czy Ch. Baudelaire'a. To łabędź- biały i czarny- funkcjonują tutaj jako symbole, pozwalając odczytywać tę powieść poprzez różne konteksty. Jednym z nich jest przyszłość Australii jako krainy suszy, dotkniętej zmianami klimatycznymi. Inna to postkolonialna rzeczywistość, brak politycznej stabilności, wyrugowanie rdzennej ludności na peryferia kontynentu, osadzenie ich w zamkniętych strefach nadzorowanych przez wojsko. Tak jak wieczną jest wędrówka głównej bohaterki - którą traumatyczne zdarzenia w dzieciństwie zamknęły w świecie ciszy i obłąkanego wirusa" w głowie, podążającej za stadami łabędzi- tak wieczną jest wędrówka Aborygenów- "okradzionych" z ziemi przodków i karmionych kłamstwami pod hasłami "polityki wyrównywania szans". A pył wznosi się jak "kapłani cienia snujący się w mroku", aż spełnią się wszystkie "rozbuchane, rozujadane przepowiednie".
.
"Księga łabędzi" to sinusoida, balansowanie między zachwytem, a zmęczeniem. Domaga się ciągłego skupienia, odszyfrowywania nawarstwiających się metafor. Nagrodą jest wrażenie obcowania z literaturą wyjątkową, pod wieloma względami osobliwą, ale też wymagającą. Polecam.
"Witamy w dysfunkcyjnej dystopii". Próg wejścia jest tutaj wysoki. I zanim go przekroczymy warto mieć na uwadze to, że już za chwilę będziemy chcieli zrobić krok w tył, czując się dosyć niepewnie. Bo "Księga łabędzi" jest spektaklem - poetyckim, onirycznym, hipnotycznym, choć często też nużącym, usypiającym nawet. Ale taką płaci się często cenę za literaturę, która oferuje...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedna z tych książek, które stawiają opór, fascynują i męczą po równo — oczarowują, gubią, przeżuwają i wypluwają czytelnika. Po lekturze czuję ulgę zmieszaną z poczuciem obcowania z czymś wyjątkowym. Zderzyłam się z nią jak ze ścianą; po kawałku wygrzebywałam cegły, żeby dostać się do środka, nieraz wracając do początku akapitu, zdania… by w pewnym momencie znaleźć się w zaczarowanym ogrodzie, dać się porwać, zachwycić na tyle, by z wytrwałością przedzierać się przez chaszcze słów — ze znojem, ale i z dużą satysfakcją.
Niedaleka przyszłość. Australia po katastrofie klimatycznej. Rdzenni mieszkańcy zamieszkują wyznaczone, nieprzyjazne do życia obszary — stłoczeni, skupieni na przetrwaniu, na podstawowych potrzebach, gdzie szczęściem jest ryba zjedzona w piątek. Na bagnie, na łajbie, mieszka Bella Donna, uciekinierka z Europy, a razem z nią Oblivia — dziewczyna znaleziona we wnętrzu drzewa, gdzie skryła się po zbiorowym gwałcie i zahibernowała. Ich łajbę otaczają łabędzie, pasione resztkami wyłudzanymi i wykradanymi przez Bellę Donnę od ludzi. Nie wiadomo, skąd się wzięły ani czemu nie wybrały czystych jezior, tylko to bagno.
Pewnego dnia na bagno trafia Warren Finch, hodowany na pierwszego rdzennego prezydenta, by odnaleźć obiecaną mu na żonę dziewczynę. Zabiera ją do miasta — wierzgającą, nieufną, dziką i nieokrzesaną — a razem z nią ruszają jej duchy, a w końcu także łabędzie.
Powiedzieć, że ta książka nie jest dla każdego, to eufemizm. To książka dla garstki. Dla tych, którym nie przeszkadza błądzenie, meandrowanie, kręcenie się w kółko, sprawdzanie ślepych uliczek i wszelkich możliwych odnóg. Dla tych, którzy lubią pomieszanie stylów i porządków, snu z rzeczywistością. Dla tych, którym język-jego rytm, gęstość i obrazowość wystarczają za wszystko inne; tych, którzy, napotykając piękne zdania, lubią przystanąć, by przeczytać je sobie ponownie na głos — raz albo kilka razy, jak zaklęcie. Dla tych, co lubią hipnozę, trans i lepką intensywność. Jeśli czujecie, że to o Was — śmiało.
To jedna z tych książek, które stawiają opór, fascynują i męczą po równo — oczarowują, gubią, przeżuwają i wypluwają czytelnika. Po lekturze czuję ulgę zmieszaną z poczuciem obcowania z czymś wyjątkowym. Zderzyłam się z nią jak ze ścianą; po kawałku wygrzebywałam cegły, żeby dostać się do środka, nieraz wracając do początku akapitu, zdania… by w pewnym momencie znaleźć się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Księga Łabędzi" to lament nad światem po katastrofie. Nad Australią po zmianach klimatu. Nad ludźmi wypchniętymi poza margines własnej ziemi.
To dystopia.
Ale zbyt realna, by była tylko fikcją.
Rdzenna ludność zamknięta na kontrolowanych terenach Terytorium Północnego. Ziemia formalnie „oddana”, lecz martwa. Skażona. Bezwartościowa. Symboliczny gest bez pokrycia.
W centrum tej opowieści stoi Oblivia Ethylene.
Nastolatka. Ofiara brutalnej przemocy. Zgwałcona przez chłopców odurzonych benzyną. Po tamtej nocy milknie. Dosłownie.
Jej milczenie nie jest tylko traumą.
To milczenie całych społeczności.
Psychologicznie ta powieść jest studium zamrożenia. Reakcji obronnej. Ciała, które przetrwało, ale dusza wycofała się głęboko pod powierzchnię. Oblivia staje się obserwatorką świata, który ją zawiódł.
Opiekuje się nią Bella Donna-kobieta z bagien. Strażniczka łabędzi. Szamanka, złodziejka jedzenia dla ptaków, które ,jak rdzenni mieszkańcy,zostały wyparte ze swoich terenów przez zmiany klimatu.
Łabędzie są tu wszystkim.
Uchodźcami. Świadkami. Metaforą.
Czarne ptaki przelatują przez zatrute niebo. Szukają wody. Znajdują bagno. Toksyczne, lecz jeszcze żywe. Ich ciężkie ciała rozcinają powierzchnię skażonej wody tęczową smugą. Piękno i rozpad w jednym obrazie.
To książka o kolonializmie, który nie skończył się wraz z historią. O polityce, która obiecuje, lecz nie naprawia. O symbolicznym wyniesieniu – gdy Oblivia zostaje żoną pierwszego aborygeńskiego prezydenta – które nie daje wolności.
Bo trauma nie znika wraz z awansem społecznym.
Miasto na południu tonie. Dosłownie i metaforycznie. Prawo się osuwa. Struktury pękają. Świat traci grunt.
Wright pisze jak wizjonerka. Realizm magiczny miesza z mitologią Aborygenów. Wprowadza groteskę, humor, dżiny z doktoratami i gadającą małpę, by powiedzieć coś bardzo prostego: system zawiódł człowieka. A człowiek zawiódł ziemię.
To powieść o przemocy wobec kobiet. O politycznej hipokryzji. O klimatycznej żałobie. O tożsamości budowanej na zgliszczach.
Czyta się ją jak sen.
Niespokojny. Gęsty. Duszny.
To literatura wymagająca. Momentami chaotyczna. Ale szczera do bólu. Bo tylko szaleństwo potrafi opisać świat, który sam stał się absurdalny.
Ta książka nie daje ukojenia.
Daje świadomość.
A świadomość boli.
"Księga Łabędzi" to lament nad światem po katastrofie. Nad Australią po zmianach klimatu. Nad ludźmi wypchniętymi poza margines własnej ziemi.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo dystopia.
Ale zbyt realna, by była tylko fikcją.
Rdzenna ludność zamknięta na kontrolowanych terenach Terytorium Północnego. Ziemia formalnie „oddana”, lecz martwa. Skażona. Bezwartościowa. Symboliczny gest bez pokrycia.
W centrum...
"Kiedy zmienił się świat, ludzie byli inni. Miasteczka się pozamykały, miasta zabito dechami, dzielnice opustoszały, rządy padły."
Lubię, kiedy powieść zaczyna się właśnie takimi słowami. Ale nie spodziewałam się tak naprawdę co zastanę w środku.
Jest to najbardziej powieść między wierszami jaką przeczytałam... Błądzenie po własnym umyśle...
"Wirus myśli, że chcę tego, czego on chce-ukryć się w najciemniejszym zakątku jego różowego jak landrynka łóżka, gdzie śpi i śni głęboko w moim chorym umyśle."
Do tego rodzaju powieści potrzebna jest instrukcja obsługi /dostępna na okładce/😎
Australia. Gdzieś tam w przyszłości, po katastrofie klimatycznej. Ludność odradza się na skrawkach ziemi i tego co zostało po naturze.
A zostały wraki, gruzy ludzkiego świata i miliony czarnych łabędzi.
...
Piękny język, ale bardzo przystępny, piękna prawdziwa opowieść i chyba jedna z większych skarbnic cytatów. Naprawdę, mogłabym tutaj cytować większość, ale to trzeba by było całą książkę przekopiować raczej.
Świadomość ubrana w słowa.
"Matka natura? Ha! Kto by policzył, ile serc jest w stanie wyrwać żywcem? Nigdy jej się nie znudzi. I kto wie, gdzie na tej ziemi człowiek później znowu swoje serce znajdzie? Ludzie w drodze nazywali ją matką katastrofą od powodzi, pożaru, suszy i zamieci. To były jej cztery pory roku, którymi ciskała w świat, kiedy jej się zachciało."
Często się śmiałam, ale właściwie z czego ja się śmiałam, to ja nie wiem?🙈
Ulotny czar tej opowieści jakoś mnie zauroczył, zahipnotyzował, może właśnie przez to że wszystko było czarowne między wierszami. Poza tym uwielbiam, kiedy ktoś umie tak pięknie przekazywać opowieści słowem pisanym.
Naprawdę bardzo uważnie trzeba czytać tą lekturę i po prostu delektować się jej wyjątkowością i formą wypowiedzi, która przekazuje dramatyczne treści, więc jestem przekonana na 100%, że większość czytelników odłoży ją po kilku stronach.
A ja polecam.
"Kiedy zmienił się świat, ludzie byli inni. Miasteczka się pozamykały, miasta zabito dechami, dzielnice opustoszały, rządy padły."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię, kiedy powieść zaczyna się właśnie takimi słowami. Ale nie spodziewałam się tak naprawdę co zastanę w środku.
Jest to najbardziej powieść między wierszami jaką przeczytałam... Błądzenie po własnym umyśle...
"Wirus myśli, że chcę...
Alexis Wright to jedna z tych autorek, które funkcjonują trochę poza literackim obiegiem głównego nurtu, nawet wtedy, gdy zdobywają najważniejsze nagrody. Pochodzi z ludu Waanyi z rejonu Zatoki Karpentaria w północnej Australii. Zanim zaczęła być czytana jako ważna pisarka, potencjalna Noblistka, była przede wszystkim aktywistką, publicystką, osobą zaangażowaną w sprawy swojej społeczności. I to czuć w tej książce.
Nie debiutowała wcześnie i nie budowała kariery w trybie „co rok nowa powieść”. Pisze wolno, rzadko, każda książka wygląda u niej raczej jak osobny projekt niż kolejny etap w literackiej karierze. Jej druga powieść, „Karpentaria”, zdobyła w 2007 roku Miles Franklin Award – najważniejszą nagrodę literacką w Australii. Do dziś bywa nazywana Wielką Australijską Powieścią, choć w Polsce została niezauważona i zapomniana (dzisiaj można ją kupić za grosze, ale chyba brak chętnych).
W jej prozie mieszają się różne rejestry. Mamy tu język mówiony i wysoki, realizm społeczny i elementy fantastyczne, mit, satyrę, polityczną złośliwość i momenty niemal baśniowe. To pisarka, która nie bardzo przejmuje się tym, czy mieści się w wygodnych szufladkach gatunkowych ani czy jej książki dobrze się czyta według zachodnich standardów narracji. Bardziej interesuje ją to, czy literatura w ogóle może jeszcze coś zrobić z rzeczywistością, a nie tylko ją opisywać.
Dobrze pokazuje to „Księga łabędzi”. Ta książka nie tyle opowiada historię, co wciąga czytelnika w obcy rytm myślenia. To doświadczenie momentami męczące, momentami hipnotyczne, ale rzadko obojętne.
Fabuła, jeśli już ją uporczywie rekonstruować, wygląda jak dystopia z niedalekiej przyszłości. Oto Australia po katastrofie klimatycznej, ludność aborygeńska zamknięta w czymś na kształt obozów-internatów, świat podzielony na resztki krajobrazów i resztki politycznych obietnic. Oblivia – niema dziewczyna po traumie gwałtu – mieszka na bagnie wśród wraków statków i tysięcy czarnych łabędzi. Z czasem zostaje żoną pierwszego aborygeńskiego prezydenta Australii.
Brzmi jak polityczna alegoria. I jest nią, ale tylko częściowo. Wright konsekwentnie psuje każdą próbę czytania tej książki jako konkretnej historii. To raczej powieść o byciu wepchniętym w świat, który już dawno przestał mieć sens. Najmocniej działa tu to, że „Księga łabędzi” nie stawia człowieka w centrum. Krajobraz, zwierzęta, ziemia, klimat – to nie są dekoracje dla ludzkich dramatów, tylko równorzędni bohaterowie. W klasycznej dystopii świat się wali, żebyśmy mogli oglądać, jak cierpią ludzie. U Wright świat wali się obok ludzi, przez ludzi i czasem wbrew ludziom. A oni są tylko jednym z elementów tego rozpadu. To zmienia perspektywę dla czytelnika. Nie współczujesz wyłącznie bohaterom, zaczynasz czuć coś na kształt żałoby po całej rzeczywistości.
Relacja Oblivii z Bellą Donną (uchodźczynią klimatyczną z północy),jest jednym z niewielu ludzkich punktów zaczepienia w tej powieści. Stara kobieta opowiada dziewczynie historie o łabędziach, mitach, dawnych światach. Te opowieści nie są eskapizmem. One działają jak wirus. Zaszczepiają w Oblivii obce narracje, obce obrazy, które mieszają się z jej własnym doświadczeniem przemocy i wykluczenia. Autorka pokazuje tu coś bardzo niekomfortowego, a mianowicie, że historie, nawet te piękne, nie są niewinne. Mogą dawać schronienie, ale mogą też kolonizować wyobraźnię.
Język „Księgi łabędzi” jest osobnym bytem. To proza, która brzmi, jakby była przeznaczona do mówienia na głos. Jest rytmiczna, pełna powtórzeń, nagłych przeskoków rejestru, dziwnych metafor, które pączkują w inne metafory. Czytając, miałem poczucie, że każde zdanie próbuje zrobić za dużo naraz. Czasem to męczy. Czasem hipnotyzuje. Czasem irytuje. To literatura, która nie ułatwia zadania czytelnikowi i nawet nie udaje, że chce to robić. Trochę jak u Can Xue. Ale tylko trochę, bo to artystki osobne.
Jeśli ktoś szuka w tej książce spójnej historii, sensownego rozwoju postaci albo klasycznej satysfakcji fabularnej, będzie rozczarowany. Dialogi często brzmią jakby odbywały się obok siebie. Sceny się rozmywają. Wątki polityczne, ekologiczne, mitologiczne nakładają się na siebie jak warstwy snu. To nie jest opowieść do śledzenia, tylko do znoszenia. Albo do poddania się jej rytmowi. Albo do odłożenia w połowie z poczuciem porażki, co też jest uczciwą reakcją.
A jednak, mimo tej całej nadmiarowości, „Księga łabędzi” zostawia po sobie bardzo konkretne uczucie. Chodzi mi o smutek zmieszany z gniewem i czymś, co można by nazwać niechętną nadzieją. To powieść głęboko polityczna, ale nie w sensie publicystycznym. Jej polityczność polega na tym, że podważa sam sposób, w jaki przywykliśmy opowiadać świat. Kto ma prawo do historii? czyje mity uznajemy za prawdziwe, a czyje za egzotyczne? Kto ma prawo mówić w imieniu ziemi, a kto tylko ją eksploatuje?
To jedna z tych książek, które łatwo nazwać ważnymi, ale trudniej powiedzieć, czy są przyjemne. Nie są. To nie jest lektura na poprawę nastroju. To raczej powieść, po której zostaje w głowie ciężki osad. Obrazy bagna pełnego wraków, ptaki rozbijające się o szkło wieżowców, dziewczyna, która nie mówi, bo świat i tak jej nie słucha.
„Księga łabędzi” wygląda jakby ktoś wrzucił do blendera dystopię, mitologię, raport IPCC i kilka legend opowiedzianych przy ognisku. A potem zapomniał nałożyć pokrywkę. Treść wylatuje na wszystkie strony, ale mimo wszystko jakoś to działa. Ktoś zauważy tu „Mad Max” bez benzyny. Inny „Drogę” McCarthy’ego bez czułości. A pewnie znajdą się i tacy, co porównają powieść do twórczości Margaret Atwood. Na pewno jest to rzecz w jakiś sposób niezwykły i strasznie smutno by było, jakby spotkał ją taki los jak „Karpentarię”.
Recenzja ukazała się pod adresem https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2026/02/recenzja-ksiega-abedzi-alexis-wright.html
Alexis Wright to jedna z tych autorek, które funkcjonują trochę poza literackim obiegiem głównego nurtu, nawet wtedy, gdy zdobywają najważniejsze nagrody. Pochodzi z ludu Waanyi z rejonu Zatoki Karpentaria w północnej Australii. Zanim zaczęła być czytana jako ważna pisarka, potencjalna Noblistka, była przede wszystkim aktywistką, publicystką, osobą zaangażowaną w sprawy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolacy niegotowi.
Polacy niegotowi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to